rozwińzwiń

Oliwkowy szlak

Okładka książki Oliwkowy szlak autora Carol Drinkwater, 9788308046579
Okładka książki Oliwkowy szlak
Carol Drinkwater Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie Cykl: Oliwkowa farma (tom 4) literatura piękna
532 str. 8 godz. 52 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Cykl:
Oliwkowa farma (tom 4)
Tytuł oryginału:
The Olive Route
Data wydania:
2011-05-19
Data 1. wyd. pol.:
2011-05-19
Liczba stron:
532
Czas czytania
8 godz. 52 min.
Język:
polski
ISBN:
9788308046579
Tłumacz:
Hanna Pasierska
Średnia ocen

6,4 6,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Oliwkowy szlak w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Oliwkowy szlak

Średnia ocen
6,4 / 10
58 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Oliwkowy szlak

avatar
203
178

Na półkach:

Polecam.

Polecam.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
3934
1021

Na półkach: , , , ,

Nie zaznajomiłam się z książkami Carol Drinkwater poczynając od opisu jej oliwkowej farmy. Ta pozycja jest moim pierwszym zetknięciem się z pisarstwem tej Pani i jestem zaskoczona wiedzą jaką zaprezentowała na jej stronach i to nie tylko na temat drzew oliwnych.
Przede wszystkim "Szlak oliwny" jest podróżą Autorki do źródeł, tam gdzie być może znajdzie pradzieje tego długowiecznego drzewa (w Bejrucie znajduje się gaj oliwny wiekowo szacowany na 600lat) i odkryje skąd się wywodzi. A nie jest to takie łatwe zważywszy, iż jest to roślina długowieczna i nawet zaniedbywana przez człowieka świetnie sobie radzi. Zwycięsko wychodzi z niejednej wojny toczonej przez ludzkość na jego terenach. A ponieważ wiele dzisiejszych gajów oliwnych rośnie od setek lat, pochodzi z czasów, gdzie nie zbyt interesowano się jego historią, a jedynie tym jaki pożytek przynosi. Dziś nie ma odpowiedniej dokumentacji, potwierdzającej kto wpadł na pomysł tłoczenia oliwy czy marynowania owoców. Prawdopodobnie nigdy nie poczyniono takich zapisków i tym bardziej utrudnione jest poszukiwanie korzeni drzewa oliwnego.

Carol Drinkwater to kobieta z pasją, poświęcająca wiele swego życia na uprawę oliwek, ale jak na prawdziwą pasjonatkę chce być najbliżej tematu jak sie tylko da. Zgłębianie wiedzy na ten szczególny temat, daje nam rozległe historyczne fakty dotyczące dziejów krajów, które odwiedza na swym szlaku. Dlatego, choć na początku dziwiłam się, co można zawrzeć w tak grubym tomisku, po przeczytaniu relacji z odwiedzin w Libanie już nie miałam wątpliwości. Nie są to tylko szeroko prowadzone zapiski dotyczące głównego tematu, ale wypełnianie treści rozmaitymi informacjami historycznymi i kulturowymi na temat miejsc, w których się znajdujemy wraz z autorką. Pierwszy kraj i już mamy mnóstwo informacji, nie tylko o starych gajach oliwnych, ale i o powstaniu tego zaskakująco młodego, zróżnicowanego kraju, w którym od dziesiątek lat toczą się wojny.

Faktem jest, że samo czytanie o poszukiwaniu najstarszych drzew oliwnych wymęczyłoby mnie niemiłosiernie, ale dzięki sporej dawce współczesnej historii, panujących w danym społeczeństwie zasad, jak również odniesień do historii starożytnej, odnajdywania tamtych ziem na starych mapach, ta publikacja staje się czymś więcej. Jest jak reporterskie źródło z krajów mało bezpiecznych, a szczególnie dla samotnie podróżującego turysty, Europejczyka i na dodatek kobiety. Carol widać ma w sobie coś takiego, co otwiera jej drogę do serc mieszkańców, przez których jest zapraszana często do własnych domów, podwożona i nakierowywana na ważne miejsca w jej pielgrzymce. Nie spotkamy tu sielskich opisów, wylegiwania się na słońcu, zwiedzania idyllicznych okolic. Będzie oczywiście zadowolenie Autorki, gdy odkryje coś godnego uwagi, natomiast nie będzie opływać w zachwyt nawet podczas kosztowania nowych smaków potraw.
Niektórych czytelników może nawet przytłoczyć wyłaniający się co jakiś czas, ponury obraz niektórych miejsc, gdzie ludzie wciąż się podnoszą po katastrofach, gdzie żyje się biednie i człowiek traci wiarę, że będzie lepiej. A ja, mimo iż dostałam coś, czego się nie spodziewałam, to teraz wiem, że "Oliwkowy szlak" jest lekturą wartą powrotu, ze względu na charakter opisywanych miejsc, jak i sposób, w jaki dokonuje tego Carol.

Nie zaznajomiłam się z książkami Carol Drinkwater poczynając od opisu jej oliwkowej farmy. Ta pozycja jest moim pierwszym zetknięciem się z pisarstwem tej Pani i jestem zaskoczona wiedzą jaką zaprezentowała na jej stronach i to nie tylko na temat drzew oliwnych.
Przede wszystkim "Szlak oliwny" jest podróżą Autorki do źródeł, tam gdzie być może znajdzie pradzieje tego...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
408
64

Na półkach:

Jeżeli ktoś lubi opisy krajobrazów, historię, itp. jak dla mnie nieco nudnawa...

Jeżeli ktoś lubi opisy krajobrazów, historię, itp. jak dla mnie nieco nudnawa...

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

201 użytkowników ma tytuł Oliwkowy szlak na półkach głównych
  • 127
  • 71
  • 3
31 użytkowników ma tytuł Oliwkowy szlak na półkach dodatkowych
  • 20
  • 3
  • 3
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Carol Drinkwater
Carol Drinkwater
Irlandzka aktorka, najbardziej znana z roli Helen Herriot w serialu BBC Wszystkie zwierzęta duże i małe, do jej szczególnych osiągnięć należy zaliczyć współpracę Laurencem Olivierem w National Theatre, ze Stanleyem Kubrickiem w Mechanicznej pomarańczy oraz z Maxem Von Sydowem w filmie Ojciec, za który otrzymała nagrodę Critics Circle Award dla najlepszej aktorki filmowej. Autorka książek dla dzieci i dorosłych. „Oliwna seria” utrzymywała się przez kilka tygodni na liście bestsellerów The Sunday Times, a I i II część cyklu sprzedała się w samej Wielkiej Brytanii w ilości 250 tys. egzemplarzy. Zresztą nie tylko czytelnicy docenili wartość książek Drinkwater – UNESCO zaprosiło aktorkę do zespołu ekspertów, którzy pracują nad stworzeniem Szlaku Oliwnego Dziedzictwa w basenie Morza Śródziemnego.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

W dojrzewającym słońcu. O kobiecie, która stworzyła winnicę Patricia Atkinson
W dojrzewającym słońcu. O kobiecie, która stworzyła winnicę
Patricia Atkinson
Rzut oka na tekst zamieszczony na skrzydełkach i już pierwsze zaskoczenie. Spodziewałem się opowieści o kobiecie, która radykalnie zmieniła życie, odcinając się jednocześnie od zewnętrznych oznak sukcesu rządzących środowiskiem, w którym wcześniej przyszło jej żyć i z którego chciała się wyrwać. Tymczasem: jest kobietą sukcesu: pracuje nad nową powieścią, sprzedaje wina w Anglii, Szwajcarii i Japonii, wynajmuje domy wczasowiczom, a Anglicy realizują o niej filmy dokumentalne. Ci, którzy liczą na książkę o niewielkiej winnicy, gdzie zatrzymał się świat, w której rządzi naturalny rytm, a kolejne dni wypełnia spokój i harmonia, mogą doznać zawodu. Tym polecam "Lawendowe pole" Joanny Posoch. Pomysł na książkę jest nieco banalny. Homo urbanus zmęczony zgiełkiem miasta ucieka na prowincję poszukując innego życia. Trudno zliczyć powieści osadzone w tym klimacie. Jako że żadnej nie czytałem (z wyjątkiem wspomnianego wyżej "Lawendowego pola") skusiłem się na "W dojrzewającym słońcu". Sam tytuł niespecjalnie pasuje mi do tej książki. Sugeruje (a może tylko mi się tak wydaje?) sielsko-anielską rzeczywistość, w której czas płynie tylko sobie znanymi drogami, opóźniając się znacznie w stosunku do reszty świata. Przed rozpoczęciem lektury zastanawiałem się, czy Patricia Atkinson będzie potrafiła mnie zaskoczyć. Nie bawi mnie czytanie pozycji, których fabuła jest do bólu przewidywalna i jeszcze przed skończeniem książki mam o niej wyrobione zdanie. Cieszę się, że tym razem było inaczej. W pewnym momencie miałem ochotę przerwać lekturę i już do niej nie wracać. Wydawało mi się, że skoro do tej pory nic mnie nie urzekło to nie ma sensu męczyć się przez kolejne trzysta stron. Mimo to zdecydowałem się skończyć "W dojrzewającym słońcu". W tym przypadku właściwie ostatnie kilkadziesiąt stron zaważyło na całościowej ocenie książki. Wróćmy jednak na początek. Patricia Atkinson po porzuceniu pracy w jednym z angielskich banków osiedla się na południu Francji, gdzie kupuje winnicę. Nie ma zielonego pojęcia o uprawie winorośli, a co więcej nie zna nawet podstaw francuskiego! W dodatku prawie wszystkim musi zajmować się sama (jej mąż pracuje w Anglii, zresztą później dochodzi do rozstania). Radzi sobie dzięki nieocenionej pomocy sąsiadów. Lokalna społeczność szybko przyjmuje ją do siebie. Gdy łamie nogę nie może kompletnie nic zrobić winnicy. Kiedy leży w łóżku okoliczni mieszkańcy wykonują wszystkie pracy przy winorośli. Gdyby nie oni to tamtego lata nie autorka nie mogłaby liczyć z pewnością nawet na jedną butelkę wina. Wydaje się, że przemiana życia Patrici Atkinson i stworzenie przez nią winnicy są tylko tłem do pokazania czegoś więcej - bezinteresownej pomocy, życzliwości, ofiarności i otwartości na potrzeby innych. Zdecydowanie zawodzi natomiast przedstawienie scenerii. Liczyłem na wyczerpujące opisy przyrody. Południowa Francja, poza winnicami, kojarzy mi się z polami lawendy po horyzont, ciepłolubnymi roślinami i rozsianymi średniowiecznymi zamkami. Na moment zapomniałem, że autorka jest właścicielką nie rodzinnego gospodarstwa, ale poważnego przedsięwzięcia, a winogrona to najbardziej pryskane owoce na terenie Unii Europejskiej. Boujema powtarza procedurę mniej więcej co dziesięć dni, choć dolne liście wciąż jeszcze są niebieskawe po ostatnim oprysku. Gwoli sprawiedliwości dodam, że znajdziemy nieliczne, aczkolwiek bardzo plastyczne opisy przyrody: wzdłuż ściany domu rośnie glicynia, wspinająca się na drzewo limonki. Właśnie kwitnie - olśniewająco bladoliliowa na tle dwóch różowych tamaryszków w głębi. ich aromaty się mieszają: pieprzowy tamaryszka i odurzający, piżmowy glicynii. I dalej: przyszła wiosna. Glicynia na dziedzińcu znowu odcina się oślepiającym bladym fioletem od ciemnoróżowych koron tamaryszków. Rosną pod nimi muguets, konwalie. Ich odurzający aromat miesza się z piżmowym zapachem bukszpanowego żywopłotu i pieprzową wonią tamaryszku. Drobne ptaki śmigają wokół, pochłonięte życiem, budową gniazd i śpiewem. Obok momentów radosnych (które mimo wszystko dominują w powieści) nie brakuje tragicznych. Jednym z najbardziej oddanych pracowników autorki był młody Edge. Przyznam, że irytowało mnie cytowanie jego grafomańskich wierszy. Nie rozumiałem celu tego zabiegu. Traktowały one o banalnych czynnościach ze zwyczajnego życiu dwudziestoparolatka. Przedostatni rozdział kończy gwałtownie historię tej znajomości. Patricia Atkinson zamiast opisywać postępy choroby, która go dopadła ograniczyła się do zacytowania listów, przez co czytelnik przyjmuje to jeszcze bardziej emocjonalnie niż gdyby otrzymał informację o tragedii w toku narracji. W czasie lektury mój stosunek do "W dojrzewającym słońcu" zmieniał się. Najpierw czułem się zawiedziony. Później przekonałem się, że mój zawód bardzo dobrze świadczy o książce. Gdyby autorka spełniła moje oczekiwania, jakkolwiek to nie świadczy o moim guście, to czytelnicy otrzymaliby sielską, rustykalną, może trochę naiwną i wyidealizowaną opowieść o urokach życia na prowincji. Tymczasem na miejscu dawnych, tradycyjnych winnic pojawiła się ich nowoczesna forma. Nie sztuką jest opowiadać o odwiecznych wartościach, które powinny przyświecać człowiekowi w scenerii, w której wszystko wygląda tak jakby czas zatrzymał się. Wtedy wydaje się to niejako naturalne. Dużo trudniej jest przedstawić to samo w świecie, który nieustannie zmienia się. W moim mniemaniu autorce udało się stworzyć niebanalną opowieść łączącą elementy z przeszłości (w sferze materialnej ilustrują je w powieści stary kościół i zamek zamieszkany przez dwojga staruszków) z otoczeniem, które ma coraz mniej wspólnego ze światem naszych antenatów. [Recenzja pochodzi z bloga: librimagistri.blogspot.com]
czytelnik - awatar czytelnik
ocenił na710 lat temu
Mądrość Toskanii Ferenc Máté
Mądrość Toskanii
Ferenc Máté
Wywody autora dotyczą przeżyć nazbieranych przez lata związanych nie tylko z Toskanią, jak głosi tytuł książki, ale miejscami, w których żył. To wspomnienia odległych czasów, gdy człowiek z człowiekiem bytował po sąsiedzku, a co za tym idzie mógł liczyć na kolektywne rozwiązywanie problemów, opiekowanie się dziećmi czy spotkania towarzyskie niemalże każdego dnia jako formą codziennego pozdrowienia przeradzającego się w dłuższe pogawędki. To nostalgia za tamtymi chwilami i takimi miejscami, jak choćby Toskania, gdzie człowiek czuje się dobrze sam ze sobą, nie goni za dobrobytem, ale cieszy się smakiem chwili, ma poczucie bezpieczeństwa i życia w zgodzie z naturą. Momentami można poczuć ogromny żal, że odbieramy naszym dzieciom coś tak cennego, jak swobodne życie, bez zapatrywań w notoryczną pogoń za dobrami, które tylko przywiązują nas do biurek, firm, zakładów wciąż wymagających poświęcania swojego czasu na rzecz produkcji, a potem konsumpcji produktów. Ciągle, więcej i więcej doprowadzając do frustracji, nerwic, depresji. Ferenc Máté przeciwstawia świat wielkomiejski temu z prowincji. NIe pisze tylko o Toskanii, ale o każdym regionie świata, gdzie przemysł nie zawładnął jeszcze na tyle sercami mieszkańców by ci się poddali i zmienili swój sposób życia i patrzenia na wszystko w sposób mechaniczny. Sposób pisania nie jest może specjalnie porywający, ale za sprawą anegdot, odwołań do rzeczywistości sprzed lat i przykładów z dnia dzisiejszego to cenna lektura. Pokazuje jak świat się zmieniał przez 60lat i do jakiego smutnego etapu dotarliśmy, pomimo rozwoju myśli technicznej, przemysłowej, naukowej stajemy się coraz ubożsi duchowo, mentalnie. Kiedyś miało się na uwadze jednostkę, dziś traci ona swoją wartość w anonimowej rzeszy mieszkańców dużych aglomeracji. Im nas więcej tym bardziej stajemy się samotni. Jednak nigdzie nie jest powiedziane, że nie możemy stworzyć swojej własnej Toskanii, czyli przestrzeni nam przyjaznej. Co prawda, nie dla każdego życie na wsi, bo niektórzy będą się tam "dusić" myśląc zapewne, że nie wykorzystują swojej szansy na "bogate" życie w mieście wśród wielu dóbr, jak i spalin, nieżyczliwości i stresów. Dobrze jednak mieć świadomość, że istnieje alternatywa.
Aksamitt - awatar Aksamitt
ocenił na710 lat temu
Błękitne niebo i czarne oliwki John Humphrys
Błękitne niebo i czarne oliwki
John Humphrys Christopher Humphrys
W przypływie nagłego impulsu John Humphrys- brytyjski dziennikarz telewizyjny- kupuje zrujnowany dom na Peloponezie z zapierającym dech w piersiach widokiem na Morze Egejskie. W odbudowie domu pomaga mu mieszkający w Atenach i ożeniony z grecką prawniczką syn, Christopher. Nadzór nad budową przejmuje Thakis, teść Christophera, z zawodu inżynier budownictwa wodno-lądowego. Czy coś może pójść nie tak? Jak wspomina autor: Był styczeń 2006 roku. W ciągu sześciu tygodni stałem się właścicielem placu budowy, dwóch hektarów zalesionego stoku, ruin domku na plaży, uroczego gaju cytrynowego i Bóg raczy wiedzieć ilu pradawnych drzew oliwnych. Minęło lato, potem kilka lat, a plac budowy pozostał tym, czym był: placem budowy. Ta książka opowiada historię tego okresu. Gwoli sprawiedliwości, zawiera również wersję wydarzeń Christophera, a także jego spostrzeżenia na temat zamieszkiwania przez cudzoziemca w jednym z najbardziej patriotycznych i przesiąkniętych tradycją krajów. Ci z nas, którzy spędzili kiedyś w Grecji wakacje, myślą, że coś na ten temat wiedzą. Jak przekonałem, się na własnej skórze po kilku latach- większość z nas nie ma o tym najmniejszego pojęcia. Książkę bardzo fajnie i przyjemnie się czyta. Na każdej stronie uświadamia nas czytelników jak wygląda kuriozalne prawo w Grecji. O czym zapewne nie wiedzielibyśmy gdybyśmy nie sięgnęli po tą książkę.
Katherina87 - awatar Katherina87
ocenił na106 lat temu
Greckie pomidory, czyli nowy dom na końcu drogi Mikael Backman
Greckie pomidory, czyli nowy dom na końcu drogi
Mikael Backman Joanna Nicklasson-Młynarska
Moja dozgonna miłość do Grecji ma różne oblicza. Czasem zwycięża grecka kuchnia, czasem podróże, choć ostatnio tylko palcem po mapie. Ale zawsze są to tematyczne książki, albumy i zakładki. Dlatego też nie mogłam oprzeć się historii Joanny i Mikaela, którzy na półmetku swojego życia postanowili przenieść się w świat swoich marzeń i fantazji. Zrealizowali bowiem pragnienie bycia bliżej, bardziej i przeżywania intensywniej. Zakupili dom w maleńkiej wiosce rybackiej Sigri, gdzie życie tętni w myśl greckiej zasady siga, siga, a poszczególne dni tworzą jeden nieprzerwany ciąg pięknej przygody. Wspomnienia, kłopoty i trudności z organizacją greckiego życia pozwoliły na spisanie tej fantastycznej opowieści, która niejednokrotnie spowodowała salwę śmiechu, wzruszenie, a bezwarunkowo zachwyt i maleńkie ukłucie zazdrości w serduszku. Z wielkim podziwem czytam zawsze historie ludzi, którzy mają w sobie pasję i ogromną odwagę na zostawienie za sobą dawnego życia i ruszenie naprzód ku przygodzie. Bo choć serce się wyrywa, to zawsze rozum i wszystko dookoła je stopuje. Cieszę się zatem szczęściem innych i w wyobraźni towarzyszę w każdym działaniu i aspekcie codzienności. W przypadku tej książki jest o tyle łatwiej, bo to greckie szczęście zobrazował wspaniale Andrzej Płoski, artysta plastyk, tworząc przepiękne akwarelowe grafiki. Mamy zatem kompletny obraz cudownego, sielankowego wręcz życia w społeczności, która nigdzie się nie spieszy i zawsze zdąży na czas. W myśl powiedzenia, które zasłyszałam od samych Greków: Grek rodzi się już zmęczony, a żyje po to, aby odpocząć. Pozostaje pozazdrościć luzu i skubnąć odrobinę tego przekazu dla siebie. A na pewno poczuć na własnej skórze podczas konsumowania Grecji i to nie tylko na talerzu. S'agapó Elláda💙🩵💙
Kamela21 - awatar Kamela21
ocenił na108 miesięcy temu

Cytaty z książki Oliwkowy szlak

Więcej
Carol Drinkwater Oliwkowy szlak Zobacz więcej
Więcej