Ostatnia taśma Krappa

Okładka książki Ostatnia taśma Krappa
Samuel Beckett Wydawnictwo: Ossolineum utwór dramatyczny (dramat, komedia, tragedia)
23 str. 23 min.
Kategoria:
utwór dramatyczny (dramat, komedia, tragedia)
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Krapp's Last Tape
Data wydania:
1959-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1959-01-01
Liczba stron:
23
Czas czytania
23 min.
Język:
polski
Średnia ocen

                7,5 7,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Ostatnia taśma Krappa w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Ostatnia taśma Krappa

Średnia ocen
7,5 / 10
119 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
666
59

Na półkach: ,

Oprócz przejmującego do kości smutku, ta sztuka budzi też we mnie morze nostalgii, a to za sprawą mojego wtedy jeszcze nie-męża, który na studiach grywał w teatrze. Ileż razy to ja słuchałam tego tekstu, kiedy on chodził po pokoju z Beckettem, a ja uczyłam się tabeli stratygraficznej...

Oprócz przejmującego do kości smutku, ta sztuka budzi też we mnie morze nostalgii, a to za sprawą mojego wtedy jeszcze nie-męża, który na studiach grywał w teatrze. Ileż razy to ja słuchałam tego tekstu, kiedy on chodził po pokoju z Beckettem, a ja uczyłam się tabeli stratygraficznej...

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

253 użytkowników ma tytuł Ostatnia taśma Krappa na półkach głównych
  • 175
  • 78
33 użytkowników ma tytuł Ostatnia taśma Krappa na półkach dodatkowych
  • 11
  • 6
  • 5
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2
  • 1

Inne książki autora

Samuel Beckett
Samuel Beckett
Irlandzki dramaturg, prozaik i eseista, laureat literackiej Nagrody Nobla (1969 rok), początkowo tworzył w języku angielskim, a od roku 1945 w języku francuskim. Jeden z twórców teatru absurdu. Jego powieści są pozbawiane tradycyjnej narracji, utrzymane w klimacie skrajnego pesymizmu i podkreślające bezsens ludzkiej egzystencji. W młodości uwielbiał sport: trenował boks, rugby i pływanie. Studiował romanistykę w Trinity College w Dublinie (1923-27). Przez rok uczył się również w Belfaście, a w roku 1928 wyjechał do Paryża jako lektor języka angielskiego. Podczas pobytu w stolicy Francji poznał i zaprzyjaźnił się z Jamesem Joycem, został tez jego sekretarzem. Po powrocie do Irlandii wykładał w Trinity Collage język francuski. W 1930 roku zadebiutował poematem "Whoroscope", będącym monologiem Kartezjusza - filozofa, którego Beckett cenił i wnikliwie studiował. W roku 1934 opublikował studium krytyczne "Proust", poświęcone wielkiemu pisarzowi francuskiemu. W Irlandii Beckett czuł się źle, podobnie jak jego przyjaciel Joyce. Twierdził, że jego potencjał twórczy słabnie pod "naciskiem irlandzkiego życia". Po śmierci ojca w 1933 r. i otrzymaniu z tego tytułu wysokiej renty, wyprowadził się do Londynu, gdzie ukończył kurs psychoanalizy, a następnie do Paryża, w którym osiedlił się na stałe. Po latach stwierdził: "Wolałem Francję w stanie wojny niż Irlandię w stanie pokoju". Podczas II Wojny Światowej uczestniczył w Ruchu Oporu. Za działalność antyfaszystowską otrzymał Złoty Krzyż Wojenny. Nagrodę Nobla przyznano mu za to iż "w nowych dla dramatu i prozy formach ukazuje wzniosłość człowieka w jego skrajnym opuszczeniu", a przyjął ja pod warunkiem, ze nie będzie musiał uczestniczyć w ceremonii jej wręczania. Przed dziennikarzami schronił się aż w Tunezji. Przewodniczący jury zauważył, że głęboki pesymizm twórcy "zawiera miłość do człowieczeństwa, która wzrasta w miarę zanurzania się w bezdenność obrzydliwości i rozpaczy, i kiedy rozpacz wydaje się bezgraniczna, to okazuje się, że jego cierpienie też nie ma granic". Wielu krytyków uznało, ze nikt w XX w. nie wypowiedział dosadniej ostatecznej niewiary w sens ludzkiej egzystencji niż Beckett.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Śmierć w Wenecji. Nowele Thomas Mann
Śmierć w Wenecji. Nowele
Thomas Mann
Długo szukałam tego opowiadania Thomasa Manna. Przyciągał mnie tytuł, a jednak spotkało mnie lekkie rozczarowanie, bo jakoś tym razem nie umiałam zachwycić się prozą tego wspaniałego pisarza. Jego „Czarodziejska góra” czy „Buddenbrokowie” są dla mnie niezapomniane. Może zaskoczenie tematem spowodowało, że jakoś mnie to nie porwało. Moralnie nic mnie nie uwierało, chociaż fascynacja starszego pana na punkcie młodego chłopca przechodząca w obsesję mogłaby wydawać się niesmaczna. Ale od czego w końcu jest literatura? W teorii może opisać i przeanalizować wszystko to, co zakazane lub moralnie niepoprawne w rzeczywistości. Napisane na początku XX wieku musiało być nowatorskie i odważne. Stary Gustaw jak stara wenecka kurtyzana tęskni za młodością i świeżością, ale jego czas już minął. Obawia się choroby i śmierci, ucieka przed nią, jak ćma leci do ognia, tak on lgnie do młodości, ale w tej pogoni z góry skazany jest na porażkę. Stary i samotny przegrywa nierówną walkę. W ogólnym wydźwięku smutna i fatalistyczna, pełna tęsknoty za pięknem i niewinnością. Homoseksualny aspekt nie jest tu tematem przewodnim, ale sposobem na pokazanie tej nostalgicznej tęsknoty. Zawiera w sobie sporo symbolik, ale przesłuchanie audiobooka nie pomogło w uważnym rozpoznaniu tych znaczeń. Jak dla mnie pokazuje tylko jedną z twarzy Wenecji – fascynującą, ale zarazem niepokojącą, wręcz nieprzyjazną i groźną. Chyba wrócę do tego opowiadania jeszcze raz za jakiś czas.
Gosia - awatar Gosia
oceniła na 6 7 dni temu
Czekając na Godota. Końcówka Samuel Beckett
Czekając na Godota. Końcówka
Samuel Beckett
Recenzje napisalam juz kiedys, sama dla siebie, niezbyt plynna w formie przekazu i poprawnosci jezykowej ale poniewaz teraz znalazlam aplikacje od tego to stwierdzilam ze po prostu ja wkleje: Szczerze naprawde bardzo mi sie podobala owa lektura gdyz jest ona odstepstwem od typowych lektur majacych dynamiczna akcje i obraca sie wokol dwoch postaci czekajacych na tajemniczego Godota wymieniajacych sie roznymi spostrzezeniami i uwagami - przezywaja oni wiele kryzysow egzystencjonalnych i bardzo podobala mi sie ze wzgledu na swoja niekonwencjonalnosc, abstrakcyjnosc, lekkosc oraz poruszane tematy filozoficzne i zadawane pytania, np.: Vladimir na poczatku ksiazki w pewnym momencie przedstawia Estragonowi historie o dwoch ukrzyzowanych zloczyncach wraz z Jezusem z czego jeden byl zbawiony a drugi potepiony i zastanawia sie dlaczego sposrod czterech ewangelistow tylko jeden o tym wspomina bo podobno byli tam wszyscy czterej ewangelisci a o tym zbawionym lotrze wspomina tylko jeden z nich, dwoch w ogole nie wspomina a trzeci mowi ze obaj lotrzy wymyslali Zbawicielowi bo nie chcial ich zbawic a nastepnie zastanawia sie dlaczego w takim razie wszyscy wierza temu jednemu ktory mowi o zbawionym lotrze - i to jest bardzo dobre pytanie. Ksiazka mi sie bardzo podobala i szczerze mowiac Wladimir (Didi) wydaje mi sie postacia reprezentujaca typ MBTI z literka N czyli XNXX a natomiast Estragon (Gogo) z literka S czyli XSXX i dzieki temu tworza takie przeciwienstwa dopelniajace sie. Oprocz tego na poczatku jeszcze rozwazalam opcje kim moze byc ten Godot i utozsamialam go ze smiercia choc rownie dobrze mogl by byc Bogiem lub zbawicielem. Moze tez byc czyms bardziej ogolnym i mozna go utozsamic z czekaniem na cos albo z czekaniem na rzeczy ktore nigdy nie nadejda, lub ze zgubna nadzieja, rutyna, niezmiennoscia albo skostnialoscia i niemoznoscia przystosowania sie do zmian albo nieumiejetnoscia wprowadzenia ich. W kazdym razie naprawde fajna sztuka i zdecydowanie moge polecic choc nie jest dla kazdego.
Zawos - awatar Zawos
ocenił na 8 3 miesiące temu
Matka Courage i jej dzieci Bertolt Brecht
Matka Courage i jej dzieci
Bertolt Brecht
„Matka Courage i jej dzieci” to tragikomiczny utwór sceniczny osadzony w realiach wojny trzydziestoletniej (XVII wiek). Część dramatu toczy się na terenie Polski, co dla samej sztuki nie ma większego znaczenia, podkreśla jednak fakt, że swoim przesłaniem nawiązuje ona do aktualnych wydarzeń (Brecht napisał „Matkę Courage…” w 1939 r. w reakcji na wybuch drugiej wojny światowej). Utwór jest oczywiście antywojenny. Autor w krzywym zwierciadle groteski pokazuje ludzi żywiących się wojną – ludzi, dzięki którym konflikty zbrojne zawsze toczyć się będą. Brecht do tego stopnia chciał obrzydzić widzom postać Anny Fierling (tytułowej markietanki o pseudonimie „Matka Courage”), że już po premierze sztuki i jej pierwszych recenzjach wprowadził do tekstu kilka zmian (rzetelnie zaprezentowanych w niniejszym wydaniu). Ich celem było usunięcie lub przerobienie fragmentów, które za bardzo ocieplały wizerunek głównej bohaterki. Czy to się udało? Moim zdaniem – nie bardzo. Annę Fierling darzyłem bowiem sympatią do samego końca. Owszem, była rozgadaną i chciwą chytruską – ale swoje dzieci kochała. To, co robiła, robiła dla siebie i dla nich. Jakie wrażenia? Momentami było śmiesznie, momentami niekoniecznie (głównie za sprawą zbyt jaskrawej groteski), czasem też powiało nudą (tu z kolei najbardziej zawiniły piosenki). Utwór jednak niewątpliwie ważny. Pozdrawiam 6/10
Łukasz - awatar Łukasz
ocenił na 6 6 miesięcy temu
Zamek Franz Kafka
Zamek
Franz Kafka
„Zamek” Franza Kafki to wyjątkowo specyficzna lektura — wybitnie ambitna i, być może, pisana przez autora dla samego siebie. Można ją jednak próbować odczytać jako rozwinięcie pesymistycznej wizji „Procesu”, ale jednocześnie z wyraźnym przestawieniem akcentów: zamiast historii o wyroku, który wydaje system, dostajemy historię o tym, że system nie daje żadnej odpowiedzi. W obu powieściach Kafka opisuje w istocie ten sam konflikt — CZŁOWIEK KONTRA SYSTEM. O ile w „Procesie” Józef K. zostaje nagle aresztowany i zmuszony do obrony wobec systemu, który działa bez wyjaśnień, o tyle w „Zamku” sytuacja odwraca się zasadniczo. K. przybywa do wsi dobrowolnie, przedstawiając się jako geometra wezwany przez władze. Nie jest ścigany — sam staje się petentem. To przesunięcie zmienia wszystko. Józef K. walczy o uniewinnienie, K. walczy o uznanie. Tamten próbuje uniknąć wyroku, ten – uzyskać potwierdzenie, że w ogóle ma prawo istnieć w obrębie systemu. Jednak właśnie ta aktywna postawa ujawnia głębszy poziom absurdu. Im bardziej K. stara się zalegalizować swój byt, tym wyraźniej okazuje się kimś zbędnym — „ponadliczbowym”, kimś, kto wszędzie przeszkadza, choć nigdzie formalnie nie został odrzucony. W „Procesie” system jest agresywny, osaczający, niemal namacalny. W „Zamku” przeciwnie — pozostaje cichy, rozproszony, nieuchwytny. Nie atakuje, lecz nie odpowiada. Jego przedstawiciele mówią dużo, ale nie rozstrzygają niczego. Nawet momenty pozornej bliskości kończą się fiaskiem: najbardziej wymowna jest nocna rozmowa z Bürglem, podczas której urzędnik mimochodem odsłania mechanizm działania systemu i wskazuje K. możliwą w nim lukę. K. jednak, wyczerpany, zasypia w chwili, która mogłaby stać się przełomem. Szansa istnieje, lecz nie zostaje wykorzystana — i natychmiast znika. Pesymizm „Zamku” jest więc innego rodzaju niż w „Procesie”. Nie polega na nieuchronności wyroku, lecz na jego nieobecności. Bohater nie zostaje skazany — zostaje zawieszony. To zawieszenie znajduje wyraz także w formie utworu: powieść pozostaje niedokończona, co nie jest tylko faktem biograficznym, lecz znaczącym gestem. Być może Kafka celowo nadał „Zamkowi” formę bardziej rozwlekłą, momentami wręcz bardzo nużącą, aby czytelnik sam doświadczył tego stanu przeciągającego się oczekiwania i bezowocnego krążenia wokół nierozwiązywalnej sprawy — doświadczenia, które w „Procesie”, jako powieści bardziej zwartej i skondensowanej, jest znacznie mniej odczuwalne. Łatwo napisać w recenzji, że „Zamek” można odczytać — znacznie trudniej rzeczywiście przez niego przejść: lektura zajęła mi sporo czasu, czytałem ją powoli, po kilka–kilkanaście stron dziennie, z przerwami. W praktyce dopiero obejrzenie spektaklu Teatru Telewizji z 1989 roku w reżyserii Marka Grzesińskiego pomogło mi uporządkować i utrwalić w głowie przebieg powieści — mimo że inscenizacja wprowadza pewne zmiany. Brak zakończenia utworu (celowo lub przypadkiem) staje się częścią jego sensu — K. nie dochodzi do żadnego punktu, bo taki punkt nie istnieje. W obu utworach człowiek ponosi klęskę w starciu z systemem, ale jej charakter jest odmienny. Józef K. ginie gwałtownie, „jak pies”, natomiast K. z „Zamku” nie ginie — jego porażka polega na czymś bardziej rozciągniętym i trudniejszym do uchwycenia: na nieskończonym trwaniu w stanie oczekiwania, które nigdy nie prowadzi do rozstrzygnięcia.
tomollot - awatar tomollot
ocenił na 9 6 dni temu
Mdłości Jean-Paul Sartre
Mdłości
Jean-Paul Sartre
Na początku jest dużo przemyśleń - w moim odczuciu - totalnie o niczym. Rozumiem, że mają to być głębokie rozmyślania egzystencjalne, ale to czy podnieść z ziemii papierek do nich nie należy, choćby nie wiem jaką historię do tego dopisać. W 1/4 w książce dalej nic się nie dzieje - narrator chodzi po ulicach, pracuje w bibliotece i śpi w mieszkaniu. Mam wrażenie, że historia opowiedziana z perspektywy Samouka byłaby ciekawsza. "Będę czytał Eugenię Grandet. Nie dlatego, żeby mi to sprawiało wielką przyjemność, trzeba jednak coś robić". - To, zdaje się motyw przewodni narratora, a to sprawia, że ja mam podobne odczucia do "Mdłości". Bohater jest bardzo spostrzegawczy, dostrzega mnóstwo szczegółów, niewidocznych dla zwykłych śmiertelników, choć mam wrażenie, że na dłuższą metę nic z tych obserwacji nie wynika. Pojawiają się historie relacji z kobietami, ale tak samo nijakie jak wszystko inne. Jest nieco przerażony swoją wolną wolą, nie ma pojęcia, co zrobić ze swoim życiem, choć jak zauważa, jest jeszcze młody i może zacząć od nowa. Na ostatnich 20 stronach w końcu się coś dzieje, a narrator zyskuje mój szacunek. Ostatnia strona daje jednak nadzieję - "można więc uzasadnić swoje istnienie?" - pyta autor. Myślę, że tak. To nie tak, że nie doceniam tych głębokich przemyśleń na temat bezsensu istnienia, czy tym bardziej - ich nie rozumiem. Rozumiem i doceniam. Tylko wydaje mi się, że - zwłaszcza w dzisiejszych czasach, gdy mamy epidemię depresji - do niczego konkretnego to nie prowadzi, a wręcz mogą być szkodliwe.
ewea21 - awatar ewea21
ocenił na 6 21 dni temu
Iwona, księżniczka Burgunda Witold Gombrowicz
Iwona, księżniczka Burgunda
Witold Gombrowicz
Czas na Gombrowicza i jego dramaty zawsze jest zawsze dobry. Ponadczasowość, uniwersalizm mechanizmów i schematów działania systemów władzy i porządku społecznego, z doskonałą obserwacją natury ludzkiej wspisuje się w konwencję XXI wieku. "Iwona, księżniczka Burgunda" to sztuka Witolda Gombrowicza pubikowana w 1938 roku gdy nastroje społeczne w Europie mocno akcentowały nadchodzące zmiany i wrogość nacji i inności. Dekadenckość fikcyjno - hermetycznego świata dworu królewskiego, z etykietą konwenansów i systemem władzy, i wartości musi zmierzyć się prostą, nieśmiałą i milczącą Iwoną. Bierność i niewerbalność Iwony to demaskatorski wyraz na satyrę dworską z obłudą, fałszem i słabości dworzan, prowokując ich do coraz bardziej absurdalnych, patologicznych zachowań prowadzących do unicestwienia "niemego krzyku i inności". "Niemy krzyk i Inność" Iwony to konfrontacja z dworem królewskim, ich statusem społecznym, ekonomicznym czy dydaktycznym ? Powierzchowność fizyczno-umysłowa w kreacji z odbiciem lustrzanym obnaża wszystkie niedoskonałości i braki. Stabilizacja i porządek społeczny zostaje naruszony. Zhierarchizowana machina ruszyła. Teatr Polski w Bielsku-Białej obchodzi 135 lecie i ma w swoim repertuarze spektakl, na który serdecznie zapraszam. Gombrowicz skrojony na XXI wiek z uniwersalnością i ponadczasowością. Dystopijne futuro-fiction z estradowo - zabiegowym wybiehiem dla modelingu z nawiązaniem do kultowych modelek lat 80/90.XX, sekwencje z Jamesa Bonda, Lyncha kult ciała w neonowej scenografii. Groteskowość Gombrowicza doskonale wpisuje się w XXI wiek z Iwoną, która od 90 lat milczy wymownie. Wszechobecna cyfryzacja i medialność w dobie kultu ciała z cielesnym zaburzeniem dysmorficznym (BDD) i zniekształconym obrazem siebie i ciała wchodzacym w estetoreksją, i kompulsywnośc polubień, algorytmów. Byt i niebyt. Złożoność jednostki i jej relacji. Kreowana rzeczywistość z mową nienawiści, przemocą psychiczną przeciwko "inności ". "Inność" Iwony w roli Jańci w kostiumie "standardowym" , bezpieczny t-shert i jeansy doskonale kontrastuje z kreacjami pastelowych barw, by w odpowiednim momencie przystąpić do ataku, przywdziać zbroję czarnego stroju - czarnego charakteru. Przerysowanie, manipulacja i odrzucenie jednostki , która nie wpisuje się w przyjęte trendy. Inności boją się grupy. Zachwycona jestem wersją spektaklu, ascetyczna scenografia kontra kostium i środki wyrazu. Interpretacja i konwencja spektaklu wpisuje się w XXI wiek i gombrowiczowski dramat groteski. Spektakl bierze udział w XI edycji Konkursu na Inscenizację Dawnych Dzieł Literatury Polskiej i Europejskiej KLASYKA ŻYWA. Twórcy Autor – Witold Gombrowicz Reżyseria – Lena Frankiewicz, Scenografia – Agata Stanula Kostiumy – Krystian Szymczak Choreografia – Agnieszka Kryst Reżyseria świateł – Damian Pawella Multimedia/ Video – Mateusz Zieliński Muzyka – Stefan Wesołowski Asystent reżyserki – Mateusz Wojtasiński Asystentka choreografki – Katarzyna Sikora Obsada Iwona – Anita Jancia Król Ignacy – Grzegorz Sikora Królowa Małgorzata – Marta Gzowska-Sawicka Książę Filip – Michał Czaderna Szambelan – Piotr Gajos Iza – Marta Suprun Cyryl – Mateusz Wojtasiński Cyprian – Grzegorz Margas Dama I – Jagoda Krzywicka Dama II – Wiktoria Węgrzyn-Lichosyt Dama III – Flaunnette Mafa Inocenty, Żebrak – Sławomir Miska Walenty – Adam Myrczek Premiera 17.05.2025
Edyta Zawiła - awatar Edyta Zawiła
oceniła na 10 4 miesiące temu
Kopista Bartleby. Historia z Wall Street Herman Melville
Kopista Bartleby. Historia z Wall Street
Herman Melville
Bartleby kopiuje dokumenty. Poproszony jednak o cokolwiek innego, jak wyjście na pocztę, sczytanie kopii, opuszczenie biura, uparcie odpowiada: "I would prefer not to". Nie mówi "tak" ani "nie", nie wyraża chęci ani niechęci, nie zgadza się ani nie odmawia, nie odrzuca ani nie przyjmuje. Wybiera stan zawieszenia - najbardziej kreatywną postawę z możliwych, bo potencjalnie dopuszczającą każde rozwiązanie. Być może to dlatego Bartleby rezygnuje wreszcie nawet z kopiowania, bo jego "I would prefer not to" paradoksalnie kieruje go ku stwarzaniu, a nie odtwarzaniu. Wcześniej Bartleby pracował w Biurze Martwych Listów, czyli takich, które nie sposób było dostarczyć do adresatów. To w nich zawiera się to, co mogłoby się wydarzyć w przeszłości, ale się nie wydarzyło. Tak jak w formule "I would prefer not to" zawiera się wszechpotencja czasu teraźniejszego. Większość ludzi nie rozumie Bartleby'ego. To go zwolnią z pracy, to są poirytowani jego uporem w przyjętej postawie, to chcą go wyrzucić z budynku czy wtrącić do więzienia. Przeciwstawianie się schematom jest nieznośne dla otoczenia. Bartleby dużo patrzy się w okno na mur położonego naprzeciw kancelarii budynku. Może sprawiać wrażenie człowieka uwięzionego - ograniczonego jakimiś trudnymi życiowymi doświadczeniami, zrezygnowanego. Może jednak owo "I would prefer not to" jest najwyższym wyrazem wewnętrznej wolności? Mnie do lektury "Kopisty Bartleby'ego" zachęcił Byung-Chul Han. Was zachęcam ja. Sięgnijcie po to konkretne wydanie opatrzone bardzo ciekawymi komentarzami Deleuze'a i Agambena. Pierwszy odnosi się do wielu tekstów Mellville'a, więc zainteresuje osoby zaznajomione z jego twórczością. Drugi - jest zorientowany bardziej na logiczno-ontologiczny wymiar tego konkretnie opowiadania. Dla mnie miodzio. No i pogapcie się trochę w ścianę, powiedziawszy: "Wolałbym, wolałabym nie". To się może okazać bardzo twórcze.
anodder_chapter - awatar anodder_chapter
ocenił na 10 4 miesiące temu

Cytaty z książki Ostatnia taśma Krappa

Więcej
Samuel Beckett Ostatnia taśma Krappa Zobacz więcej
Więcej