Zmierzyć arszynem. Marek Karp i Ośrodek Studiów Wschodnich

Okładka książki Zmierzyć arszynem. Marek Karp i Ośrodek Studiów Wschodnich autora Andrzej Brzeziecki, 9788324090266
Okładka książki Zmierzyć arszynem. Marek Karp i Ośrodek Studiów Wschodnich
Andrzej Brzeziecki Wydawnictwo: Znak Horyzont biografia, autobiografia, pamiętnik
608 str. 10 godz. 8 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Data wydania:
2024-09-11
Data 1. wyd. pol.:
2024-09-11
Liczba stron:
608
Czas czytania
10 godz. 8 min.
Język:
polski
ISBN:
9788324090266
Średnia ocen

7,3 7,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Zmierzyć arszynem. Marek Karp i Ośrodek Studiów Wschodnich w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Zmierzyć arszynem. Marek Karp i Ośrodek Studiów Wschodnich

Średnia ocen
7,3 / 10
9 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Zmierzyć arszynem. Marek Karp i Ośrodek Studiów Wschodnich

Sortuj:
avatar
1
1

Na półkach:

Pierwsza książka o OSW, wydana w roku 2007, była napisana i zredagowana przez jego byłych i aktualnych pracowników oraz współpracowników – Cichockiego, Pełczyńską, Borkowicza i innych. Wyszło więc trochę na kolanach, co zresztą w przypadku Borkowicza – który znalazł się w ostrym konflikcie z Karpem i z tego powodu opuścił Ośrodek – chyba dobrze o nim świadczy. Niemniej całość lektury raczej na tym ucierpiała.

Ta książka, wydana 17 lat potem, pisana już była przez człowieka z zewnątrz, dziennikarza z zacięciem śledczo-detektywistycznym. Stąd hagiografii mniej i krok w dobrą stronę, ale tylko jeden. Bo oparta jest niemal w całości na dokumentach OSW i relacjach pracowników lub ludzi w ten czy inny sposób bliskich OSW. Autor opisuje kilka wątków, które można by nazwać kontrowersyjnymi – jak finansowe manewry Karpa czy pojedyncze nietrafione analizy ekspertów Ośrodka – ale nadal jest to w niemal wyłącznie opowieść insiderów o swoich własnych dokonaniach.

Czego w książce brakuje? Czego nie ma, a co powinno znaleźć się w ewentualnej kolejnej książce o OSW, o polskiej polityce zagranicznej czy o polskiej administracji centralnej? Brakuje umiejscowienia Ośrodka w naszej polityce wschodniej. Jaka była jego rola? Jakie było jego znaczenie? Na co miał wpływ, a na co nie miał? Jakie miał zasługi?

Gdyby taka książka powstała, najprawdopodobniej okazałoby się, że OSW był klęską.

Ośrodek powstał – co tu ukrywać – po znajomości. Karp był człowiekiem ustosunkowanym w środowiskach Unii Demokratycznej, które objęły władzę, i przekonał kolegów, że polska administracja potrzebuje umocowanej instytucjonalnie grupy mózgowców od obszaru post-radzieckiego. Mieli zbierać dane, analizować i służyć radą polskim decydentom od spraw wschodnich. Ale okazało się, że tak nie było.

OSW funkcjonował sobie a muzom. Nie jest żadną tajemnicą, że MSZ zawsze patrzył na Ośrodek z niechęcią, i podobnie patrzyły wszystkie powiązane z MSZ instytucje, takie jak PISM. Przepływ kadr między pionem zagranicznym a Ośrodkiem był minimalny. Produkcja OSW kiedy trafiała na Szucha, lądowała natychmiast w szafach. Początkowo – również po znajomości, głównie na linii Sienkiewicz-Rokita - czytano OSW w URMie, premier Suchocka odwiedzała Koszykową, ale to zaczęło się kończyć za Pawlaka i zdechło potem, bo środowiska postkomunistów (za Oleksego i Cimoszewicza) i okołokaczyńskie (za Buzka) widziały OSW jako kolesiów udecji. Przez pewien czas pewne zainteresowanie było w urzędzie prezydenckim, ale to chyba wynik układów na linii Karp-Ananicz. Jedyne piony, gdzie – o ile mi wiadomo – czekano na analizy Ośrodka i uważnie je czytano, to były służby i wojsko. Służby ze względu na znajomych Sienkiewicza, wojsko nie jestem pewna, dlaczego. Tak czy owak, mogły sobie czytać, ale ani służby ani wojsko nie robiły polskiej polityki wschodniej.

Wpływ Ośrodka na polską politykę wschodnią był w związku z tym minimalny łamane przez żaden. W roku 2024 budżet OSW wynosił 20 milionów; jeśli porównywalne kwoty wydawano też wcześniej, to można powiedzieć, że podatnicy zafundowali 20-30 osobom miejsce, gdzie mogli za spore publiczne pieniądze uprawiać swoje hobby. Ci wszyscy ludzie poniekąd złapali Pana Boga za nogi, bo robili to, co lubili, a jeszcze im za to płacono (nieprzesadnie, jakieś 120% średniej krajowej). Sprowadzali dziesiątkami gazety i książki, oglądali i słuchali nagrywane seryjnie programy telewizyjne i radiowe, jeździli w podróże służbowe od Estonii po Azerbejdżan, uczestniczyli w konferencjach, z czasem dostali wykupione prenumeraty internetowe, pisali także przeznaczone do obiegu publicznego teksty, tyle że państwo wiele z tego nie miało. W sumie to samo robił także sam Karp: doglądał swojego prywatnego konika, czyli bawił się w kultywowanie pamięci o Kraju.

Ja nie mówię, że analityka Ośrodka to były kocopały. Raczej przeciwnie. Część analityków to byli ludzie o szerokich horyzontach (np. Zapaśnik),z gruntowną znajomością tła historycznego i kultury, co pozwalało im pisać rzeczy na ogół trafne, a miejscami odkrywcze czy wręcz prorocze (oczywiście, trafiały się też niekiedy pomyłki). Dziewczyny takie jak Łabuszewska czy Darczewska nie były może specjalistkami od czegoś, ale miały świetne oko, syntetyczne spojrzenie, rusologiczne przygotowanie ogólne i dobre pióro. Również analitycy bez takiego zacięcia, ale których głównym atutem była znajomość rzadkich języków, produkowali szczegółowe, rzeczowe teksty, opisując kwestie, o których nie potrafił napisać nikt w Polsce (np. Irena Opielińska, opisując spory frakcyjne w drugorzędnej partii łotewskiej). Analizy OSW czytano na wschodzie, i nie tylko analizy – zdaniem Olszańskiego ukraiński wywiad gromadził informacje również o nim samym i jego życiu prywatnym.

Nie, problemem nie był brak kompetencji analitycznej Ośrodka. Problemem było to, że mało kto z tych kompetencji korzystał. Wnioski, przedstawiane w Monitorach, Biuletynach i osobnych raportach, były na ogół ignorowane, bo decydenci (np. w MSZ, w URM, w Pałacu) wiedzieli lepiej. Niewiele znam przypadków, gdy analiza OSW uruchomiła stosowne działania ze strony odpowiedniej jednostki administracji państwowej. Bywało i tak że wątki, na które regularnie i systematycznie, przez lata, w tonie alarmowym wskazywano w opracowaniach eksperckich, były ignorowane. Także wątki kluczowe z punktu widzenia interesów państwa polskiego. Dam dwa przykłady, z początków OSW i z historii najnowszej.

A więc początki OSW. No, prawie, bo jest połowa lat 90-tych. Polska negocjuje z Rosją kontrakt na dostawę gazu. Pawlak dostaje na stół analizy OSW, tak dotyczące kontekstu politycznego jak te o rynku gazowym w Rosji, a także nieco konkretów (które dało się wyciągnąć z prasy rosyjskiej) nt. szczegółów umów Rosji z innymi państwami, typu Holandia. Z analiz tych (Ewka Paszyc chyba jeszcze wtedy nie pracowała w OSW, analizy robili inni ludzie) jasno wynika, jakie niebezpieczeństwa nam grożą. Po czym w 1995 Pawlak podpisuje umowę jamalską, jeden z najbardziej niekorzystnych kontraktów, jakie tylko można sobie wyobrazić, który potem wisiał Polsce jak kamień u szyi przez następne niemal 30 lat.

No i teraz dzieje najnowsze. Przewijamy szybko 20 lat do przodu, mamy okres 2011-2015. Karpa już nie ma, są inni ludzie. OSW wszędzie gdzie się da pisze, jak wyglądają rządy mafijno-oligarchiczno-bezpieczniackiej rosyjskiej dyktatury, czego się można po nich spodziewać w polityce międzynarodowej, jakich metod używają i że będzie tylko gorzej, jak nie znacznie gorzej. A co robi rząd? Robi słynny reset. Przy czym, żeby było przewrotniej, kto jest głównym doradcą Tuska od spraw wschodnich? No przecież nie tacy tytani intelektu jak Nowak czy Nitras. Tenże Sienkiewicz, który, w niezliczonych wypowiedziach dla Brzezieckiego rozkłada swój pawi ogon wicedyrektora Ośrodka.

To są chyba najbardziej szokujące przykłady. A są i inne, dotyczące spraw mniej ważnych. Na przykład zwłoka w uznaniu Ukrainy, mimo że OSW wyraźnie parł tu, żeby powtórzyć numer z Litwą (ja nie mówię, że należało migusiem uznać Ukrainę, może należało raczej targować się z Kijowem do upadłego; podaję tylko przykład, jak ignorowano analizy OSW). Ale niektóre ze wspomnianych kluczowych interesów państwa polskiego były i są nadal coraz bardziej zagrożone, przy czym o ile sytuacja była kiepska powiedzmy w roku 1995, to w roku 2025 jest już bardzo zła, a w roku 2035 będzie zapewne katastrofalna. Czy OSW o tym nie pisał? Pisał, jak najbardziej. Na Berdyczów.

Tego typu analizy oczekiwałabym od przyszłej książki o OSW. Nie tylko jako o grupie ekspertów, o ich kombatanctwie wśród starych tapet i rozklekotanych maszyn do pisania, o dorobku intelektualno-analitycznym, o wizjach i perspektywach, o duchu Giedroycia i Swianiewicza. Chciałabym raczej przeczytać książkę o OSW jako o elemencie polskiej infrastruktury od robienia polityki wschodniej. Oczywiście Brzeziecki czytając te słowa zakrzyknąłby „Ależ droga pani Karolino! przecież ja podaję dziesiątki przykładów, jak OSW wpływał na bieg polskiej polityki!”. Zgadza się, dziesiątki. Niemal wszystkie oparte na informacjach pracowników OSW i niekiedy ocierające się o groteskę; np. z rozdziału o wejściu Polski do NATO wynika, że w sumie była to głównie zasługa Ośrodka. Tymczasem poważna ocena miejsca i roli OSW, nie będąca miłą opowiastką insiderów o sobie samych, musi być inna. To musi być książka, której autor dotarłby np. do archiwaliów MSZ, ministerstw gospodarczych, prezydentury, URM, Sejmu, Senatu, służb, Sztabu Generalnego i na tej podstawie napisał, czy warto było przez 35 lat wydawać 20 milionów rocznie. Niżej podpisana sądzi, że nie warto, ale przecież może się mylić.

Pierwsza książka o OSW, wydana w roku 2007, była napisana i zredagowana przez jego byłych i aktualnych pracowników oraz współpracowników – Cichockiego, Pełczyńską, Borkowicza i innych. Wyszło więc trochę na kolanach, co zresztą w przypadku Borkowicza – który znalazł się w ostrym konflikcie z Karpem i z tego powodu opuścił Ośrodek – chyba dobrze o nim świadczy. Niemniej...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
268
237

Na półkach:

Zmierzyć arszynem, Andrzej Brzeziecki
Książka, na którą bardzo czekałam, bowiem podejmuje temat bardzo ważny dla polskiej historii najnowszej, a przy tym mało znany: stworzenie i działalność Ośrodka Studiów Wschodnich, prężnie działającego do dziś think tanku, przypatrującego się uważnie wszystkiemu, co się dzieje w krajach bliskiej zagranicy, na początek w krajach dawnego ZSRR, potem również na Bałkanach czy Bliskim Wschodzie. Chyba dla każdego jest oczywiste, że to temat dla Polski i nawet Europy niezwykle ważny, wręcz egzystencjalny. Dlatego właśnie nie można było go zostawić politykom ani urzędnikom ministerialnym, którzy mają swoje ograniczenia, swoje krótkoterminowe zamiary, posunięcia taktyczne, rozgrywki z politycznymi oponentami, i w tym natłoku działań nie mają czasu na analizę sytuacji.
Wyręczał ich w tym Ośrodek Studiów Wschodnich, dostarczając na biurka decydentów profesjonalnie opracowane dane na temat trendów politycznych i zagrożeń dla porządku europejskiego czy światowego. Ośrodek założył nieżyjący już Marek Karp i przewinęły się przez niego liczne postaci obecne później w polskiej polityce czy dyplomacji.
Książka Brzezieckiego opowiada o genezie powstania ośrodka, dość osobistej dla Marka Karpia, który miał korzenie polsko-litewskie, więc od początku zaangażował się mocno w pomoc dla Litwy walczącej o niepodległość. (Kto pamięta, że w swoim czasie był w Warszawie potencjalny litewski rząd na uchodźctwie, kiedy jeszcze obawiano się, że Litwie nie uda się obronić aspiracji niepodległościowych?) Walczył o usytuowanie Ośrodka jako niezależnej instytucji badawczej, nie podlegającej ministerstwom ani wywiadowi, ale dostarczającej rządowi informacji, wiedzy na temat jego, co się dzieje, jakie są trendy społeczne w państwach byłego bloku, do czego zmierza sytuacja.
Kontakty osobiste w krajach postradzieckich, przede wszystkim w Rosji, Ukrainie, Gruzji, ale i dalej, w Kazachstanie, Tadżykistanie, na Bałkanach, studiowanie gazet głównych i lokalnych, ulotek i plakatów, rozmowy z pasażerami pociągów, sprzedawcami dywanów, kelnerami w podrzędnych knajpkach, oglądanie lokalnej telewizji, a później portali internetowych – to były metody pracy produktywne, znacznie bardziej skuteczne niż rozmowy z urzędnikami czy konferencje prasowe prezydentów. Sama praca w Ośrodku musiała być szalenie ciekawa i inspirująca, a jego pracownicy to niemal wyłącznie niezależne duchy, freaki chodzące swoimi ścieżkami i dzięki temu zdobywające np. w autobusach i na bazarach wiedzę niedostępną dla sztywnych urzędników, związanych przepisami i kodeksem dyplomatycznym. Pod tym względem książka jest kopalnią pasjonujących informacji i anegdot.
Jest to historia najnowsza, więc z natury rzeczy opiera się przede wszystkim na relacjach osób zaangażowanych w OSW, mniej na dokumentach. Moim zdaniem, to przesądza o jej słabości. Narracja jest przegadana, wiele powtórzeń tej samej kwestii, chronologia skacze raz do przodu, raz do tyłu, z czego można wnieść, że autor czuł się zobowiązany przekazać te same informacje raz ustami jednego, raz drugiego analityka, a jeszcze kolejny raz w podsumowaniu. Aż się prosi, by ten materiał jakoś przeredagować, ponieważ utrudnia to osobom słabiej zorientowanym zrozumienie tematu. (Zabawne, że w opisie działań OSW powtarza się temat, by informacje pozyskiwane przez analityków ośrodka redagować zwięźle, treściwie, wypunktowując najważniejsze wnioski, tak, by decydenci, którzy mieli to czytać, nie mieli problemu ze zrozumieniem. A czytelnicy książki?)
Najbardziej zwarta jest tu opowieść o samym Marku Karpiu, jego genealogii, pasjach, koneksjach, rodzinie, bujnym życiu intelektualnym, politycznym i również biznesowym. Biznes niestety nieudany, co tylko świadczy o tym, że nie jest to talent dostępny dla każdego, że wymaga wiedzy i zdolności przewidywania i kalkulowania.
Wreszcie historia tragicznej i zagadkowej śmierci Marka Karpia, śmierci do dziś nie do końca wyjaśnionej, obrosłej wieloma teoriami spiskowymi – to bez wątpienia najbardziej sensacyjny element książki, który może przyciągnąć do niej wielu czytelników, a przy okazji przybliżyć im sprawy, którymi zajmował się i zajmuje do dziś Ośrodek Studiów Wschodnich.

Zmierzyć arszynem, Andrzej Brzeziecki
Książka, na którą bardzo czekałam, bowiem podejmuje temat bardzo ważny dla polskiej historii najnowszej, a przy tym mało znany: stworzenie i działalność Ośrodka Studiów Wschodnich, prężnie działającego do dziś think tanku, przypatrującego się uważnie wszystkiemu, co się dzieje w krajach bliskiej zagranicy, na początek w krajach dawnego...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
609
527

Na półkach: , ,

Od wielu lat czekałem na taką książkę. Ośrodek Studiów Wschodnich nie jest powszechnie znaną instytucją a jej założyciel i pierwszy dyrektor tym bardziej. Pokazanie jej początków poprzez życiorysy kilku osób odsłania kulisy naszej polityki i jej początki. Polecam, warto tam zajrzeć. Koledzy z podziemia lat 80 i pasjonaci Wschodu oraz Azji tworzyli początki jednej z najważniejszych instytucji w kraju tylko że wtedy o tym nie wiedzieli. Pokazuje to obraz tamtego czasu, zmian i zawirowań ale także marzeń pewnego pokolenia. Autor przypomina wiele międzynarodowych wydarzeń, bo to właśnie w boju rodzili analitycy i eksperci. Co najmniej kilka nazwisk czytelnicy będą znali i mogą się nawet mocno zdziwić. Starszym czytelnikom przypomni się trudny bardzo czas narodzin krajów bałtyckich a w szczególności Litwy. Takich i podobnych historii znajdziemy więcej. W tle służby, agenci i przede wszystkim politycy... jakże inna wtedy, pomimo niełatwego czasu, była polityka. (może mi się tylko tak wydaje) Andrzej Brzeziecki przedstawia wydarzenia ale i tło. Rozmowy z tymi którzy byli w środku i tworzyli ośrodek dają obraz lat 90. Teraz po lekturze pomyślałem że o wszystkim Brzeziecki przecież nie mógł napisać.
Może to zabrzmieć dziwnie, ale chwilami łapałem się na tym czytam "między wierszami". Taką metodą czytało się w latach PRL. W kilku wątkach miałem trochę inne zdanie niż autor, ale śmiem przypuszczać że tak też mogła być intencja. Przeczytacie to zobaczycie co miałem na myśli. Fascynująca jest postać Marka Karpia, długoletniego dyrektora OSW i w tej osobie, przecież nie polityka, możemy przeglądnąć nie tylko naszą najnowszą historię, szczegółów specjalnie nie podaję. Dopiero po przeczytaniu czytelnik będzie musiał sam rozstrzygnąć. Autor podpowiada wprawdzie "rozwiązanie" ale jednak takie proste to nie jest. Jak już napisałem mam tutaj swoje zdanie.
Przyznam się że zachłannie potraktowałem tekst i mam nadzieję że inni podzielą taką opinię... pomimo niedopowiedzeń a może i błędów uważam że jest to jedna najważniejszych książek z naszej najnowszej historii w ostatnich latach. Ciekawe czy tytuł zachęci do nabycia a okładka... mnie zachęciło coś innego !

Od wielu lat czekałem na taką książkę. Ośrodek Studiów Wschodnich nie jest powszechnie znaną instytucją a jej założyciel i pierwszy dyrektor tym bardziej. Pokazanie jej początków poprzez życiorysy kilku osób odsłania kulisy naszej polityki i jej początki. Polecam, warto tam zajrzeć. Koledzy z podziemia lat 80 i pasjonaci Wschodu oraz Azji tworzyli początki jednej z...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

69 użytkowników ma tytuł Zmierzyć arszynem. Marek Karp i Ośrodek Studiów Wschodnich na półkach głównych
  • 60
  • 9
9 użytkowników ma tytuł Zmierzyć arszynem. Marek Karp i Ośrodek Studiów Wschodnich na półkach dodatkowych
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Andrzej Brzeziecki
Andrzej Brzeziecki
Historyk, dziennikarz i publicysta. Absolwent Wydziału Historycznego UJ. W latach 2002–2008 redaktor „Tygodnika Powszechnego”. Współpracownik miesięcznika „Znak”. Publikuje także w „Polityce”, „Gazecie Wyborczej” i „Newsweeku”. Autor i współautor książek reporterskich, m.in. Armenia. Karawany śmierci (wraz z Małgorzatą Nocuń),Tadeusz Mazowiecki. Biografia naszego premiera, Czerniawski. Polak, który oszukał Hitlera . W 2016 roku był laureatem Nagrody im. Jerzego Turowicza. Członek rady Ośrodka Studiów Wschodnich im. Marka Karpia.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Cytaty z książki Zmierzyć arszynem. Marek Karp i Ośrodek Studiów Wschodnich

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Zmierzyć arszynem. Marek Karp i Ośrodek Studiów Wschodnich