Szostakowicz i Stalin

351 str. 5 godz. 51 min.
- Kategoria:
- historia
- Format:
- papier
- Tytuł oryginału:
- Šostakovič i Stalin : hudoŽnik i car
- Data wydania:
- 2006-01-01
- Data 1. wyd. pol.:
- 2006-01-01
- Liczba stron:
- 351
- Czas czytania
- 5 godz. 51 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 8371635400
- Tłumacz:
- Maria Putrament
Kim był Szostakowicz - znakomitym kompozytorem, jednym z największych współczesnych symfoników czy konfidentem Stalina
Dodaj do biblioteczki
Reklama
Szukamy ofert...
Kup Szostakowicz i Stalin w ulubionej księgarni
Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki Szostakowicz i Stalin
Poznaj innych czytelników
50 użytkowników ma tytuł Szostakowicz i Stalin na półkach głównych- Chcę przeczytać 31
- Przeczytane 19
- Posiadam 5
- Chcę w prezencie 2
- Biografia 1
- LARIX 1
- Biografia 1
- 2022 1
- HISTORIA 1
- Do Zdobycia 1








































OPINIE i DYSKUSJE o książce Szostakowicz i Stalin
Wspomnienia Szostakowicza "Świadectwo" jest dostępna i na Tezeuszu, można kupić na Allegro, też przez stronę Empiku
Wspomnienia Szostakowicza "Świadectwo" jest dostępna i na Tezeuszu, można kupić na Allegro, też przez stronę Empiku
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toRzecz to nie tylko o Dymitrze Szostakowiczu, ale generalnie o artystach w żelaznych kleszczach stalinizmu i tego czegoś, co potem, tylko niewiele mniej ohydnego i wrogiego swobodzie twórczej. Nie inaczej jest tam i dziś…
“Zagrożenie towarzyszyło Szostakowiczowi przez całe życie, czyniąc z niego piekło” - pisze Sołomon Wołkow o losie, jakie to państwo zgotowało swemu największemu muzykowi 20. wieku, a może i nie tylko.
Autor to nie byle kto; sam muzyk rodem z Petersburga, a przed wyjazdem na emigrację do USA ( Żydów w latach 70. już puszczali na Zachód) - spisał z Szostakowiczem jego wspomnienia - u nas wydane tylko raz (sic!) przez podziemną Nową w 1989 r. Bezskutecznie szukam tej książki….
Ta jest zaś znakomita i sporo w niej nowych dla mnie spraw (choć jednak nieco daje się we znaki, że pisano ją na rynek amerykański). Widać, że Autor zna się na rzeczy, zresztą oprócz wiedzy własnej i źródeł, wykorzystywał swoje rozmowy nie tylko z samym kompozytorem, ale i z innymi wielkimi (Aszkenazy, Chaczaturian, Schnittke, Ojstrach, Kondraszyn, Kanczeli, ale też Jewtuszenko, Lubimow, Plisiecka, Nieizwiestnyj).
Aby zobrazować stałość relacji na linii władza-artysta w tym przeklętym kraju, Wołkow zaczyna od słynnej rozmowy cara Mikołaja I z Puszkinem, po której władca łaskawie podejmuje się trudu bycia osobistym cenzorem poety... A obaj – i car, i gensek – byli pracoholikami, spędzali w gabinetach po 16-18 godzin na dobę, dokładnie zgłębiając najdrobniejsze szczegóły działalności aparatu państwowego.
Autor porównuje też sytuację psychologiczną Aleksandra I, który wystraszył się buntu Dekabrystów oraz Stalina w obliczu realnego niebezpieczeństwa klęski w wojnie z Niemcami. I tak jak Aleksander - co tu mówić - odważnie pojawił się na Placu Senackim, gdzie stało zbuntowane wojsko (które rozbroił okrzykiem: “Na kolana!”),tak Stalin pozostał w Moskwie, której wieże widzieli już w lornetkach niemieccy oficerowie.
Nad całą książką rzecz jasna ciąży cień kremlowskiego satrapy, który prowadził, szczególnie z twórcami, upiorną grę w kotka i myszkę. Obawiałbym się mieć do nich pretensje o to, że tę “zabawę” przegrywali (czy mogli wygrać?)…
Wołkow zwraca uwagę, z czym nie da się nie zgodzić - nie można ferować łatwych ocen, siedząc sobie dziś wygodnie w fotelu, wobec ludzi, nad którymi dosłownie wisiał miecz i to na bardzo cienkim włosku. Na wielu spadł, w tym na znajomych Szostakowicza, jak Charms czy Meyerhold...
A twórczość Szostakowicza poświęcona była głównie relacji władzy z jednostką - ograniczającej, niszczącej, zabijającej. Taka muzyka nie mogła podobać się tyranowi, który prostakiem był, ale głupim niekoniecznie..... Ciekawe są rozważania o stosunku Stalina do kultury - jako kulturalny neofita darzył całe życie wyższą kulturę szczególnym szacunkiem. “Dla Stalina oglądanie oper i baletów było jedną z głównych przyjemności w życiu”.
A propos: Autor przytacza najsłynniejszą anegdotę nt. swoistej miłości tyrana do muzyki: “Stalin usłyszał kiedyś w radiu jeden z koncertów Mozarta w wykonaniu Marii Judinej i zażądał dla siebie nagrania. Nikt nie odważył się powiedzieć mu, że nagranie nie istnieje, w radiu nadawano ów koncert na żywo. Judinę wezwano do studia, gdzie w ciągu nocy artystka nagrała z orkiestrą, dyrygowaną na zmianę przez paru dyrygentów, płytę, którą dostarczono Stalinowi. Nakład niezwykłego nagrania wynosił jeden egzemplarz. Stalin odwdzięczył się pianistce przyzwoitym honorarium. Judina podziękowała mu listownie i poinformowała, że przekazuje pieniądze na rzecz swojej cerkwi. Dodała również, że będzie się modlić o darowanie Stalinowi jego ciężkich grzechów. List tej treści oznaczał samobójstwo, ale Judina uniknęła represji. Opowiadano, że po śmierci Stalina płytę z nagraniem Judiny znaleziono na adapterze obok łóżka wodza”.
O stosunku Szostakowicza do bolszewików świadczy to, że pierwszy utwór, jako nastolatek, poświęcił pamięci dwóch b. ministrów Rządu Tymczasowego, zamordowanych przez bolszewików w 1917 r.
U progu kariery spotkała go zaś osobista klęska. Startował bowiem w pierwszym Konkursie Chopinowskim w 1927 r., który wygrał inny Rosjanin Lew Oborin - “Szostakowicz dostał tylko dyplom uznania. "Polacy musieli się zgodzić z tym, że Chopina najlepiej gra Moskal" - szydził Ilia Erenburg.
Według Autora ta porażka oznaczała, że Szostakowicz musiał poświęcić się karierze kompozytora a nie wykonawcy, co wymagało większych kompromisów z władzą. A był wtedy w fatalnej sytuacji finansowej, zmarł mu ojciec.
Dlatego napisał utwór symfoniczny na 10 rocznicę rewolucji - dziś to II symfonia. Wzorem Majakowskiego połączył awangardową formę z komunistyczną treścią…
Kolejną próbą był dla kompozytora udział w konkursie na nowy hymn ZSRR w początku lat 30. “Szostakowicz wspominał, że marzył wówczas o tym, by jego projekt został przyjęty. Miałby wtedy gwarancję, że nie zostanie aresztowany”. Gdy Stalin ogłosił, że wybrał muzykę Aleksandrowa, muzyk wspominał, że spodziewał się usłyszeć “a Szostakowicza wyprowadzić na podwórze i rozstrzelać. Ale wódz powiedział co innego: “+A Szostakowiczowi dziękujemy+”.
Stalin w 1936 r. ocenił pierwszą operę Szostakowicza bardzo krytycznie w (niepodpisanym) słynnym artykule “Prawdy” pt. “Łoskot zamiast muzyki”. “Nawet dzisiaj, po upływie 10 lat, nie da się czytać tego spokojnie. Nic dziwnego, że 29-letni kompozytor miał wówczas wrażenie, że ziemia usuwa mu się spod stóp. Jego operę, ukochane dzieło, które podbiło już kawałek świata, brutalnie sponiewierano”.
“Stalin z przyjemnością słuchał nie tylko śpiewaków, lecz także pianistów, skrzypków, wiolonczelistów. Do jego ulubieńców należeli młodzi muzycy, którzy z czasem zdobyli światową sławę – Emil Gilels, Dawid Ojstrach, nieco później - Światosław Richter i Mścisław Rostropowicz. Wszyscy w różnych latach otrzymali Nagrodę Stalinowską”. BTW: nikt z nich nie był “czystym” Rosjaninem: dwóch Niemców, dwóch "Polaków" i Żyd.
Ano właśnie: na temat polskich korzeni kompozytora jest tu niewielka wzmianka, że był wnukiem polskiego rewolucjonisty, zesłanego na Sybir Bolesława Szostakowicza. Żeby było nieszablonowo, zrobił on potem karierę jako bankier; został szefem Irkuckiego oddziału Syberyjskiego Banku Handlowego. Jak pisze Autor, w rodzinie nigdy nie odżegnywano się od rewolucyjnej przeszłości - dziadek w 1864 r. organizował ucieczkę z moskiewskiego więzienia Jarosława Dąbrowskiego, przyszłego przywódcy Komuny Paryskiej, a rodzina babki była zaprzyjaźniona z rodzicami Lenina. Dla samego kompozytora pochodzenie nie miało znaczenia.
Rok 1936 był dla niego straszny. “W ciągu ponad dwóch tygodni ukazały się w głównej gazecie kraju trzy artykuły wymierzone w jednego człowieka! I nie był to niebezpieczny polityczny wróg ani angielski czy francuski premier, lecz 29-letni kompozytor, mało dotąd znany szerokim rzeszom czytelników”.
Sam kompozytor w najgorszym okresie obłędnego terroru żył jak w amoku (co próbował ukazać Julian Barnes w słabiutkim jednak “Zgiełku czasu” - do tego fatalnie przetłumaczonym, poczynając do motta).
W końcu znalazł strategię: “Artysta włożył błazeńską maskę. Miała ona zadowolić cara, ale kompromitowała kompozytora w środowisku inteligenckim. Groziła mu, iż zostanie obwołany głupcem, jurorodiwym, którego każdy przyzwoity intelektualista może bezkarnie kopać”.
“Pewnie nigdy się nie dowiemy, czym się kierował Stalin, kiedy podjął decyzję o +ułaskawieniu+ Szostakowicza i umożliwieniu mu twórczej pracy”. Było to m.in. tworzenie muzyki do propagandowych filmów.
“Z biegiem czasu komponowanie muzyki filmowej stawało się jedynie źródłem zarobku, pracą, którą należało wykonać przyzwoicie i terminowo i niczym więcej” - pisze Autor. Stąd m.in. znany “Walc” kompozytora, kompletnie odbiegający od jego mało tonalnej normy, przesłodzona muzyka filmowa, także i do tańca - z czegoś musiał żyć....
“Kompozytor pokazał swoją IV Symfonię przyjaciołom. Jeden z nich z niepokojem dopytywał się, jak zdaniem Szostakowicza, zareaguje na tę muzykę +Prawda+? Chodziło, oczywiście, o reakcję Stalina. - Nie komponuję dla +Prawdy+, lecz dla siebie - powiedział zirytowany Szostakowicz”.
“Na pozór nieprzystosowany do życia, naiwny w powszednich reakcjach, w decydujących momentach życia wykazywał Szostakowicz zdumiewające zrozumienie nowej sytuacji, kiedy twórcza przyszłość, nawet życie, zależały od osobistego stosunku do niego Stalina”.
“Celowa wieloznaczność warunków gry skłaniała twórców do coraz nowych +pomyłek+, by wódz musiał je +poprawiać+ – surowo, ale sprawiedliwie, jak przystoi ojcu”.
Lata wojny, w których muzyk odegrał ważną rolę. Od dawna wiadomo, że słynne zdjęcie kompozytowa w roli strażaka na dachu leningradzkiej Filharmonii podczas oblężenia miasta to najzwyklejszy fejk.
“We wspomnieniach +strażaka+ Dmitrija Tołstoja, syna pisarza, jest opis przedstawienia zorganizowanego z udziałem specjalnie przywiezionego Szostakowicza: +Włożono mu na głowę przeciwpożarowy kask. Poproszono, żeby wszedł na dach, gdzie został sfotografowany. To zdjęcie obiegło świat.I chociaż udział Szostakowicza w oddziale przeciwlotniczej straży ogniowej trwał najwyżej 10 minut, nikt z członków oddziału nie protestował+.
Fotografia ta ukazała się m.in. na okładce “Timesa”. “Wyprzedzając Strawińskiego, Prokofiewa, Coplanda, został Szostakowicz pierwszym kompozytorem, którego zdjęcie zamieszczono na okładce +Timesa+. O takim zaszczycie marzą najwybitniejsi politycy całego świata”.
Co tu dużo mówić, od strony piarowej pomysł z Symfonią Leningradzką był genialny. “Planując widowisko z VII Symfonią Szostakowicza, Stalin spodziewał się międzynarodowego rozgłosu. Nie omylił się. Nazajutrz po premierze symfonii w Kujbyszewie, informował o tym wydarzeniu +Times+. Zachodnim sojusznikom zależało na uczłowieczeniu oblicza bolszewików, których jeszcze niedawno prasa opisywała jako zbójów i barbarzyńców. Teraz należało przekonać społeczeństwo, że rosyjscy komuniści ramię w ramię z Anglią i Stanami Zjednoczonymi bronią przed faszystami wysokich wartości europejskiej kultury. Symfonia Szostakowicza +skomponowana w oblężonym Leningradzie pod ostrzałem wroga+ była świetnym argumentem”.
“Z zachwytem opisywano walkę o prawo do pierwszego amerykańskiego wykonania, która rozegrała się między czołowymi dyrygentami” Siergiejem Kusewickim w Bostonie, Leopoldem Stokowskim w Filadelfii, Arturem Rodzińskim w Cleveland i samym Arturem Toscaninim w Nowym Jorku. W tej królewskiej bitwie, jak nazwali ją dziennikarze, zwyciężył 75-letni Toscanini, ze swoją nieskazitelną opinią bezkompromisowego antyfaszysty”.
Po wojnie znów rusza fala “czystek”, chyba jeszcze gorsza niż za “jeżowszczyzny”. “Nie ulega wątpliwości, że decyzje o losie takich osobistości jak Mandelsztam, Achmatowa, Zoszczenko, Pasternak, Szostakowicz, Bułhakow, Płatonow Meyerhold, Babel także podejmował osobiście Stalin i rozważał je dokładnie. Dlaczego jedni ocaleli, inni zginęli? - pyta Autor”.
“Cios zadawano nie tylko wybranemu do bicia autorowi, lecz także przychylnym mu krytykom. Stalin słusznie uważał, że w ten sposób wokół niemiłych mu twórców powstaje +strefa wypalonej ziemi+”.
“Pewne oznaki, autorskie aluzje wskazują, iż istnieje jakaś więź między IX Symfonią i powieścią Bułhakowa +Mistrz i Małgorzata"+ ściślej z moskiewską częścią tej powieści. Przypomnijmy, że Szostakowicz w latach przedwojennych bywał w domu Bułhakowa podczas czytania rozdziałów +Mistrza i Małgorzaty+”.
Ten złowrogi czas miał i komiczne aspekty:
“Po naradzie Żdanow, chcąc pokazać Szostakowiczowi i Prokofiewowi, jak brzmi prawdziwa muzyka, usiadł przy fortepianie i coś zagrał”.
“Starannie dobranym +reprezentantom ludu+ stworzono okazję do pouczania kompozytorów o o światowej sławie”.
Także i kompozytor w 1948 r. znów staje się celem ataków władzy, której całą perfidię analizuje Wołkow. Z jednej strony przydzielono mu sześciopokojowe mieszkanie w Moskwie, samochód i 60 tys. rubli (dobra pensja to 300). A zarazem wyrzucono go z pracy w moskiewskim i leningradzkim konserwatorium, wiele jego utworów wycofano z repertuaru.
"Beria podyktował mu podziękowanie Stalinowi. Dziękczynny list Szostakowicza do Stalina różni się od innych podobnych listów pisanych przez ludzi ze świata kultury swoim rzeczowym tonem. Jest podobny do pokwitowania”.
Aż nadszedł dzień śmierci Stalina (ale i Prokofiewa). “Dzień 7 marca był pochmurny i przenikliwie chłodny. W kondukcie pogrzebowym, który towarzyszył trumnie z ciałem Prokofiewa wśród żałobników szedł Szostakowicz. Niewielka gromadka ludzi podążała bezludnymi prawie ulicami, omijając idący przeciwnym kierunku potężne Potok ludzi żegnających wodza. Szostakowicz niewątpliwie zwrócił uwagę na tę wymowną symbolikę”.
I tylko to zagadkowe, jak pisze Autor, wstąpienie do partii komunistycznej w 1960 r. Ale z drugiej strony: wyjątkowo antystalinowskie stanowisko Szostakowicz zajął, pisząc XIII Symfonię - Babi Jar do wierszy Jewtuszenki. a częściowo - do swoich, demaskujących wciąż panujący antysemityzm. Napisał także muzykę do wierszy Mariny Cwietajewej, wciąż źle obecnej w Sowietach.
Jednak zadziwia jego podpis w oświadczeniu przeciwko Andrzejowi Sacharowowi: “Nie ulega wątpliwości, że podpis uzyskano od niego wbrew jego woli. Jednak kompozytor nie wycofał go. To poważny błąd. Szostakowicz, który w znacznie gorszych czasach nie podpisał oświadczenia przeciwko rozstrzelanemu marszałkowi Tuchaczewskiemu, teraz w oczach opozycjonistów jawił się jako człowiek zastraszony i złamany”.
Reakcje na krytykę były różne: “Według słów przyjaciół dostał ataku histerii. Zaczął pić, płakał na głos, zachowywał się jak bohater Dostojewskiego na granicy załamania psychicznego lub samobójstwa”.
“Nieważne, że wciąż jeszcze komponował wspaniałą, nieśmiertelną muzykę - ogólnoludzką muzykę o starości, umieraniu, śmierci, niebycie, rozpuszczaniu się w przyrodzie - muzykę rozpaczy i pokory. Dysydenci nie potrzebowali takiej muzyki. Nie myśleli o wieczności, zajęci byli bieżącymi, politycznymi problemami. Pewnie na swój sposób mieli rację”.
Szostakowicz mówił, że żyje zgodnie z zasadą: "Niczym nie należy nadmiernie się cieszyć ani niczym nadmiernie się martwić.
Zerknąłem jeszcze do wywiadu Wołkowa dla “GW” sprzed kilku lat. Mówił o Mistrzu m. in.: ”Był chorobliwie ambitny. Jako młody pianista miał występy w Charkowie wraz z dyrygentem Nikołajem Malką. Hotel był podły, upał nieziemski, okropnie dokuczały muchy. Założyli się więc, który z nich złapie więcej much. Nad ranem Malkę obudził szum: Szostakowicz przeklejał muchy z jego lepu na swój”.
“Był trzecim – po Bułhakowie i Pasternaku – przedstawicielem kultury, do którego Stalin zadzwonił, ale tylko on wyciągnął z telefonu wodza korzyść praktyczną. Stalin zadzwonił 16 marca 1949 r., gdy Szostakowicz odmówił wyjazdu do USA na propagandowy kongres w obronie pokoju. Rok wcześniej krytycy potępili go jako formalistę – wraz z Prokofiewem, Chaczaturianem, Miaskowskim; ich muzykę zaprzestano wykonywać publicznie, co Szostakowicz wypomniał Stalinowi. I dodał niedwuznacznie, że go mdli. Stalin udał, że nie rozumie, zaproponował swojego lekarza, ale uchwałę o formalizmie błyskawicznie wycofano. Szostakowicz poleciał do Stanów, a na lotnisku witały go tłumy”.
Niestety, słabością książki są tłumaczenia tytułów czy incipitów sławnych wierszy Mandelsztama - kompletnie inne niż te od dawna znane, jak choćby
najważniejszego: “Żyjemy tu, nie czując pod stopami ziemi” - ale i słynnych słów Stalina o poecie: “izolirowat' no sachranit’”, czy utrwalone mocno w polszczyźnie inne osławione zdanie : “Życie stało się weselsze” (tu: “Życie jest dziś lepsze”). Nie są wymienieni autorzy tych pokracznych przekładów. Inny przedziwny zwrot tłumaczki to “sułtan konstantynopolitański” (???). Należy mniemać, że to “tfurczosć” tłumaczki - nie ma co jej wymieniać - która jakby kompletnie nie znała kontekstu. A redakcja na pewno oszczędziła na korekcie…
Razi też kretyński okładkowy blurb: “Kim był Szostakowicz - znakomitym kompozytorem, jednym z największych współczesnych symfoników czy konfidentem Stalina (sic!)”. Faktem, że książkę wydało niezbyt ambitne wydawnictwo. Szkoda, bo inaczej moja ocena byłaby wyższa….
Rzecz to nie tylko o Dymitrze Szostakowiczu, ale generalnie o artystach w żelaznych kleszczach stalinizmu i tego czegoś, co potem, tylko niewiele mniej ohydnego i wrogiego swobodzie twórczej. Nie inaczej jest tam i dziś…
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to“Zagrożenie towarzyszyło Szostakowiczowi przez całe życie, czyniąc z niego piekło” - pisze Sołomon Wołkow o losie, jakie to państwo zgotowało swemu...