rozwińzwiń

Nie widziałem, jak płaczesz. Wiersze wszystkie

Okładka książki Nie widziałem, jak płaczesz. Wiersze wszystkie autora Krzysztof Daukszewicz, 9788382343717
Okładka książki Nie widziałem, jak płaczesz. Wiersze wszystkie
Krzysztof Daukszewicz Wydawnictwo: Prószyński i S-ka poezja
160 str. 2 godz. 40 min.
Kategoria:
poezja
Format:
papier
Data wydania:
2022-02-22
Data 1. wyd. pol.:
2022-02-22
Liczba stron:
160
Czas czytania
2 godz. 40 min.
Język:
polski
ISBN:
9788382343717
Średnia ocen

6,0 6,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Nie widziałem, jak płaczesz. Wiersze wszystkie w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Nie widziałem, jak płaczesz. Wiersze wszystkie

Średnia ocen
6,0 / 10
15 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Nie widziałem, jak płaczesz. Wiersze wszystkie

Sortuj:
avatar
155
154

Na półkach:

Wiersze pełne emocji, smutku, zamyślenia. Takie zwyczajne, a takie piękne.
Moje ulubione to : KŁÓTNIA, TEGO SAMEGO DNIA, CO CHCESZ...

Wiersze pełne emocji, smutku, zamyślenia. Takie zwyczajne, a takie piękne.
Moje ulubione to : KŁÓTNIA, TEGO SAMEGO DNIA, CO CHCESZ...

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
185
116

Na półkach: ,

Dużo emocji, dużo emocji...
wywoływało we mnie czytanie tej poezji.
Panie Krzysiu, dla mnie to poezja!

Dużo emocji, dużo emocji...
wywoływało we mnie czytanie tej poezji.
Panie Krzysiu, dla mnie to poezja!

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1165
1165

Na półkach: ,

"Jeżeli w tym tomiku doszukasz się poezji, sprawi mi to przyjemność, jeżeli odkryjesz tylko emocje i zwątpienia, które dopadają każdego, będzie to prawda". Jest to fragment tej książki zaczerpnięty z tekstu "Od Autora". Autorem wierszy jest Krzysztof Daukszewicz, który jest nie tylko rewelacyjnym satyrykiem, ale także bardzo dobrym poetą. W wierszach ukazuje swoje wnętrze, swoje człowieczeństwo, swoje życiowe obserwacje, pokazuje poruszające nim lęki, stany, niepokoje. Liryczna, melancholijna odsłona znanego satyryka.
Oddam znów głos autorowi. "Były i mam nadzieję, że jeszcze będą w moim życiu takie chwile, które muszę ubrać we własne zdania i słowa, nawet jeśli kilka minut później jestem już w innych obłokach i na innej Ziemi, którą najbardziej akceptuję w baśniowym malarstwie Joasi Milewicz". Dlaczego o Joannie Milewicz tu mowa? Dlatego, że książkę zdobią rysunki oraz obrazy tejże interesującej artystki i stanowi to dodatkowy plus tej książki. A jakie są same wiersze? Różne, lepsze (niektóre wręcz rewelacyjne) i gorsze, co najwyżej dobre. Jedne spodobały mi się bardziej, inne mniej. Tak to z poezją bywa. Ocena całości jest jednak pozytywna i książka ta zasługuje w moich oczach, w moim subiektywnym odczuciu na ocenę bardzo dobrą. Solidne, mocne 7/10.
Na zakończenie tej opinii przytoczę jeden z wierszy. To jeden z moich ulubionym z tej książki. Jego tytuł to "Wieża Babel". Oto on:
"Zbudowaliśmy
przez te wszystkie lata
prawdziwą wieżę Babel.
I teraz słuchamy siebie bez zrozumienia słów,
nie mówiąc już o pełnych zdaniach.
Co innego znaczy - dom
Co innego - nasze życie
Co innego - być razem
Co innego - kocham
Potrzebny jest nam tłumacz,
ale podejrzewam, że i on
musiałby nauczyć się
dwóch nowych języków".

"Jeżeli w tym tomiku doszukasz się poezji, sprawi mi to przyjemność, jeżeli odkryjesz tylko emocje i zwątpienia, które dopadają każdego, będzie to prawda". Jest to fragment tej książki zaczerpnięty z tekstu "Od Autora". Autorem wierszy jest Krzysztof Daukszewicz, który jest nie tylko rewelacyjnym satyrykiem, ale także bardzo dobrym poetą. W wierszach ukazuje swoje wnętrze,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

32 użytkowników ma tytuł Nie widziałem, jak płaczesz. Wiersze wszystkie na półkach głównych
  • 23
  • 9
17 użytkowników ma tytuł Nie widziałem, jak płaczesz. Wiersze wszystkie na półkach dodatkowych
  • 8
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Nie widziałem, jak płaczesz. Wiersze wszystkie

Inne książki autora

Okładka książki Grube ryby Krzysztof Daukszewicz, Lesław Kuczerski
Ocena 5,7
Grube ryby Krzysztof Daukszewicz, Lesław Kuczerski
Okładka książki Sposób na przetrwanie Krzysztof Daukszewicz, Violetta Ozminkowski
Ocena 6,5
Sposób na przetrwanie Krzysztof Daukszewicz, Violetta Ozminkowski
Okładka książki Ziobranoc, Europo Aleksander Daukszewicz, Krzysztof Daukszewicz
Ocena 6,6
Ziobranoc, Europo Aleksander Daukszewicz, Krzysztof Daukszewicz
Okładka książki Nareszcie w Dudapeszcie Aleksander Daukszewicz, Krzysztof Daukszewicz
Ocena 6,5
Nareszcie w Dudapeszcie Aleksander Daukszewicz, Krzysztof Daukszewicz
Krzysztof Daukszewicz
Krzysztof Daukszewicz
Krzysztof Daukszewicz urodził się 30.10.1947 w Wichrówie. Jest satyrykiem, poetą, kompozytorem, gitarzystą i piosenkarzem. Studiował w WSP w Olsztynie. Od 1976 roku współtworzył kabaret Gwuść z którym zdobywał nagrody. W 1976 roku zadebiutował w I Biesiadzie Humoru i Satyry w Lidzbarku Warmińskim w autorskim programie kabaretowym „Dookoła Wojtek”, za który otrzymał II nagrodę. W roku 1978 przeniósł się do Warszawy, gdzie do 1981 występował w kabarecie „Na Pięterku” Związku Polskich Autorów i Kompozytorów. W latach 1979-84 był kierownikiem literackim Teatru na Targówku, w którym zrealizował własny spektakl satyryczny „Dziury na drodze” oraz musical dla dzieci „Dzieci taty Zeusa”. W latach 1983 – 86 prowadził wraz z Januszem Gajosem kabaret „Hotel Nitz”. Od roku 1986 do 1990 współpracował z kabaretem Pod Egidą. Realizował autorskie recitale i programy telewizyjne takie jak: „Na tronie”, „U pana Krzysia”, „Rozmowy ze zgryzem”. Od 2005 roku jest stałym gościem na antenie programu „Szkło kontaktowe” nadawanego w TVN24. Jest autorem sztuk teatralnych „Cycek”, „Bunkier”, zbioru satyrycznego „Między Worłujem a Przyszłozbożem” i wielu książek, licznych piosenek oraz felietonów . Jest laureatem licznych nagród, takich jak; Złote Rogi Kozicy i nagrody MKiS w Ogólnopolskim Turnieju Kabaretowym w Zakopanem w 1977, Złotej Szpilki na II Biesiadzie Humoru i Satyry w 1977 za program „Mity i nity, czyli nasza Monachomachia”, III nagrody na III Biesiadzie Humoru i Satyry w 1978, Srebrnych Rogów Kozicy w Ogólnopolskim Turnieju Kabaretowym w Zakopanem w 1978, Grand Prix oraz nagrody dziennikarzy na przeglądzie kabaretowym OSET w Rzeszowie w roku 1986, III nagrody za farsę „Cycek” na Międzynarodowym Konkursie na sztukę teatralną w Jugosławii w 1986, nagrody MKiS na KFPP Opole 91, Złotego Mikrofonu w 1991, nagrody miesięcznika „Szpilki” za „Listy do Pana Hrabiego” w 1991 roku, Złotego Kamertonu w 1992, Prometeusza w 1997.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Mondo cane Jerzy Jarniewicz
Mondo cane
Jerzy Jarniewicz
„Świat pieskieje” – to proste stwierdzenie mogłoby służyć za motto tomu, za który Jerzy Jarniewicz otrzymał Nagrodę Literacką Nike. „Mondo cane” nie jest jednak jedynie lamentem nad kondycją współczesności; to bezlitosna, a zarazem czuła sekcja zwłok naszej codzienności, przeprowadzona językiem ostrym jak skalpel. Estetyka szoku i pęknięcia Tytuł nawiązuje do słynnego nurtu kina dokumentalnego (shockumentary) z lat 60., który epatował okrucieństwem i dziwactwami świata. Jarniewicz przyjmuje podobną strategię, ale przenosi ją na grunt intymny i językowy. Jego wiersze to migawki z życia, które „wyszło z formy”. Poeta rejestruje rozpad więzi, starzenie się ciała, medialny szum i wszechobecną przemoc, która spowszedniała nam tak bardzo, że oglądamy ją przy porannej kawie. Siłą tego tomu jest odrzucenie wielkich metafor na rzecz konkretu. Jarniewicz pisze o rzeczach „niskich”, o fizjologii, o śmieciach, o brudzie za paznokciami rzeczywistości. Robi to jednak z niesamowitą dyscypliną słowa. Tu nie ma zbędnych przymiotników – każda fraza jest uderzeniem, które ma wytrącić czytelnika z samozadowolenia. Krytyka: Między empatią a cynizmem Niektórzy zarzucają „Mondo cane” nadmierny pesymizm lub pewną „pozowalność” na brutalizm. Można odnieść wrażenie, że autor momentami zbyt lubuje się w estetyce brzydoty, co u mniej cierpliwego czytelnika może wywołać odruch obronny. Czy świat rzeczywiście jest aż tak „pieski”? Czy w tej kronice upadku jest miejsce na nadzieję? Jarniewicz zdaje się odpowiadać, że nadzieją jest samo nazywanie rzeczy po imieniu – akt odwagi, by nie odwracać wzroku. Werdykt „Mondo cane” to jedna z najważniejszych polskich książek poetyckich ostatnich lat. Jarniewicz udowadnia, że poezja nie musi być „ładna”, by być prawdziwa. To lektura bolesna, irytująca, ale magnetyczna. Poeta nie oszczędza nikogo – ani siebie, ani czytelnika, ani świata, który opisuje. To zapis życia w czasach po katastrofie, która wydarzyła się tak cicho, że prawie jej nie zauważyliśmy.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na62 miesiące temu
Walcząc z myślami. Aforyzmy Bruce'a Lee w życiu codziennym John Little
Walcząc z myślami. Aforyzmy Bruce'a Lee w życiu codziennym
John Little Bruce Lee
Zbiór różnorakich przemyśleń i życiowych wskazówek Bruce'a Lee. Postaci z pewnością nietuzinkowej, i niemal z każdym kolejnym rokiem, mijającym od jego (przedwczesnej) śmierci - obrastającej coraz to większą legendą... Niewielu w historii miało tak wielki wpływ na ogólnoświatowe zainteresowanie sztukami walki. Nie tylko zresztą ich skutecznością w ewentualnej, fizycznej konfrontacji, ale i - powiedzmy, duchowo/filozoficzną otoczką. A cały ten "boom na ową wiedzę" jeszcze (wielokrotnie) nasilił się po nieco zagadkowym zgonie bohatera niniejszej pozycji... Bruce Lee poświęcił praktycznie całe swe trzydziestoparoletnie życie sztukom walki. Żadnej nie odrzucał ani nie lekceważył, z każdej starał się brać to, co (według niego) najlepsze. By stworzyć "styl idealny", nie mający sobie równych... Grał także w filmach, propagujących (oprócz, oczywiście, samych pojedynków z jego udziałem) wartości, którymi starał się kierować w swoim życiu. Czyli odwagę, uczciwość, czy lojalność. Były to raczej niskobudżetowe produkcje, a finansowym sukcesem sławetnego "Wejścia smoka" - praktycznie nie zdołał się już nacieszyć... Do tego był bacznym obserwatorem otaczającej go rzeczywistości. Zaś oprócz wyżej wymienionej życiowej aktywności - dane mu było także poznać, nie zawsze przecież łatwe - życie "obcego" w innym kraju... Mimo nieustannego bycia w "życiowym ruchu" nie zaniedbywał też tzw.duchowości. Sporo czytał i myślał o sensie życia, znaczeniu naszego istnienia w całym tym "bałaganie", oraz roli śmierci, która prędzej czy później upomni się przecież o każdego... I właśnie ta książka to taki zbiór "myśli wszelakich" na "wszystkie ważne tematy". Z pewnością każdy Czytelnik znajdzie tu mniejszy czy większy fragment dla siebie, a być może z jakimś się nawet w pełni zidentyfikuje. Bo Bruce Lee, mimo, że nie żył przesadnie długo, to życiowym doświadczeniem i talentem (uważnego) obserwatora niejednokrotnie trafia w samo sedno opisywanych spraw/sytuacji. Choć niekiedy można poczuć się nieco zakłopotanym, gdy "mentor" w jednym miejscu pisze, by robiąc coś wykonywać to z pełnym zaangażowaniem i na 100 procent, zaś w innym - że jednak zawsze warto coś "zostawić dla siebie", i mieć w zanadrzu, tak na wszelki wypadek... Ale, generalnie, znajdziemy tu mnóstwo naprawdę ciekawych "życiowych drogowskazów", które zaskakują swą nieprzemijającą aktualnością...
Robwier - awatar Robwier
ocenił na71 rok temu
Brzydko tną twoje noże? Jakub Kornhauser
Brzydko tną twoje noże?
Jakub Kornhauser
Tomik zawiera odbicie współczesnego języka wykrzywianego przez kapitalizm - w szeroko pojętym marketingu; zniekształconego przez tłumacze oraz przesiąkające do lingua franca przesądy i stereotypy. Wszystko napisane nie po gramatycznemu, ku rozrywce czytelnika. Osobiście śmiałem się w głos - jestem młody i ten sposób komunikacji jest mi aż za dobrze znany. Choć tomik może skłaniać także do melancholicznych reflekcji na temat współczesnego upadku języka - to już nie jego kaleczenie ni łamanie; to istne piekielne tortury. Po 3 latach od wydania ujawnia się nieaktulaność - brak dodatkowego rozdziału: cytatów z rzygowin ChataGPT. 1. i 2. część przedstawiają nieudolne kampanie i hasła reklamowe - słowotok marektingowca. Wyobrażałem sobie, że są to odpowiedzi zestresowanego dyletanta na rozmowie kwalifikacyjnej, gdy rzucone zostaje - znane z filmów - pytanie: "Sprzedaj mi ten długopis / laptop / [cokolwiek]". 3. rozdział to kolekcja przynęt cyfrowych wyzyskiwaczy, oszustów, złodziei. Wszystkie coś łączy. 4. to przemielone przez tłumacz opisy aukcji i recenzji, zgaduję, że z chińskich portali aukcyjnych. Niezawodnie ludyczne. 5. - konkatenacja akapitów - panegiryk na cześć "goldendoodla". 6. rozdział to zeskrobane komentarze z youtube, gdzie pokazuje się niezbędność tej formy komunikacji we współczesnej globalnej wiosce. 7. to przetłumaczone - z kilkoma błędami - krótkie artykuły z niemieckiej prasy sportowej. Błędy tłumacza czasami wiele zmieniają - np. płeć zawodnika przelewa się między zdaniami. Przyznam się, że ostatnie dwa rozdziały najmniej zrozumiałem, były dla mnie obojętne. Oczywiście wydawnictwo warstwy znów pokazało, na co ich stać - złocone brzegi, tytuły utworów pisane złotą czcionką, złoto wszędzie. Ten kicz pasuje idealnie do poruszanej tematyki. 19.10.2024 - ostatnie sztuki tomiku dostępne w sprzedaży internetowej.
Adam Nieznane - awatar Adam Nieznane
ocenił na81 rok temu
Haiku Matsuo Bashō
Haiku
Matsuo Bashō Issa Kobayashi Masaoka Shiki Buson Yosa
Mam słabość do haiku, dlatego zaczęłam gromadzić swoją prywatną kolekcję poświęconą tego typu poezji. Ten tomik jest moim drugim nabytkiem i jednocześnie pierwszym czytanym w polskim tłumaczeniu. Podobnie jak sam zamysł haiku, wydanie tego tomiku jest proste i minimalistyczne, co widać już po jasnej, estetycznej okładce. Każde haiku przedstawione jest w japońskim oryginale, oraz w polskim tłumaczeniu autorstwa Beaty Szymańskiej i Anny Kuchty. Szkoda, że do japońskich wersji haiku nie dodano furigany - dałoby to dużo frajdy osobom uczącym się języka Kraju Kwitnącej Wiśni. Jeśli chodzi o samo tłumaczenie, to już we wstępie jedna z tłumaczek zaznacza, że założeniem tego przekładu było przedstawienie wierszy w sposób bliski polskiemu czytelnikowi. Nie do końca jestem przekonana do tego podejścia, wydawało mi się, że dużo rzeczy umykało w tłumaczeniu. O wiele bardziej do gustu przypadł mi angielski przekład w poprzednio czytanym zbiorze haiku. Zestawienie poetów haiku w tym tomiku jest dosyć klasyczne. Są to: Matsuo Bashō, Yosa Buson, Kobayashi Issa i Masaoka Shiki. Samych wierszy jest dosyć dużo i czytając je, można wyczuć styl i główne motywy opisywane przez poszczególnych autorów. Tomik czyta się szybko, a w trakcie czytania ma się wrażenie, jakby oczami wyobraźni oglądało się wystawę malarską, która przedstawia prostotę i piękno natury. Myślę, że ten zbiór haiku idealnie sprawdzi się jako forma medytacji, która pozwoli na chwilę odpocząć od pędu życia. (Wyzwanie czytelnicze LC na marzec 2023: Przeczytam tom poezji)
MogwaiGirl - awatar MogwaiGirl
ocenił na73 lata temu
Zimowe przepisy naszej wspólnoty Louise Glück
Zimowe przepisy naszej wspólnoty
Louise Glück
Ostatni tom Louise Glück, wydany niedługo przed jej śmiercią, jest lekturą przedziwną – rzadką, chłodną i niemal całkowicie pozbawioną ozdobników. Autorka, znana z tego, że potrafiła nadać mitologiczną rangę najprostszym gestom, tym razem schodzi do poziomu elementarnego. Przyznając tej książce ocenę 7/10, doceniam jej niesamowitą dyscyplinę językową i odwagę w mierzeniu się z nicością, choć przyznaję, że jej hermetyczność może stanowić dla czytelnika barierę trudną do pokonania. Tytułowe „przepisy” nie są instrukcjami kulinarnymi, lecz raczej rytuałami przejścia. Wspólnota, o której pisze Glück, to grupa ludzi przygotowujących się na zimę – nie tylko tę kalendarzową, ale i ostateczną. Wiersze są krótkie, rwane, przypominają szeptane instrukcje: jak zbierać mech, jak przygotować się na mróz, jak znosić starość. Autorka porzuca tu dawną, gwałtowną pasję znaną z „Dzikiego irysa” na rzecz tonu niemal beznamiętnego, co czyni lekturę doświadczeniem metafizycznym. To poezja „kości”, z której zeskrobano całe zbędne mięso metafor. Krajobraz po bitwie Wizualnie i emocjonalnie tom ten jest skąpany w bieli i szarości. Glück przygląda się procesowi znikania – zarówno fizycznego, jak i pamięciowego. Pojawiają się tu postacie starego rzemieślnika, siostry, niemego świadka. Wszystko jest tu wyciszone, jakby przykryte grubą warstwą śniegu. Noblistka mistrzowsko operuje ciszą między wersami; to, co niewypowiedziane, waży tu znacznie więcej niż same słowa. Jest w tej poezji coś z haiku – dążenie do uchwycenia istoty bytu w jednym, błyskotliwym, choć często bolesnym spostrzeżeniu. Siódemka to nota dla dzieła skończonego i spójnego, które jednak ze względu na swój skrajny minimalizm może wydawać się niektórym odbiorcom zbyt suche. To nie jest tom, który uwodzi czytelnika; on raczej stawia go przed lustrem i zmusza do patrzenia w ciemność. Brak tu emocjonalnych punktów zaczepienia, do których Glück przyzwyczaiła nas w swoich wcześniejszych pracach. „Zimowe przepisy...” to książka, którą się respektuje bardziej, niż kocha – jest imponująca jako intelektualny testament, ale bywa zbyt chłodna, by w pełni poruszyć serce przy pierwszej lekturze. „Zimowe przepisy naszej wspólnoty” to pożegnanie wielkiej artystki, która do samego końca pozostała wierna swojej surowej estetyce. To solidne 7/10 – pozycja obowiązkowa dla badaczy twórczości Glück i miłośników poezji esencjonalnej. To tomik o godności, jaką niesie ze sobą akceptacja końca, i o tym, że nawet w najgłębszej zimie istnieją zasady, których warto przestrzegać, by nie stracić człowieczeństwa.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na723 dni temu
Sierotka Marcin Świetlicki
Sierotka
Marcin Świetlicki
Gdy miałem dwadzieścia parę lat – szukałem i znalazłem. Znalazłem Świetlickiego. Był odklejony od szarej rzeczywistości, schowany gdzieś w kołnierz, za papierosem i za okularami. Jego mroczne frazy dawały miły chłód, jakiś bunt, własny nieporządek. I postanowiłem zostać poetą. Zapewne i inni poeci mieli w tym swój jakiś udział, ale muzyka rockowa z tekstem, wywalała w jakąś inną przestrzeń. Kasety „Ogród Koncentracyjny” i „Cacy Cacy Fleischmaschine”, a potem kolejne. I mogę sobie teraz – pięćdziesięcioletni - rzadko słuchać Świetlików, ale one grają sobie same w mojej głowie – np. fraza ze zbliżającymi się cmentarzem i supermarketem („Opluty 05”),fraza z grzybem-robakiem, albo że „szalenie delikatny jestem na kacu” („Delikatnienie”). No i ten najpiękniejszy utwór „Franek Chrzonszcz” z marzeniem, by wyjechać, aż paszport zanieczyści się tysiącami palców, gdzie „Ludzie niczego nie chcą ode mnie. I Nikt nic.” I bywa, że sobie szyderczo zazłowieszczę „Henryk Kwiatek!”, bo świat nas zje, a wiara nas nie uratuje... Mam takie przemyślenie, że „Mistrz” ustawił nie tylko mnie, ale wielu poetom, taki profil, taki awatar – cynicznego, ironicznego idealisty, pesymistycznie wpatrzonego w przyszłość. Osobnego, niedostępnego (legenda, że książki dawane Świetlickiemu przez młodych poetów, autor zostawia gdzieś w nocnych barach),wkurzonego (wulgaryzmy). Muszę być taki – wtedy wygram. Mam się dystansować od jakiejkolwiek wspólnoty, przyjaźni. Ma mnie mierzić Słońce. Żadnych nadziei, chłodny dystans, rezerwa, beznamiętność, piwnica, samotność, neuro. Kolejka, buch, kolejka, neuro. Iluż odgrywa ten wyreżyserowany spektakl, „jestem w nastroju nieprzysiadalnym”, „mam już jeden nóż w plecach, i nie ma w nim miejsca na następne”? Tylko, że teraz sześćdziesięcioletni poeta, piszący swoje kolejne wiersze, które gloryfikują stan introwersji, przestał wydawać mi się atrakcyjny. O ile kiedyś za młodu zapadanie się w sobie, wydawało mi się takie fajne, buńczuczne, męskie, to teraz pławienie się w posępności, wydaje mi się takie proste i haniebnie straceńcze. I wybierając z „Sierotki” wiersze „antyludzkie”, z jednej strony cmokam, że takie fajne, a z drugiej strony jestem zły. Bo jego wiersze mają swoją siłę rażenia. Ergo: odbiorcy poezji Świetlickiego są „antyludzcy” przez niego. Poczytajcie poezję współczesną, tam akolici Świetlickiego nasączają pesymizmem swój poetycki język. W ogóle tak strasznie mnie olśniło, że cały ten tom, jest napisany w kontrze do przykazania miłości. „Kochaj bliźniego swego” zastąpiło: „Unikaj bliźniego swego”. I gdy słyszę „Nie lubię ludzi”, gdy przegrywam jako potencjalne towarzystwo - z roślinnością ruderalną i ruinami wielkiego przemysłu Tomaszowa, to wiem, że przegrałem ze Świetlickim. Przegrałem, bo jego „antyludzka religia” ma dużą siłę. I nie nawrócę. Misjonarz z kawą jest bezradny, wobec pokusy wielkiej izolacji, hermetycznego kasku z obietnicą wielkiego kosmosu samotności. Weźmy „Sierotkę”. Pierwszy wiersz: autora śmieszą ludzie, którzy się nim zajmują. Zatem wyśmiany, czytam dalej, a dalej jeszcze celniej, jeszcze dosadniej: „Nie byj ze mną” („Jimi Czeczen”) - nikt jeszcze tak czarująco nie zniechęcał do siebie. Nikt tak dokładnie nie odgradzał się: „Nie machać żadną flagą, jakiejkolwiek barwy, to trudne lecz możliwe. Pozacierać ślady i wybudować arkę. Świat odesłać w arce.” To jest fascynujące jak zło. Zachwycam się i przerażam tą frazą. Nikt tak nie straszył bliźnim, nie straszył Bogiem: „to na pewno nie Jezus. On już nasycony, w lepszej parafii siedzi. (…) Nie otwieraj nikomu (…) namolny świat tutaj dzwoni, chce koniecznie coś ci zatrutego powiedzieć, chce czegoś zabronić (...)”. Świat ma być tłem, niech będą tylko pory roku, łagodnie przechodzące jedna w drugą. Tak! Piękny jest wiersz „Ludzina”. Przeszedł mnie dreszcz. Ludzie straszni jak orkowie z książek Tolkiena. „To są gęby na nogach. To narzędzia płciowe schowane w domach. Z religią wakacji i chorągwiami z symbolami (...)” Ten wiersz jest tak mocny, że zrobiłem minę Morrisona śpiewającego „The End” i postanowiłem, że muszę go jakoś przerobić, odwrócić, pokonać. Wyobrażam sobie poranek poety, podniesienie powiek i mocne postanowienie samotności. Wyobrażam sobie poranne golenie, w którym zza pleców wyłania się złe, chichrzące się złe, mówiące: „oby w bezludzie, oby w bezludzie”... Są w tym tomie dokuczki osobiste – dostaje się prezydentowi, lewicującym poetom i prawicującym poetom. Jest heheszka z pobitego poety robiącego sobie słitfocie – „w rankingu tematyki wierszy przemoc jest na pierwszym, na drugim klimat, na trzecim wyklęci”. Ale często dostaje się ogółowi, wielkiej ludzkiej mazi, która ma tylko jedną płeć, która nazywa się pretensja. Pojawia się w tomiku „kochanie”, ale akurat jako „kochnie” (w zmyślnym, fajnym „Wierszu miłosnym”, w którym z laptopa zniknęła litera a),ale dużo większy ciężar ma wiersz o unikaniu ludzi. Możliwe, że „Wiersz sportowy” pozwala skuteczniej zaciskać pięści, zaciskać wargi, celniej patrzeć w horyzont. Ludzie to zło, a spokój zaznasz, gdy własny świat odgrodzisz okopem. Czy w tytułowym wierszu zamykającym książkę - pięknym i wzruszającym - jest trochę żalu, że wybrał jak wybrał? Ale nawet jeśli śpiewało się „teraz chcę być twoim psem”, "sieroctwo z wyboru" jest jakoś trudne do odszczekania. (bialafabryka.blogspot.com)
Krzysztof Kleszcz - awatar Krzysztof Kleszcz
ocenił na61 rok temu
33 najpiękniejsze wiersze Krzysztof Kamil Baczyński
33 najpiękniejsze wiersze
Krzysztof Kamil Baczyński
Krzysztof Kamil Baczyński (1921-1944) jest uważany za jednego z najlepszych polskich poetów. CAŁKIEM SŁUSZNIE, moim skromnym zdaniem... 🩶🖤🤎💙🤍🩶🖤🤎💙🤍🩶 W godzinach gorszego samopoczucia, w chwilach zwątpienia, rozterki czy wyjątkowo trudnego dylematu, rozstaju dróg ZAWSZE SKŁANIAM SIĘ KU POEZJI. 💙🩵🩷💜❤️🧡💛💚 ONA LECZY JAK BALSAM - zbolałą Duszę, poprawia zły dzien, marną, zimową aurę, przegania chmury, uczy słuchać ❤️, zatrzymuje pęd Życia. K. K. Baczyński zajmuje w moim ❤️ MIEJSCE absolutnie WYJĄTKOWE. 1. Jak Halina🩵Poświatowska (Halina Poświatowska z domu Myga, ur. 9 maja 1935 w Częstochowie, zm. 11 października 1967 w Warszawie, polska poetka oraz pisarka.). 2. jak Bolesław💚Lesman. (Bolesław Jerzy Lesman, także Bolesław Leśmian ps. Saturator, ur. 13 listopada 1924 w Łodzi, zm. 1977 lub 1981 w RFN). 3. Krzysztof Kamil🩷Baczyński, ps. Jan Bugaj, Emil, Jan Krzyski, Krzysztof, Piotr Smugosz, Krzysztof Zieliński, Krzyś (ur. 22 stycznia 1921 w Warszawie, zm. 4 sierpnia 1944 tamże) – polski poeta czasu wojny, starszy strzelec podchorąży Armii Krajowej, podharcmistrz Szarych Szeregów, jeden z przedstawicieli pokolenia Kolumbów. WYBITNY POETA. 💙🩶🖤🤍❤️💜🧡💛💚💙🩵🩷 Prezentowane wiersze doskonale to potwierdzają, wiarygodnie oddając nastroje i opisując trudne losy pokolenia "Kolumbów". Okrucieństwo II wojny światowej nie mogło nie znaleźć swojego echa wśród twórców, którym okupacja zabrała młodość, a czasem i życie... Baczyński zginął 4 dnia Powstania Warszawskiego. Jego żona 2 dni wcześniej. Umarli oboje bezpotomnie. 😞 "33 najpiękniejsze wiersze Krzysztofa Kamila Baczyńskiego" to subiektywny wybór z okazji 95 rocznicy urodzin autora. Wszystkie recytowane utwory opatrzone są ilustracjami dźwiękowymi.
Melissa Tygrys - awatar Melissa Tygrys
ocenił na91 rok temu

Cytaty z książki Nie widziałem, jak płaczesz. Wiersze wszystkie

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Nie widziałem, jak płaczesz. Wiersze wszystkie