Masoni. Architekci nowoczesnego świata
(2020)
[The Craft: How the Freemasons Made the Modern World (Rzemiosło. Jak Wolnomularze zbudowali nowoczesny świat)]
„Jednym z powodów, dla których napisałem tę książkę, jest zamiar pokazania struktur ludzkiego doświadczenia, które są o wiele bardziej skomplikowane, niż mogłoby to wyniknąć z masońskich narracji tożsamościowych czy cynicznych obsesji na punkcie nepotyzmu wśród wolnomularzy. Zamiast spłaszczać te struktury poprzez spoglądanie na rozległy krajobraz historii masonerii z góry, postanowiłem zanurzyć się w konkretne epoki i miejsca na całym świecie, które odegrały w tej historii szczególnie istotną rolę. Determinującą zasadą był dla mnie fakt, że masoneria nigdy nie mogła całkowicie odseparować się od otaczającego społeczeństwa. Organizacja ta powstała w szczególnych warunkach XVII i XVII wieku w Wielkiej Brytanii i – nie zmieniając się przy tym zbyt drastycznie – przystosowywała się do napotykanych po drodze okoliczności. Interesują mnie właśnie te interakcje pomiędzy wolnomularstwem i społeczeństwem: masoneria, wraz z całym swoim idealizmem i hermetycznością, pomogła ukształtować naszą współczesność” (str. 21-22).
„Idea masonerii objawia się na tak wiele różnych sposobów na całym świecie i sami masoni są wierni tak wielu kolidującym ze sobą kodeksom i instytucjom, że potrzebna byłaby w takim przypadku nieustannie uaktualniana i wielotomowa encyklopedia” (str. 415). Zamiast tego, otrzymujemy ogólny rys historyczny.
To nie jest książka dla czytelników Jima Marrsa, wyznawców Davida Icke’a czy sympatyków Alexa Jonesa. Temat prezentowany jest bez koloryzowania, niedomówień i zbędnej sensacji: Dickie (1963) rozprawia się z fałszywą legendą starożytnego bractwa, przekazującego swoje sekrety od czasów biblijnych i budowy piramid; opowiada o początkach i genezie, najważniejszych odłamach, istotnych wydarzeniach – kształtujących bieg dziejów*, a także samą masonerię, o jej ewolucji i kryzysach.
(Szkoda, że nie omawia choćby pokrótce, co tak w zasadzie robi się w ramach samodoskonalenia: co poza pogaduchami i odprawianiem ceremonii dzieje się za drzwiami zamkniętych zgromadzeń).
_______________
* Podtytuł jest zdecydowanie na wyrost. Masoni mieli wpływ na działania elit, nierzadko je tworzyli (lub współtworzyli),ale nie zawsze byli decyzyjni – często stali po prostu obok, w roli obserwatorów, nierzadko nie mieli nic do gadania, spotykali się też z prześladowaniem. Inspirowali, ale podlegali też wpływom i naciskom.
•
Te partie tekstu, które dotyczą biografii i większych wydarzeń historycznych, czyta się na ogół dobrze, natomiast kiedy zagłębiamy się w sprawy wewnętrzne – zaczynają się schody. Te strony przyswaja się dosyć opornie, z odczuwalnym znużeniem. Stylistycznie tłumaczenie kuleje, a liczne błędny merytoryczne i nieszczęśliwe skróty myślowe, obniżają wartość pozycji. Można z niej wynieść wiele istotnych informacji, ale to co trafia do naszych rąk, to zaledwie produkt beta, kwalifikujący się do ponownej redakcji.
Każdy rozdział zaczyna się od wprowadzenia i ogólnego zarysu, potem cofamy się w czasie i zapoznajemy ze sprawą krok po kroku: następuje chronologiczne omówienie zagadnienia, jego genezy i konsekwencji. To może się podobać, i przywodzi na myśl cykliczne filmy dokumentalne z BBC.
Miejscami Dickie wplata nieco humoru, ale zdarza się to na tyle rzadko, że czytelnik może czuć się trochę zdezorientowany.
Naciągane 6/10 – po solidnej redakcji i dodaniu przypisów, oraz kilku dodatkowych rozdziałów o Europie Środkowej i Wschodniej, a także Ameryce Łacińskiej oraz wypowiedzi samych masonów, które ubarwiłby tekst, ocena mogłaby być wyższa.
Mam takie subiektywne odczucie, że znacznie lepiej napisałby tę książkę Niall Ferguson (1964).
•
Od czasu do czasu, na kartach książki pojawia się Kościół. Dickie zachowuje pełny obiektywizm: otwarcie pisze o grzechach inkwizycji, o sympatyzowaniu z reżimami, popieraniu oszustów, naiwności i płynącym zeń gorzkim smaku kompromitacji (za którym nie idzie żadna samokrytyka),szczuciu na humanistów, utrwalaniu postaw regresywnych oraz innych, równie negatywnych poczynaniach, mających na celu poszerzenie sfery wpływu. Uszczypliwie wspomina też o problemie z pedofilią.
•
BONUS:
Masoneria – historia, rytuały i całkiem jawne tajemnice | prof. Tadeusz Cegielski [podcast Radio Naukowe, 2022]
https://www.youtube.com/watch?v=MWPOvf2YHiw&pp=ygURdGFkZXVzeiBjZWdpZWxza2k%3D
(Tadeusz Cegielski, ojciec Maxa – pisarza i radiowca; aktywny mason, wielokrotnie zabierał głos w sprawie wolnomularstwa, zawsze z klasą i erudycją).
Tajne związki i stowarzyszenia – Herman i Georg Schreiber (2005)
Tytuł oryginału – Geheimbünde von der Antike bis zur Gegenwart – lepiej oddaje treść książki. Autorzy piszą o organizacjach i bractwach na przestrzeni tysiącleci, od antyku po współczesność.
https://lubimyczytac.pl/ksiazka/tajne-zwiazki-i-stowarzyszenia/opinia/15672037
W kręgu Hermesa Trismegistosa – Kazimierz Banek (2013)
Bardzo dobra, niewielka objętościowo książka, wydana w małym nakładzie, opowiadająca o genezie tytułowego bóstwa, wspominanego przez profesora Dickie’ego; traktuje o korzeniach hermetyzmu i jego wpływie kulturowym, a ponadto porusza szereg innych, bardzo ciekawych zagadnień.
•
UWAGI MERYTORYCZNE (wyd. I z 2021, tłum. Aleksandra Ożarowska):
Str. 15 – „nadal jest to bractwo składające się wyłącznie z mężczyzn […]” – stosunkowo szybko, bo już kilkadziesiąt lat po utworzeniu pierwszych bractw, zaczęły powstawać żeńskie loże masońskie. Kilka stron dalej (str. 22) Dickie zapowiada, że podejmie temat kobiet, i w dalszych rozdziałach kompletnie sobie przeczy: na str. 104-107 porusza przypadek nieokreślonego płciowo członka, który mógł być zarówno kobietą, mężczyzną jak i – co w tekście nie pada – hermafrodytą*. Na str. 108-112, 125-127, 151, 241, 243, 385, 424 oraz 429-434 mowa jest o formalnych żeńskich lożach, będących odwzorowaniem męskich. Podawane są także przykłady czarnych, żeńskich stowarzyszeń wzorowanych na masońskich. Internet także podaje rozliczne przykłady: „W dniu 4 listopada 2000 r. odbyło się zapalenie świateł pierwszej loży kobiecej w Polsce. Loża przyjęła nazwę PROMETEA na Wschodzie Warszawy i pracuje w Rycie Szkockim Dawnym i Uznanym. Jest 349 lożą Wielkiej Żeńskiej Loży Francuskiej, największej tego typu obediencji na świecie, liczącej ponad 10.000 sióstr” (https://wolnomularstwo.pl/obediencje/grande-loge-feminine-de-france/prometea-pierwsza-polska-loza-kobieca/). Ponowne zapewnienie o braku żeńskich członków pada na str. 21. Profesor Dickie pisze wprawdzie, że nie wszyscy te loże akceptowali, ale między poszczególnymi grupami było tak wiele różnic, a każda rozumiała to hobby na swój sposób, tworząc własne odłamy, z własnymi zasadami… z kolei tych stricte żeńskich zakonów funkcjonowało naprawdę sporo, i nadal związują się nowe, więc z logicznego punktu widzenia informacja jest po prostu fałszywa.
* Sekcja zwłok wykazała, że był mężczyzną, a przynajmniej takie informacje przekazano do wiadomości publicznej (str. 127). To, czy był miłośnikiem hobby znanego dziś jako drag queen, a mającego swe korzenie w starożytności, czy też osobą uprawiającą cross-dressing, pozostaje kwestią otwartą. Obojnactwo ma różne oblicza, genitalia mogą przypominać męskie, mimo iż wewnętrznie osoba jest kobietą lub odwrotnie. Z uwagi na rzadkość przypadłości, na porodówkach wielokrotnie dochodziło do pomyłek które były przyczyną wielu tragedii: kiedy dziecko z defektem, sugerującym inną płeć niż faktyczna, w konsekwencji błędnego rozpoznania, wychowywane było niezgodnie ze stanem rzeczywistym i własną autoidentyfikacją – która potwierdzała się dopiero na etapie dojrzewania. (Np. dziecku ze szczątkowym prąciem, wychowywanemu jak dziewczynka, zaczynały rosnąć wąsy; był taki smutny przypadek okaleczonego chłopca, na siłę wciskanego w spódniczki i sukienki, któremu amputowano fallusa – mimo iż budowa narządów wewnętrznych wskazywała, że nie jest płci żeńskiej, a jego zachowanie zdradzało inną identyfikację).
Str. 15 (i dalej) – cowan (tj. niewykwalifikowany kamieniarz),polski odpowiednik to profan.
Str. 18 – „Nie byli bowiem obywatelami żadnego państwa ani niczyimi poddanymi” – byli. Nieszczęśliwy skrót myślowy, autorowi chodzi o to, że przynależność do masonerii nie wiązała się z żadnym konkretnym obywatelstwem ani służbą określonemu dworowi, że był to ruch ponadnarodowy.
Str. 39 – „Reformacja podzieliła Europę na wskroś. Aż do 1517 roku Kościół rzymskokatolicki stanowił jedyną drogę do Boga i jedyny gwarant władzy królewskiej. Rzym zajmował pewne miejsce w centrum świat chrześcijańskiego […].
Potem jednak przyszedł czas na atak Lutra, w wyniku którego narodził się protestantyzm, a chrześcijaństwo został nieodwracalnie podzielone”, rozłam w chrześcijaństwie nie rozpoczął się od awantury z Marcinem Lutrem i postępującej reformacji (1517). Europa była podzielona od dawna, papieże trzymali za mordę cały Zachód, ale Ruś i Bałkany funkcjonowały w obrządku wschodnim – za symboliczną datę wielkiej schizmy uznaje Anno Domini 1054. Wcześniej miały miejsce schizma akacjańska (484–519) i schizma Focjusza (861–867),a przed reformacją mieliśmy okres, w którym do tytułu głowy Kościoła katolickiego rościło sobie dwóch-trzech papieży (1378-1417),za którymi stały określone stronnictwa.
IV wyprawa krzyżowa skończyła się złupieniem i zajęciem Konstantynopola, w miejsce Bizancjum (formalnie: Imperium Romanum) pojawiło się Cesarstwo Łacińskie (Imperium Romaniae) które funkcjonowało w latach 1204-1261. „Za dalekosiężny skutek IV wyprawy krzyżowej (wraz z Cesarstwem Łacińskim i wymuszoną unią kościelną) uważa się pogłębienie rozłamu między chrześcijańskim Wschodem a Zachodem. Dotychczasowa niechęć przerodziła się w nienawiść i rozszerzyła swój zasięg z plebsu Cesarstwa Bizantyjskiego na bizantyjską hierarchię duchowną” (https://pl.wikipedia.org/wiki/IV_wyprawa_krzy%C5%BCowa).
Poza tym, chrześcijanie od początku nie byli jednolitą grupą, dzielili się na masę sekt i odłamów, wielu wyznawców było niezrzeszonych i dopiero Konstantyn Wielki (272-337) doszedł do wniosku, że aby był z tego jakiś pożytek polityczny, trzeba to ujednolicić.
Takie skróty myślowe, czynione przez historyka, wypadają wyjątkowo kiepsko. Tu powinno być konkretnie napisane, że chodzi od rozłam na łonie Kościoła katolickiego (a zatem nie dotyczący całej Europy, a jedynie zachodu kontynentu).
Str. 96 – greckie i egipskie „legendy” – chodzi oczywiście o mity, a zatem historie fikcyjne; kabalistyka pojawia się w tekście jako „starożytna żydowska tradycja mistycznej interpretacji” – w istocie ma rodowód średniowieczny.
Str. 100 – „Rycerze Czarnego Orła mieli na celu znalezienie kamienia, który zapewniłby szczęście uniwersalne i przekształcałby metal nieszlachetny w złoto – zarówno w formie stałej, jak i gotowej do wypicia” – w piwo?
Str. 147 – „Przestudiował – do pewnego stopnia – historię wolnomularstwa i uważał, że jakieś piec tysięcy lat temu założono je, aby zachęcić ludzi do podążania prawdziwa ścieżka chrześcijaństwa” – XIX stulecie minus 5 tysiącleci równa się 3100 r. przed narodzinami Chrystusa… No chyba że mówimy o jakichś wcześniejszych wcieleniach. Albo „chrześcijaństwo” jest jakimś skrótem myślowym, pod którym kryje się etyka bliska tej nowotestamentowej.
Str. 156 – „Po tym jak w 1860 roku Włochy stały się częścią zjednoczonych Włoch […]” – jak to rozumieć? Półwysep Apeniński, Italia?
Str. 161-162 – „Łatwo zauważyć, czemu Washington chciał symbolicznie ukazać aspiracje nowego narodu: dla współczesnych mu osób nawet jego posagowa postura wskazywała jego wyjątkową pozycję” – A nie wynika z B (brak logiki) plus o jeden zaimek dzierżawczy za dużo.
Str. 206-207 – Dickie streszcza tu pseudonaukowy bełkot, ale robi to tak, że młodszy odbiorca może nie wychwycić wszystkich absurdów: 1) Egipcjanie nie byli czarni (Nubia, południowa część królestwa, była zamieszkana przez czarnych Kuszytów, ale to tereny egipskiego wpływu kulturowego, podległa kraina w środkowym biegu Nilu); 2) Etiopczycy (Abisyńczycy) są ludnością mieszaną (co oddaje stara nazwa kraju),nie wytworzyli religii przypominającej chrześcijaństwo, oni je po prostu przyjęli (chrystianizacja królestwa Aksum rozpoczęła się w połowie IV wieku); 3) Madian (Midian) nie była afrykańskim, etiopskim (a zatem czarnym) królestwem – Madianici byli Semitami i zamieszkiwali północno-zachodnią część Arabii.
Str. 209 – Nigeria to nie „kraina”, jest to sztuczny twór epoki kolonialnej, biorący nazwę od rzeki Niger.
Str. 212 – „wstrząsane konwulsjami ciała poległych [...]” – jeśli faktycznie byli martwi, nie dochodziło raczej do masowych skurczów mięśni. (Po śmierci mózgu, kiedy świadomość wygasa, ciało z punktu widzenia biologii jest wciąż żywe, może drżeć, mogą zachodzić pewne odruchy, ale najczęściej znajduje się w bezruchu).
Str. 255-292, 441 (oraz 7) – w okresie kolonialnym (i aż do 2018) Prajagradź (Prayagraj) nazywał się Allahabad.
Str. 265 – masońska inicjacja w Kalkucie, Anno Domini 1612 – pomylono chyba rok: pierwsze loże sformowano pod koniec XVII stulecia, a sama Kalkuta została założona dopiero w 1690 (wcześniej istniała wioska Kalikata, od której nazwę bierze brytyjska Kalkuta).
Str. 277 – wojna burska 1899-1902 – de facto II wojna burska (pierwsza miała miejsce w latach 1880-1881). To co pisze autor, jest brytyjską wersją historii. Wielka Brytania, działając z pozycji siły, podbiła młode burskie republiki. Jest tu trochę obiektywizmu, nagich faktów, ale i wybielanie Imperium.
Str. 278 – w tekście mamy Afrykanów, ale chodzi o Afrykanerów (Burów).
Str. 363 – „To właśnie to futurystyczne społeczeństwo zostało uroczo skarykaturowane w kreskówce Flintstonowie, opowiadającej o rodzinie z przedmieścia żyjącej w epoce kamienia pełnej przezabawnie anachronicznych technologii. Rzecz jasna, Fred Flintstone i jego przyjaciel Barney Rubble regularnie wyrywali się z domu od swoich żon – gospodyń domowych uwielbiających zakupy – i udawali się do Loży Wodnych Bawołów, co było ukłonem w stronę amerykańskiej obsesji na punkcie masonerii”, combo:
Futurystyczne społeczeństwo pokazuje inna kreskówka, z tego samego studia: Jetsonowie [The Jetsons] (1962-1963, 1985-1987). Flintstonowie [The Flintstones] (1960-1966) oddają realia końcówki lat 50. i pierwszej połowy kolejnej dekady, kojarzą się z sitcomem The Honeymooners (1955-1956),które były podstawą dla Miodowych lat (1998-2004). Mamy tutaj konsumencie społeczeństwo wzorowane na amerykańskim, korzystające z udogodnień znanych twórcom (i to właśnie w tej animacji bawi).
Klub Wodnych Bawołów, bardziej niż z masonerią, kojarzy się z bractwami powoływanymi do życia dla zabawy, w barach i na uczelniach, powiązanymi z lokalnymi klubami sportowymi (https://flintstones.fandom.com/wiki/Loyal_Order_of_Water_Buffaloes).
Str. 368 – „Francja była największą siłą w większości Bliskiego Wschodu […]” – obecność Francuzów w regionie ograniczała się do mandatu Syrii i Libanu po I wojnie światowej, wcześniej Napoleon próbował zawojować mamelucki Egipt (1798),ale finalnie zawładnął nim Albion. Zdecydowanie więcej do powiedzenia mieli Brytyjczycy, którzy rozdawali karty niemalże wszędzie: w Arabii, Iraku, Egipcie, Palestynie, na Cyprze, oraz mieli wpływ na politykę Persji. Francuzi organizowali średniowieczne krucjaty, trochę rozrabiali na terenie Lewantu, ale nie mieli nigdy dominującej pozycji.
Str. 406 – „(Jest to odniesienie do […] zmiażdżenia przez radziecką inwazję Praskiej Wiosny w 1968 roku)” – to była interwencja Związku Radzieckiego i państw „wasalnych” – NRD, Bułgarii, Węgier i Polski – w ramach Układu Warszawskiego.
+
UWAGI TECHNICZNE: str. 14 i dalsze – braterstwo (bractwo? Tłumaczka używa słowa „braterstwo” jak synonimu bractwa lub praktyki stowarzyszeniowej, które nie ma chyba konkretnego odpowiednika w polskim); str. 20 – reszta nas („reszta z nas” lub bez „nas”); str. 20 – ich-ich (drugie do skasowania); str. 25 – poproszony (tu: proszony); str. 51 – zbędne „jednak” (zdanie nie neguje wcześniejszego); str. 55 – pokolenie (dekady, „pokolenia” użyto tak, jakby to była miara czasu...); str. 59 – gospody (grupy z… autor wymienia loże zgromadzone w jednym lokalu, których nazwy wywodzą się od miejsc spotkań); str. 66 – fragmentów-fragmentów; str. 69 – geometrycznie (perspektywicznie); str. 75 – wyznań faworyzowanych (wyznania faworyzowanego); str. 79 – interesowało (interesowano?); str. 80 – zamiast kropki powinien być średnik (zamiast dwóch zdań – jedno z wtrąceniem); str. 104 – „Francuskie władze wybaczyły mu te ekscesy, dopiero gdy zaczął szantażować je kompromitującymi dokumentami” – przecinek powinien być po „dopiero”; str. 121 – zagłębiał się w pracach (?); str. 147 – w tekście pada, że kotlarze wywodzą się „prawdopodobnie” od trinitari, dalej jednak nie ma już żadnego trybu przypuszczającego i padają konkretne informacje (w takim wypadku, to ostrożne „prawdopodobnie” powinno zostać pominięte); str. 149 – dobre gadane (dobrą gadane); str. 151 – chęciom (tu: życzeniom, pragnieniom); str. 171 – „Morzem Śródziemnomorskim” (Morzem Śródziemnym); str. 189 – jednak (zbędne – do skasowania); str. 201 – zbędne „ich”; Str. 203 – „Prince Hall bezskutecznie próbował pojednać się z białą masonerią w Stanach Zjednoczonych do końca swych dni” (Prince Hall bezskutecznie, do końca swych dni, próbował pojednać się z białą masonerią w Stanach Zjednoczonych – inny szyk zdania byłby korzystniejszy); str. 211 – sprawiedliwości (niesprawiedliwości); str. 213 – zbędne „tę”; str. 220 – ich-ich (drugie „ich” do skasowania); str. str. 248 – swoje-swojego („swojego” zbędne); str. 250 – „odnośnie do wyznań” (odnośnie wyznań); str. 257 – jego (jej – loża r.ż.); str. 258 – zbędne „nawet”; str. 268 – „Kiedy zatem Rudyard Kipling został masonem, wolnomularstwo było na swojej długiej i powolnej drodze dostosowania się do panujących wokół warunków” (Kiedy zatem Rudyard Kipling został masonem, wolnomularstwo było na swojej długiej i powolnej drodze adaptacji do panujących wokół warunków – wystarczy zmienić dwa wyrazy na jeden adekwatny, i zdanie nie jest już kalekie); str. 290 – pominięte „on”; str. 291 – brakuje słowa „była”; str. 294 – „Żydzi w tajemnicy świętowali »swoją Wielkanoc« ofiarą z chrześcijańskiego dziecka, którego krew była dodawana do mac przygotowywanych na Paschę” – skoro wspomniano już o jakie święto chodzi końcówka („przygotowywanych na Paschę”) jest zbędna; str. 307 – „lubował się brutalnością” (lubował się w brutalności, cechował się brutalnością); str. 314 – rozpowiadał (tu: rozpowszechniał); str. 323 – nie-Żydzi (nie-Niemcy lub Żydzi – pomyłka tłumaczki?); str. 330 – prędko (tu: szybko); str. 343 – „jego niechęć do wolnomularstwa zawsze była podporządkowana jego strategicznym celom […]” (drugie „jego” do skasowania); str. 347 – loży (lóż); str. 361 – wszechobecne oko (wszechwidzące); str. 366 – „Domniemany model [świątyni Salomona]” – tj. makieta przedstawiająca artystyczną wizję świątyni; str. 385 – przeciwko (przeciwny); str. 388 – jego-jego (drugie zbędne, oczywistym jest, że ekstradycja odnosi się do tej konkretnej jednostki); str. 395 (podpis pod fotografią) – Tink Anselśi (Tina Anselmi); str. 400 – „dlaczego kobiety są takie inne […]” (tu, z uwagi na konstrukcję zdania: takie odmienne); str. 409 – swoich-swego (pierwsze powinno być zastąpione przez „tych”); str. 415 – „w mieście Hammerfest w Norwegii, głęboko na kole podbiegunowym” (daleko za kołem podbiegunowym/kręgiem polarnym – mowa o równoleżniku, wyimaginowanym kręgu).
OPINIE i DYSKUSJE o książce Młot na czarownice Tom 1
Po trzykroć chwała tłumaczowi za to, że przełożył fundamentalne źródło dla zrozumienia genezy polowań na czarownice! Bardzo pomocne są też jego komentarze, w których sygnalizuje niejasne fragmenty, różne sposoby rozumienia terminów przez tłumaczy, niepotrzebnie jednak moim zdaniem okrasza niektóre komentarze kwieciem swego dowcipu czy wyznaniami osobistymi. Nie przekonało mnie również archaizowanie leksyki - to nie dzieło literackie, lecz wywody scholastyczne, więc stylizowanie niektórych fraz na dawną polszczyznę raczej utrudnia odbiór niż przydaje im piękna. Wydawnictwo poskąpiło niestety na redaktora, więc sporo jest np. błędów w przestankowaniu czy dziwnych przeniesień słów, co irytuje podczas lektury.
Po trzykroć chwała tłumaczowi za to, że przełożył fundamentalne źródło dla zrozumienia genezy polowań na czarownice! Bardzo pomocne są też jego komentarze, w których sygnalizuje niejasne fragmenty, różne sposoby rozumienia terminów przez tłumaczy, niepotrzebnie jednak moim zdaniem okrasza niektóre komentarze kwieciem swego dowcipu czy wyznaniami osobistymi. Nie przekonało...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAktualizacja ["Młot na czarownice"]
Moja ocena to 7/10
Jest to lektura obowiązkowa, dla wszystkich, którzy lubują się w tych tematach.
Ostrzegam jednak, że momentami książka może doprowadzić do skrajnych emocji, począwszy od złosci, wściekłości, żalu, pogardy, szoku, niemocy tej słownej i fizycznej, po niedowierzanie, politowanie i
śmiech (no bo jak można uwierzyć w te ich teorie...).
Książka niby cienka ale zarazem bardzo ciężka, bo osiada na duszy i jestestwie (zwłaszcza kobiet).
Z tej lektury można dowiedzieć się wiele o sposobach "kar" , o systemie koscielnym i o ludziach i ich wartościach moralnych.
Nie będę więcej niczego zdradzać , przeczytajcie sami. Mogę powiedzieć tylko tyle, że gdyby inkwizycja postanowiła działać w dzisiejszych czasach, to około 90% populacji kobiecej by zginęło, z miejsca, poprzez niewyobrażalne, straszne, tortury lub (najlżejsza kara chyba) spłonęło na stosie, gdyż uznane były byśmy ,za czarownice i to te najbardziej sprzysiężone szatanowi !!! 🧙🤷. Nieliczne z nas, te naprawdę bogobojne , "nie żyjące w grzechu" dostałyby możliwość nawrócenia się na drogę kościoła....
Ps. Aleeee dzięki książce podłapałam nowe, obraźliwe (w tamtych czasach) określenie dla mężczyzn. :D Tak więc, moje drogie panie, kobiety lekkich obyczajów były nazywane "Latawicami", a ponownie tego samego usposobienia to "Latawce". 🤦😂😂😆😆🤣🤣😜 Także jak napatoczy wam się takowy latawiec, to zawsze możecie mu powiedzieć co o nim myślicie. Co by wiedział, gdzie jego miejsce, ze słowami: "precz Ty Latawcu jeden, Ty !!!" (Nie zapomnijcie uczynić znaku krzyża, jak tego "szatana" będziecie odsyłać, gdzie jego miejsce. Inaczej możecie zostać uznane za czarownice, które weszły w konszachty z szatanem)...😜
Niech moc będzie z Wami siostry czarownice, wiedźmy i czarodziejki też ! ;)
Pozdrawiam serdecznie.
Czarownica Magdalena 🧙🏻♀️
* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *
Im dalej książki jestem, tym bardziej po prostu wierzyć mi się nie chce, że ludzie dali się tak ogłupiać kiedyś !!! 🤷🙈🤦🤐 No bo przecież jak(????) w takie bajki można było wierzyć?! I co??? I wszystkiemu winne były "czarownice". Jak ja sie cieszę, że w tamtych czasach żyć nie musiałam, inaczej stała bym się seryjną morderczynią ;) albo spłonęła bym na stosie !!! 😆🤔🤷🙈
Ktoś z Was czytał już Młot na Czarownice? Jakie są wasze odczucia na temat książki ? :))
#magicznykącikzaczytaniwuk
#czarownicamagdalenaczyta
#młotnaczarownice
Aktualizacja ["Młot na czarownice"]
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMoja ocena to 7/10
Jest to lektura obowiązkowa, dla wszystkich, którzy lubują się w tych tematach.
Ostrzegam jednak, że momentami książka może doprowadzić do skrajnych emocji, począwszy od złosci, wściekłości, żalu, pogardy, szoku, niemocy tej słownej i fizycznej, po niedowierzanie, politowanie i
śmiech (no bo jak można uwierzyć w te...
Księga potocznie nazywana podręcznikiem łowców czarownic.Owiana mistycyzmem i mgiełką tajemniczosci.Śmiało możemy wyobrazić sobie dawne czasy, kiedy to ludność trwająca w zabobonach i własnej bojaźni potrafiła skazywać na spopielenie kobiety zajmujące się ziołolecznictwem i odbieraniem porodu.Jakub Zielonka dokonał bardzo dobrego tłumaczenia.We wstępie rozrysowuje nam mentalność, sposób rozumowania i działania autorów.Zamieścił także przypisy by rozjaśnić nieścisłości.Wiele ciekawych informacji, piękna okładka z obrazem autorstwa Francisco Goya "Sabat czarownic".Książkę na początku może się czytać nieco opornie ze względu na archaiczny język, ale z czasem przestaje to stanowić problem.Jest to tom I, jeden z trzech które możemy przeczytać.Podzielnie traktatu według mnie także zasługuje na plus.Łatwiej jest przyswoić wiedzę tam zawartą.Pozycja godna polecenia.
Wydawnictwo trzymające pieczę nad wydaniem pierwszego całego tłumaczenia Młota na Czarownice to oczywiście Wydawnictwo Graf_ika.
Księga potocznie nazywana podręcznikiem łowców czarownic.Owiana mistycyzmem i mgiełką tajemniczosci.Śmiało możemy wyobrazić sobie dawne czasy, kiedy to ludność trwająca w zabobonach i własnej bojaźni potrafiła skazywać na spopielenie kobiety zajmujące się ziołolecznictwem i odbieraniem porodu.Jakub Zielonka dokonał bardzo dobrego tłumaczenia.We wstępie rozrysowuje nam...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to,,Młot na czarownice” Heinrich Kramer, Jakob Sprenger
Tłumaczenie i opracowanie Jakub Zielonka
Chyba każdy z nas słyszał o polowaniach na czarownice. W czasach, w których krowę przestającą dawać mleko można było uznać za zaczarowaną przez wiedźmę, oskarżenia o czary były na porządku dziennym. Zrozumienie co kierowało ludźmi podczas przeprowadzania procesów oraz jak tragiczne losy spotkały torturowanych ludzi, jest moim zdaniem istotne do nabycia empatii oraz dążenia do tego, by prześladowania nigdy nie powróciły, niezależnie czego miałyby dotyczyć.
Wydawnictwo Graf_ika postanowiło przetłumaczyć ,,Młot na czarownice” w całości. Wcześniejsze wydania książki zawierały wyłącznie niektóre fragmenty (tłumaczenie z 1614r. S. Ząbkowica). Teraz czytelnik ma możliwość poznać pełnię lektury, która przez swoją obszerność została podzielona na trzy tomy.
Pierwszy tom wskazuje na istotę zrozumienia zbrodni czarnoksięskich przez rządzących. Czytelnik znajdzie w środku książki liczne grafiki obrazujące jak ludzie wyobrażali sobie czarownice. Objaśnienia umożliwiają odpowiednie zrozumienie tekstu. Odbiorca dowie się o przesądach dotyczących wiedźm, o wyobrażeniach dotyczących ich mocy oraz potencjalnych skutków przebywania wśród czarów.
Polowania na czarownice są mrocznym okresem dziejów. Brutalność tortur potrafi przerazić. Jednak przeczytanie jak wyglądał punkt widzenia ,,łowców czarownic” jest istotne, by zrozumieć pełnię problemu. Procesy wiedźm brały się z niewiedzy i strachu. Nie pozwólmy, by kiedykolwiek powróciły prześladowania innych ludzi, wyłącznie z powodu naszej niewiedzy. ,,Młot na czarownice” powinien przeczytać każdy, czy to z powodu chęci poznania mentalności przodków, czy z potrzeby zrozumienia skali okrucieństwa i niewiedzy ludzi z poprzednich wieków.
,,Młot na czarownice” Heinrich Kramer, Jakob Sprenger
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTłumaczenie i opracowanie Jakub Zielonka
Chyba każdy z nas słyszał o polowaniach na czarownice. W czasach, w których krowę przestającą dawać mleko można było uznać za zaczarowaną przez wiedźmę, oskarżenia o czary były na porządku dziennym. Zrozumienie co kierowało ludźmi podczas przeprowadzania procesów oraz jak...
Dzisiaj krótka recenzja znanej książki "Młot na czarownice", ale nie samej treści, a nowego wydania 😁
Wydawnictwo graf_ika wraz z tłumaczem Jakubem Zielonką postanowili stworzyć coś niesamowitego, praktycznie od nowa - w wyniku tego powstała książka, nieocenzurowana, tłumaczona z łaciny, z oryginalnej książki H. Krammera oraz J. Springera "Malleus Maleficarum".
Przetłumaczona została na język współczesny, co zdecydowanie ułatwi lekturę tego tekstu.
Nasz tłumacz, Jakub Zielonka, dodał tutaj ogrom przypisów, a także starannie wszytko wytłumaczył.
Mimo to, jest to bardzo ciężka książka (nie w sensie fizycznym - tutaj zdecydowanie na plus). Warto czytać ją co najmniej na kilka razy, a przy tym powoli, a nie na wyścigi.
Dołączone tutaj ryciny to totalny kosmos!
Interesują Cię tematy czarownic, procesów, tortur, czy inkwizycji? Jeśli tak - to ta pozycja jest dla Ciebie zdecydowanie obowiązkowa! Po prostu musisz ją przeczytać 😊
Skleroza! Zapomniałam dodać, że jest to część pierwsza, a jeszcze będą dwie 😁 A ta pierwsza część dotyczy istoty zbrodni czarnoksięskich.
Dzisiaj krótka recenzja znanej książki "Młot na czarownice", ale nie samej treści, a nowego wydania 😁
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWydawnictwo graf_ika wraz z tłumaczem Jakubem Zielonką postanowili stworzyć coś niesamowitego, praktycznie od nowa - w wyniku tego powstała książka, nieocenzurowana, tłumaczona z łaciny, z oryginalnej książki H. Krammera oraz J. Springera "Malleus...
"Młot na czarownice t.1" Heinrich Kramer i Jacob Sprenger
Procesy o czary europejskich czarownic rozpoczęły się, a raczej przybrały na sile, pierwszy raz na tak ogromną skalę w XV wieku. Wtedy to bezlitosna inkwizycja kościelna działająca w imię Boga pozbawiła życia tysiące niewinnych kobiet. Wystarczyło znać się na ziołach, być wykształconą, bądź wyróżniającą się. Na kanwie wydarzeń powstała niniejsza książka, nazywana inaczej "podręcznikiem dla łowców czarownic".
"Młot na czarownice", a w oryginale "Malleus Maleficarum" to trzytomowe monumentalne dzieło, które powstało w 1487 roku na tapecie dwóch dominikańskich inkwizytorów. Przez wiele, wiele lat nie było ono przełożone z łaciny na język polski, pojawiały się jedynie stare, niesamowicie trudne w odbiorze dla współczesnego czytelnika tłumaczenia. Przekłady te charakteryzowały się archaicznym językiem, tekst tłumaczony był w sposób dosłowny, co dodatkowo utrudniało lekturę. I oto teraz, po latach mamy okazję poznać nowe, współczesne tłumaczenie Jakuba Zielonki, który pieczołowicie, z największym oddaniem i starannością ukazał nam dokładnie to, co chcieli w pozycji zawrzeć pięćset lat temu Kramer i Sprenger.
Dzieło średniowiecznych inkwizytorów stanowi kopalnię wiedzy o demonologii, czarach, wierzeniach ludowych, herezjach ówczesnych ludzi, które to zestawione są z prawdami przyjętymi przez Kościół Katolicki.
Książka ta jest jednym, wielkim, pozbawionym jakiejkolwiek ulgi względem drugiego człowieka utworem potępiającym wszystko to, co kłóci się ideologią chrześcijańską, naukami Watykanu, papieża, księży, zakonników.
Autorzy w dogłębny, wnikliwy sposób opisują działania magiczne, praktyki, klątwy, czary, czarną magię i inne rzeczy, do których przyczyniały się bezpośrednio kobiety posądzone o czary i konszachty z diabłem, siłami nieczystymi.
Dla nas — współczesnych odbiorców - "Młot na czarownice" z pewnością będzie książką nadwyraz opływającą w kontrowersje. W końcu to właśnie przez nią życie tracili niewinni. Jedni uznają ją za wartą uwagi, wartościową, a inni za bełkot pełen nieporozumień. Przyznam, że ja jestem pośrodku. Z jednej strony jest to pozycja, która obrosła w mit, legendę, wzbudza w czytelniku dreszcz zaciekawienia.
Z lektury możemy wynieść ogrom wiedzy, informacji, między innymi dlatego, że tłumacz opatrzył książkę w obszerne przedsłowie oraz ponad tysiąc przypisów, dających nam lepszą perspektywę patrzenia na kontekst historyczny, religijny oraz kulturowy i społeczny, gdyż każdy z tych aspektów odegrał znaczącą rolę w procesach o czary.
Podsumowując, mnie "Młot na czarownice" nie porwał, lecz dostarczył zastrzyk wiedzy, emocji, jak i również przyjemności z lektury.
⭐6/10
Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu Grafika.
"Młot na czarownice t.1" Heinrich Kramer i Jacob Sprenger
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toProcesy o czary europejskich czarownic rozpoczęły się, a raczej przybrały na sile, pierwszy raz na tak ogromną skalę w XV wieku. Wtedy to bezlitosna inkwizycja kościelna działająca w imię Boga pozbawiła życia tysiące niewinnych kobiet. Wystarczyło znać się na ziołach, być wykształconą, bądź wyróżniającą się. Na...
Historia kobiet jest historią trudną. Jest cichą, obdartą z miłości i mistyki opowieścią o bólu i poświęceniu. Jest kroniką patriarchalnego strachu i męskich słabości. Dziś wywołuje wiele gwałtownych emocji, czasami budzi niedowierzanie. A od czasu do czasu odżywa, przejawia się w różnych odsłonach by nie dać o sobie zapomnieć. Niestety taka jest jej niewdzięczna siła, historia kobiet niespiesznie szumi we krwi córek, śpi głęboko, w ich sercach. Wciąż żywa, nadal ma moc ujarzmiania tego, co powinno wzrastać, być twórczą miłością.
Historia kobiet jest rozległa. Składa się z wielu historyjek mniejszych, podobnych w odcieniach swych szarości.
Ja zawsze powtarzać będę, że warto znać różne historie i opowieści. I do poznania jednej z nich chce was dzisiaj zachęcić. „Młot na czarownice” Heinricha Kramera i Jakoba Sprengera, praca kultowa, pierwszy raz wydawana w Polsce, w całości tłumaczona bezpośrednio z łaciny, przedsięwzięcie ogromne, niezmiernie wymagające i moim zdaniem godne wielkiej, ze strony czytelnika, estymy. Wydawnictwo Graf_ika wraz z tłumaczem Jakubem Zielonką zdobyli się na coś, na co nie miał odwagi dotąd nikt. I zrobili to bardzo dobrze. Czytelnik dostał od nich świetnie przetłumaczony tekst opatrzony ogromną ilością przypisów, innymi słowami, otrzymał kompletny fragment historii kobiet, cywilizacji i Kościoła. Nie mam zamiaru tutaj nikogo oszukiwać, tekst jest w swojej treści i formie wymagający. Pierwszy tom, z którym przyszło mi obcować jest częścią teoretyczną. Jest rozprawą, która chce wyjaśnić mechanizmy czarnoksięskich działań i zwraca uwagę na ich tragiczne skutki. Jest polemiką z wielkimi, tamtych czasów, próbą schematyzacji, potrzebą ustalenia prawdy. Jest próbą odpowiedzi na czterdzieści osiem pytań. Dla przykładu podam jedno z nich: „czy też katolickim jest twierdzić, że akt demonów – sukkubów i inkubów – jedynie poślednich duchów się tyczy”? Pytania są trudne, a odpowiedzi na nie niewiele łatwiejsze. Niewątpliwie jednak książka jest interesująca. Spotkanie natomiast z pierwszym tomem „Młotu na czarownice” od Graf_ika było dla mnie odkrywcze.
Historia kobiet jest historią trudną. Warto jednak z niej czerpać. Powinno się zaś ją znać.
Historia kobiet jest historią trudną. Jest cichą, obdartą z miłości i mistyki opowieścią o bólu i poświęceniu. Jest kroniką patriarchalnego strachu i męskich słabości. Dziś wywołuje wiele gwałtownych emocji, czasami budzi niedowierzanie. A od czasu do czasu odżywa, przejawia się w różnych odsłonach by nie dać o sobie zapomnieć. Niestety taka jest jej niewdzięczna siła,...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDzisiaj opowiem Wam kilka słów o „Młocie na czarownice” autorstwa Heinricha Krammera i Jacoba Sprengera. A raczej o pierwszym tomie, nowego przekładu Jakuba Zielonki, który tłumacz uzupełnił o opracowanie, ryciny i mnóstwo przepisów, dzięki czemu książka jest przystępniejsza.
Tytuł ten powstał w 1487 roku i był określany mianem podręcznika dla łowców czarownic. Aż do teraz było dostępne tylko tłumaczenie części dzieła, które zostało wykonane przez Stanisława Ząbkowice w 1614 roku.
W pierwszej części „Młota na czarownice” próbujemy zrozumieć istotę zbrodni czarnoksięskich. Książka składa się z pytań i długich, wyczerpujących odpowiedzi. Na przykład pierwsze pytanie dotyczy istnienia czarowników oraz czy wiara w ich istnienie jest zgodna z wierzeniami katolickimi.
Ta pozycja nie jest łatwa w odbiorze, musiałam się co jakiś czas zatrzymać i wrócić ponownie do pewnych fragmentów, jednak jest to zrozumiałe, gdyż nie jest to dzieło współczesne. Mimo to bardzo mnie zaciekawiło. Podobała mi się ogromna ilość przypisów, które według mnie, dużo objaśniały i pomagały zrozumieć tekst.
To niesamowite jak zmienia się nasze postrzeganie oraz przerażające ile ślepa wiara i niewiedza mogą przynieść zła i krzywdy. Myślę, że ta lektura pomoże zrozumieć tok myślenia średniowiecznych łowców czarownic jak i po prostu ludzi żyjących w takich a nie innych czasach.
Może nie jest to lektura dla każdego, jednak zdecydowanie jest warta uwagi!
Dzisiaj opowiem Wam kilka słów o „Młocie na czarownice” autorstwa Heinricha Krammera i Jacoba Sprengera. A raczej o pierwszym tomie, nowego przekładu Jakuba Zielonki, który tłumacz uzupełnił o opracowanie, ryciny i mnóstwo przepisów, dzięki czemu książka jest przystępniejsza.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTytuł ten powstał w 1487 roku i był określany mianem podręcznika dla łowców czarownic. Aż do teraz...
"Młot na czarownice" to jedn z najsłynniejszych traktatów o czarach, którego autorami są dwaj średniowieczni inkwizytorzy, Heinrich Kramer i Jakob Sprenger. Dzieło to powstało w 1487r i przyczyniło się do śmierci wielu osób. "Malleus maleficarum" składa się z 3 części, gdzie pierwsza opisuje dowody na istnienie magii, druga mówi o tym jak owa magia występuje i jak ją rozpoznać, natomiast trzecia jest o tym jak mają być sądzone czarownice. Jak wiecie do tej pory dostępne było tylko tłumaczenie z 1614r dokonane przez Stanisława Ząbkowica, który przełożył tylko niektóre fragmenty. Cześć 3 nigdy nie została przetłumaczona. Jednak dzięki wydawnictwu Graf_ika to się zmieni. Wydawnictwo podjęło się wydania dzieła w całości, w 3 częściach. Na zdjęciu część pierwsza, która premierę miała 24 września, kolejne tomy mają ukazać się do końca roku. Z języka łacińskiego przełożył dokładnie i skrupulatnie tekst Jakub Zielonka. A nawet opatrzył książkę komentarzem historycznym, który wprowadza nas w tamte czasy. Tłumacz omówił tekst i zawarł również przypisy i opracowanie dzięki, którym tekst staje się bardziej przystępny dla współczesnego odbiorcy. Na tą chwilę dostępna jest część pierwsza, która opisuje praktyki czarownic i metody działania oraz ich związki z diabłem i demonami. Cała część ma 278 stron i zawiera w środku cudowne ryciny, które potęgują odbiór danego tekstu. Okładka przedstawia obraz pt. "Sabat czarownic" znany też pod nazwą "Wielki Kozioł" Francisco Goya i jest miękka ze skrzydełkami, a format jej jest większy od przeciętnej książki. Tekst podzielony, tak jak oryginał, na osiemnaście rozdziałów, które są pytaniami rozważanymi przez autorów. Dzięki tłumaczeniu i uwspółcześnieniu tekstu jest on łatwiejszy i przyjemniejszy w odbiorze. "Młot na czarownice" to słynne i kontrowersjne dzieło mówiące o czarownicach, o ich związkach z szatanem oraz o czarach. Budzi dużo silnych emocji. Bardzo cieszę się, że nareszcie zostanie wydane w całości.
Za egzemplarz książki bardzo dziękuję wydawnictwu Graf_ika.
"Młot na czarownice" to jedn z najsłynniejszych traktatów o czarach, którego autorami są dwaj średniowieczni inkwizytorzy, Heinrich Kramer i Jakob Sprenger. Dzieło to powstało w 1487r i przyczyniło się do śmierci wielu osób. "Malleus maleficarum" składa się z 3 części, gdzie pierwsza opisuje dowody na istnienie magii, druga mówi o tym jak owa magia występuje i jak ją...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to