rozwińzwiń

Mars

Okładka książki Mars autora Rafał Kosik, 9788366178656
Okładka książki Mars
Rafał Kosik Wydawnictwo: Powergraph fantasy, science fiction
432 str. 7 godz. 12 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Data wydania:
2022-04-08
Data 1. wyd. pol.:
2022-04-08
Liczba stron:
432
Czas czytania
7 godz. 12 min.
Język:
polski
ISBN:
9788366178656
Średnia ocen

6,5 6,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Mars w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Mars



książek na półce przeczytane 1081 napisanych opinii 1081

Oceny książki Mars

Średnia ocen
6,5 / 10
299 ocen
Twoja ocena
0 / 10
avatar
816
198

Na półkach: ,

Historia lubi się powtarzać i jakakolwiek wiedza o niej, mechanizmach czy cokolwiek zmienia?
Kolejne podejście do kolonizacji Marsa i całkiem udane. Ciekawy zabieg z przejściem od przygodówki w pierwszej części do thrillera w drugiej. Zrobiła się dość złożona opowieść ale z niesatysfakcjonującym końcem.

Historia lubi się powtarzać i jakakolwiek wiedza o niej, mechanizmach czy cokolwiek zmienia?
Kolejne podejście do kolonizacji Marsa i całkiem udane. Ciekawy zabieg z przejściem od przygodówki w pierwszej części do thrillera w drugiej. Zrobiła się dość złożona opowieść ale z niesatysfakcjonującym końcem.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
371
371

Na półkach:

Mocno pesymistyczna i jednocześnie ciekawa pozycja, której akcja dzieje się w przyszłości, na tytułowym Marsie.
Czytelnik od początku wpada w wir tajemnic, sensacji, walk politycznych, powszechnej kontroli oraz kryminału by na samym końcu poznać straszną tajemnicę jaka otacza planetę Mars. Planetę która w założeniu miała upodobnić się do Ziemi, ale staje się światem pułapką. Wielowątkowa fabuła, podzielona na dwie główne części, z innymi bohaterami, zazębia się, tworząc przekonujący i sensowny świat wraz z opowiadającą ją historią.
Choć sama książka nie ustrzegła się pewnych potknięć, jak to w SF, warta jest polecenia i poświęconemu jej czasowi.

Mocno pesymistyczna i jednocześnie ciekawa pozycja, której akcja dzieje się w przyszłości, na tytułowym Marsie.
Czytelnik od początku wpada w wir tajemnic, sensacji, walk politycznych, powszechnej kontroli oraz kryminału by na samym końcu poznać straszną tajemnicę jaka otacza planetę Mars. Planetę która w założeniu miała upodobnić się do Ziemi, ale staje się światem...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
717
295

Na półkach:

Kosik ma problem. Założenia wydają się ciekawe, kreowane światy prezentują się świetnie, a książki rozpoczynają się tak, że aż chce się czytać, żeby sprawdzić, co będzie dalej. A potem to wszystko znika.

Pojawiają się naiwności, głupotki, wywrotki logiczne, a świat okazuje się być zbudowany na jakimś absurdzie. To już kolejna książka autora, która realizuje dokładnie ten schemat.

Kosik ma problem. Założenia wydają się ciekawe, kreowane światy prezentują się świetnie, a książki rozpoczynają się tak, że aż chce się czytać, żeby sprawdzić, co będzie dalej. A potem to wszystko znika.

Pojawiają się naiwności, głupotki, wywrotki logiczne, a świat okazuje się być zbudowany na jakimś absurdzie. To już kolejna książka autora, która realizuje dokładnie ten...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

1937 użytkowników ma tytuł Mars na półkach głównych
  • 1 185
  • 728
  • 24
441 użytkowników ma tytuł Mars na półkach dodatkowych
  • 321
  • 36
  • 27
  • 17
  • 17
  • 12
  • 11

Inne książki autora

Rafał Kosik
Rafał Kosik
Polski pisarz science fiction. Studiował architekturę na Politechnice Warszawskiej, ale przerwał studia, by założyć agencję reklamową Powergraph (później przekształconą w wydawnictwo),w której jest dyrektorem kreatywnym i grafikiem. Rysuje również rysunki satyryczne. Pisze głównie fantastykę naukową, często zbacza też w stronę horroru. Jego debiutem literackim było opowiadanie Pokoje przechodnie opublikowane w "Nowej Fantastyce" we wrześniu 2001. Publikował opowiadania w "Nowej Fantastyce", "Science Fiction" oraz w internetowych czasopismach "Fahrenheit" i "Esensja". Jego pierwszą powieścią był Mars, opublikowany w 2003 roku przez wydawnictwo Ares. Za następną powieść Vertical (2006) otrzymał nominację do Nagrody im. Janusza A. Zajdla. Powieść ta zwyciężyła także w plebiscycie Nautilus 2006 (wraz z Czarnym pergaminem Rafała Dębskiego). W 2008 roku ukazała się jego kolejna powieść Kameleon, która w roku 2009 otrzymała nagrodę główną Nagrody Literackiej im. Jerzego Żuławskiego oraz Nagrodę im. Janusza A. Zajdla. W latach 2004-2009 wydanych zostało 7 jego książek science fiction dla młodzieży z serii Felix, Net i Nika. Na podstawie książki Felix, Net i Nika oraz Teoretycznie Możliwa Katastrofa zostanie nakręcony film, a jego scenariusz nagrodzono w Polsko-Włoskim Konkursie na Scenariusz Filmu dla Młodego Widza
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Luna to surowa pani Robert A. Heinlein
Luna to surowa pani
Robert A. Heinlein
Bob Heinlein, szermierz przegranej sprawy, tym razem w książce o narodzinach narodu. Dlaczego przegranej ? Bo Heinlein był libertarianinem i się tego nie wstydził, a dziś jego polski tłumacz w króciutkim posłowiu pisze, że autor miał "męczący libertariański odchył". Jednak sześćdziesiąt lat temu można było jeszcze pisać o rewolucjach prowadzonych w imię wolnej gospodarki, a nie świetlanej przyszłości równych ludzi, którzy będą "jak Arystoteles i Platon, a nawet mądrzejsi" ( takie bzdury wypisywał Lew Trocki ) i nikt z tego powodu nie urządzał na autorze publicznego linczu. Mało tego, taka ksiażka mogła zdobywać nagrody. I Bob taką właśnie książkę napisał. W zasadzie można tę powieść określić jako metapolityczną, to znaczy taką, która nie opisuje konkretnej rewolucji w imię konkretnych poglądów, lecz uniwersalne mechanizmy rewolucji w ogóle. Oczywiście konkretne poglądy są o czym już wyżej wspomniałem, sama rewolucja zaś , to walka o niepodległość USA przeniesonia dokładnie 300 lat później w kosmos, ale najważniejszy w "Lunie..." jest jej uniwersalizm i byłoby dla powieści krzywdzące sprowadzanie jej zaledwie do libertariańskiego manifestu. Heinlein próbuje bowiem opisać przyczyny oraz wybuch rewolty chłodnym okiem obserwatora analizującego ludzkie zachowanie. Włącza w to wszystko, wszak mamy do czynienia z fantastyką, myślący komputer, ale to wszystko tylko dekoracje, zajmujące, ale jednak. Udało mu się przy tym wszystkim stworzyć dwóch świetnych, ambiwalentnych bohaterów. Głównego, który jest informatykiem i mimowolnie daje się wciągnąć w politykę, a także architekta całej ruchawki, profesora będącego mózgiem całej operacji. I ta postać, choć drugoplanowa, wydała mi się najciekawsza, profesor jest bowiem twardym politycznym realistą, który rozumie, że aby dać ludziom wolność, trzeba ich do niej czasem zmusić. W jaki sposób to robi, zdradzał nie będę, pozostawiając Wam przyjemność z lektury, jeśli zdecydujecie się po nią sięgnąć, ale jest to pierwsza mądrość płynaca z tej książki, mówiąca, że czasem po prostu trzeba się umoczyć. Niczym nie różni się w swoich metodach działania człowiek, który chce uwolnić ludzi spod jażma niewolnictwa narzuconego im przez inny organizm polityczny od komucha, który chce budować na Ziemi baśniową krainę. Cele pozostają odmienne, choć środki te same. A sam świadomy komputer imieniem Mike , będący w świecie powieści symbolem rewolucji ? Heinlein wprowadza tu w proces historyczny dodatkową zmienną, tj. sztuczną inteligencję. Przez to książka przypomina nieco świetny, a zapomniany film s - f "Gry wojenne", gdzie również poruszono temat możliwej współpracy miedzy SI, a człowiekiem oraz wplywu tej pierwszej na rozwój wydarzeń politycznych. Komputer Mike jednak nie buntuje się, rewolucja jest dla niego dobrą zabawą , w ktorej bierze udział z ciekawości bardziej, niż z ideowych pobudek. Cały czas jednak liczyłem - i tu zarzut do autora - że komputer ów się zbuntuje lub odwali inny numer, że będzie bardziej istotny dla fabuły, tymczasem summa sumarum okazuje się po prostu tym, czym jest każdy komputer, czyli kalkulatorem pomagajacym ludziom liczyć. Prawdopodobieństwo wygranej, trajektorię pocisków, nastroje społeczne, etc. Być może jednak takie ujęcie tematu było celowe. Jeśli Heinlein chciał po prostu ukazać mechanizmy rewolucji, buntujący się komputer tylko by ten problemat niepotrzebnie rozmywał. Na plus otwarte zakończenie. Tak naprawdę zostawia się naszej wyobraźni powody, dla których Mike kończy, jak kończy. A drugą mądrością płynącą z tej książki jest przypomnienie najprawdziwszej z prawd, a mianowicie, że jeśli sam nie zadbasz o siebie, to nikt inny tego za ciebie nie zrobi. Niby jest to oczywiste, ale kiedy przychodzi co do czego, wszyscy mówią "państwo powinno" , "Unia da", "przecież jesteśmy w NATO". Tymczasem Heinlein zdaje się mówić, że Ziemia, to nie mniej surowa pani od Luny, więc jeśli chcesz mieć dobrze, musisz upuścić sobie czasem trochę krwi. DOND - darmowych obiadów nie dają. Czy słyszę trzask pękających pup wąsatych kaszkieciarzy z UW, którzy mylą wolność z niańką ? Tak, to oni !
Czytacz - awatar Czytacz
ocenił na71 miesiąc temu
Żołnierze kosmosu Robert A. Heinlein
Żołnierze kosmosu
Robert A. Heinlein
Rico wcale nie chciał się zaciągnąć do wojska. Jednak skoro jego kolega to zrobił, młody chłopak poszedł w jego ślady. Droga wojskowego nie jest jednak prosta, a już na pewno nie wtedy, kiedy twoja planeta walczy z kosmicznymi robakami. Gdy ostatnio zaczęłam liczyć książki fantastyczne z lat 50. XX-wieku, które udało mi się poznać to okazało się, że jest ich zaskakująco dużo. I wydaje mi się, że dzięki temu widzę przynajmniej część z trendów i sposobów na pisanie literatury z tego okresu. Ostatnio do grona znanych mi, starszych powieści z tego okresu dołączyła kolejna. „Żołnierze kosmosu” Roberta A. Heinleina to powieść opublikowana w 1959, która z tego co mi wiadomo rozpoczęła nurt na militarną fantastykę naukową. Jeśli ktoś mnie zna, to wie: mnie militaria raczej nie interesują. Nie chodzi nawet o sceny wojenne jako takie, ale w tego typu książkach bardzo częśto autorzy skupiają się raczej na broniach i taktyce, a nie na bohaterach, co skutecznie mnie odrzuca. Ale „Żołnierze kosmosu” to nie jest tego typu powieść. Być może dlatego, że jest po porstu historia starsza i nie pisaną wcale po to, by rozbawić czytelnika pragnącego strzelania laserami i wielkich statków kosmicznych. To książka, która funkcjonuje raczej jako pewne ostrzeżenie oraz przedstawienie realiów wojennych. Książka ma konkstrukcję pamiętnika, w którym główny bohater, Rico, opisuje, jak wyglądała jego droga do wojska. Opowiada o szkoleniu, jego trudach i niebezpieczeństwach, a potem o służbie. W związku z czym nie jest to powieść akcji, a raczej opis drogi konkretnego człowieka. Jak na powieść fantastyczno-naukową, w której głównym punktem „sprzedającym” całość jest wojna z wielkimi owadami: jest ich tu bardzo mało. To chyba ta konstrukcja i skupienie na bohaterze sprawiły, że z pewnym zainteresowaniem czytałam powieść. Jednakże przyznaję, im dalej w las, tym bardziej montonna wydawała mi się całość i gdyby była dłuższa (ma niecałe 300 stron) to prawdopodobnie mogłabym mieć problem ze skończeniem jej. Jednak w tej formie była ciekawym przerywnikiem od tego, co czytam na co dzień i przy okazji zwróciła moją uwagę na kwiestie, o których zwykle nie myślę. Sam świat przedstawiony przez autora ma ciekawy potencjał. Na przykład, w tym uniwrsum pełnym obywatelem jest tylko ten, który przeszedł przez wojsko. Nie jest to obowiązkowe, co jest regularnie w powieści podkreślane, jednak jesli ktoś chce zostać politykiem czy mieć prawo do głosowania – musi zaciągnąć się na służbę. Sama idea wielkich owadów i ich wojny z ludźmi też mogłaby być interesująca, ale najzwyczajniej w świecie nie jest zbyt szczegółowo opisana. Nie wiemy do końca, o co chodzi w tym konflikcie, nie znamy pełnej stawki, bo po prostu to nie jest opowieść o tym, a raczej o drodze młodego żołnierza. „Żołnierze kosmosu” swoje lata mają i w konstrukcji powieści po prostu jest to widoczne. I choć na pewno nie jest to powieść dla każdego to jeśli ktoś ma ochotę dać jej szansę: nic nie stoi na przeszkodzie. Bo bez wątpienia ta historia wydana w 1959 roku wciąż ma swoje do zaoferowania, nawet jeśli są to inne zalety, niż współczesnego, rozrywkowego, militarnego SF.
Katrina - awatar Katrina
oceniła na71 miesiąc temu
Bill, bohater galaktyki Harry Harrison
Bill, bohater galaktyki
Harry Harrison
“Przy okazji przyjrzał się otwartej czaszce swego kolegi. Pokrywa, trzymająca się na małym metalowym zawiasku, zaczynała się tuż nad linią uszu. Wewnątrz, zamiast kości, mózgu i różnych innych rzeczy, znajdowała się miniaturowa sterownia wyposażona w małe krzesełko, mikroskopijne urządzenia, ekrany i szafkę z napojami chłodzącymi.” “A może zostaliśmy rozbici na atomy i wprogramowani do wielkiego komputera, który myśli sobie, że gdzieś jesteśmy, i wtedy tam jesteśmy?” “Jego twarz, o jednym tylko, nabiegłym krwią oku, wykonana była z plastyku, cztery brakujące kończyny zastępowała plątanina błyszczących tłoków, drutów i elektronicznych podzespołów,a dystynkcje artylerzysty przyspawane miał do metalowej kraty pełniącej funkcję barku.” Wojna nie ma w sobie nic z kobiety, niezależnie od tego czy rozgrywa się na ziemi, czy gdzieś w przyszłości na innych planetach. Oczywiście żyjemy w czasach, gdzie trudno doszukiwać się kosmicznych podbojów czy heroicznych czynów w walce z galaktycznymi zagrożeniami, ale na szczęście mamy “Billa. Bohatera galaktyki”, który z radością opowie nam o swojej karierze żołnierza w kosmicznej flocie, rzucając trochę światła na wzniosłe legendy. Z tego co się orientuję autor prezentowanego dzieła, Harry Harrison jest poczytnym autorem, którego opowieści cieszą się u nas sporym zainteresowaniem, jednak ja - niedzielny fan sci-fi, spotykam się z nim pierwszy raz. A jak się zaraz przekonacie, było to bardzo udane doświadczenie. “Bill. Bohater galaktyki” to historia młodego byczka z galaktycznych prowinicji, który w niezbyt lotny, pasujący do jego inteligencji poziom, zostaje zwerbowany do galaktycznej armii, by ramię w ramię z innymi druhami walczyć o pokój we wszechświecie, sławę i inne bajery obiecywane przez potężne wojsko. Lecz jak to w życiu bywa, wszystko jest piękne na papierze i na propagandowych filmach. Zabójcze szkolenie i późniejsza służba dalekie są od idylli, a na dodatek ciężko się dostosować do surowego i żołnierskiego życia. Prezentowana powieść to świetna satyra na wojnę, międzygalaktyczny “Paragraf 22” a także opowieść, gdzie mury propagandy zderzają się z delikatnymi głowami naiwnych, gasząc zapał nawet wśród największych zwolenników. Bill, który jest raczej dobrym i prostym chłopakiem, stara się dostosować do nowej rzeczywistości jako trybik w armi, jednak przez wrodzony pech i jeszcze gorsze sploty wydarzeń, co chwilę pakuje się w komiczne, a czasem tragiczne przygody. Nie byłem w wojsku, raczej się nie wybieram (o ile nic nie wybuchnie) jednak wydaje mi się, że Harrison dobrze obnaża mechanizmy stojące za wojskową tresurą, punktując bezmyślne rozkazy i totalne odczłowieczanie jednostki. System nigdy się nie myli, dobry żołnierz ma być posłużny a wszystkie wartości z dawnego życia mają byc zastąpione przez podporządkowanie. W imię praw, które równie dobrze mogą być martwe. Nie chcę zdradzić więcej niż powinienem, ale myślę, że świat się nie zawali, gdy dodam, że rozbawiło mnie straszenie rasą rzekomo ogromnych jaszczurek, które okazały się kilku calowe, a także przyszywanie ręki, gdzie delikwent dostał drugą prawą zamiast lewej. Harry to autor o przekonującym i lekkim piórze, dlatego uważam, że będziecie równie zadowoleni z lektury. Polecam.
W_witrynach_horroru _ - awatar W_witrynach_horroru _
ocenił na73 miesiące temu
Requiem dla lalek Cezary Zbierzchowski
Requiem dla lalek
Cezary Zbierzchowski
Świetny zbiór opowiadań, od pierwszego tekstu wprowadzający w świat niby znany, a odmienny, trochę odbiegający w przyszłość, z inaczej rozłożonymi akcentami, innymi krajami, odmiennymi religiami, ale jednak to wszystko znamy, poznajemy, odkodowujemy. I zanurzamy się w upadły, skazany na powolny rozkład świat, w którym na pierwszy plan w kolejnych opowiadaniach wysuwają się zagadnienia, bolączki, idee, trudności i obsesje, które towarzyszą nam na co dzień. Autor powtarzając sztafaż świata, nazwy, skojarzenia z naszymi realiami, wędruje dowolnie po interesujących go sprawach. To fantastyka, której teraz w Polsce pisze się bardzo mało, nasuwająca skojarzenia z tym złotym u nas okresem, gdy na przełomie upadającego komunizmu i kapitalistycznego nowego świata, młodzi i starsi autorzy fantastyki sięgali najczęściej w opowiadaniach właśnie, po fantastykę problematyczną, socjologiczną, spekulatywną. Opowiadali w kostiumie przyszłości o tematach, które interesowały ich w świecie jaki znali. I Zbierzchowski przywołuje w swojej prozie taki sposób korzystania i używania fantastyki. Ale nie tylko taki, bo jest całkiem sprawny literacko, prowadzi ciekawą grę, wykorzystując w nienachalny sposób skojarzenia popkulturowe, sięga po budowanie klimatu rodem z jakiś opowieści niesamowitych, trochę jakby miał ochotę na spróbowanie konwencji weird fiction. Bardzo mi ten sposób pisania fantastyki odpowiada. Teksty są oczywiście różne, nie każdy mi tak samo zagrał, jedne wciągnęły bardziej, zwłaszcza gdy tematyka zahaczała o religię, albo gdy lekko wchodząc w klimat cyberpunku odwoływały się do wątków np. imigrantów, problemów kulturalnych, zagadnień technologicznych. I właśnie gdy oferowały klimat niezwykłości, rodem jakby "Z archiwum X". Teraz po powieści autora sięgnę na pewno.
Tomasz_K - awatar Tomasz_K
ocenił na72 lata temu

Cytaty z książki Mars

Więcej
Rafał Kosik Mars Zobacz więcej
Rafał Kosik Mars Zobacz więcej
Rafał Kosik Mars Zobacz więcej
Więcej