
Star Wars: Czerwone Żniwa

- Kategoria:
- fantasy, science fiction
- Format:
- papier
- Cykl:
- Star Wars: Szturmowcy Śmierci (tom 1)
- Seria:
- Legendy Star Wars [Amber]
- Tytuł oryginału:
- Star Wars: Red Harvest
- Data wydania:
- 2016-02-11
- Data 1. wyd. pol.:
- 2012-11-08
- Data 1. wydania:
- 2012-03-01
- Liczba stron:
- 271
- Czas czytania
- 4 godz. 31 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788324157631
- Tłumacz:
- Grzegorz Ciecieląg
"Star Wars: Czerwone Żniwa" - W mrocznej i niebezpiecznej epoce Starej Republiki rycerze Jedi mężnie stawiają czoło Lordom Sithów i ich bezlitosnym armiom.
W umysłach Sithów rodzą się szalone plany, lecz największą groźbą jest obłąkańcze marzenie Dartha Scabrousa – mogące przeistoczyć się w koszmarną rzeczywistość. W przeciwieństwie do innych przydzielonych do Korpusów Rolniczych młodych Jedi, którzy nie sprostali wojskowym wymaganiom Zakonu, Hestizo Trace posiada wyjątkowy dar: zdolność komunikowania się z roślinami. Jej spokojne życie w świecie szklarni i roślin brutalnie przerywa przybycie wysłannika Mistrza Sithów. Rzadki okaz czarnej orchidei, z którą nawiązała psychiczną więź, jest ostatnim składnikiem pradawnej formuły, mającej pomóc Sithowi w realizacji jego celu. Lecz ta sama formuła kryje w sobie zagrożenie, tajemniczy wirus, który nie tylko zabija – przemienia swoje ofi ary w bezmyślne, agresywne zombie. Pokieruje nimi Darth Scabrous, spragniony władzy i ostatecznej nagrody: nieśmiertelności… bez względu na cenę.
"Star Wars: Czerwone żniwa" - (org. Star Wars: Red Harvest) to powieść autorstwa Joe Schreibera, będąca fabularnym prequelem jego pierwszej książki z uniwersum Gwiezdnych wojen, Szturmowców śmierci. Publikacja została wydana 28 grudnia 2010 roku przez wydawnictwo Del Rey. Tego samego dnia ukazał się audiobook czytany przez Johna Glovera.
W Polsce książka ukazała się 8 listopada 2012 roku w nakładzie wydawnictwa Amber w przekładzie Grzegorza Ciecieląga.
Kup Star Wars: Czerwone Żniwa w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Polecane przez redakcję
Opinia społeczności i
Star Wars: Czerwone Żniwa
Książki ulokowane w świecie „Gwiezdnych Wojen” rzadko kiedy potrafią zaskoczyć. Najczęściej poruszają się w ramach dobrze ogranych motywów i schematów, nie wykraczając poza strefę komfortu milionów fanów. Czasem trafia się jednak pozycja, która próbuje ten stan rzeczy zmienić. Jedną z nich są „Czerwone żniwa”, które najprościej rzecz ujmując, są zombie-horrorem, czyli czymś bardzo dla „Star Wars” niecodziennym. Na mroźnej planecie Odacer-Faustin funkcjonuje Akademia Sithów. Prowadzący ją Darth Scabrous ma ambicję znalezienia sposobu na osiągnięcie nieśmiertelności. W tym właśnie celu sprowadza do swojej siedziby pewną roślinę, która w połączeniu z innymi składnikami, ma stać się katalizatorem niecodziennych zmian. Niestety nie wszystko idzie tak, jak powinno, właściwości kwiatu stają się zaś powodem przerażających wydarzeń. Swego czasu prawie w każdej powieści Expanded Universe musiała znaleźć się postać dobrze znana czytelnikowi. Decydenci wierzyli najwyraźniej, że taki ruch jest konieczny do tego, by utrzymać zainteresowanie odbiorcy. Od tego mankamentu nie była wolna pierwsza Star Warsowa zombie-powieść Schreibera („Szturmowcy śmierci”),gdzie ni z tego ni z owego pojawiał się Han Solo. Na szczęście tym razem jest inaczej, bo fabuła została osadzona daleko w przeszłości, w czasach Starej Republiki, a co za tym idzie, nie ma tu żadnej znajomej twarzy. Jest to w mojej opinii bardzo dobry krok, bo w „Czerwonych żniwach” nic nie generuje porównań do filmów oryginalnej trylogii, dzięki czemu nie ma tu tak charakterystycznej dla wielu produktów tej franczyzy wtórności. Jeśli chodzi o sedno „Czerwonych żniw”, to można powiedzieć, że chodzi tu przede wszystkim o akcję i rozwałkę. Powieść nie oferuje absolutnie żadnej głębszej refleksji, ale nie ukrywa też tego, czym jest. I to się chwali, bo dzięki temu mamy do czynienia z pozycją świadomą – to horror, dla którego istotne są przede wszystkim flaki. I w tej rozrywkowej materii prezentuje się całkiem dobrze. Tak, dla czytelnika lepiej zaznajomionego z tego rodzaju grozą, będzie to książka za mało bezkompromisowa, jednak szeregowy miłośnik marki, a to chyba do kogoś takiego są „Czerwone żniwa” kierowane, może być zaskoczony skalą zaprezentowanej na kolejnych stronach jatki. Akcja gna do przodu w bardzo szybkim tempie, co sprawia, że jest to powieść, którą czyta się błyskawicznie. Problemem jest jednak to, że bohaterowie to w znacznej mierze bezimienni statyści. Uczniowie Akademii Sithów są w zasadzie mięsem armatnim, pożywką dla krwiożerczych potworów zaludniających (zazombiejących?) tę książkę. Bohaterka, której najbliżej do miana głównej, jest z kolei na tyle nijaka, że było mi w zasadzie obojętne czy przeżyje, czy nie. Ostatecznie jednak to nie sami bohaterowie są tu najważniejsi, istotniejsze jest to jak giną. Myślę, że najlepszym określeniem istoty tej książki będzie stwierdzenie, że „Czerwone żniwa” są w zasadzie horrorowym fast foodem. Jest to pożywienie całkiem smaczne, ale pozbawione większej wartości odżywczej. To guilty pleasure w czystej postaci, które podczas lektury angażuje, ale po jej skończeniu nie pozostawia w głowie niczego do przemyślenia. Nie ma w tym niczego złego, trzeba być jednak tego faktu świadomym. Dla mnie nie był to stracony czas, bo lubię się od czasu do czasu odmóżdżyć w takim stylu, jaki zaproponował tu Joe Schreiber. Recenzja do przeczytania także na moim blogu - https://zlapany.blogspot.com/2025/01/joe-schreiber-star-wars-czerwone-zniwa.html
Oceny książki Star Wars: Czerwone Żniwa
Poznaj innych czytelników
446 użytkowników ma tytuł Star Wars: Czerwone Żniwa na półkach głównych- Przeczytane 332
- Chcę przeczytać 109
- Teraz czytam 5
- Posiadam 124
- Star Wars 45
- Star Wars 11
- Ulubione 4
- Gwiezdne Wojny 4
- 2013 4
- Fantastyka 4


















































OPINIE i DYSKUSJE o książce Star Wars: Czerwone Żniwa
Książki ulokowane w świecie „Gwiezdnych Wojen” rzadko kiedy potrafią zaskoczyć. Najczęściej poruszają się w ramach dobrze ogranych motywów i schematów, nie wykraczając poza strefę komfortu milionów fanów. Czasem trafia się jednak pozycja, która próbuje ten stan rzeczy zmienić. Jedną z nich są „Czerwone żniwa”, które najprościej rzecz ujmując, są zombie-horrorem, czyli czymś bardzo dla „Star Wars” niecodziennym.
Na mroźnej planecie Odacer-Faustin funkcjonuje Akademia Sithów. Prowadzący ją Darth Scabrous ma ambicję znalezienia sposobu na osiągnięcie nieśmiertelności. W tym właśnie celu sprowadza do swojej siedziby pewną roślinę, która w połączeniu z innymi składnikami, ma stać się katalizatorem niecodziennych zmian. Niestety nie wszystko idzie tak, jak powinno, właściwości kwiatu stają się zaś powodem przerażających wydarzeń.
Swego czasu prawie w każdej powieści Expanded Universe musiała znaleźć się postać dobrze znana czytelnikowi. Decydenci wierzyli najwyraźniej, że taki ruch jest konieczny do tego, by utrzymać zainteresowanie odbiorcy. Od tego mankamentu nie była wolna pierwsza Star Warsowa zombie-powieść Schreibera („Szturmowcy śmierci”),gdzie ni z tego ni z owego pojawiał się Han Solo. Na szczęście tym razem jest inaczej, bo fabuła została osadzona daleko w przeszłości, w czasach Starej Republiki, a co za tym idzie, nie ma tu żadnej znajomej twarzy. Jest to w mojej opinii bardzo dobry krok, bo w „Czerwonych żniwach” nic nie generuje porównań do filmów oryginalnej trylogii, dzięki czemu nie ma tu tak charakterystycznej dla wielu produktów tej franczyzy wtórności.
Jeśli chodzi o sedno „Czerwonych żniw”, to można powiedzieć, że chodzi tu przede wszystkim o akcję i rozwałkę. Powieść nie oferuje absolutnie żadnej głębszej refleksji, ale nie ukrywa też tego, czym jest. I to się chwali, bo dzięki temu mamy do czynienia z pozycją świadomą – to horror, dla którego istotne są przede wszystkim flaki. I w tej rozrywkowej materii prezentuje się całkiem dobrze. Tak, dla czytelnika lepiej zaznajomionego z tego rodzaju grozą, będzie to książka za mało bezkompromisowa, jednak szeregowy miłośnik marki, a to chyba do kogoś takiego są „Czerwone żniwa” kierowane, może być zaskoczony skalą zaprezentowanej na kolejnych stronach jatki.
Akcja gna do przodu w bardzo szybkim tempie, co sprawia, że jest to powieść, którą czyta się błyskawicznie. Problemem jest jednak to, że bohaterowie to w znacznej mierze bezimienni statyści. Uczniowie Akademii Sithów są w zasadzie mięsem armatnim, pożywką dla krwiożerczych potworów zaludniających (zazombiejących?) tę książkę. Bohaterka, której najbliżej do miana głównej, jest z kolei na tyle nijaka, że było mi w zasadzie obojętne czy przeżyje, czy nie. Ostatecznie jednak to nie sami bohaterowie są tu najważniejsi, istotniejsze jest to jak giną.
Myślę, że najlepszym określeniem istoty tej książki będzie stwierdzenie, że „Czerwone żniwa” są w zasadzie horrorowym fast foodem. Jest to pożywienie całkiem smaczne, ale pozbawione większej wartości odżywczej. To guilty pleasure w czystej postaci, które podczas lektury angażuje, ale po jej skończeniu nie pozostawia w głowie niczego do przemyślenia. Nie ma w tym niczego złego, trzeba być jednak tego faktu świadomym. Dla mnie nie był to stracony czas, bo lubię się od czasu do czasu odmóżdżyć w takim stylu, jaki zaproponował tu Joe Schreiber.
Recenzja do przeczytania także na moim blogu - https://zlapany.blogspot.com/2025/01/joe-schreiber-star-wars-czerwone-zniwa.html
Książki ulokowane w świecie „Gwiezdnych Wojen” rzadko kiedy potrafią zaskoczyć. Najczęściej poruszają się w ramach dobrze ogranych motywów i schematów, nie wykraczając poza strefę komfortu milionów fanów. Czasem trafia się jednak pozycja, która próbuje ten stan rzeczy zmienić. Jedną z nich są „Czerwone żniwa”, które najprościej rzecz ujmując, są zombie-horrorem, czyli czymś...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSzansa na pulpowy horror w Star Wars - zmarnowana po raz drugi. Po Szturmowcach Śmierci, z Wielkim Bohaterem ratującym dzień z czapy, tym razem akcja ma miejsce kilka tysięcy lat wcześniej, więc żaden Han nie wyskoczy ze zsypu. Ale jest jeszcze gorzej! Pulpa ma być groteskowa, karykaturalna, najgorsze co można jej zrobić, to próbować ugrzecznić jak tutaj. Jest o niczym, mnóstwo gadania, a Sithowie hodują kwiatki. Kapiszon.
Szansa na pulpowy horror w Star Wars - zmarnowana po raz drugi. Po Szturmowcach Śmierci, z Wielkim Bohaterem ratującym dzień z czapy, tym razem akcja ma miejsce kilka tysięcy lat wcześniej, więc żaden Han nie wyskoczy ze zsypu. Ale jest jeszcze gorzej! Pulpa ma być groteskowa, karykaturalna, najgorsze co można jej zrobić, to próbować ugrzecznić jak tutaj. Jest o niczym,...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMimo, że zombie nie pasują do tematyki Star Wars, to książka o dziwo mi się spodobała
Mimo, że zombie nie pasują do tematyki Star Wars, to książka o dziwo mi się spodobała
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWartka akcja, tona trupów i żadnej refleksji po zakończeniu.
Muszę przyznać, że choć nie jestem fanem motywu apokalipsy zombie, to czytało mi się to bardzo przyjemnie. Trup ściele się naprawdę gęsto, bohaterowie (w wielu przypadkach na szczęście bezimienni) giną już od pierwszych rozdziałów. Ci, których autor obdarzył iminiem, otrzymują tę odrobinkę charakteru, która pozwala im wybić się ponad pozostałych.
Motyw, który kieruje lordem sithów, gdy rozpętuje epidemię, są ciekawe, choć dość proste. Sposób, w jaki dąży do swojego celu jest niepokojąco zimny, co jeszcze bardziej podkreśla jego zmianę.
Motyw kwiatu, jako katalizatora zmian jest również bardzo ciekawy.
Bohaterowie sami w sobie żyją na kartach powieści raczej krótko, więc nie ma co się nad nimi długo rozpisywać. Główna bohaterka jest skreowana dobrze, ma ciekawe podejście do mocy, choć momentami czyni ją to zdecydowanie zbyt potężną (co jest jednak dobrze wyjaśnione). Jej brat jest płaski i absolutnie nie zapada w pamięć, choć jako śledczy jedi ma potencjał na dobry materiał. Tłum sithów ma swoje minimalne cechy osobiste, więc nie zlewają się w jedno, ale jest ich za dużo, by tu wszystko wypunktować. Duży plus za użycie więcej niż jednej rasy i umiejętne jej wykożystanie. No i łowca głów jest świetny, tak należy pisać bohaterów w uniwersum.
Mało wartościowa książka, choć przyjemna lekturka. Dla fanów serii zdecydowanie polecam, choć nie ma wpływu na żaden aspekt szeroko pojętego uniwersum.
Wartka akcja, tona trupów i żadnej refleksji po zakończeniu.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMuszę przyznać, że choć nie jestem fanem motywu apokalipsy zombie, to czytało mi się to bardzo przyjemnie. Trup ściele się naprawdę gęsto, bohaterowie (w wielu przypadkach na szczęście bezimienni) giną już od pierwszych rozdziałów. Ci, których autor obdarzył iminiem, otrzymują tę odrobinkę charakteru, która...
Coś innego w świecie Gwiezdnych Wojen, książka bardziej jako ciekawostka. Czyta się szybko, wiadomo, że nie są to wyżyny literackie, a autor nawet nie udaje, że tak jest. W ogóle mogłaby nie mieć szyldu Star Wars na okładce, a historia nic by nie straciła, bo zresztą niewiele do stracenia ma. Pomimo przeciętności są sceny, które zapadają w pamięci, a ciężki klimat dobrze oddał ducha "tanich horrorów".
Coś innego w świecie Gwiezdnych Wojen, książka bardziej jako ciekawostka. Czyta się szybko, wiadomo, że nie są to wyżyny literackie, a autor nawet nie udaje, że tak jest. W ogóle mogłaby nie mieć szyldu Star Wars na okładce, a historia nic by nie straciła, bo zresztą niewiele do stracenia ma. Pomimo przeciętności są sceny, które zapadają w pamięci, a ciężki klimat dobrze...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzerwone żniwa są bardzo słabą książką - prezentują poziom kiepskiego fanfiku, niż oficjalnego wydawnictwa.
Czytając ten tytuł miałem nieodparte wrażenie, że cała historia powstała jako sztampowa opowieść o zombie, a jako, że nikt by jej nie wydał, to zdecydowano się ją lekko zmodyfikować i wydać w świecie Gwiezdnych Wojen.
W tej książce jest wszystko... Mamy zombie, gadające rośliny, szalonych naukowców, "elitarną szkołę z internatem", okultyzm, a nawet nawiązanie do filmu Taken. Nie mamy za to ani krztyny konsekwencji, czy logiki. Nie ma też Gwiezdnych Wojen, bo miecze świetlne i Moc są tutaj doklejone na siłę. Tak bardzo na siłę, że w większości sytuacji bohaterowie z nich nie korzystają, bo podważałoby to całą opowieść.
Akcja dzieje się w większości w Akademii Sithów (sic!),do której, jak się okazuje każdy może sobie 'ot, tak' przylecieć. Główny mistrz Akademii Darth Scabrous prowadzi eksperymenty, mające na celu uzyskanie eliksiru nieśmiertelności, ale zamiast tego rozpoczyna plagę zombie. Później, z każdym rozdziałem robi się już tylko śmieszniej i mniej logicznie - bohaterowie nie korzystają z Mocy, kiedy powinni, zombie czasem "giną" od jednego cięcia, a czasem można ich szatkować, raz autor twierdzi, że nie oddychają, a potem pisze o ich oddechach. Przez całość lektury zastanawiałem się, czy ktoś czytał tę książkę przed wydaniem.
Abstrahując od historii, to książka też nie jest dobrze napisana. Autor wprowadza wiele postaci, które ostatecznie okazują się kompletnie nieistotne, a o niekonsekwencji już pisałem. Dodatkowo autor próbuje szokować dosadnymi opisami i jest mocno zafiksowany na oczy (wypadające) i oczodoły.
Podsumowując: nie jest to dobra książka, nie są to dobre GW (bo jest ich mało),ani dobra historia o zombie. Można ją jedynie polecić osobom, które lubią kiepskie książki, choć ta mnie zmęczyła.
Co ciekawe ten autor wydał inna książkę w uniwersum GW (odwołuje się do niej w podziękowaniach),pt. Szturmowcy Śmierci, która też jest o pladze zombie :D. "Nie mogę" się doczekać.
Czerwone żniwa są bardzo słabą książką - prezentują poziom kiepskiego fanfiku, niż oficjalnego wydawnictwa.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzytając ten tytuł miałem nieodparte wrażenie, że cała historia powstała jako sztampowa opowieść o zombie, a jako, że nikt by jej nie wydał, to zdecydowano się ją lekko zmodyfikować i wydać w świecie Gwiezdnych Wojen.
W tej książce jest wszystko... Mamy zombie,...
Ogólnie książka nie przypadła mi do gustu. Takie coś nie wiem młodzieżowego. Mamy tutaj Akademie Sithów do tego......zombie. Tak ogólnie jak dla mnie wyszedł Poranek żywych trupów klasy B. Mamy więc w podsumowaniu Jedi, Sithów, zombie i kwiatka......
Ogólnie książka nie przypadła mi do gustu. Takie coś nie wiem młodzieżowego. Mamy tutaj Akademie Sithów do tego......zombie. Tak ogólnie jak dla mnie wyszedł Poranek żywych trupów klasy B. Mamy więc w podsumowaniu Jedi, Sithów, zombie i kwiatka......
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka zawiera bardzo brutalne opisy (autor opowiada o martwych studentach akademii Sithów - zombie, którzy pożerają pozostałych żywych uczniów).
Książka zawiera bardzo brutalne opisy (autor opowiada o martwych studentach akademii Sithów - zombie, którzy pożerają pozostałych żywych uczniów).
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZombie w Star Wars... pomysł nawet do obronienia, ale no cóż... mówiąc kolokwialnie - nie pykło. Książka jest tak naprawdę kolejną powieścią klasy b o pseudo zombie apokalipsie. Można przeczytać, ale bez większych oczekiwań bym do niej nie podchodził.
Zombie w Star Wars... pomysł nawet do obronienia, ale no cóż... mówiąc kolokwialnie - nie pykło. Książka jest tak naprawdę kolejną powieścią klasy b o pseudo zombie apokalipsie. Można przeczytać, ale bez większych oczekiwań bym do niej nie podchodził.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Czerwone Żniwa" są ciekawą książką. Jako prequel "Szturmowców Śmierci" jest pozycją wadliwą. Wyjaśnia niewiele, w ogóle pomysł osadzenia akcji 3600 lat wcześniej jest dość karkołomny w kontekście budowania ciągłości wydarzeń. Natomiast jako samodzielna historia jest ok. Mamy tutaj nieco inne podejście do horroru, mniej budowania napięcia i atmosfery niepewności. "Czerwona Żniwa" są bardziej horrorem akcji, gdzie bohaterowie szlachtują miliony bezmózgich trupów w drodze do kolejnego celu. Sprawdza się to, zwłaszcza że przeciwnicy nie są aż tak bezmyślni.
Mimo wszystko podobało mi się rozwiązanie genezy tajemniczego wirusa. Jest przedstawione wystarczająco faktów, żeby zaspokoić ciekawość czytelnika, ale spora część nie zostaje precyzyjnie dookreślona. Jest to trochę w duchu Gwiezdnych Wojen i z zadowoleniem przyjąłem takie podejście autora.
Słabo za to wypada narracja historii. Jest zbyt rozdrobniona. Trzy-cztery różne perspektywy są jeszcze do przeżycia, ale tutaj wydarzenia są przedstawiane z perspektywy aż chyba dziesięciu bohaterów. Książka nie jest długa i takie rozdrobnienie perspektyw burzy spójność powieści. Zwłaszcza, że bohaterowie też nie są zbyt ciekawi. Jacyś tam Jedi, jacyś tam Sithowie, zwierzęcy łowca nagród, tchórzliwy mechanik i drzewo. No, szału nie ma. Tym bardziej, że postacie dostają przeciętnie po 15-20 stron na swoją prezentacje, więc ciężko próbować im kibicować w starciu z zagrożeniem. Są tu jakieś dramaty, zdrady i inne tego typu zagrywki mające wzbudzić emocje u czytelnika ale bez zżycia się z postaciami to nie działa. Poza jednym momentem, który naprawdę daje radę i w sumie dla tego jednego pokazu prawdziwego egoizmu warto było przeczytać tą książkę.
"Czerwona Żniwa" są typowym średniaczkiem. Taka przeciętna książka, bez emocji. Ma świetne momenty, ale też dużo słabych rozwiązań. Nie sprawdza się też jako wprowadzenie do poprzedniej powieści autora. Nie żałuję przeczytania, ale też nie będę o tej książce za pół roku pamiętał.
"Czerwone Żniwa" są ciekawą książką. Jako prequel "Szturmowców Śmierci" jest pozycją wadliwą. Wyjaśnia niewiele, w ogóle pomysł osadzenia akcji 3600 lat wcześniej jest dość karkołomny w kontekście budowania ciągłości wydarzeń. Natomiast jako samodzielna historia jest ok. Mamy tutaj nieco inne podejście do horroru, mniej budowania napięcia i atmosfery niepewności....
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to