Galaxies: Ruiny Dantooine

Okładka książki Galaxies: Ruiny Dantooine
Voronica Whitney-RobinsonHaden Blackman Wydawnictwo: Amber Seria: Star Wars: Gwiezdne wojny fantasy, science fiction
256 str. 4 godz. 16 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Seria:
Star Wars: Gwiezdne wojny
Tytuł oryginału:
Star Wars Galaxies: The Ruins of Dantooine
Data wydania:
2011-05-17
Data 1. wyd. pol.:
2011-05-17
Liczba stron:
256
Czas czytania
4 godz. 16 min.
Język:
polski
ISBN:
9788324138852
Tłumacz:
Anna Hikiert-Bereza
Średnia ocen

                5,6 5,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Galaxies: Ruiny Dantooine w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Galaxies: Ruiny Dantooine

Średnia ocen
5,6 / 10
70 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
668
664

Na półkach:

"Legendom", jako wyodrębnionemu w 2014 roku osobnemu kanonowi zawartych w nim wszystkich, od książek i komiksów począwszy, a na grach video skończywszy, treści, związanych z "Gwiezdnymi Wojnami", zawdzięczamy zbyt wiele, by móc, ot tak, odłożyć je na bok i tym tematem nigdy się nie interesować. Jednak określenie ,,wiele” przy tak solidnym wkładzie Legend, to zbyt ogólnikowe i względne pojęcie. Samymi powieściami i komiksami w ilościach co najmniej kilkuset, ów "Stary Kanon", w niebotyczny sposób, bez względu na jakość, wydźwięk i znaczenie konkretnych pozycji, rozszerzył macierz Galaktyki do niebywałych, pełnych różnych zjawisk, postaci, planet i przede wszystkim: Mocy, Jedi, Sithów, czy imperialnego porządku politycznego, rozmiarów.

Osobniczy, ale zarazem osobliwy świat beletrystyki "Legend" można traktować jako osobne Uniwersum, lecz nie powinno się, w ogóle tak do tego podchodzić. Beletrystyka "Star Wars" weszła przecież w granicę nowelizacji filmowych Epizodów, co oznacza, że w jakimś stopniu Główny Kanon Filmowy "Star Wars" został przeniesiony do rzeczywistości książkowej, co kreuje sytuację, w której rzeczywistość książkowa staje się niczym odrębny Kanon – niezależny byt Sagi "Gwiezdnych Wojen".
Samej literatury z Sagi, którą w 1977 roku zapoczątkował George Lucas, i to z przedziału Starego Kanonu, który niepotrzebnie zepchnięto w 2014 roku do roli odrębnego Uniwersum, jest tak dużo, że staje się wręcz awykonalnym przedsięwzięciem, aby przeczytać wszystko: każdą nawet najdziwniejszą powieść. Sama ilość takowych tytułów powoduje, że na pewno znajdą się złe, pokiełbaszone, i fabularnie kompletnie nic niewnoszące do Uniwersum, powieści. Nie będę wymieniał po tytułach, jakie byłyby to książki, bo samemu trzeba by przygotować się na taką ewentualność. Z drugiej strony każda literatura spośród Legend czy Nowego Kanonu coraz bardziej rozszerza granice Galaktyki, ba, całego Wszechświata "Gwiezdnych Wojen", czyniąc go jeszcze bardziej wspanialszym, rozleglejszym i potężniejszym światem.

Czytanie pojedynczych tytułów, które zamykają się w ramach jakiegoś okresu wydarzeń z chronologii dziejów Galaktyki spośród kanonu Legend jest chyba najrozsądniejszym rozwiązaniem. Przykładowo, dzielenie beletrystycznych Legend na etapy tudzież przedziały czasu związane z głównymi Epizodami filmowymi "Star Wars", np. na okresy Prequeli bądź Klasycznej Trylogii Lucasa pozwoli czytelnikowi wybrać kilka pozycji, które opowiadają losy znanych lub nowych postaci, np. pomiędzy IV a V filmowym Epizodem "Gwiezdnych Wojen". Tak zyskujemy jasność fanowskich chęci i oczekiwań; wiemy, co nas nakręca, i co, oraz jak bardzo pośród multum idei i światów Sagi ,,stwórcy" chcemy poznać.

Po dość solidnym okresie wydarzeń na chronologii Osi Czasu "Legend" Galaktyki, jakim była "Nowa Era Jedi", a tak właściwie to "Era Dziedzictwa Mocy" - prezentująca historie rozgrywające się około 40 lat po Bitwie o Yavin, nadszedł czas, aby powrócić do klasycznych "Gwiezdnych Wojen", aby korzystając z dorobku literatury Legend rozszerzyć swoją wiedzę zazębiającą się wokół dziejów Galaktyki z okresu filmowych Epizodów Sagi Lucasa: od cz.IV do VI. Na powieść osadzoną między "Nową Nadzieją" a "Imperium kontratakuje", przy czym takowych pozycji w tym krótkim 3-letnim odstępie jest kilka, wybrałem "Ruiny Dantooine" autorstwa Veroniki Whitney-Robinson i Hadena Blackmana, głównie ze względu na ogólną intensywność wydarzeń w Galaktyce mających miejsce zaraz po "Epizodzie IV", który w 1977 r. tak naprawdę zaczynał cudowną odyseję "Gwiezdnych Wojen", oraz z powodu obecności w powieści kultowych, wręcz ikonicznych postaci, które tę Sagę tworzyły i tworzą po dziś dzień. Również niemałe znaczenie w wyborze tej pozycji na mą kolejną lekturę z kanonu Legend "Star Wars" miała, niestety, moja skąpa wiedza o Dantooine – planecie położonej w Zewnętrznych Rubieżach Galaktyki, która mimo iż z pozoru jawi się jako spokojne i słabo zaludnione ciało niebieskie, to przed Bitwą o Endor i Galaktyczną Wojną Domową miała ona jednak dość ciekawą, a można by rzec, burzliwą historię.

Po zniszczeniu pierwszej Gwiazdy Śmierci, Orbitalnej Stacji Bojowej GS-1, Rebelia, choć na chwilę mogła poczuć ,,zew wolności"; lecz tylko na chwilę. Imperium dość szybko stanęło na nogi, momentalnie podniosło się po bolesnej porażce, od nowa rozsiewając chaos i rządząc twardą ręką. ów ustrój atakował systemy planetarne Galaktyki narzuconą, iluzoryczną formą surowych, ale stabilnych z ich perspektywy bezpiecznych rządów. Porządek polityczny Palpatine’a robił wszystko, aby zniszczyć Sojusz Rebeliantów – pozostałości moralnej, prawej Republiki, i rozdeptać każdego Jedi i wszystkich tych wierzących w Jasną Stronę Mocy. Przykładem pościgu Imperium za rebelianckimi szumowinami, mającym charakterystyczne, fabularne detektywistyczno-sensacyjne zacięcie, wzbogacone wzmacniającym akcję wątkiem podróżniczo-eksploracyjnym i nietuzinkowymi zwrotami akcji, jest "Star Wars: Ruiny Dantooine" - gwiezdno wojenna, należąca do kanonu Legend, nowela, autorstwa Veroniki Whitney-Robinson i Hadena Blackmana.

Sztuką, swoistym wyczynem staje się urzeczywistnienie, w przypadku "Gwiezdnych Wojen" wprawienie w ruch ,,galaktycznego” życia: form przestrzeni, mniej lub bardziej rozległych połaci ziem, miejsc, krajobrazu, infrastruktury i wszystkiego innego opływającego swoją istotą postacie w tej rzeczywistości uczestniczące. Artyzmem w tym względzie, wręcz szerokim wyprowadzeniem myśli twórczej, uwypukleniem iskry wyobraźni drzemiącej w ludzkim umyśle na karty ,,dwuwymiarowej” gwiezdnowojennej płaszczyzny wydarzeń, dojrzewającej jako projekcja w umyśle każdego czytelnika, jest właśnie to czego dokonali Veronica Whitney-Robinson i Haden Blackman w "Ruinach Dantooine". Niezwykle dokładny, konsekwentny, oparty o profesję głównej bohaterki, Dusque Mistflier i jej dość intensywnej przygody, wynikającej z pełnionej misji, z której znaczenia i celu bohaterka zdaje sobie sprawę, gdy nadchodzą najważniejsze etapy powieści, opis świata, w którym Dusque jest zanurzona, dopełnia charyzmę noweli i staje się jej wybijającym się, sporym atutem. Można rzec, że Mistflier, która zdecydowała się ,,nie przedłużać” błędu ojca, który zginął w głupi sposób, przez równie głupie i bluźniercze, rozochocone postępowanie Imperium, sama chciała uciec od podobnego losu, z zachowaniem zdrowego rozsądku: praca jako bioinżynier i znawca galaktycznej fauny, a w związku z tym podróżowanie od planety do planety jako wysoko postawiony żeński oficjel Imperium, badający i katalogujący liczne organizmy; cóż chcieć więcej. Te ,,życiowe” decyzje Dusque, to nic innego jak przeciwstawienie się swojemu ciemiężcy z jednoczesną próbą niewychylania się spomiędzy ram imperialnego porządku politycznego. Rozdarcie wewnętrzne bohaterki podkreślane chaosem decyzyjnym mogło wydawać się dla czytelnika czymś obcym, odrębnym dla rzeczywistości "Gwiezdnych Wojen"; to nie jest Luke Skywalker, czy Darth Vader, wokół których można by kreślić całe rozdziały ,,kopiastej” ilości powieści. Jednak fan Sagi Lucasa, czytając "Ruiny Dantooine" od razu zauważy nad wyraz pozytywne reperkusje takiego przedstawienia wydarzeń i opisu rzeczywistości: intensywna narracja scalona z postacią biolożki, która potrafi zaciekawić, a przede wszystkim, poprzez przedstawienie i ujmujący opis ogromnej gamy fauny, jak np. borgle, którą Dusque napotyka migrując między planetami wraz z Ithorianinem Tendau, zaskarbić sobie gusta czytelnika.

Nie będzie ryzykowne i zalatujące polotem stwierdzenie, że główną osią wydarzeń – czynnikiem, wokół którego ewoluowały wszystkie wątki, historie, wokół których przedstawiane były postacie, i w ogóle tak barwnie urzeczywistniono cały świat tejże beletrystyki, jest Dusque Mistflier. To wokół tej dzielnej, ale wewnętrznie skołowanej, rozszarpywanej przez własne demony, nakazujące być tym, co się robi w ciemności, i tym kto krwawi tylko dla siebie, biolożki, powstała powieść w takim kształcie jakim ją widzimy. Autorzy beletrystyki wykazali się sprytnym rozwiązaniem, tak intuicyjnie, bez ogródek rozpisując jej historię, że nawet Finn – człowiek Rebelii, który na rozkaz Sojuszu śledził poczynania Dusque, siłą rzeczy doprowadził do spotkania z nią, a potem – czego czytelnik mógł nie oczekiwać – do spotkania Finna i Dusque z bohaterami klasycznej trylogii "Star Wars" i przeżycia z nimi licznych przygód na Korelii, Lok i m.in. na Naboo: Hanem Solo, Leią, C3PO, R2D2 i wielu, wielu innymi.

Oprócz niejasnej roli imperialnego Inkwizytora w prologu powieści, który miał doprowadzić czytelnika do uzmysłowienia sobie prawdziwej roli Finna w całym tyglu wydarzeń, przy czym rola Inkwizytora nie była do tego aż tak potrzebna, oraz oprócz ciekawego wątku Lei Organy dźwigającej na barkach jarzmo przywództwa w Sojuszu połączonego z rolą ,,ludzkiej iskry” rozbudzającej w Rebelii nadzieję, innym wartym uwagi czytelnika wątkiem powieści jest prawie że jej koniec: odzyskanie Holocronu przez Finna i Dusque na Dantooine zakrapiane starciem z oddziałami Imperium, oraz odkrycie prawdy o Finnie. Dla tych chwil, chociażby, warto uważnie śledzić wydarzenia opisane w książce. Wtedy wszystko będzie jasne i "Star Wars: Ruiny Dantooine" zyskają w twoich oczach, czytelniku.

"Legendom", jako wyodrębnionemu w 2014 roku osobnemu kanonowi zawartych w nim wszystkich, od książek i komiksów począwszy, a na grach video skończywszy, treści, związanych z "Gwiezdnymi Wojnami", zawdzięczamy zbyt wiele, by móc, ot tak, odłożyć je na bok i tym tematem nigdy się nie interesować. Jednak określenie ,,wiele” przy tak solidnym wkładzie Legend, to zbyt...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

138 użytkowników ma tytuł Galaxies: Ruiny Dantooine na półkach głównych
  • 88
  • 50
83 użytkowników ma tytuł Galaxies: Ruiny Dantooine na półkach dodatkowych
  • 53
  • 13
  • 6
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Galaxies: Ruiny Dantooine

Inne książki autora

Okładka książki Tajemnice Sztormowego Dworu Richard Lee Byers, Clayton Emery, Ed Greenwood, Dave Gross, Paul S. Kemp, Lisa Smedman, Voronica Whitney-Robinson
Ocena 5,7
Tajemnice Sztormowego Dworu Richard Lee Byers, Clayton Emery, Ed Greenwood, Dave Gross, Paul S. Kemp, Lisa Smedman, Voronica Whitney-Robinson

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Ręka Sprawiedliwości Timothy Zahn
Ręka Sprawiedliwości
Timothy Zahn
Treść książki wydaje nam różna z perspektywy czasu i taką pozycją jest Ręka sprawiedliwości. Już od początku obcujemy z znanymi, lubionymi bohaterami jak Luke, Han, Chewbacca, Trawn i oczywiście Mara. Pomimo iż książka skupia się na przybliżeniu nam pracy tytuowej Ręki Imperatora nie jest ona najjaśniejszą gwiazdą w fabule a Księżniczka Leia która działając w szeregach rebelii wykazuje się znaną nam odwagą oraz unikatowym ciętym językiem na tle wielu bohaterów z innych powieści. Co bardzo mi się podoba to nie robienie z Luka Skywalkera niewiadomo jakiego superbochatera. Akcja książki dzieje się między Nową Nadzieją a Imperium Kontratakuje co oznacza że Luke jest nie ma jeszcze doświadczenia i kolokfialnie żecz mówiąc (dostaje po dupie) i nie chodzi mi tu o walkę na miecze świetlne a samą inteligencję czy skuteczność w wykonaniu powierzonych mu przez Rebelię zadań. Recenzja nie byłaby kompletna gdybym nie wspomniał o nowych bohaterach których wpływ na fabułę jest nie mniej ważny niż dobrze znanego nam Hana czy Lei jak naprzykład świetnie napisany oddział szturmowców (dezerterów) którzy zaskoczą nas skutecznością działania i wyszkoleniem czego brakuje ich odpowiednikom w filmowej sadze. Jak widać szturmowcy mogą nauczyć się celnie strzelać czy myśleć logicznie gdy opuszczą szeregi imperium ;-). Duży wpływ mają również komandor Pellon oraz wysłannik imperatora Lord Odo którego przyjdzie nam zdemaskować w ostatnich rozdziałach powieści. Postać Hana Solo jest tu rozpisana zabójczo dobrze co spowodowało że polubiłem go mimo że w filmach Lucasa jego charakter i ogólnie sposób bycia mi nie podchodził. Przejdźmy zatem do fabuły, fani walki na miecze świetlne mogą być zawiedzeni faktem że niewiele takich ma miejsce a jeśli jakiś pojedynek się rozpocznie jest on króti co jak dla mnie nie jest minusem lecz subtelnym odcięciem się od tego co dobrze znamy na żecz czegoś nowego. Największą zaletą książki jest jej fabuła rozgrywająca się na krańcach znanej nam galaktyki w systemie Poln gdzie panujący tam gubernator pragnie odłączyć się od imperium na rzecz Rebeli. A tak przynajmniej się wydaje bo w żeczywistości pierwsze skrzybce gra tu postać tajemniczego watażnki imieniem Nuso Esva. Nie uświadczymy tu szybkiego rozwoju akcji lecz konsekwentnie prowadzonej historii w której ilość elementów intrygi łączy się ze sobą niczym puzzle. Jedyny moment kiedy się nudziłem to początkowy moment gdy grupa szturmowców pracująca dla Mary ukryła gubernatora Ferrouza w piwnicy jednej z kantyn i tam czekała na odsiecz. Dalej akcja przyspiesza a my poznajemy coraz więcej osób zarówno w szeregach Imperium jak i rebelii którzy potajemnie pracują dla Nuso Esvy którego celem jest nie tylko uzyskanie sprzętu na zaantagonizowanych stronach konfliktu ale i osobista zemsta na kapitanie Thrawnie. Całość historii kończy się gorzko dla każdej z trzech stron mimo to my jako czytelnicy dowiadujemy się że galaktyka skrywa wiele tajemnic Podsumowując. Ręka sprawiedliwości to klasyczna dobra powieść osadzona w świecie odleglej galaktyki która zestarzała się nadzwyczaj dobrze i byłaby świetnym Kanonem gdyby tylko obecny Lucasfilm pod Disneyem zaakceptował tę decyzję. Klimat książki jest fenomenalny podobnie jak współpraca między poszczególnymi postaciami z którymi możnaby się zaprzyjaźnić. Ta powieść aż krzyczy- hej gwiezdne wojny to nie tylko filmy czy seriale ale równie ciekawe książki które uzupełniają ten świat nie tylko o kolejne systemy planetarne ale i klimat czy infomację w tym wypadku o nieznanych rejonach galaktyki.
Rhayon - awatar Rhayon
ocenił na 7 1 rok temu
Cienie Imperium Steve Perry
Cienie Imperium
Steve Perry
Fajny pomost między Imperium kontratakuje a Powrotem Jedi. Zdecydowanie największym plusem powieści jest nowy antagonista – książę Xizor. Jest on przywódcą Czarnego Słońca -największej organizacji przestępczej w galaktyce. To brutalny, okrutny i jednocześnie wyjątkowo inteligentny złoczyńca, który nie zawaha się przed niczym aby osiągnąć swoje cele. Xizor wdaje się w konflikt z Darth Vaderem i ich rywalizacja jest zdecydowanie najciekawszą częścią powieści. W pierwszej połowie książki często łapałem się na tym, że kiedy akcja przechodziła z Xizora na Luka czy Leię to jak najszybciej przerzucałem kartki, aby tylko dowiedzieć się, co dalej knuje Xizor. Nie znaczy to jednak, że części książki poświęcone naszych ulubionym bohaterom są złe. Autor fajnie przedstawił relację między Lukiem, Leią, Chewbaccą i Landem, ich uszczypliwe uwagi czy żarty często mnie bawiły. Podczas lektury czuć klimat starej trylogii Gwiezdnych Wojen, masa akcji powoduje zaś, że ciężko się nudzić. W książce znajdziemy wiele fajnych smaczków dla fanów, które ładnie podbudowują to z czym mamy do czynienia w Powrocie Jedi. Czytelnik dowie się m.in. skąd Leia dostała strój łowcy nagród i granat termiczny czy w jaki sposób rebelianci uzyskali plany drugiej Gwiazdy Śmierci. O ile ogólnie powieść całkiem mi się spodobała to mam jednak uwagi do końcówki. Od czasu kiedy akcja przenosi się do Pałacu Xizora następuje po sobie kilka mocno naciąganych i wątpliwych wydarzeń fabularnych. Pewne postaci potrafią się dosłownie zjawiać znikąd, inne mimo powagi sytuacji celowo walczą w sposób, który zmniejsza ich szanse na przetrwanie. W książce mają miejsce liczne sceny walki, niestety nie wywołują one u czytelnika specjalnych emocji z tej prostej przyczyny, że wiemy doskonale iż ani Luke, ani Leia ani inne postacie, które pojawiają się w szóstym filmie po prostu nie mogą zginąć. W pewnych sytuacjach plot armor głównych bohaterów jest wprost absurdalny (zwłaszcza bitwa w kosmosie pod koniec książki). Cienie imperium nie są powieścią idealną, niemniej na tle dziesiątków innych pozycji ze starego kanonu Star Wars wybijają się ponad przeciętność. Warto dać tej pozycji szansę, choćby z powodu wprowadzenia jednego z najlepszych antagonistów serii i świetnemu wątkowi jego rywalizacji z Darth Vaderem o względy Imperatora. Ode mnie 7/10.
Piotr - awatar Piotr
ocenił na 7 2 lata temu
Opowieści z Imperium Michael A. Stackpole
Opowieści z Imperium
Michael A. Stackpole Timothy Zahn Kathy Tyers Peter Schweighofer Patricia A. Jackson Charlene Newcomb Tony Russo Angela Philips Erin Endom
Zbiór niepowiązanych ze sobą opowiadań ze świata „Gwiezdnych Wojen” (wbrew temu co sugeruje druga strona książki, akcja opowiadań umieszczona jest w różnych okresach historii uniwersum, a nie jedynie podczas starej trylogii). Żadne opowiadanie nie dotyczy bezpośrednio postaci znanych z filmów, więc książka ze względu na liczne nawiązania do rozszerzonego uniwersum jest przeznaczona głównie dla zagorzałych fanów, bo laicy mogliby się łatwo pogubić. Zbiór otwiera wstęp autorstwa Petera Schweighofera, który w ciekawy sposób przedstawia krótko samego siebie oraz kulisy powstania zbioru. Pierwsze opowiadanie ”Pierwszy kontakt” Timothy’ego Zahna dotyczy Talona Karrde’a z czasów przed „trylogią Thrawna” – czytelnik dowiaduje się jak kiedyś działał ten bohater i jak doszło do pewnych wydarzeń – nic specjalnego, ale autor mógł sobie darować to sztuczne budowanie napięcia – łatwo domyślić kim okaże się być nowa współpracowniczka Karrde’a. Następne opowiadanie to „Próba ognia” Kathy Tyers – w ogóle mnie nie zainteresowało, kolejna historia o tym jakie to imperium jest złe i podstępne. Kolejna historia to „Ostatnia scena” Patricii Jackson – przemytnik zgadza się na ryzykowną misję przetransportowania tajemniczego pasażera. Opowiadanie jest dobrze poprowadzone i rozwiązanie zaskakuje, ale niestety ma te same problemy co komiksowa seria „Mroczne czasy” czyli za bardzo mnoży jedi, którzy przeżyli czystkę imperatora. Podobało mi się także opowiadanie „Stracona szansa” Michaela Stackpole’a – Corran Horn w sprytny sposób pomaga tutaj rebeliantom na pewnej zapyziałej planecie. Gorszą historią był „Odwrót z Coruscant” Laurie Burns – bardzo przeciętna historyjka o locie statku kurierskiego z danymi dla rebeliantów. Ciekawsze były opowiadania „Punkt widzenia” Charlene Newcomb oraz „Po pierwsze – nie szkodzić” Erin Endom, które przedstawiały pewne moralne rozterki związane z walką (co w gwiezdnowojennym uniwersum nie zdarza się tak często). Z kolei „W blasku chwały” Tony Russo to taki typowy akcyjniak, a „Pogromcy smoków” Angeli Phillips to nic nieznacząca młodzieżowa akcja rebeliancka – oba moim zdaniem można pominąć, mnie nie wciągnęły. Punktem kulminacyjnym jest jednakże czteroczęściowy „Wypad” Timothy’ego Zahna i Michaela Stackpole’a – niedoświadczeni przemytnicy muszą dostarczyć tajemniczą przesyłkę na Korelię, gdzie napotykają Corrana Horna. Obaj autorzy w bardzo udany sposób wykorzystują swoich chyba najbardziej znanych bohaterów i opowiadają sprawną ekscytującą historię, która chociaż ma pewne drobne problemy (ciężko uwierzyć, że pewien wysoko postawiony wojskowy aż tak by ryzykował), to i tak jest najlepsze w całym zbiorze. Podsumowując, osobiście wolę antologie powiązanych ze sobą opowiadań ze świata „Gwiezdnych Wojen” (jak na przykład „Opowieści z pałacu Jabby”) i tutaj opowiadania są dosyć nierówne, ale głównie ze względu na ostatnie opowiadanie i wstęp warto sięgnąć po tę książkę.
Grzegorz_S - awatar Grzegorz_S
ocenił na 6 11 lat temu
Mandaloriańska Zbroja Kevin Wayne Jeter
Mandaloriańska Zbroja
Kevin Wayne Jeter
Długo zajęło mi przebrniecie przez te książkę, niestety ma swoje dobre i słabe punkty. Niektóre watki strasznie nużą inne wciągają bez reszty. Intryga o tak mamy tutaj intrygę, dzięki podstępowi Xizora udało się zniszczyć gildie łowców nagród. Jego pojawieniu się zwykle towarzyszyło sporo emocji, jak on świetnie knuje jak przewiduje lubię te postać. Kud'ar Mub'at nadal nie wiem jaki czytać jego imię, jakim cudem taka fajna postać ( a w zasadzie postacie ) nie pojawiła się w żadnym filmie. Jedyny w swoim rodzaju i genialny, chciałbym więcej tej postaci. Neelah spodobała mi się jej postać, choć mam wrażenie ze na początku ukazywana jest raczej jako dzika kotka mogąca podrapać, a potem zmienia się w damę w opałach, Boba ja przytłacza dominuje. a ona się mu podporządkowuje. Boba Fett to jest dopiero suki*yn nigdy nie wiesz czy gdy z tobą współpracuje to tak jakbyś był sam. Pozbawiany moralnego kręgosłupa nawet się nie zawaha przed zabiciem/ użyciem dawnego towarzysza jak zasobu. D'harhan to co zrobił z nim Boba było epickie, ale i cos co mnie strasznie wkurzyło, nie tak się nie robi. Dengar nadal nie umiem zrozumieć jak pomoc Bobie mogłoby mu pomóc więcej zyskałby zabijając Bobę. Bossk to ci irytujący gad, denerwuje, denerwuje ciągle jest… mimo słabszych momentów czyta się dobrze jak ktoś lubi intrygi, łowców nagród będzie zadowolony
Piotr D - awatar Piotr D
ocenił na 7 7 lat temu

Cytaty z książki Galaxies: Ruiny Dantooine

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Galaxies: Ruiny Dantooine