Stary Ekspres Patagoński. Pociągiem przez Ameryki

Okładka książki Stary Ekspres Patagoński. Pociągiem przez Ameryki autora Paul Theroux, 9788381917377
Okładka książki Stary Ekspres Patagoński. Pociągiem przez Ameryki
Paul Theroux Wydawnictwo: Czarne Seria: Orient Express literatura podróżnicza
Kategoria:
literatura podróżnicza
Format:
papier
Seria:
Orient Express
Tytuł oryginału:
Old Patagonian Express
Data wydania:
2023-08-30
Data 1. wyd. pol.:
2012-01-01
Data 1. wydania:
2008-03-01
Język:
polski
ISBN:
9788381917377
Tłumacz:
Paweł Lipszyc
Średnia ocen

6,7 6,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Stary Ekspres Patagoński. Pociągiem przez Ameryki w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Stary Ekspres Patagoński. Pociągiem przez Ameryki



książek na półce przeczytane 1544 napisanych opinii 311

Oceny książki Stary Ekspres Patagoński. Pociągiem przez Ameryki

Średnia ocen
6,7 / 10
361 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Stary Ekspres Patagoński. Pociągiem przez Ameryki

avatar
66
54

Na półkach:

to była naprawdę dobra książka do przeczytania w wakacje. pogląd autora o wyższości kolei nad transportem powietrznym oraz jak podróż samolotem spłyca cale doświadczenie, uważam za bardzo ciekawy i dobrze przedstawiony. oprocz tego cala koncepcja tej podróży naprawdę mnie zafascynowała, a to ze najważniejsza rzeczą jest właśnie sam proces dotarcia na miejsce urozmaica. super było to że autor wspominał jakie książki czytał w czasie drogi oraz to jaki wpływ na niego miały. oprócz tego dużo ciekawym postaci napotkanych po drodze👍👀

to była naprawdę dobra książka do przeczytania w wakacje. pogląd autora o wyższości kolei nad transportem powietrznym oraz jak podróż samolotem spłyca cale doświadczenie, uważam za bardzo ciekawy i dobrze przedstawiony. oprocz tego cala koncepcja tej podróży naprawdę mnie zafascynowała, a to ze najważniejsza rzeczą jest właśnie sam proces dotarcia na miejsce urozmaica....

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
75
12

Na półkach:

Theroux znowu w drodze, znowu zagłębiony bardziej w sobie niż miejscach przez które przejeżdża. Jego książki bardzo często za bardziej pamiętnikiem, ale przez to co są autentyczne, pokazują się świat takim, jakim autor go w danym momencie czuł.

I choć akcja dzieje się kilka dziesięcioleci temu, wiele aspektów jest takich samych: backpackersi licytujący się jak mało wydali, starsi turyści porównujący swoje wcześniejsze podróże, ale przede wszystkim brud, smutek i zapomnienie Ameryki Południowej. Kto był, i wybrał się trochę dalej, ten rozumie.

Autor zaprasza do swoich przemyśleń, staje się naszym kolegą na kilkaset stron, a my stajemy się jego towarzyszem. Jakgdyby siedzielibyśmy w tym samym przedziale. I rozumiem, że może być męczący, ale chce się z nim dalej jechać.

Theroux znowu w drodze, znowu zagłębiony bardziej w sobie niż miejscach przez które przejeżdża. Jego książki bardzo często za bardziej pamiętnikiem, ale przez to co są autentyczne, pokazują się świat takim, jakim autor go w danym momencie czuł.

I choć akcja dzieje się kilka dziesięcioleci temu, wiele aspektów jest takich samych: backpackersi licytujący się jak mało...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
566
566

Na półkach:

Trzeba przywyknąć do Theroux jako człowieka aby czerpać radość z lektury jego reportaży. Chyba już to ogarnąłem i nie zwracam uwagi na jego złośliwość i rozdęte ego. Gdy osiągnie się ten stan to jego cyniczne komentarze dotyczące spotykanych osób, jego szydercze opisy odwiedzanych miejsc zaczynają bawić. Co nie zmienia faktu, że Therorux to wstrętny człowiek, który pisze świetne reportaże.
Tym razem opisuje swoją podróż z Bostonu do Esquel w Patagonii. Podróż z założenia miała odbywać się tylko koleją, ale nie udało się tego celu osiągnąć. Żałuję zwłaszcza, że Theroux odpuścił Nariz del Diablo w Ekwadorze, ale to kwintesencja jego postawy. Gdyby zrobił to ktoś inny Theroux na pewno nie odmówiłby sobie jadowitego komentarza na ten temat.

Trzeba przywyknąć do Theroux jako człowieka aby czerpać radość z lektury jego reportaży. Chyba już to ogarnąłem i nie zwracam uwagi na jego złośliwość i rozdęte ego. Gdy osiągnie się ten stan to jego cyniczne komentarze dotyczące spotykanych osób, jego szydercze opisy odwiedzanych miejsc zaczynają bawić. Co nie zmienia faktu, że Therorux to wstrętny człowiek, który pisze...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

1173 użytkowników ma tytuł Stary Ekspres Patagoński. Pociągiem przez Ameryki na półkach głównych
  • 695
  • 450
  • 28
236 użytkowników ma tytuł Stary Ekspres Patagoński. Pociągiem przez Ameryki na półkach dodatkowych
  • 170
  • 16
  • 14
  • 12
  • 11
  • 7
  • 6

Tagi i tematy do książki Stary Ekspres Patagoński. Pociągiem przez Ameryki

Inne książki autora

Paul Theroux
Paul Theroux
Amerykański powieściopisarz i podróżnik. Mieszkał w Malawi, Ugandzie i Singapurze, gdzie pracował dla Korpusu Pokoju i wykładał. W 1972 roku przeniósł się wraz z rodziną do Londynu. Jest autorem około trzydziestu powieści i kilkunastu książkowych reportaży, ale największy rozgłos przyniosły mu książki podróżnicze, wśród których, oprócz Starego Ekspresu Patagońskiego, wymienić można dwie wydane już w Polsce: Wielki Bazar Kolejowy (Czarne 2010) i Pociąg widmo do Gwiazdy Wschodu. Szlakiem "Wielkiego bazaru kolejowego" (Czarne 2010),jak również Safari mrocznej gwiazdy. Lądem z Kairu do Kapsztadu (nakładem Czarnego ukaże się w 2013 roku),Riding the Iron Rooster, która przyniosła mu prestiżową Thomas Cook Travel Book Award, czy wydane ostatnio The Tao of Travel.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Dzikie wybrzeże. Podróż skrajem Ameryki Południowej John Gimlette
Dzikie wybrzeże. Podróż skrajem Ameryki Południowej
John Gimlette
Parafrazując mickiewiczowskie „Dziady cz. III” mógłbym zakrzyknąć: O Gujanie, dalibógże! mniej wiem niż o Chinach. :-) Istotnie, na tle innych państw Ameryki Południowej niewiele wiadomo o Gujanie, Surinamie oraz Gujanie Francuskiej. Ta część kontynentu w pełni zasługuje na miano Dzikiego Wybrzeża. Nasza przeciętna wiedza na temat tego zakątka świata sprowadza się zapewne do trzech tematów. W przypadku Gujany (Brytyjskiej) działalność „wielebnego Jonesa” oraz tragiczny los sekty „Świątynia Ludu” w dn. 18.11.1978 r. – opis tych wydarzeń sporządzony przez Autora jest naprawdę poruszający. Surinam: jako była kolonia holenderska, która odzyskała niepodległość dopiero w dn. 25.11.1975 r. wydaje się najspokojniejsza i jako taka stanowi kolebkę wielu światowej klasy holenderskich piłkarzy. Ale pod względem politycznym było (jest) to bardzo niespokojne państwo, zwłaszcza w latach 80-tych ubiegłego stulecia. Wreszcie Gujana Francuska – dla młodszych czytelników miejsce, gdzie znajduje się „Europejskie Centrum Lotów Kosmicznych” i skąd wysyłana jest zdecydowana większość satelitów komercyjnych. Dla starszych z kolei – symbol jednego z najcięższych francuskich ośrodków więziennych umiejscowionych na Wyspach Diabelskich (zwanych paradoksalnie Iles de Salut),które zakończyły działalność w 1946 roku. Odbycie wyroku w bardzo ciężkich warunkach klimatycznych nie oznaczała powrotu do Francji, o nie…. Książka zaskoczyła mnie niezwykle plastycznym i barwnym językiem. Czytając kolejne strony dosłownie czułem jak w bardzo mroczne terytoria wkraczam, jak wiele miejsc oznaczonych jest ludzkim cierpieniem, jak nieprzychylna dla człowieka jest tutaj przyroda. A wszelkie dowody ludzkiej działalności są pochłaniane żarłocznie przez naturę. Czujemy, jak jest duszno i parno, jak nocą grają cykady, jak trzeba uważać na każdy krok i na każdą nieznaną roślinę. Losy kolonistów wszelkiej maści mieszają się z życiem niewolników oraz ludzi sprowadzonych do pracy między innymi z Indii. Autorowi udało się wpleść do swojej opowieści elementy humorystyczne, ciekawie opowiedzieć o historii ekspansji państw kolonialnych. Mimo znacznych rozmiarów, książka wcale nie jest nużąca, a podróż przez ponad 500 stron jest bardzo emocjonująca. Jedyne, co nadaje się do udoskonalenia: odrobinę większy druk oraz wprowadzenie trochę dokładniejszych i szczegółowszych mapek obrazujących kolejne etapy podróży. Bardzo mocne 8,91/10
Kedar - awatar Kedar
ocenił na83 lata temu
Błękitne przestrzenie. Wyprawa śladami kapitana Cooka Tony Horwitz
Błękitne przestrzenie. Wyprawa śladami kapitana Cooka
Tony Horwitz
Kilkanaście lat temu Tony Horwitz wyruszył w podróż śladami kapitana Jamesa Cooka. Wraz ze swoim towarzyszem, a w pewnym momencie towarzyszami, odwiedza różne miejsca związane z Brytyjczykiem - muzea, pomniki, budynki w różnych częściach globu, w Australii, Anglii, Nowej Zelandii, na Tahiti czy Hawajach. Chyba najlepiej pasuje tu określenie, że jest to coś w rodzaju reportażu historycznego. Autor mając pod ręką dzienniki Cooka, jego biografię i inną literaturę przedstawia podróże Brytyjczyków, a następnie pokazuje je we współczesnym lustrze. Bierze udział w rejsie repliki okrętu Cooka, rozmawia z tubylcami o tym jak dziś postrzegają kapitana, ale też spotyka na swojej drodze entuzjastów brytyjskiego bohatera. Wszystko to, aby zbliżyć się jak najbardziej do opisywanej przez siebie postaci, poznać ją jak najdokładniej, a jednocześnie zobaczyć jak wygląda pamięć o Cooku w różnych częściach świata. To oczywiście skłania, żeby spojrzeć na książkę jak na pewnego rodzaju biografię Cooka, oczywiście dość specyficzną, ale pozwalającą spojrzeć na dziedzictwo jego wypraw, chociaż nie da się ukryć, że część współczesno-reportażowa z przygód autora wydaje się zajmować więcej miejsca. Po książkę sięgnąłem będąc lekko rozczarowanym wydaną ostatnio u nas książką Hamptona Sidesa o trzeciej wyprawie kapitana. Dużo jest tam właśnie o sporze o Cooka, ale poczułem się trochę niedowartościowany sposobem przedstawienia tego zagadnienia. Horwitz rozmawia z ludźmi i pokazuje, że problem, w zasadzie jak zwykle, jest złożony i niejednoznaczny. Jedni nie lubią Cooka, dla innych jest obojętny, a niektórzy są mu wdzięczni, bo na podstawie jego dziennika mogli paradoksalnie odtwarzać wiedzę o swoich przodkach. U Horwitza widać też entuzjazm wobec Cooka i staje on w opozycji do poglądów wspomnianego także przez Sidesa badacza o nazwisku Obeyesekere, który widzi w nim jakąś odmianę Kurtza z "Jądra ciemności". No, ale największą zaletą Horwitza jest jego styl, który trochę przypomina mi Hemingwaya. Amerykanin i jego brytyjski towarzysz Roger nie wahają się iść na piwo do baru i tam zagadać lokalsów o Cooka, piją alkohol wszędzie gdzie się da, cierpią na statkach, odgrywają scenki z lądowania i śmierci kapitana Cooka, w Australii idą na festiwal poświęcony kapitanowi, na Tahiti idą do pubu na wybory miss transwestytów (tak, Brytyjczycy lądując na Tahiti mieli problem z określeniem płci niektórych tubylców) czy oglądają lokalne tańce, szukają miejsc związanych z Cookiem, a jak się okazuje, nawet w Anglii jest to problemem. No jest to chyba szczyt możliwości, jeśli chodzi o podróże historyczne czyimiś śladami i myślę, że wielu ludzi chętnie by wyruszyło w rajd takim w stylu. Jednocześnie, zrozumiem ludzi, którzy uznają, że z kolejką butelką rumu ta opowieść robi się coraz bardziej przewidywalna i monotonna. Jednocześnie, książka przypomniała mi o pewnych truizmach - że historia nie musi być nudna ani nadęta, że badacze historii mogą rozmawiać z ludźmi na swojej drodze i dobrze się bawić, że historia jest też taka jak ją sami sobie wykreujemy. Horwitz cierpi na statku na chorobę morską, pije i spaceruje po pacyficznych wyspach, ale też z pewnym badaczem chodzi z wykrywaczem metalu, częściowo rozwikłuje zagadkę strzały z kości Cooka znajdującej się w Muzeum Australijskim w Sydney czy rozmawia z hawajskim malarzem o przedstawieniu ostatnich chwil Cooka. I muszę przyznać, że to była wspaniała podróż, napisana z humorem i niespotykanym urokiem.
Balcar - awatar Balcar
ocenił na96 miesięcy temu
W Azji Tiziano Terzani
W Azji
Tiziano Terzani
Tiziano Terzani (1938-2004) był włoskim dziennikarzem, reporterem i wieloletnim korespondentem czasopisma "Der Spiegel". Ukończył prawo na uniwersytetach w Leeds i Pizie, a także studiował sinologię na Uniwersytecie Columbia. Przez wiele lat wspólnie z rodziną mieszkał w różnych krajach Azji. Poznawał ich kultury, religie, zwyczaje oraz historie, a także był świadkiem zamachów stanu, wojen i rewolucji. Rozmawiał z ludźmi m.in. zepchniętymi na margines społeczny, przedstawicielami elit, wykładowcami, a nawet z przestępcami. Nie bał się poruszać się trudnych tematów i z ogromną starannością starał się relacjonować wydarzenia, zachodzące w krajach w których przebywał. Starał się wyjaśnić w jaki sposób przeszłość i religia oddziaływały na ich sytuacje wewnętrzną oraz ich relacje z sąsiadami. Efektem jego pracy jest zbiór reportaży napisanych w latach 1965-1997 pt. "W Azji". Książka ta jest pełna dogłębnych treści i ukazuje nam obraz krajów azjatyckich, które dzielą religie, kultura i język, łączą zaś podobne doświadczenia, chęć pokoju i stabilizacji oraz oczekiwanie na lepszą przyszłość. Na ich sytuację wpływ miały działania mocarstw zachodnich (prawie wszystkie kraje, w których przebywał Terzani było koloniami),wojny z sąsiadami, zamachy stanu, dyktatury oraz sytuacja gospodarcza. Wiele z nich w wyniku różnego rodzaju wydarzeń mierzy się z problemami takimi jak m.in. konflikty etniczne, korupcja, rozwarstwienie społeczne, rasizm czy szowinizm. Reasumując. Książka Terzaniego jest poruszająca i pełna dogłębnych spostrzeżeń dotyczących krajów azjatyckich. Zmusiła mnie do przemyśleń nad różnymi zagadnieniami i zaciekawiła swoją narracją. Polecam.
Maras - awatar Maras
ocenił na103 lata temu
81:1. Opowieści z Wysp Owczych Marcin Michalski
81:1. Opowieści z Wysp Owczych
Marcin Michalski Maciej Wasielewski
"81:1. Opowieści z Wysp Owczych" Autorzy: Maciej Wasielewski, Marcin Michalski Moja ocena: 8/10 "81:1. Opowieści z Wysp Owczych" to zbiór reportaży, który w fascynujący sposób przybliża czytelnikowi ten mało znany, odległy region Europy. Wyspy Owcze, leżące na skraju kontynentu, charakteryzują się surowym, nordyckim klimatem, który został doskonale oddany przez autorów. Wasielewski i Michalski w umiejętny sposób przedstawiają zarówno ludzi, jak i miejsca, które odwiedzają. Każda historia, pełna lokalnych barw i unikalnych detali, daje wgląd w życie mieszkańców Wysp Owczych – ich kulturę, codzienne wyzwania i nieoczywiste piękno otaczającego ich świata. Wielowątkowy charakter tej książki sprawia, że nie można się nudzić – każda opowieść zaskakuje czymś nowym, a różnorodność perspektyw nadaje całości głębi. Atutem tej publikacji jest również fakt, że rejon Wysp Owczych nie jest zbyt często opisywany w polskich reportażach. Autorzy stawiają na oryginalność i zabierają czytelnika w podróż po miejscach, które wciąż pozostają tajemnicą dla wielu. Dzięki temu książka zyskuje wyjątkową wartość – nie tylko jako zbiór ciekawych opowieści, ale także jako okazja do lepszego poznania tego odległego zakątka świata. Polecam tę książkę każdemu, kto szuka nietuzinkowych reportaży i chce odkryć życie w jednym z najmniej opisanych regionów Europy. ** 22:07 * 16.03.2025 * 24/52 *
Paweł - awatar Paweł
ocenił na81 rok temu
Dom żółwia. Zanzibar Małgorzata Szejnert
Dom żółwia. Zanzibar
Małgorzata Szejnert
(2011) Ludzie i domy Zanzibaru. Zamysł autorki (1936) był taki, aby opowiedzieć historię wyspy poprzez życiorysy osób związanych z Zanzibarem: tych, którzy tam przyszli na świat lub spędzili pokaźną część swojego życia – zawodowego i prywatnego – a także tych, dla których wyspa była główną bazą wypadową lub zaledwie jednym z odwiedzanych portów*. Przypomina duże nazwiska, które zapisały się w historii Afryki i świata, a jednocześnie ratuje od zapomnienia te mniejsze, żywe już pośród nielicznych, głównie podstarzałych krewnych, sąsiadów i lokalnych specjalistów. Przeplatają się wzajemnie, niekiedy w swych losach oddalając terytorialnie od tytułowej wyspy, zwłaszcza na początku książki (ze Stanleyem zawędrujemy aż do Konga, z Livingstone’em będziemy podróżować wzdłuż Zambezi). Dopiero od krwawej rewolucji roku ‘64, bardziej zdecydowanie trzymamy się Zanzibaru, i tok wydarzeń sprawia wrażenie istotniejszego niż losy poszczególnych bohaterów. Typowo reporterski patent opowieści o historii i przemianach politycznych poprzez skupienie na losach wybranych bohaterów, z różnych warstw społecznych, nie został tu w pełni prawidłowo wykorzystany, bo autorka skupią się również na żywotach prowadzonych poza Zanzibarem, z marginalnym związkiem z samą wyspą, w których włości sułtana znikają daleko za horyzontem... Butny Stanley i dr Livingstone to ciekawe postacie, ale pod kątem konstrukcyjnym, autorka poświęca im zbyt wiele miejsca – tak jakby była to książka na inny temat (o początkach europejskiej kolonizacji i zapełnianiu ostatnich białych plam, w środkowej i wschodniej Afryce). Opowieść rozpoczyna się stosunkowo późno, kiedy Zanzibar jest już terytorium zależnym od Omanu (tj. po 1698 r.),a kończy w roku 2010 (jak można się domyślać, w czasie ostatniej wizyty reporterki). Brakuje wprowadzenia historycznego**, kilku zdań na temat pierwotnych mieszkańców, perskiej i arabskiej kolonizacji***. Wystarczyłaby jedna strona, albo dłuższe zdanie. ______________________ * Ośrodkiem handlu niewolnikami, skąd płynęli dalej do krajów arabskich, lub trafiali na lokalne plantacje goździków. ** Krótka historia Zanzibaru: https://pl.wikipedia.org/wiki/Zanzibar_(autonomia)#cite_note-PWN-1; https://pl.wikipedia.org/wiki/Zanzibar_(wyspa) *** Gdyby tego nie pominięto, nazwa Partii Afroszyrazyjskiej (Afro-Shirazi Party),która nieprzypadkowo zawiera w sobie znajomo brzmiącą nazwę perskiego miasta, byłaby bardziej zrozumiała dla przeciętnego odbiorcy. (Odwołanie do perskiego osadnictwa pojawia się tylko raz, przy okazji opisu ruin, identyfikowanych jako pozostałość po ludności irańskiej). Skoro ruch polityczny obrał sobie taką nazwę, musi się to w jakiś sposób przekładać na autoidentyfikację części czarnych Zanzibarczyków, być elementem pewnej narracji tożsamościowej, a zatem czymś istotnym, o czym warto by napisać. Niestety temat jest niepodjęty. „The Afro-Shirazi Party (ASP) was an African nationalist and socialist Zanzibari political party formed between the mostly Shirazi Shiraz Party and the mostly African Afro Party” (https://en.wikipedia.org/wiki/Afro-Shirazi_Party). O Szirazyjczykach (Mbwera): „Modern academics reject the authenticity of the primarily Iranian origin claim, although recent genetic evidence points towards noticeable Iranian admixture. They point to the relative rarity of Iranian customs and speech, lack of documentary evidence of Shia Islam in the Muslim literature on the Swahili Coast, and instead a historic abundance of Sunni Arab-related evidence. The documentary evidence, like the archaeological, »for early Persian settlement is likewise completely lacking«”(https://en.wikipedia.org/wiki/Shirazi_people). • Językowo: 8/10 – czyta się naprawdę dobrze. Pod kątem informacyjnym: 7/10 – ciekawa. W oparciu o lekturę, można zyskać podstawy niezbędne do zrozumienia lokalnej historii i powiązania z procederem niewolnictwa (nawet pomimo braków, przemilczenia okresu sprzed arabskiej kolonizacji, oraz tego, jak ta przebiegała na przestrzeni stuleci). Napisanie książki wymagało zapoznania się z dużą ilością materiałów, odbyciem wielu rozmów, a liczne przypisy sugerują skrupulatność i rzetelne podejście. (W materiale promocyjnym wydawnictwa Znak z 2011, autorka wspomina, że kilka lat przed podjęciem tematu nie widziała nawet gdzie leży Zanzibar [https://www.youtube.com/watch?v=Ag6ctCag7ns]. Pisząc tę książkę nadrobiła zaległości z nawiązką). Konstrukcyjnie, patrząc na tekst pod względem obranej koncepcji: 5/10 – młodszemu reporterowi, bez wyrobionego nazwiska, raczej zwrócono by uwagę odnośnie zaburzonych proporcji, odejścia od tematu i pominięcia istotnego wprowadzenia historycznego. Summa summarum: 6.5 lub naciągane 7/10. Warto przeczytać (jeśli skupiamy się na walorze informacyjnym – ten jest wysoki, nawet pomimo pewnych luk; natomiast konstrukcyjnie to i owo poszło źle, wymknęło się spod kontroli, i nie jest to dobry wzór dla adeptów sztuki reportażu). • Małgorzata Szejnert*: „Podczas pierwszego nurkowania [u wybrzeży Zanzibaru], spotkałam, na głębokości mniej więcej dwudziestu metrów, dwa ogromne żółwie zielone. […] To było tak cudowne, te-te żółwie, które się poruszały jak bańki mydlane... […] żółw zielony, może złożyć jaja, tylko tam gdzie przyszedł na świat. […] I zdałam sobie sprawę, że te żółwie – jeżeli to były żółwice – które widziałam, w wodzie, to one nie mają przed sobą wielkiej szansy złożenia jaj na Zanzibarze, dlatego że, cała plaża – jest pełna ludzi, że… zabudowuje się hotelami, te hotele są otoczone murami, i właściwe jest niewielka szansa, że jeżeli żółwica przyszła tu na świat, to będzie mogła w tym miejscu złożyć jaja […]. […] zaczęłam więcej myśleć o powierzchni Zanzibaru, niż o tym co jest w wodzie. I, pojechałam przede wszystkim obejrzeć ten Zanzibar. […] Pojechałam do stolicy Zanzibaru […] i zobaczyłam tam, zdumiewające rzeczy. Zobaczyłam, stare pałace posułtańskie, zobaczyłam dom z którego Livingstone wyruszał w jedną ze swoich wypraw, i inny dom w którym złożono jego zwłoki, jak…. umarł w Afryce i trzeba go było przewieźć je do Anglii. Zobaczyłam, miejsca w których kupował koraliki Stanley […]. Zobaczyłam miejsce po dawnym targu niewolników, gdzie zbudowano katedrę anglikańską. Zobaczyłam stary letni pałac w którym wychowała się księżniczka Salme, która potem uciekła do Europy ze swoim niemieckim... kochankiem a potem mężem […]. Zobaczyłam… wielki gmach, w którym urzędował jako [francuski] konsul, w XIX wieku, polski poeta romantyczny Henryk Jabłoński. I zdałam sobie sprawę, że Zanzibar jest miejscem niezwykle ważnym dla świata. O którym my właściwe, no ja w każdym razie, prawie nic nie wiedziałam. […] Pracowałam dwa lata nad tym. Byłam trzy razy na Zanzibarze. […] I książce dałam tytuł Dom żółwia. Dlaczego Dom żółwia? Dlatego, że… przejęłam się bardzo bezdomnością tego żółwia. I zdałam se sprawę, że ta bezdomność jest… niezwykle symboliczna dla całego Zanzibaru. To była bezdomność niewolników. To była później bezdomność elit arabskich które zostały podczas rewolucji przegnane z Zanzibaru. To jest dzisiejsza bezdomność ludzi z wiosek, które są wypychane przez przemysł turystyczny. Czy ci ludzie są wypychani z tych wiosek, wioski są spychane, przez wielkie hotele, przez jakieś korporacje międzynarodowe prowadzące ten… także tak się stało, że podczas pierwszego nurkowania złowiłam temat, który […] zyskał efekt w postaci tej książki”**. _______________________ * W roku, w którym książka poszła do druku, autorka miała 75 lat. ** Małgorzata Szejnert o Zanzibarze i swojej książce "Dom żółwia" [2011] https://www.youtube.com/watch?v=Ag6ctCag7ns (spisywane ze słuchu) • ‘64: MORD ZAŁOŻYCIELSKI CZARNEGO ZANZIBARU „– Czy wiadomo, gdzie znajdują się groby? – Nie, i nikt nie dociekał. To jest Afryka” (str. 329). „Masakra Arabów na Zanzibarze – masowe egzekucje, gwałty i tortury ludności arabskiej dokonane przez bojówki Partii Afroszyrazyjskiej i Umma oraz lokalną czarnoskórą ludność podczas rewolucji na Zanzibarze w styczniu 1964 roku. Nie jest znana dokładna liczba ofiar, historycy szacują, że zginęło ok. 13–20 tys. Arabów, a tysiące kolejnych zostało wygnanych do Omanu. Zdaniem niektórych naukowców, działania te nosiły znamię ludobójstwa [przepraszam, tu są jakieś wątpliwości?]. […] W efekcie zamordowano tysiące nieuzbrojonych arabskich cywilów. Wiele hinduskich sklepów zostało splądrowanych i spalonych, a niektórzy Hindusi (element miejscowej elity handlowej) zostali zabici. Majątki Arabów zostały wywłaszczone. Po ukierunkowanej rzezi tysiące kolejnych umieszczono w obozach, a później przymusowo deportowano do Omanu. Niszczone było również kojarzone z Arabami islamskie dziedzictwo Zanzibaru. Większość arabskich rękopisów znajdujących się w Archiwach Narodowych Zanzibaru została zniszczona. Na ulicach symbolicznie palono Korany, mimo że 98 procent populacji Zanzibaru stanowili muzułmanie. Zabijanie arabskich cywilów i grzebanie ich zwłok w masowych grobach zostały udokumentowane przez włoską ekipę realizującą w helikopterze sceny do dokumentu Africa Addio, a ta sekwencja filmu jest jedynym znanym, wizualnym udokumentowaniem zbrodni” (https://pl.wikipedia.org/wiki/Masakra_Arab%C3%B3w_na_Zanzibarze). To mogłoby być w jakimś stopniu zrozumiałe, i jednocześnie spodziewane w latach ucisku, jeszcze 150-200 lat temu, w ramach spontanicznego zrywu, w odpowiedzi na realną potrzebę wolności, dramatyczne warunki życia, brak perspektyw... w ramach realnej walki o przeżycie. Ale po zniesieniu niewolnictwa? Tuż po ogłoszeniu niepodległości? Przy proporcjach społecznych w których czarni mają miażdżącą większość i mogą sparaliżować wyspę podczas zwykłego protestu? (Co zrobił PRL po tej czystce etnicznej? Nawiązał relacje dyplomatyczne z czarnym reżimem. Ręce opadają). • To co uderza odbiorcę podczas lektury, to znajomy model historyczny, typowy dla praktycznie całej postkolonialnej Afryki. Biali usuwają się w cień, przekazują władzę autochtonom – a ci rozpoczynają bratobójcze walki lub krwawe czystki etniczne. Jak u Orwella w Folwarku zwierzęcym, następuje zamiana miejsc: samozwańczy oswobodziciele stają się kastą pasożytniczą która wprowadza zamordyzm, usuwa jednostki niewygodne, piętnuje je lub brutalnie spycha na margines – w nędzę i zapomnienie; kwitnie korupcja, nepotyzm, układy i układziki. Zamiast sukcesu gospodarczego, jest głód i klepanie biedy. Fundamentalizm religijny nie pomaga, podobnie jak kompletny brak sensownej kontroli narodzin i nieprzemyślana, źle realizowana edukacja publiczna. Zapewne byłoby dla Zanzibaru lepiej, gdyby pozostał sułtanatem związanym z Wielką Brytanią. Gdyby stopniowo dochodził do pełnej demokratyzacji, zaczynając od wprowadzenia powszechnej, darmowej i obowiązkowej edukacji. Wykształcenia wielopokoleniowych, czarnych elit, lokalnych specjalistów i świeckich społeczników, sensownego zagospodarowania zajmowanej przestrzeni, zbudowania sieci trwałych połączeń gospodarczych, i wejścia w rolę pomostu między Afryką a światem islamu. Lokalna ludność i potomkowie niewolników nie ulegli arabizacji, nie pochłonęło ich muzułmańskie dziedzictwo, a jednocześnie, paradoksalnie – zachłysnęli się islamem. I dziś, ze szkodą dla siebie, swoich matek, żon, córek i sióstr, tworzą jedną z bardziej konserwatywnych, zacofanych społeczności. _______________________ * Nawet dziś, to co jest tam architektonicznie i kulturowo najatrakcyjniejsze, to pozostałości po potomkach przybyszy z Omanu i Brytyjczykach, stawiających budynki w stylistyce muzułmańskiej. • UWAGI (wyd. 2011): str. 19 – „siódmego – ósmego” (siódmego-ósmego); str. 27 – wówczas jeszcze nie indonezyjskich, Indonezja powstanie po II wojnie światowej; str. 62 – ta ozdoba (widoczna na sąsiedniej stronie) nie wygląda jak korona, to raczej splot roślinny; str. 66 – to nie ściana, ale rozwijane tło (sugeruje to specyfika pracy w zakładzie fotograficznym, oraz lewa strona zdjęcia); str. 70 – przesiedział się (przesiedział sobie?); str. 73 – po co pada tu bezsensowna uwaga o naturze śmierci, zdanie powinno się kończyć po słowach „potwierdza tę teorię”; str. 76 – Anglika (Szkota); str. 84-85 – na fotografii widzimy słupek do cumowania, to sugeruje że patrzymy na nadbrzeże, a być może pokład jednostki, nie wnętrze pokoju, w tle jest olinowanie (na str. 374, w spisie fotografii, czytamy, że mężczyzna znajduje się na pokładzie statku Malwa!); str. 100 – Anglikiem (Brytyjczykiem/Walijczykiem); str. 113 – Arabia Saudyjska powstała dziesięć lat po śmierci Kirka; str. 168 – „Stolica Zanzibaru, Zanzibar, leży, jak wiemy, na wschodnim brzegu wyspy Ungui” – miasto znajduje na zachodnim brzegu, po drugiej stronie cieśniny jest kontynent; str. 173 – Zambii (Rodezji Północnej); str. 181 – „[…] dzieci od trzech różnych żon” (...z trzech różnych żony?); str. 199 – „Boże, zbaw Królową”, tj. God Save the Queen, Boże, chroń Królową – „zbawić” to wg słownikowej definicji „ocalić, uratować, odkupić (od potępienia wiecznego)” (https://sjp.pl/zbawić) i w tym trzecim rozumieniu używa się go najpowszechniej, „save” to najczęściej zachować, zapisać, uratować; str. 210 – nie pochodzący (niepochodzący); str. 208 – przez (przed); str. 314 – niewielką-niewielki (brzydkie powtórzenie); str. 333 – kontynuacja wypowiedzi Matyldy od kolejnego myślnika (nawet jeśli są to osobne całości, nie ma powodu by nie skleić ich w jedną). Wszystkie przypisy, umieszczone na końcu książki, oznaczone są w tekście gwiazdkami (nie numerkami) – co za idiotyczny pomysł?
Gracjan - awatar Gracjan
ocenił na69 miesięcy temu

Cytaty z książki Stary Ekspres Patagoński. Pociągiem przez Ameryki

Więcej
Paul Theroux Stary Ekspres Patagoński. Pociągiem przez Ameryki Zobacz więcej
Paul Theroux Stary Ekspres Patagoński. Pociągiem przez Ameryki Zobacz więcej
Paul Theroux Stary Ekspres Patagoński. Pociągiem przez Ameryki Zobacz więcej
Więcej