Przeczytałem raz, drugi... Pamiętniki można wyciskać jak owoce cytrusów, za każdym razem szukając innego smaku. Wspaniałe bo
to nie wspomnienia ,nie retrospektywa ale zapisany tam i wtedy czas, poszukiwań i rozwoju młodego Tischnera. Czas nie zwykle ciekawy, czas rodzących się nadziei, ale też strachu i terroru, lub jak ktoś woli utrwalania nowej władzy. Żywym, ciętym językiem komentuje wydarzenia, określa mniej lub bardziej kontrowersyjne postacie partyzantów, działaczy, wychowawców, księży, kolegów. Sam Autor szukający miejsca w nowej rzeczywistości, czasami zakochany po uszy, momentami romansujący, studiujący dzieła Marksa, Mauriaca, piszący artykuły, opowiadania, prowadzi pamiętniki aż do powołania duchownego. Wspaniale zakończenie a może podsumowanie tego okresu życia, świadome trzy razy " nienawidzę" przed wstąpieniem do seminarium do którego prowadzi go bezwzględnie silniejsze "wierzę". Dla mnie rewelacja, nie zwykle mądre,prawdziwe i szczere!
Przeczytałem raz, drugi... Pamiętniki można wyciskać jak owoce cytrusów, za każdym razem szukając innego smaku. Wspaniałe bo
to nie wspomnienia ,nie retrospektywa ale zapisany tam i wtedy czas, poszukiwań i rozwoju młodego Tischnera. Czas nie zwykle ciekawy, czas rodzących się nadziei, ale też strachu i terroru, lub jak ktoś woli utrwalania nowej władzy. Żywym, ciętym...
Niezwykły dziennik, warty przeczytania i godny polecenia.
Początkowe zapiski 14-latka, nie są może niczym nadzwyczajnym, ale jest ich mało. Większość dziennika stanowią lata 1947-49, czyli Tischner ma lat 16, 17 i w końcu 18. Zadziwia swą uważną obserwacją świata i wydarzeń. Zadziwia dojrzałością poglądów, dojrzałością lektur i przemyśleń. Zwłaszcza ostatnie zapiski pisane są już w stylu "tischnerowskim", a dotyczą rzeczy najważniejszej, odkryciu powołania i wybraniu życiowej drogi.
Idealny "wstęp" do późniejszych koncepcji filozoficznych oraz innych pism księdza.
Niezwykły dziennik, warty przeczytania i godny polecenia.
Początkowe zapiski 14-latka, nie są może niczym nadzwyczajnym, ale jest ich mało. Większość dziennika stanowią lata 1947-49, czyli Tischner ma lat 16, 17 i w końcu 18. Zadziwia swą uważną obserwacją świata i wydarzeń. Zadziwia dojrzałością poglądów, dojrzałością lektur i przemyśleń. Zwłaszcza ostatnie zapiski pisane...
Rodzina ks. Józefa Tischnera długo zastanawiała się nad wydaniem jego szkolnych zapisków. We wstępie do dzienników Marian Tischner wyjaśnia, że traktowaliśmy te zapiski jako osobiste zwierzenia, których nie wypadało podglądać. Jednak po siedemdziesięciu latach kartki zaczęły blaknąć, a chęć ocalenia zapisków zmusiła Mariana Tischnera do ich przepisania. Zaczął się zatem wgłębiać w życie chłopięce swego brata i uświadomił sobie, że należy je udostępnić szerszej publiczności. Przy redakcji dzienników pomógł Wojciech Bonowicz, wybitny znawca i autor biografii ks. Tischnera.
Zapiski obejmują lata 1944-1949 i rozpoczyna je krótki życiorys trzynastoletniego wówczas Józia. Chłopiec w lapidarnych, nieco pokracznych zdaniach opisuje swoje pierwsze miłości, szkolne perypetie, opowiada o mieszkaniu w bursie, wspomina swoich kolegów i koleżanki z klasy oraz nauczycieli i wychowawców. Ważne i ciekawe jest to, że poznajemy słynnego filozofa niejako in flagranti, ponieważ notatki nie mają charakteru retrospektywnego, nie są wspomnieniami, tylko na bieżąco spisywanymi relacjami z przeżytego dnia.
W miarę upływu lat możemy zaobserwować jak ewoluowały poglądy młodego przyszłego księdza, co wpłynęło na jego wybory ścieżek życiowych, czytamy o pierwszych fascynacjach, o lekturach, które go ukształtowały, o dziewczynach. W tych dziennikach możemy wyróżnić kilka tematycznych poziomów: refleksje na różne tematy (kobiety, Bóg, sytuacja polityczna, własna tożsamość), życie szkolne i towarzyskie (wspomina tutaj o harcerstwie, udzielaniu się w Dokształcającym Kole Religijnym), pierwsze wprawki literackie.
Dzienniki młodego Tischnera to nie tylko gratka dla miłośników jego twórczości, to również dokument rejestrujący sytuację polityczną. Jest to też panoramiczny obraz powojennego Podhala. Trzynastoletni Józio od początku interesuje się wydarzeniami z kraju i świata, odnotowuje wybór Bieruta na prezydenta, wspomina o akcjach UPA, śmierci Masaryka, stworzeniu przez Rosję bomby atomowej. W tym wszystkim próbuje się odnaleźć, szuka własnej drogi: Pracuję nad znalezieniem celu życia i już go mam! Służyć Bogu! Ojczyźnie dla dobra ludzi! Więc mam żyć dla bliźnich i dla nich się poświecić! -pisze szesnastoletni ksiądz.
Sytuacje, które opisuje w swym dzienniku odsłaniają ówczesną obyczajowość- to całowanie przez chusteczki, ojciec na prywatkach w formie przyzwoitki, spowiadanie się ze straszliwego grzechu posiadania dziewczyny wzbudza w nas wesołość. Podobnie jest z fragmentami, w których Józio obgaduje swoich kolegów, pisząc: Tkacz. Syn nauczyciela. Dziwak jakich mało. O mały pozór się złości, choć nie gniewa. Klnie przy tym jak cholera. Mówię z nim po francusku. Jest małym czarnym, rzadko się strzyże, nie lubi bab. Uczy się dobrze, choć nie ma wymowy (...) Karkoszka. Orawiak. Kreatura, jakich nie ma. W bursie wesoły, w szkole cichy i nie bardzo „stoi" (...) Łaciak. Fajny chłopak. uczy się kupę. Orawiak, poraniony w czasie wojny granatem. Nie gniewa się o nic. „Cnotliwy", choć „podbujany". Uczeń mierny.
Podbujany, hecny, masny, fajny, psiakrew, cholera - pełno w tych zapiskach kolokwializmów, stylistycznych kwiatków, gramatycznych potknięć, ale czego można się spodziewać po trzynastolatku. Dopiero w późniejszych latach zaczynamy dostrzegać dbałość o formę, o język i o jasne formułowanie myśli.
„Dziennik 1944-1949. Niewielkie pomieszanie klepek" to dokument intrygujący, uzupełniony zdjęciami z archiwum rodzinnego. Niektóre fragmenty zaskakują (np. opisywanie relacji z rodzicami). Poznajemy w nich zwykłego chłopaka, dla którego problemem jest zbliżający się sprawdzian z łaciny i zdobycie pieniędzy na kolejne książki, ostatnie strony jednak są zapisem rodzącej się świadomości o powołaniu duchowym.
Rodzina ks. Józefa Tischnera długo zastanawiała się nad wydaniem jego szkolnych zapisków. We wstępie do dzienników Marian Tischner wyjaśnia, że traktowaliśmy te zapiski jako osobiste zwierzenia, których nie wypadało podglądać. Jednak po siedemdziesięciu latach kartki zaczęły blaknąć, a chęć ocalenia zapisków zmusiła Mariana Tischnera do ich przepisania. Zaczął się zatem...
Moim skromnym zdaniem „Dziennik 1944-1949. Niewielkie pomieszanie klepek” Józefa Tischnera to jedna z najlepszych, a już na pewno najbardziej wartościowych książek, jakie ukazały się na naszym rodzimym rynku wydawniczym w tym roku kalendarzowym. Dlaczego tak sądzę? Przede wszystkim dlatego, że młody (albo może młodociany? ;) autor dziennika mógłby pouczyć niejednego dorosłego o tym, co w życiu najistotniejsze. U diarysty znajdziemy fragmenty obrazujące zupełną prozę życia, w których pozostaje najzwyczajniej w świecie ciekawym człowiekiem, nigdy nie zapominającym o tym, co tak naprawdę jest najważniejsze – wartości. Tischner to postać wierna swoim ideałom i dokonanym wyborom. Można śmiało widzieć w nim wielki autorytet, który nawet wtedy, gdy nie pisze traktatów filozoficznych, ba!, nawet wtedy, gdy jeszcze nie jest TYM Tischnerem, księdzem i profesorem – posiada niezwykły hart ducha – zarażający dobrocią. Wspaniała książka, na długo pozostająca w głowie. Bardzo serdecznie polecam!
Moim skromnym zdaniem „Dziennik 1944-1949. Niewielkie pomieszanie klepek” Józefa Tischnera to jedna z najlepszych, a już na pewno najbardziej wartościowych książek, jakie ukazały się na naszym rodzimym rynku wydawniczym w tym roku kalendarzowym. Dlaczego tak sądzę? Przede wszystkim dlatego, że młody (albo może młodociany? ;) autor dziennika mógłby pouczyć niejednego...
Wstyd mi, ale jak dotąd nie miałem pojęcia kim jest Józef Tishner. ,,Dzienniki” wpadły w moje ręce przypadkiem, ale jakże mnie ten przypadek cieszy. Przed lekturą postanowiłem zainteresować się postacią i wgłębić nieco jego dokonania. Dziś cieszę się, że ,,Dzienniki” są książką, która wprowadziła mnie w świat filozofii Tishnera od jego najmłodszych lat. Mogę teraz śmiało dojrzewać z nim i jego pozostałymi książkami myśli.
Wstyd mi, ale jak dotąd nie miałem pojęcia kim jest Józef Tishner. ,,Dzienniki” wpadły w moje ręce przypadkiem, ale jakże mnie ten przypadek cieszy. Przed lekturą postanowiłem zainteresować się postacią i wgłębić nieco jego dokonania. Dziś cieszę się, że ,,Dzienniki” są książką, która wprowadziła mnie w świat filozofii Tishnera od jego najmłodszych lat. Mogę teraz śmiało...
Mocne i bezceremonialne słownictwo, np.: „nie umie się wygadać”, „dość durny”, „niech się buja”, „wygląda staro”, „brzydka” sprawia, że książka jest bardzo prawdziwa, napisana z pazurem i oddające w 100% procentach uczucia młodego Tischnera. Poza tym takie słownictwo, to przywilej młodości.
Mocne i bezceremonialne słownictwo, np.: „nie umie się wygadać”, „dość durny”, „niech się buja”, „wygląda staro”, „brzydka” sprawia, że książka jest bardzo prawdziwa, napisana z pazurem i oddające w 100% procentach uczucia młodego Tischnera. Poza tym takie słownictwo, to przywilej młodości.
Dziennik ks. prof. z Łopusznej odkrywa Józefa Tischnera na nowo. W książce poznajemy go, jako młodego chłopaka, który wchodzi w dorosłe życie. Dowiadujemy się także o jego fascynacjach, myślach, ale też o miłosnych i życiowych rozterkach. Dzięki zapiskom przepisanym przez brata duchownego, Mariana Tischnera, podglądamy przyszłego filozofa w momencie, w którym tworzą się jego postawy i poglądy. Dziennik powstawał między 13 a 18 rokiem życia.
Dziennik ks. prof. z Łopusznej odkrywa Józefa Tischnera na nowo. W książce poznajemy go, jako młodego chłopaka, który wchodzi w dorosłe życie. Dowiadujemy się także o jego fascynacjach, myślach, ale też o miłosnych i życiowych rozterkach. Dzięki zapiskom przepisanym przez brata duchownego, Mariana Tischnera, podglądamy przyszłego filozofa w momencie, w którym tworzą się...
Cieszę się, że w końcu trafiłam na dziennik wydany w wersji książkowej. Chyba, jak większość lubię podglądać życie innych ludzi, szczególnie tych wielkich, znaczących w społeczeństwie. Biografie pochłaniam namiętnie, ale pamiętnik wydaje mi się czymś bardziej autentycznym, bo jest pisany na bieżąco. Każdemu wpisowi towarzyszą emocje, które aktualnie nami targają, a biografie są często podkoloryzowane, żeby „się lepiej czytało”. No i co najważniejsze powstają po upływie jakiegoś czasu, a pamięć ludzka bywa zawodna. Dlatego zachęcam do przeczytania dziennika Tischnera.
Cieszę się, że w końcu trafiłam na dziennik wydany w wersji książkowej. Chyba, jak większość lubię podglądać życie innych ludzi, szczególnie tych wielkich, znaczących w społeczeństwie. Biografie pochłaniam namiętnie, ale pamiętnik wydaje mi się czymś bardziej autentycznym, bo jest pisany na bieżąco. Każdemu wpisowi towarzyszą emocje, które aktualnie nami targają, a...
„Dziennik 1944-1949. Niewielkie pomieszanie klepek” to opowieść o powojennej Polsce, widzianej z perspektywy chłopca z podhalańskiej wsi, a zarazem historia rodzenia się filozoficznych zainteresowań Tischnera i jego powołania. Ksiądz profesor opisuje również swoje rozterki miłosne. Jest rozdarty pomiędzy miłością do kobiety i do Boga. Gorąco polecam!
„Dziennik 1944-1949. Niewielkie pomieszanie klepek” to opowieść o powojennej Polsce, widzianej z perspektywy chłopca z podhalańskiej wsi, a zarazem historia rodzenia się filozoficznych zainteresowań Tischnera i jego powołania. Ksiądz profesor opisuje również swoje rozterki miłosne. Jest rozdarty pomiędzy miłością do kobiety i do Boga. Gorąco polecam!
nuda...
nuda...
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCiekawe wynurzenia duszy młodego chłopaka z gór w trudnych powojennych czasach represji Kościoła Katolickiego w Polsce.
Ciekawe wynurzenia duszy młodego chłopaka z gór w trudnych powojennych czasach represji Kościoła Katolickiego w Polsce.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzeczytałem raz, drugi... Pamiętniki można wyciskać jak owoce cytrusów, za każdym razem szukając innego smaku. Wspaniałe bo
to nie wspomnienia ,nie retrospektywa ale zapisany tam i wtedy czas, poszukiwań i rozwoju młodego Tischnera. Czas nie zwykle ciekawy, czas rodzących się nadziei, ale też strachu i terroru, lub jak ktoś woli utrwalania nowej władzy. Żywym, ciętym językiem komentuje wydarzenia, określa mniej lub bardziej kontrowersyjne postacie partyzantów, działaczy, wychowawców, księży, kolegów. Sam Autor szukający miejsca w nowej rzeczywistości, czasami zakochany po uszy, momentami romansujący, studiujący dzieła Marksa, Mauriaca, piszący artykuły, opowiadania, prowadzi pamiętniki aż do powołania duchownego. Wspaniale zakończenie a może podsumowanie tego okresu życia, świadome trzy razy " nienawidzę" przed wstąpieniem do seminarium do którego prowadzi go bezwzględnie silniejsze "wierzę". Dla mnie rewelacja, nie zwykle mądre,prawdziwe i szczere!
Przeczytałem raz, drugi... Pamiętniki można wyciskać jak owoce cytrusów, za każdym razem szukając innego smaku. Wspaniałe bo
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toto nie wspomnienia ,nie retrospektywa ale zapisany tam i wtedy czas, poszukiwań i rozwoju młodego Tischnera. Czas nie zwykle ciekawy, czas rodzących się nadziei, ale też strachu i terroru, lub jak ktoś woli utrwalania nowej władzy. Żywym, ciętym...
Niezwykły dziennik, warty przeczytania i godny polecenia.
Początkowe zapiski 14-latka, nie są może niczym nadzwyczajnym, ale jest ich mało. Większość dziennika stanowią lata 1947-49, czyli Tischner ma lat 16, 17 i w końcu 18. Zadziwia swą uważną obserwacją świata i wydarzeń. Zadziwia dojrzałością poglądów, dojrzałością lektur i przemyśleń. Zwłaszcza ostatnie zapiski pisane są już w stylu "tischnerowskim", a dotyczą rzeczy najważniejszej, odkryciu powołania i wybraniu życiowej drogi.
Idealny "wstęp" do późniejszych koncepcji filozoficznych oraz innych pism księdza.
Niezwykły dziennik, warty przeczytania i godny polecenia.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPoczątkowe zapiski 14-latka, nie są może niczym nadzwyczajnym, ale jest ich mało. Większość dziennika stanowią lata 1947-49, czyli Tischner ma lat 16, 17 i w końcu 18. Zadziwia swą uważną obserwacją świata i wydarzeń. Zadziwia dojrzałością poglądów, dojrzałością lektur i przemyśleń. Zwłaszcza ostatnie zapiski pisane...
Rodzina ks. Józefa Tischnera długo zastanawiała się nad wydaniem jego szkolnych zapisków. We wstępie do dzienników Marian Tischner wyjaśnia, że traktowaliśmy te zapiski jako osobiste zwierzenia, których nie wypadało podglądać. Jednak po siedemdziesięciu latach kartki zaczęły blaknąć, a chęć ocalenia zapisków zmusiła Mariana Tischnera do ich przepisania. Zaczął się zatem wgłębiać w życie chłopięce swego brata i uświadomił sobie, że należy je udostępnić szerszej publiczności. Przy redakcji dzienników pomógł Wojciech Bonowicz, wybitny znawca i autor biografii ks. Tischnera.
Zapiski obejmują lata 1944-1949 i rozpoczyna je krótki życiorys trzynastoletniego wówczas Józia. Chłopiec w lapidarnych, nieco pokracznych zdaniach opisuje swoje pierwsze miłości, szkolne perypetie, opowiada o mieszkaniu w bursie, wspomina swoich kolegów i koleżanki z klasy oraz nauczycieli i wychowawców. Ważne i ciekawe jest to, że poznajemy słynnego filozofa niejako in flagranti, ponieważ notatki nie mają charakteru retrospektywnego, nie są wspomnieniami, tylko na bieżąco spisywanymi relacjami z przeżytego dnia.
W miarę upływu lat możemy zaobserwować jak ewoluowały poglądy młodego przyszłego księdza, co wpłynęło na jego wybory ścieżek życiowych, czytamy o pierwszych fascynacjach, o lekturach, które go ukształtowały, o dziewczynach. W tych dziennikach możemy wyróżnić kilka tematycznych poziomów: refleksje na różne tematy (kobiety, Bóg, sytuacja polityczna, własna tożsamość), życie szkolne i towarzyskie (wspomina tutaj o harcerstwie, udzielaniu się w Dokształcającym Kole Religijnym), pierwsze wprawki literackie.
Dzienniki młodego Tischnera to nie tylko gratka dla miłośników jego twórczości, to również dokument rejestrujący sytuację polityczną. Jest to też panoramiczny obraz powojennego Podhala. Trzynastoletni Józio od początku interesuje się wydarzeniami z kraju i świata, odnotowuje wybór Bieruta na prezydenta, wspomina o akcjach UPA, śmierci Masaryka, stworzeniu przez Rosję bomby atomowej. W tym wszystkim próbuje się odnaleźć, szuka własnej drogi: Pracuję nad znalezieniem celu życia i już go mam! Służyć Bogu! Ojczyźnie dla dobra ludzi! Więc mam żyć dla bliźnich i dla nich się poświecić! -pisze szesnastoletni ksiądz.
Sytuacje, które opisuje w swym dzienniku odsłaniają ówczesną obyczajowość- to całowanie przez chusteczki, ojciec na prywatkach w formie przyzwoitki, spowiadanie się ze straszliwego grzechu posiadania dziewczyny wzbudza w nas wesołość. Podobnie jest z fragmentami, w których Józio obgaduje swoich kolegów, pisząc: Tkacz. Syn nauczyciela. Dziwak jakich mało. O mały pozór się złości, choć nie gniewa. Klnie przy tym jak cholera. Mówię z nim po francusku. Jest małym czarnym, rzadko się strzyże, nie lubi bab. Uczy się dobrze, choć nie ma wymowy (...) Karkoszka. Orawiak. Kreatura, jakich nie ma. W bursie wesoły, w szkole cichy i nie bardzo „stoi" (...) Łaciak. Fajny chłopak. uczy się kupę. Orawiak, poraniony w czasie wojny granatem. Nie gniewa się o nic. „Cnotliwy", choć „podbujany". Uczeń mierny.
Podbujany, hecny, masny, fajny, psiakrew, cholera - pełno w tych zapiskach kolokwializmów, stylistycznych kwiatków, gramatycznych potknięć, ale czego można się spodziewać po trzynastolatku. Dopiero w późniejszych latach zaczynamy dostrzegać dbałość o formę, o język i o jasne formułowanie myśli.
„Dziennik 1944-1949. Niewielkie pomieszanie klepek" to dokument intrygujący, uzupełniony zdjęciami z archiwum rodzinnego. Niektóre fragmenty zaskakują (np. opisywanie relacji z rodzicami). Poznajemy w nich zwykłego chłopaka, dla którego problemem jest zbliżający się sprawdzian z łaciny i zdobycie pieniędzy na kolejne książki, ostatnie strony jednak są zapisem rodzącej się świadomości o powołaniu duchowym.
Rodzina ks. Józefa Tischnera długo zastanawiała się nad wydaniem jego szkolnych zapisków. We wstępie do dzienników Marian Tischner wyjaśnia, że traktowaliśmy te zapiski jako osobiste zwierzenia, których nie wypadało podglądać. Jednak po siedemdziesięciu latach kartki zaczęły blaknąć, a chęć ocalenia zapisków zmusiła Mariana Tischnera do ich przepisania. Zaczął się zatem...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMoim skromnym zdaniem „Dziennik 1944-1949. Niewielkie pomieszanie klepek” Józefa Tischnera to jedna z najlepszych, a już na pewno najbardziej wartościowych książek, jakie ukazały się na naszym rodzimym rynku wydawniczym w tym roku kalendarzowym. Dlaczego tak sądzę? Przede wszystkim dlatego, że młody (albo może młodociany? ;) autor dziennika mógłby pouczyć niejednego dorosłego o tym, co w życiu najistotniejsze. U diarysty znajdziemy fragmenty obrazujące zupełną prozę życia, w których pozostaje najzwyczajniej w świecie ciekawym człowiekiem, nigdy nie zapominającym o tym, co tak naprawdę jest najważniejsze – wartości. Tischner to postać wierna swoim ideałom i dokonanym wyborom. Można śmiało widzieć w nim wielki autorytet, który nawet wtedy, gdy nie pisze traktatów filozoficznych, ba!, nawet wtedy, gdy jeszcze nie jest TYM Tischnerem, księdzem i profesorem – posiada niezwykły hart ducha – zarażający dobrocią. Wspaniała książka, na długo pozostająca w głowie. Bardzo serdecznie polecam!
Moim skromnym zdaniem „Dziennik 1944-1949. Niewielkie pomieszanie klepek” Józefa Tischnera to jedna z najlepszych, a już na pewno najbardziej wartościowych książek, jakie ukazały się na naszym rodzimym rynku wydawniczym w tym roku kalendarzowym. Dlaczego tak sądzę? Przede wszystkim dlatego, że młody (albo może młodociany? ;) autor dziennika mógłby pouczyć niejednego...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWstyd mi, ale jak dotąd nie miałem pojęcia kim jest Józef Tishner. ,,Dzienniki” wpadły w moje ręce przypadkiem, ale jakże mnie ten przypadek cieszy. Przed lekturą postanowiłem zainteresować się postacią i wgłębić nieco jego dokonania. Dziś cieszę się, że ,,Dzienniki” są książką, która wprowadziła mnie w świat filozofii Tishnera od jego najmłodszych lat. Mogę teraz śmiało dojrzewać z nim i jego pozostałymi książkami myśli.
Wstyd mi, ale jak dotąd nie miałem pojęcia kim jest Józef Tishner. ,,Dzienniki” wpadły w moje ręce przypadkiem, ale jakże mnie ten przypadek cieszy. Przed lekturą postanowiłem zainteresować się postacią i wgłębić nieco jego dokonania. Dziś cieszę się, że ,,Dzienniki” są książką, która wprowadziła mnie w świat filozofii Tishnera od jego najmłodszych lat. Mogę teraz śmiało...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMocne i bezceremonialne słownictwo, np.: „nie umie się wygadać”, „dość durny”, „niech się buja”, „wygląda staro”, „brzydka” sprawia, że książka jest bardzo prawdziwa, napisana z pazurem i oddające w 100% procentach uczucia młodego Tischnera. Poza tym takie słownictwo, to przywilej młodości.
Mocne i bezceremonialne słownictwo, np.: „nie umie się wygadać”, „dość durny”, „niech się buja”, „wygląda staro”, „brzydka” sprawia, że książka jest bardzo prawdziwa, napisana z pazurem i oddające w 100% procentach uczucia młodego Tischnera. Poza tym takie słownictwo, to przywilej młodości.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDziennik ks. prof. z Łopusznej odkrywa Józefa Tischnera na nowo. W książce poznajemy go, jako młodego chłopaka, który wchodzi w dorosłe życie. Dowiadujemy się także o jego fascynacjach, myślach, ale też o miłosnych i życiowych rozterkach. Dzięki zapiskom przepisanym przez brata duchownego, Mariana Tischnera, podglądamy przyszłego filozofa w momencie, w którym tworzą się jego postawy i poglądy. Dziennik powstawał między 13 a 18 rokiem życia.
Dziennik ks. prof. z Łopusznej odkrywa Józefa Tischnera na nowo. W książce poznajemy go, jako młodego chłopaka, który wchodzi w dorosłe życie. Dowiadujemy się także o jego fascynacjach, myślach, ale też o miłosnych i życiowych rozterkach. Dzięki zapiskom przepisanym przez brata duchownego, Mariana Tischnera, podglądamy przyszłego filozofa w momencie, w którym tworzą się...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCieszę się, że w końcu trafiłam na dziennik wydany w wersji książkowej. Chyba, jak większość lubię podglądać życie innych ludzi, szczególnie tych wielkich, znaczących w społeczeństwie. Biografie pochłaniam namiętnie, ale pamiętnik wydaje mi się czymś bardziej autentycznym, bo jest pisany na bieżąco. Każdemu wpisowi towarzyszą emocje, które aktualnie nami targają, a biografie są często podkoloryzowane, żeby „się lepiej czytało”. No i co najważniejsze powstają po upływie jakiegoś czasu, a pamięć ludzka bywa zawodna. Dlatego zachęcam do przeczytania dziennika Tischnera.
Cieszę się, że w końcu trafiłam na dziennik wydany w wersji książkowej. Chyba, jak większość lubię podglądać życie innych ludzi, szczególnie tych wielkich, znaczących w społeczeństwie. Biografie pochłaniam namiętnie, ale pamiętnik wydaje mi się czymś bardziej autentycznym, bo jest pisany na bieżąco. Każdemu wpisowi towarzyszą emocje, które aktualnie nami targają, a...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Dziennik 1944-1949. Niewielkie pomieszanie klepek” to opowieść o powojennej Polsce, widzianej z perspektywy chłopca z podhalańskiej wsi, a zarazem historia rodzenia się filozoficznych zainteresowań Tischnera i jego powołania. Ksiądz profesor opisuje również swoje rozterki miłosne. Jest rozdarty pomiędzy miłością do kobiety i do Boga. Gorąco polecam!
„Dziennik 1944-1949. Niewielkie pomieszanie klepek” to opowieść o powojennej Polsce, widzianej z perspektywy chłopca z podhalańskiej wsi, a zarazem historia rodzenia się filozoficznych zainteresowań Tischnera i jego powołania. Ksiądz profesor opisuje również swoje rozterki miłosne. Jest rozdarty pomiędzy miłością do kobiety i do Boga. Gorąco polecam!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to