rozwińzwiń

Bądź uprzejmy na co dzień i od święta

Okładka książki Bądź uprzejmy na co dzień i od święta autorstwa Maria Ziółkowska
Okładka książki Bądź uprzejmy na co dzień i od święta autorstwa Maria Ziółkowska
Maria Ziółkowska Wydawnictwo: Glob nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)
182 str. 3 godz. 2 min.
Kategoria:
nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)
Format:
papier
Data wydania:
1987-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1987-01-01
Liczba stron:
182
Czas czytania
3 godz. 2 min.
Język:
polski
ISBN:
83-7007-083-3
Bohaterami opowiadań zawartych w tej książce są osoby autentyczne, uczennice i uczniowie szkół średnich w Warszawie.
Zarówno w opowiadaniach jak i rozmowach znajdziecie trochę rad, wskazówek i przypomnień z dziedziny savoir-vivre'u.
Średnia ocen
6,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Bądź uprzejmy na co dzień i od święta w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Bądź uprzejmy na co dzień i od święta

Średnia ocen
6,8 / 10
31 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Bądź uprzejmy na co dzień i od święta

Sortuj:
avatar
2
2

Na półkach: ,

Ta książka napewno wywarła trwały wpływ na każdego dzieciaka, który miał ją na półce w latach '87 i więcej...
Pan Henryk Sawka robił do niej grafiki, więc jako zapalony komiksiarz i wierny naśladowca Tytusa przeczytałem wszystkie rysunki od dechy do dechy, plus krótka historyjka, żeby mama uznała, że już przeczytane.
Przyznam, że lezy i kusi i z pewnoscią ją wezmę kiedyś do tramwaju ,żeby się upewnić, czy warto było zostawić sobie tekst na teraz.

Ta książka napewno wywarła trwały wpływ na każdego dzieciaka, który miał ją na półce w latach '87 i więcej...
Pan Henryk Sawka robił do niej grafiki, więc jako zapalony komiksiarz i wierny naśladowca Tytusa przeczytałem wszystkie rysunki od dechy do dechy, plus krótka historyjka, żeby mama uznała, że już przeczytane.
Przyznam, że lezy i kusi i z pewnoscią ją wezmę kiedyś do...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
2317
897

Na półkach: , , ,

Bardzo dobra książka zgłębiająca tajniki dobrego wychowania. Całość podzielona tematycznie, jak zachować się w danej sytuacji. Wszystkie zasady i rady opisane w formie krótkich opowiadań, dialogów, scenek. Do tego ciekawe komentarze, spostrzeżenia. Wiele cennych rad, do wykorzystania w życiu codziennym, i nie tylko, bo i od święta, jak sam tytuł wskazuje. Mi książka bardzo się spodobała. Polecam ją serdecznie. Warto przeczytać! ;)

Bardzo dobra książka zgłębiająca tajniki dobrego wychowania. Całość podzielona tematycznie, jak zachować się w danej sytuacji. Wszystkie zasady i rady opisane w formie krótkich opowiadań, dialogów, scenek. Do tego ciekawe komentarze, spostrzeżenia. Wiele cennych rad, do wykorzystania w życiu codziennym, i nie tylko, bo i od święta, jak sam tytuł wskazuje. Mi książka bardzo...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

64 użytkowników ma tytuł Bądź uprzejmy na co dzień i od święta na półkach głównych
  • 47
  • 13
  • 4
25 użytkowników ma tytuł Bądź uprzejmy na co dzień i od święta na półkach dodatkowych
  • 18
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Bądź uprzejmy na co dzień i od święta

Inne książki autora

Maria Ziółkowska
Maria Ziółkowska
Maria Ziółkowska (ur. 22 lutego 1924 w Gościeńczycach) – polska pisarka, autorka utworów dla młodzieży oraz podręczników do nauki języka esperanto. Studiowała historię na Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu Warszawskiego. Debiutowała jako prozaik w 1946 roku pod nazwiskiem Niemirow. Była działaczką Polskiego Związku Esperentystów. W 1970 roku otrzymała nagrodę Instytutu Wydawniczego Centralnej Rady Związków Zawodowych za powieść Szukaj wiatru w polu.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

444 zdania polskie Jerzy Bralczyk
444 zdania polskie
Jerzy Bralczyk
Coś tu nie gra – a co, wyłączyli radio? Bądź sobą, wybierz pepsi – czy na pewno z reklamy? Polak potrafi – powód do dumy czy wprost przeciwnie? Ala ma kota – czy faktycznie pamiętamy z Elementarza? Komunikujemy się, a mam na myśli głównie komunikację werbalną, używając setek skrótów myślowych, powiedzonek, przenośni, porównań czy cytatów z powszechnie znanych nam źródeł: literatury, filmu, teatru, radia, ale także z ulicy, czy przemówień polityków. Etymologia niektórych sięga średniowiecza, inne tworzone są i powstają właściwie każdego dnia. 444 takie zdania (równoważniki zdań, ich fragmenty i inne) stały się przedmiotem analizy językowej profesora Bralczyka, mistrza retoryki i genialnego językoznawcy. Skąd się określone zdanie w naszej mowie potocznej wzięło, co pierwotnie oznaczało, co dzięki niemu wyrażamy, czego oczekujemy w odpowiedzi, itd. itp. A wszystko to cudowną polszczyzną, często pięknie złożonymi zdaniami i, co bardzo ważne, ze specyficznym, kpiarskim humorem. Przy okazji przyznam, że dzięki tej książce wykombinowałem sobie całkiem niezłą zabawę. Spis treści zawiera 444 rozdziały, których tytuły to właśnie 444 zdania polskie. Czytam spis treści, starając się odgadnąć pochodzenie, znaczenie i inne „detale” dotyczące kolejnego lub wybranego losowo zdania i dopiero wtedy sprawdzam, na ile miałem rację. Rozrywka do zastosowania samodzielnie lub w grupach – gwarantuję ubaw po pachy! A’propos, czemu niby „po pachy”? Skąd się to wzięło? Co pierwotnie oznaczało? :-)
Meszuge - awatar Meszuge
ocenił na812 lat temu
Koty w worku, czyli z dziejów pojęć i rzeczy Władysław Kopaliński
Koty w worku, czyli z dziejów pojęć i rzeczy
Władysław Kopaliński
Książka ta została wydana po raz pierwszy w 1993 roku, zatem 12 lat temu. Ale jest ze mną do dziś. I wiele razy do niej wracałam - jeśli nie fizycznie do jej stron, to na pewno do zawartości, która została mi w głowie. Według słów samego autora, pojawiających się we wstępie, książka ta "to zbiór komentarzy do wyrazu, nazwy, wyrażenia lub przysłowia umieszczonego w ich tytule, a także gawęd na tematy historyczne, językowe, przyrodnicze, artystyczne, cywilizacyjne, gdzie opowieść toczy się swobodnie, zajmując się tymi lub owymi przejawami spraw oglądanych z tych lub owych punktów widzenia". Innymi słowy autor wybiera sobie jakieś słowo, wyrażenie czy zdanie i przyjemnie gawędzi sobie na jego temat (lub czasem na temat, który akurat mu się skojarzy z tematem właściwym). Przekazuje nam ciekawostki dotyczące najróżniejszych zagadnień - od jadłospisu człowieka pierwotnego, poprzez maszynę do pisania, hipochondrię, irlandzką katastrofę ziemniaczaną, aż do kaktusów. Co zatem idzie nie jest to żaden słownik, ani źródło wiedzy na jakiś sprecyzowany temat. Najpierw czytamy o syzyfowej pracy, a zaraz później o rymowance "ślimak ślimak wypuść rogi". Kilka stron dalej coś o stonodze, panicznym strachu oraz sporze o cień osła. Taki wybór treści nie pozwala się znudzić lekturą lub jakąś konkretną tematyką. Autor skacze sobie z wątku na wątek jak wesolutka pszczółka z kwiatka na kwiatek. Aczkolwiek po głębszym zastanowieniu wiadomo, że i pisarz i pszczoła wykonali naprawdę dużo pracy. Mnóstwo jest w tych tekstach wiadomości naukowych, jednak podane są one w zupełnie bezbolesny, a nawet przyjemny, sposób. Opowiadanie toczy się wartko i nawet nie zauważamy, że jakieś wiadomości trafiają do naszego umysłu. Co więcej, nie zdajemy sobie sprawy, że tam pozostały, do momentu, kiedy się przypomną. Doceniamy wtedy tak przyjazne źródło wiedzy. Ciekawostki, które poznaliśmy, wykorzystać można na przykład podczas towarzyskiej konwersacji ("A czy wiedzieliście, że wiele sądów w Stanach Zjednoczonych nadal stosuje bardzo starą zasadę, że każdy pies ma prawo ugryźć jeden raz, a każdy następny atak na człowieka jest już karalny?"),albo nie poprzestać na uzyskanych informacjach i poszukać innych związanych z tematem (Wenus z Milo - "Czy fragment z tekstem o autorze naprawdę istniał? A jeśli tak, to czy naprawdę był częścią posągu? A co się stało z napisem o Hermesie i Heraklesie? Gdzie się podziały ręce? Czy podporucznik widział je rzeczywiście?"). Książka ta może być swoistą odskocznią od aktualnie czytanego dzieła. Każda rzecz opisana jest w niej raczej krótko, od kilkunastu zdań do sześciu stron (a format książki, zatem i kartek jest niewielki). Zatem można jej poświęcić kilka minut, które akurat znalazły się na lekturę. Można wrócić do niej po roku i niczego się nie straci (zupełnie jak "Moda na Sukces"). Niczego nie trzeba czytać po raz kolejny, żeby móc przejść dalej. Ale można czytać wielokrotnie, jeśli chce się jakiś temat zgłębić. Dozwolone jest też oczywiście (z czego niegdyś zrobiłam sobie dobrą zabawę) wzięcie kilku tematów i sprawdzanie czy coś się w nich zmieniło (szczególnie nadają się takie kawałki jak "życie w kosmosie", "iluzjonizm", "warszawa" czy "nagroda Nobla"),czy coś zostało uaktualnione i czy może to, co było prawdą w 1993, obecnie okazuje się fałszem. Takie poszukiwania sprawiają, że trafiamy na kolejne ciekawostki, a te prowadzą do następnych i następnych. Zatem książka rozwija nas nie tylko tym, co sobą reprezentuje, ale też tym, co sami możemy odkryć. Gawędziarski styl sprawia też, że samo dziełko przyjemnie się czyta po prostu tak. Nie dla wiadomości językowych czy historycznych, nie dla odkrycia czegoś nowego (lub starego). Czyta się to przyjemnie, bo każdy fragment ma bardzo silnie odciśniętą osobowość autora. A on pisze naprawdę przyjemnie. Bawi się słowem, językiem, swobodnie zmienia tematy nawet w ramach jednego miniprojektu, nawiązuje do innych fragmentów kultury. Po prostu gwarzy sobie to o tym to o tamtym, co sprawia, że czujemy się jakbyśmy prowadzili niezobowiązującą, lecz wartką, pogawędkę z kimś bardzo interesującym, kto ma szeroką wiedzę na wiele tematów. Osobiście lubię rozmawiać z takimi ludźmi, więc taka sympatia przeniosła się na tę książkę. Podsumowując - polecam zarówno samego autora, którego jak sądzę przedstawiać nie muszę, jak i te konkretną pozycję w jego twórczości. Czyta się przyjemnie, w ramach relaksu, a później z miłym zaskoczeniem stwierdzamy, że większość wiadomości pozostała nam w umyśle. Tak powinny być pisane podręczniki!
Qulleczka - awatar Qulleczka
oceniła na810 lat temu
Katyń Janusz Kazimierz Zawodny
Katyń
Janusz Kazimierz Zawodny
Gdy mowa o domku letniskowym w Małachowce pod Moskwą, gdzie grupa wojskowych pod przywództwem Zygmunta Berlinga próbowała tworzyć zaczątek „Polskiej Armii Czerwonej”, przedstawione zostało to dość ściśle, chociaż widać jedno przeinaczenie. Rotmistrz Narcyz „Łopianowski widząc mapę Europy, na której pół Polski oznaczono jako tereny już należące do Związku Sowieckiego, poruszony, uczynił jakąś złośliwą uwagę. Berling nazwał go w odpowiedzi "świnią i faszystą". Doszło do bijatyki. Jakiś czas później Łopianowski odmówił podpisania "wiernopoddańczej" deklaracji, którą wydrukować miała wydawana po polsku komunistyczna gazeta. Zakomunikował wtedy, że chce być z powrotem odesłany do więzienia. Nie czekał długo. 25 marca 1941 roku wysłano go z powrotem do więzienia Butyrki, razem z jeszcze jednym niechętnym do współpracy oficerem.” (s. 126) Słowo wiernopoddańcza niepotrzebnie ujęte w cudzysłów, skoro miała brzmieć „My niżej podpisani oficerowie Armii Polskiej wyrażamy hołd Redakcji pisma "Nowe Widnokręgi", którego zadaniem jest odkrywanie nowych dróg dla Narodu Polskiego i uświadamianie Polaków, że szczęśliwa przyszłość może ich czekać tylko w oparciu o Związek Radziecki, z którego dobrodziejstw zawartych w Konstytucji Stalina korzysta już znaczna część Narodu Polskiego i oby pozostała część weszła jak najprędzej w skład szczęśliwych Narodów ZSRR” („Rozmowy z NKWD” Warszawa 1990 s. 59) Łopianowski powtórzył z pamięci, zapewne ściśle, skoro ostatecznie 22 czerwca 1941 brzmiało to bardzo podobnie „My niżej podpisani oficerowie byłej armii polskiej, oburzeni zbrodniczą napaścią Niemiec hitlerowskich na Związek Socjalistycznych Republik Rad uważamy za swój obowiązek oświadczyć co następuje: (…) Jako członkowie jednego z narodów uciśnionych przez faszystowskiego agresora, jedyną drogę do wyzwolenia narodu polskiego widzimy we współpracy ze Związkiem Socjalistycznych Republik Rad, w ramach którego ojczyzna nasza będzie się mogła w sposób pełnowartościowy rozwijać.” („Dokumenty i materiały do historii stosunków polsko-radzieckich” tom 7, Warszawa 1973, wydawnictwo Książka i Wiedza, dokument 126, s. 219–221) Tym drugim oficerem był major Józef Lis i to on miał być przez Berlinga tak nazwanym. Okoliczności według oświadczenia Łopianowskiego złożonego 18 kwietnia 1942 wyglądały tak: „W drugiej połowie lutego 1941 roku, ppłk Berling sprowadził mapę ścienną, wydanie 1940 r., po obejrzeniu której stwierdziłem, że Polska została już wymazana całkowicie, a Abisynia dotychczas pozostawiona. Zwróciłem uwagę mjr. Lisa na to, który zapalczywie wyraził krytykę i oburzenie wobec nas wszystkich. Ppłk Berling zbeształ go brutalnie i zrobił z nami nowymi + pchor Kukuliński odprawę, uzasadniając swoje postępowanie tym, że "oni" pragną szczęścia dla Polski, a znaleźć je można idąc tylko drogą wskazaną przez niego.” („Rozmowy...” s. 76) Zaś wedle spisanych po wojnie wspomnień „Po pewnym czasie przywieziono nam z Moskwy mapy ścienne nowego wydania z 1940 roku. Po rozwieszeniu ich zauważyłem, że Polska na tej mapie w ogóle nie istniała, podczas gdy Abisynia na przykład nadal figurowała – a przecież był to dopiero początek wojny, której wynik nie był jeszcze wiadomy. Major Lis spojrzał uważnie na mapę i powiedział z gniewem: – Bolszewicy potrafią prawić piękne słówka, ale już rozdzielili Polskę pomiędzy sobą a Niemcami. – Psiakrew, Lis! – krzyknął Berling – Dosyć tego! – i zabrał Lisa do swego pokoju na rozmowę.” (s. 54) Łopianowski zatem nie był świadkiem tej rozmowy. Lis natomiast 15 kwietnia 1948 zeznał „W dyskusji na temat ZSRR ja wobec wszystkich, wskazując na mapę Europy, powiedziałem że stosunek ZSRR do Polski najdobitniej wyraża ta mapa, gdzie połowa Polski już na stałe jest włączona do ZSRR, czego nie zrobiono nawet z okupowaną przez Włochów Abisynią. Berling na moje słowa chciał mnie pobić, nazywając świnią i faszystą.” („Mord w Lesie Katyńskim. Przesłuchania przed amerykańską komisją Maddena w latach 1951–1952” tom 2 Warszawa 2018 s. 81) Autor wielokrotnie przytacza zeznania przed tą komisją, lecz czasem pomijając czyje, co zauważył w liście do niego Józef Czapski „To zgrupowanie materiału, te odnośniki do każdego rozdziału tak liczne – jasność, rzetelność wykładu zawsze popartego wskazaniem źródeł, i ten dar Pana poruszania sprawy tak źródłowo (zwykle czytelnik nie lubi co chwila sięgać do odnośników a tu ciągnie go do nich, bo zredagowane są tak jasno i tak konkretnie) i przy tym zachować nurt opowiadania, które czytać można prawie jak powieść kryminalną ; tak jeszcze nikt o Katyniu nie potrafił [napisać]. Jedno co mnie tu nie odpowiada to kiedy w odnośnikach znajduję taki a taki numer "Hearings", bo trudno jest ufać tym materiałom tak jak innym, bo nie wiemy kto mówi ... ” (s. 299) Mimo tej uwagi, w kolejnym wydaniu nie bardzo została uwzględnioną. Warto wiedzieć, jak Łopianowski trafił do Małachówki. Otóż jakiś „pułkownik Jegorow” z NKWD (tak siebie przedstawił) zapytał go, czy chce jeszcze powalczyć z Niemcami. – Cóż za pytanie! Oczywiście, że tak. Raczej was powinienem spytać, o jakiej walce może być mowa, skoro jesteście z nimi związani paktem nieagresji? – Jak będzie trzeba, wszelkie układy możemy zerwać. Odpowiedź, którą przytaczam w skrócie, Łopianowski musiał prawidłowo zapamiętać, bowiem była (o czym wątpliwe by wiedział) powtórzeniem uchwały VII Zjazdu RKP(b) z marca 1918 „KC upoważniony zostaje do zerwania w każdej chwili wszystkich traktatów pokojowych zawartych z państwami imperialistycznymi i burżuazyjnymi, jak również do wypowiedzenia im wojny” (np. „Rezolucje i uchwały KPZR. Wybór dokumentów” Warszawa 1954, s. 119 lub „KPZR w rezolucjach i uchwałach” t. 1 Warszawa 1956 s. 457). Oczywiscie mylnym byłoby sądzić, iż „Polska Armia Czerwona” złożona była tylko z 13 „oficerów byłej armii polskiej” którzy podpisali oświadczenie z 22 czerwca. Podobnych grupek było więcej, zaś 4 czerwca 1941 Biuro Polityczne KC WKP(b) postanowiło: „1. Zatwierdzić proponowane przez Ludowy Komisariat Obrony ZSRR [utworzenie] w składzie Armii Czerwonej jednej dywizji piechoty, skompletowanej w składzie osobowym z polskiej narodowości i znających język polski. 2. Utworzenie dywizji realizować przez przekompletowanie do 1 lipca 1941 roku 238 Dywizji Piechoty Środkowoazjatyckiego Okręgu Wojskowego Polakami i osobami znającymi język polski, będącymi w służbie w oddziałach Armii Czerwonej. 3. 238 Dywizję Piechoty utrzymać w składzie 10 298 osób.” („Z archiwów sowieckich, t. 1, Polscy jeńcy wojenni 1939–1941” Warszawa 1992, s. 75) 22 czerwca 1941 spowodował odłożenie tych zamiarów o dwa lata. Jak widać Stalin jednak zamierzał uderzyć pierwszy. Według „Lodołamacza” Rezuna vel Suworowa miało to nastąpić 6 lipca (co pasuje do wymienionego 1 lipca),według Tokajewa miesiąc później (Григорий Александрович Токаев „Stalin Means War” Londyn 1951 s. 34) Gdy armia ta dwa lata później powstała „Wojsko gen. Berlinga walczyło ramię w ramię z Armią Czerwoną i wsławiło się odwagą w ofensywie berlińskiej.” (s. 127) Dla porządku należałoby zaznaczać generał radziecki czy też Czerwonej Armii. Najwyższym stopniem jaki uzyskał w Wojsku Polskim był podpułkownik i tak podpisał wymienione oświadczenie z 22 czerwca 1941. Rozkazem personalnym Dowództwa Armii Polskiej na Wschodzie nr 36 z 20 kwietnia 1943 został wraz z dwoma innymi pozbawiony stopnia wobec samowolnego opuszczenia stanowiska służbowego w bazie ewakuacyjnej Krasnowodsk i pozostania w ZSRR. Było to chyba zbędne, bowiem wedle art. 20 § 1 dekretu prezydenta Mościckiego z 12 marca 1937 o służbie wojskowej oficerów (Dz. U. Nr 20 poz. 128) następowało to samoistnie:„Oficera pozbawia się stopnia i skreśla z ewidencji oficerów z mocy samego prawa w przypadkach: a) skazania prawomocnym wyrokiem sądu wojskowego na karę dodatkową na czci wydalenia z wojska lub marynarki wojennej albo wydalenia z korpusu oficerskiego; b) skazania prawomocnym wyrokiem sądu karnego powszechnego na karę pociągającą za sobą, w myśl przepisów kodeksu karnego wojskowego, wydalenie z wojska lub marynarki wojennej albo z korpusu oficerskiego; c) samowolnego opuszczenia swej jednostki bądź stanowiska służbowego lub pozostawania poza nimi, albo nieuczynienia zadość powołaniu do służby wojskowej w terminie oznaczonym, jeżeli wdrożone z tego powodu postępowanie karno – sądowe zostało w myśl obowiązujących przepisów wskutek nieobecności oficera zawieszone; d) zatwierdzenia przez Prezydenta Rzeczypospolitej prawomocnego orzeczenia oficerskiego sądu honorowego, orzekającego karę wykluczenia z korpusu oficerskiego; e) utraty obywatelstwa polskiego.” 26 lipca 1943 sąd polowy skazał wszystkich trzech na śmierć z art. 47 § 2 Kodeksu Karnego Wojskowego z 21 października 1932 (Dz. U. Nr 91 poz. 765) czyli za „opuszczenie jednostki lub stanowiska służbowego” w celu „trwałego uchylenia się od obowiązku wojskowego” popełnione „wspólnie przez dwie lub więcej osób działających w zmowie” (zdanie to jest skrótem treści kilku artykułów). „Wobec ustalenia, że oskarżeni przebywają poza granicami Państwa Polskiego, zastosowano wobec nich w myśl art. 7 ustawy z 23 czerwca 1939 o szczególnej odpowiedzialności karnej w przypadku zbiegostwa do nieprzyjaciela lub poza granice Państwa (Dz. U. Nr 57 poz. 367)” Ustawa ta dozwalała na postępowanie in absentia, przy czym wyrok nie był zaoczny (art. 10) to znaczy przepisy Kodeksu Postępowania Karnego z 1928 o postepowaniu zaocznym nie miały zastosowania. Wyrok orzekał też kary dodatkowe „a) utratę praw publicznych i obywatelskich praw honorowych, tak jednych jak drugich na zawsze, b) wydalenie z wojska, c) przepadek majątku na rzecz Skarbu Państwa, d) utratę zdolności do dziedziczenia i otrzymywania darowizn na zawsze. (...) Przy wymiarze kary Sąd wziął pod uwagę, że oskarżeni zbiegli z szeregów Armii Polskiej, zdaniem Sądu po to by wstąpić do Armii Sowieckiej, a więc do służby państwa, którego jednym z celów politycznych jest pozbawienie bytu niepodległego Państwa Polskiego przez wcielenie jego ziem do ZSSR i dlatego skazał oskarżonych na karę śmierci, stosując zarazem obligatoryjne kary dodatkowe, a także i inne fakultatywne, a to dlatego, że zastosowanie tych kar fakultatywnych wobec takich zbrodniarzy uważał za wskazane.” („Orzeł Biały: miesięcznik Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość” 2003 Nr 6/141 s. 6 – 8) Książka zyskałaby, gdyby zawierała coś o tym. Na s. 95 przytoczony został „raport Tartakowa” o którym była mowa przy „Dziejach sprawy Katynia” Jerzego Łojka. „Daty, nazwy obozów i struktura organizacyjna sugerują, że dokument jest autentyczny. Lecz np. dr Zdzisław Stahl – znawca zagadnień Katynia – uważa ten dokument za falsyfikat (zob. "Bellona", I – II, 1963, s. 65).” (s. 96) Należało powtórzyć te uwagi oraz uwzględnić wątpliowści Mackiewicza, tym bardziej, że w bibliografii (s. 315) widnieje „Mackiewicz Józef, Czy nowa rewelacja w sprawie Katynia ?, Dodatek Tygodniowy "Ostatnich Wiadomości", Vol. X, nr 40, 1958”. „Bellona” 1962 s. 68 (omówienie pierwszego wydania tej książki „Death In The Forest: The Story Of The Katyn Forest Massacre”) „Dokument może mówić zasadniczo prawdę, a być falsyfikatem. Główne argumenty, które przemawiają w moim pojęciu przeciw autentyczności są następujące : 1. nie wydaje mi się prawdopodobne, aby NKWD – Mińsk mogło być powołane do składania raportu moskiewskiej centrali z likwidacji trzech obozów mamy wystarczające dowody na to, że centrala ta kierowała likwidacją sama bezpośrednio, a ponadto przy sowieckim centralizmie administracyjnym trudno sobie też wyobrazić, by rzecz tak doniosłej wagi powierzana była prowincjonalnemu urzędowi, ponadto nie położonemu centralnie w stosunku do trzech obozów. 2. Daty likwidacji poszczególnych obozów są w raporcie podane chaotycznie, a sprzecznie z miarodajnymi informacjami, jakie mamy na ten temat od pozostałej przy życiu z każdego obozu grupy polskich jeńców. NKWD Mińsk raportuje, że obozy likwidowano kolejno i że Kozielsk zlikwidowano w czasie od 1 marca do 3 maja, po czym dokument wymienia Ostaszków i podaje tylko jako datę zakończenia akcji likwidacyjnej dzień 5 czerwca; Starobielsk natomiast załatwiono według raportu 2 czerwca, czyli jednego dnia co jest chyba technicznie niemożliwe. Według naszych źródeł likwidacja wszystkich trzech obozów odbywała się równocześnie od początku kwietnia do połowy maja. Trudno też uwierzyć, aby urząd państwowy w raporcie o tak ważnej sprawie podawał daty akcji odnośnie każdego obozu inaczej, czyli o Kozielsku datę początkową i końcową, o Ostaszkowie końcową, a przy Starobielsku by meldował że rozstrzelano blisko cztery tysiące jeńców jednego dnia podczas gdy wiemy konkretnie, że likwidacja samego Kozielska wymagała około sześciu tygodni. 3. Dziwne jest, że dokument "7 Tage" ujrzał światło dzienne dopiero w 1957. Jeśli nawet było już za późno na zaprodukowanie go w Norymberdze, to przecież najgłośniej i najskrupulatniej zbierała dokumentację katyńską Amerykańska Komisja Kongresowa w latach 1951–2 spędzając kilka tygodni również w Niemczech, a jednak "raportu NKWD – Mińsk" jej nie przedstawiono. 4. Wątpliwe wreszcie wydaje mi się, aby do dokumentu tak kapitalnej a kompromitującej Sowiety wagi, mógł dotrzeć krakowski prokurator, wysłannik reżymu warszawskiego.” Chodzi o Romana Martiniego. Poświęcam „raportowi” więcej miejsca, gdyż Tadeusz Kisielewski w „Zamachu” z niewiadomych powodów uznał go za prawdziwy. Książczyna Bolesława Wójcickiego „"Prawda o Katyniu" świadczy tylko o jednym : o braku zaufania Sowietów do polskich komunistów. Autor książki nie uzyskał bowiem dostępu do kartotek NKWD dotyczących polskich oficerów i żołnierzy z obozów w Starobielsku, Ostaszkowie i Kozielsku. Sprawozdaanie sowieckie było jedynym "podstawowym" źródłem na temat Katynia.” (s. 144) Więcej o tym na s. 156n. „Prawda” ta jest o wszystkim i o niczym, o podpaleniu Reichstagu, o napaści na radiostację w Gliwicach, o wojnie koreańskiej, o Katyniu zaś najmniej. Po 1953 zaprzestano jej wznawiania, uznając milcząco, jak jest beznadziejna.
Piratka - awatar Piratka
oceniła na62 lata temu
Słowo jest w człowieku. Poradnik językowy Jan Miodek
Słowo jest w człowieku. Poradnik językowy
Jan Miodek
Słowo jest w człowieku, zatem słowo żyje, ewoluuje podlega zmianom. To jest podstawowy wniosek, jaki wyciągnęłam z lektury. Moim zdaniem wybrano bardzo trafny tytuł. Z jednej strony, książka prof. Miodka to rzeczywiście poradnik językowy, jednak napisany w sposób zrozumiały dla ogółu społeczeństwa, swobodnym, dowcipnym stylem, znanym z telewizyjnych programów prowadzonych przez autora. Z drugiej strony czytelnik zaznajamiany jest z mechanizmami ewolucji języka. Może się dowiedzieć, jak powstają i utrwalają się nowe wyrazy, prześledzić, jak, na przestani wieków zmieniało się brzmienie i znaczenie słów oraz rozumieć, dlaczego wiele z nich bezpowrotnie zniknęło ze słowników. Lektura jest przyjemna, łatwo się czyta. Niektóre z omawianych przykładów wywołują mimowolny uśmiech, inne sprawią, że podrapiecie się po głowie, lub otworzycie oczy ze zdumienia. Mnie najbardziej zaskoczyło, że „opcja” to nie to samo (ani nawet prawie to samo),co „możliwość”. Inną ciekawostką jest fakt, że do roku 1936 wyrazy takie jak żuraw, chrust, nuta, but, rura i inne pisało się przez „ó”. Przekonałam się też, że nawet polonista może się czasem pomylić (dla zainteresowanych chodzi o rozdział „Pracownice i miłośniczki”),a Rada Języka Polskiego zmienia zdanie prawie tak często, jak politycy(rozdział: „Jastrzębie – jak Turze i Koźle”). Po lekturze postanowiłam częściej szukać synonimicznych określeń, i jak to mówią „dbać o piękno mowy ojczystej”. Zauważyłam jednak, że sam autor też szczególnie upodobał sobie pewne słowo, a chodzi mi o przymiotnik „manieryczny”. Książkę napisano w taki sposób, by można ją było czytać „na wyrywki”. Z tego powodu, czytając wszystko, od początku do końca, natraficie na powtarzające się przykłady. Z początku może to nieco irytować. Po jakimś czasie przestaje przeszkadzać. Ogółem opinia pozytywna. Duży plus dla pana profesora, za otwartość na zmiany zachodzące w języku polskim. Polecam szczególnie tym, którym zasady rządzące językiem wydają się nielogiczne i bezpodstawne.
Milka - awatar Milka
oceniła na912 lat temu
O przekładzie na przykładzie. Rozprawa tłumacza z „Europą” Normana Daviesa Elżbieta Tabakowska
O przekładzie na przykładzie. Rozprawa tłumacza z „Europą” Normana Daviesa
Elżbieta Tabakowska
Mam z tą książką spory problem: z jednej strony, czyta się ją z wypiekami na twarzy i z pewnością postronnym czytelnikom odsłania rąbek warsztatu tłumacza, a adeptom daje wiele cennych wskazówek, z drugiej, bardziej obeznany z historią i tłumaczeniem literackiem czytelnik miewa wątpliwości, czy autorka czasem nie koloryzuje swoich "przejść"w czasie pracy nad tłumaczeniem "Europy". Bo czy możliwe, żeby profesor UJ i anglistka miała problem z określeniem "drôle de guerre", które powinno być chyba znane każdej wykształconej osobie, nie mówiąc o tym, że występuje nawet w angielsko-polskim (sic!) słowniku Stanisławskiego, o Kopalińskim i Słowniku wyrazów obcych nawet nie wspominając? Albo że biedziła się przez trzy tygodnie nad wyrażeniem "roman limes", gdy tłumaczyła rozdział o imperium rzymskim itd? Jeśli dać wiarę (a nie chce mi się wierzyć, by szacowna profesor UJ nie wiedziała tak podstawowych rzeczy),że były to autentyczne kłopoty, a nie wymyślone przez autorkę "przypowiastki edukacyjne", to stanowiłoby to potwierdzenie tezy, że książki historyczne powinni przekładać tłumacze z wykształceniem historycznym. Z drugiej jednak strony ta szczerość autorki i gotowość do opowiadania o swoich trudnościach jest w jakiś sposób sympatycznie bezpretensjonalna. Uwagę zwraca też liczba pomocników, którzy wspierali podczas tłumaczenia Tabakowską, zazwyczaj nawet przy tak obszernych książkach jak "Europa" cały ciężar poszukiwania terminologii, nazw i nazwisk spoczywa wyłącznie na tłumaczy, później ewentualnie włącza się redaktor/konsultant naukowy, ale w zasadzie nie należy na to liczyć.
abel - awatar abel
ocenił na73 lata temu

Cytaty z książki Bądź uprzejmy na co dzień i od święta

Więcej

Nie mów dużo, ale powiedz wiele"


(zaciągnięte z 成语, Chengyu, zawierającego gdzieś ze 20 tysi Han-skich (Chińskich^_^) powiedzeń.

Nie mów dużo, ale powiedz wiele"


(zaciągnięte z 成语, Chengyu, zawierającego gdzieś ze 20 tysi Han-skich (Chińskich^_^) powiedzeń.

Maria Ziółkowska Bądź uprzejmy na co dzień i od święta Zobacz więcej
Więcej