Kot alchemika

- Kategoria:
- fantasy, science fiction
- Format:
- papier
- Cykl:
- Camonia (tom 5)
- Tytuł oryginału:
- Der Schrecksenmeister
- Data wydania:
- 2010-02-18
- Data 1. wyd. pol.:
- 2010-02-18
- Data 1. wydania:
- 2010-10-07
- Liczba stron:
- 376
- Czas czytania
- 6 godz. 16 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788324587919
- Tłumacz:
- Katarzyna Bena
W Sledwai, gdzie zamiast kwiatów rosną jedynie brodawki i czyraki, mały krotek Echo, tzn. kot, który mówi, umiera z głodu, gdy nagle pomocną i szponiastą dłoń wyciąga ku niemu miejski Przeraźnik, alchemik, kucharz i mistrz malarstwa katastroficznego. Krotek godzi się na miesiąc najbardziej wyrafinowanych rozkoszy kulinarnych w zamian za swój tłuszcz. Czy Echo skończy marnie w alchemicznym kotle podczas kolejnej pełni? Czy pomogą mu jego nowi sprzymierzeńcy: Gotowany Upiór, puchacz Fjodor F. Fjodor oraz równie romantyczna co brzydka Inacea Anacaci. Czy uda im się pokonać Przeraźnika?
Kup Kot alchemika w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Opinia społeczności
Kot alchemika
Nie wierzcie w to , że dorośli wyrastają z bajek gdyby tak było nigdy nie powstała by taka pozycja jak „Kot alchemika” choć od razu trzeba przygnać, że bliżej jej do niepozbawionych okrucieństwa baśni braci Grimm niż do banalnych powiastek opowiadanych dzieciom na dobranoc. To zdecydowanie nie jest lektura na dobranoc i zdecydowanie nie dla dzieci – no chyba że koniecznie chcecie żeby śniły koszmary ,wtedy proszę bardzo ,tylko potem musicie się liczyć z wydaniem ciężkiej kasy na wszelkiej maści psychoterapeutów. Zatem ustaliliśmy „kota alchemika” zaczniecie czytać gdy dzieci dawno już pójdą spać .Wtedy możecie się odprężyć i powolutku , ostrożnie wkroczyć w świat Sledwai. Ostrożność jest ze wszech miar zalecana bo jest to świat przewrotny i niebezpieczny zamieszkały przez wiele magicznych istot o mentalności rozwścieczonego grzechotnika. Głównym bohaterem i jednym z niewielu pozytywnych postaci jest mały kotek w właściwie krotek , który od zwyczajnego domowego pieszczocha odróżnia umiejętność mowy i porozumienia się z wszystkimi innymi stworzeniami. To urocze stworzonko w chwili desperacji podpisało pakt z przebiegłym czarownikiem w którym po miesiącu karmienia najbardziej wyrafinowaniami frykasami miało oddać swoje życie bo czarownikowi do kolekcji najdziwniejszych ingrediencji brakowało właśnie tłuszczu z krotka. Muszę przyznać , że w tej książce znalazło się wszystko co powinno zagwarantować jej powodzenie ciekawy niebanalny świat zamieszkiwany przez intrygujące istoty a wszystko to zanurzone w czasami nieco sarkastycznym a nieco czarnym humorze. Teoretycznie naprawdę nie ma się do czego przyczepić niestety mnie nie porwało. Doceniam olbrzymią wyobraźnię autora i fenomenalne poczucie humoru i choć wiem że książki Waltera Moersa są już dla niektórych książkami kultowymi to ja osobiście nie zasilę rzeszy jego fanów. Niestety z niezrozumiałych dla mnie samej powodów ta powieść mnie nudziła i czekałam tylko kiedy się wreszcie skończy. Jednak bardzo namawiam Was żebyście jej sami spróbowali i wyrobili sobie o niej swoje własne zdanie bo ten utwór zdecydowanie zasługuje na uznanie. I daję osiem gwiazdek bo na to naprawdę zasługuje.
Oceny książki Kot alchemika
Poznaj innych czytelników
1438 użytkowników ma tytuł Kot alchemika na półkach głównych- Chcę przeczytać 737
- Przeczytane 677
- Teraz czytam 24
- Posiadam 283
- Ulubione 72
- Fantastyka 27
- Chcę w prezencie 15
- Fantasy 15
- Literatura niemiecka 8
- 2018 7


















































OPINIE i DYSKUSJE o książce Kot alchemika
Przyjemna i lekka lektura.
Przyjemna i lekka lektura.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toGdyby się dało to 6,5 by dostała. Lubię baśnie i lubię koty i dlatego się za to wzięłam. Nigdy wcześniej nie czytałam książek tego autora. To nie jest opowieść dobra, nie jest też zła ona po prostu jest ciekawa. Widać, że autor czytał oryginały Grimm'ów i chyba trochę za mocno mu weszło :) Świat tej opowieści jest naprawdę interesujący chodź tłumaczenie tego musiało być co najmniej problematyczne dla tłumaczki. No cóż, ale wyszło naprawdę dobrze i jest to książka warta przeczytania chociaż raz.
Gdyby się dało to 6,5 by dostała. Lubię baśnie i lubię koty i dlatego się za to wzięłam. Nigdy wcześniej nie czytałam książek tego autora. To nie jest opowieść dobra, nie jest też zła ona po prostu jest ciekawa. Widać, że autor czytał oryginały Grimm'ów i chyba trochę za mocno mu weszło :) Świat tej opowieści jest naprawdę interesujący chodź tłumaczenie tego musiało być co...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMówią, że każdy dorosły ma w sobie wewnętrzne dziecko. Nie wierzę w to. Nie każdy. Osobiście znam ludzi, wobec których żywię uzasadnione podejrzenia, że nigdy nie byli dziećmi (przynajmniej mentalnie),a otrzymanie dowodu osobistego przyjęli z westchnieniem ulgi. Znam też dorosłych, którzy zapomnieli, jak to było być dzieckiem, a może nawet z premedytacją to dziecko w sobie zabili. Nie zamierzam osądzać niczyich wyborów. Ale jedno wiem na pewno: nikt taki nigdy nie powinien zostać rodzicem, bo bez posiadania empatycznej wrażliwości, bez pamiętania o własnych dziecięcych marzeniach, strachach, specyficznym na poły magicznym postrzeganiu świata, potrzebie bezpieczeństwa i pewności - nie można dobrze wychować małego człowieka.
A piszę to wszystko, bo moje wewnętrzne dziecko właśnie przeczytało bajkę. Bajkę dla dorosłych - nigdy nie ośmieliłabym się polecić jej żadnemu maluchowi! - bo utrzymaną we właściwej dla baśni konwencji literackiej. Zawsze gdy trafiam na podobne książki (a nie ma ich zbyt wiele, to nie taki znowu łatwy rodzaj literatury),moja dusza się raduje, bo wiem, że pozwolą mi one oderwać się od smutnej codzienności dorosłego człowieka. Jedna cecha wyznacza moment, w którym kończy się nasze dzieciństwo: tracimy zdolność do nudzenia się. Ja już nie pamiętam, kiedy ostatni raz się nudziłam. Nie mam na to czasu, zawsze jest coś do zrobienia (zwykle coś, czego nie cierpię, więc wymyślam tysiące zajęć zastępczych; ot, choćby teraz powinnam myć okna w przedpokoju, bo mąż uświnił je kosząc trawę, a zamiast tego skrobię recenzję). A jeśli znajdę chwilę wolną od zajęć domowych lub gromadzenia i opracowywania materiału na kolejną książkę, czytam. Przy "Kocie alchemika" Waltera Moersa (Wydawnictwo Dolnośląskie 2020) na pewno nikt nudził się nie będzie i na 100% poczuje nieodpartą ochotę na pyszności, za które dałby się jako dziecko pokroić (ja, oczywiście, za mordoklejki, ale ponieważ akurat nie mam ich pod ręką, więc upiekę szarlotkę).
Tytuł powieści jest nieco mylący, ponieważ jej bohaterem wcale nie jest kot, lecz KROT. Istota taka tylko wygląda jak kot domowy europejski, w rzeczywistości zaś nie tylko mówi, on potrafi też dogadać się z każdym stworzeniem w jego języku. Na dodatek ma dwie wątroby, co przy spożywaniu napojów wyskokowych nie jest cechą obojętną. Poza tym wszystkim krot zachowuje się jak każdy inny dachowiec: lubi ciepełko, pełną miseczkę, gościnne kolana kochanego człowieka i głaskanko. No, ale dobrze to już było. Umarła cudowna pańcia naszego krotka, który ma na imię Echo. Stracił dom i nie ma najmniejszej szansy na nowy, ponieważ miasto, w którym żyje, Sledwaya, zamieszkałe jest przez ludzi dręczonych tysiącem paskudnych przypadłości, dolegliwości i okropności. Sam chory lud!, jak mawiano w rodzinie mojej matki. Kto miałby czas na zaopiekowanie się sympatycznym futrzakiem, gdy musi dzielić go między przychodnie, szpitale, lecznice, infirmerie i inne leprozoria. Zaznaczmy, że mieszczanie nie są hipochondrykami, oni naprawdę są chorzy. Tylko dlaczego?
Gdy krotek Echo znajduje się już na skraju śmierci głodowej, nagle los się do niego uśmiecha (choć to chyba powiedzenie na wyrost w jego sytuacji). Otrzymuje osobliwą propozycję od miejskiego przeraźnika Sukkubiusa Eispina: w zamian za oddanie tłuszczu ze swego ciała, zwierzak przez miesiąc będzie żył jak panisko. Przeraźnik to urzędnik miejski odpowiedzialny za kontrolę nad przeraźnicami (takimi czarownicami, tylko bardziej). Sukkubius swą funkcję sprawuje z takim oddaniem, że w mieście ostała się już tylko jedna przeraźnica Inacea Anacaci, która też chętnie umknęłaby gdzie pieprz rośnie, gdyby nie jej romantyczna natura (swe uczucia niewiasta ta o urodzie hipergermańskiej lokuje raczej nieszczęśliwie). Ale Eispin jest także alchemikiem, który oprócz kolekcjonowania rozmaitej maści cudowności i okropności, zbiera też tłuszcz wszelkich stworzeń. Brakuje mu już tylko smalczyku z krotka. Oczywiście aby pozyskać tę substancję, należy obiekt zabić. Ponieważ zaś Echo jest zagłodzony, więc przez miesiąc Alchemik będzie go tuczył. Okazuje się też rychło, że w sztuce gotowania wspiął się on na nieosiągalne dla innych wyżyny (naprawdę, trzeba mieć przy sobie te mordoklejki!).
Sukkubius mieszka w starym, przerażającym zamku górującym nad chorym miastem. W tym imponującym budynku o długiej historii mieszkali ludzie okrutni, źli i dziwni, mieściły się też w nim wszelkiej maści podejrzane instytucje, jak np. szpital psychiatryczny, w którym chorzy normalnieli, a lekarze wariowali. Przeraźnik sam jeden wykorzystuje wszystkie sale, korytarze i lochy swego mieszkania, bo musi gdzieś pomieścić gromadzoną latami kolekcję. Pytacie, czy jego celem jest otrzymanie kamienia filozoficznego, by za jego pomocą zamieniać ołów w złoto? A gdzie tam. Takich kamieni ma co najmniej kilka, walają się gdzieś pomiędzy innymi eksponatami. Należy pamiętać, że niektóre z owych eksponatów są żywe (w taki czy inny sposób),a humunkulusy czy cierpiące świece są najmniej przerażajacymi z nich. Po co więc alchemikowi to wszystko, dlaczego chce utuczyć i zabić przesympatycznego krotka, by pozyskać jego tłuszcz? Niestety, nie mogę odpowiedzieć, bo zepsułabym frajdę z czytania. Podpowiem tylko, że ponieważ jest to baśń dla dorosłych, nic nie będzie w niej takie, jakie się wydaje, ludzie nie są ani dobrzy, ani źli, tylko tacy pośrodku, a zakończenie także nie ma jednoznacznego charakteru. Jak to w życiu.
Na szczęście Echo nie ma natury ofiary. Owszem, mając nóż na gardle przyjmuje propozycję przeraźnika, ale gdy tylko nieco się odpasie, natychmiast zaczyna szukać wyjścia ze swej niewesołej sytuacji. Podczas tych poszukiwań zalicza kilka niesamowitych przygód i nawiązuje ciekawe przyjaźnie (np. ze wspomnianą wyżej przeraźnicą Inaceą, jednookim puchaczem Fiodorem, skóroperzami, których nikt nie rozumie, a nawet z niektórymi żywymi eksponatami z kolekcji swego gospodarza. Miejsca, które poznaje i zwiedza przy okazji mogą silnie podziałać na wyobraźnię czytelnika (pomijając sam zamek, najbardziej spodobał mi się osobliwy cmentarz miejski).
Wielkim atutem tej powieści są ilustracje wykonane przez samego autora. Moers jest bardzo utalentowany plastycznie, a wyobraźni mu nie brakuje, więc w stworzone jego ręką grafiki można wpatrywać się godzinami, doszukując się w nich odniesień do tekstu. Koniecznie trzeba też przeczytać wielokrotne posłowie (autor stworzył sobie bowiem postać opowiadacza, na którego co i rusz się powołuje),gdzie wyjaśnia swe inspiracje niemieckim folklorem. Swoje trzy grosze dorzuca też polska tłumaczka. Te teksty są jak deser po wystawnym posiłku. A gdy już dacie się uwieść talentowi Moersa i zakochacie się w stworzonym przez niego świecie, z pewnością z wielkim zadowoleniem przyjmiecie informację, że napisał on kilka powieści umieszczonych w tym uniwersum, tworząc cykl "Camonia". Ja zamierzam przeczytać wszystkie, które wpadną mi w ręce.
Mieszanka humoru i horroru - tak w skrócie można podsumować powieść "Kot alchemika". Kibicowałam obu jej głównym bohaterom od początku do końca: i temu dobremu, i temu niekoniecznie złemu. Ciągle miałam nadzieję na powstanie między nimi przyjaźni rodzącej się ze zrozumienia, tolerancji i współczucia. Czy moje nadzieje się spełniły, czy też zawiodłam się na swojej wierze w naturalne dobro tkwiące w człowieku? Czy, jak to w baśni, wszyscy na koniec żyli długo i szczęśliwie? Nie powiem. Sami przeczytajcie!
Mówią, że każdy dorosły ma w sobie wewnętrzne dziecko. Nie wierzę w to. Nie każdy. Osobiście znam ludzi, wobec których żywię uzasadnione podejrzenia, że nigdy nie byli dziećmi (przynajmniej mentalnie),a otrzymanie dowodu osobistego przyjęli z westchnieniem ulgi. Znam też dorosłych, którzy zapomnieli, jak to było być dzieckiem, a może nawet z premedytacją to dziecko w sobie...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrawie tak cudowna jak "Rumo..." przy czym podejrzewam, że gdybym je przeczytała w odwrotnej kolejności, miałabym troszkę inne wrażenie - możliwe, że całkiem dorosłą osobę najbardziej zachwyca, tak po prostu, pierwsza od daaawna przeczytana baśń przygodowa :)
Prawie tak cudowna jak "Rumo..." przy czym podejrzewam, że gdybym je przeczytała w odwrotnej kolejności, miałabym troszkę inne wrażenie - możliwe, że całkiem dorosłą osobę najbardziej zachwyca, tak po prostu, pierwsza od daaawna przeczytana baśń przygodowa :)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWalter Moers ma specjalne miejsce w moim sercu. Swoją przygodę z jego twórczością zaczęłam od tej pozycji i to był strzał w dziesiątkę. Uwielbiam tę książkę i regularnie do niej wracam. To w jak cudowny sposób kreuje świat pełen niesamowitości, nierealności i lekkiej makabry nie ma sobie równych. Wyobraźnia pisarza to po prostu inny poziom twórczy. Historia opisana w "kocie alchemika" to przygoda pełna zaskakujących akcji, wybornych opisów, smaczków i neologizmów tak wyszukanych, że nieustannie budzi mój zachwyt. Była wrotami do innych jego książek, które są równie cudowne. Osobiście dzielę świat na dwa rodzaje ludzi, na tych co kochają Moersa i na tych którzy nie umieją go docenić🙃 świetnie spędzi przy nim czas zarówno nastolatek jak i dorosły. Gorąco polecam❤️
Walter Moers ma specjalne miejsce w moim sercu. Swoją przygodę z jego twórczością zaczęłam od tej pozycji i to był strzał w dziesiątkę. Uwielbiam tę książkę i regularnie do niej wracam. To w jak cudowny sposób kreuje świat pełen niesamowitości, nierealności i lekkiej makabry nie ma sobie równych. Wyobraźnia pisarza to po prostu inny poziom twórczy. Historia opisana w...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toHistoria krotka (nie kotka) o imieniu Echo, jego kontraktu z alchemikiem ze schorowanego miasta. Już to zdanie mówi wszystko i nic, ale dużo zapowiada.
Historia krotka (nie kotka) o imieniu Echo, jego kontraktu z alchemikiem ze schorowanego miasta. Już to zdanie mówi wszystko i nic, ale dużo zapowiada.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo niesamowite, jak Moers potrafi połączyć żmudne, ciągnące się wręcz opisy potraw oraz ich smaków, które wytwarza jeden z głównych bohaterów, z nagłymi i niespodziewanymi zwrotami akcji. Dodatkowo bardzo dawno nie spotkałam się ze światem przedstawionym, gdzie faktycznie pojawiają się nowe, unikatowe postacie zamiast standardowych smoków, elfów, itp.
To moja pierwsza książka tego autora i już absolutnie już uwielbiam tego, a słyszałam, że to jedna z jego mniej ambitnych książek, więc jestem niezmiernie ciekawa jego innych pozycji. Wezmę się za nie najszybciej jak będę mogła.
To niesamowite, jak Moers potrafi połączyć żmudne, ciągnące się wręcz opisy potraw oraz ich smaków, które wytwarza jeden z głównych bohaterów, z nagłymi i niespodziewanymi zwrotami akcji. Dodatkowo bardzo dawno nie spotkałam się ze światem przedstawionym, gdzie faktycznie pojawiają się nowe, unikatowe postacie zamiast standardowych smoków, elfów, itp.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo moja pierwsza...
Miłość od pierwszego wejrzenia !
I te pratchettowskie klimaty ,których mi ewidentnie bardzo brakowało... (chociaż końcówka taka trochę na szybko i za szybko)
No i wiadomo -kot też mnie przyciągnął ;-)
Jestem ciekawa innych części.
Miłość od pierwszego wejrzenia !
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toI te pratchettowskie klimaty ,których mi ewidentnie bardzo brakowało... (chociaż końcówka taka trochę na szybko i za szybko)
No i wiadomo -kot też mnie przyciągnął ;-)
Jestem ciekawa innych części.
Nawykłam już do brutalności i zamiłowania do makabry tego pisarza, jego mistrzowskiego stylu operowania słowami i niebanalnych pomysłów. Tym razem była to baśń kuchenna, od której dość często robiłam się głodna, by po chwili było mi niedobrze 😃 Świetna, ale „Miasto Śniących Książek” wciąż pozostaje perłą w koronie.
Nawykłam już do brutalności i zamiłowania do makabry tego pisarza, jego mistrzowskiego stylu operowania słowami i niebanalnych pomysłów. Tym razem była to baśń kuchenna, od której dość często robiłam się głodna, by po chwili było mi niedobrze 😃 Świetna, ale „Miasto Śniących Książek” wciąż pozostaje perłą w koronie.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo przyjemne godziny! Wspaniała rozrywka. Myślę, że ktoś, kto lubi szalony świat Pratchetta odnajdzie się w Sledwai. Ja od razu zakupiłem kolejne tomiszcza autora i z niecierpliwością czekam na więcej...
Polecam!
Bardzo przyjemne godziny! Wspaniała rozrywka. Myślę, że ktoś, kto lubi szalony świat Pratchetta odnajdzie się w Sledwai. Ja od razu zakupiłem kolejne tomiszcza autora i z niecierpliwością czekam na więcej...
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPolecam!