Historia pracy. Nowe dzieje ludzkości
Historia ludzi inaczej
W dostatecznie długiej perspektywie praca, rozumiana współcześnie, staje się czymś zupełnie nieoczywistym. Umowy, normy, model najemny – to w dużym stopniu strukturalne elementy pracy obce jeszcze ludziom renesansu. Historyk społeczny Jan Lucassen podjął się opisania syntetycznie zmienności znaczenia pojęcia ‘praca’ na przestrzeni tysiącleci. To ‘archeologiczne’ podejście do zjawiska ma wady i zalety. Dla mnie ten milenijny horyzont nie wypadł najlepiej. Na szczęście (głównie dla prognostycznego namysły kończącego dzieło) ostatnie wieki zaprezentowały się w opisie Holendra interesująco. Samo wpisanie pracy w kontekst miejsca i czasu daje nową jakość dla nieco niedocenianej przez badaczy specyficznej zmienności dziejowej. Stosując porównawcze podejście w „Historii pracy. Nowe dzieje ludzkości”, na nowo odczytuje periodyczności społeczne czy unikatowe rozwiązania by obalić kilka pokutujących zbyt uproszczonych wniosków. Chyba najlepsza z możliwych baz formalnych osadza się w książce na relacjach społecznych, które w pewnym sensie zaprzeczają innemu możliwemu podejściu do pracy, czyli chciwości. Choć niezbyt czytelnie, według mnie, profesor zaakcentował taką napędzającą pracę optykę, to przy okazji wydobył na światło dzienne wartościowe cykliczności i trendy.
Zdecydowanie więcej oczekiwałem od opisów starożytnych i średniowiecznych rozwiązań skorelowanych z rozumieniem pracy. Dowiadujemy się o początkach pensji czy pierwszy strajkach, nie ma w tym jednak barwy i dynamizmu. Język, z racji ubóstwa faktograficznego szczególnie w epoce bez zachowanych świadectw piśmiennych, jest jednocześnie rozmyty i zupełnie pozbawiony składników ilościowych. Grupowanie dyskusji zmienności poprzez kontynentalne rozwiązania z punktowymi przykładami (które niezbyt jasno pozycjonują się w reprezentatywności) utrudniało mi wydobycie z opisywanych procesów uniwersalnych wyznaczników charakteryzujących pracę. W duchu obowiązującego w naukach społecznych multi-regionalizmu i rezygnacji z europocentryzmu (co w ogólności jest niezbędną elementem odkłamywania historycznych uprzedzeń),poznajemy prekolumbijską Amerykę. Jednak i w tym przypadku nie ma zbyt wielu konkretów. Samo zaakcentowanie odmienności cywilizacyjnej w postaci braku rynku gospodarczego i rozwiązań monetarnych nie wystarczyło mi do uchwycenia realiów pracowniczych.
Z samej historii gospodarczej sporo oczywistych konsekwencji na rynek pracy da się sformułować. Poprawne i rzetelne opisanie codzienności łowców-zbieraczy, przejście do rolnictwa, początki miast, struktur państwowych i specjalizacji kolejnych zawodów – to oczekiwany ‘kręgosłup opowieści’ (z faktu pojawienia się epoki żelaza musi wynikać pojawienie się specyficznych aktywności kowalskich i całej gamy pochodnych zajęć wymaganych dla postępu technologicznego). Na szczęście są i mniej banalne obserwacje. Profesor kreśli obraz kultur pracy w najważniejszych ośrodkach cywilizacyjnych (dolina Tygrysu i Eufratu, Chiny, Indie, Egipt, Grecja, Rzym, … ) szukając trwałych zjawisk i tych, które budowały odrębności przyczyniając się do przewag militarno-politycznych. Tych ostatnich nie ma zbyt wiele, w związku ze wspomnianą ogólną perspektywą. Istota narracyjna książki tkwi w 5-ciu procentach historii wynikających z obserwacji:
„(…) praca Homo sapiens przynajmniej przez początkowe 95 procent naszego istnienia była formą ‘wzajemnego altruizmu’.”
Na poziomie ewolucji biologicznej i psychologicznej istnieje konsensus co do tych oczywistych konsekwencji doboru naturalnego. Przy okazji zabrakło jakiegokolwiek komentarza do zmienności bytowej wynikającej ze zlodowaceń. Eksploatowanie hipotezy o istnieniu korelacji między rewolucją neolityczną a rosnącymi nierównościami społecznymi wydało mi się zbyt skrupulatne w świetle powszechności wiedzy o holoceńskich cywilizacjach i wypracowywanych przez nie nadwyżkach dóbr. Oczekiwałem raczej odmalowania codzienności sumeryjskiego rolnika czy egipskich fellahów. Na uwagę zasługuje szeroko przepracowany i ważny wskaźnik monetaryzacji i nieoczywistych relacji społecznych. Chodzi o okresowo pojawiające się monet o niskich nominałach, które pozwoliły na daleko posunięte wnioski.
„Historia pracy” staje się zdecydowanie ciekawsza od schyłku średniowiecza, kiedy dżuma i zapaść demograficzna zmusiły jednostki państwowe do redefinicji roli chłopa/robotnika na rynku pracy. Jednocześnie muszę wytknąć profesorowi niedociągnięcie, które Europę Wschodnią (wbrew multi-regionalizmowi) sprowadziło do nowożytnej i współczesnej Rosji i ZSRR. Przecież właśnie XIV wiek stanowi w sferze relacji państwo-pracownik ważną sygnaturę dla trwałej separacji modeli gospodarczych Europy, wzmocnionej zapóźnieniem przemysłowym ‘słowiańszczyzny’. Jeśli Francja, Wielka Brytania, Skandynawia, Włochy czy Niderlandy prezentują się wieloaspektowo w gospodarczej ewolucji nowożytnej, to reszta Europy sprowadzona została do handlu niewolnikami przez Rurykowiczów, do Romanowów negujących etniczność tworzonego imperium i formalnego odwołania pańszczyzny oraz do radzieckiej inżynierii społecznej.
Nadmiar danych, opracowań o pracy w ostatnich wiekach sprawia, że historyk spójnie (z liniowym uszczegółowieniem na osi czasu) przeprowadził czytelnika przez zawiłości cechów, stowarzyszeń, niewolnictwa, merkantylizmów i protekcjonalizmów, kolonializmu czy związków zawodowych. Każdy etap trzech rozdziałów i podsumowania, stanowiących ponad 50% narracji, oceniam lepiej niż wcześniejsze. Może tylko krótko o minusach z tego okresu. Dalece niepełna wydała mi się analiza tzw. Wielkiej Rozbieżności, czyli zjawiska pogłębiającego się zapóźnienia Azji w konsekwencji rewolucji przemysłowej. W narracji o XIX i XX wieku w zasadzie nie istnieje w strukturze relacji pracowniczych budżetówka jako rosnąca grupa obywateli (jest o niej jedno zdanie w kontekście ZSRR i nierówności płacowych w USA realizowanych federalnie). Wzloty i upadki korporacjonizmu, widełki płacowe, formalizacja prawa pracy, modele socjalne, redystrybucja – wszystko to ciekawie tłumaczy pracę jako jednego z trzech (poza snem i aktywnym odpoczynkiem od pracy zarobkowej) składników życia państw narodowych. Przypominany nieredukowalny konflikt leseferyzmu i keynesizmu z punktu widzenia emeryta, chorego, pracobiorcy czy samozatrudnionego to zwieńczająca dzieło bliższa nam rzeczywistość. Bardzo dobrze profesor zobiektywizował własne poglądy polityczne czy preferowane modele gospodarcze, bo nie udało mi się Go przyłapać deklaracji ideowej.
Na osobne potraktowanie zasługuje wszechobecne niewolnictwo – wielopostaciowy wstyd ludzki, który odczłowieczał jeszcze nie tak dawno w imieniu prawa stanowionego. Ten wymiar pracy doczekał się jednoznacznej oceny moralnej popartej przykładami bezwzględności wyzysku. Większe cieniowanie objęło negatywne zjawiska dyskryminacji, niezależności zawodowej kobiet i pracy dzieci. W ogólności, jak dowodzi książka, XX-wieczny system pracy wyróżnia się wyjątkowością historyczną. Lucassen przypomina o naszej, niespotykanej wcześniej, dostępnej potencjalności do samorealizacji zawodowej. Jeszcze 200 lat temu w ‘najbardziej cywilizowanej Europie’ nie było chociażby przekonania o potrzebie powszechnej i trwającej lata edukacji. To dywidenda społeczna, która z różnych powodów umykała uwadze przedsiębiorczym ludziom jeszcze kilka pokoleń temu. Docierając do przełomu XX/XXI wieku, wartość obserwacji z punktu wiedzenia pracy pozostaje uwierającym realizmem. Może tylko dwa dłuższe cytaty:
„W kontekście historii pracy nie jest chyba niespodzianką, że pogłębiająca się przepaść majątkowa w poszczególnych krajach wydaje się wielowiekową spuścizną trendu do nierównego doceniania i wynagradzania pracy – a mówimy tu o trendzie zakotwiczonym instytucjonalnie i ideologicznie. I jest to najwyraźniej zjawisko odrębne od skłonności potentatów do popadania w samozadowolenie, a także od ich tendencji do popierania ideologii, które umniejszają pracę najemną. Stoi ono również w sprzeczności z szeroko propagowanym przez nich dziś przekonaniem, że wysokie nagrody wynikają z wysiłku i wrodzonego talentu.”
„Brak silnego, zbiorowego ruchu sprzeciwu można tłumaczyć faktem, że to właśnie dzięki stuleciu akcji zbiorowych klasa niższa w państwach północnoatlantyckich cieszy się obecnie historycznie rozsądnym poziomem dobrobytu (znowu dzięki wspomnianym wcześniej transferom). Nierówności nadal są jednak duże i dodam, że dzisiejszy brak kontrruchów może wynikać także z tego, jakie konsekwencje psychologiczne mają obecne nierówności dla ludzi, którzy są w najgorszej sytuacji: to znaczy ich energia została odwrócona od prawdziwego problemu – nierówności społecznych – i skierowana na wykluczanie innych, co widać na przykładzie popularności populistycznych obaw dotyczących imigrantów i mniejszości”
Skoro zapewne niewiele jest popularnych opracowań o historii pracy na przestrzeni tysiącleci, to automatycznie książka profesora się wyróżnia. Ponieważ kończy się na początkach pandemii i 2020 roku, redefinicja pracy w wyniku ‘rewolucji digitalnej’ została jedynie wspomniana, choć bardzo trafnie nakreśliła perspektywę bliskiej przyszłości zaprezentowanej w ostatnim rozdziale. Lucassen miał prawo zbagatelizować ‘marsz AI po władzę’. Równowaga moich plusów i minusów sugeruje średnią notę. Jednak całość oceniam jako wartościowy tekst, który pokazuje ewolucję wysiłku jednostek, czasem wiązany z pracą etos, pauperyzację i cynizm dysponentów środkami produkcji, itd. W publikacji pojawia się zbyt dużo istotnych dla każdego analiz, by pozostać wobec niej obojętnym.
DOBRE – 7/10
OPINIE i DYSKUSJE o książce Droga do Eleusis. Misteria psychodeliczne
Świetna pozycja.
Żałuję, że nie przeczytałam tej książki wcześniej. Okazuje się, że wydano ją w latach '70, polskie wydanie pojawiło się dopiero w 2022 r. Na świecie wiedza o starożytnych psychodelicznych rytuałach powoli wchodzi do mainstreamu, natomiast w Polsce nadal temat nie jest traktowany poważnie. Niedawno Muraresku wydał na ten temat książkę, ale pewnie trzeba będzie znowu czekać nie wiadomo ile lat, zanim polski wydawca się zainteresuje.
Jest to o tyle smutne, że religia i kultura starożytnych Greków jest kompletnie niezrozumiała bez wątku Eleusis. Nawet duża część filologów klasycznych traktuje Greków jako dzieci, które wierzyły w jakieś bajki. A przecież Ci starożytni stworzyli wiele niesamowitych rzeczy, jak choćby rozwinięta matematykę, sztukę, filozofię czy demokrację. Więc nie byli głupi i naiwni. Jednak Grecy, ze wszystkich swoich osiągnięć, za najważniejsze uważali misteria eleuzyńskie. To daje do myślenia.
Świetna pozycja.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŻałuję, że nie przeczytałam tej książki wcześniej. Okazuje się, że wydano ją w latach '70, polskie wydanie pojawiło się dopiero w 2022 r. Na świecie wiedza o starożytnych psychodelicznych rytuałach powoli wchodzi do mainstreamu, natomiast w Polsce nadal temat nie jest traktowany poważnie. Niedawno Muraresku wydał na ten temat książkę, ale pewnie trzeba...