Bitwa o Narwik. 62 dni desperackiej walki

Okładka książki Bitwa o Narwik. 62 dni desperackiej walki
Asbjorn Jaklin Wydawnictwo: Znak Horyzont historia
464 str. 7 godz. 44 min.
Kategoria:
historia
Format:
papier
Data wydania:
2021-02-02
Data 1. wyd. pol.:
2021-02-02
Liczba stron:
464
Czas czytania
7 godz. 44 min.
Język:
polski
ISBN:
9788324079315
Tłumacz:
Witold Biliński
Średnia ocen

                5,8 5,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Bitwa o Narwik. 62 dni desperackiej walki w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Bitwa o Narwik. 62 dni desperackiej walki



książek na półce przeczytane 1597 napisanych opinii 1257

Oceny książki Bitwa o Narwik. 62 dni desperackiej walki

Średnia ocen
5,8 / 10
38 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
64
63

Na półkach:

O bitwie pod Narvikiem w 1940 zdarzało mi się już coś czytać ale pierwszy raz czytałem norweskiego autora. I przyznam, że było to odświeżające spojrzenie na temat. W oczy rzucia się np. to, że regularnie podkreśla, że dla Norwegów była to walka "w obronie neutralności".

Książka skupia się głównie na przeżyciach Norwegów. Tak cywilnych jak i wojskowych. Liczne fragmenty listów, wspomnień, raportów, wywiadów czasem jeszcze z wojny, czasem zarejestrowane nawet kilka dekad po niej, to silny atut tej książki. Pozwala spojrzeć na tamte wydarzenia oczami ludzi którzy brali w nich udział. Na przykład spustoszenie w wioskach i miastach jakie wywołał ostrzał dział brytyjskiej floty albo naloty niemieckich samolotów. Perspektywa jest często bardzo przyziemna, z poziomu pojedynczych żołnierzy i oficerów niskiego szczebla jacy brali udział w walkach. Najwięcej norweskich. Alianckich wyraźnie znacznie mniej, najmniej jest wspomnień i opisów niemieckich.

Polscy piechociarze są wspomniani ale proporcjonalnie do ich udziału w walkach. Czyli niewiele. Polacy brali udział w końcowej fazie walk i tu jest im poświęcony odpowiedni wątek. Biorąc pod uwagę, ża autor opisywał przede wszystkim norweską perspektywę i nawet alianci jak brytyjskie i francuskie oddziały są marginalizowane to nie ma się co dziwić.

Czytałem ebook więc brakowało mi map. Są one dopiero na końcu książki więc w elektronicznym wydaniu trudno się połapać w tych egzotycznych, norweskich miejscowościach w jakich toczyła się akcja. To raczej specyfika nośnika a nie książki jako takiej.

Sam język jest taki sobie. Nie jest to pisane z werwą i polotem. Nudnie i monotonnie też nie. Taki solidny rzemieślnik jakby to pisał.

Polecam to tym którzy są zainteresowani tą bitwą i początkiem II WŚ. Zwłaszcza z norweskiej perspektywy by najczęściej Norwegowie są przez innych autorów traktowani po macoszemu. Tutaj jakby dla równowagi grają główne skrzypce co pozwala wypełnić tą lukę.

O bitwie pod Narvikiem w 1940 zdarzało mi się już coś czytać ale pierwszy raz czytałem norweskiego autora. I przyznam, że było to odświeżające spojrzenie na temat. W oczy rzucia się np. to, że regularnie podkreśla, że dla Norwegów była to walka "w obronie neutralności".

Książka skupia się głównie na przeżyciach Norwegów. Tak cywilnych jak i wojskowych. Liczne fragmenty...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

102 użytkowników ma tytuł Bitwa o Narwik. 62 dni desperackiej walki na półkach głównych
  • 58
  • 42
  • 2
44 użytkowników ma tytuł Bitwa o Narwik. 62 dni desperackiej walki na półkach dodatkowych
  • 24
  • 7
  • 5
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Bitwa o Narwik. 62 dni desperackiej walki

Inne książki autora

Asbjorn Jaklin
Asbjorn Jaklin
Asbjorn Jaklin jest norweskim dziennikarzem, autorem kryminałów i książek historycznych. Napisał m.in. prace poświęcone II drugiej wojnie światowej i serię kryminałów.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Czas Hitlera. Tom 1. Triumf 1933-1939 Frank McDonough
Czas Hitlera. Tom 1. Triumf 1933-1939
Frank McDonough
Klienci dobrze wyposażonych księgarń znajdą na półkach z książkami poświęconymi historii najnowszej, a konkretnie dwudziestoleciu międzywojennemu i drugiej wojnie światowej, kolejną pozycję poświęconą Adolfowi Hitlerowi. Wydawałoby się, że regały nie będą już w stanie przyjąć następnych wydawnictw poświęconych wodzowi Trzeciej Rzeszy, że o jego postaci napisano już wszystko, a historycy i publicyści rozłożyli życie Hitlera na czynniki pierwsze tak solidnie, iż temat został zgrany do granic możliwości. Mimo to Frank McDonough, związany obecnie z John Moores University w Liverpoolu brytyjski historyk, specjalizujący się w krótkich dziejach nazistowskiego państwa, postanowił zaryzykować i przedstawić rządy Hitlera w autorskim – i nowatorskim – spojrzeniu, próbując stanąć obok kolosów historiografii, jak Ian Kershaw czy Richard Evans, których prace o Trzeciej Rzeszy bez wątpienia można uznać za kanoniczne, i boleśnie się nie wywrócić. Na ile mu się to udało? Książka „Czas Hitlera”, której wydanie na polskim rynku przygotował Rebis (i zrobił to bardzo dobrze – twarda oprawa, kilkadziesiąt ilustracji i map, przyjemna dla oka czcionka i tłumaczenie, do którego nie można się przyczepić), jest pozycją dwuczęściową. „Triumf” zaczyna się w 1933 roku, kiedy splot różnych okoliczności i intryg, o czym wspomnę jeszcze poniżej, wynosi do władzy przyszłego Führera, a kończy na 1939 roku i wojnie z Polską. Chronologicznym finałem tomu „Katastrofa”, na który Czytelnicy muszą jeszcze poczekać, jak sama nazwa wskazuje, będzie rok 1945 i zakończenie drugiej wojny światowej na jej europejskim froncie. Każdy rozdział opowiada o jednym roku, dlatego można odnieść wrażenie, że konstruując książkę, Autor poszedł po linii najmniejszego oporu. Nic bardziej mylnego. Jak wyjaśnia sam McDonough, poszczególne fragmenty rozdziału omawiają różne tematy tak, aby ukazać szerszy kontekst opisywanych wydarzeń. „Dzięki temu czytelnik może zapoznać się z przebiegiem wypadków oraz ich wpływem na ewolucję rządów Hitlera” – przekonuje Autor. Do mnie akurat to tłumaczenie trafia. Narracja jest płynna, nawet wtedy, gdy historyk zbacza trochę z głównego kursu, aby wyjaśnić niuanse opowieści, przedstawić szerzej jej bohaterów, czy też krótko, acz z sensem, przeanalizować dany proces, istotny dla Hitlera rosnącego w siłę na niemieckiej scenie politycznej i arenie międzynarodowej. Szeroki dobór źródeł to atut książki. Z jednej strony pozwala nam zajrzeć za kulisy opisywanych wydarzeń z punktu widzenia jej autorów, a z drugiej – poznać efekty wprowadzania decyzji politycznych w życie z pierwszej ręki, bo ze wspomnień zwykłych ludzi. Autor korzysta z nich chętnie i często, wykorzystując także przemówienia NSDAP-owskiej wierchuszki, dokumenty rządowe i zachowane archiwa partyjne czy memoranda wojskowe. Cytowane są dokumenty SS i ministerstwa spraw zagranicznych, ale też dowody przedstawione w powojennych procesach zbrodniarzy hitlerowskich. Są oczywiście fragmenty gazet, wywiady ze świadkami wydarzeń i dzienniki z epoki. Można odnieść wrażenie, że od pewnego czasu autorzy książek historycznych biorą sobie za punkt honoru rozwiewanie narastających przez lata mitów i stereotypów. McDonough nie jest tutaj wyjątkiem, co sam podkreśla. I tak wódz Trzeciej Rzeszy jest z jednej strony „wszechpotężnym władcą”, a jednocześnie „słabym dyktatorem”, przewodzącym chaotycznemu systemowi politycznemu. McDonough nie jest też zwolennikiem tezy, że reżim hitlerowski bardzo przypominał Związek Radziecki Józefa Stalina. „W praktyce wszakże reżim hitlerowski był znacznie mniej totalitarny od tego w ZSRR. Niemiecka opinia publiczna mogła narzekać i krytykować rzeczywistość w o wiele większym stopniu, niż to wcześniej sugerowano” – przekonuje brytyjski historyk. Zdaniem Autora, gdyby Hitler nie doszedł do władzy w 1933 roku, to i tak rządy objęłaby jakaś grupa prawicowych nacjonalistów. Kwestią czasu było na tyle silne wsparcie takich środowisk przez armię oraz inne wpływowe kręgi społeczne i polityczne, gardzące demokracją w wydaniu Republiki Weimarskiej, żeby tak się stało. Bardzo wątpliwe jednak jest to, że taki reżim dokonałby ludobójstwa opartego o rasizm i antysemityzm, jak to zrobili naziści. Partia hitlerowska nie miałaby racji bytu, gdyby nie poczucie upokorzenia po porażce w pierwszej wojnie światowej oraz kryzys gospodarczy przełomu lat dwudziestych i trzydziestych. Nie pierwszy raz w takich sytuacjach historia zatoczyła koło, gdy społeczeństwo – nie mając zaufania do systemu demokratycznego, który w ich mniemaniu nie potrafiło zaradzić piętrzącym się problemom – zaczęło się oglądać za silnym przywódcą, który potrafiłby przewodzić państwu i narodowi w trudnych latach. Pojawił się Hitler, obiecując przywrócenie ładu i porządku oraz stworzenie stabilnej, zjednoczonej i bezklasowej wspólnoty narodowej. Jak stwierdza McDonough, żadna inna partia w dużym, nowoczesnym kraju demokratycznym, nie wydobyła się tak szybko z marginesu politycznego. Sam Hitler twierdził później, że w styczniu 1933 roku „zdobył władzę”, tak jakby doszło wówczas do gwałtownego przewrotu. W rzeczywistości został mianowany kanclerzem rządu koalicyjnego (!) w sposób całkowicie legalny i zgodny z konstytucją. Prezydent Hindenburg uległ perswazji wąskiego grona swoich konserwatywnych doradców, którzy przekonywali go, że Hitler powinien dostać szansę na rządy, a być może uda im się go wykorzystać do własnych celów. Rewolucji jeszcze nie było, bo kapitalizm nadal odgrywał kluczową rolę w systemie gospodarczym, konserwatyści na wielu polach trzymali się mocno, urzędnicy, jeśli nie byli Żydami lub nie mieli sympatii lewicowych, wciąż mogli pracować i awansować, a policja nadal była państwowa, choć wkrótce powstało Gestapo. Armia przez dłuższy okres czasu była niezależna, podobnie jak wielki biznes. „Hitler był często zmuszony iść na kompromisy i okazywać znacznie większą elastyczność, niż się powszechnie uważa. Hitler często działał z pełną premedytacją, ale czasami musiał reagować na wydarzenia, nad którymi nie miał kontroli. W latach 1933 – 1939 był raczej mistrzem elastyczności i improwizacji niż planowania” – zauważa McDonough. Przykładów demontażu mitów związanych z rządami Hitlera, związanych chociażby z „sukcesami” gospodarczymi nazistów czy też z Austrią jako „pierwszą ofiarą Hitlera”, mógłbym podać znacznie więcej, ale pozostawiam przyjemność z ich odnajdywania Czytelnikom. Co warto oddać Autorowi, to sposób relacjonowania wydarzeń z trzeciej dekady minionego wieku. Atrakcyjne pióro, czasami wręcz z zacięciem reporterskim, to z pewnością plus po stronie brytyjskiego historyka. Wielu jego polskich (i nie tylko) odpowiedników mogłoby pójść tym tropem w swoich publikacjach. To nie przytyk, ale podpowiedź. Czy warto zatem sięgnąć po pierwszy tom „Czasu Hitlera”? Zdecydowanie tak! Osobiście nie mogę się doczekać tomu drugiego, z nadzieją, że wysoki poziom publikacji zostanie utrzymany, nie tylko przez Autora, ale również przez wydawcę i tłumacza. Mimo iż Autor nie odkrywa rzeczy nieodkrytych, przyjemność płynąca z lektury, nawet jeśli opowiada ona o wyjątkowo mrocznych czasach, sprawia, że czasu i pieniędzy poświęconych tej publikacji z pewnością nie będzie można uznać za stracone.
mitobrave - awatar mitobrave
ocenił na 8 2 lata temu
Fall Weiss. Najazd na Polskę 1939 Robert Forczyk
Fall Weiss. Najazd na Polskę 1939
Robert Forczyk
Są błędy. Np. Autor myli dwupłatowce obserwacyjne z górnopłatami albo nie zna losów i ilości polskich trałowców. Gdybologię "co by było" należało sobie darować bo wymaga uwzględnienia zbyt wielu danych. Ocena polityczna działań Francji i Wlk. Brytanii jest powierzchowna i emocjonalna, krzywdząca. Autor też nie powinien nazywać wiceprezydenta Wallaca "przygłupem". Ignorancja Kołymska 1944 była konsekwencją planów Roosevelta względem Stalina, magadańskiego złota i powojennego ONZ. Wallace miał nie widzieć "nic złego". Tak samo jak nikt nie dopytywał się o losy amerykańskich lotników, którzy wyskoczyli nad ZSRR i trafili do łagrów. Poza tym książka jest przydatna. Opisuje przygotowania Polski i Niemiec do wojny, rozwój ich przemysłów, koncepcję na armie... oraz polskie braki. Autor nie skupia się na skali taktycznej co od dekad robią polscy mitomani. Nie interesują go dokonania batalionów lecz grup armii, armii, korpusów i grup operacyjnych. Skala taktyczna pozwala Polakom kamuflować skalę porażki i amatorszczyzny Wojska Polskiego gdyż historycy skupiają się na tych wygranych potyczkach. W skali operacyjnej i strategicznej widzimy to jak bardzo było źle. Bez planu, bez talentu i umiejętności, bez wyszkolenia. Bez jakiejś koncepcji, gdy nie tylko armie ale same dywizje ulegały rozpadowi podczas odwrotu. Doceniam zwłaszcza podział na Północ, Centrum i Południe. Nic tak nie ukazuje dobrze porażki jak skupienie się w jednym rozdziale na niezsynchronizowanych działaniach armii "Łódź", "Poznań", "Kraków" i "Prusy", którymi nieudolnie próbował sterować Naczelny Wódz. Polacy mieli problemy nawet ze sterowaniem dywizjami, synchronizowaniem działań rodzajów broni. Co zresztą jest opisane w sekcji poświęconej BOS - Systemowi Bojowemu Wehrmachtu i Wojska Polskiego. Gdzieś tam jest też ZSRR ale w tej książce jego działania są epizodyczne, nieco mniej niż armii słowackiej. Ogólnie warto przeczytać jako sensowną odskocznię od krajowej "wrześniowej" literatury.
Telamon - awatar Telamon
ocenił na 7 25 dni temu
Ptaki i wilki. Tajna gra, która odwróciła losy II wojny światowej Simon Parkin
Ptaki i wilki. Tajna gra, która odwróciła losy II wojny światowej
Simon Parkin
Książka której ciężko "zdobyć" wysokie oceny. Nie jest naszpikowana opisami bitew i karkołomnych akcji z okresu II wojny światowej. Choć ciężkie przeżycia jakie ta wojna przyniosła ludziom też się w niej pojawiają. Choćby pokazując życie na łodzi podwodnej Kretschmera („asa” Ubotów), czy na zatapianych statkach handlowych. W takim razie, o czym jest książka? To kolejna nieznany (no, mi słabo) element tego światowego konfliktu, czyli rozgrywającego się na też na oceanach. Tutaj chodzi o zmagania Royal Navy z U-bootami na atlantyckich szlakach konwojów. Pokazuje, że zwycięstwo z „wilczymi stadami” to nie nos i łut szczęścia dowódców okrętów wojennych oraz przewaga technologiczna – jak dotychczas to opisywano, zwłaszcza u nas. Lecz systematyczne: analiza, ocena i wyciąganie wniosków z bitem w tym przegranych. Na tej podstawie w Liverpoolu powstało centrum szkoleniowe dla oficerów brytyjskiej i sprzymierzonych marynarek wojennych. Szkolące w systematycznym poszukiwaniu i zwalczaniu niemieckich łodzi podwodnych na podstawie …… gier logicznych. Odpowiednio opracowana i powiększona „planszówka” posłużyła do opracowania metod skutecznej osłony konwojów. Była to ciężka praca i wiara w ludzką innowację tak rzadko spotykana w naszych dziejach. Zwłaszcza gdy wiemy kto był twórcą owego innowacyjnego centrum taktyki. Schorowany komandor z rezerwy i młode kobiety, ochotniczki wrenki to oni opracowali, wdrożyli i przekonali do przełożonych do zastosowania zasada gier planszowych. To co opisał Simon Parkin jest kolejnym dowodem na to, że aby wygrać wojnę potrzeba wielu współgrających i zazębiających się elementów jak: pieniędzy, przewagi technicznej, dobrego planowania no i determinacji i motywacji. W naszej historii tylko te dwa elementy występują często (choć nie zawsze) pozostałe niestety są rzadkością. Druga prawda, to że imperium brytyjskie musiało się nauczyć jak walczyć z III Rzeszą i potrzebowało na to ok.3 lat. Bo nie ma tak jak chcą nasi domorośli stratedzy, że wystarczy wydać rozkaz „do ataku” i już tylko czekać na zwycięstwo.
Władek - awatar Władek
ocenił na 7 4 lata temu
II wojna światowa. Infografiki Jean Lopez
II wojna światowa. Infografiki
Jean Lopez Nicolas Aubin Vincent Bernard
Druga wojna światowa, infografiki #współpraca❤️ ogromne dzięki ⏳️Wydaje sie, ze o II Wojnie Światowej powiedziano/nakrecono/napisano juz wszystko. Niemniej to temat wciąż dość chodliwy, co z jednej strony cieszy bo temat nie ulegnie zapomnieniu, a historia (miejmy nadzieję) powtórzeniu. ⏳️Ta książka w dość zaskakujący, ale i jakże modny sposób ilustruje dzieje jednego z najstraszniejszych rozdziałów ludzkości. Infografiki składają się czterech części: „Aspekt materialny i ludzki”, „Broń i armie”, „Kampanie i bitwy” oraz „Bilans strat i zniszczeń”. Opisują one sześćdziesiąt kluczowych tematów – jak problem zaopatrzenia w ropę naftową, struktura związków taktycznych i operacyjnych, operacja „Barbarossa”, logistyka walczących państw, wojna na Pacyfiku, eksploatacja okupowanej Europy, wojna na pustyni… – przedstawiających ten wielki globalny konflikt przystępnie, a zarazem nieszablonowo. Arcydzieło sztuki ilustracyjnej… fantastyczne osiągnięcie i pozycja obowiązkowa na półce każdego miłośnika historii II wojny światowej. - ⏳️Tak naprawdę, kazdy kawałek kartki został w pełni wykorzystany - tekst, ilustracje, wykresy, tabelki (choć niestety za mało kolorowe, bo gdzieniegdzie rzucało cień) Aktorami sa Francuzi więc prezentują "swoją" wersję historii, o naszym ruchu oporu powiedziane wręcz niewiele, a mogę powiedzieć że czystym sercem, z zupełną pewnością ze to nasz ruch oporu był znacznie rozbudowany i odważniejszy. Podobnych kwiatków będzie znacznie wiele, ale nie żałuję tej przygody, do której, mimo wszystko zachęcam i Was 💪 #iiwojnaświatowa #rebis #nigdywięcejwojny #myszaczyta 💙
KsiążkowyRentgen - awatar KsiążkowyRentgen
ocenił na 10 2 miesiące temu
Dzień bitwy. Wojna na Sycylii i we Włoszech 1943-1944 Rick Atkinson
Dzień bitwy. Wojna na Sycylii i we Włoszech 1943-1944
Rick Atkinson
„Dzień bitwy” to monumentalna, dogłębna i barwnie napisana opowieść o jednym z kluczowych, a jednocześnie najbardziej krwawych etapów II wojny światowej — kampanii aliantów na Sycylii i na półwyspie Apenińskim w latach 1943–1944. Autor, znany amerykański historyk i laureat Nagrody Pulitzera, po raz kolejny łączy rzetelne badania źródłowe z narracją przypominającą najlepsze reportaże i literaturę faktu. Atkinson, autor słynnej ,,Armii o świcie'', pisze w sposób staranny, klarowny i przystępny, co czyni tę obszerną książkę (ponad 800 stron) zaskakująco „czytelną”. Jego narracja płynie swobodnie od strategicznych rozważań najwyższych dowódców po codzienne doświadczenia zwykłych żołnierzy. Dzięki temu zarówno miłośnicy historii wojskowości, jak i czytelnicy szukający mocnych, emocjonalnych relacji znajdą tu coś dla siebie. Jedną z największych zalet książki jest przedstawienie wojny z perspektywy ludzi, a nie tylko suchych dat czy ruchów armii. Atkinson umiejętnie wplata relacje żołnierzy i opisuje codzienne życie na froncie, dzięki czemu czytelnik może niemal „poczuć” temperaturę walk, strach i absurd działań wojennych. Widać tu zarówno bohaterstwo, jak i tragizm – bez glorifikacji, ale z głębokim zrozumieniem ludzkich losów. Autor prezentuje szeroki kontekst strategiczny kampanii, ukazując zarówno alianckie plany i kontrowersje wokół inwazji we Włoszech, jak i skomplikowaną współpracę między dowództwami amerykańskim a brytyjskim. Dzięki temu lektura daje pełniejszy obraz tego, dlaczego kampania włoska trwała tak długo i jakie były jej kluczowe wyzwania. „Dzień bitwy” to książka napisana z wielkim kunsztem i pasją. Łączy solidne badania historyczne z narracyjną lekkością, dzięki czemu nawet wymagający tom staje się fascynującą lekturą. Dla osób zainteresowanych historią II wojny światowej, a zwłaszcza mniej znaną kampanią włoską, to pozycja niemal obowiązkowa. Polecam serdecznie.Naprawdę warto.
caharin7 - awatar caharin7
ocenił na 9 2 miesiące temu
Grunwald 1410 Jan Wróbel
Grunwald 1410
Jan Wróbel
Dla wydawnictw specjalizujących się w książkach historycznych ważne – i najlepiej okrągłe – rocznice są jak zaproszenie na urodziny do szwagra: nie można odmówić. Czyli w tym przypadku: nie wydać okolicznościowej publikacji. Z okazji, jaką przyniosło 610-lecie bitwy pod Grunwaldem, skorzystało chociażby Wydawnictwo Znak, wypuszczając na rynek książkę Jana Wróbla pod nieskomplikowanym tytułem „Grunwald 1410”. Autora raczej bliżej przedstawiać nie trzeba. Z wykształcenia historyk, zawodowo spełniający się w oświacie i dziennikarstwie, jest jednym z najbardziej wziętych publicystów w naszym kraju, a jego najnowszą książkę można w pewnym sensie określić mianem publicystycznej. Nie jest to bowiem traktat stricte historyczny, podsumowujący lata badań naukowych przeprowadzonych przez Autora. To raczej zręcznie przedstawiona konfrontacja (często sprzecznych) hipotez badaczy, którzy na relacjach polsko-krzyżackich zjedli zęby, a także zapisów z kronik produkowanych od pierwszych lat po bitwie. Jan Wróbel słusznie zauważa, że najważniejsza polska bitwa to „najcenniejszy eksponat Muzeum Niepewności”, a stereotypy, przez których pryzmat jeszcze dzisiaj patrzy się na starcie na grunwaldzkich polach, także w kontekście politycznym, wciąż trzymają się mocno. Skoro jesteśmy przy stereotypach… Bitwa pod Grunwaldem nie była więc starciem polsko-niemieckim. Wieloetniczność charakteryzowała armie po obu stronach. O Litwinach, Rusinach, Tatarach i wojskach zaciężnych między innymi z Czech po naszej stronie wiemy doskonale, ale także zastępy krzyżackie mówiły wieloma językami. W końcu obok rycerzy gości Zakonu z zachodniej Europy byli także najemnicy z Czech, Łużyc, Pomorza Zachodniego i Śląska (oraz chorągwie tamtejszych księstw, które nie wybierały „opcji niemieckiej”, ale korzystniejszą według nich polityczną drogę po ocenie bilansu potencjalnych zysków i strat), a przecież nie brakowało też etnicznych Polaków, czyli rycerstwa chociażby z Ziemi Chełmińskiej i Pomorza Gdańskiego. Finałem starcia nie było też pole zasnute biało-czarnymi płaszczami pokonanych Krzyżaków. Samych zakonników było w szeregach wojsk krzyżackich około 250, z czego ponad 200 z wojny już nie wróciło. Skąd taka zapiekłość po polsko-litewskiej stronie w zabijaniu członków Zakonu? Wszak korzystniej byłoby pojmać brata zakonnego, zwłaszcza tego z samej wierchuszki, i uzyskać sowity okup, niż zabijać ciężkozbrojnego rycerza, co przecież w sytuacji zakucia w stal od pięt po czubek głowy nie było tak prostym zadaniem. Zadecydowało zmęczenie bitwą zakonników, z których większość najlepsze lata miała już za sobą, czy może wspomniana zajadłość adwersarzy spod Krakowa i Wilna? Ze względów PR-owych, jak byśmy dzisiaj powiedzieli, z całą pewnością śmierć tylu zakonników z wielkim mistrzem na czele, przez wieki hołubionych na dworach cesarskich, papieskich i królewskich zachodniej Europy, nie była Jagielle na rękę. Z drugiej jednak strony chęci polskiego króla, aby prowadzić wojnę zgodnie z kodeksem rycerskim, szybko zostały zweryfikowane przez zdobycie i zniszczenie Dąbrówna, co przyniosło śmierć Bogu ducha winnym mieszkańcom miasteczka. Grunwald, choć militarnie praktycznie niewykorzystany (Dlaczego Jagiełło tak długo szedł na Malbork? Skąd tak mizerny terytorialnie dla Polski efekt pokoju toruńskiego?), był istotnym krokiem do pozycji mocarstwowej polskiego królestwa w Europie Środkowo-Wschodniej. Sam Jagiełło z kolei awansował do elity europejskich władców. Już nie wypadało wytykać mu chrześcijański neofityzm, wybór na krakowski tron przez elekcję i drugoligowe znaczenie. Oczywiście nie było szans, aby po Grunwaldzie wysłać Krzyżaków na śmietnik historii. Ani wtedy, ani pół wieku później, kiedy syn Jagiełły, Kazimierz, po długiej i wyczerpującej wojnie trzynastoletniej ponownie pokonał braci z Malborka i odzyskał między innymi Pomorze Gdańskie. Wspomniałem już o mocnych „plecach” zakonników od Najświętszej Maryi Panny na Zachodzie. Zniszczenie Zakonu i zmiana układu sił nad Bałtykiem już na początku XV wieku z pewnością wywołałaby reakcję sąsiednich państw, mocno zaniepokojonych wzrostem polskiego znaczenia. Celem Wielkiej Wojny było przede wszystkim wymuszenie na Zakonie pewnych ustępstw, w tym terytorialnych. Potęga militarna Zakonu nie została złamana, ale był to początek jej końca, co prawda wydłużonego o sto lat, ale jednak. Grunwald oznaczał też załamanie ekonomiczne państwa zakonnego, dotąd opartego na zbrojnej ekspansji i osadnictwie. Skończyły się łupieskie wyprawy do sąsiednich krajów pod przykrywką chrystianizacji, a wojna coraz częściej toczyła się na obszarze krzyżackim. Bycie poddanym Zakonu wciąż podnoszącego podatki przestało się po prostu opłacać, co z czasem doprowadziło do buntu rycerstwa i mieszczan. Ci potrafili liczyć. Okazję na większy zarobek dawały swobodny spływ towarów Wisłą i kontakty gospodarcze z Polską, a do tego potrzebny był pokój lub… zmiana granic. Jeszcze dwie uwagi co do zawartości merytorycznej książki. Pisząc o zajęciu Gdańska i Pomorza przez Krzyżaków w listopadzie 1308 roku, Autor wspomina, że po zajęciu Gdańska i rzezi jego mieszkańców zakonnicy „zdobyli i podpalili” Tczew. Profesor Błażej Śliwiński, specjalista od średniowiecznych dziejów regionu, już dawno przekonująco udowodnił, że do takich wydarzeń nie doszło. Krzyżacy, owszem, zajęli i spalili książęcy gród tczewski z zamkiem, uprzednio bez walk i wolno puszczając jego załogę, ale do żadnej bitwy o miasto nie doszło. Mieszczanie tczewscy kilka miesięcy po tych wydarzeniach przepraszali na piśmie Krzyżaków za wyrządzenie im wielkich szkód, zobowiązując się do rychłego opuszczenia Pomorza. W rzeczywistości chodziło o pokajanie się przed nowymi władcami wystarczająco uniżenie, aby utrzymać stan posiadania i tyle przywilejów, ile się da. Do wygnania mieszczan tczewskich nie doszło, o czym świadczy przewijanie się tych samych nazwisk po 1308 roku co wcześniej, w epoce przedkrzyżackiej. Z kolei wspominając o liście wysłanym po grunwaldzkiej wiktorii przez Jagiełłę do małżonki, Anny, Wróbel przytacza plotki o rzekomej niewierności królowej, co miało się przełożyć na brak jagiellońskiej krwi w jego synach. Owszem, takie kalumnie w epoce się pojawiały, dotyczyły jednak nie królowej Anny Cylejskiej, ale ostatniej małżonki Jagiełły, Zofii Holszańskiej, która dała mu dwóch dziedziców – Władysława i Kazimierza. Z Anną, żoną numer dwa, Jagiełło miał tylko córkę – Jadwigę. Książkę Jana Wróbla można przeczytać, nie zaszkodzi, ale też lektura nie przyniesie przełomu w myśleniu tych Czytelników, dla których niuanse grunwaldzkiej wiktorii nie są czymś obcym. Dla całej reszty zainteresowanych lekturą publikacja może być wstępem do dalszych, bardziej dogłębnych analiz wydarzeń sprzed sześciu wieków. To wcale nie jest tak, że uważam, iż książka została wydana na siłę, bo po prostu nadarzyła się odpowiednia do tego, lekko okrągła rocznica. Ale w sytuacji, kiedy merytorycznie Autor nie wniósł nic specjalnie nowego, wydawca mógł – w pewnym sensie dla odwrócenia uwagi – pokusić się o więcej „fajerwerków” w warstwie wizualnej książki. Miękka okładka i czarno-białe ilustracje, mimo iż liczne, efektu „wow!” nie robią.
mitobrave - awatar mitobrave
ocenił na 6 2 lata temu
Cud nad Potomakiem. Amerykańskie zwycięstwo w wojnie o niepodległość John Ferling
Cud nad Potomakiem. Amerykańskie zwycięstwo w wojnie o niepodległość
John Ferling
Szczerze polecam. Z plusów: + bardzo szerokie ujęcie tematu, autor pamiętał o takich sprawach "pobocznych", jak życie obozowe żołnierzy, gospodarkę nowopowstałego państewka, życie cywili w miastach, sytuacja kobiet i niewolników, + opisanie wojny na morzu, w tym rajdy na same Wyspy Brytyjskie, + opisanie starań podbicia Kanady - mimo że były one przydługie, to wydaje mi się, że temat jest raczej pomijany w tego rodzaju pracach popularnonaukowych, + opisanie sylwetek najważniejszych osób biorących udział w wydarzeniach - nie tylko po stronie amerykańskiej, + wyraźny brak faworyzowania którejkolwiek ze stron konfliktu, + wgląd w dyplomację i intrygi w Londynie i Wersalu, w historie osób, które brały udział w wojnie "zdalnie", bez stawiania stopy na kontynencie amerykańskim, a także nastroje opinii publicznej w UK i Francji. Z minusów: - zupełne zignorowanie Kongresu. Chodzi mi o to, że w tej książce Kongres to jest jakiś mityczny organ, nie wiadomo jaki, który po prostu "robi pod górkę", nie przyznając funduszy, albo nie zgadzając się na jakieś przedsięwzięcia Washingtona. W zasadzie więcej czytaliśmy o rządzie w Londynie, niż o władzach Ameryki, - miałem wrażenie, że autor po macoszemu potraktował historię wojny na Południu. Wyraźnie więcej było mowy o wojnie na Północy, szczególnie z (przy)długimi opisami nieudanych wypadów do Kanady. Tymczasem te lata 1778-1780, to jakby Washington siedział w tawernie i czekał, aż zacznie się oblężenie Yorktown. Zachwiało to w mojej ocenie punktem ciężkości opowiadanej historii, - brak Hiszpanii. Brała udział w wojnie, a w tej książce jakby się nie pojawiła, - mało map - musiałem posiłkować się googlami, ponieważ nie wiedziałem, gdzie leżą poszczególne miasta Karolin, albo którędy płyną jakieś rzeczki.
octocoala - awatar octocoala
oceniła na 9 10 miesięcy temu
Wschodzące Słońce. Schyłek i upadek Cesarstwa Japonii 1936-1945. Tom I John Toland
Wschodzące Słońce. Schyłek i upadek Cesarstwa Japonii 1936-1945. Tom I
John Toland
Sięgający po tą książkę powinni mieć na uwadze dość ważną kwestię. Owa publikacja została wydana (wersja angielska) na początku lat 70-tych. Co to oznacza? Choćby to, że szereg źródeł dotyczących rozmaitych spraw odkryto i upubliczniono wiele lat później. Nie zostały one uwzględnione w tekście głównym. O np. negocjacjach japońsko-amerykańskich napisano tutaj prawie 100 stron. Poruszono np. sprawę nieporozumień językowych i to właśnie niezrozumienie ma być wg. autora decydującym czynnikiem, który doprowadził do wojny. W tamtym czasie opinia publiczna w USA nie wiedziała jak bardzo administracja prezydenta F.D. Roosevelta została spenetrowana przez sowiecką agenturę. Dzisiaj autorzy raczej zdają sobie sprawę z tego iż owa agentura mogła oddziaływać na decyzje polityczne i dążyć do konfliktu USA-Japonia poprzez pośrednie wpłynięcie na negocjacje. Praktycznie cały rozdział owej książki musiałby zostać przebudowany gdy tymczasem ZSRR w tej pozycji nie odgrywa większej roli. Nie licząc oczywiście kwestii mandżurskiej, pomocy dla Nacjonalistycznych Chin oraz ewentualnego marszu Japonii w kierunku Syberii. Najważniejszym atutem tej książki było i jest: 1. Próba wytłumaczenia zachodniemu czytelnikowi czym jest dialektyczna mentalność japońska, pełna sprzeczności. 2. Przekrojowe ukazanie konfliktu. Część pierwsza zaczyna się od Incydentu Mandżurskiego, a kończy się masakrą na Saipanie. Opisami umierających cywilów. 3. Mnoga ilość relacji Japończyków i ogólnie ukazywanie ich stanowiska oraz punktu widzenia. Nawet na poziomie osobistym. Od Cesarza, Premiera na zwykłych szeregowych i cywilach kończąc. Ale ta książka jest napisana przez Amerykanina (i czasami się on myli np. odnośnie Bitwy na Morzu Jawajskim, która nawet wówczas nie była tą największą do tamtego etapu wojny). Zatem starcie to przede wszystkim konflikt amerykańsko-japoński, z mikrym dodatkiem brytyjskim. Czasami nawet autor bierze stronę Japończyków jak choćby w incydencie na moście Marco Polo w Pekinie. Zrzuca winę na "stronę trzecią" (komunistów) podczas gdy od początku była to inicjatywa armii mandżurskiej, która wykorzystała pretekst ("zaginięcie" japońskiego żołnierza) do rozpoczęcia wojny z Chinami. Same Chiny są tutaj raczej marginesem. Po rzezi w Nankinie stają się tłem w tym Pierwszym Tomie. Zaletą tej książki jest też bardzo płynny styl. Dobrze się to czyta.
Telamon - awatar Telamon
ocenił na 8 7 miesięcy temu

Cytaty z książki Bitwa o Narwik. 62 dni desperackiej walki

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Bitwa o Narwik. 62 dni desperackiej walki


Ciekawostki historyczne