rozwińzwiń

Powiernik diabła

Okładka książki Powiernik diabła autora Ed Brubaker, Sean Phillips, 9788367571036
Okładka książki Powiernik diabła
Ed BrubakerSean Phillips Wydawnictwo: Mucha Comics Cykl: Reckless (tom 2) komiksy
144 str. 2 godz. 24 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Reckless (tom 2)
Tytuł oryginału:
Friend of the Devil
Data wydania:
2023-02-24
Data 1. wyd. pol.:
2023-02-24
Data 1. wydania:
2021-04-28
Liczba stron:
144
Czas czytania
2 godz. 24 min.
Język:
polski
ISBN:
9788367571036
Tłumacz:
Maria Lengren
Średnia ocen

7,7 7,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Powiernik diabła w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Powiernik diabła

Średnia ocen
7,7 / 10
52 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Powiernik diabła

avatar
668
513

Na półkach:

"Kiedy myślę o połowie lat 80, stają mi przed oczami tanie narkotyki i kapele, których zdecydowanie nie spodziewałem się słyszeć do końca swoich dni. Ich wielkie tapiry i głośne klawisze. Automaty perkusyjne. Depeche Mode, Duran Duran... Muzyka do wciągania koksu i składania pustych obietnic."
➡️Moi Drodzy, Ed i Sean nadal w formie! To jedno z najlepszych komiksowych otwarć, jakie czytałem.
"1985 to był kiepski rok."
"Crack zmiatał wszystko na swojej drodze."
"Tymczasem grube ryby - producenci, gwiazdy filmowe, dupki z Wall Street... Wszyscy ważniacy wciągali kreski w restauracyjnych kiblach Hollywoodu i Beverly Hills."
Ethan Reckless wplątuje się w kolejną mroczną historię.
"Gdybyś nie skopał sprawy, dawno byłoby po nim."
➡️Reckless zbiera po pysku, oddaje co może z nawiązką. I dalej jest człowiekiem od wyciągania innych z kłopotów. I wpadania w nie na każdym kroku.
"Z jakiegoś powodu to zawsze musieli być skinheadzi."
I chociaż ma twardy łeb i jest wytrzymały, to niejeden raz krew tryska strumieniami. Po obu stronach.
"Dobra, bierzmy się za tego skurwiela."
➡️Poza tym, że jest krwawo i dosadnie, jest też obyczajowo i jak zwykle u Eda - nostalgicznie. Wspomnienia są osią tej historii.
"Programy, które oglądałem z tatą, kiedy byłem mały. Zanim świat się spierdolił i nas poróżnił."
Podły świat. Podli ludzie. Ludzie zagubieni, którzy szukają i nie znajdują.
➡️Wiecie co tu jest zajebiste? To, jak Brubaker opisuje krok po kroku proces. Skojarzenie, myśl, wspomnienie. To, co się dzieje w głowie głównego bohatera. To duża część komiksu i to jego siła. Petarda!
➡️Rysunki bez zmian - lekko niestaranna kreska, bez nadmiaru jaskrawości, plamy krwi nadają wyrazu kadrom. Ponuro, ale i tak jakoś duchowo. W sensie uduchowienia. Cudo.
Kończąc - tom drugi trzyma poziom i nadal jest świetnie i tak jak lubię. Chyba nawet lepiej. Bardzo noir. Moja ocena 9/10 i K-UZJ (Komiksowy Uncelkowy Znak Jakości). Ogień!
PS. Dałbym głowę, że widziałem kiedyś film na podstawie tej historii. I był mroczny jak noc.

"Kiedy myślę o połowie lat 80, stają mi przed oczami tanie narkotyki i kapele, których zdecydowanie nie spodziewałem się słyszeć do końca swoich dni. Ich wielkie tapiry i głośne klawisze. Automaty perkusyjne. Depeche Mode, Duran Duran... Muzyka do wciągania koksu i składania pustych obietnic."
➡️Moi Drodzy, Ed i Sean nadal w formie! To jedno z najlepszych komiksowych...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
2695
2517

Na półkach:

POPKulturowy Kociołek:

Rok 1985 miał być dla Ethana Recklessa udanym okresem w życiu. Wszystko zaczyna się od spotkania uroczej bibliotekarki podczas prowadzonego przez niego śledztwa. Linh jest piękna, inteligentna i bystra: czyli dokładnie taka jak lubi nasz bohater, który widzi światełko w tunelu na normalne i spokojne życie. Wszystko zmienia się jednak pewnego dnia. Podczas oglądania filmu klasy B, jego partnerka rozpoznaje jednego ze statystów. Jest to jej zaginiona przed wieloma laty i niedająca od tego momentu znaku życia adoptowana siostra. Marzyła ona o wielkiej karierze filmowej, opuściła więc rodzinne miasto, aby spróbować szczęścia w Hollywood. Ethan szybko angażuje się w sprawę, pragnąc wyjaśnić co stało się z dziewczyną. Nie wie on jednak, że śledztwo to odkryje przed nim mroczne i bardzo niebezpieczne sekrety show-biznesu.

Ed Brubaker kolejny więc raz stawia na mroczną tajemnicę wymieszaną z odpowiednią dawką widowiskowości. Tworzy to razem scenariusz, obok którego żaden szanujący się fan kryminałów nie będzie mógł przejść obojętnie.

Sama struktura historii jest tu dość klasyczna, czerpiąc wyraźnie mocne inspiracje kryminałami lat 80. (o czym świadczy sama okładka albumu przypominająca plakat filmowy). Wykorzystanie pewnych sprawdzonych schematów w żadnym stopniu nie umniejsza przedstawionej tu historii, która jest efektowna, zaskakująca i co najważniejsze mocno angażująca.

Scenarzysta genialnie radzi sobie z tempem akcji, która cały czas utrzymuje czytelnika w napięciu i nie pozwala mu się oderwać od lektury. Jest to w dużej mierze zasługa wyrazistego klimatu lat osiemdziesiątych z wieloma potwornościami tego okresu na czele z okultystycznym szaleństwem (o którym notabene w rzeczywistości było w USA wtedy bardzo głośno). Do zalet tytułu należy również zaliczyć samego bohatera, którego bezpardonowość i pchająca go do przodu determinacja wynikają z jego burzliwej przeszłości, wpływającej na jego zachowanie...

https://popkulturowykociolek.pl/reckless-tom-2-powiernik-diabla-recenzja-komiksu/

POPKulturowy Kociołek:

Rok 1985 miał być dla Ethana Recklessa udanym okresem w życiu. Wszystko zaczyna się od spotkania uroczej bibliotekarki podczas prowadzonego przez niego śledztwa. Linh jest piękna, inteligentna i bystra: czyli dokładnie taka jak lubi nasz bohater, który widzi światełko w tunelu na normalne i spokojne życie. Wszystko zmienia się jednak pewnego dnia....

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
856
793

Na półkach: ,

https://salomonik.eu/blog/przeczytane/3341-powiernik-diabla-reckless-tom-2

https://salomonik.eu/blog/przeczytane/3341-powiernik-diabla-reckless-tom-2

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

82 użytkowników ma tytuł Powiernik diabła na półkach głównych
  • 59
  • 23
49 użytkowników ma tytuł Powiernik diabła na półkach dodatkowych
  • 22
  • 10
  • 5
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Powiernik diabła

Inne książki autora

Okładka książki Domy potępionych Ed Brubaker, Sean Phillips
Ocena 7,0
Domy potępionych Ed Brubaker, Sean Phillips
Okładka książki Batman. Zabójczy żart. Człowiek, który się śmieje Brian Bolland, Ed Brubaker, Dough Mahnke, Alan Moore
Ocena 8,1
Batman. Zabójczy żart. Człowiek, który się śmieje Brian Bolland, Ed Brubaker, Dough Mahnke, Alan Moore
Okładka książki Tam było ciało Ed Brubaker, Sean Phillips
Ocena 7,3
Tam było ciało Ed Brubaker, Sean Phillips
Okładka książki Sceny zbrodni Ed Brubaker, Michael Lark, Sean Phillips
Ocena 7,5
Sceny zbrodni Ed Brubaker, Michael Lark, Sean Phillips
Okładka książki Doctor Doom: Books Of Doom Ed Brubaker, Pablo Raimondi, Alex Ross
Ocena 6,0
Doctor Doom: Books Of Doom Ed Brubaker, Pablo Raimondi, Alex Ross
Okładka książki Daredevil Modern Era Epic Collection. The Devil in Cell-Block D David Aja, Ed Brubaker, Leandro Fernandez, Michael Lark, Ande Parks, Lee Weeks
Ocena 0,0
Daredevil Modern Era Epic Collection. The Devil in Cell-Block D David Aja, Ed Brubaker, Leandro Fernandez, Michael Lark, Ande Parks, Lee Weeks
Okładka książki Captain America Modern Era Epic Collection. The Burden of Dreams Ed Brubaker, Roberto De La Torre, Steve Epting, Butch Guice, Mike Perkins, Luke Ross
Ocena 0,0
Captain America Modern Era Epic Collection. The Burden of Dreams Ed Brubaker, Roberto De La Torre, Steve Epting, Butch Guice, Mike Perkins, Luke Ross
Ed Brubaker
Ed Brubaker
Artysta, pisarz. Autor kreskówek i komiksów m.in. o Batmanie, Catwoman oraz Kapitanie Ameryce.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Sztuczna inteligencja Jeff Lemire
Sztuczna inteligencja
Jeff Lemire Gabriel Hernandez Walta
Wiedziałam, że Lemire nie bierze zakładników jeśli chodzi o pomysły na historie, ale takiego rozpoczęcia się nie spodziewałam. Komiks Sztuczna inteligencja zaczyna się od motywu grubego. Oj, wzbudził on we mnie dużo emocji. USS Montgomery to statek rodzin kolonistów uciekających z umierającej Ziemi. Na pokładzie oprócz ludzi jest też tytułowa sztuczna inteligencja, Valerie. Niestety, dorosłym przydarza się coś strasznego i dzieci zostają same. Czy Valerie uda się je obronić w obliczu nich samych i kolejnego zagrożenia? 🛰 Sztuczna inteligencja Rozważania dotyczące sztucznych inteligencji są bardzo ciekawe, szczególnie dzisiaj, w dobie szybkiego wzrostu i jej wzrastającej popularności w mainstreamie. Tyle że Lemire opisał taką prawdziwą AI, a nie dzisiejsze LLM, choć niewielu pewnie będzie w stanie to rozróżnić. W każdym razie u Lemiera Valerie i Victor to są oddzielne istoty, a ich ciałami są statki. Mogą autonomicznie sprzyjać ludziom lub mogą być też ich wrogami. Nawiasem mówiąc, polska wersja tytułu jest niby pasująca do treści, a jednak nie do końca. W oryginale tytuł brzmi “Sentient”, czyli dosłownie “czujący, odczuwający”. To od razu sugeruje, czym dla ocalałych dzieci ta sztuczna inteligencja stała się w obliczu potrzeby. 🛰 Krótko i soczyście Komiks Sztuczna inteligencja jest kolejnym przykładem na to, że historia nie musi być długa, żeby była dobra. Lemire umie w kreacje bohaterów, są wiarygodni, chociaż historia jest zbyt krótka na jakieś szczególnie rozbudowane charaktery. Otrzymujemy minimum, mimo to znamy motywacje ich zachowań i nie ma zgrzytów fabularnych. Nawet jeśli są to „tylko” dzieci. Bo to właśnie one są głównymi bohaterami tej opowieści. W ogóle, być może jestem nieco skrzywiona i odbieram tę historię lepiej niż powinnam, bo odkąd mam dziecko, to wszelkie historie o skrzywdzonych maluchach wchodzą mi inaczej. Ta
PrzeCzytana - awatar PrzeCzytana
oceniła na819 dni temu
Criminal. Tchórz/Lawless Ed Brubaker
Criminal. Tchórz/Lawless
Ed Brubaker Sean Phillips Val Staples
Ed Brubaker to prawdopodobnie jeden z najważniejszych i najpopularniejszych scenarzystów komiksowych w Stanach. Powyższe jest niepodparte absolutnie żadnymi danymi ani żadnym researcherem, ale raczej nie jestem daleki od prawdy. Gość pisał mnóstwo scenariuszy dla Marvela, uznawanych za jedne z najlepszych w ostatnich dziesięcioleciach: Daredevil, Kapitan Ameryka, X-men - te ostatnie akurat już do tak dobrych raczej nie należały (ale cóż świadczy o wielkości scenarzysty bardziej, niż napisanie kilku kiepskich scenariuszy dla Marvela). Ale w głębi serca Brubaker jest autorem sensacyjno-kryminalnym, co zresztą w jego podejściu do superhero też jest widoczne, choć ugrzecznione i przeinaczone. A ja styczności z czystym kryminałem Brubakera nie miałem - aż do teraz. “Criminal” uznawany jest za jedno z najważniejszych dzieł autora, mimo mało subtelnego tytułu. I szczerze mówiąc, po pierwszym tomie chyba rozumiem dlaczego. Jest to zbiór dwóch cholernie dobrych, dość noirowych historii sensacyjnych o przestępcach i przestępstwach. Historię są gatunkowe, klimatyczne, wyraziste. Sam gatunek nigdy nie był mi bliski, ale tu podejście bardzo mi odpowiada; jest tu dużo oddechu, mało akcji. Unosi się to cudowne poczucie tragizmu i romantyzmu. Jest względnie grzecznie: nie ma tu permanentnych flaków i przekleństw, to nie Skalp czy 100 naboi. Jest pewna gatunkowa czystość w tych historiach. Mimo przewrotności jest tu wszystko, czego fan gatunku może potrzebować: zapyziałe knajpy, pościgi, prywatne wendety, tajemnice, gorące miłostki, konflikty wewnętrzne. W zasadzie złego słowa nie powiem. Nie wiem jeszcze czy będę kontynuował serię; jak wspomniałem, nie mój to gatunek, ale nieśmiało podejrzewam że jeszcze by mnie Brubaker zaskoczył, więc kto wie? Po więcej recenzji zapraszam na Instagram: @traczytanko
Krzysztof Traczyk - awatar Krzysztof Traczyk
ocenił na76 miesięcy temu
Reckless Ed Brubaker
Reckless
Ed Brubaker Sean Phillips
Moi Drodzy ➡️Kiedy widzę na okładce nazwiska Brubaker/Phillips, to od razu czynię założenie, że to będzie zajebista rzecz. I jak dotąd nigdy się nie pomyliłem. Dlatego jak ohoho już dość dawno temu zobaczyłem zapowiedzi nowej serii tego duetu, ślinka mi pociekła i to jak. Tymczasem jest jak jest, czasu mało, zobowiązań dużo i w międzyczasie Mucha Comics wydała już cztery tomy (które oczywiście nabyłem),a ja właśnie (dopiero!) skończyłem czytać pierwszy. Czy Ed i Sean znowu mnie zachwycili? Przekonajcie się 😎 ➡️Zacznijmy od okładki, która już tradycyjnie wprowadza na właściwe tory i jest rewelacyjna. Ja od razu wiedziałem, czego się spodziewać i tak właśnie być powinno. I dokładnie to dostałem. ➡️Lata 80. Mega kryminalna pulpa z potężnymi błyskami czarnego kryminału. Od razu przyszedł mi na myśl Tarantino. Bo to jest ostra, kryminalna jazda. Narysowana, a co ważne - również napisana rewelacyjnie. ➡️Panowie stworzyli słowem i obrazem klimat mrocznego, cholernie brudnego kryminału, rodem z kaset VHS z owej epoki. Taki też jest obraz - brudny, rozmyty, gruba krecha, krwawe plamy, normalnie jak zdjęcia ze starego, analogowego aparatu. Nie ma jaskrawości, brązy, ciemne fiolety, czasem pomarańcz. Rysunki idealnie dopasowane do historii. ➡️Jest gość, który za odpowiednie pieniądze wybawi cię z każdego, paskudnego kłopotu (taki Ray Donovan starej daty). Nieważne, co to jest. Zrobi wszystko. On też ma swoją historię i swoje za uszami. A najgorzej, że i jego też przeszłość dopada. I trzeba coś z tym zrobić. A najgorzej poradzić sobie z własnym syfem. ➡️Atmosfera jest duszna. Powiedziałbym, że przytłacza i wprawia w niepokój. Ale to nic nowego u Brubakera. Jego seria Criminal wyrywa z butów. Reckless dzielnie idzie w jej ślady. ➡️"To nie była normalna robota. Tak jakoś się trafiła... gdy posypało się wszystko inne w moim życiu." Scenariuszowo jak zawsze perfekcja. Dialogi lepsze niż w większości znanych mi kryminałów. Wchodzą w głowę i zostają na dłużej. Droga przestępstwa, droga odkupienia. Pełno krwi i przemocy. To się nadaje na oldschoolowy film. To się właśnie tak czyta, jak się ogląda stare, dobre kryminały. Jak Payback z Gibsonem. O właśnie, to takie klimaty parkerowskie, tylko bardziej współczesne. I tutaj lepiej, znacznie lepiej narysowane, jak już przy Parkerze jesteśmy. ➡️Styl rysowania Philipsa trzeba polubić. Mimo tego, że wydaje się dość niedbały - idealnie przemawia do wyobraźni i świetnie, no znakomicie współgra z tekstami Eda. Jest taki właśnie chropawy. Ja odpadłem! Jak za każdym razem. ➡️Wracają wspomnienia. Wracają dawne czasy, sprzed wybuchu, czasy, kiedy Ethan był rewolucjonistą i coś jeszcze czuł. Teraz jest pusty. Nie czuje nic. I wraca Rainy. "A ja i Rainy byliśmy w sobie zakochani bez pamięci. Miłością, jakiej możesz zaznać tylko wtedy, kiedy jesteś młody, świat stoi przed tobą otworem, a namiętność rozrywa cię od środka." ➡️Jak zawsze u Brubakera jest dużo goryczy i nostalgii. Wspomnienia są bardzo istotne, a pod intrygą kryminalną i historią Ethana kryje się coś więcej. Coś ukrytego między wierszami, w dawnych czasach, kiedy kamienie były chlebem. I za to kocham Eda. Że nie idzie na łatwiznę. Że potrafi w swoje kryminalne opowieści wrzucić niepostrzeżenie coś więcej. ➡️Jest tu też dużo romantyzmu. Nie tego głupawego, który wzbudza uśmiech politowania, o nie. To gorzki romantyzm przebrzmiałej miłości, straconej chwili, utraconych najbliższych. Brubaker potrafi to napisać, a Phillips narysować. ➡️Tom pierwszy tej historii dostaje ode mnie 9/10. Duet Ed/Phillips nie zawiódł. Dostałem tu wszystko, co kocham w mrocznych, nieoczywistych, ciężkich kryminałach. I chcę więcej! K-UZJ (Komiksowy Uncelkowy Znak Jakości).
Uncelek - awatar Uncelek
ocenił na92 lata temu
Criminal. Umarli i umierający/Fatalna noc Ed Brubaker
Criminal. Umarli i umierający/Fatalna noc
Ed Brubaker Sean Phillips
Dwie historie w jednym albumie. Nie jestem w stanie wskazać, która jest lepsza. Obie łapią się absolutnie w moje upodobania gatunkowe. Jest tu wszystko, za co ten duet pokochałem. Ilustracje Phillipsa łapią scenariusz Brubakera w mocny uścisk. Rysunki artysty wychodzą prosto z pióra scenarzysty. Strona graficzna jak rzadko gdzie indziej współistnieje z warstwą literacką na jednym poziomie. To niemalże związek symbiotyczny. Kreska Phillipsa jest doskonała w tej konwencji, bo pcha ją do przodu słowo Brubakera. I na odwrót, bo postaci, historie Brubakera nabierają kolorytu tylko dzięki wyobraźni ilustratora. "Umarli i umierający". Opowieść o bokserze, który wspinał się na szczyt zawodowej kariery, ale znajomości z kryminalnego półświatka skutecznie przyblokowały sportowy awans. Poza tym ta dziewczyna, w której się zadurzył, a ona... no cóż, ulokowała uczucia w nieodpowiedniej osobie. Czyli w Center City bez zmian. Szuje, narkotyki, hazard, złodzieje, a wszystko kręci się wokół baru Undertow, Bokser, narkomanka, zbir, esencjonalne pulp fiction i kilka nocy, w tym ta jedna, jedyna, fatalna. "Fatalna noc" lub feralne przypadki twórcy Franka Kafi. To druga historia w albumie. I nie jest to przebłysk geniuszu w duecie Sean Phillips (ilustracje) i Ed Brubaker (scenariusz),to geniusz w czystej postaci. Jak inaczej można pisać o pomyśle na rozbudowanie postaci, z którą mieliśmy kontakt w pierwszym tomie tylko za pośrednictwem kilku raptem wtrętów z jego komiksowych pasków? To był komiks w komiksie, zabawne perypetie prywatnego detektywa Franka Kafki, na które zerkali bohaterowie z pierwszego tomu albumu "Criminal". A teraz, przy okazji Fatalnej nocy, poznajemy autora i twórcę Franka Kafki. Wyobrażaliście go sobie jakoś? Nie myślałem o tym, nie sądziłem, że Brubaker posunie się do tego, by rozwinąć taki wątek. Jednak w pulpie możesz wszystko, to gatunek który pozwala na bardzo wiele, zatem mamy i to, thriller (nawet erotyczny) o autorze komiksu, który padł ofiarą narwanej pary. To kolejny doskonały album, moja przygoda trwa w najlepsze, znowu zawitałem w Center City, znowu wypiłem piwo w Undertow. Nie zagadywałem do nikogo, nie warto, bo jeszcze w mordę bym dostał. Tylko obserwowałem, chłonąłem ten świat, a później wziąłem długi gorący prysznic. Wspaniały komiks.
Patryk Karwowski - awatar Patryk Karwowski
ocenił na91 rok temu
Coś zabija dzieciaki, tom 6 James Tynion IV
Coś zabija dzieciaki, tom 6
James Tynion IV Werther Dell'Edera Miquel Muerto
Kiedy kończyłem lekturę pierwszej części „Coś zabija dzieciaki”, byłem nieco sceptyczny względem tego, czy seria rozwinie się w jakimś interesującym kierunku. James Tynion IV dostarczył wówczas komiks przyzwoity, który, owszem, czytało się nieźle, ale który nie wychodził za bardzo poza rozpoznawalne horrorowe schematy. Z każdym kolejnym tomem robiło się jednak coraz ciekawiej, a autor konsekwentnie rozbudowywał świat przedstawiony. Na najnowszą odsłonę cyklu czekałem już ze sporym zainteresowaniem, a wszystko podbijał fakt, że „piątka” była jak dotąd najlepsza. Stąd chęć sprawdzenia, czy nadal jest tak dobrze. Drogi Eriki Slaughter i Zakonu Świętego Jerzego rozeszły się na dobre. Łowczyni potworów sama stała się zwierzyną i musi nieustannie mieć się na baczności, bo ściga ją bezwzględna agentka Zakonu. To jednak niejedyne zagrożenie, z jakim Erica musi się mierzyć. Na wolności nadal przebywa wyjątkowo niebezpieczne monstrum, którego spektrum możliwości jest o wiele szersze niż w przypadku standardowego potwora. Pokonanie go w pojedynkę wydaje się niemożliwe, a łowczyni chce dodatkowo obronić kilkoro ludzi, którzy dali jej schronienie i ocalili ją od śmierci. Piąty tom „Coś zabija dzieciaki” wprowadził na arenę wydarzeń nowy rodzaj potwora. Tak zwany „dwupostaciowiec” to monstrum mogące przybrać fizys dowolnej osoby, dzięki czemu jeszcze lepiej poluje na ludzi, ci nie spodziewają się bowiem zagrożenia ze strony kogoś, kogo znają. Rozbudowanie bestiariusza to jednak głównie zaleta poprzedniego tomu, w przypadku „szóstki” nie jest już tak kolorowo, a to z tego względu, że potwór praktycznie cały czas kryje się w cieniu, przez co czytelnik nie ma możliwości zobaczyć skutków jego działania. Rzecz zmieni się prawdopodobnie w kolejnej części, ale to melodia przyszłości. Tymczasem tom oznaczony szóstką wygląda tak, jakby Tynion IV rozkładał jedynie elementy przed punktem kulminacyjnym. Dla wielu czytelników będzie to z pewnością rozczarowujące, zwłaszcza jeśli spodziewali się akcji i mocnych scen. Rezygnacja z krwawej jatki sprawiła, że autor mógł skupić się na innych elementach opowieści. Tym razem na pierwszy plan wysuwa się element dramatyczny. Poznajemy rodzinę, która dała Erice Slaughter schronienie – Tynion IV opisuje relacje panujące między poszczególnymi postaciami i zagłębia się w przeszłość niektórych bohaterów (tu na scenę wkracza bardzo przydatna i dobrze poprowadzona retrospekcja),co w efekcie dało interesujące rozbudowanie tła i jeszcze bardziej uwiarygodniło postępowanie zarówno Eriki, jak i innych postaci. W moim odczuciu ten oddech był potrzebny, więzi na linii czytelnik-bohater buduje się właśnie takimi środkami, odpowiednio balansując między akcją a celnymi opisami przeżyć i motywacji protagonistów. W szóstym tomie „Coś zabija dzieciaki” napięcie jest budowane w nieco inny sposób niż poprzednio. Wyżej pisałem, że akcja nie posuwa się do przodu zbyt szybko, to jednak w zasadzie żadna wada, bo autor ma inne, równie dobre sposoby na utrzymanie uwagi czytelnika. Wyraźnie widzimy, jak nad Eriką Slaughter zbierają się czarne chmury. Zagrożenie nadciąga z kilku stron jednocześnie, to zaś tworzy specyficzny, posępny nastrój nadchodzącej katastrofy. To prawdziwy moment ciszy przed burzą, który nie tylko nie jest nudny, ale wzmaga napięcie przed (najprawdopodobniej) wybuchowym finałem story-arcu. Poniżej swojego zwyczajowego poziomu nie schodzi rysujący serię Werther Dell’Edera. Tym razem jednak, z uwagi na specyfikę fabuły, nie ma zbyt wielu okazji do zaprezentowania efektownej, krwawej masakry. Nadal jest przynajmniej rzetelnie a fajerwerki pojawią się zapewne w „siódemce”. Warto jeszcze rzucić okiem na umieszczone na końcu albumu okładki poszczególnych zeszytów. Tradycyjnie większość z nich przyciąga wzrok, a te rysowane przez innych artystów pokazują, jak wyglądałyby przygody Eriki w różnych graficznych stylach. „Coś zabija dzieciaki” nieustannie się rozwija – na kartach kolejnych tomów widać jak na dłoni, że warsztat Tyniona IV ewoluuje. Dawny praktykant Scotta Snydera tworzy coraz lepsze opowieści i jest już w pełni świadomym pisarzem, który umiejętnie buduje swoją i markę. Robi to z głową, czego dowodem jest także omówiony wyżej tom. Po tym jak kilka razy dostaliśmy sporo jatki, tym razem przyszedł czas na nieco oddechu. I nie tylko nie obniżyło to poziomu cyklu, ale nadało mu nowych barw, bo okazało się, że perypetie Eriki Slaughter nadal są interesujące, nawet gdy akcja nie gna do przodu na złamanie karku. To się chwali. Recenzja do przeczytania także na moi blogu - https://zlapany.blogspot.com/2024/07/cos-zabija-dzieciaki-tom-6-recenzja.html oraz na łamach serwisu Szortal - https://www.facebook.com/Szortal/posts/pfbid0frjTfAQFLbtCHKieXo26n26TDMZBiRQsd35gzAN3KPKTDZdi3aftpvyVRCc6XJ13l
Marek Adamkiewicz - awatar Marek Adamkiewicz
ocenił na71 rok temu
Powrót pszczołojada Aimée de Jongh
Powrót pszczołojada
Aimée de Jongh
Aimée de Jongh zobrazowała poczucie winy oraz jego destrukcyjny wpływ na życie Simona, który nigdy nie przepracował traum z przeszłości, przez co zmuszony jest obecnie skonfrontować się z własnymi dylematami bez odpowiedniego wsparcia. Byłoby mu łatwiej, gdyby stanął do walki z jednym przeciwnikiem. Niemniej, snucie podobnych rozważań nie ma większego sensu, skoro w „Powrocie pszczołojada” tragedie zostają zwielokrotnione, a granice między nimi wyraźnie zatarte, dzięki czemu łatwiej dojść do wniosku o ich wzajemnym oddziaływaniu na kondycję psychiczną człowieka. Samobójstwo nieznanej kobiety, dramatyczny finał sprzeczki ze szkolnym kolegą oraz widmo bankructwa z powodu nierentowności rodzinnej księgarni łączy błędne przekonanie Simona o odpowiedzialności za każde z tych zdarzeń, mimo że nie mógł im zapobiec. Wykształcił w sobie mechanizm zaprzeczenia traumie, w związku z czym nie widzi potrzeby skorzystania z fachowej pomocy. Wspomniany problem dostrzega autorka, która do świata Simona wprowadza tajemniczą Reginę, aby przypomnieć bohaterowi o mądrości płynącej z obserwacji pszczołojadów w okresie jego dorastania. Im dalej w las, tym więcej drzew, co idealnie opisuje rozwój wydarzeń z niedawno poznaną dziewczyną oraz przewrotny finał komiksu o potrzebie rozpoczęcia wszystkiego od nowa. Aimée de Jongh poprowadziła swój debiut sprawną ręką, o czym świadczy graficzne dopracowanie angażującej fabuły z intrygującą końcówką. Przez chwilę rozważałem, czy na korzyść ilustracji nie zadziałałoby dodanie im barw, jednak po zamknięciu oczu i wyobrażeniu sobie potencjalnej kolorystyki doszedłem do wniosku, że efekt byłby groteskowy, a co mogłoby przekreślić „Powrót pszczołojada” w oczach wielu czytelników.
dyrektor_negacja - awatar dyrektor_negacja
oceniła na71 rok temu
Słyszeliście, co zrobił Eddie Gein? Eric Powell
Słyszeliście, co zrobił Eddie Gein?
Eric Powell Harold Schechter
„Psychoza”, „Milczenie owiec”, „Teksańska masakra piłą mechaniczną” i wiele innych horrorów ma swoją genezę w Plainfield. To tu narodził się Eddie Gein, który stał się symbolem psychopaty z prowincji. Choć udowodniono mu tylko dwie zbrodnie, jego życie obrosło legendą. Niektóre zbrodnie zostają zamknięte w aktach sądowych i z biegiem czasu powoli blakną w pamięci. Inne natomiast zaczynają żyć własnym życiem: ktoś opowie je po swojemu, ktoś doda jakiś detal, ktoś nakręci film, a potem reszta świata podchwytuje ten obraz i powtarza go w nieskończoność. Sprawa Eda Geina zdecydowanie należy do tej drugiej grupy. To jedno z tych nazwisk, które wciąż echem odbijają się w popkulturze – czasem bezpośrednio, częściej w formie motywów, które wszyscy znamy, nawet jeśli nie łączymy ich z oryginalnym źródłem. Komiks „Słyszeliście, co zrobił Eddie Gein?” od KBoom próbuje na chwilę uciszyć to echo i przywrócić ciszę. Nie chodzi o to, by oszczędzić czytelnikowi grozy, ale by oddzielić fakty od mitów. I by pokazać, dlaczego akurat ta historia stała się paliwem dla wyobraźni twórców filmów, książek oraz całej masy klisz, które dziś uważamy za klasykę horroru. Autorzy albumu, Harold Schechter i Eric Powell, nie idą w kierunku taniej sensacji. To istotne, bo przy Geinie łatwo dać się ponieść, przechylić szalę w stronę eksploatacji i udawać, że to „tylko opowieść”. Tutaj od samego początku wyczuwa się, że to komiks traktowany na poważnie. Schechter ma doświadczenie w true crime i w takich historiach zazwyczaj szuka tego, co nieefektowne, ale autentyczne. Zamiast delektować się potwornością, stara się zrozumieć, jak to możliwe, że zwykły człowiek z małego miasteczka staje się postacią, o której mówi cały kraj. A teraz przejdźmy do tego, co w tej historii najbardziej fascynujące z perspektywy recenzji – czyli jej popkulturowych skutków ubocznych. Gein nie zabił „dziesiątek ludzi”, jak czasem sugerują uproszczone wersje. Mówimy o dwóch potwierdzonych morderstwach, profanacjach grobów i makabrycznych przedmiotach wykonanych z ludzkich szczątków. Tyle. A jednak z tego „tyle” wyrosła cała współczesna wyobraźnia o horrorze (…). Pełna recenzja: https://blogokomiksach.pl/slyszeliscie-co-zrobil-ed-gein-recenzja/
Wojtek - awatar Wojtek
ocenił na81 miesiąc temu
Samotny wilk i szczenię #1. Kazuo Koike
Samotny wilk i szczenię #1.
Kazuo Koike Goseki Kojima
Po raz pierwszy "Samotny wilk i szczenię" zaczął ukazywać się w odcinkach w japońskim "Manga Action" 10 września 1970 roku. Kazuo Koike (scenariusz) i Goseki Kojima (ilustracje) przedstawili w mandze historię samotnego ronina Ogami Ittō i jego syna Ogami Daigorō. Oboje przemierzają feudalną Japonię, zatrzymują się okazjonalnie, bo, jak głosi napis na małej doczepionej do wózka fladze, samuraja można wynająć, a dziecko na chwilę wypożyczyć. W jakim celu? Cóż, to samuraj, posiada niezwykłe umiejętności szermiercze, opanował śmiercionośne style walki. Można na przykład zlecić mu zabójstwo (najczęściej). A syn? Ot, chociażby samotna napotkana matka na drodze chciałaby ukoić swoje smutki i wtulić się w Daigorō w nadziei na chwilowe chociaż oddalenie się trosk. To działa w obu przypadkach. "Samotny wilk i szczenię" to z jednej strony klasyczna opowieść drogi, a jej kronikarski styl to ciąg krótkich epizodów podzielonych na części. W każdej dochodzi do konfrontacji, a autorzy kreślą przy okazji krajobraz ówczesnej Japonii. I jest to fascynujące pod wieloma względami. Raz, że mamy wgląd w całą strukturę działania kraju (podział administracyjny, siła zarządców mierzona wartością dochodu wioski, również szereg niestosownych zachowań jak te korupcjogenne). Dwa, że na tym tle (również fantastycznym jeżeli chodzi o szkice, architekturę, naturę, stroje),w dość ponurym okresie, tylko jedno jest pewne - siła i umiejętności szermiercze zabójcy. Goseki Kojima nie potrzebuje wiele miejsca, by umieścić potężny ładunek emocjonalny w ciasnych kadrach. De facto kilka centymetrów przekątnej robi za całą sztalugę. I mamy tam wszystko, od spokoju i napięcia, przez czujność i przygotowanie do starcia, po furię gdy ruch i dynamika podkreślone długimi krechami zawsze zwiastują ciąg brutalnych efektów. Walki Ittōi rozciągają się maksymalnie na kilka plansz, nierzadko jesteśmy świadkami rozczłonkowanych ciał, zastygnięte w kadrach kończyny to zawsze finał starć. Daigorō przeważnie siedzi bezpieczny w niewielkim oddaleniu. To, co mnie uderzyło przy pierwszym tomie podzielonym na 11 rozdziałów (432 strony pełne gwałtu i przemocy, chociaż zdarza się wiele melancholijnych fragmentów) to to, w jaki sposób autorzy, na przestrzeni tych 11 rozdziałów, budują relację między ojcem i synem. Krwawe epizody oczywiście wypełniają treść mangi, ale to co ważne, dzieje się obok pojedynków, knowań, czy też po prostu obok tej podróży. Obserwujemy tę cichą relację, miłość ojca do syna jest niezaprzeczalna. Samuraj zawsze dba o bezpieczeństwo i dobry rozwój swojego dziecka, ale to samo dziecko jest niezrównanym kompanem! To prawdziwy pełnoprawny duet, szermierz i jego syn, który nierzadko przechyla szalę zwycięstwa w ich stronę! Daigorō najczęściej odwraca uwagę, może sprowokować przeciwnika. Podstawą zleceń jest najczęściej jakieś zabójstwo, ale żeby dotrzeć do celu, samotny wilk i szczenię, muszą albo uzbroić się w cierpliwość, albo wykorzystać elementy strategii. Taktyczne więc podejście do zadań stanowi połowę (albo więcej!) sukcesu. A do tego zawsze potrzebne jest szczenię. Mały wilk, to wciąż wilk. To stwierdzenie pada w mandze kilka razy i nietrudno w to uwierzyć w trakcie lektury. Świetna rzecz, wciąga jak dobry serial, w którym zawsze oczekuje się podobnych punktów. Ale to nie nudzi, Kazuo Koike ma świetne pomysły, obok pojedynków przemyka dużo prawdy o ludzkiej naturze. Tom pierwszy to też nieustanne balansowanie pomiędzy elementami gwałtownymi, zabawnymi, a tymi z natury smutnymi, które najczęściej wiążą się z kiepską sytuacją napotkanych postaci. Świetna rzecz.
Patryk Karwowski - awatar Patryk Karwowski
ocenił na84 miesiące temu

Cytaty z książki Powiernik diabła

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Powiernik diabła