Druga strona Księżyca. Przygody na wyspach Pacyfiku

Okładka książki Druga strona Księżyca. Przygody na wyspach Pacyfiku autora Olgierd Budrewicz, 8389019582
Okładka książki Druga strona Księżyca. Przygody na wyspach Pacyfiku
Olgierd Budrewicz Wydawnictwo: G+J Seria: Na Krańce Świata literatura podróżnicza
192 str. 3 godz. 12 min.
Kategoria:
literatura podróżnicza
Format:
papier
Seria:
Na Krańce Świata
Data wydania:
2004-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2004-01-01
Liczba stron:
192
Czas czytania
3 godz. 12 min.
Język:
polski
ISBN:
8389019582
Inne
Średnia ocen

6,5 6,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Posłuchaj fragmentu
00:00 /00:00
Reklama

Kup Druga strona Księżyca. Przygody na wyspach Pacyfiku w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Druga strona Księżyca. Przygody na wyspach Pacyfiku

Średnia ocen
6,5 / 10
36 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Druga strona Księżyca. Przygody na wyspach Pacyfiku

avatar
7668
7646

Na półkach:

Można się sporo dowiedzieć.

Można się sporo dowiedzieć.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1675
1670

Na półkach: ,

Ej, kto zna i może polecić fajną książkę o Oceanii? Taką, która nie będzie miała rasistowskich odzywek, która nie będzie trąciła myszką ani kropielnicą, której autor lub autorka nie będą skakać po tematach, w której będą mieli do powiedzenia coś więcej niż "przyjechałem, gorąco, biednie/bogato, spotkałem innego Polaka"?

Ej, kto zna i może polecić fajną książkę o Oceanii? Taką, która nie będzie miała rasistowskich odzywek, która nie będzie trąciła myszką ani kropielnicą, której autor lub autorka nie będą skakać po tematach, w której będą mieli do powiedzenia coś więcej niż "przyjechałem, gorąco, biednie/bogato, spotkałem innego Polaka"?

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
668
663

Na półkach:

Przypuszczałem, że to jest książka, którą Budrewicz napisał w latach 60-tych lub 70-tych a tu niespodzianka: to już początek XXI wieku. Nie powiem, żeby mnie tematyka zafascynowała, ale jest w tym bardzo ważny obraz świata, nawet nie ginącego ale takiego którego już nie ma. Wszystkie te wsypy Indonezji, Mikronezji i Melanezji, na których jeszcze powinni żyć ludzie tak, jak żyli przed trzystu laty... W zasadzie już nikt tak nie żyje. Choć może jednak coś z tego jeszcze zostało?
Tak i nie. Ale jeśli tak to to są już ostatnie chwile.

[Audiobook, czyta Henryk Pijanowski]

Przypuszczałem, że to jest książka, którą Budrewicz napisał w latach 60-tych lub 70-tych a tu niespodzianka: to już początek XXI wieku. Nie powiem, żeby mnie tematyka zafascynowała, ale jest w tym bardzo ważny obraz świata, nawet nie ginącego ale takiego którego już nie ma. Wszystkie te wsypy Indonezji, Mikronezji i Melanezji, na których jeszcze powinni żyć ludzie tak, jak...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

93 użytkowników ma tytuł Druga strona Księżyca. Przygody na wyspach Pacyfiku na półkach głównych
  • 47
  • 45
  • 1
15 użytkowników ma tytuł Druga strona Księżyca. Przygody na wyspach Pacyfiku na półkach dodatkowych
  • 9
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Druga strona Księżyca. Przygody na wyspach Pacyfiku

Inne książki autora

Okładka książki Pojechane Podróże 2 Olgierd Budrewicz, Piotr Chmieliński, Elżbieta Dzikowska, Jacek Hugo-Bader, Wojciech Jagielski, Marek Kamiński, Janusz Kasza, Romuald Koperski, Piotr Pustelnik, Zdzisław Jan Ryn
Ocena 7,1
Pojechane Podróże 2 Olgierd Budrewicz, Piotr Chmieliński, Elżbieta Dzikowska, Jacek Hugo-Bader, Wojciech Jagielski, Marek Kamiński, Janusz Kasza, Romuald Koperski, Piotr Pustelnik, Zdzisław Jan Ryn
Okładka książki Podkarpacie Olgierd Budrewicz, Mariusz Wideryński
Ocena 0,0
Podkarpacie Olgierd Budrewicz, Mariusz Wideryński
Olgierd Budrewicz
Olgierd Budrewicz
Polski dziennikarz, reportażysta, pisarz, varsavianista, podróżnik. W czasie wojny żołnierz AK. Absolwent UW i UJ (prawo). Autor kilkudziesięciu książek, programów TV, scenariuszy i komentarzy do dokumentów filmowych. Odznaczony m.in. Złotym Krzyżem Zasługi i Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Wybrane książki: "Sensacje na co dzień" (Iskry, 1956),"Sagi warszawskie czyli sensacyjne i powszednie, romantyczne i prozaiczne dzieje dziesięciu wielkich rodów warszawskich" (Czytelnik, 1967),"Druga podróż do czterech rogów świata" (Sport i Turystyka, 1979),"Argonauci z Papui / Madagaskar pełen tajemnic" (MAW, 1986),"Piekło w kolorach" (Muza, 1997),"Olgierda Budrewicza słownik warszawski. Historia, ludzie, fakty, kultura, legendy, obyczaje" (WAiF, 2004),"O wszystkim" (z Wiesławem Ochmanem, Bosz, 2010). Żona: Hanna Kanicka (1946-15.05.2010, jej śmierć),córka Ewa Budrewicz-Wałaszewska.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

El Dorado. Polowanie na legendę Andrzej Kapłanek
El Dorado. Polowanie na legendę
Andrzej Kapłanek Jacek Pałkiewicz
W peruwiańskim rytmie Kiedy wzięłam do ręki książkę Jacka Pałkiewicza i Andrzeja Kapłanka „El Dorado Polowanie na legendę”, najpierw poczułam jej ciężar. Liczba stron nie przerażała, bo tylko 440, ale papier, na którym ja wydrukowano twardy, chyba tzw. „kredowy cieńszy”. Strony były śliskie i nie gniotły się. W sumie podczas czytania trudno było książkę utrzymać w dłoniach. Musiała leżeć. Ten fakt informował czytelnika, że nie ma do czynienia z czytadłem, ale starannie wydaną literaturą. Okazała się być literaturą faktu, mówiąc dzisiejszym językiem, non - fiction ze sporą dawką historii, wzbogaconą o zdjęcia. Pierwszy rozdział przeniósł mnie do Peru, do dżungli amazońskiej i ponoć najniebezpieczniejszego, żyjącego z dala od cywilizacji, plemienia Indian południowoamerykańskich Cuapacoris. Drugi wprowadza w tajniki wyprawy grupy białasów – odnalezienie Paititi, legendarnego miasta pełnego złota. Zapachniało mi dzieciństwem. Tematyka i styl opisywania przypomniał mi moją fascynację opowieściami Arkadego Fiedlera. Wchłaniałam je w starszych klasach podstawówki. Różniły się od popularnego również wówczas „Tomka” ( cykl powieści Alfreda Szklarskiego) tym, że były autentycznymi relacjami z autentycznych wypraw na odległe kontynenty. O ile jednak Fiedler skupiał się na relacji jemu współczesnej, to autorzy „El Dorado…” przenoszą czytelnika w czas przeszły. Zostawiamy więc ich z niebezpiecznymi tubylcami, którzy krzywdy nie robią i zaczynamy czytać o historii Peru, przygotowaniach do wielkiej wyprawy w głąb terytorium, gdzie nie stanęła jeszcze noga białego człowieka i paru przygodach erotycznych. Część recenzentów książki czyni z tego zarzut. Widocznie jak ja, wychowani na Fiedlerze. Mnie to nie przeszkadzało. Oczywiście czekałam na dalszy opis wyprawy, ale z zainteresowaniem przeczytałam o, w sumie nieznanym mi państwie, historii Peru, podbojach dokonanych przez klan Pizzaro, Machu Picchu, chrystianizacji i wprowadzaniu cywilizacji, tam gdzie praktycznie nikt tego nie chciał. Narracja historyczna prowadzona w sposób epicki, czyli dość swobodny sprzyjała mi w zagłębianiu, czasami przypominaniu sobie historii odległego i jakże jeszcze do dziś tajemniczego peruwiańskiego świata. Do tego oglądamy dużą ilość zdjęć obrazujących ową historię, wśród nich znaleziony w 2002 roku rękopis jezuitów potwierdzający istnienie Paititi. Oprócz opowieści z dawnych lat, czytelnik śledzi przygotowania do wyprawy w głąb lądu, dostaje nawet listę niezbędnych rzeczy do zabrania. Potem oczywiści wracamy na szlak wędrowców i … spojlera nie będzie. Książkę czyta się dość przyjemnie, o ile położymy ja sobie na kolana, bo o jej ciężarze już pisałam. Nie jest rewelacją, ale według mnie nie zasługuje również na negatywną opinię. Fajnie, że autorzy zebrali do przysłowiowej kupy peruwiańską historię. Czy dobrze, że wzbogacili ją o swoje przeżycia z gatunku erotycznego? Sprawa gustu. W końcu Joanna Szczepkowska w swym słynnym monodramie „Goła baba” wyznała, że każdy czeka najpierw na gołą babę, a potem na wzniosłe idee…
gks - awatar gks
ocenił na610 miesięcy temu
Ekspedycja Ra Thor Heyerdahl
Ekspedycja Ra
Thor Heyerdahl
„Ekspedycja Ra” to książka, która dosłownie otworzyła mi oczy na to, jak bardzo niedocenialiśmy możliwości dawnych ludzi. Czytając o budowie łodzi z trzciny, miałem wrażenie, że wchodzę w świat zapomnianej wiedzy i umiejętności, które dziś wydają się wręcz magiczne. Nigdy wcześniej nie przypuszczałem, że konstrukcja z papirusu może być tak wytrzymała i tak odporna na oceaniczne warunki. A jednak Heyerdahl udowodnił, że to nie tylko możliwe, ale wręcz imponujące. Najbardziej zachwyciło mnie to, jak ogromnym przedsięwzięciem była cała wyprawa. Trzeba było znaleźć odpowiednią trzcinę, dotrzeć do ludzi, którzy wciąż pamiętali starożytne techniki, zorganizować załogę gotową na ekstremalne wyzwania i dopilnować każdego szczegółu. To wszystko pokazuje, że Heyerdahl nie był marzycielem oderwanym od rzeczywistości. On był człowiekiem czynu, który potrafił połączyć różne kultury i umiejętności w jedno wielkie dzieło. Ta energia i determinacja wręcz biją z każdej strony książki. Ogromne wrażenie zrobiło na mnie także to, jak wiele wspólnych elementów łączy odległe cywilizacje. Ten sam typ łodzi w Afryce, Azji i Ameryce, podobne techniki wiązania, podobne rozwiązania konstrukcyjne. Trudno uwierzyć, że to wszystko mogło powstać niezależnie. Heyerdahl pokazuje, że świat był bardziej połączony, niż chcieliby przyznać niektórzy naukowcy. I robi to w sposób, który naprawdę rozpala wyobraźnię. Zaskoczyły mnie również zagrożenia, o których wcześniej nie miałem pojęcia. Bilharcjoza to przykład choroby, która czai się w miejscach wyglądających na rajskie. Czytając o tym, jak niebezpieczna potrafi być ciepła słodka woda, zacząłem zupełnie inaczej patrzeć na beztroskie kąpiele podróżników w tropikach. Ta książka nie tylko inspiruje, ale też uczy pokory wobec natury. „Ekspedycja Ra” to dla mnie opowieść o odwadze, ciekawości świata i o tym, że warto kwestionować utarte schematy. Heyerdahl pokazuje, że historia ludzkości jest pełna możliwości, które wciąż czekają na odkrycie. To książka, która daje potężny zastrzyk entuzjazmu i sprawia, że człowiek zaczyna patrzeć na przeszłość z zupełnie nową energią.
Stefankowalski - awatar Stefankowalski
ocenił na92 miesiące temu
Kierunek Antarktyda Czesław Centkiewicz
Kierunek Antarktyda
Czesław Centkiewicz Alina Centkiewicz
To moja pierwsza książka Centkiewiczów, kultowego małżeństwa podróżników, które od 1934 roku przybliżało polskim czytelnikom cuda i dziwy światów polarnych. Chyba to, co najbardziej ujęło mnie w tej pozycji to bardzo zgrabne połączenie indywidualnej perspektywy z niemałą ilością faktów historycznych, geologicznych i technologicznych. Książka zawiera wiele anegdot i bezpośrednich relacji obojga małżonków, którzy przez dużą część wyprawy poznawali "szósty kontynent" oddzielnie. Oczywiście, zważywszy na to, że książka była pisana na przełomie lat 50. i 60., nie brakuje w niej stereotypów, np. dotyczących słabości kobiet i ich zależności od silniejszych i bardziej doświadczonych mężczyzn (norma kulturowa wyraźnie zinternalizowana przez p. Alinę) czy licznych pochwał radzieckich ludzi nauki. Niemniej jednak, w przypadku tej drugiej kwestii jest to też - moim zdaniem - zaleta. Jak wiadomo, historię piszą zwycięzcy, a po upadku ZSRR wraz z nierzadko bezkrytycznym przejęciem narracji Zachodu wiele dokonań i odkryć Rosjan wrzucono w otchłań zapomnienia. Dobrze, że istnieją pozycje, które są świadectwem poświęcenia i oddania nauce wielu znamienitych specjalistów. Kilka z opisanych scen pokazuje także, że - być może wbrew powszechnemu przekonaniu - w warunkach polarnych współpraca między zespołami zza przeciwnych stron Żelaznej Kurtyny była nie tylko konieczna ale i też ochoczo podejmowana. Z wielu stron tego swoistego pamiętnika emanuje duża doza serdeczności, solidarności, badawczej wnikliwości, poczucie odpowiedzialności, a także świadomość niezwykłości tego, co udało się dokonać ludzkości w zderzeniu z surowym żywiołem polarnym, nie bez szacunku dla jego majestatu i potęgi. Niezwykłe jak w czasach pozbawionych stories, reelsów, live'ów książka była w stanie przenieść czytelnika w świat tak odległy od jego codziennej rzeczywistości. Alina i Czesław Centkiewiczowie uczynili to znakomicie. Wszystkich ciekawych świata zachęcam do zatopienia się w tej prawie trzysta-stronicowej lekturze. Zapewniam, że nie będzie to czas stracony.
Marcin Piątkowski - awatar Marcin Piątkowski
ocenił na71 rok temu
Równoleżnik zero Olgierd Budrewicz
Równoleżnik zero
Olgierd Budrewicz
Wznowienie reportaży polskiego dziennikarza – obieżyświata z połowy lat sześćdziesiątych minionego wieku. Obejmuje podróż autora po Kongu Leopoldville (poprzednie Kongo belgijskie, później Zair, obecnie Demokratyczna Republika Konga),sąsiadującym z nim Kongu Brazzaville (wcześniej Kongo francuskie, obecnie po prostu Kongo) oraz Burundi i Rwandzie. Każde z tych państw świeżo uzyskało niepodległość, która jednak nie zerwała zależności od dawnego kolonizatora. Największe z nich miało w owej chwili 17 absolwentów studiów wyższych (w tym żadnego lekarza czy inżyniera),najmniejsze jednego. Belgowi ((i w jednym przypadku) Francuzi, którzy nic nie znaczyliby w swoich krajach nadal dominowali tu ekonomicznie, pospołu z … Portugalczykami, Grekami, Syryjczykami i Hindusami. Wobec waśni plemiennych francuski – język kolonizatora - nadal pełnił rolę linga franca dla tej części mieszkańców, która nie była samowystarczalna. O dziwo funkcjonowało tam sporo Polaków, głównie lekarzy, inżynierów, jeden myśliwy (Stanisław Hempel współbohater części opowieści) i jeden … plantator. Najciekawsze są oczywiście opisy rejsów rzeką Ubangi, pobytu w dżungli, szczególnie wśród Pigmejów oraz niestety … polowań. I tu się zaczynają wady, na które należy spojrzeć bez współczesnego prezentyzmu. Pierwsza to słownictwo – termin „Murzyn” czy „Murzyn Bantu” nie miał wówczas negatywnych konotacji w naszym języku. Ale już przytaczanie opinii, że lokalna czarnoskóra ludność to „duże dzieci”, które „nie lubią pracować” już wtedy powinno być przemyślane. Trudno także zachwycać się opisami polowań, szczególnie na zagrożone wyginięciem gatunki jak słonie czy goryle i liczbami. 3 tysiące zabitych przez naszego rodaka krokodyli jakoś nie budzi przerażenia, biorąc pod uwagę, ile istnień ludzkich pozbawia rocznie życia w Afryce ten gatunek. Ale już 19 zabitych słoni, 15 hipopotamów, 16 lampartów i 3 lwy nie imponują, ale wręcz przeciwnie. Widać, jak w przeciągu prawie 60 lat wzrosła wiedza i świadomość przyrodnicza i ekologiczna. Warto też przeczytać i Pigmejach, tu zwanych Bakingami i ich pozycja na zwiedzanych terenach, a także obyczajach i sposobie życia. Wreszcie dwa ostatnie państwa już wtedy borykały się z waśniami plemiennymi a Hutu w Rwandzie już mieli za sobą pierwsze zbrodnie na Tutsi, zwanych wtedy Watussi. Autor uważał tych ostatnich za najeźdźców z Etiopii, lud chamicki. Ciekawa relacja ze zmieniających się wówczas państw i społeczeństw. Oby jak najmniej aktualna w zakresie przelewu krwi. Przeczytane w ramach lipcowego wyzwania – książka rozgrywająca się w ciepłych krajach (Afryka Równikowa).
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na71 rok temu
Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd. Listy z podróży afrykańskiej z lat 1931-1936 Kazimierz Nowak
Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd. Listy z podróży afrykańskiej z lat 1931-1936
Kazimierz Nowak
Co za wyczerpująca wyprawa. Wyczyn godny podziwu i trochę przerażający. Na pewno Kazimierz Nowak był samotnikiem i trochę dziwakiem, ale dokonał wiele. W imię czego? Sam sobie wyznaczył cel, z ciekawości świata, pokonania nieznanego, poznania Afryki i siebie samego. Długo był sam ze sobą. Jego spostrzeżenia są całkiem dzisiejsze, te o kolonializmie i globalizacji. Niesamowite. Trochę szkoda, że częściej nie dał się uwieść wygodom, nie pozwalał sobie na odpoczynek. Podróż była mordercza. Pod koniec czuć już wielkie zmęczenie, zgorzknienie i niecierpliwość autora. Już parł do domu. Książka słuchana. Trochę taka poszatkowana i brakuje pomysłu na spięcie całości. Zebrał, opracował i wstępem opatrzył Łukasz Wierzbicki. Sam Nowak jej nie zdążył napisać i wydać, nie wybrał swoich tekstów i nie zredagował. Dlatego musiała powstać z tego, co już było. Wielkie ukłony dla Łukasza Wierzbickiego za jego wkład i popularyzację. Tak sobie myślę, że człowiek, który odbywa tak niezwykłą wyprawę, już nigdy by nie zagrzał miejsca. Gdyby nie jego przedwczesna śmierć, wędrowałby po świecie. Gdyby miał taki dryg do gawędy jak Tony Halik, byłby bardzo uznany i sławny. Kiedy wysłuchałam końcowy komentarz, zrobiło się smutno, ale też wzruszająco. Nowak wrócił wyczerpany, tak samo biedny jak wyruszył. Miał serie spotkań i pokazów. Był zmęczony i chory. Po roku zmarł. Mam nadzieję, że ten niepozorny podróżnik zdobędzie większą uwagę i sławę.
lubbe - awatar lubbe
ocenił na72 dni temu
Okrążmy świat raz jeszcze. Ruszamy po przygodę, część I Tadeusz Perkitny
Okrążmy świat raz jeszcze. Ruszamy po przygodę, część I
Tadeusz Perkitny
Prawie sto lat temu dwóch młodych absolwentów poznańskiego uniwersytetu wyruszyło w podróż dookoła świata. Bez lotów, rezerwacji w hotelach, GPS-ów, translatorów i kart kredytowych. Na koszty życia i przemieszczania się musieli zarobić. Dzięki temu poznali i widzieli więcej i mieli czas to przemyśleć. Nocowali nierzadko „pod chmurką” czy w międzypokładzie czwartej klasy. Ale za to stykali się z prawdziwym życiem tych na dole drabiny społecznej, którzy okazali im wiele pomocy i sympatii. Kierunek nietypowy – od północy, poprzez zachód i południowy zachód. Z mnóstwem spotkań z rodakami, z których najciekawsze miały miejsce w … Brazylii. Lasy i morze, step (pampa) i góry, zima w Skandynawii i upał w Dakarze. Wszystkiego po trochu. I dużo przygód, odwagi i wytrzymałości oraz odporności na przeciwieństwa losu. Styl opowieści jest niezbyt literacki, ale za to bardziej gawędziarski. Humor ironiczny, nawet tam, gdzie pewne figury występują w nadmiarze. Ciekawostką jest słownictwo, częściowo archaiczne, np. słowo „kumoter”, dziś kompletnie nigdzie nie stosowane. Za to wszystko przebija fabuła – pełna przygód i zmienności „okoliczności przyrody” i ludzkiego losu. Do tego niszczy stereotypy. Bohaterowie (autor i jego przyjaciel) są z Wielkopolski, ale podróż nie posiada ani planu (brak organizacji) ani celów ekonomiczno-zarobkowych. Wręcz przeciwnie – młodzi ludzie wykazują się fantazją, romantyzmem i niesamowitą pomysłowością oraz humorem. Nic ich nie zniechęca ani nie deprymuje. Żadna praca im nie straszna, by zrealizować swoje marzenie. Na nikogo nie patrzą z góry, nawet, jeśli stosują słowa, których dziś nie wypada używać („Murzyn”),a które 100 lat temu nie miały żadnego negatywnego zabarwienia. Do tego fascynujące opisy trzech krajów północnej Europy, ówczesnej afrykańskiej kolonii jednego z nich oraz trzech państw Ameryki Południowej. Bardzo ciekawe są porównania emigrantów z Polski i półwyspu iberyjskiego oraz opisy naszych rodaków w Brazylii i Argentynie. Jednym słowem geograficzno-przygodowa gratka retro o prawdziwych podróżnikach, pełnych zapału, o szerokim spojrzeniu i horyzontach. Przeczytane w ramach czerwcowego wyzwania – książka z motywem podróży.
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na81 rok temu

Cytaty z książki Druga strona Księżyca. Przygody na wyspach Pacyfiku

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Druga strona Księżyca. Przygody na wyspach Pacyfiku