rozwiń zwiń

Józef i jego bracia. Tom 2. Józef w Egipcie

Okładka książki Józef i jego bracia. Tom 2. Józef w Egipcie
Thomas Mann Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie literatura piękna
611 str. 10 godz. 11 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Joseph und seine Brüder
Data wydania:
1997-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1967-01-01
Liczba stron:
611
Czas czytania
10 godz. 11 min.
Język:
polski
ISBN:
8370235964
Tłumacz:
Maria Traczewska, Edyta Gałuszkowa-Sicińska
Średnia ocen

                8,2 8,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Józef i jego bracia. Tom 2. Józef w Egipcie w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Józef i jego bracia. Tom 2. Józef w Egipcie

Średnia ocen
8,2 / 10
40 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1117
571

Na półkach:

Tym razem historia syna Jakuba, Józefa, którego zawistni bracia wtrącają do studni, ratuje go karawana kupców, wiodąca go do Egiptu, gdzie sprzedany jako niewolnik dostępuje zaszczytu zarządcy. A by dopełnił się tragiczny los, zakochuje się w nim żona Najwyższego, będącego eunuchem. Mnóstwo odniesień do religii, barwny język, przepięknie utkane dzieje. Ciekawią poglądy Józefa, który zderza swoje chrześcijańskie korzenie ze światem faraońskich bogów. Kunsztowna literatura najwyższych lotów. Smakoszom dobrej klasyki zdecydowanie polecam.

Tym razem historia syna Jakuba, Józefa, którego zawistni bracia wtrącają do studni, ratuje go karawana kupców, wiodąca go do Egiptu, gdzie sprzedany jako niewolnik dostępuje zaszczytu zarządcy. A by dopełnił się tragiczny los, zakochuje się w nim żona Najwyższego, będącego eunuchem. Mnóstwo odniesień do religii, barwny język, przepięknie utkane dzieje. Ciekawią poglądy...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

85 użytkowników ma tytuł Józef i jego bracia. Tom 2. Józef w Egipcie na półkach głównych
  • 48
  • 37
15 użytkowników ma tytuł Józef i jego bracia. Tom 2. Józef w Egipcie na półkach dodatkowych
  • 8
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Opowieści niesamowite z języka niemieckiego Ludwig Bechstein, Joseph von Eichendorff, Paul Ernst, Hanns Heinz Ewers, Friedrich Gerstäcker, Johann Wolfgang Goethe, Jeremias Gotthelf, Wilhelm Hauff, Paul Heyse, E.T.A. Hoffmann, Henryk Mann, Thomas Mann, Dauthendey Max, Gustav Meyrink, Paul Rohrer, Georg von Schlieben, Oskar A.H. Schmitz, Theodor Storm, Karl Hans Strobl, Ludwig Tieck, Friedrich de la Motte Fouqué, Heinrich von Kleist
Ocena 7,3
Opowieści niesamowite z języka niemieckiego Ludwig Bechstein, Joseph von Eichendorff, Paul Ernst, Hanns Heinz Ewers, Friedrich Gerstäcker, Johann Wolfgang Goethe, Jeremias Gotthelf, Wilhelm Hauff, Paul Heyse, E.T.A. Hoffmann, Henryk Mann, Thomas Mann, Dauthendey Max, Gustav Meyrink, Paul Rohrer, Georg von Schlieben, Oskar A.H. Schmitz, Theodor Storm, Karl Hans Strobl, Ludwig Tieck, Friedrich de la Motte Fouqué, Heinrich von Kleist
Thomas Mann
Thomas Mann
Mann urodził się w Lubece, mieście hanzeatyckim, wchodzącym w skład Cesarstwa Niemieckiego na prawach samodzielnego landu. Jego ojciec, Thomas Heinrich Johann Mann, pochodził ze starej hanzeatyckiej rodziny, zaś matka, Júlia da Silva Bruhns, z mieszanej niemiecko-brazylijsko-kreolskiej rodziny. Biografowie przyszłego noblisty lubili podkreślać sąsiadowanie w nim cech typowych dla powściągliwych ludzi z północy i żywiołowych z południa. Jego starszym bratem był urodzony w roku 1871 Heinrich Mann, który również został sławnym pisarzem. Ojciec Manna był bogatym hurtownikiem zbożowym i senatorem miasta Lubeki. Zmarł w roku 1891, kiedy Thomas miał zaledwie kilkanaście lat. Ojciec, kiedy zmuszony był poddać się poważnej operacji, której zresztą nie przeżył, napisał w pośpiesznie sporządzonym testamencie, że jego dochodowa firma ma zostać, w wypadku śmierci, zlikwidowana i że upłynnione fundusze przeznaczone zostaną na wykształcenie i życie rodziny. Senator Mann nakładał też na kuratorów obowiązek przeciwdziałania wczesnym próbom literackim chłopców. Jednakże obawy senatora w większym stopniu odnosiły się do skłonności Heinricha, nie zaś Thomasa. Po śmierci senatora rodzina przeprowadziła się do Monachium w Bawarii, gdzie Thomas pracował pewien czas w firmie rachunkowej i uczęszczał na Uniwersytet Ludwika i Maksymiliana jako wolny słuchacz. W Monachium mieszkał na stałe w latach 1891–1933. Pisarstwo coraz bardziej go pociągało. Podczas pobytu z Heinrichem we Włoszech miał już na koncie pierwsze napisane nowele. Część z nich opublikował i wydał w zbiorze (Mały pan Friedemann) jeszcze przed końcem XIX wieku. W roku 1900, w wieku lat 25, napisał swoją pierwszą powieść pt. Buddenbrookowie. Była to powieść-saga rodzinna o świetności i upadku możnego mieszczańskiego hanzeatyckiego rodu. Niewątpliwie dzieje jego własnej rodziny dostarczyły młodemu Mannowi cennego tworzywa do tego dzieła. Książka wyszła drukiem rok później w dwóch tomach, przynosząc autorowi wielki rozgłos. Rok później (1902) Mann wydał Królewską wysokość. W roku 1905 poślubił Katię Pringsheim, córkę profesora matematyki na Uniwersytecie Monachijskim. Małżeństwo to trwało aż do śmierci Thomasa i wydało sześcioro dzieci (Erikę, Klausa, Golo, Monikę, Elisabeth i Michaela). Klaus i Erika poszli w ślady ojca i zostali ludźmi pióra. Golo był znanym historykiem, zaś Michael grał na skrzypcach, a w późniejszych latach został historykiem literatury. Warto w tym miejscu dodać, że i Thomas Mann był bardzo muzykalnym, a jedna z jego późniejszych głośniejszych powieści, Doktor Faustus traktuje właśnie, wedle jego słów, o muzyce i polityce. Żona, która przez cały czas wspierała męża w jego twórczości, poświęciła swemu małżeństwu książkę Moje nienapisane wspomnienia. Katia Mann spisała i wydała je przy pomocy dzieci (Eriki, Golo i Michaela), gdy miała już ukończone 90 lat, ponad 20 lat po śmierci męża. Spełniła tym samym jego życzenia, by listów i pamiętników nie publikować aż do upłynięcia 20 lat od jego śmierci. Klaus popełnił samobójstwo w 1949, a Michael w 1976, wkrótce po zakończeniu pracy edytorskiej nad pamiętnikami ojca. Samobójstwa w najbliższej rodzinie Thomasa Manna zdarzały się często. W okresie młodości przeżył samobójstwa swoich sióstr (Carla w 1910 i Julia w 1927). U schyłku życia Mann wykazywał wiele serdeczności i opieki nad swoim wnukiem Frido – synem Michaela. Thomas Mann, uznawany za jednego z największych pisarzy niemieckich, miał dość skomplikowane życie prywatne. Pozornie był to typowy przykład mieszczańskiej rodziny niemieckiej, z wierną i oddaną żoną (Katia Mann), sześciorgiem dzieci, finansową zaradnością i zasobnością. W tym portrecie brak jednak jednej, bardzo ważnej informacji: pisarz był homoseksualistą lub biseksualistą. Wiele względów zmusiło go do nieupubliczniania tego. Sam wychowany w tradycyjnych zasadach mieszczańskich za niezbędne uznawał klasyczne podstawy rodziny niemieckiej. Wobec najbliższych i przyjaciół nie skrywał swych pasji, ale wobec świata zewnętrznego unikał demonstrowania swej orientacji seksualnej. Wielu badaczy już bardzo wcześnie zauważyło szereg podobieństw między doświadczeniami Manna-człowieka a głównymi bohaterami jego powieści i opowiadań. Baczna obserwacja samego siebie i zjawisk zachodzących wokół, służyła za kanwę jego literackich fikcji. W „Tonio Krugerze” postać Hansa Hansena to cień jego własnych doświadczeń romantycznych ze szkolnym kolegą Arminem Martensem. Pribislav Hippe z „Czarodziejskiej góry” to inny kolega lat szkolnych, Willri Timpe. Jedna z głównych miłości Manna, Paul Ehrenberg z monachijskiej Akademii Sztuk, odrodził się czterdzieści lat później jako Rudi Scherdtfeger w „Doktorze Faustusie”. Chłopiec ze „Śmierci w Wenecji” jest portretem autentycznego zdarzenia fascynacji pisarza młodym Polakiem, którego z uwielbieniem podpatrywał na plaży w Wenecji podczas rodzinnego urlopu w 1911 r. Wspomina o tym dość obszernie jego żona Katia w pamiętnikach opublikowanych wiele lat po śmierci męża. Dwoje dzieci pisarza, Erika i Klaus było homoseksualistami. W liście do Klausa z 1927 r. Thomas Mann domaga się wręcz, by syn (posiadający, naturalnie, przewagę młodości) nie obracał się w tych samych kręgach, co 17-letni Klaus Heuser, wobec którego on sam miał słabość. Pisarz napomina syna, że sam będąc sławnym, ale już starszym panem ma wszak prawo do doświadczania tych samych przygód, co syn i zadaje retoryczne pytanie: czy tylko ty masz być tym, który stale grzeszy? Autor obszernej monografii o Mannie, Anthony Heilbut stawia tezę, że doświadczenie homoseksualne pisarza było centralnym elementem jego twórczości. Homoseksualizm Manna był też dość rzeczowo udokumentowany przez dwóch innych znanych badaczy literatury europejskiej: Ronalda Haymana i Donalda Pratera, autorów monografii o pisarzu. Nie idą oni jednak tak daleko w ferowaniu opinii o wpływie homoseksualizmu Manna na jego twórczość. W czasie I wojny światowej Thomas Mann poparł, w przeciwieństwie do swego brata Heinricha, politykę wojenną Wilhelma II. Dał temu wyraz w swym monumentalnym eseju pt. Wyznania człowieka apolitycznego. Jednakże opinię zrewidował po pewnym czasie, czemu dał wyraz już w przedmowie do tego dzieła. Po wojnie Mann zdecydowanie popierał ustanowienie Republiki Weimarskiej oraz angażował się na rzecz kulturalnego pojednania pokonanych Niemiec z zagranicą. W tych latach powstała, między innymi, wielka biblijna tetralogia o Józefie oraz jego bodajże najsłynniejsza powieść Czarodziejska góra, będąca symbolicznym obrazem kryzysu duchowego Europy przed wybuchem wojny. Jej akcja rozgrywa się w odizolowanym od świata sanatorium w szwajcarskim Davos. W roku 1929 Mann otrzymał literacką Nagrodę Nobla. Po raz pierwszy jako kandydat do niej był wymieniany już po ukazaniu się (1913) Śmierci w Wenecji, a od kilku lat przed jej przyznaniem niezmiennie znajdował się w gronie faworytów. Pisarz część swojej nagrody (2000 zł) przekazał na budowę podlegającej pod Parafię Ewangelicko-Augsburską w Rypinie niemieckojęzycznej szkoły kantorackiej w Obórkach, ukończonej w 1931 roku. Na podstawie zezwolenia polskich władz państwowych, na znak wdzięczności mieszkańców, w budynku szkolnym, obok portretów Józefa Piłsudskiego i Prezydenta RP Ignacego Mościckiego zawisł portret Manna. Mann, który należał do aktywnych przeciwników ruchu nazistowskiego, w chwili przejęcia przez Hitlera władzy w Niemczech znajdował się za granicą i tam też postanowił pozostać. Decyzja ta umocniła się w nim po pożarze Reichstagu w lutym 1933 roku niedługo po nominowaniu Hitlera na kanclerza Rzeszy. Stosunki z Mannami zerwał m.in. również noblista i dawny przyjaciel Gerhart Hauptmann, który pozostał w kraju. Początkowo rodzina Mannów mieszkała w Szwajcarii. Na początku 1936 Thomas Mann zrzekł się obywatelstwa niemieckiego oświadczając, że nie powróci do Niemiec. W roku 1937 przyjął z rodziną obywatelstwo Czechosłowacji, jednak niedługo potem przenieśli się do znacznie bezpieczniejszych Stanów Zjednoczonych, gdzie zamieszkał także Heinrich oraz inni znani niemieccy pisarze walczący z hitleryzmem (na przykład Bertolt Brecht). Początkowo mieszkali w Princeton w stanie New Jersey, gdzie Mann wykładał gościnnie na Uniwersytecie w Princeton. Niedługo potem przenieśli się do Kalifornii i wybudowali tam nowy dom. Pod koniec II wojny światowej Mann uzyskał obywatelstwo amerykańskie. Po upadku dyktatury Hitlera Mann dalej pozostał na emigracji w Stanach Zjednoczonych (potem wyjechał znów do Szwajcarii, w 1952), tylko dwa razy odwiedzając swoją ojczyznę (ostatni raz w roku swej śmierci, 1955). Zgodnie ocenia się, że Mann stworzył nowy typ powieści epickiej o charakterze intelektualnym i nierzadko ironicznym (jak jego powieść łotrzykowska i zarazem ostatnie dzieło Wyznania hochsztaplera Feliksa Krulla). W okresie Weimaru i po jego upadku Mann był orędownikiem demokracji i parlamentaryzmu oraz ogólnie pojętego humanizmu. Świadectwem jego zaangażowania politycznego jest też cykl mów radiowych do narodu niemieckiego w czasie wojny.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Zstąp, Mojżeszu William Faulkner
Zstąp, Mojżeszu
William Faulkner
Wydaje się, że spoiwem opisywanych przez Williama Faulknera wydarzeń jest jakaś nieuchronność. To nieodparte wrażenie zostaje po dłuższej lekturze jego książki zdecydowanie poparte faktami. Ponieważ uwiązani dożywociem do swojego losu, bohaterowie "Zstąp, Mojżeszu" nie mają wyboru. Tak naprawdę, to poza przypatrywaniem się cierpieniu bliźnich i przeżywaniem swojej własnej męki już za życia, nie pozostaje im nic innego. A przecież próbowali już niejeden raz zdradzić swoją czarną krew, strząsali ze stóp pył ziemi na której nie mogli przebywać, uczyli się zapominania o swoich prawach. Wszystko poszło na marne. Prawo moralne to jedno, a prawo urzędowe to zupełnie coś innego. Co z tego, że w swobodzie przebytych mil jest coś ekscytującego? Komu się przydadzą źle odczytane znaki, dzięki którym miało być tak dobrze? Pozostało piętno poddaństwa, nawet wtedy, gdy nominalnie znikła niewola. Dziwnie duszno jest tutaj, tak jak przystało na dzieła Faulknera. Przysłuchiwałem się toczonym w tej książce rozmowom o życiu i ani na chwilę nie zapomniałem o jego gwałtowności. Być może wynika to z tego, że karmieni przez amerykańskie Południe przekleństwem, bohaterowie opowiadań Faulknera skupiają na sobie jak w soczewce nabrzmiały problem rasizmu. Nie wiadomo, czy są oni bardziej ofiarami nienawiści czy rozpaczy. Wiem tylko, że Faulkner prowadził kronikę, której skompletowanie zajęło mu całe życie a jej nazwa powinna zostać powiązana z ceną człowieczeństwa. Bez zawziętości i wyczekiwania na reakcję. Ten amerykański pisarz wykorzystał czas niczym kondensat a następnie ulokował w nim oddychających tym samym powietrzem ludzi. Przyjaciół i wrogów, skoligaconych ze sobą po mieczu i kądzieli. Odbite na kliszach czasu obrazy przepływają w pewnym sensie mimowolnie. Nie zależą od niczyich działań a już na pewno nie od dobrej woli innych ludzi. William Faulkner rysował swoim ostrym piórem bariery aby pokazać nam ich słabe punkty. Żebyśmy mogli je potem burzyć i nie dopuścić do ich ponownego odtworzenia. Jednak przedstawione w opowiadaniach mury były odporne nie tylko na upływ czasu ale dość dobrze dopasowały się w naszych konstrukcjach myślowych. Pozostała nam po nich duma, ale pokory już o wiele mniej. To samo przydarzyło się bohaterom Williama Faulknera, którzy na mocy prawa musieli pogrzebać w pamięci swoje marzenia o lepszym jutrze. Nikt już teraz nie będzie dociekać, gdzie należy szukać zarzewia faulknerowskich poszukiwań uczciwych przodków. Nie ma to już żadnego znaczenia, skoro żałobny kondukt został uformowany a każdy z bohaterów zna swoją prawdę. Wiele ze scen "Zstąp, Mojżeszu" chciałbym wykarczować. Tak jak się usuwa stojące na drodze do spokoju i pewności jutra przeciwności. Zapewne jest to powiązane z moją potrzebą zachowania czystego sumienia, jakbym nigdy nie miał niczego wspólnego z białą rasą ani z tymi wędrującymi przez swoje czasy ludźmi. Nie ma się co łudzić, że takie dzieła nie pozostawiają żadnej blizny. Niestety pewnych spraw nie można oswoić i sam William Faulkner wiedział, że ta poświęcona równości wszystkich ludzi książka będzie musiała po kres czasów wykrzykiwać prawdę. Tymczasem ja, będąc w posiadaniu tych kilkuset kruchych i pożółkłych ze starości stronnic, powinienem zapamiętać, że to, co wydarzyło się na przestrzeni opisywanych przez amerykańskiego pisarza pokoleń, będzie próbowało powracać. Przejdzie z ojca na syna, nasyci się mocą naszego dobrego życia i ponownie narobi szkód.
czytający - awatar czytający
ocenił na 6 2 lata temu
Ziemia! Ziemia!... Sándor Márai
Ziemia! Ziemia!...
Sándor Márai
Cyt.: „Umarli piszą ostatnio wiele dobrych rzeczy”. „Dzienniki”, Sándor Márai Tak napisał Sándor Márai w jednym ze swoich „Dzienników” , które prowadził przez niemal cały okres swojego życia na wiadomość, że drukiem ukazały się artykuły publikowane niegdyś w prasie przez Gyulę Krúdyego i Dezső Kosztolányiego a które zostały zebrane i opublikowane w książkach po śmierci ich autorów. I paradoksem wręcz jest, iż ten cytat można odnieść właśnie do autora tych słów. Ten jeden z najwybitniejszych węgierskich prozaików i eseistów dopiero wiele lat po śmierci zajmuje należne mu miejsce w literaturze nie tylko węgierskiej ale i światowej, odkrywany jest przez kolejne pokolenia czytelników zachwycających się stylistyczną elegancją jego prozy, jej wielkością i przenikliwością. Taka też jest i „Ziemia! Ziemia!”, znakomita i to na wielu płaszczyznach powieść czy też raczej esej którą Sándor Márai napisał tuż po swoim wyjeździe z Węgier na przełomie 1948/1949 roku w Salerno, gdzie przebywał po opuszczeniu kraju. Pisał pośpiesznie, niemal gorączkowo, nie przypuszczając nawet, że będzie to jego ostateczne pożegnanie z ukochanym krajem. Powieść ukazała się drukiem dopiero w 1974 roku w Kanadzie, wydana przez niewielkie emigracyjne wydawnictwo węgierskie i przeszła niemal niezauważona. Dopiero przeszło dziesięć lat po śmierci pisarza, gdy jego rękopisy powróciły na Węgry i zaczęły być stopniowo publikowane ta powieść – esej została odkryta na nowo. To niezwykle osobista proza, obejmująca okres od grudnia 1944 roku, czyli od momentu wejścia Armii Czerwonej na Węgry do niemal końca 1948 roku. Był to rok w którym Sándor Márai opuścił kraj razem ze swoja rodziną i nigdy już do niego nie powrócił. Staje się w niej bacznym obserwatorem i jednocześnie biernym uczestnikiem wydarzeń, które zmienią Węgry i całą Europę Środkową i Wschodnią na kolejne kilkadziesiąt lat, zmienią dotychczasowy porządek społeczny i zamkną kilkadziesiąt milionów ludzi w uścisku żelaznych kleszczy terroru i strachu. Nie ocenia postaw ludzkich a jedynie relacjonuje wydarzenia, próbując zrozumieć podejmowane wybory. Beznamiętnie a jednocześnie z wielkim smutkiem relacjonuje upadek pewnej epoki, odrzucenie idei humanizmu i zastąpienie jej ideą kultury masowej, nijakiej i czasami wręcz infantylnej, nic nie wnoszącej do kultury europejskiej, Jest też swoistym oskarżeniem komunizmu, z łatwością zwabiającym pod swoje sztandary wszelkiej maści intelektualnych oportunistów wspierających nowe idee. Sándor Márai zastanawia się czy może żyć w kraju w którym nie będzie mógł pisać tego co uważa za słuszne a nawet jak to ujął, czy potrafi żyć w kraju, w którym będzie mógł milczeć. Te rozważania przyspieszyły jego decyzje o emigracji. To niezwykle bolesna decyzja dla pisarza, który decydując się na emigrację doskonale zdaje sobie sprawę z tego, iż pozbawiony zostanie czytelników dla których tworzy, rzeczy najważniejszej dla pisarza – bo cóż znaczy pisarz bez czytelników. „Ziemia! Ziemia!” jest też hołdem złożonym literaturze węgierskiej, jej najważniejszym postaciom i uznaniem jej wyjątkowości wynikającej z osamotnienia językowego w kulturze europejskiej. Niezwykle przenikliwa, doskonała językowo, bardzo osobista, literackie arcydzieło.
Sławek - awatar Sławek
ocenił na 10 1 miesiąc temu
Śmierć Wergilego Hermann Broch
Śmierć Wergilego
Hermann Broch
W próbach wyniesienia swojej twórczości ponad czasowość udało się Wergiliuszowi stworzyć przeznaczoną nieprzemijalności "Eneidę". Jednak zanim tego dokonał, samemu będąc naznaczonym piętnem śmierci, musiał się wielokrotnie zbliżać do nieskończoności wszechbytu i gubić w gęstwinie słów-obrazów, z których ostatecznie utkał swoje wiekopomne dzieło. Dlatego też wykorzystując rozterki starożytnego poety, Herman Broch wypełnił swoją książką pozostałą po Wergilim przestrzeń o nieskończonej ilości kierunków. "Śmierć Wergilego" może się wydawać jakby wyłączonym z toku życia przykładem przepaścistej formy literackiej. Zgadzam się z tym, to dzieło napisane bardziej dla wyostrzonego nasłuchiwania, niż śledzenia toczącej się bez pośpiechu akcji. To długie wpatrywanie się w rozpostarty ponad bytem wielowarstwowy obraz na którym sen i jawa stają się jednością. Określiłbym go nawet nasłuchiwaniem kroków zmierzającego do nieśmiertelności Wergiliusza. Tak mocno wyczuwa się tu wypełnioną ludźmi samotność wielkiego człowieka. Pośród ciszy i wywoływanych gorączką urojeń można odczuć wpływ bezczasu i bezprzestrzenności. A niezmiernie zawile i wyczerpująco opisał to właśnie Herman Broch. Fascynujące w tej książce staje się osobliwe urzeczenie śmiercią. Dzięki niemu do odbioru połączonych ze sobą filozoficznego traktatu i eposu, wdziera się niewyrażalne. Czytelnik zostaje postawiony przed próbą wysłania w świat ostatniego spojrzenia rzymskiego poety. Jednak zanim Wergili ostatni raz ogarnie wykreowaną przez Brocha wszechprzestrzeń istnienia, to można dostrzec jak człowiek bardzo może być zamknięty w swej doczesnej niedoskonałości. Modernistyczne dzieło austriackiego pisarza uzmysławia ogrom piękna symboliki czego przykładem staje się ukazanie znaczenia jaźni we wszechświecie. Na początku lektury odniosłem wrażenie, jakby "Eneida" i "Śmierć Wergilego" jednocześnie wyłoniły się z nieskończoności a podróż z nimi również miałaby ku niej prowadzić. Stapianie się ze sobą tych dwóch dzieł jest dla mnie czymś abstrakcyjnym i wymagającym niesamowitej uwagi ale nagroda w postaci odkrywania sensu bezkresnego dziania się, warta jest tego trudu. Droga do czystego zapomnienia, rozpłynięcie się w nim i przewrotne unicestwienie śmierci w sławie. W każdej możliwości jaką nam daje Herman Broch, możemy poznawać wyrażone w dziesiątkach paraboli ludzkie istnienie. Nawet jeśli to wszystko toczy się w pozornym bezruchu, to senny byt "Śmierci Wergilego" daje nam więcej, niż niejedno przyspieszenie. Każdy kolejny i z trudem przychodzący oddech jest jak oczekiwanie i nasłuchiwanie upływu bezlitosnego czasu. Jeszcze bardziej zachwycające staje się wychwytywanie powoli upadających w nicość słów. Tak jakby od tego zależało, które z nich będą żyć na wieki. A ja w tej powieści ciągle poszukiwałem tego jedynego i pierwszego słowa na drodze do nieprzemijalności. I za każdym razem w coraz bardziej mętniejącym obrazie dostrzegałem krystalicznie czystą głębię tego dzieła. Wielka jest jego zagadkowość i uznałbym je za wychodzące naprzeciw serii badań nad ładem wszelkiego bytu. Przepływające przez "Śmierć Wergilego" prądy życia mogą się wydać omamem ale należy pamiętać o ich nieustannym zamienianiu w eteryczność wszystkiego, co chociażby na chwilę mogłoby się wydać rzeczywiste. To dlatego wątek Eneasza i Dydony tak przyciąga swoim tragizmem. Dlatego też duet Plocji i Wergiliusza staje się trampoliną do skoku z przeszłości w przyszłość, z miejsc w których wygrywane na flecie przez fauna melodie zastąpione zostały pustką wszechświata. Tutaj można obejrzeć jak wszystkie twarze życia, jedna po drugiej runęły w przepaść. Nie wiem na ile Hermanowi Brochowi zależało na ukazaniu pozorów człowieczego życia ale finalne przedstawienie skruszonej w nicości jaźni okazało się wspaniałym elementem nieskończenie przepaścistego snu. W tym właśnie śnie dokonano postawienia ofiarnego kamienia świata i to w nim musiała się rozegrać "Śmierć Wergilego". Na granicy czasu, wyzwalająca z cierpienia i różnorodna bogactwem wspomnień.
czytający - awatar czytający
ocenił na 10 10 miesięcy temu
Kacper, Melchior i Baltazar Michel Tournier
Kacper, Melchior i Baltazar
Michel Tournier
Ta powieść zmarłego przed kilkoma laty francuskiego pisarza jest bardziej filozoficzną przypowieścią (Michel Tournier studiował filozofię na niemieckim uniwersytecie w Tybindze) niż religijnym apokryfem. Wszyscy znamy historię trzech królów – Kacpra, Melchiora i Baltazara – którzy przybyli do Betlejem, aby złożyć hołd nowonarodzonemu Jezusowi. Biblia, skupiając się na Dziecięciu, nie mówi nam wiele o trzech królach. Tournier wypełnia tę lukę. Nadaje Mędrcom imiona, twarze, historie życia, ambicje i pragnienia. Dzięki Tournierowi nie są już tylko tłem dla człowieka-boga, są ludźmi z krwi i kości. Każda część powieści opowiada o jednym z trzech bohaterów i ich podróży do Betlejem. Jest także czwarty król – Taor – który, jak pozostali, wyrusza, prowadzony kometą i wewnętrznym imperatywem, którego do końca nie rozumie, lecz który przybywa do Betlejem zbyt późno, aby stać się częścią mitu. Dobrze skonstruowana opowieść, chociaż w stylu dzisiaj rzadko stosowanym przez pisarzy – niespiesznym, smakującym każde zdanie, przez religijnych czytelników będzie odebrana jako swoiste uszczegółowienie mitu. Lecz jeśli pozostawimy na marginesie religijny kontekst (o ile to możliwe) otrzymamy poruszającą opowieść o człowieku, którego los i życiowe wybory wynikają nie tylko z bieżących potrzeb, lęków i ambicji, a są – często tego nieświadomi – częścią i bohaterami Historii.
Jacek Jarosz - awatar Jacek Jarosz
ocenił na 8 2 lata temu
Poddany Henryk Mann
Poddany
Henryk Mann
"Poddany" jest pierwszą częścią trylogii zatytułowanej "Cesarstwo". Akcja utworu rozgrywa się w latach 1896 - 1897. Główny bohater Diederich Hessling to właściciel fabryki i radny miasteczka Netzig. Dzięki retrospekcjom czytelnicy są świadkami jego szkolnej edukacji, w czasie której dzieci są poddawane indoktrynacji. Obserwujemy też jego poczynania w junkierskiej korporacji i cesarskim wojsku, gdzie jak mówi narrator, człowiek "spadł gwałtownie i nieuchronnie do roli wszy". Jesteśmy świadkami pierwszych wiernopoddańczych uniesień i wyczynów, którymi młody Hessling pragnie udowodnić swoje uwielbienie dla cesarza Wilhelma II. Hessling to prowincjonalny ultrapatriota o wąskich horyzontach, przeciętny pod każdym względem, odrażający i słaby moralnie, fanatyk silnej i bezwzględnej władzy. Przed taką władzą pada na twarz i w imię takiej władzy sam niszczy słabszych oraz uzależnionych od siebie, tyranizuje własną rodzinę, haniebnie uciska i wyzyskuje robotników pracujących w jego fabryce. Jest przykładem kapitalisty identyfikującego rzekome dobro ojczyzny z własnymi brudnymi interesami. Tropiąc na każdym kroku domniemanych czy rzeczywistych przeciwników tak zwanej "wielkości Niemiec", utrąca konkurentów handlowych przy pomocy politycznej denuncjacji i tą drogą dochodzi do fortuny oraz zaszczytów. Kreśląc portret swojego bohatera Mann sięgnął po satyrę, ironię a nawet groteskę. Książka jest momentami zabawna, ale też przerażająca. Gdy czytamy o Hesslingu przyklejającym się do ludzi i spraw nadających wartość jego banalnej egzystencji, zdajemy sobie sprawę, że czytamy o przeczuciu pisarza, który wykreował postać będącą prototypem przeciętnych ludzi, którzy dojdą do władzy w czasach panowania faszyzmu w Niemczech. Pisarz przedstawił też członków lokalnej społeczności prezydenta miasta, urzędników, wojskowych, bogatych przedsiębiorców mieszkających w Netzig, które jest jak mała dżungla, triumfują w nim siła i podłość, a uczciwość nie uchodzi bezkarnie. Powieść jest zjadliwą satyrą na rodzący się wówczas w Niemczech ultrapatriotyzm i nacjonalizm, który ostatecznie miał doprowadzić to państwo do błotnistych okopów I wojny światowej i katastrofalnej przegranej. Jest też satyrą na kult wodza i pychę narodowych ambicji terytorialnych, które doprowadziły do wybuchu II wojny światowej. Po dojściu Hitlera do władzy Henryk Mann wyemigrował z Niemiec, a jego książkę "Poddany", uznawaną wtedy za antyniemiecką, hitlerowcy palili na stosach.
Iwona ISD - awatar Iwona ISD
ocenił na 7 1 rok temu

Cytaty z książki Józef i jego bracia. Tom 2. Józef w Egipcie

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Józef i jego bracia. Tom 2. Józef w Egipcie