Weles. Słowiański bóg zaświatów

Okładka książki Weles. Słowiański bóg zaświatów autora Michaela Gajdošíková-Šebetovská, 9788368560459
Okładka książki Weles. Słowiański bóg zaświatów
Michaela Gajdošíková-Šebetovská Wydawnictwo: Replika Seria: Wierzenia i zwyczaje historia
240 str. 4 godz. 0 min.
Kategoria:
historia
Format:
papier
Seria:
Wierzenia i zwyczaje
Tytuł oryginału:
VELES. Slovanské božstvove srovnávací perspektivě
Data wydania:
2025-10-07
Data 1. wyd. pol.:
2025-10-07
Liczba stron:
240
Czas czytania
4 godz. 0 min.
Język:
polski
ISBN:
9788368560459
Tłumacz:
Iwona Sikora-Chmielewska
Średnia ocen

6,5 6,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Weles. Słowiański bóg zaświatów w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Weles. Słowiański bóg zaświatów

Średnia ocen
6,5 / 10
22 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Weles. Słowiański bóg zaświatów

avatar
225
219

Na półkach: ,

Niestety wszystko to są tylko przypuszczenia i indywidualne opinie, czy to pisarza czy czytelnika. Tak jak to czyni autorka.. Każdy ma prawo sam decydować w co wierzy. Prawdy się już jednak nigdy nie dowiemy. Niestety nasza prawdziwa kultura słowiańska tak została przesiąknięta i zniszczona przez kościół, że z Welesa zrobili diabła. Doceniam wkład autorki ponieważ wnioskując z treści musiała poświęcić mnóstwo czasu na poszukiwania i czytanie. Tak samo jak stwierdziła, nie stawała po żadnej ze stron ani kościoła, ani słowiańszczyzny, jednak momentami odnosiłam wrażenie, że nie potrafiła skutecznie oddzielić kościoła od Welesa, opowiadała o wpływie chrześcijaństwa na dawne bóstwa, ale właśnie tego moim zdaniem należało uniknąć. A to Weles i słowiaństwo było pierwsze na naszej ziemi. (Choć autorka jest Czeszką). Chrześcijaństwo przyszło potem, zniszczyło wszelkie źródła, posągi, wierzenia, aby ślad po nich nie został. Autorka również powinna w swojej pracy zgłębić nieco historię samego diabła, ponieważ diabeł nigdy nie istniał, jest dopiero wymysłem kościoła, aby straszyć grzeszących wiernych. Serce się kraje, jaką mieliśmy piękna kulturę.. niemniej książka warta przeczytania, aby poznać poglądy i metody badań tych, którzy się tym zajmują. Zależało m.in. mi na wiedzy, dlaczego Weles jest przedstawiany z rogami i różnymi zwierzętami na głowie, tutaj się tego dowiedziałam. Niemniej autorka też wybiera wątki historyczne które akurat jej pasują.

Niestety wszystko to są tylko przypuszczenia i indywidualne opinie, czy to pisarza czy czytelnika. Tak jak to czyni autorka.. Każdy ma prawo sam decydować w co wierzy. Prawdy się już jednak nigdy nie dowiemy. Niestety nasza prawdziwa kultura słowiańska tak została przesiąknięta i zniszczona przez kościół, że z Welesa zrobili diabła. Doceniam wkład autorki ponieważ...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
464
215

Na półkach:

Książka, którą przed sobą mamy jest napisana przez autorkę na podstawie własnego doktoratu z Uniwersytetu Karola w Pradze i "tłumaczona" przez Sikorską-Chmielewską, na której miejscu wstydziłabym się nazwiskiem sygnować coś takiego. Ale o tym zaraz.
W książce znajduje się omówienie źródeł wspominających o Welesie, postaci pokrewnych, demonicznych oraz wątków mitologicznych. Autorka korzysta głównie z porównania genetycznego do rekonstrukcji wierzeń jako z metody badawczej. Pozycja zawiera czarno-białe ryciny. Tyle słowem wstępu.
Spróbujemy na początku znaleźć jakieś jasne strony, żeby tak kompletnie nie rozjechać książki. Cieszy mnie krytyka Ivankovićia (2019),na którego mało sensowne tezy trafiłam nawet w najnowszych publikacjach polskiej profesury. Mianowicie Weles miałby być bóstwem solarnym, na podstawie teorii interpretacji drzewa kosmicznego jako Słońca. Całkiem ciekawy jest również rozdział o Welinasie, litewskim bogu-demonie, z którego to ciągnie się wiele wątków przy próbach rekonstrukcji słowiańskiej mitologii ze względu na wiele podobieństw.
Książka ma bezsprzecznie wiele mankamentów. Rozumiem, że autorka studiowała filozofię, ale używa etymologii, której prawdopodobnie nie rozumie. Chociażby wypisuje wszystkie znane wywody imienia Weles (co samo w sobie nie jest oczywiście niczym złym) po czym dodaje "wybiorę se na końcu tę, która mi będzie pasować do narracji". No to jest zaprzeczenie sensu etymologii i skrajnie nienaukowe podejście, pasujące raczej do pozycji pseudonaukowych, a nie doktoratów pisanych na poważnych uczelniach! Do tego mimo, wydawać by się mogło, przejrzystej struktury pracy książka jest bardzo chaotyczna, szczególnie na początku. Jest też skrajnie odtwórcza. Jedyne walory jakie mogłabym wskazać, to zbiór źródeł dotyczących Welesa w jednym miejscu, w tym tych etnograficznych, co prawda mało przydatnych w kontekście rekonstrukcji, spore w kontekście ciekawostek, szczególnie że są tu też rzadko cytowane źródła czeskie.
Z kolei o tym, że książka nie została tłumaczona, tylko wpierdolona w translator upewniamy sie na stronie 77. Wcześniej miałam pewne wątpliwości (np. str. 44),ale pewności co do robienia czytelników w chuja nabrałam właśnie tutaj. Znajduje się tu fragment kazania łacińskiego z Litomierzyc. Jako, że "tłumaczka" zapomniała zmienić języka w translatorze, polskie mamy jedynie losowe słowa w tekście, co oczywiście wygląda kuriozalnie.
Wydaje mi się, że że przypisy zostały przesunięte przez wydawnictwo. Wrażenie potęguje nieznajomość autorki słowa ibidem. Nie wykluczam jednak, że wrażenie spowodowane jest kolejnymi licznymi błędami przy redakcji. Zastanawiam się, czy przed publikacją w ogóle ktoś te książki czyta, bo w to szczerze wątpię. Większości tych tragedii można było uniknąć nie ośmieszając autora. Jedna redakcja pozwoliłaby uniknąć kolejnej kompletnej kompromitacji wydawnictwa.

Książka, którą przed sobą mamy jest napisana przez autorkę na podstawie własnego doktoratu z Uniwersytetu Karola w Pradze i "tłumaczona" przez Sikorską-Chmielewską, na której miejscu wstydziłabym się nazwiskiem sygnować coś takiego. Ale o tym zaraz.
W książce znajduje się omówienie źródeł wspominających o Welesie, postaci pokrewnych, demonicznych oraz wątków mitologicznych....

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
441
419

Na półkach:

„Zwykle głównymi protagonistami historii są dwie postacie, które nazywa się Bogiem i Diabłem (czy np. szatanem, czartem). Oprócz nich nie ma nikogo i nic, tylko woda. Bogu wpadł do głowy pomysł, że mógłby stworzyć ziemię, ale nie ma z czego, brak mu materiału. Nie jest w stanie zanurzyć się wodzie, by wyłowić z dna ziemię i dlatego rola ta przypada diabłu. On też pragnie tworzyć, dlatego w tajemnicy wkłada trochę ziemi do ust. Bóg sprawia, że wyłowiony materiał zaczyna rosnąć, tym samym rośnie i to, co diabeł ma w ustach, więc nie pozostaje nic innego, jak zacząć ją wokół siebie wypluwać. I podczas gdy Bóg stwarza urodzajne niziny, z plwocin diabła powstają trudno dostępne miejsca- wąwozy, skały i góry. W niektórych wersjach tej historii diabeł stosuje glinę czy piasek, który mu pozostał pod paznokciami, itp.” (s. 193-194)
Michaela Gajdošíková -Šebetovská, WELES. SŁOWIAŃSKI BÓG ZAŚWIATÓW. Tłum. Irena Sikora- Chmielewska, Replika 2025.

Powstanie świata
w ujęciu słowiańskiej kosmologii brzmi
niezwykle prawdopodobnie,
ma też swoją niekłamaną urodę.

Każdemu rola do spełnienia.

Po jednej stronie Chaos, po drugiej Ład.
Dwudzielny podział,
poza sferą czasu i przestrzeni,
obejmuje wieczność.

Autorka opracowania – studiowała religioznawstwo na Uniwersytecie Karola w Pradze
(w głównej mierze krąg jej zainteresowań to przedchrześcijańskiej religie Słowian).
Tekst – to jej praca doktorską
na temat roli i funkcji tytułowego bóstwa słowiańskich zaświatów.

Doktorat - z analizą źródeł i całą gamą naukowych wywodów…

Weles (bóg zaświatów w wyobraźni słowiańskiej)
tajemniczy i nieuchwytny wymaga nie tylko sięgnięcia do mitologii.
Z POLSKICH OPRACOWAŃ cytowani są:
Aleksander Gieysztor z „Mitologią Słowian”
oraz M. Łuczyński „Bogowie dawnych Słowian: Studium onomastyczne”.

By zmierzyć się z postacią boga zaświatów
musisz też wiedzieć, że towarzyszył mu przydomek:
„bydlęcy bóg” (skotij bog),
przypisuje mu się też funkcję opiekuna plonów i pól.
Podstawowa pozostaje jednak rola boga płodności,
od której zależała wszelka pomyślność na roli.

Ze sferą magii wiąże się zwyczaj
zakręcania bródki Welniasa,
(pęk lnu lub bylin),
kiedy ktoś, coś zgubił z groźbami,
że jeśli zguba się nie znajdzie,
utrata brody będzie nieunikniona.

Sięgnięcie do źródeł-
poszerza horyzont
(nie tylko myśli)…
8/10

„Zwykle głównymi protagonistami historii są dwie postacie, które nazywa się Bogiem i Diabłem (czy np. szatanem, czartem). Oprócz nich nie ma nikogo i nic, tylko woda. Bogu wpadł do głowy pomysł, że mógłby stworzyć ziemię, ale nie ma z czego, brak mu materiału. Nie jest w stanie zanurzyć się wodzie, by wyłowić z dna ziemię i dlatego rola ta przypada diabłu. On też pragnie...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

93 użytkowników ma tytuł Weles. Słowiański bóg zaświatów na półkach głównych
  • 68
  • 25
29 użytkowników ma tytuł Weles. Słowiański bóg zaświatów na półkach dodatkowych
  • 19
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Wierzenia dawnych Słowian. Od mitu do obrzędu Kamil Kajkowski
Wierzenia dawnych Słowian. Od mitu do obrzędu
Kamil Kajkowski
Wierzenia dawnych Lisiołów . „Wierzenia dawnych Słowian. Od mitu do obrzędu” pióra Kamila Kajkowskiego to antologia 12 tekstów naukowych podzielonych na 4 segmenty: Przestrzeń dla Bogów, Świat zmarłych, komunikacja z sacrum i Varia. Wszystko okraszone przypisami z dodatkiem bogatej bibliografii. Jest to pozycja naukowa – podkreśla Lisioł – a więc i język jest odpowiedni. Na scenę wkraczają żywioły akwatyczne w towarzystwie czynników pozautylitarnych z symboliczną waloryzacją pod łapą. Nie będzie więc to lektura szybka, ale dla zainteresowanych tematem bardzo wartościowa. . W ten oto sposób, gdy Lisioł chciał wyruszyć na podbój Bałtyku, najpierw zasięgnął rady wyroczni u szczecińskiego Trzygłowia. Uważnie futrzak obserwował poświęconego temu bóstwu konia, po czym zdecydował się wykupić abonament na interpretacje przekazów wyroczni oraz zawieszkę w kształcie ryby – tak na wszelki wypadek. Potem Lisioł potuptał obejrzeć łodzie. Służą one nie tylko do pływania, ale świetnie nadają się też do celów pochówkowych. Ciężki wybór. Pochować się w łodzi jednopiennej czy klepkowej, a może w kamiennej? . Trzeba przyznać, że w książce mocny akcent położony jest na kwestie archeologiczne. Sporo tutaj opisów pochówków, darów w nich zwartych oraz ich znaczenia symbolicznego. Ta strefa zaświatów jest tutaj potraktowana dość dosłownie *rzucił Lisioł, maszerując z łopatą*. Stanowiska nekropoliczne skrywają w sobie sporo informacji o życiu codziennym. Zwłaszcza zagadnienia związane ze zwierzętami ofiarnymi są niezwykle ciekawe, chociaż wciąż nie do końca wiemy, na podstawie jakiego zestawu cech typowano takie zwierzę. . Lisioł z góry Wam piszczy, że nie znajdziecie w książce gotowych odpowiedzi, ale sporo informacji oraz hipotez. Jak sam autor pisze, ciężko pracuje się z okresem historycznym, z którego posiadamy tak mało danych. W dodatku część informacji może być zniekształcona *Lisioł spogląda na kroniki pisane przez biskupów* chrześcijaństwo raczej nie było fanem wyznań słowiańskich. Do tego dochodzi problem jak w starożytnym Egipcie: co duży ośrodek kultu, to trochę inna wersja wierzeń. Trudno się dziwić, gdzie kult, tam i bogactwo. Warto jednak zanurzyć się w lekturze.
Lisiołczyta - awatar Lisiołczyta
oceniła na83 miesiące temu
Polowanie na czarownice w Polsce w XVI–XVIII wieku Jacek Wijaczka
Polowanie na czarownice w Polsce w XVI–XVIII wieku
Jacek Wijaczka
"Polowanie na czarownice w Polsce w XVI-XVIII wieku" to zbiór ośmiu artykułów poświęconych tytułowej tematyce, w której autor przybliża jak wyglądały procesy o czary w tym okresie, głównie na terenie Wielkopolski i Kaszub. Książka oferuje szereg ciekawych tematów: jak zmiany klimatyczne przyczyniły się do wzrostu ilości procesów o czary, czy w Polsce często dochodziło do samosądów na czarownicach, jak przebiegły niektóre z procesów oraz np. Jaki swój udział w nich miały dzieci oraz osoby nieletnie. Autor przybliża też kilka postaci czarownic czy katów, przedstawiając wiele perspektyw i szerokie spojrzenie na polowanie na czarownice. Z racji tego, że są to opracowania naukowo historyczne mamy tu do czynienia z oficjalnym stylem oraz dużą ilością przypisów, zatem nie jest to lekka pozycja, a tytuł wymagający nieco więcej skupienia przy lekturze. Książkę czytało mi się ekspresowo i z dużym zainteresowaniem, choć nie bez znaczenia jest fakt, że mnie ta tematyka interesuje poszukuję wiedzy o procesach czarownic. Pod tym względem nie każdy artykuł był dla mnie odkrywczy, ale kilka z nich dość mocno uzupełniło moją wiedzę. Bardzo spodobały mi się poruszone tematy artykułów i z przyjemnością przeczytałabym ich więcej, a ilość przypisów sugeruje, że mamy do czynienia z rzetelnie przygotowanymi materiałami. Jedyna rzecz, do której mogłabym się przyczepić to powielanie niektórych informacji, chociaż jeśli przyjąć, że artykuły byłyby dostępne gdzieś osobno, to ma to sens. Nie mniej momentami mnie frustrowało przywoływanie faktów czy informacji podanych niedawno lub kilkukrotnie. Będę ten tytuł dobrze wspominać i zapewne do niego wracać, spełnił moje oczekiwania, dowiedziałam się czegoś nowego. Jeśli ktoś poszukuje wiedzy o procesach czarownic u źródeł, z naukowego i historycznego punktu widzenia, to mogę polecić ten tytuł, jednak nie jest on dla każdego, zwłaszcza dla osób lubujących się wyłącznie w powieściach.
brave_book - awatar brave_book
ocenił na83 miesiące temu
Historia ludzkości na haju. Skandaliczne, ale prawdziwe spojrzenie na historię „pod wpływem” Sam Kelly
Historia ludzkości na haju. Skandaliczne, ale prawdziwe spojrzenie na historię „pod wpływem”
Sam Kelly
W „Historii ludzkości na haju” Sam Kelly w lekki i zabawny sposób obala mity wielkich ludzi, którzy rzekomo radzili sobie z niemożliwie trudnymi zadaniami bez żadnego wspomagania. Tak, jasne. Nawet Pytia nie wytrzymałaby podwójnego etatu wieszczenia bez powiedzmy… motywacji wewnętrznej. Wielki faraon Ramzes II lubił zioła, co odkryto w sposób naukowy, badając jego mumię. Pewien chiński cesarz, Qin Shi Huang, pragnął eliksiru wiecznego życia i dał się nabrać szarlatanom, którzy wcisnęli mu… rtęć. Dziś wiemy, że picie jej było bardzo złym pomysłem. On niestety nie wiedział. Czasem do wielkich objawień przyczyniały się, nazwijmy to, pomyłki kulinarne. 🍄 Marek Aureliusz stosował na sen kompot z opium. Temat potrójnie ryzykowny: zabójcy religijni na haszyszu. Tak, chodzi o słynnych asasynów. Niektórych misji najwyraźniej nie dało się ogarnąć bez odpowiedniego dopingu. William Shakespeare pisał swoje dzieła w oparach… geniuszu, oczywiście. Lubił kalambury i słowne gry, więc coś nas łączy. To, że wielu znanych polityków nadużywało alkoholu, raczej nie jest tajemnicą, ale książka zawiera więcej ciekawostek o amerykańskich mężach stanu. Na przykład John F. Kennedy miał słabość do amfetaminy podawanej przez swojego lekarza. Angielski poeta Samuel Taylor Coleridge wzmacniał wenę twórczą za pomocą laudanum. Działało. Jest też o winie w Watykanie, niekoniecznie tylko mszalnym. Friedrich Nietzsche. No cóż, wystarczy go poczytać, żeby dojść do wniosku, że jego wizje bywały naprawdę odlotowe. Jeśli ktoś go lubi, to przepraszam. Ja nie. Vincent van Gogh lubił farby. Jedną zdecydowanie za bardzo. Sigmund Freud był naprawdę kiepskim diagnostą, kiedy wychwalał kokainę jako cudowny środek leczniczy. Szaleństwo Adolfa Hitlera częściowo tłumaczy jego zamiłowanie do różnych farmaceutyków i zastrzyków podawanych przez lekarza, choć oczywiście nic go nie usprawiedliwia. Założyciel AA, Bill Wilson, uważał przez pewien czas, że lekarstwem na jeden nałóg może być inny. Dość szalona koncepcja. Jean‑Paul Sartre funkcjonował dzięki całemu koktajlowi stymulantów i pisał niemal bez przerwy. Rozdział o show-biznesie to już prawdziwa karuzela. Smutna jest wzmianka o młodej gwieździe Judy Garland, której podawano amfetaminę, choć wcale tego nie chciała. Kojarzycie pisarza Philipa K. Dicka? Jego niezwykłe wizje miały całkiem mocne chemiczne wsparcie, co łatwo zgadnąć po lekturze. Za to Elvis Presley może zaskoczyć, bo był przeciwnikiem narkotyków, ale nie uchroniło go to przed uzależnieniem od leków na receptę. Bardzo ciekawy jest list od chemika Alberta Hofmanna do Steve'a Jobsa. Tak, tego od Apple. Jest też historia o tym, jak Central Intelligence Agency przez przypadek stworzyła antybohatera numer jeden. Także pracownik innej amerykańskiej agencji może się pochwalić naprawdę imponującą kolekcją odkrytych narkotyków. Ilość nowych substancji spokojnie wypełniłaby pół układu okresowego. Czterdzieści przedstawionych historii pokazuje różne oblicza narkotyków i ludzi, którzy mieli z nimi do czynienia. Potraktujcie je jako ciekawostki, bo lepiej uczyć się na cudzych błędach niż powtarzać je samemu. Książka napisana jest lekko, z humorem i przymrużeniem oka. Mnie zaciekawiła. Polecam.
Andarielka - awatar Andarielka
oceniła na71 miesiąc temu
Amazonki i ludożercy. Opowieści z Prapolski Adrian Pogorzelski
Amazonki i ludożercy. Opowieści z Prapolski
Adrian Pogorzelski
Dla mnie rewelacja. Chciałoby się napisać, cudze chwalicie, a swego nie znacie. Oczywiście na ziemiach polskich nie będziemy mieć budowli typu Koloseum czy Akropol. Autor swoją gawędą zabiera nas jednak w okolice Polski, pokazując, że mamy wiele artefaktów, których mogą nam zazdrościć inni. Jak choćby najstarszy bumerang, odnaleziony przez archeologów. Okazuje się, że bronią tą posługiwali się nie tylko Aborygeni. Obok fascynujących opisów znalezisk archeologicznych, książka wręcz naszpikowana jest ciekawostkami. Mityczne amazonki z całą pewnością istniały i zamieszkiwały ziemie obecnej Polski. Oczywiście wokół kobiet wojowniczek pojawiło się wiele mitów, których produkowali też antyczni podróżnicy, ale z innych źródeł wiemy, że starożytni greccy podróżnicy nie koniecznie przedstawiali fakty, a częściej sięgali po plotki lub sami wyolbrzymiali pewne zjawiska. Dla mnie ciekawostką był tajemny napój, którym raczyli się prehistoryczni wojowie Gotów, których odpowiednie miarki znaleziono na terenach północno-wschodniej Polski. Być może ów napój był magiczną miksturą, którą raczyli się bohaterowie komiksowi Asterix i Obelix. Otrzymuje także sporą dawkę opisów dawnych obyczajów, które za sprawą synkretyzmu kulturowego przeniknęły nawet do chrześcijaństwa, jak choćby tatarak rozkładany na posadzkach w Zielone Świątki, dziś już może zapomniany, ale ja pamiętam wyprawy w dzieciństwie po owe zioło. Napisana w formie gawędy, łatwym i przystępnym językiem, bogato ilustrowana, czyli dosłownie wszystko, czego można oczekiwać od pozycji popularyzującej wiedzę historyczną. Polecam wszystkim, nie tylko miłośnikom historii. Czasem warto wiedzieć, co w naszej okolicy, jest na tyle ciekawe, że można się tym pochwalić przed przyjezdnymi. Gorąco polecam
Dariusz Karbowiak - awatar Dariusz Karbowiak
ocenił na1026 dni temu
Chirurg na wojnie. Zapiski z piekła frontu wschodniego Hans Killian
Chirurg na wojnie. Zapiski z piekła frontu wschodniego
Hans Killian
Jak już pisałem w swojej innej recenzji, nie jestem fanem wojennej literatury wspomnieniowej. Częsty subiektywizm opisywanych doświadczeń, koloryzowanie, zakłamywanie, uwypuklanie własnego męstwa i bohaterstwa, demonizowanie przeciwnika, a z drugiej strony przemilczanie faktów niewygodnych na zasadzie - nie wiem, nie widziałem, ja tylko wykonywałem rozkazy powoduje, że najczęściej nie jest to dobre źródło informacji i na przytaczane wydarzenia często najlepiej brać sporą poprawkę i traktować z przymrużeniem oka. Koronnym przykładem może tutaj być książka Leona Degrelle - "Front Wschodni 1941-1945". W tym wypadku mamy do czynienia z czymś nieco odmiennym. Jest to na tle literatury wspomnieniowej pozycja na swój sposób wyjątkowa. Przy całym szacunku dla prostego, szeregowego żołnierza i jego frontowej niedoli, tutaj bierzemy do rąk książkę człowieka wykształconego, specjalisty. Autor, profesor chirurgii, został przydzielony do niemieckiej Grupy Armii Północ i w składzie 16 armii w latach 1941-1943 jako konsultant przebywał na froncie wschodnim w okolicach Leningradu. To bardzo ciekawy zapis wydarzeń na pierwszej linii, a także wielu kuriozalnych przypadków ran postrzałowych, złamań, odmrożeń itp. Dobrze wyważone są tutaj proporcje - odwiedzamy głębokie zaplecze i szpitale polowe, ale także śledzimy wydarzenia na froncie, wściekłe sowieckie kontrofensywy oraz dramatyczne, aczkolwiek finalnie zwycięskie dla wojsk niemieckich walki w tzw. Kotle Demiańskim, zimą 1941/1942 roku. Autor dobrze również ilustruje ówczesny poziom medycyny pola walki - mamy tutaj pokazane konkretne metody leczenia i opatrywania ran, niekiedy kontrowersyjne i wywołujące liczne spory między personelem medycznym, jak na przykład wypalanie ran stosowane przez jednego z lekarzy z sąsiedniej jednostki. Momentami lektura jest naprawdę szokująca. Nie ma tutaj heroizmu, jest natomiast śmierć, ból, cierpienie, ludzkie dramaty, wszy, przenikliwe zimno, które dotykają obydwu stron konfliktu w takim samym stopniu, co pokazuje jakim piekłem był Front Wschodni II Wojny Światowej. Wyjątkowo celne dywagacje autora na temat bezsensu i bezcelowości ataku III Rzeszy na ZSRR dodatkowo podnoszą wartość merytoryczną książki. To po prostu trzeba przeczytać, szczególnie jeśli kogoś interesuje szeroko rozumiana logistyka wojenna oraz drugowojenna medycyna pola walki.
Szymon - awatar Szymon
ocenił na81 miesiąc temu
Piąte Słońce. Nowa historia Azteków Camilla Townsend
Piąte Słońce. Nowa historia Azteków
Camilla Townsend
Dzieje jednego narodu… Camilla Townsend wzięła na tapet historię Azteków (choć jeśli o chodzi poprawność terminologii to powinniśmy posługiwać się pojęciem ludu Mexica, jak sami o sobie mówili, jednak termin Aztekowie na tyle ‘wrósł’ w terminologię powszechną, że nawet sama autorka od czasu do czasu posługuje się tym pojęciem). Począwszy od samych początków powstania narodu, przez budowanie państwa-miasta Tenochtitlanu aż po najazd Cortésa i życie po podboju. Autorka przedstawia nam historię znaną z innych książek, historię wielokrotnie opisywaną, więc skąd ta nowa historia w podtytule? Ano stąd, że jest to pierwsza publikacja oparta na źródłach azteckich, a nie przedstawiona z punktu widzenia Europejczyków. Stąd też książka obala część mitów, które nadal pokutują w przekonaniach ludzi współczesnych, m. in. krwawy obraz narodu azteckiego, składającego stosy krwawych ofiar. Townsend czerpie z licznych źródeł, co sprawia, że „Piąte słońce” jest dość szczegółową publikacją, a tym samym może być niekiedy przytłaczająca dla odbiorcy nie obeznanego choć trochę z tematem. Imiona, nazewnictwo w języku ludu Mexica (języku nahuatl) są dość specyficzne, więc lektura wymaga uważności i wymusza niejako powolność czytania. Na plus należy zaliczyć słowniczek zamieszczony na początku publikacji, który przybliża znaczenie azteckich i hiszpańskich nazw wykorzystywanych w tekście, co pozwala już na wstępie nieco obeznać się z terminologią. Autorka w odniesieniu do postaci posługuje się zarówno ich imionami w języku nahuatl jak i imionami w tłumaczeniu. I ten zabieg akurat, w moim odczuciu, jest nie do końca trafiony. Bowiem podczas lektury niejednokrotnie łapałam się na tym, że myślałam iż czytam o dwóch różnych osobach, a w rzeczywistości była to historia jednego człowieka w stosunku do którego autorka stosowała zamiennie oba nazewnictwa imienne. Historia, mitologia i wierzenia Azteków interesują mnie od lat (z naciskiem na te dwa ostatnie). Lektura „Piątego słońca” to faktycznie było coś odmiennego na tle innych okołoazteckich książek dostępnych na polskim rynku, które czytałam (chociażby „Aztekowie i tajemnica kalendarza” Jacka Walczaka czy starszych pozycji jak „Mitologia Azteków” Marii Frankowskiej czy „Aztekowie. Naród wybrany przez słońce” Bero i Bojanowskiego). Po pierwsze była to pozycja ściśle skupiona na historii w przeciwieństwie do wyżej wymienionych, które skupiały się przede wszystkim na mitologii, wierzeniach czy sposobach odmierzania czasu (kalendarzu),a historia ludu Mexica stanowiła w nich jedynie niewielki wycinek treści. A dodatkowo w „Piątym słońcu” mamy spojrzenie ‘z pierwszej ręki’ na historię narodu azteckiego. Reasumując, „Piąte słońce” to obszerna publikacja prezentująca historię narodu azteckiego z ich punktu widzenia. Narodu fascynującego tak z punktu widzenia ich mitologii i wierzeń jak i historii. Narodu, który, choć mocno doświadczony przez życie (m. in. zdziesiątkowany przez choroby przywiezione wraz z hiszpańskimi konkwistadorami, np. ospę) to trwał dalej. By przetrwać. I przetrwał. A potomkowie dawnych Azteków nadal zamieszkują teren Meksyku i posługują się swoim rdzennym językiem – językiem nahuatl. Wartościowa pozycja dla zainteresowanych tematem. Za egzemplarz do recenzji dziękuję Domowi Wydawniczemu Rebis. https://www.instagram.com/w_otchlani_wyobrazni
Aleksandra - awatar Aleksandra
oceniła na72 miesiące temu
Historia świata w 50 kłamstwach Natasha Tidd
Historia świata w 50 kłamstwach
Natasha Tidd
‎*** ‎Historia świata w 50 kłamstwach to książka, która bierze historię za kołnierz i pyta wprost: a co, jeśli to, co uznajemy za "prawdę" było po prostu najlepiej sprzedaną wersją wydarzeń? ‎ ‎Autorka pokazuje, że dzieje świata to nie tylko fakty i daty, ale także manipulacje, propagandowe narracje, wygodne uproszczenia i kłamstwa, które przez lata obrastały w status oficjalnej historii. ‎Nie chodzi tu wyłącznie o wielkie oszustwa czy celowe fałszerstwa. Często są to półprawdy, przemilczenia albo historie opowiedziane tak, by komuś pasowały - zwycięzcom, władzy, ideologii. Książka uświadamia, jak łatwo pewne wersje wydarzeń utrwaliły się tylko dlatego, że były powtarzane wystarczająco długo i wystarczająco głośno. ‎ ‎Ogromnym plusem jest forma. To zdecydowanie nie podręcznik - i całe szczęście. Krótkie rozdziały, przystępny język i anegdotyczny styl sprawiają, że czyta się to lekko, bez poczucia odrabiania lekcji. Autorka nie zasypuje czytelnika nadmiarem detali, raczej pokazuje mechanizmy: jak powstaje historyczna narracja, jak się ją upraszcza i jak bardzo potrafi ona odbiegać od rzeczywistości. ‎ ‎Momentami można odczuć niedosyt, bo tematy bywają tylko zarysowane, ale traktuję to bardziej jako świadomy wybór niż wadę. To książka, która ma prowokować do myślenia, a nie zamykać temat definitywnymi odpowiedziami. ‎ ‎Historia świata w 50 kłamstwach to ciekawa, przystępna opowieść o tym, że historia nie zawsze była uczciwa - i że warto patrzeć na nią z dystansem. Dla tych, którzy nie lubią szkolnej narracji, a lubią zadawać pytania i podważać oczywistości, będzie to lektura satysfakcjonująca. ‎ ‎*** ‎Współpraca ‎
O_książkach bez_cukru - awatar O_książkach bez_cukru
ocenił na72 miesiące temu
Świat według Cunk. Ilustrowana historia wszystkich* wydarzeń, które się wydarzyły (*O ile wystarczy miejsca) Philomena Cunk
Świat według Cunk. Ilustrowana historia wszystkich* wydarzeń, które się wydarzyły (*O ile wystarczy miejsca)
Philomena Cunk
Philomena Cunk to błyskotliwa (?) dziennikarka znana z programów takich jak "Cunk on Britain" i "Cunk on Earth" (obie na Netflixie i BBC). Jeśli nie znacie Philomeny Cunk, to śpieszę donieść, że jest to osoba fikcyjna, odgrywana przez komiczkę Diane Morgan. Cechą charakterystyczną Cunk jest wybitna umiejętność przekręcania nazw, nazwisk, mieszania faktów, czy jeśli widzieliście któryś z programów Philomeny, to wiecie, że jest wybitna również w zadawaniu szokujących rozmówców pytań. Przyznaję bez bicia, że zabierając się za czytanie „Świat według Cunk” nie znałam tej postaci i dopiero w trakcie czytania książki poznawałam ją, dzięki wyżej wymienionym programom, dopiero wtedy wszystko stało się jasne. W „Świat według Cunk” znajdziecie luźne, bardzo, bardzo luźne podejście do historii świata, przedstawione w sposób nie tyle satyryczny, co, wręcz zakrawający o absurd. Philomena zabiera nas w podróż przez historię, od czasu gdy jaskiniacy (nie, nie jaskiniowcy, tylko jaskiniacy i jaskiniaczki i nawet jaskinioosoby (onu/jenu) wynaleźli zbieranie i polowanie, a nawet rysunki na skale, przez wynalezienie pisma, pieniędzy, podatków (bo skoro są pieniądze to i podatki warto by było płacić, czyż sam Benjamin Franklin nie powiedział, że „pewne są tylko śmierć i podatki”? Ale zanim Franklin to powiedział, od wynalezienia podatków musiało minąć kilka tysięcy lat),ponowne wynalezienie pisma, tylko przez inną cywilizację, wynalezienie podbojów i wojen i oczywiście religii, a potem to już poszło… wynalazek za wynalazkiem, niektóre ułatwiające życie, inne nie bardzo (bo po co komu kolejne wojny? I podatki?!). Książka kończy się w 2024! więc na 294 udało się zawrzeć ponad kilkaset tysięcy lat, co jest nader wybitny wynikiem, biorąc pod uwagę, że w książce znajdziemy również rysunki, co prawda budżetowe, bo wykonane przez samą autorkę, która postanowiła zaoszczędzić na grafiku, ale jednak są :D To nie jest książka historyczna! To książka satyryczna i jako taka powinna być traktowana, chyba że ktoś weźmie sobie do serca m.in. informację, że egipskie piramidy, jeden z siedmiu cudów antycznego świata to tak naprawdę „największy na świecie pomnik bumelanctwa” (dlaczego? Tego oczywiście dowiecie się z książki),Pitagoras wynalazł sposób na budowanie trójkątów z trzech odcinków (próbowałam z większej ilości, ale nie wychodziły trójkąty, ktoś wie dlaczego?),kanapki wynalazł S.Ubway, antyczna Agora była wczesnym X-em, czytanie jest procesem trudnym i nużącym, podobnie jak wczesna metoda drukowania; to wtedy może być problem. Osobiście, za skandal uważam, że instrukcja obsługi książki papierowej została zamieszczona dopiero na stronie 85. Rozumiem, że dopóki Gutenberg nie wymyślił prasy drukarskiej, po prostu nikt książki (drukowanej) nie używał. Ale droga Philomeno, jak mam przeczytać książkę, aż do 85 strony, bez instrukcji użytkowania książki? Ktoś, coś? Jako, że Philomena jest Brytyjką, możemy dowiedzieć się wiele na temat Brytanii, oczywiście, również z przymrużeniem oka. „Świat według Cunk” zdecydowanie jest książką dla dorosłych czytelników, którzy umieją czytać między wierszami i rozumieją podteksty (choć zdarzają się również odniesienia wprost) i którzy potrafią oddzielić fakty historyczne od satyry. Książka w sam raz na poprawienie humoru, którą można czytać „ciągiem” lub wyrywkowo, wybierając interesujące tematy, bądź otwierając książkę na chybił-trafił.
Czytelniczka_Gosia - awatar Czytelniczka_Gosia
oceniła na73 miesiące temu

Cytaty z książki Weles. Słowiański bóg zaświatów

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Weles. Słowiański bóg zaświatów


Ciekawostki historyczne