Czytanie wzbronione

Okładka książki Czytanie wzbronione
Dubravka Ugrešić Wydawnictwo: Świat Literacki Seria: Seria Biblioteka publicystyka literacka, eseje
248 str. 4 godz. 8 min.
Kategoria:
publicystyka literacka, eseje
Format:
papier
Seria:
Seria Biblioteka
Tytuł oryginału:
Abranjeno čitanje
Data wydania:
2004-02-03
Data 1. wyd. pol.:
2004-02-03
Data 1. wydania:
2003-01-01
Liczba stron:
248
Czas czytania
4 godz. 8 min.
Język:
polski
ISBN:
8388612611
Tłumacz:
Dorota Jovanka Ćirlić
Średnia ocen

                7,1 7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Czytanie wzbronione w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Czytanie wzbronione

Średnia ocen
7,1 / 10
85 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
3766
1095

Na półkach: ,

Rewelacyjna

Świetnie się ubawiłam czytając eseje autorki, momentami oczy z orbit mi wychodziły, generalnie pozycja warta grzechu!

Książka to dzisiaj towar, jak każdy inny i to jest niestety przykra prawda. Pisać każdy może i to też przeraża obserwując co pojawia się na szeroko rozumianym rynku czytelniczym.

Redakcja książek to w większości DRAMAT!
Korekta książek - literówki, błędy gramatyczne, stylistyczne i ortograficzne - woła o pomstę do nieba!
Tłumaczenie książek - często praca po łebkach, bez ładu i składu.

Wychowałam się w domu z bardzo bogatą tradycją czytelniczą. Zarówno rodzina od strony mojej nieżyjącej mamy, jak i od strony taty zaczytywała się w literaturze i tej wysokich lotów, jak i tej lekkiej, czysto rozrywkowej.

Za małolata nie wyobrażałam sobie dnia bez sięgnięcia po książkę. Fakt, nie było internetu, a w tv dwa programy i ewentualnie radio, którego słuchało się z wypiekami na twarzy. Czas spędzany przy trzepaku też wspominam ze sporym rozrzewnieniem, ale jednak książka to była atrakcja, jakiej nikt i nic nie było w stanie mi zastąpić. Ale dość już o mnie, zajmijmy się opinią:)

Pani Ugresić piętnuje zachodnie kanony związane z przemysłem czytelniczym i robi to w uszczypliwy i mocno prowokacyjny sposób dorzucając cięte riposty i humor rodem z Monty Pythona, czym porusza do głębi osobnika takiego jak ja.

Przewrotny tytuł ma w sobie złowieszczą i bolesną przepowiednię, a mianowicie, że czytanie powinno być zabronione. Kategorycznie i bezwzględnie.

Takiego zalewu chłamu, literaturo podobnych potworków i beznadziei, jak w obecnych czasach, nie było chyba nigdy.

Kiedyś pisarz, literat, poeta to był KTOŚ. Nie zarabiał może kokosów, bo nie o to mu chodziło, ale TWORZYŁ. On chciał coś przekazać potomnym, przelać na papier swoje bogate przemyślenia, pragnął czegoś nauczyć, coś podpowiedzieć.

A dzisiaj? Książka to twór z gatunku - kopiuj + wklej, tylko imiona bohaterów i nazwy miejsc się zmieniają. Nie wspomnę o sztucznej inteligencji czy innych żałosnych plagiatach czy powielaniu schematów itp. Te wydmuszki literaturo podobne niestety mają swoich fanów i to jest przerażające.

Jak odmóżdżony mamy świat
Jak wszyscy idą na łatwiznę
Jak dobrze, że udało mi się moje dzieci zarazić pasją czytania, oby z wnukami było podobnie.

Gorąco polecam, ku przestrodze!

Rewelacyjna

Świetnie się ubawiłam czytając eseje autorki, momentami oczy z orbit mi wychodziły, generalnie pozycja warta grzechu!

Książka to dzisiaj towar, jak każdy inny i to jest niestety przykra prawda. Pisać każdy może i to też przeraża obserwując co pojawia się na szeroko rozumianym rynku czytelniczym.

Redakcja książek to w większości DRAMAT!
Korekta książek -...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

395 użytkowników ma tytuł Czytanie wzbronione na półkach głównych
  • 268
  • 125
  • 2
47 użytkowników ma tytuł Czytanie wzbronione na półkach dodatkowych
  • 26
  • 5
  • 5
  • 3
  • 3
  • 3
  • 2

Tagi i tematy do książki Czytanie wzbronione

Inne książki autora

Dubravka Ugrešić
Dubravka Ugrešić
Chorwacka pisarka i eseistka. Z powodów politycznych od lat pozostaje na emigracji. Z kraju wyjechała w 1993, mieszkała w Holandii (Amsterdam) i Stanach Zjednoczonych. Przedtem przez 20 lat pracowała w Instytucie Teorii Literatury na uniwersytecie w Zagrzebiu. Specjalizowała się w literaturze rosyjskiej, w 1988 wydała zbiór alternatywnej prozy rosyjskiej. Debiutowała w latach 70., jest tłumaczona na wiele języków. Jest autorką pastiszowych powieści, takich jak "Forsowanie powieści-rzeki" czy "Stefcia Ćwiek w szponach życia". Pierwsza z książek to sarkastyczny obraz międzynarodowej konferencji pisarzy zorganizowanej w komunistycznej Jugosławii, druga jest swoistą parodią literatury kobiecej. Ma w swoim dorobku także opowiadania (zbiór "Baba Jaga zniosła jajo"), eseje ("Kultura kłamstwa") oraz tom autobiograficznej prozy - "Amerykański fikcjonarz". W roku 2007 jej książka "Ministerstwo Bólu" znalazła się wśród 7 nominowanych do Nagrody Literackiej Europy Środkowej "Angelus".
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Ruta Tannenbaum Miljenko Jergović
Ruta Tannenbaum
Miljenko Jergović
„Ruta Tannenbaum” jak ogon pawia mieni się od ciekawych barw i wzorów. Ma cechy familijnej sagi i stanowi antypocztówkę z przedwojennego Zagrzebia, w którym poraża liczba degeneratów, skrzywusów i straumatyzowanych frustratów. By dać dowód przykładem: rozczarowany życiem Żyd, nad którym kontrolę przejmuje katowskie, nacjonalistyczne alter ego, wyzywa kelnera, a potem z głową na stole płacze i śpi na przemian, aż go rano wyrzucą skacowanego z baru, by szlajał się dalej bez celu, z nierozwiązanymi problemami. Ta Chorwacja Jergovicia to jeden wielki psychiatryk – i to jeszcze przed 1941 r. Tylko personelu jakoś brakuje i pacjenci robią, co chcą. Rozrysowują na ścianach pentagramy i wyznają szatana uprzedzeń, ale kult bardzo szybko zażąda ofiar z własnych wyznawców. Jergović nie czuje ciśnienia, by cały czas siedzieć na main plocie; znajdzie chwilę na sporo zakulisowych historii, czasem wyjątkowo geograficznie i czasowo odległych. Uwagi o zagrzebskiej epidemii kartoflanego zatwardzenia świetnie złagodzą niesmak po gorzkich jak krople żołądkowe lose-life stories. Miljenko Jergović jest bezczelnie wręcz utalentowany, ale nawet on miał szczęście do kilku totolotkowych trafów, na przykład przypowieści o Joszui i Ezechielu-Ezechielu jako wykładni tego, dlaczego Salomon Tannenbaum (czyli kolektywna figura niektórych Żydów i mniejszości, vel wspomniany wcześniej pan z baru) stawał się chorwackim nacjonalistą. (Snajpersko trafione w punkt i jak zobrazowane!). O fabule nie chcę zbyt wiele opowiadać, bo zrobił to już wydawca. Dodam tylko, że autor na pierwszej stronie ustawia minutnik, pokazuje nam, jak ta historia się skończy i że jest deterministycznie nieunikniona – ale za to możemy popatrzeć, jak do tego doszło. Zdumiewa mnie, jak podobny jest zawsze ten mechanizm fanatycznienia, ignoranctwa i przerzucania winy; obserwujemy go nawet teraz, na szczęście nie będąc jeszcze na etapie epilogu. Przynajmniej na razie nie. Jeszcze ciekawostka na koniec: w oryginale słowo „Żyd” pisane jest małą literą (polski przekład jest już z wciśniętym shiftem).
Diabeł_Z_Caroc - awatar Diabeł_Z_Caroc
ocenił na 9 1 rok temu
Koczownicy Nenad Veličković
Koczownicy
Nenad Veličković
Powieść „Koczownicy” autorstwa bośniackiego pisarza Nenada Veličkovicia to jedna z tych książek, które pod maską lekkiej, niemal satyrycznej formy, przemycają druzgocącą diagnozę ludzkiej kondycji w obliczu tragedii. To lektura tyleż błyskotliwa, co bolesna, osadzona w realiach oblężonego Sarajewa. Głównym bohaterem i narratorem jest młody chłopak, który wraz z rodziną oraz grupą innych cywilów znajduje schronienie w podziemiach sarajewskiego Muzeum Narodowego. W świecie na zewnątrz panuje wojna – snajperzy, głód i nieustanny ostrzał stały się codziennością. Wewnątrz muzeum czas zdaje się jednak płynąć innym rytmem. Bohaterowie stają się tytułowymi koczownikami, którzy budują namiastkę domu między eksponatami. Śpią obok szkieletów mamutów i antycznych rzeźb, starając się zachować resztki godności w warunkach, które im ją odbierają. Codzienność wypełniają im absurdalne starania o przetrwanie: zdobywanie wody, walka o jedzenie i próby zrozumienia, dlaczego świat o nich zapomniał. Muzeum, zamiast być świątynią kultury, staje się schronem, a jego martwe eksponaty wydają się momentami bardziej „ludzkie” i trwałe niż żywi ludzie ukryci w piwnicach. Recenzja: Humor w cieniu snajperów Nenad Veličković dokonuje w „Koczownikach” niezwykłego wyczynu – pisze o jednym z najmroczniejszych wydarzeń współczesnej Europy z perspektywy pełnej ironii, a nawet wisielczego humoru. Nie jest to jednak humor tani czy lekceważący. To mechanizm obronny, jedyny sposób, w jaki narrator potrafi opisać absurdalność wojny, która zamieniła jego młodość w egzystencję szczura lądowego. Najmocniejszym punktem powieści jest kontrast. Z jednej strony mamy wielką historię i dziedzictwo kulturowe zgromadzone w muzeum, z drugiej – fizjologiczny wręcz głód i strach. Autor unika patosu i wielkich słów o patriotyzmie czy nienawiści etnicznej. Skupia się na szczególe: na smaku marnego jedzenia, na dźwięku spadającego pocisku, na kruchych więziach międzyludzkich, które w obliczu zagrożenia albo się zacieśniają, albo brutalnie pękają. Warto docenić warsztat Veličkovicia – jego język jest prosty, momentami naiwny (co wynika z perspektywy bohatera), ale przez to uderzająco autentyczny. „Koczownicy” to nie tylko kronika oblężenia, to uniwersalna opowieść o tym, że kultura i sztuka w obliczu śmierci stają się jednocześnie bezużyteczne i niezbędne jako ostatni bastion człowieczeństwa. To książka krótka, ale gęsta od emocji. Zmusza do refleksji nad tym, co byśmy zrobili, gdyby nasze cywilizowane życie nagle skurczyło się do rozmiarów muzealnej piwnicy. Veličković nie daje łatwych odpowiedzi ani taniego pocieszenia, ale jego opowieść zostaje w czytelniku na bardzo długo, jak echo wystrzału w pustej sali wystawowej.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 7 2 miesiące temu
Amerykański fikcjonarz Dubravka Ugrešić
Amerykański fikcjonarz
Dubravka Ugrešić
Subtelna i delikatna proza (dziennik intymny? zbiór felietonów? eseje?) o wygnaniu z poranionej wojną Jugosławii. O obcości, byciu nikim, o zniknięciu ojczyzny. O szukaniu otuchy w plastikowej aurze z amerykańskiej pop-kultury i życia codziennego. Metoda pisarska, jakby zaczerpnięta od Kundery, to medytacja nad słowami-kluczami. Momentami poetycko (i to mi się najlepiej czytało), trochę etnograficznie, kulturoznawczo, czasem socjologicznie. Chodziło mi po głowie, że "Amerykański fikcjonarz" to połączenie naiwności i świeżego spojrzenia z "Delicji ciotki Dee" Hołówki i oniryczności "Ameryki" Baudrillarda, Baumana i Kundery, a wszystko w sosie dubravkowym: wrażliwość, nostalgia i kruchość, którą chyba mogę nazwać kobiecą, choć Ugrešić do feministek się nie zapisywała. Chciałbym zapamiętać: 1) metaforę sióstr (Europa Wschodnia i Zachodnia, Wschodnia źle umalowana i zaniedbana, "o twarzy z wyrazem uniżenia i zuchwałości"), 2) że Ugrešić zapomina dobre lektury, tak jak się zapomina przyjemności z seksu, i dlatego chce się wracać, 3) taką myśl-pytanie (strona 176 mojego wydania): "Moje serce jest małe i wrażliwe. Ile cudzych nieszczęść może się zmieścić w sercu? Jaką elastyczność ma przeciętne ludzkie serce? Ile potrafi pomieścić, żeby nie pękło? A może po jakimś czasie zamienia się w tępy miech, który ślepo wybija rytm?"
trismegistos - awatar trismegistos
ocenił na 7 3 lata temu
Sahib. Impresje z depresji Nenad Veličković
Sahib. Impresje z depresji
Nenad Veličković
Jest to ciekawa powieść epistolarna, w której zderzone zostają dwa światy - zachodni i bałkański. Zachodni reprezentuje Anglik pracujący w organizacji humanitarnej w Sarajewie w 1993 roku, zaś bałkański - jego szofer, Sakib, Bośniak pochodzący z tego miasta, niegdyś profesor. Efektem tego zderzenia kultur jest wzajemne poczucie obcości oddana w książce za pomocą błyskotliwej, szyderczej ironii, którą posługuje się Anglik w swoich listach do ukochanego, opisując mu codzienność Sarajewa i jego mieszkańców. Z jednej strony prezentuje kolonialne, nieraz szowinistyczne poczucie wyższości względem tamtejszych narodów, z drugiej - momentami, jak sądzę, trafnie oddaje absurdy tamtejszej rzeczywistości. Można pomyśleć, że są to obserwacje samego autora, który z wisielczym humorem piętnuje wady swojego narodu - prymitywizm, brak logicznego myślenia, nacjonalizm, nienawiść, pazerność, bylejakość itd. Opisy zachowań i zwyczajów „tubylców” są śmieszne, ale widać u autora listów brak zainteresowania kulturą tego kraju, niedostrzeganie jasnych stron, brak uznania dla mieszkańców regionu i współczucia względem nich. Anglik nie jest jednak tylko zarozumiałym ignorantem. Jest świadomy, że organizacje humanitarne są tylko przykrywką dla eksploatacji tego regionu przez Zachód. To jest w ogóle ciekawa postać, zaskakująco niejednoznaczna. Jego ironia tylko pozornie jest prymitywna. Bohater jest w stanie dokonać szyderczej analizy działań zarówno własnej organizacji pseudo-humanitarnej, jak i nastawienia Zachodu wobec tego regionu. Nie wiemy do końca, kiedy pisze serio wyższościowo, a kiedy kpi z siebie i ze świata. Pisząc o mieszkańcach jako o „niewolnikach” przywdziewa kolonialną maskę, ale nie do końca się z nią utożsamia. Między nim samym a tym, co reprezentuje jest jednak pewien dystans. Mam przypuszczenie, że ironia autora listów wynika z czegoś więcej niż tylko z szowinizmu, ale z czego, tego do końca nie wiem, przerażenia wojną? Niezgody na taki świat, jaki jest? A może tylko doszukuję się drugiego dna. Książkę czyta się świetnie, absurdy opisywanej rzeczywistości nie są nam, Polakom, znowuż tak obce, i my pamiętamy wprowadzanie kapitalizmu, prymitywizm codzienności i nasze zderzenie z zachodnią mentalnością. Niewykluczone, że zostalibyśmy podobnie opisani przez jakiegoś przybysza z Zachodu, bo przecież Bałkany to również my.
Luna - awatar Luna
oceniła na 7 1 rok temu
Srda śpiewa o zmierzchu w Zielone Świątki Miljenko Jergović
Srda śpiewa o zmierzchu w Zielone Świątki
Miljenko Jergović
Cyt.: „Jego oczy patrzą teraz nicości w twarz, czekają, aż z którejś strony pojawi się Bóg i powie mu, że po tamtej stronie i dla ludzi wszędzie obcych znajdzie się miejsce.” Miljenko Jergović, ”Srda śpiewa o zmierzchu w Zielone Świątki” Miljenko Jergović, bośniacki poeta, prozaik i publicysta, z pochodzenia Chorwat, urodzony i wychowany w Sarajewie, od 1993 roku mieszkający i pracujący w Zagrzebiu za swoją wydaną w 2008 roku powieść „Srda śpiewa o zmierzchu w Zielone Świątki” otrzymał cztery lata później Nagrodę Literacką Europy Wschodniej Angelus. To nagroda przyznawana w dziedzinie twórczości prozatorskiej, napisanej w języku polskim lub tłumaczonej na język polski , która od niemal dekady zyskuje na znaczeniu w świecie literackim. To dzięki tej nagrodzie polski czytelnik może odkrywać takie nazwiska jak György Spiró, Swietłana Aleksijewicz, Josef Škvorecký, Oksana Zabużko, Serhij Żadan, Varujan Vosganian, Georgi Gospodinow czy Goran Vojnović. ”Srda śpiewa o zmierzchu w Zielone Świątki” to opowieść o tajemniczej i brutalnej śmierci Srdy Kapurowej, dziewczynki żebrzącej na ulicach Zagrzebia, której pochodzenia nikt nie potrafi ustalić. Skąd pochodzi? Z Mołdawii, Rumunii, Ukrainy czy też jeszcze z innego zakątka Europy? Jak znalazła się w Zagrzebiu? Pięciu bohaterów, z których każdy opowiada swoją historię i która w jakiś sposób łączy go ze śmiercią dziewczynki. Serb urodzony w regionie Lika w Chorwacji, Chorwat, którego rodzina pochodzi z Bośni, Chorwat z Banja Luki, Chorwat, który całe swoje dzieciństwo i młodość spędził w Belgradzie i w końcu Chorwat z Sarajewa, którego dziadek przywędrował na Bałkany z Czech. Tak naprawdę ta tragiczna śmierć to w zasadzie pretekst dla Miljenko Jergovića do opowiedzenia bolesnej historii Bałkanów, tego tygla narodów który wybuchał już wiele razy. To na ostatniej dekadzie wieku XX skupia się autor, gdy w kilka lat po śmierci Josipa Broz Tity Jugosławia rozpadła się jak domek z kart i wybuchła krwawa wojna domowa. Gdy zaczęło być ważne jaką religię wyznajesz, czy w kościele katolickim broń Boże nie żegnasz się trzema palcami i najważniejsze jakiej jesteś narodowości. Przestało mieć znaczenie, że urodziłeś się na tej ziemi i tu mieszkali twoi przodkowie – nie jesteś nasz, jesteś oby. Jesteś Chorwatem czy Bośniakiem w Serbii a Serbem w Chorwacji, wracaj do siebie, wracaj do domu. I nie jest ważne, że ten twój dom był właśnie tutaj. To historia Jugosławii, jej rozpadu i krwawego konfliktu ale nie tylko. Bo Miljenko Jergović opowiada swoje historie w sposób zadziwiający i jednocześnie niezwykle piękny. Z jednej historii przechodzi niezauważenie do następnej, po niej do kolejnej i jeszcze jednej, opowiadając o skomplikowanych losach mieszkańców Bałkanów i losach Chorwacji, od czasów Austro – Węgier, Królestwa Serbów Chorwatów i Słoweńców, Niepodległego Państwa Chorwackiego Ante Pavelica, Jugosławii, wojny domowej i niepodległej Chorwacji. Opowiada o ludziach, którzy, choć żyli obok siebie zawsze byli obcy czy inni. I to o nich jest ta książka. Niezwykła, urzekająca wręcz opowieść.
Sławek - awatar Sławek
ocenił na 9 1 rok temu
Koncert Muharem Bazdulj
Koncert
Muharem Bazdulj
(www.bibliotekaswiata.blogspot.com) Koncert zespołu jako jedno z najważniejszych wydarzeń w nowożytnej historii całego narodu i symbol powrotu do normalności po druzgocącej wojnie, która zdefiniowała postrzeganie nowopowstałego państwa w oczach światowej opinii publicznej? Brzmi nieprawdopodobnie, ale coś takiego wydarzyło się naprawdę – 23 września 1997 roku na stadionie, który 13 lat wcześniej był areną XIV Zimowych Igrzysk Olimpijskich, odbył się koncert będącej wówczas u absolutnego szczytu sławy grupy U2. Sam pamiętam to wydarzenie dość mgliście – byłem ledwie nastolatkiem, ale nie ulega wątpliwości, że było to jedno z najważniejszych wydarzeń – nie tylko muzycznych – całej dekady, a dla młodego, a okrutnie już poturbowanego przez wojnę państwa było to coś w rodzaju założycielskiego mitu: i mit ten w swojej króciutkiej (zbyt krótkiej!) książce próbuje przywołać, opisać i zrozumieć Bazdulj. Zadanie to karkołomne, choć sam koncept wyjściowy wydaje się być samograjem – literatura jednak różnie radzi sobie z opisem muzyki, a z tej autor czyni siłę napędową całej opowieści. Oto bowiem obserwujemy przygotowania do koncertu, dowiadujemy się mnóstwa faktów (że po raz pierwszy od zakończenia wojny przywrócono kolej w Bośni!), danych (ile kilometrów kabli wykorzystano i ile ton sprzętu przywieźli ze sobą muzycy), przede wszystkim jednak obserwujemy, jak sam koncert przeżywają biorący w nim udział ludzie – nie tylko mieszkańcy Sarajewa, ale przybysze z całej byłej Jugosławii! Dla jednych to wydarzenie, które zmieni ich życie, dla innych rozczarowanie lub „kolejny koncert, nic wielkiego”, dla jeszcze innych okazja, by po raz pierwszy stanąć obok przedstawicieli wrogiego narodu i uczestniczyć razem w wielkim wydarzeniu. Obserwujemy reakcje uczestników koncertu, wraz z nimi śledzimy to, co na scenie robi Bono, jak teksty piosenek U2 rezonują z ich własnymi emocjami, wreszcie jak całe to – medialne i obserwowane przez cały świat – wydarzenie wpływa na ich poczucie tożsamości. I tylko chciałoby się, żeby książce towarzyszył... soundtrack, bo od razu ma się ochotę wysłuchać wszystkich tych utworów. Albo najlepiej całego koncertu.
kunieczko - awatar kunieczko
ocenił na 8 1 rok temu
Bałkany – terror kultury Ivan Čolović
Bałkany – terror kultury
Ivan Čolović
Chyba nigdzie pojęcie kultury nie zostało tak zdemaskowane, jak na Bałkanach. Kompleksy i potrzeba „przypomnienia” sobie własnej tożsamości po rozpadzie Jugosławii sprawiły, że przedstawiciele krajów bałkańskich mierzą się z nadprodukcją kultury. Prześcigają się one w wynajdowaniu własnych korzeni, miejsc świętych i metafor. Najlepszym rezerwuarem tychże jest niezmiennie religia i nacjonalizm. Serbia przykładowo przyjęła bliską nam drogę mesjanistyczną, mając za założycielski mit klęskę na Kosowym Polu. To ona uosabia na Bałkanach „autentyczną” kulturę europejską, jednocześnie sprzeciwiając się zachodniemu zepsuciu. Pomaga w tym prawosławie i język państwowy, które są ostoją kultury i jej fundamentem. Problem w tym, że podobny model przyjęły też inne państwa byłej Jugosławii. Čolović stawia arcyciekawą tezę, wedle której konflikt na Bałkanach powstał nie przez różnice, ale zbyt wielkie podobieństwo. Bohater zbiorowy – Naród Serbski – jest postacią tragiczną. Jednocześnie baśń, w której bierze udział, zdejmuje odpowiedzialność z wodzów, a sama opowieść jest nie tyle celem, ile środkiem zjednoczenia politycznego i terytorialnego. Stąd mowa o „przestrzeni duchowej”, która, mimo że poza granicami terytorialnymi, przynależy do kulturowej granicy pozostającej we wspólnotowej wyobraźni. Pozwala to na zbrojną interwencję. W końcu zamieszkują ją albo „bracia”, którzy chcieliby powrócić do ojczyzny, albo wrogowie, którzy ich stamtąd wypędzili. Czasem służy ona też radykalnemu odróżnieniu się od innych – przykładowo Chorwaci poszukiwali swoich początków wśród Awarów na Kaukazie, aby oddzielić się od Serbów, którzy z kolei wywodzić się mieli z afrykańskich niewolników Rzymian. Duchowość zastąpiła ideowość, która w Jugosławii miała konotacje komunistyczne. Čolović celnie wskazał, że Rosja zmierzała (bo już dotarła) w podobnym kierunku. Obie kultury są tyle samo pociągające i odmienne, co przerażające i brutalne. https://www.instagram.com/metakonteksty/
Metakonteksty - awatar Metakonteksty
ocenił na 7 11 miesięcy temu
Miłość od ostatniego wejrzenia Vedrana Rudan
Miłość od ostatniego wejrzenia
Vedrana Rudan
Trafiłem na książeczkę Vedrany Rudan zatytułowaną "Miłość od ostatniego wejrzenia" szukając w bibliotece książki do Book Trotterowego wyzwania czytelniczego. Przyznaję, że raczej nie czytuję książek obyczajowych, choć ta ma jakieś głębsze przesłanie. Z jednej strony to jest motyw typowo kryminalny, bo tytułowa ostatnie wejrzenie to jest morderstwo, a właściwie dwa morderstwo i samobójstwo, było nie było. Z drugiej jest sporo motywów typowo psychologicznych. Ma też charakter rozprawy sądowej, kiedy to zbrodniarz zeznaje, co on zrobił i dlaczego. No ale tu wiemy, że jest to typowo pośmiertna refleksja. Inna warstwa jest dość skandalizująca, w stylu "50 twarzy Greya", "Dziennik nimfomanki" itp. Tak tak, bohaterką, jest kobieta dość skomplikowana osobowościowo, mamy przedstawione całe jej kilkudziesięcioletnie życie. Począwszy od życia w jakiejś chorwackiej wsi, po życie w dużym mieście, zapewne Zagrzebiu, stolicy kraju, żyjąc w dobrobycie, ona i jej mąż dobrze zarabiają. Ich związek jest raczej wolny, obydwoje zdradzają siebie na lewo i prawo, ale jakimś cudem to małżeństwo trwa, czy to z rozsądku, czy to, że mają córkę. Diabeł jeden wie tak naprawdę. On jest zapalonym myśliwym, w sensie dosłownym biega po lasach, strzela do zwierząt, i ona jeździ z nim, żeby uczestniczyć w jego pasji. To na pewno pomaga przetrwać wiele trudności. Zresztą myśliwskich metafor jest od groma tutaj. No ale jednak, oni siebie tak samo kochają jak i nienawidzą, dochodzą wręcz motywy typowo patologiczne, w tym motywy przemocowe. I to zaskakujące, że nie tylko mężczyźni są patusami, ale kobietom też się to zdarza. Bo sorry, ale normalna to ona nie jest, bo to jednak ona wzięła do ręki pistolet i strzeliła, zabiła ukochanego/znienawidzonego. Aż czort jakiś kusi, żeby pojawiło się o przekleństwo, w ramach ekspresji oczywiście, jakieś słówko na k. np. Dodać trzeba, że ona to zaplanowała bardzo precyzyjnie, a motywem jest nienawiść tak permanentna, że mąż budzi w niej obrzydzenie. Jaki jest wyrok, pojęcia nie mam. Na pewno prawnicy w zaświatach mieli sporo kombinatoryki typowo branżowej tutaj! Dumam, dumam, dumam, ale jakie jest przesłanie tej książki to kompletnie nie wiem. Czy to jest swego rodzaju manifest feministyczny? Czy jest to coś innego. Pewne jest raczej, że kobieta inaczej tą książkę przetrawi niż mężczyzna. Z jednej strony ta książka jest obrzydliwa, po prostu, a z drugiej jednak jest dobra. No ale być może dlatego ciągnie nas czytelników do literatury wszelakiej, bo bardzo często tego typu antynomie, czyli sprzeczności wchodzą. I to nam daje do myślenie. No i ten porąbany tytuł "Miłość od ostatniego wejrzenia". Nie wiem co wy drodzy czytelnicy z tym zrobicie, i jak do tematu podejdziecie czytając książkę, jeśli zachęcę was do przeczytania np., zapewne każdy inaczej. Jakby nie było, pewne jest jedno, nie da się przejść obojętnie wokół tej książki! Ja mogę tylko powtórzyć, ta książka to kompletne wariatkowo, ale jest dobra. Polecam.
Krzysztof Baliński - awatar Krzysztof Baliński
ocenił na 7 2 lata temu
Dzięki za każdy nowy ranek Halina Pawlowská
Dzięki za każdy nowy ranek
Halina Pawlowská
Powieść wspomnieniowa czeskiej autorki, której rodzina pochodziła z Ukrainy Zakarpackiej, należącej do Czechosłowacji do 1938 roku (a formalnie nawet dłużej). W kraju Szwejka na jej podstawie nakręcono film, w którym rolę ojca rodziny zagrał sam Franciszek Pieczka. Sam obraz określany jest jako czarna komedia. Ale do książki nie za bardzo pasuje takie zaszeregowanie. Ukraińcy Ukraińcami, ale Halina Pawlowska podążą drogą Jaroslava Haška. Opisała czytelnikom migawki z życia Olgi – zapewne samej siebie – od czasów sprzed 1968 roku, aż do niemal współczesnych (z powieści wynika, ze kończy się w latach pieriestrojki). W tle przewija leciutko wspominana jest praska wiosna i Karta 77, ale bez martyrologii i patosu, nieznanym chyba literaturze naszych południowych sąsiadów. . Styl jest lekki, wesoły,ironiczny, ale tematyka niekoniecznie. Obok radości i śmiechu, są i łzy, i żal i koszmarna historia dwunastoletniej Chrystyny, córki Chrystyny. Do swoich korzeni książkowa Olga pochodzi z szacunkiem, ale nie na kolanach, raczej z życzliwym dystansem. Ukraińcy krewni mają swoje wady i zalety. Także postać ojca nie jest jednoznaczna. Budzi sprzeczne uczucia w czytelniku, ale na pewno zawsze zaciekawienie. Podobnie jak tercet przyjaciółek – Dasza, Pavla i Lenka. Życie osobiste powieściowej Olgi też nie przypomina ani romansów,ani sag ani w ogóle tzw. literatury kobiecej. Ale dzięki temu wydaje się realne i bardzo prawdziwe. A sama pierwszoosobowa narratorka budzi sympatię czytelnika … nie lukrując się i nie oszczędzając siebie samej. W książce są wskazówki, na podstawie których znawcy czeskiego środowiska kulturalnego może rozpoznają jakieś znane osoby, ale powieść broni się i bez klucza. Ciepła, lekka ironiczna i bardzo czeska. Przeczytane w ramach wyzwania marcowego – książka, która została sfilmowana.
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na 7 19 dni temu

Cytaty z książki Czytanie wzbronione

Więcej
Dubravka Ugrešić Czytanie wzbronione Zobacz więcej
Dubravka Ugrešić Czytanie wzbronione Zobacz więcej
Dubravka Ugrešić Czytanie wzbronione Zobacz więcej
Więcej