Superman: Powrót Kal-Ela

Okładka książki Superman: Powrót Kal-Ela autora Nick Dragotta, Clayton Henry, Phillip Kennedy Johnson, Mike Perkins, Tom Taylor, Cian Tormey, Joshua Williamson, 9788328165625
Okładka książki Superman: Powrót Kal-Ela
Tom TaylorClayton Henry Wydawnictwo: Story House Egmont Cykl: Superman - Action Comics Uniwersum DC (tom 3.5) Seria: Uniwersum DC komiksy
272 str. 4 godz. 32 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Superman - Action Comics Uniwersum DC (tom 3.5)
Seria:
Uniwersum DC
Tytuł oryginału:
Superman: Kal-El Returns
Data wydania:
2024-10-09
Data 1. wyd. pol.:
2024-10-09
Data 1. wydania:
2023-09-06
Liczba stron:
272
Czas czytania
4 godz. 32 min.
Język:
polski
ISBN:
9788328165625
Tłumacz:
Jakub Syty
Średnia ocen

6,6 6,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Superman: Powrót Kal-Ela w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Superman: Powrót Kal-Ela

Średnia ocen
6,6 / 10
14 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Superman: Powrót Kal-Ela

avatar
457
457

Na półkach:

Superman: Powrót Kal-Ela
Po wydarzeniach na Świecie Wojny Superman w końcu wraca na Ziemię: do swojej rodziny, do swoich przyjaciół i, rzecz jasna, do kilku starych wrogów. Ale świat nie stoi w miejscu, więc czekają na niego też nowe wyzwania… i nowi przeciwnicy. A że jego syn Jon również nosi pelerynę, to od razu robi się ciekawiej.
Powrót Kal-Ela to raczej lekki zbiór historii będących swoistym epilogiem po wydarzeniach z Action Comics. Nie ma tu może epickich zwrotów akcji ani ogromnych emocji, ale czyta się to naprawdę przyjemnie. To taki komiks, który wpada w ręce po ciężkim dniu i po prostu pozwala spędzić fajny czas z ulubionymi bohaterami.
Najlepiej wypadają tu relacje między Supermanem a jego synem – widać, że autorzy chcą pogłębić ten rodzinny wątek, pokazać różnice pokoleń i to, jak bardzo Clark musi się odnaleźć w świecie, który przez jakiś czas radził sobie bez niego. Fajne są też reakcje innych bohaterów na jego powrót. Graficznie bywa różnie, momentami kadry wyglądają świetnie, dynamicznie i z charakterem, a czasem tylko poprawnie, bez większego polotu. Ale ogólnie wizualnie jest ok.
Czy warto przeczytać? Jeśli śledzisz bieżące wydarzenia w uniwersum DC, to tak, żeby zobaczyć, w jakim kierunku pójdzie dalej historia Supermana i jego rodziny. Nie jest to pozycja, która wbije w fotel, ale na pewno zostawi ciepłe wrażenie i przypomni, za co w ogóle lubimy tę postać.

Komiks możesz zobaczyć na moim Instagramie: Lukkegeek
https://www.instagram.com/p/DQWAu8EjDBo/?igsh=MXY2ZDJvczRyNjExbA==

Superman: Powrót Kal-Ela
Po wydarzeniach na Świecie Wojny Superman w końcu wraca na Ziemię: do swojej rodziny, do swoich przyjaciół i, rzecz jasna, do kilku starych wrogów. Ale świat nie stoi w miejscu, więc czekają na niego też nowe wyzwania… i nowi przeciwnicy. A że jego syn Jon również nosi pelerynę, to od razu robi się ciekawiej.
Powrót Kal-Ela to raczej lekki zbiór...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
508
335

Na półkach: , ,

Niestety zawsze gdy mamy zbiór zeszytów z różnych serii poziom całości pozostawia sporo do życzenia, a już szczególnie w przypadku zeszytów typu Annual Special. Dlatego też całość oceniam jedynie na 6.

Niestety zawsze gdy mamy zbiór zeszytów z różnych serii poziom całości pozostawia sporo do życzenia, a już szczególnie w przypadku zeszytów typu Annual Special. Dlatego też całość oceniam jedynie na 6.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1488
1236

Na półkach:

Jeszcze nie tak dawno temu „Superman” przeżywał drobny kryzys. Kolejne komiksy traktujące o tej postaci nie były specjalnie ekscytujące. Nie działały próby angażu znanych nazwisk (przykładem niech będzie komiks przyzwoity, ale pozbawiony błysku, czyli „Superman wyzwolony” autorstwa wschodzącej wówczas gwiazdy, Scotta Snydera). Później, w „Odrodzeniu” było nieco lepiej, ale kiedy pisząc tę recenzję, próbowałem sobie przypomnieć, o czym wydane wówczas albumy traktowały, niestety nie byłem w stanie tego zrobić. Na szczęście ostatnie lata przyniosły znaczącą poprawę tej sytuacji, a to głównie za sprawą takich scenarzystów jak Phillip Kennedy Johnson i Tom Taylor. Są oni zaangażowani także w najnowszy album o Człowieku ze Stali, a to już na starcie dobrze rokowało.

Po zażegnaniu niebezpieczeństwa związanego ze Światem Wojny Kal-El powraca na Ziemię. Pod nieobecność oryginalnego Supermana misję obrony ludzkości przejął młody Jonathan, który odziedziczył po ojcu potężne moce i nadal uczy się, jak najlepiej z nich korzystać. Obaj nie mają jednak zbyt wiele czasu, by ponownie nacieszyć się swoją obecnością, bo czeka ich konfrontacja ze starymi wrogami, którzy nie tylko nie złożyli broni, ale są bardziej zmotywowani i niebezpieczni niż kiedykolwiek wcześniej.

Ostatnie kilka albumów ze świata Supermana przeplatało opowieści traktujące raz o Clarku, innym razem o Jonie. Każdy miał swoją serię i przeżywał własne przygody. Takie inicjatywy zazwyczaj nie trwają jednak zbyt długo i najczęściej wracają do sprawdzonego status quo. Tak stało się także w tym przypadku i choć bardzo się cieszę na perspektywę potencjalnej współpracy dwóch Supków, to nie ukrywam – szkoda mi zwłaszcza zakończenia niezwykle udanej serii „Syn Kal-Ela”, traktującej o solowych przygodach Jona. Wypada jednak być dobrej myśli, tym bardziej, że „Powrót Kal-Ela” jako zwiastun nowego rozdziału w tym zakątku Uniwersum DC sprawdza się naprawdę dobrze.

Nie uświadczymy na kartach „Powrotu Kal-Ela” jednej, nadrzędnej fabuły. Zamiast tego scenarzyści prowadzą kilka różnych, często niezależnych od siebie wątków, a wszystkie mają wpływ na świat przedstawiony i życie głównych bohaterów. To swego rodzaju zamknięcie tego, co otrzymaliśmy w ostatnich albumach „Action Comics” (czyli rewolucji na Świecie Wojny i idących za nią konsekwencji) i w solowej serii młodego Supermana. Scenarzyści poruszają wiele ciekawych wątków. Z tych raczej mikro, ale nadal niezwykle istotnych, dobrze sprawdza się na przykład motyw rozterek Jona na temat tego, jak jego ojciec zareaguje na wieść o związku chłopaka z przedstawicielem tej samej płci. Taylor wyciąga tu na wierzch to, za co miliony czytelnika kochają Supermana – empatię i przypomnienie o tym, że miłość jest i powinna być bezwarunkowa. To zresztą zawsze był komiks „ku pokrzepieniu serc” i nie zatracił nic z tego nienachalnego przypominania czytelnikowi o sile uczuć i mocy drzemiącej w prawdziwie zżytej ze sobą rodzinie.

Obyczajowość jest dobrze widoczna także w pozostałej części komiksów, w tym kreacji antagonistów. Złoczyńcy stają się bardziej ludzcy, bo ich motywacja zostaje nakreślona wiarygodnie. W ich poczynaniach widać tak bardzo potrzebne odcienie szarości, co sprawia, że nie są już tak jednowymiarowi, jak najczęściej się ich przedstawia. Co prawda na razie scenarzyści dopiero rozkładają akcenty przed rozpoczęciem nowych inkarnacji trzech różnych serii około-Supermanowych, ale już teraz kierunek ich rozwoju wydaje się być bardzo interesujący. Zrewitalizowanie klasycznych antagonistów, takich jak Metallo czy Lex Luthor, wypadło naprawdę ciekawie. Owszem, można się zżymać, że autorzy znowu korzystają z best-offów i stosują lifting zamiast zaprezentować jakieś nowe zagrożenie, jednak czy można mieć o to większe pretensje, skoro manewr ewidentnie zadziałał?

Graficznie komiks prezentuje się bardzo dobrze, choć warto mieć na uwadze, że nie uświadczymy na jego kartach stylistycznej jednolitości. Ma to, rzecz jasna, związek z zaangażowaniem w pracę nad tym projektem łącznie aż jedenastu artystów. Najważniejsza informacja jest taka, że praktycznie wszyscy przyłożyli się do swojego kawałka całości. Nieważne, czy mamy do czynienia ze stylem realistycznym, czy bardziej rysunkowym – poziom najczęściej pozostaje naprawdę wysoki.

„Powrót Kal-Ela” jest komiksem, który kontynuuje dobrą passę Supermana. Za jakikolwiek tytuł, nieważne czy z Jonathanem Kentem, czy jego ojcem w roli głównej byśmy się bowiem nie wzięli, poziom każdorazowo jest wysoki. Nie chcę zapeszyć, ale zanosi się na to, że także trzy nadchodzące serie podtrzymają ten pozytywny obraz. Tego życzę sobie i wszystkim fanom komiksu superbohaterskiego, bo silny Superman jest dokładnie tym, czego wszyscy potrzebujemy.


Recenzja do przeczytania także na mim blogu - https://zlapany.blogspot.com/2025/02/superman-powrot-kal-ela-recenzja.html
oraz na łamach serwisu Szortal - https://www.facebook.com/Szortal/posts/pfbid02wYfwTqNSeBoZdb13PZ8EYwkMDQE74rwjQw5szqfAT7QAXB5M1PSYTMhPrsAVPDFel

Jeszcze nie tak dawno temu „Superman” przeżywał drobny kryzys. Kolejne komiksy traktujące o tej postaci nie były specjalnie ekscytujące. Nie działały próby angażu znanych nazwisk (przykładem niech będzie komiks przyzwoity, ale pozbawiony błysku, czyli „Superman wyzwolony” autorstwa wschodzącej wówczas gwiazdy, Scotta Snydera). Później, w „Odrodzeniu” było nieco lepiej, ale...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

21 użytkowników ma tytuł Superman: Powrót Kal-Ela na półkach głównych
  • 15
  • 6
18 użytkowników ma tytuł Superman: Powrót Kal-Ela na półkach dodatkowych
  • 7
  • 3
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Superman: Powrót Kal-Ela

Inne książki autora

Okładka książki Mroczni Rycerze ze Stali. Wszechzima Riccardo Federici, Jay Kristoff, Tom Taylor, Tirso
Ocena 7,1
Mroczni Rycerze ze Stali. Wszechzima Riccardo Federici, Jay Kristoff, Tom Taylor, Tirso
Okładka książki Batman - Detective Comics: Elixir Lee Garbett, Mikel Janin, Tom Taylor
Ocena 0,0
Batman - Detective Comics: Elixir Lee Garbett, Mikel Janin, Tom Taylor
Okładka książki Tytani: Mroczna królowa Adriano Lucas, Lucas Meyer, Tom Taylor
Ocena 7,6
Tytani: Mroczna królowa Adriano Lucas, Lucas Meyer, Tom Taylor
Okładka książki Injustice Gods Among Us - Compendium Vol. 2 Daniel Sampere, Tom Taylor
Ocena 0,0
Injustice Gods Among Us - Compendium Vol. 2 Daniel Sampere, Tom Taylor
Okładka książki Nightwing: Upadek Graysona Adriano Lucas, Bruno Redondo, Tom Taylor
Ocena 8,4
Nightwing: Upadek Graysona Adriano Lucas, Bruno Redondo, Tom Taylor
Okładka książki Mroczni Rycerze ze Stali. Wojna Trzech Królestw Yasmine Putri, Tom Taylor
Ocena 7,8
Mroczni Rycerze ze Stali. Wojna Trzech Królestw Yasmine Putri, Tom Taylor

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Batman: Człowiek Nietoperz z Gotham Chip Zdarsky
Batman: Człowiek Nietoperz z Gotham
Chip Zdarsky Mike Hawthorne Tomeu Morey Adriano Di Benedetto
Batman Tom 2 Człowiek Nietoperz z Gotham. Pierwszy tom nowej serii o Batmanie naprawdę przypadł mi do gustu: w miarę świeże podejście, ciekawa historia, sporo akcji. Niestety, druga część skręca w stronę, która już nie do końca mi leży. Jasne, to wciąż niezły komiks akcji, ale taki, który po lekturze szybko wylatuje z głowy. Tym razem Batman, w wyniku wydarzeń z poprzedniego tomu, trafia do alternatywnego wymiaru (ehhh). Rządzi tam Joker, który jest zdrowy psychicznie, co samo w sobie brzmi ciekawie, ale w praktyce szybko się to rozmywa. Policja wspomaga się venomem znanym z historii o Bane’ie, brutalnie tłumiąc wszelkie bunty, a sprawiedliwość wymierza superdopakowany Harvey Dent w roli sędziego i kata jednocześnie. Równolegle w naszym Gotham Robin głowi się nad tym, jak ściągnąć Batmana z powrotem do domu. Czyta się to wszystko szybko i bez większego bólu, ale też bez emocji. Historia nie wciąga tak, jak mogłaby, i momentami wydaje się bardziej odhaczaniem pomysłów niż pełnoprawną opowieścią. Wizualnie też niestety krok w tył. Szkoda… Typowy średniaczek. Nie jest źle, da się przeczytać i można się nawet trochę rozerwać, ale to zdecydowanie nie jest ten Batman, którego lubię. Komiks możesz zobaczyć na moim Instagramie: Lukkegeek https://www.instagram.com/p/DOdESowDFde/?igsh=ZDJ1Znk1enZiZWVr
LukkeGeek - awatar LukkeGeek
ocenił na67 miesięcy temu
Batman. Biały Rycerz przedstawia: Pokolenie Jokera Sean Murphy
Batman. Biały Rycerz przedstawia: Pokolenie Jokera
Sean Murphy Katana Collins
Batman Biały Rycerz Przedstawia: Pokolenie Jokera to kolejny spin-off z uniwersum Białego Rycerza, który tym razem skupia się na dzieciach Jokera, odbywających podróż przez najważniejsze miejsca z przeszłości ich ojca. Towarzyszy im hologram samego Jacka Napiera, dzięki czemu poznajemy jego życie z nieco bardziej osobistej perspektywy. Fabuła jest dość prosta, miejscami przewidywalna i opiera się na znanych schematach: próba odzyskania utraconego czasu, refleksje nad błędami przeszłości i pytanie o to, czy dzieci dziedziczą grzechy ojca, czy mają szansę na nowy start. W porównaniu z główną serią czuć, że nie jest to projekt w pełni prowadzony przez Seana Murphy’ego. Brakuje tu głębi psychologicznej i wielowarstwowości, która cechowała oryginalne tomy Białego Rycerza. Mimo to, trzeba przyznać, komiks czyta się całkiem przyjemnie. Jest lekki, momentami naciągany, ale nadal osadzony w fascynującym, alternatywnym Gotham, które uwielbiam. Nie brakuje też kilku wydarzeń, które z pewnością będą miały wpływ na przyszłość całego uniwersum, więc dla miłośników cyklu jest to lektura obowiązkowa. Na uwagę zasługują również ilustracje. Styl graficzny od razu przywodzi na myśl twórczość Mirki Andolfo — przypomina jej komiks Mercy, choć tutaj z większym zacięciem w stronę estetyki anime lub mangi. Rysunki są przyjemne dla oka, dynamiczne i emocjonalne, choć momentami kontrastują z mroczną atmosferą Gotham, tworząc lekki dysonans stylistyczny. To pozycja głównie dla fanów uniwersum Białego Rycerza, bez rewelacji, ale też bez żalu po przeczytaniu. Komiks możesz zobaczyć na moim Instagramie: Lukkegeek https://www.instagram.com/p/DK89TZzsLmE/?igsh=MmluM2hvMnkzMWdw
LukkeGeek - awatar LukkeGeek
ocenił na69 miesięcy temu
Batman - Detective Comics: Gothamski Nokturn: Akt I Christopher Mitten
Batman - Detective Comics: Gothamski Nokturn: Akt I
Christopher Mitten Ivan Reis Simon Spurrier Danny Miki Caspar Wijngaard Ram Venkatesan Hayden Sherman
Ram V i Simon Spurrier kontynuują swoją operową opowieść o Batmanie, Two-Face, Mr. Freezie, Jimie Gordonie i rodzinie Orghamów. Podążamy w głąb koszmarów Gotham, a przede wszystkim Bruce’a Wayne, który po raz kolejny otrzymuje wiwisekcję swojej historii i jest zestawiany ze swoimi wrogami. Wiemy o klasycznym zestawieniu – Jokera i Batmana, jeden nie może żyć bez drugiego dlatego mimo wielu okazji nigdy siebie nie pozabijali. Tutaj jednak mamy pewną nowość (a przynajmniej dla mnie) czyli zestawienie Batmana z Two-Facem. Zarówno jeden jak i drugi mają dwie twarze, potwora i człowieka i to podobieństwo jest tak duże, że wraca pomiędzy nimi swego rodzaju sympatia. Zdarzyło mi się czytać, że niektórzy narzekają na zbytnie rozwleczenie i rozciągniecie tej opowieści ale hej – to jest opera. Musi być, po rozstawieniu bohaterów na scenie i zaprezentowaniu ich ról, zwolnienie żebyśmy mogli się z nimi oswoić i „opatrzyć”. Rodzina Orghamów kontynuuje swój plan przejęcia Gotham. Czy możemy jednak poznać dokąd zmierza ten koncept? Jak daleko Orghamowie mogą się posunąć, żeby wprowadzić swoje rządy? Jak przy tym zachowają się Two-Face i Mr.Freeze, których Orghamowie próbują wykorzystać? Na uwagę zasługuje background kolejnych postaci. Ram V wprowadza do opowieści o Gotham kolejne rozwiązania, które nadbudowują już i tak przecież potężną legendę miasta. Jeżeli chodzi o kwestie wizualne to trudno jednoznacznie je ocenić – w komiksie jest zdaje się 10 rysowników i kilku kolorystów. Pasuje jednak to wszystko do klimatu nokturnu, mrocznej opowieści i kryjącej się za nią tajemnicy. W przypadku tego typu komiksów ciężko o ocenę, bo to w zasadzie ciągnąca się historia, wypadałoby ją więc ocenić jako całość. Wiem jednak, że tomy 3. i 4. które już na mnie czekają ten budowany klimat będą niszczyć, żeby prowadząc znakomite crescendo, które wybuchnie w zaskakujący sposób. Nie mogę się doczekać.
StrongSilentType__ - awatar StrongSilentType__
ocenił na73 miesiące temu
Gotham: Rok pierwszy Phil Hester
Gotham: Rok pierwszy
Phil Hester Tom King Eric Gapstur Jordie Bellaire
W końcu musi nadejść moment, gdy Tom King mnie rozczaruje. Ale to jeszcze nie ten dzień. Acz trzeba mu przyznać, że w „Gotham: rok pierwszy” gra mniej swoimi typowymi mocnymi stronami niż w „Vision” czy „Mister Miracle”, które zaskakiwały emocjonalną, obyczajową stroną i wymykały się ciut klasyfikacji. Opisywany dziś komiks jest komiksem bezlitośnie gatunkowym, to zimny i ponury kryminał noir. Coby nie zdradzać zbyt wiele, komiks opowiada o przełomowym momencie w historii Gotham. Mamy rok 1961, a miasto jest dalekie od bycia brudną stolicą przestępczości. Jest to miejsce, gdzie z uśmiechem witasz się z każdym sąsiadem i puszczasz dzieci same do szkoły. Przynajmniej w niektórych, bardziej… białych dzielnicach. Miasto nie było pozbawione cieni, niepokojów na tle rasowym, policyjnej brutalności. Umówmy się, to kryminał noir. Główny (anty?) bohater to brutalny detektyw pomagający rodzinie Wayne’ów odzyskać porwaną córkę, ciągle pada deszcz, wszyscy palą szlugi i są dla siebie zimni jak lód. No i jest bardzo porządnie. Ja fanem kryminałów nie jestem, scenariuszowo dla mnie było to zbyt naiwne, przerysowane, jak zawsze z rozdziału na rozdział kto inny był głównym podejrzanym, przez co nawet nie chciało mi się bawić w domysły. Natomiast klimat działał tu w punkt. Pierwszoosobowa narracja doskonale zagrała, poczucie miasta pogrążającego się w chaosie zrobiło wrażenie, plus przewija się tu kilka naprawdę przewrotnych i zaskakujących relacji. Tom King narracyjnie błyszczy jak zawsze. Wypada pewnie porównać „Gotham” do „Długiego Halloween”; moim zdaniem „Gotham” było bardziej ludzkie i namacalne, ale scenariuszowo „Halloween” mocniej intrygowało. Fanom noirowej estetyki zdecydowanie polecam, bardziej niż fanom typowego superbohaterstwa. Moje obyczajowe serce nie zabiło mocniej, ale klimat opowieści zostanie ze mną na dłużej. Za egzemplarz ślicznie dziękuję Wydawnictwu. Po więcej recenzji zapraszam na Instagram: @traczytanko
Krzysztof Traczyk - awatar Krzysztof Traczyk
ocenił na66 miesięcy temu
Superman - Action Comics: Rewolucja w Świecie Wojny David Lapham
Superman - Action Comics: Rewolucja w Świecie Wojny
David Lapham Lee Loughridge Riccardo Federici Phillip Kennedy Johnson
Superman Action Comics Tom 3: Rewolucja w Świecie Wojny Superman wciąż tkwi po uszy w kosmicznym chaosie Świata Wojny. Tym razem jednak nie jest już samotnym gladiatorem, udaje mu się zebrać grupę sprzymierzeńców gotowych wzniecić rebelię przeciwko Mongulowi. Plan jest prosty: uwolnić zniewolone planety, znaleźć potężny artefakt i w końcu zakończyć tę międzygwiezdną tyranię. Dostajemy więc solidną porcję akcji, ale też sporo momentów, które nieco zwalniają tempo i potrafią znużyć. Komiks jakich wiele, czyta się dobrze, ale jutro zapomnisz, o co tam właściwie chodziło. Historia nie zapada w pamięć, choć ma kilka fajnych pomysłów i momentów, w których naprawdę czuć, że Superman to ikona nadziei, nawet w najciemniejszych zakątkach kosmosu. Na szczęście strona wizualna nadrabia sporo. Kadry są efektowne, a klimat potęgują pastelowe, lekko rdzawe barwy, które idealnie oddają atmosferę bitew i zniszczenia. Miejscami styl się zmienia, stając się bardziej dynamiczny i widowiskowy, ale zawsze pozostaje na wysokim poziomie. Rewolucja w Świecie Wojny to komiks tylko dla fanów Człowieka ze Stali. Nie rozczaruje, ale też nie zaskoczy. Dla tych, którzy lubią kosmiczne rebelie i chcą zobaczyć Supermana w mniej typowym wydaniu — może być to niezła odskocznia. Dla reszty? Raczej przystanek, który można ominąć bez większej straty. Komiks możesz zobaczyć na moim Instagramie: Lukkegeek https://www.instagram.com/p/DQOd_OrDGo3/?igsh=MTRieW8zZnBhY3Y2cw==
LukkeGeek - awatar LukkeGeek
ocenił na65 miesięcy temu
Przygody Supermana: Jon Kent Tom Taylor
Przygody Supermana: Jon Kent
Tom Taylor Clayton Henry Jordie Bellaire
Przygody Supermana: Jon Kent to komiks, który ponownie wrzuca nas w wir multiwersalnej gonitwy. Mamy tu Ultramana polującego na Supermanów z różnych światów, mamy Jona sprzymierzonego z alternatywnym Supermanem i androidką Red Tornado, a wszystko to prowadzi do nieuchronnej katastrofy, której trzeba zapobiec. Najciekawszy moment przychodzi, gdy bohater trafia do świata Injustice. I to właśnie tu historia nabiera ciężaru: Superman, choć wciąż tlą się w nim resztki dawnego sumienia, już dawno wprowadził na Ziemi swój twardy, niepodważalny reżim. Jon bardzo szybko zostaje sam, konfrontując się nie tylko z potęgą despotycznego Człowieka ze Stali, ale też z emocjonalnym dziedzictwem swojej rodziny. Cały tom jest wyraźnie skierowany do fanów uniwersum Injustice. Rozbudowuje znane wątki, dopisuje nowe sceny i pozwala zajrzeć w szczeliny historii, których wcześniej nie widzieliśmy. I tutaj, niestety, pojawia się największy problem: ten komiks nie może zmienić niczego istotnego w wydarzeniach Injustice. A to czuć. Opowieść ma świetny zamysł, autor naprawdę robi, co może, żeby wydobyć z tej przestrzeni jak najwięcej, ale ograniczenia kanoniczne wciąż ją hamują. W pewnym momencie odnosi się wrażenie, że opowieść mogłaby wznieść się wyżej, gdyby tylko mogła pozwolić sobie na większe konsekwencje. Mimo tego to nadal bardzo przyjemny komiks, napisany w charakterystycznym, lekkim sosie Taylora, który wie, jak prowadzić emocje i relacje postaci. Wizualnie także wypada dobrze, dynamiczne sceny akcji, ładne kadry, żywe kolory, wszystko na poziomie. Dla fanów Injustice to smaczny dodatek do znanej historii. Komiks możesz zobaczyć na moim Instagramie: Lukkegeek https://www.instagram.com/p/DRWqfTQDDeE/?igsh=MXc3NGtzamtoaXVuNw==
LukkeGeek - awatar LukkeGeek
ocenił na74 miesiące temu
Rogue Sun #01: Kataklizm Ryan Parrott
Rogue Sun #01: Kataklizm
Ryan Parrott
Dylan, na pewno nie spodziewał się tego, że ojciec(Marcus) który porzucił jego matkę gdy chłopak miał dwa lata, wróci do jego życia z czymś takim. Chociaż „wróci” to złe słowo, bo umarł a właściwie to został zabity, ale pozostawił mu w testamencie kamień słoneczny, czyniący właściciela Rogue Sun’em, superbohaterem, chroniącym miasto. Część ojca, lub jakiś jego zapis, pozostał w zbroi Rogue Sun’a, może dzięki temu próbować pomagać swojemu synowi, nauczyć go nowego zadania i jak używać mocy. Super w tym wszystkim są ich rozmowy, po tylu latach. Zdecydowanie nie są ciepłe. Ojciec nie należy do tych ciepłych i wyrozumiałych, raczej jest ich zdecydowanym przeciwieństwem. Dylan postanawia nawet zawrzeć umowę z „duchowym ojcem”, że gdy znajdzie jego zabójcę, ten na zawsze zniknie. Kim okaże się zabójca? Czy Dylan podoła roli Rogue Sun’a? Jakie sekrety skrywa nowa rodzina Marcusa? Prócz superbohaterskich spraw, jak walka z różnymi złolami, mamy tu również wiele rozważań na temat rodziny. Okazuje się, że walka z złem, wcale nie musi być najtrudniejsza dla Dylana, a na to pierwsze miejsce wysuwają się sprawy rodzinne. Jego ciepła relacja z matką, wychowującą go prawie całe życie samotnie która wydaje się przeciwieństwem ojca, który po takim czasie postanawia zamieszać w ich życiu, a właściwie się w nie wpakować „z buciorami”. Bardzo podobała mi się NIE przemiana, naszego bohatera, który nagle zostając Rogue Sun’em i nie staje się chodzącym ideałem i wzorem do naśladowania, tylko chociażby dalej wymusza na innych pisanie za niego wypracowań do szkoły. Nie mówię że to dobre, ale jest ciekawą, szarą moralnie postacią. Komiks był bardzo dynamiczny, od fabuły po same rysunki, które mega mi się podobały. Sceny walki były epickie a różne postacie bardzo ciekawie przedstawione. Demonika jest moją ulubioną prócz głównego bohatera. No ale nie może być tylko tak cukierkowo, teraz coś co mi się średnio podobało. Całe to potencjalne śledztwo za zabójcą Marcusa, które jakoś specjalnie nie mogłem uświadczyć. Nie czułem tego totalnie, w zasadzie to sprawa samoistnie się rozwiązała, a zabójca sam nam się ukazał. Owszem był to ciekawy zwrot akcji, ale jednak to zabójca odnalazł ich a nie oni zabójcę. Prócz kilku podejrzanych, którzy byli oczywistym wyborem, nie znamy za dużo postaci, więc zakładając, że to zazwyczaj ktoś kogo znamy, pula wyboru nie była specjalnie duża. Drugą kwestią jest świat, który jest dość „mały”. Nie dowiedziałem się specjalnie kim jest Rogue Sun, skąd się wziął, skąd pochodzą antagoniści, czy oni tak sobie po prostu są i tyle? Wiele ciekawych wątków jakoś tak pominięto. Trochę to według mnie „podcięło skrzydła” historii. Prócz tych mankamentów, komiks wam polecam, jeśli lubicie superbohaterskie klimaty to się nie zawiedziecie!
Wiedmak - awatar Wiedmak
ocenił na810 miesięcy temu
Radiant Black, tom :1 (Nie tak) sekretne pochodzenie Kyle Higgins
Radiant Black, tom :1 (Nie tak) sekretne pochodzenie
Kyle Higgins Marcelo Costa
Radiant Black Tom 1 (Nie Tak) Sekretne Pochodzenie to nowa seria komiksów superhero, której pierwszy tom własnie został u nas wydany. Z tym, że jest to dość nietypowy komiks superbohaterski, ale po kolei. Nasz bohater Nathan Burnett jest 30-letnim nieudacznikiem, który zawodzi na całej linii. Zadłużenie rośnie, pracy nie ma, a marzenia o zostaniu wielkim pisarzem co raz bardziej się oddalają. Aby przeżyć musi wrócić do rodzinnego miasteczka i zamieszkać ponownie z rodzicami. Tam spotyka dawnego, dość rozrywkowego kumpla i zaczynają imprezować. Pewnego razu podczas powrotu do domu, w dość nietypowych okolicznościach Nathan uzyskuje kosmiczne wręcz moce wraz z kombinezonem. I wszystko byłoby super gdyby nie fakt, że wraz z mocami nasz bohater został połączony z tajemniczym, obcym bytem. I teraz tak, proszę nie łączyć, jak sugeruje okładka, tego komiksu z Invincible. W odbiorze jest to opowieść w zupełnie innym tonie. Tutaj mamy stonowaną, dość smutną i szarą historię mocno kontrastującą z pozaziemskimi motywami. I wiecie co? Ja to kupuje! Co prawda mam ogromne obawy, w którą stronę opowieść zostanie skierowana, ale tak czy siak jestem bardzo ciekawy jak seria się rozwinie. Tym bardziej, że pod koniec tomu dostajemy historię drugiej bohaterki, która też jest ciekawa. Niestety tom ten jest tylko wstępem do dalszych wydarzeń i po za jednym większym zwrotem akcji nic więcej tutaj nie znajdziemy. Jest to bardziej przedstawienie świata i bohaterów tej opowieści. Niemniej czytało mi się to bardzo dobrze. O ilustracjach powiem krótko, są bardzo dobre i pasują idealnie do stylu komiksu. Nie jest to poziom wybitny, ale jest dobrze i klimatycznie. Mimo, iż mam trochę obawy jak seria się rozwinie to jednak bardzo czekam na kolejny tom. Warto spróbować tej niecodziennej dawki superhero. Komiks możesz zobaczyć na moim instagramie: lukkegeek https://www.instagram.com/p/DCQ_n1zNPHe/?igsh=dTd0MHRnamczZWp2
LukkeGeek - awatar LukkeGeek
ocenił na81 rok temu
Wojownicze Żółwie Ninja: Ostatni Ronin Tom Waltz
Wojownicze Żółwie Ninja: Ostatni Ronin
Tom Waltz Kevin Eastman Peter Laird Esau Escorza Isaac Escorza Ben Bishop Luis Antonio Delgado
W popkulturze przywykliśmy do konkretnej interpretacji określenia ronin. Tym bowiem mianem, określało się samurajów, którzy utracili pana. Jednak dosłowne znaczenie jest zupełnie inne, a brzmi ono „człowiek-fala” który uda się tam gdzie poniesie go wiatr. Do ostatniego z Żółwi ten przydomek pasuje jak ulał. Jeśli kierowani nostalgią oczekujecie od Wojowniczych Żółwi Ninja relatywnie przystępnej rozrywki z pewną dozą humoru, to w tył zwrot, bo to zdecydowanie nie ten adres. Fabuła „Ostatniego Ronina” jest lepka i brudna niczym najpodlejszy ściek. Ostatni z synów Splintera ma jeden cel: rozprawić się z klanem Stopy, lub zginąć próbując. Zemsta jest tym, co go motywuje, napędza i wyniszcza jednocześnie. Jednak wie, że warto, bo gdy odebrano Ci wszystko, nic poza celem nie ma znaczenia. Oczywiście są jeszcze wątki poboczne. Choćby związany z oddolną rewolucją wymierzoną w klan Stopy, czy dotyczący trenowania pewnej młodej adeptki sztuk walki. Chociaż generalnie są one całkiem ciekawe, to dla mnie stanowią jedynie dodatek. Ten komiks to przede wszystkim znakomite studium straty, cierpienia i brzemienia, które z niej wynikają. O bohaterach będzie ogólnie, bo niemal każde poznane przed lekturą imię byłoby niepowetowaną stratą dla czytelnika. W komiksie spotkamy sporo znanych postaci, będą też zupełnie nowe, bo fabuła jest osadzona wiele lat po tym jak Shredder przewodził klanem Stopy. Można się więc domyślić, że ostatni z braci zdecydowanie wiek nastoletni ma daleko za sobą (dla niewtajemniczonych angielski nazwa tego uniwersum to Teenage Mutant Ninja Turtles). Sposób w jaki skonstruowano jego postać jest niesamowity i zaskakujący. Przyznam też, że gdy dowiedziałem się kim jest Ronin, nie mogłem wyjść z szoku, bo nigdy bym się nie spodziewał akurat jego. W temacie tej postaci warto również wspomnieć o jego relacjach z braćmi. Ich rozmowy czy kłótnie… może to nostalgia, ale za każdym razem miałem kluchę w gardle. Nie mówię tu o retrospekcjach, tylko czasie rzeczywistym. Do samego końca nie wiemy, czy są duchami czy wytworami jego pokiereszowanej przez okrutny los psychiki. To nieważne. Są, mówią i jak zawsze wkurzają, choć doskonale wie, że tak naprawdę ich nie ma. A on został i nie może sobie wybaczyć, że to akurat jemu z wojowniczej czwórki się udało. Styl graficzny jest cholernym majstersztykiem. W zasadzie dwa style. Jeden, stosowany przez większość czasu: niezwykle dopracowany, o mrocznym charakterze, idealnie dobranej kolorystyce i pięknej kresce. Drugi, gdy autorzy wspominają o tym, co się z Roninem działo w przeszłości, jest zupełnie inny. Niezwykle oszczędny, lekko zamazany, wręcz pozornie niedbały. Czarno-biała kolorystyka w stylu kreskowania krzyżowego. Te kadry pokazują największą tragedię w życiu głównego bohatera, więc człowiek ma poczucie, że kolor byłby tu wręcz nie na miejscu. Absolutnie genialny zabieg! Zostaje mi podsumować to następująco: brałem do ręki komiks z myślą, że to będzie fajny powrót do bohaterów z dzieciństwa. A odkładałem dzieło, które obróciło w pył wspomnienia i zredefiniowało postrzeganie tego klasycznego uniwersum. Jeśli kiedykolwiek było Ci z Wojowniczymi Żółwiami Ninja po drodze, musisz to przeczytać. Ostrzegam jednak, będzie bolało. BARDZO. P.S. Ten komiks absolutnie nie jest przeznaczony dla młodego czytelnika.
Michał Wyrwa - awatar Michał Wyrwa
oceniła na1016 dni temu
Batman. Pogromca sprawiedliwości. Tom 2 Eiichi Shimizu
Batman. Pogromca sprawiedliwości. Tom 2
Eiichi Shimizu Tomohiro Shimoguchi
Drugi tom Batmana: Pogromcy Sprawiedliwości zaskakuje już od pierwszych stron. Podczas gdy pierwszy tom zdawał się podążać dość jasno wytyczoną ścieżką, kontynuacja całkowicie zrywa z wcześniej obraną konwencją. Mamy tu do czynienia niemal z rekonstrukcją znanego uniwersum Batmana – autorzy bawią się zarówno formą, jak i treścią, prezentując nam postacie, które choć znane, występują w zupełnie nowych, zaskakujących rolach. Fabuła jest trudna do jednoznacznego sklasyfikowania, ponieważ łączy w sobie wiele wątków: gangsterskie porachunki, tajemnicze okoliczności śmierci rodziców Bruce’a Wayne’a i Dicka Graysona, a nawet wątek interwencji Supermana w sprawy Gotham. Ta pozorna chaotyczność może momentami przytłaczać, ale jednocześnie sprawia, że lektura trzyma w napięciu i intryguje swoją nieprzewidywalnością. Od strony wizualnej manga prezentuje się nieźle – kreska jest dynamiczna i nadaje scenom odpowiednie tempo, choć momentami brakuje jej detali, co może razić bardziej wymagających czytelników. Design postaci to kwestia dyskusyjna – nie wszystkie reinterpretacje przypadną do gustu fanom klasyki, ale trzeba przyznać, że twórcy nie bali się ryzyka. Manga Batman: Pogromca Sprawiedliwości to bez wątpienia eksperyment. Czy udany? Trudno powiedzieć na tym etapie, ale jedno jest pewne – drugi tom zapowiada coś znacznie bardziej interesującego, niż można się było spodziewać po pierwszym. Jeśli twórcy utrzymają poziom zaskoczenia i świeżości, może nas czekać naprawdę intrygująca reinterpretacja Mrocznego Rycerza. Mangę możesz zobaczyć na moim Instagramie: Lukkegeek https://www.instagram.com/p/DI824FWM5_W/?igsh=b3F0YTV6Z2x3MGtk
LukkeGeek - awatar LukkeGeek
ocenił na711 miesięcy temu
Duke. Tom 1: Wiedza to połowa sukcesu Joshua Williamson
Duke. Tom 1: Wiedza to połowa sukcesu
Joshua Williamson Tom Reilly
Duke Tom 1: Wiedza to połowa sukcesu. Nie ukrywam, że do tego komiksu podchodziłem z dużą rezerwą. G.I. Joe to dla mnie rzecz kultowa, dzieciństwo w czystej postaci, więc każdy nowy pomysł na wskrzeszenie tej marki budzi u mnie odruchowy sceptycyzm. Ale wiecie co? Tym razem się udało! Duke to naprawdę solidny start czegoś nowego, a jednocześnie pełen szacunku ukłon w stronę klasyki. Duke, czyli przykładny żołnierz armii USA, od lat owiany legendą, zostaje rzucony w sam środek wydarzeń, które kompletnie wywracają jego świat do góry nogami. Podczas jednej z misji trafia na Deceptikona (tak, dokładnie – Transformers),a jego przyjaciel ginie. Od tego momentu Duke zaczyna drążyć temat i odkrywa rzeczy, których jego przełożeni woleliby, żeby nie ruszał. Brzmi jak klasyczny film akcji klasy B? Bo taki właśnie jest klimat tego komiksu. I tak ma być! Strzelaniny, patos, czerstwe teksty, tego tu nie brakuje. To jest dokładnie ten oldschoolowy vibe, za którym tęskniłem. Nie ma co szukać głębokich analiz czy filozofii, to czysta rozrywka, z kultowymi postaciami w roli głównej. I za to właśnie wielki plus. Wizualnie jest trochę surowo, kreska nie każdemu przypadnie do gustu, ale trzeba przyznać, że styl pasuje do klimatu. Jest twardo, militarnie i trochę brudno. No i oczywiście to Energon Universe. Czuć, że to część większej układanki, która dopiero się rozkręca. I fajnie, mam apetyt na więcej. Komiks możesz zobaczyć na moim Instagramie: Lukkegeek https://www.instagram.com/p/DQyqUmbjM2o/?img_index=1&igsh=bTl0Nm11YW13bTM5
LukkeGeek - awatar LukkeGeek
ocenił na75 miesięcy temu
Star Wars: Mroczne droidy. Drużyna D Marc Guggenheim
Star Wars: Mroczne droidy. Drużyna D
Marc Guggenheim Salva Espin
Komiksowe uniwersum „Star Wars” rozwija się w najlepsze. Obecnie ukazuje się kilka osobnych serii i chyba wszystkie z nich cieszą się uznaniem w oczach fanów. Od czasu do czasu pojawiają się też crossovery – wydania łączące i spajające rozproszone wątki, przypominające, że mamy do czynienia z jednym, wielkim światem. Należą do nich „Mroczne droidy”, omawiany album nie jest jednak jego tomem-matką, ale fabułą stojącą obok. Sprawdzę, jak prezentuje się ona w oczach czytelnika, dla którego jest to pierwszy kontakt z tym konkretnym eventem. R2-D2 robi co może, żeby pomóc C-3PO, którego wypaczyła szalejąca w galaktyce i zagrażająca mechanicznemu życiu Plaga. Mały astromech nie może jednak wyruszyć w misję sam, dlatego przystępuje do zbierania drużyny złożonej z innych droidów. Werbowane przez niego maszyny wyróżniają się trudnym charakterem i dość mrocznymi popędami, co ostatecznie może się okazać niezwykle przydatne w konfrontacji z czającym się na ich drodze zagrożeniem. Założenia fabularne całego crossoveru są takie, że tak zwana Plaga spowodowała zmianę zachowania droidów – stały się mordercze, ogarnięte trudną do powstrzymania chęcią buntu przeciwko organicznemu życiu. I tyle w zasadzie wystarczy wiedzieć, bo jakkolwiek początek „Drużyny D” stanowi kontynuację poprzednich wydarzeń, to ich znajomość nie jest potrzebna do zrozumienia zaserwowanej w tym albumie opowieści. Twórcy często starają się konstruować komiksy w taki sposób, by wejście w kolejne tomy przez kogoś „z zewnątrz” było możliwie jak najmniej problematyczne. Tak właśnie dzieje się w tym przypadku. Nie ma co ukrywać – „Drużyna D” jest w znacznej mierze nastawiona na akcję. Ale chyba nikt nie spodziewał się niczego innego, prawda? Najważniejsze jest to, że zawartość tego komiksu okazuje się całkiem angażująca. Nie uświadczymy w nim co prawda zbyt wielu fabularnych zaskoczeń, ale wszystko poprowadzono sprawnie (Guggenheim czuje „Gwiezdne Wojny”, co udowadniał już wcześniej),a opowieść ma kilka sympatycznych elementów. Tym, co najbardziej przypadło mi do gustu, jest kreatywne odwrócenie ról – droidy są w tym uniwersum zazwyczaj dodatkiem i pełnią określoną, często humorystyczną rolę. Rzadko aż tak mocno wychodzą na pierwszy plan. To dobry ruch, bo potrafią być charyzmatyczne, ciekawe i oczarowywać czytelnika swoją osobowością. Cała ta opowieść ma wyraźnie wyczuwalny przygodowy sznyt – właściwie na całej przestrzeni albumu fabuła poprowadzona jest lekko i z tak zwanym „jajem”, a to doskonale pasuje do charakteru franczyzy. Sytuacji sprzyja fakt, że Guggenheim potrafi nadać opisywanym wydarzeniom znaczenie. Mają one osobisty charakter dla R2-D2, a zawsze lepiej dla opowieści, kiedy wyraźnie można wyczuć stawkę, o jaką toczy się gra, bo dodaje to fabule psychologicznej wiarygodności. Tak właśnie jest w tym przypadku. Warto też wspomnieć, że autor nie stroni od dość mrocznego humoru – te droidy mają charakter, a teksty, którymi sypią, potrafią zaskoczyć cynizmem. W moje poczucie humoru taki styl trafia idealnie. Szkoda tylko, że końcówka albumu przynosi zawieszenie akcji i informację, że zakończenie poznamy gdzie indziej. To rozczarowujące, tym bardziej, że na okładce nie znajdziemy żadnego oznaczenia tomu sugerującego, że nie mamy do czynienia z zamkniętą całością. Ilustracje to element, który dobrze komponuje się z lekkością tej historii. Kolejne strony wypełniają przejrzyste kadry, narysowane ładną, miłą dla oka kreską, która sprawdza się co najmniej dobrze. Nawet w scenach konfrontacyjnych, kiedy droidy się, że tak powiem „naparzają”, wszystko jest doskonale widoczne i z łatwością rozróżnialne. To nie zawsze jest regułą w momentach bardziej akcyjnych, tym bardziej więc wypada złożyć wyrazy uznania panu Espinowi. Nawet wchodząc do świata „Mrocznych droidów” z nie tej strony co trzeba, nie ma absolutnie żadnej trudności z przyswojeniem fabuły „Drużyny D”. Jest to komiks sympatyczny i angażujący, kwintesencja tego, czym „Gwiezdne Wojny” powinny być – lekkiej zabawy ze szczyptą nieco poważniejszej tematyki. Podczas lektury bawiłem się dobrze i gdyby tylko nie to nieszczęsne zawieszenie akcji na końcu, byłoby jeszcze lepiej. Recenzja do przeczytania także na moim blogu - https://zlapany.blogspot.com/2025/05/star-wars-mroczne-droidy-druzyna-d.html oraz na łamach serwisu Szortal - https://www.facebook.com/Szortal/posts/pfbid0D3jabicRqqsCWcWfqK4fDvaqJSfsFUd3wugJfY1BLVT6FSpfPMPvENyEvoMg8ysMl
Marek Adamkiewicz - awatar Marek Adamkiewicz
ocenił na710 miesięcy temu
Batman/Superman: World's Finest: Dziwny przybysz Mark Waid
Batman/Superman: World's Finest: Dziwny przybysz
Mark Waid Tamra Bonvillain Dan Mora
Batman/Superman World’s Finest Tom 2: Dziwny przybysz to kontynuacja przygód duetu Mrocznego Rycerza i Człowieka ze Stali, tym razem wzbogacona o sporą dawkę młodzieżowej energii i komiksowej lekkości. Batman, Superman, Robin oraz cała plejada superbohaterów DC mają pełne ręce roboty ponieważ na scenie pojawia się nowy złol Klucz, a na dodatek z alternatywnej Ziemi rozbija się statek kosmiczny z nastolatkiem o imieniu David na pokładzie. David, obdarzony mocami przypominającymi te Supermana, choć bardziej skupionymi na ogniu, szybko trafia pod skrzydła bohaterów, którzy podejmują się jego szkolenia. Problem w tym, że chłopak jest nieprzewidywalny, a jego przeszłość kryje niejedną tajemnicę. Na czytelnika czekają więc zarówno nowe zagrożenia, jak i dynamiczne starcia, w których biorą udział znane i lubiane postacie z uniwersum DC. Pod względem wizualnym komiks prezentuje bardzo młodzieżowy styl: proste, ale efektowne rysunki, żywa kolorystyka i czytelne kadry sprawiają, że album czyta się szybko i bez wysiłku. To lektura na raz – przyjemna, choć raczej nietrwała w pamięci. Nie jest to historia, która na zawsze zmieni postrzeganie Batmana i Supermana, ale idealnie sprawdzi się, gdy ma się ochotę na lekką, kolorową przygodę z superbohaterami. Czasem i takie komiksy są potrzebne. Komiks możesz zobaczyć na moim Instagramie: Lukkegeek https://www.instagram.com/p/DNPrh43sPyN/?igsh=YjFpNzdta292NG9p
LukkeGeek - awatar LukkeGeek
ocenił na67 miesięcy temu
Star Wars: Kanan. Ostatni padawan Pepe Larraz
Star Wars: Kanan. Ostatni padawan
Pepe Larraz Greg Weisman Andrea Broccardo Jacopo Camagni
Postać Kanana Jarrusa wprowadzona została do uniwersum Gwiezdnych Wojen w serialu animowanym "Rebelianci". Przyznam bez bicia, że sam serial, jak i postać rycerza Jedi, nie od razu przypadły mi do gustu. Kanan wydawał mi się pozbawiony charyzmy, niezdecydowany, nijaki. No i Jedi z blasterem? "So uncivilized", jak mawia mistrz Obi-Wan Kenobi. Tymczasem lektura komiksu pozwala zrozumieć rozterki Kanana, które widoczne były w serialu animowanym. Ta swego rodzaju komiksowa biografia Jedi (niepełna) ukazuje jego trudne dzieciństwo, naznaczone rywalizacją w Zakonie z innymi młodzikami oraz Wojnami Klonów. Ten świeżo upieczony padawan od razu zostaje rzucony w wir brutalnych działań zbrojnych. Potrafi jednak pogłębiać swoje relacje z klonami oraz wzmacniać więź ze swoją mistrzynią – Depą Billabą. U schyłku Wojen Klonów młody Jedi walczy o przetrwanie, najpierw uciekając przed Rozkazem 66, a później wiodąc żywot galaktycznego włóczykija, niekoniecznie parającego się legalnymi zajęciami. W końcu zmuszony jest zmienić swoją tożsamość i wkroczyć na ścieżkę, na której zabraknie miejsca dla osób znających jego dziedzictwo. Komiks zręcznie łączy losy Kanana w szeregach Rebelii z czasami dawnymi, kiedy służył Zakonowi Jedi jako Caleb Dume. Zastosowano więc retrospekcje, które absolutnie nie zaburzają narracji. Należy też pochwalić staranną kreskę i żywe kolory. Wysoka estetyka komiksu widoczna jest szczególnie w scenach walki, zarówno na lądzie, jak i w kosmosie. Pozycja obowiązkowa, nie tylko dla fanów serialu "Rebelianci".
Dominik Sobczyk - awatar Dominik Sobczyk
ocenił na810 miesięcy temu
Batman - Detective Comics: Gothamski Nokturn: Uwertura Rafael Albuquerque
Batman - Detective Comics: Gothamski Nokturn: Uwertura
Rafael Albuquerque Dave Stewart Simon Spurrier Ram Venkatesan
Batman i jego przygody doczekały się już w zasadzie każdego możliwego scenariusza, zakończenia, ponownego rozpoczęcia. Wszak Detektyw-Nietoperz ma już 86 lat. Chociaż się nie starzeje i nadal to ten sam Bruce Wayne (no, z małymi wyjątkami),ciężko czasem wymyślić koło na nowo. Wiadomo, że dla fanów Gacka każda historia z nietoperzem będzie dobra (czy na pewno? Patrzę na Ciebie Tynion IV…) ale no właśnie – trzeba przecież jakoś przyciągnąć zainteresowanie. Ram V zrobił to w moim odczuciu perfekcyjnie. Gothamski Nokturn wprowadza nową jakość do historii o Batmanie, przynajmniej do tych historii które znam (nie ma ich znowu aż tak gigantycznie dużo, chociaż znam sporo). Wraca on do korzeni Batmana, klimatu noir, budując swoją opowieść na wzór opery, rozbudowując kolejne wątki i stopniując napięcie. Pierwsza część Gothamskiego Nokturnu jest więc wprowadzeniem, rozstawieniem bohaterów na planszy, przedstawieniem aktorów – mamy więc z jednej strony Batmana-Bruce’a Wayne’a, który jest trochę innym niż ten którego znamy. Jest emerytowany Jim Gordon, próbujący znaleźć na nowo swoje miejsce w Gotham i wpadający na dziwnego dzieciaka bez tożsamości. Z drugiej strony – jest Harvey Dent aka Two-Face, którego wątek w tym komiksie i jego kontynuacji (jestem w trakcie) to istne złoto. Jest też tajemnicza rodzina Orghamów, jednych z założycieli Gotham, kojarzonych głównie nie bez powodu z Arkham… Gothamski Nokturn to podróż przez koszmary – zarówno Batmana jak i Two-Face. Fabularnie komiks jest wyśmienity. Gorzej trochę z częścią wizualną. Rysunki Rafaela Albuquerque są wyśmienite, oddają klimat Gotham i świata Batmana. Za to prace Daniego, który rysuje historię Gordona, wydają się niechlujne, nieczytelne, zlewające się. Może taki był zabieg? Nie do końca mi podszedł chociaż, nie ukrywam – forma przedstawienia części opowieści w kadrze jako opisy akurat do mnie trafia. Ram V udanie przywitał się ze światem Gacka, wprowadzając w niego elementy świeżości a może właśnie sprowadzając go do tego klasycznego, gotyckiego świata. Wiem, że jego przygoda na razie z Detective Comics się skończyła, ale liczę na to, że wróci. A przede mną jeszcze trzy akty tej opery.
StrongSilentType__ - awatar StrongSilentType__
ocenił na74 miesiące temu
Superman - Syn Kal-Ela: Bitwa o Gamorrę Tom Taylor
Superman - Syn Kal-Ela: Bitwa o Gamorrę
Tom Taylor Clayton Henry Cian Tormey
Nowy Superman zadomowił się już na dobre na komiksowym poletku. Jego pierwsza solowa seria rozpoczęła się jeśli nie z przytupem, to na pewno w bardzo udany sposób, stając się prawdziwym odświeżeniem wizerunku Człowieka ze Stali oraz interesującą (a zarazem chyba także potrzebną) zmianą pokoleniową. „Syn Kal-Ela” w pierwszych dwóch tomach zaprezentował się jako komiks przede wszystkim rozrywkowy, ale zarazem świadomy i poruszający istotne kwestie społeczne i jako taki okazał się jedną z najciekawszych współczesnych propozycji DC Comics. Najnowsza odsłona podtrzymuje ten pozytywny obraz. Nowy Superman wraz ze swoim chłopakiem, Jayem Nakamurą, musi zmierzyć się z zagrożeniem ze strony dyktatora Gamorry, Henry’ego Bendixa. Ogarnięty żądzą władzy despota tworzy własnych metaludzi, którzy mają ukryte w głowach bomby i są całkowicie podporządkowani kontrolującej ich sile. Jak pokonać bezwolnych, ale potężnych wrogów tak, by nie pozbawić ich życia i dać im szansę na powrót do normalnego życia? Superman będzie musiał znaleźć na to jakiś sposób, bo jeśli tego nie zrobi, jego ukochani mogą zginąć. W trzecim tomie „Syna Kal-Ela” od początku doskonale gra warstwa obyczajowa. Tom Taylor przykłada dużą wagę do starannego zarysowania charakterologicznego bohaterów. Tę cechę komiksu widać w wielu scenach, ale świetnym przykładem jest już pierwszy zeszyt, w którym Batman zasiewa w Jonie ziarno niepewności dotyczące Jaya Nakamury. Czy chłopak ma powiązania z organizacją terrorystyczną? Taylor rozgrywa ten wątek w bardzo przemyślany sposób, posługując się przede wszystkim doskonale rozpisanymi dialogami. To nie tylko rozmowa Batmana z Supermanem, ale także następująca po niej konwersacja Nietoperza z dziadkiem obecnego obrońcy Metropolis, podczas której poruszane są takie kwestie jak zaufanie, tęsknota czy odpowiedzialność. Nieufny z natury Wayne musi zmierzyć się z siłą argumentów człowieka, dla którego miłość i empatia zawsze były wyznacznikiem właściwego wychowania dziecka. Superman wie, że tym cechom trzeba po prostu pozwolić dojść do głosu i aby zebrać ich owoce, należy dać im czas na dojrzenie. Oczywiście nie zawsze jest to możliwe, ale scenarzysta w ciekawy sposób pokazuje, że czasami warto po prostu postawić na kartę z napisem „zaufanie”. Każdy komiks spod szyldu „Superman” to jednak przede wszystkim rozrywka, a tutaj już sam tytuł wskazuje, że na jego kartach czeka nas cała masa atrakcji. I faktycznie, akcja toczy się w szybkim tempie, choć warto przy tym pamiętać, że samo w sobie nie jest to żadnym wyznacznikiem jakości. Każdy z nas czytał w swoim życiu wiele powieści graficznych, które oferowały akcję, ale nie popierały tego sensowną, dobrze posklejaną fabułą. Na szczęście omawiany album nie należy do tego grona. „Bitwa o Gamorrę” w umiejętny sposób łączy bowiem sensacyjny sznyt z nutką politycznych knowań oraz motywem walki z nadużyciami grupy trzymającej władzę. Wszystko połączono w nader sprawny sposób, dzięki czemu jest to koktajl nie tylko wielokolorowy, ale przede wszystkim bardzo smaczny. Choć trzeci tom „Syna Kal-Ela” zasługuje przede wszystkim na pochwały, to nie jest jednak całkowicie wolny od wad. Dla mnie takową był wątek współpracy prezydenta Gamorry z innym, o wiele bardziej rozpoznawalnym przez fanów Supermana łysym czarnym charakterem. W komiksach z Batmanem czuć pewien przesyt postacią Jokera, a twórcy „Supka” mogliby jednak nieco odejść od Lexa Luthora, bo jest on zdecydowanie nadmiernie eksploatowany przez scenarzystów. Co prawda w komiksie Taylora od biedy można uzasadnić jego obecność chęcią skonfrontowania nowego Supermana z jednym z największych przeciwników jego ojca, ale na dłuższą metę oczekiwałbym jednak, że Jon będzie stawiany w obliczu wyzwań o innym charakterze. Rysunki prezentują podobny poziom co poprzednio, w czym nie ma niczego niespodziewanego, zważywszy na fakt, że przy „Przebudzeniu Gamorry” pracowali w większości ci sami artyści. Nadal jest przejrzyście, kolorowo i efektownie, a przy tym w grafiki nie wkrada się wizualny chaos. Jest miło dla oka i mi to absolutnie wystarcza. Powiem szczerze – nie miałem względem „Syna Kal-Ela” zbyt wielkich oczekiwań. Tymczasem już pierwszy tom pozytywnie mnie zaskoczył, drugi okazał się tak samo dobry, a trzecia odsłona nadal trzyma ten równy, wysoki poziom. Mamy po prostu do czynienia z jedną z najlepszych trykociarskich serii wydawanych obecnie w Polsce. Tym bardziej szkoda, że to już koniec. Nie orientowałem się jeszcze co nastąpi dalej, ale mam nadzieję, że Jon nie zostanie wkomponowany w jakąś serię z przygodami swojego ojca i nie stanie się tylko trybikiem w kryptońskiej maszynie. Ta wersja Supermana zasługuje na własny cykl. Recenzja do przeczytania także na moim blogu - https://zlapany.blogspot.com/2024/12/superman-syn-kal-ela-tom-3-bitwa-o.html oraz na łamach serwisu Szortal - https://www.facebook.com/Szortal/posts/pfbid0V1DZ2Z7KAg1YXYbQTJp6Sp4cBr62LfpvEc3ma927ZeWdRU7MnzVgx265Vvnk1L7ml
Marek Adamkiewicz - awatar Marek Adamkiewicz
ocenił na71 rok temu

Cytaty z książki Superman: Powrót Kal-Ela

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Superman: Powrót Kal-Ela