rozwiń zwiń

Guy Martin. Motobiografia

Okładka książki Guy Martin. Motobiografia
Guy Martin Wydawnictwo: Sine Qua Non biografia, autobiografia, pamiętnik
320 str. 5 godz. 20 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Tytuł oryginału:
My Autobiography
Data wydania:
2016-05-18
Data 1. wyd. pol.:
2016-05-18
Liczba stron:
320
Czas czytania
5 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
9788379244775
Tłumacz:
Bartosz Sałbut, Michał Fiałkowski
Średnia ocen

                7,6 7,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Guy Martin. Motobiografia w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Guy Martin. Motobiografia

Średnia ocen
7,6 / 10
41 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
52
30

Na półkach: ,

Jeżeli kojarzysz Guya Martina z TV, to czytasz tę książkę jego głosem. Mimo że minęło już trochę czasu od publikacji, nadal przyjemnie się to czyta. W skrócie: wyścigi motocyklowe i tysiące wątków pobocznych, które składają się na obraz lekko szalonego, sympatycznego i lubiącego ryzyko mechanika ciężarówek.

Jeżeli kojarzysz Guya Martina z TV, to czytasz tę książkę jego głosem. Mimo że minęło już trochę czasu od publikacji, nadal przyjemnie się to czyta. W skrócie: wyścigi motocyklowe i tysiące wątków pobocznych, które składają się na obraz lekko szalonego, sympatycznego i lubiącego ryzyko mechanika ciężarówek.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

97 użytkowników ma tytuł Guy Martin. Motobiografia na półkach głównych
  • 58
  • 34
  • 5
26 użytkowników ma tytuł Guy Martin. Motobiografia na półkach dodatkowych
  • 19
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Guy Martin. Motobiografia

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Colin McRae. Autobiografia legendy WRC Colin McRae
Colin McRae. Autobiografia legendy WRC
Colin McRae Derick Allsop
Wspomnienia ukazały się po raz pierwszy w Wielkiej Brytanii w 2002 roku, w czasie gdy McRae należał do ścisłej rajdowej czołówki i gdy od kilku sezonów bezskutecznie próbował sięgnąć po drugie mistrzostwo świata. Dobiegała wówczas końca być może najciekawsza i najbardziej widowiskowa epoka w historii Rajdowych Mistrzostw Świata. Kończył się okres zaciętej rywalizacji, w której o zwycięstwie w mistrzostwach decydował często nawet nie ostatni rajd ale wręcz ostatni odcinek specjalny. Zarazem epoka wielkiego zainteresowania ze strony producentów samochodów, wielkich pieniędzy w tym sporcie i aspiracji do rywalizowania z F1 o względy masowego kibica. Wkrótce francuski duet Loeb-Citroen miał sięgnąć po pierwszy tytuł mistrzowski i totalnie zdominować rajdy na następną dekadę. McRae dyktując swoje wspomnienia był jednak wyraźnie pełen nadziei na przyszłe wielkie sukcesy, co wywołuje pewien gorzki posmak podczas lektury i przemyślenia w rodzaju "nie znasz dnia...". We wcześniej u nas wydanych wspomnieniach Loeba najbardziej zaskakujące było jak długą drogę musiał przejść Francuz zanim trafił do rajdów. Pod tym względem McRae był dosłownie w czepku urodzony. Jego ojciec był znanym kierowcą rajdowym i motorsport był naturalną otoczką dzieciństwa dla młodego Colina. Zaczynał od ścigania się w motocrossie ale szybko przesiadł się do samochodu rajdowego. Natychmiast zaczął odnosić sukcesy, najpierw na szczeblu krajowym, potem międzynarodowym. Dość powiedzieć, że w wieku 21 lat był czołowym kierowca na Wyspach i zaczynał starty zagranicą, podczas gdy Francuz w tym wieku stał na życiowym rozdrożu, bez specjalnych perspektyw na przyszłość. Wspominam o tym, bo sytuacja rodzinna i sportowa obu kierowców rzutowała na ich wspomnienia. Książka Loeba to w zasadzie opis jego pełnej zakrętów życiowej drogi do rajdów, o realizacji marzeń i determinacji na przekór przeszkodom. Tymczasem czytając wspomnienia McRae praktycznie od pierwszych stron wchodzimy w buty pewnego siebie idola tłumów i ówcześnie jednej z największych gwiazd brytyjskiego sportu. Oczywiście nie można komuś stawiać zarzutu za szczęśliwe dzieciństwo i wspierających karierę rodziców. Może nie finansowo bo McRae nie był bogaty z domu, ale mentalnie - jego ojciec był zawsze przy nim jako opiekun, nauczyciel i w końcu menadżer, podczas gdy Loeb wychowywał się w zasadzie bez ojca. Jednak w efekcie książka McRae może nie wydać się specjalnie interesującą dla osób nie będących fanami rajdów. Nie ma tutaj tego czynnika "od zera do bohatera". W Colinie od początku bowiem upatrywano wielkiego kierowcy i jego kariera rozwijała się szybko i jednotorowo, bez poważniejszych przeciwności. Pierwsza połowa jego wspomnień to dość monotonny opis kolejnych sezonów i rajdów jakie zaliczał. Później na szczęście robi się ciekawiej bo McRae zagląda za kulisy sportu, opisuje relacje między kierowcami, kwestie finansowe, sportowe, techniczne i organizacyjne. Nie stroni od zdecydowanych ocen a nawet krytyki pewnych osób, otwarcie mówi o swoich konfliktach a czasem drobnych wybrykach. Ze wspomnień bije pewność siebie, pogoda ducha i bezkompromisowość w podejściu do rywalizacji. Szkocki mistrz nigdy nie nauczył się kalkulować, przez co przeszedł do historii jako ulubieniec kibiców, tracąc co najmniej jeden prawie pewny tytuł mistrzowski przez jazdę na krawędzi do samego końca. Myślę, że jeśli taka była cena za nieśmiertelną opinię jaka towarzyszy wspomnieniom kibiców o jego osobie, to pewnie warto było prostować prawą nogę. Gdzieś tam między wierszami da się oczywiście wyczuć olbrzymią ambicję i przekonanie o własnej doskonałości, charakterystyczne dla wszystkich mistrzów kierownicy. Momentami jest to nawet lekko drażniące, jednak Colin rozprasza to wrażenie swoim (myślę, że nie udawanym) urokiem prostego chłopaka, który pomimo milionów na koncie, apartamentów, jachtów i helikopterów i tak najbardziej lubi swoją szkocką farmę i rodzinne życie. We wspomnieniach znalazło się także miejsce na wzmiankę o serii gier sygnowanych nazwiskiem McRae, która dla całego pokolenia graczy stała się synonimem wirtualnej gry rajdowej. Przypomnę, że w latach 1998-2009 wydano łącznie 7 gier, z czego 5 w serii Colin McRae Rally i 2 w serii Colin McRae: Dirt. W ostatniej z tych gier Codemasters zamieściło pożegnalny wspomnieniowy filmik o Coline. Grałem, oglądałem, wzruszyłem się. Ponoć wielu młodych kierowców rajdowych kopiuje opis trasy stosowany przez Colina bo …przyzwyczaili się do niego grając w gry z tej serii. Jak widać Colin McRae pomimo swojego talentu zdobył może mniej niż mógł ale na pewno zostawił po sobie więcej niż inni mistrzowie.
Killick - awatar Killick
ocenił na 6 5 lat temu
Messi. Biografia Guillem Balagué
Messi. Biografia
Guillem Balagué
Książka "Messi. Biografia" autorstwa Guillem Balagué to fascynująca podróż przez życie jednego z najwybitniejszych piłkarzy w historii, Lionela Messiego. Balagué, z niezwykłą precyzją, przedstawia czytelnikowi nie tylko kulisy futbolowej kariery Argentyńczyka, lecz również jego prywatne życie, ukazując drogę od małego chłopca z Rosario do światowej sławy. Balagué wnikliwie analizuje nie tylko sportowe osiągnięcia Lionela Messi, lecz także rzuca światło na jego osobiste życie i fascynujące pochodzenie. Balagué zaczyna od początków Messi w FC Barcelonie, momentu, gdy 17-latek strzelił swojego pierwszego gola, stając się najmłodszym piłkarzem, który tego dokonał w barwach tego klubu. Autor bada włoskie korzenie Messiego, co dodaje kolejny wymiar zrozumienia dla czytelnika gwiazdy piłki nożnej. Opisuje także fascynujące początki w szkole La Masía, gdzie niepozorny chłopak z łatwością ogrywał swoich przyszłych kolegów z drużyny. Książka stawia sobie za zadanie ukazać ludzką stronę Messiego, pomijając jego wpływy i bogactwo. Balagué odkrywa, że za maską najlepszego piłkarza świata kryje się człowiek skromny i cichy, który zdobył serca milionów swoją grą. Balagué opisuje również wnikliwie jego początki w słynnej akademii La Masía, gdzie już jako dziecko imponował umiejętnościami, ogrywając przyszłych gwiazdy jak Piqué czy Fàbregas. "Messi" to nie tylko biografia, lecz prawdziwa biblia dla fanów piłki nożnej, ukazująca drogę "Pchły" do statusu najmłodszego strzelca bramki dla FC Barcelony. Balagué oddaje hołd geniuszowi Messi, rzucając światło na jego niepozorną i skromną osobowość, która zdobyła serca milionów kibiców na całym świecie. Intrygująca książka Balagué to niezbędna lektura dla każdego miłośnika futbolu, zwłaszcza fanów Barçy. Przez dokładne spojrzenie na życie "Pchły", autor dostarcza czytelnikowi wnikliwej analizy, uczynionej z pasji do tego niezwykłego sportowca. "Messi: Życie na szczytach" to opowieść o 13-latku, który nie mógł rosnąć, ale wyrósł na legendarnego piłkarza, pozostawiając nieśmiertelny ślad w historii futbolu.
Bettygreen - awatar Bettygreen
ocenił na 7 1 rok temu
Running. Autobiografia mistrza snookera Ronnie O'Sullivan
Running. Autobiografia mistrza snookera
Ronnie O'Sullivan Simon Hattenstone
Ronnie ,,Osa” O’Sullivan, legenda snookera, dziedzictwa i kultury sportu w ogóle. Jeden z największych snookerzystów w dziejach, mistrz dziedziny, która mimo iż uważana często za zbyt bierną, od blisko dekady staje się w naszych polskich, rodzimych stronach, coraz popularniejsza. Kto chociaż raz oglądał cokolwiek na kanałach telewizyjnych takich jak: Eurosport bądź Eurosport 2, czy zagranicą słynne na Wyspach Brytyjskich, Sky, i ma do czynienia z tymi programami, które te stacje realizują, ten na pewno wie o czym mowa. Transmitowane na jej ,,obszarze” snookerowe rozgrywki (ostatnimi czasy bardzo, ale to bardzo często), na pewno zwróciły uwagę niejednego entuzjasty sportu. Bo jest to królewska, iście dostojna dyscyplina, okraszona wykwintną grą, która jakby nie patrzeć, mimo iż jest pochodną billarda, z billardem nie ma nic wspólnego. A powiedzieć, że wygląda na zbyt dziwną i specyficzną, to zdecydowanie za mało. Historie pewnych snookerzystów, tuz tych rozgrywek - a o jednym z nich w dalszej części deliberacji będzie mowa - ich niezwykłe osobowości, doświadczenia, rozpoznawalność, wszystko to prosto i wyraźnie mówi nam, że warto odłożyć niektóre klasyczne dyscypliny, choć na chwilę, i zainteresować się właśnie Snookerem. I pierwsze, co się rzuca w oczy, gdy pierwszy raz włączymy dowolny snookerowy pojedynek, to sama jego fizyczność: niezwykłe jest to, że panowie i panie ubrani są w eleganckie stroje wyjściowe, stojąc przy specjalnym stole, czy jakkolwiek się przy nim poruszając, uderzając na przemian w trybie meczowego pojedynku specjalnym kijem w bile, które mają wpaść do sześciu otworów w odpowiedniej regulaminowej kolejności. Snookerowy stół ma odpowiednie wymiary, a gra dość skomplikowane reguły; sami zawodnicy nie mają łatwo: mogą oni wykonywać czynności dostosowane do regulaminu gry. Sama mechanika relacji w tej rozgrywce, na linii zawodnik-kij-bila: sposób wyprowadzania kija, kąty uderzenia, rodzaje uderzeń etc., to już czysta bajka; piszę o tym z punktu widzenia widza, a nie profesjonalisty (komentatora, dziennikarza, czy byłego zawodnika) – kogoś, kto spędził wiele godzin przed ekranem telewizora, śledząc wydarzenia z któregoś z kanałów Eurosportu, oglądając niejedno zmaganie danej dwójki graczy, i wiele się w ten sposób o Snookerze dowiadując. Dlatego też, to krótkie ,,smagnięcie” treścią wielu informacji o tej dziedzinie wykwintnego i dystyngowanego sportu, stanowi jedynie część małego wstępu – a właściwie to drobną wzmiankę do wstępu – tego czym, dlaczego i jak jest ,,Snooker”. ,,Osa”, w zgodnej opinii wielu fachowców, to jeden z najbardziej utalentowanych Snookerzystów w historii tej dyscypliny. Zawodowcem został w wieku 16 lat, a rok później, cóż, jak na taki geniusz przystało: Ronald Antonio O’Sullivan wygrywa swój pierwszy profesjonalny turniej snookerowy. Umysł zainteresowanego Snookerem laika staje w płomieniach, wręcz pęcznieje z niedowierzania, gdy wpatruje się w tablicę osiągnięć Ronniego: sześciokrotny mistrz świata, autor najszybszego maksymalnego brejka (wbite 147 punktów z najwyższego rozstawienia), którego zaliczył w 5 minut i 20 sekund! Poza tym to rzeźnik w zaliczeniach tego rodzaju brejków tudzież wbić: ma on ich na koncie 15. Naprawdę to dopiero początek jego osiągnięć, nie wspominając o tytułach rankingowych, które ,,wpadły" na jego konto: wygranych turniejach, w których większość odznaczała się określonym prestiżem i wagą – Ronnie ma na koncie 37 takowych wiktorii, co jest astronomicznym wynikiem w historii zawodniczych osiągnięć tej dyscypliny. O'Sullivan to swego rodzaju indywiduum. Z perspektywy nieznającego go fana Snookera, widzącego jego całego jedynie wśród telewizyjnych kamer podczas transmisji zmagań na Eurosporcie, czy innej stacji sportowej, ,,Osa” wygląda na człowieka skromnego, na swój sposób skoncentrowanego, poświęcającego się swej snookerowej pasji całym sercem; niekiedy przejawia on cechy showmana, a nie raz introwertyka skupionego tylko na grze przy stole. Obserwując zmagania ,,Osy” podczas niejednego spotkania (ranga meczu nie ma znaczenia), przypatrując się mowie jego ciała, nie sposób nie wspomnieć o tym, że Ronnie grą niewerbalną, specyficznymi oznakami i przyruchami rąk, barków, twarzy etc., zdarza się zdradza oznaki znudzenia tudzież rozgoryczenia snookerowym spotkaniem – tak, jakby miejscami był gdzie indziej, jakby to, co dzieje się na stole obecnie i wokół niego nie miało już żadnego znaczenia: bez spolaryzowania swoich umiejętności tu i teraz, tak aby pokazać się z jak najlepszej strony i wygrać dany mecz. Bo przecież snooker to jego życie, czyż nie? I tu natrafiamy na pewien problem: złożoność ,,niematerialnego Ja” O’Sullivana. Tego typu cechy przejawiające to, jak złożoną osobą Ronnie jest, są wskazówką do tego, że jest to obsesyjny perfekcjonista mający swoje wady – bo przecież nikt nie jest nieomylny, ani idealny jak wzór olimpijskiego bóstwa. Dlatego też, same gesty, mowa ciała Ronniego, ta niedająca się zapomnieć aparycja jego osoby: obgryzanie paznokcie i wargi, tiki na twarzy, i wiele, wiele innych oznak ,,rozstrojenia” koncentracji i skupienia podczas meczów (o czym wspominałem nieco wyżej), którą trzeba mieć – wszystko to, co zaobserwowałem podczas godzin śledzenia meczów z jego udziałem, nakłoniło mnie do bliższego poznania tego sportowca. Tak naprawdę, dowiedzieć się o Ronniem można tyle ile pozwolą na to media: telewizja, internet, wywiady udzielane prasie etc. O dorwaniu co nieco faktów zakulisowego życia angielskiej gwiazdy snookera, raczej należy zapomnieć, zwłaszcza jeśli polegamy tylko i wyłącznie na łatwych telewizyjno-internetowych informacjach. Co innego w tym względzie stanowi autobiografia w formie książki, spisana przez O’Sullivana we współpracą z Simonem Hattenstone’em, ze skromnym podtytułem "Running", którą to niniejszym omawiam i recenzuję. I bez żadnych wylewności, cukierkowania i przejaskrawiania tematu, dodam przede wszystkim: nie ma to jak prawdziwe, szczere słowa – jeśli rzeczywiście taki jest dany sportowiec, czy osoba publiczna, pisząca o sobie w dziele biograficznym – wydane nie w celu zarobkowym, ale w celu ukazania historii bez ogródek, z całego bardziej przekichanego, cierpkiego lub nie swojego życia, życia profesjonalisty sportu, która to ma dotrzeć do wszystkich ty u których oglądanie zawodnika w zmaganiach swojej rozgrywki sportowej to za mało. Autobiografia to najbardziej intymne poznanie, zbliżenie do sportowca, którego podziwiamy – jeśli nie możemy ścisnąć temu komuś ręki, zamienić z nim kilka słów, pobyć z nią/nim choćby jeden wieczór. Tego typu publikacją jest książka, nad której specyfiką postanowiłem ,,się pochylić”, pisząc małe recenzenckie ,,co nieco” w tym względzie. W Polsce "Autobiografia mistrza snookera" została wydana za pośrednictwem firmy SQN. Omawiać w niniejszej deliberacji wszystkiego o tej pozycja nie można: ani o każdej drobnej zasłudze O’Sullivana w tej grze, ani o jego wszystkich prywatnych demonach narkotykowo-alkoholowo-rodzinnych go gnębiących, ani o tym, od deski do deski: czym jest sam Snooker. Pierwsze istotne coś, co pozycja ta wykłada nam dlaczego ,,Osa” jest po prostu geniuszem, i tym bardziej należy go z perspektywy tej najsłynniejszej królewskiej modyfikacji billarda doceniać, to to, jak rozbudowaną i skomplikowaną ma on osobowość, ile elementów z jego życia złożyło się na to, że został snookerzystą klasy światowej, ba!, galaktycznej – w końcu 6 tytułów mistrza świata w tej introwertycznej i trudnej dyscyplinie sportu same się nie zdobędą, czyż nie? ,,Osa" to człowiek odważny, nie żyjący w cieniu własnych lęków, lecz przezwyciężający własne słabości: Ronnie, gdy był całkowicie dorosły, na pewnym etapie swojej kariery sportowej nie bał się sięgnąć po pomoc psychologa, Steve’a Petersa, który, jak sam Ronnie przyznaje, uratował jego miłość do snookera, a także szacunek do samego siebie, tak, że mógł połączyć tą pasję, jak i swój zawód, z powinnościami rodzinnymi (Ronnie Jr. był dla niego oczkiem w głowie; rozpad małżeństwa, tyrady sądowe, alimenty, ojciec za kratkami, który trafił tam za głupi błąd, do którego nie mógł przyznać się przed własnym synem, genialnym snookerzystą ,,Osą” O’Sullivanem, i wiele, wiele innych). I za to, za wiele innych zasług, cech, naturalności - w 2012 roku postanowił pracować jak wolontariusz w wiejskim gospodarstwie w Hainault; miał to być odpoczynek po zdobytym tytule Mistrza Świata, jak i dobry czas na refleksję i poukładanie sobie tego i owego w głowie - powinien należeć się szacunek angielskiemu zawodnikowi snookera. Nie zapominajmy o jednym: to ktoś do szaleństwa zakochany w bieganiu, zakochany w sportowej rutynie, pokazujący, że atleta – nieważne jaką dziedzinę by prezentował – jest ulepiony z tej samej gliny co ,,zwykły śmiertelnik”. Że sportowiec (tym bardziej Snookerzysta) swą kategorią zmagań sportowych, które uprawia, i które podziwia świat tak samo kocha, jak i nienawidzi. Sullivan nie zatyka sobie ust, nie siedzi skulony pod stołem. Nie boi się mówić, że snooker wyniszcza psychicznie, że tłumi emocje i nie pozwala na większą interakcję między zawodnikami; że z zamkniętą na cztery spusty jadaczką przy potężnym stole, o napiętym równo rozłożonym suknie, snookerzyści, potrafią tak godzinami trwać, grać, snuć się jak zombie i nie wypowiedzieć żadnego słowa. W swej autobiografii ,,Osa" zachowuje się naturalnie; to, jak opisał siebie, sprawia, że staje się on jednym z moich sportowych idoli, za którego determinacją będę starał się podążać w mym sportowym życiu. Zawodnik pokazuje, że nie boi się przeciętności; nie obawia się sławy, ani jej braku. Kocha bieganie – to ten sport, samo zerwanie z nałogiem, pogodzenie się jako tako z żoną, również pomoc psychoterapeuty, wzorowanie się na sportowych idolach, jak Haile Gebrselassie, Tiger Woods, Roger Federer, Ray Reardon (który nauczył ,,Osę” wydobycia z kunsztu technicznego snookera wszystkiego, co się da, w tym stabilizacji gry, nowych psychologicznych umiejętności i intuicji – w końcu przewidywanie ruchów przeciwnika w Snookerze jest nader ważne) sprawiły, że Ronnie jest tym kim jest obecnie, że dotrwał do sześciu tytułów mistrzowskich, że właśnie nie zważa na nic, mknie przed siebie, kochając życie i wciąż biegając, zmierzając tym samym po kolejne siódme trofeum Mistrza Świata w Snookerze.
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na 10 4 lata temu
Mark Webber. Moja Formuła 1 Mark Webber
Mark Webber. Moja Formuła 1
Mark Webber
To była jedna z pierwszych książek o F1, które przeczytałam – i choć minęło już sporo czasu, nadal dobrze pamiętam, jak świetnie mi się ją czytało. Już wtedy zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie, może właśnie dlatego, że była czymś nowym, świeżym i bardzo przystępnym. Dla osoby, która interesuje się wyścigami, ale niekoniecznie siedzi we wszystkim technicznie czy statystycznie – była dokładnie tym, czego potrzeba. Dziś może opinia byłaby inna, ale czytałam wtedy ;) Książka napisana jest lekko, ale nie banalnie. Webber jawi się w niej jako facet z krwi i kości – z jednej strony twardy, zdeterminowany zawodnik, z drugiej – normalny człowiek, który miewał chwile zwątpienia, miał swoje granice i emocje. Jednym z najmocniejszych fragmentów są opowieści z czasów jego startów w Le Mans – te historie o latających prototypach naprawdę robią wrażenie. No i sam fakt, że nie był to ostatni raz ;) Pamiętam też, że byłam zaskoczona, jak dużo można wynieść z tej książki także jako osoba, która niekoniecznie kibicowała Webberowi. On nigdy nie był moim ulubieńcem, ale po lekturze naprawdę zyskał w moich oczach – za podejście, za styl, za to, jak jasno potrafił opisać drogę, jaką przebył. Podsumowując: przystępna, dobrze napisana, szczera. Jeśli ktoś lubi historie o ludziach w motorsporcie, a nie tylko o statystykach i wynikach, to jest to książka warta przeczytania. Nawet po latach.
malynka91 - awatar malynka91
ocenił na 8 10 miesięcy temu
Grzegorz Tkaczyk. Niedokończona gra. Autobiografia Dariusz Faron
Grzegorz Tkaczyk. Niedokończona gra. Autobiografia
Dariusz Faron Wojciech Demusiak
Były kapitan naszej reprezentacji w piłce ręcznej opowiada o swoim życiu. Nie tylko tym sportowym, bo i "kwestie prywatne" zajmują w tej książce niemało miejsca... Grzegorz Tkaczyk był jedym z podstawowych szczypiornistów naszej kadry, która kilkanaście lat temu robiła niemałą furorę na międzynarodowych arenach. Zachowując odpowiednie proporcje - wystrzeliła w górę światowych rankingów, niczym futbolowa reprezentacja Danii przeszło 2 dekady wcześniej... To zawsze ciekawa historia, gdy przysłowiowy "Kopciuszek" - zaczyna w sporcie zwyciężać dotychczasowych faworytów. A tak właśnie było z naszymi szczypiornistami, gdy ich trenerem został w kadrze Bogdan Wenta. Oczywiście - nic nie stało się jak za "dotknięciem czarodziejskiej różdżki". Zaś niełatwą, ale efektowną drogę od "chłopców do bicia" do europejskiej potęgi - przedstawia właśnie w tej książce jej Narrator. Dodając nierzadko swoje przemyślenia co do niektórych kwestii, a także sporo faktów/ciekawostek, które z pewnością nie były dotąd znane ogółowi fanów szczypiorniaka. Oprócz kariery reprezentacyjnej Tkaczyk opowiada też o radościach i trudach gry w niemieckiej Bundeslidze, uważanej od lat za najsilniejszą ligę piłki ręcznej na świecie. A także o powrocie u schyłku kariery do kraju, i wywalczeniu z kielecką ekipą tytułu najlepszej klubowej drużyny Starego Kontynentu... Sporo miejsca Autor poświęca też kontuzjom, które (niestety) są nieodłączną częścią profesjonalnego sportu. Bo nie każdy organizm jest w stanie balansować na krawędzi wycieńczenia przez wiele lat, nie okazując żadnych oznak słabości... No i na koniec, choć przecież nie najmniej ważna (a wręcz przeciwnie) - rodzina. Nie tylko w życiu Grzegorza, ale i w niniejszej lekturze - zajmuje należne jej miejsce... Książkę czyta się dobrze, z jej kartek wyłania się obraz Tkaczyka jako równego, fajnego gościa. Który dzięki sportowemu talentowi ruszył z warszawskiego Targówka na podbój handballowej Europy. I może nie spełnił wszystkich swoich marzeń (Barcelona, medal olimpijski), ale z pewnością pozytywnie zapisał się w pamięci wielu fanów piłki ręcznej. Nie tylko zresztą w Polsce...
Robwier - awatar Robwier
ocenił na 7 2 lata temu

Cytaty z książki Guy Martin. Motobiografia

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Guy Martin. Motobiografia