Kot alchemika

Okładka książki Kot alchemika autora Walter Moers, 9788324587919
Okładka książki Kot alchemika
Walter Moers Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie Cykl: Camonia (tom 5) fantasy, science fiction
376 str. 6 godz. 16 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Cykl:
Camonia (tom 5)
Tytuł oryginału:
Der Schrecksenmeister
Data wydania:
2010-02-18
Data 1. wyd. pol.:
2010-02-18
Data 1. wydania:
2010-10-07
Liczba stron:
376
Czas czytania
6 godz. 16 min.
Język:
polski
ISBN:
9788324587919
Tłumacz:
Katarzyna Bena
Średnia ocen

7,9 7,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Kot alchemika w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Kot alchemika



książek na półce przeczytane 1480 napisanych opinii 107

Oceny książki Kot alchemika

Średnia ocen
7,9 / 10
527 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Kot alchemika

avatar
27
18

Na półkach:

Przyjemna i lekka lektura.

Przyjemna i lekka lektura.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
760
154

Na półkach: , ,

Gdyby się dało to 6,5 by dostała. Lubię baśnie i lubię koty i dlatego się za to wzięłam. Nigdy wcześniej nie czytałam książek tego autora. To nie jest opowieść dobra, nie jest też zła ona po prostu jest ciekawa. Widać, że autor czytał oryginały Grimm'ów i chyba trochę za mocno mu weszło :) Świat tej opowieści jest naprawdę interesujący chodź tłumaczenie tego musiało być co najmniej problematyczne dla tłumaczki. No cóż, ale wyszło naprawdę dobrze i jest to książka warta przeczytania chociaż raz.

Gdyby się dało to 6,5 by dostała. Lubię baśnie i lubię koty i dlatego się za to wzięłam. Nigdy wcześniej nie czytałam książek tego autora. To nie jest opowieść dobra, nie jest też zła ona po prostu jest ciekawa. Widać, że autor czytał oryginały Grimm'ów i chyba trochę za mocno mu weszło :) Świat tej opowieści jest naprawdę interesujący chodź tłumaczenie tego musiało być co...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
15
14

Na półkach:

Mówią, że każdy dorosły ma w sobie wewnętrzne dziecko. Nie wierzę w to. Nie każdy. Osobiście znam ludzi, wobec których żywię uzasadnione podejrzenia, że nigdy nie byli dziećmi (przynajmniej mentalnie),a otrzymanie dowodu osobistego przyjęli z westchnieniem ulgi. Znam też dorosłych, którzy zapomnieli, jak to było być dzieckiem, a może nawet z premedytacją to dziecko w sobie zabili. Nie zamierzam osądzać niczyich wyborów. Ale jedno wiem na pewno: nikt taki nigdy nie powinien zostać rodzicem, bo bez posiadania empatycznej wrażliwości, bez pamiętania o własnych dziecięcych marzeniach, strachach, specyficznym na poły magicznym postrzeganiu świata, potrzebie bezpieczeństwa i pewności - nie można dobrze wychować małego człowieka.

A piszę to wszystko, bo moje wewnętrzne dziecko właśnie przeczytało bajkę. Bajkę dla dorosłych - nigdy nie ośmieliłabym się polecić jej żadnemu maluchowi! - bo utrzymaną we właściwej dla baśni konwencji literackiej. Zawsze gdy trafiam na podobne książki (a nie ma ich zbyt wiele, to nie taki znowu łatwy rodzaj literatury),moja dusza się raduje, bo wiem, że pozwolą mi one oderwać się od smutnej codzienności dorosłego człowieka. Jedna cecha wyznacza moment, w którym kończy się nasze dzieciństwo: tracimy zdolność do nudzenia się. Ja już nie pamiętam, kiedy ostatni raz się nudziłam. Nie mam na to czasu, zawsze jest coś do zrobienia (zwykle coś, czego nie cierpię, więc wymyślam tysiące zajęć zastępczych; ot, choćby teraz powinnam myć okna w przedpokoju, bo mąż uświnił je kosząc trawę, a zamiast tego skrobię recenzję). A jeśli znajdę chwilę wolną od zajęć domowych lub gromadzenia i opracowywania materiału na kolejną książkę, czytam. Przy "Kocie alchemika" Waltera Moersa (Wydawnictwo Dolnośląskie 2020) na pewno nikt nudził się nie będzie i na 100% poczuje nieodpartą ochotę na pyszności, za które dałby się jako dziecko pokroić (ja, oczywiście, za mordoklejki, ale ponieważ akurat nie mam ich pod ręką, więc upiekę szarlotkę).

Tytuł powieści jest nieco mylący, ponieważ jej bohaterem wcale nie jest kot, lecz KROT. Istota taka tylko wygląda jak kot domowy europejski, w rzeczywistości zaś nie tylko mówi, on potrafi też dogadać się z każdym stworzeniem w jego języku. Na dodatek ma dwie wątroby, co przy spożywaniu napojów wyskokowych nie jest cechą obojętną. Poza tym wszystkim krot zachowuje się jak każdy inny dachowiec: lubi ciepełko, pełną miseczkę, gościnne kolana kochanego człowieka i głaskanko. No, ale dobrze to już było. Umarła cudowna pańcia naszego krotka, który ma na imię Echo. Stracił dom i nie ma najmniejszej szansy na nowy, ponieważ miasto, w którym żyje, Sledwaya, zamieszkałe jest przez ludzi dręczonych tysiącem paskudnych przypadłości, dolegliwości i okropności. Sam chory lud!, jak mawiano w rodzinie mojej matki. Kto miałby czas na zaopiekowanie się sympatycznym futrzakiem, gdy musi dzielić go między przychodnie, szpitale, lecznice, infirmerie i inne leprozoria. Zaznaczmy, że mieszczanie nie są hipochondrykami, oni naprawdę są chorzy. Tylko dlaczego?

Gdy krotek Echo znajduje się już na skraju śmierci głodowej, nagle los się do niego uśmiecha (choć to chyba powiedzenie na wyrost w jego sytuacji). Otrzymuje osobliwą propozycję od miejskiego przeraźnika Sukkubiusa Eispina: w zamian za oddanie tłuszczu ze swego ciała, zwierzak przez miesiąc będzie żył jak panisko. Przeraźnik to urzędnik miejski odpowiedzialny za kontrolę nad przeraźnicami (takimi czarownicami, tylko bardziej). Sukkubius swą funkcję sprawuje z takim oddaniem, że w mieście ostała się już tylko jedna przeraźnica Inacea Anacaci, która też chętnie umknęłaby gdzie pieprz rośnie, gdyby nie jej romantyczna natura (swe uczucia niewiasta ta o urodzie hipergermańskiej lokuje raczej nieszczęśliwie). Ale Eispin jest także alchemikiem, który oprócz kolekcjonowania rozmaitej maści cudowności i okropności, zbiera też tłuszcz wszelkich stworzeń. Brakuje mu już tylko smalczyku z krotka. Oczywiście aby pozyskać tę substancję, należy obiekt zabić. Ponieważ zaś Echo jest zagłodzony, więc przez miesiąc Alchemik będzie go tuczył. Okazuje się też rychło, że w sztuce gotowania wspiął się on na nieosiągalne dla innych wyżyny (naprawdę, trzeba mieć przy sobie te mordoklejki!).

Sukkubius mieszka w starym, przerażającym zamku górującym nad chorym miastem. W tym imponującym budynku o długiej historii mieszkali ludzie okrutni, źli i dziwni, mieściły się też w nim wszelkiej maści podejrzane instytucje, jak np. szpital psychiatryczny, w którym chorzy normalnieli, a lekarze wariowali. Przeraźnik sam jeden wykorzystuje wszystkie sale, korytarze i lochy swego mieszkania, bo musi gdzieś pomieścić gromadzoną latami kolekcję. Pytacie, czy jego celem jest otrzymanie kamienia filozoficznego, by za jego pomocą zamieniać ołów w złoto? A gdzie tam. Takich kamieni ma co najmniej kilka, walają się gdzieś pomiędzy innymi eksponatami. Należy pamiętać, że niektóre z owych eksponatów są żywe (w taki czy inny sposób),a humunkulusy czy cierpiące świece są najmniej przerażajacymi z nich. Po co więc alchemikowi to wszystko, dlaczego chce utuczyć i zabić przesympatycznego krotka, by pozyskać jego tłuszcz? Niestety, nie mogę odpowiedzieć, bo zepsułabym frajdę z czytania. Podpowiem tylko, że ponieważ jest to baśń dla dorosłych, nic nie będzie w niej takie, jakie się wydaje, ludzie nie są ani dobrzy, ani źli, tylko tacy pośrodku, a zakończenie także nie ma jednoznacznego charakteru. Jak to w życiu.

Na szczęście Echo nie ma natury ofiary. Owszem, mając nóż na gardle przyjmuje propozycję przeraźnika, ale gdy tylko nieco się odpasie, natychmiast zaczyna szukać wyjścia ze swej niewesołej sytuacji. Podczas tych poszukiwań zalicza kilka niesamowitych przygód i nawiązuje ciekawe przyjaźnie (np. ze wspomnianą wyżej przeraźnicą Inaceą, jednookim puchaczem Fiodorem, skóroperzami, których nikt nie rozumie, a nawet z niektórymi żywymi eksponatami z kolekcji swego gospodarza. Miejsca, które poznaje i zwiedza przy okazji mogą silnie podziałać na wyobraźnię czytelnika (pomijając sam zamek, najbardziej spodobał mi się osobliwy cmentarz miejski).

Wielkim atutem tej powieści są ilustracje wykonane przez samego autora. Moers jest bardzo utalentowany plastycznie, a wyobraźni mu nie brakuje, więc w stworzone jego ręką grafiki można wpatrywać się godzinami, doszukując się w nich odniesień do tekstu. Koniecznie trzeba też przeczytać wielokrotne posłowie (autor stworzył sobie bowiem postać opowiadacza, na którego co i rusz się powołuje),gdzie wyjaśnia swe inspiracje niemieckim folklorem. Swoje trzy grosze dorzuca też polska tłumaczka. Te teksty są jak deser po wystawnym posiłku. A gdy już dacie się uwieść talentowi Moersa i zakochacie się w stworzonym przez niego świecie, z pewnością z wielkim zadowoleniem przyjmiecie informację, że napisał on kilka powieści umieszczonych w tym uniwersum, tworząc cykl "Camonia". Ja zamierzam przeczytać wszystkie, które wpadną mi w ręce.

Mieszanka humoru i horroru - tak w skrócie można podsumować powieść "Kot alchemika". Kibicowałam obu jej głównym bohaterom od początku do końca: i temu dobremu, i temu niekoniecznie złemu. Ciągle miałam nadzieję na powstanie między nimi przyjaźni rodzącej się ze zrozumienia, tolerancji i współczucia. Czy moje nadzieje się spełniły, czy też zawiodłam się na swojej wierze w naturalne dobro tkwiące w człowieku? Czy, jak to w baśni, wszyscy na koniec żyli długo i szczęśliwie? Nie powiem. Sami przeczytajcie!

Mówią, że każdy dorosły ma w sobie wewnętrzne dziecko. Nie wierzę w to. Nie każdy. Osobiście znam ludzi, wobec których żywię uzasadnione podejrzenia, że nigdy nie byli dziećmi (przynajmniej mentalnie),a otrzymanie dowodu osobistego przyjęli z westchnieniem ulgi. Znam też dorosłych, którzy zapomnieli, jak to było być dzieckiem, a może nawet z premedytacją to dziecko w sobie...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

1438 użytkowników ma tytuł Kot alchemika na półkach głównych
  • 737
  • 677
  • 24
427 użytkowników ma tytuł Kot alchemika na półkach dodatkowych
  • 283
  • 72
  • 27
  • 15
  • 15
  • 8
  • 7

Tagi i tematy do książki Kot alchemika

Inne książki autora

Walter Moers
Walter Moers
Niemiecki autor komiksów, malarz, autor scenariuszy, książek dla dzieci i powieści dla młodzieży i dorosłych, które sam ilustruje. Jest bardzo popularną postacią w Niemczech. Od 1984 rysuje komiksy, znane z ironii i niepoprawności politycznej. Oprócz komiksów miłość czytelników i uznanie krytyki przyniosły mu powieści opowiadające o wyimaginowanym świecie Camonii, którego Moers jest odkrywcą i znawcą. Do cyklu Camońskiego należą: "Die 13 ½ Leben das Käpt’n Blaubär" (w Niemczech 200 tys. sprzedanych egzemplarzy, polski tytuł: "13 1/2 życia kapitana Niebieskiego Misia"),"Ensel und Krete", "Rumo & Die Wunder im Dunkeln" ("Rumo i cuda w ciemnościach") i ostatnia: "Die Stadt der Träumenden Bücher" ("Miasto Śniących Książek"). Za tę ostatnią otrzymał we wrześniu 2005 Nagrodę Fantastyki miasta Wetzlar. Na początku 2010 książka: "Kot alchemika" trafiła do polskich księgarni. Opowiada ona o, jak sama nazwa mówi, kocie Krotku. Cały cykl przypomina w zamierzeniu i ambicjach sagę Tolkiena, a książki o Camonii mają wielu zagorzałych fanów nie tylko w Niemczech, ale w całej Europie, ponadto trzy z nich wydane zostały ostatnio w Stanach Zjednoczonych (w Polsce: "Miasto Śniących Książek" we wrześniu 2006, "13 i 1/2 życia kapitana Niebieskiego Misia" 2007, "Rumo i cuda w ciemnościach" 2008). Moers obecnie mieszka w Hamburgu.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

LonNiedyn China Miéville
LonNiedyn
China Miéville
Świetne urban fantasy dla młodszego czytelnika. Wyobraźnia Mievilla jest doprawdy nieposkromiona. Ileż tutaj postaci i miejsc, fantastycznych krajobrazów, zwrotów akcji. Wspaniale było wędrować z Zeebą przez niemiasto. Najbardziej podobał mi się pomysł na Otchłanną Bibliotekę i alpinistka-bukinistka. Cudownie przewrotne :) Bibliotekarstwo kojarzy się z nudnym doglądaniem książek i porządkowaniem półek - a tutaj proszę, toż to ryzykowne i ekscytujące zajęcie. Już tylko na tym pomyśle można by zbudować pełnowymiarową książkę. Może trzeba się kiedyś o to pokusić? Tłumacz wykonał fantastyczną pracę, tworząc te zabawne neologizmy. Mieville jest zdeklarowanym socjalistą i da się to odczuć w jego powieści. Oczywiście nie agituje w prost, raczej tworzy sytuacje dla których jego idee są odpowiedzią. Albo tworzy chochoły szwarccharakterów, w oparciu o jego "wrogów klasowych". Ale nie warto przesadzać z ta analizą, odbierze całą przyjemność czytania. koniec końców, antyspołeczne zachowania (i antyekologiczne, które przecież też są antyspołeczne) zostają ukarane. Autor nie kryje inspiracji innymi pisarzami jak Carrol czy Gaiman (którego szczególnie chwali za "Nigdziebądź"). I to jest dobra rekomendacja, bo faktycznie daje się czuć ten wspólny mianownik. Dorzuciłbym jeszcze Barkera i jego "Abarat". "Lonniedyn" to solidna przyjemna literatura dla młodzieży: wciąga, pokazuje to co jest ważne, zaskakuje i roztacza fantastyczne krajobrazy, po których chce się wędrować dalej, niż horyzont książki. Z przyjemnością odbyłem tę podróż. Po raz kolejny ^^
Lis Gracki - awatar Lis Gracki
ocenił na72 miesiące temu
Wodnikowe Wzgórze Richard Adams
Wodnikowe Wzgórze
Richard Adams
Wodnikowe wzgórze, po które sięgnęłam mając w głowie obraz raczej sielskiej opowieści o życiu zwierząt, bardzo szybko odsłoniło swoją znacznie bardziej wymagającą, dojrzałą warstwę, przywodząc mi na myśl moją ukochaną Pieśń Łowcy Tada Williamsa. Bardzo przypadła mi do gustu konsekwentnie prowadzona królicza perspektywa - świat widziany oczami królików nie jest jedynie stylistycznym zabiegiem, lecz pełnoprawnym, wiarygodnym systemem percepcji. Adams z dużą precyzją oddaje realia życia zwierząt: ciągłe zagrożenie, kruchość istnienia, konieczność podejmowania decyzji pod presją instynktu. Problemy, z jakimi mierzą się bohaterowie - od poszukiwania bezpiecznego schronienia, przez próby powiększenia kolonii, po konfrontacje z drapieżnikami i innymi koloniami - są przekonujące i logicznie osadzone w wiarygodnie oddanej króliczej rzeczywistości. Jednocześnie autor nie stroni od brutalności, która niekiedy zaskakuje swoją skalą, ale chyba właśnie dzięki temu nadaje powieści ciężar i autentyczność. Miłym akcentem są również zabawa językiem i opowieści z pogranicza mitologii królików, przypowiastki snute w króliczym gnieździe, które wzbogacają świat przedstawiony, nierzadko niosąc ze sobą jakąś uniwersalną mądrość, która inspiruje bohaterów do działania. Na szczególne uznanie zasługuje także pomysłowość w rozwiązywaniu konfliktów - królicza społeczność funkcjonuje jako złożony organizm, w którym spryt, współpraca i odwaga okazują się równie istotne jak siła. Piękne, epickie fantasy o odwadze, przyjaźni i dążeniu do wolności z królikami (puchatymi i nie tylko) w roli głównej. [02.2026]
szkielet_kostny - awatar szkielet_kostny
ocenił na722 dni temu

Cytaty z książki Kot alchemika

Więcej
Walter Moers Kot alchemika Zobacz więcej
Walter Moers Kot alchemika Zobacz więcej
Walter Moers Kot alchemika Zobacz więcej
Więcej