rozwińzwiń

Nocny maraton tańca

Okładka książki Nocny maraton tańca autora Jakub Ciećkiewicz, 9788378664871
Okładka książki Nocny maraton tańca
Jakub Ciećkiewicz Wydawnictwo: Austeria literatura piękna
234 str. 3 godz. 54 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2023-05-12
Data 1. wyd. pol.:
2023-05-12
Liczba stron:
234
Czas czytania
3 godz. 54 min.
Język:
polski
ISBN:
9788378664871
Średnia ocen

7,3 7,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Nocny maraton tańca w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Nocny maraton tańca

Średnia ocen
7,3 / 10
3 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Nocny maraton tańca

Sortuj:
avatar
802
802

Na półkach:

Powracam do urokliwej prozy Jakuba Ciećkiewicza. Po „Końcu świata na mojej ulicy” pora na kontynuację, czyli „Nocny maraton tańca”. Pisany w innych, dramatycznych okolicznościach, w szpitalnym łóżku, do którego na pół roku przykuł autora cały szereg poważnych chorób – te chodzą wszak, jako nieszczęścia, stadami. Los nie wie jednak z jak twardą i przekorną sztuką ma do czynienia. Autor chwyta tutaj świat w ręce i przytula go z lubością mocno do serca. Cierpienie jest jedną z odsłon życia, trzeba po prostu przez nie przejść. I kiedy istnienie wyzywa go na pojedynek, mówiąc: „A teraz przyszpilę Cię na wylot. Cierpieniem i śmiercią.”, Jakub Ciećkiewicz podejmuje rzuconą mu rękawicę. Wbrew wszystkiemu, gdy tylko sen zakleja mu oczy i znika sterylna biel szpitalnej sali, pod powiekami pręży się i gotuje życie właśnie: „Natura jednoczy się w adoracji światła, płodności i sytości. Drzewa puszczają żywicę, a ziemia w ogrodzie jest lepka od soków. Brodzę w nich boso, czując trudne do określenia pragnienie wzlotu.”

W podkrakowskiej, zatrzymanej w czasie Olszy znów dzieją się istne cuda. Dwuipółmetrowy Jacek Gucwiński zawiesza nieznośne dzieciaki na gałęziach drzew, dziadek co i rusz nawiedza po śmierci swoją ukochaną rezydencję, nie potrafiąc się z nią rozstać, a babka Wanda mruga łobuzersko z zaświatów, podając lokalizację ukrytego, rodzinnego skarbu. Jak widać, śmierć nie ma tutaj dostępu, do owej krainy żywiołu i dziwów, po której ścieżkach spacerują ekscentrycy i marzyciele ramię w ramię z tymi, co odeszli, lecz wciąż wracają. Stąd też bierze się siła trwania i mocne postanowienie wyzdrowienia autora, mimo złego rokowania i sceptycyzmu lekarzy. Jeszcze ma tutaj coś do zrobienia.

W morfinowej, onirycznej mgiełce, gdy ból powoli odpływa, na jego miejscu pojawiają się i znikają niezwykłe obrazy. Raz przypominają mocne wizje Bruegela pokolorowane czerwoną szminką, innym razem któryś z horrorów Kinga, by z kolei przeistoczyć się w lśniącą złotem i klejnotami jaskinię Ali Baby. Życie, orgiastyczne i ognisto-witalne bucha też erotyzmem, spełnia się radośnie w aktach seksualnych, miłosnych uściskach i uniesieniach, bo takie jego prawo i istota. Na tym samym skrawku łąki, ozłoconej słońcem polanie, zwiera się ono w braterskim uścisku ze śmiercią, dwa continua tego samego procesu złączone w jedność.

Nad całą opowieścią unosi się feeria barw i aromatów, zwykle letnich, oszałamiających bez względu na porę dnia. Rankiem ożywcze, energetyczne, pod wieczór z lekka znużone, zapraszające do odpoczynku. Natura nigdy nie śpi, może tylko trochę spowalnia, pozwalając nam za sobą nadążyć. Tak jak nie zasypia autor, za zamkniętymi powiekami tańcząc drugie życie.

Całe to stawanie się, ewoluowanie, trwanie, które przywołują zmącone opioidami wspomnienia autora, jest jedną, wielką modlitwą, w której splatają się dźwięki przyrody, człowiecze westchnienia, słowa melodii, także tych marszowych, , mających niegdyś wzbudzać entuzjazm do pracy i nowej, socjalistycznej ojczyzny, hejnał z Wieży Mariackiej usiłuje zapanować nad trąbieniem spieszących się wiecznie aut, a okrzykom umorusanej dzieciarni, skaczącej po hałdach śmieci, towarzyszą głośne, niespokojne trele ptaków, zrywających się w popłochu z okolicznych drzew. Ruch, harmider, sprawczość i pęd, to czuje i słyszy półprzytomny pacjent, trzymający się z całych sił życia w szpitalu, w którym, o dziwo, personel składa się niemal w całości z domorosłych artystów. To dobry prognostyk dla tego bujającego w obłokach człowieka.

Brzmi to wszystko trochę jak szalony sen Kapelusznika, przeżywającego bez końca ten sam podwieczorek w Krainie Czarów. Autor, zanurzony w świat dawnej Olszy, po raz kolejny uczestniczy w wydarzeniach, które już wybrzmiały, teraz zaś powracają obleczone w senne przywidzenia, dopowiedzenia, przerysowania, jako antidotum na śmierć, mające utrzymać go na powierzchni, nie pozwolić mu odejść.

Ja zaś nie chcę opuszczać tych cudnie odrealnionych miejsc, leżących gdzieś na styku pamięci i wyobraźni, tej wizji świata obracającego się w zapamiętałym tańcu, zaludnionego z lekka delirycznymi postaciami, jak z Schulza. Piękny, poetycki, oddający nie tylko sam przebieg wydarzeń, ale też ich niepowtarzalny nostalgiczno-ciepły klimat obraz, zapisany delikatną myślą w pamięci, działa niczym narkotyk, wciąga i nie puszcza. Poddajmy się więc atmosferze podkrakowskiej Olszy, jakiej już nie da się dzisiaj ujrzeć inaczej niż w przywołanych czyjąś tęskną myślą powidokach. I póki te obłędne fabuły się w nich rozgrywają, póty „rewia trwa!”.
Książkę przeczytałam dzięki portalowi: https://sztukater.pl/

Powracam do urokliwej prozy Jakuba Ciećkiewicza. Po „Końcu świata na mojej ulicy” pora na kontynuację, czyli „Nocny maraton tańca”. Pisany w innych, dramatycznych okolicznościach, w szpitalnym łóżku, do którego na pół roku przykuł autora cały szereg poważnych chorób – te chodzą wszak, jako nieszczęścia, stadami. Los nie wie jednak z jak twardą i przekorną sztuką ma do...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

17 użytkowników ma tytuł Nocny maraton tańca na półkach głównych
  • 13
  • 3
  • 1
5 użytkowników ma tytuł Nocny maraton tańca na półkach dodatkowych
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Cytaty z książki Nocny maraton tańca

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Nocny maraton tańca