rozwiń zwiń

Grzech pierworodny w Wilmslow

Okładka książki Grzech pierworodny w Wilmslow
David Lagercrantz Wydawnictwo: Muza kryminał, sensacja, thriller
413 str. 6 godz. 53 min.
Kategoria:
kryminał, sensacja, thriller
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Syndafall i Wilmslow
Data wydania:
2011-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2011-01-01
Liczba stron:
413
Czas czytania
6 godz. 53 min.
Język:
polski
ISBN:
978-83-7495-933-9
Tłumacz:
Bratumiła Pawłowska-Pettersson
Średnia ocen

                6,6 6,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Grzech pierworodny w Wilmslow w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Grzech pierworodny w Wilmslow

Średnia ocen
6,6 / 10
57 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1089
748

Na półkach:

Dlaczego aż tyle gwiazdek? bo chwilę, tak ze trzy dni, trwało zanim pojąłem prawdziwą wartość tej książki.Bo co my, czytelnicy znaczy, tutaj mamy?
Otóż dostajemy kilka bardzo ważnych wątków, a dokładnie kawałków historii, które łączy osoba Alana Turinga. Coś, co teoretycznie nie mogło się udać, ich połączenie i wyplecenie z tego bardzo zręcznej historii detektywistycznej w bardzo "angielskim", najlepszym stylu, powiodło się doskonale.
Kim był Alan Turing, czym się zajmował? Jaką role odegrał w tej historii Marian Rejewski i jego "bomba"? Jak członkowie "piątki z Cambridge" wpłynęli na losy głównego bohatera? Czym była "maszyna Turinga"?
Jak można zauważyć wiele tego. No i pytanie najważniejsze: co wydarzyło się w Wilmslow?
Bardzo gorąco polecam.
No. Raczej.
Bardzo goraco

Dlaczego aż tyle gwiazdek? bo chwilę, tak ze trzy dni, trwało zanim pojąłem prawdziwą wartość tej książki.Bo co my, czytelnicy znaczy, tutaj mamy?
Otóż dostajemy kilka bardzo ważnych wątków, a dokładnie kawałków historii, które łączy osoba Alana Turinga. Coś, co teoretycznie nie mogło się udać, ich połączenie i wyplecenie z tego bardzo zręcznej historii...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

187 użytkowników ma tytuł Grzech pierworodny w Wilmslow na półkach głównych
  • 119
  • 66
  • 2
38 użytkowników ma tytuł Grzech pierworodny w Wilmslow na półkach dodatkowych
  • 23
  • 5
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1

Tagi i tematy do książki Grzech pierworodny w Wilmslow

Inne książki autora

David Lagercrantz
David Lagercrantz
Książka Davida Lagercrantza "Co nas nie zabije" została nominowana w Plebicycie Książka Roku 2015 lubimyczytać.pl w kategorii Kryminał sensacja Thriller. Szwedzki dziennikarz, pisarz.Popularność przyniosły mu biografie Gorana Kroppa i Håkana Lansa, które wkrótce mają zostać zekranizowane. Sporym uznaniem krytyki cieszy się też jego ostania powieść "Grzech pierworodny w Wilmslow". David Lagercrantz dorastał w Solna i w Drottningholm.Jest synem szwedzkiego pisarza Olofa Lagercrantz i bratem aktorki Mariki Lagercrantz. Ma trójkę dzieci: Signe, Nelly i Hjalmar. Żonaty z Anne Lagercrantz, dyrektorką i wydawcą TV4Nyheterna .
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Czego nie słyszał Arne Hilmen Iwo Zaniewski
Czego nie słyszał Arne Hilmen
Iwo Zaniewski
Spokojne norweskie miasteczko. Święty spokój i nuda wyznaczają rytm każdego dnia. Życie pełznie do przodu, dzień po dniu tak samo. Wydawać by się mogło, że policjant w takim miejscu odnajdzie raj na ziemi. Tylko z pozoru. Komisarz Arne Hilmen wiedzie tutaj życie, które dusi go. Przytłacza. Wypala. W pracy nuda, w życiu prywatnym nuda a za oknami najczęściej wiatr, deszcz, szarość i chłód... Zero perspektyw na jakąkolwiek zmianę. Życie do przeżycia. Nic ponadto. Pewnego dnia coś się zmienia. Komisarz Hilmen włącza czujność. Jego policyjny zmysł wyczuwa coś, co nie daje mu spokoju. Musi to zbadać, choć badać w zasadzie nie ma czego. Na zawał umiera starsza kobieta, w okolicy z niewyjaśnionych powodów uruchamiają się alarmy, pękają szyby w oknach, obrywają się rynny itd. Z pozoru nic niezwykłego. Najzupełniej normalne wypadki, które, jak wiemy, chodzą po ludziach. Ale komisarz Hilmen widzi w tej sprawie coś więcej. Nuda popycha go do śledztwa, które w zasadzie nie ma sensu. Im dalej brnie w nim, tym bardziej wydaje się popadać w szaleństwo. Dochodzi do tego, że z nikim nie dzieli się swoimi spostrzeżeniami, a całe śledztwo prowadzi w tajemnicy. Książka wyróżnia się fabułą. Czy na plus? Ciężko powiedzieć. W obecnym zalewie powieści kryminalnych na pewno jest czymś innym. A z innością już jest tak, że albo ją akceptujemy, albo odrzucamy. Ja z lektury jestem zadowolony, choć w powieści nie znajdziemy jakiegoś wyraźnego punktu kulminacyjnego czy wartkiej akcji. Jest za to świetnie oddana atmosfera senności i nudy. Bohaterowie komponują się z tym klimatem i zlewają się z tłem. Mamy Arne Hilmena i jakiś innych ludzi, którzy znikają tak szybko, jak szybko się pojawili. Podobnie jest z jego śledztwem. Jest, za chwile go nie ma by za chwil kilka wypłynęło znowu. Muszę się przyznać, że personalia autora kompletnie nic mi nie mówiły. Po kilku stronach uznałem go za kolejnego skandynawskiego pisarza. Klimat powieści tylko mnie w tym utwierdził. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że to Polak. Powieść, choć do wybitności jej daleko, została mi w głowie. Nie żałuję czasu spędzonego na lekturze. Zakończenie też nie daje jasnej odpowiedzi, o co w tym wszystkim chodzi. Może to celowo niedomknięta furtka dla kontynuacji?
amazur83 - awatar amazur83
ocenił na 6 8 lat temu
Ulice Bangkoku Christopher G. Moore
Ulice Bangkoku
Christopher G. Moore
Moim błędem w podejściu do tej powieści było odgórne przekonanie, że to typowy kryminał. Może dlatego, że tak się zaczął. Od postaci najważniejszej zaraz obok mordercy, czyli od śledczego. W tym wypadku był nim detektyw Calvino. Półkrwi Włoch, który przejął się opinią Tajów, że każdy faranga, czyli cudzoziemiec, jest kreatywny. Ta wzięta sobie do serca kreatywność ostatecznie doprowadziła do bardzo niebezpiecznej sytuacji, zmuszającej go do natychmiastowego opuszczenia Bangkoku. Przymusowy urlop miał spędzić w hotelu innego miasta, ale okazało się, że Calvino nie tylko tropi nieszczęścia innych, ale nieszczęścia lubią podążać również za nim. A dokładnie morderstwo dziewczyny, które spadło mu z nieba, czyli z balkonu umieszczonego nad jego apartamentem. Miejscowa policja głównego podejrzanego ujrzała w osobie… detektywa, który wyjątkowy pech, jaki go spotkał, wytłumaczył sobie jednym zdaniem – jemu nieszczęścia "po prostu przytrafiają się częściej niż pozostałym". To niespodziewane dla mnie zabójstwo, ale nie dla podejrzanego, dało mi nadzieję, że Calvino wcieli się w profesjonalnego tropiciela, napędzającego tempo akcji. Jakież było moje zdziwienie, kiedy w oczekiwaniu na nie, najpierw musiałam poznać szereg bohaterów, których końca nie było widać i którzy ze sprawą nie mieli (przynajmniej tak wydawało mi się na początku) nic wspólnego. Tylko że ja o tym nie wiedziałam i uznałam, że autor zawraca mi głowę jakimiś ludźmi, których ja niekoniecznie chcę znać łącznie z ich przeszłością (skomplikowanie zagmatwaną) i perypetiami rodzinnymi, a samo „śledztwo zaczęło się więc rozszczepiać na kilka różnych niezależnych wątków, z których żaden nie pasował do pozostałych". A muszę dodać, że byłam już w połowie książki! A tu nic! Ani minimalnych sukcesów w śledztwie, ani jakiejś akcji, ani konstruktywnego dochodzenia, nie wspominając już o jakichkolwiek podejrzeniach. Wszystko w rozsypce i poszatkowane niczym kapusta do kiszenia. Zaczynałam przyznawać rację wkurzonemu zleceniodawcy, że Calvino to samozwańczy detektyw prowadzący samozwańczą agencję i fuszerujący kolejne sprawy. Zaczęłam się nawet trochę nudzić historiami przytaczanymi z przeszłości, niepokoić ilością nowych osób pojawiających się na kolejnych stronach tej powieści, kiedy zaczęło mi w myślach uporczywie migotać jedno pytanie. O czym ja właściwie czytam?! Byłam już po połowie książki, a śledztwo nie ruszyło z miejsca, detektyw gdzieś znikał i się pojawiał, wokół mnie krążyło mnóstwo innych bohaterów i gdyby nie ciekawie ukazany Bangkok, mój zapał czytelniczy sięgnąłby zera. I w tym momencie mnie olśniło! Spojrzałam na tytuł i byłam pewna odpowiedzi. No przecież! Głównym bohaterem było miasto, które potraktowałam jako tylko tło wydarzeń. Niesłusznie, bo to ono ze swoimi mieszkańcami Tajami i farangami tak naprawdę było całą historią tej powieści, a pierwsze morderstwo tylko pretekstem do ukazania przekrojowego spektrum życia w Bangkoku. Wystającą nitką, za którą, jeśli pociągnąć, zaczyna się pruć misternie utkana sieć zależności ludzkich. Rodzinnych, osobistych i zawodowych w wymiarze formalnym, a przede wszystkim nieformalnym. Bo na pozór to wielkie miasto pełne gwaru i muzyki barowej, zatłoczonych autami ulic, handlarzy z wózkami sprzedających pieczone insekty, krętych uliczek z barami, po których „chodzenie w marynarce przypominało ciężką pracę fizyczną wewnątrz przenośnej sauny” – jak mawiał Calviono – miało swoje drugie oblicze. Mroczną stronę, w której granice zła dyktowane przez władzę, seks i pieniądze, wyznaczała również, a może przede wszystkim, zemsta. Ta, od której zależała reputacja domagającego się wendety. Często graniczącej z obsesją. To ona była siłą napędową rozwijającej się fabuły i jej głównych wątków. Dopiero kiedy zrozumiałam ten zamysł autora, wtedy zmieniłam swoje nastawienie z wybiórczego potraktowania morderstwa, na panoramę miasta, w którym to morderstwa były jednymi z wielu zjawisk społecznych toczących, niczym robaki, Bangkok od wewnątrz. W znanym turystom mieście, ukryty „w innym wymiarze wszechświata, leży inny, jeszcze dziwniejszy Bangkok, do którego wstęp farangom jest wzbroniony i do którego nawet większość Tajów boi się zaglądać". To ta warstwa społeczna stanowi o wartości tej powieści. Autor, Kanadyjczyk od lat mieszkający w Tajlandii, pod postacią trochę nietypowego kryminału, ukazał niewidoczne, trudno dostępne, mroczne, niebezpieczne, nielegalne życie Bangkoku. Miasta rządzonego przez gangi, pełne porachunków mafijnych, korupcji, zależności władz formalnych od świata przestępczego i odwrotnie, prostytucji, handlu dziećmi, najemnych morderców, zorganizowanego żebractwa, przenikających się rzeczywistości ludzi pieniędzy i dzielnic biedy, moralnego brudu w otoczce, komplikujących złożoność tych zjawisk, tradycji, obyczajów i zwyczajów. Świata, w którym myślenie człowieka obcego, z zewnątrz, prowadzi zawsze prosto na cmentarz. Tak bardzo różny od pokazywanego w folderach turystycznych. Warto o tym pamiętać zaglądając nie tylko do Bangkoku, ale do każdego innego miasta pod dowolną szerokością geograficzną. naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na 7 5 lat temu
Ja jestem sądem Mickey Spillane
Ja jestem sądem
Mickey Spillane
To debiut powieściowy tego pisarza, który popełnił w 1947 roku. Stworzył w nim prywatnego detektywa Mike’a Hammera. Nazwisko adekwatne do charakterystyki postaci. Hammer to mega twardziel, nawet jak na czarny kryminał. Najpierw wali po pysku, potem zadaje pytania. Nie rzuca słów na wiatr. Facet jest tak twardy, że nawet odmawia seksu napalonym nimfomankom, które przesłuchuje. Co prawda potem w nocy nie może spać, ale i tak szacun. Mało tego, facet nawet nie założy fartucha kuchennego do zmywania naczyń. "Zaproponowałem, żebyśmy pozmywali i Charlotte podała mi fartuch. Bardzo grzecznie odwiesiłem go na oparcie krzesła. Stanowczo nie pasowałby do mojej gęby. Gdyby wpadł tu nagle ktoś, kogo znam, i zastał mnie w takim osprzęcie, spędziłbym resztę życia na zacieraniu tego wspomnienia." Mistrzostwo. Mike Hammer to dla wielbicieli gatunku postać obowiązkowa do przyswojenia. Nie ma przeproś. Tylko żal, że tak mało książek o nim wyszło na polskim rynku. W 2008 roku zaświeciło na moment światełko w tunelu, bo niniejsza pozycja (super okładka!) ukazała się jako pierwszy tom serii książek Mickeya Spillane. Wydawnictwo EMG na tylnej części okładki zapowiadało kolejne tomy: "Wydawnictwo EMG proponuje serię w tłumaczeniu znakomitych polskich poetów. „Ja jestem sądem” przełożyli Tomasz Kunz i Marcin Baran. Następny tom, „My Gun Is Quick”, ukaże się jesienią w przekładzie Tomasz Kunza i Marcina Sendeckiego". Książka na grzbiecie była zaopatrzona jedynką, ale z dalszymi częściami nic nie wyszło. Minęło 11 lat i cisza. Szkoda, bo ubożsi jesteśmy o świetną gatunkową literaturę. Po więcej zapraszam na Dziką Bandę: http://dzikabanda.pl/teksty/felietony/pijac-ksiazki-czytajac-piwa-s03e01/
geokuba - awatar geokuba
oceniła na 10 7 lat temu
Milcz nawet po śmierci James Craig
Milcz nawet po śmierci
James Craig
Dość trudno mi było ocenić książkę. Do połowy ciągnęła mi się strasznie i nie mogłam się wkręcić, później zrobiło się ciekawiej, końcówka nadawała najszybsze tempo. Będą spojlery! Za dużo grzybów w tym barszczu. Myślę, że jedną z wad tej książki jest nadmiar wątków. Inspektor Carlyle prowadzi kilka spraw, dzieje się też wiele zdarzeń, z którymi oficjalnie nie powinien mieć styczności. Nie dałam rady go polubić- nie dość, że wydaje się być niezbyt fajnym człowiekiem, to w dodatku jest nieudacznikiem w swoim fachu- bo jak inaczej opisać policjanta, którego znajoma prostytutka martwi się o dziecko i prosi o ochronę przed ojcem chłopca- inspektor nie robi nic i dzieciak zostaje porwany. Znajoma prezenterka prosi o pomoc, bo prześladuje ją stalker? Inspektor znów olewa sprawę, kobieta ginie. Dobrze, że pokojarzył fakty w sprawie morderstwa i mimo że wygodnictwo podpowiadało, że można sprawę zakończyć, to jednak coś wyczuł i drążył, choć niewiele z tego wynikło. Co się okazuje na koniec? Wszystkie sprawy jakoś się rozwiązują, tylko bez udziału głównego bohatera. Tak więc minusów jest dużo. Jednak nie mogę dać niższej oceny, bo mimo bohatera, a może antybohatera, niektóre wątki były naprawdę ciekawe i gdyby rozłożyć te kilka spraw na odrębne opowieści mogłoby być dużo lepiej. A tak, niektóre wątki zostały potraktowane po łebkach. Nie poleciłabym tej książki.
cAAlineczka - awatar cAAlineczka
oceniła na 6 3 lata temu
Syn człowieczy Yi Munyŏl
Syn człowieczy
Yi Munyŏl
„Syn Człowieczy” to powieść, która zaskoczyła mnie bardzo, zarówno w warstwie fabularnej, jak i strukturalnej, i znaczeniowej. Yi Munyol, znany w Korei Południowej ze swych konserwatywnych poglądów, w tym z umiłowania do tradycyjnych wartości konfucjańskich, popełnił oto dzieło, które można by ująć w ramach kontekstu teologicznego, egzegezy i gnozy. Zadziwiający jest fakt, że początkowo nic na to nie wskazuje. Yi Munyol powołał bowiem do życia postać sierżanta Nam Kyongho z biura inspektorów policji, który bada sprawę morderstwa. Zamordowany to niejaki Min Yosop widywany w ostatnim czasie w centrum modlitwy, miejscu religijnego odosobnienia zwanym „Życie wieczne”. To stąd sierżant Nam rozpoczyna wędrówkę, by poznać prawdę zarówno o ofierze, jak i jej oprawcy. Trafia między innymi do Seulu, Pusanu i Inchonu, a w trakcie poszukiwań dowiaduje się, że Min studiował na uniwersytecie teologicznym, interesował się działalnością ofitów czczących biblijnego węża jako dobroczyńcę i apostoła mądrości, uznawał dogmaty niezgodne z wiarą chrześcijańską i przeciwstawiał wierze wiedzę i mądrość, a także finalnie odszedł od Kościoła, traktując go jako źródło korupcji, chciwości i hipokryzji. W tym kontekście Min Yosop jawił się niemal jako szatan, który poznawszy Cho Tongpala, sprowadził jego oraz innych ludzi na złą drogę życia zarówno doczesnego, jak i wiecznego. Kluczem do zrozumienia całej historii i rozwiązania zagadki tajemniczego morderstwa okazują się bruliony z zapiskami Yosopa, w których posiadanie wszedł sierżant Nam. Czytając je, by zakończyć prowadzone śledztwo, poznał on zupełnie nową historię rzucającą cień nie tylko na los zmarłego Yosopa, ale przede wszystkim Jezusa – Syna Człowieczego – i wszystkich wyznawców chrześcijaństwa. Yi Munyol, przenosząc nas w czasie i przestrzeni, zaprezentował postać Ahaswerusa, Żyda Wiecznego Tułacza, także Syna Człowieczego, niebezpiecznie posługując się koncepcją prawdy i fałszu. „Syna Człowieczego” Yi Munyola można uznać za dzieło antychrześcijańskie, autor kwestionuje w nim bowiem dotychczas znaną z ewangelii interpretację losów Jezusa i odważa się na ukucie teorii nowego boga. Ahaswerus już od dziecka był bardzo inteligentny i miał doskonałą pamięć, co sprawiło, że inni oskarżali go o bycie człowiekiem szatana. Po dramatycznej śmierci Sary, ukochanej Ahaswerusa, i bolesnym konflikcie wewnętrznym pomiędzy żądzą pragnienia ciała a pragnieniem duszy chcącej dotrzymać przykazania, rozczarował się Bogiem i rozpoczął wędrówkę mającą na celu poszukiwanie nowego boga, który w przeciwieństwie do Jahwe będzie miłosierny i pełny miłości. W Egipcie zwrócił uwagę na podobieństwo pomiędzy Jahwe a Atonem, a także pomiędzy Izydą i Horusem a Maryją i Jezusem. Zadziwił go także fakt, iż obie matki doświadczyły niepokalanego poczęcia. W Kanaanie poznał boga Baala, ale nie zachwycił się nim bez reszty. W Syrii poznał Muwatalisa, który pragnął zdobyć wiedzę o bogach hetyckich, jednak i tam Ahaswerus nie został zbyt długo. W Babilonie, na skutek zbiegu różnych okoliczności, stał się żywym Dumuzim, który miał być złożony w ofierze jako fałszywy król zesłany przez boga Marduka. To w tym momencie swego życia Ahaswerus poznał religię jako źródło szaleństwa, obłędu, żądzy władzy i fanatyzmu. W późniejszym czasie Ahaswerus w Persji zgłębił nauczanie Zoroastra, poznając Ahura Mazdę i Arymana, w Indiach poznał braminizm, zaś w Rzymie filozofię – boga dającego człowiekowi tylko samotność i nihilizm. Ta część książki Yi Munyola dotycząca różnych systemów religijnych może nastręczać, zwłaszcza niezaznajomionemu w tym temacie, czytelnikowi wielu trudności podczas procesu lektury. Ilość wielu bogów i różnorodnych wierzeń może powodować w umyśle czytelnika niemały chaos, który pogłębia się dodatkowo z chwilą powrotu Ahaswerusa do Judei. To tu nastąpiły bowiem najważniejsze wydarzenia dotyczące nie tylko jego życia, ale – tak jak już wspomniałam wcześniej – także Jezusa i wszystkich chrześcijan. Yi Munyol stawia Ahaswerusa na drodze Jezusa aż sześciokrotnie. Ich spotkania mają miejsce na pustyni Kwarantania, w Kafarnaum, podczas Kazania na Górze, w świątyni jerozolimskiej, po Ostatniej Wieczerzy na Górze Oliwnej oraz w dniu egzekucji Jezusa. Podczas tych spotkań, mając skłonność do negacji, zwątpienia i rozczarowania, Ahaswerus kwestionował postępowanie i motywację Jezusa, twierdził, że Jego nauka będzie dla ludzi brzemieniem, którego nie uniosą, a także źródłem poczucia winy i beznadziei. Zarzucał Mu wybaczanie wszelkich grzechów, ale i obietnicę raju, który ma nastąpić w żaden sposób nieokreślonej przyszłości. Ahaswerus został utrwalony w legendach jako istota stworzona przez szatana, a jego spotkanie z Wielkim Duchem dopełniło dzieło Cho Tongpala zatytułowane „Księga Kwarantanii” przeciwstawiające Słowo Mądrości. Ciekawe jest także ujęcie legendy o Ahaswerusie przedstawione przez Yi Munyola. Pisarz odbiega od legendy, bowiem u niego Ahaswerus tuła się przede wszystkim z własnej woli, poszukując niejako nowego boga. Pisarz zrezygnował ze znanej kwestii Jezusa, w której to rzucił On klątwę na Wiecznego Tułacza, mówiąc „To ty będziesz szedł aż po koniec czasu.” Mimo to Ahaswerus będzie się tułał wiecznie, lecz znowu – z własnej woli – oczekując ponownego przyjścia Jezusa. Powieść Yi Munyola „Syn Człowieczy” to wartość literacka sama w sobie. Zupełnie inną kwestią jest warstwa znaczeniowa, która z jednej strony bez wątpienia poszerza wiedzę czytelnika o innych religiach, czasem punktując elementy wspólne z chrześcijaństwem, a z drugiej może szokować i oburzać jako dzieło antychrześcijańskie. Tak jednak może się dziać jedynie przy literalnym odczytaniu dzieła południowokoreańskiego pisarza. W warstwie znacznie głębszej niż dosłowność powieść Yi Munyola okazuje się, jak większość dzieł literatury koreańskiej, tekstem zaangażowanym, który przenika pragnienie autora dotyczące wywierania wpływu na ludzi i ich postępowanie, w tym zaś szczególnym przypadku na czytelników „Syna Człowieczego”. Autor nie wskazuje jasnych i prostych dróg interpretacyjnych, teoretycznie każdy czytelnik musi sam przeanalizować tekst i samodzielnie zdecydować, która myśl okazuje się dominująca, jednak w rzeczywistości prawda i drogowskazy czają się w nieoczywistym zakończeniu powieści. „Syn Człowieczy” to z pewnością niezwykła lektura, bowiem zakłóca tradycyjny i wyuczony sposób myślenia i interpretowania świata. Nie znaczy to jednak, że stoi ona w pełnej opozycji do niego. Na drodze do prawdziwego celu znajduje się bowiem także wiele innych dróg, a czytelnik, dzięki takiej lekturze, może nauczyć się je odróżniać i odrzucać te, które wiodą donikąd. Polecam. https://www.facebook.com/literackakorea/posts/pfbid02sXeCL7wKLnWcYg1sEsGtBfrnR2syHYJZyRy9FYUevf6XPm3Z92h9SDq2VVfv7Dn2l
Literacka_Korea - awatar Literacka_Korea
oceniła na 9 3 lata temu

Cytaty z książki Grzech pierworodny w Wilmslow

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Grzech pierworodny w Wilmslow