Dragon Ball Super #24: Nadzieja na przyszłość

200 str. 3 godz. 20 min.
- Kategoria:
- komiksy
- Format:
- papier
- Cykl:
- Dragon Ball Super (tom 24)
- Tytuł oryginału:
- ドラゴンボール超 #24: 未み来らいへの継けい承
- Data wydania:
- 2025-10-14
- Data 1. wyd. pol.:
- 2025-10-14
- Liczba stron:
- 200
- Czas czytania
- 3 godz. 20 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788382644708
Ta książka nie posiada jeszcze opisu.
Dodaj do biblioteczki
Reklama
Szukamy ofert...
Kup Dragon Ball Super #24: Nadzieja na przyszłość w ulubionej księgarni
Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki Dragon Ball Super #24: Nadzieja na przyszłość
Poznaj innych czytelników
44 użytkowników ma tytuł Dragon Ball Super #24: Nadzieja na przyszłość na półkach głównych- Przeczytane 32
- Chcę przeczytać 12
- Posiadam 17
- Manga 8
- Komiksy 4
- Dragon Ball 3
- Mangi 1
- AAA Do kupienia 1
- Fantastyka 1
- Po angielsku 1












































OPINIE i DYSKUSJE o książce Dragon Ball Super #24: Nadzieja na przyszłość
Dwudziesty czwarty tom Dragon Ball Super zamyka całą serię i czuć to od pierwszych stron, bo to nie jest tom, który chce jeszcze raz wywrócić stolik, tylko raczej taki, który sprząta po imprezie, zbiera porozrzucane elementy, dopina kilka spraw, macha czytelnikowi ręką i schodzi ze sceny. Po siedmiu i pół roku wydawania w Polsce i dekadzie obecności tej mangi w oryginale trudno było nie oczekiwać czegoś mocniejszego, czegoś, co naprawdę zostawi po sobie ciężar, a nie tylko wrażenie, że temat został po prostu domknięty. I właśnie z tym mam tu największy problem, bo ten finał da się przeczytać z przyjemnością, da się z niego wyciągnąć kilka naprawdę dobrych momentów, ale jednocześnie trudno udawać, że jest to zakończenie, które wbija w fotel i jeszcze długo siedzi w głowie.
Początek, czyli cały superbohaterski ton z Gotenem i Trunksem, znowu średnio do mnie trafia. Już wcześniej miałem z tym problem i tutaj też go mam, bo niby ma to swój lekki urok, niby ma rozluźniać atmosferę, ale w praktyce sprawia wrażenie wątku potraktowanego bardziej jako wypełnienie niż coś naprawdę istotnego. Podobnie zresztą wypada sam powrót Armii Czerwonej Wstęgi, który zamiast budować realne napięcie, przez dłuższy moment ociera się raczej o komediowy klimat. Nie jest to jeszcze katastrofa, ale trudno potraktować ten fragment jako pełnoprawny fundament finałowego tomu. Historia tłumacząca, dlaczego Goten i Trunks zdecydowali się zostać superbohaterami, wygląda jak coś doklejonego trochę na siłę, jakby trzeba było jeszcze czymś ten tom dopełnić, zanim przejdzie do rzeczy istotniejszych.
A w tomie jest też lepiej, momentami nawet bardzo dobrze, bo kiedy manga wraca do tego, co w Dragon Ball Super faktycznie działało najmocniej, czyli do pokazywania skali mocy, różnic między bohaterami i samej przyjemności patrzenia, jak ci wojownicy funkcjonują na kompletnie innych poziomach niż większość świata, tom wreszcie łapie właściwy rytm. Goku, Gohan, Vegeta, Broly, Goten i Trunks dostają sceny, które przypominają, dlaczego w ogóle chciało się tę serię śledzić. Ich walki, nawet jeśli skrócone, nie są tu zwykłą ozdobą. To właśnie one przypominają, że pod całym tym lekkim tonem i niepotrzebnym wygłupem nadal siedzi seria, która potrafi dać fanowi czystą satysfakcję z oglądania starcia potwornej siły, tempa i widowiskowości. Problem w tym, że te momenty są trochę jak błyski, bardzo przyjemne, ale za krótkie, żeby zbudować z nich naprawdę mocny finał.
Przez to wszystko końcówka nie daje efektu wow. Nie ma tu tego uderzenia, po którym człowiek zamyka tom i myśli, że właśnie dostał zakończenie godne całej dekady. Zamiast tego jest raczej poczucie rozluźnienia, uspokojenia, pożegnania bez wielkiego ciężaru. I może to było świadome, może taki był plan, żeby zejść z tonu i nie pompować sztucznie finału, tylko że ja po ostatnim tomie jednak oczekiwałem więcej niż poprawnego zamknięcia i sympatycznego ukłonu w stronę fanów.
Na duży plus wypada za to zapis od autora na końcu. To naprawdę świetny pomysł, bo nie tylko domyka pewne sprawy, ale też rzuca kilka ciekawych wyjaśnień i zostawia realną nadzieję na przyszłość. Szczególnie interesująco brzmi zapowiedź historii syna doktora Gero, czyli postaci powiązanej z pierwowzorem Androida 16, bo to jest właśnie ten rodzaj rozwinięcia uniwersum, który może jeszcze coś sensownego z tej marki wycisnąć. I paradoksalnie to właśnie końcowy komentarz autora daje tutaj więcej świeżości niż spora część samej fabuły tomu.
Ostatecznie to finał uczciwy, ale zaskakująco lekki jak na wagę chwili. Daje kilka dobrych scen, kilka przypomnień, że ta seria umiała dawać frajdę, lecz jako ostatni tom zostawia bardziej spokojne skinienie głową niż prawdziwy wybuch. Da się to docenić, da się to polubić, ale trudno nie mieć poczucia, że Dragon Ball Super zasługiwało na zamknięcie odrobinę mocniejsze, odrobinę odważniejsze i po prostu bardziej pamiętne.
Dwudziesty czwarty tom Dragon Ball Super zamyka całą serię i czuć to od pierwszych stron, bo to nie jest tom, który chce jeszcze raz wywrócić stolik, tylko raczej taki, który sprząta po imprezie, zbiera porozrzucane elementy, dopina kilka spraw, macha czytelnikowi ręką i schodzi ze sceny. Po siedmiu i pół roku wydawania w Polsce i dekadzie obecności tej mangi w oryginale...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPOŻEGNANIE
A zatem koniec. Finał. Epilog. Nawet scena pożegnania z fanami jest. Siedem i pół roku wydawania polskiej edycji, dziesięć lat wydawania w oryginale, czyli dekada obcowania z serią. Czy warto było? I tak, i nie. Czy warto ten finał poznać? Podobnie nie ma jednej odpowiedzi. Ja cieszę się, że po latach „Smocze kule” wróciły i mogłem raz jeszcze przeczytać „nowe” („nowe”, bo jednak wszystko, co tu było, oparto na znanych nam już i sprawdzonych wątkach) przygody. Ale i większość z tych przygód aż takiej frajdy mi nie dała, bo, co tu się oszukiwać, to już nie to samo „DB”, co kiedyś. To poziomem i odmiennością bardziej dowolny inny współczesny shounen czerpiący pełnymi garściami z marki, niż to, co fani przed laty pokochali całym sercem, niemniej jednak wciąż posiadający sporadyczne, bo sporadyczne ale zawsze przebłyski dawnej chwały i jakości. Niestety w tym tomie praktycznie ich nie ma.
Po zwycięstwie nad Cellem Max znów zapanowuje pokój. Jednakże niedobitka Armii Czerwonej Wstęgi nie zamierzają dawać za wygraną. Carmine widząc działa Gotena i Trunksa jako Siyamanów X, nie mając pojęcia kim oni są, postanawia wykorzystać ich i ich moce, by pokonać Gohana, dlatego wmawia im, że ma złola, którym trzeba się zająć. Co się jednak stanie, gdy Goten zorientuje się, że ów złol to tak naprawdę jego brat?
Tymczasem Gokū, dowiedziawszy się o przemianie Gohana w formę Bestii postanawia sprowadzić go do świata Piwusa, żeby zmierzyć się z synem i przekonać, jakie zrobił postępy. A tu jeszcze przecież jest Vegeta, jest Broly i wmieszani w cała sprawę Goten i Trunks. Co wyniknie z pojedynku? Jaki będzie finał niedobitków Armii Czerwonej Wstęgi? I wreszcie jak Goten i Trunks w ogóle zostali superbohaterami?
https://ksiazkarniablog.blogspot.com/2025/11/dragon-ball-super-24-nadzieja-na.html
POŻEGNANIE
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toA zatem koniec. Finał. Epilog. Nawet scena pożegnania z fanami jest. Siedem i pół roku wydawania polskiej edycji, dziesięć lat wydawania w oryginale, czyli dekada obcowania z serią. Czy warto było? I tak, i nie. Czy warto ten finał poznać? Podobnie nie ma jednej odpowiedzi. Ja cieszę się, że po latach „Smocze kule” wróciły i mogłem raz jeszcze przeczytać „nowe”...
Pierwszy tom "superki" wzbudził we mnie taką traumę, że przez pewien czas wyprałem całą tę serię. Po "Z" było "GT". Koniec tematu. Lecz dnia pewnego moja niechęć opadła i po raz drugi sięgnąłem po "Super". W mojej głowie "GT" wciąż jest prawilnym kanonem, ale już nie nienawidzę "superki". Wad tu cała masa, w dodatku nie wywołuje ułamku emocji co oryginalna seria, lecz potrafi dostarczyć bezmyślnej rozrywki. Nadal nie wiadomo co się stanie z tą marką po śmierci mistrza Toriyamy, więc na dzień dzisiejszy jest to zakończenie Smoczych kul (tak, wiem, jest Daima, ale to kosmplikowane). I jest to zakończenie niepełne, choć z drugiej strony nic by się nie stało, gdyby Goku z ekipą poszli na zasłużoną emeryturę. Coś jednak czuję, że prędzej czy później właściciele praw dogadają się ze sobą, bowiem w "Dragon Ball'u" czai się zbyt wiele mamony. A niech robią, może powstanie coś lepszego. Jeśli gorszego, wciąż mam klasykę.
Ocena całej serii: 6/10
P.S.
Okładka "Nadziei na przyszłość" to jakieś kuriozum.
Pierwszy tom "superki" wzbudził we mnie taką traumę, że przez pewien czas wyprałem całą tę serię. Po "Z" było "GT". Koniec tematu. Lecz dnia pewnego moja niechęć opadła i po raz drugi sięgnąłem po "Super". W mojej głowie "GT" wciąż jest prawilnym kanonem, ale już nie nienawidzę "superki". Wad tu cała masa, w dodatku nie wywołuje ułamku emocji co oryginalna seria, lecz...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKoniec serii Dragon Balla ( ale czy na pewno?).
Koniec serii Dragon Balla ( ale czy na pewno?).
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDZIEDZICTWO PRZYSZŁOŚCI
A zatem koniec. W tym momencie kończy się mangowy „Dragon Ball” Toriyamy. I w ogóle „DB” w jego wykonaniu. Co prawda jeśli powstanie komiksowa wersja „Daimy” w pewnym sensie będzie to rzecz z nim związana – ale „Daima” już sama w sobie była po prostu adaptacją jego pomysłu, a nie rzeczą pisaną przez niego, niemniej to już nie będzie to. Można sądzić, że „DB” wiele się nie zmieni, bo i tak to Toyo niemal wszystko robił już w tej serii, a Tori bardziej nadzorował i poprawiał, a ostatni zebrany tu epizod to już rzecz w całości zrobiona przez Toyotarou (mimo iż jako scenarzystę podano Toriyamę),nie zmieni to jednak faktu, że wszystko odbędzie się już bez udziału twórcy oryginału. Kończy się zatem pewien etap, nadchodzi czas pożegnań – jest tu scena, którą Tori dorysował na szkicach jako ostatnią, czyli jak Piccolo żegna się z bohaterami i czytelnikami, odlatując i to piękne pożegnanie mistrza z fanami – a jednocześnie ten tom doprowadza do końca opowieść o odrodzonej Armii Czerwonej Wstęgi, dopisując epilog do tego, co znamy z kina (i poprzednich tomów). I robi to w fajnym stylu, acz wiadomo, to nie ten stary dobry „Dragon Ball”, co kiedyś.
Karminowy z Armii Czerwonej Wstęgi i niedobitki pozostałe po ostatnich wydarzeniach zastanawiają się, co tu teraz zrobić. Wniosek w sumie jest jeden: dopóki ich wrogowie chodzą po tym świecie, reaktywowanie się nie ma większego sensu, więc… No ale jak się ich pozbyć? I wtedy wpadają na Saiyamanów! I to właśnie ich postanawiają wrobić w zajęcie się wrogami. Z tym, że obie strony nie wiedzą kim są!
Tymczasem Vegta ćwiczy z Brolym u Piwusa. Wiadomo, Frizer jest nadal zagrożeniem, większym niż dotychczas, więc trzeba się wzmocnić. A tymczasem docierają do nich wieści o tym, co wydarzyło się na Ziemi: wygranej Gohana z Cellem Max i osiągnięciu przez niego poziomu Beast i chce zobaczyć, co syn potrafi. By się o tym przekonać, zabiera jego, Goten, Trunksa i przypadkowo wmieszane w całą sprawę niedobitki niedobitków Armii Czerwonej Wstęgi na planetę Piwusa, gdzie chce zaliczyć z synem sparing i…
A na deser opowieść o tym, jak Goten i Trunks postanowili zostać superbohaterami!
https://ksiazkarniablog.blogspot.com/2025/03/dragon-ball-super-24-mirai-e-no-keisho.html
DZIEDZICTWO PRZYSZŁOŚCI
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toA zatem koniec. W tym momencie kończy się mangowy „Dragon Ball” Toriyamy. I w ogóle „DB” w jego wykonaniu. Co prawda jeśli powstanie komiksowa wersja „Daimy” w pewnym sensie będzie to rzecz z nim związana – ale „Daima” już sama w sobie była po prostu adaptacją jego pomysłu, a nie rzeczą pisaną przez niego, niemniej to już nie będzie to. Można...