Słoneczny szkielet

Okładka książki Słoneczny szkielet autora Mike McCormack, 9788368180015
Okładka książki Słoneczny szkielet
Mike McCormack Wydawnictwo: Wydawnictwo Filtry literatura piękna
352 str. 5 godz. 52 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Solar Bones
Data wydania:
2024-06-12
Data 1. wyd. pol.:
2024-06-12
Data 1. wydania:
2017-09-12
Liczba stron:
352
Czas czytania
5 godz. 52 min.
Język:
polski
ISBN:
9788368180015
Tłumacz:
Piotr Siemion
Inne
Średnia ocen

7,7 7,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Słoneczny szkielet w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Słoneczny szkielet

Średnia ocen
7,7 / 10
76 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Słoneczny szkielet

avatar
264
257

Na półkach:

Dodałam to do TBR cztery lata temu i już zdążyłam zapomnieć o czym ma być. Zdziwił mnie więc strumień świadomości, bo zwykle nie znoszę tej formy. Tu jednak jest w pełni uzasadniona. A ciągnące się przez wiele stron wspomnienia narratora-inżyniera o betonie, brzmią jak mój ojciec, kiedy przez pół godziny gada coś „fascynującego” o spawaniu i lakierowaniu. Bardzo życiowa książka.

Dodałam to do TBR cztery lata temu i już zdążyłam zapomnieć o czym ma być. Zdziwił mnie więc strumień świadomości, bo zwykle nie znoszę tej formy. Tu jednak jest w pełni uzasadniona. A ciągnące się przez wiele stron wspomnienia narratora-inżyniera o betonie, brzmią jak mój ojciec, kiedy przez pół godziny gada coś „fascynującego” o spawaniu i lakierowaniu. Bardzo życiowa...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
777
602

Na półkach: , , ,

Zapis kilku zwykłych dni z życia zwykłego irlandzkiego faceta przedstawiany nam jako ciąg świadomości, szereg obrazów i skojarzeń, wyświetlanych nam bezpośrednio z jego głowy i w eksperymentalnym zapisie - jako jedno niekończące się przez ponad dwieście stron zdanie. Czy zasłużona Dublińska Nagroda Literacka - warto zapytać w ramach grudniowego wyzwania poświęconemu właśnie książkom nagradzanym?

Oczywiście taka jak przedstawiona tu formuła literacka nie pozostaje bez wpływu na odbiór dzieła; początkowo czujemy obcość czy dziwność owego nieco zmienionego brakiem bardziej definitywnych znaków przestankowych rytmu “ciągu” (bo nie “zdań” przecież),by po jakimś czasie w ogóle już nie zwracać na to uwagi. To trochę jak z odczuciem akcentu języka w nowym miejscu, którego osobności już nie czujemy po dłuższym zamieszkiwaniu wśród gwary i sami w nią wsiąkając.

Dygresyjna opowieść jest na tyle interesująca, że każdemu z nas skojarzyć się może z zapisami naszych własnych niekontrolowanych odjazdów myśli (któż nie miewa takich galopad myślowych?),przez co i treść, i (zwłaszcza) forma są mniej niestrawne, niż z opisu poprzedniego akapitu można by wnioskować. Nie należy się tej powieści bać nadmiernie; “Ulisses” to to raczej nie jest. Co nie zmienia, że to rzecz dobra, którą fascynacja rośnie tylko w miarę lektury.

Wątki bieżącego życia przeplatają się ze wspomnieniami rodzinnymi, sprawy dzieci i rodziny z pracą zawodową. Epopeja zwyczajności w lokalnym mikrokosmosie ogarniętym epidemią zaburzeń żołądkowo-jelitowych. A poza tym dobrej zwyczajności - takiej do pozazdroszczenia. Choć w pewnym momencie zaczynamy odczuwać jakiś niepokój, czytając tę narrację, jakieś przeczucie, zmyślnie zasiane w naszych umysłach. Narasta on i narasta, aż wreszcie staje się (u mnie przynajmniej) dominującym i jedynym odczuciem… Czy jest się w istocie czego obawiać? A może to przypadkowo kreujący się jakiś nastrój zagrożenia?

Początkowo zdaje mi się też, że - mimo dublińskiego lauru - nie jest to jednak jedno ze szczytowych dokonań irlandzkich pisarzy z ostatnich lat. Wszystko jednak - jako się rzekło - w tej powieści rośnie i zyskuje ona w miarę postępu lektury. I już wcale nie jestem taki pewien, że to taka lekka literatura; wszystko zaczyna się składać i układać, aż do finału…

Porównałbym ostatecznie może do literatury formatu “Mleczarza”. W ogóle, to ostatnio same dobre doświadczenia z literaturą irlandzką. Z zazdrością myślę o tych, którzy mają dopiero sięgnąć (jest wyzwanie z nagrodzonymi książkami, więc do dzieła!) po “Kolonię” Audrey Magee, sam zaś zapragnąłem sięgnąć po coś z jeszcze nietkniętych dzieł Sebastiana Barry’ego, bo właśnie i z “Czasem starego boga” widzę tu jakieś - choć wolałbym nie - pokrewieństwo…

Zapis kilku zwykłych dni z życia zwykłego irlandzkiego faceta przedstawiany nam jako ciąg świadomości, szereg obrazów i skojarzeń, wyświetlanych nam bezpośrednio z jego głowy i w eksperymentalnym zapisie - jako jedno niekończące się przez ponad dwieście stron zdanie. Czy zasłużona Dublińska Nagroda Literacka - warto zapytać w ramach grudniowego wyzwania poświęconemu właśnie...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
826
565

Na półkach: ,

Jeśli miałbym w skrócie napisać, czym jest „Słoneczny szkielet”, napisałbym: historia codzienności jednym zdaniem ujęta. Zatem strumień myśli i wspomnień, wiwisekcja życia, swobodne przeskakiwania czasu, powroty do dni minionych, tak jakby narrator nie chodził już po tym łez padole. Hej, a może rzeczywiście tak właśnie jest?

Irlandzka szarość dni niczym nie różni się od naszej, rodzimej. Marcus Conway to mąż, ojciec i inżynier, zatem jego historia to historia dzieci, małżeństwa i budowlanych placów. Na każdym z tych pól czekają go wyzwania, porażki i niewielkie sukcesy – same banały, ale przecież życie składa się z truizmów i powtarzalnych klatek filmowych, w których zmieniają się tylko postaci, a dekoracje i scenariusz zostają takie same. I w takim właśnie tonie toczy się ta opowieść, w której Conway wybiera się na wystawę swojej córki, która to (wystawa. nie córka) okazuje się sukcesem, mimo że Marcus uważa, że jest odpychająca, zaś skądinąd bliska mu artystka-performerka niepotrzebnie obnażyła się przed publiką. Rwą się relacje z synem, który pracuje poza krajem i utrzymuje z ojcem kontakt wyłącznie mailowy. W pracy też niewesoło – idiotyczne utarczki z lokalnym politykiem przy budowie miasteczkowego mostu przypominają starcie kogutów, i tak dalej, i w ten deseń. Nie trzeba jechać do Dublina, by doświadczać podobieństw.

Jest więc coś w „Szkielecie” co przyciąga, a jednocześnie wytrąca z równowagi (bo przecież nie o fabułę tu chodzi). Przykra jest konstatacja, że nasze życie nie wypełniają wydarzenia epickie z muzyką Johna Williamsa w tle, lecz trywialne, które najlepiej potrafią burzyć krew i haratać charaktery (sic!).
Słowa McMcormacka wystrzeliwują jak z karabinu i dzięki temu „Szkielet” się czyta, a człowiek rozpędza w lekturze (strony mijają szybko jak godziny),aż zdaje sobie sprawę z własnego przemijania i tego, że w zasadzie to książka o pustych rytuałach, które wypełniają dni. Trochę smutna to wizja, ale na szczęście autor nie zostawia nas z poczuciem beznadziei. Rolę odgrywa blask pochodzący z międzyludzkich więzów, które udało nam się zasupłać – to one tworzą tytułowy słoneczny splot, „solar bones” – szkielet czasu i światła.
Banalne? A nawet jeśli, czy to znaczy, że płytkie? Przecież to esencja życia.
Przekład Piotra Siemiona, okładka Marty Konarzewskiej

Jeśli miałbym w skrócie napisać, czym jest „Słoneczny szkielet”, napisałbym: historia codzienności jednym zdaniem ujęta. Zatem strumień myśli i wspomnień, wiwisekcja życia, swobodne przeskakiwania czasu, powroty do dni minionych, tak jakby narrator nie chodził już po tym łez padole. Hej, a może rzeczywiście tak właśnie jest?

Irlandzka szarość dni niczym nie różni się od...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

293 użytkowników ma tytuł Słoneczny szkielet na półkach głównych
  • 207
  • 86
47 użytkowników ma tytuł Słoneczny szkielet na półkach dodatkowych
  • 25
  • 4
  • 4
  • 3
  • 3
  • 3
  • 3
  • 2

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Cytaty z książki Słoneczny szkielet

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Słoneczny szkielet