rozwińzwiń

Droga do Eleusis. Misteria psychodeliczne

Okładka książki Droga do Eleusis. Misteria psychodeliczne autora Albert Hofmann, Carl A. P. Ruck, R. Gordon Wasson,
Okładka książki Droga do Eleusis. Misteria psychodeliczne
Albert HofmannR. Gordon Wasson Wydawnictwo: Okultura historia
334 str. 5 godz. 34 min.
Kategoria:
historia
Format:
papier
Tytuł oryginału:
The Road to Eleusis: Unveiling the Secret of the Mysteries
Data wydania:
2022-10-13
Data 1. wyd. pol.:
2022-10-13
Liczba stron:
334
Czas czytania
5 godz. 34 min.
Język:
polski
Tłumacz:
Dariusz Misiuna, Rafał Pękała, Jerzy Danielewicz, Krzysztof Azarewicz
Średnia ocen

7,8 7,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Droga do Eleusis. Misteria psychodeliczne w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Droga do Eleusis. Misteria psychodeliczne

Średnia ocen
7,8 / 10
15 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Droga do Eleusis. Misteria psychodeliczne

Sortuj:
avatar
146
11

Na półkach: , ,

Świetna pozycja.
Żałuję, że nie przeczytałam tej książki wcześniej. Okazuje się, że wydano ją w latach '70, polskie wydanie pojawiło się dopiero w 2022 r. Na świecie wiedza o starożytnych psychodelicznych rytuałach powoli wchodzi do mainstreamu, natomiast w Polsce nadal temat nie jest traktowany poważnie. Niedawno Muraresku wydał na ten temat książkę, ale pewnie trzeba będzie znowu czekać nie wiadomo ile lat, zanim polski wydawca się zainteresuje.
Jest to o tyle smutne, że religia i kultura starożytnych Greków jest kompletnie niezrozumiała bez wątku Eleusis. Nawet duża część filologów klasycznych traktuje Greków jako dzieci, które wierzyły w jakieś bajki. A przecież Ci starożytni stworzyli wiele niesamowitych rzeczy, jak choćby rozwinięta matematykę, sztukę, filozofię czy demokrację. Więc nie byli głupi i naiwni. Jednak Grecy, ze wszystkich swoich osiągnięć, za najważniejsze uważali misteria eleuzyńskie. To daje do myślenia.

Świetna pozycja.
Żałuję, że nie przeczytałam tej książki wcześniej. Okazuje się, że wydano ją w latach '70, polskie wydanie pojawiło się dopiero w 2022 r. Na świecie wiedza o starożytnych psychodelicznych rytuałach powoli wchodzi do mainstreamu, natomiast w Polsce nadal temat nie jest traktowany poważnie. Niedawno Muraresku wydał na ten temat książkę, ale pewnie trzeba...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

103 użytkowników ma tytuł Droga do Eleusis. Misteria psychodeliczne na półkach głównych
  • 83
  • 18
  • 2
16 użytkowników ma tytuł Droga do Eleusis. Misteria psychodeliczne na półkach dodatkowych
  • 10
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Albert Hofmann
Albert Hofmann
Szwajcarski chemik znany z syntezy, zażywania i poznania efektów psychodelicznych dietyloamidu kwasu lizergowego (LSD). Hofmann jest autorem ponad stu publikacji naukowych, a także wielu książek, m.in. LSD: Moje trudne dziecko. 11 stycznia 2006 r., kiedy Hofmann ukończył 100 lat, zorganizowano międzynarodowe sympozjum na temat LSD.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Okultystyczne korzenie nazizmu Nicholas Goodrick-Clarke
Okultystyczne korzenie nazizmu
Nicholas Goodrick-Clarke
Doskonała lektura uzupełniająco-wyjaśniająca, po książce "Szatan i swastyka. Okultyzm w partii nazistowskiej" Francisa Kinga. To prawdziwa praca naukowa, z mnóstwem bibliografii. Potężna kwerenda skupiająca się na głównych postaciach niemiecko-austryjackiego uniwersum ezoterycznego. Mamy zatem Guido Lista i Lanza von Liebenfelsa. To głównie im autor poświęca miejsce. Nieco mneij jest o Rudolfie von Sebottendorffie, Herbercie Reichsteinie i Karlu Marii Wiligucie. W opiniach wskazuje się, że za dużo tych biografii. Moim zdaniem wręcz przeciwnie, bez nich nie da się zrozumieć tematu, bo ci ludzie nierzadko poświęcili swoim wymysłom całe życie (List, Lanz). Moim zdaniem zabrakło szczegółowego omówienia poglądów czy idei, zwłaszcza w przypadku Towarzystwa Thule (znowu, idee Lista, Lanza i Reichsteina są dość szczegółowo omówione). Najistotniejszą częścią książki, z mojego punktu widzenia, jest jednak dodatek "Nowoczesna mitologia okultyzmu nazistowskiego". Idealne podsumowanie powojennych dub smalonych o nazistach. Tego mi było trzeba. Generalnie szuriada istniała zawsze, a ta książka tylko to potwierdza. Dzisiejszym odpowiednikiem Lista i Lanza (tylko takim z przeceny, który wszystko opiera na własnej gnozie i nigdy żadnych badań źródeł nie robił ) jest niejaki Sanjaya vel Sandał (kto się orientuje w Polskim Uniwersum Szuriady ten wie 😼). Czego zabrakło? O Elsie Ebertin jest ledwo wzmianka, nie ma ani słowa o Johannesie Täuferze i jego "Weltdynamismus". Goddrick-Clarke idzie w naukową kwerendę biograficzną, gdy King stawia na sensację i kontrowersje (nie raz również owe duby smalone powojennych autorów jak Bronder, Ravenscroft czy Pauwels i Bergier). Tej książki nie czyta się łatwo i przyjemnie, bo ilość detali, faktów i nazwisk przytłacza. Jednak naprawdę warto zapoznać się z tą pozycją, by nabrać odporności na współczesne mity o "okultystycznych źródłach nazizmu". Zachęciła mnie bym sięgnął po książki Bławatskiej i samemu przekonał się o co w nich chodzi. Aha i nie mam pojęcia co jest gnostyckiego w tej książce (co ktoś tam gwarantuje na okładce). Być może chodzi o poznanie, że "gnoza" to fantazmaty oczadziałych.
Lis Gracki - awatar Lis Gracki
ocenił na82 miesiące temu
Hieroglify egipskie. Mowa bogów Andrzej Ćwiek
Hieroglify egipskie. Mowa bogów
Andrzej Ćwiek
"Cywilizacja egipska ma charakter unikatowy". Jedną z jej cech najbardziej charakterystycznych i rozpoznawalnych od razu są hieroglify. Ta książka wprowadza czytelnika w świat cywilizacji egipskiej i tytułowych hieroglifów. I robi to świetnie. Książka podzielona została na siedem numerowanych części i wieńczącą dzieło "Rekomendowaną literaturę". Część pierwsza (krótka, wstępna, trzystronicowa) ma tytuł "Hieroglify dla każdego?". Kolejne części mają następujące tytuły: "Cywilizacja starożytnego Egiptu" (z tej części pochodzi pierwsze zdanie tej opinii),"Pismo", "Krótki kurs hieroglifów", "Mały tezaurus hieroglificzny", "Przewodnik. Od Kairu do Abu Simbel, od najprostszych zapisów do kryptogramu", "Zakończenie" (krótkie, niczym część pierwsza także trzystronicowe). Książkę kończy "Rekomendowana literatura", która została podzielona na następujące kategorie: "Opracowania ogólne", "Historia badań", "Odczytywanie hieroglifów", "Język i pismo", "Podręczniki i słowniki", "Podstawowe prace o piśmie", "Tłumaczenia tekstów egipskich", "Zdecydowanie odradzane" oraz "Internet" (z adresami ciekawych stron internetowych). W książce znajduje się mnóstwo ciekawych, rozmaitych ilustracji, które są znakomicie dobrane i współgrają z tekstem. Pasjonująca książka, która prawie nie ma wad i od której czasem trudno mi było się oderwać. Poszerzyła moją wiedzę. Bardzo, bardzo interesująca.
Jarosław Wiśniewski - awatar Jarosław Wiśniewski
ocenił na98 miesięcy temu
Demony Hitlera Ezoteryczne korzenie III Rzeszy Eric Kurlander
Demony Hitlera Ezoteryczne korzenie III Rzeszy
Eric Kurlander
„Historia wierzeń i absurdów III Rzeszy” „Demony Hitlera ezoteryczne korzenie III Rzeszy” jest dobrą i dość trudną książką. Mnogość nazwisk, teorii, pseudoreligii i stowarzyszeń opisanych w opracowaniu jest ogromna. Trzeba być mocno skupionym, aby się nie pogubić. Zaczynamy od podwalin, by skończyć na upadku III Rzeszy. Autor dotyka niemal każdego aspektu, który miał styczność z ezoteryką. Możemy poznawać te wobrażenia z pozycji społeczeństwa, nazistowskich instytucji czy poszczególnych najważniejszych figur a na końcu samego Hitlera. Wierzenia wodza są bardzo dokładnie analizowane, od najdrobniejszych zacząwszy a na „teorii lodowej” skończywszy. Książka pozwala też ocenić stosunki społeczne przez pryzmat „wierzeń dozwolonych”, a także prześledzić ezoteryczne zmiany od czasów najdawniejszych do upadku III Rzeszy. Wpływ znanych osób, pisarzy, okultystów czy zwykłych oszustów nie został pominięty. Dość dużo pojawia się nazwisk, nie tylko niemieckich, z ery „przednazistowskiej”. Możemy przeczytać o „badaniach” i wyprawach w różne części świata sponsorowanych przez różne wydziały SS, czy samego Himmlera. Wiedza o niektórych jednostkach (np. do spraw czarownic) była dla mnie nowością. Autor nie zapomina też o najtragiczniejszych skutkach parania się ezoteryką w III Rzeszy – ludobójstwie, antysemityzmie czy tragicznych doświadczeniach na ludziach w obozach koncentracyjnych. Moim zdaniem książka jest warta przeczytania i miejsca w niejednej biblioteczce. Bez niej wiedza o III Rzeszy nie może być uznawana za pełną. Jest ona jedynym tak dogłębnym opracowaniem w tym temacie, dostępnym na naszym rynku, które udało mi się zdobyć. Wydanie jest bardzo staranne w twardej oprawie na bardzo dobrym papierze. W środku znajdziemy trochę zdjęć a także bogaty spis opracowań i indeks. Polecam.
Marcin Kowalczyk - awatar Marcin Kowalczyk
ocenił na74 lata temu
Historia pracy. Nowe dzieje ludzkości Jan Lucassen
Historia pracy. Nowe dzieje ludzkości
Jan Lucassen
Historia ludzi inaczej W dostatecznie długiej perspektywie praca, rozumiana współcześnie, staje się czymś zupełnie nieoczywistym. Umowy, normy, model najemny – to w dużym stopniu strukturalne elementy pracy obce jeszcze ludziom renesansu. Historyk społeczny Jan Lucassen podjął się opisania syntetycznie zmienności znaczenia pojęcia ‘praca’ na przestrzeni tysiącleci. To ‘archeologiczne’ podejście do zjawiska ma wady i zalety. Dla mnie ten milenijny horyzont nie wypadł najlepiej. Na szczęście (głównie dla prognostycznego namysły kończącego dzieło) ostatnie wieki zaprezentowały się w opisie Holendra interesująco. Samo wpisanie pracy w kontekst miejsca i czasu daje nową jakość dla nieco niedocenianej przez badaczy specyficznej zmienności dziejowej. Stosując porównawcze podejście w „Historii pracy. Nowe dzieje ludzkości”, na nowo odczytuje periodyczności społeczne czy unikatowe rozwiązania by obalić kilka pokutujących zbyt uproszczonych wniosków. Chyba najlepsza z możliwych baz formalnych osadza się w książce na relacjach społecznych, które w pewnym sensie zaprzeczają innemu możliwemu podejściu do pracy, czyli chciwości. Choć niezbyt czytelnie, według mnie, profesor zaakcentował taką napędzającą pracę optykę, to przy okazji wydobył na światło dzienne wartościowe cykliczności i trendy. Zdecydowanie więcej oczekiwałem od opisów starożytnych i średniowiecznych rozwiązań skorelowanych z rozumieniem pracy. Dowiadujemy się o początkach pensji czy pierwszy strajkach, nie ma w tym jednak barwy i dynamizmu. Język, z racji ubóstwa faktograficznego szczególnie w epoce bez zachowanych świadectw piśmiennych, jest jednocześnie rozmyty i zupełnie pozbawiony składników ilościowych. Grupowanie dyskusji zmienności poprzez kontynentalne rozwiązania z punktowymi przykładami (które niezbyt jasno pozycjonują się w reprezentatywności) utrudniało mi wydobycie z opisywanych procesów uniwersalnych wyznaczników charakteryzujących pracę. W duchu obowiązującego w naukach społecznych multi-regionalizmu i rezygnacji z europocentryzmu (co w ogólności jest niezbędną elementem odkłamywania historycznych uprzedzeń),poznajemy prekolumbijską Amerykę. Jednak i w tym przypadku nie ma zbyt wielu konkretów. Samo zaakcentowanie odmienności cywilizacyjnej w postaci braku rynku gospodarczego i rozwiązań monetarnych nie wystarczyło mi do uchwycenia realiów pracowniczych. Z samej historii gospodarczej sporo oczywistych konsekwencji na rynek pracy da się sformułować. Poprawne i rzetelne opisanie codzienności łowców-zbieraczy, przejście do rolnictwa, początki miast, struktur państwowych i specjalizacji kolejnych zawodów – to oczekiwany ‘kręgosłup opowieści’ (z faktu pojawienia się epoki żelaza musi wynikać pojawienie się specyficznych aktywności kowalskich i całej gamy pochodnych zajęć wymaganych dla postępu technologicznego). Na szczęście są i mniej banalne obserwacje. Profesor kreśli obraz kultur pracy w najważniejszych ośrodkach cywilizacyjnych (dolina Tygrysu i Eufratu, Chiny, Indie, Egipt, Grecja, Rzym, … ) szukając trwałych zjawisk i tych, które budowały odrębności przyczyniając się do przewag militarno-politycznych. Tych ostatnich nie ma zbyt wiele, w związku ze wspomnianą ogólną perspektywą. Istota narracyjna książki tkwi w 5-ciu procentach historii wynikających z obserwacji: „(…) praca Homo sapiens przynajmniej przez początkowe 95 procent naszego istnienia była formą ‘wzajemnego altruizmu’.” Na poziomie ewolucji biologicznej i psychologicznej istnieje konsensus co do tych oczywistych konsekwencji doboru naturalnego. Przy okazji zabrakło jakiegokolwiek komentarza do zmienności bytowej wynikającej ze zlodowaceń. Eksploatowanie hipotezy o istnieniu korelacji między rewolucją neolityczną a rosnącymi nierównościami społecznymi wydało mi się zbyt skrupulatne w świetle powszechności wiedzy o holoceńskich cywilizacjach i wypracowywanych przez nie nadwyżkach dóbr. Oczekiwałem raczej odmalowania codzienności sumeryjskiego rolnika czy egipskich fellahów. Na uwagę zasługuje szeroko przepracowany i ważny wskaźnik monetaryzacji i nieoczywistych relacji społecznych. Chodzi o okresowo pojawiające się monet o niskich nominałach, które pozwoliły na daleko posunięte wnioski. „Historia pracy” staje się zdecydowanie ciekawsza od schyłku średniowiecza, kiedy dżuma i zapaść demograficzna zmusiły jednostki państwowe do redefinicji roli chłopa/robotnika na rynku pracy. Jednocześnie muszę wytknąć profesorowi niedociągnięcie, które Europę Wschodnią (wbrew multi-regionalizmowi) sprowadziło do nowożytnej i współczesnej Rosji i ZSRR. Przecież właśnie XIV wiek stanowi w sferze relacji państwo-pracownik ważną sygnaturę dla trwałej separacji modeli gospodarczych Europy, wzmocnionej zapóźnieniem przemysłowym ‘słowiańszczyzny’. Jeśli Francja, Wielka Brytania, Skandynawia, Włochy czy Niderlandy prezentują się wieloaspektowo w gospodarczej ewolucji nowożytnej, to reszta Europy sprowadzona została do handlu niewolnikami przez Rurykowiczów, do Romanowów negujących etniczność tworzonego imperium i formalnego odwołania pańszczyzny oraz do radzieckiej inżynierii społecznej. Nadmiar danych, opracowań o pracy w ostatnich wiekach sprawia, że historyk spójnie (z liniowym uszczegółowieniem na osi czasu) przeprowadził czytelnika przez zawiłości cechów, stowarzyszeń, niewolnictwa, merkantylizmów i protekcjonalizmów, kolonializmu czy związków zawodowych. Każdy etap trzech rozdziałów i podsumowania, stanowiących ponad 50% narracji, oceniam lepiej niż wcześniejsze. Może tylko krótko o minusach z tego okresu. Dalece niepełna wydała mi się analiza tzw. Wielkiej Rozbieżności, czyli zjawiska pogłębiającego się zapóźnienia Azji w konsekwencji rewolucji przemysłowej. W narracji o XIX i XX wieku w zasadzie nie istnieje w strukturze relacji pracowniczych budżetówka jako rosnąca grupa obywateli (jest o niej jedno zdanie w kontekście ZSRR i nierówności płacowych w USA realizowanych federalnie). Wzloty i upadki korporacjonizmu, widełki płacowe, formalizacja prawa pracy, modele socjalne, redystrybucja – wszystko to ciekawie tłumaczy pracę jako jednego z trzech (poza snem i aktywnym odpoczynkiem od pracy zarobkowej) składników życia państw narodowych. Przypominany nieredukowalny konflikt leseferyzmu i keynesizmu z punktu widzenia emeryta, chorego, pracobiorcy czy samozatrudnionego to zwieńczająca dzieło bliższa nam rzeczywistość. Bardzo dobrze profesor zobiektywizował własne poglądy polityczne czy preferowane modele gospodarcze, bo nie udało mi się Go przyłapać deklaracji ideowej. Na osobne potraktowanie zasługuje wszechobecne niewolnictwo – wielopostaciowy wstyd ludzki, który odczłowieczał jeszcze nie tak dawno w imieniu prawa stanowionego. Ten wymiar pracy doczekał się jednoznacznej oceny moralnej popartej przykładami bezwzględności wyzysku. Większe cieniowanie objęło negatywne zjawiska dyskryminacji, niezależności zawodowej kobiet i pracy dzieci. W ogólności, jak dowodzi książka, XX-wieczny system pracy wyróżnia się wyjątkowością historyczną. Lucassen przypomina o naszej, niespotykanej wcześniej, dostępnej potencjalności do samorealizacji zawodowej. Jeszcze 200 lat temu w ‘najbardziej cywilizowanej Europie’ nie było chociażby przekonania o potrzebie powszechnej i trwającej lata edukacji. To dywidenda społeczna, która z różnych powodów umykała uwadze przedsiębiorczym ludziom jeszcze kilka pokoleń temu. Docierając do przełomu XX/XXI wieku, wartość obserwacji z punktu wiedzenia pracy pozostaje uwierającym realizmem. Może tylko dwa dłuższe cytaty: „W kontekście historii pracy nie jest chyba niespodzianką, że pogłębiająca się przepaść majątkowa w poszczególnych krajach wydaje się wielowiekową spuścizną trendu do nierównego doceniania i wynagradzania pracy – a mówimy tu o trendzie zakotwiczonym instytucjonalnie i ideologicznie. I jest to najwyraźniej zjawisko odrębne od skłonności potentatów do popadania w samozadowolenie, a także od ich tendencji do popierania ideologii, które umniejszają pracę najemną. Stoi ono również w sprzeczności z szeroko propagowanym przez nich dziś przekonaniem, że wysokie nagrody wynikają z wysiłku i wrodzonego talentu.” „Brak silnego, zbiorowego ruchu sprzeciwu można tłumaczyć faktem, że to właśnie dzięki stuleciu akcji zbiorowych klasa niższa w państwach północnoatlantyckich cieszy się obecnie historycznie rozsądnym poziomem dobrobytu (znowu dzięki wspomnianym wcześniej transferom). Nierówności nadal są jednak duże i dodam, że dzisiejszy brak kontrruchów może wynikać także z tego, jakie konsekwencje psychologiczne mają obecne nierówności dla ludzi, którzy są w najgorszej sytuacji: to znaczy ich energia została odwrócona od prawdziwego problemu – nierówności społecznych – i skierowana na wykluczanie innych, co widać na przykładzie popularności populistycznych obaw dotyczących imigrantów i mniejszości” Skoro zapewne niewiele jest popularnych opracowań o historii pracy na przestrzeni tysiącleci, to automatycznie książka profesora się wyróżnia. Ponieważ kończy się na początkach pandemii i 2020 roku, redefinicja pracy w wyniku ‘rewolucji digitalnej’ została jedynie wspomniana, choć bardzo trafnie nakreśliła perspektywę bliskiej przyszłości zaprezentowanej w ostatnim rozdziale. Lucassen miał prawo zbagatelizować ‘marsz AI po władzę’. Równowaga moich plusów i minusów sugeruje średnią notę. Jednak całość oceniam jako wartościowy tekst, który pokazuje ewolucję wysiłku jednostek, czasem wiązany z pracą etos, pauperyzację i cynizm dysponentów środkami produkcji, itd. W publikacji pojawia się zbyt dużo istotnych dla każdego analiz, by pozostać wobec niej obojętnym. DOBRE – 7/10
Carmel - awatar Carmel
ocenił na78 miesięcy temu
Krótka relacja o wyniszczeniu Indian Bartolomé de Las Casas
Krótka relacja o wyniszczeniu Indian
Bartolomé de Las Casas
Mrożąca krew w żyłach książka w której to bezpośredni świadek wielu wydarzeń, duchowny de Las Casas, opisuje poczynania konkwistadorów w Nowym Świecie. Książka jest pełna brutalności i okrucieństwa od początku do końca a treści są tak drastyczne, że aż ciężko uwierzyć w możliwość tak powszechnego i systematycznego okrucieństwa. Według tej relacji (kierowanej do księcia Filipa II); Hiszpanie w Nowym Świecie traktowali indian gorzej jak bydło - karmili nimi psy, dekapitowali dla czystej zabawy czy też systematycznie wykorzystywali naiwność tubylców, wykorzystując ich gościnę i dobre usposobienie by zebrać siły a następnie ich wymordować oraz zniewolić. Okrucieństwo konkwisty powinno stać obok największych zbrodni jakich dopuściła się ludzkość - obok takich paskudnych wydarzeń jak holokaust. Jak chodzi o samą książkę - bardzo ucząca, dodająca wymiaru znanej już historii o podboju Ameryki. Szczególnie kluczowe jest to, że przełamuje popularny mit (a raczej "czarną legendę"),która twierdzi jakoby kościół (oraz Hiszpania) byli odpowiedzialni za brutalność wobec Indian, jednak takie działania jak de Las Casasa czy faktografia (mam tu na myśli "Nowe Prawa z 1542, które znosiły niewolnictwo Indian) dowodziły, że sam stary świat chciał zachować humanitaryzm a brutalność podbojów była wynikiem zaślepienia i degeneracji samej wyłącznie konkwisty. Jest to z pewnością kwestia w którą chciałbym się kiedyś bardziej zagłębić. Ludzie jak Bartolome de Las Casas to te wyjątkowe postacie, które stały na przekór modzie czy własnym interesom, żyły wyższymi wartościami i bezinteresownie ruszały świat w lepszym kierunku - jego imię i nazwisko powinno być popularniejsze niż okrutników jak Pizarro, Cortez czy Kolumb.
zygfryd1969 - awatar zygfryd1969
ocenił na71 rok temu

Cytaty z książki Droga do Eleusis. Misteria psychodeliczne

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Droga do Eleusis. Misteria psychodeliczne


Ciekawostki historyczne