Śmierć w obrzędach, zwyczajach i wierzeniach ludu polskiego

Okładka książki Śmierć w obrzędach, zwyczajach i wierzeniach ludu polskiego autora Henryk Biegeleisen, 9788367639545
Okładka książki Śmierć w obrzędach, zwyczajach i wierzeniach ludu polskiego
Henryk Biegeleisen Wydawnictwo: Replika Seria: Wierzenia i zwyczaje popularnonaukowa
500 str. 8 godz. 20 min.
Kategoria:
popularnonaukowa
Format:
papier
Seria:
Wierzenia i zwyczaje
Tytuł oryginału:
Śmierć w obrzędach, zwyczajach i wierzeniach ludu polskiego
Data wydania:
2023-05-16
Data 1. wyd. pol.:
2023-05-16
Liczba stron:
500
Czas czytania
8 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
9788367639545
Średnia ocen

6,8 6,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Śmierć w obrzędach, zwyczajach i wierzeniach ludu polskiego w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Śmierć w obrzędach, zwyczajach i wierzeniach ludu polskiego

Średnia ocen
6,8 / 10
32 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Śmierć w obrzędach, zwyczajach i wierzeniach ludu polskiego

avatar
46
40

Na półkach: ,

Książka ciekawa, ale czasami żmudna ponieważ troszkę odbiega od tematu. Autor faktycznie skupia się na sprawach związanych ze śmiercią w kręgach ziem Polskich, ale później trąca o inne kraje europejskie, a nawet plemiona afrykańskie, co już nie jest tak ciekawe. Aczkolwiek wiele możemy się dowiedzieć o wyobrażeniach i wierzeniach ludu polskiego na temat śmierci. Brakuje mi jednak informacji skąd się wziął zwyczaj przetrzymywania zwłok członka rodziny przez 3 dni w domu, lub skąd wiara w to, że jeśli nieboszczyk nie zostanie pochowany przed niedzielą, to pociągnie za sobą kogoś innego, że ktoś inny również umrze. Książka posiada też dużo powtórzeń, nawet za dużo. Moja ocena 6/10

Książka ciekawa, ale czasami żmudna ponieważ troszkę odbiega od tematu. Autor faktycznie skupia się na sprawach związanych ze śmiercią w kręgach ziem Polskich, ale później trąca o inne kraje europejskie, a nawet plemiona afrykańskie, co już nie jest tak ciekawe. Aczkolwiek wiele możemy się dowiedzieć o wyobrażeniach i wierzeniach ludu polskiego na temat śmierci. Brakuje mi...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
265
114

Na półkach:

Mimo tego że tematyka wydawało się ciekawa to ciężko mi się czytało tą książkę. Momentami jest monotonna i się dłużyła przez powtórzenia.

Mimo tego że tematyka wydawało się ciekawa to ciężko mi się czytało tą książkę. Momentami jest monotonna i się dłużyła przez powtórzenia.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1916
1374

Na półkach: , ,

,,Śmierć w obrzędach, zwyczajach i wierzeniach" to kolejna z publikacji w cyklu ,,Wierzenia i Zwyczaje" od Wydawnictwa Replika, które sięga do korzeni polskich badań nad ludowością. Tym razem jest to klasyczna praca wybitnego badacza etnografii Henryka Biegeleisena poświęcona śmierci. Praca powstawała w 1930 roku i jest zbiorem wierzeń dotyczących śmierci, jednak nie odwołuje się tylko do tradycji polskich ale przywołuje przykłady z całego świata. Praca ta jest fascynującym kompendium wiedzy o dawnych, zapomnianych wierzeniach.

Zaczyna się od symboli i znaków które uprzedzały przodków o nadchodzącej lub możliwej śmierci. Dokładnie opisuje wszystkie jej elementy oraz oznaki. Potem przywołane jest pojęcie duszy i to jak ona jest pojmowana oraz co może dziać się z nią po śmierci. Sporo miejsca poświęcone jest właśnie życiu pozagrobowemu - wierze w powroty zmarłych pod różnymi postaciami oraz jak sobie z tym radzić. To zarówno przykłady upiorów, duchów pokutujących oraz tych skazanych na wędrówkę po ziemi przez żywych, którzy nie dopełnili pewnych rytuałów. Bo świat dawnych wierzeń dotyczących śmierci pełen był określonych zachowań, znaczeń. Miał swój rytm i przebieg, którego zakłócenie mogło sprowadzić cierpienie i potępienie. Dawne obcowanie ze śmiercią nie kończyło się na cmentarzu w trakcie pogrzebu. Był to punkt kulminacyjny ale poprzedzony wieloma obrzędami, nie kończący się też w momencie umieszczenia ciała w grobie.

Gdy czytałam pracę Henryka Biegeleisena cały czas towarzyszyło mi poczucie, jak biedne są współczesne zwyczaje związane ze śmiercią. Wyrugowaliśmy wszelkie zapowiedzi śmierci jako zabobony, o duszy nie myślimy, nasi bliscy odchodzą w bezosobowo w szpitalu, pogrzeb ogranicza się do szybciej ceremonii, czasem poprzedzonej jakimś czuwaniem. Odhaczamy bezrefleksyjnie kolejne punkty równocześnie nie umiejąc sobie radzić z żałobą. Natomiast cały dawny ceremoniał, wszystkie zwyczaje, wierzenia i obrzędy przygotowywały i oswajały ze śmiercią. Nie odcinały drastycznie więzi, raczej tworzyły poczucie sprawczości wśród żyjących. Oni nadal mieli swoje zadanie wobec zmarłego, które równocześnie mogły ich uchronić przed śmiercią. Śmierć paradoksalnie nie była tabu, była obecna, była znajoma, można było sobie z nią radzić (a przynajmniej mieć takie poczucie). Była nieuchronna ale spersonifikowana.


,,Śmierć w obrzędach, zwyczajach i wierzeniach" to pozycja ciekawa ale równocześnie bardzo trudna. Już pierwszą przeszkodą jest archaiczny język, do którego trzeba się przyzwyczaić bo początkowo mocno utrudnia odbiór. Nie jest to też publikacja popularnonaukowa ale naukowa, co doskonale widać w konstrukcji czy obszernej bibliografii. Mimo tych trudności zachwyca ogromem zgromadzonego materiału źródłowego, bogactwem anegdot, zebranych autentycznych wierzeń i obrzędów. Jest cennym zabytkiem opisującym jak postrzegano śmierć i rytuały z nią związane jeszcze na początku XX wieku. Polecam!

,,Śmierć w obrzędach, zwyczajach i wierzeniach" to kolejna z publikacji w cyklu ,,Wierzenia i Zwyczaje" od Wydawnictwa Replika, które sięga do korzeni polskich badań nad ludowością. Tym razem jest to klasyczna praca wybitnego badacza etnografii Henryka Biegeleisena poświęcona śmierci. Praca powstawała w 1930 roku i jest zbiorem wierzeń dotyczących śmierci, jednak nie...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

315 użytkowników ma tytuł Śmierć w obrzędach, zwyczajach i wierzeniach ludu polskiego na półkach głównych
  • 241
  • 68
  • 6
71 użytkowników ma tytuł Śmierć w obrzędach, zwyczajach i wierzeniach ludu polskiego na półkach dodatkowych
  • 51
  • 7
  • 4
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Szatan i Demony. Wyobrażenia starożytnych Żydów i Chrześcijan Aleksander R. Michalak
Szatan i Demony. Wyobrażenia starożytnych Żydów i Chrześcijan
Aleksander R. Michalak
Jak starożytni Chrześcijanie i Żydzi wyobrażali sobie szatana? Czy był podobny do wizerunku, jaki dziś rozpowszechnił się w popkulturze? Warto zacząć od pytania skąd wzięły się demoniczne postacie i jaką rolę odgrywały w społeczeństwie, w którym się kształtowały. Nie będzie zakoczeniem jeśli powiem, że dzisiaj te istoty zmieniły swoje pierwotne znaczenie. Warto wziąć pod uwagę to, jak zostały opisane w Piśmie Świętym, a jak w późniejszych tekstach. Wiele ich cech, w tym również narodziny kolejnych szatańskich istot i hierarchia w grupie, ulegały na przestrzeni czasu zmianom. Miało to ogromny wpływ na sposób w jaki je postrzegano. A gdy już dobrze poznamy naszego wroga nauczymy się, jak się przed nim bronić. Magia i wszelkiego rodzaju rytuały niemal sama przychodzi na myśl, gdy ktoś wspomina o Szatanie. Również wśród starożytnych te dwa pojęcia były ze sobą szczególnie związane. Powszechne były środki zarówno do ochrony przed nieczystymi siłami jak i te, które miały podporządkować je woli przywołującego. "Szatan i Demony" autorstwa Aleksandra R. Michalaka to zwięzła i jednocześnie kompletna przeprawa przez demoniczne dzieje Chrześcijan i Żydów. Poznamy proces kształtowania się najbardziej znanych postaci, takich jak Belzebub, Asmodeusz czy Belial; przyjrzymy się rolom jakie narzuciło im ówczesne społeczeństwo i postaramy się odszukać szatańskie pierwowzory w innych, nawet najbardziej odległych religiach. Jeśli ta książka stoi na Waszych kupkach wstydu i zagląda na Was nieśmiało nie dajcie się jej prosić. To naprawdę ciekawa i wciągająca lektura!
szeptała - awatar szeptała
oceniła na92 lata temu
Wojownicy i wilkołaki Leszek Paweł Słupecki
Wojownicy i wilkołaki
Leszek Paweł Słupecki
We wstępie do niniejszej pozycji jej autor: ceniony mediewista, archeolog i historyk religii Leszek Paweł Słupecki zwraca uwagę na niezaprzeczalną atrakcyjność motywu likantropii, która wydaje się nie słabnąć na przestrzeni wieków. Przyznaję, że również ja od wczesnego dzieciństwa przejawiałem mocną fascynację wszelkimi mitologicznymi stworzeniami, ze szczególnym uwzględnieniem, a wręcz zamiłowaniem do wilkołaków. Sprowadzało się to nawet do pragnienia stania się jednym z nich, ale bez bolesnej i przymusowej przemiany podczas pełni księżyca i wiążącej się z nią utratą człowieczeństwa i samokontroli. Lata minęły, ale moje zainteresowanie tematem nie przeminęło. Czekałem tylko na odpowiedni moment, żeby zapoznać się z omawianą książką. Okazja nadarzyła się w lutym, kiedy w ramach zgłębiania tematu dowiedziałem się, że dla naszych słowiańskich przodków był to wilczy miesiąc, co wiąże się z faktem, że właśnie w jego połowie przypada jedyna w ciągu roku ruja u wilczych samic. Ponadto piętnastego dnia tego miesiąca Rzymianie i Rzymianki świętowali i świętowały Luperkalia. Była to uroczystość obchodzona na cześć wilczycy, która wykarmiła Romulusa i Remusa, a swoją nazwę wzięła od Luperkusa: wilczo-koźlego Boga, utożsamianego z Faunem, który chronił stada przed tymi drapieżnymi przodkami psów. Powracając do Słowian należy jeszcze zaznaczyć, że w strachu przed wilkami zamiast ich zwyczajowej nazwy stosowano zamienniki takie jak „luty” lub „luty zwierz”, aby zgodnie ze staropolskim przysłowiem nie wywołać ich przypadkiem z lasu. Książkę tak jak sobie postanowiłem udało mi się całą ukończyć w Luperkalia, mogę więc przystąpić do recenzji. „Wojownicy i Wilkołaki” to kompletne omówienie zjawiska "likantropii", z jakim mamy do czynienia w języku polskim, przy czym autor stosuje aparat badawczy przynależny do antropologii kulturowej. Dla mnie jest to największa zaleta tej książki, ponieważ nie mamy w niej do czynienia z popkulturowym streszczeniem najsłynniejszych horrorów o wilkołakach. Zamiast tego autor opisuje wszystkie zachowane przekazy na temat tych istot, jakimi dysponujemy, zaczynając od tych najstarszych, czyli tradycji antycznej. W następnej kolejności analizuje motyw likantropów w legendach średniowiecznych i sagach skandynawskich, po traktaty demonologiczne i zachowane podania z kultury ludowej. Bardzo ciekawy jest rozdział dotyczący pochodzenia terminu „wilkołak” oraz tego jak ten fascynujący potwór jest nazywany w różnych językach. Równie intrygujące jest omówienie innych kultur, które posiadają bardzo podobne przekazy na temat zmieniania się ludzi w drapieżne zwierzę, ale z racji zamieszkania na innej szerokości geograficznej, w której naturalnie nie żyją wilki zamiast likantropa mamy transformację w tygrysa, lamparta, lwa, hienę, kojota, a nawet aligatora. Najlepsza część książki to jej zakończenie, w której autor rekapituluje najważniejsze zachowane informacje na temat wilkołaków i na ich podstawie dostarcza najbardziej przekonującego wytłumaczenia powstania zjawiska likantropii, które wiąże z okresem rozpadu wspólnoty rodowo-plemiennej i powstaniem protopaństw, co prowadziło jednocześnie do tworzenia się tajemnych bractw młodych wojowników identyfikujących się z najbardziej rozpowszechnionymi drapieżnikami działającymi w watahach, czyli wilkami. To antropologiczne wyjaśnienie modelu likantropicznego, jego treści, sensu i znaczenia dla społeczeństw pierwotnych to dla mnie największa zaleta tej publikacji. Cały wywód układa się w logiczną i spójną całość, dzięki czemu lepiej rozumiem wszystkie elementy składowe wilkołaczego motywu i podobnie jak autor preferuję ten klucz interpretacyjny zamiast próby wytłumaczenia źródła wilkołactwa w chorobie psychicznej. Natomiast największa wada omawianej pozycji jest też paradoksalnie jedną z jej największych zalet, ponieważ w czasie lektury autor chcąc jak najbardziej wyczerpać temat przytacza tyle opisów dotyczących zjawiska likantropii, które są na tyle do siebie podobne, że w pewnym momencie czytanie staje się momentami nużące. Nie umniejsza jednak to wiele tej pracy, ponieważ większość książki jest napisana bardzo przystępnym stylem i w moim przypadku udało mi się ją przeczytać w ciągu jednego dnia. Podsumowując "Wojownicy i wilkołaki" to kompleksowa i naukowa analiza zjawiska likantropii. Ponadto jest to najlepsza pozycja na ten temat, z jaką do tej pory miałem styczność. Lektura obowiązkowa dla wszystkich miłośników tych fascynujących i przerażających stworów, w moim przypadku byłem bardzo usatysfakcjonowany tym, czego się dowiedziałem, ponieważ znacząco wzbogaciłem swoją wiedzę na ten temat. (Przeczytałem i posiadam Wydanie IV, Wydawnictwo Replika, Warszawa, 2023)
Mahtias TheMightyLibrarian - awatar Mahtias TheMightyLibrarian
ocenił na81 miesiąc temu
Czarownicom żyć nie dopuścisz. Procesy o czary w Polsce w XVII-XVIII wieku Jacek Wijaczka
Czarownicom żyć nie dopuścisz. Procesy o czary w Polsce w XVII-XVIII wieku
Jacek Wijaczka
Czasem bywa tak, że nadmiar wiedzy szkodzi. Oczywiście nie samemu tej wiedzy posiadaczowi, ale czytelnikom. Przypadek ten dotknął mnie podczas lektury książki profesora Jacka Wijaczki „Czarownicom żyć nie dopuścisz. Procesy o czary w Polsce w XVII-XVIII wieku”. Pięknie wydana książka, mocna okładka, szacowna seria wydawnictwa Replika - co mogło pójść nie tak? Profesor Wijaczka niestety napisał książkę dla… nikogo. Eksperci, garstka najlepiej zorientowanych w temacie historyków z licznymi tytułami, uznała pewnie to opracowanie za wtórne, bo to przecież osiem artykułów, traktujących o sprawach, dla ekspertów oczywistych. Osoby, które są w kategorii średniozaawansowanych i chciałyby dowiedzieć się czegoś więcej, będą zawiedzione, bo profesorski język i skrupulatność godna rozprawy naukowej, raczej zniechęcają do lektury. Dobra, czyli dla kogo jest ta książka? - zapytacie. Dalibóg nie wiem. Oczekiwałem jakiejś spójnej opowieści, a tu mamy naprawdę ciekawą historię rzekomej ostatniej europejskiej czarownicy z Reszla, którą profesor Wijaczka bohatersko odziera z romantycznie brzmiącej legendy, która sąsiaduje z… artykułem o „rzekomym mordzie rytualnym w Koźminie (i Kaliszu)”. Co ma piernik do wiatraka? Autor twierdzi, że i wiedźmy, i Żydzi byli obcy i ta właśnie cecha wystarczyła, by do książki włączyć tekst o wydarzeniach z 1763 roku. A co mi tam: rzucę brawurową tezę, że prawdziwym powodem była potrzeba zwiększenia objętości książki o czterdzieści stron :) Czy te gorzkie żale wystarczą, by zniechęcić czytelników? Mam nadzieję, że nie! Zbiór artykułów profesora Wijaczki może być całkiem strawny, o ile podejdziemy do niego inaczej, niż ja to zrobiłem. Może warto rozłożyć lekturę na co najmniej osiem dni (jeden artykuł dziennie)? Myślę, że wówczas całość może sporo zyskać.
PaSkut Czyta - awatar PaSkut Czyta
oceniła na66 miesięcy temu
Nauki tajemne w dawnej Polsce - Mistrz Twardowski Roman Bugaj
Nauki tajemne w dawnej Polsce - Mistrz Twardowski
Roman Bugaj
Lisoł tajemny w dawnej Polsce . Lisioł od dawna zastanawiał się, czym są niesławne nauki tajemne. Jakież to plugawe czyny dzieją się za zamkniętymi drzwiami? Dzielenie przez zero? ¿qósods ʎuʍızp ʍ ǝıuɐsıd. Któż może wiedzieć? Dlatego Lisioł postanowił wgryźć się w temat dzięki pomocy Wydawnictwa Replika oraz książki Romana Bugaja „Nauki tajemne w dawnej Polsce – mistrz Twardowski”. Czas napełnić kielich, otworzyć magiczną księgę i wyruszyć śladem najsławniejszego czarownika Rzeczypospolitej. . Pierwszym krokiem do opanowania tajemnych sił jest… poznanie teorii. Lisiołowi nieco wąsy opadły, gdy to usłyszał, bo już sobie imaginował wszystkie cuda (to znaczy trunki i truskawki),jakie przywoła machnięciem różdżki. Nic to! Autor w klarowny sposób opisuje zjawisko magii od najdawniejszych czasów, co pozwala poznać, w jaki sposób kształtowało się podejście do czarów w antycznej Mezopotamii, Grecji, czy Rzymie. Wprowadzenie łapki lizać! Możemy się dowiedzieć kilku rzeczy o przepowiadaniu przyszłości, wskrzeszaniu oraz… jedzeniu ludzi. Lisioł musi cofnąć swoje słowa o lizaniu łapek. . Po tym obszernym wstępie futrzak mógł wreszcie przystąpić do studiów nad renesansową magią. Drapiąc się po głowie, Lisioł zauważył, iż była to epoka najbardziej zażartych polowań na czarownice, ale jednocześnie władcy chętnie korzystali z usług magów. Taki cesarz Maksymilian I wraz ze swoimi dworzanami był świadkiem, jak benedyktyński opat Johann Trithemius – z niewielką pomocą Lisioła – przywołał duchy Achillesa, Hektora oraz króla Dawida. Wszystko po to, aby przekonać się, czy antyczni wojownicy posiadali bardziej imponujące muskuły od współczesnych ludzi. Naoliwione duchy potwierdziły teorię. Szaleństwo! . Zdobywszy wykształcenie w dziedzinie hermetycznych nauk, okultyzmu oraz nekromancji Lisioł został uczniem najsławniejszego z magów renesansu Johanna Fausta. Tym sposobem futrzak dotarł do Krakowa, gdzie Faust studiował… czarnoksięstwo i sztuki magiczne, a jakże. Autor wyjątkowo klarownie wprowadza czytelnika w świat alchemii, astrologii, chiromancji, krystalomancji, katoptromancji oraz innych dyscyplin, dzięki czemu Lisioł mógł się odpowiednio przygotować na spotkanie z mistrzem sztuk tajemnych, samym Janem Twardowskim. . Tej nietuzinkowej postaci została poświęcona niemalże połowa książki, dzięki czemu Lisioł mógł poznać mistrza ze wszystkich stron. Wpierw obserwował wywołanie ducha Barbary Radziwiłłówny, ukochanej żony Zygmunta Augusta. Trzeba przyznać, że futrzakowi wszystkie włosy dęba stanęły, bo Twardowski w istocie przywołał osobę do złudzenia przypominającą zmarłą królową. Czy tak jednak było naprawdę, czy mamy do czynienia jedynie z przebiegłą intrygą dworską? Roman Bugaj oprócz legendarnej postaci Twardowskiego opisuje historyczną postać niezwykłego uczonego, konfrontując istniejące źródła z opisami czarodziejskich przygód polskiego maga. Co Lisioł może powiedzieć? Cudna książka! . „Nauki tajemne w dawnej Polsce – mistrz Twardowski” to doskonała pozycja dla osób zafascynowanych historią okultyzmu, a także kulturą doby renesansu. To czasy religijnego zamętu, spierających się idei, polowań na czarownice oraz nekromantów, działających całkiem legalnie na dworach królewskich! O takich historiach aż chce się czytać. Książka jest absolutnie godna polecenia i stanowi pozycję obowiązkową dla miłośników czarów, okultyzmu oraz przywoływania trunków za pomocą lustra.
Lisiołczyta - awatar Lisiołczyta
oceniła na83 lata temu
Błazen. Dzieje postaci i motywu Mirosław Słowiński
Błazen. Dzieje postaci i motywu
Mirosław Słowiński
Lisioł Błaznem Może być to dla Was pewnym zaskoczeniem, ale Lisioł bardzo poważnie podchodzi do zagadnienia błaznów. Wbrew pozorom trefniś to nie tylko dworski śmieszek, ale również najbardziej interesujący i najbardziej niebezpieczny zawód na świecie. Przynajmniej jeżeli wierzyć błaznom, a im wierzyć nie wolno. Aby oddzielić ziarno od plew, futrzak sięgnął po książkę wydawnictwa Replika autorstwa Mirosława Słowińskiego pod tytułem „Błazen – dzieje postaci i motywu”. Na okładce jest jegomość z oślimi uszami i kurzym łbem na głowie oraz… – Lisioł wytęża oczka – malutki facet z gołym tyłkiem, wystającym z trąby. Nieźle się zaczyna. . Opowieść o błaźnie zaczyna się wraz ze stworzeniem świata, więc można powiedzieć, że figle to sprawa najwyższej wagi. Lisioł z uwagą patrzył na powstające z nicości panteony, w których zawsze pojawia się jakiś przebiegły bożek. Od Kampuczy po Mezopotamię futrzak napotykał tych, którzy myśleli inaczej, na przekór ustalonemu porządkowi świata. W dużym skrócie błazen to osoba, która po wrzuceniu do rzeki w worku, popłynie w górę nurtu – tak z przekory, na złość albo po prostu „bo tak”. Lisioł patrzy znacząco w stronę pewnego Trefnisia na dworze Kholinów. . Futrzak z zadowoleniem odkrył, że błazenady oraz święta głupców stanowiły normalny widok w średniowiecznych miastach, a nawet istniał rycerski Zakon Błazna! To dopiero gratka, Lisioł już złożył podanie o przyjęcie! Zmęczony piciem wina oraz piszczeniem na temat władców, futrzak musi przyznać, że autor kompleksowo wprowadza czytelnika w świat błaznów. Poznajemy różne wątki, które z czasem stworzyły obraz postaci, jaki znamy dziś. Lisioł zatem oglądał przedstawienia wędrownych muzyków i akrobatów, podgryzł Arlekina po kostkach i rozrabiał w kościołach podczas karnawału. Można się zmęczyć! . Ale Lisioł musi z łapką na sercu wypiszczeć, że bycie błaznem to nie tylko swawole. Dla ludzi z minionych wieków postać błazna nigdy nie miała jedynie rozrywkowego wydźwięku. Człowiek, który żartował ze wszystkiego i wszystkich, którego nie obowiązywały surowe normy prawa świeckiego oraz sakralnego stanowił ideał kogoś absolutnie wolnego. Błazen był głosem wolności. Lisioł w pełni popiera ten postulat, chociaż nie ma zamiaru trafić na statek głupców, który wywozi niepożądanych ludzi w nieznanym kierunku! Wszak w renesansowej Europie nie ma większej słabości niż głupota. Mimo tego błazen – głupiec zawodowy – ma się całkiem nieźle. W rygorystycznym świecie dworskiej etykiety, gdzie krochmalony kołnierz zaciska się na szyi nie gorzej niż szubieniczny węzeł, błazen stał się idolem usychającej szlachty. Lisioł za kołnierzami nie przepada – niejeden raz unikał przerobienia na część garderoby – toteż tupta dalej w swojej błazeńskiej czapeczce. . Książka Mirosława Słowińskiego stanowi znakomite kompendium wiedzy o wszystkich odcieniach błazeńskiego żywota. Śledzimy ewolucję tej postaci, od mitologicznych początków i odgrywania roli głupca, po dworskiego trefnisia, który na przemian służył dobrą radą oraz obrażał wszystkich wkoło. Lisiołowi książka bardzo przypadła do gustu i z dużym żalem pożegnał błazna w dobie monarchii absolutnej, gdy okazało się, że biurokratyczna maszyna nie zezwala na istnienie takich lekkoduchów. Futrzak z całego, lisiego serca poleca tę książkę nie tylko fascynatom historii, ale również szeroko pojętej kultury oraz fantastyki.
Lisiołczyta - awatar Lisiołczyta
oceniła na83 lata temu
Procesy czarownic w Polsce w XVII i XVIII wieku Bohdan Baranowski
Procesy czarownic w Polsce w XVII i XVIII wieku
Bohdan Baranowski
Książkę polecam, by uświadomić sobie jak głupie podążanie za większością może doprowadzić do tragedii wielu ludzi. Dowiemy się z niej, jak to się wszystko zaczęło, skąd ten strach przed czarownicami, kto i dlaczego został posądzony o czary, jak przebiegał proces i dlaczego oskarżone czarownice obciążały paraniem się czarami inne kobiety, gotując im ten sam los. A co najważniejsze, książka przedstawia nam jak bardzo było zacofane społeczeństwo w XVII i XVIII wieku. Nawet umysłowe elity były ociemniałe i nie potrafiły same pomyśleć, tylko ślepo kroczyły za głupią wizją społeczeństwa. Autor pokazuje nam jak bardzo bezpodstawne były oskarżenia o czary i jak bardzo ludzie w te oskarżenia wierzyli. Co kolwiek byś nie zrobił - jeb na stos. Nawet procesy sądowe nie miały najmniejszego sensu, bo nieważne jak one przebiegały, wyrok był tylko jeden. Czytając tę książkę nasunęła mi się refleksja, że pomimo upłytu setek lat, społeczeństwo nadal jest głupie i ociemniałe. Wtedy za zrobienie zwykłej herbaty posądzano o czary, teraz za kupienie gry ze świata Harego Pottera czyni z nas homofobów czy transfobów. Tępota ludzka się nie zmieniła, zmieniły się tylko czasy. Warto przeczytać by choć trochę ruszyć mózgiem, by nie wieszać psów na profeszorze języka polskiego, za to, że powiedział "pies zdechł", by nie zarzucać zwykłym ludziom antysemityzmu, homofobii, transfobii, rasizmu i innych wyssanych z dupy oszczerstw, które tak naprawdę zostały wymyślone przez ludzi, którzy o nie oskarżają. Tak samo jak czarownice zostały wymyślone przez społeczeństwo tamtych czasów, by móc bez konsekwencji spalić kogoś na stosie. Zaczynało się od tego samego, a skończyło się na straszliwej śmierci tysięcy niewinnych kobiet.
niemaniemena - awatar niemaniemena
oceniła na83 miesiące temu
Ludzie gościńca w XVII-XVIII wieku Bohdan Baranowski
Ludzie gościńca w XVII-XVIII wieku
Bohdan Baranowski
Minęło już trochę czasu od kiedy zaglądałam do książek pana Baranowskiego. Jak do tej pory znałam jego badania na temat demonologii ludowej czy procesów czarownic. Ta książka z kolei poruszyła przyziemną, ale nie mniej ciekawą tematykę. Jak wiadomo, mieliśmy w okresie Rzeczpospolitej Obojga Narodów (czy jak autor często określa: Rzeczypospolitej) kilka stanów społecznych. Szlachta, duchowieństwo, mieszczanie i chłopi to podział, którego każdy zna. Jednak nie oni byli przedmiotem zainteresowania pana Baranowskiego. Jego uwagę przykuły ludzie spoza tego sztywnego podziału, a była to całkiem liczna grupa przeróżnych indywiduów, którzy byli mniej albo bardziej związani z gościńcem. Czym był w ogóle gościniec? Był po prostu dawnym odpowiednikiem dróg. Gościniec posiadał liczne wytyczone szlaki, które łączyły ze sobą popularne w XVII czy XVIII wieku miejscowości. Często można spotkać po drodze przeróżne gospody, karczmy czy popularne w tamtym czasie młyny. Autor bardzo wyraźnie przedstawił XVII i XVIII-wieczną rzeczywistość. Nie czynił tego w tak brutalny sposób jak pan Janicki w swojej książce „Pańszczyzna”, ale można również w książce pana Baranowskiego zauważyć, że nie były to dla ludzi przyjazne czy bezpieczne warunki do życia. Nie było łatwo znaleźć sobie miejsce w tej dzikiej rzeczywistości, a już szczególnie ciężko mieli ci, którzy nie posiadali stałego miejsca zamieszkania, zajęcia czy jakiegoś majątku. Taką grupę określano jako ludzi luźnych. A kto należał do ludzi luźnych? Mamy przede wszystkim przeróżnych tymczasowych pracowników jak flisaków, traczy, rzemieślników, ludzi zajmujących się wypasem i transportem bydła, świń czy gęsi. Mogą też do nich należeć wędrujący po wioskach czy jarmarkach przeróżnego pochodzenia kramarze, którzy handlują prawdziwą albo mniej prawdziwą biżuterią, materiałami, lekarstwami, dewocjonaliami itp. Nie brakowało też różnej maści wędrownych artystów, którzy chcieli zarobić na swoim talencie. Do ludzi luźnych zaliczano też pielgrzymów, którzy cieszyli się dużym poważaniem wśród wierzącej ludności, żołnierzy, szpiegów i trudniącymi się przeróżnymi zajęciami cyganów. Na gościńcu można było też spotkać wielu zbiegłych z przeróżnych warstw społecznych oraz oczywiście żebraków, u których rozwinął się nawet specjalny żargon. Do grupy ludzi luźnych zaliczano też osoby z przestępczego półświatka, jak zawodowych szulerów, złodziei, grupy zbójników, morderców, prostytutki, handlarzy żywym towarem, którzy wciągnęli naiwnych albo do tatarskiej niewoli, albo do przymusowej służby wojskowej. Mogło się wydawać, że zdobycie jakikolwiek informacji o ludziach luźnych było trudnym przedsięwzięciem. Autor pozyskiwał swoje materiały z sądowych aktów, które prowadzono wtedy skrupulatnie w miastach. Z protokołów można się nie tylko dowiedzieć o przestępstwach, ale też o życiu danego oskarżonego czy świadka. Można się też dowiedzieć, co przywiodło ludzi na gościniec. Autor przybliżył nam też w tej książce samo działanie wymiaru sprawiedliwości, w którym nie było czasami zbyt wiele tej… sprawiedliwości. Sędziowie, o ile można ich tak nazwać, nie byli kompetentni i patrzyli często przez palce, gdy na ławie oskarżonych stawała osoba z wyższej warstwy społecznej. Z kolei kary za takie „przestępstwa” jak bigamię, zdradę małżeńską czy czarownictwo były nie do pozazdroszczenia. Zresztą nawet za najmniejsze przewinienia czy ślady podejrzenia można było przypłacić w Rzeczypospolitej swoim gardłem. Nakreślona w tej książce gościńcowa rzeczywistość nie była więc usłana różami. Wolność i swoboda nie dawała takiej radości, jak mogło się współczesnemu człowiekowi wydawać. Ludzie luźni byli wystawieni na własne ryzyko. Mogli łatwo paść ofiarą napaści, rewizji, oszustwa czy kapryśnej pogody. Gdy stawali się z kolei niezdolni do pracy, często lądowali w nędznych przytułkach i zostawali żebrakami. Tylko sprytni kombinatorzy potrafili odnaleźć się w tej marginalnej rzeczywistości.
Ann-chan - awatar Ann-chan
ocenił na73 lata temu
Sanktuaria słowiańskie Bogusław Gierlach
Sanktuaria słowiańskie
Bogusław Gierlach
Bogusław Gierlach napisał tę książkę dawno temu, w 1980 roku, a Replika wydała ją w 2024 roku. Czy to ma sens? Praca bądź co bądź naukowa, czy popularno-naukowa po tylu latach wciąż jest aktualna i zwyczajnie atrakcyjna dla czytelnika? Owszem! „Sanktuaria słowiańskie” są swoistym esejem archeologiczno-antropologicznym. Autor przybliża specyfikę słowiańskich, przedchrześcijańskich świątyń, o których tak w latach 80., jak i dzisiaj - wiemy niewiele. Bo skąd mamy czerpać wiedzę? Główne źródło badań historycznych, czyli dokumenty i przekazy pisemne, jest wyczerpane dawno temu. Słowianie pisma nie znali, a wszystko co na temat ich wierzeń napisali obcy kronikarze i podróżnicy, jest powszechnie znane. Drugim istotnym źródłem są badania archeologiczne. Tutaj oczywiście dzieje się bardzo dużo, choć nie tyle, ile w latach osiemdziesiątych, kiedy wykopaliska nie były tak trudne formalnie i proceduralnie, jak dzisiaj. Trzecim natomiast źródłem wiedzy na temat duchowości Słowian są badania etnograficzne, bo przecież wiele elementów prastarej obrzędowości w różnej formie przetrwało w ludowej kulturze. Wielu czytelników może być zawiedzionych dysonansem między tytułem książki, a jej rzeczywistą zawartością. Bo nie całe opracowanie dotyczy jedynie słowiańskich świątyń: też byłem tym przez parę chwil rozczarowany. Autor jednak lojalnie zastrzegł, że prezentuje całą, siłą rzeczy bardzo skromną wiedzę, jaką dysponujemy, czy dysponowaliśmy na początku lat 80. Rozdział poświęcony sanktuariom to niecałe osiemdziesiąt stron z trzystu, jakie liczy książka. A pozostałe? I tu zaczyna się ciekawa przygoda, bo profesor Gierlach pokazuje naprawdę szerokie tło kulturowe, historyczne, polityczne, gospodarcze i religijne przedchrześcijańskiej słowiańszczyzny i czasu przełomu, który tak wiele plemion i narodów przypłaciło całkowitym zniknięciem z mapy Europy. Z czystym sercem polecam ten tytuł każdemu, kto chciałby nieco głębiej zajrzeć za kurtynę czasów i dowiedzieć się nieco więcej o duchowości Słowian.
PaSkut Czyta - awatar PaSkut Czyta
oceniła na86 miesięcy temu

Cytaty z książki Śmierć w obrzędach, zwyczajach i wierzeniach ludu polskiego

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Śmierć w obrzędach, zwyczajach i wierzeniach ludu polskiego


Ciekawostki historyczne