Poradnik dla niedawno zmarłych

Okładka książki Poradnik dla niedawno zmarłych autora Magdalena Bielska, 9788365614490
Okładka książki Poradnik dla niedawno zmarłych
Magdalena Bielska Wydawnictwo: Wydawnictwo A5 poezja
60 str. 1 godz. 0 min.
Kategoria:
poezja
Format:
papier
Data wydania:
2023-06-01
Data 1. wyd. pol.:
2023-06-01
Liczba stron:
60
Czas czytania
1 godz. 0 min.
Język:
polski
ISBN:
9788365614490
Średnia ocen

6,3 6,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Poradnik dla niedawno zmarłych w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Poradnik dla niedawno zmarłych

Średnia ocen
6,3 / 10
23 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Poradnik dla niedawno zmarłych

Sortuj:
avatar
112
59

Na półkach:

Wspaniała poezja. W stylu współczesnych poetów amerykańskich.
Bez wyszukanych metafor i chęci zaskoczenia czytelnika poetyckością myśli.
Za to prawdziwa, mocna i wyjątkowo bliska.

Wspaniała poezja. W stylu współczesnych poetów amerykańskich.
Bez wyszukanych metafor i chęci zaskoczenia czytelnika poetyckością myśli.
Za to prawdziwa, mocna i wyjątkowo bliska.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

52 użytkowników ma tytuł Poradnik dla niedawno zmarłych na półkach głównych
  • 26
  • 26
18 użytkowników ma tytuł Poradnik dla niedawno zmarłych na półkach dodatkowych
  • 6
  • 4
  • 3
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

kocham cię Jarosław Mikołajewski
kocham cię
Jarosław Mikołajewski
Staram się każdego dnia przeczytać chociaż kilka wierszy. Nie ukrywam, że ta intymna forma sprawia, iż trudno opisać kaskady emocji towarzyszące dzieleniu ich na atomy. Jarosław Mikołajewski kolejny już raz rozbiera na czynniki pierwsze uczucia kłębiące się na dnie serca dotyczące spraw fundamentalnych. Mowa o miłości i śmierci. Prostota utkanych z pietyzmem słów w „Kocham cię” sprawia, że wpadłam w melancholijny nastrój. Jest tu doświadczenie penthosu, pragnienie wypełnienia serca radością i zawoalowane związki międzyludzkie. Mikołajewski wskazuje, że koniec może być początkiem. Rodzina jawi się mu jako niewyczerpane źródło samotności. Peroruje o starości, której woń panoszy się po domu, przypominając o nieuchronnym przemijaniu.Kreśli zdania o przystankach w podróży po życiu, istocie pamięci,marzeniach konających na rękach i ludziach, których spotkanie nigdy nie jest przypadkowe. Ja też jestem zdania, że wszystko jest po coś...Bliskie mi było przeczytać, że „przyciąga smutek”, gdyż sama bardzo często zapraszam go w otwarte okiennice mieszkania. Tęsknotę za matką odmienia przez przypadki. Szuka jej w zapachach i smakach z dzieciństwa. Wraca do korzeni, tekstów kultury, wertuje wspomnienia,jak klisze. Jest uważnym obserwatorem otaczającej rzeczywistości. Rozlicza się z przeszłością. Dzieli się relacją z Bogiem. Wyraża pragnienie, abyśmy byli dla siebie dobrzy, empatyczni, nieobojętni na losy bliźniego. Zwraca uwagę na przemiany socjologiczne na przestrzeni czasu i wszędobylski konsumpcjonizm. Uwrażliwia na to, by być wdzięcznym za wszystko, co oferuje los. Tomik jest krótki, lecz bardzo refleksyjny. Przypomina tubalnie o człowieczeństwie tak bardzo potrzebnym szczególnie teraz...
Efemerycznoscchwil - awatar Efemerycznoscchwil
ocenił na82 lata temu
Wiersze zebrane Anna Świrszczyńska
Wiersze zebrane
Anna Świrszczyńska
Nie wyobrażam sobie, co może czuć człowiek, który stoi pod ścianą całą godzinę i czeka na własną śmierć. Która minuta będzie tą ostatnią? Jak bardzo boli ciało rozrywane przez pocisk? Jak długo się umiera? Setki pytań a słów tak mało, jednak dla Anny Świrszczyńskiej wystarczy ich zaledwie kilka, by wersem równie silnym jak egzekucyjny nabój, przedrzeć się do najwrażliwszej części jestestwa potencjalnego odbiorcy swojej poezji. Bez żalu pożegnała się z wysublimowanymi metaforami na korzyść prostego przekazu, bo kiedy wojna wymusza chwytanie chwili, wydumana polszczyzna okaże się niepotrzebną groteską. „Chociaż twoja kula trafi przez kurtkę do mojego serca, nie zabijesz mnie, wrogu”. Swój język doskonaliła latami, ale dopiero gdzieś koło sześćdziesiątki odnalazła styl, w którym czuła się najlepiej, a ponieważ prawdziwa poezja powstaje z aktywnego doświadczania, to był ten idealny moment, w którym bez zbędnej ekwilibrystyki potrafiła sprawnie opisać cielesność kobiety, miłość fizyczną czy też macierzyństwo. Bez romantycznych naleciałości.  „Jesteś jędrny jak ogień. Jestem mroźna. Parzę cię dotykając długim palcem przestrzeni”. „Anna Świrszczyńska. Poezje zebrane” to zbiór wszystkich wierszy od roku 1938 do 1985, a także innych utworów rozproszonych, piosenek i słów nigdy wcześniej niepublikowanych. Minimalistyczna okładka nawiązuje do stylistyki niektórych tomików Świrszczyńskiej, gdzie to ewentualna grafika zajmowała prawy, dolny róg („Liryki najpiękniejsze”, „Cierpienie i radość”). To grube tomiszcze ucieszy zarówno wiernych wielbicieli poetki, jak i nowych, których bez wątpienia Świrszczyńska zdobędzie. Ze mną zostanie do grobowej deski, w sensie dosłownym. Nie mogłabym sobie wymarzyć bardziej celnych słów, które w siedmiu wyrazach opisywałyby zarówno moje życie,  jak i moją śmierć. „Ktoś dotknął mojego cienia palcem z lodu”. Zostanie wyryte w granicie. Na marginesie, potrzebuję jej biografii. Jak tlenu. IG @angelkubrick
Angel KubRick - awatar Angel KubRick
ocenił na92 lata temu
Dziki Irys Louise Glück
Dziki Irys
Louise Glück
Cebulica „Nie ja, idiotko, nie własne ja. Ale my, my-fale niebieskości jak drwina z nieba: dlaczego tak cenisz swój głos, skoro być czymś pojedynczym to być prawie niczym”. (…) (s. 20.) Louise Gluck, Dziki irys, przekł. Krystyna Dąbrowska, Wydawnictwo a5, Kraków 2024. Dziki irys (2024) L Gluck - to trzeci tomik poetycki po Araracie (2021) i Zimowych przepisach naszej wspólnoty (2022),wydany w Polsce, wszystkie w tłumaczeniu Krystyny Dąbrowskiej. W ostatnim dzieli się swymi refleksjami na temat samego przekładu, ale także zaplanowanego, jednakże nieodbytego spotkania z Noblistką. Wielka strata, wielka szkoda! (Tuż przed drugą próbą kontaktu, w październiku 2023 roku tłumaczka zderzyła się z tragiczną informacją o śmierci poetki). W znakomitym „Castingu na ogrodnika” K. Dąbrowska pisze o Dzikim irysie jako najsłynniejszym tomiku poezji Gluck, z 1992 roku, uhonorowanym Nagrodą Pulizera. Już pierwsze spotkanie z „Dzikim irysem” potwierdza w całej rozciągłości, że obcujemy z dziełem poetyckim najwyższych lotów (autorka otrzymała Nagroda Nobla w 2020 r.). W zbiorze liczącym kilkadziesiąt niewielkich rozmiarów wierszy mieści się cały świat. Tym światem jest ogród pełen kwiatów, od tytułowych irysów, przez cebulicę, fiołki, polne kwiaty, czerwony mak, koniczynę, stokrotki, białą różę, wilec, do srebrnej i białej lilii. W poetyckim ogrodzie (mającym realny odpowiednik) słyszymy różne głosy (polifoniczność ma znaczenie). Głos w pierwszym rzędzie oddaje się roślinom, mówi też Ogrodniczka, pojawiająca się wraz z mężem Johnem i synem Noahem. Tematem rozmówi jest życie (jego siła, ale i kruchość),z odwołaniem do zmysłów, erotyzmu i eteryczności. Jest i miejsce na głos Najwyższego. W „Wycofującym się wietrze” Bóg – Ojciec, pierwszy Stwórca Ogrodu, biblijnego Raju, konstatuje: „Gdy was stworzyłem, kochałem was, teraz mi was żal. Dałem wam wszystko, czego potrzebowaliście: ziemię za posłanie, pled błękitnego powietrza - (…)”. A sama Gluck: „Nie mogę kochać tego czego nie pojmuję, a ty co wyjawiasz?” Tomik „Dziki irys” poza zwykłą skalą ocen. Dzieło w mistrzowskim wydaniu!
zoe - awatar zoe
ocenił na101 rok temu
Wiersze wszystkie. Apanta poietika Konstandinos Kawafis
Wiersze wszystkie. Apanta poietika
Konstandinos Kawafis
Kawafis to jeden z moich ulubionych poetów, więc pełne wydanie wszystkich utworów był jak wspaniały gwiazdkowy prezent od losu. Uparłam się, że to będzie długa, niespieszna lektura, smakowanie, bycie sobie z tym tomem i cóż. Im dalej posuwałam się w lekturze, tym bardziej moje postanowienie nabierało znamion bohaterskiego wyczynu, ciężkiej pracy, praktyki pokutnej. Na ile pozwala mi na to znajomość greckiego, porównanie przekładu i oryginału wskazuje, że jest to tłumaczenie wierne. Bardzo, bardzo wierne i do bólu filologiczne. Jeśli przyjąć, że podział na przekłady albo wierne, albo piękne jest prawdziwy, bardzo żałuję, że piękno ucierpiało na rzecz wierności. W przekładzie Kani Kawafis wspominający swoje miłości jest świętoszkowaty i zgorzkniały, a jego przeżycia banalne i pospolite; kiedy odwołuje się do swoich greckich korzeni tchnie wyższością, której brakuje ironicznego nawiasu, gorzkiej świadomości przemijania. Ginie więc w tej poezji to, co miała najpiękniejszego: namiętność na przekór wszystkiemu, poczucie pęknięcia, braku przynależności, ciężaru pozorów, którą filhelleński barbarzyński król dzieli z żyjącym w półprawdach współczesnym Grekiem. Przekład Kani jest dla mnie potwornym, niesprawiedliwym rozczarowaniem. Pięknie wydane opracowanie nijak się ma do ślicznego przekładu Antoniego Libery - niech sobie będą filologicznie niedoskonałe, "skażone" cudzą poezją i cudzą wrażliwością: podczas gdy Kawafis Libery urzeka, Kawafis Kani nie wykracza poza tekst.
Dociekliwy_Kotek - awatar Dociekliwy_Kotek
ocenił na65 lat temu
Bruma Jacek Dehnel
Bruma
Jacek Dehnel
Z jednej strony ,,Bruma'' Jacka Dehnela to bardzo emocjonalny zbiór wierszy. Widać w nich niezwykłą wrażliwość twórcy – to, w jaki sposób bieżące wydarzenia wpływają na niego, na jego nastrój, na jego życie. Z drugiej strony ,,Bruma'' ma w sobie coś chłodnego, zimnego i bezlitosnego. Jak ten najkrótszy dzień w roku, do którego tytuł się odnosi. Jak przesilenie zimowe. Jak moment w którym wszędzie zimo jest i ciemno, i beznadziejnie, i coś już się musi zmieniać, coś już nabrzmiewa, przesila się właśnie, coś idzie nowego... Wydaje mi się, że siła wierszy zawartych w tym tomiku tkwi właśnie w tym kontraście – w zestawieniu wrażliwości jednostki z okrucieństwem świata. Jak w otwierającym zbiór tekście ,,Odpowiadając pani która na spotkaniu autorskim zadała pytanie jak wygląda praca poety'' – odpowiedź, której Jacek Dehnel w swoim wierszu udziela zamraża coś głęboko w nas. Każe nam się zatrzymać. Zastanowić. Zobaczyć. To nie są wiersze, które można przeczytać jeden po drugim, jednym ciągiem. To teksty, którym trzeba poświęcić trochę czasu. I nie jest to potrzeba wymuszona – to dzieje się samoistnie. Jak po przeczytaniu ostatniej linijki ,,Tenebrae Responsoria'' – gdy wydaje się, że nagle zabrakło nam powietrza, że pojawiła się obok nas jakaś pustka, trudna do zdefiniowana i dojmująca. Są to też utwory aktualne – odnoszące się do kryzysu migracyjnego na granicy Białorusi z Polską, do wojny w Ukrainie, do świata w którym żyją i dorastają członkowie społeczności LGBT+. Jackowi Dehnelowi udało się w nich zawrzeć ponadczasową wrażliwość, która sprawi, że za dziesięć czy dwadzieścia lat te teksty wciąż będą świeże. W tym sensie, że wciąż będą przemawiać do odbiorcy, ich przesłanie cały czas będzie aktualne. Cały czas będzie nas poruszać. A to dlatego, że jest w ,,Brumie'' głęboko pod wszystkim zagrzebana – choć czasami wyraźnie, na podobieństwo przebiśniegów, przebijająca się – miłość. Miłość, którą widać między słowami, w tych spacjach, przerwach, niedomówieniach, jak wierszu ,,Pomiędzy''. Miłość, która jest czasami oczywista i delikatna – jak w ,,Mruczando''.
Chassefierre - awatar Chassefierre
ocenił na91 rok temu
Zimowe przepisy naszej wspólnoty Louise Glück
Zimowe przepisy naszej wspólnoty
Louise Glück
Ostatni tom Louise Glück, wydany niedługo przed jej śmiercią, jest lekturą przedziwną – rzadką, chłodną i niemal całkowicie pozbawioną ozdobników. Autorka, znana z tego, że potrafiła nadać mitologiczną rangę najprostszym gestom, tym razem schodzi do poziomu elementarnego. Przyznając tej książce ocenę 7/10, doceniam jej niesamowitą dyscyplinę językową i odwagę w mierzeniu się z nicością, choć przyznaję, że jej hermetyczność może stanowić dla czytelnika barierę trudną do pokonania. Tytułowe „przepisy” nie są instrukcjami kulinarnymi, lecz raczej rytuałami przejścia. Wspólnota, o której pisze Glück, to grupa ludzi przygotowujących się na zimę – nie tylko tę kalendarzową, ale i ostateczną. Wiersze są krótkie, rwane, przypominają szeptane instrukcje: jak zbierać mech, jak przygotować się na mróz, jak znosić starość. Autorka porzuca tu dawną, gwałtowną pasję znaną z „Dzikiego irysa” na rzecz tonu niemal beznamiętnego, co czyni lekturę doświadczeniem metafizycznym. To poezja „kości”, z której zeskrobano całe zbędne mięso metafor. Krajobraz po bitwie Wizualnie i emocjonalnie tom ten jest skąpany w bieli i szarości. Glück przygląda się procesowi znikania – zarówno fizycznego, jak i pamięciowego. Pojawiają się tu postacie starego rzemieślnika, siostry, niemego świadka. Wszystko jest tu wyciszone, jakby przykryte grubą warstwą śniegu. Noblistka mistrzowsko operuje ciszą między wersami; to, co niewypowiedziane, waży tu znacznie więcej niż same słowa. Jest w tej poezji coś z haiku – dążenie do uchwycenia istoty bytu w jednym, błyskotliwym, choć często bolesnym spostrzeżeniu. Siódemka to nota dla dzieła skończonego i spójnego, które jednak ze względu na swój skrajny minimalizm może wydawać się niektórym odbiorcom zbyt suche. To nie jest tom, który uwodzi czytelnika; on raczej stawia go przed lustrem i zmusza do patrzenia w ciemność. Brak tu emocjonalnych punktów zaczepienia, do których Glück przyzwyczaiła nas w swoich wcześniejszych pracach. „Zimowe przepisy...” to książka, którą się respektuje bardziej, niż kocha – jest imponująca jako intelektualny testament, ale bywa zbyt chłodna, by w pełni poruszyć serce przy pierwszej lekturze. „Zimowe przepisy naszej wspólnoty” to pożegnanie wielkiej artystki, która do samego końca pozostała wierna swojej surowej estetyce. To solidne 7/10 – pozycja obowiązkowa dla badaczy twórczości Glück i miłośników poezji esencjonalnej. To tomik o godności, jaką niesie ze sobą akceptacja końca, i o tym, że nawet w najgłębszej zimie istnieją zasady, których warto przestrzegać, by nie stracić człowieczeństwa.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na725 dni temu
Ręka pszczelarza Tomasz Różycki
Ręka pszczelarza
Tomasz Różycki
„Żadnych wierszyków” „A najgorsza ze wszystkich jest poezja, nikt jej nie lubi, a czytanie wierszy to prawdziwy koszmar i nie wiesz nigdy co właściwie poeta miał na myśli(…) i z chytrą miną gryzmoli te swoje Listy do Kamyka, Hamleta, Kota w pustym mieszkaniu, do Ludożerców albo do Biednej Mowy, ale nie chce (…)” s. 7 Tomasz Różycki, ręka pszczelarza, Wyd. ZNAK, Kraków 2022. Niewielki tomik poetycki pod znakomitym tytułem ujawnia wielkość poetyckiego słowa AUTORA. T. Różycki poeta, tłumacz, znany z „Dwunastu stacji” (Nagroda im. Kościelskich),ale jest też laureatem Nagrody im. Josifa Brodskiego przyznawanej przez „Zeszyty Literackie”. A. „ręka pszczelarza” wyrasta z pandemii (poeta spędził ten czas w Berlinie). Nieprzypadkowo pojawia się wiele niemieckich nazw od: Tiergartenu, Charlottengrad, Gleisdreieck… • BERLIN MA SWOJĄ TWARZ „ JEZIORO DIABŁA” „ A co mnie podkusiło pchać się w nocy Nad Teufelsee, gdzie kładą się uchodźcy W śpiworach nad samą czarniutką wodą? Ki kwant mnie poruszył? Chciałem świętować.” (s.50) B. „ręka pszczelarza” mocno została osadzona w literackich kontekstach, już tytuły wierszy mówią wiele: „Kiklop”,”Gorgony” czy „Nefretete” i „Kirke”. • POWRÓT DO ŹRÓDEŁ BYWA INSPRUJĄCY „PRZEMIANY” „W lustrze drętwość. Rozmowa z nim daremna Wytarty widok odrasta na nowo Jak odrąbana właśnie Hydrze głowa. Celem ewolucji kamień. Bohater Po tygodniu ściętym łbom spogląda w twarz I sam siedmiokroć się obraca w głaz” ( s.24) C. „ręka pszczelarza”- to dotarcie do wnętrza przeżyć nazwanych z poetycką precyzją (bez zasłony): • POEZJA DOTYKA WNĘTRZA DWIE KORONY „(…)To mój anioł lewy Nawiedził mnie i założył koronę Schizofrenii, a to mój anioł prawy wygnał mnie z domu mojej melancholii bo jestem wychodżcą, uchodźcą, bezdomnym i obaj mi wrzucili po pieniążku”.( s.40) W „ręce pszczelarza” Różyckiego nie ma banalnych strof, jest zanurzenie się aż do głębi we współczesnej egzystencji bez taryfy ulgowej. Mocny tom poetycki. Na podobieństwo współczesnego życia. 8/10
zoe - awatar zoe
ocenił na85 miesięcy temu
Wybór stand-upów Justyna Bargielska
Wybór stand-upów
Justyna Bargielska
Wybór stand-upów, książka Justyny Bargielskiej (Biuro Literackie 2023) jest jak podglądanie sąsiada przez okno – ciekawość tego, jak wygląda niezakłócone i nieskrępowane niczym życie jest większa niż poczucie wstydu. Bezprecedensowo zostajemy więc wrzuceni w potencjalność zdarzeń, w tygiel możliwych doświadczeń i przeżyć, rozciągających się gdzieś między elektryzującym bitem na infolinii, rozsadzaniem sansewierii i katatonią fakapu. Bargielska w jednym z wywiadów zaznaczała, że autobiograficzność jest szansą na powiedzenie tego, co trafi do ludzi[1] i zdaje się, że w najnowszej książce kolejny raz sięga po tę strategię. Autorka ponownie opisuje mikroświat uparcie drążący makroświat, gdzie przepływ zdarzeń – i opisanie ich – są aparatem poznawczym świata. Prywatność – przeżywanie roli matki, niespełnienia i diagnozy – przedstawia się jako ważny element twórczości autorki. Warszawska poetka zresztą z tym nie kryje, wręcz przeciwnie – staje przed nami w blasku reflektorów jako standuperka i mówi chodźcie, porozmawiajmy o wszystkim, co może boleć. Bargielska jest nastawiona na wychwytywania: świata, detali, środków ciężkości, z których rodzą się wiersze. Bargielska eksploatuje tematy dobrze znane w jej twórczości, robi to jednak na właściwy sobie sposób – autoironicznie i bardzo intymnie. To zbiór pewnych sytuacji, historii i emocji, które kształtują narratorkę rezygnującą z oporu, pozwalając doświadczeniom przez siebie przejść: Cierpienie jest jak brzydki, głupi mężczyzna, któremu się opierasz, opierasz, wreszcie wykończona mówisz: bierz mnie, jestem twoja, na co cierpienie mówi: eluwa, ja spierdalam. Katatonia fakapu, s. 8. Na styku utworów znajdziemy więc historie z SOR-u, odejścia rzeczy i ludzi, wizyty u lekarzy i ,,kozetkowe rozmowy z psychiatrą”, czy wiersze znajdujące się niedaleko siebie w tomie (Diagnoza i Katatonia fakapu),z których jeden jest zapisem konsultacji w epizodzie depresyjnym, a drugi w epizodzie maniakalnym. Te mikrocięcia, fajerwerki słowne zawarte w skondensowanych formach i ciągłym zmienianiu frazy sprawiają jednak wrażenie jedności tematycznej, ale także ulotności rzeczy i ludzi. Poszczególne teksty łączy ze sobą jednak przede wszystkim osoba narratorki. Marta Koronkiewicz w recenzji Bach for my baby w „Dodatku literackim”, charakteryzowała podmiotkę z tamtego tomiku jako kobietę z Dating sessions, matkę i żonę z China shipping i Dwóch fiatów oraz kochankę z Bach for my Baby. Te postacie uzupełniają się i są także dobrze widoczne w najnowszej książce, jednak do tej trafnej charakterystyki warto dodać jeszcze jedno określenie: podmiotka z bagażem doświadczeń. Bargielska na swoją scenę wychodzi przede wszystkim jako ludzka istota z pewnym zestawem doświadczeń i mówi: przydarzyło mi się to i ,,grunt, że ja pamiętam i opowiem każdemu, kto mnie zechce słuchać” (Gdzie to zgłosić). Jej ,,człowieczość” jest charakteryzowana przede wszystkim właśnie przez swoje emocje, jak i doświadczenia, które te emocje wywołują: ,,Bardzo trudno jest zrobić z nagości kostium i dlatego ją cenię. Oczywiście nagość może być wystylizowana, wyestetyzowana i tak dalej, ale mam nadzieję, że moja taka nie jest”. To nie jest poezja uniwersalizacji – to po prostu poezja Bargielskiej, w której to bohaterka filtruje rzeczywistość, ale również do tej rzeczywistości przynależy: ,,W naszych opisach ciemnej materii”; ,,Opowiem ci o tobie” oznajmi Bargielska. Narratorka jest więc częścią naszego świata, wspólnota została nawiązana, dystans został skrócony. W Wyborze…, ponownie spotykamy charakterystyczną narratorkę z ,,bargielskim” zestawem cech. Chodzi tu przede wszystkim o wspomnianą już autoironię, komizm, i, jak na standupera przystało, pewną charyzmę i znajomość, która trzyma nas przykutych do miejsca. To bohaterka, która przeżyła utratę dziecka, mężczyzny i gdzieś pomiędzy jakiejś części siebie. Adam Lipszyc w tekście dotyczącym głównie afektu żałobnego i jego relacji z językiem w twórczości Bargielskiej (między innymi o Obsoletkach i trzech pierwszych tomach poetyckich) potraktował narratorkę jako bohaterkę żałobną. Wysunął on interpretację, według której najważniejszą rolę w poezji Bargielskiej gra ironia, służąca nie wyrażeniu cierpienia, a rozdzieraniu języka, by stworzyć w nim miejsca na stratę. W poezji Bargielskiej jednym z najczęściej poruszanych tematów była właśnie dotkliwość śmierci, szczególnie tej w najbardziej przyziemnym wymiarze: martwy jest chrabąszcz, gołąb szarpany przez wrony, sąsiad i dziecko w malutkiej trumience. Bargielska w Wyborze… nie wyraża jednak sprzeciwu wobec śmierci, a raczej przyznaje, że ,,owszem, poginęli, zobaczymy, co się da z tym zrobić”. Wybór… to jednak nie tylko znajoma bohaterka, ale również charakterystyczna dykcja, przywodzącą na myśl nieco nerwową, pośpieszną konwersację, pełną popkulturowych scenariuszy, snów, zagadywania, wciągania nas w rozmowę. To w końcu wielkie narracyjne domino, poezja wtrąceń, formy potocznej i fragmentacji, również ruchu, który manifestuje się nie tylko przez urywkowe formy, ale także czyny bohaterki: wysiada ona z tramwaju, z autobusu, wychodzi, wchodzi i odchodzi z pomieszczeń, ale w żadnym wypadku nie ucieka, a raczej przygląda się pewnym wydarzającym się doświadczeniom i płynnie przechodzi do kolejnego, ale równie ważnego. Na pierwszy rzut oka w nowym tomiku warszawskiej poetki jawi się jasno podzielona dychotomia między – nazwijmy to roboczo – jasnością a ciemnością. W wyobraźni Bargielskiej pojawia się ten lukrowany obraz, w którym miejsce jest dla stosów słoneczników i miłości do dzieci, a z drugiej strony jest również wszechobecna śmierć. Elementami tej przechwyconej rzeczywistości są nie tylko zdarzenia, ale także pewne figury, często przynależące do sfery sacrum, które od lat wraca w poezji jak i prozie Bargielskiej: to przychodzące na ratunek figury aniołów, nawiązania do ostatniej plagi egipskiej czy Jezus, figury egzystujące na tej samej płaszczyźnie co królicza łapka czy czarne koty przynoszące nieszczęście. Tymczasem nie chodzi tu raczej o tworzenie tej dychotomii, a raczej przedstawienie jej jako integralnej części świata: ,,pewne porównania są lepsze niż inne i w moim przypadku zdecydowanie lepsze są te, które są związane ze sferą sacrum, ponieważ ja jestem zżyta z tą sferą. W żaden sposób moje zestawienia nie są obrazoburcze“. Tak jak w stand-upach, u Bargielskiej nie ma tematów, o których się nie rozmawia. Świadomie unikam tu słowa ,,tabu”, słowa dość nadużywanego w recepcji książek Justyny Bargielskiej. Bargielska, owszem, skupia się przede wszystkim na tematach marginalizowanych, egzystujących w sferze wstydu, tajemnicy i szeptów, tematach, które nie mają przestrzeni, by się w pełni objawić, ale to tematy mimo wszystko obecne w dyskursie. Warszawska autorka kieruje uwagę na rzeczy wstydliwe wydarzające się w codzienności, na zakłopotanie i fakapy, na gulę w gardle, która pojawia się gdy ktoś pyta, co się stało. Bargielska mówi więc o tematach, które są omijane, ale współcześnie już nie przemilczane. Jednym z nich jest doświadczanie rodzicielstwa w sposób, który nieczęsto funkcjonuje w mediach i nie jest wpisany w ,,poprawne” schematy. Bargielska nie mówi w końcu ani o lukrowanym macierzyństwie, gdzie prawdziwym darem i spełnieniem kobiecych marzeń jest dziecko, ani nie chyli się do postawy, w której rodzicielstwo jest pasmem poświęceń. W Wyborze… autorka staje gdzieś pośrodku, między przywiązaniem i miłością do dzieci, a utratą autonomii i własnego Ja. To świetnie widać w niezwykle wrażliwym i bezbronnym tekście Wahadło, wahadełko, w którym bohaterka snuje plany ucieczki z dziećmi w świat drezyną z muzeum, jednocześnie prosząc je, aby te jej nie zostawiły. Z tego wiersza wybija jednocześnie nie tylko przerażenie podmiotki, ale także przerażenie dzieci. Bargielska przedstawia moment zniesienia rodzica z piedestału, na którym postawiło je dziecko, a jednocześnie przejmujący strach matki do której dociera pełna waga formy, którą przyjęła – rodzica, opiekuna – i to, co z nią się wiąże; zawiązanie pewnej zależności od swojej latorośli. I mimo że Bargielska jest już ,,trochę gdzie indziej” w twojej twórczości niż podczas tworzenia Obsoletek, to wciąż doświadczenie macierzyństwa odbija się w tym, co pisze. Jak zresztą sama zauważa w wywiadzie dla Biura Literackiego: […] ta książka to, między innymi, zapis czegoś w rodzaju rodzicielskiej porażki. Konfrontowanie dziecka z niedoskonałością rodzica, kiedy tę konfrontację inicjuje rodzic, niemający dłużej sił ukrywać, że nic nie jest w porządku, to potwornie bolesny proces. Ostatni wiersz w książce jest jednak dość zaskakującym zwieńczeniem tego standuperskiego wystąpienia. W zamykającym wersie Bargielska wspomina: Wtedy przypominam sobie tę legendę o nas, którą opowiadają od początku legend. Lubisz marchewkę? Lubię. A z rosołu? Również. I ja lubię marchewkę. Zatem jest nadzieja. W przywołanym już wywiadzie Oli Kołodziejek z Justyną Bargielską, pytająca stwierdza, że ,,W swoim niepowtarzalnym stylu budujesz napięcie i nigdy nie wiadomo, czy na końcu nastąpi detonacja bomby, fajerwerku czy śmiechu. Bywa, że wszystkiego naraz”. W tym rozumieniu końcówka wiersza Randka (to nawet nie jest ona) wydaje się nadzwyczaj ważna, a nawet w pewien sposób fundamentalna. Ta cenna uwaga Kołodziejek jeszcze bardziej podkreśla brak jakiegokolwiek następstwa, rozładowania napięcia żartem, puentą czy fajerwerkiem językowym, ,,podsumowania” wiersza tak tożsamego z twórczością Bargielskiej. Po wszystkich fakapach, opisach odejścia od rzeczy, ludzi i mimo samotności – istnieje nadzieja, a także – że tak polecę Camusem – jakieś piękno, któremu można być wiernym. Co ważne, to nie jest naiwna wiara, że wszystko skończy się happy endem, a raczej zwykła, pokorna nadzieja, że jakieś ,,potem” kiedyś nastąpi. Nadzieja na porozumienie między ludźmi, budowane na detalach czegoś, co może przetrzymać nawet audyt czarnej materii. I to dopiero jest rocket science! Bargielska w Wyborze stand-upów stoi na scenie i mówi chodź, opowiem ci o mnie i opowiem ci trochę o tobie, i o tym wszystkim, co nas może łączyć. Wybór…, ostatecznie, to nie grypsowany monolog, a raczej zaproszenia do rozmowy osoby z widowni. To w końcu przede wszystkim standup dla Ciebie, ,,dla ciebie, niemoto, i tylko dla ciebie” (Październik). Zapraszam na mojego instagrama (@rybamaglos),gdzie znajdziecie inne recenzje (https://www.instagram.com/rybamaglos/)
Rybamaglos - awatar Rybamaglos
ocenił na102 miesiące temu
Poltergeist Urszula Honek
Poltergeist
Urszula Honek
Widmowa intymność Urszuli Honek W tomiku „Poltergeist” Urszula Honek powraca do tego, co w jej poezji najmocniejsze: do szeptu, do ciszy po kimś, kto odszedł, a jednak wciąż jest. Do niewidzialnych ruchów powietrza, dzięki którym można odróżnić pustkę od obecności. To poezja pisana w przestrzeni między światem żywych a światem zmarłych – i o tym, jak bardzo oba się przenikają. Honek nie konstruuje klasycznej opowieści o żałobie. Jej język nie jest lamentem ani próbą uporządkowania doświadczenia straty. To bardziej ciąg rejestracji drobnych, czułych momentów, w których umarli – bliscy, ale też ich cienie, wspomnienia, echa – powracają materialnie: w cieniu na chodniku, w dreszczach, w skrzypieniu drzwi. „Chcę myśleć o niej jak o żywej” – pisze w jednym z wierszy i to zdanie wyznacza ton całego tomu. Bohaterka liryczna nie tyle rozpamiętuje, co zamieszkuje przestrzeń nawiedzoną, a nawiedzenie jest tu formą miłości. Motyw poltergeista, czyli ducha, który nie tyle straszy, ile komunikuje swoją obecność poprzez drobne zakłócenia codzienności, staje się metaforą pamięci o tych, którzy odeszli. Nie jest to pamięć monumentalna – raczej codzienna, krucha. Wiersze takie jak „Inni” czy „Dom na wzgórzu” rejestrują ten stan zawieszenia ze szczególną delikatnością. Lęk miesza się z potrzebą kontaktu, a nocne czuwanie z gestami miłości: przejściem do łóżka zwierzęcia, trzymaniem go „obiema rękoma za łapę”, wypowiadanym wreszcie po miesiącach „nie wierzę, że jej nie ma”. Dużą siłą tomu jest to, jak Urszula Honek łączy elementy realistyczne z widmowymi. Opis zwyczajnych przedmiotów – żelu do mycia, cieni do powiek, bezbarwnego błyszczyka – nabiera tu intensywności. W wierszu „Mama” te przedmioty stają się niemal relikwiami, a jednocześnie z brutalnością przywołują doświadczenia graniczne, o których bohaterka nie potrafi mówić wprost. Właśnie w takich momentach ujawnia się niezwykła wrażliwość poetki: jej świadomość, że przedmioty przechowują więcej niż słowa. W końcowych partiach tomu, zwłaszcza w wierszu oznaczonym „III”, widmowość zyskuje wymiar apokaliptyczny. Świat, w którym zostają tylko szkielety zwierząt i skrzypiące szafki, zdaje się projekcją skrajnej tęsknoty – tak intensywnej, że prowadzącej do fantazji unicestwienia wszystkiego, co nie jest miłością. Ten ton, choć mroczny, nie przytłacza – u Honek destrukcja jest zawsze drugą stroną przywiązania, a groza podszyta jest czułością. „Poltergeist” to tom niezwykle spójny, przejmujący i zaskakująco intymny. Urszula Honek nie potrzebuje metafor o wysokim napięciu – jej siła tkwi w tym, co nieoczywiste, w ruchach niemal niezauważalnych. To poezja pisana w półmroku, w którym widać nie tylko to, co realne, ale i to, co zostało utracone, lecz nadal – poprzez dźwięk, cień, przeciąg – istnieje. Nie dziwi więc, że wrażliwość tego tomu została dostrzeżona także przez kapitułę Nagrody im. Wisławy Szymborskiej, do której „Poltergeist” trafił jako nominowany. To potwierdzenie, że Urszula Honek tworzy dziś jedną z najważniejszych i najsubtelniejszych poetyk współczesnej literatury. Jeśli duchy istnieją, to właśnie takie jak u Honek: ciche, proszące o światło, utkane z miłości.
Czytadło - awatar Czytadło
ocenił na93 miesiące temu

Cytaty z książki Poradnik dla niedawno zmarłych

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Poradnik dla niedawno zmarłych