rozwińzwiń

Furia

Okładka książki Furia autora Mathieu Burniat, Geoffroy Monde, 9788367360647
Okładka książki Furia
Mathieu BurniatGeoffroy Monde Wydawnictwo: Kultura Gniewu komiksy
228 str. 3 godz. 48 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Furieuse
Data wydania:
2024-03-01
Data 1. wyd. pol.:
2024-03-01
Liczba stron:
228
Czas czytania
3 godz. 48 min.
Język:
polski
ISBN:
9788367360647
Tłumacz:
Olga Mysłowska
Średnia ocen

7,0 7,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Furia w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Furia

Średnia ocen
7,0 / 10
41 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Furia

avatar
360
18

Na półkach: , ,

Rysunki ciekawe, natomiast fabuła prosta i przewidywalna do bólu.

Rysunki ciekawe, natomiast fabuła prosta i przewidywalna do bólu.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
66
31

Na półkach:

Książka jest ogólnie bardzo fajnie zrobiona tu jest duży plus za kreatywność przejść i wklejek na pierwszej i ostatniej stronie. Plot twist też był dla mnie niespodziewany, więc też plus. Mimo że ilustracja głównej bohaterki jest tak jakby płytka to świetnie oddaje, wybija sie z tła.

Książka jest ogólnie bardzo fajnie zrobiona tu jest duży plus za kreatywność przejść i wklejek na pierwszej i ostatniej stronie. Plot twist też był dla mnie niespodziewany, więc też plus. Mimo że ilustracja głównej bohaterki jest tak jakby płytka to świetnie oddaje, wybija sie z tła.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
148
121

Na półkach: ,

Przez większą połowę komiksu bawiłem się wybornie i myślałem, że ocenie ten tytuł na mocne 9/10, ale niestety końcówka już była taka sobie, ale tak czy siak polecam.

Przez większą połowę komiksu bawiłem się wybornie i myślałem, że ocenie ten tytuł na mocne 9/10, ale niestety końcówka już była taka sobie, ale tak czy siak polecam.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

63 użytkowników ma tytuł Furia na półkach głównych
  • 49
  • 14
38 użytkowników ma tytuł Furia na półkach dodatkowych
  • 10
  • 7
  • 7
  • 5
  • 3
  • 3
  • 2
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Le Mystère du monde quantique Mathieu Burniat, Thibault Damour
Ocena 6,5
Le Mystère du monde quantique Mathieu Burniat, Thibault Damour

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Bibliomulica z Kordoby Wilfrid Lupano
Bibliomulica z Kordoby
Wilfrid Lupano Leonard Chemineau
Muszę przyznać, że do Bibliomulicy z Kordoby podchodziłem ze złym nastawieniem. Myślałem, że dostanę bardziej historyczny komiks, z elementami przygody. Tymczasem… miłe zaskoczenie. Owszem, tło historyczne jest tu bardzo bogate: mamy rok 976, przewrót w Kordobie i nowego władcę, który stwierdza, że najlepszym sposobem na ukształtowanie społeczeństwa według własnego widzimisię jest spalenie ogromnej części jednej z najważniejszych bibliotek świata. Sam pomysł brzmi dość mrocznie, ale komiks jest lekki i wesoły. Całość idzie w stronę przygodówki i opowieści o przyjaźni, pasji i powołaniu. W wyniku dość zabawnego splotu wydarzeń bibliotekarz, kopistka i pewien łotrzyk pakują część uratowanych ksiąg na zadziorną, pełną charakteru mulicę… i ruszają w podróż, która momentami jest komiczna, momentami gorzka, ale przede wszystkim bardzo ludzka. Ta ekipa tworzy między sobą niezwykle ciepłą, naturalną więź, którą naprawdę łatwo polubić. A sama mulica? Zdecydowanie zasługuje na miano pełnoprawnej, zadziornej bohaterki. Komiks zaskakuje lekkością, z jaką opowiada o sprawach poważnych. Jest tu przygoda, humor, trochę melancholii, a także trochę historii podanej w sposób przystępny i przyjemny. Ilustracje idealnie to wspierają: barwne, miękkie, pełne klimatu, ale z takim zawadiackim sznytem, który dodaje całej opowieści energii. Przyjemny komiks. Ciepły, sympatyczny i zaskakująco angażujący. Komiks możesz zobaczyć na moim Instagramie: Lukkegeek https://www.instagram.com/p/DRRTF3ODLSN/?igsh=a2I1YzE2dmZ4bG9w
LukkeGeek - awatar LukkeGeek
ocenił na84 miesiące temu
Kaczki. Dwa lata na piaskach Kate Beaton
Kaczki. Dwa lata na piaskach
Kate Beaton
Graficzny memoir o dwóch latach z życia autorki, które spędziła pracując przy wydobyciu ropy naftowej w Kanadzie. Beaton pokazuje codzienność pracy i życia na piaskach, pozwala zajrzeć za kulisy i zobaczyć jak trudne są tam warunki (fizycznie i psychicznie). Ale też pokazuje zapis pewnego momentu w historii (zaczęła tam pracować w 2005),kiedy o pewnych sprawach jeszcze się nie mówiło lub mówiło się inaczej niż obecnie (kwestie zdrowia psychicznego, wykorzystywania seksualnego, ekologii, rdzennych mieszkańców Kanady). Jako dwudziestoletnia dziewczyna Kate ląduje w miejscu zdominowanym przez mężczyzn, w czasach i środowisku, w którym było (obstawiam że nadal jest) przyzwolenie na przemoc seksualną wobec kobiet - od obleśnych tekstów na każdym kroku po gwałty (których nikt tak nie definiował). Będąc kobietą tym bardziej ciężko się to czyta. Kiedy narratorka tłumaczy czemu tego typu zachowań nie mogła zgłosić, przypominasz sobie różne rozmowy z koleżankami i myślisz „no k*rwa, niewiele się zmieniło”. Ale boli też to, jak narratorka tłumaczy zachowania swoich kolegów z pracy, w pewnych sytuacjach ich usprawiedliwia, bo po prostu „tak jest i nic się na to nie poradzi”. W posłowiu Beaton tłumaczy, że jest to zapis jej życia prawie 20 lat temu, kiedy poziom świadomości był inny, a nie chciała „wstawiać sobie” myśli, których wówczas nie miała. Totalnie to kumam i kupuję, niemniej w momencie czytania rośnie poziom frustracji.
symulakrum - awatar symulakrum
ocenił na83 miesiące temu
Opowieści Grabarza Piotr Wojciechowski
Opowieści Grabarza
Piotr Wojciechowski
iotr Wojciechowski vel. Śmiechosław od 20 lat rysuje komiksy dopieszczając je swoim wyjątkowym poczuciem humoru. Grabarz Józef to bohater pojawiający się od 14 lat w fanzine AKT. Doczekał się w końcu własnej, zbiorczej publikacji. Autor, Piotr Wojciechowski nakłada swoją opowieść na faktyczne miejsca, w których spędzał czas w dzieciństwie. Dokłada na ten obraz warstwy obyczaju, relacji społecznych, etnografii i bliżej nieokreślonej demonologii. Mamy przed sobą zbiór mini-opowieści graficznych kręcących się wokół życia grabarza Józefa. Momentami postrzega się publikację jako zbiór mrocznych satyr, fraszek chciałoby się rzec. Komiks zawiera cudne liternictwo i detale. Do tego jest szczegółowy i posiada wspaniałą gamę kolorów. Przepiękne pejzaże łączą w sobie elementy sacrum i profanum, jak większość krajobrazów polskiej wsi. Autor zwraca się momentami bezpośrednio do czytelnika, co raczej jest zabiegiem znanym z dziecięcych publikacji, którą rzeczony w żadnym razie nie jest. Czasem w nieprzyjemny sposób angażuje tym czytelnika i zmusza do myślenia. Bardzo ciekawą postacią uniwersum Józefa jest O DZIWO dzieciak, "ta mała pleciuga od tej chytrej baby, co za szkołą mieszka". Albo nie zarejestrowałam, albo przeoczyłam imię dziewczynki. Może w ogóle go nie ma. W każdym razie rezolutny, odważny smarkacz momentami popycha fabułę naprzód, a jej złote myśli przefiltrowane przez umysł dziecka są godne zapamiętania. Dziewczynka ma grube pointy. Wszędzie jej pełno. Polubiłam ją, bardzo mi przypomina siebie w jej wieku. Poznacie tu również prawdziwą historię Baby Jagi, która z pewnością Was zaskoczy. Fajnie było też zobaczyć Józefa na własnych śmieciach, w Warszawie. Kompletna abstrakcja. Na końcu znajdziemy zbiór luźnych ilustracji, często świątecznych. Cholernie spodobały mi się peryferie dobrotliwego, lekko naiwnego grabarza, co za kołnierz nie zwykł wylewać. Spodziewałam się jednak czegoś odrobinkę innego. Zamiast "klasycznej" słowiańskiej demonologii znajdziecie tu niezależne uniwersum przeniesione do realiów polskiej wsi, zmieszane lekko z późnymi, XVIII wiecznymi zabobonami, co dobitnie ukazuje opowiadanie z dziedzicem, klasycznym uosobieniem diabła z tegoż okresu, noszącego się "po prusku". Co by nie mówić, już nigdy nie tknę sałatki warzywnej.
Moria - awatar Moria
oceniła na81 rok temu
Powrót pszczołojada Aimée de Jongh
Powrót pszczołojada
Aimée de Jongh
Aimée de Jongh zobrazowała poczucie winy oraz jego destrukcyjny wpływ na życie Simona, który nigdy nie przepracował traum z przeszłości, przez co zmuszony jest obecnie skonfrontować się z własnymi dylematami bez odpowiedniego wsparcia. Byłoby mu łatwiej, gdyby stanął do walki z jednym przeciwnikiem. Niemniej, snucie podobnych rozważań nie ma większego sensu, skoro w „Powrocie pszczołojada” tragedie zostają zwielokrotnione, a granice między nimi wyraźnie zatarte, dzięki czemu łatwiej dojść do wniosku o ich wzajemnym oddziaływaniu na kondycję psychiczną człowieka. Samobójstwo nieznanej kobiety, dramatyczny finał sprzeczki ze szkolnym kolegą oraz widmo bankructwa z powodu nierentowności rodzinnej księgarni łączy błędne przekonanie Simona o odpowiedzialności za każde z tych zdarzeń, mimo że nie mógł im zapobiec. Wykształcił w sobie mechanizm zaprzeczenia traumie, w związku z czym nie widzi potrzeby skorzystania z fachowej pomocy. Wspomniany problem dostrzega autorka, która do świata Simona wprowadza tajemniczą Reginę, aby przypomnieć bohaterowi o mądrości płynącej z obserwacji pszczołojadów w okresie jego dorastania. Im dalej w las, tym więcej drzew, co idealnie opisuje rozwój wydarzeń z niedawno poznaną dziewczyną oraz przewrotny finał komiksu o potrzebie rozpoczęcia wszystkiego od nowa. Aimée de Jongh poprowadziła swój debiut sprawną ręką, o czym świadczy graficzne dopracowanie angażującej fabuły z intrygującą końcówką. Przez chwilę rozważałem, czy na korzyść ilustracji nie zadziałałoby dodanie im barw, jednak po zamknięciu oczu i wyobrażeniu sobie potencjalnej kolorystyki doszedłem do wniosku, że efekt byłby groteskowy, a co mogłoby przekreślić „Powrót pszczołojada” w oczach wielu czytelników.
dyrektor_negacja - awatar dyrektor_negacja
oceniła na71 rok temu
Żeń-szeń. Zgniłe korzenie Craig Thompson
Żeń-szeń. Zgniłe korzenie
Craig Thompson
Niesamowite, jak wiele można napisać o korzeniu i jak bardzo może zrosnąć się on z kulturą go uprawiającą. Z Dalekiego Wschodu, Chin, Tajwanu i Korei, żeń-szeń trafił do Marathon, małego miasteczka w stanie Wisconsin. I tak, jak Azjaci cenią amerykański żeń-szeń za lepszy smak, tak autor musiał wyruszyć w podróż po Azji, żeby w pełni "skosztować" fenomenu żeń-szenia. Cały komiks jest bardzo wciągający, pełen historii, legend i danych, o których człowiek niezainteresowany żeń-szeniem w życiu nie słyszał, a które nie tylko przybliżają sam korzeń, ale także odzwierciedlają różnice między Wschodem i Zachodem, uświadamiają, jak wiele zmieniło się w czasie ostatnich stu lat, czy pokazują, jak globalizacja i edukacja społeczeństwa z jednej strony rozwija i daje nowe perspektywy, a z drugiej zabija tradycyjne zajęcia. Autor wykonał ogrom pracy, żeby przeprowadzić wywiady, ułożyć je w takiej kolejności, która nie tylko stopniowo przybliżać będzie temat, ale też uwypukli konkretne punkty czy nada odpowiednią wagę słowom jego bohaterów. Uczestniczył też w wielu imprezach poświęconych żeń-szeniowi, otwierając czytelnikowi drzwi na zupełnie nieznany świat, w którym rządzi niepozorny korzeń. Wreszcie, całą historię narysował przepiękną kreską - każdą stronę jego komiksu można oglądać godzinami doszukując się nie tylko szczegółów na poszczególnych panelach, ale także podziwiając misterne przejścia od jednego panelu do drugiego. Czytanie tego komiksu to czysta przyjemność i nie tylko podróż śladami żeń-szenia, ale również możliwość obcowania z komiksowym dziełem sztuki. Jedyną skazą, miejscami nużącą, są liczne wątki autobiograficzne, nierzadko odchodzące bardzo daleko od tematu. Choć wciąż pięknie narysowane, trudno o nich nie myśleć jak o zapełniaczach - a myślę, że bez problemu mogłyby zostać zastąpione merytoryczną treścią, bo komiks, choć szczegółowy, tematu żeń-szenia z pewnością nie wyczerpuje.
Ida - awatar Ida
oceniła na81 miesiąc temu
Niebo w głowie Antonio Altarriba
Niebo w głowie
Antonio Altarriba Sergio García
Jeśli komiks może być ważny fabularnie i społecznie, to ten właśnie taki jest, bo ta historia mnie czytelniczo doświadczyła. Tutaj poznajemy losy misji, która nie ma szansy na szczęśliwy finał, a ci najwyżej na przetrwanie. Nivek jest bohaterem ucieczki z niewolniczej pracy w DR Konga i tutaj czuć czym jest instynkt, czym jest brniecie do przodu, bez mapy, bez gwarancji i bez wizji sukcesu.

Śledząc losy ucieczki bohatera przyznaję, że jako bierna obserwatorka byłam momentami wyczerpana psychicznie, a nawet fizycznie, ponieważ ta historia doświadcza i może zmuszać do zrewidowania pewnych przekonań na temat świata. Co jednak uderza w tej opowieści najbardziej to taki bolesny rozdźwięk miedzy marzeniami, a rzeczywistością.

Wizualnie jest niesamowicie intrygująco, a jednak nie potrafiłam się do końca przekonać do tego stylu i miałam momenty, gdy ta stylistyka mnie mocno przytłaczała. Nie ma tutaj klasycznego podziału na kadry, ponieważ te na siebie nachodzą, rozpadają się, albo prowadzą czytelnika w sposób zupełnie nieoczywisty. Kolorystycznie moim zdaniem jest w punkt, ponieważ czuć ten ból, cierpienie a komiks w swojej surowości oddaje chaos, strach, ale i determinacje bohatera.

Ukazane w albumie realia niewolniczej pracy, złudnych nadziei, wadliwego systemu i przypadkowości, która w życiu może ogromnie dużo zmienić. Pomimo swojego ciężaru komiks ma swoja naturalność, niczego nie wymusza, nie udaje i nie sili się na wzbudzenie emocji, to wszystko dzieje się samo.

Kolejny już raz komiks porusza ważne społecznie tematy, jak migracja, wyzysk, i złudzenia ziemi obiecanej, która zupełnie nie musi taka być. Album ten przy swoim całym ciężarze, może być bodźcem do otwarcia oczu na rzeczy, które w domowym zaciszu mogą nam umykać.
kulturowa_anihilacja - awatar kulturowa_anihilacja
oceniła na73 miesiące temu
Zamek Śpiący Linda Medley
Zamek Śpiący
Linda Medley
Sporo tych baśniowych komiksów u nas, a i często udanych. I “Zamek śpiący” dołącza do tego zacnego grona. Jest to czarno-biały, ślicznie wydany, humorystyczny komiks czerpiący garściami z przeróżnych baśni i ludowych tematów. Zaczynamy od śpiącej królewny, co wrzecionem się ukłuła, zapadła w sen wraz z mieszkańcami zamku. A gdy po latach się budzi, czmycha sobie z księciem, a mieszkańcy próbują sobie radzić pozostawieni sami sobie, do czasu aż przybywa do nich niespodziewany gość. Tak jak mówią, jest to lekka, baśniowa opowieść, niewymagająca, przyjemna, sympatyczna. Ale to nie jej jedyna zaleta. Jest tu pełno bardzo potrzebnego dystansu, dowcipnych dialogów, ciągłego poczucia przymrużenia oka, trochę jak u Pratchetta czuć szacunek do estetyki, ale też unoszącą się nad wszystkim gawędziarską dowcipność. Komiks zwycięża tonem. Bardzo konkretnym, charakterystycznym i autentycznie śmiesznym. Uśmiechać mi się zdarzało często, a kilka razy szczerze się zaśmiałem, co jest dla mnie rzeczą niespotykaną przy lekturze. I nie śmieszą tu raczej celne dowcipy, śmieszy skrupulatnie zbudowany duch tej opowieści. Niestety gdzieś w 2/3 komiksu formuła się jakby wyczerpuje, komiks zaczyna się ciągnąć i grzęźnie wśród dość niepotrzebnych i nieciekawych retrospekcji, a i humor gdzieś gubi wdzięk. Końcowa dość wymęczona, ale wciąż - warto! Po więcej recenzji zapraszam na Instagram: @traczytanko
Krzysztof Traczyk - awatar Krzysztof Traczyk
ocenił na76 miesięcy temu
CONTRITION Carlos Portela
CONTRITION
Carlos Portela Keko
Szukacie komiksu o mrocznym, kryminalnym klimacie, a do tego z fabułą dającą do myślenia? To koniecznie zwróćcie uwagę na Contrition duetu Portela-Keko. To rzecz daleka od cukierkowych, czy nawet zwyczajnie kolorowych obrazków, którą kończy się czytać z mnóstwem refleksji w głowie. Opowieść, której akcja dzieje się w mieście-getcie na Florydzie musi być mocna. Tym bardziej jeśli to getto, które jest miejscem wypełnionym przez przestępców seksualnych, którzy po odbyciu kary nie są do końca wolni, gdyż restrykcyjne prawo daje im niewiele możliwości osiedlenia się. To wspaniała podbudowa dla opowieści, a Carlos Portela wykorzystuje ją w pełni. Niesamowity, rewelacyjnie zbudowany jest klimat opowieści. Ze względu na wyłącznie czarną kreskę jako nośnik grafiki przywodzący na myśl kino noir, a jednocześnie świetnie oddający duszny klimat odosobnienia i beznadziei, sennego małomiasteczkowego życia. Czuć w tym westernową nutę, ale i kryminalne zacięcie. Miejsce akcji jest co prawda fikcyjne, ale nie tak do końca zmyślone. Podobna osada rzeczywiście na Florydzie istnieje i jej powstanie jest wynikiem restrykcyjnego prawa, które co prawda chroni potencjalne ofiary, ale też doprowadza do absurdalnej sytuacji, że w jednym miejscu gromadzi się duża grupa byłych skazańców, najczęściej bez możliwości podjęcia stałej pracy. A co z fabułą? Mamy tu podejrzaną śmierć w ogniu i dziennikarskie śledztwo, które jest torpedowane i które kosztuje też wiele samą dziennikarkę. A także opowieść o złu, którego może doświadczyć jedna osoba, i o złu, które ma w sobie człowiek. Niespieszna narracja sprawia, że czytelnik na własnej skórze wręcz odczuwa duszną atmosferę miejsca akcji przesyconego poczuciem beznadziei. I niczym bagno stopniowo wciąga go niepokojąca opowieść. Współbrzmienie tekstu i obrazu oddziałuje na emocje czytelnika i przemawia do niego wyraźnie. Ta historia buduje przestrzeń do refleksji na wiele tematów, przede wszystkim koncentrując się na pytaniach o zło tkwiące w człowieku, o możliwość odkupienia, a także o wybaczenie ze strony ofiary. I oczywiście nie daje jednoznacznych odpowiedzi, bo takich nie ma. To czytelnik może wybrać, jaka interpretacja do niego przemawia. Niemniej sam przyczynek do refleksji już jest moim zdaniem cenny. Oczywiście forma komiksu nie jest naturalnym medium do wszechstronnej, pogłębionej refleksji i wielowymiarowego ujmowania tematu, toteż trzeba być gotowym na pewne uproszczenia. Twórcom nie udaje się ich uniknąć, ale nie jest to błąd nie do wybaczenia. Sama bowiem historia dostarcza mnóstwa emocji i pozwala skierować uwagę na tematy spychane na margines, jak choćby rozdzielność kary i pokuty, więzienie po uwolnieniu. Jest tu trochę sztampy, motywów znanych nam z powieści i kina, jak choćby dążenie do zemsty czy postać dziennikarki zatracając się w swojej pracy tak bardzo, że przestaje dostrzegać wartość w swoim dotychczasowym życiu. A jednak mimo wszystko twórcy potrafią zaskoczyć. Fabuła prowadzona nieliniowo pozwala nam na stopniowe odkrywanie różnych aspektów opowieści, a dobrze budowane i podsycane napięcie przykuwa do lektury i więzi w dusznej atmosferze i kłębowisku rozmyślań. Nie każda z postaci ma co prawda równie dobrze przedstawioną "backstory", ale mnie osobiście podoba się zestawienie postaci dziennikarki i pewnego wojskowego śledczego, którzy oddając się pracy, tracą - choć w inny sposób - swoje rodziny. Wizualnie gra tutaj wszystko. Brak koloru doskonale pasuje do tematyki i mrocznej aury tej historii, a czarna kreska przypominająca ryciny z gazet nadaje opowieści wręcz dokumentalistycznego charakteru i wiarygodności. W kadrach pojawia się wiele interesujących detali, które uzupełniają narrację, współtworząc jej nastrój i klaustrofobiczną aurę - jak choćby gazety, sceny z przeszłości, a twórcy czasem za pomocą kilku kadrów budują scenę, która przemawia do czytelnika i uruchamia całą lawinę obrazów. Są czasem wytrychami do skojarzeń wycelowanymi tak, by wywołać konkretne emocje. A w trakcie lektury niejednokrotnie miałam wrażenie, że oglądam storyboardy przygotowane do filmu. Być może fabuła nie wszystkich do siebie przekona, być może niektórym zabraknie pogłębionego ujęcia tematu. Z drugiej jednak strony można tę historię potraktować jako punkt wyjścia do własnych rozważań, do poszukiwania komentarza w różnych dziełach kultury czy pracach naukowych. Dla mnie to całkiem udanie opowiedziana kryminalna historia, w której mieszają się zagadnienia obsesyjnego podążania za tematem i jego skutków, zła tkwiącego w człowieku, kary, zemsty, pokuty i odkupienia. Świetnie narysowany komiks z nieidealną fabułą, której zaletami są niepokojący, duszny klimat i nieoczywiste przesłanie. To nie jest komiks, który ma się podobać. On jest jak ostry kamyk w bucie, który nie pozwala nam obojętnie pójść dalej. To opowieść o kryminalnym charakterze, która zmusza do zwrócenia uwagi na kwestie spychane przez margines. Mroczna, konfundująca i niełatwa do jednoznacznej oceny.
zaczytASY - awatar zaczytASY
ocenił na72 miesiące temu
Dom Usherów Jean Dufaux
Dom Usherów
Jean Dufaux Jaime Calderón
Oto coś idealnego dla fanów gotyckich opowieści grozy! W porządnym wydaniu w wielkim formacie i twardej oprawie. 🥰 Sama fabuła mocno odbiega od słynnego opowiadania Poego, czyli "Zagłady Domu Usherów", to luźne zaczerpnięcie motywu smętnego dworu w odludnej okolicy. Na widok tych niesamowitych ilustracji dusza się raduje. Zdecydowanie jest na czym zawiesić oko! Z detalami nadającymi realizmu są prawdziwą ucztą dla zmysłów. Stonowane kolory, z każdej strony wyziera ponura atmosfera pełna tajemnicy. I takie to jest wszystko otulone melancholią. Nasz bohater, Damon w wyniku splotu złych decyzji wpada w pajęczynę zagadkowych zdarzeń... i trafia do owianego złowieszczą aurą Domu Usherów. Posiadłość jest skarbnicą tajemnic jego mieszkańców. Czy jest tu coś nadprzyrodzonego? Co widziały ściany tego domostwa?🦇 To wciągająca mroczna historia z niepokojącą atmosferą wręcz przytłaczającą. Jest niezwykle klimatycznie i czuć wiszące w powietrzu pełzające szaleństwo. No i wpleciona w historyjkę postać ojca klasycznej grozy, czyli Poego poruszyła moje zgniłe serducho. Edgar jest tu zagubiony pełen rozterek, udręczony przez kłębiące się myśli tworzonych historii i postaci. Pomimo umysłu ogarniętego mrokiem przebija się przez niego coś pozytywnego. Ogromnym plusem jest dodatek na końcu komiksu w postaci opowiadania "Zagłady Domu Usherów" Poego, w sam raz dla tych, co jeszcze nie mieli okazji tego czytać. Jestem usatysfakcjonowana! Polecam fanom gotyckich klimatów. Na jesienną szarugę nada się idealnie!🍂
katooola - awatar katooola
oceniła na78 miesięcy temu
SPA Erik Svetoft
SPA
Erik Svetoft
Wizyta w SPA powinna być przyjemna i komfortowa. Niestety może się zdarzyć, że trafimy do miejsca opętanego przez demony, choć na szczęście takie koszmary tylko w komiksie. A przynajmniej dosłownie. SPA, które narysował Erik Svetoft jest dokładną odwrotnością komfortu. To znaczy miejsce to oferuje usługi typowe dla SPA, ale intuicja podpowiada, że zza rogu obserwuje nas coś złego, co chce nas skrzywdzić. Na razie jednak tylko obserwuje, więc ignorujemy głos intuicji. Wmawiamy sobie, że nam się tylko wydaje, przecież jesteśmy tu, żeby się odprężyć, zażyć trochę relaksu… Jak para głównych (?) bohaterów, która decyduje się na weekend w luksusowym kompleksie odnowy ciała, żeby oderwać się trochę od “koszmarnego” życia. Tylko że od początku wiadomo, że coś jest mocno nie halo. Powstaje pytanie, czy to SPA jest nawiedzone, czy może ludzie przywlekli tam swoje demony? Pytanie pozostaje jednak bez odpowiedzi. 🛁Dziwno i straszno Za to z każdym kolejnym kadrem jest coraz dziwniej i straszniej. I masz poczucie, że tylko Ty to widzisz, więc myślisz, że zwariowałeś. Zwyczajnie masz przewidzenia. Obserwujesz pracowników walczących z wilgocią i brudem zewnętrznym, jednak plugawych wewnętrznie. A za ich plecami czai się coś. Nawet trudno powiedzieć co, ale coś powodującego ciarki strachu. Mimo to dalej udajesz, że wszystko jest normalne. W tym miejscu jednak nic nie jest normalne… Komiks SPA trochę przypomina senny koszmar. Niby nic się nie dzieje, ale gdy nie patrzymy potęguje się wrażenie, że ktoś patrzy zza zakrętu. Stoi tam i się przygląda. I ma złe intencje. Lekceważymy intuicję, a później jest już za późno. Nawet jeśli wiemy, że jest to sen, to nie możemy się z niego wydostać. SPA nas nie puszcza. Brrr… 🛁 Zło za fasadą SPA Lektura serio przyprawia o ciarki. Każda narysowana postać ma w sobie albo obok siebie jakiegoś demona, zdają się ich jednak nie zauważać, albo lekceważyć. Słyszałam, że komiks miał być w stylu Spirited Away, w którym do łaźni przybywa Bóg Bez Twarzy. Kaonashi karmi się emocjami innych i wśród złych pracowników łaźni staje się wielkim, obrzydliwym potworem. SPA faktycznie eksploruje motyw istoty karmiącej się emocjami, pod tym względem nieco przypomina słynną anime. A jednak Svetoft idzie grubiej, znacznie dziwniej. Nie do końca wiadomo, gdzie jest początek i koniec, czy w ogóle jest jakiś początek i koniec, a może wszystko jest zapętlone? Co tu jest realne, a co nie? Czy chodzi tylko o branżę wellness, przeżartą przez łapówki i mobbing, czy może jednak zło jest wszędzie? Bardzo, bardzo dziwny komiks. Bardzo mi się podobał.
PrzeCzytana - awatar PrzeCzytana
oceniła na81 miesiąc temu

Cytaty z książki Furia

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Furia