Chłopak z drugiego planu

Okładka książki Chłopak z drugiego planu
Mikołaj Milcke Wydawnictwo: Prószyński i S-ka literatura piękna
512 str. 8 godz. 32 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2023-02-14
Data 1. wyd. pol.:
2023-02-14
Liczba stron:
512
Czas czytania
8 godz. 32 min.
Język:
polski
ISBN:
9788382952834
Średnia ocen

                6,3 6,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Chłopak z drugiego planu w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Chłopak z drugiego planu



książek na półce przeczytane 630 napisanych opinii 365

Oceny książki Chłopak z drugiego planu

Średnia ocen
6,3 / 10
160 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
40
40

Na półkach:

Lubię tego autora za przystępny język i dawke humoru przemieszana z sarkazmem. Świetnie pisze też historie z showbiznesem w tle. Podobnie jak Mister, mister.
Na minus naiwność głównego bohatera, zachowywał sie momentami jak nastolatek, miał niby 28 lat!
Liczyłam też na bardziej pouczające zakonczenie. Nie.lubie historii, w ktorych miłość wszystko wybacza. Adam wykorzystał Dominika jako narzedzie do wygrania talent show i przez niego dopuscił się oszustwa. Po za tym publicznie wyśmiewał sięz jego niepełnosprawności
A finalnie ten wielce zakochany. Zakończenie mocno na minus.

Lubię tego autora za przystępny język i dawke humoru przemieszana z sarkazmem. Świetnie pisze też historie z showbiznesem w tle. Podobnie jak Mister, mister.
Na minus naiwność głównego bohatera, zachowywał sie momentami jak nastolatek, miał niby 28 lat!
Liczyłam też na bardziej pouczające zakonczenie. Nie.lubie historii, w ktorych miłość wszystko wybacza. Adam wykorzystał...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

304 użytkowników ma tytuł Chłopak z drugiego planu na półkach głównych
  • 180
  • 119
  • 5
76 użytkowników ma tytuł Chłopak z drugiego planu na półkach dodatkowych
  • 38
  • 12
  • 7
  • 6
  • 5
  • 4
  • 4

Inne książki autora

Mikołaj Milcke
Mikołaj Milcke
Mikołaj Milcke ur. 7 listopada 1981 r. w Sokołowie Podlaskim. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW. Jeden z najpoczytniejszych w Polsce autorów literatury LGBT. Debiutował w 2011 r. powieścią „Gej w wielkim mieście”. Początkowo był to blog internetowy, w 2011 roku książę wydało Wydawnictwo Dobra Literatura. W 2013 roku ukazała się druga część pt. „Chyba strzelę focha!”. Obydwie książki odniosły komercyjny sukces i w środowisku LGBT uchodzą za kultowe. W 2018 roku autor związał się z wydawnictwem Novae Res, które w 2019 r. wznowiło – w nowej szacie graficznej – „Geja w wielkim mieście” i „Chyba strzelę focha!”, na – zaplanowaną na 2019 rok - premierę czeka też trzecia część „Geja”. Autor wydał też - plasującą się pomiędzy political fiction, a powieścią obyczajową w wątkiem kryminalnym - powieść „Różowe Kartoteki” (Dobra Literatura, 2015). Mikołaj Milcke jest dziennikarzem. Przez wiele lat zawodowo związany z TVP, a następnie z Polskim Radiem i Wirtualną Polską. Publikował też w Onecie, portalu Polki.pl, magazynie „Sukces”, a także w „Polityce”, współpracował też z TVN24 i Radiem Kolor. Pisze też teksty piosenek. Mieszka w Warszawie. Książki: 1. „Gej w wielkim mieście” (2011) – Novae Res 2. „Chyba strzelę focha!” (2013) – Novea Res 3. „Różowe Kartoteki” (2015) – Dobra Literatura 4. Gej w wielkim mieście 3 – tytuł roboczy (TBA,2019) – Novae Res
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

You got me Sandra Lupin
You got me
Sandra Lupin
Książkę "You got me" Sandry Lupin próbowałem dorwać od dłuższego czasu i wreszcie mi się to udało. Oczywiście zdawałem sobie sprawę, że to klasyczne Young Adult – co prawda polskie, ale w stylu amerykańskim (czyli powieść młodzieżowa wręcz ociekająca mało realną tolerancją i brakiem większych problemów dotykających bohaterów), ale tym razem – o dziwo – nie zraziło mnie to. Może miały na to wpływ recenzje, które w międzyczasie przeczytałem? Nie wiem. Dość powiedzieć, że czytając... naprawdę dobrze się bawiłem! A to jest jednak dziwne, zwłaszcza że znacie przecież moje podejście do YA. Akcja książki rozgrywa się w Wielkiej Brytanii (czyli już inne podwórko niż nasze polskie piekiełko). A jak przedstawia się fabuła? Ot, mamy tu Elliota, czyli osiemnastolatka (oczywiście geja), który ma powyżej uszu nieustannych prób przyjaciół swatania go z różnymi przypadkowymi chłopakami. W związku z tym postanawia im naściemniać i prosi ich, by dali mu spokój, bo już ma chłopaka. Problem w tym, że... tak naprawdę nikt taki nie istnieje. A tymczasem przyjaciele chcą go poznać! Co robić, by kłamstwo nie wyszło na jaw? Otóż Elliot postanawia zagadać do pierwszego lepszego kolesia i poprosić go, by ten przez jakiś czas poudawał jego faceta. Wybór pada na szesnastoletniego Nicholasa, który akurat siedzi w kawiarni, w której pracuje Elliot. Ku zdziwieniu tego drugiego, chłopak zgadza się i... No właśnie... Oczywiście nietrudno się domyślić, co będzie dalej i jak to wszystko się skończy, bo też fabuła jest prosta jak budowa cepa. Ale w tym przypadku mam wrażenie, że tak właśnie miało być. Autorka dość zgrabnie prowadzi nas przez kolejne perypetie "pary", wprowadzając od czasu do czasu nieco zamieszania (aczkolwiek, bądźmy szczerzy, tylko tak kosmetycznie). No i nie powiem – czyta się to naprawdę dobrze, szybko oraz z zainteresowaniem. A jednocześnie... niezobowiązująco. I jeśli miałbym już na siłę się czepiać, to właśnie tego. Po prostu dla mnie znowu jest zbyt łatwo, zbyt bezproblemowo i zbyt (sorry, ale muszę to powiedzieć) infantylnie. Oczywiście znajdzie się wiele osób, którym nie będzie to przeszkadzało, jednak wiecie, że ja nie tego oczekuję od książek. Nie wierzę też, że w takim UK nie ma już homofobii, a wszyscy są tolerancyjni i bez grymasu patrzą na parę obściskujących się kolesi. No nie, trochę mi tu za słodko i za milutko... Jeśli chodzi o bohaterów książki (nie tylko tych głównych), to zostali dość dobrze poprowadzeni i wyraźnie każdy (lub każda) ma swoją osobowość. Niektórzy nawet nieco irytującą (i tu akurat muszę to odnieść do Nicholasa, którego zachowanie faktycznie chwilami mnie wkurzało, ale nie na tyle, by nie polubić tej postaci). Mamy tu środowisko nastolatków, licealistów, aczkolwiek nie jestem w stanie ocenić, na ile dobrze odwzorowane – zwłaszcza że mówimy o dzieciakach z UK, a nie z Polski. Nie wiem jednak, czy akurat w przypadku tej konkretnej książki ma to aż tak duże znaczenie. Podsumowując, "You got me" to przyjemna, niewymagająca większego kombinowania młodzieżówka (choć ze względu na pewne sceny raczej dla młodzieży 16+), którą spokojnie mogę Wam polecić na zimowe wieczory lub po prostu po to, by pozbyć się chandry. Nawet pokusiłbym się o stwierdzenie, że przydałby się drugi tom (zwłaszcza że obaj bohaterowie idą na studia, a to jest świetne tło do kolejnych perypetii i może nawet do wprowadzenia poważniejszych problemów niż miało to miejsce tutaj). PS.: Drażni mnie tylko jedna rzecz... To polska książka, więc po co ten angielski tytuł?
Dorian - awatar Dorian
ocenił na 7 2 miesiące temu
Skok do gwiazd Bartosz Brzeziński
Skok do gwiazd
Bartosz Brzeziński
Panie Bartoszu co pan mi uczynił? Zostałam pobłogosławiona, a do tego otrzymałam diamentowy pałac. Ranyyy jakie to było dobre! Potrzebowałam czegoś takiego lekkiego po “Zniewolonym księciu” i to był strzał w dziesiątkę. Świetnie się bawiłam słuchając tej książki. Już od samego początku historia mnie wciągnęła i to na tyle, że chciałam ją poczuć w swoich żyłach, bo to było niewystarczające uczucie. Chciałam na już i na teraz widzieć wszystko. Ta historia uderzyła we mnie bardzo mocno na płaszczyźnie emocjonalnej. Oprócz tego, że jest ona o siatkówce i widać tutaj ogromny reaserch autora to podczas czytania sama chciałam wskoczyć na boisko i zagrać. Nie potrafiłam usiedzieć w miejscu. Historia jest świetnie napisana, ponieważ emocje czy entuzjazm jaki odczuwa bohater podczas gry wręcz się wylewa z książki, aż sam czytelnik może to poczuć. Coś genialnego. Jednakże, najważniejszym elementem tej historii jest własna tożsamość. Obserwujemy losy Kamila, który jest zagubiony i powoli uczy się o własnej seksualności. Po tej książce dopiero zauważyłam jak trudne jest określenie swojej orientacji. To naprawdę się czuło, jakbyśmy my sami byli głównym bohaterem tej książki. Wcześniej nie zdawałam sobie z tego sprawy, że coming out nie jest taki prostym, jak pokazują w serialach czy filmach. Też ciężej mi to zrozumieć, bo jako osoba hetero nie musiałam nigdy z niczym się ukrywać i żyć w ciągłym strachu, że ktoś mnie wyśmieje za to jaka jestem. W Skoku do gwiazd jest bardzo dobrze pokazany hejt na osoby innej orientacji i to jest naprawdę przykre, że żyjemy w społeczeństwie, gdzie takie rzeczy mają miejsce. Brak tolerancji i przemoc w stosunku do nich nie usprawiedliwia tych osoby do tego typu zachowania. To są normalni ludzie i to, że wolą dziewczynę/chłopaka jest okej. Orientacja nie definiuje ciebie tylko charakter. Wywoływało to we mnie smutek, gdy słuchałam, bo takie działania mają ogromny wpływ na drugiego człowieka przez co takiego osoby zaczyna twierdzić, że są dziwadłem lub próbują się na siłę zmienić przekonując samych siebie, że są chore i to minie 🙁. Oprócz tego każdy znajdzie w tej książce coś dla siebie. Strach przed niepewną przyszłością, trud w wchodzeniu w dorosłość, strata przyjaciół czy nawet wiara w podążaniu za marzeniami, nadzieję na lepsze jutro. Jeden zły czyn nie oznacza, że cała reszta będzie taka sama. To tylko mały procent tego, że cała reszta życia może być szczęśliwa. Jeden czyn nie definiuje wieczności. Moja ulubiona postacią jest Kornel, absolutnie uwielbiam jego odpowiedzi i inteligencję. A Sergiusz dawał mi vibe tego Matthew z Big mouth Polecam ogromnie każdemu z całego serca te książkę. Cozy, śmieszna i momentami smutna. Może dzięki temu pomoże osobą, które się boją i uświadomi im, że nie są same. A tym samym więcej osób zobaczy, jakie cudowne książki pisze Pan Bartosz. To na pewno nie jest moja ostatnia przygoda z nim i koniecznie muszę kupić te książkę w fizycznej wersji. Chciałabym wesprzeć jego twórczość. Pod koniec chciałam dodać, że życzę każdej osobie zmagającej się ze swoją tożsamością dużo szczęścia i osoby, która was szczerze pokocha. Życzę wam kogoś takiego kto dostrzeże wasza wartość. Mam nadzieję, że ta książka otuli was jak ciepły kocyk i pozwoli sięgnąć do gwiazd 🏳️‍🌈❤️
Gerayrixa - awatar Gerayrixa
oceniła na 9 15 dni temu
Romeo i Julian Agata Suchocka
Romeo i Julian
Agata Suchocka
Bardzo lekka opowieść. Audiobooka słuchało się bardzo przyjemnie, także za sprawą dobrego lektora. Po pierwsze bardzo duży plus za dość rozbudowaną postać głównego bohatera. Świetnie, że przedstawiono najpierw jego historię i środowisko, dzięki czemu łatwo jest się wczuć w emocje Romka. Z doświadczenia też mogę powiedzieć, że proces zdrowienia i rehabilitacji bardzo wiarygodny (trwa kilka lat, nie dwa tygodnie). Romka da się lubić. W trakcie trwania akcji książki przechodzi sporą przemianę. Porzuca poczucie obowiązku i zaczyna żyć według własnego uznania. Nie za bardzo za to polubiłam Julka. Jak dla mnie za dużo było wygadywania typu "wy tam w miescie", "wy miastowi" itp. jakby to że np. "u nas na wsi pies ma być na dworze" robiło z niego kogoś lepszego. Fajnie jednak że pomógł Romkowi przejść przez kryzys. Bardzo podobało mi się też, że w końcu w jakiejś książce rodzina (szczególnie, że to rodzina tego mieszkającego na prowincji) nie jest toksycznym zbiorem patologii, a orientacja Julka nie ma znaczenia. Bardzo to odświeżające. Jeśli chodzi o całą powieść to dla mnie trochę za szybko leci akcja. Zauroczyć się, jasne.... ciężko mi uwierzyć natomiast, że idzie się zakochać w ciągu tygodnia. Zakończenie bardzo mi się podobało. Cieszę się, że autorka dała do zrozumienia, że chłopcy przetrwali próbę czasu i postanowili kontynuować związek.
Kpopiara - awatar Kpopiara
oceniła na 7 19 dni temu
99 chłopaków Micaha Summersa Adam Sass
99 chłopaków Micaha Summersa
Adam Sass
Liczyłam na bardzo słodkie boys love i poniekąd je dostałam, bo trzeba przyznać, że w tej historii jest ta niewinna naiwność oraz wiara w bajki, które mają w sobie urok. Jednak niestety te aspekty sprawiały, że momentami tytułowy Micah Summers zdawał się być całkowicie oderwany od rzeczywistości. Z jednej strony nie powinnam się tego czepiać, bo przecież Micah to wciąż dzieciak, zwykły nastolatek pełen marzeń, więc jak najbardziej powinien być dziecinny. Ale z drugiej strony to już młody dorosły, który już podejmuje swoje poważne decyzje, dlatego też trudno mi zrozumieć jego działania. Ma głowę pełną pomysłów, ale równocześnie brakuje mu wyobraźni oraz świadomości tego, że jego czyny mogą mieć konsekwencje. Podejście Micaha do tematu miłości mnie załamywało i odbierało mi wiarę w to, że ten chłopak jest zdolny do życia w społeczeństwie. A może po prostu robi się ze mnie zgorzchniała stara baba, która nie wierzy w miłość. Wierzę jednak, że problem jest w tej postaci a nie we mnie. Bo naprawdę podobała mi się bardzo relacja Micaha z Elliotem, który jest chyba najlepszą postacią w tej książce. Przyjemnie się oglądało tę dwójkę, chociaż okoliczności nie zawsze im sprzyjały. Ciekawa była też relacja Grantem, choć byłam zawiedziona tym, jak krótkie były te poszukiwania, które z całą pewnością były najlepszym momentem tej książki. Praktycznie od początku było widać lekkie czerwone flagi, ale obie strony nie są bez winy. Sądzę, że wszystko dałoby się przepracować, ale cóż, musiało się dziać. Ogólnie też wszystkie relacje przyjacielskie i rodzinne w tej książce są jak najbardziej na plus. Poboczne postaci z całą pewnością zasługują na uwagę. Wszelkie aspekty artystyczne bardzo przypadły mi do gustu. Przyjemnie się czytało o tym wszystkim, co robiły te dzieciaki i jak bardzo się starały. Ogólnie książka całkiem w porządku, jednak byłałby lepsza z innym głównym bohaterem, bo momentami naprawdę nie dawało się go słuchać.
Chodząca-Parodia - awatar Chodząca-Parodia
oceniła na 6 2 miesiące temu
A jak to się wyda Cale Dietrich
A jak to się wyda
Cale Dietrich Sophie Gonzales
Czterech chłopaków w boysbandzie. Kojarzy się coś? Co??? One Direction? A gdzie tam! To Saturday. Chłopaki właśnie jadą z trasą koncertową, wpadają do Europy, nagrywają drugi album – świat leży u ich stóp. Brzmi jak bajka, nie? Tylko że nie. Bo to nie artyści, a produkty. Mają śpiewać, co wytwórnia każe, tańczyć, jak im zagrają, kochać tych, których wybierze prezes i nosić to, co uzna producent. Tak wygląda showbiznes, proszę państwa. (Wiem, bo sam śpiewam… pod prysznicem. I powiem wam – tam też mam swoją trasę koncertową 🤣). Na pierwszy plan wychodzą Ruben i Zach. Jeden jest otwarcie gejem, ale dla dobra zespołu musi udawać hetero (serio, ktoś powinien im wytłumaczyć, że gej w boysbandzie to plus dla sprzedaży, a nie minus…). Między chłopakami powoli rodzi się uczucie, a szefowie każą im to ukrywać. Im bardziej im tego zabraniają, tym mocniej oni się buntują. Punkt kulminacyjny? Jeden z członków zespołu odpływa w narkotyki i wtedy wszystko wybucha. A co dzieje się na scenie? Tego wam nie powiem – sami przeczytajcie. Czyta się to błyskawicznie – ja połknąłem w jeden dzień. Historia daje frajdę, ale też porusza ważne tematy: że nie każda gwiazda z plakatu jest szczęśliwa, że narkotyki naprawdę rujnują, a miłość… no cóż, jak zawsze wygrywa. Amen. Ps. Może to fanfik One Direction, ale jest spoko, więc to się liczy. Co nie? 🤣
Miłosz Ławniczak - awatar Miłosz Ławniczak
ocenił na 7 5 miesięcy temu
The Henna Wars. Miłość pisana henną Adiba Jaigirdar
The Henna Wars. Miłość pisana henną
Adiba Jaigirdar
Długo czekałam w kolejce bibliotecznej na tę książkę i warto było. Chciałam poznać perspektywę mniejszości, będącej unikalną kombinacją różnych cech, dość problematyczną w swojej istocie: główna bohaterka Niszat jest Azjatką mieszkającą w Irlandii, jej rodzice uciekli z Bangladeszu, ponieważ ich rodziny nie akceptowały tego związku (bo z miłości). Mają oni dwie córki i starsza z nastolatek jest główną bohaterką. Większość mieszkańców Bangladeszu to muzułmanie, pod tym względem ta rodzina się nie wyróżnia wśród innych Bengalczyków. Mamy więc kwestie tożsamości, różnorodności rasowej i etnicznej. Jest jednak coś jeszcze… Niszat jest lesbijką. A święte pisma muzułmanów (jak i zresztą chrześcijan / katolików) nie lubią homoseksualistów, eufemistycznie mówiąc. I rodzice Niszat również nie są zadowoleni, gdy dokonuje ona przed matką coming outu - bo czuje, że powinna być wobec nich szczera, jeszcze nigdy z nikim nie była i nie wie, czy / kiedy będzie, ale nie chce ukrywać tej części swojej tożsamości przed własnymi rodzicami, mimo świadomości, że to dla nich może być problem (skoro wg wyznawanej przez nich religii to problem), chciałaby ona być widziana przez nich taka, jaka jest i akceptowana w całości. Postrzegają oni jednak jej seksualność w kategoriach wyboru i każą wybrać jej dobrze - chyba nie zdając sobie sprawy, że to wybór między sobą samą a nimi. Nie wykazują się oczekiwaną akceptacją. Z jednej strony dziwi hipokryzja, przecież sami musieli zmagać się z niechęcią rodziny wobec ich wyboru do tego stopnia, że opuścili kraj. Powinni więc wiedzieć co nieco na temat walki o to, co jest dla kogoś ważne, dlaczego nie widzą tego u córki? Z drugiej jednak strony - biorąc pod uwagę uwarunkowania kulturowe i religijne - to tak bardzo nie dziwi, zwłaszcza jeśli oni postrzegają to w kontekście wyboru i jedyna analogia, jaką wyciągają z podobieństwa obu sytuacji to jest właśnie kwestia wyboru - uciekając na „zepsuty moralnie Zachód“ przynoszą dodatkowy wstyd (oprócz tego, że to relacja z miłości, a nie swatana) swoim rodzinom w Bangladeszu - a teraz ich córka wychodząc z szafy przynosi wstyd im przed ich rodziną i całą społecznością bengalską / muzułmańską. Oni mimo wszystko dokonali wyboru i się go trzymają wraz z konsekwencjami (życie za granicą), ale odmawiają tego wyboru córce, próbują ją zmusić nie tyle do ponownego wejścia do szafy, o ile do wyrzeczenia się własnej tożsamości. Nie nazywam tego powrotem do szafy, gdyż oni nie akceptują jej i postrzegają część jej jako coś, co można wybrać, nieświadomie lub nie każą jej stać się (nie udawać, stać się) kimś, kim nie jest. Nie mówią jej - dobra, udawaj przed wszystkimi innymi, że jesteś hetero (co miałoby przynajmniej jakieś znamiona akceptacji i zrozumienia, że to nie wybór), oni mówią - wybierz bycie hetero. Dopiero w obliczu tego, że ktoś wyautował ich córkę (w katolickiej szkole, więc tam też nie jest akceptowana), chcieliby od niej przemilczenia, ukrywania własnej orientacji, co wskazuje na to, że nawet jeśli wciąż nie chcą, by wiedzieli, kim jest ich córka, wstydzą się tego, to chociaż rozumieją, że ona po prostu taka jest, kropka. Nie mniej istotnym wątkiem jest kwestia rasy, kultury i zawłaszczania kultury. Jakie działania są docenieniem czyjejś kultury (cultural appreciation), a jakie jej zawłaszczeniem (cultural appropiation)? W ramach szkolnych zajęć z przedsiębiorczości wszyscy muszą (sami lub w grupach) założyć biznes i zwycięski biznes (to też konkurs i znaczny procent oceny końcowej z przedmiotu) otrzyma 1000 euro. Ogłoszenie konkursu zbiega się w czasie z weselem, na którym Niszat spotyka koleżankę z podstawówki Flavię i się w niej zakochuje. Zgodnie z tradycją Niszat (i inne muzułmanki / Bengalki) ma ręce pomalowane henną - tym razem jednak ten tatuaż to zaprojektowane przez nią samą wzory. Temat jest dość świeży (to jej pierwszy tatuaż, którego nie wykonuje w ramach ćwiczenia, tylko wychodzi z nim w przestrzeń publiczną) i w pamięci zbiorowej wszystkich uczestników wesela, wszyscym klasie zastanawiają się, jaki biznes otworzyć - i Flavia (ze swoją kuzynką Chyną, która dłużej chodzi do tej samej szkoły średniej, Flavia dołącza na ostatni rok) otwiera własne studio tatuażu henną. Dla Niszat to zawłaszczenie kulturowe, ponieważ ktoś spoza kultury, gdzie taki tatuaż jest tradycją, będzie zarabiał na jej kulturze. Dla uzdolnionej artystycznie Flavii tatuaże henną to po prostu sztuka, która powinna być dostępna dla wszystkich, a kwestie zawłaszczenia są dla niej abstrakcją. I Niszat dziwi to, dlaczego akurat Flavia jej to robi i nie rozumie perspektywy Niszat (że to zawłaszczenie), ponieważ Flavia również nie jest biała - jej mama jest Brazylijką i biała część rodziny uważa Flavię za gorszą, musi ona ciągle udowadniać, że też się dobrze uczy etc., rywalizuje z kuzynką Chyną. Więc kwestie rasowe i kulturowe nie powinny być jej obce. Relacja romantyczna łącząca Niszat i Flavię budzi moje zastrzeżenia. Nie chodzi o ich orientacje (Flavia jest bi), ale o to, że wśród wielu różnych wątków, które jak najbardziej sprawiają autentyczne wrażenie (kwestie kulturowe, niekoncentrujące się wyłącznie na kolorze skóry, serdeczna, ale nieidealna relacja z młodszą siostrą, przyjaźnie, w których występują zgrzyty, dyskryminacja w szkole, żeby nazwać te najgłówniejsze) akurat wątek romantyczny wydaje się jakiś taki zbyt szybko rozwijający się, to nie wydaje się zbyt wiarygodne. Odniosłam wrażenie, że autorka nie dała bohaterkom czasu, by faktycznie zbudować relację pomiędzy nimi. Reszty treści nie będę opisywać, mogłabym bliżej nakreślić te wątki (Niszat ma młodszą siostrę Priti i dwie przyjaciółki - Irlandkę Jess i Koreankę Chaewon, a relacja z przyjaciółkami też wymagałaby osobnego akapitu) lub dalszy rozwój wypadków, ale to naprawdę warto przeczytać samodzielnie. W treści powieści występują liczne słowa w języku bengalskim oraz zdania w portugalskim. Nie są one tłumaczone, ale można domyślić się ich znaczenia (a przynajmniej części z nich) z kontekstu. Kto wie, ten wie, kto nie, ten może sobie wyszukać i się dowiedzieć - ale w zasadzie nie musi. A więc czytelnik biały wciąż pozostaje gościem, widząc wszystko z perspektywy bengalskiej nastolatki i to od niego zależy, czy zmniejszy dystans między sobą a językami / kulturami, podejmując aktywne działania, by się dowiedzieć, co to znaczy, czy tego nie zrobi i zachowa większe poczucie obcości wobec treści. Myślę, że w ten sposób autorka pozostaje w pewnym sensie wierna swojej kulturze, chociaż w sumie nie wiem, czy się nad tym głębiej zastanawiała, czy zakładała, że każdy wszystko zrozumie. Powieść w umiejętny sposób porusza te ważne tematy, przedstawia perspektywę Innego bez tworzenia / wzmagania podziałów i prowokowania / umacniania wzajemnej niechęci, wrogości. Pokazuje punkt widzenia, ale nie narzuca go. Zgrabnie przedstawia, jak trudne i skomplikowane są relacje międzyludzkie, czy to w rodzinie, czy z przyjaciółmi, w mniejszym stopniu z resztą ludzi. Napisana jest dobrze, czyta się szybko, bohaterowie są sympatyczni, można zrozumieć ich punkty widzenia i im współczuć, nawet jeśli niekiedy irytują tym czy tamtym. Autorka nie stara się wmówić czytelnikowi, że dana kultura czy religia jest lepsza od innej, myślę, że takie wrażenie powstaje przez to, że bohaterka i częściowo niektórzy członkowie rodziny odnoszą się do własnej kultury czy po trosze religii obiektywnie, tj. z pewnym dystansem czy lekką krytyką, a więc nie są fanatyczni, pod tym względem wszystko jest wyważone i nic nie razi (co najwyżej głęboko wierzących może przykładowo razić, że muzułmanka powołująca się na swoją wiarę jako źródło informacji, że homoseksualizm jest chorobą, w zasadzie nie może sobie przypomnieć, kiedy sama praktykowała swoją religię i się modliła). Poza tym osoby o innym kolorze skóry (czy desi, tj. brązowi Azjaci z Indii, Bangladeszu, Pakistanu; czy czarnoskórzy, czy Koreańczycy) też popełniają błędy, bywają niesprawiedliwe względem znajomych, przyjaciół, ale potrafią się do tego przyznać - tak samo zresztą biali. Brak jasnego podziału na czarne i białe charaktery, są przedstawione różne odcienie szarości, dylematy, problemy i sposoby radzenia sobie w trudnych sytuacjach. Tak, największa antagonistka jest biała, ale są też pozytywne białe postaci. Myślę, że taki sposób przedstawienia tematu - pokazując różne perspektywy, ale nie będąc nachalnym, nie zmuszając do niczego - w większym stopniu może się przyczynić do zrozumienia czy chęci zrozumienia Innego, zmniejszyć potencjalną niechęć etc. i za to wysoko cenię tę powieść. Moją ocenę może dodatkowo podbijać fakt, że ostatnio czytałam coś podobnego o tej tematyce (tj. rasizmu) i sposób realizacji był tam o wiele gorszy. A obie powieści są debiutami i obie autorki stanowiły kolorową mniejszość w bardzo białym otoczeniu (tam Szkocji, tu Irlandii). Po przeczytaniu książki dowiedziałam się, że autorka jest queer i myślę, że to widać też w tej powieści, sprawia ona wrażenie przynajmniej po części autobiograficznej, poza tym brak tu stereotypowego przedstawienia postaci queer (np. jako wyłącznie cierpiących z powodu swojej orientacji). Autorka słyszała, że elementy jej tożsamości są sprzeczne, tj. bycie muzułmanką, niebiałą, kobietą i queer naraz, że nie mogą istnieć w tej samej osobie (myślę, że najbardziej chodzi tu o jej orientację i religię). Właśnie takie połączenie cech bohaterki wydało mi się na tyle nietypowe, że sprawiło, że chciałam o tym poczytać. Pisze ona na tyle dobrze, że chętnie bym sięgnęła po inne jej książki (mogłabym je także czytać po angielsku, bez różnicy), ale już dotarcie do tej okazało się wyzwaniem, więc pozostaje mi liczyć na to, że jej popularność będzie rosła, co pozytywnie przełoży się na dostępność jej powieści.
Ilse - awatar Ilse
ocenił na 9 1 rok temu
Nigdy do końca Edward Underhill
Nigdy do końca
Edward Underhill
Jest to zdecydowanie jedna z najpiękniejszych i najbardziej wartościowych książek, jakie ostatnio przeczytałam. Pełna radości, queerforii i komfortu. Czytając ją, czułam się naprawdę żywa i przeszczęśliwa. Miałam ochotę tańczyć i skakać, a jednocześnie płakać. Musiałam zmusić się, aby ją odłożyć, bo zwyczajnie nie chciałam jeszcze się z nią rozstawać. A teraz, gdy już ją skończyłam, to chciałabym móc o niej całkiem zapomnieć, żeby przeczytać ją ponownie po raz pierwszy. Bardzo urzekł mnie wątek muzyczny. Był przedstawiony w sposób absolutnie przepiękny i po prostu magiczny. Te opisy emocji, które towarzyszyły Milesowi, gdy grał, wszystkie te doznania i odczucia, które przez niego przepływały. Jestem tym po prostu zachwycona i aż brakuje mi odpowiednich słów, aby to wyrazić. Choć sama nigdy nie grałam na żadnym instrumencie, to dzięki tym opisom dobrze rozumiałam, co czuł główny bohater. Bez problemu mogłam wyobrazić sobie, a wręcz osobiście poczuć jego bicie serca, drżenie i przyspieszony oddech. Dźwięki wypełniające mnie całą. Czułam nawet fakturę klawiszy pod palcami. Nie skłamię, jeśli powiem, że to przypominało mi fajerwerki. Pełne kolorów, wybuchowe i takie piękne. Także queerowość została tutaj przedstawiona naprawdę wspaniale. Uczucie, które towarzyszyło Milesowi, kiedy pierwszy raz zobaczył siebie w garniturze, było przepiękne, wręcz wzruszające. To jedno z tych uczuć, które sprawia, że czujecie się potężni i niepowstrzymani, piękni i żywi w swojej własnej skórze. Tutaj zostało to pokazane doskonale i nawet osoby, które nigdy nie doświadczyły euforii płciowej, na pewno teraz zrozumieją to doznanie. Jeśli chodzi o drugą stronę tej samej monety, czyli dysforię płciową, została przedstawiona wręcz boleśnie obrazowo, dobitnie. Niemiło było patrzeć na dyskomfort związany z własnym ciałem. Szczególnie, gdy poznało się to na własnej skórze. Choć bohaterów jest tutaj całkiem sporo, to każdy z nich jest wyjątkowy. Wszyscy dostali swój własny głos i charakter. Nawet postacie z tła, wyróżniały się z tłumu i były rozpoznawalne. Nikogo chyba nie zdziwi, że moje serce najbardziej skradła Stefania. Kobieta silna, przebojowa i charakterna. Babka z pazurem, która zdecydowanie nie daje sobie w kaszę dmuchać i wie, czego chce od życia. Podobało mi się także jej podejście do muzyki. Przekonanie, że chodzi w niej o coś więcej, niż tylko dźwięki i poprawną technikę. Rozumiała, że muzyka to przekazywanie emocji i wyrażanie siebie. Tworzy przestrzeń, w której można być naprawdę sobą. Podobało mi się również to, że bohaterowie nie byli jednoznaczni. Nazwałabym ich raczej moralnie szarych. Popełniali błędy, którymi ranili swoje bliskie osoby. A jednocześnie mieli siłę, aby być sobą, żyć według własnych zasad. Nie brakowało im także odwagi, aby naprawić wyrządzone szkody. No i cóż, postacie tutaj były po prostu ludzkie. Nieidealne, ale pełne głębi. Z bagażem doświadczeń i własnymi historiami. Warto też wspomnieć o ładnej reprezentacji, która znajduje się w tej książce. Mamy tu osoby o różnym kolorze skóry, różnej orientacji i pochodzeniu. A nawet pojawia się osoba z zespołem downa, co, szczerze mówiąc, miło mnie zaskoczyło. Chyba po raz pierwszy widziałam w książce taką postać, która byłaby kimś więcej niż tylko tłem. Nina, bo oczywiście o niej mowa, miała własny charakter i zainteresowania, a przy tym była po prostu przekochaną duszą. Zakończenie tej książki sprawiło, że wzruszenie we mnie wezbrało i zaczęłam płakać. Naprawdę poruszyło mnie to, jak potoczyła się ta książka. Pod koniec sama już się stresowałam wynikami tego konkursu, jakbym to ja osobiście brała w nim udział. To było... niesamowite i całkiem ciekawe doświadczenie. Cóż, na koniec powiem już tylko, że naprawdę pokochałam tę książkę. Jest ona bardzo bliska mojemu sercu i stała się jedną z moich najbardziej ulubionych queerowych historii.
teczowe_ksiazki - awatar teczowe_ksiazki
ocenił na 10 7 miesięcy temu
Bruno Whatever Leo Gramski
Bruno Whatever
Leo Gramski
Bruno to bardzo specyficzna postać. Nie idąc za tłumem, próbująca iść przez świat swoimi ścieżkami i niczym się nie przejmować. Jako jedyny w szkole nie posiada social mediów i czuje się z tym bardzo dobrze. Mimo wszystko jest otoczony grupką najbliższych znajomych i przyjaciół. Wszystko jednak zaczyna się zmieniać pod koniec ostatniej klasy, gdy pojawia się w niej nowo przybyły uczeń. Książka jak na młodzieżówkę to wywarła na mnie pozytywne wrażenie. Nie zanudziła, nie była tylko jedną z tych co ich wiele, ale potrafiła mieć coś w sobie. Dodatkowo rozbawiła i dała do myślenia w pewnych kwestiach. Jako lekka książka idealnie się sprawdza. Choć nie brakuje w niej też trudnych tematów dotyczącej młodzieży we współczesnym świecie. Bruno został bardzo fajnie wykreowany i zaprezentowany. Prezentował swoją charyzmę i obycie, które może czasem irytowało, a czasem rozśmieszyło. Próbujący odnaleźć swoją tożsamość starał się do końca z nią się zapoznać i zmienić. Nie zawsze i do końca może mu to wychodziło, ale sam fakt, że się starał, sprawia, iż czytelnik go nie przekreśli. „Mój przyjaciel Oli mówi na mnie whatever. Nie jest to ksywa, raczej drobna złośliwość. Bruno Whatever zrosło się ze mną głównie dlatego, że mam obojętny stosunek do świata. Po prostu mało co mnie w nim obchodzi”. Nie można także tu przy tej książce też nie wspomnieć o ciekawej osobowości i kolegi Bruna Olka. Ta bardzo specyficzna, otwarta, inspirująca, bogata postać bardzo dużo wnosi w tę historię. Z początku nie była ona jakoś kolorowa. A Olek też musiał dużo przeżyć by znaleźć się w tym miejscu, którym się znalazł.
Pablolukasfuks - awatar Pablolukasfuks
ocenił na 9 1 miesiąc temu

Cytaty z książki Chłopak z drugiego planu

Więcej
Mikołaj Milcke Chłopak z drugiego planu Zobacz więcej
Mikołaj Milcke Chłopak z drugiego planu Zobacz więcej
Mikołaj Milcke Chłopak z drugiego planu Zobacz więcej
Więcej