Gdy gaśnie światło, przychodzą łzy

Okładka książki Gdy gaśnie światło, przychodzą łzy autora Fabiane Guimarães, 9788367280204
Logo Lubimyczytac Patronat
Logo Lubimyczytac Patronat
Okładka książki Gdy gaśnie światło, przychodzą łzy
Fabiane Guimarães Wydawnictwo: Labreto kryminał, sensacja, thriller
162 str. 2 godz. 42 min.
Kategoria:
kryminał, sensacja, thriller
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Apague a luz se for chorar
Data wydania:
2022-11-23
Data 1. wyd. pol.:
2022-11-23
Liczba stron:
162
Czas czytania
2 godz. 42 min.
Język:
polski
ISBN:
9788367280204
Tłumacz:
Barbara Bardadyn
Średnia ocen

                6,4 6,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Gdy gaśnie światło, przychodzą łzy w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Wyróżniona opinia i

Gdy gaśnie światło, przychodzą łzy



książek na półce przeczytane 481 napisanych opinii 416

Oceny książki Gdy gaśnie światło, przychodzą łzy

Średnia ocen
6,4 / 10
235 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
12
3

Na półkach:

Bardzo szybko się czyta, a poboczny wątek zagadkowej śmierci rodziców głównej bohaterki jest wciągający. Bałam się, że będzie bardziej rozdzierająca serce przez poruszanie tematu kradzieży zwierząt, ale jest to do przeżycia. Myślę że książkę jest ciekawym rozważaniem na temat sprawczosci jaka mamy w życiu (lub nie).

Bardzo szybko się czyta, a poboczny wątek zagadkowej śmierci rodziców głównej bohaterki jest wciągający. Bałam się, że będzie bardziej rozdzierająca serce przez poruszanie tematu kradzieży zwierząt, ale jest to do przeżycia. Myślę że książkę jest ciekawym rozważaniem na temat sprawczosci jaka mamy w życiu (lub nie).

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

407 użytkowników ma tytuł Gdy gaśnie światło, przychodzą łzy na półkach głównych
  • 269
  • 138
108 użytkowników ma tytuł Gdy gaśnie światło, przychodzą łzy na półkach dodatkowych
  • 27
  • 25
  • 17
  • 15
  • 10
  • 7
  • 4
  • 3

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Nigdy, nigdy, nigdy Linn Strømsborg
Nigdy, nigdy, nigdy
Linn Strømsborg
Bardzo rzadko sięgam po współczesną prozę. Tym razem machał mi korowód czerwonych flag. Bałem się, że książka będzie feministyczna, zbyt młodzieżowa jak dla mnie. Obawy się nie sprawdziły, bo bardzo dobrze się w tej narracji i fabule odnalazłem. Pamiętam jak miałem 25-30 lat i zaczęło się robić bardzo gęsto czemu nie planuję dziecka. Te mądrości rodziców, ciotek, babć. Mimo, że jako młodzi ludzie zaliczali przyspieszone (wymuszone?) śluby z ciążą pod suknią ślubną. ,,Eksperci” od planowania rodziny. I ci niby sprawdzeni znajomi, którym po dziecku coś się kompletnie poprzekręcało i zaczęli przodować w tych złotych radach… Żenujące to było. Tak to odbierałem i odbieram, mimo, że jestem dziś zaangażowanym ojcem 7-latki. I o tym jest ta książka. Bohaterką jest 35-letnia, bezdzietna z wyboru, mieszkanka Oslo. Napisane mądrze.. Wiele osób wychwyci niuanse. Wielu przypomni sobie podobne sytuacje. Niejeden odnajdzie tu jakichś swoich anty-bohaterów. Dobre jest też to, że książka jest obiektywna i nie tworzy antagonizmów na linii: bezdzietni – rodzice. Dla przeciwwagi jest ciekawy (nie cukierkowy) wątek znajomej pary głównej bohaterki, młodych rodziców. Choć te przeskoki fabularne z jednej scenki, w kompletnie inną i jeszcze z retrospekcjami z dzieciństwa, tworzą czasem lekki chaos, to jest to mądra literatura którą (aż się sobie dziwię) bardzo polecam.
wiciu - awatar wiciu
ocenił na 7 1 miesiąc temu
Spaleni w ogniu Jaume Cabré
Spaleni w ogniu
Jaume Cabré
Po lekturze wcześniejszych monumentalnych dzieł Jaume Cabré, takich jak "Wyznaję" czy "Głosy Pamano" trudno mi było uwierzyć, że jedna z najnowszych powieści tego katalońskiego pisarza jest tak krótka a przez to bardziej kameralna. Jak większość czytelników mam problem z jednoznaczną oceną tej powieści. To lektura, która przypomina gęsty, duszny sen, z którego trudno się wybudzić. Jak każda powieść autora jest gęsta od emocji i literackich gier, jednak koniec końców bardziej mnie zmęczyła niż zachwyciła. Bohaterem tej historii jest Ismael, człowiek, którego życie poznajemy jedynie fragmentarycznie. Poznajemy tego cichego nauczyciela łaciny, gdy w pasmanterii przypadkowo spotyka swoją koleżankę z dzieciństwa Leo. To spotkanie uruchamia lawinę zdarzeń, która prowadzi do tragicznego wypadku. Od tego momentu fabuła staje się labiryntem, po którym błądzi czytelnik. Ismael budzi się w szpitalu, nie wiedząc kim jest. Jaume Cabré po mistrzowsku oddaje ten stan amnezji, gdzie każde wspomnienie jest ulotne, na pograniczy snu i jawy. Czytelnik dryfuje razem z bohaterem. W jednym akapicie jesteśmy w szpitalnej sali, by za chwilę znaleźć się w przeszłości Ismaela lub obserwować surrealistyczne wędrówki stadka dzików, które to staje się niemym świadkiem jego zmagań z życiem. Fabuła jest jak rozsypane puzzle. Czujemy się zagubieni tak samo jak bohater "Spalonych w ogniu". Zaciera się granica między "tu i teraz" a "kiedyś", co jest charakterystyczne dla śnienia. Wszystko dzieje się naraz, a logika zdarzeń ma tu najmniejsze znaczenie. Zamiast jasnej puenty autor zostawia nas z pytaniem kim jest człowiek, gdy odbierze mu się jego wspomnienia. Książka ta to pozycja wymagająca, która wzbudza intelektualny niepokój. Nie daje łatwych odpowiedzi, wciągając czytelnika w grę, która jednak może zmęczyć. Audiobook (czytał Filip Kosior)
Jeżynka - awatar Jeżynka
oceniła na 6 14 dni temu
Śmierć jeździ audi Kristian Bang Foss
Śmierć jeździ audi
Kristian Bang Foss
„Śmierć jeździ audi” to powieść skłaniająca do refleksji, w której ważną rolę odgrywa człowiek i jego pragnienia, marzenia, ale też stagnacja i pewnego rodzaju zrezygnowanie. Historia rozpoczyna się nieco komediowo – od zwolnienia z pracy Asgera, lecz to tylko zamydlenie czytelnikowi oczu, gdyż dalej jest sentymentalnie, paradoksalnie, ale przede wszystkim z zachętą do rozmyślań. Nie jest to do gruntu filozoficzna opowiastka, ale też nie mamy do czynienia z powieścią porywającą akcją, błyskotliwymi dialogami. Tak naprawdę „Śmierć jeździ audi” to powieść drogi, a jak wiadomo w trakcie takich powieściowych podróży pojawiają się pytania ważne i ocierające się o sens ludzkiego istnienia. Po tym jak Asger traci pracę, dziewczynę, popada w długi i nałogi, decyduje się na pracę asystenta osoby niepełnosprawnej – Waldemara, który jest jednym z najsmutniejszych bohaterów, jakich spotkałam w dotąd przeczytanych książkach. Oboje wyruszają w podróż do Maroka, by Waldemar mógł skorzystać z usług miejscowego uzdrowiciela. Wyruszają samochodem, ale nie tytułowym audi, które ma w powieści inny, symboliczny wymiar, lecz jadą VW. Podróżują przez Europę, spotykają różnych ludzi, rozmawiają ze sobą, śmieją się z tych samych, często w ogóle już nieśmiesznych sytuacji czy zdań powtarzanych do złudzenia. Do Afryki docierają, jednak to jeszcze nie koniec ich podróży. Jeszcze muszą odbyć jedną. Jak już wspomniałam, powieść nie ma porywającej akcji, czyta się spokojnie, lecz z zainteresowaniem. Są momenty, które bawią, więcej jest jednak zdań do przemyśleń. Obaj panowie – Asger i Waldemar na pierwszy rzut oka mogą wydawać się nieudacznikami, nudziarzami, zdawałoby się, że czasami naiwniakami, a na tle współczesnych bohaterów bywają wręcz przeźroczyści. Możemy im współczuć, ale da się ich lubić. W zachowaniu Waldemara i Asgera, w ich rozmowach odnajdujemy prostą mądrość, wręcz chciałoby się napisać „głupią mądrość”, ale po głębszych przemyśleniach wiem, że obaj panowie w czasie podróży odnaleźli coś, co jest naprawdę wartościowe: przyjaźń (choć na ten temat nie padło ani jedno słowo) i wyzwolenie z ustalonych ram, jakie narzucił nam współczesny świat, wyzwolenie z wykluczenia społecznego. Z powieści Kristiana Banga Fossa najwyraźniej zapamiętałam dwie sceny: scenę na pustyni z psami i nocą spędzoną na dachu przez Asgera i Waldemara oraz wątek Maliny – dziewczyny z Polski. Malina została opisana dokładnie tak, jak kobieta nosząca takie samo przezwisko, a którą miałam okazję kiedyś poznać. Jej postępek wobec obu bohaterów mnie nie zdziwił – poznana przeze mnie Malina była taka sama. Jednak tak przedstawiona w powieści Polka może wzbudzać protest czytelników, co jest zrozumiałe. Nie chcemy być w ten sposób opisywani przez zagranicznych pisarzy. Zastrzeżenie do powieści? Nadal nie wiem, czym jest to różowe na okładce. Edit: Już wiem, już mnie uświadomiono, że to pognieciona butelka.
Ania WW - awatar Ania WW
ocenił na 7 1 rok temu
Czekając na kota Michaela Klevisová
Czekając na kota
Michaela Klevisová
„Czekając na kota” to zbiór wspaniałych opowiadań Michaeli Klevisovej. Było to moje pierwsze spotkanie z twórczością tej czeskiej pisarki i na pewno nie ostatnie. Poznawałam sobie niespiesznie tę książkę w formie audiobooka i była to dobra decyzja, gdyż Kaja Walden jest świetną lektorką. Dodatkowym smaczkiem jest pojawiający się często w tle podkład muzyczny. Zbiór zawiera krótsze i dłuższe utwory. Jedne są bardzo zabawne, inne nieco nostalgiczne, czasem nieco smutne, w jeszcze innych powaga przeplata się z poczuciem humoru. To, co łączy opowiadania, to motyw kota. Koty są tu bohaterami, nieraz narratorami, z których perspektywy poznajemy świat. Bywa i tak, że rozmawiają z ludźmi (i to w sposób dosłowny). Czasem obok kotów pojawiają się inne zwierzęta (np. konie), a ich wzajemne relacje okazują się bardzo zaskakujące. Koty chadzają w opowiadaniach własnymi drogami, ale najczęściej pragną bliskości człowieka, znają się na ludziach, rozpoznają ich emocje, a nawet złe zamiary. Bywają kochane, przygarniane, ale i nielubiane. Słuchając tej książki, przenosiłam się w świat głębokich uczuć, emocji, życiowych wyborów, trudnych decyzji. Dlaczego proza Klevisovej poprawia nastrój, nawet jeśli porusza trudne tematy? Dlatego, że jest bardzo życiowa, a każde opowiadanie niesie ostatecznie ze sobą nutkę optymizmu. Często przyłapywałam się na tym, że słuchając audiobooka, uśmiecham się do siebie… Zaletą książki na pewno jest też różnorodność tematyczna. Bohaterowie są w różnym wieku, pochodzą z różnych środowisk, różnych krajów europejskich. To na pewno urozmaica treść. Prosty, ale ujmujący styl też sprzyja lekturze. Polecam z czystym sumieniem, nie tylko kociarom i kociarzom.
allison - awatar allison
ocenił na 8 1 rok temu
Naku*wiam zen Maria Peszek
Naku*wiam zen
Maria Peszek
Ta książka to taka podkręcona piłka, bo czy wolno czytelnikowi oceniać czyjeś życie? A jednak autorzy sami dokonują pewnej wiwisekcji i to w dodatku ekshibicjonistycznej. Ja osobiście nie lubię oceniać, czy ktoś dobrze żyje, czy źle, ale autorzy niejako sami stawiają się w pozycji bohaterów tej opowieści i to z ich poczynaniami przychodzi nam się konfrontować. Ogólnie Peszki budzą moją sympatię. To artyści z powołaniem, lekkoduchy z domieszką mroku, barwne ptaki, co latają tam gdzie chcą. Świetnie mi się słuchało licznych anegdot ze świata sztuki, wspomnień z minionego wieku. Otrzymujemy tu masę humoru, dosadnego najczęściej, ale i również próbę uchwycenia imponderabiliów. Nie wiem, czy udaną czy nie, ale wydaje mi się, że coś można z tej rozmowy wziąć na przyszłość. Do tego w sensie jakościowym też oceniłbym tę pozycję wysoko. Mam na myśli warstwę stylistyczną oraz realizację audiobooka. To co budzi moje zastrzeżenia to pewna publiczna terapia, którą fundują nam bohaterowie. Nie chcę powiedzieć, że nie można o takich rzeczach rozmawiać, ale skoro Jan, całkiem słusznie gromi miałkość polskich artystów, to pojawia się pytanie, czy to aby nie jest aby całkiem tani zabieg dramatyczny? Maria niejako stara się wykrzyczeć jakąś krzywdę. Jan próbuje odpowiedzieć, Maria mu przerywa, później znów pyta i robi się z tego mały chaos. Drugą rzeczą, która mi się nie do końca podobała, to przedstawienie alkoholu. Jan przyznaje, że w latach 1975-79 mocno popłynął, ale jak twierdzi później to już było w normie, a jednak właściwie nie ma opowieści, która byłaby „trzeźwa”, a finalnie przyznaje się, że codziennie pije co najmniej 4-5 porcji alkoholu (minimum, bo podczas którejś z rozmów robią razem drugą flaszkę wina). I znów… nie moja sprawa, natomiast nie podoba mi się powielanie tego mitu artysty pijaka… jakie to ciekawe życie na bani można wieść. I rzeczywiście nie da się ukryć, że Jan może się poszczycić bogatymi i barwnymi przeżyciami, ale jeśli ktoś nieco żyje i nieco orientuje się w temacie, ten wie, że takie życie niesie ze sobą również bardzo ciemną stronę. I tego w tej książce nie ma, a raczej jest, tylko między wersami, z których jak mniemam sami bohaterowie sprawy sobie nie zdają. Niemniej wprawny terapeuta po przeczytaniu tej książki wychwyciłby kilka zdań, po których zaleciłby test w kierunku diagnozy alkoholizmu, DDA jest więcej niż pewne u obojga, w dodatku chad u Marii całkiem możliwy. I dla mnie to było takie trochę nieudane. Bo w sumie nie jest to jakaś drama rodem z telenoweli, ale Maria niby coś zarzuca ojcu, lecz po chwili stwierdza, że w sumie to nie ma mu nic za złe, bo w końcu depresja jest jej twórczym paliwem. W rezultacie można to sparafrazować: odczuwam wobec ciebie bardzo wielką krzywdę, ale boję się ją wyrazić by cię nie zranić. Albo: skrzywdziłeś mnie, ale lubię moją krzywdę. A później dziesiątki anegdot, jak w domu trwała niekończąca się impreza przy małych dzieciach, albo ta historia z nad morza - przecież to jest lęk przed porzuceniem, który wystąpił już w wieku niemowlęcym, który utrwalił się, bo nieustannie trwał, aż do dorosłości... Nie ważne, nie będę prowadził psychoanalizy, ale wcale nie uwierzyłem, że wszystko było tak kolorowo i wesoło, a bohaterów łączy zdrowa relacja. Tak czy inaczej takich oryginałów występuje w naszym środowisku coraz mniej, życie Jana to kopalnia anegdot, Maria ma również ciekawą osobowość. I mimo wspomnianych mankamentów, to mile spędziłem czas z Peszkami, podoba mi się ich humor, ich brak krępacji, otwarta krytyka pewnych kręgów, a nade wszystko barwność.
Mash - awatar Mash
ocenił na 8 1 miesiąc temu
Mała Syberia Antti Tuomainen
Mała Syberia
Antti Tuomainen
Antti Tuomainen „Mała Syberia” - mroźnie, kryminalnie i sensacyjnie No cóż, przyznam się od razu, po powieść „Mała Syberia” współczesnego (ur. 1971) fińskiego autora Antti Tuomainena sięgnąłem skuszony entuzjastycznym przyjęciem, z jakim się spotkała zarówno w Finlandii, jak i w świecie. Nie czytałem blurba, nie robiłem researchu o autorze… Wybrałem wydanie by Albatros, w formie audio z głosem Filipa Kosiora i w tłumaczeniu Bożeny Kojro. Lektura trafiła mi się w punkt. Zimy nie lubię, a za oknem właśnie wyjątkowy jej atak, jak na to ocieplenie globalne, do którego już z przyjemnością zacząłem się przyzwyczajać. I tak na spacerze z pieskiem, w świecie przykrytym tym białym i zimnym, zacząłem słuchać, by przenieść się do zimowej (a jakże) Finlandii, w dodatku na głęboką prowincję. Od razu nasz „mróz” wydał mi się mniej dokuczliwy. Zima, zabita dechami dziura gdzieś na fińskim białym i zimnym odludziu blisko rosyjskiej granicy. I tu właśnie spada meteoryt. Nie taki zwykły, a czterokilowy, w dodatku, i właściwie tylko to ma znaczenie, warty milion euro. Przez kilka dni ma być przechowywany w miejscowym muzeum; do czasu przyjazdu kogoś z Miasta, kto zabierze go w godniejsze miejsce. Kilka dni to nie problem. Problem to kilka nocy. W ich czasie meteorytu mają pilnować samotni strażnicy-ochotnicy spośród mieszkańców. Jednym z nich jest miejscowy pastor. Facet z przeszłością i kilkoma skrywanymi tajemnicami. No i z piękną żoną, w której jest zakochany. Dłuugie zimowe noce to dość czasu, by niektórzy z mieszkańców doszli do wniosku, że milionik bardzo by im się przydał. Dużo czasu, by od myśli przejść do działania. Na pierwszą próbę włamania, a właściwie napadu, nie trzeba długo czekać. A pastor ma i inny problem poza pilnowaniem cennego kamienia. Dowiaduje się, że żona jest w ciąży, a on wie, że nie z nim. Tylko z kim? I kto chce dorwać się do meteorytu? Co i jak dalej, nie będę zdradzał. Będzie się działo i nie zamierzam nikomu psuć świetnej rozrywki. Udany miks kryminału, powieści akcji i thrillera. Bo to też i kryminał wbrew temu, co piszą niektórzy, którzy jeszcze nie wiedzą, że kryminały to nie tylko powieści detektywistyczne i policyjne. Choć nie ma detektywa, to dwa dochodzenia prywatne są; kto zapłodnił i kto chce ukraść. Gdybym miał szufladkować, byłoby trudno. Trochę powieści detektywistycznej, dużo sensacji, sporo nordic noir i kryminału społecznego, whodunit i muśnięcie psychologii. Piszę o tych szufladkach gatunków literackich, choć sam za nimi nie przepadam, gdyż wyjątkowo, już PO poznaniu powieści, przejrzałem trochę naszych krajowych internetowych recenzji. Zwykle tego nie robię, a tym razem mnie podkusiło i rozpacz mnie ogarnęła. Dyskusyjny Klub Książki przyzwyczaił mnie do tego, że oceny jednego i tego samego dzieła mogą się nie tylko różnić, ale rozrzucać się po ekstremach. Nie przygotował mnie jednak na argumenty od czapy. „Powieść jest zła, bo to nie kryminał”. Boże! A mówią, że czytanie czyni inteligentnym… „Anna Karenina”, „Mały Książę” i „Hamlet” są złe, bo to nie kryminały?… O tempora, o mores! „Powieść jest zła, gdyż protagonista zataił przed żoną, że jest bezpłodny.” No comment. To były tylko dwa przykłady, by unaocznić przyczynę nie aż tak wysokich notowań ze średniej ocen wśród internautów. Dla mnie powieść jest super. Oryginalna, niepowtarzalna, wciągająca i mimo przemocy, pełna poważnych aspektów ukrytych pod warstwą dynamicznej akcji i niedoścignionego mistrzostwa w oddaniu mroźnego fińskiego klimatu. Od tej książki wprost robi się zimno. Szkoda, że nie sięgnąłem po nią w letni upał. Wbrew pozorom w „Małej Syberii” są głębie. Nie za wiele, w końcu to określona konwencja, lecz nawet niezła teologiczna zagwozdka się znalazła. Świetna rzecz, jeśli zamiast w niej szukać tego, czego tam nie ma, lub wymyślać jakieś niepoważne argumenty, zauważyć to, co w niej jest. Gorąco polecam, a sam na pewno poszukam jeszcze czegoś tego autora. źródło: https://www.goodreads.com/user/show/98941868?ref=nav_profile_l
Andrew Vysotsky - awatar Andrew Vysotsky
ocenił na 7 2 miesiące temu
Nielekarz, czyli jak wyleczyłem się z medycyny Adam Kay
Nielekarz, czyli jak wyleczyłem się z medycyny
Adam Kay
Znacie to uczucie, kiedy decydujecie się zrezygnować z czegoś, na co długo pracowaliście? Na przekór rodzinie i wszystkim innym, według których popełniacie błąd. Jak do tego podchodzicie - lepiej odpuścić i być szczęśliwym mimo poczucia straty kilku lat i krytyki ze strony bliskich czy brnąć w to dalej, bo szkoda by było wysiłku, jaki w to włożyliście? Przed tym dylematem stał autor takich hitów jak „Będzie bolało" czy „Świąteczny dyżur", który postanowił porzucić karierę lekarską na rzecz bycia pisarzem i komikiem. Tym razem przychodzi do nas z kolejnyimi anegdotami zebranymi pod tytułem: „Nielekarz, czyli jak wyleczyłem się z medycyny". W tej książce, w odróżnieniu od pozostałych przeze mnie wymienionych, bardziej niż na lekarskiej codzienności skupia się na życiu po rzuceniu medycyny oraz na powodach podjęcia takiej decyzji. Na okładce opisywana jest jako „najzabawniejsza (...) z dotychczasowych książek Adama Kaya", z czym absolutnie się nie zgadzam. Nie zrozumcie mnie źle, nie jest to zła książka. Ciągle jest w niej pełno zabawnych historii i czarnego humoru, jednak tylko fragmentami przypomina inne dzieła autora, przez które zaczęłam uwielbiać jego poczucie humoru i styl pisania. Czytając „Nielekarza" miałam wrażenie, że Kay przelał luźne myśli na papier, z grubsza je uporządkował, ostatecznie zostawiając je w takim nieładzie, że aby nadążyć na jego tokiem myślenia musiałam kilkukrotnie wracać do danych fragmentów. Dostałam coś innego, niż oczekiwałam, ale mam wrażenie, że akurat ta książka nie była pisana dla czytelnika - Kay napisał ją dla siebie, aby dać upust złości i bezsilności w związku ze złym traktowaniem studentów medycyny oraz lekarzy przez innych przedstawicieli zawodu na wyższych szczeblach, a przede wszystkim aby zmierzyć się z traumami, o których nigdy wcześniej nie mówił (oczywiście również z dozą czarnego humoru). Mimo wszystko bardzo szanuję autora za otwartość oraz odwagę pisania o tak trudnych rzeczach. Życzę mu dużo siły. Instagram: zakotanawksiazkach
zakotanawksiazkach - awatar zakotanawksiazkach
ocenił na 7 2 miesiące temu

Cytaty z książki Gdy gaśnie światło, przychodzą łzy

Więcej
Fabiane Guimarães Gdy gaśnie światło, przychodzą łzy Zobacz więcej
Fabiane Guimarães Gdy gaśnie światło, przychodzą łzy Zobacz więcej
Fabiane Guimarães Gdy gaśnie światło, przychodzą łzy Zobacz więcej
Więcej