Pierwszy człowiek

Okładka książki Pierwszy człowiek autorstwa Albert Camus
Okładka książki Pierwszy człowiek autorstwa Albert Camus
Albert Camus Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy klasyka
231 str. 3 godz. 51 min.
Kategoria:
klasyka
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Le Premier homme
Data wydania:
1995-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1995-01-01
Liczba stron:
231
Czas czytania
3 godz. 51 min.
Język:
polski
ISBN:
8306024486
Tłumacz:
Joanna Guze
Niedokończona powieść nad którą Camus pracował tuż przed swoją śmiercią. W dzień jego śmierci w torbie podróżnej znaleziono 144 strony rękopisu niedokończonej powieści, która w zamierzeniu miała być trylogią autobiograficzną.
Średnia ocen
6,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Posłuchaj fragmentu
00:00 /00:00
Reklama

Kup Pierwszy człowiek w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Pierwszy człowiek



690 259

Oceny książki Pierwszy człowiek

Średnia ocen
6,2 / 10
89 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Pierwszy człowiek

avatar
485
125

Na półkach:

Ponadczasowa! Mimo upływu lat tematyka pozostaje aktualna. To fundament klasyki, który każdy miłośnik literatury powinien znać .Sięgając po książkę miałam pewne obawy, że sposób pisania może być zbyt wymagający, ale na szczęście nie. To literacka perełka, która udowadnia, że prawdziwa klasyka nie starzeje się nigdy. Pozycja obowiązkowa nie tylko dla miłośników klasyki, ale dla każdego, kto szuka w książce czegoś więcej niż tylko rozrywki. To książka, która uczy, porusza i inspiruje. Czas spędzony w towarzystwie dobrej literatury jest cenny.

Ponadczasowa! Mimo upływu lat tematyka pozostaje aktualna. To fundament klasyki, który każdy miłośnik literatury powinien znać .Sięgając po książkę miałam pewne obawy, że sposób pisania może być zbyt wymagający, ale na szczęście nie. To literacka perełka, która udowadnia, że prawdziwa klasyka nie starzeje się nigdy. Pozycja obowiązkowa nie tylko dla miłośników klasyki, ale...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
142
142

Na półkach: ,

Middle finger dla tych co mówili że camus to arystokrata i z wyższych sfer był

Middle finger dla tych co mówili że camus to arystokrata i z wyższych sfer był

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
883
621

Na półkach:

Niedokończona powieść, która stanowi autobiograficzny zapis poszukiwań sensu istnienia oraz zrozumienia swojej tożsamości w kontekście skomplikowanej historii.

Camus porusza temat ulotności życia i pamięci, przywołując obrazy z dzieciństwa oraz relacje z rodziną, aby zbudować portret człowieka, który zmaga się z absurdem egzystencji i poszukiwaniem prawdy.

Odkrywanie korzeni kulturowych oraz osobistych dramatów, a także odniesienia do kolonialnej przeszłości Algierii, pozwala na zrozumienie wewnętrznego konfliktu bohatera, uosabiającego dążenie do autentyczności w obliczu nieuchronnych ograniczeń.

Camus zestawia ze sobą wątki metafizyki i konkretnych doświadczeń życiowych, co prowadzi do refleksji nad relacją pomiędzy jednostką a społeczeństwem, a także nad naturą ludzkiego cierpienia, sprzeczności i nadziei.

Dzięki intymności narracji oraz filozoficznemu podejściu, autor zmusza czytelnika do zastanowienia się nad własnym miejscem w świecie oraz nad fundamentalnymi pytaniami o sens istnienia i prawdę.

Niedokończona powieść, która stanowi autobiograficzny zapis poszukiwań sensu istnienia oraz zrozumienia swojej tożsamości w kontekście skomplikowanej historii.

Camus porusza temat ulotności życia i pamięci, przywołując obrazy z dzieciństwa oraz relacje z rodziną, aby zbudować portret człowieka, który zmaga się z absurdem egzystencji i poszukiwaniem prawdy.

Odkrywanie...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

960 użytkowników ma tytuł Pierwszy człowiek na półkach głównych
  • 528
  • 422
  • 10
146 użytkowników ma tytuł Pierwszy człowiek na półkach dodatkowych
  • 107
  • 10
  • 8
  • 6
  • 5
  • 5
  • 5

Inne książki autora

Albert Camus
Albert Camus
Albert Camus urodził się w rodzinie potomków europejskich osadników. Wychował się w biednej, niepiśmiennej rodzinie żyjącej na przedmieściach stolicy kraju, Algieru. Jego matka, Catherine, była z pochodzenia Katalonką. Jej rodzina wyemigrowała do Algierii w połowie XIX wieku, z hiszpańskiej wyspy Minorka w archipelagu Balearów. Ojciec pisarza, Lucien, był robotnikiem. Jego przodkowie przybyli do Algierii zapewne wkrótce po 1830 i należeli do grupy pierwszych francuskich osadników w północnej Afryce. Gdy Camus miał niespełna rok, w Europie wybuchła pierwsza wojna światowa. Ojciec zginął w walce z Niemcami w bitwie nad Marną w 1914. Camus zdobył wykształcenie dzięki wychowawcy, który po długich staraniach uzyskał dla niego stypendium naukowe. Duże znaczenie miała w jego życiu znajomość z profesorem Louisem Germainem, który zachęcał młodego Alberta do nauki i podsuwał mu klasyczne dzieła literatury (pod wpływem jednej z tych lektur – Żywotów Cezarów Swetoniusza – Camus napisze później dramat Kaligula). W 1932 zdał maturę i rozpoczął naukę na Uniwersytet w Algierze, gdzie studiował filozofię i historię kultury antycznej. Kilka lat później zaczęły się jego pierwsze związki z polityką i dziennikarstwem. Na krótko wstąpił do Francuskiej Partii Komunistycznej, z której został jednak wydalony z powodu zbyt dużej różnicy zdań. Od 1937 do 1940 pracował jako dziennikarz w antykolonialnym dzienniku Alger Républicain. Mniej więcej w tym samym okresie rozpoczęła się jego przygoda z teatrem. W 1936 wraz z przyjaciółmi założył bowiem „Théâtre du Travail” (Teatr Pracy),którego pierwsze przedstawienie (grano wówczas Czas pogardy André Malraux; później wystawiano tam Ajschylosa, Gorkiego i innych) okazało się wielkim sukcesem. Po jego rozwiązaniu Camus założył kolejny teatr o nazwie „L’Équipe”. Camus wyjechał do Paryża w 1940, po ostrej krytyce jego artykułu. Gdy miasto zdobyli Niemcy, przeniósł się do Lyonu, a stamtąd powrócił na krótko do Algierii i zamieszkał w Oranie. W 1942 przyjechał na stałe do Paryża i już nigdy nie powrócił do swojej ojczystej Algierii. W stolicy Francji Camus wspólnie z Pascalem Pia redagował podziemne czasopismo „Combat”. W tym okresie zaprzyjaźnił się z Jean-Paulem Sartrem. Przyjaźń ta urwała się po cyklu artykułów Camusa, które poróżniły go z obozem sławnego filozofa; wpływ jej był jednak na tyle silny, że zaczęto przypisywać Camusowi egzystencjalizm, przed czym on sam zaciekle się bronił. W 1947 ostatecznie odciął się od dziennikarstwa i polityki, by móc w pełni oddać się teatrowi i pisarstwu. Wyjątek stanowi zbiór esejów Człowiek zbuntowany, w którym – wbrew modzie panującej wśród francuskich intelektualistów – poddał surowej krytyce stalinizm i ujawnił mało znane na Zachodzie fakty dotyczące masowych zbrodni komunistycznych w ZSRR. Całą twórczość Camusa można dzielić według wielu kryteriów, z których najbardziej chyba znane są dwa tryptyki: Mit Syzyfa, do którego zaliczają się Mit Syzyfa, Obcy i Kaligula, oraz Mit Prometeusza: Człowiek zbuntowany, Dżuma, Nieporozumienie. Poglądy Camusa ewoluują od postawy buntu i heroicznego trwania, które jest tematem Mitu Syzyfa, aż do głębokiego humanizmu, któremu najpełniejszy wyraz daje w Dżumie. Postacie Kaliguli oraz Meursaulta, bohatera Obcego, ukazują nie tylko konfrontację żelaznej logiki z ludzką zmysłowością i tak łatwo przyjmowanym światem, lecz odsłaniają dalsze źródła samotności człowieka; są istnymi dziełami o trwaniu nade wszystko. Obaj bohaterowie w końcu pragną śmierci, gdyż właśnie ona prowadzi do ich zwycięstwa – pojednania ze światem. Postrzegani jako szaleńcy, wykluczeni ze społeczeństwa czy to z powodu znikomości (Meursault),czy też wielkości (Kaligula) odgrywanej roli, porównani zostają do Syzyfa. Dramat Syzyfa nie polega na wiecznym trwaniu jego mozołu, ale na jego świadomości, na świadomości wiecznej porażki. Paradoksalnie, na tym też polega jego wielkość i bohaterstwo. Nawiązania do tego tematu można odnaleźć np. w Dżumie czy w przemówieniu, które Camus wygłosił po odebraniu Nagrody Nobla. Obraz bohaterów diametralnie zmienia się w drugim tryptyku, do którego należy Dżuma. Dominujące w utworze postacie – doktor Rieux (będący zresztą alter ego Camusa) i Tarrou – prezentują głębokie zaangażowanie w sprawy człowieka. Jedynym wyznacznikiem moralności jest zwykła uczciwość. Ona to każe przede wszystkim bronić człowieka i, co za tym idzie, nie zgadzać się na zło. Innym tematem w twórczości Camusa jest osamotnienie człowieka wobec jego otoczenia, niemożność zrozumienia jego zamierzeń i intencji, niesłuszna ich interpretacja, nadinterpretacja nieraz; w efekcie ucieczka od człowieczeństwa – a to przecież jest dla Camusa dżumą. W 1957 otrzymał literacką Nagrodę Nobla za „ogromny wkład w literaturę, ukazującą znaczenie ludzkiego sumienia”. We Francji, gdzie Camus zyskał ogromną popularność, pisarz był pod koniec życia stale atakowany – za brak reakcji na wojnę w ojczystej Algierii, za brak zaangażowania lewicowego, za niemoralność jego książek. Trzy lata po otrzymaniu Nagrody Nobla Camus – w wieku 46 lat – zginął w wypadku samochodowym, gdy wracał do Paryża wraz z przyjacielem i wydawcą Michelem Gallimardem. W torbie miał niedokończony szkic powieści Pierwszy człowiek.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy Pierwszy człowiek przeczytali również

Dola człowiecza André Malraux
Dola człowiecza
André Malraux
Nie wiem w jakim wymiarze można traktować tę powieść jako powieść agitującą komunizmowi. Wydaje się to skrajnie powierzchowne. Nie ma w tej powieści niczego, co faktycznie utwierdzałoby czytelnika w przekonaniu, że - mówiąc kolokwialnie - komunizm jest dobry. Komunizm, tak jak zresztą każdy ruch o charakterze - mniej lub bardziej - rewolucyjnym, musi mieć charakter ideowy; tzn. wiadomym jest, że ludziom, którzy chcą zmieniać ogólny porządek świata przyświecają idee sprawiedliwości, równości, braterstwa, itd. Nigdzie jednak autor nie przemyca myśli, jakoby komunizm mógł te wszystkie idee faktycznie zrealizować; nie ma miejsca, w którym partia komunistyczna wygrywa i wszystko płynie "mlekiem i miodem". Jeżeli już to Malraux schlebia wszelkim - ogólnie rzecz biorąc - aktywnym postawom względem rzeczywistości (w tym również rewolucyjnym, jako zamykającym spektrum). Można powiedzieć, że autor pochwala (jeśli już) próby zmiany, aktywność ludzi, którzy chcą wpływać na otaczający ich świat; chcących być podmiotem, a nie wyłącznie przedmiotem historii. Widziałem opinię jednego z użytkowników, który stwierdził, że "czyny bohaterów książki są usprawiedliwiane", jako przykład padł zamach dokonany przez Czena. W mojej opinii wybrzmiewa coś niemal przeciwnego. Czen bowiem, co sugeruje autor, posuwa się do tego czynu (samobójczego zamachu) niemal z przyczyn egoistycznych. Jego czyn będzie miał znaczenie dla "towarzyszy" - to oczywiste, jednakże przede wszystkim czyn ten nada znaczenia (i sensu) JEGO życiu. Czen robi to przede wszystkim dla siebie, dla sensu własnego życia. Katow ostatecznie nie dociera do Czena, ażeby ostrzec go, że jego kolejna próba najprawdopodobniej nie wypali, lecz czy ktokolwiek ma wątpliwości co do tego, że Czen powstrzymałby się, gdyby Katow rzeczywiście przedstawił mu swoje argumenty? To był czyn fanatyczny, niemalże w pełni egoistyczny. Katow kierował się osobistą zemstą (osobistymi traumami),Clappique był oportunistą, który tak naprawdę nie wiedział sam w co właściwie się wplątuje, Hemmelrich sam nie wiedział czego do końca chce, zdawał się być zupełnie zagubiony, rozdarty (w liście do May sam wspomina, że dopiero praca jako monter w elektrowni w końcu pozwoliła mu pracować nie myśląc wyłącznie o tym aby "zdechnąć"),stary Gisors, nałogowy palacz opium, który był zupełnie wycofany z jakichkolwiek wojen ideologicznych, wspierał syna wyłącznie "duchowo". Na koniec Kyo, jako jedyny był ideowcem, który jednakże był "spoza środowiska", nie miał faktycznego interesu w uczestnictwie w tym rewolucyjnym ruchu. Jedyne co, to przyświecała mu młodzieńcza idea zmian i wpływu (choć i tak może być przedstawiany jako największky agitator komunizmu). Czy naprawdę ktoś uważa, że takie właśnie "figury", czy też twarze ruchu rewolucji komunistycznej wykreowałby ktoś, kogo celem byłoby ślepe agitowanie komunizmowi? Moim zdaniem jest to powieść przede wszystkim egzystencjalna. W wycinkach z żyć bohaterów pokazuje ich przede wszystkim jako ludzi (nawet "partnerka" Ferrala - Waleria, mimo że pojawia się bardzo rzadko, to daje się poznać przede wszystkim jako człowiek "z krwi i kości") którzy mierzą się z własnym losem w tych - bez podziału na sympatie polityczne - z pewnością nieprzyjaznych czasach. Jest to powieść o ludziach, którzy chcą działać, chcą lepszego jutra dla siebie i innych. Roztrząsamy problemy bohaterów, rozterki, które wydarzają się w sytuacjach absolutnych - na skraju życia i śmierci; porażki i zwycięstwa. Powieść jest z całą pewnością niejednowymiarowa, pozwalająca na mnogość odniesień. Jeżeli ktoś sprowadza ją do miana powieści propagandowej, to widocznie nie przeczytał tej powieści w jakimkolwiek skupieniu. Uważam, że jest ona - powiedzmy - "uczciwa intelektualnie". Kiedyś przeczytałem o tym, że w momencie kiedy czytamy jakąś książkę, od razu można rozpoznać, czy dany pisarz jest - wyłącznie - pisarzem czy też literatem. Po przeczytaniu "Doli człowieczej" stwierdzam, że bez wątpienia Malraux jest literatem i to przez wielkie "L".
Igor Baran - awatar Igor Baran
ocenił na92 miesiące temu
Zamek Franz Kafka
Zamek
Franz Kafka
„Zamek” Franza Kafki to wyjątkowo specyficzna lektura — wybitnie ambitna i, być może, pisana przez autora dla samego siebie. Można ją jednak próbować odczytać jako rozwinięcie pesymistycznej wizji „Procesu”, ale jednocześnie z wyraźnym przestawieniem akcentów: zamiast historii o wyroku, który wydaje system, dostajemy historię o tym, że system nie daje żadnej odpowiedzi. W obu powieściach Kafka opisuje w istocie ten sam konflikt — CZŁOWIEK KONTRA SYSTEM. O ile w „Procesie” Józef K. zostaje nagle aresztowany i zmuszony do obrony wobec systemu, który działa bez wyjaśnień, o tyle w „Zamku” sytuacja odwraca się zasadniczo. K. przybywa do wsi dobrowolnie, przedstawiając się jako geometra wezwany przez władze. Nie jest ścigany — sam staje się petentem. To przesunięcie zmienia wszystko. Józef K. walczy o uniewinnienie, K. walczy o uznanie. Tamten próbuje uniknąć wyroku, ten – uzyskać potwierdzenie, że w ogóle ma prawo istnieć w obrębie systemu. Jednak właśnie ta aktywna postawa ujawnia głębszy poziom absurdu. Im bardziej K. stara się zalegalizować swój byt, tym wyraźniej okazuje się kimś zbędnym — „ponadliczbowym”, kimś, kto wszędzie przeszkadza, choć nigdzie formalnie nie został odrzucony. W „Procesie” system jest agresywny, osaczający, niemal namacalny. W „Zamku” przeciwnie — pozostaje cichy, rozproszony, nieuchwytny. Nie atakuje, lecz nie odpowiada. Jego przedstawiciele mówią dużo, ale nie rozstrzygają niczego. Nawet momenty pozornej bliskości kończą się fiaskiem: najbardziej wymowna jest nocna rozmowa z Bürglem, podczas której urzędnik mimochodem odsłania mechanizm działania systemu i wskazuje K. możliwą w nim lukę. K. jednak, wyczerpany, zasypia w chwili, która mogłaby stać się przełomem. Szansa istnieje, lecz nie zostaje wykorzystana — i natychmiast znika. Pesymizm „Zamku” jest więc innego rodzaju niż w „Procesie”. Nie polega na nieuchronności wyroku, lecz na jego nieobecności. Bohater nie zostaje skazany — zostaje zawieszony. To zawieszenie znajduje wyraz także w formie utworu: powieść pozostaje niedokończona, co nie jest tylko faktem biograficznym, lecz znaczącym gestem. Być może Kafka celowo nadał „Zamkowi” formę bardziej rozwlekłą, momentami wręcz bardzo nużącą, aby czytelnik sam doświadczył tego stanu przeciągającego się oczekiwania i bezowocnego krążenia wokół nierozwiązywalnej sprawy — doświadczenia, które w „Procesie”, jako powieści bardziej zwartej i skondensowanej, jest znacznie mniej odczuwalne. Łatwo napisać w recenzji, że „Zamek” można odczytać — znacznie trudniej rzeczywiście przez niego przejść: lektura zajęła mi sporo czasu, czytałem ją powoli, po kilka–kilkanaście stron dziennie, z przerwami. W praktyce dopiero obejrzenie spektaklu Teatru Telewizji z 1989 roku w reżyserii Marka Grzesińskiego pomogło mi uporządkować i utrwalić w głowie przebieg powieści — mimo że inscenizacja wprowadza pewne zmiany. Brak zakończenia utworu (celowo lub przypadkiem) staje się częścią jego sensu — K. nie dochodzi do żadnego punktu, bo taki punkt nie istnieje. W obu utworach człowiek ponosi klęskę w starciu z systemem, ale jej charakter jest odmienny. Józef K. ginie gwałtownie, „jak pies”, natomiast K. z „Zamku” nie ginie — jego porażka polega na czymś bardziej rozciągniętym i trudniejszym do uchwycenia: na nieskończonym trwaniu w stanie oczekiwania, które nigdy nie prowadzi do rozstrzygnięcia.
tomollot - awatar tomollot
ocenił na927 dni temu
Kraksa Friedrich Dürrenmatt
Kraksa
Friedrich Dürrenmatt
Jawiły mu się obrazy blade, twarzyczka synka, w półmroku wioska, przy której zdarzyła się kraksa, jasna wstęga szosy, pagórek z kościołem, szumiący dąb, olbrzymi, zalesione wzgórza, świecące w górze niebo - wszędzie, bez końca...przeciętny człowiek w bezmyślnej poniewierce co prze przez życie, bo chce mieć lepiej. Nie bacząc na innych, osiąga sukces - w przemyśle tekstylnym. Występki, szwindle, cudzołożenie. Los figle płata - awaria Studebakera, trzeba we wsi przenocować. A tam, impreza życia - wykwintne sery, dymiące półmiski, Bordeaux w koszyczkach - z emerytowanymi przedstawicielami prawa. Wielkie żarcie. I co się dzieje? Bierze udział w zabawie, grze, procesie, niewinny przecież - tym upojony - wyznaje co nieco przed groteskowym sądem. Za oknem wisi późny księżyc, cieniutki sierp, lekki szum drzew. W kieliszkach iskrzy się Château Pavie 1921. Uświadomiono mu, mniema, że poznał siebie. Ach doceniony, kochany, głębszym człowiekiem się czuje, godnym szacunku, przyjaźni uczonych i wykształconych mężów (teraz koniaku z pękatych kieliszków). Jakby zawierał znajomość z człowiekiem, którym sam jest, a którego spotkał gdzieś tam kiedyś tylko przelotnie. I okazało się, że zaplanował coś pięknego i dokonał tego, takie szczęście (szampana polejcie). Więc jednak żył prawdziwym życiem, był bohaterem, co za tym idzie (na czworakach) wyzbywa się pragnień - cóż pozostaje? Ktoś jednak zepsuł wspaniałe przyjęcie... gwiazdy blednące od dalekiego wschodu słońca, ostry krzyk ptaków, rześkość i rosa.
Yulquen - awatar Yulquen
ocenił na91 rok temu
Ameryka Franz Kafka
Ameryka
Franz Kafka
Nie można się bronić, jeśli druga strona nie ma dobrej woli. Autor posiada niezwykłą umiejętność opisywania miejsc i ludzi, których nigdy nie widział. Przykładowo, pisze bardzo żywo i realistycznie o Ameryce, w której nigdy nie był. Albo opisuje bezbłędnie zachowania znane mi z rynku pracy, NFZ czy sądów, chociaż też nigdy ich nie zobaczył. Realistyczność opisów Ameryki można dość łatwo wyjaśnić – książki, fotografie, opisy z ust innych osób. Ale realistyczność tej drugiej części tłumaczy jedynie fakt, że nie umiemy się nadal rozwinąć jako społeczeństwo i powtarzamy te same chore, patologiczne, przemocowe zachowania, które miały miejsce w sumie już sto lat temu (powieść ukazała się w latach 20., ale powstała około 1914 roku). Czytam świeżo po filmie Agnieszki Holland, wszystko mi kołuje w myślach, obrazy latają wewnątrz czaszki i ciężko je poskładać w jakiś sensowny tekst. Uderzyły mnie niesamowite, fotograficzne wręcz opisy miejsc, które pachną znajomo – Metropolis, Portier z Hotelu Atlantic, technokratyczne art deco z Hudsucker Proxy, Patsy jedzący ciastko na schodach albo żarówka młodego Vito Corleone. I to są wszystko wizje późniejsze, więc pytanie czy Ameryka była inspiracją, czy po prostu Kafka jakoś telegraficznie odebrał te prawdziwe obrazy z czyjejś głowy w swojej głowie i opisał? Ale to nie jest po prostu powieść o dawnej Ameryce, to byłoby zbyt normalne i pospolite. Jest więcej, dzieją się rzeczy dziwne, i znowu nie wiemy, czy śnimy, czy to rzeczywistość robi nas w trąbę. W dodatku powieść jest (znów) niedokończona, jak jakaś przeklęta interaktywna zabawa, gdzie samemu trzeba sobie dośpiewać zakończenie. Max Brod mówił, że ostatecznie Teatr Oklahomy miał być szczęśliwym zakończeniem. Ja tego nie kupuję, ta utopia mi pachnie sektą, które w sumie też są mocną częścią Ameryki. I ta sekta złapała Karla w swoje szpony. Prawdziwy tytuł to Der Verschollene, Zaginiony, i tak się właśnie można poczuć w trakcie czytania, jakby się było daleko od domu i bezpieczeństwa. Jest tu całe spektrum emocji, od złości, bezradności, strachu, lęku, frustracji, po momenty tak absurdalne, że w sumie trudno się nie roześmiać. Przykładowo, scena z rzygającym do windy Robinsonem - trochę jak moment w filmie Holland, gdy poważny dyrektor wygłasza peany na cześć instytucji, która jest taka niesamowicie zorganizowana, a tu z sufitu kapie woda do podstawionego na szybko garnka. Odnalazłam się w tych emocjach, odnalazłam się w korytarzach, które nie mają końca ani wyjścia (paradoks chyba, bo w nich raczej człowiek się gubi). Jedyne co mnie rozdrażniło, to wątek z Bruneldą, ale czuję, że gdyby była okazja, by go rozwinąć bardziej, może kryłoby się za nim coś więcej.
Renegi Grene - awatar Renegi Grene
ocenił na84 miesiące temu
Księga niepokoju spisana przez Bernarda Soaresa, pomocnika księgowego w Lizbonie Fernando Pessoa
Księga niepokoju spisana przez Bernarda Soaresa, pomocnika księgowego w Lizbonie
Fernando Pessoa
Pierwsze i prawdopodobnie ostatnie moje podejście do Pessoa. Książka jest stosunkowo długa i ciężka do przeczytania, mi bardzo się dłużyła i język autora zupełnie mi nie podszedł ani nie pomógł w przebrnięciu. Niesamowicie zaciekawiło mnie podejście autora do tworzenia nowych heteronimów w swoim życiu, a nawet tłumaczenia jak różnią się między sobą i czasem jak nawet różnią się od niego samego/jego własnych poglądów. Do tego znalazłem parę ciekawych ideii i cytatów, niestety zbyt mało aby usprawiedliwić długość książki. Co ciekawe czytałem ją przypadkiem w podobnym czasie gdy zacząłem czytać dzieła Seneki i ta, powiedzmy antyczna samoanaliza gra z moją duszą dużo dużo bardziej, nawet jeśli autorzy dochodzą do podobnych wniosków. Myślę, że takie podejście do samego siebie i świata jest bardzo potrzebne dzisiaj, gdzie każdy co raz bardziej jest 100% przekonany tylko do swoich poglądów bez otwierania się na innych, a tak na prawdę po długiej i bolesnej "samoanalizie" może się okazać, że nic z naszych poglądów nie jest nasze, a jedynie zaszczepione w nas przez różne doświadczenia czy relacje. Czytając ją myślałem własnie, że opinie będą bardzo podzielone, albo 10 albo 1, ja starałem się być jak najbardziej obiektywnym nawet jeśli lektura mnnie trochę wymęczyła w złym sensie tego słowa znaczeniu, to jednak ze względu na powyższe argumenty myślę, że warta przeczytania, nawet fragmentami. Końcowo powiem, że wg. mnie książka nie jest aż tak pesymistyczna jakby się zdawało na pierwszy rzut oka, w wielu momentach, sczególnie opisach natury widać ukochanie życia takiego jakim jest, na swój może lekko "czarny" sposób, ale jednak odczytywałem te fragmenty jako coś pozytywnego! :)
KubeK - awatar KubeK
ocenił na74 miesiące temu
Sędzia i jego kat Friedrich Dürrenmatt
Sędzia i jego kat
Friedrich Dürrenmatt
Pasjonujące starcie prawa z bezprawiem. Zwycięskie, bo z użyciem bezprawnej metody wymierzenia sprawiedliwości, bardzo dalekiej od kodeksowej. Kolejna znakomita rzecz szwajcarskiego mistrza, mocno oldskulowa. Zasadniczo nie czytam kryminałów i to od dawna (30 lat?),choć we wczesnej młodości zaczytywałem się klasyką gatunku. Ale to wszak mistrz Friedrich Dürrenmatt, to i nie mogłem doznać zawodu (choć niezapomniana „Kraksa” jeszcze lepsza). Co ważne: żadnej tu rozwlekłości, żadnych wątków ubocznych. To 83 strony skondensowanego tekstu, pisanego w szczęśliwych czasach, gdy nie płacono od metra i kilograma słowa pisanego ku satysfakcji uszczęśliwionych konsumentów. Tutaj sama esencja - żadna pulpa. Choć fabuła wciągająca, to na główny plan wychodzi kwestia skuteczności organów ścigania w rozgrywce z niepokonanym – wydawałoby się - przeciwnikiem. Uniwersalna to rzecz zawsze i wszędzie, zwłaszcza że Zły jest świetnie umocowany w elitach polityczno-biznesowych i korzysta z ich parasola. Odwieczny związek organów ścigania z władzą polityczną znajdzie tu swój dramatyczny finał, mimo wszystko – dający nadzieję na ukaranie zła. Starszy, doświadczony policjant wie, że wygrać można tylko przy zastosowaniu, hmm… niekonwencjonalnych metod. Notabene główny bohater nieco przypomina mi szeryfa z „W samo południe” (jednego z najprawdziwszych westernów, gdy radzić trzeba sobie nie tylko samemu, ale przede wszystkim - wbrew wszystkim). Zresztą sympatie czytających Bärlach zdobywa niemal na pierwszych stronicach, gdy mowa o jego działalności we Frankfurcie w latach 30. „Powodem (…) był policzek wymierzony pewnemu przedstawicielowi ówczesnego nowego rządu niemieckiego. O rękoczynie tym wiele wówczas mówiono we Frankfurcie, w Bernie zaś oceniano go rozmaicie, w zależności od aktualnej sytuacji politycznej w Europie – początkowo oburzano się, później uważano ów postępek za karygodny, ale niejako zrozumiały. Wreszcie uznano, że była to jedyna postawa, jaka przystała Szwajcarowi – ale to dopiero w roku 1945”. W tym sarkazmie Autora odnajdujemy całą Szwajcarię z jej bezwzględnie bojaźliwą neutralnością. Nakazywała ona władzom kraju stosować „pushbacki”. Każdy uciekinier z Trzeciej Rzeszy, usiłujący nielegalnie przekroczyć święte granice kraju Wilhelma Tella, mógł być pewien, że zostanie „ cofnięty do linii granicy” (chyba że miał naprawdę duże pieniądze albo był „kurierem z Warszawy” Janem Nowakiem-Jeziorańskim, o którego upomnieli się Brytyjczycy, ale to już był początek 1945 i jasne było, kto wygra wojnę..). Tematem książki jest śledztwo w sprawie zabójstwa policjanta i to nie byle jakiego, a w kręgu podejrzanych też żadna płotka. Wydaje się, że Bärlach – wyzbyty iluzji, "śmiertelnie chory" samotnik w podeszłym wieku - od początku wie, kto, co i dlaczego. W sumie okazuje się istnym demiurgiem wszystkiego, co się dzieje. Nie będę pisał o szczegółach, by nikomu nie odbierać przyjemności samodzielnego poznania fantastycznej intrygi. Tym razem ograniczę się do cytatów, które najwyżej zaostrzą apetyt na tę klasykę gatunku, lekko a szlachetnie staroświecką w najlepszym tego słowa znaczeniu. W finale mamy wręcz diaboliczny opis kolacji. „Zdawało się, że nie interesuje go nic prócz jedzenia: bez miłosierdzia po raz drugi spiętrzył na talerzu górę ryżu, polał go sosem, a na wierzchu ułożył jeszcze jeden kotlet cielęcy”. „- Co z pana za człowiek, panie komisarzu! Na to Bärlach odparł poważnie: - Jestem starym, dużym, czarnym kocurem, który chętnie pożera myszy”. „Mam tylko pewną koncepcję, kto mógłby wchodzić w rachubę jako morderca. Ale ten, kogo to dotyczy, musi jeszcze dostarczyć dowodów, że jest nim istotnie”. „Jeśli ten, kogo podejrzewam, jest mordercą, sam go pan wykryje, co prawda – w przeciwieństwie do mnie – posługując się niezawodną metodą naukową; jeśli nim nie jest, znajdzie pan prawdziwego mordercę, a wtedy zbyteczne byłoby wymieniać nazwisko tego, kogo ja niesłusznie podejrzewam”. „Wpatrywał się w bestię nieulękły, ale jak zaczarowany. W ten sposób właśnie Zło rzucało wciąż na niego swój urok – wielka tajemnica, której rozwiązanie zawsze go nęciło”. „Patrzyli na siebie twarzą w twarz, zda się wieczność całą, mimo że trwało to zaledwie kilka sekund. Żaden z nich nie wyrzekł ani słowa, a oczy obu były jak kamienie”. „Wiadomo, sobota (…). Urzędnicy pokazują kły, dlatego tylko, że mają nieczyste sumienie, bo w ciągu całego tygodnia nie zrobili nic rozsądnego”. „ - Stawałem się coraz doskonalszym zbrodniarzem, ty zaś coraz doskonalszym kryminologiem”. „Po nim się można zawsze spodziewać zarówno zła, jak i dobra i tylko przypadek rozstrzyga”. „Stał tak, a gdzieś w jego mieszkaniu stał tamten, noc była między nimi, cierpliwa, okrutna noc, która pod swym okrutnym płaszczem kryła zabójczego węża, nóż szukający jego serca”. „Tak spotykali się po raz ostatni: myśliwy i zwierzyna, zastrzelona, leżąca u jego stóp”. „Uczyniłem z ciebie moją najgroźniejszą broń, gdyż tobą kierowała rozpacz, morderca musiał znaleźć innego mordercę”. „- Poszczuł pan nas na siebie jak zwierzęta! - Dziką bestię na inna dziką bestię – padło nieubłaganie z drugiego fotela. - Pan był sędzią, a ja katem”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na81 rok temu
Głód Knut Hamsun
Głód
Knut Hamsun
pomiędzy fizycznym głodem a człowieczeństwem - o upodleniu człowieka w Kristianii, o irracjonalnej potencjalności ludzkiej psychiki... prekursor modernistycznej powieści psychologicznej XX wieku - pierwsza nowoczesna powieść norweska (strumień świadomości, monolog wewnętrzny, narracja subiektywna, fragmentaryczna, antyrealistyczna)... pisarz był szczególnie hołubiony w weimarskich Niemczech (tematy ziemskie - Nagroda Nobla w roku 1920 za „Markens Grøde” [„Błogosławieństwo ziemi”]) - Goebbels wspomina w swoich dziennikach (rok 1923) o swoim uwielbieniu do Hamsuna... filozofowie szkoły frankfurckiej pisali przed wojną o misinterpretacji literatury Hamsuna (podobnie jak Dostojewskiego czy Nietzschego),która została wykorzystana przez propagandę narodowosocjalistyczną dla własnych celów - oczywiście zdobycie władzy, władzy absolutnej... po II wojnie światowej dzieła Hamsuna były bojkotowane społecznie w Norwegii z powodu jego jawnego poparcia dla Hitlera i kolaboracyjnego rządu Quislinga - Norwegowie palili jego książki, wyrzucali je z bibliotek i domów... *** znakomita ekranizacja książki z niesamowitą ścieżką muzyczno-sonoryczną Krzysztofa Komedy Sult (1966),reż. Henning Carlsen https://letterboxd.com/film/hunger-1966/ film znajduje się eg. na listach: - Danish Culture Canon, - National Cinematic Heritage, Memory of the World. uważany za pierwszy duński film, który zyskał poważne międzynarodowe zainteresowanie, od czasów kina Carl'a Theodor'a Dreyer'a...
MrOrinow - awatar MrOrinow
ocenił na81 miesiąc temu

Cytaty z książki Pierwszy człowiek

Więcej

Czas utracony odnajdują tylko bogaci. Dla biednych oznacza on drogę ku śmierci.

Czas utracony odnajdują tylko bogaci. Dla biednych oznacza on drogę ku śmierci.

Albert Camus Pierwszy człowiek Zobacz więcej

Chciał być zadowolony i czuł nawet coś w rodzaju pychy, a jednak opuszczając "zielone pole", odwrócił się w stronę Munoza i nagle, na widok rozkwaszonej twarzy chłopca, serce ścisnął mu ponury smutek. W ten sposób przekonał się, że wojna nie jest czymś dobrym, bo zwycięstwo nad człowiekiem smakuje równie gorzko, jak bycie przez niego zwyciężonym.

Chciał być zadowolony i czuł nawet coś w rodzaju pychy, a jednak opuszczając "zielone pole", odwrócił się w stronę Munoza i nagle, na widok ...

Rozwiń
Albert Camus Pierwszy człowiek Zobacz więcej

Gdy byłem młody, żądałem od ludzi więcej, niż mogli mi dać: bezustannej przyjaźni, trwałych emocji.
Dziś potrafię żądać od nich mniej, niż mogą mi dać: towarzystwa bez słów. A ich emocje, ich przyjaźń, ich szlachetne gesty zachowują w moich oczach swoją stałą, cudowną wartość: są jak dostąpienie łaski.

Gdy byłem młody, żądałem od ludzi więcej, niż mogli mi dać: bezustannej przyjaźni, trwałych emocji.
Dziś potrafię żądać od nich mniej,...

Rozwiń
Albert Camus Pierwszy człowiek Zobacz więcej
Więcej