Przeszłość zagarnia swoje piękne dzieci

Okładka książki Przeszłość zagarnia swoje piękne dzieci
Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki Wydawnictwo: Znak poezja
96 str. 1 godz. 36 min.
Kategoria:
poezja
Format:
papier
Data wydania:
2025-01-29
Data 1. wyd. pol.:
2025-01-29
Liczba stron:
96
Czas czytania
1 godz. 36 min.
Język:
polski
ISBN:
9788324069521
Średnia ocen

                7,8 7,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Przeszłość zagarnia swoje piękne dzieci w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Przeszłość zagarnia swoje piękne dzieci

Średnia ocen
7,8 / 10
21 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1595
508

Na półkach:

Śmieszna jakby rockowa okładka, żywa pagina z autorem i tytułem tomu na każdej stronie, jakbyśmy mieli zapomnieć, co akurat czytamy a poza tym spoko tomik, mimo że wiersze międlą obsesyjnie niemal w kółko kilka tematów, a podmiot liryczny nie omieszka nas poinformować, na jakich akurat jest lekach przeciwpsychotycznych, ale taka uroda poezji Dyckiego, który pisze: Lubię siebie w każdym wierszu (XLVII) i z pewnością (?) sam się dobrze bawił przy układaniu tego zapętlonego tomu.

Śmieszna jakby rockowa okładka, żywa pagina z autorem i tytułem tomu na każdej stronie, jakbyśmy mieli zapomnieć, co akurat czytamy a poza tym spoko tomik, mimo że wiersze międlą obsesyjnie niemal w kółko kilka tematów, a podmiot liryczny nie omieszka nas poinformować, na jakich akurat jest lekach przeciwpsychotycznych, ale taka uroda poezji Dyckiego, który pisze: Lubię...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

62 użytkowników ma tytuł Przeszłość zagarnia swoje piękne dzieci na półkach głównych
  • 36
  • 26
15 użytkowników ma tytuł Przeszłość zagarnia swoje piękne dzieci na półkach dodatkowych
  • 6
  • 3
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki
Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki
Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki (ur. 12 listopada 1962 w Wólce Krowickiej k. Lubaczowa) – polski poeta. Absolwent filologii polskiej na UMCS. Debiutował w „Akcencie” nr 4 z 1989 roku. W latach 1990-2003 współpracował z kwartalnikiem literackim "Kresy". Od 1991 mieszka w Warszawie, od 1993 jest członkiem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Skupieni wokół pisma Ha!art młodzi krytycy poświęcili Tkaczyszynowi-Dyckiemu książkę Jesień już Panie a ja nie mam domu. Eugeniusz Tkaczyszyn Dycki i krytycy. Jego poezja, łącząca tradycję (m.in. metafizycznej poezji baroku) ze współczesną dykcją, doczekała się wielu recenzji i opracowań. Poeta łączy w swej poezji nie tylko fascynację konceptyzmem, marinizmem, ale także nadaje swym wierszom muzyczność i nacechowanie filozoficzne. Wśród czytelników fascynujących się tą poezją znalazł się także Czesław Miłosz, który osobiście nagrodził poetę. Poezja Tkaczyszyna-Dyckiego doczekała się także adaptacji. Łódzki "Teatr Napięcie" w 2007 roku wystawił sztukę "Przewodnik dla bezdomnych" (na podstawie zbioru "Przewodnik dla bezdomnych niezależnie od miejsca zamieszkania" oraz twórczości Arthura Rimbauda) z muzyką zespołu "The Homeless Band". W procesie tworzenia sztuki brał udział sam Dycki, obecny również na premierze w ŁDK. Jest członkiem kapituły Poznańskiej Nagrody Literackiej.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Dziki Irys Louise Glück
Dziki Irys
Louise Glück
Cebulica „Nie ja, idiotko, nie własne ja. Ale my, my-fale niebieskości jak drwina z nieba: dlaczego tak cenisz swój głos, skoro być czymś pojedynczym to być prawie niczym”. (…) (s. 20.) Louise Gluck, Dziki irys, przekł. Krystyna Dąbrowska, Wydawnictwo a5, Kraków 2024. Dziki irys (2024) L Gluck - to trzeci tomik poetycki po Araracie (2021) i Zimowych przepisach naszej wspólnoty (2022), wydany w Polsce, wszystkie w tłumaczeniu Krystyny Dąbrowskiej. W ostatnim dzieli się swymi refleksjami na temat samego przekładu, ale także zaplanowanego, jednakże nieodbytego spotkania z Noblistką. Wielka strata, wielka szkoda! (Tuż przed drugą próbą kontaktu, w październiku 2023 roku tłumaczka zderzyła się z tragiczną informacją o śmierci poetki). W znakomitym „Castingu na ogrodnika” K. Dąbrowska pisze o Dzikim irysie jako najsłynniejszym tomiku poezji Gluck, z 1992 roku, uhonorowanym Nagrodą Pulizera. Już pierwsze spotkanie z „Dzikim irysem” potwierdza w całej rozciągłości, że obcujemy z dziełem poetyckim najwyższych lotów (autorka otrzymała Nagroda Nobla w 2020 r.). W zbiorze liczącym kilkadziesiąt niewielkich rozmiarów wierszy mieści się cały świat. Tym światem jest ogród pełen kwiatów, od tytułowych irysów, przez cebulicę, fiołki, polne kwiaty, czerwony mak, koniczynę, stokrotki, białą różę, wilec, do srebrnej i białej lilii. W poetyckim ogrodzie (mającym realny odpowiednik) słyszymy różne głosy (polifoniczność ma znaczenie). Głos w pierwszym rzędzie oddaje się roślinom, mówi też Ogrodniczka, pojawiająca się wraz z mężem Johnem i synem Noahem. Tematem rozmówi jest życie (jego siła, ale i kruchość), z odwołaniem do zmysłów, erotyzmu i eteryczności. Jest i miejsce na głos Najwyższego. W „Wycofującym się wietrze” Bóg – Ojciec, pierwszy Stwórca Ogrodu, biblijnego Raju, konstatuje: „Gdy was stworzyłem, kochałem was, teraz mi was żal. Dałem wam wszystko, czego potrzebowaliście: ziemię za posłanie, pled błękitnego powietrza - (…)”. A sama Gluck: „Nie mogę kochać tego czego nie pojmuję, a ty co wyjawiasz?” Tomik „Dziki irys” poza zwykłą skalą ocen. Dzieło w mistrzowskim wydaniu!
zoe - awatar zoe
ocenił na 10 1 rok temu
Hulanki & Swawole Tomasz Różycki
Hulanki & Swawole
Tomasz Różycki
Nie znałam Tomasza Różyckiego, poety, najpierw bowiem przeczytałam jego "Złodziei żarówek". Bardzo mi się ta powieść podobała, uznałam, że warto sięgnąć i po wiersze, zwłaszcza że "Hulanki & Swawole" weszły do finału Nike. Musiałam dość długo czekać w kolejce bibliotecznej, co w sumie napawa mnie optymizmem. Wiersze zaś, gdy już zaczęłam je czytać, niekoniecznie wzbudziły takie odczucia, zapowiadane też przez tytuł. W kilku utworach są nawiązania do karczmy o takiej nazwie, w której, jak i w Mickiewiczowskim "Rzymie" można "ćmić lulki" i "tumanić", i gdzie nawet "na dnie kielicha wytrącił się mefisto", ("Istny Niemiec"). Wiele tu również nawiązań mitologicznych, jest Kalipso, Odyseusz, Hermes, wracamy do źródeł. Z kolei wiersz "Cel" przypomina w pierwszym wersie wpis Słowackiego "W pamiętniku Zofii Bobrówny". Jest jednak mroczny, a nawet "czarny", jak musiałby być atrament, by napisać wiersz. "Niech mnie nie proszą o wiersz przyjaciele" - kim są? To żołnierze walczący w Ukrainie. Ten temat wraca w wielu wierszach, niektóre są dedykowane konkretnym osobom. Pomiędzy snajperami, dronami, uchodźcami, obroną Azowstalu jest i "obrona poezji, z powodu której dzieje się tyle co nic". Jak zauważa poeta w prozie poetyckiej, bo i ten gatunek pojawia się w tomie, "poezja nie jest dobrym kryterium prawdy". Co w takim razie nią jest, gdzie jej szukać? Może w miłości? Choć znów poeta mówi: "Nie mam dobrego zdania o miłości", przestrzega przed zakochaniem się w "Spince" czy w wierszu "Maj, zakwita step". A Bóg, gdzie jest? - "trochę pusty w środku", "dyktuje nam świat", "opowiada kosmos" i "nadal majsterkuje świat w szopie". Pięknie to wszystko pokazuje poeta w kolejnych obrazach, metaforach, porównaniach, każe zastanowić się nad okropnościami wojny, ale i nad pięknem natury i życia, jednak życia. "Co przeciw śmierci" pyta Różycki i odpowiada: " Jak najwięcej życia, tańce, światło (...) miłość". Warto zatrzymać się dłużej na tych 69 wierszach, wrócić do tych, które wcześniej przykuły uwagę, zainteresowały bardziej niż inne. Mam swoje ulubione, zamieściłam tu cytaty z niektórych. Czytam kolejny raz, otwieram się na nowe doznania, poszukiwania może innych znaczeń. Kolejki w bibliotece nie ma, nikt z czytelników na razie nie czeka na "Hulanki & Swawole", mogą zostać na dłużej u mnie - "Poezja jest głodem, ma przydatności do spożycia nieczytelny termin..."
wiesia - awatar wiesia
oceniła na 8 2 miesiące temu
Poltergeist Urszula Honek
Poltergeist
Urszula Honek
Widmowa intymność Urszuli Honek W tomiku „Poltergeist” Urszula Honek powraca do tego, co w jej poezji najmocniejsze: do szeptu, do ciszy po kimś, kto odszedł, a jednak wciąż jest. Do niewidzialnych ruchów powietrza, dzięki którym można odróżnić pustkę od obecności. To poezja pisana w przestrzeni między światem żywych a światem zmarłych – i o tym, jak bardzo oba się przenikają. Honek nie konstruuje klasycznej opowieści o żałobie. Jej język nie jest lamentem ani próbą uporządkowania doświadczenia straty. To bardziej ciąg rejestracji drobnych, czułych momentów, w których umarli – bliscy, ale też ich cienie, wspomnienia, echa – powracają materialnie: w cieniu na chodniku, w dreszczach, w skrzypieniu drzwi. „Chcę myśleć o niej jak o żywej” – pisze w jednym z wierszy i to zdanie wyznacza ton całego tomu. Bohaterka liryczna nie tyle rozpamiętuje, co zamieszkuje przestrzeń nawiedzoną, a nawiedzenie jest tu formą miłości. Motyw poltergeista, czyli ducha, który nie tyle straszy, ile komunikuje swoją obecność poprzez drobne zakłócenia codzienności, staje się metaforą pamięci o tych, którzy odeszli. Nie jest to pamięć monumentalna – raczej codzienna, krucha. Wiersze takie jak „Inni” czy „Dom na wzgórzu” rejestrują ten stan zawieszenia ze szczególną delikatnością. Lęk miesza się z potrzebą kontaktu, a nocne czuwanie z gestami miłości: przejściem do łóżka zwierzęcia, trzymaniem go „obiema rękoma za łapę”, wypowiadanym wreszcie po miesiącach „nie wierzę, że jej nie ma”. Dużą siłą tomu jest to, jak Urszula Honek łączy elementy realistyczne z widmowymi. Opis zwyczajnych przedmiotów – żelu do mycia, cieni do powiek, bezbarwnego błyszczyka – nabiera tu intensywności. W wierszu „Mama” te przedmioty stają się niemal relikwiami, a jednocześnie z brutalnością przywołują doświadczenia graniczne, o których bohaterka nie potrafi mówić wprost. Właśnie w takich momentach ujawnia się niezwykła wrażliwość poetki: jej świadomość, że przedmioty przechowują więcej niż słowa. W końcowych partiach tomu, zwłaszcza w wierszu oznaczonym „III”, widmowość zyskuje wymiar apokaliptyczny. Świat, w którym zostają tylko szkielety zwierząt i skrzypiące szafki, zdaje się projekcją skrajnej tęsknoty – tak intensywnej, że prowadzącej do fantazji unicestwienia wszystkiego, co nie jest miłością. Ten ton, choć mroczny, nie przytłacza – u Honek destrukcja jest zawsze drugą stroną przywiązania, a groza podszyta jest czułością. „Poltergeist” to tom niezwykle spójny, przejmujący i zaskakująco intymny. Urszula Honek nie potrzebuje metafor o wysokim napięciu – jej siła tkwi w tym, co nieoczywiste, w ruchach niemal niezauważalnych. To poezja pisana w półmroku, w którym widać nie tylko to, co realne, ale i to, co zostało utracone, lecz nadal – poprzez dźwięk, cień, przeciąg – istnieje. Nie dziwi więc, że wrażliwość tego tomu została dostrzeżona także przez kapitułę Nagrody im. Wisławy Szymborskiej, do której „Poltergeist” trafił jako nominowany. To potwierdzenie, że Urszula Honek tworzy dziś jedną z najważniejszych i najsubtelniejszych poetyk współczesnej literatury. Jeśli duchy istnieją, to właśnie takie jak u Honek: ciche, proszące o światło, utkane z miłości.
Czytadło - awatar Czytadło
ocenił na 9 3 miesiące temu
Wybór stand-upów Justyna Bargielska
Wybór stand-upów
Justyna Bargielska
Wybór stand-upów, książka Justyny Bargielskiej (Biuro Literackie 2023) jest jak podglądanie sąsiada przez okno – ciekawość tego, jak wygląda niezakłócone i nieskrępowane niczym życie jest większa niż poczucie wstydu. Bezprecedensowo zostajemy więc wrzuceni w potencjalność zdarzeń, w tygiel możliwych doświadczeń i przeżyć, rozciągających się gdzieś między elektryzującym bitem na infolinii, rozsadzaniem sansewierii i katatonią fakapu. Bargielska w jednym z wywiadów zaznaczała, że autobiograficzność jest szansą na powiedzenie tego, co trafi do ludzi[1] i zdaje się, że w najnowszej książce kolejny raz sięga po tę strategię. Autorka ponownie opisuje mikroświat uparcie drążący makroświat, gdzie przepływ zdarzeń – i opisanie ich – są aparatem poznawczym świata. Prywatność – przeżywanie roli matki, niespełnienia i diagnozy – przedstawia się jako ważny element twórczości autorki. Warszawska poetka zresztą z tym nie kryje, wręcz przeciwnie – staje przed nami w blasku reflektorów jako standuperka i mówi chodźcie, porozmawiajmy o wszystkim, co może boleć. Bargielska jest nastawiona na wychwytywania: świata, detali, środków ciężkości, z których rodzą się wiersze. Bargielska eksploatuje tematy dobrze znane w jej twórczości, robi to jednak na właściwy sobie sposób – autoironicznie i bardzo intymnie. To zbiór pewnych sytuacji, historii i emocji, które kształtują narratorkę rezygnującą z oporu, pozwalając doświadczeniom przez siebie przejść: Cierpienie jest jak brzydki, głupi mężczyzna, któremu się opierasz, opierasz, wreszcie wykończona mówisz: bierz mnie, jestem twoja, na co cierpienie mówi: eluwa, ja spierdalam. Katatonia fakapu, s. 8. Na styku utworów znajdziemy więc historie z SOR-u, odejścia rzeczy i ludzi, wizyty u lekarzy i ,,kozetkowe rozmowy z psychiatrą”, czy wiersze znajdujące się niedaleko siebie w tomie (Diagnoza i Katatonia fakapu), z których jeden jest zapisem konsultacji w epizodzie depresyjnym, a drugi w epizodzie maniakalnym. Te mikrocięcia, fajerwerki słowne zawarte w skondensowanych formach i ciągłym zmienianiu frazy sprawiają jednak wrażenie jedności tematycznej, ale także ulotności rzeczy i ludzi. Poszczególne teksty łączy ze sobą jednak przede wszystkim osoba narratorki. Marta Koronkiewicz w recenzji Bach for my baby w „Dodatku literackim”, charakteryzowała podmiotkę z tamtego tomiku jako kobietę z Dating sessions, matkę i żonę z China shipping i Dwóch fiatów oraz kochankę z Bach for my Baby. Te postacie uzupełniają się i są także dobrze widoczne w najnowszej książce, jednak do tej trafnej charakterystyki warto dodać jeszcze jedno określenie: podmiotka z bagażem doświadczeń. Bargielska na swoją scenę wychodzi przede wszystkim jako ludzka istota z pewnym zestawem doświadczeń i mówi: przydarzyło mi się to i ,,grunt, że ja pamiętam i opowiem każdemu, kto mnie zechce słuchać” (Gdzie to zgłosić). Jej ,,człowieczość” jest charakteryzowana przede wszystkim właśnie przez swoje emocje, jak i doświadczenia, które te emocje wywołują: ,,Bardzo trudno jest zrobić z nagości kostium i dlatego ją cenię. Oczywiście nagość może być wystylizowana, wyestetyzowana i tak dalej, ale mam nadzieję, że moja taka nie jest”. To nie jest poezja uniwersalizacji – to po prostu poezja Bargielskiej, w której to bohaterka filtruje rzeczywistość, ale również do tej rzeczywistości przynależy: ,,W naszych opisach ciemnej materii”; ,,Opowiem ci o tobie” oznajmi Bargielska. Narratorka jest więc częścią naszego świata, wspólnota została nawiązana, dystans został skrócony. W Wyborze…, ponownie spotykamy charakterystyczną narratorkę z ,,bargielskim” zestawem cech. Chodzi tu przede wszystkim o wspomnianą już autoironię, komizm, i, jak na standupera przystało, pewną charyzmę i znajomość, która trzyma nas przykutych do miejsca. To bohaterka, która przeżyła utratę dziecka, mężczyzny i gdzieś pomiędzy jakiejś części siebie. Adam Lipszyc w tekście dotyczącym głównie afektu żałobnego i jego relacji z językiem w twórczości Bargielskiej (między innymi o Obsoletkach i trzech pierwszych tomach poetyckich) potraktował narratorkę jako bohaterkę żałobną. Wysunął on interpretację, według której najważniejszą rolę w poezji Bargielskiej gra ironia, służąca nie wyrażeniu cierpienia, a rozdzieraniu języka, by stworzyć w nim miejsca na stratę. W poezji Bargielskiej jednym z najczęściej poruszanych tematów była właśnie dotkliwość śmierci, szczególnie tej w najbardziej przyziemnym wymiarze: martwy jest chrabąszcz, gołąb szarpany przez wrony, sąsiad i dziecko w malutkiej trumience. Bargielska w Wyborze… nie wyraża jednak sprzeciwu wobec śmierci, a raczej przyznaje, że ,,owszem, poginęli, zobaczymy, co się da z tym zrobić”. Wybór… to jednak nie tylko znajoma bohaterka, ale również charakterystyczna dykcja, przywodzącą na myśl nieco nerwową, pośpieszną konwersację, pełną popkulturowych scenariuszy, snów, zagadywania, wciągania nas w rozmowę. To w końcu wielkie narracyjne domino, poezja wtrąceń, formy potocznej i fragmentacji, również ruchu, który manifestuje się nie tylko przez urywkowe formy, ale także czyny bohaterki: wysiada ona z tramwaju, z autobusu, wychodzi, wchodzi i odchodzi z pomieszczeń, ale w żadnym wypadku nie ucieka, a raczej przygląda się pewnym wydarzającym się doświadczeniom i płynnie przechodzi do kolejnego, ale równie ważnego. Na pierwszy rzut oka w nowym tomiku warszawskiej poetki jawi się jasno podzielona dychotomia między – nazwijmy to roboczo – jasnością a ciemnością. W wyobraźni Bargielskiej pojawia się ten lukrowany obraz, w którym miejsce jest dla stosów słoneczników i miłości do dzieci, a z drugiej strony jest również wszechobecna śmierć. Elementami tej przechwyconej rzeczywistości są nie tylko zdarzenia, ale także pewne figury, często przynależące do sfery sacrum, które od lat wraca w poezji jak i prozie Bargielskiej: to przychodzące na ratunek figury aniołów, nawiązania do ostatniej plagi egipskiej czy Jezus, figury egzystujące na tej samej płaszczyźnie co królicza łapka czy czarne koty przynoszące nieszczęście. Tymczasem nie chodzi tu raczej o tworzenie tej dychotomii, a raczej przedstawienie jej jako integralnej części świata: ,,pewne porównania są lepsze niż inne i w moim przypadku zdecydowanie lepsze są te, które są związane ze sferą sacrum, ponieważ ja jestem zżyta z tą sferą. W żaden sposób moje zestawienia nie są obrazoburcze“. Tak jak w stand-upach, u Bargielskiej nie ma tematów, o których się nie rozmawia. Świadomie unikam tu słowa ,,tabu”, słowa dość nadużywanego w recepcji książek Justyny Bargielskiej. Bargielska, owszem, skupia się przede wszystkim na tematach marginalizowanych, egzystujących w sferze wstydu, tajemnicy i szeptów, tematach, które nie mają przestrzeni, by się w pełni objawić, ale to tematy mimo wszystko obecne w dyskursie. Warszawska autorka kieruje uwagę na rzeczy wstydliwe wydarzające się w codzienności, na zakłopotanie i fakapy, na gulę w gardle, która pojawia się gdy ktoś pyta, co się stało. Bargielska mówi więc o tematach, które są omijane, ale współcześnie już nie przemilczane. Jednym z nich jest doświadczanie rodzicielstwa w sposób, który nieczęsto funkcjonuje w mediach i nie jest wpisany w ,,poprawne” schematy. Bargielska nie mówi w końcu ani o lukrowanym macierzyństwie, gdzie prawdziwym darem i spełnieniem kobiecych marzeń jest dziecko, ani nie chyli się do postawy, w której rodzicielstwo jest pasmem poświęceń. W Wyborze… autorka staje gdzieś pośrodku, między przywiązaniem i miłością do dzieci, a utratą autonomii i własnego Ja. To świetnie widać w niezwykle wrażliwym i bezbronnym tekście Wahadło, wahadełko, w którym bohaterka snuje plany ucieczki z dziećmi w świat drezyną z muzeum, jednocześnie prosząc je, aby te jej nie zostawiły. Z tego wiersza wybija jednocześnie nie tylko przerażenie podmiotki, ale także przerażenie dzieci. Bargielska przedstawia moment zniesienia rodzica z piedestału, na którym postawiło je dziecko, a jednocześnie przejmujący strach matki do której dociera pełna waga formy, którą przyjęła – rodzica, opiekuna – i to, co z nią się wiąże; zawiązanie pewnej zależności od swojej latorośli. I mimo że Bargielska jest już ,,trochę gdzie indziej” w twojej twórczości niż podczas tworzenia Obsoletek, to wciąż doświadczenie macierzyństwa odbija się w tym, co pisze. Jak zresztą sama zauważa w wywiadzie dla Biura Literackiego: […] ta książka to, między innymi, zapis czegoś w rodzaju rodzicielskiej porażki. Konfrontowanie dziecka z niedoskonałością rodzica, kiedy tę konfrontację inicjuje rodzic, niemający dłużej sił ukrywać, że nic nie jest w porządku, to potwornie bolesny proces. Ostatni wiersz w książce jest jednak dość zaskakującym zwieńczeniem tego standuperskiego wystąpienia. W zamykającym wersie Bargielska wspomina: Wtedy przypominam sobie tę legendę o nas, którą opowiadają od początku legend. Lubisz marchewkę? Lubię. A z rosołu? Również. I ja lubię marchewkę. Zatem jest nadzieja. W przywołanym już wywiadzie Oli Kołodziejek z Justyną Bargielską, pytająca stwierdza, że ,,W swoim niepowtarzalnym stylu budujesz napięcie i nigdy nie wiadomo, czy na końcu nastąpi detonacja bomby, fajerwerku czy śmiechu. Bywa, że wszystkiego naraz”. W tym rozumieniu końcówka wiersza Randka (to nawet nie jest ona) wydaje się nadzwyczaj ważna, a nawet w pewien sposób fundamentalna. Ta cenna uwaga Kołodziejek jeszcze bardziej podkreśla brak jakiegokolwiek następstwa, rozładowania napięcia żartem, puentą czy fajerwerkiem językowym, ,,podsumowania” wiersza tak tożsamego z twórczością Bargielskiej. Po wszystkich fakapach, opisach odejścia od rzeczy, ludzi i mimo samotności – istnieje nadzieja, a także – że tak polecę Camusem – jakieś piękno, któremu można być wiernym. Co ważne, to nie jest naiwna wiara, że wszystko skończy się happy endem, a raczej zwykła, pokorna nadzieja, że jakieś ,,potem” kiedyś nastąpi. Nadzieja na porozumienie między ludźmi, budowane na detalach czegoś, co może przetrzymać nawet audyt czarnej materii. I to dopiero jest rocket science! Bargielska w Wyborze stand-upów stoi na scenie i mówi chodź, opowiem ci o mnie i opowiem ci trochę o tobie, i o tym wszystkim, co nas może łączyć. Wybór…, ostatecznie, to nie grypsowany monolog, a raczej zaproszenia do rozmowy osoby z widowni. To w końcu przede wszystkim standup dla Ciebie, ,,dla ciebie, niemoto, i tylko dla ciebie” (Październik). Zapraszam na mojego instagrama (@rybamaglos), gdzie znajdziecie inne recenzje (https://www.instagram.com/rybamaglos/)
Rybamaglos - awatar Rybamaglos
ocenił na 10 2 miesiące temu
Spóźniony śpiewak William Carlos Williams
Spóźniony śpiewak
William Carlos Williams
W. C. Williams, jako jeden z najwybitniejszych poetów języka angielskiego, tym samym jest jednym z najważniejszych poetów świata, a tu w dodatku tłumaczony przez jedną z najwybitniejszych poetek polskich... Czy można taką książkę ocenić nisko? To się może nie podobać jednemu z drugim (jak mawiały nauczycielki w dawnych czasach), a dzieło Williamsa tak czy inaczej pozostanie znaczące. A jeśli się podoba? Jeśli czyta się te wiersze z przyjemnością i zamyśleniem i chwilami zachwytem? "On ma na głowie stary jasnoszary kapelusz filcowy ona czarny beret (...) Wloką się donikąd przez górne miasto (...) Żadnych obowiązków! Hej ho! "Beztroski William", "Mujer", "Na powitanie listonosza" - sporo tu wierszy lekkich, żartobliwych, z głęboką myślą, a rozluźnionych. Williams używał nie tylko (amerykańskiego) języka potocznego, ale i potocznych skojarzeń, pragnień, wrażeń. Te wiersze są ludzkie. Nikt ich nie wygłasza z mównicy ani z ambony, one rodzą się ulicy (dosłownie, wiele z nich) i na ulicy żyją, żyją między nami. Pisze o nim tłumaczka: "wróg akademizmu i starej poetyki". Ja także, mimo podziwu i atencji dla np. Eliota, wolę mieć na nocnym stoliku Williamsa. Wiersz "Do biednej starej kobiety", ważny dla mnie osobiście z pewnych literackich powodów, to świetny przykład poezji ulicznej, codziennej, demokratycznej, a przecież niewątpliwie zmierzającej ku metafizyce. Spotkałem się z zarzutami wobec jakości tłumaczenia Julii Hartwig, ale ja nie byłbym tutaj zbyt krytyczny. Tu i tam wprowadziłbym poprawki, ale i bez nich dobrze się czyta ten tom. Przydałby się, swoją drogą, większy wybór wierszy tego poety, bo jak dotąd tylko tu i w antologiach go spotykamy (zbiorek w tłumaczeniu Elektorowicza, wydany dawno temu, przepadł w pomroce dziejów). Czekamy na więcej Williamsa.
Mario - awatar Mario
ocenił na 10 1 rok temu

Cytaty z książki Przeszłość zagarnia swoje piękne dzieci

Więcej
Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki Przeszłość zagarnia swoje piękne dzieci Zobacz więcej
Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki Przeszłość zagarnia swoje piękne dzieci Zobacz więcej
Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki Przeszłość zagarnia swoje piękne dzieci Zobacz więcej
Więcej