rozwińzwiń

Hiacynt. PRL wobec homoseksualistów

Okładka książki Hiacynt. PRL wobec homoseksualistów autora Remigiusz Ryziński, 9788381913744
Okładka książki Hiacynt. PRL wobec homoseksualistów
Remigiusz Ryziński Wydawnictwo: Czarne Seria: Reportaż reportaż
312 str. 5 godz. 12 min.
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Seria:
Reportaż
Data wydania:
2021-12-08
Data 1. wyd. pol.:
2021-12-08
Liczba stron:
312
Czas czytania
5 godz. 12 min.
Język:
polski
ISBN:
9788381913744
Średnia ocen

6,3 6,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Hiacynt. PRL wobec homoseksualistów w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Hiacynt. PRL wobec homoseksualistów



książek na półce przeczytane 763 napisanych opinii 563

Oceny książki Hiacynt. PRL wobec homoseksualistów

Średnia ocen
6,3 / 10
365 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Hiacynt. PRL wobec homoseksualistów

avatar
531
23

Na półkach:

DNF 25%

DNF 25%

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
100
100

Na półkach:

Myślałem, że przez nią nie przebrnę, a temat przecież tak bliski memu sercu. Choć co prawda nie było mnie jeszcze wtedy na świecie to historie ludzi mi zbliżonych są dla mnie bardzo ciekawe, w szczególności właśnie w tym nieznanym dla mnie okresie.

Reportaż jest bardzo chaotycznym, nieprzemyślanym zbitkiem różnych informacji przez co nie czytało się tego dobrze. Niektóre tematy były bardzo fascynujące, ale nie brakowało też zbytecznego opisywania informacji kompletnie nieistotnych z perspektywy czasu.

Szkoda, bo chciałem dowiedzieć się dużo, a mam wrażenie że więcej dowiedziałbym się i przede wszystkim zapamiętałbym z kilku wyszukiwań w internecie na własną rękę aniżeli z tego reportażu.

Myślałem, że przez nią nie przebrnę, a temat przecież tak bliski memu sercu. Choć co prawda nie było mnie jeszcze wtedy na świecie to historie ludzi mi zbliżonych są dla mnie bardzo ciekawe, w szczególności właśnie w tym nieznanym dla mnie okresie.

Reportaż jest bardzo chaotycznym, nieprzemyślanym zbitkiem różnych informacji przez co nie czytało się tego dobrze. Niektóre...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1094
652

Na półkach: , , , ,

Faktycznie mogło być lepiej, jak piszą poniżej czytelnicy.
A wyszło trochę nudno, chociaż samo zbieranie i docieranie do źródeł i do osób zajęło autorowi sporo czasu - tym bardziej szkoda.

Faktycznie mogło być lepiej, jak piszą poniżej czytelnicy.
A wyszło trochę nudno, chociaż samo zbieranie i docieranie do źródeł i do osób zajęło autorowi sporo czasu - tym bardziej szkoda.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

1145 użytkowników ma tytuł Hiacynt. PRL wobec homoseksualistów na półkach głównych
  • 617
  • 509
  • 19
173 użytkowników ma tytuł Hiacynt. PRL wobec homoseksualistów na półkach dodatkowych
  • 74
  • 29
  • 18
  • 17
  • 14
  • 12
  • 9

Tagi i tematy do książki Hiacynt. PRL wobec homoseksualistów

Inne książki autora

Remigiusz Ryziński
Remigiusz Ryziński
Filozof i kulturoznawca. Absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego. Studiował na Sorbonie pod kierunkiem Julii Kristevy. Napisał pracę doktorską poświęconą Fragmentom dyskursu miłosnego Rolanda Barthes’a; w 2012 roku habilitował się na podstawie rozprawy o współczesnym francuskim feminizmie. Pracuje jako wykładowca akademicki w Warszawie na stanowisku profesora nadzwyczajnego. Stypendysta m.in. Rządu Francuskiego, Fundacji Schumana, Fundacji Nippon, Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Miasta Stołecznego Warszawy. Autor publikacji poświęconych współczesnej kulturze i filozofii. Zajmuje się feminizmem oraz teoriami gender i queer. Tłumaczył Sartre’a, Eco i Kristevę. W 2017 roku wydał reportaż Foucault w Warszawie, za który otrzymał nominację do Nagrody Literackiej Nike.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Czarne lato. Australia płonie Szymon Drobniak
Czarne lato. Australia płonie
Szymon Drobniak
(#planetaksiążek) Katastrofa jest już, a koniec świata właśnie się zaczął – to mało optymistyczne założenie przebija niemal z każdej strony książki Drobniaka i jest to zdecydowanie lektura, która boli i uwiera. Autor nie daje czytelnikowi złudnych nadziei – zgotowaliśmy sobie los, którego nie da się już odwrócić, a na który mocno zapracowaliśmy. To nie jest jednak tylko publicystyczny głos w sprawie katastrofy klimatycznej, całe zjawisko jest bowiem nakreślone z rożnych perspektyw, a punktem wyjścia są apokaliptyczne wręcz pożary, które nawiedziły Australię na przełomie 2019 i 2020 roku. Skala zniszczeń była niespotykana (choć autor stawia dramatyczną hipotezę, że to zaledwie przygrywka do jeszcze gorszych kataklizmów w niedalekiej przyszłości),a z ich konsekwencjami Australijczycy zmagają się do dziś. Drobniak poświęca jednak więcej miejsca niż samej katastrofie (co dla wielu czytelników jest pewną słabością książki) temu, co do niej doprowadziło. Tropiąc przyczyny sięga do historii kontynentu, dochodząc do mechanizmów współczesnej sceny politycznej – te partie książki są pozornie mniej ciekawe, niż portret znajdującego się na krawędzi zniszczenia świata przyrody, jednak bardzo dużo mówią o sposobie funkcjonowania nowoczesnego, bogatego państwa, jakim jest Australia. W tej demitologizacji wyobrażonego raju „Czarne lato” przypomina nieco „27 śmierci Toby'ego Obeda” Joanna Gierak-Onoszko, choć obaj autorzy skupiają się na zupełnie innych elementach. Siłą reportażu Drobniaka jest poczucie, że autor dobrze wie, o czym mówi – jest naukowcem, cechuje go analityczne spojrzenie i mimo w naturalny sposób narzucających się emocji udaje mu się zachować obiektywny ton – szkoda tylko, że sama książka... jest zbyt krótka, nie wszystkie wątki i motywy są bowiem równie pogłębione. Jakkolwiek to wciąż jeden z ciekawszych tekstów portretujących stopniowy zmierzch współczesnego świata, a przy okazji bardzo ciekawy obraz Australii – kraju nowoczesnego i bogatego, a równocześnie nie mogącego sprostać zagrożeniom o pierwotnym wręcz wymiarze oraz unikalnej przyrodzie, którą możemy bezpowrotnie utracić.
kunieczko - awatar kunieczko
ocenił na71 rok temu
Miasto Bajka. Wiele historii Kaliningradu Paulina Siegień
Miasto Bajka. Wiele historii Kaliningradu
Paulina Siegień
Dzieje Kaliningradu to jedna z najbardziej zdumiewających opowieści w powojennej panoramie Europy. Paulina Siegień w swojej książce „Miasto Bajka. Wiele historii Kaliningradu” podejmuje się zadania niemal niemożliwego: próbuje zrekonstruować tożsamość miejsca, które zostało brutalnie wymazane, a następnie nadpisane radzieckim pismem. Moja ocena to mocne 7/10 – to reportaż erudycyjny, pełen czułości dla detalu, choć momentami pozostawiający niedosyt w kwestii twardej analizy politycznej. Historia obiektu badań Siegień to opowieść o radykalnym zerwaniu. Przez wieki był to pruski Królewiec (Königsberg) – miasto Kanta, hanzeatycka perła i serce niemieckiego Wschodu. Rok 1945 przyniósł jednak totalną anihilację: naloty dywanowe, krwawy szturm Armii Czerwonej i ostateczną decyzję Stalina o stworzeniu tu najbardziej wysuniętej na zachód placówki ZSRR. Niemieccy mieszkańcy zostali wysiedleni, a na ich miejsce przyjechali ludzie z najdalszych zakątków imperium, zasiedlając ruiny, których początkowo nie potrafili, a wręcz nie chcieli pokochać. Podejście Pauliny Siegień do Kaliningradu jest unikalne – autorka nie patrzy na miasto jak turystka czy chłodny analityk. Jako wieloletnia obserwatorka regionu, traktuje Kaliningrad jak żywy organizm, pełen blizn i fantomowych bólów. Jej metoda to „archeologia pamięci”: Siegień skrupulatnie grzebie w warstwach tynku, szuka pruskich cegieł pod radzieckim betonem i podsłuchuje rozmowy mieszkańców, którzy sami często nie wiedzą, czy czują się bardziej Rosjanami, czy specyficzną kastą „Kaliningradczyków”. Autorka prowadzi nas przez labirynt paradoksów. Poznajemy historię Domu Sowietów – betonowego potwora zbudowanego na ruinach zamku, który nigdy nie został ukończony, stając się trwałym symbolem porażki systemu. Czytamy o „poszukiwaczach bursztynu”, o kulcie Kanta, który stał się paradoksalnym patronem rosyjskiej enklawy, oraz o młodych ludziach marzących o Europie, a żyjących w zmilitaryzowanej strefie. Najważniejsze wnioski płynące z tej lektury to: Tożsamość nie znosi próżni: Nawet najbardziej brutalna próba wymazania przeszłości sprawia, że wraca ona jako legenda, „bajka” lub kicz. Architektura to polityka: Siegień pokazuje, jak budynki, wśród których żyjemy, kształtują naszą lojalność i poczucie przynależności. Pamięć jest wyborem: Mieszkańcy selektywnie wybierają elementy pruskiej historii, by nadać swojej codzienności głębię, której nie oferuje postradziecka szarość. Duszna atmosfera enklawy Recenzję dopełnia opis dusznej atmosfery, którą Siegień oddaje po mistrzowsku. Kaliningrad to miasto-wyspa, otoczone granicami NATO, przesiąknięte lękiem przed izolacją i jednoczesną dumą z bycia „specyficznym”. Ta duszność to zapach mokrego betonu, dymu z kominów i morskiej soli, ale też psychiczna klaustrofobia życia w miejscu, które dla Rosji jest „dalekim Zachodem”, a dla Zachodu – „groźnym Wschodem”. Książka zachwyca stylem i głębią dokonanych badań. Siegień ma rzadki dar pisania o wielkiej historii przez pryzmat prozy życia. Brakujące punkty wynikają jednak z pewnego niedosytu w analizie współczesnej sytuacji geopolitycznej – autorka skupia się na „bajkowości” i nostalgii, czasem nieco uciekając od brutalnej roli Kaliningradu jako militarnego „pistoletu” przystawionego do skroni Europy. Mimo to, jest to bez wątpienia najlepszy polski portret tego niezwykłego miasta. „Miasto Bajka” to zaproszenie do świata, który teoretycznie nie powinien istnieć, a jednak trwa w najlepsze. Paulina Siegień udowadnia, że Kaliningrad to nie tylko kropka na mapie, ale fascynujący eksperyment na żywej tkance historii.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na71 miesiąc temu
Kraj niespokojnego poranka. Pamięć i bunt w Korei Południowej Roman Husarski
Kraj niespokojnego poranka. Pamięć i bunt w Korei Południowej
Roman Husarski
Polacy jednak potrafią pisać reportaże. Co i rusz się o tym przekonuję, a zwłaszcza kiedy przeczytam książkę taką jak ta poświęcona życiu w Korei Południowej. Napisał ją młody polski kulturoznawca, który wiele lat jako student spędził w Korei, dzięki czemu mógł dotknąć tego, co zwykle umyka tym, którzy są tam tylko na chwilę, bo zwiedzali albo znają kraj z opowieści innych. Zdecydowanie Roman Husarski dobrze poznał Koreę, bo pisze nie o tym, co ją wyróżnia kiedy o niej mówimy, ale pisze o tym, co zwykle jest ukryte dla oczu zewnętrznej publiczności, a dostrzegane dopiero wtedy, kiedy poznajemy ją mieszkając w tym miejscu. Pisze więc o rzeczach, których trudno szukać w innych reportażach. Mnie w szczególności zadziwił wątek religii i w ogóle religijności Koreańczyków, bo zwykle myśląc o Korei wyobrażamy sobie, że jest to kraj na wskroś przesiąknięty azjatyckimi systemami religijnymi, a jednak to chrześcijanie stanowią tam większość wyznawców. Chrześcijanie, którzy z jednej strony wpisali się w misję prozelityzmu, z drugiej konkurują między sobą o dusze Koreańczyków. Jest sporo o braciach zza północnej granicy, ale z perspektywy uciekinierów, którzy nie zawsze i nie wszędzie są mile witani i szybko adaptują się do życia, jakie zapewnia Korea Południowa. Jest też sporo o kolonializmie i dziedzictwie zniewolenia japońskiego, jakie noszą w sobie Koreańczycy, a także o relacjach między indywidualizmem a duchem wspólnoty, w którym ten pierwszy musi ustąpić pola potrzebom kolektywu. Książkę naprawdę polecam, bo potrafi wniknąć daleko głębiej niż reportaż filmowy dostępny na platformie YouTube. To lektura, która otwiera oczy na mniej znane aspekty życia w Korei Południowej i pozwala zrozumieć tamtejszą codzienność z perspektywy osoby, która rzeczywiście tam mieszkała i odczuła na własnej skórze lokalne realia.
Arek - awatar Arek
ocenił na71 miesiąc temu
Zjadanie Buddy. Życie tybetańskiego miasteczka w cieniu Chin Barbara Demick
Zjadanie Buddy. Życie tybetańskiego miasteczka w cieniu Chin
Barbara Demick
(2020) [Eat the Buddha: Life and Death in a Tibetan Town] „Niniejsza książka to przede wszystkim spisana historia mówiona, zebrana ze wspomnień Tybetańczyków z Ngawy” (str. 323) – miasta w powiecie o tej samej nazwie, położonego w autonomicznej prefekturze Tybetańskiej i Qiang Ngawa (Aba),w prowincji Syczuan, na terenie Płaskowyżu Tybetańskiego, na południu historycznego regionu Amdo. W trakcie gromadzenia materiałów, kolejnych rozmów i wyjazdów do Ngawy, zrodził się „[…] zamiar opowiedzenia jej dziejów przez historie życia zwykłych Tybetańczyków” (str. 353) – wraz z reporterką (1959),wsłuchujemy się w głosy dawnych i obecnych mieszkańców, reprezentujących różne generacje. Wielu z nich, pod wpływem sytuacji politycznej i z pobudek ekonomicznych, opuściło Tybet. Część bohaterów, nie godząc się z chińskimi rządami, odbiera sobie życie lub ginie w trakcie protestów*. Reportaż podzielono na cztery części: lata szalonych kampanii Mao (1958-1976, z uwzględnieniem wcześniejszych dekad chińskiej wojny domowej); okres reform i względnej liberalizacji pod kierownictwem Deng Xiaopinga (1976-1989); czas porzucenia nadziei o demokratyzacji, przy jednoczesnym utrzymaniu prężnego rozwoju gospodarczego (1990-2014); zamordystyczne rządy Xi Jinpinga, który nie zamierza zwolnić fotelu przewodniczącego (2014-2020)**. Zjadanie Buddy to typowy reportaż, ratujący od zapomnienia tragedie tysięcy Tybetańczyków. Skupia się na najtrudniejszych doświadczeniach i codziennych zmaganiach z opresyjnym systemem, oraz współżyciu z chińską większością, stopniowo zasiedlającą tereny etnicznie tybetańskie. Opowiada o dojmującym braku swobody, utrudniającym adoracje duchowego przywódcy***, zwykłe przemieszczenie czy wyjazd za granicę; pisze o prześladowaniach, nowoczesnej inwigilacji i wykluczeniu cyfrowym, marginalizacji języka oraz wymuszonej sinizacji. Odbywa się to przy jednoczesnej, stopniowej poprawie poziomu życia przeciętnego Tybetańczyka i zaawansowanych inwestycjach w infrastrukturę. Dziś, nikt nie niszczy już klasztorów – robi się z nich atrakcje turystyczne****. Tybetańczycy mogą awansować społecznie, uczyć się i rozwijać – pod warunkiem, że będą to robić w języku mandaryńskim. Przemyślane działania Partii prowadzą do stopniowego wynaradawiania, tracenia poczucia odrębności i wrastania w chińską codzienność*****. __________________________ * Najmocniej wybrzmiewa historia księżniczki Gonpo, córki króla Mei. Niektórym postaciom poświęcono więcej miejsca, innym mniej, a część tylko dopełniają obszerniejsze narracje. Jednak wszystkie są ważne. Opowieści mieszkańców Ngawy i okolicznych osad są równorzędne, wszyscy tworzą jedna społeczność dawnego królestwa. Część z nich uciekła do Indii, zasilając tybetańską społeczność skupioną wokół Dalajlamy, i to tam dzieliło się swoimi doświadczeniami (np. wspomniana Gonpo Tso). ** Siedzi tam do tej pory (stan na 2026),i chyba nigdzie się nie wybiera. *** „XIV Dalajlama zapowiada, że będzie żył 113 lat w obecnym wcieleniu, czyli odejdzie w roku 2048 lub 2049. 10 marca 2011 oświadczył, że »dobrowolnie rezygnuje ze swojej dalszej reinkarnacji« […]” (https://pl.wikipedia.org/wiki/Tenzin_Gjaco). **** W 2001 rząd przemianował Gyalthang (chiń. Zhongdian) w tybetańskiej autonomicznej prefekturze Diqing/Dêqên w Junanie na Shangri-La (!). ***** Nad Wisłą, po 123 latach zaborów, sytuacja Tybetańczyków powinna być szczególnie dobrze rozumiana. A jednak pogodziliśmy się z istnieniem ChRL, i zamiast destabilizować ten chory twór, jako Zachód, wykarmiliśmy go na własnej piersi. Ciekawostka: w Warszawie, na Woli, jest rondo Tybetu – pierwotnie to miało być rondo Wolnego Tybetu, ale ambasada ChRL zaprotestowała: Tybet nie może być wolny, musi być chiński. A my się do tego pokornie przychyliliśmy… (Ciekawostka w ciekawostce: przy rzeczonym rondzie, od strony Odolan, pobudowano patodeweloperskie osiedle Bliska Wola (de facto już na dalekiej Woli),które potocznie ochrzczono Hongkongiem, z uwagi na małe metraże i duże zagęszczenie… ale to już dziedzictwo pobrytyjskie, nie komunistyczne). • „Tematem mojej poprzedniej książki była Korea Północna*, która – przyznaję – intrygowała mnie częściowo dlatego, że była właściwie zamknięta dla gości z Zachodu Gdy już postanowiłam, że opisze jakieś tybetańskie miasto, skupiłam się na Ngawie. Chciałam się dowiedzieć, co aż tak szczególnego się tam znajduje, skoro rząd chiński chce to ukryć przed światem. Dlaczego tak wielu spośród mieszkańców Ngawy zdecydowało się unicestwić swoje ciało w jeden z najstraszniejszych możliwych sposobów?” (str. 9). „[Od 2009] Do listopada 2019 roku samospaliło się stu pięćdziesięciu sześciu Tybetańczyków; mniej więcej jedna trzecia z nich pochodziła z Ngawy lub jej okolic” (str. 265). __________________________ ** Światu nie mamy czego zazdrościć. Zwyczajne losy mieszkańców Korei Północnej [Nothing to Envy: Ordinary Lives in North Korea] (2009, wyd. polskie: 2010). Reportaż pochłonąłem przed 2013, z ogromnym zainteresowaniem, i niestety – nic na jego temat nie wynotowałem. Szczególnie zapadła mi pamięć historia topienia psa (celem późniejszego spożycia przez wygłodniałego chłopca-tułacza). Z perspektywy dwudziestoparolatka który oglądał Defiladę (1989) Fidyka z mieszaniną niedowierzania i fascynacji, i miał wówczas ogromny głód informacji nt. KRLD, była to książka świeża i miażdżąca. • Nie trzeba być sinologiem, aby zwrócić uwagę na szereg błędów dotyczących kwestii merytorycznych, istotnych z punktu widzenia przedstawianego tematu, oraz przemilczenia faktycznego statusu terenów etnicznie tybetańskich, a znajdujących się poza Tybetańskim Regionem Autonomicznym (autonomii w ramach prefektur i powiatów)*. Obok błędów powstałych w translacji, tekst zawiera sporo powtórzeń, z rzadka zasadnych, i inne błędy konstrukcyjne (np. urwany wątek uciekiniera; brak daty początkowej mimo podania finalnej, która pada dopiero później; dublowanie informacji w sąsiadujących zdaniach). Mimo, iż do tekstu wkradło się trochę pomyłek, które powinny zniknąć w redakcji lub zostać sprostowane w przypisach, rdzeń pracy został wykonany dobrze. Barbara Demick zebrała istotne informacje, przedstawiła je ciekawie i zrozumiale, a druga Barbara, Gadomska, dobrze oddała jej myśli (6/10 – gdyby nie błędy merytoryczne, ocena byłaby o punkt wyższa). ________________________ * Dopiero w przypisach końcowych i słowniczku pojawia się formalna nazwa autonomicznej prefektury Ngawa. • „W którymś momencie Chińczycy odkryli, że w buddyjskich klasztorach można znaleźć nie tylko skarby cywilizacji tybetańskiej, ale także rzeczy potencjalnie nadające się do jedzenia. Bębny zrobione ze skór zwierzęcych dawało się zjeść pod warunkiem długiego gotowania – żołnierze wiedzieli jak to zrobić, bo zjedli już własne pasy, rzemienie karabinów, skórzane torby i lejce. Teraz jedli nawet figurki wykonane z mąki jęczmiennej i masła. Piszą o tym Jianglin Li i Mathew Akester, uczeni, którzy dokładnie zbadali ten okres na podstawie odnalezionego pamiętnika. Jedna z przytaczanych przez nich anegdot pochodzi z pamiętników Wu Faxiana, byłego komisarza politycznego pierwszej armii Mao. Pisze on: […] Zabrał ze sobą kilka małych (figurek) Buddów, umył je do czysta, a następnie zalał woda i ugotował. Wszystkie były zrobione z mąki i naprawdę dobrze smakowały. (…) […] Tybetańczycy, którzy przeżyli tamte czasy, mówią, że to, co Chińczycy jedli, to tormy, ofiary wotywne, które nie są właściwie figurkami Buddy. Jeśli jednak chodzi o Chińczyków, uważali oni, że dosłownie jedzą Buddę. Wiedzieli, że to świętokradztwo, ale mało ich to obchodziło” (str. 42-43)*. __________________________ * Tytuł książki to jednocześnie tytuł rozdziału drugiego (str. 31). • UWAGI (wyd. I z 2021, tłum. Barbara Gadomska): Z cyklu wydawca wie lepiej: „życie i śmierć w tybetańskim miasteczku” zmieniono na „życie tybetańskiego miasteczka w cieniu Chin”, a jak komunikuje autorka już na początku, aspekt śmierci jest przejmujący i istotny. Gdyby nie polityka ChRL, nie byłoby śmierci z powodu głodu, kul, w wyniku prześladowań, nie byłoby samospaleń. Str. 7 – „Wschodnia część tybetańskiego płaskowyżu granicząca z prowincjami Syczuan, Qinghai, Gansu i Junan, jest teoretycznie dostępna dla każdego […]” – autorka wprowadza czytelnika w błąd: 1) wschodnia i południowa część Wyżyny Tybetańskiej znajduje się na terenie wymienionych prowincji; 2) odnośnie dostępności, chodzi jej o tę część Tybetu, która znajduje się poza Tybetańskim Regionem Autonomicznym, i w większości funkcjonuje jako autonomiczne prefektury. (Na str. 10 prostuje tę informację, ale nie w sposób pełny). Tybetański Region Autonomiczny (https://pl.wikipedia.org/wiki/Tybet_(region)#/media/Plik:Historyczny_Tybet_Mapa-pl.png) to tylko południowo-zachodnia część historycznego Tybetu, który tworzą Amdo, Kham i Ü-Tsang, ponadto wpływy tybetańskie sięgają na drugą stronę Himalajów, do północnych Indii, Nepalu i Bhutanu, gdzie żyje ludność kulturowo i etnicznie bliska sąsiadom z Płaskowyżu. (Np. indyjski Ladakh to cześć historycznego Tybetu Zachodniego). Po obaleniu cesarstwa, chińscy nacjonaliści traktowali zachodnie prowincje zamieszkałe przez Tybetańczyków jako integralną cześć Chin. Po objęciu władzy, komuniści dokonali reorganizacji tych terytoriów, nadając części ziem status prefektur autonomicznych: ok. połowy prowincji Syczuan stanowią prefektury autonomiczne Garzê i Ngawa, gdzie znajduje się tytułowe miasteczko o tej samej nazwie (Ngawa przypisana jest również tybetańskiemu ludowi Qiang). Ponadto w syczuańskiej prefekturze Liangshan utworzono autonomiczny powiat Muli. Większość prowincji Qinghai, biorącej swą nazwę od jeziora, to prefektury autonomiczne: Mongolsko-Tybetańska Prefektura Autonomiczna Haixi, Tybetańska Prefektura Autonomiczna Haibei, Tybetańska Prefektura Autonomiczna Hainan, Tybetańska Prefektura Autonomiczna Huangnan, Tybetańska Prefektura Autonomiczna Yushu, Tybetańska Prefektura Autonomiczna Golog (Golok, Guoluo). W prowincji Junan znajduje się Tybetańska Prefektura Autonomiczna Diqing, w Gansu Tybetańska Prefektura Autonomiczna Gannan i autonomiczny powiat Bairi (chiń. Tianzhu) w graniach miasta Wuwei. (Poza tym komuniści zajęli tę część Tybetu, która była niezależna, i utworzyli na jej obszarze Tybetański Region Autonomiczny). Podsumowując: nacjonaliści nie mieli interesu w odtwarzaniu niezależnego Tybetu w granicach etnicznych, (https://en.wikipedia.org/wiki/Kham#/media/File:Tibetischer_Kulturraum_Karte.png),a komunistom też nie było to na rękę, dlatego utrzymali granice z czasów cesarstwa i rządów Kuomintangu, dodatkowo dokonując aneksji Ngari, Ü-Tsang i zachodniego Khamu. Płaskowyż Tybetański (Wyżyna Tybetańska): „Granice Wyżyny Tybetańskiej są wyraźnie zarysowane przez potężne łańcuchy górskie. Na północy są to Kunlun, Ałtyn-Tag i Qilian Shan, na południu – Himalaje, na zachodzie – Pamir i Karakorum, na wschodzie – Hengduan Shan” (https://pl.wikipedia.org/wiki/Wy%C5%Bcyna_Tybeta%C5%84ska). Sięgają poza Chiny. Str. 16-17 – na mapie ChRL wyodrębniono Sinkiang i TRA… wziąwszy pod uwagę treść książki – nie ma to większego sensu. Mapa powinna ukazywać historyczny Tybet na tle obecnych prowincji ChRL i państw Subkontynentu Indyjskiego. Str. 30/75 – „rosyjski dżip”, „dżipa”, „rosyjskim dżipie”, „dżip” – ten „jeep” to najpewniej radziecki gazik (ГАЗ-69). Str. 31 – z kosmosu nie widać Wielkiego Muru… Str. 193 – błędne użycie terminu „Chiny kontynentalne” w rozumieniu Chin właściwych, etnicznych, w opozycji do Tybetu. Str. 195 – nie haracz, tylko mandat, ewentualnie łapówka za przymknięcie oka na „[…] zepsuty tylny reflektor albo niezapięty pas […]”. Str. 197 – „Nie miał pojęcia kto jest prezydentem Chin [sic!]” – przewodniczącym, w ChRL nie ma urzędu prezydenta. Str. 206 – zburzenie Drugiej Świątyni w Jerozolimie miało miejsce w roku 70, nie 66 (!). Str. 287 – „[…] zniósł ograniczenie kadencyjności stanowiska prezydenta […]” – przewodniczącego (vide uwaga do str. 197). W reportażu nie pojawia się ani razu nazwa Xikang (https://pl.wikipedia.org/wiki/Xikang),dotycząca prowincji istniejącej w latach 1939–1955, której zachód włączono do Tybetańskiego Regionu Autonomicznego, a wschód do Syczuanu. Tam też znajduje się tytułowe miasteczko Ngawa. Str. 10 – Louisa Vuittona – jeśli Louis Vuitton czyta się „lui witą”, to jaki sens ma deklinacja, której się nie używa, zapisana w dodatku w błędy sposób?; str. 40 i dalej – Chiang Kai-Shek – transkrypcja skopiowana 1:1 z amerykańskiego oryginału, w Polsce przyjęła się forma Czang Kaj-szek; str. 42 – podmieniony dwukropek i kropka (w angielskich tytułach, po części głównej, stawia się dwukropek; w polskich kropkę); str. 65 – „[…] arystokracji i klasztorów, które także posiadały znaczne połacie ziemi” – użycie „także” sugeruje wspomnienie jakichś innych latyfundystów… ale nic takiego nie pada; str. 75 – stosy dokumenty (dokumentów); str. 81 i dalej – nazwę kampanii Wielki Skok Naprzód zapisano dużymi literami, w przypadku innych wymienionych tylko pierwszy człon jest z dużej (?); str. 99 – „[…] ich udział w Hongchengu został usankcjonowany przez Mao […]” – słowo „Hongcheng” zostało tu użyte tak, jakby oznaczało jakiś proces, czynność, praktykę… tymczasem jest to imię jednego z bohaterów książki, Honchenga Taszi, (zapewne przybrał je od rodzinnej miejscowości, o takiej praktyce czytamy w książce 2-3 razy),na str. 290 mowa o frakcji Czerwonej Gwardii „Hongcheng” – po przeczytaniu ok. 200 stron niejasność zyskuje sens (!); str. 116 – drugi raz to samo co str. wcześniej (115) nt. zniknięcia ulicznych handlarzy (błąd konstrukcyjny); str. 124 – z zaskoczeniem zobaczył (spostrzegł); str. 175 – wypełnionych kadzidłem (wypełnionych dymem z kadzidła); str. 220 – o tym, że Shenzhen leży nieopodal Hongkongu już było, a także o tym, że to tutaj w latach osiemdziesiątych rozpoczęto wdrażać kapitalizm (wcześniej pojawiły się i inne przypomnienia, ale były bardziej na miejscu); str. 230 – w domu-w domu; str. 236 – przykrycie głowy (nakrycie…); str. 253 – niego (nich); str. 277 – powtórzenie informacji o filii klasztoru założonej w ‘90 – zbędne, czytelnik raczej ma to w pamięci; str. 298 – powtórzenie informacji o udziale samobójców z Ngawy (1/3 całości),oraz że Meruma wzięła swą nazwę od dynastii Mei; str. 293 – niepotrzebne powtórzenie informacji o pobycie Cegjama w Indiach; str. 344 – region (regionu).
Gracjan - awatar Gracjan
ocenił na61 miesiąc temu
My, trans Piotr Jacoń
My, trans
Piotr Jacoń
Kiedy dziennikarz newsowy, kojarzony z chłodnym profesjonalizmem szklanego ekranu, decyduje się na osobiste wyznanie, świat mediów zazwyczaj wstrzymuje oddech. Piotr Jacoń zrobił jednak coś znacznie ważniejszego niż tylko „coming out” jako ojciec transpłciowej córki. Napisał książkę, która jest pomostem między hermetycznym światem teorii a bolesną, codzienną praktyką życia osób transpłciowych w Polsce. Przyznaję tej pozycji ocenę 8/10, ponieważ jest to lektura obowiązkowa dla każdego, kto chce zrozumieć, czym jest empatia w działaniu. „My, trans” nie jest suchym wykładem o medycznych aspektach tranzycji. To zbiór niezwykle intymnych rozmów – nie tylko z osobami transpłciowymi, ale i z ich bliskimi: rodzicami, partnerami, rodzeństwem. Jacoń, sam będąc w procesie oswajania nowej rzeczywistości swojej rodziny, staje się dla swoich rozmówców partnerem, a nie tylko przesłuchującym. Dzięki temu czytelnik otrzymuje wgląd w emocje, które zazwyczaj zostają za zamkniętymi drzwiami: od paraliżującego lęku i poczucia winy, przez gniew na systemowe wykluczenie, aż po oczyszczającą akceptację. Najmocniejszym i jednocześnie najbardziej frustrującym elementem książki jest obraz polskiego systemu prawnego i medycznego. Jacoń bezlitośnie punktuje absurdalność procedur, w których dziecko musi pozywać własnych rodziców, by móc uzgodnić płeć w dokumentach. Autor pokazuje, że transpłciowość w Polsce to nie tylko walka z własną tożsamością, ale przede wszystkim wyczerpująca wojna z biurokracją i brakiem elementarnej wrażliwości instytucji. To sprawia, że „My, trans” nabiera charakteru manifestu politycznego w najlepszym tego słowa znaczeniu – walczącego o prawo do godnego życia. Wysoka nota wynika z niesamowitej uczciwości autora. Jacoń nie kreuje się na bohatera; otwarcie przyznaje się do własnych błędów, do „żałoby” po synu, którego nigdy nie było, i do trudności w nauce nowych zaimków. To sprawia, że książka jest autentyczna. Dlaczego nie pełna dziesiątka? Momentami narracja staje się bardzo emocjonalna, co dla czytelnika szukającego bardziej zdystansowanej analizy socjologicznej może być przytłaczające. Struktura książki jest nieco mozaikowa, co wymaga od odbiorcy dużego skupienia, by nie zgubić wątków poszczególnych rodzin. „My, trans” to lekcja pokory. Piotr Jacoń udowadnia, że miłość do dziecka to proces ciągłego uczenia się go na nowo. To książka, która odczarowuje demony „ideologii”, pokazując, że za każdym nagłówkiem w gazecie stoi żywy człowiek, który chce po prostu bezpiecznie wyjść po bułki do sklepu. To lektura, która zmienia optykę i – miejmy nadzieję – skruszy choć kilka murów obojętności w naszym społeczeństwie.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na825 dni temu

Cytaty z książki Hiacynt. PRL wobec homoseksualistów

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Hiacynt. PRL wobec homoseksualistów