rozwińzwiń

Star Wars: Doktor Aphra. Tom 2: Niezwykła maszyna

Okładka książki Star Wars: Doktor Aphra. Tom 2: Niezwykła maszyna autora Minkyu Jung, Alyssa Wong, 9788328149915
Okładka książki Star Wars: Doktor Aphra. Tom 2: Niezwykła maszyna
Minkyu JungAlyssa Wong Wydawnictwo: Story House Egmont Cykl: Star Wars: Doktor Aphra (2020 - 2024) (tom 2) Seria: Kanon Star Wars - komiksy (miękka okładka) [Egmont] komiksy
120 str. 2 godz. 0 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Star Wars: Doktor Aphra (2020 - 2024) (tom 2)
Seria:
Kanon Star Wars - komiksy (miękka okładka) [Egmont]
Tytuł oryginału:
Star Wars: Doctor Aphra Vol. 2: The Engine Job
Data wydania:
2022-06-15
Data 1. wyd. pol.:
2022-06-15
Liczba stron:
120
Czas czytania
2 godz. 0 min.
Język:
polski
ISBN:
9788328149915
Tłumacz:
Jacek Drewnowski
Średnia ocen

6,3 6,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Star Wars: Doktor Aphra. Tom 2: Niezwykła maszyna w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Star Wars: Doktor Aphra. Tom 2: Niezwykła maszyna



książek na półce przeczytane 1490 napisanych opinii 1237

Oceny książki Star Wars: Doktor Aphra. Tom 2: Niezwykła maszyna

Średnia ocen
6,3 / 10
69 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Star Wars: Doktor Aphra. Tom 2: Niezwykła maszyna

avatar
1488
1236

Na półkach:

„Doktor Aphra” to ostatnia z głównych komiksowych serii wydawanych przez Egmont w ramach „Gwiezdnych wojen”. Pierwsza odsłona serii była całkiem przyjemnym, opartym przede wszystkim na akcji albumem. Przy „dwójce” pracowała ta sama scenarzystka, dlatego też trudno było spodziewać się jakiejkolwiek zmiany w ogólnym wydźwięku opowieści. I faktycznie, mamy do czynienia z kontynuacją w dokładnie tym samym duchu. Przynajmniej na pierwszy rzut oka.

Po tym, jak w dość oryginalny sposób rozwiązała sprawę pierścieni z Vaale, Chelli Aphra kontynuuje współpracę z przedstawicielami rodziny Tagge. Nasza bohaterka dostaje zlecenie odnalezienia pewnego niezwykłego silnika, który może zrewolucjonizować kosmiczną gospodarkę. Sęk w tym, że po pochodzące sprzed wieków urządzenie ustawia się kolejka chętnych i nikt nie ma zamiaru dzielić się z innymi potencjalnymi zyskami z eksploatacji odnalezionego artefaktu.

Czym charakteryzuje się „Niezwykła maszyna”? Akcją, rzecz jasna. To komiks wypełniony nią po brzegi, nastawiony na nieustanne pościgi, wybuchy i różnego rodzaju kotłowaninę. I jakkolwiek album zbiera w całość pięć zeszytów, czyli nie jest specjalnie długi, to ten natłok atrakcji momentami zaczyna lekko męczyć. Nie jest to co prawda wada jakoś szczególnie znacząca, zwłaszcza, że po „Doktor Aphrę” sięgają czytelnicy, którzy dobrze wiedzą, czego się tu spodziewać, ale i tak odnoszę wrażenie, że tej opowieści przydałoby się nieco więcej głębi.

Omawiany komiks nie przynosi ciekawych relacji interpersonalnych. Pewnym wyjątkiem jest co prawda sama Aphra, której współpraca z niejaką Saną Starros nakreślona jest całkiem zgranie (wspólna przeszłość to zawsze dobra podstawa do kreślenia takich wątków),ale poza tym album cierpi na wyraźny deficyt interesujących postaci. W przypadku kosmicznej przygodówki ten stan rzeczy rzuca się niestety w oczy, bo poza akcją to właśnie relacje między bohaterami powinny być motorem napędowym opowieści. Tu tego zabrakło.

Interesującym elementem, choć — jak na mój gust — zbyt mało wykorzystanym, jest pokazanie przez Alyssę Wong gospodarczych zależności panujących w Imperium. Widzimy między innymi Korporację Tagge, dostarczającą techniczne nowinki dla Imperium. Wyszukiwanie udogodnień mogących przysłużyć się jego chwale jest jednak niebezpieczne i wymaga nieustannego lawirowania na granicy prawa, co powoduje, rzecz jasna, pewne problemy dla decydentów tej organizacji. Wygląda to ciekawie i nie narzekałbym, gdyby autorka mocniej zagłębiła się w ten temat w kolejnych tomach.

Pięć zeszytów, jedna, w zasadzie zamknięta opowieść, a nad komiksem pracuje trzech rysowników. Dlaczego? Czy nie lepiej jest zachować stylistyczną jednolitość? Nigdy chyba nie zrozumiem zasadności tego zabiegu. OK – może rzecz ma jakieś zastosowanie, kiedy w toku fabuły skaczemy na przykład od wydarzeń obecnych do retrospekcji, ale tutaj tego nie ma. Co więcej, żaden z artystów nie rysuje tak, żeby ręce same składały się do oklasków. Zazwyczaj jest po prostu nijako, a bywa też, że kadry wchodzą nawet na poziom „odwal się”. To rozczarowuje.

Druga odsłona „Doktor Aphry” utrzymana jest w podobnym tonie co tom pierwszy, ale sprawia wrażenie słabszej kopii. Szybka fabuła, pozbawiona większego napięcia, nie angażuje tak, jak mogłaby, a brak interesujących bohaterów (poza, na szczęście, samą archeolożką) odbiera historii dodatkową warstwę, której ta seria potrzebuje. Alyssa Wong wciąż ma w rękach cykl z dużym potencjałem — pytanie tylko, czy w kolejnych odsłonach zdoła w pełni go wykorzystać.


Recenzja do przeczytania także na moim blogu - https://zlapany.blogspot.com/2025/08/star-wars-doktor-aphra-tom-2-niezwyka.html

„Doktor Aphra” to ostatnia z głównych komiksowych serii wydawanych przez Egmont w ramach „Gwiezdnych wojen”. Pierwsza odsłona serii była całkiem przyjemnym, opartym przede wszystkim na akcji albumem. Przy „dwójce” pracowała ta sama scenarzystka, dlatego też trudno było spodziewać się jakiejkolwiek zmiany w ogólnym wydźwięku opowieści. I faktycznie, mamy do czynienia z...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
171
161

Na półkach: ,

Star Wars: Doktor Aphra. Tom 2: Niezwykła maszyna to kolejna udana odsłona serii, która łączy elementy klasycznej przygody, technologicznych zagadek i galaktycznych intryg. Alyssa Wong świetnie prowadzi narrację, a oprawa graficzna dopełnia całość, tworząc komiks wart poleceniaRecenzja komiksu "Star Wars: Doktor Aphra. Tom 2: Niezwykła maszyna"

Komiks Star Wars: Doktor Aphra. Tom 2: Niezwykła maszyna kontynuuje pełne akcji i zwrotów akcji przygody Chelli Lony Aphry, jednej z najbardziej nieprzewidywalnych postaci w uniwersum Gwiezdnych Wojen. Alyssa Wong ponownie dostarcza dynamiczną i błyskotliwie napisaną historię, w której główna bohaterka musi zmierzyć się z nowymi zagrożeniami, zdradami i zagadkami technologii sprzed wieków.

Fabuła

Aphra, wraz ze swoją ekipą, natrafia na tajemniczą i potężną Niezwykłą Maszynę – starożytną technologiczną zagadkę, która, jeśli wpadnie w niepowołane ręce, może zmienić losy galaktyki. Podczas tej przygody musi poradzić sobie nie tylko z imperialnymi siłami, ale także z własnymi sojusznikami, których lojalność jest – jak zwykle – wątpliwa. Wszystko to prowadzi do napiętych konfrontacji i nieoczekiwanych sojuszy.

Styl i narracja

Alyssa Wong ponownie udowadnia, że doskonale rozumie postać Aphry – jej inteligencję, spryt i skłonność do podejmowania ryzykownych decyzji. Dialogi są błyskotliwe, a akcja nie zwalnia tempa, zapewniając czytelnikom ciągłą dawkę napięcia i emocji.

Warstwa graficzna

Marika Cresta po raz kolejny dostarcza dopracowane rysunki, które doskonale oddają zarówno klimat świata Gwiezdnych Wojen, jak i ekspresję bohaterów. Kolory autorstwa Rachelle Rosenberg wzmacniają atmosferę, podkreślając dynamikę akcji i tajemniczość nieznanych technologii.

Plusy i minusy

Plusy:

Dynamiczna, wciągająca fabuła pełna niespodziewanych zwrotów akcji.

Doskonale rozwinięta postać główna – błyskotliwa, złożona i nieprzewidywalna.

Świetnie napisane dialogi.

Doskonała oprawa wizualna.

Minusy:

Momentami historia może wydawać się przeładowana wątkami pobocznymi.

Niektóre postacie poboczne mogłyby dostać więcej czasu na rozwinięcie swoich motywacji

Star Wars: Doktor Aphra. Tom 2: Niezwykła maszyna to kolejna udana odsłona serii, która łączy elementy klasycznej przygody, technologicznych zagadek i galaktycznych intryg. Alyssa Wong świetnie prowadzi narrację, a oprawa graficzna dopełnia całość, tworząc komiks wart poleceniaRecenzja komiksu "Star Wars: Doktor Aphra. Tom 2: Niezwykła maszyna"

Komiks Star Wars: Doktor...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
186
32

Na półkach: ,

Bardzo dobra pozycja. Fabularnie nie są to wyżyny, ale historia nadrabia postaciami takimi jak chociażby Just Lucky. Rysunki w trzech środkowych zeszytach były dobre, co zdecydowanie wpływa na pozytywny odbiór całości. Tego samego nie mogę powiedzieć o zeszytach szóstym i dziesiątym, ale no cóż. ;p Więcej w materiale niżej, zachęcam! ;)

Bardzo dobra pozycja. Fabularnie nie są to wyżyny, ale historia nadrabia postaciami takimi jak chociażby Just Lucky. Rysunki w trzech środkowych zeszytach były dobre, co zdecydowanie wpływa na pozytywny odbiór całości. Tego samego nie mogę powiedzieć o zeszytach szóstym i dziesiątym, ale no cóż. ;p Więcej w materiale niżej, zachęcam! ;)

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo tovideo - opinia

Poznaj innych czytelników

93 użytkowników ma tytuł Star Wars: Doktor Aphra. Tom 2: Niezwykła maszyna na półkach głównych
  • 78
  • 15
57 użytkowników ma tytuł Star Wars: Doktor Aphra. Tom 2: Niezwykła maszyna na półkach dodatkowych
  • 27
  • 8
  • 7
  • 5
  • 4
  • 2
  • 2
  • 2

Inne książki autora

Okładka książki Star Wars: Doktor Aphra. Tom 7: Mroczne droidy David Baldeón, Minkyu Jung, Jethro Morales, Alyssa Wong
Ocena 6,6
Star Wars: Doktor Aphra. Tom 7: Mroczne droidy David Baldeón, Minkyu Jung, Jethro Morales, Alyssa Wong
Okładka książki Star Wars: Doktor Aphra. Tom 6: Ascendent Natacha Bustos, Minkyu Jung, Alyssa Wong
Ocena 6,0
Star Wars: Doktor Aphra. Tom 6: Ascendent Natacha Bustos, Minkyu Jung, Alyssa Wong
Okładka książki Star Wars: Ukryte Imperium Natacha Bustos, Steven Cummings, Alessandro Ferrari, Paul Fry, Marc Guggenheim, Minkyu Jung, Emma Kubert, Salvador Larroca, Justin Mason, Pere Pérez, Ethan Sacks, Charles Soule, Paolo Villanelli, Alyssa Wong
Ocena 6,8
Star Wars: Ukryte Imperium Natacha Bustos, Steven Cummings, Alessandro Ferrari, Paul Fry, Marc Guggenheim, Minkyu Jung, Emma Kubert, Salvador Larroca, Justin Mason, Pere Pérez, Ethan Sacks, Charles Soule, Paolo Villanelli, Alyssa Wong
Okładka książki Star Wars: Doktor Aphra. Tom 5: Wieczna iskra Minkyu Jung, Alyssa Wong
Ocena 6,8
Star Wars: Doktor Aphra. Tom 5: Wieczna iskra Minkyu Jung, Alyssa Wong
Okładka książki Star Wars: Doktor Aphra. Tom 3: Wojna łowców nagród Minkyu Jung, Federico Sabbatini, Alyssa Wong
Ocena 6,8
Star Wars: Doktor Aphra. Tom 3: Wojna łowców nagród Minkyu Jung, Federico Sabbatini, Alyssa Wong
Okładka książki Flash: Wyprawa po moc Christian Duce Fernandez, Minkyu Jung, Rafa Sandoval, Jordi Tarragona, Joshua Williamson
Ocena 7,0
Flash: Wyprawa po moc Christian Duce Fernandez, Minkyu Jung, Rafa Sandoval, Jordi Tarragona, Joshua Williamson

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Star Wars: Doktor Aphra. Tom 1: Szczęście i los Alyssa Wong
Star Wars: Doktor Aphra. Tom 1: Szczęście i los
Alyssa Wong Marika Cresta
Reaktywowane komiksowe „Gwiezdne wojny” to rozrywka przeznaczona przede wszystkim dla wiernych fanów wykreowanej przez George’a Lucasa marki. Komiksy trzech głównych serii („Star Wars”, „Darth Vader” i „Łowcy nagród”) były jak dotąd (na wysokości dwóch tomów zbiorczych każdej z nich) co najmniej przyzwoite, więc kontynuowanie tego trendu na łamach „Doktor Aphry” jawiło się wręcz jako obowiązek. Czy twórcom faktycznie udało się i kolejny cykl trzyma poziom? Na celownik Chelli Aphry trafia wyjątkowo interesujący artefakt. Pierścienie z Vaale są rzekomo przeklęte, ale pani archeolog nie wierzy w przesądy. Odnalezienie tych przedmiotów może być niezwykle opłacalne, ale wiodąca ku nim droga jest zarazem bardzo niebezpieczna. Aphra, jeśli chce odnieść sukces, musi zebrać taką drużynę, której niegroźne będą najciemniejsze zakamarki galaktyki. W swojej czytelniczej podróży jako fan uniwersum „Gwiezdnych wojen” dotarłem w końcu do początku czwartej dużej komiksowej serii. Egmont zaczął je wydawać w 2021 roku (choć omawiany album to akurat początek roku 2022) i ukazują się do dzisiaj. Nie czytałem ich na bieżąco, ale co się odwlecze, to nie uciecze. Wracając jednak do meritum, „Doktor Aphra”, bo to o niej traktuje ta recenzja, z założenia jest tytułem lżejszym w wydźwięku. Tytułowa postać to pani archeolog o dość giętkim kręgosłupie moralnym. Wystarczy powiedzieć, że współpracowała m.in. z Darthem Vaderem i zakończyła ową kolaborację żywa. Poza tym ma tendencję do elastycznego podchodzenia do kwestii zaufania, co potrafi zrazić do niej najbliższych współpracowników. Taką kreuje ją Alyssa Wong. Na szczęście do tego zestawu niezbyt pozytywnych cech dodane jest coś ponad. W innym przypadku mielibyśmy do czynienia z kimś w rodzaju Jacka z Baśni, tyle że w spódnicy – bohaterką antypatyczną i irytującą. Tak jednak nie jest, bo Aphra ma w sobie niezaprzeczalny łotrzykowski urok, który sprawia, że możemy przymknąć oko na jej niezbyt kryształowy charakter. „Szczęście i los” jest komiksem, który skupia się przede wszystkim na akcji i rozrywce. I w zasadzie jest to wszystko całkiem angażujące – scenarzystka raczej nie nagina zbyt mocno zasad logiki, oferując nam po prostu atrakcyjną, całkiem emocjonującą historię, czerpiącą pełnymi garściami z przygód Indiany Jonesa, Lary Croft i Nathana Drake’a. Różnicą jest to, że omawiany komiks osadzony jest w kosmosie, ale jeśli chodzi o jego ducha, mamy do czynienia dokładnie z tym, o czym pisałem. Czy to źle? Absolutnie nie – jeśli czerpać inspirację, to od najlepszych. Przy okazji nie ma żadnej szansy, by ktokolwiek uznał, że Wong bezmyślnie kopiuje innych. Autorce do tego daleko, a zaproponowana przez nią opowieść po prostu bawi. Jakkolwiek warstwa fabularna robi dobre wrażenie, tak ilustracje niestety nieco odstają. Nie zawsze, ale Marika Cresta bywa niedokładna. Twarze, sylwetki, tła – te elementy w trakcie lektury potrafią się nieco „rozjechać”. To z kolei nie sprzyja płynności lektury. Negatywne wrażenie rozpływa się na szczęście w scenach akcji, które są generalnie przejrzyste (a to potrafi być sporą bolączką komiksów stricte rozrywkowych) i całkiem efektowne. Czwarta główna seria „Star Wars” od Marvela rozpoczyna się w całkiem dobrym stylu. Dostaliśmy komiks stricte przygodowy i rozrywkowy, który nie razi jednak zbytnio uproszczeniami i fabularnymi wytrychami. To rozrywka, która nie obraża inteligencji czytelnika i dobrze wpisuje się w Expanded Universe. Bawiłem się nieźle i mam nadzieję, że kolejne tomy tej serii będą równie angażujące. Recenzja do przeczytania także na moim blogu - https://zlapany.blogspot.com/2025/08/star-wars-doktor-aphra-tom-1-szczescie.html
Marek Adamkiewicz - awatar Marek Adamkiewicz
ocenił na68 miesięcy temu
Star Wars: Wojna łowców nagród Steve McNiven
Star Wars: Wojna łowców nagród
Steve McNiven Charles Soule
„Wojna łowców nagród” to pierwszy wielki crossover wszystkich serii ukazujących się pod szyldem „Star Wars”. Tego typu eventy charakteryzują się zazwyczaj wielkim rozmachem i ogromem akcji, rzadko jednak okazuje się, że zamieszanie towarzyszące takim tytułom jest uzasadnione. Czy tym razem także jest to „wiele hałasu o nic”? Sprawdźmy. Boba Fett musi dostarczyć do pałacu Jabby zamrożonego w karbonicie Hana Solo. Podczas transportu dochodzi jednak do nieprzewidzianych wydarzeń, w wyniku których ładunek zostaje skradziony. Fett rusza w pościg za zgubą, jednak szybko okazuje się, że ktoś dotarł do niej pierwszy. Nie jest to byle kto – do gry powraca potężna przestępcza organizacja, która ma własne, ukryte plany, a Solo może być dobrym środkiem do ich realizacji. Już sam tytuł komiksu sugeruje, że na pierwszym planie stać będzie w nim akcja. I faktycznie, praktycznie od samego początku jesteśmy rzuceni w szalony wir wydarzeń. Świetne wrażenie robi zwłaszcza zeszyt otwierający całość, w którym widzimy próbę dostarczenia Huttom przez Bobę Fetta zamrożonego w karbonicie Solo. To historia z gatunku tych uzupełniających fabularne luki, ale nie sprawiających przy tym wrażenia niepotrzebnych - prosta, lecz angażująca i sensowna. Tak to powinno wyglądać. Właściwa część albumu to już opowieść bardziej rozbudowana. Podobać może się przede wszystkim to, że na arenie wydarzeń pojawiają się nowi gracze – to nie tylko klasyczny konflikt między Imperium a Rebelią, ale także spojrzenie w głąb światka przestępczego Odległej Galaktyki. Mamy nowe postaci, mamy nowe relacje i zależności. To może się podobać, bo rozbudowuje obraz świata przedstawionego. Ale czy sama fabuła wystarczająco mocno angażuje? Do pewnego momentu na pewno, jednak krótko po połowie albumu nadchodzi moment, w którym scenarzysta skupia się bardziej na pokazaniu eskalującego i późniejszej konfrontacji niż budowaniu ciekawego świata. Wtedy też komiks spuszcza z tonu, przeradzając się w kosmiczną nawalankę i co za tym idzie, porywa już w znacząco mniejszym stopniu. Mnie osobiście w tym natłoku akcji bardzo brakowało jakiegoś lżejszego akcentu, charakterystycznego dla serii humoru, tymczasem „Wojna łowców nagród” jest poważna. Czasami aż za bardzo. W centrum wydarzeń tego komiksu znajduje się nie kto inny, jak Han Solo. Najsłynniejszy przemytnik galaktyki tym razem nikomu nie ma jak podpaść, bo nie wypowiada ani słowa. Osadzenie fabuły w momencie, gdy jeden z najmocniejszych bohaterów franczyzy zostaje wyłączony z akcji, to swoją drogą bardzo interesujący pomysł – pokazuje, jak istotnym bohaterem jest Solo – nawet kiedy jest teoretycznie wyłączony z obiegu, wpływa mocno na przebieg wydarzeń. Ilustracje Luke’a Rossa i Davida Messiny nie podnoszą znacząco wartości albumu, ale też nie ciągną całości w dół. To przyzwoita, rzemieślnicza robota, której zaletą jest przede wszystkim to, że bohaterowie przypominają siebie. Można mieć jednak zastrzeżenia do kolorowania, bo są tu momenty, w których pierwszy plan zbyt mocno zlewa się z tłem – wtedy kadry potrafią stać się mało czytelne, co potrafi wpłynąć na płynność lektury. Główny album eventu „Wojna łowców nagród” sprawia w zasadzie całkiem pozytywne wrażenie. Daleko mu co prawda do najlepszych komiksów franczyzy, ale dostarcza sporej dawki szybkiej akcji, która w znacznej mierze angażuje. Komiksowi co prawda przydałoby się więcej luzu, ale pamiętając, o co w tej opowieści chodzi, mogę uznać, że skoro stawka wysoka, to i bohaterom niespieszno do „heheszków”. Ogólnie rzecz biorąc, bawiłem się nieźle – i tak właśnie oceniam ten komiks: jako niezły. Recenzja do przeczytania także na moim blogu - https://zlapany.blogspot.com/2025/10/star-wars-wojna-owcow-nagrod.html
Marek Adamkiewicz - awatar Marek Adamkiewicz
ocenił na65 miesięcy temu
Star Wars: Doktor Aphra. Tom 3: Wojna łowców nagród Minkyu Jung
Star Wars: Doktor Aphra. Tom 3: Wojna łowców nagród
Minkyu Jung Alyssa Wong Federico Sabbatini
Recenzja komiksu "Star Wars: Doktor Aphra. Tom 3: Wojna łowców nagród" Trzeci tom serii Star Wars: Doktor Aphra, zatytułowany Wojna łowców nagród, wprowadza nas w jeszcze większe galaktyczne intrygi, przynosząc dynamiczną akcję i niebezpieczne sojusze. Alyssa Wong kontynuuje opowieść o przebiegłej archeolożce, której losy splatają się z jedną z największych konfrontacji w świecie łowców nagród. Fabuła Aphra i jej partnerka Sana Starros zostają wplątane w skomplikowaną sieć zdrad i interesów, gdy konflikt między najsłynniejszymi łowcami nagród osiąga punkt kulminacyjny. Podczas gdy inne frakcje galaktyki ścierają się o nagrodę, Aphra – wierna swojej naturze – próbuje wykorzystać zamieszanie na swoją korzyść. Tym razem na jej drodze stają nie tylko dawni znajomi, ale i nowi przeciwnicy, którzy nie zamierzają pozwolić jej na łatwy zarobek. Styl i narracja Alyssa Wong nadal świetnie rozwija postać Aphry, podkreślając jej zdolność do manipulacji, a jednocześnie ukazując, że każda decyzja ma swoją cenę. Historia jest pełna napięcia i zwrotów akcji, a dynamiczne interakcje między bohaterami sprawiają, że trudno oderwać się od lektury. Warstwa graficzna Marika Cresta po raz kolejny dostarcza szczegółowe i pełne ekspresji rysunki, które doskonale oddają emocje bohaterów oraz intensywność bitew i pościgów. Kolorystyka Rachelle Rosenberg dopełnia całość, nadając scenom odpowiedni klimat – od mrocznych zakamarków przestępczego półświatka po tętniące życiem kantyny. Plusy i minusy Plusy: Intensywna, pełna akcji fabuła powiązana z większym wydarzeniem w uniwersum Star Wars. Świetnie rozpisane relacje między bohaterami. Złożona i charyzmatyczna główna postać. Dobrze zrealizowana warstwa wizualna. Minusy: Wątki poboczne mogą wydawać się nieco chaotyczne przez powiązanie z główną linią fabularną eventu Wojna łowców nagród. Niektóre postacie poboczne mogłyby mieć więcej czasu antenowego. Podsumowanie Star Wars: Doktor Aphra. Tom 3: Wojna łowców nagród to kolejna emocjonująca odsłona serii, która łączy archeologiczną przygodę z brutalnym światem przestępczym galaktyki. Fani Aphry na pewno będą zadowoleni z jej kolejnych intryg, a osoby śledzące wydarzenia Wojny łowców nagród znajdą tu ciekawe rozwinięcie konfliktu. To solidna kontynuacja, która nie zwalnia tempa i pozostawia czytelnika z chęcią na więcej.
TerroR - awatar TerroR
ocenił na71 rok temu
Star Wars: Darth Vader. Tom 3: Wojna łowców nagród Greg Pak
Star Wars: Darth Vader. Tom 3: Wojna łowców nagród
Greg Pak Guiu Vilanova Raffaele Ienco
Życie dzisiaj stało się tak samo łatwe... jak i trudne. Szczególnie dla młodych: kolejnych pokoleń, X, Y, Z... całej tej generacji ,,nowych przedstawicieli Cywilizacji". Przedstawicieli, którzy stali się jednym z docelowych ,,targetów”, jeśli chodzi o to komu przeznacza się całe zastępy ,,wypluwanych” przez potentatów globalnej rozrywki tworów popkultury. Teoretycznie ,,młodzi gniewni” w kwestii możliwości rozwijania swoich zainteresowań w kulturze masowej, wszystko, absolutnie wszystko, mają dostępne pod ręką. Czy to Marvel, czy DC, czy jakiś zwykły film, czy kolejna poczytna książka niezwykle popularnego pisarza sci-fi czy fantasy i horroru. Jest w czym wybierać, jednak ,,niby-łatwość” mieszająca się z faktyczną lekko sprzeczną trudnością życia nastolatków i młodych dorosłych egzystujących w pędzącym na złamaniu karku Świecie po 2020 roku, sprawiają, że mimo iż w popkulturze mamy wszystko ,,niby” pod ręką, to lekko zmieszani swoją niepewnością ,,teraz” i niepewnością w ,,przyszłości” ci właśnie ludzie, mogą ,,nabyć" swego rodzaju kulturowo-rozrywkowe rozdarcie, co do wyboru kolejnego i kolejnego filmu, książki, czy komiksu do doświadczenia, czy – co w tym przypadku może się robić nieco gorzej – zapoznania na zasadzie ,,tak, to będzie dla mnie pasją, zaczyna to coś po prostu znaczyć”. I tak, w ten sposób właśnie narodziło się rozbrajające nas fanów ostatnimi laty rozdarcie i ambiwalencja w środowisku gromadzonego wokół marki ,,Star Wars”; w ten sposób najbardziej poczytna Galaktyka w popkulturze stała się obiektem znienawidzenia jak i paradoksalnie jeszcze większego ku niej ,,hype’u”. Fandom na tym cierpi, a twórcy również jak i odbiorcy stawiani są coraz częściej w niezręcznej sytuacji, która skutkuje tylko, sądzę osobiście, tworzeniem ,,szybko, dużo i kolorowo”. To odbija się na jakości dzieł stanowiących o calutkich treściach i powodzeniu Nowego Kanonu Gwiezdnych Wojen. Cóż, my sami, nikt inny, my geecy!, my wszyscy jesteśmy po trochu sobie w tej starwarsowej kwestii winni: treści łatwo jest dostać, a do kina nikt ,,chodzi nie musi!”, skoro jest streaming i ,,Internety”. Rośnie zakup rzeczy używanych, gdzie nerd od Świata papy Lucasa może sobie z całości Uniwersum kupić cokolwiek za nieduże pieniądze… i to przez Internet. I co zaskakujące na swój ,,profetyczny, lekko anty-utopijny wydźwięk tej opinii: uważam, że sporo do sytuacji ,,rozdarcia” fandomu Star Wars i ambiwalencji i niezdecydowania się realizacyjno-twórczego w sercu funkcjonowania Disney’a i Lucasfilm Ltd., przyczynia się ,,mocno szeroko dostępna” wymiana danych, w której pierwsze skrzypce odgrywa Internet, Media Społecznościowe, telefonia komórkowa, gdzie wszystko dzięki tego rodzaju ,,łatwościom” wymienia się między sobą, i tak staje się dostępne, w niewyobrażalnie szybkim tempie: dzielimy się opiniami, tworzymy podcasty i filmiki na wszelakiej maści ,,youtubeopodobnych” stronach i serwerach. A to prowadzi do jednego: wystarczy moment i dane popkulturowe Uniwersum może ,,tak z miejsca, ze startu!” zostać znienawidzone lub pokochane, a jeden klik i lajknięcie więcej... spowodować zwolnienie danego artysty pracującego – w tym przypadku – przy Gwiezdnych Wojnach całym sobą, całą swoją pasją i zaangażowaniem. Z powyższych fanowsko-futurologiczno-informatycznych rozkmin, wynika jedno: żadne ,,Starwarsy” czy ,,Marvele” nie są bezpiecznie, nie mają obecnie żadnej konkretnej gwarancji uzyskiwania ciągłej i ciągłej popularności i nabycia wzrastającej pod względem przychodu dość stabilnej sytuacji finansowej – jest to troszku dziwne, ale właśnie ten aspekt ,,egzystencji" tychże marek przekłada się na zainteresowania danym Światem w ,,masówce”, a co za tym idzie: jakością i ilością tworzonego ,,contentu”. I jak tu fan ma wybrać z galaktycznego wora multum treści coś naprawdę konkretnego, fajnego, inspirującego do rozszerzania swojej wiedzy w zakresie tego Świata, czyli ukochanych Star Wars? Skoro z miesiąca na miesiąc przetwarzamy i wymieniamy między sobą ogromne ilości informacji, a sam Internet zamknął nas wszystkich, szczególnie młodych odbiorców w szczelnie zapieczętowanej puszcze; to samo można powiedzieć o technologiach SI, czego, mówiąc dość krótko, pokłosie widać w wielu seriach i filmach SW, gdzie efekty specjalne praktycznie i VFX wyglądają miejscami jakby były niedopracowane, generyczne, non-stop wypluwane przez modelowe, genialne algorytmy w stylu ,,Chatu GPT”. I dlatego, po raz kolejny, w tego rodzaju filozofizmach miłośnika tak szanowanej (niegdyś) marki ,,ex-właściciela” Papy Lucasa, pojawia się trudność w wybraniu czegokolwiek dla siebie odpowiedniego – można się temu dziwić jak i nie; wszystko zależy od gustów i silnej woli w nastawieniu się na zmiany w prądach twórczych i technologicznych stosowanych w pracy nad danym filmem, książką, serialem, animacją. I chyba najlepiej w takiej ,,gmatwaninie” decyzyjnej będzie gdy sięgnie się po coś w miarę ogólnie stabilnego, w Świecie SW związanego bardziej z klasyką ,,Legend” niż ,,Kanonem”, jednak opartego w Osi Czasu aktualnie rozbudowywanego Nowego Kanonu. Dobry komiks w gwiezdnowojennych rewelacjach twórczych… nigdy nie jest zły – to takie przedłużone w swym skutecznym działaniu remedium na ,,współczesny bul dópy” fana marki, i to młodego fana, niezdecydowanego z różnych powodów co do tego… ,,a no, co tu takiego teraz w tych starwarsach do lektury wybrać?”. Jest taki jeden komiks, tak właściwie to cała jego seria, którą reprezentuje: tom 3 cyklu ,,Star Wars – Darth Vader” kreowanego w działającym od 2014 roku Kanonie. Owe rozdanie z serii, którego to autorami są między innymi Raffaele Ienco, Greg Pak oraz Guiu Vilanova zatytułowane: ,,Wojna łowców nagród” wraz z siłą wydźwięku cyklu o owym Lordzie Sithów i pupilku Palpatine’a, sprawia i zarazem oferuje swego rodzaju okazję czy dwustronną umowę między fanem a całym środowiskiem Gwiezdnych Wojen, jedno: chyba to się nigdy, ale to nigdy nie wydarzy, nigdy nie nastąpi ten dzień, aby galaktyczne wojaże tam gdzie króluje Moc i walka na miecze świetlne, nagle przestały dla nas, choć to brzydko zabrzmi ‘się produkować’”. Takie właśnie zaskoczenie, ten pozytywny ,,szok neuronalny" potwierdza komiks ,,Wojna łowców nagród” – świetny, z pasją artystów pióra i myśli scenariuszowej, stworzony, gdzie zaskakuje wszystko: od pomysłów na fabułę owiniętą wokół Vadera i tytułowych ,,Łowców”, aż po (po raz kolejny zresztą) genialnie dostosowaną do intensywności i rodzaju narracji/fabuły ,,kreskę”. I szczerze: jest to kolejne (na tym samym poziomie, co dwa ostatnie historie z cyklu) owe komiksowe rozdanie serii ,,Star Wars – Darth Vader”, które nie spuszcza ani kropli pary z wysokiego poziomu twórczo-realizacyjnego, który wystartował z tomem 1-szym. Pozytywnie zaskakuje niniejszym fakt, że tom 3 dodał nam do oceanu starwarsowych możliwości kolejne cegiełki informacji, wiedzy, relacji, które okażą się po prostu mega ,,mięsiste” i niesłychanie intrygująco rozciągające jeszcze dalej i dalej Galaktykę GW o kolejne i kolejne dane. Mówiąc jeszcze inaczej: dostaliśmy w tej publikacji... coś od Gwiezdnych Wojen dla Gwiezdnych Wojen – coś, co sprawia że samo Uniwersum staje się po prostu lepsze, mniej zachwiane, zachęcające fanów do sięgania po jego ,,content”. A na deser, i czapki z głów za to dla rysowników i artystów myśli scenopisarskiej: Dartha Vadera i niektóre postacie poboczne w genialnej, ponad miarę wysokiej dyspozycji, co w obecnym rozstrojonym Świecie SW widujemy naprawdę rzadko. Ogólnie rzecz ujmując, choć to i tak troszku za skromnie, aby określić jaką ,,dobroć” zesłał na nas omawiany i recenzowany tom 3 ,,darthvaderowskiej” serii NK Galaktyki: graficznie oraz konsekwentnie co do logiki narracji i jej tempa, jak na około 140 stron przystało dzieje się w tym komiksie naprawdę turbo-dobrze. To tak skonstruowany byt, gdzie jednocześnie można go albo czytać szybko i zachwycać się linią grafiki, kadrowaniem, planszami etc., albo chłonąć do woli i odtwarzać każdą sekwencję w myślach, jakby to był ,,zaklęty w pułapce czasu”, żywy (dzięki takiemu obrazowi i rysunkowi) film. ,,Mrocznego serce Sithów” i tom 2 w kwestii sytuacji Vadera i jego decyzji, w których nawarstwiają się emocje Lorda, zżera konkurencję na śniadanko. Od początku nasz upadły Anakin znajduje się w cholernie dziwnej sytuacji. Jednak to w końcu potężny Sith, no i w połowie jeszcze Anakin – kto czytał tomy 1 i 2 serii wie, że w tym rozdaniu radzi sobie tak konsekwentnie jak poprzednio. Nie umyka mu nic, a zawierane sojusze cały czas kontroluje, chłodno kalkulując to kogo i dlaczego akurat napotyka na swojej drodze i ,,krucjacie przeciwko Imperatorowi”, którą mimo specyficznych wydarzeń z finału tomu 2, ciągle stara się kontynuować, tonując ,,tymczasowo” gniew, który w nim wre, aby nie dać wykryć się Imperatorowi ze swoimi zamiarami. Bywało i trochę zamieszania, zwłaszcza, gdy ma się w pamięci tą mocno refleksyjną część 2, ,,Prosto w Ogień” – w idącą od A do Z, prosto jak po sznurku fabułę ,,no.3" wtłacza się seria atakujących zamglony rozdarciem w Ciemnej Stronie kontrolowany, ale i próbujący się z tej kontroli ostatecznie wyrwać umysł Vadera, wspomnień, które to można nazwać danymi tylko jemu samemu refleksjami: czy aby na pewno dobrze zrobił odtrącając od siebie Luke’a? Takowe refleksje destabilizują dynamiczną fabułę, to fakt, ale bez nich nie odkrylibyśmy tego, czego nie znaliśmy dotychczas o upadłym Anakinie, jego emocjonalności po Ciemnej Stronie, także o Imperatorze i relacji między tą dwójką, bo wciąż w tym tomie ,,rzeźbi” ona główną część fabuły. A ta jak zwykle w tej serii: zaskakuje! Vader ściga nawet samego Solo i Hana aż po Korelię, broni się przed spiskowcami od Strony Imperatora i atakiem dobrze zaopatrzonych Łowców, takich jak IG-88. W końcu jego ,,związek” z ,,Mistrzem Sidiousem” kończy się dość patowo, choć nieźle dynamicznie: bez spoilerów można to określić, jako idealne zakończenie pod kontynuację w postaci… Epizodu VI Star Wars: ,,Powrotu Jedi”. Wszystko to co przedstawił gawiedzi spragnionej starwarsowej treści z serii ,,Darth Vader” jej tom 3, sprowadza (być może każdego z) czytających tytuł do jednego specyficznego wniosku: zaskakująca mimo strony refleksyjnej dynamika tomu, czasami wręcz porażająca tym, jak aż zieje ledwo co kontrolowanym gniewem (choć i tak częściowo się powstrzymuje) Vader, potrafi wprawić w stan pozytywnej błogości, optymizmu wobec tego, jak jeszcze mogła by potoczyć się przyszłość Vadera, gdyby ten zyskał całkowitą kontrolę nad swoją wolą i przeznaczeniem. Oby więcej takich historii, oby serię tą przeciągnięto w niedalekiej przyszłości do 7-8 tomów.
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na96 miesięcy temu
Star Wars: Tom 3: Wojna łowców nagród Charles Soule
Star Wars: Tom 3: Wojna łowców nagród
Charles Soule Ramon Rosanas
Recenzja komiksu "Star Wars: Tom 3: Wojna łowców nagród" Trzeci tom serii komiksowej osadzonej między „Imperium kontratakuje” a „Powrotem Jedi” koncentruje się na jednym z najgorętszych tematów galaktyki – polowaniu na Hana Solo zamrożonego w karbonicie. Opowieść splata losy różnych frakcji, w tym Rebelii, Imperium i świata przestępczego, tworząc pełną akcji i intryg historię. W tej części Leia, Luke i Lando starają się odzyskać swojego przyjaciela, jednak nie są jedynymi zainteresowanymi zdobyciem cennego ładunku. Na ich drodze stają znani łowcy nagród, tacy jak Boba Fett, Dengar czy Bossk, a także potężne syndykaty przestępcze. Pojawienie się Crimson Dawn, dawno uznanej za martwą organizacji, wprowadza dodatkowe napięcie i komplikuje sytuację. Akcja w tym tomie jest bardzo dynamiczna – pełna pojedynków, pościgów i zaskakujących zwrotów akcji. Konflikty między postaciami są dobrze zarysowane, a historia trzyma w napięciu do samego końca. Jednym z najmocniejszych elementów komiksu jest ukazanie bezwzględności galaktycznych łowców nagród i ich wewnętrznych rywalizacji. Pod względem wizualnym komiks prezentuje solidny poziom. Ilustracje są szczegółowe i dobrze oddają klimat świata Gwiezdnych Wojen, chociaż styl rysunków może nie przypaść do gustu wszystkim czytelnikom. Mimo to sceny walk i dynamicznych starć są wykonane efektownie i dodają historii tempa. „Wojna łowców nagród” to tom, który wyróżnia się na tle poprzednich części intensywnością akcji i napięciem fabularnym. Dla fanów Gwiezdnych Wojen oraz miłośników świata łowców nagród będzie to świetna lektura, która rozszerza galaktyczną intrygę i przygotowuje grunt pod kolejne wydarzenia w serii.
TerroR - awatar TerroR
ocenił na71 rok temu
Star Wars: Łowcy Nagród. Tom 2: Cel: Valance Ethan Sacks
Star Wars: Łowcy Nagród. Tom 2: Cel: Valance
Ethan Sacks Paolo Villanelli
Pierwsza odsłona „Łowców nagród”, trzeciej dużej komiksowej serii „Star Wars”, była zaskakująco udanym komiksem. Tak, był to tytuł nastawiony właściwie wyłącznie na akcję, ale z czasem okazało się, że potrafi ona naprawdę zaangażować. Dlatego fakt, że przy „dwójce” pracowali ci sami twórcy, dawał jej już na starcie pewien handicap. Na szczęście udało się go nie zaprzepaścić. Valance musi dostarczyć bardzo cenny, ludzki ładunek w miejsce, które uważa za bezpieczne. Nie jest łatwo tego dokonać, mając na ogonie dwójkę morderczych droidów, ale łowca nagród niejednokrotnie udowadniał, że potrafi wyjść cało z tarapatów. To jednak nie jedyne zagrożenie, z jakim Valance musi się zmierzyć. Oddając przysługę pewnej osobie, trafia w sam środek potyczki między statkiem Rebelii a piratami. Konflikt, jak się okazuje, ma drugie dno. Fabuła omawianego albumu to bezpośrednia kontynuacja „Najgroźniejszych w Galaktyce”, dlatego zdecydowanie warto mieć ten komiks wcześniej na koncie. Wyłapiemy więcej smaczków i nawiązań, nie będziemy też mieli problemów, by płynnie wejść w opowieść. A ta jest utrzymana w podobnym stylu, co poprzednio – na pierwszym planie stoi akcja i to ona stanowi tu główną atrakcję. Pod tym względem można być zatem usatysfakcjonowanym, bo „Cel: Valance” jest dynamiczny w ten dobry, przemyślany sposób. Ethan Sacks dobrze wie, że akcyjność musi być obudowana choć trochę interesującą fabułą, na szczęście w tym przypadku tak właśnie jest. Sprzyja temu między innymi wprowadzenie scen retrospekcyjnych – one rozbudowują przeszłość Beilerta Valance’a i tworzą więź na linii czytelnik-bohater. Szybko przekonujemy się, że nie mamy do czynienia z tępym byłym imperialnym trepem, ale kimś, kto miał swoje marzenia i cele, a czyj los potoczył się inaczej, niż powinien. Powoli dowiadujemy się, dlaczego Valance przebranżowił się z pilota TIE na łowcę nagród i nie powiem, jest to interesująca czytelnicza droga. Komiks jest też interesujący z tego względu, że zagłębia się w zaułki, w których Expanded Universe za często nie bywał. Obcujemy z pospolitymi przestępcami, gangsterami i łowcami nagród, czyli postaciami, dla których przemoc jest codziennością. To ta mroczniejsza strona Uniwersum, więc wgląd za jej kulisy jest tym bardziej ciekawy, czasami nawet pasjonujący. Warto wspomnieć, że „Cel: Valance” to w istocie trzy krótkie opowieści zebrane w jednym tomie. Każda z nich przykuwa uwagę, mnie jednak najbardziej spodobał się motyw mało krystalicznego dowódcy statku Rebelii. To ciekawe przypomnienie, że po każdej stronie konfliktu można znaleźć prawdziwe szumowiny. Ilustracje to dzieło tego samego rysownika co poprzednio, ale tym razem wypadają one jakby lepiej. Villianelliemu udało się uniknąć dużego wizualnego chaosu w scenach akcyjnych, który był bolączką „Najgroźniejszych z Galaktyce”. Teraz są one bardziej przejrzyste, choć pojedyncze spadki formy nadal się zdarzają. Nie wpływają jednak istotnie na pozytywną ocenę całości pod względem graficznym. Druga odsłona „Łowców nagród” to komiks udany. Pod względem jakościowym prezentuje się podobnie, co jego poprzednik, a co za tym idzie, śmiało można powiedzieć, że jest to lektura prosta, akcyjna, ale także całkiem jakościowa. Ja jestem z takiego stanu rzeczy zadowolony, bo solidnych „akcyjniaków środka” wcale nie ma aż tak wiele. Oby kolejne tomy utrzymały ten poziom. Recenzja do przeczytania także na moim blogu - https://zlapany.blogspot.com/2025/07/star-wars-owcy-nagrod-tom-2-cel-valance.html
Marek Adamkiewicz - awatar Marek Adamkiewicz
ocenił na78 miesięcy temu
Star Wars: Vader na celowniku Robbie Thompson
Star Wars: Vader na celowniku
Robbie Thompson Clayton Cowles
Recenzja komiksu „Star Wars: Vader na celowniku” „Star Wars: Vader na celowniku” to kolejna odsłona komiksowego uniwersum Gwiezdnych Wojen, która skupia się na jednej z najbardziej kultowych postaci w historii popkultury – Darth Vaderze. Historia ta, stworzona przez Grega Paka i zilustrowana przez Rafaela Ienko, oferuje spojrzenie na mrocznego Lorda Sithów w sytuacji, w której nawet on staje się celem polowania. Czy Vader, znany z nieustępliwości i brutalnej siły, może znaleźć się w sytuacji zagrożenia? Fabuła Akcja komiksu rozgrywa się w czasach pomiędzy filmami „Imperium Kontratakuje” a „Powrót Jedi”. Darth Vader, jako prawa ręka Imperatora, nadal ściga rebeliantów, siejąc grozę w całej galaktyce. Tym razem jednak role się odwracają – to on staje się celem dobrze zorganizowanego i śmiertelnie niebezpiecznego polowania. Historię napędza konflikt między Vaderem a grupą łowców nagród oraz rebeliantów, którzy próbują wykorzystać rzadką okazję, aby pozbyć się jednej z największych ikon Imperium. Mimo że Vader wydaje się niezłomny i niepokonany, twórcy sprawnie budują napięcie, ukazując go w sytuacjach, które wymagają zarówno sprytu, jak i surowej siły. Styl i warstwa wizualna Rysunki Rafaela Ienko są jedną z najmocniejszych stron tego komiksu. Styl graficzny łączy dynamiczne ujęcia z mrocznym, ponurym klimatem, który idealnie oddaje charakter Vadera. Kadry pełne detali podkreślają monumentalną postać Lorda Sithów, a jednocześnie pozwalają poczuć intensywność starć i napięcia. Kolorystyka komiksu doskonale współgra z fabułą – ciemne, metaliczne barwy są dominantą, co nadaje całości ciężki, imperialny nastrój. Kontrastujące czerwone światło miecza Vadera przyciąga uwagę i podkreśla jego dominację. Charakterystyka postaci Greg Pak świetnie uchwycił esencję Dartha Vadera – jest on jednocześnie przerażającym wojownikiem, bezwzględnym dowódcą i postacią o skomplikowanym wnętrzu. Pomimo że Vader jest tu głównym „antybohaterem”, czytelnik może odczuwać fascynację jego determinacją i zdolnościami, nawet w obliczu przeważających sił przeciwnika. Warto także zauważyć, że postaci drugoplanowe, choć nie dorównują charyzmie Vadera, są interesujące i różnorodne. Ich motywacje – od zemsty po próbę przetrwania – wzbogacają historię i sprawiają, że fabuła jest bardziej złożona. Mocne strony Doskonałe oddanie postaci Vadera: Jego charakter, zdolności i mroczna aura są przedstawione z niezwykłą starannością. Dynamika akcji: Komiks pełen jest spektakularnych scen walki, które wciągają czytelnika. Warstwa graficzna: Rysunki i kolorystyka idealnie współgrają z fabułą, oddając klimat Gwiezdnych Wojen. Słabe strony Przewidywalność fabuły: Chociaż historia jest wciągająca, niektóre wątki wydają się mało oryginalne, szczególnie dla fanów, którzy znają uniwersum na wylot. Brak pogłębienia niektórych postaci: W kontekście ich relacji z Vaderem postaci poboczne mogłyby zostać bardziej rozwinięte. Podsumowanie „Star Wars: Vader na celowniku” to solidny dodatek do komiksowego świata Gwiezdnych Wojen, który szczególnie spodoba się fanom mrocznego Lorda Sithów. Choć fabuła nie zawsze zaskakuje, to sposób, w jaki Vader został przedstawiony, oraz widowiskowe ilustracje sprawiają, że komiks dostarcza satysfakcjonującej rozrywki. To pozycja, która pozwala jeszcze lepiej zrozumieć grozę i potęgę Dartha Vadera, a jednocześnie pokazuje, że nawet najpotężniejsi mogą znaleźć się w niebezpieczeństwie.
TerroR - awatar TerroR
ocenił na71 rok temu
Star Wars: Darth Vader. Tom 2: Prosto w ogień Greg Pak
Star Wars: Darth Vader. Tom 2: Prosto w ogień
Greg Pak Raffaele Ienco
W najsłynniejszej popkulturowej Galaktyce, tak dobrej i urozmaiconej swymi treściami jak tylko można sobie wymarzyć, a mowa tu o niepodrabialnych, totalnie sztosowo-oryginalnych Gwiezdnych Wojnach, każdy kto choć raz oglądał jeden z głównych filmów tego Uniwersum (zapewne jest to w większości któryś z tytułów Klasycznej Trylogii),idę o zakład iż... co najmniej lubi, ale podbiję stawkę i założę się o wszystkie pieniądze świata, że przeważa tu ,,uwielbia”, ten moment, gdy głośne fanfary 20th Century Fox, a po nich ładujące swoje wprost pompatycznie niemożliwe, z dużą dozą energii te dwadzieścia czy więcej sekund charakterystycznego dźwięku otwierającego starwarsowy film, z wypływającym zza widza, jakby wprost z nieskończonej przestrzeni Galaktyki, ku miriadom jasnych punkcików emblematem "Star Wars", rozbrzmiewają. To jedno z najoryginalniejszych ,,doznań”, jakie sympatyk danego motywu, Świata, wymiaru rozrywki, którym się pasjonuje, może doświadczyć. Nie da się zapomnieć, wyrzucić z najgłębszych warstw pamięci i naszego wewnętrznego Ja tych czarnych lekko rozciągniętych liter z żółtymi obwódkami dookoła, które układają się w znak Star Wars, które jak po niewidzialnej taśmie mkną ku przygodzie, przeciągając nas na swoją stronę Mocy, zapraszając do wspólnej podróży. Po prostu nie da! Ikoniczne otwarcie epizodowych (tych z Sagi Skywalkerów) filmów Star Wars wraz z obłędnym logotypem, to ekwiwalent idealnie opracowanej franczyzy we współczesnej linii ciągle ewoluującego przemysłu rozrywkowego, który nie dość że potrafić zarabiać miliardy, to i naznacza swoją wyjątkowością naszą kulturę, wnikając do wspólnej cywilizacyjnej świadomości. Owe intro graficzno-muzyczne, to taki naznaczony ,,zębem czasu”, wszechwieczny znak rozpoznawczy marki „George’a Lucasa”, który jako jej ,,założyciel” i jeden z demiurgów dających kopa do wrzucenia pierwszego, i potem coraz wyższego i wyższego, biegu gałęzi kinematografii w zakresie powstawania filmów sci-fi/space opera i fantasy oraz temu podobne, jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych osobistości w historii światowej popkultury, ba!, w historii… jakiejkolwiek działalności kulturalnej cywilizacji! Co ciekawe z Papą Lucasem bywa jednak dość specyficznie: to taki skomplikowany zarówno jako artysta i jako osoba prowadząca własne prywatne życie człowiek – można go określić jako geniusza niepozbawionego wad. I jedną z tych wad, choć to bardziej subiektywne spostrzeżenie, jest to, że George w 2012 roku zdecydował się ,,sprzedać” swoje ukochane ,,dziecko”, markę Star Wars, globalnemu korpo-liderowi w rozrywce istniejącej w każdym segmencie ,,zawsze i wszędzie, o każdej porze”, Disneyowi. Być może ta decyzja była pokierowana chęcią odpoczynku u naszego mistrza Sci-Fi Space Opera, a także nastawienie się na inne prywatne wyzwania i niezrealizowane do końca projekty, oraz na poświęcenie większej ilości czasu rodzinie. I tak, mamy 2025 rok, a niedługo minie 15 lat odkąd teoretycznie ,,starłorsy” (według wielu ,,płaczków” i malkontentów) przestały być ,,starłorsami”, bo przecież ,,pożarła je korpo-chciwa Myszka Miki, a takowy nowy wymiar Gwiezdnych Wojen zwany Kanonem, tak niepotrzebnie nieustannie ewoluuje, ciągle i ciągle staje przed nami otworem, masowo zalewając nas przeważnie średniawej jakości treściami" - tak to mogą narzekać tylko ci ,,nie otwarci na rozbudowę Uniwersum w nowym kierunku" fani! To właśnie niszczy tą materię rozrywki, dziurawi jak sito wspaniałą, oddaną sympatykom Galaktykę! Tak, to, co było przed 2012-2014 rokiem w macierzy wszystkiego, co powstawało w Galaktyce nazwano te naście lat temu ,,Legendami”. Takowe Legendy, bądź inaczej to określając jako ,,Stary Kanon” - ów ,,skończony" Świat SW miał pozostać ,,sam sobie”, nietknięty i nierozwijany, co przez wielu z nas do dziś uważane jest za błąd, za częściowe wyrzucenie budowanej od 1977 do 2012-2014 roku bazy informacyjnej GW do kosza, na krutacki śmietnik zapomnienia. Jednakże plusem rozwijanego w niesłychanie intensywny sposób, któremu towarzyszą dziwnie fluktuujące spadki jakości i wydźwięku budowanych produktów, Świata Star Wars z ramienia Nowego Kanonu, jest różnorodność, ilość i łatwa oraz szybka dostępność rozmaitych gwiezdnowojennych treści. Szczególnie wartko opracowywane są nowe rozwiązania w sferze komiksowej, gdzie szczególną uwagę przyciąga fanów seria komiksów pisanych i rysowanych z cholernie ,,mięsistym i konkretnym pazurem”, ot zacięciem i instynktem rodem z talentu pokroju G. Lucasa czy D. Karpyshyna i J. Luceno, opowiadających o rozmaitych, solidnie rozgałęzionych przygodach osoby Dartha Vadera. I jedną z takowych cykli jest mini-seria ,,Star Wars – Darth Vader”, opracowywana w większości wydań/tomów przez G. Paka oraz towarzyszących mu artystów. Dotychczas padł w ,,objęcia moich czytelniczych zmysłów” pierwszy, pilotowy komiks cyklu: ,,Mroczne serce Sithów”, który okazał się prywatnie dla mnie czymś dużo lepszym niż zwyczajną historią z Kanonu SW. Teraz zasiadłem do tomu drugiego: ,,Prosto w ogień”, którego twórcami podobnie jak u poprzednika są m.in.: Greg Pak oraz Raffaele Ienco. Także przy tym rozdaniu… i dobrze, że tak się okazało, bo miałem wręcz świetne, pozytywne wibracje mocy przed jego rozpoczęciem, całość komiksu równie totalnie chillowo, pod każdym względem, w każdym aspekcie jego starwarsowej zgodności i zwykłej budowy tej narracji, siadła mi na gusta ,,totalistycznie zajebiaszczo". W przypadku sequela ,,Mrocznego Serca Sithów” mogę wtrącić pewne określenie opisujące to, jak płynnie scalił się on z tym, co opowiadał i jak zakończył tom 1, także jak konsekwentnie wprowadził intuicyjnie budowane treści do Kanonu, i to owinięte wokół nie byle jakiej persony: niezrównanego Lorda Vadera: ,,nie wyczuwam żadnych zakłóceń mocy w Galaktyce produktów Star Wars; panuje stosunkowo przyjazna równowaga w Mocy; fandom powinien być zadowolony budowaną przez dwa pierwsze tomy serią ‘Star Wars – Darth Vader’ linią informacji i danych”. Dzięki takim opowieściom jak niniejszym omawiany i recenzowany tom 2, marka Lucasa przynajmniej w sferze komiksowo-powieściowej funkcjonuje jak w idealnie dostrojonym szwajcarskim zegarku, a dzięki takiej skromnej ,,poprawności twórczej w tylko tej serii!” Galaktyka może płynąć w kierunku wyznaczonych przez fanów, licznych artystów pracujących dla jej całokształtu, oraz ,,korpo-ludków” Organu Dowodzącego ,,Disney'a” i ,,Lucasfilm Ltd.” celów. Owe rozdanie, co warto zaznaczyć, intryguje, ba raczej o wiele bardziej inspiruje!, każdego kto po nie sięgnie już na starcie swą elegancką i wytwornie mroczną a kolorystycznie (pod względem intensywności barw) głęboką i wciągającą okładką: z przodu jak i tyłu. To głównie na przedzie znajduje się, co zabrzmi trochę dziwnie, ale sądzę taka jest po prostu prawda: cała osnowa tego, o co będzie chodzić w fabule i narracji tomu. Bo nie ma to jak świetne i mocno konkretne przedstawienie na przedzie prezentującym komiks, to, jak zawzięcie w jego około 140 stronach treści będą walczyć w targanej zawirowaniami Mocy relacji między sobą Sidious i jego ,,niby-uczeń” Darth Vader, i co się będzie w związku z tym rozgrywać: z kim, jak, kiedy i gdzie. I to relacji podstępnej, nietuzinkowej, wręcz przesiąkniętej fluidami zdrady, zawiści, podstępu. I żeby było ciekawie to, co w tym aspekcie głównego wątku historii ,,Prosto w ogień” się wydarzyło, nie było stricte strona w stronę bezpośrednie. Stopniowo, strona w stronę, kadr w kadr, Sidious za pomocą swojego sprytnego planu, no i Vader – a czemu by nie – ci dwaj potężni użytkownicy Mocy próbowali chytrze – a dla czytelnika z sosem suspensu na dokładkę – coraz bardziej sobie zagrażać, z różną dozą stosowanych chwytów. I takie wydania jak nie tylko ów tom, ale i poprzednik (sądzę zapewne kolejne z serii również) są Kanonowi potrzebne: tak pokazuje się to, co nie ukazywały bezpośrednio treści filmowe czy serialowe GW. No bo nie da się nie kryć fanowskiego zaskoczenia tym, jak bardzo wielowymiarowa, okazuje się jednak więź, będąca na granicy rozerwania w Mocy, między ,,gagatkami” Sidiousem i Vaderem. Totalny sztos i pozytywny obłęd dla fana razem wzięte: idealne rozszerzenie dla malkontentów, którzy uznają tylko ,,cud Klasyki SW”, i nic poza tym. Po zapoznaniu się z tytułami cyklu większość zmieni zdanie, co do ,,błazenady” i ,,niepotrzebności” Nowego Kanonu dla tak słynnej marki. Po prostu Pak i Ienco i inni, zrobili tu bezcenną dla Galaktyki robotę! ,,Prosto w ogień” to przykład idealnej żonglerki rysunkiem, ustawieniem kadrów, i stopniowym zwiększaniem intensywności narracji i suspensowości w fabule. Bo jak tu inaczej określić rzekłbym ów drobiazgowy, pełny życia, wręcz – i tu odważna opinia z mojej strony – idealny (bo iście marvelowski, żywy i patosowo-heroiczny, mięsisty) dla Uniwersum Star Wars, które lubi w medium komiksowym i powieściowym twórczą i artystyczną dokładność, a co za tym idzie szczerość w realizacji komiksów czy treści kreowanej prozą styl rysunkowy oraz jego doprecyzowane techniki. Niniejszym wtłoczona konturem, dopełniona kolorem, doprecyzowana tuszem historia, w której aż kipi emocjonalnym rozdarciem Vadera stylizacja graficzna i owa techniczna dokładność i estetyka - te elementy obrazu w komiksie są perfekcyjne dla tego rodzaju narracji, w której przeważa (i to zdecydowanie!) opowieść rysunkiem ponad tym co daje scenariusz. Taką narrację, ten mocno intensywny, szarpany, z masą retrospekcji z perspektywy postaci ,,upadłego w mrok” Anakina, lecz starającego podnieść swoją duszę z popiołów ciemności i odrodzić jako Fenix, prezentuje wydanie ,,Prosto w Ogień” – te cholerne około 140 stron, które przekazują więcej emocji i informacji o ewolucji naszych charakterów: sylwetki Palpatine’a i Vadera, niż, sądzę szczerze, robi to niejedna książka z ,,Legend” czy z ,,Kanonu” lub starwarsowy film z Klasycznej Trylogii. Jak to się mówi, gdy często dokonuje się dość trudnych decyzji, koniec końców nasze działania wiążą się dla nas z określonymi skutkami, które mogą lub nie nas przekreślić bądź ustawić naszą przyszłość w wybranych dla nas elementach, relacjach jako tą dobrą lub złą. W tomie 2 serii o Vaderze, taką fluktuację wydarzeń, wir emocji, od których aż drżała Moc, a czytelnik (przynajmniej tak to wyglądało u mnie) miał na twarzy uśmiech satysfakcji od ucha do ucha, przeżył sam ,,powód” owej mroczno-suspensowo-thrillerkowej opowieści. Niegdyś Anakin, a teraz w większości Lord Vader musiał dokonać odpowiedniego wyboru: czy pozostawić swoje Ja Ciemnej Stronie, bądź mimo wszystko starać się zachowywać pozory ,,mrocznego Sitha” i jednak ,,po cichu” opierać się mrokowi i walczyć o odrodzenie i katharsis wtedy, gdy nadejdzie ten odpowiedni moment?! Sądzę, że to w tym komiksie, zarówno dla Kanonu i ogólnych treści Galaktyki Star Wars, Vader zdecydował się nie dać za wygraną, dać powoli ponieść się promykowi Światła, które lekko zaczyna się w nim rozpalać. Pogoń Ochiego z Bestoona za nim samym, w końcu konfrontacja między tymi śmiałkami i ponowna wzajemna ,,gonitwa” i ocieranie się o ,,kontakt” z Imperatorem – tak Vader rozpoczął swą krucjatę, w której zwycięsko wyszedł w ,,Powrocie Jedi”, finale filmów Klasycznej Trylogii Star Wars. ,,Prosto w Ogień" powinno się pamiętać dość długo; niebywałe, mocne, Gwiezdnym Wojnom potrzebne!
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na96 miesięcy temu
Star Wars: Wojna Łowców nagród. Jeszcze jedno zadanie David Baldeón
Star Wars: Wojna Łowców nagród. Jeszcze jedno zadanie
David Baldeón Luca Pizzari Daniel José Older Ibraim Roberson Justina Ireland Guiu Vilanova Rodney Barnes Kei Zama
Star Wars: Wojna Łowców Nagród – Jeszcze Jedno Zadanie to antologia osadzona w realiach galaktycznej przestępczości, ściśle powiązana z wydarzeniami z głównej serii Wojna Łowców Nagród. Zbiór krótkich historii przedstawia losy znanych i mniej znanych postaci świata Gwiezdnych Wojen, które znalazły się w samym środku chaosu wywołanego walką o skradzionego Hana Solo. Fabuła Komiks składa się z kilku opowieści, z których każda skupia się na innym bohaterze związanym z półświatkiem galaktycznym: Boushh – Historia o tajemniczym najemniku znanym z przebrania, które Leia nosiła w Powrocie Jedi. Poznajemy jego przeszłość i motywacje. IG-88 – Opowieść o jednym z najgroźniejszych droidów-zabójców w galaktyce, który ma własne cele związane z rozgrywką między syndykatami. Zuckuss i 4-LOM – Dwójka łowców nagród, których losy krzyżują się z innymi frakcjami w brutalnej walce o nagrodę. T’onga i Losha – Przedstawiają historię mniej znanych, ale interesujących postaci, rozwijając ich tło i relacje. Każda z tych opowieści ukazuje inny aspekt konfliktu pomiędzy syndykatami, pokazując kulisy wielkiej wojny przestępczego podziemia. Zalety komiksu ✅ Rozszerzenie historii Wojny Łowców Nagród – Świetne uzupełnienie dla fanów głównej serii. ✅ Różnorodność artystyczna – Wielu rysowników daje każdej historii unikalny styl wizualny. ✅ Ciekawi bohaterowie – IG-88, Boushh i inni łowcy nagród dostają więcej miejsca na rozwój. ✅ Mroczny klimat – Gangsterskie porachunki w galaktyce w klimacie noir i brutalnych starć. Wady komiksu ❌ Nierówna jakość opowieści – Niektóre historie są bardziej angażujące niż inne. ❌ Brak większego wpływu na główną fabułę – To bardziej dodatek niż istotny element wydarzeń. ❌ Szybkie tempo narracji – Niektóre wątki mogłyby być bardziej rozwinięte. Podsumowanie Star Wars: Wojna Łowców Nagród – Jeszcze Jedno Zadanie to solidna antologia dla fanów galaktycznej przestępczości, oferująca kilka ciekawych historii z perspektywy znanych łowców nagród. Mimo nierównego poziomu poszczególnych opowieści, komiks dostarcza dawkę akcji i rozwija tło pobocznych postaci. ⭐ Ocena: 7/10 – dobry dodatek dla fanów Wojny Łowców Nagród, choć niekoniecznie obowiązkowa pozycja.
TerroR - awatar TerroR
ocenił na71 rok temu
Star Wars. Tom 2: Operacja Gwiezdny Blask Charles Soule
Star Wars. Tom 2: Operacja Gwiezdny Blask
Charles Soule Ramon Rosanas Jan Bazaldua
Pierwszy tom nowej inkarnacji „Star Wars” zrobił naprawdę dobre wrażenie, przywołując ducha klasycznej filmowej trylogii. Po jego lekturze byłem dobrej myśli co do kontynuacji, zwłaszcza, że na stanowisku scenarzysty pozostała ta sama osoba – Charles Soule. Czy coś mogło pójść nie tak? Oczywiście, że tak, ale na szczęście nie tym razem. „Operacja Gwiezdny Blask” jest dobra, choć mogła być jeszcze lepsza. Omawiany komiks to w zasadzie dwie oddzielne opowieści. Pierwsza, zatytułowana „Wola Tarkina” opowiada o losie protegowanej tytułowego moffa i przybliża nam tę nader interesującą postać. Druga, „Operacja Gwiezdny Blask”, to historia walki o przetrwanie Rebelii w obliczu odkrycia przez Imperium sposobu kodowania wiadomości organizacji dowodzonej przez Leię Organę i Mon Mothmę. Poprzednio do gustu bardzo mocno przypadł mi pomysł imperialnego statku, na którym służą żołnierze mający osobiste porachunki z Rebelią. Tym razem autor kreatywnie rozwija tę ideę, dodając do niej nowe elementy. Szczególnie dobrze wypada tu znakomita kreacja kapitan okrętu. Ellian Zahra to świetnie napisana postać, z gatunku tych „z krwi i kości”. Jej przeszłość, naznaczona atakiem Rebelii, w którym straciła oboje rodziców, wpłynęła na późniejsze poczynania i zdeterminowała dążenia. Gdyby nie ta tragedia, nie byłoby chęci odegrania się na Rebelii i późniejszej więzi z wielkim moffem. Protegowana Tarkina jawi się jako ktoś, kto potrafi dążyć do wyznaczonych celów z ogromną determinacją, ale jednocześnie nie bezrefleksyjnie. Soule kreśli to wszystko pewną ręką, dzięki czemu łatwiej jest zrozumieć, dlaczego kobieta tak mocno stara się przypodobać przełożonym. Większa część albumu to jednak tytułowa „Operacja Gwiezdny Blask” i to jest już komiks zauważalnie inny. Największy nacisk został w nim położony na akcję i to ona stoi na pierwszym planie w drugiej części woluminu. Ta zmiana nastroju jest początkowo odrobinę konfundująca i rozczarowująca, bo po emocjonalnych ciężarach dostajemy po prostu kosmiczną bitwę, jednak gdy pierwszy szok mija, okazuje się, że Soule także ten wątek prowadzi sprawnie i rzetelnie. Problemy, które mnoży przed Sojuszem Rebeliantów nie sprawiają wrażenia wydumanych i nie są jedynie wypełnieniem fabularnych białych kart Sagi. Choć wiemy, że opowieść musi skończyć się dobrze (wszak fabuła ulokowana jest między Epizodami V i VI, a co za tym idzie – główni bohaterowie muszą przeżyć),to i tak czuć w tym komiksie stawkę. A to nie było wcale takie oczywiste. Charles Soule ma dobrą rękę do postaci – o imperialnej komandor pisałem dwa akapity wyżej, ale także w późniejszej fazie albumu trafiają się osoby przyciągające wzrok. Dla mnie kimś takim był zwłaszcza Lando Calrissian, który na własne oczy zobaczył, że Rebelia potrafi być bardzo bezwzględna, także w stosunku do własnych sojuszników. Podoba mi się takie przypomnienie, że na wojnie nikt nie może pozostać stuprocentowo niewinny. Scenarzysta świetnie oddaje targające bohaterami – zarówno Landem, jak i innymi postaciami - emocje. Wybory, przed którymi stają, naprawdę wiele ważą. W materii scenariusza lepsze wrażenie robią dwa pierwsze zeszyty i tak samo prezentuje się warstwa graficzna. Ramon Rosanas rysuje w dość ostrym, ale zarazem precyzyjnym stylu, który przypadł mi do gustu. Gorzej prezentuje się kreska Jan Bazalduy, która jest uproszczona i momentami przypomina opowieści dla dzieci. Niespecjalnie wychodzi jej rysowanie twarzy – kilka postaci wygląda momentami inaczej niż się do tego przyzwyczailiśmy (Lando, Leia),co niestety rzuca się w oczy. Gdyby cały album utrzymany był na poziomie pierwszych dwóch zeszytów, wtedy mówilibyśmy o jednym z najlepszych komiksów w uniwersum „Star Wars”. Ale jego charakter zmienia się ze skierowanego wewnątrz na bardziej rozrywkowy, i wówczas opowieść nieco traci na jakości. Nadal mamy jednak do czynienia z tytułem dobrym, który dla fanów marki „Star Wars” będzie (dla mnie był) satysfakcjonującą lekturą. Recenzja do przeczytania także na moim blogu - https://zlapany.blogspot.com/2025/07/star-wars-tom-2-operacja-gwiezdny-blask.html
Marek Adamkiewicz - awatar Marek Adamkiewicz
ocenił na79 miesięcy temu
Star Wars: Łowcy Nagród. Tom 1: Najgroźniejsi w galaktyce Ethan Sacks
Star Wars: Łowcy Nagród. Tom 1: Najgroźniejsi w galaktyce
Ethan Sacks Paolo Villanelli
Spośród wszystkich „Star Warsowych” serii, które Egmont zaczął wydawać około 2021 roku, najłatwiejsza do sklasyfikowania wydawała się ta zatytułowana „Łowcy nagród”. To musiał być tytuł nastawiony na akcję, pościgi i eksplozje. Jedyną niewiadomą pozostawało to, czy będzie to wszystko połączone tak, by czytelnik nie miał poczucia zmarnowanego czasu przy lekturze, ale raczej by zapomniał o otaczającym świecie i zanurzył się w wir przygody. Wiele lat temu Valance, Bossk i Boba Fett brali udział w dowodzonej przez Nakano Lash misji, która zakończyła się sromotną klęską i zdradą liderki. Od tamtej pory łowcy nagród chcą dorwać Nautolankę, która wówczas uszła z życiem, i wyciągnąć wobec niej konsekwencje. Prawda o tamtych wydarzeniach okazuje się jednak bardziej skomplikowana, niż można się było spodziewać, a nowe fakty mogą wpłynąć na los części Galaktyki. Od razu rozwieję ewentualne wątpliwości – tak, ten album wygląda dokładnie tak, jak napisałem we wstępie. To kipiący akcją kosmiczny sensacyjniak, który imponuje tempem opowieści. Cały czas coś się dzieje – ktoś kogoś ściga i ostrzeliwuje, a trup ściele się gęsto. „Najgroźniejsi w galaktyce” wyglądają jak przeniesiony na medium komiksowe film z Van Dammem. I dobrze być tego faktu świadomym zanim zaczniemy lekturę. Posłuży to odpowiedniej kalibracji oczekiwań. Najważniejsze, że ta ciągła akcja jest w znacznej mierze naprawdę angażująca. Ethan Sacks trzyma imponujące tempo właściwie na całej przestrzeni albumu, co w komiksie o takim charakterze jak ten jest, nie ukrywajmy, sporą zaletą. Ale akcja powinna być obudowana także interesującą fabułą – jak rzecz ma się w tym aspekcie? Jest zaskakująco dobrze. Opowieść nie tylko ma ręce i nogi, ale posiada też kilka ciekawych zakrętów – scenarzysta odkrywa kolejne fabularne karty stopniowo, dzięki czemu z każdym kolejnym zeszytem zyskujemy coraz szerszy ogląd sytuacji i orientujemy się w napięciach między bohaterami. Nie wszystko jest takie, jakie wydaje się na pierwszy rzut oka. Z kolei jeśli chodzi o bohaterów, to tym najważniejszym można nazwać Beilerta Valance’a. To były żołnierz Imperium a obecnie łowca nagród, którego dręczą nierozwiązane sprawy z przeszłości. Autor daje mu całkiem ciekawy, choć przyznajmy – niespecjalnie rozbudowany background, dzięki czemu jest to ktoś, kogo dążeniom możemy kibicować. Reszta stawki to także łowcy nagród, którzy nawet jeśli stanowią bardziej tło, to w kolejnych zeszytach wchodzą z Valancem w interesujące interakcje, dzięki czemu ich perypetie śledzi się ze sporym zainteresowaniem. Pod względem graficznym komiks prezentuje się na pewno bardzo nowocześnie. Kadry są dynamiczne i efektowne, ale często sprawiają wrażenie zbyt komputerowych. Włoski rysownik gubi się też w momentach żywej akcji, a tych, pamiętajmy, jest tu naprawdę sporo. Ilustracje stają się wtedy chaotyczne i zbyt przeładowane, co nie sprzyja płynności lektury. Trzecia duża seria ulokowana w świecie „Star Wars” rozpoczęła się z przytupem. Mamy do czynienia z komiksem angażującym, który utrzymuje zainteresowanie czytelnika od początku do końca. Trzeba mieć oczywiście świadomość, że nie obcujemy ze sztuką wyższą, ale fantastyką stricte rozrywkową, ale jeśli nam to nie przeszkadza, to seans z tym tytułem powinien być satysfakcjonujący. Recenzja do przeczytania także na moim blogu - https://zlapany.blogspot.com/2025/07/star-wars-owcy-nagrod-tom-1.html
Marek Adamkiewicz - awatar Marek Adamkiewicz
ocenił na78 miesięcy temu
Star Wars: Leia. Trzy wyzwania księżniczki. Tom 1 Claudia Gray
Star Wars: Leia. Trzy wyzwania księżniczki. Tom 1
Claudia Gray Haruichi
Tak jak czy to z Sagą literacką, przeniesioną z ekranu na książkowy byt, ,,Obcego”, czy również w tym samym czytelniczym zabiegu, czyli w przypadku wiecznych Mocą i walkami na miecze świetlne ,,Gwiezdnymi Wojnami”, gdzie szczególnie w pamięci nieźle potrafi się wryć ,,filmowa powieść” w tym Uniwersum: ,,Imperium Kontratakuje”, lubieć można ,,fanowskie ogarnianie” serii lektur po danych dziełach kinowych, serialowych etc., które to są ich specyficznymi adaptacjami, co lubię określać mianem ,,książek po filmie”, tak można robić podobnie, lecz zamiast całego adaptowanego obrazu dajemy dla tego zabiegu jego ważną postać, tą filmową perełkę, która zapisała się nie tylko w danym tytule raz na zawsze, ale i ustanowiła swego rodzaju znak rozpoznawczy dla całego Świata, który reprezentuje. Dlatego też: adaptacja jakiejś, dajmy na to, bohaterki, dajmy na to: z omawianych Gwiezdnych Wojen, i to ani nie w serialu, ani nie w animacji, ale za to w innym dość niespodziewanym dla starwarsowych realiów medium – czy to miałoby rację bytu? No a dlaczego by nie? W końcu czego nie robi się dla fanów, dla samego dziedzictwa danej marki? Albo i dla jej bohaterów, czyż nie? Popkultura to olbrzymi niekończący się wór mikołajowych prezentów, który nie ma dna – możemy w nim przebierać do woli! Jest tak samo interesująca nas, jak dana, określona naszymi zainteresowaniami rozrywka, jak i coś przeciwnego czyli jak pozostała reszta z jej olbrzymiej różnorodności; jest ona tak samo prosta jak i skomplikowana, tak samo bogata jak i uboga w przekaz, idee, wartości. Jest zespołem obiektywnych fizycznych dóbr, z których tylko doświadczający je widz, czytelnik, czy po prostu typowy nerd wybiera to, co jest mu bliskie, a co totalnie miałkie i niepasujące. Dobra ludzkie w sferze ,,masówki” nabierają sensu podczas ich subiektywnego doświadczania. To na naszych opiniach, gustach i guścikach zbudowany jest w dużej mierze mechanizm popytu i podaży w czymś co można nazwać ,,przemysłem popkulturowym”. I w tym biznesie rozrywki jednym z najbardziej pożądanych na świecie wśród geeków wszelkiej maści mediów tudzież dóbr popkulturowych jest jej forma filmowo-serialowa, niby najprostsza i najłatwiej dostępna, ale… to dzięki wielkiemu i małemu ekranowi oraz w obecnej erze dzięki ,,streamingom, których ilości dzisiaj zliczyć już nie jesteśmy w stanie” można mówić o utrzymywaniu ciągłego realizowania się mechanizmu ,,książki po filmie”. A do takiego procesu, który w naszej kulturze jest coraz lepiej znany i odbierany należy nawet, i to jest spore zaskoczenie, medium japońskiego komiksu, tzw. mangi. Jaki to świat jest mały, że nawet lucasowskich, a obecnie rozwijanych pod buciorem disnejowskiej ,,lordozo-apoptozy” ,,Gwiezdnych Wojen” potrafiła, pisząc o tym w pozytywnym kontekście, tak niezwykle sprytnie uczepić się manga. Niedawno zresztą nikt nie przypuszczałby, że nawet za miliardy lat, gdy ,,Wszechświat osiągnie stadium śmierci z racji postępującej entropii!”, ukochane przez geekowskie mordeczki na całym świecie ,,starwarsy” doczekają się swojego realizowanego formą z kraju kwitnącej wiśni komiksu. W globalnym przemyśle mangowym, a tym bardziej w Polsce, z mangami z (niegdyś) Uniwersum papy Lucasa nie jest aż tak różnorodnie, jakby to mogło na pierwszy rzut takich rozkmin i oczekiwań odbiorcy galaktycznych treści się wydawać. Na naszym rodzimym rynku tylko (i aż!),w co ciężko uwierzyć prawa do tłumaczenia i wydawania gwiezdno-wojennych mang posiada ,,Egmont Polska”. Na dzień dzisiejszy firma ta wydała łącznie, nie patrząc się na ilości tomów w danej serii i samą ich ilość, około 9 z małym poślizgiem komiksów. DC i inne adaptacje rozmaitych małych lub jak kto woli większych Uniwersów, stety bądź nie, mają podobnie, albo i gorzej. Jak widać Star Wars i inne marki, ze swoimi treściami w formie japońskiego komiksu dopiero zdobywają pierwsze szlifu w być może przyszłym zalaniu rynku tego typu medium. W końcu od czegoś trzeba zacząć, a jednym z pierwszym mediów tego pokroju, które pojawiły się dzięki ,,Egmontowi” w Polsce, i które to dotyczyły franczyzy Gwiezdnych Wojen jest manga pt. ,,Star Wars. Leia. Trzy wyzwania księżniczki” – to ten cykl staje się przykładem wspominanej powyżej modyfikowanej, bo w końcu to manga a nie klasyczna powieść czy zwykły komiks, ,,książki po filmie”, co najbardziej można opisać jako ,,graficzna nowelizacja adaptacji losów postaci po filmie z jej udziałem”. I co istotne, tom pierwszy, który otwiera takowy specyficzny cykl ,,filmowych lektur” potwierdza to, jak bardzo takie inności adaptacyjne są fanom potrzebne: urozmaicenie Uniwersum, nowe medium, wzbogacenie Świata o nowe treści. Za pilotowe rozdanie ,,Trzech wyzwań księżniczki” odpowiada w warstwie scenariusza częściowo Claudia Gray, a w większości również za rysunki i całą kwestię graficzną tytułu: mangaka Haruichi. I chyba wyszło tu dość dobrze, jako przykład tegoż to omawianego mechanizmu. Bo z ,,książkami po filmie” jest tak, że należy je traktować jako swoiste wydłużenie projekcji ekranowego widowiska, i jako coś więcej niż tylko przepisane kilkadziesiąt stron scenariusza. Tę ,,filmową książkę”, czy mówiąc mało popularnie, choć w ,,Internetach” i wśród spotkań fanów krąży takowe określenie coraz częściej ,,nowelizację filmowego scenariusza”, jak z marszu, ot z pierwszego biegu powinno się porównać, aby ukazać to dlaczego takowe ,,przedłużone książki po filmie” są dla fanów wielu ich ulubionych Uniwersów istotne, do wielogodzinnego bytu audiowizualnego, którego to jakby nie było czytając odtwarzamy klatka po klatce, a w tym przypadku zdanie po zdaniu, strona po stronie w naszej wyobraźni. Ostatni raz wspomniane Gwiezdne Wojny " oglądałem ponad rok temu, i był to ,,Epizod IV, Nowa Nadzieja”. To właśnie ten film można pośrednio uznać za źródło z którego twórcy tej mangi mogli się oprzeć pisząc scenariusz, jak i kreując grafikę. A wszystko dlatego iż czas akcji tomu pierwszego mangi o księżniczce Lei osadzony jest na kilka lat przed omawianym ,,Epizodem IV”, w którym to kluczową rolę odegrała m.in. nie inaczej: skromna osóbka, lecz o silnym duchu młoda Leia Organa. Siłą rzeczy ten klasyk filmowy będzie najbliższym źródłem do którego można podchodzić jako pierwowzór do książkowo-komiksowej adaptacji ,,Lei w jej filmie”, którą to niniejszym omawiam. Zamieszanie w postaci tego, ile autor/autorzy czerpią z powieści Gray, i czy to jest adaptacja nie filmu a jej książki, zostawmy na bok. W ,,starwarsach" najważniejsze są treści filmowe – od nich się wszystko zaczęło, a jeśli miałoby się kiedykolwiek skończyć, to tylko na dziele filmowym. Warto więc było, oj warto, z racji takich rozważań i z racji zwykłej fanowskiej ciekawości zapoznać się z pilotem ,,Trzech wyzwań księżniczki”; a była to manga nietuzinkowa, bardziej eksperymentalna niż konkretna w treści, także co najmniej, co najmniej dobra. Haruichi, nie mówiąc na ten moment o scenariuszu, gdyż to jest nieco bardziej złożona kwestia, który to zapewne bazuje (a został pisany przez tą autorkę) na powieści Kanonu Star Wars pt. ,,Star Wars: Leia. Księżniczka Alderaana” Claudii Gray, zaprezentował się w swym fachu z całkiem dobrej strony. Graficznie nie jest to wybitne dzieło, jednak ,,kreska” potrafi być różnorodna i plastyczna. Świat kreślony taką ręką artysty nie jest wtórny i powtarzalny. Postaci się od siebie różnią w wyglądzie, nawet jeśli są to ludzie, inne gatunki, nawet jeśli cokolwiek przedstawiane jest w różnej skali, z różnego kąta, różną grubością samego konturu, jego dokładnością, intensywnością tuszu i innymi technikami. To wszystko razem sprawia wrażenie prawie że bardzo dobrej rysunkowej roboty, na pewno nie chałtury, ale i na pewno nie czegoś niezapomnianego; Haruichi jak na pierwsze skrzypce dla tej bohaterki w oficjalnej mandze franczyzy, kreśli dla naszej księżniczki całą grafikę w miarę rozsądnie. Pod względem specyfiki scenariusza tomu 1 ,,Wyzwań”, na pewno czuć tu rękę kogoś doświadczonego, kto musiał czuwać nad tym, aby tak istotna dla Sagi postać jak Leia nie została ,,skaszaniała” i skiełbaszona totalnie. Ktoś taki jak Claudia Grey, która dla pisarskiej części działalności Lucasfilm Ltd. (powieści, komiksy, mangi) dorasta do rangi tuz, niczego w swym scenariuszu (na pewno opartym na swym książkowym dziele) nic nie zepsuł, spisując się z realizacji zlecenia ,,dość miękko": fabuła, sądzę, jest w stanie trafić do ogólnego typu widza, ale czy można wycisnąć z niej coś więcej? Bardzo, ale to bardzo poruszających momentów, nie wiadomo jak silnej dramaturgii tu nie znajdziemy. Pokazuje się prawdziwość charakteru, chart ducha a także jej odwagę - cechy młodej Organy, która słynęła z Uniwersum w krzewieniu w Rebeliantach a potem w Ruchu Oporu nadziei, odwagi, ,,tego czegoś!" potrzebnego do ciągłej walki z najeźdźcą. ,,Trzy wyzwania księżniczki" w swym tomie pierwszym dają się poznać i polubić czytelnikowi, jako tego typu manga, która nie rozkręca się jakoś wybitnie jak typowe ,,starwarsy” w komiksach lub w filmach. Jeśli kojarzymy energię, która towarzyszy Lei przy jej scenach w filmach, to mniej więcej wiemy z czym ta manga w swej akcji ,,się je”. I tak też jest: lekko ospale, a raz z ciekawą dynamiką i intrygą. Jak na około 190 stron, fabuła rozkręca się tak, że tego się nie odczuwa – ta narracja tu po prostu jest i trzeba do niej przywyknąć. To taka zagadka, bo generalnie z tej graficznej powieści można być umiarkowanie optymistycznie, lecz nieprzesadnie usatysfakcjonowanym. Leia dorasta, sprawdza się w kryzysie no Wobani, w licznych pertraktacjach z Imperium, w swej całej zmyślności i sprycie, o którym byśmy ją nie posądzali. A to dopiero tom 1! Gdyby sama ,,kreska” i scenariusz zyskały więcej ,,ikry” i Disney oraz Lucasfilm Ltd. pozwolili by na więcej surowości i dojrzałości dla tej serii mangi, to może i sama księżniczka zyskałaby miano tak hardej i odważnej babki, jak Ellen Ripley ze Świata Obcego.
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na61 rok temu
Star Wars: Tom 1: Ścieżka przeznaczenia Jesus Saiz
Star Wars: Tom 1: Ścieżka przeznaczenia
Jesus Saiz Charles Soule
Twórcy opowieści poszerzających uniwersum „Star Wars” mają szerokie spektrum zainteresowań – Expanded Universe operuje w ramach różnych konwencji, opowiada o różnych bohaterach, a historie rozciągają się na przestrzeni wielu tysięcy lat. Koniec końców autorzy najczęściej wracają jednak do postaci najbardziej rozpoznawalnych. I w sumie nic w tym dziwnego – to właśnie one uczyniły to uniwersum tak kasowym i kultowym. Nowe rozpoczęcie serii zatytułowanej po prostu „Star Wars”, to właśnie taki komiks – poruszający się na znanym wszystkim poletku. Po bitwie o Hoth flota Rebelii ulega rozproszeniu. Darth Vader robi wszystko, żeby dostać w swoje ręce Luke’a Skywalkera, właśnie dowiedział się, że jest synem potężnego lorda Sithów. Z kolei Leia Organa planuje uwolnienie Hana Solo, który został zamrożony w karbonicie, i którego los pozostaje niepewny. W misji ratunkowej wspiera ją Lando Calrissian, ale gubernator Miasta w Chmurach musi najpierw pokonać uprzedzenia nowych towarzyszy związane z tym, że chwilę temu, działając pod sporą presją, był zmuszony współpracować z Imperium Galaktycznym. Czy można powiedzieć jeszcze coś nowego w ramach świata mieszczącego w sobie tyle różnych historii? Nie jest to na pewno łatwe zadanie, ale Charles Soule dwoi się i troi, żeby fani byli zadowoleni. „Ścieżka przeznaczenia” to album z wyraźnie wyczuwalnym przygodowym sznytem. Powiedziałbym, że to typowy przedstawiciel nurtu „komiksu nowej przygody”, a to sprawia, że godnie reprezentuje markę „Star Wars”, przywołuje bowiem na myśl filmy klasycznej trylogii. To się chwali. „Ścieżka przeznaczenia” charakteryzuje się przede wszystkim wartką akcją. Na szczęście w żadnym momencie nie popada ona w przesadę – wszystko mieści się w rozsądnych (jak na gatunek) granicach. Można było mieć pewne obawy, czy scenarzysta wybrnie z sytuacji, gdy na scenie nie ma jednego z głównych motorów franczyzy, czyli Hana Solo (on przebywa akurat na „urlopie” w karbonicie). Ostatecznie okazało się, że pozostałe postaci są w stanie ponieść na własnych barkach angażującą opowieść. Uwagę zwraca zwłaszcza Calrissian, który w pewnym sensie przejmuje rolę drużynowego łobuza, autor jednak wzbogaca go charakterologicznie, bo widzimy takiego Landa, który wraca po ludzi, za których był odpowiedzialny na Bespinie. Podoba mi się, że niektóre motywy zawarte w tym komiksie znacząco wykraczają poza standardowe postrzeganie danych rzeczy. Wspomnę chociażby o Imperium – w akcie polowania na organizację Lei Organy i Mon Mothmy korzysta ono ze statku, którego załogę tworzą ludzie, którzy w czasie konfliktu stracili bliskich na zniszczonej Gwieździe Śmierci i mają z Rebelią osobiste porachunki. W porównaniu ze standardowym pokazywaniem każdego funkcjonariusza Imperium jako faszystowskiego złola, jest to godny odnotowania postęp. Ilustracje są ładne i przejrzyste, utrzymane w nowoczesnym stylu. Dobrze sprawdzają się zarówno w scenach statycznych, jak i tych, kiedy akcja znacząco przyspiesza. Jesus Saiz nie gubi ani skupienia, ani szczegółów, co daje satysfakcjonujące efekty. Istotne jest też to, że artysta nie eksperymentuje z fizys bohaterów. Ci, których dobrze znamy, rzeczywiście przypominają siebie – jest to w mojej opinii istotny element franczyz, zwłaszcza tych, które rozpoczynały się filmami i płynnie przeszły na terytoria innych mediów. Inauguracja nowej serii w ramach „Star Wars” to komiks udany, który godnie reprezentuje markę. Fani znajdą w nim sporo dla siebie i z całą pewnością nie będą rozczarowani jego poziomem. To nowa opowieść, ale jej duch jest nam doskonale znany – to lekka i angażująca przygoda. Jestem zadowolony, mam też nadzieję, że kolejne tomy utrzymają ten poziom. Recenzja do przeczytania także na moim blogu - https://zlapany.blogspot.com/2025/06/star-wars-tom-1-sciezka-przeznaczenia.html
Marek Adamkiewicz - awatar Marek Adamkiewicz
ocenił na79 miesięcy temu

Cytaty z książki Star Wars: Doktor Aphra. Tom 2: Niezwykła maszyna

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Star Wars: Doktor Aphra. Tom 2: Niezwykła maszyna