Rozmyślając ostatnimi czasy, wraz z rytmem najnowszych odkryć związanych z faktycznym istnieniem czy też - inaczej to ujmując - potwierdzeniem fizycznego istnienia Czarnych Dziur, które to jako zjawiska kosmiczne można by określić swego rodzaju ,,kosmiczną bolączką” bądź ,,Odkurzaczem nadproduktywności Wszechśwata”, natchnęła mnie pewna myśli i zarazem chęć nakreślenia pewnego wniosku: Wszechświat jest paradoksem ,,przez wielkie p". A dlaczego? Przede wszystkim nasz Kosmos, a raczej Wszechrzecz stanowi niewyobrażalnie rozległe i, co z przykrością to stwierdzam, nudne ,, miejsce". Powiedziałbym, że przypomina on bardziej jakąś meta płaszczyznę bez granic, nazwijmy to z braku lepszego określenia: ,,zamkniętych ram terytorialnych".
Mówiąc o Wszechświecie, jako o ,,miejscu” należy mieć na myśli Kosmos jako ,,arcy-rozległe coś”, co stanowi ,,miejsce" aczkolwiek w innym, nie klasycznym ujęciu i rozumieniu tego słowa, o zupełnie innej kategorii rozumowania. Z drugiej strony, my istoty ludzkie, miejmy nadzieję, również obce inteligentne cywilizacje bądź struktury społeczne istot, żyjemy w miejscu pięknym, osobliwym, funkcjonującym w sposób tak anormalny, że to, co się w nim ,,odbywa”, przydarza, rozwija, opisuje; to, jak każda nawet najmniejsza cząstka odnajduje tu swe miejsce i zastosowanie, jakby w konkretny, określony sposób (Wszechświat antropiczny; Wszechświat superdeterministyczny),każe nam sądzić, że żyjemy w Kosmosie o super zorganizowanej naturze, uporządkowanej na każdym poziomie egzystencji i ,,szkieletu” - od mikroskali kwantów do makroskali zjawisk nam ludziom doświadczalnych.
Czy zatem z powyższych akapitów stanowiących odpowiednio solidne i stonowane wejście tudzież wstęp do pewnych rozważań nad Czarnymi Dziurami i jednocześnie do dalszego niniejszego ustępu związanego ściśle z recenzją publikacji popularnonaukowej z gałęzi rozległej i fascynującej wiedzy kosmologicznej, wynika, że ta przypadkowość i chaos – wypadkowe i procesy stojące za ,,Wielkim Wybuchem/Odbiciem", które to mogłyby być przed tym kosmologicznym zjawiskiem, jak i po nim, mogły by pójść w odstawkę? Czy w związku z tym wraz z aktem wyłonienia się Wszechświata z ,,niczego" bądź z ,,nicości", naukowcy mogą mówić o ,,nieuporządkowaniu w nicości"? Czy wirtualne cząstki, pola, spontaniczne fluktuacje - w rozumieniu ,,przed-wszechświatowym" - można by określić chaosem, jako tym nieuporządkowanym, przypadkowym związkiem/relacją w tymże wirtualnym pre-świecie? A może przyjmijmy zasadę, że każde prawdopodobieństwo, przypadek, spontaniczność, to reguła uporządkowanego od prapoczątków aż do teraz Wszechświata? Jak w tym wszystkim odnajdują się Czarne Dziury oraz Wszechświaty Niemowlęce, jak wpisują się one w proces wyłonienia, ewolucji i adaptacji Wszechświata?
Ku rozumieniu tego typu, jak określiłem wcześniej, ,,bolączek informacyjnych” przychodzi genialny umysł świętej pamięci Stephena Hawkinga, jednego z najwybitniejszych fizyków i kosmologów w dziejach ludzkości. Jego odkrycia na polu naukowym Czarnych Dziur, w tym niesłabnącego istotą swego wyłonienia się odkrycia ,,promieniowania Hawkinga” są w bezmiar, w sposób nieokreślony kluczowe dla ewolucji nauk ścisłych i odkrycia kolejnej karty, którą Wszechświat przed nami skrywa, że nie można choćby i ze strony fascynata – geeka nauki – odstawić ów temat na bok i o tym zapomnieć. Ba!, Hawking pracami nad kosmicznymi głodomorami tak zjednał sobie serca ludzi – w tym swoją walecznością, pięknym i potężnym umysłem mimo uporczywego i nieznośnego kalectwa – że nie da się nie sięgnąć po jedną z jego ważniejszych prac skierowanych do szerszego grona czytelników, ukierunkowaną na Czarne Dziury właśnie. I mimo iż książka ta ma swoje lata, niedługo minie 30 lat od daty jej światowej premiery, to tym co zawiera, z jaką intuicją zostało to niniejszym zapisane, również w jakim stylu, jak rozważnie kartka po kartce, rozdział po rozdziale zostało wszystko to w całości zaprojektowane, dorównuje niezwykłości i geniuszowi współczesnym bestsellerom w literaturze popularno-naukowej poświęconej tej tematyce. Zanim przejdę do omówienia tudzież zrecenzowania "Czarne Dziury i Wszechświaty Niemowlęce", bo o tej publicystyce mowa, chciałbym pochylić się nad pewnym zagadnieniem, które bardzo mocno ,,uczepiło się” Czarnych Dziur, o którym to warto wspomnieć chociażby ze względu na fakt iż nie tak dawno poprzez długi ,,proces fotograficzny” potwierdzono, jakby to powiedział Hubert Urbański prowadzący ,,Milionerów”, ostatecznie i definitywnie trwanie w naszej Wszechrzeczy kosmicznego ekstremum jakim jest Czarna Dziura. I tym zagadnieniem jest tak zwany ,,paradoks informacyjny", związany z wpadaniem i wydostawaniem się z Czarnych Dziur informacji; przeczy on temu, że Wszechświat da się opisać, ukształtować, odkryć prawami fizyki. Że jedynie te prawa, które wyrażają czym jest to, co nas otacza, jest jedynie czubkiem góry lodowej, której cała materia skryta jest bardzo głęboko pod powierzchnią. Sam świętej pamięci Stephen Hawking odniósł się do tego paradoksu, twierdząc, że skoro Czarna Dziura potrafi manipulować informacją do niej ,,wpadającą", to może ludzie powinni podważyć naturę informacji i relacji, których doświadczają na co dzień. Bo może nasze wspomnienia, ba, cała przeszłość, która nas spaja, mogła by ulec dezinformacji, stać się w ten sposób iluzją, wypaczającą spójne obiektywne pojęcie Wszechświata. Tak między innymi sam siebie zapyta czytelnik niniejszej pozycji, po jej przeczytaniu.
Paradoks Informacyjny ,,galaktycznych odkurzaczy” daje nam pewną myśl, której nie warto się wstydzić, by o niej gdzieś napomknąć gdy zajdzie taka potrzeba: bardzo, ale to bardzo realne jest to, że nasza rzeczywistość – ów fundament, w którym jesteśmy zanurzeni - to nic innego jak tylko: wypaczenie... funkcjonującego w ultra-dziwny sposób brzegu Czarnej Dziury. Objętość, której doświadczamy natomiast - głębia, tak zwany wymiar 3D nadający przestrzeni wyrazu, czy pierwiastka tego, czym w ujęciu człowieka przestrzeń być powinna - wywodzi się właśnie z tego właśnie brzegu, będąc jej ,,skutkiem”/,,pochodną”. O ironio ,,Zasada Holograficzna" nie jest wcale pozbawiona sensu! Choć na pierwszy rzut oka może się wydawać inaczej. Hawking w "Czarnych Dziurach i Wszechświatach Niemowlęcych" udowadnia, że horyzont zdarzeń takiego kosmicznego bytu zachowuje się jak płaska powierzchnia generująca trójwymiarowy obraz, analogicznie do niewielkiej płytki na tyle karty kredytowej. Pola na brzegu Czarnej Dziury mają tak wysmakowaną strukturę, że stanowiłyby według założeń tejże Zasady/Teorii reprezentację całego Wszechświata. I weź tu obejmij tak niepokojąco realne, z wydźwiękiem miażdżącym nasze kilku tysiącletnie rozumowanie o rzeczywistości, zagadnienie; weź dokonaj tego tym wątłym ludzkim gąbczastym umysłem! Trzeba by przetunelować swoją świadomość do innego wymiaru czy osiągnąć inny stan jaźni/umysłu, aby nie tyle co zrozumieć ,,Zasadę Holograficzną", ale zdać sobie sprawę z tego, co dla ,,Homo Sapiens Sapiens" i innych inteligentnych istot oznacza. Tak właśnie – zarówno na fali ekscytacji, i jakiegoś niepojęcia – reaguje osoba chwytająca za treść tejże publikacji, tworu pisanego przystępnym językiem, jakby to powiedział Hawking ,,bez żadnych umieszczanych równań, które mogły by zniechęcić czytelników, bo tak każe wydawca”.
Problemem w przypadku niniejszym omawianej książki Hawkinga jest to, czy bardziej chwalić i doceniać ją za wartości merytoryczne i treść, które ze sobą niesie, które to są częściowo adekwatne (częściowo, gdyż w temacie prac, którym poświęcał się śp. Hawking zaszły już bardzo duże zmiany, wprowadzono nowe poprawki, a baza informacji na dobre została zaktualizowana),bo nakreślone prawie trzy dekady temu, czy prawić ku niej peany, oceniać bardzo, ale to bardzo pozytywnie raczej za tą drugą jej stronę: za ogrom inspiracji, odwagi i tytanicznej niezłomności autora, która niszczy pojęcie ,,kalectwa” w przypadku Hawkinga, które to cechy sprawiły, że ów uczony osiągnął przez wiele dziesięcioleci życia z tą chorobą po prostu.... ogrom: od napisania "Krótkiej historii Czasu" czy omawianej publikacji, aż po odkrycie, że ,,czarne dziury nie są czarne”, i próbę nauczenia świata, że teoria ,,Czasu Urojonego” i ,,Sumy po historiach” są tak samo bardzo ważne dla zrozumienia powstania Wszechświata, jego obecnej i przyszłej ewolucji i rewolucji, jak klasyczny ,,Wielki Wybuch” czy w Kosmologii ,,Inflacja”. Nie możemy oceniać, a tym bardziej, negatywnie przyjmować tej pracę brytyjskiego fizyka, głównie za to, że powstała te ,,entej lat temu” w stosunku do aktualnego stanu wiedzy ludzkości w dziedzinach ścisłych, w tym astronomii, astrofizyki i kosmologii.
Pan Hawking nadając książce takiego a nie innego tonu, nie stroniąc przy tym od żartów (pewien ,,suchy żart”, który może naprawdę zwalić z nóg, znalazł się gdzieś w okolicach ¾ objętości pracy i dotyczy on Inflacji Wszechświata na jego wczesnym etapie rozrostu i porównania takowej inflacji do Inflacji w ekonomii współczesnych państw). Profesor przemawiał do nas w języku prostym, ale i profesjonalnym, wyprzedzał on tym samym swoją epokę, wiedząc, że odbiorcą książek mogą być zwykli laicy, jak i specjaliści mu podobni nie tylko obecnie, ale i za wiele dekad w przód. Zresztą sama konstrukcja tytułu "Czarne dziury i Wszechświaty Niemowlęce" w pewien sposób to potwierdza: Hawking nakierowuje nasze myślenie, zdolności łączenia informacji i wyciągania wniosków, tak, aby przedstawiony przez niego problem/zagadnienie było zrozumiane, i aby w razie czego ,,zwykłego Kowalskiego, pracującego w piekarni” zarazić szukaniem z własnej inicjatywy rozleglejszej wiedzy w takim a nie innym obszarze.
Opinie i dyskusje o książce Duch nie spadł z nieba
Z jakiś powodów, pomimo podobnego sposobu pisania "Na początku był wodór" jest książką dużo łatwiejszą w odbiorze niż "Duch nie spadł z nieba". Może jest odrobinę bardziej przegadana. Również ze wzgledu na większy poziom mojej wiedzy na temat neuronauk i etologii niż fizyki, więcej widziałam " błędów" wynikających z faktu, że nauki te od lat 70 ruszyły mocno do przodu.
Jednak pomimo wszystko argumentacja głównej tezy o ewolucji mózgu jako narządu myślenia wciąż utrzymuje dużo sensu. Wywód ten jest jednak bardzo długi i mózg się przy nim płaszczy. Zrozumienia nabiera się dopiero na ostatnich 100 stronach książki. To czy warto to już kwestia indywidualnych przekonań.
Z jakiś powodów, pomimo podobnego sposobu pisania "Na początku był wodór" jest książką dużo łatwiejszą w odbiorze niż "Duch nie spadł z nieba". Może jest odrobinę bardziej przegadana. Również ze wzgledu na większy poziom mojej wiedzy na temat neuronauk i etologii niż fizyki, więcej widziałam " błędów" wynikających z faktu, że nauki te od lat 70 ruszyły mocno do przodu....
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka Hoimara von Ditfurtha przekracza swoje popularno-naukowe ramy. W kierunku filozofii przyrody. Tak, jak pozostałe dwie pozycje z "trylogii" - doskonała.
Książka Hoimara von Ditfurtha przekracza swoje popularno-naukowe ramy. W kierunku filozofii przyrody. Tak, jak pozostałe dwie pozycje z "trylogii" - doskonała.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDitfurth pisze dowcipnie: "I teraz okazuje się, że dla owego problemu, który w filozofii klasycznej zdawał się nie do rozwiązania, stosunkowo prostej odpowiedzi w naturalny sposób dostarcza filogeneza." Otóż to :). A dodam od siebie, że nic przyjemniejszego, jak pofilozofować trochę, z wykorzystaniem dostępnej wiedzy.
Tu pozwolę więc nie zgodzić się z autorem, że "Nasze szansę przeżycia są niezależne od tego, czy potrafimy sobie wyobrazić prawdziwą strukturę wszechświata albo realnie panujące warunki w jądrze atomu czy nie." Chyba jednak nie są, jeśli chcemy przetrwać jako ludzkość.
Ditfurth pisze dowcipnie: "I teraz okazuje się, że dla owego problemu, który w filozofii klasycznej zdawał się nie do rozwiązania, stosunkowo prostej odpowiedzi w naturalny sposób dostarcza filogeneza." Otóż to :). A dodam od siebie, że nic przyjemniejszego, jak pofilozofować trochę, z wykorzystaniem dostępnej wiedzy.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTu pozwolę więc nie zgodzić się z autorem, że "Nasze...
Książka „Duch nie spadł z nieba” Homara von Ditfurtha w latach osiemdziesiątych była rozchwytywana, o niej się dyskutowało, dla wielu stała się ulubioną książką. Dziś, mimo wielu nowych publikacji na temat ewolucji, rozwoju świadomości, pracy mózgu, nadal jest czytana, ponieważ Ditfurth, specjalista neurolog i psychiatra, pozwala uporządkować informacje dotyczące ewolucji chemicznej, biologicznej, która wyłoniła zjawiska psychiczne, a w końcu naszą świadomość.
Ditfurth pisze: „...mózg jest narzędziem myślenia, a nie jego przyczyną. Nie jest tak, że mózg nasz „wynalazł” myślenie, raczej jest przeciwnie.”
Jest to ciekawe intelektualne spojrzenie, oparte na fizjologii wyższych czynności nerwowych, psychologii, etologii, w połączeniu z wiedzą o ewolucji chemicznej i postępującą po niej biologicznej. Pokazuje wiele pozostałości naszej zwierzęcej, prymitywnej natury. Objaśnia budowę mózgu i poszczególnych jego części mających wpływ na nasze zachowanie i myślenie.
Książka „Duch nie spadł z nieba” Homara von Ditfurtha w latach osiemdziesiątych była rozchwytywana, o niej się dyskutowało, dla wielu stała się ulubioną książką. Dziś, mimo wielu nowych publikacji na temat ewolucji, rozwoju świadomości, pracy mózgu, nadal jest czytana, ponieważ Ditfurth, specjalista neurolog i psychiatra, pozwala uporządkować informacje dotyczące ewolucji...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKtoś tu w swojej opinii napisał, że jest autorowi bezgranicznie wdzięczny za to, co ta książka odmieniła w jego sposobie patrzenia na codzienne życie.
Mnie zaintrygował jej tytuł i zamówiłem ją kiedyś w antykwariacie.
Wiem, że napisana pół wieku temu i w wielu miejscach nieaktualna (nie mam wystarczającej wiedzy, żeby wskazać te miejsca).
Jednak nie spotkałem się wcześniej z takim sposobem spojrzenia na to, czym jest i o co chodzi w życiu. Gdyby mi ktoś kiedyś powiedział, że czytanie o toczkach i euglenach będzie mi przyśpieszać bicie serca... Autor wykorzystał swą rozległą wiedzę, przenikliwość i wrażliwość, by sprezentować nam coś bardzo ważnego – love story, które rozgrywa się przed naszymi oczami (no dobra, czasem przed naszymi mikroskopami) i którego bohaterami jesteśmy my wszyscy.
Panie von Ditfurth, serdecznie dziękuję.
Ktoś tu w swojej opinii napisał, że jest autorowi bezgranicznie wdzięczny za to, co ta książka odmieniła w jego sposobie patrzenia na codzienne życie.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMnie zaintrygował jej tytuł i zamówiłem ją kiedyś w antykwariacie.
Wiem, że napisana pół wieku temu i w wielu miejscach nieaktualna (nie mam wystarczającej wiedzy, żeby wskazać te miejsca).
Jednak nie spotkałem się...
Nie miałam pojęcia, że seria "+/- nieskończoność" jest taka stara. Ani że pozycje niekiedy zawierają wkładki z kolorowymi rysunkami. Na pewno przez minione dekady stan wiedzy się zmienił i teraz dałoby się napisać na temat ewolucji mózgu znacznie grubszą książkę, bardziej drobiazgową. Ale czasu poświęconego na lekturę nie uważam za stracony.
Czytało się przyjemnie i wielu rzeczy się dowiedziałam. Autor przystępnie wyjaśnia proces kształtowania naszych mózgów podczas ewolucji. Zaczyna od początku — od pierwszej, hipotetycznej komórki, która odgrodziła się ścianą od środowiska, tworząc "ja". Ditfurth opisuje doświadczenia, które pozwoliły na wysnucie wniosków, wspomina o budowie mózgu, zahacza o zmysły... Wszystko krok po kroku, szczebel po szczeblu na drabinie ewolucji.
Więcej szczegółów tutaj: http://finklaczyta.blogspot.com/2017/01/duch-nie-spad-z-nieba-ewolucja-mozgu.html
Nie miałam pojęcia, że seria "+/- nieskończoność" jest taka stara. Ani że pozycje niekiedy zawierają wkładki z kolorowymi rysunkami. Na pewno przez minione dekady stan wiedzy się zmienił i teraz dałoby się napisać na temat ewolucji mózgu znacznie grubszą książkę, bardziej drobiazgową. Ale czasu poświęconego na lekturę nie uważam za stracony.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzytało się przyjemnie i wielu...
Niewiele wiem o tematach poruszonych w książce, dlatego wyniosłam z niej sporo nowych informacji, zwłaszcza odnośnie ewolucji. Na niektóre sprawy będę odtąd inaczej patrzeć. Zagadnienia biologiczne są opisane prostym i przystępnym językiem. Warto jednak pamiętać, że książka została napisana w latach 70. i pewne informacje nie są aktualne. Jeśli natomiast chodzi o problem świadomości, autor krąży wokół tematu, obiecując pod koniec przybliżyć jego tajemnicę, ale tak naprawdę powtarza wnioski płynące z poprzednich rozdziałów.
Książka zawiera opisy eksperymentów na zwierzętach.
Niewiele wiem o tematach poruszonych w książce, dlatego wyniosłam z niej sporo nowych informacji, zwłaszcza odnośnie ewolucji. Na niektóre sprawy będę odtąd inaczej patrzeć. Zagadnienia biologiczne są opisane prostym i przystępnym językiem. Warto jednak pamiętać, że książka została napisana w latach 70. i pewne informacje nie są aktualne. Jeśli natomiast chodzi o problem...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPo przestrzeni ("Dzieci wszechświata") i czasie ("Na początku był wodór") Ditfurth wreszcie wchodzi na "swój", charakterystyczny dla psychiatry i neurologa teren - w "Duch nie spadł z nieba" zajmuje się mózgiem - ewolucją i drogą do powstania świadomości. I robi to chyba nawet jeszcze lepiej niż w dwóch poprzednich pozycjach.
"Duch" jest pozycją nieco bardziej oddaloną od wcześniejszych, co jest dość oczywiste, zważywszy na jej problematykę. Podobnie jak w "Na początku" Ditfurth wskazuje trzy szczeble, po których wspinał się mózg (czy wszystko, co umożliwiało kontakt z otoczeniem jeszcze przed jego powstaniem); podobnie neurolog stara się wyjaśnić, dlaczego ewolucja postępowała tak, a nie inaczej i co z tego wynikało. I ponownie robi to w elegancki sposób, jednak już nie tak łatwy i przyjemny, jak wcześniej. Powiedzmy wprost - "Duch" jest pozycją cięższą od wcześniejszych. Nadal nie jest to co prawda hermetyczna rozprawa naukowa zrozumiała tylko dla grona specjalistów, jednak z członu 'popularnonaukowa' większy nacisk kładzie na tę drugą część słowa. Nie uniemożliwia to zrozumienia laikowi treści oraz wyłapania przekazu autora, jednak pewna wiedza czy to anatomiczna, czy fizjologii mózgu jest sporym ułatwieniem.
Drugą rzeczą różniącą trzecią część trylogii od wcześniejszych jest również większy nacisk na szeroko pojętą filozofię (co rzecz jasna, zważywszy na tematykę, nie może dziwić). Ditfurth już nie mówi tylko "jak", ale również "dlaczego" i "czemu to ma służyć". I to jest chyba największą siłą książki. Autor otwiera oczy na parę faktów z jednej strony wręcz śmiesznie oczywistych, z drugiej jednak niewidocznych na pierwszy rzut oka. Dlatego też "Ducha" czyta się wolniej niż wcześniejsze dzieła Ditfurtha - nie ze względu na cięższą formę, a konieczność zatrzymania się przy kilku tezach i ich przetrawienia. Warto to jednak zrobić, bo nawet jeśli ze wszystkimi czytelnik się nie zgodzi, a kilka z nich dzięki postępowi nauki jest już nieaktualna, to warto je poznać. Ciężko mi jednoznacznie stwierdzić, która z części całej kosmicznej trylogii austriackiego neurochirurga jest najlepsza, jednak skłaniałbym się właśnie ku "Duchowi", z dwóch powodów. Po pierwsze ze względów czysto technicznych, wręcz prozaicznych - najmniej jest tu takiej "twardej nauki", która mogłaby się zdezaktualizować, stąd można uznać książkę za 'najbardziej na czasie', nie ze względu na jej najmłodszy wiek (gdyż co to za różnica - dwa, trzy lata między kolejnymi tomami w porównaniu do blisko pół wieku od pierwszego). Po drugie, o ile zwłaszcza "Dzieci" i w nieco mniejszym stopniu "Wodór" pozostają barwnymi i ciekawymi opowieściami o, kolejno, miejscu człowieka w przestrzeni i historii ewolucji, to jednak aspekt filozoficzny nie jest w nich poruszany w takim stopniu, jak w "Duchu". A to największa siła książki - zwraca uwagę na pewne fakty, których w życiu codziennym się nie dostrzega.
Po przestrzeni ("Dzieci wszechświata") i czasie ("Na początku był wodór") Ditfurth wreszcie wchodzi na "swój", charakterystyczny dla psychiatry i neurologa teren - w "Duch nie spadł z nieba" zajmuje się mózgiem - ewolucją i drogą do powstania świadomości. I robi to chyba nawet jeszcze lepiej niż w dwóch poprzednich pozycjach.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Duch" jest pozycją nieco bardziej oddaloną od...
Książka nieznacznie słabsza od dwóch poprzednich pozycji autora (czyli "dzieci" i "wodoru"),ale wciąż trzyma jeszcze przyzwoity poziom. Mnóstwo ciekawych opisów eksperymentów, sporo wiadomości o funkcjonowaniu mózgu, bardzo dużo charakterystycznych dla tego autora wtrętów filozoficznych (które oczywiście niczego nie ujmują pozycji, wręcz przeciwnie - podwyższają jej wartość).
Tym razem autor skupił się na układzie nerwowym (szczególnie mózgu),jego powstaniu, budowie i funkcjach. Pokazuje jak zaskakująco wiele w naszym mózgu jest pozostałości po pradawnych, żyjących setki milionów lat temu przodkach. Książka to fascynująca podróż przez historię ewolucji, którą można odczytać nie tylko ze znajdowanych w różnych wykopaliskach skamielin, ale także ze zróżnicowanych i pełniących różne funkcje tkanek mózgowych.
Na minus - chyba jednak nudniejsza od poprzednich części, zdaje się też nieco trudniejsza, bardziej techniczna w swoim podejściu do sprawy. Nadal jednak bardzo łakomy kąsek dla wszystkich tych, którzy przeczytali wszystkie Dawkinsy i chcieliby jeszcze, a nie mają co - autor jest dość podobny w stylu do Dawkinsa.
Szkoda, że książka jest już zdezaktualizowana troszkę. Na pewno przez ten czas dokonano wielu nowych odkryć. Książka jednak dobra jako punkt wyjścia do dalszych poszukiwań, bo przecież nowe odkrycia tylko uzupełniły, a nie zaprzeczyły temu, o czym pisze Dittfurth.
Książka już jednak ponad 30 lat, przez co nie ma (jak i poprzednie części) szans na wznowienie - ale ci, którym uda się dorwać mniej lub bardziej sfatygowany egzemplarz raczej nie pożałują.
Książka nieznacznie słabsza od dwóch poprzednich pozycji autora (czyli "dzieci" i "wodoru"),ale wciąż trzyma jeszcze przyzwoity poziom. Mnóstwo ciekawych opisów eksperymentów, sporo wiadomości o funkcjonowaniu mózgu, bardzo dużo charakterystycznych dla tego autora wtrętów filozoficznych (które oczywiście niczego nie ujmują pozycji, wręcz przeciwnie - podwyższają jej...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW latach osiemdziesiątych szczytem snobizmu było znać Ditfurtha, dziś pozycja mocno archaiczna, nużąca. Do tego pełna opisów doświadczeń na żywych stworzeniach. Można powiedzieć, że to wiedza mocno zjełczała, radzę sięgać po świeższe pozycje w temacie budowy i funkcji mózgu.
W latach osiemdziesiątych szczytem snobizmu było znać Ditfurtha, dziś pozycja mocno archaiczna, nużąca. Do tego pełna opisów doświadczeń na żywych stworzeniach. Można powiedzieć, że to wiedza mocno zjełczała, radzę sięgać po świeższe pozycje w temacie budowy i funkcji mózgu.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to