Nawet nas tu nie ma

- Kategoria:
- komiksy
- Format:
- papier
- Data wydania:
- 2025-01-25
- Data 1. wyd. pol.:
- 2025-01-25
- Liczba stron:
- 72
- Czas czytania
- 1 godz. 12 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788368331103
Co jest prawdziwe, gdy każde przeżycie można zaprogramować?
Na Marsie każdy dzień wygląda identycznie.
Pobudka, śniadanie, praca, obiad, praca, kolacja, czas wolny, sen.
Jedyne, co ratuje Kida przed szaleństwem rutyny, to symulacje, w których spotyka najbliższe osoby i odwiedza miejsca pozwalające na chwilę zapomnieć o monotonii. Jednak gdy chłopak poznaje San, nawet najbardziej spektakularne wyobrażenia przestają wystarczać, a pragnienie prawdziwej obecności ukochanej osoby staje się obsesją.
Co jest jednak prawdziwe, gdy każde przeżycie można zaprogramować? I czy ucieczka w najdalsze zakamarki kosmosu pozwoli pozbyć się pragnień i lęków z przeszłości?
Nawet nas tu nie ma to komiksowy debiut Filipa Jędrzejewskiego, absolwenta prowadzonej przez Daniela Mizielińskiego pracowni komiksu na warszawskiej ASP. To także pierwsza część trylogii, której kolejne odsłony rozegrają się na Ziemi i Księżycu.
Kup Nawet nas tu nie ma w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki Nawet nas tu nie ma
Poznaj innych czytelników
47 użytkowników ma tytuł Nawet nas tu nie ma na półkach głównych- Przeczytane 29
- Chcę przeczytać 18
- 2025 5
- Posiadam 3
- Komiksy 2
- Komiksy/obyczaj+dramat 1
- Komiksy/scifi 1
- Komiks 1
- Komiksy polskie 1
- Komiksy / Powieści graficzne 1




























OPINIE i DYSKUSJE o książce Nawet nas tu nie ma
Lekkość bez zawiłej historii. Opowieść poprowadzona czysto i zrozumiale. Jak następnym razem popatrzę na gwiazdy to wspomnę ten komiks z uczuciem spokoju jaki mi towarzyszył przy czytaniu.
Lekkość bez zawiłej historii. Opowieść poprowadzona czysto i zrozumiale. Jak następnym razem popatrzę na gwiazdy to wspomnę ten komiks z uczuciem spokoju jaki mi towarzyszył przy czytaniu.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKristo - krótko.
Komiks pracą dyplomową. Hmmmm. Masa niepotrzebnych wulgaryzmów - jak zniósł to recenzent i promotor? Mam problem z tym komiksem. Historia jest niedopowiedziana, bez znaczącego przełomu i jeśli to historia miłosna, to rozwadnia się i wygląda jak męki nastolatka nie wiedzącego jak zagadać do koleżanki a nie jak problemy egzystencjalne dorosłych ludzi w kolonii marsjańskiej. Pomysł rozszerzonych mediów społecznościowych, czyli "datasfery" jest najciekawszym, co można spotkać w czasie lektury. Kosmos jest zupełnie nieograny, służy jako dekoracja do kolejnej ilustracji życia nieśmiałych, nieuporządkowanych młodzianów, którzy nawet nie potrafią się wysłowić a co dopiero ułożyć sobie życie. Kosmos można zastąpić szkołą, pracą w Biedronce, wyjazdem na kolonie.
Generalnie całość wygląda jak stworzona przez ładnie rysującego nastolatka dla innych nastolatków. Twarze często przypominają mi fizjonomie z rysunków Małgorzaty Musierowicz a dialogi momentami porażają swoją nieporadnością i brakiem jakiejkolwiek precyzji. Cóż, to debiut, może następnym razem będzie lepiej i Filip Krajewski naprawdę narysuje coś wciągającego.
Kristo - krótko.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKomiks pracą dyplomową. Hmmmm. Masa niepotrzebnych wulgaryzmów - jak zniósł to recenzent i promotor? Mam problem z tym komiksem. Historia jest niedopowiedziana, bez znaczącego przełomu i jeśli to historia miłosna, to rozwadnia się i wygląda jak męki nastolatka nie wiedzącego jak zagadać do koleżanki a nie jak problemy egzystencjalne dorosłych ludzi w...
Lubię czytać debiutanckie komiksy. Łatwiej im wybaczać drobne potknięcia, łatwiej celebrować i doceniać drobne zwycięstwa.
Komiksowi „Nawet nas tu nie ma” nie trzeba nic wybaczać.
(No dobra, kreska mnie zupełnie, ale to zupełnie nie zachwyciła. Jest poprawna, nieciekawa, ale absolutnie służąca storytellingowi i dobrze prowadzącą historię)
Oto chłopięcie zostaje wysłane na trzy lata do pracy w kolonii na Marsie. Wita go tam nieznośna rutyna, podłe jedzenie, brak rozrywek. No, jedna rozrywka: możliwość podłączenia się do sieci i spotkania się - z kimkolwiek, gdziekolwiek.
Pojawia się (na całe szczęście!) - dziewczyna, która naszego protagonistę zaczyna totalnie absorbować, z początku z jednej prostej przyczyny - PODOBA JEJ SIĘ TAM, prawdopodobnie jako pierwszej rozumnej istocie w historii kolonizacji. Z braku okazji do dłuższych interakcji w świecie rzeczywistym, nasz duet zaczyna spotykać się w sieci.
I dalej dzieją się rzeczy.
W komiksie mamy dużo tekstu, ale ku mojemu zdumieniu - działa to wyłącznie na jego korzyść. Styl pisania jest tu skrajnie przyjemny, naturalny, ludzki i wciągający.
Wielowymiarowy kontekst science fiction jest sam w sobie ciekawy, ale drugim wymiarem jest arcyciekawa i mocno angażująca sytuacja międzyludzka.
W ramach wisienki na torcie, rykoszetem pojawiają się tu też echa fobii społecznej, analizowanie każdego swojego ruchu, paniczny strach przed ciągłym byciem ocenianym i przed zmianami - temat mi bardzo bliski, toteż tym mocniej doceniłem.
Pierwszy tom (z trzech) mnie absolutnie zadowolił i z czystym sumieniem polecam.
IG: @traczytanko
Lubię czytać debiutanckie komiksy. Łatwiej im wybaczać drobne potknięcia, łatwiej celebrować i doceniać drobne zwycięstwa.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKomiksowi „Nawet nas tu nie ma” nie trzeba nic wybaczać.
(No dobra, kreska mnie zupełnie, ale to zupełnie nie zachwyciła. Jest poprawna, nieciekawa, ale absolutnie służąca storytellingowi i dobrze prowadzącą historię)
Oto chłopięcie zostaje wysłane...
Bookstagram: Entropia_Kontrolowana
Powiem Wam, fajnie się czyta czyjąś pracę dyplomową. Zwłaszcza w takiej formie. Ja swojej bym nikomu nie dała… Nudy na pudy, mówię Wam! A Nawet nas tu nie ma? No słuchajcie, obyczajowe sci-fi. Ja byłam kupiona od razu.
Czy życie na Marsie wyobrażam sobie jako coś nudnego? Cóż, w pierwszym odruchu nie, a właśnie taką wizję sprzedaje nam autor. Monotonia potrafi naprawdę wejść na głowę – a mówię to jako osoba, która naprawdę docenia rutynę. Wracając, to jest naprawdę interesująco usnuta wizja (zwłaszcza w połączeniu z hiperrealistycznymi symulacjami, które są bardziej zaawansowanym odpowiednikiem naszego rozmawiania z kamerką, kiedy nie mieszkasz już z rodzicami),o której chcesz wiedzieć, jak będzie się rozwijać.
A rozwija się bardzo w porządku – poprzez burzenie pewnego status quo (no bo jakim prawem ktoś w tej dusznej monotonii odnajduje swoją przyjemną rutynę?!) i emocjonalną burzę związków (a może lepiej powiedzieć… situationships). Bardzo ciekawie ugryziony temat różnicy potrzeb w relacji. Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, komu relacja nigdy nie rozwaliła się przez coś podobnego…
A w warstwie technicznej – przyjemny i prosty w strukturze komiks. Osobiście nigdy nie miałam problemu z odczytywaniem właściwej kolejności kadrów na stronie, ale wiem, że niektórzy (zwłaszcza mniej obeznane z medium osoby) czują się zagubieni, czytając komiksy. To jest dobry tytuł, żeby zacząć, jeśli lubi się science fiction.
Na koniec dodam, że w trakcie czytania miałam potężną ochotę skonfrontować jedną scenę z autorem. Byłam wręcz zdesperowana, żeby wystosować apel o interpretację sceny otwierającej komiks! Bo w mojej głowie były (i wciąż są) dwie wersje. Ale doszłam do wniosku, że tak jest lepiej… Że to czyni dzieło dopełnionym i ciekawszym!
Bookstagram: Entropia_Kontrolowana
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPowiem Wam, fajnie się czyta czyjąś pracę dyplomową. Zwłaszcza w takiej formie. Ja swojej bym nikomu nie dała… Nudy na pudy, mówię Wam! A Nawet nas tu nie ma? No słuchajcie, obyczajowe sci-fi. Ja byłam kupiona od razu.
Czy życie na Marsie wyobrażam sobie jako coś nudnego? Cóż, w pierwszym odruchu nie, a właśnie taką wizję sprzedaje nam...
Główny bohater - Kid Old, który panicznie boi się kosmosu, trafia na służbę na Marsie. Tam każdy dzień jest taki sam, kręci się wokół jedzenia, pracy i odpoczynku. Wyjątkiem są tzw. symulacje w wirtualnej rzeczywistości nazywanej Datasferą. Pozwalają one przełamać monotonię dnia codziennego. Podczas takich symulacji Kid może odwiedzać różne odległe miejsca oraz spotykać się z bliskimi osobami.
Przełomem w jego życiu jest przybycie nowych kolonistów, dzięki czemu poznaje San, która staje się mu bardzo bliska. Regularnie spotykają się w Datasferze, jednak wkrótce dla Kida jest to zdecydowanie za mało. Pragnie on prawdziwej obecności drugiej osoby w swoim życiu.
Komiks skłania do refleksji nad współczesnymi i przyszłymi problemami społecznymi, porusza on pytania o granice między wirtualnością a rzeczywistością.
Główny bohater - Kid Old, który panicznie boi się kosmosu, trafia na służbę na Marsie. Tam każdy dzień jest taki sam, kręci się wokół jedzenia, pracy i odpoczynku. Wyjątkiem są tzw. symulacje w wirtualnej rzeczywistości nazywanej Datasferą. Pozwalają one przełamać monotonię dnia codziennego. Podczas takich symulacji Kid może odwiedzać różne odległe miejsca oraz spotykać się...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLęki przyszłości? Debiutant Filip Jędrzejewski uderza odważnie w futuryzm, ale w swoim lo-fi sci-fi mówi o dzisiejszej rzeczywiści. Używa narzędzi po kolejnych updatach, a jego Datasfera to tylko kolejna wersja czatów online, gier w których tworzą się społeczności. To światy w których młodzi ludzie spotykają się z drugą osobą, ta staje się tą najbliższą, a w życiu realnym dzieciak siedzi sam na przystanku. To nie jest reguła, ale ta ponura rzeczywistość nas otacza i gdy Filip Jędrzejewski przenosi akcję swojego komiksu na Marsa, to ja, jako czytelnik, wcale na Marsa się nie wybieram. Zdarza mi się to widzieć. Tu i teraz.
Jest to oczywiście fabularny zabieg, bo Kid, chłopak z komiksu "Nawet nas tu nie ma", odbywa służbę w kolonii robotniczej właśnie na Marsie. Tam panuje rutyna jak w piosence Kultu "Tan", w której Kazik Staszewski śpiewał:
"To poranne podróże, raz krócej, raz dłużej
W obie strony, przygarbiony, pochylony"
Tak, Kid z równolatkami musi odbębnić trzy lata na służbie, w czasie której dni się zlewają. Jedyną rozrywką jest ta wirtualna rzeczywistość, w której jest się panem wszystkiego. Można tam zaprosić kogo się chce, na przykład tę dziewczynę, do której Kid bał się zagadać w stołówce w firmie. I tak spędzają razem czas, regenerując swoje siły w czasie snu, a raczej będąc właśnie w Datasferze.
Jest to udany debiut, rozumiem cały zamysł autora. Graficznie jest surowo, ale pasuje to do konwencji wyalienowanego społeczeństwa, w którym liczy się każda minuta na dziale produkcyjnym. Rozmowy o niczym, maski, a szczerość tylko po podłączeniu do maszyny. Nawet tutaj panuje jednak strach przed spotkaniem z kimś ze świata rzeczywistego. Kid, gdy dowiaduje się że jego rodzice chcą się podłączyć do Datasfery, wpada w lekki popłoch. Moim zdaniem to ważny wątek. Mam nadzieję, że będzie pociągnięty w tomie drugim.
Tak, to wzbudza ciekawość. Mam to wrażenie, że jest to większa historia. Przez to komiks Filipa intryguje, chciałbym poznać całą opowieść o tym chłopaku, który "nic nie robił przez 20 lat" (jak sam wspomina). A cała reszta? Problem z nawiązaniem znajomości, samotność, puste białe ściany, depresyjny ton (nawet w chwilach zabawy w Datasferze). Panuje tu jakiś smutek, nie potrafiłem się uśmiechnąć, nawet gdy bohaterowie tak dobrze bawili się razem. Przecież to wszystko było na niby, z kablem wpiętym w potylicę. Nawet ich tam nie było.
Lęki przyszłości? Debiutant Filip Jędrzejewski uderza odważnie w futuryzm, ale w swoim lo-fi sci-fi mówi o dzisiejszej rzeczywiści. Używa narzędzi po kolejnych updatach, a jego Datasfera to tylko kolejna wersja czatów online, gier w których tworzą się społeczności. To światy w których młodzi ludzie spotykają się z drugą osobą, ta staje się tą najbliższą, a w życiu realnym...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toByło tak, jak lubię. Estetycznie moje klimaty, a do tego treść. Tak, proszę Państwa, komiks może, a nawet powinien, być o czymś.
Mamy tu sci-fi, ale z ludzkim obliczem. Osiemnastoletni Kid na Marsie odbywa trzyletnią służbę. W pracy poznaje dziewczynę. Jego całe dni są powtarzalne i wypełnione obowiązkami. Tylko w nocy, w symulacjach, może się z nią spotykać.
To historia wchodzenia w dorosłość i pierwszych rozczarowań. Życie w symulacji, wydaje się nie być prawdziwe, ale za to są uczucia. One są prawdziwe.
Dorosłość to odpowiedzialność. Jest silna pokusa, by od niej uciec. Na Marsa lub gdziekolwiek. Marzenia, by zrzucić ją na kogoś innego, choćby na ślepy los. By tylko nie musieć decydować i ponosić konsekwencji swoich decyzji. Któż z nas tego nie przeżył? Tylko czy ucieczka od odpowiedzialności to nie jest też ucieczką od relacji i od drugiego człowieka?
To też rzecz o strachu przed zmianą i przed wyruszeniem w nieznane. Tymczasem dorosłość to bycie na nią gotowym.
Dobra, mądra rzecz. Nie zostawia nas z niczym.
To dobry debiut. Trzymam kciuki za autora i czekam na kolejne części tej serii.
Było tak, jak lubię. Estetycznie moje klimaty, a do tego treść. Tak, proszę Państwa, komiks może, a nawet powinien, być o czymś.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMamy tu sci-fi, ale z ludzkim obliczem. Osiemnastoletni Kid na Marsie odbywa trzyletnią służbę. W pracy poznaje dziewczynę. Jego całe dni są powtarzalne i wypełnione obowiązkami. Tylko w nocy, w symulacjach, może się z nią spotykać.
To...
Nie czytam opisów, ale po zajawce autora na profilu Kultury Gniewu ('to dla fanów "Hyperiona"') spodziewałam się pełnokrwistego sci-fi, a nie wyłącznie rozmyślań. Bardzo dużo niepotrzebnych opisów narratora, gdy te same emocje autor oddał na twarzy. Mocną stroną są rysunki, fajnie oddające monotonię pracy i szalone wizje w datasferze.
Sprawdzę kolejne tomy, może odbiór będzie lepszy, gdy już wiem, czego mogę oczekiwać.
Nie czytam opisów, ale po zajawce autora na profilu Kultury Gniewu ('to dla fanów "Hyperiona"') spodziewałam się pełnokrwistego sci-fi, a nie wyłącznie rozmyślań. Bardzo dużo niepotrzebnych opisów narratora, gdy te same emocje autor oddał na twarzy. Mocną stroną są rysunki, fajnie oddające monotonię pracy i szalone wizje w datasferze.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSprawdzę kolejne tomy, może odbiór...
O samotności, o potrzebie miłości, o sztucznej inteligencji, jak i wreszcie o odległej przyszłości nas ludzi... - o tym wszystkim opowiada ciekawy, niezwykle klimatyczny i interesujący komiks pt. „Nawet nas tu nie ma”, jaki to ukazał się w naszym kraju nakładem Wydawnictwa Kultura Gniewu. I choć sam album liczy sobie niewiele ponad 70 stron..., to każda z nich jest znakomitą, piękną, wyjątkową... Zapraszam was do poznania recenzji tego tytułu.
Świat przyszłości. Kid zostaje skierowany do pracy na Marsie, gdzie każdy dzień jest taki sam - pobudka, owsianka na śniadanie w stołówce, kilkanaście godzin pracy przy przesadzaniu roślin, jak i wreszcie powrót do pojedynczej kwatery, gdzie jedyną rozrywką staje się możliwość spotykania ze znajomą z Ziemi w wirtualnej rzeczywistości. Wszystko zmienia się wraz z przybyciem nowych kolonistów - a wśród nich dziewczyny o imieniu San, która już od pierwszych dni pobytu staje się dla Kida wielką zagadką, jak też i fascynacją...
To piękna, obyczajowa, komiksowa opowieść w klimatach science fiction, ale przede wszystkim jest to opowieść o poszukiwaniu szczęścia w życiu - choćby na odległym Marsie i choćby w świecie wirtualnej rzeczywistości. Filip Jędrzejewski - autor tego komiksu, który zarazem jest jego twórczym debiutem, dał nam coś intrygującego, nieoczywistego i zaskakującego względem naszych przypuszczeń przed tym, zanim zaczniemy lekturę. Bo i owszem, spodziewamy się tu romansu, być może jakiejś sensacyjnej intrygi i wielu emocji, ale i tak dostajemy coś zupełnie innego, bardzo subtelnego i poruszającego, co z łatwością możemy odnieść także i do naszego własnego życia.
Historia ta przedstawia nam kolejne losy Kida, obrazując jego codzienność na Marsie, od czasu do czasu sięgając w przeszłość i przedstawiając okoliczności jego przybycia do tego miejsca, jak i też odkrywając charakter, marzenia i lęki chłopca - na czele ze strachem przed kosmosem. Przełomowym punktem w tej relacji staje się oczywiście przybycie nowej kolonistki - San, gdzie pojawia się u Kida ciekawość, fascynacja, a z czasem też i uczucie. I teraz nastaje czas śmiechu, wzruszeń i największej przyjemności odkrywania tej opowieści, przy jednoczesnym zadawaniu sobie pytania, jak ona się skończy. A kończy się w mej ocenie w najlepszy możliwy sposób, gdzie jest coś z żartu, coś z życiowej mądrości i coś z wielkiego zaskoczenia...
To komiks o wielu ważnych kwestiach - z samotnością na czele, ale też i o potrzebie bycia dla kogoś ważnym, o potrzebie przyjaźni i oczywiście o potrzebie miłości, choć ta prawda nie pada tu być może wprost, ale wydaje się być ona obecną na kartach tego komiksu przynajmniej od połowy lektury. I dla mnie pięknym jest to, że w tej pozornie prostej opowieści udało się zawrzeć autorowi tak wiele rzeczy, z których każda jest ciekawą, ważną, przyjemną w odkrywaniu. Oczywiście historia ta mogłaby się wydarzyć w każdym miejscu i w każdym czasie, ale wybór Marsa i odległej przyszłości wydaje się być tu idealnym.
To również bardzo dobrze narysowany komiks, gdzie to w czarno białych pracach Filipa Jędrzejowskiego jest wiele subtelności, lekkości, prostoty..., ale też i emocji. Każda z tych ilustracji jest ładną, ciekawą, czasami bardziej spokojną, czasami bardziej spektakularną, ale każdą chce się odkrywać z wielką przyjemnością. To prosta, wprawna kreska, dbałość o szczegóły i detale oraz dobre kadrowanie, czyli absolutnie wszystko to, co dobra komiksowa sztuka ilustratorstwa winna sobą nieść.
Bawiłam się znakomicie podczas lektury tego komiksu, w którym wcale nie dzieje się na podobieństwo kina akcji, ale w którym są emocje, subtelności, niedopowiedzenia i coś, co określiłabym mianem artystycznej wrażliwości, a czego w polskiej sztuce komiksu nie ma wiele. Tym samym jest to idealna propozycja dla każdego miłośnika dobrego, ambitnego i chyba też mimo wszystko bardzo realistycznego komiksu, gdzie po odjęciu miejsca i czasu akcji oraz zaawansowanych technologii pozostaje proza ludzkiego życia, którą znamy, która jest naszą i którą przeżywamy każdego dnia.
Komiks pt. „Nawet nas tu nie ma” to bardzo ciekawy, intrygujący i znakomity debiut Filipa Jędrzejewskiego, który już tym pierwszym tytułem mówi nam wiele o tym, jak postrzega literaturę komiksu i o czym chce nam za jej sprawą opowiadać. Ze swej strony oczywiście gorąco polecam i zachęcam was do sięgnięcia po ten komiks – naprawdę warto.
O samotności, o potrzebie miłości, o sztucznej inteligencji, jak i wreszcie o odległej przyszłości nas ludzi... - o tym wszystkim opowiada ciekawy, niezwykle klimatyczny i interesujący komiks pt. „Nawet nas tu nie ma”, jaki to ukazał się w naszym kraju nakładem Wydawnictwa Kultura Gniewu. I choć sam album liczy sobie niewiele ponad 70 stron..., to każda z nich jest...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNa Marsie panuje rutyna. I tak każdego dnia ludzie budzą się, jedzą śniadanie, pracują, potem jedzą obiad, znowuż pracują aż do kolacji. Poznajemy Kida, dla którego symulacje są odskocznią od monotonnego porządku dnia. Jego życie nabiera koloru, kiedy poznaje San, dziewczynę, która z własnej i nieprzymuszonej woli zaciągnęła się do pracy na Marsie. I właśnie wtedy chłopak odkrywa, jak bardzo potrzebuje prawdziwej bliskości z drugim człowiekiem, nie tej wykreowanej w symulacji, lecz realnej i namacalnej.
Ich relacja rozwija się w datasferze, która bardzo przypomina ten znany z "Matrixa". Podobnie jak Neo, bohaterowie podłączają się do datasfery, w której mogą przenosić się w dowolne miejsca. Rozmawiają ze sobą, śmieją się, są ze sobą szczęśliwi. Jednak zderzenie z drugą rzeczywistością, w której bohaterowie niewiele rozmawiają, wręcz się mijają, okazuje się dla Kida bolesne.
Nieco melancholijny i pełen nostalgii. Taki właśnie jest komiks Filipa Jędrzejewskiego “Nas tu nie ma" - ciekawy i nieoczywisty. Z jednej strony śmieszy i bawi, z drugiej porusza i rozgrzewa serducho. “Nawet nas tu nie ma" opowiada o tym, co mogłoby się wydarzyć. O tym, co nigdy nie zaistnieje w rzeczywistości.
Czy jednak czasem nie przypominamy San ? Kiedy pietrzą się problemy, lubimy od nich uciekać, zamiast je rozwiązywać. Postępujemy tak jak bohaterka tej historii, która z własnej woli porzuciła swoje doczesne życie i uciekła przed innymi ludźmi i ich oczekiwaniami.
Pod względem graficznym komiks mi się podobał, kadry zostały narysowane ładną kreską. W pewnych momentach przeszkadzały mi jedynie nachodzące na siebie ramki i teksty. Niemniej dla mnie jest to dobry debiut, a napisana historia ma w sobie wielki potencjał. I mam nadzieję, że autor w kontynuacji w pełni go wykorzysta. Polecam nie tylko fanom science-fiction. "Nawet nas tu nie ma" będzie również dobrym wyborem dla miłośników literatury obyczajowej. Polecam, zwłaszcza że opowieść powstała pod kierunkiem dr. hab. Daniela Mizelińskiego, a to mówi samo przez się :)
Na Marsie panuje rutyna. I tak każdego dnia ludzie budzą się, jedzą śniadanie, pracują, potem jedzą obiad, znowuż pracują aż do kolacji. Poznajemy Kida, dla którego symulacje są odskocznią od monotonnego porządku dnia. Jego życie nabiera koloru, kiedy poznaje San, dziewczynę, która z własnej i nieprzymuszonej woli zaciągnęła się do pracy na Marsie. I właśnie wtedy chłopak...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to