Dziennik 1944-1949. Niewielkie pomieszanie klepek

Okładka książki Dziennik 1944-1949. Niewielkie pomieszanie klepek
Józef Tischner Wydawnictwo: Znak biografia, autobiografia, pamiętnik
320 str. 5 godz. 20 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Data wydania:
2014-09-22
Data 1. wyd. pol.:
2014-09-22
Liczba stron:
320
Czas czytania
5 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
9788324032174
Średnia ocen

                7,2 7,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Dziennik 1944-1949. Niewielkie pomieszanie klepek w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Dziennik 1944-1949. Niewielkie pomieszanie klepek

Średnia ocen
7,2 / 10
45 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
2
2

Na półkach:

Przeczytałem raz, drugi... Pamiętniki można wyciskać jak owoce cytrusów, za każdym razem szukając innego smaku. Wspaniałe bo
to nie wspomnienia ,nie retrospektywa ale zapisany tam i wtedy czas, poszukiwań i rozwoju młodego Tischnera. Czas nie zwykle ciekawy, czas rodzących się nadziei, ale też strachu i terroru, lub jak ktoś woli utrwalania nowej władzy. Żywym, ciętym językiem komentuje wydarzenia, określa mniej lub bardziej kontrowersyjne postacie partyzantów, działaczy, wychowawców, księży, kolegów. Sam Autor szukający miejsca w nowej rzeczywistości, czasami zakochany po uszy, momentami romansujący, studiujący dzieła Marksa, Mauriaca, piszący artykuły, opowiadania, prowadzi pamiętniki aż do powołania duchownego. Wspaniale zakończenie a może podsumowanie tego okresu życia, świadome trzy razy " nienawidzę" przed wstąpieniem do seminarium do którego prowadzi go bezwzględnie silniejsze "wierzę". Dla mnie rewelacja, nie zwykle mądre,prawdziwe i szczere!

Przeczytałem raz, drugi... Pamiętniki można wyciskać jak owoce cytrusów, za każdym razem szukając innego smaku. Wspaniałe bo
to nie wspomnienia ,nie retrospektywa ale zapisany tam i wtedy czas, poszukiwań i rozwoju młodego Tischnera. Czas nie zwykle ciekawy, czas rodzących się nadziei, ale też strachu i terroru, lub jak ktoś woli utrwalania nowej władzy. Żywym, ciętym...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

134 użytkowników ma tytuł Dziennik 1944-1949. Niewielkie pomieszanie klepek na półkach głównych
  • 77
  • 57
39 użytkowników ma tytuł Dziennik 1944-1949. Niewielkie pomieszanie klepek na półkach dodatkowych
  • 28
  • 3
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Dziennik 1944-1949. Niewielkie pomieszanie klepek

Inne książki autora

Józef Tischner
Józef Tischner
Ksiądz katolicki, filozof, publicysta. "Czasami się śmieję, że najpierw jestem człowiekiem, potem filozofem, potem długo, długo nic, a dopiero potem księdzem" - mawiał o sobie ks. Józef Tischner. Tak naprawdę był ważny dla wielu ludzi w każdym z tych wcieleń: budził zaufanie jako człowiek, inspirował jako filozof, uczył dojrzałej wiary jako kapłan. Był człowiekiem swojego czasu: nie uciekał od aktualnych problemów, ale próbował pomóc rodakom przejść przez kolejne zakręty historii. Zostanie zapamiętany jako nauczyciel wolności, solidarności i nadziei.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Nie bój się żyć. Biografia Ojca Joachima Badeniego Judyta Syrek
Nie bój się żyć. Biografia Ojca Joachima Badeniego
Judyta Syrek
Myślę, że po jedenastu latach od daty wydania biografia o. Joachima Badeni OP broni się łatwym do odbioru przekazem. Biografia zakonnika-arystokraty odzwierciedla pasjonujące życie o. Joachima i wciąga czytelnika od pierwszych zdań. Judyta Syrek prowadzi nas przez unikatowe losy dominikanina od dziecięcych lat spędzonych w pałacu w Busku na Podolu, przez młodość w żywieckim Pałacu Habsburgów i studenckie lata w Krakowie, emigracyjne wojenne losy, studia teologiczne w Wielkiej Brytanii i Polsce oraz powojenną posługę w dominikańskich ośrodkach Poznania, Wrocławia, Krakowa i Hermanic. Pisze ciekawie, wciągająco, czasami ujawnia ciekawe szczegóły (przyznam, że nie wiedziałem, że Kazimierz Badeni przeszedł kurs dla "cichociemnych" w okresie II wojny światowej). Uznanie budzi również fakt, że nie rysuje sylwetki opisywanego bohatera tylko w pastelowych barwach. Pisze o niełatwym charakterze o. Joachima, o jego szorstkości i trudnych relacjach z niektórymi z współbraci. A jednocześnie autorka tak pięknie i delikatnie pisze o subtelnych objawach mistycyzmu dostrzegalnych w słowach i zachowaniach o. Badeni OP. To ważne, bo czytelnik nie dostaje w opisie bohatera książki "pobożnego" destylatu z postaci dominikanina, tylko portret człowieka z krwi i kości, posiadającego nie tylko ufną wiarę, charyzmę i talenty, ale również pewne ograniczenia, które zakonnik starał się w swym życiu pokonywać. Jedynym minusem pracy jest dość ograniczona baza źródłowa, na jakiej oparła swą biografię Judyta Syrek, ale myślę, że jest to rewers popularnej formy, jaką przydała swojej pracy autorka. Myślę, że o. Badeni OP nie da o sobie zapomnieć i będzie jeszcze w przyszłości bohaterem biografii grubszej i opartej na większej ilości źródeł ( bo za taką praca o. Pawlikowskiego OP nie może uchodzić). A na razie, biografia autorstwa Judyty Syrek może stanowić dobre wprowadzenie w poznawanie przez czytelnika niebanalnego życia dominikańskiego kapłana.
Observer - awatar Observer
ocenił na 8 3 miesiące temu
Pendereccy - saga rodzinna Katarzyna Janowska
Pendereccy - saga rodzinna
Katarzyna Janowska Piotr Mucharski Krzysztof Penderecki
"Pendereccy – saga rodzinna" to biografia jednego z najwybitniejszych kompozytorów świata, napisana na podstawie rozmowy przede wszystkim z głównym bohaterem i w ostatniej części Jego małżonką Elżbietą Penderecką. Bardzo ładnie wydana, wiele ciekawych zdjęć i jak dla mnie dużo informacji z życia artysty, o których zupełnie nie wiedziałam. Wspomnienia zostały podzielone na etapy życia artysty i jego rodziny, drogę do kariery, pasje i to co w życiu kompozytora bardzo istotne - „jak powstawały jego dzieła”. Krzysztof Penderecki opowiada o swoich przodkach, ich roli w historii Polski, o dzieciństwie w Dębicy. Dość dużo wspomnień dotyczy dziadka, który zaszczepił w nim miłość do muzyki i do drzew. Wspomina studia, życie w trudnym okresie Polski, spotkań z wybitnymi ludźmi, którzy przyczynili się do Jego wyborów i mieli mniejszy lub większy wpływ na jego poglądy zarówno na życie jaki i na rozwój muzyczny. O buncie, który pchnął go w stronę awangardy. Z największą swadą i otwartością mistrz opowiada o muzyce, Lusławicach i miłości do drzew. W każdej biografii szukam przyczyn ( kto, jak, w jaki sposób…..) sukcesu . Talent, motywacja, okoliczności, pracowitość. W przypadku Krzysztofa Pendereckiego wszystkie aspekty miały ogromny wpływ, ale moim zdaniem pracowitość artysty jest wiodąca oraz wsparcie małżonki Elżbiety Pendereckiej. Każdemu miłośnikowi książek biograficznych polecam.
zosia_bm - awatar zosia_bm
ocenił na 7 7 lat temu
Obywatel Stuhr. Z Jerzym i Maciejem rozmawia Ewa Winnicka Jerzy Stuhr
Obywatel Stuhr. Z Jerzym i Maciejem rozmawia Ewa Winnicka
Jerzy Stuhr Ewa Winnicka Maciej Stuhr
Wkręciłam się w podcast (pod wiele znaczącym tytułem "Jak się starzeć bez godności"), którego współautorką jest Ewa Winnicka (wspólnie z Małgorzatą Grzebałkowską) i dowiedziawszy się, że obie panie działają na niwie literatury, postanowiłam sprawdzić ich książki. Okazało się, że już jakiś czas temu czytałam reportaż Ewy Winnickiej "Był sobie chłopczyk" - historię 2-letniego chłopca, którego ciało zostało znalezione w błotnistym stawie w Cieszynie, a którego nikt nie szukał, nie zgłosił zaginięcia. Tamta książka zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Teraz postanowiłam sięgnąć po inną pozycję Ewy Winnickiej. Przejrzałam katalog on-line mojej biblioteki publicznej i spośród 10 pozycji przyciągnęło mnie nazwisko Stuhr. Ponieważ lubię obydwu panów Stuhr, to byłam pewna satysfakcjonującej lektury. I tak, rozmowy z Jerzym oraz Maciejem (dwie oddzielne rozmowy, nie wspólna) bardzo ciekawe, jak to rozmowy z interesującymi ludźmi, ale rozmowy te to mniej niż połowa książki. Kolejna część to scenariusz filmu "Obywatel". Hm, może to i ciekawy pomysł, tyle że - gdy zorientowałam się, że rozmowy w książce kręcić się będą wokół tego filmu - czym prędzej obejrzałam film, by wiedzieć o czym mowa. W tej sytuacji dołączony scenariusz stał się dla mnie wypełniaczem książki i mało atrakcyjnym dodatkiem.
Agnieszka_Lech - awatar Agnieszka_Lech
ocenił na 6 3 lata temu
Uparte serce. Biografia Haliny Poświatowskiej Kalina Błażejowska
Uparte serce. Biografia Haliny Poświatowskiej
Kalina Błażejowska
Znacie twórczość Haliny Poświatowskiej? Książka, w której znajdziecie wszystko. Książka nie tylko dla wielbicieli Haśki, dla wszystkich ciekawych życiorysu nietuzinkowego, intrygującego, naznaczonego chorobą, wyczuciem słowa, obracania w nie uczuć, poglądów, spostrzeżeń. Życie poetki nakreślone z niezwykłą precyzją, oparte na materiałach źródłowych : listach jej i bliskich, pamiętnikach, rozmowach z bliskimi, innych książkach, filmach, artykułach, archiwach. Fragmenty utworów, kartek, zdjęcia. Kocham wiersze tej poetki od niepamiętnych lat, ale ta biografia uświadomiła mi, że naprawdę niewiele o niej wiem. Czytając ją, czułam się, jakbym się przeniosła w czasie i z niewielkiej odległości obserwowała jej życie. Co wspaniałe, mimo ogromu faktów, odtworzonej historii życia rok po roku i mnóstwa przypisów, czyta się tę biografię jak beletrystykę. Lekki, ale skonkretyzowany język, ożywieni, niepozbawieni wad bohaterowie, los od początku naznaczony cierpieniem, tymczasowością, niepewnością - czyż to nie cechy dobrej psychologicznej powieści? Do tego realia egzystencji w komunie, obroty sfer artystycznych, odważna, wyprzedzająca swoją epokę kobieta, jej głód wiedzy, praca nad badaniami filozoficznymi czy tłumaczenia poezji zagranicznej. Z tej opowieści wyłania się w pełnej krasie i niekrasie obraz poetki. Genialnej, romantycznej, walecznej, ale też egoistycznej, chimerycznej, trudnej. Autorka obiektywnie namalowała ten obraz, bez lukrowania i egzaltacji, ale również bez oceniania i potępiania. Podziwiam ogrom pracy i niezwykłą rzetelność w przygotowaniu tej książki, trzymanie się faktów, a jednocześnie przekazanie rozległej gamy emocji poetki, pominięcie własnych dygresji czy analiz oraz piękną, płynną narrację. "Chciałam napisać tę biografię jak powieść, ale udokumentować jak reportaż historyczny." I to się Pani udało! Bałam się kończyć tę książkę... bałam się przeczytać to, co przecież wiem... Bardzo, bardzo warto.
w_poczytalni Monika - awatar w_poczytalni Monika
oceniła na 8 16 dni temu
Jestem Tyrmand, syn Leopolda Matthew Tyrmand
Jestem Tyrmand, syn Leopolda
Matthew Tyrmand Kamila Sypniewska
Kupiłam tą książkę od bukinisty, przypadkowo, w przelocie, skuszona nazwiskiem. Nie spodziewałam się wiele, a dostałam całkiem interesujące spojrzenie nieznanego syna na znanego ojca. Jak żyje się w cieniu nazwiska znanej osoby? Jak to jest dowiadywać się wszystkiego o ojcu od innych, postronnych osób? Jak to jest składać obraz znanego ojca z tysiąca kawałków, jak z rozbitej szyby? Nie ma tu dużo o samym Leopoldzie Tyrmandzie, otrzymujemy za to ciekawą historię jego syna, doprawione garścią anegdot i rodzinnych fotografii. Najbardziej chyba zaskoczyła mnie lewicowość USA w czasach, gdy udał się tam Tyrmand ojciec i mur, z którym się zderzył. Przecież wtedy w Polsce żyło się mitem kapitalistycznej, prawicowej Ameryki! A tu takie zdumienie, takie nieprzystosowanie do zastanej rzeczywistości. Zaskakujące! Mamy tu żywo opowiedziane dorastanie Matthew na Brooklynie, trudne relacje z matką, babcią, siostrą – generalnie skomplikowane dorastanie w rodzinie emigrantów, pośród innych rodzin emigrantów i marzenia o życiu „po drugiej stronie mostu”, czyli na Manhattanie. Wreszcie przychodzi czas na wyrwanie się i zachłyśnięcie własną mocą, sprytem, poczuciem sprawczości i samowystarczalności. A wszystko to… o parę lat za późno. Autor ciekawie rzuca światło na pracę na Wall Street i na nadejście kryzysu ekonomicznego, bardzo żywo kreśli postacie grające tam pierwsze skrzypce. Podziwiam go za wiarę w siebie, ambicję i determinację w dążeniu do celu. Cenię za szczere, radosne chwalenie się osiągnięciami, co w Polsce może razić, ponieważ jako naród mamy zupełnie inną mentalność. Nie oczekiwałam wiele, a ciekawie spędziłam czas z tą książką. Przede wszystkim dowiedziałam się parę istotnych rzeczy, poznałam przydatne fakty. A to zawsze jest cenne.
Edyta - awatar Edyta
oceniła na 7 3 lata temu
Drugi dziennik. 21 czerwca 2012 – 20 czerwca 2013 Jerzy Pilch
Drugi dziennik. 21 czerwca 2012 – 20 czerwca 2013
Jerzy Pilch
Ten dziennik pilchowy pisany był w latach 2012-13, wtedy pisarza zaczęły dopadać poważne dolegliwości, w szczególności choroba Parkinsona, nieuleczalna, powoli rozwijająca się choroba układu nerwowego, która z czasem prowadzi do inwalidztwa. W tym tomie Pilch powoli oswaja się z tą straszną chorobą i swoją samotnością. Wprawdzie sporo pisze o tym jak dobrze się czuje siedząc sam w swoim lokum w Warszawie na Hożej, ale moim zdaniem robi dobrą minę do złej gry. Gwoli prawdy, znajdziemy też w książce wiele informacji o chorobie, o życiu z nią, brzmi wtedy Pilch optymistycznie, ale... wydaje się, że usiłuje swoje przerażenie i rozpacz przykryć słowami. W ogóle rzecz cała jest przegadana, autor wchodzi w niekończące dygresje, napawa się swoją frazą, podziwia ją, to z czasem staje się męczące. Czytałem w tym samym czasie drugi tom dzienników Sandora Maraia z lat 1949-1956, uderza różnica, tam jest powaga i odwaga, stanięcie twarzą w twarz ze swoim tragicznym losem, u Pilcha zaś mamy ucieczkę, zasłonę ze słów i niekończących się opowieści. Muszę jednak przyznać, że trafiają się w książce zdania dramatyczne: „Godzinne i niezakończone tryumfem zapinanie koszuli. Heroiczna próba zakręcenia butelki coca-coli. Gwint nie zaskakuje, niczym zdecentrowany element maszynerii o najwyższym stopniu komplikacji. Dławiące marzenie, by jeszcze kiedyś zjeść talerz zupy łyżką.” Oczywiście mamy też typowe pilchowe bon-moty: „Swoją drogą, ujmując rzecz frontalnie: miała po mnie zostać kronika dymania, zostanie kronika zdychania, niby szlachetniej, ale jednak wolałbym na odwrót.” Albo to prorocze zdanie: „Piłka nożna to jest gra, w której bierze udział 22 mężczyzn, a i tak zawsze przegrywają Polacy.” Zdarzają się też odwołania do klasyków: „Wszyscy mówią: Olimpiada! Olimpiada! A ja olimpiady na oczy nie widziałem.” (zagadka, do kogo się tu Pilch odwołuje?) Nie wiem, jak się czas obejdzie z dziełem Pilcha, za życia był niezwykle popularny, trzeba powiedzieć, że umiał uwodzić ludzi, roztaczał wokół siebie atmosferę wybitnego twórcy i króla życia. Jakoś nigdy nie ceniłem jego prozy i do niedawna myślałem, że próbę czasu wytrzymały jedynie dzienniki i felietony, teraz już nawet dzienników nie jestem pewien.
almos - awatar almos
ocenił na 6 9 miesięcy temu
Róża Joanna Gromek-Illg
Róża
Joanna Gromek-Illg Róża Thun
Mnóstwo biografii, autobiografii i wszelakiego rodzaju odmian publikacji życiowo-wspomnieniowych ukazuje się ostatnio na rynku wydawniczym. Zatrzęsienie! Wręcz, powiedziałabym, istny zalew i potop. No, ale każdy pisać może tak, jak każdy je potem czytać. Pytanie, czy zawsze jest o czym? To dlatego do większości podchodzę nieufnie. Szanuję swój czas, bo tak wiele książek, a tak mało życia. Stąd rzadko zaglądam komuś do życiorysu, starannie selekcjonując nazwiska. Ostatnim był, o ile dobrze pamiętam, Władysław Bartoszewski. Mój autorytet, więc tego wyboru nie muszę uzasadniać. A dlaczego Róża Thun? Z bardzo prozaicznego powodu – jej niezwykłego, długiego, cudzoziemskiego i skomplikowanego nazwiska, które kiedyś, bardzo dawno temu, zobaczyłam na szklanym ekranie podczas udzielania wywiadu. A wyglądało ono tak – Róża Gräfin von Thun und Hohenstein. Potem się jeszcze dowiedziałam, że właściwie nie hrabina a księżna. Nie do zapamiętania od razu po pierwszym zobaczeniu czy usłyszeniu. Dlatego na okładce widnieje jego skrót, którego używa na co dzień. I to właśnie ten zapamiętany wywiad i ciekawość kryjącej się za nazwiskiem historii (bo zawsze taka jest) skłoniła mnie do sięgnięcia po te wspomnienia. Niczego się po nich rewelacyjnego nie spodziewałam i niczego nie oczekiwałam, poza wyjaśnieniem zagadki. A niezwykłość treści, zapowiadaną przez krótką informację na okładce tytułowej, potraktowałam jak slogan. W końcu jakoś trzeba czytelnika zachęcić przynajmniej do zajrzenia do środka. To, co ujrzałam wewnątrz, a właściwie poznałam i przeżyłam, przeszło moje oczekiwania! Zacznę od tego, że była napisana bardzo żywym, dynamicznym językiem, odzwierciedlającym charakter autorki. Tak silny, pełen wigoru i tempa, że przebijał przez martwą ścianę kartki z drukiem niczym przez bibułę, likwidując dystans autor-czytelnik. Zawartość połknęłam na dwa razy. Jednak nie tylko dlatego. Drugim plusem, jeszcze większym niż styl narracji, to sposób snucia opowieści. Historii niby o sobie, ale tak naprawdę o dziejach Polski i rodziny inteligenckiej na tle zawieruch wojennych, a potem przemian polityczno-ustrojowych. Mówiąc o sobie, stawiała się z boku, uwypuklając i nadając rangę ważności wirowi wydarzeń, których była czasami obserwatorką, często sprawczynią i inspiratorką, nierzadko aktywną uczestniczką, a najczęściej wszystkim naraz. Miałam wrażenie, że wokół niej stale się coś wydarza. Może dlatego, że żyła w czasach niezwykłych, co wcale nie oznaczało łatwych – PRL i trudne lata przemian po 1989 roku. I to właśnie one są głównym bohaterem wspomnień z czołowymi, wybitnymi, nietuzinkowymi postaciami ówczesnej kultury, polityki i duchowieństwa z jeszcze wówczas biskupem Karolem Wojtyłą na czele. Pojawiali się w życiu autorki wychowywanej w biednym materialnie, ale przebogatym w wartości moralne i duchowe, domu rodzinnym, którego korzenie sięgały z jednej strony austriackich rodów arystokratycznych, a z drugiej polskich Pawlikowskich, Woźniakowskich i Platerów. A mimo tego, a może właśnie dlatego, na wskroś Polka z bezcenną cechą otwartości na ludzi i świat w całej swojej różnorodności. Pasjonującym było odkrywanie budowania tożsamości na bazie bezcennych wartości moralnych pielęgnowanych i dziedziczonych w rodzinie w tyglu światopoglądów i z lewicy, i z prawicy. Przy niepokornym charakterze zbuntowanej nastolatki wobec socjalistycznej szkoły, która, jak sama podkreśliła, zmarnowała jej czas, musiała wyrosnąć na dziewczynę opozycji wobec ustroju, który jej tę niesprawiedliwość zgotował. A potem, po uwolnieniu się od sowieckiego okupanta, nie było innej, słuszniejszej drogi niż aktywne, z osobistym udziałem, budowanie nowej Polski. Dla mnie wzorcowy życiorys roli rodziny w wychowywaniu dzieci i przepustka do reprezentowania mnie w świecie. Ucieszyłam się bardzo, że to właśnie ona jest moją przedstawicielką w Europarlamencie. I oby jak najdłużej! Jednak największym zaskoczeniem były bezcenne dla mnie informacje na temat ludzi, których spotykała w swoim życiu. Przedstawicieli kultury i polityki z pierwszych stron mass mediów, którzy przewijali się przez dom rodzinny autorki, a potem jej własny. Zaprzyjaźniona z nimi w czasach dzieciństwa, a potem kontynuująca znajomość już jako osoba dorosła. Nierzadko bliżej lub dalej spokrewniona z wieloma z nich. Miałam wyjątkową okazję do ujrzenia osób znanych mi z publikacji oficjalnych, z ich twórczości lub działalności, od strony nieformalnej. Odkrywałam ich na nowo. Uzupełniałam skrupulatnie dotychczasową wiedzę na ich temat, której próżno szukałabym w encyklopediach lub opracowaniach popularnonaukowych. Do tego w sytuacjach czasami bardzo nietypowych, w okolicznościach wyjątkowych, a jednocześnie bardzo ludzkich. Zdarzało się, że i w humorystycznych. Uwielbiałam grać z autorką w zgadywankę – o kim mowa?- zanim padło nazwisko. A zazwyczaj zaczynało się tak – „Wuj Józio był świadkiem Katynia…” Nic mi nie mówiło „wuj Józio”, ale zaraz potem czytałam dalej – jego książka „Na nieludzkiej ziemi…” Szybko dodawałam nazwisko albo utwierdzałam się, że to TEN Józef Czapski i wszystko stawało się jasne. Również to, że ten bohater „zawsze powtarzał, że strasznie się bał”, dopełniało człowieczego obrazu w morzu nieludzkości. Od takiej właśnie strony poznawałam Jana-Nowaka Jeziorańskiego, Jacka Kuronia, Beatę Obertyńską, księdza Adama Bonieckiego, Władysława Bartoszewskiego i wielu, wielu innych. Było jeszcze coś, co czułam, czytając te wspomnienia. Nie tylko czar dawnych lat, rodzinnej atmosfery, niepewności jutra w czasach walki z komunistami, ale i, wbrew pozorom, powiew optymizmu. Czytając, chłonęłam go mimowolnie z rosnącym przekonaniem, że nie ma rzeczy niemożliwych i sytuacji bez wyjścia. Bez względu na to, czy żyje się w zniewolonym lub wolnym państwie, czy w Nepalu (bo i taki ciekawy epizod autorka miała za sobą) z własnym dzieckiem umierającym na rękach, bo nie było lekarza. Nieodparte przeświadczenie, że początek każdych zmian na skalę własnego życia, czy na skalę światową, zawsze tkwi w człowieku. I od tego punktu należy zawsze zaczynać jakiekolwiek zmiany. To silnie emanująca pozytywną energią opowieść o tym, jak być przyzwoitym człowiekiem, w pełni realizując się w roli żony, matki oraz Polki i żyć również dla innych i Ojczyzny, nie gubiąc przy tym własnych pragnień i nie rezygnując z marzeń. To trudna sztuka, którą autorka opanowała do perfekcji, dając jednoznaczne świadectwo swoim życiem, mówiąc – wszystko można, tylko trzeba bardzo chcieć, bo masz wprawdzie jedno życie, ale nieograniczoną ilość możliwości. Wybór zawsze należy do ciebie.
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na 8 5 lat temu

Cytaty z książki Dziennik 1944-1949. Niewielkie pomieszanie klepek

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Dziennik 1944-1949. Niewielkie pomieszanie klepek


Video

Video