Czerwone zegary

Okładka książki Czerwone zegary
Leni Zumas Wydawnictwo: Czarna Owca literatura piękna
424 str. 7 godz. 4 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Red Clocks
Data wydania:
2018-08-22
Data 1. wyd. pol.:
2018-08-22
Data 1. wydania:
2018-01-16
Liczba stron:
424
Czas czytania
7 godz. 4 min.
Język:
polski
ISBN:
9788380156180
Tłumacz:
Agnieszka Wyszogrodzka-Gaik
Średnia ocen

                6,7 6,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Czerwone zegary w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Czerwone zegary

Średnia ocen
6,7 / 10
58 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
9
6

Na półkach: ,

Moim ulubionym zajęciem, obok czytania, jest wyszukiwanie książek wartych przeczytania. W ten sposób odnalazłam "Czerwone zegary". Dziwi mnie po pierwsze tak niska liczba czytelników, po drugie ocena (6,3). Książka jest bardzo dobra, świetnie skomponowana, oryginalna, "życiowa" i warta przeczytania.

Moim ulubionym zajęciem, obok czytania, jest wyszukiwanie książek wartych przeczytania. W ten sposób odnalazłam "Czerwone zegary". Dziwi mnie po pierwsze tak niska liczba czytelników, po drugie ocena (6,3). Książka jest bardzo dobra, świetnie skomponowana, oryginalna, "życiowa" i warta przeczytania.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

169 użytkowników ma tytuł Czerwone zegary na półkach głównych
  • 101
  • 68
57 użytkowników ma tytuł Czerwone zegary na półkach dodatkowych
  • 31
  • 9
  • 8
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1

Tagi i tematy do książki Czerwone zegary

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Jej ciało i inne strony Carmen Maria Machado
Jej ciało i inne strony
Carmen Maria Machado
„Jej Ciało i Inne Strony” to zbiór opowiadań a jednocześnie debiut autorki. Realne problemy społeczne kobiet są połączone z surrealizmem i realizmem magicznym. To połączeni powoduje że te historie mają inny wydźwięk i dzięki temu to o czym opowiada autorka może dotrzeć do większej ilości osób, które to potrzebują. Dalsza część to moje opinie i przemyślenia na temat poszczególnych opowiadań. „Mężowski Szew” Ciekawe opowiadanie którego nie do końca zrozumiał_m. Opowiada ono o kobiecie z tajemniczą zieloną wstążką na szyi. Poznaje swojego przyszłego męża na imprezie, kiedy ma 17 lat, i od tamtej pory wszystko dobrze się wiedzie. Oboje są szczęśliwi, kochają się, potem mają dziecko i wygląda na to że wszystko się dobrze kończy. Jednak przez całą tą historię czułam że coś jest odrobinę nie tak. Czekał_am aż coś złego się stanie a ostatecznie dopiero pod koniec może coś złego się stało. Przez tą całą tą historię każdy z tych dwóch mężczyzn w jej życiu chciał wiedzieć co znajduje się pod jej wstążką. Odganiała ich i prosiła żeby zostawili tą wstążkę, kiedy oni chcieli ją ściągnąć. Jedna kobieta którą poznała podczas szycia strojów na przedstawienie syna, miała żółtą wstążkę na palcu (chyba środkowym) i mówi naszej bohaterce: „To takie męczące, prawda?”. Ostatecznie, pod koniec, dowiadujemy się o co chodzi z tą wstążką. Kiedy jej mąż ją odwiązuje, jej głowa po prostu odpada. Jest w tym opowiadaniu wiele szczegółów które mogą naprowadzić na prawdziwy sens tej historii. Na przykład to że mąż, tuż po tym jak ona rodziła dziecko i lekarz musiał zrobić nacięcie ale nie na brzuchu, on prosi lekarza o dodatkowy szew. Tak jak powiedział lekarz: „ … jest ciasno i wszystkim się podoba.” Fuj. Rzygać się chce. Jaki jest morał tej historii? To, że nawet jeśli jesteśmy w szczęśliwym związku, dalej oczekujemy czegoś złego? Bycie lub udawanie idealnej kobiety/żony, nawet jeśli się nam to podoba, to w głębi jest to męczące i tracą przez to głowę? Czy perwersja mężczyzn przez całą historię była taka straszna, że nawet jeśli prawie wszystko jest idealne, to dalej jakoś podświadomie się czegoś boją? Na to pytanie w tej historii nie znam odpowiedzi. Może wszystkie są prawdziwe, a może żadna nie jest. Wy sami musicie przeczytać tą historię i dojść do własnych wniosków. „Inwentarz” To opowiadanie już mi się bardziej podobało niż poprzednie. Kobieta opowiada o ludziach których spotkała i z którymi się przespała. Jedna kobieta. Jeden mężczyzna. Dwóch chłopaków, jedna kobieta. A przez całą tą historię, w tle, jest tajemniczy wirus, który zaczął się rozprzestrzeniać. Nie wydaje mi się żeby ta historia była jakiegoś typu przestrogą lub krytyką czegoś. Może tytuł „Inwentarz” wskazuje na to że czasami ludzie traktują innych ludzi jak rzeczy w sklepie, które mogą sobie wybierać i wymieniać do woli. Ja jednak myślę że to opowiadanie opowiada o czymś innym. O tym, że przez całe nasze życie spotykamy dużo różnych ludzi, z którymi będą łączyć nas różne relacje, inni zostaną na dłużej a jeszcze inni będą chwilowym spotkaniem. To wszystko nas kształtuje i nikt nie powinien tego ukrywać. Myślę też, że autorka nawiązywała do tego, że niektóre osoby krytykują kobiety za to z iloma osobami się przespały, jakby to było nie do pomyślenia, że przez np.: 30 lat naszego życia, możemy się przespać z więcej niż jedną osobą. Wracają do wirusa, o którym wcześniej wspomniał_m. Wydaje mi się może być on, takim można powiedzieć, fizycznym przedstawieniem śmierci. Może przyjść w każdej chwili i nam odebrać kogoś bliskiego. Sine ciało, przekrwione oczy i krew pod paznokciami które ten fikcyjny wirus powoduje trochę nas na tą interpretację naprowadza. W tej historii główna bohaterka wynosi się ze swojego domku nad morzem, bo kobieta która przygarnęła, została zainfekowana. Nasza bohaterka się wyniosła na mała wyspę, a ta kobieta została. Tak jak po czyjejś śmierci, nawet jeśli tej osoby już nie ma, to tak jakby ona dalej tu z nami była. „Matki” Wow! Nie wiem co powiedzieć. Historia o kobiecej parze, w której jedna z nich, magiczne, bez żadnego mężczyzny ani jakiegoś innego zabiegu urodziła dziecko i zostawiła je oraz główną bohaterkę. Tak jak dwie poprzednie historie, ta także jest opowiadana w pierwszej osobie, więc świat i cała ta historia mogą być wymysłem osoby opowiadającej. Myślę że tu trochę tak jest. Na pewno mamy tu niepodważalne fakty, np.: główna bohaterka kochała swoją partnerkę, chciała mieć z nią dziecko o imieniu Mare oraz to że jej partnerka była przemocowa. Ten ostatni fakt, jest subtelnie wpleciony w opowiadanie. Bohaterka przypomina sobie że jej ukochana rzuciła nią o ścianę tak mocno że zrobiło się pęknięcie, mówi o tym że raz mówiła w łóżku do niej że ją kocha, a raz że nie powinna tak mówić, bo ona by tak do niej nigdy nie powiedziała. W pewnym momencie nauczycielka w toalecie podsłuchuje jej rozmowę z partnerką przez telefon i mówi naszej bohaterce że to nie jest normalne. Ma także problemy z dzieckiem z którym została sama, bez pomocy drugiej osoby, bo nie była na nie przygotowana. Snuje ona historie o tym jak to dziecko dorasta, jakie jest ono kochane, o jej pierwszych szkolnych prześladowcach i ukrywaniu smutku. Pod koniec, w kulminacyjnej części opowiadania, pojawia się drugie dziecko, młodszy brat Mary, Tristan. Wchodzi on za swoją starszą siostrą do domu a za nimi wchodzi para (mężczyzna i kobieta), pytają się głównej bohaterki kim jest i co robi w ich domu i mówią dzieciom żeby się ich trzymali. Muszę powiedzieć że to zakończenie mnie troszkę zatrzymało w mojej interpretacji. Jestem pewn_, że opowiadane jest o agresywnych związkach w które ludzie wchodzą bo kochają drugą osobę na tyle żeby w nim zostać. Mówi też o partnerach, którzy zostawiają matki same z dzieckiem oraz o bólach i trudnościach związanych z wychowywaniem dziecka które tak nagle się pojawiło oraz trochę nas zniszczyło. Nie wiem tylko jak zinterpretować to zakończenie i nie wiem czy ono ma być jakoś zinterpretowane. Może ono po prostu ma być confusing, a może nasza główna bohaterka popadła, gdzieś po drodze, w psychozę i część tej historii wymyśliła żeby zapełnić tą pustkę, którą jej partnerka zostawiła po sobie. To jest magia takiego typu opowiadań, że możemy sami zdecydować, czy to ma jakieś głębsze znaczenie czy nie, a i tak każde podejście będzie prawidłowe. „Wyjątkowo Odrażające” Wow! Nie spodziewał_m się że to opowiadanie będzie aż tak ciekawe. W porównaniu z poprzednimi, ta mi się najbardziej podoba. Historia jest przedstawiona jako opis odcinków serialu detektywistycznego, mówi o parze detektywów których zaczynają nawiedzać duchy dziewczyn, które padły ofiarą przestępstw na tle seksualnym. Musze powiedzieć, że opowiedzenie historii w ten sposób jest bardzo efektywne i jeszcze bardziej dodaje do tej historii dozę surrealizmu. Zaczynamy opowiadanie, jak typowy serial w tym gatunku i powoli nasi bohaterowie są rozkładani na czynniki pierwsze za pomocą tych paranormalnych wydarzeń. Opisy śmierci dziewczyn, miasto oddychające pod naszymi stopami, duchy zabitych osób z dzwoneczkami zamiast oczu oraz sobowtóry głównych bohaterów, dobrze kontrastują z rzeczywistością, oraz realnymi faktami i przemyśleniami na temat niesprawiedliwości związanych z napaściami na tle seksualnym, jak wychowujemy naszych synów i kryzysach wiary. Podobało mi się jakie to było większość czasu subtelne, ale jak było trzeba, to autorka nie bała się powiedzieć wprost co myśli o niektórych sprawach. Efektowne, przerażające i prawdziwe jak prawo jest niesprawiedliwe i bardzo często nie wierzy oraz nie daje sprawiedliwości wobec ofiarom gwałtów, pedofili i innych tego typu przestępstw. Główni bohaterowie, Benson i Stabler, są dobrze zarysowanymi i nie dwuwymiarowymi postaciami. Jestem zadziwion_ jak w takim formacie autorce udało się przedstawić te postacie oraz ich relacje i wszystkie ich niedoskonałości. Cała ta historia to opowieść o zboczeniu mężczyzn wobec kobiet, tak jak wcześniej napisał_am o niesprawiedliwości wobec ofiar napaści seksualnych, o prostytucji ale tej nie z wyboru, o przymykaniu przez społeczeństwo oka na różne czyny, normy społeczne które zmuszają kobiety do szukania partnera bez pozwolenia na szukanie miłości bez względy na płeć i orientację, o tym jak wychowujemy naszych synów, jak traktujemy nasze córki oraz o strachu jaki nam towarzyszy kiedy je mamy. „Prawdziwe Kobiety Mają Ciała” W tym opowiadaniu, autorka pisze o pewnym sklepie z sukienkami oraz o tajemniczym zjawisku lub chorobie, gdzie kobiety stają się przeźroczyste, tak jak duchy. Krótka, treściwa i całkiem dobra historia ale niestety, nie zachwyciła mnie tak samo jak poprzednie. Nasza główna bohaterka pracuje właśnie w tym sklepie i dba o sukienki a później dowiaduje się że te kobiety które zapadły w tą chorobę, tak jakby są wszywane w te sukienki, które każda dziewczyna che mieć, z własnej woli. Dobrze poprowadzona, mówi o kanonie piękna i związanym z tym kłopotami które wyrządza wobec kobiet, że jeśli one się w jakiś sposób nie przystosują, jak nie będą dążyć do tego wyidealizowanego obrazu kobiety, to znikną, a nawet wtedy, przez właśnie tą społeczną presję, będą dalej próbowały i nawet jeśli ktoś im pokaże że można inaczej żyć, to one zostaną w tym samym miejscu. Jest to także historia o kobietach które wyłamują się z tego kanonu i starają się być sobą, nawet jeśli zaczynają, w cudzysłowie „znikać”, oraz walczą z tymi nierównościami, będąc tymi niewidzialnymi dla społeczeństwa. Trafna, prosta i ciekawa historia ale raczej nie zostanie ze mną na dłużej. „Osiem Kęsów” To opowiadanie podobało mi się bardziej niż poprzednie. Mówi ono o kobiecie która poddaje się dziwnemu zabiegowi w którym usuwa się jelita itd., żeby być piękną. Historia przerażająca a zarazem prawdziwa, autorka nie bawi się w subtelność, tak jak w poprzednich opowiadaniach i mówi wprost o tym jak kobiety za pomocą inwazyjnych zabiegów i dziwnych diet, próbują dostosować siebie do społeczeństwa, które oczekuje że będą one piękne i idealne w każdym calu. Tytuł „Osiem Kęsów”, to dieta którą główna bohaterka stosuje wobec siebie żeby schudnąć. Tylko osiem kęsów. Mamy tutaj też narzucanie swoich ideałów i niespełnionych marzeń na swoje dzieci. W pewnym momencie, główna bohaterka dzwoni do swojej córki żeby powiedzieć jej, że przechodzi zabieg a córka zaczyna na nią wykrzykiwać i pytać czy aż tak nienawidzi siebie/swojego ciała. Później córka dzwoni do niej i pyta się naszej bohaterki, czy ją kocha i czy ją kocha w całości. Oczywiście, ona nie odpowiada na to pytanie. Niestety, tak jak w prawdziwym życiu, matka nie kocha jej w całości. Córka ma „koleżankę” z którą mieszka i mama podejrzewa że to nie jest zwykła koleżanka i się zastanawia czemu córka jej tego nie powie. Pod koniec wyobraża sobie że ona umrze w wieku 79 lat i córka przyjedzie na coroczne odwiedziny z jej małą córką. No kurde, ciekawe czemu twoje własne dziecko nie chce ci powiedzieć że ma dziewczynę. Podsumowując, jest to ciekawa historia która jest aż nazbyt prawdziwa i jeszcze bardziej przeraża, bo my wszyscy znamy takie osoby oraz wiemy o tym jak to wygląda np.: w Korei Południowej gdzie, to wszystko się dzieje na o wiele większą skalę. „Rezydentka” To opowiadanie bardzo mi się podobało. Klimatem trochę przypominało „Czerwone Drzewo” Caitlin R. Kierman, więc to jest logiczne, że mi się spodobało. Historia mówi o „Diablim Gardle”, czyli o takim hotelu/kurorcie dla artystów, którzy muszą najpierw dostać zatwierdzone stypendium, żeby tam w spokoju i ciszy tworzyć. Ciekawa i wielowymiarowa, całkowicie się wciągn_ł_m w tą historię. Bardzo mi się podobało, jak autorka przedstawiła to miejsce i postacie, odrobinę jak we śnie lub w jakimś abstrakcyjnym koszmarze. Trochę jest tutaj przemyśleń na temat sztuki i jak ona nas kształtuje np.: kiedy piszemy powieść, to czy nie przerzucamy odrobiny siebie i swoich doświadczeń ze swojego życia. Zadaje pytanie, dlaczego ktoś uważa że coś jest chore i według jakiej miary może to oceniać. O naszych wspomnieniach wydarzeń nad którymi nie mieliśmy kontroli i jak one mogą nas kształtować. Jak krytyka oraz wykorzystanie naszej słabości przez innych na nas działa oraz o szukaniu sensu w tym wszystkim, zgubieniu się i, w ostateczności, odnalezieniu drogi powrotnej. Opowiadanie które rozumie się duchem i trudno je opisać słowami. Na pewno zostanie w sercach artystów, osób które tworzą oraz u osób które chcą zostać zrozumiane. „Towarzyskie Trudności” Ale to było piękne i jednocześnie smutne opowiadanie. Jest ono subtelne i opowiada o pewnej rzeczy, której nie wypowiada ale opisuje sytuacje po. Gwałt, historia po prostu mówi o gwałcie i o ranach które po sobie zostawia. Za pomocą opisów np.: tego jak trochę się trzęsie po dotknięciu jej ramienia przez męża lub jego uspokajanie, że na imprezę którą jadą, nie będzie prawie w ogóle mężczyzn, ukazuje się obraz kobiety zniszczonej i pustej, która chce coś z tym zrobić i w tym jej partner pomaga. Jest też trochę napisane o aktorach w porno i jak się zmuszają i niszczeją, odcinają się od tego co robią myśląc o czymś innym a także o osobach które jednak to lubią. Tematy trudne i czasami kontrowersyjne ale ważne jest, żebyśmy o nich mówili i nie chowali tych tematów pod dywan. Tak samo jak poprzednie, tą historię bardziej rozumie się duchem bo autorka nie pisze wprost o czym to jest ale jak umiesz czytać subtekst, to zamienia się to w piękne opowiadanie.
majsrud_kulturalnie - awatar majsrud_kulturalnie
ocenił na 8 1 miesiąc temu
Manhattan Beach Jennifer Egan
Manhattan Beach
Jennifer Egan
„Manhattan Beach” to powieść, która wciąga jak morski wir. Jej głównym motywem jest nurkowanie, co przekłada się na budowę tej książki. Podobnie do powolnego schodzenia na dno morza tu wraz z zanurzaniem się w fabułę musiałam odsłaniać kolejne warstwy, co prowadziło mnie do odkrywania nagromadzonych tajemnic bohaterów. To powieść o Nowym Jorku lat 30. i 40. XX wieku, rozpisana na wielu bohaterów, z misternie odtworzonym tłem społeczno- obyczajowym i skupieniem się na problemach typowych dla tego okresu w Stanach Zjednoczonych: zorganizowana przestępczość, bezrobocie, bieda, a przede wszystkim trudna sytuacja kobiet. Uwielbiam takie powieści- wielkie, z ciekawymi postaciami i z zagadkami do odkrycia. Autorka subtelnie splata losy trojga bohaterów, punktem wyjścia czyniąc krótkie spotkanie na tytułowym Manhattan Beach. Mała Anna, jej ojciec Eddie i szemrany biznesmen Dexter właśnie wtedy zwiążą się niewidzialną nicią i nie uwolnią już nigdy. Nawet śmierć jej nie zerwie. Życie tej trójki związane jest z morzem, bo to w nim przeżyją najważniejsze chwile. Zaryzykowałabym tezę, że to kontakt z morzem odmieni każdego z nich. Eddie, dryfując z towarzyszami na tratwie po katastrofie statku uświadomi sobie, co jest ważne w życiu. Dexter, wioząc Annę i jej sparaliżowaną siostrę nad morze, a później schodząc jedyny raz na dno kanału portowego, obudzi w sobie jakąś czułą nutę i zapragnie żyć uczciwie. I wreszcie Anna, główna bohaterka, spełni swoje marzenie o byciu pierwszą kobietą nurkiem. Anna została przez autorkę ukazana jako kobieta, która zdobywa się na odwagę, by robić to, co dla kobiet wówczas było niedostępne. Młoda dziewczyna wchodzi do typowo męskiego świata, gdzie do tej pory kobiet nie było. Żeby przetrwać musi być najlepsza- i jest. Ale musi też samotnie przebijać szklany sufit. Czytając o schodzeniu Anny pod wodę w ważącym 90 kg stroju nurka pomyślałam, że dopiero pod powierzchnią może ona być człowiekiem prawdziwie wolnym. Tam, gdzie człowieka ogranicza biologia ( brak tlenu, wysokie ciśnienie, ciemność) przestają liczyć się uprzedzenia i konwenanse. Wynika z tego, że tylko wśród ludzi każdy musi odgrywać role, ukrywać swoje potrzeby, samoograniczać się. Pod wodą rządzą inne prawa. Wielką zaletą powieści Jennifer Egan jest odejście od schematyzmu w portretowaniu postaci. Tyle samo uwagi autorka poświęca próbie zrozumienia motywacji kobiet, co i mężczyzn. To prawdziwi ludzie, a nie tylko reprezentanci jakiejś racji, czy ilustracje konkretnego typu zachowań. Postać Dextera nie sprowadza się tylko do pokazania biznesmena z półświatka, ale też wrażliwego i tęskniącego za czymś człowieka. Z kolei Eddie, który na początku wydaje się być po prostu mężem, który uciekł od rodziny, przytłoczony kalectwem jednej z córek i trudnościami finansowymi, okazuje się być zupełnie kimś innym, a jego ucieczka ma inne przyczyny. „Manhattan Beach” jest naprawdę dobrą, wielowymiarową powieścią. Rozumiem przyczyny, dla których nowojorczycy obwołali ją najlepszą powieścią 2017 roku i nominację do nagrody National Book Award 2017. Również polscy czytelnicy docenili ją, przyznając tytuł książki roku w plebiscycie LC w kategorii powieść historyczna. Polecam z całego serca wielbicielom wielkich realistycznych powieści.
Anna-Maria - awatar Anna-Maria
oceniła na 8 1 rok temu
Pani Fletcher Tom Perrotta
Pani Fletcher
Tom Perrotta
Książka porusza bardzo wiele bardzo aktualnych problemów, ale robi to moim zdaniem w całkiem czuły i wrażliwy sposób. Chociaż jak praktycznie zawsze brakowało mi pogłębienia pewnych wątków. Ogólnie powieść opowiada o poszukiwaniu siebie, na różnych etapach życia i stawiając czoła różnym wyzwaniom. Tak samo jak młody student musi się odnaleźć w zupełnie nowej rzeczywistości jaką jest studenckie życie, tak samo jego matka, kobieta czterdziestokilkuletnia, musi sobie poukładać pewne sprawy na nowo i poradzić z syndromem pustego gniazda. Okazuje się, że lubiany i popularny w liceum Brendan niekoniecznie tak samo dobrze musi się czuć na studiach, w znacznie większym gronie, gdzie nie ma już znajomych na każdym kroku, a zajęcia są bardziej wymagające. Eve, dojrzała kobieta z dobrą pracą, ulega pokusom pornografii i wplątuje się w różnego rodzaju romanse, które nie mogą się dobrze skończyć. Transpłciowa wykładowczyni wciąż zmaga się z poczuciem bycia inną, z brakiem przynależności pomimo pełnej tranzycji. Zmaga się z brakiem drobnych, codziennych doświadczeń, dla innych kobiet tak zwyczajnych, a dla niej wyjątkowych. Ciekawy był również wątek autyzmu, pokazany z perspektywy nie tylko rodziców autystycznego dziecka, ale również rodzeństwa, którym przypada niełatwa rola, a o których potrzebach często się zapomina, bo przecież są "normalni". Poszukiwanie siebie jako jednostki, poszukiwanie swojej seksualności, swojego powołania, miejsca w społeczeństwie. Tak bym podsumowała tę powieść, jako historię o poszukiwaniu.
MrocznaKosiarka - awatar MrocznaKosiarka
oceniła na 8 2 lata temu
Wzloty i upadki młodej Jane Young Gabrielle Zevin
Wzloty i upadki młodej Jane Young
Gabrielle Zevin
Czy grzechy młodości muszą naznaczać nas na całe życie? To hasło-klucz do zrozumienia tytułowej bohaterki "Wzlotów i upadków młodej Jane Young" (choć oryginalny tytuł bardziej trafny: "Young Jane Young"). Jane, a właściwie Aviva Grossman, pochodząca z dobrej żydowskiej rodziny, w wieku dwudziestu lat rozpoczyna staż w biurze kongresmena Levina. Romans z kongresmenem i wywołany nim skandal przekreślają jej szanse na karierę polityczną i rujnują jej pozycję w towarzystwie. Kobieta, by uciec przed przeszłością, zmienia tożsamość i przeprowadza się do małego miasteczka, gdzie samotnie wychowuje córkę. Okazuje się jednak, że dawnych dziejów nie sposób wymazać z życiorysu, zwłaszcza że bohaterce przypięto niegdyś łatkę tej winnej, uwodzicielki cudzych mężów. Mimo trudnego tematu powieść napisana jest świeżo, lekko i ze swadą. Poznajemy różne wersje historii Jane/Avivy, opowiadane kolejno przez jej matkę, nastoletnią córkę, żonę "uwiedzionego" kongresmena, w końcu - przez samą bohaterkę. Subiektywne przedstawianie zdarzeń ukazuje, jak jednowymiarowo postrzegamy rzeczywistość i jak łatwo oceniamy ludzi, nie mając pełnego obrazu sytuacji. Zevin komentuje poczynania bohaterów bardzo dowcipnie i z ciepłą ironią.Ukazuje miałkość ludzkich starań o uznanie i pogoni za karierą. Zrozumienie przedkłada nad łatwą ocenę i złośliwy komentarz. Kreśli bardzo trafną wizję naszych czasów, w których łatwo stracić twarz i opinię, a tak trudno budować wartościowe relacje.
Karolina Augustyniak - awatar Karolina Augustyniak
ocenił na 7 5 lat temu
Widzi mi się Zadie Smith
Widzi mi się
Zadie Smith
Zadie Smith tworzy felietony i eseje tak jak inni tworzą beletrystykę - maluje obrazy a potem wplata historie z życia, dodaje humor, refleksję, gorycz, bunt i sprzeciw cały garściami. "Widzi mi się" to zbiór esejów poufałych, do których (podobnie jak we wcześniejszym zbiorze "Jak zmieniałam zdanie. Eseje okolicznościowe") autorka sięga wzorując się na stylu Anne Fadiman ("Ex libris. Wyznania czytelnika"). Przeplata się w tym zbiorze mnóstwo wątków: bunt przeciwko prywatyzacji przestrzeni miejskiej, próba zrozumienia przyczyn brexitu, oburzenie z powodu zamykania bibliotek publicznych (które Smith postrzega jako "zbiór indywidualnych przestrzeni", a nie funkcję) i brak akceptacji dla pogłębiającej się klasowości pozornie demokratycznych społeczeństw. Poczucie własnej odpowiedzialności krzyżuje się z bezsilnością. Teksty można (należy?) czytać w dowolnej kolejności - mają różny wydźwięk i nie wszystkie są równie zajmujące - niewątpliwie najlepiej wypadają te, w których Zadie Smith zawarła opowieści o własnym życiu, jako komentarz do obserwowanych zmian. Wykorzystuje przy tym zgrabne analogie, przeskakuje od rozważań literackich do refleksji politycznych, od Anomalisy Kaufmana, od tańca i choreografii do literatury i pisarstwa, od Facebooka i Marka Zuckerberga do władzy absolutnej (nazywa nas „więźniami rozbieganych myśli pewnego studenta drugiego roku”). Imponuje jej erudycja i łatwość dokonywania porównań, doszukiwania się sensu, umiejętność uogólniania i syntezy, doszukiwania się prostoty i złożoność w codziennych zjawiskach, spoglądania przez lupę, po to by za chwilę przenieść się na poziom meta i z lotu ptaka ocenić te same zjawiska. Wątki związane z awansem społecznym, wolnością wynikającą z przynależenia do niższej klasy średniej, problemami rodzinnymi (znakomite opowiadanie Łazienka) czy też macierzyństwem zgrabnie łączą się z literaturą i malarstwem figuratywnym. Wiele esejów składa się na swoistą kronikę początku XXI w. Kronikę raczej smutną zważywszy na kryzys demokracji, liberalizmu, państwa, multikulturalizmu, więzi międzyludzkich, kultury - i pewnie długo by wymieniać czego jeszcze. Zadie Smith wychowała się w robotniczej dzielnicy Brent (północno-zachodni Londyn), która od czasów jej dzieciństwa uległa istotnym przeobrażeniom i stopniowej gentryfikacji, tracąc dawny urok, liczne obiekty. Ten los dzieli wiele dzielnic i miast na świecie, ale mało kto z takim bólem potrafi pisać o bezsilności ruchów społecznych. I chociaż autorka pisze sama o sobie: "Nie jestem filozofką ani socjolożką, dyplomowaną wykładowczynią literatury czy filmoznawstwa, politolożką, zawodową krytyczką muzyczną ani dziennikarką z prawdziwego zdarzenia" - czujemy, że jest po trochu każdą z nich. Jako córka białego mężczyzny i czarnej kobiety, Zadie Smith poznała na wykot problemy poszukiwania tożsamości w świecie, który coraz silniej utrwala podziały. A jednak autorka opisuje swoje przeżycia i poglądy bez ideologicznego zacięcia; z ogromną czułością i empatią, pełnym zrozumieniem dla oponentów i staraniem znalezienia możliwego rozwiązania. Może dzięki temu przytłaczająca lista wątków przyprawiających o ciężką depresję, pomimo ładunku smutku ("Elegia na zmiany pór roku"), czasami przynosi odrobinę otuchy a nawet mściwego triumfu (np. w eseju "Blues z północno-zachodniego Londynu", kiedy okazuje się, że "urokliwe muzeum pozbawiło deweloperów kilku tysięcy stóp kwadratowych najbardziej atrakcyjnych gruntów inwestycyjnych"). Czasem próbuje też szukać przeciwwagi dla własnych niewesołych obserwacji. Pisze na przykład: "Tylko ktoś umyślnie ślepy może ignorować fakt, że historia istnienia człowieka na Ziemi to równocześnie historia cierpienia - okrucieństw, morderstw, masowej zagłady, korupcji i cyklicznych potworności we wszelkiej postaci. Nie ma kraju, który byłby od tego wolny, nie ma ludu, który nie byłby splamiony krwią; nie ma plemienia, które byłoby całkowicie wolne od winy. Istniej jednak coś, co to rekompensuje: stopniowy postęp. Jeżeli ktoś przyjmuje perspektywę apokaliptyczną, może wygląda on na nieznaczny, ale z punktu widzenia kogoś takiego, jak ja kto nie tak dawno nie miał prawa głosować ani pić w miejscach publicznych tej samej wody co współobywatele, ani wyjść za mąż za człowieka, którego wybrał, ani mieszkać w określonej okolicy, jest to postęp olbrzymi."
Telksinoe - awatar Telksinoe
ocenił na 7 5 lat temu

Cytaty z książki Czerwone zegary

Więcej
Leni Zumas Czerwone zegary Zobacz więcej
Leni Zumas Czerwone zegary Zobacz więcej
Leni Zumas Czerwone zegary Zobacz więcej
Więcej