Czerwone horyzonty: Prawdziwa historia zbrodni, życia i upadku Nicolae Ceausescu

Okładka książki Czerwone horyzonty: Prawdziwa historia zbrodni, życia i upadku Nicolae Ceausescu
Ion Michai Pacepa Wydawnictwo: Litera historia
234 str. 3 godz. 54 min.
Kategoria:
historia
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Red horizons: chronicles of a Comunist spy chief
Data wydania:
1990-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1990-01-01
Liczba stron:
234
Czas czytania
3 godz. 54 min.
Język:
polski
ISBN:
8385179003
Średnia ocen

                7,7 7,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Czerwone horyzonty: Prawdziwa historia zbrodni, życia i upadku Nicolae Ceausescu w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Czerwone horyzonty: Prawdziwa historia zbrodni, życia i upadku Nicolae Ceausescu

Średnia ocen
7,7 / 10
59 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
220
219

Na półkach:

okres Bożonarodzeniowy 1989 roku nie należał do spokojnych. nasz telewizor na okrągło szumiał echami rewolucji w Rumunii, a brzydki pan - #nicolaeceausescu - pojawiał się w nim dość często.

za młody byłem jeszcze na to, aby zrozumieć o co mu chodzi, ale rodzice tłumaczyli, że brzydki pan jest odpowiedzialny za śmierć wielu niewinnych ludzi gdzieś w Timisoarze i jego czas musi się jak najprędzej skończyć.

i w pierwszy dzień świąt, wieczorne wydanie wiadomości doniosło, że brzydki pan wraz z żoną Eleną na skutek egzekucji zostali rozstrzelani.

książkę #czerwonehoryzonty napisał #ionpacepa, dwugwiazdkowy generał, wieloletni współpracownik oraz prawa ręka brzydkiego pana. czyta się ją jak rasową powieść szpiegowską, której sam #Forsyth by się nie powstydził.

#pacepa jest dobrym obserwatorem i skupia się nawet na najdrobniejszych szczegółach takich jak: mycie rąk spirytusem przez brzydkiego pana po powitaniu z nieznajomymi.

autor portretuje także rodzinę brzydkiego pana, przedstawia jego żonę, nie wykształconą pracownicę naukową, łasą na materialne prezenty od zagranicznych polityków oraz dzieci nie mające szacunku do nikogo i niczego.

szkoda, że popularność tematu brzydkiego pana wygenerowała jedyną pośpiesznie przetłumaczoną na język polski książkę generała. w jego publikacjach znajdują się również inne, pewnie nie mniej ciekawe rumuńskie pozycje, z którymi chętnie bym się zapoznał.

okres Bożonarodzeniowy 1989 roku nie należał do spokojnych. nasz telewizor na okrągło szumiał echami rewolucji w Rumunii, a brzydki pan - #nicolaeceausescu - pojawiał się w nim dość często.

za młody byłem jeszcze na to, aby zrozumieć o co mu chodzi, ale rodzice tłumaczyli, że brzydki pan jest odpowiedzialny za śmierć wielu niewinnych ludzi gdzieś w Timisoarze i jego czas...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

219 użytkowników ma tytuł Czerwone horyzonty: Prawdziwa historia zbrodni, życia i upadku Nicolae Ceausescu na półkach głównych
  • 143
  • 73
  • 3
40 użytkowników ma tytuł Czerwone horyzonty: Prawdziwa historia zbrodni, życia i upadku Nicolae Ceausescu na półkach dodatkowych
  • 19
  • 8
  • 4
  • 3
  • 3
  • 2
  • 1

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Gierek. Człowiek z węgla Piotr Gajdziński
Gierek. Człowiek z węgla
Piotr Gajdziński
Kolejna świetna książka o najlepszym, pierwszym sekretarzu, a w dodatku o najlepszym przywódcy Polski — Edwardzie Gierku. To takie uzupełnienie, bo większość rzeczy już poznałem. Panu Gajdzińskiemu dziękuję za ich odświeżenie. Śmiało mogę mówić, że Edward Gierek to był równy chłop, robotnik z krwi i kości. Dziś brakuje takich ludzi. Współcześni politycy są skupieni na zaspokojeniu własnych, chorych ambicji, a dla obywateli nic! Nie myślą, aby było lepiej, ale inaczej. Jedna frakcja kopie drugą po kostkach... Wyróżnione słowa o Edku: ,,Dał Gierek ludziom odetchnąć po inwazji komunistów, otworzył Polakom okno na świat, zresztą sam był człowiekiem światowym". On chciał się odciąć ciut od ZSRR, otworzył nas na świat. Ileż zbudował? Brał kredyty, ale żeby w Polsce wiele zmienić, aby było dobrze. Nienawidził bezrobocia. Poznał biedę w młodości i nie chciał, aby nowe pokolenie Polaków tego nie doświadczyło. Prawdziwy przywódca. Polak ojciec. Ludzie mogą sobie mówić, co chcą, dla mnie to była postać wybitna i mąż stanu. Nie można pominąć ciepłych słów syna Edwarda o nim samym, czyli profesora Adama: ,,Byłeś wielkim marzycielem. Marzyła ci się Polska nowoczesna, bez ludzi bezdomnych i bezrobotnych". Marzyciel, idealista, robotnik, a nie jakiś tam polityk cwaniak. To był gość. Żył dla Polski, pracował dla Polski, aby wykonała wielki skok w przyszłość. Jestem zdumiony i wstyd mi za współczesnych polityków. Nie zjawili się na jego pogrzebie, bo nie chcieli gadania... Widzę hipokryzję. Wychwalali Gierka, a gdy przyszło pożegnać wielkiego wodza, to odpuścili. Wstyd! Fajna książka. Jednego dnia połknąłem trzysta stron, tak mnie, pochłonęła. Edwardowi Gierkowi dziękuję za wszystko, co zrobił dla Polski. Szkoda, że jego dorobek jest usilnie wykazywany... Słusznie pisarz Przemysław Piotrowski napisał w jednej swojej powieści: Polityka to bagno! Edek był za dobry na ten świat cwaniaków, złodziei i łajdaków... Gorąco polecam! Gierek to był gość, co liznął ciężkiej pracy, wiedział, czego chce i wszystkie ambitne plany wdrażał. Od słów, do czynów. Był kimś.
bARTosz - awatar bARTosz
ocenił na 8 2 miesiące temu
Stalin. Terror absolutny Jörg Baberowski
Stalin. Terror absolutny
Jörg Baberowski
Stalinizm. Dyktatura przemocy „Stalin był mistrzem intrygi i igrania z władzą. Wygrywał przeciw sobie wysokich funkcjonariuszy partii, kazał zakładać podsłuch w ich mieszkaniach, kontrolować korespondencję i zawsze uprzedzał ruch, jaki zamierzali wykonać jego przeciwnicy. Przede wszystkim umiał wykorzystywać współpracowników, karierowiczów i ludzi o skłonnościach kryminalnych; wikłał ich w zbrodnicze intrygi, a przez to czynił ich swoim bezwolnym narzędziem”. O Józefie Stalinie napisano już naprawdę bardzo dużo. Właściwie każdego roku wychodzi jakaś nowa jego biografia. Nie powinno nas to dziwić – ludzie jego pokroju zawsze będą w centrum zainteresowania historyków. Jak to się dzieje, że jednostka słaba, w najlepszym razie przeciętna – tak jak Hitler i Stalin, zdobywa władzę absolutną w swoim państwie? W jaki sposób eliminuje swoich konkurentów? Jak przejmuje stery nad partią? Wreszcie, czym kieruje się w swoim postępowaniu? Czy na takie pytania można w ogóle odpowiedzieć? Tego ambitnego zadania podjął się Jörg Baberowski w swojej książce pod tytułem „Stalin. Terror absolutny”. Ukazała się ona nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka, w serii „Oblicza zła”. Autor jest profesorem historii, znanym z licznych publikacji na temat Rosji i Związku Sowieckiego. Na początek pewne ważne zastrzeżenie. Otóż książka ta w żadnym razie nie jest biografią Stalina. Myślałem, że jest to klasyczna biografia, jednak nie. Autor skupił się o wiele bardziej na systemie bolszewickich rządów. Systemie, który wprowadził Lenin, a udoskonalił Stalin. W tym sensie moglibyśmy publikację tę nazwać historią stalinizmu. Oczywiście Stalin zajmuje w książce ważne miejsce, ale autor stara się raczej objąć swym spojrzeniem całość rzeczywistości, a nie tylko osobę samego dyktatora. Bardzo wiele miejsca w publikacji poświęcone zostało „imperialnym przestrzeniom przemocy”. Po raz kolejny czytamy więc o Imperium Rosyjskim, o systemie carskich rządów i o ich upadku. Baberowski twierdzi, że były to warunki wstępne do zaistnienia stalinizmu i prawdopodobnie ma rację. Pisze także o rewolucjach i wojnach domowych, choć nie jest to akademicki wykład. W ogóle dobrze jest mieć elementarną historyczną wiedzę przed przystąpieniem do lektury tej książki. Sprawia ona bowiem wrażenie eseju, miejscami publikacji popularnonaukowej. Czasem brakuje zaś klasycznego wykładu historycznego, choć to być może tylko moje odczucia. Widać wyraźnie, że Baberowski kieruje swoją pracę do wszystkich, stąd też sporo miejsca zostało poświęcone bolszewickim rządom pod kierunkiem Lenina. Wreszcie po kilkudziesięciu stronach pojawia się nazwisko Stalina. Opisuje, w jaki sposób po śmierci Lenina przejął władzę w partii. Stalin był mistrzem politycznej intrygi. Dlatego właśnie zdołał przejąć władzę – wbrew okolicznościom. Nie przeszkodziły mu w tym ani testament Lenina, ani silna pozycja Trockiego i innych bolszewików. Józef Stalin nie był oczywiście w partii nieznany czy też bez żadnej pozycji – jednak nikt nie stawiałby na jego zwycięstwo nad Trockim. Tymczasem małymi krokami i budowaniem różnych sojuszy całkowicie podporządkował sobie partię. Następnie brutalnie rozprawił się z tymi, którzy pomogli mu wspiąć się na szczyt. Autor sporo pisze o masowym terrorze, jako o metodzie sprawowania przez Stalina władzy. Niestety niektóre wydarzenia wybrzmiały bardzo słabo – mam tu na myśli głównie II wojnę światową. Uważam, że Baberowski potraktował ten okres zbyt skrótowo. Lata powojenne zaś to już raptem kilka stron. W tym miejscu po raz kolejny powtórzę. Recenzowana książka nie jest biografią Józefa Stalina. Jeśli ktoś będzie czytał ją pod tym kątem, to się zawiedzie. Jest to raczej próba odpowiedzi na jedno pytanie: czym był stalinizm? Publikacja to studium terroru, jaki Stalin wprowadził w Związku Sowieckim. Był to terror absolutny, przed którym nie było ucieczki. Nikt nie mógł czuć się bezpiecznie. Polecam zainteresowanym tematem. Wojciech Sobański
Wojtek - awatar Wojtek
ocenił na 6 11 miesięcy temu
Kainowe dzieci Peter Sichrovsky
Kainowe dzieci
Peter Sichrovsky
"Kto może sobie wyobrazić trzynastoletnią dziewczynkę, na tyle głupią, że nigdy nie słyszała o okropnościach obozów koncentracyjnych, i na tyle naiwną, że zawsze wierzyła rodzicom. Kiedy się dowiedziałam, co się naprawdę zdarzyło, przeżyłam pierwszy szok. Drugi szok nastąpił, gdy dowiedziałam się, że brał w tym udział mój ojciec. Oczywiście wiedziałam, że istniały obozy koncentracyjne i że wymordowano sześć milionów Żydów. Mówiono o tym na lekcjach. Ale mówiono również, że wilk pożarł Czerwonego Kapturka, a Tadek Niejadek umarł z głodu, bo nie zjadł zupy. Mówiono o wyprawach krzyżowych, a kiedy byłam już starsza — o Rewolucji Francuskiej. A gdy byłam jeszcze starsza — o drugiej wojnie światowej i komorach gazowych. Ale kto, na miły Bóg, powiedział nam kiedykolwiek, że robili to nasi rodzice?" (pdf.str. 9-10) Tak mi pasowało zacząć od cytatu. Bardzo ciekawa książka, ale też niestety dosyć krótka (jedyny powód niedosytu ;) ). Rozmówcy są anonimowi, nie wszyscy byli wysoko postawieni, wypowiadające się ich dzieci głównie przyjmują postawę krytyczną (z nielicznymi wyjątkami). Wielu boryka się z jakimiś koszmarami, czasami poczuciem winy, często sami mieli ciężkie życie... Jeden z mężczyzn ma koszmary, że to po niego przychodzą ofiary rządne zemsty, w tym kontekście można zrozumieć jego nawet jakoś złośliwe zachowanie w stosunku do rodziców: "Ostatnie trzy lata życia rodziców zamieniłem im w piekło. Kiedy zginęli, miałem osiemnaście lat. Jako piętnastolatek zacząłem zadawać się z innymi mężczyznami i chłopakami. Kiedy moi starzy zorientowali się, że jestem pedałem, chcieli mnie zabić. (Albo najpierw mnie, a potem siebie). Być może wypadek samochodowy wcale nie był wypadkiem. „Wtedy oznaczyliby cię różowym trójkątem" — krzyczała matka. Musiała to wiedzieć. Ale tamte czasy minęły. Przeciwnie. Blondyn o niebieskich oczach to w Argentynie była atrakcja. Mogłem mieć każdego. Tak więc ponowne urodzenie nie udało się. Nowe życie rodziców w Ameryce Południowej okazało się ślepą uliczką. A wszystko tak obiecująco się zapowiadało. Nowy początek w kraju bez wojny. Sukces, piękny dom, przyjaciele. Choinka na Boże Narodzenie, chór dziecięcy, urodziny Hitlera, 10 stycznia, dni radości i święta. Nie bali się, w każdym razie od 1960 roku. Wszystko minęło. Czuli się jak w Niemczech przed rokiem 1945. Aż do dnia, kiedy moja matka znalazła u mnie pod łóżkiem zdjęcia porno dla pederastów. Aż dostali ode mnie to, czego nigdy by się nie spodziewali. Byli nieprzygotowani i załamali się. Ci uczciwi i niezniszczalni rozlecieli się i załamali. Koniec z honorem niemieckim. Kiedy zorientowali się, że jestem pedałem, całkowicie wycofali się z życia. Nigdy ze mną na ten temat nie rozmawiali. W ogóle rozmawiało się bardzo mało. Żadnych wizyt, żadnego piwka, żadnej honorowej godności w czasie karnawału. Zamknęli się w skorupie jak ślimaki. Było im za mnie wstyd, biedakom. Po raz pierwszy w życiu się wstydzili. Kiedy zauważyłem, jak bardzo mogę ich tym dotknąć, pozbyłem się wszelkich hamulców. Przyprowadzałem przyjaciół do domu, nosiłem wyzywające ubrania, zachowywałem się jak ciota, zwłaszcza przy znajomych rodziców. Wykańczałem ich. Gdyby mógł pan widzieć wtedy moich rodziców! W ciągu kilku miesięcy zmienili się całkowicie. Wyrzucono mnie ze szkoły za seksualne propozycje w stosunku do innych uczniów, jak powiedział dyrektor. Ojca wezwano do szkoły. Mam nadzieję, że był to najczarniejszy dzień w jego życiu. Jestem pewien, że wolałby nawet, żeby postawiono go przed sądem za morderstwo. Ale własny syn pedałem? (…) Przeczytałem wszystko na temat. Trzeciej Rzeszy, co udało mi się zdobyć. I stale natykałem się na nazwisko ojca. Nie chcę się tu rozwodzić na ten temat. Cała ta sprawa powinna pozostać anonimowa. Ale zaręczam panu, że wszyscy, którzy znali moich rodziców, będą dokładnie wiedzieć, o kogo chodzi. Będzie to dla nich szok. Już się cieszę na myśl o ich minach." (pdf.str. 19-20) - no faktycznie, jeżeli to był dla nich główny powód do wstydu (a nie historia wojenna), to aż chciało by się powiedzieć, że dobrze im tak, taki chichot historii. Kilka jeszcze innych cytatów: "Gdzieś kiedyś czytałam, że człowieka, aby przeżył, trzeba przytulać trzy razy w ciągu dnia, aby pozostał takim jakim jest — sześć, aby mógł się rozwijać — dwanaście. Myślę, że moje pokolenie i pokolenie naszych rodziców przytulano — o ile w ogóle — akurat tyle razy, aby mogło przeżyć. W ciągu ostatnich stu lat działo się tak prawdopodobnie z pokolenia na pokolenie." (pdf.str. 38) - ciekawe spostrzeżenie, bo spotkałem się z bardzo podobnym w książce o wychowaniu tamtych pokoleń faktycznie... "Wracały do mnie jego [ojca] słowa, które już dawno zapomniałam lub wymazałam z pamięci. Że nazywał mnie kaleką, kiedy czegoś nie potrafiłam zrobić. Że mówił, iż mam wstręt do pracy i że za Hitlera skończyłabym w obozie pracy. Krzyczał, stale się wściekał i wymyślał. Nigdy niczego nie powiedział spokojnie, nigdy nie dał przemyślanej odpowiedzi. Nigdy nie słyszałam, by wyraził się o kimś pozytywnie. Nie wyobrażam sobie, by coś pochwalił czy żeby mu się coś podobało." (pdf.str. 44) - tu (zwłaszcza po trzecim zdaniu) nasunęło mi się jak bardzo jest to podobne wspomnienie do wspomnień dzieci ofiar... "Ze mną było zawsze tak jak z tobą. W mojej rodzinie byłem Żydem. Ojciec, matka, babka — wszyscy uprawiali terror. A na oku mieli mnie. Chcieli mnie całkowicie stłamsić, nie zniszczyć zupełnie, co to to nie, wtedy byłoby po wszystkim. To było dokładnie tak jak z muchą, której wyrywa się jedno skrzydełko i obserwuje, jak rozpaczliwie próbuje latać. (…) Tyle się mówi o was, Żydach, jako o tych właściwych ofiarach wojny. Ale dla tych, którzy ją przeżyli, skończyła się ona z chwilą samobójstwa Hitlera. Tylko dla nas, dzieci nazistów, trwała nadal. Bohaterowie Trzeciej Rzeszy odkryli pole bitwy w rodzinie, gdy ich własne legło w gruzach. (…) Jestem tak samo zagrożony jak Żydzi, to nas łączy. I dlatego czuję do nich sympatię. Przedtem brutalność ojca była z pewnością skierowana przeciwko Żydom, ale po wojnie Żydów już nie było. Byłem jeszcze tylko ja. Był dumny z tego, co kiedyś robił. On to im dopiero pokazał — chełpił się. Przed nim drżeli. Najpierw był w SA, ale w porę się przestawił. Wszystkich miał za nic, Żydów, Cyganów, homoseksualistów, komunistów. Dziś jeszcze nienawidzi ich tak samo jak kiedyś. Wielkim bohaterem jest tylko we własnych czterech ścianach. A jego ofiarą po wojnie stałem się ja!" (pdf.str. 60-61) Jak dla mnie świetna książka, interesująca, wciągająca, bardzo dobra. Ma już trochę lat i może nie jest z takim rozmachem wydana jak wiele współczesnych (myślę, że to główny powód jej nie najwyższej oceny), ale przeczytać było warto. (czytana/słuchana: 17-18.02.2026) 5/5 [8/10]
lex - awatar lex
ocenił na 8 1 miesiąc temu
Pranie mózgu. Fałszywa historia Wielkiej Wojny Mark Siemionowicz Sołonin
Pranie mózgu. Fałszywa historia Wielkiej Wojny
Mark Siemionowicz Sołonin
Administracja otrzymała donos i na jego podstawie usunęła moją poprzednią wypowiedź, podobno otwarte nazwanie osoby z deficytami poznawczymi jest przerażającym naruszeniem Świętego Legulaminu serwisu. Poniżej zatem jeszcze raz to samo, lecz w duchu koncyliacyjnym (w nawiasach kwadratowych zmiany - prawie jak w "Dzienniku 1954" Tyrmanda w wydaniu sprzed upadku cenzury): Nie napiszę recenzji, lecz odpowiedź na [uczone mądrości] wygłoszone przez [niezwykle spostrzegawczego i oczytanego] krzysztofa, który zaszczycił LC tylko po to, by [kompetentnie i rzeczowo opisać] "Pranie mózgu". I nie chodzi nawet o atak spadochroniarza-[jakże sympatycznego dżentelmena]- takich jak on tu zatrzęsienie - lecz szkody, jakie wyrządził swoim [głębokim wpisem analitycznym]: trzy naiwne osoby [celne, zgodne z prawdą uwagi] desantowca krzysztofa poparły. 1. "Nie ma przypisów". Nie ma, ponieważ to praca popularnonaukowa, jak sam autor otwarcie informuje postanowił napisać "łatwą i przyjemną książkę, która pomoże czytelnikowi poznać najbardziej jaskrawe przypadki rodzimego historycznego "prania mózgu" i ze śmiechem rozstać się z nimi". No, wiadomo, kto czyta wstępy? [Dżentelmen z jednym wpisem na LC] krzysztof nie zniża się do takich haniebnych czynów. Niemniej nie jest prawdą, że Sołonin nie powołuje się na dokumenty. Powołuje, wielokrotnie, za każdym razem porządnie i zgodnie ze sztuką wskazując odnośnik źródłowy. No ale skąd [prawdomówny żartobliwie] krzysztof ma to wiedzieć, skoro lektura publikacji Sołonina ograniczyła się do przekartkowania pierwszych kilkudziesięciu stron? 2. "Jednostka ognia". Tu rzeczywiście mamy do czynienia z błędem, lecz jest to najprawdopodobniej omyłka tłumacza - nie jest możliwe, by Sołonin pomylił się w tak elementarnej kwestii. Z kontekstu wynika, że Sołoninowi chodziło amunicję rozdzielnego ładowania, a nie jednostkę ognia, tym bardziej, że dwie strony dalej jest prawie dobrze: zapas amunicji (czyli owa jednostka ognia w znaczeniu użytym prawidłowo) jednego czołgu KW-2 składał się z 36 jednostek ognia (nonsens, chyba że jest tak, jak przypuszczam: chodziło o 36 ładunków, każdy złożony z pocisku, zapalnika i ładunku miotającego). Tłumaczką jest kobieta, najwyraźniej nie opanowała wojskowej terminologii w stopniu dostatecznym. 3. Nie jest prawdą, że Sołonin kwestionuje współpracę NKWD z Gestapo. Sołonin kwestionuje taki fakt w odniesieniu do rzekomych rozmów w Mceńsku. O tym jest cały rozdział 2. [Geniusz z IQ 245] krzysztof tego nie zrozumiał. 4. "Rownie zabawne teorie autora mowiace, iz w Bundeshwerze do pocztaku XXI wieku nie bylo czolgu z zdaialem kal 120 mm ". [Nadzwyczaj oczytany, zawstydzający prof. Miodka znajomością polszczyzny] krzysztofie, stosowne zdanie w tekście Sołonina brzmi następująco: "...na początku XXI wieku na uzbrojeniu Bundeswehry nie ma ani jednego typu czołgu (...), w których obrotowej wieży znajdowałoby się działo o kalibrze ponad 120 mm". PONAD. Kartkując można wiele rzeczy przeoczyć, jednak gdy się chce do czegoś przyczepić wypadałoby przeczytać dosłownie jedno zdanie dokładnie, nieprawdaż, [panie profesorze]? 5. "ale ta pozycja to publicystyka". To właśnie Sołonin napisał we wstępie, jednak [wódz Cedzący Prawdę Sokole Oko] krzysztof najwyraźniej ma się za bardzo przebiegłego i spostrzegawczego. Wpis [sympatycznego pana] krzysztofa to smutny przejaw albo [gruntownej znajomości języka polskiego] albo [przyjacielskiego promowania treści]. Czyli [skarbiec], który należy ze [przyjemnością, wdzięcznością i zachwytem odwiedzać]
inga72 - awatar inga72
ocenił na 7 1 rok temu
Wspomnienia Walter Schellenberg
Wspomnienia
Walter Schellenberg
Postać autora, oficera służb policyjnych III Rzeszy jest niezwykła, wystarczy wskazać, że jako jedyny z tak wysoko postawionych osób z kręgów SS uniknął poważnego wyroku i niejako suchą nogą przeszedł do świata powojennego. Służby, w których awansował na sam szczyt zajmowały się wywiadem i kontrwywiadem, konkurując w tym zakresie z wywiadem wojskowym. Same te okoliczności powinny gwarantować niezwykłość wspomnień takiej postaci. Tymczasem jestem po lekturze trochę rozczarowany. O ile, jak można się było spodziewać, autor wybiela się, pomija niewygodne aspekty, swój udział w zbrodniach III Rzeszy, skupia się często, szczególnie we wspomnieniach z końca wojny na działalności, która dała mu podstawy do łagodnego wyroku i przychylności aliantów, wysuwa na pierwszy plan zabiegi ratujące w tym czasie więźniów obozów, w tym narodowości żydowskiej, to jednak brakuje w książce tego co mogło być najciekawsze, tzn. głębszego wejrzenia w działalność wywiadowczą. Mamy ledwie parę informacji w tym zakresie, trochę o kontaktach z służbami innych krajów, kilka spostrzeżeń, a większość książki poświęcona jest relacją i dziwnym podchodom pomiędzy głównymi aktorami politycznych machin III Rzeszy. Możemy poznać relacje Himmlera z Hitlerem, Heydrichem, Ribbentropem. Ich animozje, wzajemne niechęci i gry przeciwko sobie. Sam Schellenberg przedstawia też swoje wrażenia odnośnie tych najważniejszych postaci, swoje lawirowania między nimi, walkę o względy, wypracowywanie pozycji i ścieżkę kariery. Jest to ciekawe spojrzenie na słabość systemu podporządkowanego rywalizacji osób odpowiedzialnych za decyzyjność w państwie i prowadzenie wojny. Książka wyszła jeszcze w czasach słusznie minionych i opatrzona jest irytującymi przypisami, dotyczącymi niemal wyłącznie poprawiania wizerunku ZSRR w II wojnie światowej. Ciekawiej czytałoby się te wspomnienia z solidnym opracowaniem edytorskim. Książka warta przeczytania, choć więcej obiecuje niż daje.
Tomasz_K - awatar Tomasz_K
ocenił na 6 2 lata temu
Berlingowcy. Żołnierze tragiczni Dominik Czapigo
Berlingowcy. Żołnierze tragiczni
Dominik Czapigo
O Berlingowcach pisze się dziś niewiele, a jeżeli już – to raczej przedstawia się ich najczęściej w negatywnym świetle. W walczących pod radzieckim dowództwem żołnierzach widzi się zaprzańców i zdrajców, a ich działania bojowe – zainaugurowane krwawą i zupełnie bezsensowną strategicznie bitwą pod Lenino – uważa za ciąg porażek. To, iż takie przekonanie wynika ze zwyczajnej ignorancji, staje się oczywiste po lekturze książki Berlingowcy. Żołnierze tragiczni. Na publikację składają się fragmenty wspomnień kilkunastu żołnierzy (w tym jednej kobiety), którzy opisują swoje przeżycia i doświadczenia związane z przyłączeniem się do sformowanej w ZSRR polskiej armii. W większości nie są to zdeklarowani komuniści, ale ludzie, którzy nie zdołali dołączyć do wojsk generała Władysława Andersa, a chcieli walczyć za ojczyznę. Z perspektywy uczestników największego w dziejach świata konfliktu zbrojnego opisują oni swoje przeżycia, dowodząc, że w czasach dziejowej zawieruchy subtelności światopoglądowe schodzą na dalszy plan, podporządkowane wyższym celom, a zwłaszcza – wygranej. Berlingowcy ginęli zatem jak wszyscy inni żołnierze, niosąc najczęściej te same hasła, co koledzy z AK czy armii gen. Maczka lub gen. Sosabowskiego. Cała mini-recenzja na stronie: https://www.zapiskizkultury.pl/dominik-czapigo-berlingowcy-zolnierze-tragiczni/
Zapiskizkultury - awatar Zapiskizkultury
ocenił na 8 4 miesiące temu
Na białych Polaków obława Grzegorz Motyka
Na białych Polaków obława
Grzegorz Motyka
Wydana niedawno praca Grzegorza Motyki w ogólny i przystępny sposób przybliża problem walk polskiego podziemia antykomunistycznego z wojskami nowego zaborcy – ZSRS. Ale, należy na wstępie podkreślić, autor gwarantuje rzetelne i wnikliwe podejście do tematu. A przy tym zbadanie nieokreślonej liczby materiałów źródłowych w polskich i rosyjskich archiwach. Zadziwiająca jest dla mnie pobłażliwość autora przy opisie pogromu kieleckiego, kiedy pisze jedynie o domniemanej komunistycznej prowokacji. Ja zaś słyszałem o tym, że to w ubeckiej rodzinie przetrzymywano polskie dziecko rzekomo porwane przez Żydów, agresję na Żydach rozpoczęli wojskowi z „ludowego„ WP i KBW, większość uzbrojonych w pałki robotników to komunistyczni aktywiści, a będący w mieście Sowieci nawet nie ”kiwnęli palcem”… Grzegorz Motyka nie ma za takiej wspaniałomyślnej pobłażliwości dla ludzi z NSZ przy opisie nie do końca przecież wyjaśnionych zdarzeń pod Rząbcem oraz w Wierzchowinach. W tych miejscach autor nie mówi już o „domniemanej winie” NSZ, ale jednoznacznie przypisuje cała winę żołnierzom narodowej organizacji zbrojnej. Książkę Na białych Polaków obława mogę z czystym sumieniem polecić każdemu, kto choć trochę interesuje się historią Polski. A na pewno każdy zainteresowany dziejami Żołnierzy Wyklętych i ich nierówną walką, powinien koniecznie sięgnąć po najnowszą książkę Grzegorza Motyki. Pracę, która w znakomity sposób uzupełnia dotychczasową wiedzę o polskim podziemiu antykomunistycznym. (https://historia.org.pl/2014/11/17/na-bialych-polakow-oblawa-wojska-nkwd-w-walce-z-polskim-podziemiem-1944-1953-g-motyka-recenzja/)
Szymon Nowak - awatar Szymon Nowak
ocenił na 8 1 rok temu
Atomowy szpieg. Ryszard Kukliński i wojna wywiadów Sławomir Cenckiewicz
Atomowy szpieg. Ryszard Kukliński i wojna wywiadów
Sławomir Cenckiewicz
Niniejsze opracowanie jest w głównej mierze merytoryczną manifestacją faktów, które nie pozostawiają pola do domysłów. Autor nie bawi się tutaj literackie upiększanie rzeczywistości; on buduje swoją opowieść z cegieł wyciągniętych prosto z archiwów IPN-u i odtajnionych raportów CIA. Dla czytelnika oznacza to jedno: wchodzimy w świat, w którym każde zdanie ma przypis, a każda teza oparcie w konkretnym raporcie. To, co w tej książce uderza najbardziej, to demitologizacja pracy szpiega. Zapomnijmy o pościgach. Cenckiewicz pokazuje żmudną, wyniszczającą psychicznie grę pozorów, kreśląc przy tym obraz pułkownika jako człowieka uwięzionego między dwiema lojalnościami, który w pewnym momencie orientuje się, że armia, której służy, przygotowuje scenariusz całkowitej zagłady jego własnego kraju. Nie da się ukryć, że Cenckiewicz pisze z tezą. Jako "adwokat" R. Kuklińskiego, nie tylko opisuje fakty, ale też aktywnie polemizuje z postkomunistyczną narracją, która przez lata próbowała zredukować Kuklińskiego do roli zwykłego zdrajcy, czy agenta goniącego za pieniędzmi. Z jednej strony daje to czytelnikowi poczucie obcowania z tekstem zaangażowanym i pasjonującym, z drugiej – może budzić opór u osób, które w literaturze faktu szukają absolutnego, chłodnego obiektywizmu. Cenckiewicz nie jest tu obserwatorem z boku; on jest uczestnikiem debaty o honorze i polskiej racji stanu. Największym wyzwaniem tej publikacji jest jej objętość i szczegółowość. To nie jest lektura do pociągu na krótką trasę. Opisy struktur Układu Warszawskiego, niuanse planowania operacyjnego i drobiazgowe odtwarzanie siatki kontaktów mogą być nużące dla kogoś, kto nie jest pasjonatem historii wojskowości. Jeśli jednak przebrnąć przez te liczne, techniczne detale, wyłania się przed nami obraz tragedii jednostki w trybach wielkiej historii. W swojej istocie to przejmująca opowieść o samotności i ciężarze podwójnego życia, prowadzonego pod nieustanną presją śmiertelnego zagrożenia. Autor zdejmuje z Kuklińskiego maskę „postaci z plakatu”, ukazując go jako człowieka z krwi i kości, zmuszonego do przetrwania w samym sercu zimnowojennej paranoi. Lektura gęsta i wymagająca, bezlitośnie uświadamiająca, jak realne było wówczas widmo nuklearnego konfliktu – i jak wysoką cenę płaciło się za próbę jego powstrzymania.
Joanie - awatar Joanie
ocenił na 8 1 miesiąc temu

Cytaty z książki Czerwone horyzonty: Prawdziwa historia zbrodni, życia i upadku Nicolae Ceausescu

Więcej
Ion Michai Pacepa Czerwone horyzonty: Prawdziwa historia zbrodni, życia i upadku Nicolae Ceausescu Zobacz więcej
Więcej

Ciekawostki historyczne