rozwińzwiń

Czyjś syn

Okładka książki Czyjś syn autora Jakub K. Dębski, 9788396403544
Okładka książki Czyjś syn
Jakub K. Dębski Wydawnictwo: Demland komiksy
118 str. 1 godz. 58 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Data wydania:
2024-06-14
Data 1. wyd. pol.:
2024-06-14
Liczba stron:
118
Czas czytania
1 godz. 58 min.
Język:
polski
ISBN:
9788396403544
Średnia ocen

7,1 7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Czyjś syn w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Czyjś syn

Średnia ocen
7,1 / 10
16 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Czyjś syn

avatar
40
23

Na półkach:

Zarówno kreska, jak i treść znacznie dojrzalsza w porównaniu do poprzednich dzieł Dema. Rozważania na temat odpowiedzialności artysty za odbiór dzieła, za wpływ jaki wywiera wydany tekst - naprawdę ciekawe.

Zarówno kreska, jak i treść znacznie dojrzalsza w porównaniu do poprzednich dzieł Dema. Rozważania na temat odpowiedzialności artysty za odbiór dzieła, za wpływ jaki wywiera wydany tekst - naprawdę ciekawe.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
255
28

Na półkach: ,

Bardzo dobry komiks. Dziękuję. Dotknął w środek.

Bardzo dobry komiks. Dziękuję. Dotknął w środek.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
670
670

Na półkach: ,

Przeczytałem chyba wszystkie dostępne obecnie na rynku komiksy Dębskiego i ten oceniam najgorzej. Coś nie zagrało. Właściwie wiele rzeczy. Może uda się wymienić kilka z nich.

Kreska. Dębski doszedł do momentu, w którym wykorzystuje w swoich opowieściach coraz więcej rekwizytów i postaci. Już wcześniej zmieniał trochę styl z patyczaków na coś prostego, ale i dużo bardziej czytelnego. Dodawał też niekiedy kolory jak w przypadku kucy. Jak wyszedł mu wielki powrót do dawnego stylu? No właśnie niezbyt. Sporo kadrów było dla mnie nieczytelnych i musiałem właściwie domyślać się, co czym jest (to coś na twarzy ludzika to wąsy?).

Narracja. Chaotyczna co najmniej tak jak Kuce z Bronxu, przy czym tamte mają ten plus, że właściwie wiele odcinków jest o czymś innym i mają śmieszyć pojedynczo bądź poprzez wypowiadane przez kuce kwestie. Tutaj autor kusi się na mega dużo wątków, mega dużo postaci i finalnie wychodzi to nie najlepiej. Rozczarowuje też finał, którego praktycznie nie ma.

Fabuła. I teraz tak: gdyby Dębski faktycznie miał przemocowego ojca, to w kontekście tego faktu i komiksów o Czyimś Tacie, całość grałaby na trochę nieoczywistej, ale przez to bardzo fajnej, korelacji z prawdziwym światem, wynurzeniami autora i dałoby się o tym komiksie fajnie opowiedzieć. Nie komiks fajnie opowiedzieć, ale o komiksie. Niemniej tak nie jest, a przynajmniej Dębski nigdy (?) o tym nie wspominał. Podobnie Czyjś Tata wydaje mi się postacią na wskroś cyniczną; humor z tamtego okresu jego twórczości był mega czarny i płytki. Fabuła jest więc... jakaś. Potrafię ją opowiedzieć, ale kompletnie nie wiem, o czym to komiks. No i specjalnie zabawne to też nie było.

Podsumowując, moim zdaniem to dziełko jest pewnym romansem Dębskiego z nieco innym przekazem, nieco inną formą opowieści... i dobrze. Zrobił coś podobnego bodajże w „Sosach”, jednak tam wyszło to lepiej. A tutaj? Tutaj pozostaje to ciekawym eksperymentem. Być może autor zmieni formę, pobawi się jakimś nowym medium bądź pogłębi swoją twórczość. Nie wszystkie eksperymenty muszą być udane, ale ze wszystkich da się wyciągnąć pewną naukę.

Przeczytałem chyba wszystkie dostępne obecnie na rynku komiksy Dębskiego i ten oceniam najgorzej. Coś nie zagrało. Właściwie wiele rzeczy. Może uda się wymienić kilka z nich.

Kreska. Dębski doszedł do momentu, w którym wykorzystuje w swoich opowieściach coraz więcej rekwizytów i postaci. Już wcześniej zmieniał trochę styl z patyczaków na coś prostego, ale i dużo bardziej...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

31 użytkowników ma tytuł Czyjś syn na półkach głównych
  • 20
  • 11
15 użytkowników ma tytuł Czyjś syn na półkach dodatkowych
  • 7
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Czyjś syn

Inne książki autora

Okładka książki Sklepik z robotami Jakub K. Dębski, Robert Sienicki
Ocena 5,8
Sklepik z robotami Jakub K. Dębski, Robert Sienicki
Okładka książki Święte księgi Jakub K. Dębski, Tomasz Spell
Ocena 6,8
Święte księgi Jakub K. Dębski, Tomasz Spell
Okładka książki Minimalistyczna wystawa polskiego komiksu minimalistycznego. Dębski-Mazur-Świdziński Jakub K. Dębski, Jan Mazur, Wiktor Napierała, Jacek Świdziński, Michał Traczyk
Ocena 3,7
Minimalistyczna wystawa polskiego komiksu minimalistycznego. Dębski-Mazur-Świdziński Jakub K. Dębski, Jan Mazur, Wiktor Napierała, Jacek Świdziński, Michał Traczyk
Jakub K. Dębski
Jakub K. Dębski
Jakub „Dem” Dębski, rocznik 88, z wykształcenia aktor, z zawodu twórca komiksów z Demlandu, prowadzący wydawnictwo, youtuber i krytyk filmowy bez papierka. Nie potrafi rysować, co nie przeszkadza mu tworzyć. Zamieszcza prace w necie od 2004. Współtwórca magazynu „Kolektyw”, fan gier video.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Połączenia Jillian Tamaki
Połączenia
Jillian Tamaki Mariko Tamaki
POPKULTUROWY KOCIOŁEK: POPKULTUROWY KOCIOŁEK: Album Połączenia skupia się na losach trzech młodych kobiet. Dani i Zoé to przyjaciółki z liceum, które postanawiają spędzić przerwę wiosenną w 2009 roku na wymarzonej wycieczce do Nowego Jorku. Do duetu dołącza Fiona, nowa koleżanka Dani ze studiów artystycznych, której pewność siebie i nieprzewidywalność wprowadzają napięcie do grupy. Zamiast sielankowej wycieczki, długoletnia znajomość zostaje wystawiona na próbę. Każda z nich doświadcza ponadto Nowego Jorku zupełnie inaczej, a sama podróż staje się metaforą dojrzewania i odkrywania siebie. Dzieło Jillian i Mariko Tamaki to pozycja, która stara się na ponad 400 stronach uchwycić ulotne momenty życia młodych dorosłych na tle tętniącego życiem Nowego Jorku. Autorki skupiają się tu na trójce bohaterek, które różnią się osobowością, sposobem postrzegania świata i podejściem do przyjaźni. Dani jest pełna planów i idealistycznego podejścia do świata, pragnie ona zwiedzić miasto w całości. Zoé balansuje między entuzjazmem a ostrożnością. Fiona to zaś pewna siebie i mocno bezkompromisowa młoda kobieta, która wprowadza do grupy element nieprzewidywalności oraz szaleństwa. Narracja komiksu początkowo koncentruje się głównie na drobnych interakcjach i pozornie zwykłych codziennych sytuacjach. Od spacerów po Central Parku, przez wizyty w muzeach, po zakupy w butikach. Wraz z kolejnymi stronami autorki ukazują zmiany zachodzące w bohaterkach. Konflikt, który narasta między dziewczynami, nie jest oparty na wielkich dramatach, lecz na małych gestach, niedopowiedzeniach i „zdradzie”, jaką jest nawiązanie bliższej więzi przez Zoé i Fionę kosztem Dani. Widzimy, jak młodość i entuzjazm zderzają się z zazdrością, niepewnością i potrzebą autonomii. Wszystko to rozgrywa się w cieniu monumentalnego miasta, które jawi się zarówno jako przestrzeń do odkrywania, jak i tło dla wewnętrznych dramatów. Tamaki dość skutecznie wplatają ponadto w fabułę elementy humoru i codziennych anegdot, które nadają naturalność dialogom. Narracja dzięki temu jest autentyczna i emanuje wyrazistymi emocjami. Nie oznacza to jednak, że album jest w stanie zachwycić każdego. Największym problemem „Połączeń” jest fakt, że pod płaszczem ciekawej obyczajowości kryj się tu treść typowa dla nurtu Young Adult. Dla osoby, która etap studenckich rozterek czy pierwszych miłostek ma już dawno za sobą, perypetie Dani, Zoé i Fiony mogą wydać się zwyczajnie błahe lub wtórne. Dramaty rozgrywające się na przestrzeni zaledwie pięciu dni, choć dla bohaterek są końcem świata, z perspektywy dojrzałego odbiorcy bywają momentami męczące i pozbawione większej głębi. Ponadto w pewnych scenach tempo niepotrzebnie zbyt mocno siada, co może wywoływać u odbiorcy odrobinę znużenia.... https://popkulturowykociolek.pl/polaczenia-recenzja-komiksu/
PopKulturowy - awatar PopKulturowy
ocenił na62 miesiące temu
Kaczki. Dwa lata na piaskach Kate Beaton
Kaczki. Dwa lata na piaskach
Kate Beaton
Graficzny memoir o dwóch latach z życia autorki, które spędziła pracując przy wydobyciu ropy naftowej w Kanadzie. Beaton pokazuje codzienność pracy i życia na piaskach, pozwala zajrzeć za kulisy i zobaczyć jak trudne są tam warunki (fizycznie i psychicznie). Ale też pokazuje zapis pewnego momentu w historii (zaczęła tam pracować w 2005),kiedy o pewnych sprawach jeszcze się nie mówiło lub mówiło się inaczej niż obecnie (kwestie zdrowia psychicznego, wykorzystywania seksualnego, ekologii, rdzennych mieszkańców Kanady). Jako dwudziestoletnia dziewczyna Kate ląduje w miejscu zdominowanym przez mężczyzn, w czasach i środowisku, w którym było (obstawiam że nadal jest) przyzwolenie na przemoc seksualną wobec kobiet - od obleśnych tekstów na każdym kroku po gwałty (których nikt tak nie definiował). Będąc kobietą tym bardziej ciężko się to czyta. Kiedy narratorka tłumaczy czemu tego typu zachowań nie mogła zgłosić, przypominasz sobie różne rozmowy z koleżankami i myślisz „no k*rwa, niewiele się zmieniło”. Ale boli też to, jak narratorka tłumaczy zachowania swoich kolegów z pracy, w pewnych sytuacjach ich usprawiedliwia, bo po prostu „tak jest i nic się na to nie poradzi”. W posłowiu Beaton tłumaczy, że jest to zapis jej życia prawie 20 lat temu, kiedy poziom świadomości był inny, a nie chciała „wstawiać sobie” myśli, których wówczas nie miała. Totalnie to kumam i kupuję, niemniej w momencie czytania rośnie poziom frustracji.
symulakrum - awatar symulakrum
ocenił na83 miesiące temu
Mord na dzielni Beata Pytko
Mord na dzielni
Beata Pytko
“Mord na dzielni” to komiks doceniony i obsypany nagrodami, acz zwlekałem z nim długo, bo brzmiał jak coś totalnie nie dla mnie. Żyłem w przekonaniu, że to traktat o pochłaniającej polskie miasta deweloperce, akt zemsty autorki pracującej niegdyś w biurze architektonicznym, obnażający zamordyzm, chciwość i bezguście tego środowiska. A ja, jak wiadomo, jestem wielkim fanem bezguścia, chciwości i patodeweloperki. Otóż to architektoniczne tło i krytyka są tu obecne, czuć, że autorka czuje się dobrze wkładając historię w kontekst który dobrze zna, ale to przede wszystkim komiks obyczajowo-detektywistyczny. Bohaterka rzeczywiści pracuje jako architektka, w okolicy rozpoczyna się budowa nowego projektu w miejscu lokalnego bazaru, w sąsiedztwie zaczynają się dziać dziwne rzeczy, piwnicę są zalewane, a na ulicach chadzają podejrzane typy w garniturach. W skrócie, scenariuszowo jest poprawnie, ale jakoś tak nieciekawie, prostodusznie i mało zaskakująco. Z drugiej strony to komiks łatwy w odbiorze, lekko poprowadzony, ale dojrzały i niesamowicie sprawny w konstrukcji. Naturalnie i angażująco pokazuje ciągłość wydarzeń, sprytnie przechodzi między detalem a szerokim kadrem, prowadzi czytelnika za rączkę w sposób mega płynny. Autorka w bardzo satysfakcjonujący sposób kadruje, zmienia perspektywę, dzięki czemu obcowanie z komiksem jest naprawdę cholernie przyjemne. Najbardziej natomiast mnie urzekła warstwa obyczajowa, choć mogła być jeszcze bardziej wyeksponowana. Praca w biurze, przyjaźnie, ale w szczególności klimat lokalnej społeczności, obrazki, sytuacje, anegdoty mieszkańców, te rzeczy zadziałały mi najmocniej. Podsumowując, to prosta historia wpisana w temat bliski i dobrze znany autorce. Dużo dobrego się tu dzieje, i choć fabularnie jest prostodusznie i bez zaskoczeń, to w wykonaniu i szczegółach jest co podziwiać. Wracać raczej nie będę, ale po kolejne komiksy autorki z przyjemnością sięgnę.
Krzysztof Traczyk - awatar Krzysztof Traczyk
ocenił na63 miesiące temu
Bibliomulica z Kordoby Wilfrid Lupano
Bibliomulica z Kordoby
Wilfrid Lupano Leonard Chemineau
Muszę przyznać, że do Bibliomulicy z Kordoby podchodziłem ze złym nastawieniem. Myślałem, że dostanę bardziej historyczny komiks, z elementami przygody. Tymczasem… miłe zaskoczenie. Owszem, tło historyczne jest tu bardzo bogate: mamy rok 976, przewrót w Kordobie i nowego władcę, który stwierdza, że najlepszym sposobem na ukształtowanie społeczeństwa według własnego widzimisię jest spalenie ogromnej części jednej z najważniejszych bibliotek świata. Sam pomysł brzmi dość mrocznie, ale komiks jest lekki i wesoły. Całość idzie w stronę przygodówki i opowieści o przyjaźni, pasji i powołaniu. W wyniku dość zabawnego splotu wydarzeń bibliotekarz, kopistka i pewien łotrzyk pakują część uratowanych ksiąg na zadziorną, pełną charakteru mulicę… i ruszają w podróż, która momentami jest komiczna, momentami gorzka, ale przede wszystkim bardzo ludzka. Ta ekipa tworzy między sobą niezwykle ciepłą, naturalną więź, którą naprawdę łatwo polubić. A sama mulica? Zdecydowanie zasługuje na miano pełnoprawnej, zadziornej bohaterki. Komiks zaskakuje lekkością, z jaką opowiada o sprawach poważnych. Jest tu przygoda, humor, trochę melancholii, a także trochę historii podanej w sposób przystępny i przyjemny. Ilustracje idealnie to wspierają: barwne, miękkie, pełne klimatu, ale z takim zawadiackim sznytem, który dodaje całej opowieści energii. Przyjemny komiks. Ciepły, sympatyczny i zaskakująco angażujący. Komiks możesz zobaczyć na moim Instagramie: Lukkegeek https://www.instagram.com/p/DRRTF3ODLSN/?igsh=a2I1YzE2dmZ4bG9w
LukkeGeek - awatar LukkeGeek
ocenił na84 miesiące temu
Promienie Xi Zavka
Promienie Xi
Zavka
„Promienie Xi” z początku kojarzyły mi się z planszówką. Na początek dostajemy skrótowy opis świata i zasady: Połowa ludzkości wyginęła. Co chwilę mają miejsce anomalie klimatyczne. Wśród pozostałych istot żywych zachodzą mutacje. Ludzie cierpią na zaburzenia pamięci. Świat podzielony na sfery. A więc mamy tu sporo narzędzi wpływających na rozgrywkę. A ja planszówek nie lubię. Na szczęście jest dużo przystępniej, niż się spodziewałem. Zavka w swoim komiksie post-apokaliptycznym (czy też, jak to określa, post-katastroficznym) w zasadzie prowadzi czytelnika za rękę, stopniowo dorzuca elementy układanki i stanowczo nie przytłacza. Nie jest to komiks łatwy do zrozumienia, ale bardzo poukładany. O co dokładnie chodzi? W dużym skrócie: główna bohaterka rozpoczyna eksperymenty z niebieskimi grzybami, znaczy kwiatkami, od których zaczyna przypominać sobie swoją przeszłość. Narracja toczy się na dwóch płaszczyznach czasowych, a czytelnik musi złożyć do kupy tę szaloną dość historię. Z jednej strony wizja świata jest skomplikowana a scenariusz gęsty i niechronologiczny, z drugiej natomiast wszystko jest metodycznie przedstawione i idzie do przodu w bardzo przemyślany sposób. Zabrakło mi tu jakiejś większej narracyjnej swobody, więcej kontekstu, ekspozycji na świat przedstawiony. I klimatu. W zasadzie setting tej historii nie ma tu znaczenia, komiks zupełnie nie tworzy poczucia minionej tragedii, katastroficzność zupełnie na nim nie ciąży, jest to architektonicznie zaprojektowana układanka. Kreska, cóż. Z jednej strony ma w sobie coś z geometrycznych bazgrołów w zeszycie szkolnym. Z drugiej jest bardzo pomysłowo, spójnie, rozsądnie w kwestii kolorów, no i cholera - momentami zapada w pamięć i naprawdę pobudza wyobraźnię. Obrazki ze mną zostaną, choć całość mnie nie porwała. Za mało tu dla mnie życia, klimatu, a postaci i dialogi tylko służą popychaniu historii do przodu. Ale tak bywa w tych bardziej surrealistycznych opowieściach, więc jeśli ktoś taki klimat lubi, to jak najbardziej, czemu nie! IG: @traczytanko
Krzysztof Traczyk - awatar Krzysztof Traczyk
ocenił na61 rok temu
Duke. Tom 1: Wiedza to połowa sukcesu Joshua Williamson
Duke. Tom 1: Wiedza to połowa sukcesu
Joshua Williamson Tom Reilly
Duke Tom 1: Wiedza to połowa sukcesu. Nie ukrywam, że do tego komiksu podchodziłem z dużą rezerwą. G.I. Joe to dla mnie rzecz kultowa, dzieciństwo w czystej postaci, więc każdy nowy pomysł na wskrzeszenie tej marki budzi u mnie odruchowy sceptycyzm. Ale wiecie co? Tym razem się udało! Duke to naprawdę solidny start czegoś nowego, a jednocześnie pełen szacunku ukłon w stronę klasyki. Duke, czyli przykładny żołnierz armii USA, od lat owiany legendą, zostaje rzucony w sam środek wydarzeń, które kompletnie wywracają jego świat do góry nogami. Podczas jednej z misji trafia na Deceptikona (tak, dokładnie – Transformers),a jego przyjaciel ginie. Od tego momentu Duke zaczyna drążyć temat i odkrywa rzeczy, których jego przełożeni woleliby, żeby nie ruszał. Brzmi jak klasyczny film akcji klasy B? Bo taki właśnie jest klimat tego komiksu. I tak ma być! Strzelaniny, patos, czerstwe teksty, tego tu nie brakuje. To jest dokładnie ten oldschoolowy vibe, za którym tęskniłem. Nie ma co szukać głębokich analiz czy filozofii, to czysta rozrywka, z kultowymi postaciami w roli głównej. I za to właśnie wielki plus. Wizualnie jest trochę surowo, kreska nie każdemu przypadnie do gustu, ale trzeba przyznać, że styl pasuje do klimatu. Jest twardo, militarnie i trochę brudno. No i oczywiście to Energon Universe. Czuć, że to część większej układanki, która dopiero się rozkręca. I fajnie, mam apetyt na więcej. Komiks możesz zobaczyć na moim Instagramie: Lukkegeek https://www.instagram.com/p/DQyqUmbjM2o/?img_index=1&igsh=bTl0Nm11YW13bTM5
LukkeGeek - awatar LukkeGeek
ocenił na75 miesięcy temu
Scott Pilgrim ogarnia Bryan Lee O'Malley
Scott Pilgrim ogarnia
Bryan Lee O'Malley
Dojrzewanie wiąże się z podejmowaniem trudnych życiowych decyzji. W końcu trzeba dorosnąć i w jakimś stopniu spoważnieć. Przez trzy tomy tytułowy bohater komiksu Scott Pilgrim zdawał się w ogóle tego nie dostrzegać. W końcu nadeszła jednak na zaskakujące czytelnika zmiany w życiu młodego Kanadyjczyka. Gotowi? Scott strasznie zmaga się z samym sobą w czwartym tomie komiksu Bryana Lee O’Malleya. Zdaje się, że swój obecny tryb funkcjonowania uważa za sposób na bycie postrzeganym jako fajowy luzak. Dlatego ciągle brnie w bezrobocie, w jakimś stopniu żerując na swoich przyjaciołach. Czy to lato, zastój w związku, kolejna dziewczyna z przeszłości oraz eks Ramony. Coś sprawia, że nasz bohater staje twarzą w twarz ze swoimi lękami i w końcu robi krok na przód. Przyznam szczerze, że poprzedni tom nieco mnie znużył. Niby trzymał wysoki poziom serii, ale miałem wrażenie, że tempo siadło, a historia przynajmniej na chwilę stanęła w miejscu. Czwarty tom Scotta Pilgrima wchodzi jednak na najwyższy poziom i rozwija jakiekolwiek wątpliwości jakie mogłem mieć na temat tego tytułu. Powodów jest kilka. Po pierwsze, nasz bohater się rozwija. Miałem wrażenie, że już do tego nie dojdzie, ale autor komiksu nie po raz pierwszy mnie zaskoczył. Scott wyjątkowo walczy z samym sobą na kartach czwartego tomu. Robi podchody do swoich znajomych, ale nie potrafi wprost wyrazić swoich potrzeb. Musiał znaleźć się w naprawdę podbramkowej sytuacji jaką jest perspektywa zbliżającej się eksmisji by wziąć się w garść jak przystało na 25-latka. Autor przedstawia nam te zmagania w wiarygodny, a przy okazji zabawny sposób i chwała mu za to. Po drugie, O’Malley jak zwykle w punkt trafia z pokazaniem nam codziennego życia młodych milenialsów. Obserwujemy spotkania paczki przyjaciół, wypady do baru i rozmowy na wszelkie tematy od tak banalnych jak noszenie spodni w mieszkaniu po te zdecydowanie poważniejsze jak unoszące się w głowach wszystkich pytanie kiedy w końcu Scott wyzna miłość Ramonie. Bo zdaje się, że to właśnie jest miłość. Po trzecie Scott Pilgrim to oczywiście porządna dawka akcji. Ponownie widzimy stylizację na gry wideo, gdy nasz rozwijający się bohater zdobywa punkty doświadczenia, a jego wyznanie miłości sprawia, że zyskał „moc miłości”, a ta wiąże się z magicznym mieczem. Jest to jak znalazł gdyż w tym tomie mamy sporo wymachiwania tym orężem, a w szczególności mieczem samurajskim pewnego, z początku tajemniczego Azjaty. Ten tom jest wyjątkowo wybuchowy, zabawny i ekscytujący. Jest pełen niespodzianek i kolejnej porcji odniesień do popkultury. Od walki na samurajskie miecze, pod które chciałoby się podłożyć ścieżkę dźwiękową rodem z Kill Billa, aż po nowe poziomy perypetii Scotta nacechowane elementami gier wideo. Jakby tego było mało, autor w finale podsyca atmosferę, zdradzając kolejną tajemnicę dotyczącą Ramony i zapowiadając starcie z bliźniakami w następnej części Scotta Pilgrima. Zgodnie z podtytułem tego tomu, nasz bohater ogarnia i zdecydowanie zachęca do sięgnięcia po kolejny rozdział jego (nie)zwykłej egzystencji.
Marek Wasiński - awatar Marek Wasiński
ocenił na81 rok temu
Nawet nas tu nie ma Filip Jędrzejewski
Nawet nas tu nie ma
Filip Jędrzejewski
Lubię czytać debiutanckie komiksy. Łatwiej im wybaczać drobne potknięcia, łatwiej celebrować i doceniać drobne zwycięstwa. Komiksowi „Nawet nas tu nie ma” nie trzeba nic wybaczać. (No dobra, kreska mnie zupełnie, ale to zupełnie nie zachwyciła. Jest poprawna, nieciekawa, ale absolutnie służąca storytellingowi i dobrze prowadzącą historię) Oto chłopięcie zostaje wysłane na trzy lata do pracy w kolonii na Marsie. Wita go tam nieznośna rutyna, podłe jedzenie, brak rozrywek. No, jedna rozrywka: możliwość podłączenia się do sieci i spotkania się - z kimkolwiek, gdziekolwiek. Pojawia się (na całe szczęście!) - dziewczyna, która naszego protagonistę zaczyna totalnie absorbować, z początku z jednej prostej przyczyny - PODOBA JEJ SIĘ TAM, prawdopodobnie jako pierwszej rozumnej istocie w historii kolonizacji. Z braku okazji do dłuższych interakcji w świecie rzeczywistym, nasz duet zaczyna spotykać się w sieci. I dalej dzieją się rzeczy. W komiksie mamy dużo tekstu, ale ku mojemu zdumieniu - działa to wyłącznie na jego korzyść. Styl pisania jest tu skrajnie przyjemny, naturalny, ludzki i wciągający. Wielowymiarowy kontekst science fiction jest sam w sobie ciekawy, ale drugim wymiarem jest arcyciekawa i mocno angażująca sytuacja międzyludzka. W ramach wisienki na torcie, rykoszetem pojawiają się tu też echa fobii społecznej, analizowanie każdego swojego ruchu, paniczny strach przed ciągłym byciem ocenianym i przed zmianami - temat mi bardzo bliski, toteż tym mocniej doceniłem. Pierwszy tom (z trzech) mnie absolutnie zadowolił i z czystym sumieniem polecam. IG: @traczytanko
Krzysztof Traczyk - awatar Krzysztof Traczyk
ocenił na71 rok temu
W ułamku sekundy Guy Delisle
W ułamku sekundy
Guy Delisle
POPKULTUROWY KOCIOŁEK: W ułamku sekundy opowiada historię Eadwearda Muybridge’a. Angielskiego emigranta, który w drugiej połowie XIX wieku przybył do USA w poszukiwaniu lepszego życia. Opowieść śledzi jego losy od przybycia do Ameryki aż po współpracę z potężnym i bogatym magnatem kolejowym. Centralnym punktem fabuły jest tu słynny eksperyment mający dowieść, czy koń w galopie odrywa wszystkie cztery kopyta od ziemi, co prowadzi do wynalezienia chronofotografii. Równolegle komiks pokazuje burzliwe życie osobiste Muybridge’a w tym wypadek, załamanie psychiczne, zdradę i zabójstwo. Guy Delisle udowodnił już wielokrotnie, że jest niezwykle wnikliwym obserwatorem rzeczywistości, który potrafi doskonale przełożyć ją na komiksowe realia. Dzięki temu jego „Kroniki jerozolimskie” czy „Pjongjang” stały się kanonem komiksu reportażowego. W albumie W ułamku sekundy Delisle wykonuje za to ciekawy zwrot. Zamiast opisywać własne podróże, sięga do korzeni swojej pierwszej profesji animacji i kieruje wzrok czytelnika ku postaci, która odmieniła oblicze teraźniejszości. Tytuł ten mocno odróżnia się od klasycznego komiksu biograficznego. Guy Delisle nie próbują uczynić bohatera swojego dzieła łatwym do polubienia i rozumienia. Świadomie rezygnuje on z narracji heroicznej, wybierając portret człowieka skomplikowanego, często odpychającego, ale jednocześnie fascynującego. Eadweard Muybridge nie jest tu genialnym wizjonerem, lecz jednostką uwikłaną w obsesję, ambicję i własne ograniczenia psychiczne. To właśnie ta perspektywa sprawia, że komiks wyróżnia się na tle konkurencji i potrafi mocno przykuć uwagę. Do dużych zalet albumu z pewnością trzeba zaliczyć świetną prezentację XIX wieku, jak i samego miejsca akcji. Kalifornia nie stanowi tu jedynie tła wydarzeń, lecz aktywnie wpływa na losy bohatera. Gorączka złota, dynamiczny rozwój kolei, narodziny kapitalizmu przemysłowego, wyścig technologiczny. Wszystko to tworzy obraz Ameryki jako placu budowy nowoczesnego świata. Środowiska, w którym obsesja Muybridge’a może się nieustannie rozwijać. Delisle poświęca tu także wiele miejsca samemu procesowi wynalazczemu, nie upraszczając go do jednego olśnienia. Autor pokazuje, że wynalazki nie powstają w próżni, ale są efektem konkretnych warunków społecznych, ekonomicznych i kulturowych. Kolejne eksperymenty, modyfikacje sprzętu, techniczne ograniczenia epoki, wszystko to zostaje przedstawione w sposób zrozumiały nawet dla czytelnika niezaznajomionego z historią fotografii. Komiks nie popada jednak w nadmierny dydaktyzm. Wiedza przekazywana jest tu mimochodem, jako naturalna część narracji. W ułamku sekundy obejmuje ważną i sporą część życia Muybridge’a. Oznacza to dużo treści, którą trzeba jakoś upchnąć na ograniczonej liczbie stron. W większości przypadków autorowi się to udaje, ale jest tu kilka wątków ewidentnie spłyconych tylko do stosownej wzmianki. Delisle w pewnych scenach ma tu wybór skupić się na emocjach i życiu osobistym bohatera czy poświęcić miejsce na przykład jego eksperymentom z ruchem. Autor z tego pierwszego rezygnuje, tak samo jak z własnych komentarzy czy ocen wydarzeń. Tworzy to pewien zauważalny dystans narracji i może nie przypaść do gustu tym czytelnikom, którym w biografiach zależy na autentycznych emocjach.... https://popkulturowykociolek.pl/w-ulamku-sekundy-recenzja-komiksu/
PopKulturowy - awatar PopKulturowy
ocenił na82 miesiące temu

Cytaty z książki Czyjś syn

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Czyjś syn