
Słoneczny szkielet

- Kategoria:
- literatura piękna
- Format:
- papier
- Tytuł oryginału:
- Solar Bones
- Data wydania:
- 2024-06-12
- Data 1. wyd. pol.:
- 2024-06-12
- Data 1. wydania:
- 2017-09-12
- Liczba stron:
- 352
- Czas czytania
- 5 godz. 52 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788368180015
- Tłumacz:
- Piotr Siemion
- Inne
O Mike’u McCormacku w jednej z recenzji przeczytamy, że to „najlepszy pisarz, o którym jeszcze nie słyszeliście”. Za powieść „Słoneczny szkielet” otrzymał Goldsmiths Prize, International Dublin Literary Award, był również nominowany do The Man Booker Prize.
W tej napisanej jednym zdaniem, iście irlandzkiej powieści mamy strumień świadomości jak u Joyce’a, komedię ludzką jak u Flanna O’Briena, wreszcie metafizykę jak u każdego twórcy z Zielonej Wyspy. McCormack sięga również po tradycję celtycką, lecz jego powieść nie jest wyłącznie ćwiczeniem stylistycznym – to dogłębna próba wniknięcia pod podszewkę codzienności. Pod warstwami błahych zdarzeń, wspomnień z rodzinnej farmy, mentalnych notatek z zebrań i podróży czeka tu na czytelnika coś, co można nazwać prawdą. Przez małe „p”, lecz uniwersalną. Pisarz pozwala nam wniknąć pod skórę bohatera i oglądać najpierw utracone życie Marcusa Conwaya, lecz zaraz potem i swoje własne. To, które jeszcze mamy wokół siebie – przez pewien nieodgadniony czas.
Kup Słoneczny szkielet w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki Słoneczny szkielet
Poznaj innych czytelników
293 użytkowników ma tytuł Słoneczny szkielet na półkach głównych- Chcę przeczytać 207
- Przeczytane 86
- Posiadam 25
- Ulubione 4
- Literatura piękna 4
- 2025 3
- 2024 3
- Chcę w prezencie 3
- Irlandia 3
- E-book 2




























OPINIE i DYSKUSJE o książce Słoneczny szkielet
Dodałam to do TBR cztery lata temu i już zdążyłam zapomnieć o czym ma być. Zdziwił mnie więc strumień świadomości, bo zwykle nie znoszę tej formy. Tu jednak jest w pełni uzasadniona. A ciągnące się przez wiele stron wspomnienia narratora-inżyniera o betonie, brzmią jak mój ojciec, kiedy przez pół godziny gada coś „fascynującego” o spawaniu i lakierowaniu. Bardzo życiowa książka.
Dodałam to do TBR cztery lata temu i już zdążyłam zapomnieć o czym ma być. Zdziwił mnie więc strumień świadomości, bo zwykle nie znoszę tej formy. Tu jednak jest w pełni uzasadniona. A ciągnące się przez wiele stron wspomnienia narratora-inżyniera o betonie, brzmią jak mój ojciec, kiedy przez pół godziny gada coś „fascynującego” o spawaniu i lakierowaniu. Bardzo życiowa...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZapis kilku zwykłych dni z życia zwykłego irlandzkiego faceta przedstawiany nam jako ciąg świadomości, szereg obrazów i skojarzeń, wyświetlanych nam bezpośrednio z jego głowy i w eksperymentalnym zapisie - jako jedno niekończące się przez ponad dwieście stron zdanie. Czy zasłużona Dublińska Nagroda Literacka - warto zapytać w ramach grudniowego wyzwania poświęconemu właśnie książkom nagradzanym?
Oczywiście taka jak przedstawiona tu formuła literacka nie pozostaje bez wpływu na odbiór dzieła; początkowo czujemy obcość czy dziwność owego nieco zmienionego brakiem bardziej definitywnych znaków przestankowych rytmu “ciągu” (bo nie “zdań” przecież),by po jakimś czasie w ogóle już nie zwracać na to uwagi. To trochę jak z odczuciem akcentu języka w nowym miejscu, którego osobności już nie czujemy po dłuższym zamieszkiwaniu wśród gwary i sami w nią wsiąkając.
Dygresyjna opowieść jest na tyle interesująca, że każdemu z nas skojarzyć się może z zapisami naszych własnych niekontrolowanych odjazdów myśli (któż nie miewa takich galopad myślowych?),przez co i treść, i (zwłaszcza) forma są mniej niestrawne, niż z opisu poprzedniego akapitu można by wnioskować. Nie należy się tej powieści bać nadmiernie; “Ulisses” to to raczej nie jest. Co nie zmienia, że to rzecz dobra, którą fascynacja rośnie tylko w miarę lektury.
Wątki bieżącego życia przeplatają się ze wspomnieniami rodzinnymi, sprawy dzieci i rodziny z pracą zawodową. Epopeja zwyczajności w lokalnym mikrokosmosie ogarniętym epidemią zaburzeń żołądkowo-jelitowych. A poza tym dobrej zwyczajności - takiej do pozazdroszczenia. Choć w pewnym momencie zaczynamy odczuwać jakiś niepokój, czytając tę narrację, jakieś przeczucie, zmyślnie zasiane w naszych umysłach. Narasta on i narasta, aż wreszcie staje się (u mnie przynajmniej) dominującym i jedynym odczuciem… Czy jest się w istocie czego obawiać? A może to przypadkowo kreujący się jakiś nastrój zagrożenia?
Początkowo zdaje mi się też, że - mimo dublińskiego lauru - nie jest to jednak jedno ze szczytowych dokonań irlandzkich pisarzy z ostatnich lat. Wszystko jednak - jako się rzekło - w tej powieści rośnie i zyskuje ona w miarę postępu lektury. I już wcale nie jestem taki pewien, że to taka lekka literatura; wszystko zaczyna się składać i układać, aż do finału…
Porównałbym ostatecznie może do literatury formatu “Mleczarza”. W ogóle, to ostatnio same dobre doświadczenia z literaturą irlandzką. Z zazdrością myślę o tych, którzy mają dopiero sięgnąć (jest wyzwanie z nagrodzonymi książkami, więc do dzieła!) po “Kolonię” Audrey Magee, sam zaś zapragnąłem sięgnąć po coś z jeszcze nietkniętych dzieł Sebastiana Barry’ego, bo właśnie i z “Czasem starego boga” widzę tu jakieś - choć wolałbym nie - pokrewieństwo…
Zapis kilku zwykłych dni z życia zwykłego irlandzkiego faceta przedstawiany nam jako ciąg świadomości, szereg obrazów i skojarzeń, wyświetlanych nam bezpośrednio z jego głowy i w eksperymentalnym zapisie - jako jedno niekończące się przez ponad dwieście stron zdanie. Czy zasłużona Dublińska Nagroda Literacka - warto zapytać w ramach grudniowego wyzwania poświęconemu właśnie...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJeśli miałbym w skrócie napisać, czym jest „Słoneczny szkielet”, napisałbym: historia codzienności jednym zdaniem ujęta. Zatem strumień myśli i wspomnień, wiwisekcja życia, swobodne przeskakiwania czasu, powroty do dni minionych, tak jakby narrator nie chodził już po tym łez padole. Hej, a może rzeczywiście tak właśnie jest?
Irlandzka szarość dni niczym nie różni się od naszej, rodzimej. Marcus Conway to mąż, ojciec i inżynier, zatem jego historia to historia dzieci, małżeństwa i budowlanych placów. Na każdym z tych pól czekają go wyzwania, porażki i niewielkie sukcesy – same banały, ale przecież życie składa się z truizmów i powtarzalnych klatek filmowych, w których zmieniają się tylko postaci, a dekoracje i scenariusz zostają takie same. I w takim właśnie tonie toczy się ta opowieść, w której Conway wybiera się na wystawę swojej córki, która to (wystawa. nie córka) okazuje się sukcesem, mimo że Marcus uważa, że jest odpychająca, zaś skądinąd bliska mu artystka-performerka niepotrzebnie obnażyła się przed publiką. Rwą się relacje z synem, który pracuje poza krajem i utrzymuje z ojcem kontakt wyłącznie mailowy. W pracy też niewesoło – idiotyczne utarczki z lokalnym politykiem przy budowie miasteczkowego mostu przypominają starcie kogutów, i tak dalej, i w ten deseń. Nie trzeba jechać do Dublina, by doświadczać podobieństw.
Jest więc coś w „Szkielecie” co przyciąga, a jednocześnie wytrąca z równowagi (bo przecież nie o fabułę tu chodzi). Przykra jest konstatacja, że nasze życie nie wypełniają wydarzenia epickie z muzyką Johna Williamsa w tle, lecz trywialne, które najlepiej potrafią burzyć krew i haratać charaktery (sic!).
Słowa McMcormacka wystrzeliwują jak z karabinu i dzięki temu „Szkielet” się czyta, a człowiek rozpędza w lekturze (strony mijają szybko jak godziny),aż zdaje sobie sprawę z własnego przemijania i tego, że w zasadzie to książka o pustych rytuałach, które wypełniają dni. Trochę smutna to wizja, ale na szczęście autor nie zostawia nas z poczuciem beznadziei. Rolę odgrywa blask pochodzący z międzyludzkich więzów, które udało nam się zasupłać – to one tworzą tytułowy słoneczny splot, „solar bones” – szkielet czasu i światła.
Banalne? A nawet jeśli, czy to znaczy, że płytkie? Przecież to esencja życia.
Przekład Piotra Siemiona, okładka Marty Konarzewskiej
Jeśli miałbym w skrócie napisać, czym jest „Słoneczny szkielet”, napisałbym: historia codzienności jednym zdaniem ujęta. Zatem strumień myśli i wspomnień, wiwisekcja życia, swobodne przeskakiwania czasu, powroty do dni minionych, tak jakby narrator nie chodził już po tym łez padole. Hej, a może rzeczywiście tak właśnie jest?
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toIrlandzka szarość dni niczym nie różni się od...
Książka napisana jednym zdaniem, jako strumień przemyśleń, wewnętrzny monolog mężczyzny. Marcus Conway to irlandzki inżynier, ojciec dwojga dorosłych dzieci, mąż , który prowadząc monolog sam z sobą opowiada niektóre zdarzenia ze swojego życia. Te zwykłe dotyczące powszedniego dnia, ale też te ,gdy styka się z wielka polityką.
Książka napisana jednym zdaniem, jako strumień przemyśleń, wewnętrzny monolog mężczyzny. Marcus Conway to irlandzki inżynier, ojciec dwojga dorosłych dzieci, mąż , który prowadząc monolog sam z sobą opowiada niektóre zdarzenia ze swojego życia. Te zwykłe dotyczące powszedniego dnia, ale też te ,gdy styka się z wielka polityką.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toopisać swoje życie jednym zdaniem, zdaniem płynnym, które ciągnie się jak cienki strumień myśli, wspomnień, tych pozornie nieistotnych, ale stanowiących o naszym życiu, bo życie nie składa się wybuchów wulkanu, przewrotów kopernikańskich, majowych, ale z relacji z bliskimi, codziennych rozmów, które z czasem doceniamy, jako te istotne, które może nie zmieniły biegu naszego życia, ale nadały mu pęd
i tak dalej
codziennych żyć i być
i być może nie wpadłbym na tą książkę, gdyby nie chęć kupienia innej, ziarnko do ziarnka, myśl do myśli, książka po książce, a może przed, bo ta żółta była cieńsza, a ja w podróżach byłem ostatnio, więc od żółtej zacząłem, tej słonecznej i to jedno zdanie, zdanie płynne od początku do końca mnie złapało w swej konsekwencji
a, tak
trzymało
i w swojej zwykłości ujawniało prawdy, które nie doceniamy we własnym życiu, w tym które nie jest zwykłe, jest nasze
i może
nie idę za narratorem żółtej książki, który „najbardziej kocha w swoimi życiu to, jak wszystko powoli się zużywa”, ale być może jest w tym trochę naszej terminalnej satysfakcji i nie każdy kolejny siwy włos jest powodem do żalu, a czasem do zadowolenia
gdyż zwykły upływ czasu doprowadził mnie do tej kolejnej irlandzkiej powieści, której nie żałuję
opisać swoje życie jednym zdaniem, zdaniem płynnym, które ciągnie się jak cienki strumień myśli, wspomnień, tych pozornie nieistotnych, ale stanowiących o naszym życiu, bo życie nie składa się wybuchów wulkanu, przewrotów kopernikańskich, majowych, ale z relacji z bliskimi, codziennych rozmów, które z czasem doceniamy, jako te istotne, które może nie zmieniły biegu naszego...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Słoneczny szkielet" to książka napisana jednym zdaniem. Zaczynając czytać nie spodziewałam się, że wsiadam do rozpędzonego pociągu, który nie ma przystanków.
Marcus Conway, inżynier z hrabstwa Mayo wspomina swoje życie. Jego opowieść snuta (czy raczej galopująca) tym jednym zdaniem przeskakuje w czasie, jedno wspomnienie ciągnie za sobą następne, jedna myśl pogania drugą, a w kolejce tłoczą się dygresje. Czyta się to niesłychanie płynnie, jednocześnie książka zachwyca pięknym językiem. Jednak jest tu dużo więcej. McCormack w niezwykły sposób mówi o zwykłym ludzkim życiu. Jak każde małe pojedyncze działanie kreuje rzeczywistość Jak często człowiek staje przed trudnymi wyborami i testowana jest jego moralność. Co tak naprawdę jest ważne
"(...) ludzkie rytmy, więzy które nas łączyły i co dzień zaplatały ten świat we wspólnotę i wszystkie nasze codzienne
zwyczaje, rytmy, rytuały
utrzymują świat ludzki jak słoneczny szkielet, rozrzedzony stop czasu i światła (...)".
Trzeba przeczytać!
"Słoneczny szkielet" to książka napisana jednym zdaniem. Zaczynając czytać nie spodziewałam się, że wsiadam do rozpędzonego pociągu, który nie ma przystanków.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMarcus Conway, inżynier z hrabstwa Mayo wspomina swoje życie. Jego opowieść snuta (czy raczej galopująca) tym jednym zdaniem przeskakuje w czasie, jedno wspomnienie ciągnie za sobą następne, jedna myśl pogania drugą,...
Tym razem moja nadzieja, że kolejna współczesna, niestandardowa w formie literackiej książka nie okaże się rozczarowaniem miałkością treści, nie została zawiedziona. Narracja pierwszoosobowa zachowuje wewnętrzną logikę. Bohater jest bardzo prawdziwy i naturalny. do tego nie epatuje traumami, problemami w relacjach i nadwrażliwością. Podejmuje wyzwania życiowe i stara się być w porządku. Mamy tu świetnie nakreśloną rzeczywistość zawodową inżyniera budowlanego, który musi mierzyć się z politycznymi naciskami. I bardzo dobrze oddaną rzeczywistość rodzinną ( z cudownym, nie czułostkowym opisem miłości do żony)Gdybym miała jednym słowem oddać wymowę książki powiedziałabym , że jest PRAWDZIWA. Tu wszystko jest prawdziwe - bohaterowie, dialogi ,emocje, relacje społeczne i polityczne, więzi rodzinne. No i dobre zakończenie, które spaja całość strumienia świadomości narratora.
Tym razem moja nadzieja, że kolejna współczesna, niestandardowa w formie literackiej książka nie okaże się rozczarowaniem miałkością treści, nie została zawiedziona. Narracja pierwszoosobowa zachowuje wewnętrzną logikę. Bohater jest bardzo prawdziwy i naturalny. do tego nie epatuje traumami, problemami w relacjach i nadwrażliwością. Podejmuje wyzwania życiowe i stara się...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPodobno w sytuacji skrajnego zagrożenia życia każdemu z nas wyświetla się film o być może właśnie mijającym istnieniu na tym padole łez. I jest tam wszystko, każda chwila, począwszy od narodzin.
Wydaje się, że powieść jest próbą zapisu takiego filmu. Z tym, że nie całościowego, choć liczne retrospekcje poszerzają obszar czasowy życia pewnego irlandzkiego inżyniera, Marcusa Convaya z Galway.
Książka to podobno jedno zdanie, ciągnące się przez 350 stron. Nie do końca, nie zaczyna się bowiem wielką literą na pierwszej ani kończy kropką na ostatniej. To ciąg opowieści, wspomnień, licznych dygresji, monologów wewnętrznych bohatera ni rozmów z rodziną, zawodowych, sąsiedzkich płynących strumieniem czasem wartkim, czasem zaś leniwym. Narratorem jest zarazem główny bohater powieści.
Jaki jest ów Marcus? Można rzec – zwyczajny, porządny człowiek. Trochę zawiedziony wyborami dzieci, ale i on kiedyś zawiódł oczekiwania swoich rodziców. Sam teraz zawodzi tych, którzy chcą go wykorzystać i wymóc decyzje mogące mieć wpływ na życie innych ludzi. No i jest zakochany bez pamięci w żonie, oddany, cierpliwy. Opowiadanie, jak pielęgnował ją w czasie choroby (nota bene, jej życie też było zagrożone) to najpiękniejsze karty tej powieści i przejmujący wyraz związku dwóch osób, uczucia między nimi, słowem – miłości.
Czyta się trudno, trzeba pilnować uwagi, umyka co chwila we własne, czytelnika rejony wspomnień. Przynajmniej u mnie tak było. Między innymi (choć nie tylko dlatego) odkładałam kilka razy lekturę na następny dzień. Nie wyobrażam sobie tej książki w wersji lektorskiej.
A dlaczego Marcus nam to wszystko opowiada, wspomina z takim pietyzmem, czasem złością, czasem z żalem swoją historię?
Kto nie zorientował się na początku (ja!),dowie się na koniec.
*
Tylko czytam, nie słucham.
Podobno w sytuacji skrajnego zagrożenia życia każdemu z nas wyświetla się film o być może właśnie mijającym istnieniu na tym padole łez. I jest tam wszystko, każda chwila, począwszy od narodzin.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWydaje się, że powieść jest próbą zapisu takiego filmu. Z tym, że nie całościowego, choć liczne retrospekcje poszerzają obszar czasowy życia pewnego irlandzkiego inżyniera, Marcusa...
Kiedy literatura zespala się z codziennością i płynie przez nią bez zadawania pytań to mogłoby się wydawać, że jest to największe osiągnięcie jakiego może dokonać pisarz. Beztrosko, bezboleśnie brnąc poprzez kolejne strony i wydarzenia, odnosząc się do tu i teraz ale także to wtedy i tam, i kreśląc obraz świata ułożonego ze spostrzeżeń, myśli, refleksji i obrazów dziejących się przed jego oczami. Mądrość przychodzi z wiekiem i doświadczeniem ale też z codziennym współdzieleniem radości i smutków z najbliższymi ludźmi, czy to w pracy, w rodzinie, czy w myślach.
Taki jest dla mnie Słoneczny szkielet, bezbrzeżnie wypełniony wartkim strumieniem myśli osoby świadomej swojego miejsca w społeczeństwie, teraźniejszości; życia jednostki, której byt może nie decydujący, jednak będący wielkim światem dla niej samej i ludzi wokół. Przepięknie napisany, językiem artystycznym, poetycznym mknącym przez koleiny zdań i wybrzuszenia codzienności. Język odgrywa tu rolę nadrzędną, gdyż to on nadaje sens i kształt opisywanym zdawałoby się czasami niepozornym wydarzeniom w życiu głównego bohatera. Język, który stanowi centrum ciężkości i wartość samą w sobie, bo popycha do przodu wydarzenia i pozwala zadziać się teraźniejszości nadając jej wartość.
Dziękuję wydawnictwu za egzemplarz książki.
Kiedy literatura zespala się z codziennością i płynie przez nią bez zadawania pytań to mogłoby się wydawać, że jest to największe osiągnięcie jakiego może dokonać pisarz. Beztrosko, bezboleśnie brnąc poprzez kolejne strony i wydarzenia, odnosząc się do tu i teraz ale także to wtedy i tam, i kreśląc obraz świata ułożonego ze spostrzeżeń, myśli, refleksji i obrazów dziejących...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Słoneczny szkielet” Mike McCormak jest książką inną niż wszystkie, które miałam okazję do tej pory czytać. Nie jest to lektura łatwa, gdyż została napisana jednym, niezwykle długim zdaniem, które trwa przez ponad trzysta stron książki.
Główny bohater powieści- Marcus, opowiada nam o przyziemnych sytuacjach życia, które spotykają każdego człowieka. Całość ma na celu odszukanie sensu życia człowieka. Mężczyzna, który jest inżynierem, każdego dnia jest również mężem, ojcem, synem, analizuje swoje życie, przemierza przez jego zwyczajne sytuacje, w których dostrzega piękno istnienia i bez zbędnych ulepszeń i udogodnień odszukuje szczęście w małych, prostych rzeczach.
Książka, która nie jest łatwa do czytania, bo nie oszukujmy się, ale w większości szukamy podziałów na krótkie rozdziały, dla zwyczajnego zwiększenia komfortu czytania. Tutaj tego nie znajdziemy, co więcej przez tyle stron powieści nie znajdziemy nawet jednej kropki. Znajdziemy za to dużo cenniejsze rzeczy, znajdziemy radość, docenianie, miłość i świadomość. Każdy dzień jest wyjątkowy, a nasze życie składa się z drobnych, niedostrzegalnych gestów, które złożone w całość nas uszczęśliwiają.
Jest to wyjątkowa, bardzo piękna historia, która z pewnością na bardzo długo zostanie w mojej głowie i którą bardzo serdecznie wszystkim polecam, bo warto!
„Słoneczny szkielet” Mike McCormak jest książką inną niż wszystkie, które miałam okazję do tej pory czytać. Nie jest to lektura łatwa, gdyż została napisana jednym, niezwykle długim zdaniem, które trwa przez ponad trzysta stron książki.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toGłówny bohater powieści- Marcus, opowiada nam o przyziemnych sytuacjach życia, które spotykają każdego człowieka. Całość ma na celu...