rozwiń zwiń

Dzikie białko

Okładka książki Dzikie białko
Joanna Chmielewska Wydawnictwo: Wydawnictwo Olesiejuk Cykl: Lesio (tom 2) kryminał, sensacja, thriller
270 str. 4 godz. 30 min.
Kategoria:
kryminał, sensacja, thriller
Format:
papier
Cykl:
Lesio (tom 2)
Data wydania:
2015-06-02
Data 1. wyd. pol.:
1990-01-01
Liczba stron:
270
Czas czytania
4 godz. 30 min.
Język:
polski
ISBN:
9788327425195

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Posłuchaj fragmentu
00:00 / 00:00
Reklama

Kup Dzikie białko w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Dzikie białko



książek na półce przeczytane 1669 napisanych opinii 859

Oceny książki Dzikie białko

Średnia ocen
6,8 / 10
2361 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
202
164

Na półkach:

Drugi tom z przygodami sympatycznego zespołu projektowego. W książce występuje Lesio Kubajek, jednak tym razem nie jest głównym bohaterem. W tej części zespół dowiaduje się o szkodliwości wielkiej płyty oraz jedzenia ze sklepu, decyduje się więc na zdobycie zdrowego "dzikiego białka" samodzielnie. Tak jak w "Lesiu", wyobraźnia bohaterów nie zna granic.

Drugi tom z przygodami sympatycznego zespołu projektowego. W książce występuje Lesio Kubajek, jednak tym razem nie jest głównym bohaterem. W tej części zespół dowiaduje się o szkodliwości wielkiej płyty oraz jedzenia ze sklepu, decyduje się więc na zdobycie zdrowego "dzikiego białka" samodzielnie. Tak jak w "Lesiu", wyobraźnia bohaterów nie zna granic.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

4461 użytkowników ma tytuł Dzikie białko na półkach głównych
  • 3 826
  • 635
1051 użytkowników ma tytuł Dzikie białko na półkach dodatkowych
  • 748
  • 116
  • 43
  • 41
  • 27
  • 27
  • 25
  • 24

Inne książki autora

Joanna Chmielewska
Joanna Chmielewska
Autorka powieści sensacyjnych, kryminalnych, komedii obyczajowych, a także książek dla dzieci i młodzieży. Ukończyła Wydział Architektury na Politechnice Warszawskiej, z zawodu inżynier architekt. Pracowała m.in. w Samodzielnej Pracowni Architektoniczno-Budowlanej "Blok", w Energoprojekcie, w Biurze Projektów "Stolica". Pracowała przy budowie Domu Chłopa. Debiutowała w 1958 na łamach czasopisma "Kultura i Życie" jako prozaik. Przez pewien czas pisała w Kulturze i Sztuce na tematy związane z architekturą wnętrz. W 1964 miał miejsce debiut książkowy – wydała sensacyjną powieść Klin. Od 1970 r. zajmuje się wyłącznie twórczością literacką. Łączny nakład jej powieści w Polsce przekroczył 6 mln egzemplarzy, a w Rosji - gdzie uważana jest za najpoczytniejszą pisarkę zagraniczną - 8 mln. Jej książki tłumaczono na języki obce 107 razy.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Nie ma z czego się śmiać Stefania Grodzieńska
Nie ma z czego się śmiać
Stefania Grodzieńska
Uwielbiam Grodzieńską, a jej niesamowity życiorys to gotowy scenariusz na film, więc cieszy mnie, że ta książka pogłębia wiele wątków, które pojawiły się we wcześniejszych pozycjach autobiograficznych autorki (trochę to wygląda tak, jakby autorka przed śmiercią chciała jeszcze kilka rzeczy przed czytelnikami odkryć i ocalić od zapomnienia). Nie wszystko jednak zdecydowała się wyjawić - nie wspomina nic o swoim (po matce) i męża (po rodzicach) żydowskim pochodzeniu ani o tym, że przez 2 lata przebywali w getcie, gdzie organizowali przedstawienia w teatrze Femina. Pragnęła jednak, żeby po śmierci te informacje zostały ujawnione - przekazała do druku materiały, które zostały wydane w 2014 w książce "Miasto skazanych" (zapiski męża i jej wiersze). Same wiersze były już wydane zaraz po wojnie pod pseudonimem Stefania Ney (nazwisko panieńskie matki). Bardzo zaciekawiła mnie postać siostry męża Jerzego Jurandota - Zochy, która brała czynny w konspiracji i zginęła w powstaniu. Okazuje się, że napisała 3 książki pod pseudonimem Zofia Bardówna. Naprawdę nazywała się Zofia Gleichgewicht i udało mi się odnaleźć w necie kopię jej podania do ASP, łącznie ze zdjęciem, na którym widać przepiękną młodą kobietę. Wysłałam nowo zdobyte informacje do twórców biogramów powstańczych, mam nadzieję, że uzupełnią. Idąc tym tropem okazuje się, że teściowe p. Stefanii nie nazywali się Tadeusz i Sabina, lecz Dawid i Szajndla. Ich syn Jerzy zmienił nazwisko Gleichgewicht na Jurandot, przy czym wygląda na to, że je wymyślił, ponieważ jedyne osoby o tym nazwisku to on, żona (jako drugie), córka i wnuk Michał (jest pilotem), który nosi nazwisko po matce. W ogóle w książce ukrytych jest kilka zagadek, np. czemu matka Stefanii była bezpaństwowcem? I skoro Stefania idąc do szkoły b. słabo znała polski - to w jakim języku rozmawiały z nią mama i babcia? Wiele wskazuje, że mógł to być rosyjski. A może jidysz? Jest też wiele niedopowiedzeń, np. autorka pisze, że śpiewaczkę Helenę Ostrowską poznała w domu konspiracyjnym w Gołąbkach, a tymczasem wcześniej występowały razem w getcie w przedstawieniu "Księżniczka czardasza". Te niejasności i niedopowiedzenia są głównie konsekwencją przemilczania pochodzenia i pobytu w getcie. Ciekawy jest też wątek Jurandota - kobieciarza. Żona i córka zgodnie piszą, że im to nie przeszkadzało, a jego kobiety były zawsze w dobrym guście. Na sam koniec p. Stefania nadmienia, że mąż nie miał żadnych wad. Ciekawe. PS. Słowa p. Joanny Jurandot-Nawrockiej (zm. 2016): "Rodzice nigdy nie mówili publicznie – i prawie nigdy w domu – o spędzonym w getcie okresie. Był to okres, którego nie chcieli pamiętać, choć zatrzeć go w pamięci oczywiście nie zdołali. Dodatkowo mama, jako autorka i wykonawczyni tekstów satyrycznych, chciała kojarzyć się z artystką ,,do śmichu”, a nie z tak niewyobrażalną tragedią. Mogli spokojnie się ukryć, ale poszli do getta dobrowolnie, ze względu na uwielbianych rodziców ojca, którzy tej szansy nie mieli. Wyszli, kiedy „akcje” tak się nasiliły że nie było szans na uratowanie moich dziadków. O wstydzie nie było mowy, natomiast przyznaję że rodzice – jak wszyscy albo prawie wszyscy ludzie którzy przeżyli tamten koszmar – bali się jego powrotu. Bali się nie o siebie, tylko o nas, o następne pokolenia." PS. Jerzy Jurandot napisał w getcie sztukę: komedię (!) osadzoną w realiach getta pt. "Miłość szuka mieszkania". Była tam wystawiana. Można wysłuchać świetnego słuchowiska na niej opartego - wpisać na YouTubie: słuchowisko miłość szuka mieszkania.
Mariisol - awatar Mariisol
ocenił na 9 1 rok temu
Klin Joanna Chmielewska
Klin
Joanna Chmielewska
Uwielbiam pióro Joanny Chmielewskiej, a umieszczenie przez nią w historii głównej bohaterki, która jest jej imienniczką i również jest pisarką, sprawia wrażenie jakby wydarzenia opisane w książkach miały miejsce w prawdziwym życiu, mimo że są tak nieprawdopodobne i abstrakcyjne! Czytając często łapie się na rozważaniach - ile z tego autorka zaczerpnęła z własnych doświadczeń? Klin z kolei jest tak niemożliwie chaotyczny, skomplikowany i absurdalnie zabawny, że część jego wydarzeń nie może być jedynie owocem wyobraźni. Dodam również, że część z wydarzeń, do których doprowadza główna bohaterka sama mogłabym zrealizować... Co mnie niezmiernie bawi za każdym razem przy czytaniu o jej przygodach XD Ale co mogę powiedzieć jeszcze o samej książce? Na pewno jest jedyna w swoim rodzaju, a jej wątek romantyczny jest ujmujący, równocześnie zabawny i w pewnym sensie archaiczny, staroświecki pełen tego powolnego, aczkolwiek odważnego romantyzmu, osób dorosłych zdecydowanych o swoim zainteresowaniu drugą osobą, ale równocześnie dalej utrzymujących nie tylko wysoką kulturę osobistą w uwodzeniu, jak i pewien takt czy uważność potencjalnego partnera. Czyta mi się to zawsze z zapartym tchem i pewną tęsknotą za czasami, w jakich nigdy nie żyłam. I jest to kolejny element składający się na wyjątkowość tych książek. Z kolei sam wątek kryminalny, jest szalony, momentami ginie w pędzie wydarzeń, które na pierwszy rzut oka nie sklejają się w żadną całość, bo co można wywnioskować z krzyków SZKORBUT SZKORBUT dobiegających z słuchawki telefonu? I czy ten mężczyzna, o tym pięknym głosie naprawdę może być zamieszany w całą aferę? A jednak, strona po stronie, podążając za Joanną, czytelnik odnajduje się w tym chaosie (chociaż trzeba uczciwie przyznać, że nie każdy), i powoli odkrywa nie tylko naturę zagadki, ale i kolejne właściwości charakteru poszczególnych bohaterów - a trzeba przyznać, że Ci są dość oryginalni! Z główną bohaterką na czele! Klin mimo swoich mankamentów i pewnego rodzaju przestarzałości jest jedną z moich ulubionych książek autorki i mam do niego niezmierny sentyment.
nieprzeczytalna - awatar nieprzeczytalna
oceniła na 10 30 dni temu
Harpie Joanna Chmielewska
Harpie
Joanna Chmielewska
Harpie są momentami jak monolog wprowadzający do zupełnie niepotrzebnych informacji, co wiem, że u niektórych czytelników może powodować irytację, ale mnie bawi w szczególności przez sposób prowadzenia narracji wyjątkowy dla Joanny Chmielewskiej - roboczo można to nazwać totalnym chaosem. Bardzo odczuwalny w książce jest czas akcji - co z jednej strony może być dużym plusem, bo daje zarys innych realiów życia codziennego. Niestety jest to też bardzo odczuwalny według mnie minus pod względem sposobu bycia i myślenia bohaterów. Były sceny w książce i żarty, które zupełnie do mnie nie trafiały i współcześnie myślę, że większości autorom nie przyszłyby do głowy, bo są po prostu nie na miejscu. I miałam kilka momentów czytając, gdzie poczułam zwyczajny dyskomfort. I mimo, że wiem, że jest to w pewnym stopniu wpisane w tamte czasy to czytając bardzo się ucieszyłam, że akurat to się w naszym społeczeństwie zmieniło. Na szczęście nie jest to jedyny aspekt tej książki i przykładowo wątek ciotek, których aparycja jest przyrównywana do greckich harpii (skąd tytuł) mnie bawi. Są momentami absolutnie okropne, kontrolujące, oceniające i wredne, ale ponieważ sama miałam wiele sytuacji około rodzinnych, które ocierały się o absurd i mam do tego złapany dystans wyrobiony wieloletnim szlifowaniem asertywności to jest to raczej dla mnie wątek przerysowanie komediowy. Poza tym absolutnie rozumiem potrzebę Dorotki do jakiejkolwiek prywatności. A i była nawet scena z Jackiem i Marcinkiem na której prychnęłam z śmiechu. Z kolei stara ciotka z Ameryki to jest z jednej strony chodzący koszmar (który owszem bawi) a z drugiej idealna równowaga dla koszmarnych ciotek XD czytanie o ich interakcjach bardzo mnie bawiło. No i coś co mi się często w książkach podoba to wprowadzanie słów z naturalnego języka - pomyłek językowych, przeinaczeń, niezrozumienia się bohaterów w różnych kwestiach. Z takich "smaczków" znajdziecie tu na przykład "wypąkać", "wywał" i "zabijanie baterii" XDD. Bardzo bawiły mnie również reakcje policjantów na zachowania trzech ciotek: Melanii, Felicji i Sylwii. W książce odczuwalny jest klimat tamtych czasów. Aspekt zbieractwa jest bardzo domowy XD też ta celebracja posiłków robi swoje w budowaniu niepowtarzalnej atmosfery tej książki. Uwaga, książka może urazić wasze uczucia - bohaterowie są dla siebie momentami bardzo nieprzyjemni, pojawiają się niepochlebne komentarze związane z wyglądem, wagą, orientacją, stanem matrymonialnym, wiekiem, wykształceniem, i na pewno jeszcze czegoś nie wymieniłam... jak wspomniałam w recenzji sama miałam momenty zwątpienia. I zdecydowanie te elementy są dla mnie minusem książki. Podsumowując książka zawiera minusy, których nie jestem w stanie zbagatelizować, ale równocześnie była dla mnie powrotem do przeszłości, przypomniała mi jak budowała się moja miłość do komedii kryminalnych i była oknem na zmiany mentalności społecznej. Myślę, że za kilka lat znowu do niej wrócę, bo są w niej takie momenty, które bardzo poprawiły mi humor. Czytanie tej książki jest trochę tak jak przebywanie z dawno niewidzianymi krewnymi, których bardzo lubimy, ale po spędzeniu zbyt dłużej ilości czasu razem zaczynają wychodzić nasze różnice światopoglądowe i robi się drama, a my przypominamy sobie dlaczego widujemy się z nimi tylko na święta, wesela i pogrzeby XD a potem książka się kończy i znowu tęsknimy trochę za tym wszystkim mimo że często burzyło nam krew.
nieprzeczytalna - awatar nieprzeczytalna
oceniła na 8 9 miesięcy temu
Już nic nie muszę Stefania Grodzieńska
Już nic nie muszę
Stefania Grodzieńska
Stefania Grodzieńska (1914-2010), kobieta wielu zawodów, m. in. tancerka, aktorka, pisarka satyryczna, konferansjerka, będąc już w mocno starszym wieku, odpowiada na pytania Beaty Kęczkowskiej. Robi to z lekkością, dowcipnie, ciepło i ciekawie. Opowiada o swoim dzieciństwie i bogatej karierze na przestrzeni 80 lat; o życiu rodzinnym, mężu, też artyście Jerzym Jurandocie oraz córce Joannie. Wspomina kontakty przyjacielskie, koleżeńskie i zawodowe z największymi polskimi artystami scen teatralnych i kabaretowych oraz sławnymi pisarzami, m.in. bardzo ciepłą relację z Janem Brzechwą. Przypomina zmieniające się warunki pracy w różnych latach oraz przytacza mnóstwo zabawnych, skrzących się humorem, anegdot ze sfer artystycznych. Książka zawiera też próbki talentu Stefanii Grodzieńskiej w postaci tekstów satyrycznych, nieprzeparcie śmiesznych, wznoszących się na wysoki poziom absurdu i abstrakcji. O ile nie do końca trafiły do mnie opowiastki o karpiu w wannie i małym dziecku to podobała mi się niezwykle niemal magiczna historyjka o radiu i śmiałam się głośno z „Przygody w samolocie” (s. 79-81) czy tekstu „Małżeństwo i szosa” (s. 107-108). Cudowny jest także system selekcji narzeczonych w „Mężu dla naszej córki” (s. 58-64). Cenię Artystkę dodatkowo za zwracanie uwagi na błędy językowe, szczególnie czynionych przez ludzi pióra i tych, których język jest narzędziem w życiu zawodowym oraz jej zagorzałe poparcie dla stosowania feminatywów. Mam nadzieję, że udało się Stefanii Grodzieńskiej zrealizować pragnienie „żeby do ostatniej chwili dla moich kochanych był ze mnie choć najmniejszy pożytek. Więc chcę umrzeć zdrowo. O to proszę” (s. 89) Spędziłam dużo przyjemnych chwil na spacerach z audiobookiem w wykonaniu Blanki Kutyłowskiej, chociaż z początku trudno mi było przyzwyczaić się do jej głosu i interpretacji. Ale im dalej, tym było lepiej. Warto też wziąć do ręki wersję papierową książki ze względu na zamieszczone w niej zdjęcia. Polecam.
Mikila - awatar Mikila
oceniła na 6 1 rok temu

Cytaty z książki Dzikie białko

Więcej
Joanna Chmielewska Dzikie białko Zobacz więcej
Joanna Chmielewska Dzikie białko Zobacz więcej
Joanna Chmielewska Dzikie białko Zobacz więcej
Więcej