rozwińzwiń

Młot na czarownice Tom 1

Okładka książki Młot na czarownice Tom 1 autorstwa Heinrich Kramer, Jacob Sprenger
Okładka książki Młot na czarownice Tom 1 autorstwa Heinrich Kramer, Jacob Sprenger
Jacob SprengerHeinrich Kramer Wydawnictwo: Wydawnictwo Graf-ika Iwona Knechta historia
280 str. 4 godz. 40 min.
Kategoria:
historia
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Malleus maleficarum
Data wydania:
2021-09-24
Data 1. wyd. pol.:
2021-09-24
Liczba stron:
280
Czas czytania
4 godz. 40 min.
Język:
polski
ISBN:
9788382440409
Tłumacz:
Jakub Zielonka
"Młot na czarownice. Tom I" H. Krammer, J. Springer, łaciński tytuł "Malleus Maleficarum" - tłumaczenie z łaciny na język polski!

Pierwszy tom dzieła przełożonego przez Jakuba Zielonkę, który skrupulatnie przetłumaczył oryginał i szczegółowo omówił temat, uzupełniając tekst o opracowanie, ryciny oraz ponad 1000 przypisów. Pozwoli to w lepszy sposób zrozumieć całość dzieła współczesnemu czytelnikowi!

"Młot na czarownice" to dzieło napisane przez dominikańskiego inkwizytora Heinricha Krammera i Jacoba Sprengera w 1487 r. Jedno z ważniejszych dzieł na temat czarów i demonologii, w którym autorzy połączyli dawne wierzenia ludowe związane z czarną magią z kościelnym dogmatem herezji. Książka została nazwana podręcznikiem dla łowców czarownic. Doczekała się wielu wznowień, w pierwszych wydaniach był nawet poprzedzony papieską bullą Innocentego VIII. Przetłumaczona została na język francuski, włoski, angielski i polski.

Do tej pory dostępne było jedynie tłumaczenie, wykonane w roku 1614 przez Stanisława Ząbkowice, jedynie wybranych fragmentów i stanowi bardziej opracowanie jak rzetelny przekład. W oryginale dzieło zostało spisane w trzech tomach - Pierwsza część mówi o konieczności zrozumienia przez rządzących istoty zbrodni czarnoksięskich. Druga część zawiera opisy praktyk czarownic i metody walki z nimi. Trzecia część zawiera zasady postępowania prawnego przeciwko czarownicom, czyli krótko mówiąc, wymierzanie kary przez ówczesny wymiar sprawiedliwości.
Średnia ocen
8,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Młot na czarownice Tom 1 w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Młot na czarownice Tom 1

Średnia ocen
8,2 / 10
12 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Młot na czarownice Tom 1

avatar
99
72

Na półkach:

Po trzykroć chwała tłumaczowi za to, że przełożył fundamentalne źródło dla zrozumienia genezy polowań na czarownice! Bardzo pomocne są też jego komentarze, w których sygnalizuje niejasne fragmenty, różne sposoby rozumienia terminów przez tłumaczy, niepotrzebnie jednak moim zdaniem okrasza niektóre komentarze kwieciem swego dowcipu czy wyznaniami osobistymi. Nie przekonało mnie również archaizowanie leksyki - to nie dzieło literackie, lecz wywody scholastyczne, więc stylizowanie niektórych fraz na dawną polszczyznę raczej utrudnia odbiór niż przydaje im piękna. Wydawnictwo poskąpiło niestety na redaktora, więc sporo jest np. błędów w przestankowaniu czy dziwnych przeniesień słów, co irytuje podczas lektury.

Po trzykroć chwała tłumaczowi za to, że przełożył fundamentalne źródło dla zrozumienia genezy polowań na czarownice! Bardzo pomocne są też jego komentarze, w których sygnalizuje niejasne fragmenty, różne sposoby rozumienia terminów przez tłumaczy, niepotrzebnie jednak moim zdaniem okrasza niektóre komentarze kwieciem swego dowcipu czy wyznaniami osobistymi. Nie przekonało...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
531
53

Na półkach:

Aktualizacja ["Młot na czarownice"]
Moja ocena to 7/10
Jest to lektura obowiązkowa, dla wszystkich, którzy lubują się w tych tematach.
Ostrzegam jednak, że momentami książka może doprowadzić do skrajnych emocji, począwszy od złosci, wściekłości, żalu, pogardy, szoku, niemocy tej słownej i fizycznej, po niedowierzanie, politowanie i
śmiech (no bo jak można uwierzyć w te ich teorie...).
Książka niby cienka ale zarazem bardzo ciężka, bo osiada na duszy i jestestwie (zwłaszcza kobiet).
Z tej lektury można dowiedzieć się wiele o sposobach "kar" , o systemie koscielnym i o ludziach i ich wartościach moralnych.
Nie będę więcej niczego zdradzać , przeczytajcie sami. Mogę powiedzieć tylko tyle, że gdyby inkwizycja postanowiła działać w dzisiejszych czasach, to około 90% populacji kobiecej by zginęło, z miejsca, poprzez niewyobrażalne, straszne, tortury lub (najlżejsza kara chyba) spłonęło na stosie, gdyż uznane były byśmy ,za czarownice i to te najbardziej sprzysiężone szatanowi !!! 🧙🤷. Nieliczne z nas, te naprawdę bogobojne , "nie żyjące w grzechu" dostałyby możliwość nawrócenia się na drogę kościoła....
Ps. Aleeee dzięki książce podłapałam nowe, obraźliwe (w tamtych czasach) określenie dla mężczyzn. :D Tak więc, moje drogie panie, kobiety lekkich obyczajów były nazywane "Latawicami", a ponownie tego samego usposobienia to "Latawce". 🤦😂😂😆😆🤣🤣😜 Także jak napatoczy wam się takowy latawiec, to zawsze możecie mu powiedzieć co o nim myślicie. Co by wiedział, gdzie jego miejsce, ze słowami: "precz Ty Latawcu jeden, Ty !!!" (Nie zapomnijcie uczynić znaku krzyża, jak tego "szatana" będziecie odsyłać, gdzie jego miejsce. Inaczej możecie zostać uznane za czarownice, które weszły w konszachty z szatanem)...😜
Niech moc będzie z Wami siostry czarownice, wiedźmy i czarodziejki też ! ;)
Pozdrawiam serdecznie.
Czarownica Magdalena 🧙🏻‍♀️

* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *
Im dalej książki jestem, tym bardziej po prostu wierzyć mi się nie chce, że ludzie dali się tak ogłupiać kiedyś !!! 🤷🙈🤦🤐 No bo przecież jak(????) w takie bajki można było wierzyć?! I co??? I wszystkiemu winne były "czarownice". Jak ja sie cieszę, że w tamtych czasach żyć nie musiałam, inaczej stała bym się seryjną morderczynią ;) albo spłonęła bym na stosie !!! 😆🤔🤷🙈
Ktoś z Was czytał już Młot na Czarownice? Jakie są wasze odczucia na temat książki ? :))

#magicznykącikzaczytaniwuk
#czarownicamagdalenaczyta
#młotnaczarownice

Aktualizacja ["Młot na czarownice"]
Moja ocena to 7/10
Jest to lektura obowiązkowa, dla wszystkich, którzy lubują się w tych tematach.
Ostrzegam jednak, że momentami książka może doprowadzić do skrajnych emocji, począwszy od złosci, wściekłości, żalu, pogardy, szoku, niemocy tej słownej i fizycznej, po niedowierzanie, politowanie i
śmiech (no bo jak można uwierzyć w te...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
54
54

Na półkach: ,

Księga potocznie nazywana podręcznikiem łowców czarownic.Owiana mistycyzmem i mgiełką tajemniczosci.Śmiało możemy wyobrazić sobie dawne czasy, kiedy to ludność trwająca w zabobonach i własnej bojaźni potrafiła skazywać na spopielenie kobiety zajmujące się ziołolecznictwem i odbieraniem porodu.Jakub Zielonka dokonał bardzo dobrego tłumaczenia.We wstępie rozrysowuje nam mentalność, sposób rozumowania i działania autorów.Zamieścił także przypisy by rozjaśnić nieścisłości.Wiele ciekawych informacji, piękna okładka z obrazem autorstwa Francisco Goya "Sabat czarownic".Książkę na początku może się czytać nieco opornie ze względu na archaiczny język, ale z czasem przestaje to stanowić problem.Jest to tom I, jeden z trzech które możemy przeczytać.Podzielnie traktatu według mnie także zasługuje na plus.Łatwiej jest przyswoić wiedzę tam zawartą.Pozycja godna polecenia.
Wydawnictwo trzymające pieczę nad wydaniem pierwszego całego tłumaczenia Młota na Czarownice to oczywiście Wydawnictwo Graf_ika.

Księga potocznie nazywana podręcznikiem łowców czarownic.Owiana mistycyzmem i mgiełką tajemniczosci.Śmiało możemy wyobrazić sobie dawne czasy, kiedy to ludność trwająca w zabobonach i własnej bojaźni potrafiła skazywać na spopielenie kobiety zajmujące się ziołolecznictwem i odbieraniem porodu.Jakub Zielonka dokonał bardzo dobrego tłumaczenia.We wstępie rozrysowuje nam...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

59 użytkowników ma tytuł Młot na czarownice Tom 1 na półkach głównych
  • 47
  • 12
12 użytkowników ma tytuł Młot na czarownice Tom 1 na półkach dodatkowych
  • 5
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Młot na czarownice Tom 1

Inne książki autora

Okładka książki Młot na czarownice. Pars Tertia. Malleus Maleficarum. Heinrich Kramer, Jacob Sprenger
Ocena 6,8
Młot na czarownice. Pars Tertia. Malleus Maleficarum. Heinrich Kramer, Jacob Sprenger
Okładka książki Młot na czarownice. TOM II Heinrich Kramer, Jacob Sprenger
Ocena 9,0
Młot na czarownice. TOM II Heinrich Kramer, Jacob Sprenger
Jacob Sprenger
Jacob Sprenger
Szwajcarski duchowny katolicki, dominikanin, inkwizytor.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Masoni. Architekci nowoczesnego świata John Dickie
Masoni. Architekci nowoczesnego świata
John Dickie
(2020) [The Craft: How the Freemasons Made the Modern World (Rzemiosło. Jak Wolnomularze zbudowali nowoczesny świat)] „Jednym z powodów, dla których napisałem tę książkę, jest zamiar pokazania struktur ludzkiego doświadczenia, które są o wiele bardziej skomplikowane, niż mogłoby to wyniknąć z masońskich narracji tożsamościowych czy cynicznych obsesji na punkcie nepotyzmu wśród wolnomularzy. Zamiast spłaszczać te struktury poprzez spoglądanie na rozległy krajobraz historii masonerii z góry, postanowiłem zanurzyć się w konkretne epoki i miejsca na całym świecie, które odegrały w tej historii szczególnie istotną rolę. Determinującą zasadą był dla mnie fakt, że masoneria nigdy nie mogła całkowicie odseparować się od otaczającego społeczeństwa. Organizacja ta powstała w szczególnych warunkach XVII i XVII wieku w Wielkiej Brytanii i – nie zmieniając się przy tym zbyt drastycznie – przystosowywała się do napotykanych po drodze okoliczności. Interesują mnie właśnie te interakcje pomiędzy wolnomularstwem i społeczeństwem: masoneria, wraz z całym swoim idealizmem i hermetycznością, pomogła ukształtować naszą współczesność” (str. 21-22). „Idea masonerii objawia się na tak wiele różnych sposobów na całym świecie i sami masoni są wierni tak wielu kolidującym ze sobą kodeksom i instytucjom, że potrzebna byłaby w takim przypadku nieustannie uaktualniana i wielotomowa encyklopedia” (str. 415). Zamiast tego, otrzymujemy ogólny rys historyczny. To nie jest książka dla czytelników Jima Marrsa, wyznawców Davida Icke’a czy sympatyków Alexa Jonesa. Temat prezentowany jest bez koloryzowania, niedomówień i zbędnej sensacji: Dickie (1963) rozprawia się z fałszywą legendą starożytnego bractwa, przekazującego swoje sekrety od czasów biblijnych i budowy piramid; opowiada o początkach i genezie, najważniejszych odłamach, istotnych wydarzeniach – kształtujących bieg dziejów*, a także samą masonerię, o jej ewolucji i kryzysach. (Szkoda, że nie omawia choćby pokrótce, co tak w zasadzie robi się w ramach samodoskonalenia: co poza pogaduchami i odprawianiem ceremonii dzieje się za drzwiami zamkniętych zgromadzeń). _______________ * Podtytuł jest zdecydowanie na wyrost. Masoni mieli wpływ na działania elit, nierzadko je tworzyli (lub współtworzyli),ale nie zawsze byli decyzyjni – często stali po prostu obok, w roli obserwatorów, nierzadko nie mieli nic do gadania, spotykali się też z prześladowaniem. Inspirowali, ale podlegali też wpływom i naciskom. • Te partie tekstu, które dotyczą biografii i większych wydarzeń historycznych, czyta się na ogół dobrze, natomiast kiedy zagłębiamy się w sprawy wewnętrzne – zaczynają się schody. Te strony przyswaja się dosyć opornie, z odczuwalnym znużeniem. Stylistycznie tłumaczenie kuleje, a liczne błędny merytoryczne i nieszczęśliwe skróty myślowe, obniżają wartość pozycji. Można z niej wynieść wiele istotnych informacji, ale to co trafia do naszych rąk, to zaledwie produkt beta, kwalifikujący się do ponownej redakcji. Każdy rozdział zaczyna się od wprowadzenia i ogólnego zarysu, potem cofamy się w czasie i zapoznajemy ze sprawą krok po kroku: następuje chronologiczne omówienie zagadnienia, jego genezy i konsekwencji. To może się podobać, i przywodzi na myśl cykliczne filmy dokumentalne z BBC. Miejscami Dickie wplata nieco humoru, ale zdarza się to na tyle rzadko, że czytelnik może czuć się trochę zdezorientowany. Naciągane 6/10 – po solidnej redakcji i dodaniu przypisów, oraz kilku dodatkowych rozdziałów o Europie Środkowej i Wschodniej, a także Ameryce Łacińskiej oraz wypowiedzi samych masonów, które ubarwiłby tekst, ocena mogłaby być wyższa. Mam takie subiektywne odczucie, że znacznie lepiej napisałby tę książkę Niall Ferguson (1964). • Od czasu do czasu, na kartach książki pojawia się Kościół. Dickie zachowuje pełny obiektywizm: otwarcie pisze o grzechach inkwizycji, o sympatyzowaniu z reżimami, popieraniu oszustów, naiwności i płynącym zeń gorzkim smaku kompromitacji (za którym nie idzie żadna samokrytyka),szczuciu na humanistów, utrwalaniu postaw regresywnych oraz innych, równie negatywnych poczynaniach, mających na celu poszerzenie sfery wpływu. Uszczypliwie wspomina też o problemie z pedofilią. • BONUS: Masoneria – historia, rytuały i całkiem jawne tajemnice | prof. Tadeusz Cegielski [podcast Radio Naukowe, 2022] https://www.youtube.com/watch?v=MWPOvf2YHiw&pp=ygURdGFkZXVzeiBjZWdpZWxza2k%3D (Tadeusz Cegielski, ojciec Maxa – pisarza i radiowca; aktywny mason, wielokrotnie zabierał głos w sprawie wolnomularstwa, zawsze z klasą i erudycją). Tajne związki i stowarzyszenia – Herman i Georg Schreiber (2005) Tytuł oryginału – Geheimbünde von der Antike bis zur Gegenwart – lepiej oddaje treść książki. Autorzy piszą o organizacjach i bractwach na przestrzeni tysiącleci, od antyku po współczesność. https://lubimyczytac.pl/ksiazka/tajne-zwiazki-i-stowarzyszenia/opinia/15672037 W kręgu Hermesa Trismegistosa – Kazimierz Banek (2013) Bardzo dobra, niewielka objętościowo książka, wydana w małym nakładzie, opowiadająca o genezie tytułowego bóstwa, wspominanego przez profesora Dickie’ego; traktuje o korzeniach hermetyzmu i jego wpływie kulturowym, a ponadto porusza szereg innych, bardzo ciekawych zagadnień. • UWAGI MERYTORYCZNE (wyd. I z 2021, tłum. Aleksandra Ożarowska): Str. 15 – „nadal jest to bractwo składające się wyłącznie z mężczyzn […]” – stosunkowo szybko, bo już kilkadziesiąt lat po utworzeniu pierwszych bractw, zaczęły powstawać żeńskie loże masońskie. Kilka stron dalej (str. 22) Dickie zapowiada, że podejmie temat kobiet, i w dalszych rozdziałach kompletnie sobie przeczy: na str. 104-107 porusza przypadek nieokreślonego płciowo członka, który mógł być zarówno kobietą, mężczyzną jak i – co w tekście nie pada – hermafrodytą*. Na str. 108-112, 125-127, 151, 241, 243, 385, 424 oraz 429-434 mowa jest o formalnych żeńskich lożach, będących odwzorowaniem męskich. Podawane są także przykłady czarnych, żeńskich stowarzyszeń wzorowanych na masońskich. Internet także podaje rozliczne przykłady: „W dniu 4 listopada 2000 r. odbyło się zapalenie świateł pierwszej loży kobiecej w Polsce. Loża przyjęła nazwę PROMETEA na Wschodzie Warszawy i pracuje w Rycie Szkockim Dawnym i Uznanym. Jest 349 lożą Wielkiej Żeńskiej Loży Francuskiej, największej tego typu obediencji na świecie, liczącej ponad 10.000 sióstr” (https://wolnomularstwo.pl/obediencje/grande-loge-feminine-de-france/prometea-pierwsza-polska-loza-kobieca/). Ponowne zapewnienie o braku żeńskich członków pada na str. 21. Profesor Dickie pisze wprawdzie, że nie wszyscy te loże akceptowali, ale między poszczególnymi grupami było tak wiele różnic, a każda rozumiała to hobby na swój sposób, tworząc własne odłamy, z własnymi zasadami… z kolei tych stricte żeńskich zakonów funkcjonowało naprawdę sporo, i nadal związują się nowe, więc z logicznego punktu widzenia informacja jest po prostu fałszywa. * Sekcja zwłok wykazała, że był mężczyzną, a przynajmniej takie informacje przekazano do wiadomości publicznej (str. 127). To, czy był miłośnikiem hobby znanego dziś jako drag queen, a mającego swe korzenie w starożytności, czy też osobą uprawiającą cross-dressing, pozostaje kwestią otwartą. Obojnactwo ma różne oblicza, genitalia mogą przypominać męskie, mimo iż wewnętrznie osoba jest kobietą lub odwrotnie. Z uwagi na rzadkość przypadłości, na porodówkach wielokrotnie dochodziło do pomyłek które były przyczyną wielu tragedii: kiedy dziecko z defektem, sugerującym inną płeć niż faktyczna, w konsekwencji błędnego rozpoznania, wychowywane było niezgodnie ze stanem rzeczywistym i własną autoidentyfikacją – która potwierdzała się dopiero na etapie dojrzewania. (Np. dziecku ze szczątkowym prąciem, wychowywanemu jak dziewczynka, zaczynały rosnąć wąsy; był taki smutny przypadek okaleczonego chłopca, na siłę wciskanego w spódniczki i sukienki, któremu amputowano fallusa – mimo iż budowa narządów wewnętrznych wskazywała, że nie jest płci żeńskiej, a jego zachowanie zdradzało inną identyfikację). Str. 15 (i dalej) – cowan (tj. niewykwalifikowany kamieniarz),polski odpowiednik to profan. Str. 18 – „Nie byli bowiem obywatelami żadnego państwa ani niczyimi poddanymi” – byli. Nieszczęśliwy skrót myślowy, autorowi chodzi o to, że przynależność do masonerii nie wiązała się z żadnym konkretnym obywatelstwem ani służbą określonemu dworowi, że był to ruch ponadnarodowy. Str. 39 – „Reformacja podzieliła Europę na wskroś. Aż do 1517 roku Kościół rzymskokatolicki stanowił jedyną drogę do Boga i jedyny gwarant władzy królewskiej. Rzym zajmował pewne miejsce w centrum świat chrześcijańskiego […]. Potem jednak przyszedł czas na atak Lutra, w wyniku którego narodził się protestantyzm, a chrześcijaństwo został nieodwracalnie podzielone”, rozłam w chrześcijaństwie nie rozpoczął się od awantury z Marcinem Lutrem i postępującej reformacji (1517). Europa była podzielona od dawna, papieże trzymali za mordę cały Zachód, ale Ruś i Bałkany funkcjonowały w obrządku wschodnim – za symboliczną datę wielkiej schizmy uznaje Anno Domini 1054. Wcześniej miały miejsce schizma akacjańska (484–519) i schizma Focjusza (861–867),a przed reformacją mieliśmy okres, w którym do tytułu głowy Kościoła katolickiego rościło sobie dwóch-trzech papieży (1378-1417),za którymi stały określone stronnictwa. IV wyprawa krzyżowa skończyła się złupieniem i zajęciem Konstantynopola, w miejsce Bizancjum (formalnie: Imperium Romanum) pojawiło się Cesarstwo Łacińskie (Imperium Romaniae) które funkcjonowało w latach 1204-1261. „Za dalekosiężny skutek IV wyprawy krzyżowej (wraz z Cesarstwem Łacińskim i wymuszoną unią kościelną) uważa się pogłębienie rozłamu między chrześcijańskim Wschodem a Zachodem. Dotychczasowa niechęć przerodziła się w nienawiść i rozszerzyła swój zasięg z plebsu Cesarstwa Bizantyjskiego na bizantyjską hierarchię duchowną” (https://pl.wikipedia.org/wiki/IV_wyprawa_krzy%C5%BCowa). Poza tym, chrześcijanie od początku nie byli jednolitą grupą, dzielili się na masę sekt i odłamów, wielu wyznawców było niezrzeszonych i dopiero Konstantyn Wielki (272-337) doszedł do wniosku, że aby był z tego jakiś pożytek polityczny, trzeba to ujednolicić. Takie skróty myślowe, czynione przez historyka, wypadają wyjątkowo kiepsko. Tu powinno być konkretnie napisane, że chodzi od rozłam na łonie Kościoła katolickiego (a zatem nie dotyczący całej Europy, a jedynie zachodu kontynentu). Str. 96 – greckie i egipskie „legendy” – chodzi oczywiście o mity, a zatem historie fikcyjne; kabalistyka pojawia się w tekście jako „starożytna żydowska tradycja mistycznej interpretacji” – w istocie ma rodowód średniowieczny. Str. 100 – „Rycerze Czarnego Orła mieli na celu znalezienie kamienia, który zapewniłby szczęście uniwersalne i przekształcałby metal nieszlachetny w złoto – zarówno w formie stałej, jak i gotowej do wypicia” – w piwo? Str. 147 – „Przestudiował – do pewnego stopnia – historię wolnomularstwa i uważał, że jakieś piec tysięcy lat temu założono je, aby zachęcić ludzi do podążania prawdziwa ścieżka chrześcijaństwa” – XIX stulecie minus 5 tysiącleci równa się 3100 r. przed narodzinami Chrystusa… No chyba że mówimy o jakichś wcześniejszych wcieleniach. Albo „chrześcijaństwo” jest jakimś skrótem myślowym, pod którym kryje się etyka bliska tej nowotestamentowej. Str. 156 – „Po tym jak w 1860 roku Włochy stały się częścią zjednoczonych Włoch […]” – jak to rozumieć? Półwysep Apeniński, Italia? Str. 161-162 – „Łatwo zauważyć, czemu Washington chciał symbolicznie ukazać aspiracje nowego narodu: dla współczesnych mu osób nawet jego posagowa postura wskazywała jego wyjątkową pozycję” – A nie wynika z B (brak logiki) plus o jeden zaimek dzierżawczy za dużo. Str. 206-207 – Dickie streszcza tu pseudonaukowy bełkot, ale robi to tak, że młodszy odbiorca może nie wychwycić wszystkich absurdów: 1) Egipcjanie nie byli czarni (Nubia, południowa część królestwa, była zamieszkana przez czarnych Kuszytów, ale to tereny egipskiego wpływu kulturowego, podległa kraina w środkowym biegu Nilu); 2) Etiopczycy (Abisyńczycy) są ludnością mieszaną (co oddaje stara nazwa kraju),nie wytworzyli religii przypominającej chrześcijaństwo, oni je po prostu przyjęli (chrystianizacja królestwa Aksum rozpoczęła się w połowie IV wieku); 3) Madian (Midian) nie była afrykańskim, etiopskim (a zatem czarnym) królestwem – Madianici byli Semitami i zamieszkiwali północno-zachodnią część Arabii. Str. 209 – Nigeria to nie „kraina”, jest to sztuczny twór epoki kolonialnej, biorący nazwę od rzeki Niger. Str. 212 – „wstrząsane konwulsjami ciała poległych [...]” – jeśli faktycznie byli martwi, nie dochodziło raczej do masowych skurczów mięśni. (Po śmierci mózgu, kiedy świadomość wygasa, ciało z punktu widzenia biologii jest wciąż żywe, może drżeć, mogą zachodzić pewne odruchy, ale najczęściej znajduje się w bezruchu). Str. 255-292, 441 (oraz 7) – w okresie kolonialnym (i aż do 2018) Prajagradź (Prayagraj) nazywał się Allahabad. Str. 265 – masońska inicjacja w Kalkucie, Anno Domini 1612 – pomylono chyba rok: pierwsze loże sformowano pod koniec XVII stulecia, a sama Kalkuta została założona dopiero w 1690 (wcześniej istniała wioska Kalikata, od której nazwę bierze brytyjska Kalkuta). Str. 277 – wojna burska 1899-1902 – de facto II wojna burska (pierwsza miała miejsce w latach 1880-1881). To co pisze autor, jest brytyjską wersją historii. Wielka Brytania, działając z pozycji siły, podbiła młode burskie republiki. Jest tu trochę obiektywizmu, nagich faktów, ale i wybielanie Imperium. Str. 278 – w tekście mamy Afrykanów, ale chodzi o Afrykanerów (Burów). Str. 363 – „To właśnie to futurystyczne społeczeństwo zostało uroczo skarykaturowane w kreskówce Flintstonowie, opowiadającej o rodzinie z przedmieścia żyjącej w epoce kamienia pełnej przezabawnie anachronicznych technologii. Rzecz jasna, Fred Flintstone i jego przyjaciel Barney Rubble regularnie wyrywali się z domu od swoich żon – gospodyń domowych uwielbiających zakupy – i udawali się do Loży Wodnych Bawołów, co było ukłonem w stronę amerykańskiej obsesji na punkcie masonerii”, combo: Futurystyczne społeczeństwo pokazuje inna kreskówka, z tego samego studia: Jetsonowie [The Jetsons] (1962-1963, 1985-1987). Flintstonowie [The Flintstones] (1960-1966) oddają realia końcówki lat 50. i pierwszej połowy kolejnej dekady, kojarzą się z sitcomem The Honeymooners (1955-1956),które były podstawą dla Miodowych lat (1998-2004). Mamy tutaj konsumencie społeczeństwo wzorowane na amerykańskim, korzystające z udogodnień znanych twórcom (i to właśnie w tej animacji bawi). Klub Wodnych Bawołów, bardziej niż z masonerią, kojarzy się z bractwami powoływanymi do życia dla zabawy, w barach i na uczelniach, powiązanymi z lokalnymi klubami sportowymi (https://flintstones.fandom.com/wiki/Loyal_Order_of_Water_Buffaloes). Str. 368 – „Francja była największą siłą w większości Bliskiego Wschodu […]” – obecność Francuzów w regionie ograniczała się do mandatu Syrii i Libanu po I wojnie światowej, wcześniej Napoleon próbował zawojować mamelucki Egipt (1798),ale finalnie zawładnął nim Albion. Zdecydowanie więcej do powiedzenia mieli Brytyjczycy, którzy rozdawali karty niemalże wszędzie: w Arabii, Iraku, Egipcie, Palestynie, na Cyprze, oraz mieli wpływ na politykę Persji. Francuzi organizowali średniowieczne krucjaty, trochę rozrabiali na terenie Lewantu, ale nie mieli nigdy dominującej pozycji. Str. 406 – „(Jest to odniesienie do […] zmiażdżenia przez radziecką inwazję Praskiej Wiosny w 1968 roku)” – to była interwencja Związku Radzieckiego i państw „wasalnych” – NRD, Bułgarii, Węgier i Polski – w ramach Układu Warszawskiego. + UWAGI TECHNICZNE: str. 14 i dalsze – braterstwo (bractwo? Tłumaczka używa słowa „braterstwo” jak synonimu bractwa lub praktyki stowarzyszeniowej, które nie ma chyba konkretnego odpowiednika w polskim); str. 20 – reszta nas („reszta z nas” lub bez „nas”); str. 20 – ich-ich (drugie do skasowania); str. 25 – poproszony (tu: proszony); str. 51 – zbędne „jednak” (zdanie nie neguje wcześniejszego); str. 55 – pokolenie (dekady, „pokolenia” użyto tak, jakby to była miara czasu...); str. 59 – gospody (grupy z… autor wymienia loże zgromadzone w jednym lokalu, których nazwy wywodzą się od miejsc spotkań); str. 66 – fragmentów-fragmentów; str. 69 – geometrycznie (perspektywicznie); str. 75 – wyznań faworyzowanych (wyznania faworyzowanego); str. 79 – interesowało (interesowano?); str. 80 – zamiast kropki powinien być średnik (zamiast dwóch zdań – jedno z wtrąceniem); str. 104 – „Francuskie władze wybaczyły mu te ekscesy, dopiero gdy zaczął szantażować je kompromitującymi dokumentami” – przecinek powinien być po „dopiero”; str. 121 – zagłębiał się w pracach (?); str. 147 – w tekście pada, że kotlarze wywodzą się „prawdopodobnie” od trinitari, dalej jednak nie ma już żadnego trybu przypuszczającego i padają konkretne informacje (w takim wypadku, to ostrożne „prawdopodobnie” powinno zostać pominięte); str. 149 – dobre gadane (dobrą gadane); str. 151 – chęciom (tu: życzeniom, pragnieniom); str. 171 – „Morzem Śródziemnomorskim” (Morzem Śródziemnym); str. 189 – jednak (zbędne – do skasowania); str. 201 – zbędne „ich”; Str. 203 – „Prince Hall bezskutecznie próbował pojednać się z białą masonerią w Stanach Zjednoczonych do końca swych dni” (Prince Hall bezskutecznie, do końca swych dni, próbował pojednać się z białą masonerią w Stanach Zjednoczonych – inny szyk zdania byłby korzystniejszy); str. 211 – sprawiedliwości (niesprawiedliwości); str. 213 – zbędne „tę”; str. 220 – ich-ich (drugie „ich” do skasowania); str. str. 248 – swoje-swojego („swojego” zbędne); str. 250 – „odnośnie do wyznań” (odnośnie wyznań); str. 257 – jego (jej – loża r.ż.); str. 258 – zbędne „nawet”; str. 268 – „Kiedy zatem Rudyard Kipling został masonem, wolnomularstwo było na swojej długiej i powolnej drodze dostosowania się do panujących wokół warunków” (Kiedy zatem Rudyard Kipling został masonem, wolnomularstwo było na swojej długiej i powolnej drodze adaptacji do panujących wokół warunków – wystarczy zmienić dwa wyrazy na jeden adekwatny, i zdanie nie jest już kalekie); str. 290 – pominięte „on”; str. 291 – brakuje słowa „była”; str. 294 – „Żydzi w tajemnicy świętowali »swoją Wielkanoc« ofiarą z chrześcijańskiego dziecka, którego krew była dodawana do mac przygotowywanych na Paschę” – skoro wspomniano już o jakie święto chodzi końcówka („przygotowywanych na Paschę”) jest zbędna; str. 307 – „lubował się brutalnością” (lubował się w brutalności, cechował się brutalnością); str. 314 – rozpowiadał (tu: rozpowszechniał); str. 323 – nie-Żydzi (nie-Niemcy lub Żydzi – pomyłka tłumaczki?); str. 330 – prędko (tu: szybko); str. 343 – „jego niechęć do wolnomularstwa zawsze była podporządkowana jego strategicznym celom […]” (drugie „jego” do skasowania); str. 347 – loży (lóż); str. 361 – wszechobecne oko (wszechwidzące); str. 366 – „Domniemany model [świątyni Salomona]” – tj. makieta przedstawiająca artystyczną wizję świątyni; str. 385 – przeciwko (przeciwny); str. 388 – jego-jego (drugie zbędne, oczywistym jest, że ekstradycja odnosi się do tej konkretnej jednostki); str. 395 (podpis pod fotografią) – Tink Anselśi (Tina Anselmi); str. 400 – „dlaczego kobiety są takie inne […]” (tu, z uwagi na konstrukcję zdania: takie odmienne); str. 409 – swoich-swego (pierwsze powinno być zastąpione przez „tych”); str. 415 – „w mieście Hammerfest w Norwegii, głęboko na kole podbiegunowym” (daleko za kołem podbiegunowym/kręgiem polarnym – mowa o równoleżniku, wyimaginowanym kręgu).
Gracjan - awatar Gracjan
ocenił na62 lata temu
Tajemne życie seksualne kobiet w średniowieczu Rosalie Gilbert
Tajemne życie seksualne kobiet w średniowieczu
Rosalie Gilbert
To nie jest książka naukowa ani nawet popularnonaukowa lecz publicystyczna. W związku z czym autorka pozwoliła sobie na wyrażanie, częste, swych opinii. Trzeba brać to pod uwagę przy wyborze lektury. Co więcej autorka jest singielką, wielbicielką kotów, wina, czekolady i jedzenia. Wnioskuję z lektury. Nie jest to zła pozycja. Ma nawet bibliografię i czasami odwołuje się do źródeł. Dostarczy podstawowej wiedzy o aspekcie żeńskiej (i nieco też męskiej) seksualności począwszy od wieku IX do XVI. Pewnie wielu się zdziwi, że pomimo chrześcijańskiej "manii antyseksualnej" i tak życie znalazło swą drogę. Naginając, łamiąc bądź ignorując szereg przepisów - w czym uczestniczyli też duchowni. Mamy tutaj antykoncepcję, aborcję, dilda, seks lesbijski, hemafrodytyzm, prostytucję, aborcję. Przy okazji sam lepiej zrozumiałem znaczenie poszczególnych elementów rytuału "małżeńskiego". Miały przede wszystkim uchronić związek przed zerwaniem, a kobietę przed wykorzystaniem i porzuceniem. Nawet poprawnie wypowiedziana formułka w momencie zaręczyn miała kluczowe znaczenie. Książeczka może też nauczyć pokory. Wszyscy eksperci tamtej ery uważali się za ludzi światłych, posiadających wiedzę mającą podstawy naukowe. Dzisiaj z wielu ich poglądów możemy się śmiać (antykoncepcja ołowiem?). To oznacza, że nasz obecny stan wiedzy też kiedyś zostanie uznany (w niektórych aspektach) za absurdalny zatem samokrytyka i ostrożność w ferowaniu wyrokami jest czymś co najmniej mile widzianym. :)
Telamon - awatar Telamon
ocenił na67 dni temu
Baśka Murmańska i Lwy Północy Sławomir Zagórski
Baśka Murmańska i Lwy Północy
Sławomir Zagórski
O niedźwiedzicy Baśce dowiedziałam się kilka lat temu, zupełnie przypadkowo, przy okazji zwiedzania twierdzy Modlin, dlatego z ciekawością zabrałam się za trzy książki, w których historia tego zwierza została opisana. Ta, autorstwa Sławomira Zagórskiego jest z pewnością najbardziej obszerna, jednak ci, którzy po nią sięgną mogą być trochę zawiedzeni. O Baśce mówią jedynie niewielkie fragmenty, natomiast główna treść to historia wydostawania się żołnierzy polskich z wstrząsanej wojną domową “nieludzkiej ziemi”, przez północ Rosji najpierw do Francji, a po zakończeniu Wielkiej Wojny do wolnej Polski. Ci, którzy historią się interesują – będą ,jak myślę, zadowoleni i to bardzo. Bitwa za bitwą – krwawa droga polskich żołnierzy (“Lwów Północy znad Dźwiny – jak nazwał ich później gen. Ironside),walczących u boku wojsk angielskich, francuskich, kanadyjskich, amerykańskich opisana jest dokładnie - łącznie z przebiegiem walk i różnymi detalami militarnymi – co dla wielu może być dość męczące. Muszę przyznać, że niewiele wiedziałam dotychczas o alianckich działaniach na północy Rosji po zakończeniu I wojny światowej, więc cały wątek historyczny (łącznie z przeciekawymi informacjami na temat Churchila, sprytnie “urabiającego” polityków i wojskowych do dalszej walki z bolszewikami) prześledziłam z ogromną ciekawością. Książka ma lekko zbeletryzowaną formę, co oczywiście powoduje, że czyta się ją dużo ciekawiej niż tradycyjne historyczne opracowania. Nie ujmuje jej to wiarygodności – oparta jest na rzetelnych źródłach, autor zamieścił tu wiele fragmentów ze wspomnień uczestników walk. Do tego sporo, często bardzo brutalnych, zdjęć które działają na wyobraźnię wzmacniając obraz wydarzeń. Osoby mniej historią zainteresowane, które chciałyby poznać dzieje Baśki odsyłam raczej do dwóch innych książek jej poświęconych. Pierwsza to absolutnie cudowne “Dzieje Baśki Murmańskiej” Eugeniusza Małaczewskiego który znał ją “osobiście”. Druga to “Baśka Murmańska – niezwykła niedźwiedzica wojska polskiego” Tomasza Specyała – przesympatycznie napisana pozycja, z całym kontekstem historycznym jednak podanym w formie bardziej przyjaznej zwykłemu czytelnikowi.
Katarzyna - awatar Katarzyna
oceniła na85 miesięcy temu
Śmierć banderowcom. Krwawa rozprawa z OUN-UPA Marek A. Koprowski
Śmierć banderowcom. Krwawa rozprawa z OUN-UPA
Marek A. Koprowski
Tematyka zbrodni wołyńskiej i nacjonalizmu ukraińskiego stała się w ostatnich latach bardzo popularna wśród historyków i publicystów. Na rynek trafiło mnóstwo publikacji dotyczących tych wywołujących olbrzymie emocje zagadnień. Mimo to, w polskiej historiografii na temat UPA jest wciąż wiele „białych plam”. Marek Koprowski, w swojej książce „Śmierć banderowcom” stara się wypełnić jedną z nich – kwestię rozprawy sowieckich organów represji z ukraińskimi nacjonalistami po 1944 r. Opisuje on więc jak Sowieci polowali na dowódców i członków UPA, zmieniając tę organizację w desperacko walczące o przetrwanie grupki straceńców. Jest tutaj sporo o udanym pozyskiwaniu poszczególnych bojowców UPA i nawet jej dowódców przez bezpiekę, o prowokacjach, „bandach pozorowanych” i o odwracaniu się zwykłych Ukraińców od nacjonalistów. Jest też wątek służby Polaków w jednostkach samoobrony organizowanych przez NKWD. Koprowski poświęca sporo miejsca grze NKGB z unickim metropolitą Andriejem Szeptyckim, który próbował porozumieć się z Sowietami przeciwko UPA, by w ten sposób ocalić swój kościół. Oficerowie sowieckich służb, mimo brutalności stosowanych przez nich metod, sprawiają w książce Koprowskiego często wrażenie „intelektualistów” – zwłaszcza w porównaniu z Nikitą Chruszczowem, opowiadającym się wówczas za masowym wieszaniem ukraińskich chłopów. Czytając opis niszczenia UPA przez Sowietów niektórzy mogą mieć uczucie dziwnej satysfakcji – oto bowiem jedni złoczyńcy wymierzają sprawiedliwość innym zbrodniarzom. Zapewne to wrażenie byłoby silniejsze, gdyby autor dokładnie opisał w swojej książce jak namierzono i zabito Romana Szuchewycza, powojennego przywódcę UPA i jednego z katów Wołynia. Niestety ten epizod został podsumowany w książce Koprowskiego jedynie kilkoma zdaniami. Zabrakło też sprawy likwidacji Stepana Bandery, ale być może zostanie ona opisana w jednej z kolejnych książek Marka Koprowskiego.
foxmulder2 - awatar foxmulder2
ocenił na71 rok temu
Błazen. Dzieje postaci i motywu Mirosław Słowiński
Błazen. Dzieje postaci i motywu
Mirosław Słowiński
Lisioł Błaznem Może być to dla Was pewnym zaskoczeniem, ale Lisioł bardzo poważnie podchodzi do zagadnienia błaznów. Wbrew pozorom trefniś to nie tylko dworski śmieszek, ale również najbardziej interesujący i najbardziej niebezpieczny zawód na świecie. Przynajmniej jeżeli wierzyć błaznom, a im wierzyć nie wolno. Aby oddzielić ziarno od plew, futrzak sięgnął po książkę wydawnictwa Replika autorstwa Mirosława Słowińskiego pod tytułem „Błazen – dzieje postaci i motywu”. Na okładce jest jegomość z oślimi uszami i kurzym łbem na głowie oraz… – Lisioł wytęża oczka – malutki facet z gołym tyłkiem, wystającym z trąby. Nieźle się zaczyna. . Opowieść o błaźnie zaczyna się wraz ze stworzeniem świata, więc można powiedzieć, że figle to sprawa najwyższej wagi. Lisioł z uwagą patrzył na powstające z nicości panteony, w których zawsze pojawia się jakiś przebiegły bożek. Od Kampuczy po Mezopotamię futrzak napotykał tych, którzy myśleli inaczej, na przekór ustalonemu porządkowi świata. W dużym skrócie błazen to osoba, która po wrzuceniu do rzeki w worku, popłynie w górę nurtu – tak z przekory, na złość albo po prostu „bo tak”. Lisioł patrzy znacząco w stronę pewnego Trefnisia na dworze Kholinów. . Futrzak z zadowoleniem odkrył, że błazenady oraz święta głupców stanowiły normalny widok w średniowiecznych miastach, a nawet istniał rycerski Zakon Błazna! To dopiero gratka, Lisioł już złożył podanie o przyjęcie! Zmęczony piciem wina oraz piszczeniem na temat władców, futrzak musi przyznać, że autor kompleksowo wprowadza czytelnika w świat błaznów. Poznajemy różne wątki, które z czasem stworzyły obraz postaci, jaki znamy dziś. Lisioł zatem oglądał przedstawienia wędrownych muzyków i akrobatów, podgryzł Arlekina po kostkach i rozrabiał w kościołach podczas karnawału. Można się zmęczyć! . Ale Lisioł musi z łapką na sercu wypiszczeć, że bycie błaznem to nie tylko swawole. Dla ludzi z minionych wieków postać błazna nigdy nie miała jedynie rozrywkowego wydźwięku. Człowiek, który żartował ze wszystkiego i wszystkich, którego nie obowiązywały surowe normy prawa świeckiego oraz sakralnego stanowił ideał kogoś absolutnie wolnego. Błazen był głosem wolności. Lisioł w pełni popiera ten postulat, chociaż nie ma zamiaru trafić na statek głupców, który wywozi niepożądanych ludzi w nieznanym kierunku! Wszak w renesansowej Europie nie ma większej słabości niż głupota. Mimo tego błazen – głupiec zawodowy – ma się całkiem nieźle. W rygorystycznym świecie dworskiej etykiety, gdzie krochmalony kołnierz zaciska się na szyi nie gorzej niż szubieniczny węzeł, błazen stał się idolem usychającej szlachty. Lisioł za kołnierzami nie przepada – niejeden raz unikał przerobienia na część garderoby – toteż tupta dalej w swojej błazeńskiej czapeczce. . Książka Mirosława Słowińskiego stanowi znakomite kompendium wiedzy o wszystkich odcieniach błazeńskiego żywota. Śledzimy ewolucję tej postaci, od mitologicznych początków i odgrywania roli głupca, po dworskiego trefnisia, który na przemian służył dobrą radą oraz obrażał wszystkich wkoło. Lisiołowi książka bardzo przypadła do gustu i z dużym żalem pożegnał błazna w dobie monarchii absolutnej, gdy okazało się, że biurokratyczna maszyna nie zezwala na istnienie takich lekkoduchów. Futrzak z całego, lisiego serca poleca tę książkę nie tylko fascynatom historii, ale również szeroko pojętej kultury oraz fantastyki.
Lisiołczyta - awatar Lisiołczyta
oceniła na83 lata temu
Polacy w sowieckich łagrach. Nie tylko Kołyma. Sebastian Warlikowski
Polacy w sowieckich łagrach. Nie tylko Kołyma.
Sebastian Warlikowski
To druga już książka Sebastiana Warlikowskiego poświęcona łagrom i łagiernikom. Za poprzednią, zatytułowaną „Kołyma. Polacy w sowieckich łagrach” autor w 2019 roku został nagrodzony. Ale przecież łagry to nie tylko Kołyma, to także Sołowki, Workuta, Biełomorkanał. To one wraz z Kołymą składały się na morderczy system GUŁAG, obdzierający ludzi z godności i wykorzystujący ich siły ponad wszelką miarę do katorżniczej pracy na rzecz rozrastającego się, połykającego kolejne terytoria sowieckiego molocha. Autor zgromadził w tym opracowaniu relacje osób, które miały to szczęście w nieszczęściu, że zdołały przetrwać i powrócić do swoich domów. Opowiadają o tym, co w łagrze widzieli, co przeżyli, przedstawiają konkretne sytuacje, czasem tak przerażające, że trudno jest o nich czytać. Wiele z nich wywołuje skojarzenia z niemieckimi obozami zagłady. Ale tutaj Rosjanie wyrządzali to zło swoim własnym rodakom. Relacje są bardzo różne. Niektóre bardzo szczegółowo opisują obozową codzienność, dzień po dniu. Najpierw początkowy szok, niedowierzanie, przerażenie, które stopniowo przechodzą w zobojętnienie, przyzwyczajenie, apatię. I choć każde aresztowanie przebiegało nieco inaczej, wszystkie były zaskoczeniem, bez możliwości pożegnania się z rodziną i bez tłumaczenia. Następnie więzienie, uciążliwa podróż zatłoczonymi bydlęcymi wagonami, gdzie błaganie o pitną wodę pozostawało najczęściej bez odzewu. Kąpiel w łaźni, przydział odzieży i rozdzielenie do baraków. I ten nowy, surowy, budzący lęk krajobraz: „Oprócz kilku domów na wybrzeżu nie widać było innego życia. Góry o nagich szczytach, zbocza pokryte karłowatymi krzakami, w większości zeschniętymi, na północnych zboczach leżał śnieg, który chyba nigdy jeszcze nie stajał.” Warunki w tej wiecznej zmarzlinie są bardzo trudne. Tak jak nie chcą rosnąć rośliny, tak też umierają ludzie: „Rzadko zdarzało się, aby ktoś odsiedział swoją karę. Niewielu było takich, którzy przetrwali dwa lata. Co roku stan więźniów zmniejszał się o połowę w ciągu zimy, co uzupełniano wiosną świeżymi transportami. Tak więc człowiek skazany na pracę w tym kraju mógł się uważać za skazanego na powolną śmierć z głodu i zimna.” Opisy konkretnych sytuacji są oczywiście osobiste i różnią się między sobą szczegółami. Wszystkie mają jedną cechę wspólną, a mianowicie coraz wyraźniejszą utratę nadziei. Człowiek jest tu przedmiotem, łatwym do wymienienia towarem, gorszym od konia pociągowego, bo jego przynajmniej się karmi, aby wydajnie pracował. Możemy poznać łagierne życie, a później skonfrontować jeszcze tę wiedzę z zamieszczonymi, naprawdę licznymi fotografiami, skanami dokumentów, a nawet odręcznie sporządzanymi planami i rysunkami. Robią niesamowite wrażenie jako realne świadectwo, podczas gdy większości z osób, które przeszły przez GUŁAD nie ma już z nami. Sporo już wiem o łagrach, mnóstwo na ten temat czytałam, nie do zapomnienia jest oczywiście Archipelag GUŁAG”, a także wspomnienia Eugenii Ginzburg. Tutaj mamy skomasowane relacje wielu więźniów, pisane różnym stylem. Nie wszyscy jednakowo dzielnie znosili trudności, część pisała bardzo emocjonalnie, inni z kolei niezmiernie rzeczowo, co nie oznacza wcale, że poobozowa trauma ich nie dotyczyła. Każdy człowiek jest inny, i to bardzo wyraźnie bije z kart tego zbioru, będąc jednocześnie jego wielką zaletą. Trochę brakuje mi jakiegoś łączącego poszczególne wspomnienia odautorskiego komentarza, który połączyłby je w jedną, spójną całość. Autor prawdopodobnie założył, że temat łagrów, tak często poruszany w literaturze, jest nam doskonale znany, że owe teksty przemówią najlepiej, komentarz zatem uznał za zbędny. Może jednak w takim wypadku powinno się jako autorów umieścić nazwiska tych, którzy tak naprawdę napisali książkę, którą Sebastian Warlikowski złożył i zredagował. Okazuje się, że więźniowie próbowali jakoś uprzyjemnić sobie codzienność w łagrze. Grali w rozmaite gry, przystosowując do nich to, co aktualnie mieli pod ręką. Nie wszyscy tez lubili Polaków, w grę wchodziły tu uprzedzenia związane z historyczną przeszłością, jak choćby w przypadku Litwinów i Ukraińców. Takich, i mnóstwa innych, równie ciekawych historii możecie też się po tej lekturze spodziewać. Wydanie książki jest bardzo staranne. Piękny, gruby, biały papier, niespotykanie duży, wyraźny druk, spora ilość fotografii, na końcu obszerny indeks, zawierający skróty, nazwy miejscowości i tłumaczenie „na nasze” łagierniczej terminologii. Dużo wiedzy, wzruszenie i wstrząs, który nie ominie tych, którzy są jeszcze wrażliwi na literaturę obozową. Moim zdaniem na to nie da się zobojętnieć. Książka pisana dość lekko, będzie zrozumiała dla każdego, także dla tych, którzy sięgną po tego typu gatunek po raz pierwszy. Zachęcam do przeczytania. Książkę mogłam przeczytać dzięki portalowi: https://sztukater.pl/
jazzwoman - awatar jazzwoman
ocenił na73 lata temu
Bohaterowie Auschwitz Przemysław Słowiński
Bohaterowie Auschwitz
Przemysław Słowiński Teresa Kowalik
Książka popularnonaukowa, biograficzna, historyczna, obozowa, wojenna, na faktach, poświęcona bohaterom Holocaustu, tym którzy umieli się przeciwstawić złu w piekle obozowym Auschwitz-Birkenau. Okładka miękka ze skrzydełkami. Liczne czarno-białe fotografie, przedruki dokumentów. Cytat z początku książki: ,,Nieszczęśliwy to kraj, który potrzebuje bohaterów''. Bertold Brecht Przemysław Słowiński i Teresa Kowalik przedstawiają 9 sylwetek bohaterów , tych okrutnych czasów i tego obozowego miejsca. Czczą pamięć tych , którzy umieli powiedzieć NIE i postawili opór, pomimo dantejskiej grozy siejącej się wokół. Odznaczyli się heroiczną postawą i poświęceniu dla innych. Wspomniano też w osobnym rozdziale o uciekinierach z Auschwitz. Opisują kim byli bohaterowie wybrani, co zrobili i w jaki sposób wyróżnili się w tłumie swoją postawą. Jedne postacie bardzo znane, inne mniej. To tylko jedni z reprezentantów tych wielu, o których pamięć nie powinna zaginąć. Witold Pilecki jeden z najodważniejszych żołnierzy II wojny światowej, który na ochotnika zgłosił się na wywózkę do obozu. Maksymilian Maria Kolbe, oddał życie za współwięźnia z celi Franciszka Gajowniczka, dobity zastrzykiem fenolu, jako ostatni z więźniów zamkniętych w bunkrze głodowym, w podziemiach bloku 11, tzw. bloku śmierci. Józef Bellert – lekarz, który zorganizował szpital ratunkowy dla ok. 5000 więźniów. Z 4800 ocalałych więźniów przywrócił do życia 4400. Stanisława Leszczyńska – położna , która odebrała przez dwa lata pobytu w obozie ponad 3000 porodów, wbrew rozkazom i nakazom dr Josefa Mengele , z narażeniem życia. Irena Wiśniewska – oddana pielęgniarka pod kontrolą górną J. Mengele, misja pomagania za cenę utraty życia. Sabina Nawara – podpora duchowa obozowa, niosąca pomoc i pocieszenie innym z wielką ofiarnością. Tadeusz ,,Teddy’’ Pietrzykowski – bokser, który stoczył kilkadziesiąt walk za drutami obozu, od których zależało życie jego jak i innych z obozu. Współpracował z organizacją , założoną na terenie obozu przez Pileckiego. Harry Haft - pięściarz w obozie, dostarczający rozrywki Niemcom. Bronisław Czech – mistrz narciarstwa, podtrzymujący na duchu współwięźniów i oddany całym sobą potrzebującym, dającym nadzieję innym. Sztuka była dla niego jedynym antidotum na obozową rzeczywistość . Trzymała przy życiu. Tytułowe ,,Krokusy’’ z rozdziału, dotyczyły właśnie jego pracy , szkicu namalowanego pod koniec 1943 roku. Pracował on w Lagermuseum w obozie od początku powstania tej placówki do jej likwidacji. Esesmani próbowali zwerbować Czecha do pracy z niemieckimi narciarzami, proponowali mu trenowanie strzelców alpejskich – Gebirgsjäger. Miał możliwość wyjścia na wolność. Odmówił, zachowując twarz, tłumacząc, że woli pozostać w obozie jako Polak, niż wyjść z niego jako zdrajca. Książka oddaje hołd wszystkim ofiarom znanym, mniej znanym , tym , którzy podzielili się kromką chleba w obozie sami będąc głodnymi. Na tym polegało człowieczeństwo. Polecam! Mocna, książka jak każda o tej tematyce. Trzeba oddać cześć bohaterom i pamiętać o nich. Jeżeli ktoś chce bardziej zagłębić się w temacie, to radzę przeczytać osobne publikacje o każdym z bohaterów. To jest raczej taka książka na start. PS Książka zawiera błędy chociażby w datach, za to odjęta jedna gwiazdka.
Anka - awatar Anka
oceniła na92 lata temu
Przeżyj rok w średniowieczu Tillmann Bendikowski
Przeżyj rok w średniowieczu
Tillmann Bendikowski
Książka Tillmanna Bendikowskiego, „Przeżyj rok w średniowieczu”, to fascynująca podróż w czasie, która skutecznie obala mity o „wiekach ciemnych”, zastępując je obrazem świata pełnego barw, zapachów i skomplikowanych rytuałów. Moja ocena to solidne 7/10 – to doskonała pozycja popularnonaukowa, choć momentami jej dygresyjność może wystawić cierpliwość czytelnika na próbę. Bendikowski przyjmuje genialną w swojej prostocie konwencję: prowadzi nas przez rok 950, dzieląc opowieść na pory roku i miesiące. Nie skupia się jednak na wielkiej polityce czy datach bitew, ale na codzienności: co jedli ówcześni ludzie, jak spali, jak radzili sobie z mrozem i w co wierzyli. Najważniejsze rady i spostrzeżenia płynące z lektury to: Pokora wobec natury: Średniowiecze uczy nas, że człowiek był całkowicie zależny od cyklu pór roku. Brak plonów oznaczał śmierć, a zachód słońca kończył aktywność zawodową. To lekcja uważności, której współczesny, przebodźcowany człowiek bardzo potrzebuje. Rola wspólnoty: Autor podkreśla, że w średniowieczu jednostka nie istniała poza grupą. Rodzina, wieś czy zakon były gwarantem przetrwania. Samotność była synonimem wykluczenia i niebezpieczeństwa. Higiena i medycyna: Bendikowski prostuje błąd dotyczący powszechnego brudu – ludzie dbali o czystość na miarę swoich możliwości, a ich wiedza o ziołach i naturalnych metodach leczenia była imponująca, choć podszyta magią. Duszna atmosfera średniowiecznej chaty Zacznijmy od dusznej atmosfery, którą Bendikowski kreśli po mistrzowsku. Opisy zimowych wieczorów w kurnych chatach, gdzie dym gryzie w oczy, a zapach zwierząt miesza się z wonią niemytych ciał i gnijącej słomy, są niezwykle sugestywne. Ta duszność to nie tylko brak tlenu, to także duszność egzystencjalna – lęk przed demonami czyhającymi w ciemnościach i nieuchronnością sądu ostatecznego. Czytelnik niemal fizycznie czuje ciężar tamtej rzeczywistości. Mimo ogromnej wiedzy autora, książka ma swoje minusy. Największym grzechem Bendikowskiego jest pewna powtarzalność – niektóre tezy dotyczące religijności czy rolnictwa wracają w każdym rozdziale, co sprawia, że narracja traci tempo. Ponadto, autor skupia się niemal wyłącznie na obszarach dzisiejszych Niemiec, co dla polskiego czytelnika szukającego analogii do czasów Mieszka I może być lekkim ograniczeniem. To książka, która „odczarowuje” średniowiecze, pokazując je jako czas wielkiej zaradności i głębokiej duchowości. Bendikowski udowadnia, że nasi przodkowie nie byli prymitywni – byli po prostu doskonale zaadaptowani do świata, który dla nas byłby nie do zniesienia. Idealna lektura dla każdego, kto chce poczuć ciężar średniowiecznego płaszcza na własnych ramionach.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na71 miesiąc temu
Hieroglify egipskie. Mowa bogów Andrzej Ćwiek
Hieroglify egipskie. Mowa bogów
Andrzej Ćwiek
"Cywilizacja egipska ma charakter unikatowy". Jedną z jej cech najbardziej charakterystycznych i rozpoznawalnych od razu są hieroglify. Ta książka wprowadza czytelnika w świat cywilizacji egipskiej i tytułowych hieroglifów. I robi to świetnie. Książka podzielona została na siedem numerowanych części i wieńczącą dzieło "Rekomendowaną literaturę". Część pierwsza (krótka, wstępna, trzystronicowa) ma tytuł "Hieroglify dla każdego?". Kolejne części mają następujące tytuły: "Cywilizacja starożytnego Egiptu" (z tej części pochodzi pierwsze zdanie tej opinii),"Pismo", "Krótki kurs hieroglifów", "Mały tezaurus hieroglificzny", "Przewodnik. Od Kairu do Abu Simbel, od najprostszych zapisów do kryptogramu", "Zakończenie" (krótkie, niczym część pierwsza także trzystronicowe). Książkę kończy "Rekomendowana literatura", która została podzielona na następujące kategorie: "Opracowania ogólne", "Historia badań", "Odczytywanie hieroglifów", "Język i pismo", "Podręczniki i słowniki", "Podstawowe prace o piśmie", "Tłumaczenia tekstów egipskich", "Zdecydowanie odradzane" oraz "Internet" (z adresami ciekawych stron internetowych). W książce znajduje się mnóstwo ciekawych, rozmaitych ilustracji, które są znakomicie dobrane i współgrają z tekstem. Pasjonująca książka, która prawie nie ma wad i od której czasem trudno mi było się oderwać. Poszerzyła moją wiedzę. Bardzo, bardzo interesująca.
Jarosław Wiśniewski - awatar Jarosław Wiśniewski
ocenił na98 miesięcy temu
Księga gości Hitlera. Dyplomaci w sercu III Rzeszy Jean-Christophe Brisard
Księga gości Hitlera. Dyplomaci w sercu III Rzeszy
Jean-Christophe Brisard
„Popularnonaukowy dokument” „Księga gości Hitlera” to napisany przez dziennikarza popularnonaukowy dokument dotyczący wybranych fragmentów funkcjonowania korpusu dyplomatycznego w Berlinie. Autor podobnie jak Wołoszański stara się by praca była sensacyjna i pełna „nowych” faktów. Po otwarciu sowieckich archiwów wielu jego pokroju zaczęło bawić się w odkrywanie historii. Mamy więc na samym początku akcje, w których owi dyplomaci są aresztowani przez czerwone służby, a potem retrospekcje dlaczego. Pisarz wybiera charakterystyczne postacie i opisuje ich los. Porusza przy tym problemy holokaustu, fascynacji i udzielania wsparcia reżymowi Hitlera, czy rolę propagandy na przykładzie znanego autora. Całość jest dość ciekawa i sprawnie napisana. Jednak należy pamiętać, że nie jest to historia kompletna a jedynie opowieść z jej elementami. Temat dyplomacji przedstawiony w ten sposób jest niestety dość mocno przesunięty do negatywnego bieguna. Korpus dyplomatyczny jawi się nam w czarnych barwach, gotowi poświęcić własnych obywateli dla spokoju Hitlera. Oczywiście problem jest bardziej złożony i taka interpretacja jest szkodliwa dla całości. Mimo wad książka jest warta przeczytania, choćby dla poznania wycinków zachowań poszczególnych przedstawicieli państw. Bardzo ciekawy jest wątek szwajcarski i chiński. Książka jest wydana w twardej oprawie z szytym grzbietem. Tekstowi głównemu towarzyszą zdjęcia stron księgi gości. Dla specjalistów jest ona zbyt powierzchowna, ale dość lekko napisana. Osoby nie siedzące w temacie a chcące poczytać coś ciekawego „ala Sensacje XX wieku” – idealna. Ja się nie nudziłem, aczkolwiek puszczam dalej. Wolę bardziej konkretne opracowania.
Marcin Kowalczyk - awatar Marcin Kowalczyk
ocenił na63 lata temu
Zanim ziemia katyńska wchłonęła jego krew. Listy Pawła Słani do narzeczonej Marii Lortz z lat 1933-1939 Łukasz Żywulski
Zanim ziemia katyńska wchłonęła jego krew. Listy Pawła Słani do narzeczonej Marii Lortz z lat 1933-1939
Łukasz Żywulski Paweł Słania
Na wstępie wita nas wzruszająca fotografia dwojga zakochanych, młodych ludzi. Skąd wiem, że zakochanych? To widać po spojrzeniach prosto w oczy, delikatnych, rozświetlonych uśmiechach, po klimacie zdjęcia, który wiernie to zauroczenie oddaje. Zakochani to Paweł Słonia i Maria Lortz. On, student, podchorąży, nauczyciel, społecznik. Na samym początku wojny dostał się do radzieckiej niewoli i został zamordowany w Katyniu. Jego narzeczona, Maria, długo łudziła się, że Paweł wróci. Zbrodnia katyńska była wszak otoczona tajemnicą. Gdy jednak w końcu poznała prawdę, nigdy nie wyszła za mąż. Powiecie, taka miłość się nie zdarza? Zdarza się, ta jednak została brutalnie przerwana, nie pozwolono jej się spełnić. Maria zmarła w 1981 roku. Po młodych zakochanych pozostał pakiet listów odnalezionych po wielu latach zupełnym przypadkiem. Listów pisanych przez Pawła do Marii w latach 1933-1939 i to one właśnie opowiadają romantyczną historię niedokończonej miłości… Listy są słodkie, pełne troski i uczucia, zdające sprawozdanie z każdego punktu dnia. Maria jest tytułowana: „My sweet Mary”, „Moja niezmiernie słodka”, „Moja jedyna”, „Moja najdroższa Meruniu”. Paweł kreśli się jako: „Twój Drań Paweł”, „Wierny Tobie”, „Kochający”, „Bardzo Cię oczekujący”, a nawet nieoczekiwanie, w nawiasie, „Mąż”. Pisze o sobie, o codzienności, a owe dość szczegółowe informacje – sprawozdania, co chwila przerywa głos uczucia, potok czułości. Dzisiaj nie piszemy listów. W trakcie lektury tej książki cisnęło mi się na usta pełne żalu pytanie – dlaczego? To epistolarna opowieść miłosna, a także kronika życia młodego chłopaka w ostatnim dziesięcioleciu przed wojenną apokalipsą. Są tutaj lata studenckie na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego, obfitujące, i owszem, w „colloquia” oraz liczne, nie zawsze interesujące zajęcia i egzaminy. A jednak Paweł urozmaica sobie czas spacerami po Krakowie w towarzystwie kolegów, wymienianych tutaj z imienia i nazwiska, a później przybliżanych nam w przypisach na dole strony. Paweł uczestniczy też w wydarzeniach publicznie ważnych, jak 600 rocznica koronacji Kazimierza Wielkiego czy pogrzeb Marszałka Piłsudskiego na Wawelu, a także regularnie w mszach świętych i chórze. Sporo tu też o szkoleniu wojskowym w oświęcimskich koszarach. Widać, że młodzi rekruci dostawali nieźle w kość, jednak listy Pawła są pogodne, a niejeden raz potrafi też zaśmiać się z samego siebie. Dzieli się też wrażeniami z lektur oraz z oglądanych pasjami w kinie filmów. Jest kinomanem, a także wielbicielem teatru i muzyki. Jest świadkiem rozruchów antysemickich na uniwersytecie w 1934 roku i jego komentarz nieco rozczarowuje, choć niewątpliwie trzeba wziąć pod uwagę kampanię propagandową, która zaczynała się wówczas niepokojąco nasilać oraz jego młody wiek. Maria musiała mieć jakiś kompleks niższości, jak możemy się domyślać z powodu braku wykształcenia i niższego statusu materialnego. Uspokajające słowa w tym względzie Paweł wypowiada niejeden raz. Czytając te listy, tak intymne, nieprzeznaczone przecież dla obcych oczu, mam wrażenie zaglądania przez dziurkę od klucza do czyjegoś życia. A jednak, choć trochę wstyd, to nie mogę się powstrzymać, gdyż przy okazji czytam żywą historię lat przedwojnia, chłonę tamten klimat, oglądam Kraków oczami młodego studenta, który cieszy się życiem, przepełniony miłością snuje plany na przyszłość, nie mając pojęcia, bo i skąd, że nie będzie dla niego przyszłości. My, mając tego świadomość, wiedząc wszystko o katyńskiej zbrodni, o strzałach w potylicę i bezimiennych mogiłach w katyńskim lesie, długo skrywanych w kłamliwej narracji, czujemy żal, smutek i dyskomfort. Ta miłość powinna się spełnić. Tymczasem Paweł ani nie zdążył obronić pracy na uniwersytecie, ani nie zdążył się ożenić z ukochaną. Z jego ostatniego listu tchnie takim smutkiem i bezradnością, jakby jakiś szósty zmysł podpowiadał mu, że to wszystko nie może skończyć się szczęśliwie. To list pisany już z obozu jenieckiego w Kozielsku. Paweł zaopatrzył go w zwrotny adres korespondencyjny, ale zapewne żadnego listu od narzeczonej nie doczekał. Takie zderzenia z historią, za sprawą konkretnych ludzkich losów, są najcenniejsze, ponieważ zamieniają suche, podręcznikowe fakty w życie, każą nam przeżywać, współodczuwać, a później nie pozwalają zapomnieć. Książkę przeczytałam dzięki portalowi: https://sztukater.pl/
jazzwoman - awatar jazzwoman
ocenił na82 lata temu
Soszka. Wojna się dzieciom nie przywidziała Ewelina Karpińska-Morek
Soszka. Wojna się dzieciom nie przywidziała
Ewelina Karpińska-Morek
Książka, której lekturę odkładałam na spokojniejszy czas w moim życiu. Chciałam się na niej maksymalnie skupić, bo temat nie jest łatwy. Książki nawiązujące do historii czytam bardzo rzadko, ale od czasu do czasu dobrze jest sięgnąć po coś bardziej ambitnego i dowiedzieć się trochę więcej o naszej historii. ,,Soszka. Wojna się dzieciom nie przewidziała” autorstwa @karpinska_morek_pisze to książka, którą mimo ciężkiej tematyki czyta się bardzo szybko. Rozdziały są krótkie, wzbogacone dodatkowo o fotografie. Sama książka przeprowadzona jest w formie wywiadu z tytułową bohaterką, która opowiada swoje losy, gdy jako nastolatka trafiła do jednej z niemieckich rodzin. To smutna pozycja. Człowiek na codzień nawet nie zdaje sobie sprawy, jaka tragedia spotykała dzieci w tamtych czasach. Książka otwiera oczy. Ukazuje nam strach i ból, jakiego doznawały. Z Soszki możemy dowiedzieć się nieco historycznych faktów, w tym głównie o germanizacji rodzin. Z minusów - czasami trochę się gubiłam podczas czytania i musiałam wracać, by zrozumieć w pełni sens przekazu. Nie wiem, czy tylko ja miałam z tym problem, czy po prostu czasami niektóre rozdziały zostały napisane w sposób chaotyczny 🤷‍♀️ Ostatecznie polecam, ale nie każdemu. To nie jest lekka pozycja mająca przynieść nam rozrywkę, a książka, która wymaga od nas zastanowienia.
cozybypauline - awatar cozybypauline
ocenił na71 rok temu
Nieudacznicy, rozpustnicy, szaleńcy. Przemilczane fakty o wielkich Polakach Andrzej Zieliński
Nieudacznicy, rozpustnicy, szaleńcy. Przemilczane fakty o wielkich Polakach
Andrzej Zieliński
Przeczytać i podać dalej. Pretensjonalny, tabloidowy tytuł.a potem festiwal wszystkiego co moralnie naganne a warstwom wyższym nieobce. Mnogość sensacyjek, plotek, zapewne również faktów historycznych. Zieliński obrązawia w sposób bezpardonowy polskich bohaterów, od pierwszych Piastów zaczynając, a na Piłsudskim kończąc (na Tuska i Kaczyńskiego jeszcze nie pora). Powołuje się przy tym na (wreszcie) szeroko dostępny materiał źródłowy oraz liczne współczesne, krytyczne opracowania. I tu jest deska drzewniana a wniej sęk: weryfikacja wiarygodności źródeł, im bardziej w głąb czasów sięgać, tym bardziej trudna - sam autor pastwi się nad Długoszem. Historia oparta na źródłach pisanych na zawsze pozostanie ocieniona podejrzeniem nierzetelności. Zieliński swoje wersje 'faktów' przedstawia w większości z niezachwianą pewnością, ale czy w historii mozna być czegoś absolutnie pewnym? Choć Molenda 'Mity polskie' uczynił z większym smakiem, powściągliowścią i merytoryczną analizą, to jednak 'Nieudacznicy...' wciągają zarówno za sprawą lekkości pióra jak i chwytliwości przedstawionego materiału. Można przyjąć książkę bezkrytycznie i szokować w towarzystwie zapamiętanymi wyjątkami, można potraktować jako punkt wyjścia do głębszych studiów nad historią, można wreszcie potraktować lekturę jako zabawną przygodę i pozostawić za sobą. Wszystko można.
Allmighty Eternally - awatar Allmighty Eternally
ocenił na61 rok temu

Cytaty z książki Młot na czarownice Tom 1

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Młot na czarownice Tom 1


Ciekawostki historyczne