Masz przyjaciela. Jedz, módl się, kochaj w Rzymie

Okładka książki Masz przyjaciela. Jedz, módl się, kochaj w Rzymie autora Luca Spaghetti, 9788375106459
Okładka książki Masz przyjaciela. Jedz, módl się, kochaj w Rzymie
Luca Spaghetti Wydawnictwo: Rebis Seria: Salamandra literatura piękna
232 str. 3 godz. 52 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Salamandra
Tytuł oryginału:
Un amico italiano - Eat, Pray Love in Rome!
Data wydania:
2011-02-08
Data 1. wyd. pol.:
2011-02-08
Liczba stron:
232
Czas czytania
3 godz. 52 min.
Język:
polski
ISBN:
978-83-7510-645-9
Tłumacz:
Tomasz Kwiecień
Średnia ocen

5,6 5,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Masz przyjaciela. Jedz, módl się, kochaj w Rzymie w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Masz przyjaciela. Jedz, módl się, kochaj w Rzymie

Średnia ocen
5,6 / 10
266 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Masz przyjaciela. Jedz, módl się, kochaj w Rzymie

avatar
20
16

Na półkach:

Bardzo fajna, lekka lekturka. Zgadzam się, że część "rzymska' najciekawsza. W końcu autor to rzymianin najprawdziwszy. Chciałabym się z nim zaprzyjaźnić :) ale pisze, że mam w nim przyjaciela, to tego się trzymam.

Smakuje najlepiej tuż przed lub tuż po odwiedzeniu Rzymu.

Bardzo fajna, lekka lekturka. Zgadzam się, że część "rzymska' najciekawsza. W końcu autor to rzymianin najprawdziwszy. Chciałabym się z nim zaprzyjaźnić :) ale pisze, że mam w nim przyjaciela, to tego się trzymam.

Smakuje najlepiej tuż przed lub tuż po odwiedzeniu Rzymu.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
168
61

Na półkach:

Strasznie mnie urzekła wrażliwość pana Sphagettiego <3 Tak bardzo podoba mi się ile rzeczy docenia w codziennym życiu, potrafi zarówno cieszyć się z błahostek jak i ważnych momentów. Cudowne pokazanie włoskiego podejścia do życia i jego celebracji.
Choć wątek z USA był ciekawy, odniosłam wrażenie jakby niektóre momenty były tam wpakowane tylko po to, zeby autor mógł opowiedzieć po raz kolejny ulubione historie z życia, skoro dobrał się do szerszej publiki. Przez to czułam niedosyt Rzymem :(
Troszkę za dużo żartów z nazwiska.... ale i tak polecem! Ja czytałam we Włoszech właśnie, idealnie się nadała na wakacyjną lekturę.

Strasznie mnie urzekła wrażliwość pana Sphagettiego <3 Tak bardzo podoba mi się ile rzeczy docenia w codziennym życiu, potrafi zarówno cieszyć się z błahostek jak i ważnych momentów. Cudowne pokazanie włoskiego podejścia do życia i jego celebracji.
Choć wątek z USA był ciekawy, odniosłam wrażenie jakby niektóre momenty były tam wpakowane tylko po to, zeby autor mógł...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
180
67

Na półkach:

Może być, gdy pod ręką nie ma nic lepszego. Lekko się czyta i pewnie lekko zapomina.

Może być, gdy pod ręką nie ma nic lepszego. Lekko się czyta i pewnie lekko zapomina.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

570 użytkowników ma tytuł Masz przyjaciela. Jedz, módl się, kochaj w Rzymie na półkach głównych
  • 354
  • 208
  • 8
197 użytkowników ma tytuł Masz przyjaciela. Jedz, módl się, kochaj w Rzymie na półkach dodatkowych
  • 163
  • 9
  • 8
  • 5
  • 5
  • 4
  • 3

Tagi i tematy do książki Masz przyjaciela. Jedz, módl się, kochaj w Rzymie

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Rzymskie dolce vita Penelope Green
Rzymskie dolce vita
Penelope Green
Rzymskie „dolce vita” – Penelope Green W pogoni za marzeniami i wizją idyllicznego życia na obczyźnie, Penelope Green, australijska dziennikarka, której życie jak dotąd wydawało jej się idealne i niepotrzebujące żadnych zmian, decyduje się na wyjazd do Włoch – nie byle jaki, nie na wycieczkę, ale wyjazd, podczas którego zgłębi wiedzę na temat tego kraju oliwą i winem płynącego, pozna mentalność jego mieszkańców, znajdzie tam zatrudnienie, a może nawet i miłość. „Oto powiastka o tym, co mnie spotkało, gdy porzuciłam wszystko – pracę, elegancki apartament, rodzinę i przyjaciół – by gonić za romantyczną ułudą w nadziei, że zmieni moje życie na lepsze, chociaż nie miałam bladego pojęcia, co tak naprawdę mogłoby mnie uszczęśliwić”. Penelope od początku zaraża nas miłością do Włoch. Zachwycają ją tamtejsza kuchnia, kobiety, mężczyźni, a nawet sam język. „Te dialogi są tak melodyjne i pełne ekspresji, że czuje się jak w operze”. Niemniej jednak często pokazuje nam także te ciemne strony życia w obcym kraju – trudności w porozumieniu się z „nie swoimi”, trzy różne prace, wiązanie końca z końcem, itd… Te problemy jednak okazują się niczym w obliczu tego, przed czym staje nasza bohaterka, Penny. A staje twarzą w twarz z Rzymem, Wiecznym Miastem, które zdążyłam już pokochać po lekturze książek Diego Galdino. Podobnie jak u włoskiego pisarza, tak i u australijskiej pisarki Rzym to miejsce niezwykłe, tętniące życiem, z niewiarygodnie bogatą historią. To miejsce z duszą, dlatego nie dziwne, że zakochują się w nim turyści z całego świata i decydują się zamieszkać nigdzie indziej, lecz właśnie tam. Powieść Penelope Green „Rzymskie dolce vita” to słodko-gorzka historia Australijki, która postanowiła podążyć drogą marzeń, nawet za cenę tego, że mogłaby stracić wszystko, co jak do tej pory kochała. To odważna proza skłaniająca do refleksji nad tym, czy czasem warto jednak zaryzykować wszystko, by dowiedzieć się tak naprawdę, czy to „wszystko” miało kiedykolwiek sens. Penelope Green ma dar pięknego opisywania miejsc. Dzięki jej opisom stajemy się sami świadkami jej podróży, obserwujemy jej wzloty i upadki, przeżywamy z nią miłosne perypetie, śmiejemy się czy wzruszamy. Dużym plusem jest to, że autorka pokusiła się, żeby opisać jedzenie, które uważam za bardzo ważny element w kulturze Włochów. Ponadto liczne włoskie wtrącenia sprawiają, że powieść Green ma w sobie wiele włoskich akcentów, a znad jej kart unosi się wręcz zapach włoskich potraw. Gorąco polecam tę lekturę wszelkim italofilom, którzy kochają powieści obyczajowo-podróżnicze.
Veronique - awatar Veronique
ocenił na99 lat temu
Lunch w Paryżu Elizabeth Bard
Lunch w Paryżu
Elizabeth Bard
Wspomnienia mogą okazać się naprawdę dobrym materiałem na książkę, oczywiście pod warunkiem, że „ma się, co wspominać” i jest się w stanie zaciekawić czytelnika swoim życiem. Elizabeth Bard postanowiła zaryzykować i właśnie w taki sposób powstały jej dwie książki, głównie opowiadające o niej samej, o jej mężu, pracy i codzienności w Paryżu. Niby nic wielkiego, a jednak jej książka szybko stała się bestsellerem „New York Timesa” i prawdopodobnie niedługo zostanie sfilmowana. Cała przygoda Elizabeth z Francją zaczęła się dość nietypowo – stąd pochodził jej przyszły mąż, którego poznała… trochę przypadkiem. Poznali się na konferencji w Londynie. On właśnie robił doktorat z informatyki, a ona magisterkę z historii sztuki. W ostatnim dniu swojego pobytu w Londynie, niby przypadkowo wpadli na siebie na schodach, ale to wystarczyło, żeby zacząć poważniejszą „znajomość”. Elizabeth przyjechała na weekend do Paryża i szybko zrozumiała, że z Gwendalem jest jej naprawdę dobrze i chciałaby spędzić z nim resztę swojego życia. O ile sama decyzja była łatwa, o tyle odnalezienie się w zupełnie obcym państwie nie było wcale takie proste, zajęło autorce trochę czasu, ale w końcu, przynajmniej częściowo, udało się przyzwyczaić. „Gdy tak szłam pod rękę z Gwendalem, przyszło mi nagle do głowy, że wybrałam życie z nim po części po to, aby sprzeciwić się temu, czego ode mnie oczekiwano. Może i on wybrał mnie z tych samych powodów?” „Lunch w Paryżu” jest debiutem książkowym Elizabeth Bard. Autorka w swojej książce wspomina, jak wyglądała jej przeprowadzka z Londynu, gdzie studiowała, do Paryża, gdzie miała spędzić najbliższe lata swojego życia. Opowiada o tym, jak wiele w tamtym kraju się różni, jak bardzo Francja różni się od Stanów, w których Elizabeth wychowywała się przez wiele lat. W książce, autorka porusza także temat zróżnicowaniu w jej rodzinie i w rodzinie Gwendala, wspomina o różnicach językowych i kulturowych, które szczególnie można było zaobserwować na ich „podwójnym” ślubie – we Francji i w Stanach. Będąc już po lekturze obu książek Elizabeth Bard, muszę przyznać, że ta książka, czyli pierwsza książka Elizabeth podobała mi się o wiele bardziej od jej drugiej książki „Piknik w Prowansji”. Mam wrażenie, że autorka przy swoim debiucie bardziej się starała, chciała, żeby jej pierwsza książka była naprawdę dobra i rzeczywiście taka była. Czego niestety nie mogę powiedzieć o kontynuacji wspomnień. Czytając „Piknik w Prowansji”, na początku nieco się męczyłam, miałam wrażenie, że autorka pisała swoją książkę trochę „na siłę”, bo naprawdę wiele jej wspomnień nie było ciekawych; stwierdziłam, że za dużo jest „o tym samym”, chociaż było też kilka interesujących mnie fragmentów. Jednak dzięki temu, że znam obie książki Elizabeth Bard, teraz mam porównanie i mogę powiedzieć, że jest ona naprawdę dobrą pisarką, tylko chyba trochę pośpieszyła się z wydawaniem swojej drugiej książki… „Szczęście traktowałam jako coś bardzo abstrakcyjnego, wynik długiego równania: początkowa samoocena, razy x osiągnięć, podzielone przez y dolarów, n kredytów, minus f przepracowanych godzin, plus g zdobytego szacunku.” Podobnie jak w „Pikniku w Prowansji”, również w „Lunchu w Paryżu” nie mogło zabraknąć słynnych przepisów autorki. Z tym, że te przepisy wydają mi się dużo łatwiejsze do wykonania. Kilka – tych „słodszych” – mam już nawet na oku i, kto wie, może nawet kiedyś uda mi się je wypróbować. W końcu, chyba każdy chciałby kiedyś wykonać jakiś deser, potrawę według prawdziwego, „francuskiego” przepisu – a autorka daje nam właśnie taką możliwość. Ostatecznie jednak cieszę się, że mogłam przeczytać te książki. Dzięki autorce i jej bezstronnym komentarzom miałam okazję dowiedzieć się więcej o stylu życia mieszkańców Stanów i Francji, mogłam poznać różnice kulturowe tych dwóch państw. Słowem, dowiedziałam się wielu ciekawostek, o których zwykły turysta nie ma prawa wiedzieć, dlatego polecam wspomnienia Elizabeth Bard wszystkim ciekawym świata – Paryż, Londyn, Nowy Jork i okolice mogą naprawdę zafascynować.
SIA - awatar SIA
oceniła na79 lat temu
Mądrość Toskanii Ferenc Máté
Mądrość Toskanii
Ferenc Máté
Wywody autora dotyczą przeżyć nazbieranych przez lata związanych nie tylko z Toskanią, jak głosi tytuł książki, ale miejscami, w których żył. To wspomnienia odległych czasów, gdy człowiek z człowiekiem bytował po sąsiedzku, a co za tym idzie mógł liczyć na kolektywne rozwiązywanie problemów, opiekowanie się dziećmi czy spotkania towarzyskie niemalże każdego dnia jako formą codziennego pozdrowienia przeradzającego się w dłuższe pogawędki. To nostalgia za tamtymi chwilami i takimi miejscami, jak choćby Toskania, gdzie człowiek czuje się dobrze sam ze sobą, nie goni za dobrobytem, ale cieszy się smakiem chwili, ma poczucie bezpieczeństwa i życia w zgodzie z naturą. Momentami można poczuć ogromny żal, że odbieramy naszym dzieciom coś tak cennego, jak swobodne życie, bez zapatrywań w notoryczną pogoń za dobrami, które tylko przywiązują nas do biurek, firm, zakładów wciąż wymagających poświęcania swojego czasu na rzecz produkcji, a potem konsumpcji produktów. Ciągle, więcej i więcej doprowadzając do frustracji, nerwic, depresji. Ferenc Máté przeciwstawia świat wielkomiejski temu z prowincji. NIe pisze tylko o Toskanii, ale o każdym regionie świata, gdzie przemysł nie zawładnął jeszcze na tyle sercami mieszkańców by ci się poddali i zmienili swój sposób życia i patrzenia na wszystko w sposób mechaniczny. Sposób pisania nie jest może specjalnie porywający, ale za sprawą anegdot, odwołań do rzeczywistości sprzed lat i przykładów z dnia dzisiejszego to cenna lektura. Pokazuje jak świat się zmieniał przez 60lat i do jakiego smutnego etapu dotarliśmy, pomimo rozwoju myśli technicznej, przemysłowej, naukowej stajemy się coraz ubożsi duchowo, mentalnie. Kiedyś miało się na uwadze jednostkę, dziś traci ona swoją wartość w anonimowej rzeszy mieszkańców dużych aglomeracji. Im nas więcej tym bardziej stajemy się samotni. Jednak nigdzie nie jest powiedziane, że nie możemy stworzyć swojej własnej Toskanii, czyli przestrzeni nam przyjaznej. Co prawda, nie dla każdego życie na wsi, bo niektórzy będą się tam "dusić" myśląc zapewne, że nie wykorzystują swojej szansy na "bogate" życie w mieście wśród wielu dóbr, jak i spalin, nieżyczliwości i stresów. Dobrze jednak mieć świadomość, że istnieje alternatywa.
Aksamitt - awatar Aksamitt
ocenił na710 lat temu
Paryż, mój słodki Amy Thomas
Paryż, mój słodki
Amy Thomas
Tak, jak nie szata zdobi człowieka, tak podobno nie ocenia się książki po okładce. Niby tak… ale jak tu obojętnie przejść obok czegoś tak uroczego? Nie tylko kolorystyka okładki, ale przepyszne makaroniki i wieża Eiffla zupełnie pozbawiły mnie stanowczości i nie miałam wątpliwości, że jeszcze tego samego wieczoru do niej zajrzę. Fakt, nawet nie spojrzałam na opis znajdujący się na tylnej okładce, ale czy jest możliwość, żeby taka okładka kryła za sobą coś nieciekawego? Amy jest Amerykanką z krwi i kości i bez pamięci zakochana jest w Paryżu i… słodkościach. W Nowym Jorku zna wszystkie miejsca, w których warto zjeść muffinki, czekoladki i inne pyszności, które opisuje we własnej kolumnie Sweet Freak w jednej z tamtejszych gazet. Kiedy dostaje propozycję pracy dla Louisa Vuittona w Paryżu, nie posiada się z radości i choć żal jest jej zostawiać dotychczasowe życie, decyduje się zamieszkać w Mieście Świateł i rozpocząć zupełnie nowy etap. Praca u jednego z największych domów mody i możliwość odkrywania Paryża są spełnieniem jej marzeń. Amy przemierza Paryż velib’em, odnajdując najpiękniejsze zakamarki i poznając nowe smaki w lokalnych kawiarniach. Z czasem jednak zaczyna jej doskwierać samotność, a bariera językowa nadal stanowi dla niej problem. Brak jej najbliższych i gwarnego życia w Nowym Jorku. Co wybierze Amy – romantyczne uliczki Paryża, czy tętniący życiem Nowy Jork? Amy Thomas jest kolejną autorką, która swoje doświadczenia w Paryżu przelała na kartki papieru. Bardzo łatwo można zorientować się, że jest wielkim łakomczuchem, choć zupełnie po niej tego nie widać! Choć książka opisuje jej historię, to zdecydowanie największą część zajmuje miłość Amy do jedzenia. Na pewno nie jest to powieść dla osób będących na diecie, lub takich, które nie mogą pozwolić sobie na beztroskie podjadanie, bo czytanie jej bez czegoś słodkiego pod ręką jest po prostu niemożliwe. Za to z pewnością przeznaczona jest dla tych, którzy jak ja marzą o Paryżu lub stanowi powód do wspomnień dla tych, którzy mieli okazję go już zobaczyć. Amy opisała mnóstwo miejsc wartych odwiedzenia, dlatego cieszę się, że kiedy już tam pojadę, będę bogatsza w wiedzę o tym, gdzie warto pójść i co zobaczyć, zdecydowanie podsyciła we mnie chęć wyjazdu (nawet sprawdziłam ceny biletów lotniczych!). Jedyne, co przeszkadzało mi podczas czytania, to mnóstwo francuskich zwrotów, zdań, wyrażeń, które po prostu mnie męczyły, tym bardziej, że po francusku umiem się jedynie przedstawić, więc nie miałam pojęcia o ich znaczeniu. Poza tym w środku jest równie urocza, co na zewnątrz. Początek każdego rozdziału opatrzony jest rysunkiem maleńkiej babeczki z filiżanki kawy, co po prostu cieszy oko i współtworzy charakter tej książki. Natomiast na końcu każdego rozdziału autorka umieściła krótkie opisy Słodkich punktów na mapie, gdzie poleca najlepsze kawiarnie, cukiernie, herbaciarnie, czy lokalne sklepiki, w których znajdziemy lokalne słodkości, zarówno w Paryżu, jak i w Nowym Jorku. Już wiem, gdzie znajdę najpyszniejsze muffiny, tartaletki i ciacha ;) A do tego na końcu książki umieściła adresy wszystkich odwiedzonych słodkich miejsc, więc wyjeżdżając w żadnym wypadku nie można o niej zapomnieć! :) Chciałam dowiedzieć się czegoś więcej o autorce i jakie było moje zdziwienie, kiedy natknęłam się na jej bloga! God, I love Paris, bo tak się nazywa, zawiera masę ciekawych zdjęć i zapisków, do których powinien zajrzeć każdy miłośnik, bo Amy bardzo często go aktualizuje! Znajdziecie go tutaj. A okładka w oryginale jest jeszcze ładniejsza! www.magiazaokladka.blogspot.com
magiazaokladka - awatar magiazaokladka
oceniła na712 lat temu
Neapol, moja miłość Penelope Green
Neapol, moja miłość
Penelope Green
„Neapol moja miłość”, to druga część popularnej włoskiej trylogii australijskiej autorki Penelope Green, która w 2002 roku opuściła dom rodzinny rodziców w Sidney i wyjechała do Włoch. Książkę przeczytałam w zeszłym roku w wakacje przy okazji wyjazdu do Neapolu. Szukałam lekkiej lektury, która by mnie pozytywnie nastroiła przed podróżą nad Zatokę Neapolitańską. Zabierałam książkę na plażę, przyjemność czytania wzmacniały walory krajobrazowe, jezioro i góry, które miałam przed sobą, tak łudząco podobne do Zatoki Neapolitańskiej „Neapol moja miłość” to lektura lekka i przyjemna, choć nie brakuje w niej tematów trudnych i ciężkich, jak choćby przewijający się wątek zabójstwa czternastoletniej Annalisy Durante zastrzelonej w rozgrywkach mafijnych. Tragiczne wydarzenie w tamtym czasie wstrząsnęło opinią publiczną i wiadomość obiegła cały świat. Sporo w książce na temat niebezpieczeństw czyhających na przyjezdnych do Neapolu, o niespokojnym obliczu miasta, kontrolowaniu handlu narkotykami przez organizację przestępczą. W 2005 roku, po trzech latach mieszkania w Rzymie, Penny, młodziutka Australijka z Sidney przenosi się do Neapolu, gdzie dostaje posadę dziennikarki. I z dziennikarskiej perspektywy Penny przedstawia nam Neapol. Przygląda się codziennemu życiu mieszkańców, problemom z którymi muszą sobie radzić, ważniejszym wydarzeniom, którymi żyje w tym czasie Neapol. Młodziutka Penny szuka w Neapolu swojej drogi do rozwoju i usamodzielnienia, marzy też poznaniu przystojniaka Włocha, który stałby się miłością jej życia, jednak jako una straniera zdaje sobie sprawę, że jest na przegranej pozycji. Drzwi do tradycyjnej kuchni neapolitańskiej otwiera nam Nicoletta pięćdziesięciopięcioletnia sąsiadka, przyjaciółka i powierniczka Penny, kochająca dobre jedzenie. Dowiadujemy się, jak piecze się na Wielkanoc tradycyjne pastiere, czym zaprawia się deser czekoladowy sanguinosa. Razem z Penny spacerujemy po nadmorskiej promenadzie z pięknym widokiem na zatokę i wulkan, udajemy się na skuterze do centro storico, przechadzamy się po głównym trakcie handlowym z modnymi sklepami i butikami, gościmy w willi położonej w najznamienitszym przedmieściu, zaglądamy na peryferyjne dzielnice nędzy. W piętnastu kolejnych rozdziałach, o dużo mówiących tytułach zanurzamy się w mieście, jego atmosferze, dowiadujemy się jak wygląda miasto w święto ferragosto i co się dzieje w święto patrona miasta. Poznajemy rdzennych mieszkańców miasta, ich mentalność i przesądy, jakim hołdują obyczajom i tradycjom. Lektura pozwala zrelaksować się, uśmiechnąć i pozytywnie nastawić do miasta pod Wezuwiuszem.
mojewloskieimpresje - awatar mojewloskieimpresje
ocenił na72 lata temu

Cytaty z książki Masz przyjaciela. Jedz, módl się, kochaj w Rzymie

Więcej
Luca Spaghetti Masz przyjaciela. Jedz, módl się, kochaj w Rzymie Zobacz więcej
Luca Spaghetti Masz przyjaciela. Jedz, módl się, kochaj w Rzymie Zobacz więcej
Luca Spaghetti Masz przyjaciela. Jedz, módl się, kochaj w Rzymie Zobacz więcej
Więcej