Magic. Życie Earvina „Magica” Johnsona
Jeśli interesujesz się sportem, czy to amatorskim, czy to zawodowym; jeśli kochasz sport, rywalizację z samym sobą i własnymi słabościami, czy współpracę z ziomkami z drużyny, aby pokonać w sportowej, określonej ,,zdrowymi zasadami” rywalizacji drużynę przeciwną; jeśli kochasz wysiłek sportowy, jego sedno i kulturę, ten dreszczyk emocji towarzyszący rywalizacji, to wręcz niezapomniane uczucie pompowania do każdej komórki ciała adrenaliny związane z udziałem w zawodach, i jeśli w owych atletycznych własnych czy drużynowych staraniach poszukujesz inspiracji w postaci czegoś co mimo swojej specyfiki pchnie cię w swoich sportowych aktywnościach i celach do przodu – czegoś o wiele, wiele rozleglejszego i głębszego niżeli ,,jakieś tam” zwykłe wiadomości z różnego sortu mediów, w tym transmisji sportowych, czyli innymi słowy: ,,jeśli pragnąłbyś” skorzystać w dany dla siebie ,,inspirujący sposób” z informacji zza kulis życia wielkich atletów, legendarnych drużyn, i dowiedzieć się coś w obrębie narodzin ikon biznesu w kulturze sportu, to dobrze by było, aby ponad, ponad wszystko znać personę z środowiska sportu zawodowego, dziennikarza i reportera Rolanda Lazenby’ego.
Lazenby to nazwisko wręcz ikoniczne w materii relacjonowania i pisania bardzo bogato i bardzo szczegółowo, wręcz akademicko z tego, co się wokół danej dyscypliny sportowej czy zawodnika dzieje: warstwa po warstwie, miesiąc po miesiącu, rok po roku, z pietyzmem w oddaniu temu co się robi, z deserem w postaci szwajcarskiej precyzji w wykonywaniu swojej pracy w danym dziele. I taki jest Pan Roland; to postać co najmniej niezwykła. To nie tyle, co dziennikarz, a raczej kronikarz, a po tym jak obszernie objętościowo i w pierwiastku ogólnego wydźwięku w swojej literaturze pisze, jak ta ,,obszerność” potrafi łączyć się z ponadprzeciętną jakością, czego doświadczyć można po jego biografiach: ,,Michael Jordan. Życie” oraz „Kobe Bryant. Showman”, które mimo około 1000 stron średnio na każdą z nich w ich zawartości czyta się tak płynnie i jednocześnie satysfakcjonująco, bo dostaje się tyle informacji, i to w tak uporządkowany sposób na tacy podanych, Lazenby na pewno powinien uzyskać jakiś znaczący tytuł szlachecki w swej profesji, ot ,,koszykarskiego kronikarza dziejów”. I co istotne w przytoczonych powyżej tytułach ,,Pana R”, dziennikarz ten potrafił dać kompletny obraz czy to Koby’ego czy to ,,Jego Powietrzności” MJ-anowy, w taki sposób, że ci geniusze sportu wyszli poza zakres osiągnięć dla swojej dyscypliny, wtłaczając swoją krew, swoje Ja i DNA do organizmu kultury popularnej i całościowej, szerokiej na tyle ile się da, kultury sportu. Owszem Lazenby obraca się przeważnie (i bodaj na dzień dzisiejszy tylko w tym zakresie) wokół NBA, czyli jednej z najpotężniejszych lig, ot Organizacji, sportu zawodowego na świecie.
Dzieła Lazenby'ego w literaturze około-sportowej nie są jednak tak czysto pompatyczne jak sam naboostowany pieniędzmi i sławą do granic możliwość sens, to główne jego założenie, zawodowych zmagań atletycznych, które sportowcom przynoszą ogromne korzyści finansowe, rozpoznawalność, a jeśli jest się kimś wybitnym: dają gwarant stania się ikoną pamiętaną po wsze czasy. Przykładowo książkę o Jordanie napisał w taki sposób, że czytelnik może odnieść wrażenie, że Michael potrafił być ważną częścią sportu zawodowego, jednak zmieniając go w bardzo znaczący sposób, czego doświadcza sam sport i jego kultura po dziś dzień. W jordanowskiej historii, podobnie było w równie świetnym i rozsądnie napisanym ,,koszykarskim klasyku biograficznym” o świętej pamięci Kobe Bryancie, Lazenby udowadnia, na przykładach tych dwóch mistrzów, iż sam organizm zawodowstwa w profesjonalnym sprocie to jedno, ale to że jedna osoba potrafiła dzięki swoim staraniom i pasji do tego, co robi się na parkiecie koszykówki spod znaku NBA zmienić pojęcie nie tylko zawodnictwa w NBA, ale i istoty profesjonalnego sportu raz na zawsze, łamiąc tym samym w pół bariery społeczne i kulturowe, to drugie. I tak, nadszedł czas na kolejną książkę autorstwa tej legendy, czas na ,,showmana” lat 80-tych w amerykańskiej koszykówce, czas na potężną z racji znaczenia oraz ,,epopejskich” rozmiarów biografię Earvina Magica Johnsona, bez którego być może nie byłoby ani MJ-a, ani Bryanta ani obecnie LeBrona Jamesa.
Na wiele lat przed tym jak Michael Jordan podbił serducha wszystkich fanów sportu, tym bardziej przyszłych geeków bardzo zaangażowanych w śledzenie aktywności spod znaku, w najlepszej koszykarskiej lidze świata był jednak ktoś inny, gracz o nazwisku Johnson a pseudonimie ,,Magic”. Ów Magik, wirtuoz i egzekutor pomysłowego i bardzo dynamicznego podejścia do grania w ,,basketa” na deskach parkietów NBA, reprezentujący barwy Los Angeles Lakers – od kołyski aż po grób! – w okresie końca lat 70-tych XX aż po całą dekadę lat 80-tych, dokonał czegoś, czego być może nawet ,,Jego Powietrzność” nie osiągnęła, ani nawet nie zrobił tego fenomenalnie grający obecnie ,,The King”, LeBron James. Earvin dzięki swojej charyzmie, talentowi do koszykówki, niespotykanym umiejętnościom, nadzwyczajnemu optymizmowi i umiejętności zjednania i przekonywania do siebie ludzi, a także dzięki łutowi szczęścia, że z numerem pierwszym draftu w 1979 roku trafił do średnio radzących sobie dotychczas LA Lakers, klubu zarządzanego przez Jerry’ego ,,doktora” Bussa, wprawił mechanizm funkcjonowania NBA w nieznany tej lidze dotąd ruch, ożywiając ją, wprowadzając w jej szeregi pierwsze poważne zainteresowanie się społeczności w USA i poza ,,tym że ta liga jest i w ogóle gra”, a co za tym idzie będąc kandydatem do którego drzwi zaczęły pukać potężne stacje telewizyjne zainteresowane transmitowaniem meczów na cały kraj, a z czasem na cały świat. I tak ,,Magic” okazał się nie tyle co cudownym dzieckiem koszykówki, genialnym sportowcem samym w sobie, ale i tym brakującym ogniwem, którego sport zawodowy w ujęciu globalnym potrzebował, aby w ogóle móc zaistnieć, aby zmagania atletów w różnych dyscyplinach indywidualnych czy zespołowych cieszyły się taką samą popularnością co najlepsze hity kinowe, jak sam Hollywood, wprowadzając tym samym sport w pierwsze etapy raczkującego zawodowstwa.
Magic. Życie Earvina „Magica” Johnsona – a jakże by inaczej, bo o tej kolejnej pozycji Lazenby’ego mowa, to literatura tak samo genialna jak i problematyczna. Po raz kolejny, na nasz rodzimy rynek, jak zresztą wszystkie prace tego autora wydane polskim nakładem, to właśnie SQN wypuściło tą niezwykle cudownie oprawioną, wizualnie będącą jak jakieś cholerne natchnienie dla każdego kolekcjonera, bo mającą te fioletowo-żółtawe ilustrowane brzegi zlane w charakterystyczny napis, książkę. I Bóg zapłać temu wydawnictwu – to obiektywnie jedna z najpiękniejszych, najlepiej oprawionych i wydanych książek w tematyce sportowej jakie kiedykolwiek ukazały się w naszym kraju. Samo patrzenie się na biografię ,,Magica” przyprawia o ,,spazmy i ekscytujący kisielek w gaciach”; same z tej ,,kolekcjonerki” korzyści – prawie 1100 stron objętości w czytaniu zleci dzięki temu o wiele szybciej, tj. pogrążanie się w owej koszykarskiej lekturze nie będzie nużące, a piekielnie przyjemne, szczególnie jeśli jest się fanem nie tyle NBA, co tej jednej jej drużyny, jej krutackiego, niezatapialnego wręcz dziedzictwa.
Powiedzieć o Rolandzie Lazenbym, że dzięki tej książce, cóż… po raz kolejny zdominował wszystko co ze sportu w tej dyscyplinie okazało się na rynku obecnie i ukaże się przez następne, zapewne!, kilka lat, to… tak jakby nic nie powiedzieć. Sami pomyślmy: publikacja o Jordanie, o świętej pamięcie Kobe’em Bryancie, sporo prac na temat chicagowskich ,,Byków” ery jordanowskiej, no i w końcu ona, ta cholernie ambitna i będąca biblią wiedzy oraz opinii o jednym z najwybitniejszych sportowców (a nie tylko, moi drodzy, stricte koszykarzy!) w dziejach. Ten człowiek to taki odźwierny otwierający nam drzwi dotychczas zamknięte, pilnujące potężnych arkan wiedzy o sportowych osobistościach – Lazenby oferuje nam rozkoszną i dokładną wiedzę, którą na podstawie książki ,,Życie Earvina ‘Magica’ Johnsona”, mogę określić jako wiedzę i dane w dziedzinie profesjonalnego sportu do tej pory nigdzie w literaturze, dokumencie filmowym czy innej formie treści nie były dostępne (i chyba nie będą!)… aż do momentu wydania określonej ,,przełamującej bariery tematu i kultury sportu pozycji", a w tym przypadku: czy to tej lektury, czy tych wcześniejszych tego autora, o których troszku niniejszym napomknąłem dzieł.
Owe przeszło 1000 stron totalnie dobrej, totalnie dobrze usystematyzowanej (toż to ogrom treści. Jak to Lazenby poskładał w całość? Głowa mała! Szacunek co najmniej za to epicki!) lektury o wszystkim co można sobie wyobrazić, co tyczy się prywatnego życia jak i sportowego, oraz całego rozwoju fizycznego i dorastania w odpowiednim środowisku osoby Magica Johnsona, cóż, jest niczym jakaś antyutopia, w której chce się trwać i trwać aż do zatracenia, mimo iż dociera do nas świadomość, że praca ta łatwą i przyjemną z początku w odbiorze nie będzie. Cudowna rzecz, wymagająca od każdego czytelniko-geeka koszykówki, głównie spod znaku NBA, ogromu cierpliwości i świadomości, co, jak i ile się czyta.
OPINIE i DYSKUSJE o książce Czemu tak serio? Nikola Jokić. Nieznana historia mistrza NBA
Wolę Jokicia oglądać niż czytać, ale o NBA moge chłonąć wszystko, więc trzy przyjemne wieczory.
Wolę Jokicia oglądać niż czytać, ale o NBA moge chłonąć wszystko, więc trzy przyjemne wieczory.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCiężko mi było postawić ocenę. Z jednej strony to książka o jednym z moich ulubionych koszykarzy, z drugiej warsztat autora woła o pomstę do nieba. Dawno nie czytałem czegoś tak chaotycznego. Autor skacze losowo po tematach, jakby to by był przegląd nagłówków prasowych. Słabiutkie to. Do tego pisze bez wyobraźni. Koszykarze w NBA często zmieniają kluby, a on opisuje sytuacje dla niego bieżące, które już po roku są często nieaktualne. Za kilka lat nie będzie się dało tego, bez zerkania na składy, czytać.
Nie pomaga też to, że p. Singer popełnił hagiografię. Czasem od tego lukru niedobrze się robiło. Na przykład draft, w którym wybrano Nikolę. Kilka rozdziałów było o tym, jak to Denver chciało Serba. Po czym wybrali go z 41 numerem, czyli takiego w razie czego zmiennika lub zapchajdziurę. I wysłali go na rok do Europy, bo się nie nadawał. Dodatkowo p. Singer nie napisał o bardzo ważnym i zabawnym epizodzie, gdy podczas wybierania Nikoli ESPN puściło reklamę Taco Bell. A to bardzo znany moment. Dziwne, że go ominął.
Książka słaba, koszykarz genialny. Bawiłem się dobrze, ale czasem męcząco było. Oby jeszcze Nikola doczekał, ale już po zakończeniu kariery, prawdziwej biografii.
Ciężko mi było postawić ocenę. Z jednej strony to książka o jednym z moich ulubionych koszykarzy, z drugiej warsztat autora woła o pomstę do nieba. Dawno nie czytałem czegoś tak chaotycznego. Autor skacze losowo po tematach, jakby to by był przegląd nagłówków prasowych. Słabiutkie to. Do tego pisze bez wyobraźni. Koszykarze w NBA często zmieniają kluby, a on opisuje...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka o niezwykłym graczu musi być ciekawa. Ta właśnie taka jest i zdecydowanie warto ją przeczytać, zwłaszcza jeśli jest się fanem koszykówki.
Trzeba niestety zauważyć, że historia jest mocno szarpana i opisana dość chaotycznie. Nie wiem czy to wina autora, tlumacza, a może ich obu ale zbyt płynnie się tego nie czyta. Również skład i korekta niezbyt się wysiliły (a może wręcz przeciwnie, ale po prostu więcej się z tego nie dało zrobić?). Mimo wszystko polecam, bo historia Nikoli jest bardzo ciekawa.
Książka o niezwykłym graczu musi być ciekawa. Ta właśnie taka jest i zdecydowanie warto ją przeczytać, zwłaszcza jeśli jest się fanem koszykówki.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTrzeba niestety zauważyć, że historia jest mocno szarpana i opisana dość chaotycznie. Nie wiem czy to wina autora, tlumacza, a może ich obu ale zbyt płynnie się tego nie czyta. Również skład i korekta niezbyt się wysiliły (a może...
Nikola Jokić, serbski środkowy Denver Nuggets, to postać, która wymyka się schematom współczesnej NBA. W świecie nowoczesnej koszykówki, pełnym błysku fleszy i pogoni za indywidualnymi laurami, Jokić pozostaje sobą – skromnym chłopakiem z Somboru, dla którego koszykówka jest tylko pracą, a prawdziwa pasja zamknięta jest w stajni z jego ukochanymi końmi. Książka Mike’a Singera “Czemu tak serio? Nikola Jokić. Nieznana historia mistrza NBA” wpuszcza nas na chwilę do intymnego świata najbardziej nietuzinkowego gracza w historii ligi.
Nieoczywisty mistrz parkietu
Mike Singer to doświadczony dziennikarz związany z klubem Denver Nuggets, zabiera czytelników w podróż, która zaczyna się w serbskim Somborze, gdzie młody Nikola, był bardziej zainteresowany fast foodem i coca-colą niż treningami. To, co wyróżnia tę biografię, to sposób, w jaki autor ukazuje drogę Jokicia: od pulchnego nastolatka, który nie pasował do kanonu atlety, aż do trzykrotnego MVP NBA i mistrza najlepszej ligi świata. Singer nie skupia się jedynie na statystykach czy sukcesach sportowych.
Zamiast tego odkrywa, jak inteligencja, instynkt i niekonwencjonalne podejście Jokicia do gry oraz otaczającego go świata zmieniły definicję pozycji centra w NBA. Joker porusza się po parkiecie z gracją człapiącego słonia, ale emanuje wielką pewnością siebie, która kontrastuje z jego posturą wielkiego miśka.
Reszta recenzji na PolskiKosz.pl : https://polskikosz.pl/czemu-tak-serio-nikola-jokic-nieznana-historia-mistrza-nba-biografia-ktora-odkrywa-czlowieka-za-maska-jokera-recenzja/
Nikola Jokić, serbski środkowy Denver Nuggets, to postać, która wymyka się schematom współczesnej NBA. W świecie nowoczesnej koszykówki, pełnym błysku fleszy i pogoni za indywidualnymi laurami, Jokić pozostaje sobą – skromnym chłopakiem z Somboru, dla którego koszykówka jest tylko pracą, a prawdziwa pasja zamknięta jest w stajni z jego ukochanymi końmi. Książka Mike’a...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTradycyjnie jak wychodzi na polskim rynku książka o NBA ,to błyskawicznie czytam i z reguły pierwszy piszę swoją opinię. Ucieszyłem się jak tylko przeczytałem, że wychodzi biografia Jokicia. To postać absolutnie wyjątkowa, wykraczająca poza tradycyjne ramy NBA. Mam jego jersey, oglądałem jego największe sukcesy, ledwo co była pasjonująca seria z Oklahomą i gdyby nie kontuzje, to może i Denver zdobyliby drugie Mistrzostwo. W nadchodzącym sezonie po wymianie MPJ`a na Cama Johnsona, pozyskaniu Valenciunasa na zmiennika Jokicia i powrót Bruce`a Browna, to jak nie będzie urazów jest mega szansa. Ale wróćmy do głównego bohatera. Biografia opisuje jego początki w Serbii, treningi w małym klubie, potem stopniowe wchodzenie coraz wyżej. Wiadomo, że ma doskonałe warunki fizyczne, ale przy tym nie był nigdy typem fizola, miał problemy z wagą. Nijak to nie wpływa na jego dominację, a z czasem i do pracy nad ciałem zaczął przykładać dużo większą wagę. Warto też zwrócić uwagę na jego dostępność, urazy go omijają i oby tak zostało. Przede wszystkim Jokic ma niesamowity talent, wszystko mu przychodzi z niesamowitą łatwością. A do tego boiskowe IQ na niebywałym poziomie, widzenie parkietu, praca nóg, gra zespołowa, sprawianie, że wszyscy stają się lepsi. Koledzy z zespołu go kochają, a on potrafi dźwigać rolę lidera. A przy tym pozostał normalny, kasa go nie zmieniła, nie zepsuła. Dalej trzyma się z braćmi, bliskimi i swoją rodziną, ma poczucie humoru. I chce wygrywać, chociaż miłość do koni jest równie silna co do koszykówki. Jego wspólna gra z Murrayem to duet na miarę Stockton-Malone, chociaż już mają pierścienie, a tamtej wybitnej parze się to nigdy nie udało. Ta biografia doskonale pokazuje całą drogę tego wybitnego sportowca. Dopiero skończył 30 lat, ta historia cały czas się pisze. Po lekturze jeszcze bardziej nie mogę się doczekać nowego sezonu NBA!
Tradycyjnie jak wychodzi na polskim rynku książka o NBA ,to błyskawicznie czytam i z reguły pierwszy piszę swoją opinię. Ucieszyłem się jak tylko przeczytałem, że wychodzi biografia Jokicia. To postać absolutnie wyjątkowa, wykraczająca poza tradycyjne ramy NBA. Mam jego jersey, oglądałem jego największe sukcesy, ledwo co była pasjonująca seria z Oklahomą i gdyby nie...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to