Przestrzeń, czas i ruch. Największe idee we Wszechświecie

Okładka książki Przestrzeń, czas i ruch. Największe idee we Wszechświecie autorstwa Sean Carroll
Okładka książki Przestrzeń, czas i ruch. Największe idee we Wszechświecie autorstwa Sean Carroll
Sean Carroll Wydawnictwo: Prószyński i S-ka Cykl: Największe idee we Wszechświecie (tom 1) nauki przyrodnicze (fizyka, chemia, biologia, itd.)
352 str. 5 godz. 52 min.
Kategoria:
nauki przyrodnicze (fizyka, chemia, biologia, itd.)
Format:
papier
Cykl:
Największe idee we Wszechświecie (tom 1)
Tytuł oryginału:
The Biggest Ideas in the Universe: Space, Time, and Motion
Data wydania:
2024-05-16
Data 1. wyd. pol.:
2024-05-16
Liczba stron:
352
Czas czytania
5 godz. 52 min.
Język:
polski
ISBN:
9788383522807
Tłumacz:
Urszula Seweryńska, Mariusz Seweryński
To książka inna niż wszystkie. Sean Carroll prezentuje w niej fizykę, która – choć przeznaczona dla czytelników bez przygotowania – pozostaje jednak autentyczną fizyką. Ta książka nie uczy rozwiązywać równań, ale też nie opisuje współczesnej nauki za pomocą mglistych obrazów i metafor. Pokazuje, jak rozumieć wzory, i robi to w sposób przystępny dla każdego, kto zechce zastanowić się nad ich sensem. Jeśli tylko masz ochotę rozruszać szare komórki, przyjrzeć się równaniom i zobaczyć, co się za nimi kryje, to dzięki tej książce bardzo szybko przekroczysz próg całkiem nowego świata i dostrzeżesz piękno fizyki – takiej, jaka jest naprawdę. W zamyśle książka ta stanowi pierwszą część trylogii. W części drugiej Sean Carroll zamierza zająć się teorią kwantów, a w trzeciej – złożonością i emergencją.
Średnia ocen
7,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Przestrzeń, czas i ruch. Największe idee we Wszechświecie w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Przestrzeń, czas i ruch. Największe idee we Wszechświecie

Średnia ocen
7,5 / 10
20 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Przestrzeń, czas i ruch. Największe idee we Wszechświecie

avatar
304
200

Na półkach: ,

Książka unikatowa, bo w jednym tomie próbuje objąć całą klasyczną fizykę Newtonowską. Na plus popularnonaukowy język i szczypta naukowego poczucia humoru, na minus rozważania matematyczno-geometryczne w rozdziale 7 i 8 (nie można twierdzić, że książka jest dla każdego by za moment wprowadzać obok całej i różniczek macierze i liczby urojone!). Niemniej, myślę, że większość z nas do tej pory kojarzyła fizykę z bólem głowy a po tej lekturze może z fascynacją zacząć zadawać sobie pytania w codziennych sytuacjach jak dane zjawisko umocowane jest w paradygmatach fizyki!

Książka unikatowa, bo w jednym tomie próbuje objąć całą klasyczną fizykę Newtonowską. Na plus popularnonaukowy język i szczypta naukowego poczucia humoru, na minus rozważania matematyczno-geometryczne w rozdziale 7 i 8 (nie można twierdzić, że książka jest dla każdego by za moment wprowadzać obok całej i różniczek macierze i liczby urojone!). Niemniej, myślę, że większość z...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
677
663

Na półkach: , ,

Zaproszenie do fizyki


Po pozornie rozczulającej deklaracji z pierwszego rozdziału (str. 42):

„Przyczyna tego, że fizyka wydaje się bardzo trudna, leży tak naprawdę w tym, że w porównaniu z innymi dziedzinami nauki jest dość prosta. W fizyce (przynajmniej w niektórych jej działach) mamy tę cudowną możliwość odłożenia na bok różnych składowych rozważanego układu, rozwiązanie znacznie prostszego zagadnienia i poskładanie wszystkiego dopiero na końcu.”

zderzamy się nieuchronnie z kontekstem sensu powyższego stwierdzenia. Autor zawarł w tych zdaniach istotę ‘napięcia fizycy-reszta świata’. Fizyka jest prosta, bo elementy będące przedmiotem jej zainteresowania są podstawowe dla rzeczywistości. Nie istnieje w tej nauce (zasadniczo) niedefiniowalna ogromna lista zmiennych ukrytych, które rzutować mogą na wnioski z analizy jakiegoś procesu (jak w chemii organicznej czy psychologii). Jednocześnie pozwala budować system weryfikowalnych przekonań wprost na jasno zdefiniowanych zasadach, które realizuje się często matematycznie ścisłymi formułami kolejnych przybliżeń. Na każdej stronie opiniowanej książki mamy dowody takiej perspektywy.

Sean Carroll książką „Przestrzeń, czas i ruch” rozpoczął projekt zbudowania mostu między popularnonaukowymi tekstami o fizyce współczesnej a czymś, czym zajmuje się fizyka. Docelowo planowana trylogia „Największe idee we Wszechświecie” powinna niedługo dopełnić się następnymi tomami (*). Jeśli wadą każdej książki jest to, że nie może opowiedzieć o wszystkim, to ta akurat publikacja niemal nie ma innych wad. Skupiając się na odtworzeniu drogi filozofów nauki (jak zwano Galileusza, Newtona i grupę mechaników analitycznych do pocz. XIX wieku) oraz bardziej ‘współczesnych fizyków’, Carroll zaprezentował spójny logicznie i zwarty formalnie wywód rekonstruujący rudymenty tzw. fizyki nie-kwantowej. Na fizyce klasycznej (jako zestawie reguł opisu przestrzeni, czasu i zmian w nich zachodzących) i teoriach grawitacji Newtona i Einsteina (jako dynamicznych realizacjach modeli rozpiętych na tejże mechanice klasycznej) oparł treść książki.

Wzory są w odpowiedniej dawce. Carroll w swoim planie jakościowego i ilościowego opisania kluczowych zagadnień fizyki nie mógł ich pominąć. Wprowadził je bardzo umiejętnie. Wszystko jest uzasadnione i czytelnie wkomponowane w tekst. Dwa dodatki (o pochodnych i całkach oraz o potrzebnych elementach języka krzywizn geometrii nieeuklidesowej) rozszerzają i wypełniają potencjalne luki w wiedzy u odbiorcy. Na poziomie dydaktycznym, profesor zadbał o wyartykułowanie wprost szerokiej klasy powiązań między matematyką a fizyką (np. na str. 93-95 opisał oscylator harmoniczny jako realizację pewnej syntetycznej reguły, która ma bardzo szerokie zastosowanie). Pokazał liczne formalne ustalenia, które z jednej strony łączą nieoczywiste zjawiska, z drugiej powodują jakościowe uogólnienie badanych procesów, które przez to stają się czasem szczególnym przypadkiem, czasem okazują się głębiej osadzone w zasadach dotychczas traktowanych rozdzielnie. Tak jest chociażby z pięknie wprowadzonym formalizmem Lagrange’a, który dzieło życia Newtona rozwija do zasady najmniejszego działania (str. 103-112),jako ‘meta-techniki’, którą podziwiał i stosował sam Feynman szukając kwantowych odpowiedzi. W przypadku książki Carrolla, pozwala on pięknie ‘od kuchni’ doprowadzić do ogólnej teorii względności, lepiej niż zrobił to sam Einstein (str. 278-281). Ten ostatni przykład zawartości książki wymaga cierpliwości i uczciwego śledzenia treści tekstu każdej strony. Ale to się opłaci, skoro mamy szansę zrozumieć czym wielki David Hilbert mógł stresować Einsteina w 1915 roku, gdy ten ostatni zmagał się z przełożeniem technik Riemanna na język fizykalnej grawitacji.

Tak już praktycznie, schodząc z wysokiego diapazonu i abstrahując od ludzi do których nam daleko w rozumieniu materii ścisłej, książka jest piekielnie dobra. Trochę znam podstaw uniwersyteckiej fizyki i jednak sporo detali mnie zaskoczyło (a nie są wcale koncepcyjnie trudne). W kwestii rozumienia struktury efektów relatywistycznych latami interpretowałem sens paradoksu bliźniąt, skrócenia długości, transformacji Lorentza czy dynamiki upływu czasu niewystarczająco konsekwentnie. Dzięki tej książce, każdy bez zaawansowanych kursów, może od razu uzyskać poprawny wgląd w świat teorii względności. Carroll unika ‘protez’ czy analogii, które wprowadzają zamieszanie w popularyzacji, a są w istocie niepotrzebne. Niewielki zysk z uniknięcia wzorów jest z reguły iluzoryczny, a przekłamanie zasadniczych kwestii poważne. Tak jest chociażby z przedyskutowanym tematem graficznej prezentacji układów odniesienia, które w wersji bez stożków świetlnych deformują istotę szczególnej teorii względności (str. 195-196).

Prowadząc czytelnika przez najistotniejsze meandry konstrukcji czasoprzestrzeni, fizyk przy okazji ‘sprzedaje’ cenne rady, które wynikając wprost z rozwoju nauki, szkolą we wstrzemięźliwości każdego adepta (str. 214):

„Nauka jest empiryczna i fallibilistyczna – każda z naszych teorii naukowych może być błędna, nieważne, jak dużo materiału dowodowego udało się nam zgromadzić na ich potwierdzenie. Naukowcy wysuwają hipotezy dotyczące działania świata, sprawdzają je w zestawieniu z pozyskanymi danymi i zgodnie z wynikami tej weryfikacji modyfikują nasze zaufanie do tych pomysłów.” (**)

Centralne pojęcie we współczesnym rozumieniu przestrzeni fizycznej, czyli metryka, zostało opisane perfekcyjnie (str. 226-238). Każde zdanie ma swoją wagę, wyrzucenie czegokolwiek prowadziłoby do zaburzenia procesu odbioru przez czytelnika. W zasadzie ‘z niczego’ (tu – z twierdzenie Pitagorasa),budujemy obraz uniwersalnej konstrukcji, która jest o krok od podstawowego modelu czarnej dziury tkwiącego w rozwiązaniu Schwarzschilda (str. 290-296),które odsłania większość osobliwych własności tych obiektów. Akurat ten przykład wydobytego wątki z opowieści, pokazuje jak Carroll dba o detal niezbędny w dokonaniu z czytelnikiem każdego kroku poznawczego, jak łączy w sposób prosty zaawansowane (co do zasady poprzez ich matematyczne zdefiniowanie) struktury – od macierzy po tensory. Zawieszanie pedanterii typowej dla królowej nauki, pozwala szybko wydobyć z ilościowych przykładów ich sedno jakościowe. W tym procesie fizyk jest zdumiewająco skuteczny przez wszystkie rozdziały. Ostatni przykład głębi zbudowanej prostymi słowami, to same równania ogólnej teorii względności. Jej autorskie heurystyczne wprowadzenie (str. 271-278) dostarcza każdemu języka dla tej nowoczesnej teorii grawitacji, uwrażliwia czytelnika na sedno tkwiącego w niej przełomu i daje mu narzędzia do dalszych poszukiwań.

„Przestrzeń, czas i ruch” to niemal wybitna książka. Czytelnik odbywa w niej intelektualną podróż – od rysunku z palcem przysuwającym po stole kubek z kawą po, w zasadzie identyczne dynamicznie, opisane zaawansowanym wzorem przesuniecie równoległe (str. 344) w dowolnie powyginanej przestrzeni. Carroll dawkuje w niej każdy element edukacyjny z rozwagą, z przekonaniem i trafnie uzasadnionymi komentarzami. Ważne i czytelne rysunki i wykresy, wzory w ilości odpowiedniej, budują zaufanie na linii autor-czytelnik. Odwaga w próbie zasypania dziury między popularyzacją a podręcznikiem wypadła świetnie. Wymaga być może jednak dalszych testów na odbiorcach, którzy fizykę szczątkowo znają sprzed wielu lat i to na poziomie szkoły średniej. To w zasadzie dla nich jest cały trzytomowy kurs. Równie cenne są komentarze, dyskusja sensu konkretnych przybliżeń i konsekwencje dla relacji między rzeczywistością a modelem. W wersji profesora, fizyka prezentuje się jako stabilna w fundamentach konstrukcja, która zna swoje ograniczenia. Na tym założeniu naukowcy budują możliwy do werbalizacji opis świata z świadomością ułomności. W zasadzie wypracowany współcześnie obraz jawi się jako barokowy zestaw coraz subtelniejszych przypisów, które jakoby gubią w interpretacji coś tak banalnego, jak spacer nad morzem. Profesor pokazuje jednak, że za poszukiwaniem pełniejszej prawdy stoi ludzka potrzeba. Z reguły wielkie idee, które demolują tymczasowe piętrowe konstrukcje z latami coraz brzydsze, uczą nas przemijalności i potrzeby wytrwałości w procesie. Celem nauki jest zbliżanie się, a nie dotarcie gdzieś. To też jakaś lekcja dla przezwyciężania słabości w dowolnym wymiarze egzystencji.

Wybitne z małym minusem – 9/10

=======

* Serię kontynuuje drugi tom o mechanice kwantowej (po angielsku ukazał się w maju 2024) i trzeci tom (o zjawiskach złożonych i emergencji),który jest w fazie przygotowania.

** To jedno z niewielu miejsc, w których nie do końca się zgadzam z autorem (choć rozumiem intencje i sens). Kumulatywny charakter nauki jest bezsporny i to na różnych poziomach, co nie wyklucza procesu odrzucenia dowolnego elementu ‘gmachu nauki’, choć wciąż pozostaje faktem, że jego dobudowanie odbyło się w procesie intelektualnie-kumulatywnego procesu. Na błędach też się uczymy (może przede wszystkim na nich).

Zaproszenie do fizyki


Po pozornie rozczulającej deklaracji z pierwszego rozdziału (str. 42):

„Przyczyna tego, że fizyka wydaje się bardzo trudna, leży tak naprawdę w tym, że w porównaniu z innymi dziedzinami nauki jest dość prosta. W fizyce (przynajmniej w niektórych jej działach) mamy tę cudowną możliwość odłożenia na bok różnych składowych rozważanego układu,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
235
57

Na półkach:

Nie jest prawdą, że nie omawia wzorów i nie przydała by się już jakaś wiedza matematyczna. Dosyć trudna do zrozumienia, nie tego się spodziewałem. Co ciekawe, wiele zagranicznych recenzji mówi, że nie jest w 100% poprawna, ale ja tam się nie znam.
Dla zielonych w temacie, radzę zainteresować się inną pozycją. Chyba, że spędzicie nad nią trochę czasu.

Nie jest prawdą, że nie omawia wzorów i nie przydała by się już jakaś wiedza matematyczna. Dosyć trudna do zrozumienia, nie tego się spodziewałem. Co ciekawe, wiele zagranicznych recenzji mówi, że nie jest w 100% poprawna, ale ja tam się nie znam.
Dla zielonych w temacie, radzę zainteresować się inną pozycją. Chyba, że spędzicie nad nią trochę czasu.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

167 użytkowników ma tytuł Przestrzeń, czas i ruch. Największe idee we Wszechświecie na półkach głównych
  • 142
  • 22
  • 3
20 użytkowników ma tytuł Przestrzeń, czas i ruch. Największe idee we Wszechświecie na półkach dodatkowych
  • 6
  • 4
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 1

Inne książki autora

Sean Carroll
Sean Carroll
Amerykański fizyk teoretyczny, profesor California Institute of Technology. Kosmolog teoretyk specjalizujący się w zagadnieniach ciemnej energii i ogólnej teorii względności. Jego artykuły publikowały takie czasopisma jak Nature, Seed, Sky & Telescope i New Scientist. Jest autorem Spacetime And Geometry uniwersyteckiego podręcznika teorii względności. Bierze udział w tworzeniu bloga fizyków Cosmic Variance. Jest zaangażowanym ateistą. Uważa, że tylko materializm spełnia kryteria naukowego myślenia. Odrzucił zaproszenie Fundacji Templetona ponieważ nie chciał przyczyniać się do zacierania podziału pomiędzy nauką a religią. W 2004 brał udział w organizowanym przez University of Chicago kursie historii ateizmu.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy Przestrzeń, czas i ruch. Największe idee we Wszechświecie przeczytali również

Mózg. Opowieść o nas David Eagleman
Mózg. Opowieść o nas
David Eagleman
Zawsze z ciekawością sięgam po książki związane z tematyką mózgu, umysłu. Nie mam wykształcenia, które pozwoliłoby mi zrozumieć skomplikowane terminy lub reakcje chemiczne, poza tym, nie jestem docelowym odbiorcą tego typu treści - wolę, gdy są one przystępne i upraszczają pewne schematy po to, by czytelnik, laik, mógł bez problemu przyswoić to, co dzieje się w naszej głowie. Ta pozycja trafia na moje osobiste podium w kategorii tego typu książek. Autor skupia się na tłumaczeniu pewnych zagadnień, zjawisk, przy tym przytaczając historie ludzi, których te zagadnienia dotyczą. Sporo jest tu opisów doświadczeń, wniosków, ale wszystko podane jest w lekkostrawnej formie, która nie przytłoczy czytelnika. Szczególnie zaskoczyła mnie treść ostatniego rozdziału o tym, co stanie się z nami w przyszłości - interesujące jest poznanie innych perspektyw. Książkę czyta się jak dobrą powieść, wciąga, choć to przygoda raczej krótka, na kilka wieczorów. Jedyne, do czego mogę się przyczepić, to mała niedogodność dotycząca komfortu czytania - książka, choć jest pisana ciągłym tekstem, to treść przerywana jest ramkami tematycznymi (bardzo skądinąd ciekawymi) - na przykład jedno zdanie urywa się, należałoby zatem przewrócić kartkę, ale na drugiej stronie akurat jest ramka zajmująca całą stronę, na przykład z opisem jakiegoś doświadczenia. Czytelnik staje więc przed wyborem - czytać tekst w ramce, czy iść dalej i wrócić do niego później? Nie jest to jednak ogromna niedogodność! Bardzo polecam tę książkę. Oczywiście, nie odpowie ona na wszelkie pytania, ale jest na tyle ciekawa, że warto ją przeczytać, chociażby dlatego, żeby zapoznać się z kilkoma ciekawymi przypadkami innych ludzi, albo dowiedzieć się, jak oszukuje nas nasz własny mózg.
Olaa_93 - awatar Olaa_93
ocenił na76 miesięcy temu
Kosmologiczne koany. Podróż do serca rzeczywistości fizycznej Anthony Aguirre
Kosmologiczne koany. Podróż do serca rzeczywistości fizycznej
Anthony Aguirre
Magiczność rzeczywistości Świat jest nieuchronny w samoodniesieniu, choć potrzebuje nas, by zapachniał i nabrał koloru. Trudno zgrabnie połączyć ludzkie tęsknoty i niepokoje z precyzyjnym językiem nauk ścisłych, by stworzyć ciekawą opowieść dla szerokiego grona odbiorców. Czasem to się udaje. Wtedy ci ostatni muszą jedynie zbudować w sobie chęć odbycia podróży do granic nauki, by poszukać odpowiedzi na pytania, które każdy czasem sobie stawia. Fizyk Anthony Aguirre osobiste doświadczenie badawcze i najnowszy stan nauk połączył z subiektywnym odczuciem i emocjonalnością filozofii zen. "Kosmologiczne koany. Podróż do serca rzeczywistości fizycznej" to eksperyment literacki i namysł nad sprzecznościami, złożonymi problemami wynikającymi z ludzkiej potrzeby dostrzegania celowości; to piękna historia przekładająca osiągnięcia fizyki na język potrzeb natury ontyczno-epistemicznych człowieka. Każdy rozdział rozpoczyna fragment zamkniętej opowieści z fikcyjnej wyprawy XVII-wiecznego podróżnika z Europy do Dalekiej Azji, stylizowanej na buddyjskie koany. To prolegomena budująca nastrój, zagadkę, zapowiedz poszukiwań odpowiedzi. Bohater spotyka w nich Galileusza, dżina, mnichów, myślicieli zen - rozmawia, walczy o życie, poznaje myśli innych i zmienia swój obraz świata. Propozycja Aguirre'a polega na zastąpieniu 'mądrości ludowej, doświadczenia z długiego życia, wartości myśli międzypokoleniowej' kumulatywną siłą nauki zaprzęgniętej do fundamentalnych pytań trapiących wszystkich. Czym jest 'teraz, przedtem i potem', jak rozumieć czas i przestrzeń, wolność i zdeterminowanie, jednoczesność, nie-podzielność materii, probabilistyczną wizję świata w konsekwencji powstania mechaniki kwantowej, czym jest nasza jednostkowa spójność i stopień uzależnienia od zewnętrza - to wszystko ma swoje odpowiedzi w ramach różnych narracji nauk szczegółowych, filozofii. Fizyka proponuje własną opowieść przy harmonijnym zastosowaniu języka matematyki, co nie oznacza, że dysponuje pewnością. Stąd autor rozpoczynając ustaleniami teorii względności i teorii kwantowej, pokazuje złożoność problemów rzeczywistości, które z czasem ujęto w ramy poznawcze. Twierdzi, że choć sporo pracy przed nami, mamy już wartościowe osiągnięć w budowaniu obrazu tego świata i granicy miedzy możliwym a niemożliwym. Dzięki pomocnym pojęciom: informacja, przyczynowość, kwant, entropia, maluje obraz Wszechświata, który w jakimś sensie nam sprzyja, a my mamy obowiązek pamiętać o jego statusie demiurga skorelowanym z każdym naszym działaniem, nawet tym najbanalniejszym (str. 304): "Wszechświat ma znaczenie, ponieważ jest tak duży i skomplikowany, że prawie zawsze zawiera w sobie nieskończenie małą część, która może wspierać istnienie bytów - istot i umysłów - które nadają mu znaczenie." "Kosmologiczne koany" w całym wywodzie jest bardzo spójna wewnętrznie, a pojawiające się fakty naukowe wprost ilustrują wagę stawianych pytań, czasem są próbą odpowiedzi na nie. Pojęcie ruchu (ze świetnym rozpisaniem paradoksu Zenona),istota bezwładności, Feynmanowska całka po trajektoriach (czytelnie i intuicyjnie podana na str. 109),rozważania o kwantowym i kosmologicznym wieloświecie czy podstawowe prawo o niemożliwości klonowania (bezbłędna analiza na stronie 318),to przygotowanie czytelnika do przepracowania nurtujących każdego pytań egzystencjalnej wagi. Fragment o nieskończoności, w szczególności twierdzenia Poincarégo o powrocie (str. 222-227),to prawdziwe emocje i wyzwanie dla wyobraźni odbiorcy. Niewiele miejsca w książce pozostało na moje malkontenctwo, szczególnie że ostrożnie podchodzę do filozofowania o empirycznej rzeczywistości. Nie zgadzam się z wnioskami odwracającymi sens redukcyjnej narracji nauk przyrodniczych (str. 379-381) i z zawieszeniem sądu o ostatecznym sensie materialności tego, co jest (str. 389),choć wcześniej fizyk wsparł tę ideę jednoznacznie. Książką nie jest arcydziełem, jak w swej okładkowej opinii twierdzi Max Tegmark, ale brakuje publikacji do tego ideału nadspodziewanie niewiele. Aguirre odważnie połączył wodę z ogniem (filozofowanie, jako umysłową gimnastykę z językiem matematyki i ustaleniami doświadczalnymi). Szczerość w przekazywaniu treści ('to wiem, tamtego nie wiem, a jeszcze coś innego wciąż naukowcom się wymyka') to dodatkowy atut opowieści. Język i 'techniczność' argumentacji nie wykraczają poza popularnonaukowość, choć kilka stron o entropii czy teorii informacji wymaga pełnego skupienia. Padają dwa proste i legendarne wzory (Einsteina i Newtona),więc nie wystraszą 'wzorofobów'. W warstwie literackiej, również dzięki przywołaniu bogactwa ustaleń myślicieli i naukowców, książka spełnia najwyższe standardy. Wystarczy wspomnieć jeden z koanowych wstępów (str. 398-399),którego analizę poznajemy w przypisach, a przywołane w nim myśli pochodzą wprost od Buddy, Georga Berkleya, Kartezjusza i Arthurów - Schopenhauera i Eddingtona. Cytować różne pasjonujące fragmenty mógłbym długo, ale pohamuję się w tym dla dobra innych czytelników i na koniec podam jedynie przywołaną przez fizyka myśli Simone de Beauvoire (str. 305): "Bycie sobą, po prostu sobą, jest tak niesamowitym i całkowicie wyjątkowym przeżyciem, iż trudno przekonać siebie samego, że każdemu przydarza się coś wyjątkowego." WYBITNE - 9/10
Carmel - awatar Carmel
ocenił na95 lat temu
Apokalipsy nie będzie! Dlaczego klimatyczny alarmizm szkodzi nam wszystkim Michael Shellenberger
Apokalipsy nie będzie! Dlaczego klimatyczny alarmizm szkodzi nam wszystkim
Michael Shellenberger
Na starcie odnośnie do kolesia linkującego naukaoklimacie.pl: ich artykuł nawet nie jest na książce, co sami przyznają plus bije z niego niezrozumienie tez, które w książce występują i większość to komentarzy to w gruncie rzeczy przytakiwanie Shellenbergowi a potem bicie własnoręcznie skleconego chochoła. Tytuł książki „Apokalipsy nie będzie! Dlaczego klimatyczny alarmizm szkodzi nam wszystkim” w pierwszej chwili przywodzi na myśl negacjonistów antropologicznych zmian klimatu, sprzeciwiających się wszelkim działaniom na rzecz redukcji emisji CO2. Co zaskakujące autor – Michael Shellenberg – nie tylko nie jest sceptykiem wobec ustaleń klimatologów, ale jest również zasłużonym aktywistą ekologicznym (a właściwie sozologicznym – sozologia jest nauką o ochronie środowiska, a ekologia to nauka o ekosystemach),działającym na rzecz przyrody od ponad 30 lat. Na okładce książki zachwalają go akademicy – Steven Pinker i Jonathan Haidt. Książka napisana jest w „amerykańskim stylu” i zawiera wiele anegdot z życia autora. Tutaj były one znośne, bo Shellenberg na konkretnych przykładach obnażał, jak sam twierdzi – interesowność i całkowity brak kręgosłupa moralnego u różnych „zielonych organizacji”. Autor odpiera także liczne fałszywe tezy o zbliżającym się końcu świata, o pożarach w amazońskich lasach jako o „płonących płucach ziemi”, o kapitalistycznym wyzysku niszczącym przyrodę, czy o „złym plastiku, stanowiącym największe zagrożenie dla światowych ekosystemów”. Jak wynika z książki, w ciągu ostatnich stu lat liczba ofiar katastrof naturalnych spadła o 92%. W ciągu ostatnich 40 lat wielkość strat materialnych, wywołanych przez katastrofy spadła sumarycznie o 80-90%. Bywa, że pojedyncza katastrofa wywołuje dużo większe straty materialne w danym regionie, niż dawniej, ale to dlatego, że znajduje się na nim cenniejsza niż dawniej infrastruktura, a nie dlatego, że np. huragany są silniejsze. Nie jest więc prawdą, że jesteśmy rzuceni na pastwę zmieniającego się klimatu i możemy tylko odliczać dni i godziny do apokalipsy. Dodatkowo FAO (Organizacja Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa) jednoznacznie stwierdza, że niezależnie od przyjętego scenariusza klimatycznego, zbiory będą rosły, a już teraz w skali dysponujemy 25% nadwyżką żywności. Jak zauważa Shellenberg, problemem jest co najwyżej dystrybucja i nie jest to coś, do czego wystarczy wola Zachodu i sypnięcie pieniędzmi – najbiedniejsze miejsca na świecie są nękane przez lokalne konflikty zbrojne, przestępczość zorganizowaną i korupcję, które uniemożliwiają skuteczną pomoc humanitarną, czy trwałe i realne wsparcie lokalnej infrastruktury. Zresztą nie zawsze do tego ostatniego jest wola polityczna na Zachodzie, ale o tym później. Autor stwierdza, że mechanizacja rolnictwa, nawadnianie i nawożenie pól przekładają się na wielkość plonów znacznie bardziej od klimatu. Nawet w Afryce Subsaharyjskiej, czyli w najmniej przyjaznym na świecie miejscu do uprawnia roli, dzięki postępowi technologicznemu plony mogą wzrosnąć o 40% w zaledwie kilka dekad. Z kolei w Afryce Środkowej plony mogłyby wzrosnąć nawet dwukrotnie, gdyby dokapitalizować tamtejsze rolnictwo. A co z podnoszeniem się poziomu mórz? Z książki dowiadujemy się, że w latach 1900-2010 wzrósł on o 0,19 metra. IPCC (Intergovernmental Panel on Climate Change) szacuje, że do 2100 r. ma wzrosnąć o dodatkowe 0,66-0,83 metra. Tymczasem 1/3 terytorium Holandii leży poniżej poziomu morza. Znaczna jej część aż siedem metrów. Dziś mamy lepszą technologię, niż dawni Holendrzy, więc budowa nowoczesnych polderów powinna być mniejszym wyzwaniem. To będzie kosztować? Jak można wyczytać u Shellenberga, IPCC prognozuje, że PKB wzrośnie do 2100 roku jakieś 3-6 razy. Tymczasem noblista Nordhaus oszacował, że koszt dostosowania się do temperatur wyższych o średnio 4 stopnie Celsjusza nie powinien przekroczyć 2,9% światowego PKB. Czyli nawet teraz poradzilibyśmy sobie ze skutkami tego, co nas czeka. Czy naprawdę podusimy się, bo wycinka drzew w Amazonii i zmiany klimatu powodujące pożary tamtejszych lasów drzew niszczą „zielone płuca świata”? W 2019 roku miało być rzekomo mnóstwo pożarów w Amazonii, co powiązano z globalnym ociepleniem. Autor zwraca uwagę, że faktycznie było ich o połowę więcej, niż w 2018 roku, ale to 2018 odstawał od średniej, a nie 2019! Po prostu rok wcześniej pożarów było mniej, a biomasa musi się co jakiś czas wypalać. Shellenberg przypomina też, jak zrzucano winę za pożary na Bolsonaro, jakoby to wszystko działo się przez wycinkę, do której on doprowadził, ale autor zwraca uwagę, że wycinka w tamtych rejonach zintensyfikowała się sześć lat przed jego zwycięstwem. Zauważa też, że najbardziej wylesianie i pożary w Amazonii krytykowały Francja i Irlandia, czyli dwa państwa, którym najbardziej nie na rękę był traktat UE-Mercosur, który rozszerzyłby import brazylijskiej żywności do Europy, a szczególnie wołowiny, co uderzyłoby najbardziej w interesy francuskich i irlandzkich hodowców. Mógłby ktoś teraz stwierdzić: wycinka nie taka duża, pożary też, ok, ale wciąż są i wciąż zagrażają naszej egzystencji. Nie do końca. Shellenberg pisze, że amazońskie drzewa zużywają 60% wyprodukowanego przez siebie tlenu, a pozostałe 40% pochłaniają organizmy żyjące na terenach amazońskich lasów. Tlenowy wkład netto amazońskiego ekosystemu do światowych zasobów jest praktycznie zerowy. Amazonia nie jest żadnymi „płucami świata” i podobnie jest z innymi miejscami na świecie. Inna sprawa, że drzewa magazynują węgiel, więc wprowadzanie do obiegu rynkowego (co w dłuższym okresie oznacza konieczność spalenia) starych drzew, oznacza uwolnienie większej ilości węgla, niż w przypadku drzew kilkuletnich, zasadzonych specjalnie pod wycinkę. Tego wątku Shellenberg nie porusza, ale domyślam się dlaczego. Otóż skupia się on na napiętnowaniu państw rozwiniętych, które same na wczesnych etapach rozwoju swoich gospodarek, zastępowały swoje braki w kapitale i mechanizacji zwiększaniem powierzchni upraw, czy po prostu wydobyciem surowców naturalnych, gdzie obie te rzeczy wiązały się z wylesianiem prastarych europejskich lasów. Oburza go, że po tym, jak te państwa same nie liczyły się z klimatem, teraz nagle chcą odgrywać rolę globalnych policjantów i skazać na biedę miliony ludzi. Przesada? Ograniczenie wycinki to jeszcze niezatrzymanie rozwoju gospodarczego? Jednakże nie raz mowa wprost o tym drugim. Autor podaje przykłady, jak przeznacza się środki w ramach pomocy dla ubogich krajów, zaznaczając, że mają za te środki wegetować i nie wolno im rozbudowywać za nie żadnej infrastruktury, bo to naruszyłoby „dziewicze tereny”, czy doprowadziłoby do „klęski ekologicznej”. W dodatku narzeka się na tzw. sweatshopy, które dla ubogich ludzi są nieraz jedyną szansą na wyjście z nędzy i umożliwiają jakąkolwiek akumulację kapitału i poprawę bytu całych społeczności. Po co Shellenberg o tym mówi? Wszystko będzie dobrze, więc możemy niszczyć planetę bardziej? Nie, chce on chronić przyrodę i chce to robić skutecznie, więc ostrzega przed różnymi destrukcyjnymi modami, do których zachęcani są ludzie, którzy naprawdę przejmują się losem środowiska, a którzy nie mają wystarczająco czasu lub umiejętności, by zbadać temat dogłębnie. Stąd np. nagonka na plastik, który miał się rozkładać tysiące lat i wybić większość zwierząt w oceanach. Tymczasem Shellenberg przytacza badania o rozkładaniu się plastiku w oceanach, który nadal niestety może szkodzić zwierzętom, ale jest go w wodzie dużo mniej, niż się spodziewano. Polistyren (składnik np. styropianu),który miał się rozkładać tysiąc lat, rozkłada się w zaledwie kilka dziesięcioleci na węgiel i dwutlenek węgla. Dodać do tego wspomniane w książce fakty, że produkcja szklanej butelki wiąże się z od dwóch do cztery razy większą emisją dwutlenku węgla, niż plastikowej oraz że jeśli chcemy, by papierowa torba miała niższy ślad węglowy, niż plastikowa, to musiałaby zostać użyta aż 43 razy i okazuje się, że wiele działań teoretycznie prośrodowiskowych, było przeprowadzanych po omacku i ze szkodą dla przyrody. Istnieją rzecz jasna beneficjenci ekoalarmizmu i grupy, które wcale po omacku nie działały. Są to wszystkie te organizacje, które od kilkudziesięciu lat walczyły z atomem, rozpowszechniając nieprawdziwe informacje na jego temat i wzbudzając strach przed „nuklearną zagładą” i zalecając w zamian panele słoneczne oraz wiatraki. A że słońce nie świeci i wiatr nie wieje cały czas, to niedobory energii trzeba uzupełniać paliwami kopalnymi. Jak dowodzi autor, NGOsy takie jak 350.org, Sierra Club, NRDC i EDF przyjmowały pieniądze od producentów tychże paliw i produkowały na jej zamówienie niezgodne z wiedzą naukową treści na temat atomu. Także Tesla lobbowała za zamykaniem elektrowni atomowych, ale z innych powodów: po prostu sprzedawała panele i akumulatory do farm słonecznych. Mam nadzieję, że udało mi się was przekonać, że książka nie została napisana przez żadnego klimatycznego negacjonistę, a wręcz przeciwnie – przez człowieka szczerze zatroskanego kwestiami sozologicznymi. Najważniejsza lekcja, jaka płynie z tej publikacji, jest moim zdaniem taka: jeśli zależy nam na klimacie, to musimy pozwolić biednym krajom się rozwijać, bo po uprzemysłowieniu będzie je stać na czystsze źródła energii. Akumulacja kapitału, a w konsekwencji inwestycje i mechanizacja zwiększają naszą produktywność we wszelkich gałęziach gospodarki, co oznacza przecież coraz lepsze wykorzystanie zasobów. Wypracowaliśmy, wspomniane przed chwilą, czystsze źródła energii, czy zwiększyliśmy wydajność rolnictwa, co pozwala uzyskiwać większe plony z mniejszej powierzchni upraw. To drugie w połączeniu z urbanizacją sprawia, że w krajach rozwiniętych odzyskujemy dla świata przyrody kolejne tereny i je zalesiamy. Niezależnie od przyjętej strategii dostosowania się do zmian klimatu, w każdym przypadku wiążą się one z kosztami, ale wszystko wskazuje na to, że kapitalizm pozwala najlepiej na te zmiany zareagować.
Sofiofilia - awatar Sofiofilia
oceniła na83 lata temu
Zaburzony umysł. Co nietypowe mózgi mówią o nas samych Eric R. Kandel
Zaburzony umysł. Co nietypowe mózgi mówią o nas samych
Eric R. Kandel
Bardzo dobra książka! Wciągająca, przystępnie napisana - nie za trudna. No i ciekawa, bo o zaburzonych umysłach ale nie psychologicznie tylko neurologicznie - co tam się dzieje w mózgu (albo działo przed urodzeniem co sprawiło to czy tamto),czym się różnią od zdrowych i trochę o tych zdrowych też :) Autyzm, zachowania społeczne, depresja, choroba afektywna dwubiegunowa, schizofrenia, otępienie (np. Alzheimer),zaburzenia mózgowe a sztuka, zaburzenia ruchowe, biologia emocji, a nawet transeksualizm i różnicowanie płci - ten ostatni temat w takiej książce mnie zaskoczył ale było to też bardzo ciekawie :) Parę cytatów: "Zdaniem Thomasa Insela, byłego dyrektora Narodowego Instytutu Zdrowia Psychicznego, ostry kontrast między autyzmem a zespołem Williamsa–Beurena sugeruje, iż mózg wykorzystuje konkretne sieci do sprawowania konkretnych funkcji, takich jak interakcje społeczne. Deficyt czynnościowy sieci społecznej może skłaniać mózg do kompensacji przez wyjątkowo silny rozwój innych sieci, co skutkuje różnymi niezwykłymi umiejętnościami, jakie widujemy u autystycznych sawantów." (pdf.str. 61) "Nowe spostrzeżenia na temat powiązań dymorfizmu płciowego w mózgu ludzkim z tożsamością płciową uzyskaliśmy dzięki badaniom genetycznym. Wynika z nich, że pewne mutacje pojedynczego genu powodują oderwanie płci anatomicznej od gonadalnej i chromosomalnej. Na przykład anatomiczne dziewczęta z genem wrodzonego przerostu nadnerczy (WPN) są narażone w życiu płodowym na działanie nadmiernej ilości testosteronu. Stan ten jest z reguły diagnozowany zaraz po urodzeniu i odpowiednio korygowany, jednak wczesna styczność dziewczynek z testosteronem koreluje z późniejszymi zmianami w zachowaniach związanych z płcią. Przeciętna dziewczynka z WPN preferuje zabawki i gry typowe dla chłopców w jej wieku. Ponadto u kobiet leczonych w dzieciństwie na WPN notuje się niewielki, ale istotny statystycznie wzrost występowania orientacji homoseksualnej i biseksualnej. Co więcej, znaczny odsetek tych kobiet wyraża pragnienie życia jako mężczyzna, spójnego z ich tożsamością płciową. Ustalenia te wskazują, że hormony płciowe wydzielane w naszym organizmie przed urodzeniem mają wpływ na specyficzne dla płci zachowanie niezależnie od naszej płci chromosomalnej i anatomicznej. Przyczyny tego wyjaśniają Dick Swaab i Alicia Garcia-Falgueras z Holenderskiego Instytutu Neuronauk. Zauważają, że tożsamość płciowa i orientacja seksualna „zostają zaprogramowane w strukturach naszego mózgu, gdy wciąż jesteśmy w macicy. Ponieważ jednak różnicowanie płciowe genitaliów zachodzi w pierwszych dwóch miesiącach ciąży, a różnicowanie płciowe mózgu zaczyna się w drugiej połowie ciąży, procesy te podlegają niezależnym wpływom, co może skutkować transseksualizmem." (pdf.str. 242) "Różnicowanie płciowe mózgu stanowi wielowątkowe i ważne pole badawcze, na którym zaczynamy odkrywać obwody nerwowe zarządzające specyficznymi dla płci zachowaniami, w tym poznawczymi aspektami zachowania, takimi jak tożsamość płciowa. Zdajemy już sobie na przykład sprawę, że tożsamość płciowa ma fundament biologiczny i w okresie prenatalnym może rozejść się z płcią anatomiczną." (pdf.str. 250) "Wiemy, że mózg korzysta z nieświadomych i świadomych procesów do konstruowania wewnętrznej reprezentacji zewnętrznego świata, która kieruje naszym zachowaniem i myślami. Jeśli obwody nerwowe w mózgu są zakłócone, doświadczamy świata inaczej w sensie ilościowym i jakościowym niż pozostali ludzie, i to zarówno na poziomie świadomym, jak i nieświadomym." (pdf.str. 251) (czytana/słuchana: 7-8.04.2026) 5/5 [8/10]
lex - awatar lex
ocenił na815 dni temu
Odczuwanie i poznawanie Antonio Damasio
Odczuwanie i poznawanie
Antonio Damasio
Co czyni świadomym? Mogło być lepiej (choć wciąż nie jest źle). Kolejna książka profesora neuronauki i psychologii Antonio Damasio nie zaskakuje świeżością. Jest świadomie dostosowana do ‘każdego’ czytelnika poprzez formę i treść. „Odczuwanie i poznawanie. Jak powstają świadome umysły” nie sięgając głęboko w zawiłości tematu, uzyskuje kilka atutów, choć jednocześnie wystawia się na krytykę wobec uproszczeń, językowych skrótów i synonimiczności, które w tekstach przyrodniczych wypada unikać. Poza tym to dobra książka dla tych, którzy rozpoczynają przygodę z poznawaniem nowoczesnych koncepcji wyjaśniających mechanizmy działania umysłu i świadomości. Ostatecznie każdy może ją przeczytać i poukładać sobie w ‘przegródki’ kilka pojęć. Plusy. Książka trzyma jednolity poziom. Damasio niemal unika rozbudowanych anatomicznych pojęć w stylu ‘limbiczne jądra boczne grzbietowe wzgórza’. Krótkie rozdzialiki pozwalają zachować zrelaksowany stan umysłu czytelnika. Ponieważ praca jest też popularnym podsumowaniem naukowych zainteresowań autora, to kluczowy fragment opowiadający o świadomości poprzedza ciekawe wprowadzenie w ewolucyjny status umysłu, procesy afektywne, obrazowanie stanów odczuwanych. Ważnym elementem narracji Damasio jest homeostaza i dwukierunkowe interakcje układ nerwowego – centralnego z obwodowym i całą anatomią tkanek reagujących na stan własny i czynniki zewnętrzne. Akcentowanie właśnie tych elementów, to znak rozpoznawczy profesora. W zasadzie powinienem skrytykować go i jego wydawcę za dość czytelny sposób na zarabiane. Najnowsza książka Damasio jest bowiem w dużym stopniu mniej technicznym wyciągiem z wcześniejszych prac neuropsychologa (*). Ostatecznie uznaję opiniowany tekst za podsumowanie, które skupia się na kluczowych wnioskach i po prostu może wystarczyć czytelnikowi, który szuka zwartej narracji bez detali. W uproszczeniu graniczącym z herezją, można powiedzieć, że szlak budujący relacje między kluczowymi pojęciami i ich odpowiednikami w rzeczywistości biologiczno-psychicznej (o problemach z jednoznacznością takiego mapowania piszę niżej),wygląda u Damasio tak: percepcja-->reakcje emotywne i poznawcze-->wytwarzanie obrazów mózgowych-->umysł-->odczucia odnoszone do stanów właściciela umysłu-->świadomość-->wiedza-->ludzka kultura. Niektóre pojęcia z powyższej listy należy traktować jako okoliczności towarzyszące, inne są kluczowymi etapami w toku ewolucji biologicznej. Tak więc strzałki pełnią tu niejednoznaczną rolę, co najwyżej budują poglądowość ogólnego kierunku (większość wątpliwości rozwiewa lektura książki). Sam Damasio mocno akcentuje (w książce i w stawianych w ramach pracy naukowej hipotezach) wspomniane pojęcie homeostazy, jako biologicznego ‘imperatywu’ dla każdego organizmu, od komórki poczynając, dla budowania w umyśle zwierząt wyższych podstawy do ukształtowania świadomości. Stan stabilności parametrów życiowych, według profesora, generuje sporą grupę obrazów, które przenoszą umysł na wyższy poziom (zgodnie z ewolucyjnym rozwojem struktur neuronalnych i stopnia skomplikowania ich możliwości). Więcej o tej teorii, można poczytać w DPR (*). Warto również wspomnieć (wypadało może na początku),że Damasio wyklucza jakikolwiek dualizm dusza-ciało i istnienie fundamentalnej bariery między nimi. Tkankę biologiczną z konsekwencjami istnienia świadomości łączy analogiczna relacja, jak reprezentację graficzną liczby ‘1’ z jej abstrakcyjnym sensem (według mojego rozumienia argumentacji). W kilku miejscach książki autor przywołał koncepcje mocnego zakotwiczenia istoty ciała (jako peryferyjnego układu) wobec jednostki centralnej (mózgu). To znów ciekawa propozycja, o której szerzej opowiedział w BK (*). Bardzo spodobała mi się jednoznaczne umiejscowienie hasła ‘świadomość’ wśród zwykłych fenomenów kognitywnych - równie poznawalnego jak one i niewymagającego nadzwyczajnych uzasadnień (str. 136). Krytyczny odbiór książki realizują trzy składniki. Jednak nieco doskwierała mi ogólnikowość i brak jakichkolwiek odniesień do wyników doświadczalnych. Damasio chciał zaoszczędzić czytelnikom technikaliów, co nie jest złe. Jednak przy okazji jasno nie rozdzielił własnych hipotez od dominującego paradygmatu, a tych od zupełnych konsensusów niepodlegających dyskusji. Wprowadzone pojęcie ‘inteligencji’, którą przypisał nawet bakteriom (co prawda nazwał ją inteligencją niejawną) zaciemnia samo pojęcie. W związku z obecnymi zainteresowaniami sztuczną inteligencją (AI),przeprowadził profesor w tekście kontrowersyjną (nieortodoksyjną) dyskusję nad jej statusem w nawiązaniu do głównej tematyki. Ograniczając algorytm do prostej pętli programu, uznał zbyt pochopnie, że AI separuje od biologii jakościowa bariera (str. 63). Czyli hasłowo zawyrokował – ‘mózg w słoiku’ (**) nie jest żadnym problemem. Drugim, bardziej językowym potknięciem, była dla mnie technika nadmiernego opisywania pojęć poprzez inne pojęcia. Choć taki narracyjny ‘model beletryzujący’ jest nieuchronny w uproszczeniach i rezyduje w niemal wszystkich ludzkich werbalizacjach, to mi przeszkadzał, bo ostatecznie nie wyjaśnia nic (jeśli zdefiniujemy słowo przez zbiór innych słów, wśród których będzie jakieś równie mgliste, to jedynie odraczamy problem braku jednoznaczności, co w przypadku nauk humanistycznych tworzy słowniki językowe, ale dla nauk przyrodniczych jest przekleństwem nieoperacyjności i nie-weryfikowalności struktury opisu zjawiska). Trzeci znak zapytania wobec książki powstał w efekcie zastosowana w niej konceptu zrównywania konsekwencji ewolucji bakterii i kręgowców (np. ludzi). Chodzi o zrobienie z pewnej paraleli (analogii) niemal prawa natury. Damasio nie widzi błędu logicznego w zestawianiu wprost mechanizmu ewolucyjnego dostosowania kolejnych populacji bakterii do homeostazy z ludzkim (w konkretnej realizacji organizmu) sposobem budowania tej samej homeostazy. Przecież jeśli jest zaledwie ilościowa różnica między inteligencją jednokomórkowców i naczelnych (choć to wciąż hipoteza),to już między opisem populacji i setkami jej pokoleń a konkretną realizacją osobnika jest jakościowa różnica (z punktu widzenia procesów behawioralnych i tych powiązanych z szeroko rozumianą inteligencją). Zbierając wszystko w krótkim résumé. „Odczuwanie i poznawanie” czyta się szybko. Damasio dobrał do finalnego dzieła wyłącznie ogólne wnioski z całej złożoności problemu świadomości, dokładając trochę hipotez z własnych badań. Ma to swoje konsekwencje. Chyba prościej się nie da rozpocząć opowieści o relacjach neuronauki z procesami umysłowymi. Bez zbędnego meandrowania, popadania w męczący fachowy slang, pokazał fascynujący świat zmysłów i pętli odpytywania się mózgu co sądzi o sobie i tym, co poza. 6.5/10 (dla mnie, jako czytelnika po innych książkach autora) 7.5/10 (gdybym nic nie pamiętał z tego co napisał wcześniej Damasio i dopiero zaczynał przygodę z tematem) ======= (*) Wszystkie dostępne po polsku książki Damasio są próbą przybliżenia czytelnikom mechanizmów powołujących umysł-świadomość. Ponieważ czytałem dwie z nich: „Błąd Kartezjusza” (BK) - kilka wydań w ostatnich 20-tu latach i „Dziwny porządek rzeczy” (DPR) - Rebis 2018, to tylko do nich się odwołuję. (**) Filozofowie umysłu ukuli ten termin, jako kognitywny model do testowania procesów umysłowych. Sprowadza się on do pytania – czy byłoby możliwe ‘wdrukowanie’ stanów umysłowych w mózg izolowany od otoczenia, w efekcie których byłby on/czułby się nieodróżnialny od ‘normalnego’ mózgu doświadczającego tych stanów ‘realnie i biologicznie’.
Carmel - awatar Carmel
ocenił na73 lata temu
Granice wytrzymałości W poszukiwaniu barier ludzkiego organizmu Marcus Ranney
Granice wytrzymałości W poszukiwaniu barier ludzkiego organizmu
Marcus Ranney
Ile jest w stanie znieść człowiek dążący do celu? Na to (oraz wiele innych pytań) w swojej książce “Granice wytrzymałości” stara się odpowiedzieć autor. Początkowo skupia się na mocno medycznych zagadnieniach, chcąc w rzetelny sposób przedstawić działanie organizmu w zależności od warunków, w jakich w danym momencie się znajduje. Następnie poznajemy drogę samego autora, który wielokrotnie przekraczał swoje własne granicę. Niekiedy jego upór doprowadzał go na skraj fizycznej wytrzymałości, zmuszając następnie do długotrwałej rekonwalescencji. Mimo tego autor podkreśla, że z każdej wspomnianej sytuacji wyniósł spore doświadczenie, które ułatwia mu teraz nieskrępowaną umiejętność cieszenia się życiem. Oprócz własnej historii Ranney odwołuje się do (momentami przerażających) opowieści opartych o doświadczenia innych. Przywołuje historię mężczyzny, uwięzionego w szczelinie skalnej. Skupia się na obciążeniach organizmu wywoływanych u astronautów w trakcie ich lotów w kosmos. Podkreśla też, jakie są możliwe następstwa nurkowania na dużych głębokościach. Każdy z przypadków został przez niego opatrzony komentarzem zawierającym medyczne uzasadnienie ewentualnych negatywnych następstw. Zaskakujące, ile możliwości skrywa ludzkie ciało. Ciąg dalszy recenzji na: https://www.facebook.com/photo/?fbid=1003404351582350&set=a.530574235532033
KzK - awatar KzK
ocenił na61 rok temu
Mikrobiom. Najmniejsze organizmy, które rządzą światem Ed Yong
Mikrobiom. Najmniejsze organizmy, które rządzą światem
Ed Yong
Bardzo przystępnie napisana książka, ze zrozumieniem, której nawet osoby nie biegłe w temacie, powinny nie mieć problemu. Sama konstrukcja książki, pozwala na łatwe i szybkie przyswajanie wiedzy, która pod koniec każdego rozdziału jest podsumowywana, tak aby kluczowe fakty, lepiej wryły się w pamięć. Może nie polecałabym jej osobom, które o bakteriach wiedzą tylko tyle, że są i wywołują choroby, bo natłok informacji na wstępie, może się okazać przytłaczający i zabić całą rozrywkę z lektury. Autor w zabawny i niezwykle prosty sposób, próbuje przekonać czytelnika do tezy postawionej na samym jej początku, tj. że bakterie wyrządzają szkody, ale to ile pożytku płynie z ich istnienia bije ich negatywne aspekty na głowę. Wiele odkryć z zakresu mikrobiologii jest lub niedługo może być wdrożona, w celu poprawy jakości życia ludzi, którzy cały czas poznają i uczą się od bakterii, mechanizmów, które mogą być przydatne także w naszym życiu codziennym. Bardzo podobało mi się zobaczenie znanych już faktów i mechanizmów rządzących światem zwierząt i roślin, w trochę innym świetle. Pokazanie, że tak naprawdę przy zachwianiu równowagi, nawet najdrobniejszy mikroorganizm, może stać się śmiertelnym wrogiem, bo ważniejszym od praw symbiozy i odnoszeniu obopólnych korzyści, jest koniec końców, przetrwanie gatunku i zależność ta zmienia się w rywalizację, kto pierwszy wykiwa tego drugiego. Polecam każdemu niezdecydowanemu, który się waha, bo może być jak ze mną, że przeleżała latami, wydawała się za trudna, a koniec końców, to jedna z lepszych książek przeczytanych w tym roku. Sięgnę po drugą książkę autora, żeby się przekonać czy będzie tak samo ciekawa i przyczyni się do rozwoju mojej świadomości na innym polu świata przyrody.
Dżoana - awatar Dżoana
oceniła na89 miesięcy temu
Fizyka na tropie świadomości George Musser
Fizyka na tropie świadomości
George Musser
Urodziłem się ... i to, co widzę, jest dziwne. Podobno to najtrudniejszy problem – umysł obdarzony świadomością. Tak bardzo brakuje odpowiedzi, że nawet niektórzy fizycy doszli do wniosku, że uda się i im napisać kilka publikacji w tym temacie. A tak poważniej, George Musser uznał słusznie, że każde odświeżające spojrzenie na świadomość ze specyficznym dla każdej nauki instrumentarium zwiększa szansę na formułowanie lepszych sądów. Nie przepadam za takimi książkami, czyli stanowiącymi w dużym stopniu kompilacje poglądów ludzi spotkanych przez autora na intelektualnej drodze. Za każdym razem taka konstrukcja generuje u mnie pytania o stopień kompletności prezentowanej materii, o obiektywizm i wielkość wkładu autora w prezentowane wnioski. Jeżeli jednak się przezwycięży uprzedzenia, to z lektury wychodzi intrygująca obserwacja o stanie badań nad świadomością. Sama interdyscyplinarność może onieśmielać – biologia, filozofia, fizyka i informatyka. W wielu punktach sprzeczne przekonania przywołane przez dziennikarza naukowego pokazują, gdzie lokują się w tym wyścigu po Świętego Graala istnienia: kognitywistyka, mechanika kwantowa, neuronauka i sieci neuronowe. „Fizyka na tropie świadomości” to raport z frontu badań teoretycznych i doświadczalnych, w których nie ma granic na inspiracje, na odważne pytania i wyobraźnię. Jeśli potraktować pracę Mussera jako efekt kompilacyjnych analiz, to spisał się momentami co najwyżej dobrze. Publikacja jest dość chaotycznym spojrzeniem na front badań nad świadomością (rozumianym jako przypadłość i być może nawet nieuchronność, choć nie jako okoliczność deprecjonująca),w którym nauki przyrodnicze, wsparte ostatnimi osiągnięciami cyfrowego przetwarzania, budują swoisty palimpsest na zakurzonych nieco ideach filozofii. Sukces w zrozumieniu mechanizmów tworzących umysł, który następnie sam prezentuje przekonania na podstawie interakcji, to być może bliska przyszłość, a może nierealna uzurpacja. Wciąż poruszamy się we mgle. Choć pewne kierunki badawcze, które Musser opisuje zaczynając od spektakularnych osiągnięć narzędzi programistycznych, a których sieci neuronowe z jednej strony mogą być zabawką, ale z drugiej są w istocie realizacją inspirowaną mózgiem, rokują. Na uwagę zasługuje odnotowanie dwóch nowych i popularnych podejść do świadomości – teorii przetwarzania predykcyjnego i teorii zintegrowanej informacji (str. 106-131). Stanowią one w zasadzie intelektualną oś narracji książki w tym sensie, że zyskały popularność u przyrodników w XXI wieku kosztem idei klasycznych. Obie wychodzą poza język semantycznych ograniczeń ugruntowanych podejść (np. dualizmu, monizmu, funkcjonalizmu) dzięki zaoferowanej grupie wskaźników ilościowych i czerpaniu z ustaleń fizyki w obszarze pomiaru kwantowego. Opowiadając o rodzącej się popularności teorii umysłu u ‘ścisłowców’, pokrótce podsumowuje ograniczenia i możliwości trzech nauk wspierających odwieczne zagadki ontologii czy epistemologii. Lawirując między materializmem i solipsyzmem, emergencją i redukcjonizmem, przyczynowością a nieskorelowaniem, trzecio- i pierwszo- osobowym podejściem, lokalnością i globalnością czy różnymi interpretacjami problemu pomiaru w mechanice kwantowej, dziennikarz zaledwie jakby ‘otwiera drzwi wielkich budowli’ by przyjrzeć się z progu bogactwu wnętrz. Jeżeli czytelnik nie jest biologiem, fizykiem czy informatykiem, to połowa tekstu może być nieczytelna. Sama koncepcja wolnej woli chyba niepotrzebnie odwraca uwagę od istoty fenomenu umysłu (str. 273) sugerując zbyt głęboki jej związek z wyborem dokonywanym podczas pomiaru rozumianego bardzo ściśle. Równie ważne, nieortodoksyjne koncepcje Rovellego, związane z relacyjnością, rozpłynęły się w filozoficznym języku (str. 202-206). Wybór lżejszej formy narracyjnej, z szybkimi przeskokami między badaczami, jest zarówno atrakcyjny i niebezpieczny dla odbiorcy. Zagrożenie wynika z pozornej łatwości problematyki, bo przecież każdy ma coś do powiedzenia o umyśle. W efekcie można infantylnie sformatować wnioski, gdzie splątanie kwantowe jest halucynacją, a ‘czarna skrzynka’ sieci neuronowej zastępuje już ‘tabuny teoretyzujących darmozjadów’. Na założonym poziomie ogólności, chyba nie da się uniknąć takich niebezpieczeństw. Już same modele związane ze sztuczna inteligencją, w interpretacji historycznej Mussera, pozostawiają solidne niedomówienia – czy konkretny akapit opisuje model teoretyczny, czy realizację na krzemowej płytce? Wątpliwa dydaktycznie konstrukcja daje jednak czasem satysfakcję. Polecam chociażby bardzo intrygujące rozwinięcie idei myślowego eksperymentu, tzw. ‘przyjaciela Wignera’ (str. 178-179),który dzięki postępowi fizyki fundamentalnej, w XXI-wieku staje się składnikiem nauki doświadczalnej. To kolejna próba poszukiwania obiektywizmu w rzeczywistości (który może nawet nie być osiągalny) i być może dodatkowa weryfikacja hipotezy wieloświatowej. Interesująco wypadła również dyskusja wprost nad problemem redukcji funkcji falowej. Poprzez pokazanie skrajności stanowisk, stajemy w zawieszeniu – czy świadomość do niej prowadzi, czy to jednak umysł poprzez nadanie sensu zjawiskom redukuje prawdopodobieństwo do zrealizowanej konfiguracji? Sama idea Penrose’a, by nie zapominać o klasycznej teorii grawitacji, doczekała się wyważonej prezentacji, idąc w poprzek początkowemu oburzeniu neuronaukowców na model mikrotubulowy zbudowany przez Noblistę z Hameroffem (str. 142-143). To dla mnie dobry wskaźnik, że autor szukał szerokiej gamy dostępnych ‘na rynku’ koncepcji. „Fizyka na tropie świadomości” to eksperyment interdyscyplinarności. Może w głowach pozostawi niewiele. Zapewne wzmocni kilka alternatyw, inne odrzuci w wyniku selekcji, bo przecież ani autor (fizyk z wykształcenia),ani czytelnik ( najpewniej jako ciekawy świata konsument treści popularnonaukowych) nie jest w stanie ‘z marszu’ merytorycznie odnieść się spójnie do całego krajobrazu myśli. Dla mnie w zaledwie kilku punktach treść mogła stanowić podstawę do krytycznego spojrzenia. Problem świadomości przez wieki zwodził wielkich tego świata. Obecnie nauki przyrodnicze i procesorowe możliwości obliczeniowe pomagają redefiniować stare zagadki, czasem zaledwie animując mody czy uprzedzenia. Musser, poprzez wielość podanych koncepcji, unaocznia skalę zagadki. Dotyka jej z różnych stron, czasem zupełnie odległych od świata neuronów, naszych snów czy kognitywnych ‘quale’. Zapewne nie chciałby, by podstawową lekcją z lektury było przekonanie, że zagadka świadomości to intelektualna fanaberia, jakaś zabawa ‘wróżenia z fusów’ czy ‘szarlataneria podczaszkowa’. Moje obawy w tym zakresie wzmacnia jednak jego lekkość w posługiwaniu się niejednoznacznym słownictwem, które może niestety nie odbiegać od astrologii czy alchemii – jeśli tylko czytelnik wykaże się niewielką dozą złej woli, czy formatował się na lekturach bazujących na zbitkach w stylu ‘dusza kwantowa’ czy ‘psychologia kwantowa’. W ostatnich zdaniach autor wraca do humanistyczno-optymistycznego odczytania prognoz na przyszłość badań nad świadomością (str. 340): „Na razie (…) nie pojawiły się jeszcze żadne oznaki, które mogłyby świadczyć o tym, że nauka dotarła do ściany. Nasze umysły wyewoluowały, by zrozumieć świat i jeśli mają zrealizować ten cel, świat musi być zrozumiały. A my jestem częścią tego świata.” Być może za rogiem czeka nas rewolucja w interpretacji wielu obszarów ludzkiej codzienności. Nauka byłaby niepotrzebna, gdyby zatrzymywała się na potwierdzeniu tego, o czym każdy wie (że rowerem da się jeździć, a zamknięte oczy potrafią zbudować ciekawy świat swobodnie przelatujących myśli). Bo jeśli dać badaczom szansę, to nie tylko opiszą to, co oczywiste, ale może i pomogą budować nowe cele jednostkowe i cywilizacyjne. Umysł, jak baron Münchhausen wyciągający się za włosy z bagna, to nasza nadzieja na rozwikłanie istoty samo-odniesienia. DOSTATECZNE z MAŁYM plusem – 6.5/10
Carmel - awatar Carmel
ocenił na611 miesięcy temu
Mała książka o Wielkim Wybuchu Tony Rothman
Mała książka o Wielkim Wybuchu
Tony Rothman
Wszechświat – jednorazowy eksperyment z istnieniem Kosmologii nigdy za dużo! :) Szybko i bezobjawowo przyswajalna dawka nauki o Wszechświecie to główny atut niewielkie książki Tonego Rothmana. Podstawowe założenie o zupełnej przystępności doboru treści spełnia nieco ponad 2/3 tekstu. Poglądowość i szukanie prostych słów przyświecało fizykowi w kolejnych odsłonach opowieści o sukcesach kosmologii ostatnich dekad. Narracja bez matematyki, ale z garścią opisowej fizyki zjawisk największych skal powinna wciągnąć ciekawych wiedzy czytelników. Pod koniec ten projekt lekkości nieco się załamuje, ale być może nie można było inaczej zdać relacji z najnowszych komplikacji. Ponieważ książeczka posiada swoistą fabułę, to należy przeczytać kolejno każdy rozdział, by z zupełniej niewiedzy o kosmologii osiągnąć rozeznanie w jej najważniejszych ustaleniach. Najpierw garść teorii względności i sens rozszerzenia klasycznej koncepcji czasu i przestrzeni. Później, w optymalnym ujęciu, spojrzenie na fakty obserwacyjne i krótka historia przemian Wszechświata od ułamków sekund do znajomego nam strukturalnie kosmosu. Równy poziom treści pilnowany jest szczegółowością, która dawkowana jest z umiarem. Tylko fakty, które wynikają z aktualnej wiedzy (doprowadzonej do około 2021 roku),włącznie z kilkoma ślepymi uliczkami, których wartość dydaktyczna wynika z błędu badawczego. Stąd Rothman trochę miejsca poświecił na tzw. model stanu stacjonarnego (str. 64-69),w którym Wszechświat nie miał przechodzić burzliwej przeszłości, miał być statyczny. W kontraście, idea Wielkiego Wybuchu z ewolucją i opisem formowania się atomów pierwotnej nukleosyntezy, to centralny wątek, do tego świetnie podany. Samo zjawisko promieniowania reliktowego, które od 60-ciu lat napędza większość badań kosmologicznych, eksploatuje fizyk bardzo zgrabnie. Jednym z cenniejszych zysków z lektury, jest zupełnie fundamentalny i elementarnie wyjaśniony (str. 83-85) skład globalny Wszechświata z 75% wodoru, 23% helu i 2% całej reszty, które paradoksalnie na Ziemi dominują. A wszystkie te procenty wydają się stanowić jednak kilka procent tego, co kosmosem jest. Stąd ciemnej materii i energii doktor poświęca odpowiednią dawkę komentarza, pozostawiając czytelnika pod koniec lektury z kontrowersjami i możliwymi alternatywami. Status dysproporcji skal, problemów ludzkiego akcentowania lokalnych (ziemskich) realiów, po lekturze tej książki nabierze otrzeźwiającego kształtu. Choć zasada an tropiczna (koncepcja wiążąca obserwowane koincydencje z naszym zaistnieniem) niewiele wnosi do obserwacyjnych podstaw kosmologii, to fizyk wspomina o niej w kontekście tzw. stałych bezwymiarowych, które definiują nasze ustalenia o Wszechświecie. Same niezbędne subtelności, ‘wąskie gardła’ w ewolucji kosmosu i liczne sprzężenia sugerują co najmniej potrzebę umiaru w stosunku do odważnych idei teoretycznych. Ugruntowany model Wielkiego Wybuchu pod koniec książki rozszerzony jest o inne propozycje. Tu jednak, jak wspomniałem, tekst staje się nieco bardziej wymagający. Dokładniejsza analiza promieniowania reliktowego (polaryzacja, pierwotne fale grawitacyjne, akustyczne analogie) wymaga dodatkowo skupienia. Nagrodą jest zapoznanie się ze stanem kosmologii w XXI wieku. Skomentował również autor próby unifikacji grawitacji z kwantami, starania naukowców by dookreślić alternatywy dla tzw. inflacji pierwotnego kosmosu i zaakcentował wizje wieloświatowe. Ponieważ tekst należy czytać w całości po kolei, a ugruntowane wybrzmiewają wcześnie, to nie grozi czytelnikowi strata czasu czy frustracja, jeśli pod koniec pewne treści staną się mniej jasne. ”Mała książka o Wielkim Wybuchu” to bardzo dobrze wyprofilowany tekst bez niepotrzebnych dla spójności dodatków. Rothman jasno pokazuje czemu jest tak a nie inaczej. Tłumaczy ślepe uliczki koncepcyjne i modele, które są hipotezami wciąż niepopartymi obserwacjami. Za każdym razem jasno podkreśla na czym polega siła i słabość konkretnego wariantu czy hipotezy. Choć książkę czyta się szybko, to warto sięgać po cenne przypisy i analizować te kilka grafik wprost rozszerzające tekst główny. Kompletny laik bez wiedzy z fizyki współczesnej ma duże szanse na zrozumienie podanych głównych koncepcji kosmologii i skompletować stan obserwacji wielkoskalowych. Zaledwie 3 rozdzialiki z końca są wymagające. Ostatnia część, jako impresja na poły filozoficzna, podsumowując nakierowuje czytelnika na potrzebę subtelnego balansu między dążeniem do piękna w opisie przyrodniczym a skromnością w budowaniu kolejnych pięter wiedzy. W naukach podstawowych jednym z jej najtrudniejszych elementów jest ustalenie granic stosowalności wysuwanych koncepcji i oszczędne tłumaczenie językiem matematyki zjawisk (brzytwa Ockhama). Chyba na koniec dobrym cytatem są zdania (str. 185): „Żeby wyliczyć orbity planet, nie potrzeba wiedzy o tym, co wydarzyło się w pierwszych chwilach istnienia Wszechświata. Być może największym osiągnięciem nauki jest to, że możliwe jest powiedzenie czegoś bez mówienia wszystkiego.” Z punktu widzenia nauk humanistycznych, to oczywistość. Jednak fizyka z racji statusu fundamentalnej nauki opisującej świat nieuchronnie zmusza ludzi ją uprawiających do syntez uniwersalizujących. W takim wypadku wstrzemięźliwość przywołana w książce to element uświadamianej formacji o której trzeba przypominać. Wszechświat jest wielki, zadziwiający, nawet w konsekwencji naszej niepełnej o nim wiedzy. Być może jest nieskończony, może bez ram czasowych cyklicznie się rodzi, ekspanduje by powrócić do kolapsu i ponownych ‘narodzin’. Coś o nim wiemy ekspercko, a nawet taka mała książka pomaga umiejscowić każdego laika w tym ogromie z solidną świadomością grozy i fascynacji. DOBRE z dużym PLUSEM – 7.5/10
Carmel - awatar Carmel
ocenił na710 miesięcy temu

Cytaty z książki Przestrzeń, czas i ruch. Największe idee we Wszechświecie

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Przestrzeń, czas i ruch. Największe idee we Wszechświecie