Chłopak na opak

Okładka książki Chłopak na opak autora Hanna Ożogowska, 25160222
Okładka książki Chłopak na opak
Hanna Ożogowska Wydawnictwo: IBIS literatura dziecięca
192 str. 3 godz. 12 min.
Kategoria:
literatura dziecięca
Format:
papier
Data wydania:
2017-12-15
Data 1. wyd. pol.:
1975-01-01
Liczba stron:
192
Czas czytania
3 godz. 12 min.
Język:
polski
ISBN:
25160222
Średnia ocen

6,9 6,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Chłopak na opak w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Chłopak na opak



książek na półce przeczytane 2094 napisanych opinii 1785

Oceny książki Chłopak na opak

Średnia ocen
6,9 / 10
654 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Chłopak na opak

avatar
59
10

Na półkach:

Rewelacyjna książka dla dzieci w wieku 9 lat. Czytaliśmy wspólnie z synem i oboje super się bawiliśmy. Syn z zaciekawieniem śledził kolejne rozdziały i kolejne pomysły nieprzewidywalnego Jacka, który zawsze chciał dobrze, ale jak to zazwyczaj w życiu bywa - wychodziło "jak zwykle". Książka sprzed wielu, wielu lat... (my mieliśmy wydanie z 1988 ) pokazuje dziecku, że kiedyś można było spędzać czas bez smartfona, konsoli i netu i mieć mnóstwo zwariowanych pomysłów, od których czasem włos na głowie się jeży ;)

Rewelacyjna książka dla dzieci w wieku 9 lat. Czytaliśmy wspólnie z synem i oboje super się bawiliśmy. Syn z zaciekawieniem śledził kolejne rozdziały i kolejne pomysły nieprzewidywalnego Jacka, który zawsze chciał dobrze, ale jak to zazwyczaj w życiu bywa - wychodziło "jak zwykle". Książka sprzed wielu, wielu lat... (my mieliśmy wydanie z 1988 ) pokazuje dziecku, że kiedyś...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
37
11

Na półkach:

Autorka pisze tak, jakby patrzyła i nie rozumiała, co widzi. Opisuje "zabawne" perypetie dziesięciolatka w taki sposób, że dorosłemu czytelnikowi włosy stają na głowie. Przecież ten dzieciak jest ewidentnie upośledzony, w stopniu co najmniej lekkim. Opóźniony w rozwoju, infantylny, pozostawiony samemu sobie, wystawiony na drwiny "normalnych" kolegów i dezaprobatę (besztanie, kary) ze strony dorosłych. Książka w najwyższym stopniu niebezpieczna dla dzieci - śledzenie kolejnych niepowodzeń Jacka przybiera niepokojącą formę naśmiewania się z osoby niepełnosprawnej. Dorosły czytelnik zaś ze zgrozą myśli, że być może było to pisane "z natury" - że w otoczeniu pisarki było takie zaburzone dziecko, nie zdiagnozowane, nie leczone, a zamiast tego obrzydliwie wyśmiane.

Autorka pisze tak, jakby patrzyła i nie rozumiała, co widzi. Opisuje "zabawne" perypetie dziesięciolatka w taki sposób, że dorosłemu czytelnikowi włosy stają na głowie. Przecież ten dzieciak jest ewidentnie upośledzony, w stopniu co najmniej lekkim. Opóźniony w rozwoju, infantylny, pozostawiony samemu sobie, wystawiony na drwiny "normalnych" kolegów i dezaprobatę...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
338
305

Na półkach: , ,

Nie bardzo się wczytywałam, chciałam się na szybko zapoznać z treścią, wydawało mi się, że to mogła być lektura w szkole kiedyś, ale nie jestem pewna, i możliwe, że jeśli tak, to nie czytałam, chociaż trudno powiedzieć, bo nawet teraz nieszczególnie mi zapada w pamięć. Dość infantylna, trudno w sumie oceniać, bo ani język nie robi wrażenia, ani merytorycznie chyba nie jest to książka jakoś dużo przekazująca... Jakby ok, jest bardziej relaksująca, przyjemna, może być spoko na nabranie oddechu po czymś cięższym, najbardziej zapamiętałam np. trzymanie psa kolegi pod szafą na noc, żeby ten został jamnikiem, drugi bohater, nie-Jacek, na tyle podobny, ze chyba po kilkudziesięciu stronach dopiero zwróciłam uwagę, że to chyba już jakiś inny chłopak ...xd..., ogólnie pomysł bohatera młodego i próba prowadzenia narracji z nastawieniem "siedzenia mu w głowie" jest ciekawy, jak dla mnie chyba "mało się broni", bo lubię po przeczytaniu książki mieć albo jakąś refleksję, albo poczucie, że się czegoś dowiedziałam, czasami może jakiś "mindblown", bo daje wrażenie, że było coś niespodziewanego, to jest chyba dla mnie mocny letniaczek, raczej bez przekazu...

Nie bardzo się wczytywałam, chciałam się na szybko zapoznać z treścią, wydawało mi się, że to mogła być lektura w szkole kiedyś, ale nie jestem pewna, i możliwe, że jeśli tak, to nie czytałam, chociaż trudno powiedzieć, bo nawet teraz nieszczególnie mi zapada w pamięć. Dość infantylna, trudno w sumie oceniać, bo ani język nie robi wrażenia, ani merytorycznie chyba nie jest...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

1370 użytkowników ma tytuł Chłopak na opak na półkach głównych
  • 1 229
  • 141
265 użytkowników ma tytuł Chłopak na opak na półkach dodatkowych
  • 158
  • 35
  • 23
  • 16
  • 10
  • 9
  • 7
  • 7

Inne książki autora

Okładka książki Budzi się Łódź… Obrazy miasta w literaturze do 1939 roku. Antologia Abramele, Antek z Bałut, Szalom Asz, Zygmunt Bartkiewicz, Fred Belin, Mojsze Berszling, Zofia Błaszczykówna, Helena Boguszewska, Zygmunt Ból, Mieczysław Braun, Władysław Broniewski, Tomasz Cieślak, Józef Czapski, Jan Czata, Czułek, Daktyl, Józef Długołęcki, Wiktor Dłużniewski, Alfred Döblin, Konstanty Dobrzyński, Tadeusz Fangrat, Oskar Flatt, Marian Gawalewicz, Mordechai Mendel Gelbart, Artur Glisczyński, Eugenia Hołyszewska, Gustawa Jarecka, Mieczysław Jastrun, Józef Jeremski, Icchok Kacenelson, Adolf Kargel, Antoni Kasprowicz, K. Kosaro, Lucjan Kościelecki, Wincenty Kosiakiewicz, Aleksander Kraśniański, Philipp Kreutz, Kuzmicz, Stanisław Łapiński, Kazimierz Laskowski, Richard Lawin, Fritz Löhner-Beda, Malkiel Lusternik, Waleria Marrene-Morzkowska, Stanisław Martynowski, Meteor, Hirsz Milawski, Wujek Mitia, Hanna Mortkowicz-Olczakowa, Jerzy Nałęcz, Perec Opoczyński, Hanna Ożogowska, Borys Pasternak, Władysław Pawlak, Tadeusz Peiper, Marian Piechal, Pierrot, Krystyna Pietrych, Józef Piłsudski, Maria Przedborska, Izrael Rabon, Stanisław Rachalewski, Bruno Raymond, Władysław Stanisław Reymont, Joseph Roth, Władysław Rowiński, Hanna Rudawcowa, Lucjan Rudnicki, Aleksy Rżewski, Izrael Jehoszua Singer, Skaz, Kazimierz Sowiński, Wilfried Spectator, Julian Starski, Halina Stawarska, Ludwik Stolarzewicz, Andrzej Strug, Anna Świrszczyńska, Lucjan Szenwald, Berta Teplitzka, Iwan Timkowskij-Kostin, Grzegorz Timofiejew, Adolf Toruńczyk, Władimir Trofimow, Irena Tuwim, Julian Tuwim, Witold Wandurski, Julian Will, Zofia Wojnarowska, Jan Wolny, Gabriela Zapolska, Stefan Żeromski, M.W. udnicki, E. von Ludwig
Ocena 6,0
Budzi się Łódź… Obrazy miasta w literaturze do 1939 roku. Antologia Abramele, Antek z Bałut, Szalom Asz, Zygmunt Bartkiewicz, Fred Belin, Mojsze Berszling, Zofia Błaszczykówna, Helena Boguszewska, Zygmunt Ból, Mieczysław Braun, Władysław Broniewski, Tomasz Cieślak, Józef Czapski, Jan Czata, Czułek, Daktyl, Józef Długołęcki, Wiktor Dłużniewski, Alfred Döblin, Konstanty Dobrzyński, Tadeusz Fangrat, Oskar Flatt, Marian Gawalewicz, Mordechai Mendel Gelbart, Artur Glisczyński, Eugenia Hołyszewska, Gustawa Jarecka, Mieczysław Jastrun, Józef Jeremski, Icchok Kacenelson, Adolf Kargel, Antoni Kasprowicz, K. Kosaro, Lucjan Kościelecki, Wincenty Kosiakiewicz, Aleksander Kraśniański, Philipp Kreutz, Kuzmicz, Stanisław Łapiński, Kazimierz Laskowski, Richard Lawin, Fritz Löhner-Beda, Malkiel Lusternik, Waleria Marrene-Morzkowska, Stanisław Martynowski, Meteor, Hirsz Milawski, Wujek Mitia, Hanna Mortkowicz-Olczakowa, Jerzy Nałęcz, Perec Opoczyński, Hanna Ożogowska, Borys Pasternak, Władysław Pawlak, Tadeusz Peiper, Marian Piechal, Pierrot, Krystyna Pietrych, Józef Piłsudski, Maria Przedborska, Izrael Rabon, Stanisław Rachalewski, Bruno Raymond, Władysław Stanisław Reymont, Joseph Roth, Władysław Rowiński, Hanna Rudawcowa, Lucjan Rudnicki, Aleksy Rżewski, Izrael Jehoszua Singer, Skaz, Kazimierz Sowiński, Wilfried Spectator, Julian Starski, Halina Stawarska, Ludwik Stolarzewicz, Andrzej Strug, Anna Świrszczyńska, Lucjan Szenwald, Berta Teplitzka, Iwan Timkowskij-Kostin, Grzegorz Timofiejew, Adolf Toruńczyk, Władimir Trofimow, Irena Tuwim, Julian Tuwim, Witold Wandurski, Julian Will, Zofia Wojnarowska, Jan Wolny, Gabriela Zapolska, Stefan Żeromski, M.W. udnicki, E. von Ludwig
Okładka książki Podstawy zdrowia Helena Bechlerowa, Jan Brzechwa, Ewa Chotomska, Czesław Janczarski, Maria Konopnicka, Hanna Łochocka, Beata Małgorzata Moniuszko, Hanna Ożogowska, Ludwik Starski, Lew Tołstoj, praca zbiorowa
Ocena 7,5
Podstawy zdrowia Helena Bechlerowa, Jan Brzechwa, Ewa Chotomska, Czesław Janczarski, Maria Konopnicka, Hanna Łochocka, Beata Małgorzata Moniuszko, Hanna Ożogowska, Ludwik Starski, Lew Tołstoj, praca zbiorowa
Hanna Ożogowska
Hanna Ożogowska
Hanna Ożogowska– polska prozaiczka, poetka i tłumaczka literatury rosyjskiej, niemieckiej i włoskiej. Ukończyła Instytut Pedagogiki Specjalnej i Wydział Pedagogiczny Wolnej Wszechnicy Polskiej. Debiutowała w 1932 na łamach tygodnika "Płomyk" jako autorka literatury dziecięcej. Do 1951 pracowała w szkolnictwie średnim w Łodzi. Po wojnie była dyrektorką Liceum Pedagogicznego dla Wychowawczyń Przedszkoli w Łodzi. Od 1952 do 1969 była redaktorem naczelnym "Płomyka". W latach 1972–1988 była wiceprezesem Polskiej Sekcji IBBY.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Bułeczka Jadwiga Korczakowska
Bułeczka
Jadwiga Korczakowska
Ta niezwykła książka wpadła w moje ręce, kiedy byłam w bibliotece i szukałam kolejnych fajnych lektur do przeczytania. Moja przyjaciółka Ania dała mi "Bułeczkę". Uśmiechnęłam się widząc na okładce dwie dziewczynki w kokardach myśląc, że to może być wspaniała podróż w czasie, do lat, których już nie ma... Zachwyciła mnie Bułeczka, czyli główna bohaterka, mała Bronia mieszkająca na wsi w Brzezinach, sierota, która straciła rodziców, nie mająca nikogo, kto by się nią zaopiekował. Państwo Sitkowie, którzy dotąd sprawowali opiekę, a raczej babcia była zmuszona wyjechać za granicę do syna. Bronia pozostawiona w takiej sytuacji wyrusza w podróż pociągiem do wujostwa mieszkającego w topolowym domku w Jeleniej Górze. W samotnej podróży spotyka jednak bardzo życzliwych ludzi, między innymi starszego pana z siwą długą brodą, który jest weterynarzem, opowiada jej niezwykłe historie o zwierzętach. Nazwała go Mikołajem, bo rzeczywiście, tak bardzo przypominał świętego Mikołaja. Bułeczka jest cudowna, wspaniała, gadatliwa, ruchliwa, pełna optymizmu, uśmiechu, kiedy jest szczęśliwa, czuje ciepło w sercu i nie wstydzi się o tym mówić. Nie zrażają ją jakiekolwiek przeszkody, umie w każdej sytuacji odnaleźć coś pozytywnego, nie chowa urazy, umie wybaczać, jest pomocna, pracowita, usłużna, dobrze wychowana, pogodna. To taka polska wersja Pollyanny i Ani z Zielonego Wzgórza. Dosłownie buzia jej się nie zamyka, cały czas trajkocze, śpiewa, mówi, podziwia ptaki, kocha zwierzęta. Często poprzez roztargnienie popada w tarapaty, bo zdarzy jej się coś strącić, poplamić. I ot taka to dziewczynka zawitała w wysokie progi państwa Marczaków, gdzie tata Bohdan Marczak jest inżynierem i pracuje w Hucie, a ciocia Krysia jest taką postacią nieobecną, ponieważ przebywa w Koszalinie, jest reżyserem w teatrze. Bronia zapoznaje w nowym domu Wandzię, zwaną Dziunią krnąbrną, wiecznie znudzoną i niezadowoloną z niczego jedynaczkę. Wandzia jest tak skrajnie inna niż Bułeczka - rozpieszczona, rozkapryszona. Jest schorowana, wątła, bojąca się zarazków. Zakazuje Broni bawić się swoimi lalkami, zabawkami, nie chce Broni w swoim domu. Nie rozumie, jak jej papa mógł wprowadzić do ich domu to "dziwne stworzenie". Można śmiało rzec, że początki obu dziewczynek były bardzo burzliwe, Wandzia miała ogromny problem z przyjęciem Broni, choć po kryjomu podpatrywała koleżankę, podziwiała jej wieczny entuzjazm i że Bułeczka nigdy się nie nudzi, zawsze znajdzie sobie zajęcie i jest zawsze uśmiechnięta. Jest to na pewno zasługą skrywanej tajemnicy Broni, którą wyjawiła zaciekawionej Dziuni. Chodziło o niezwykłą lalkę Czaroduszkę. Bronia opowiedziała cudowną historię Czaroduszki, że ja płakałam, bardzo się wzruszyłam. Ogólnie ta książka poruszyła głęboko skrywane we mnie uczucia. Poczułam ciepło w sercu, tak samo jak Bułeczka. Dużo by pisać i mówić o tej książce, ja jestem pod ogromnym wrażeniem. Jest tak, jak zakładałam na początku, że to będzie podróż do przeszłości, do czasów, których już dawno nie ma. Autorka Jadwiga Korczakowska napisała tę opowieść w 1957 roku, zatem szkoła, miasto, obyczaje możecie sobie tylko wyobrazić, jak zostały opisane. Panienka Wandzia miała w swoim domu gosposię Małgorzatę, która zajmowała się całą posiadłością oraz miała pieczę nad niesforną Dziunią. Miło czyta się o wartościach takich jak przyjaźń, marzeniach o rodzicach. Każda strona dotycząca Broni napawała niezwykłą radością. Cieszyła się ze wspólnego zjedzenia ciastek, z podróży tramwajem, samochodem, ze spaceru po parku, z zabawy z psem Trezorem czy kotem Puszkiem. Książka pełna dobrych przekazów, płakałam przy niej czytając strona po stronie o przygodach dziewczynki Bułeczki, która swym dobrym sercem zmieniała wszystkim dookoła. Nie sposób jej nie kochać. Ogromne wzruszenie, nawet gdy teraz piszę tę recenzję, mam łzy w oczach. Ona tak wiele wycierpiała, marzyła o tym, żeby mieć mamę, cieszyło ją dosłownie wszystko, to że dostała nową sukienkę, że nie była głodna. Pragnęła przyjaźni, akceptacji, żeby była przygarnięta nie z litości. I tak zestawiam sobie to wszystko, co tu przeczytałam ze światem współczesnym pełnym pogardy i zła, w którym dziecka nie cieszy jakaś tam zwykła "zaczarowana lalka" czy liście na wietrze..... Teraz króluje internet, tablet, telefon komórkowy, gry, lajki i inne bzdury, które zmieniają dzieci w automaty bez serca. To ogromna refleksja, jak zmienia się świat, jak w ogóle zmieniła się literatura na przestrzeni dziesięcioleci. Dlatego tak chętnie sięgam po takie wyjątkowe powieści, gdzie przemknie plastusiowy pamiętnik, gałganek i zabawa w teatr, w którym dziecko jest po prostu dzieckiem, a rodzice są rodzicami, którzy nie krzywdzą, tylko opiekują się, kochają i wychowują dając dobry przykład. W moim świecie literatura ciągle odgrywa kluczową rolę w procesie wychowawczym, uważam że zawsze miała i ma ogromny wpływ na sposób myślenia, na wartościowanie, budowanie, kształtowanie człowieka. To, po jakie książki sięgamy od najmłodszych lat toruje nam ścieżki życia. Z głębi serca serdecznie polecam tę ciekawą książkę, warto poczytać też dziecku. Niesie dobro. Miłej lektury :)
PrzyczajonyPompon25 - awatar PrzyczajonyPompon25
ocenił na109 miesięcy temu
Koniec wakacji Janusz Domagalik
Koniec wakacji
Janusz Domagalik
Koniec wakacji…. Powiedzieć o książce Janusza Domagalika „Koniec wakacji”, że to książka kultowa to prawie nic nie powiedzieć. To książka legenda, ponadczasowa opowieść o czasach minionych w życiu każdego z nas, utwór o wszystkim, co dokoła nas, co łączy czas miniony z teraźniejszym. Nie znajdziemy tu dokumentalnych treści i nie powiemy, że doskonale opisuje epokę, w której powstała. Nie, to nie obrazek z lat sześćdziesiątych. Wystarczy wyjrzeć przez okno i zobaczymy młodzież na rowerach jadących nad rzekę lub staw. Wśród nich na pewno znajdziemy Jurka, Elżbietę, Zbyszka… To przecież takie zwyczajne imiona, które dziś też nadaje się dzieciom. Znajdziemy dziś gołębie, starych nauczycieli i dorosłych z ich problemami, którymi niechętnie dzielą się z własnymi dziećmi. I koniec wakacji też będzie… jak każdego roku w sierpniu… Kiedy po blisko pół wieku ponownie sięgałam po niezwykłą powieść, schowaną w zakamarkach mojej biblioteczki, bałam się, że czar pryśnie, że treść nie wytrzymała próby czasu, jak to z wieloma utworami bywa. Nic bardziej mylnego. Łzy polały się ponownie. Tak jak przed laty. Wtedy było zdziwienie. Łzy przy męskiej książce? My, dziewczyny, czytałyśmy głównie Siesicką. Jedynie ona, w naszym przekonaniu, mogła opisać nasze problemy. Jedynie ona wiedziała, co gra w duszy młodej nastolatki mozolnie wkraczającej w ten, już nieco dorosły świat. Aż tu nagle pani w bibliotece podsunęła „Koniec wakacji”… Rety, co ona sobie myśli? - przemknęło mi przez głowę, kiedy zaczęłam czytać. Przecież tu bohaterem i narratorem jest chłopak! Ba, żeby to jeszcze jakiś starszy, z jakieś technikum lub liceum. Ale to taki smarkacz, z siódmej klasy! Taki sam jak Jarek, Wojtek, Tomek i ta cała zgraja z klasy i podwórka, co to tylko piłkę kopią. Tymczasem bohater Domagalika okazał się bardzo ludzki, bardzo wrażliwy i na pewno sam nie dowiedział się nigdy (wszak to postać fikcyjna),ile dobrego uczynił dla swych rówieśników. Ja i moje koleżanki po przeczytaniu książki zupełnie inaczej spojrzałyśmy na naszych kolegów z klasy. Nagle Jarek okazał się przystojny, a mrukliwy był dlatego, że jego rodzice rozwodzili się. Wojtek wcale nie chorował na gardło, ale przechodził bardzo mocno mutację i miał z tego powodu kompleksy. Ojciec Tomka pił i bił. Chłopak wolał spędzać czas na podwórku niż we własnym domu i kopać piłę… I tak można by wymieniać… nawiązywać do treści legendarnej powieści…. odszukiwać w otaczającym nas świecie postacie znane z czarno-białych kartek… Nie znalazłam opinii negatywnej o tym utworze. Niektórzy przeczytali ją już w wieku dorosłym i mieli pretensje do całego świata, że nikt im książki nie podsunął, kiedy byli… kiedy wkraczali w swym życiu w „koniec wakacji”, czas rozstania z dzieciństwem i wchodzili w ten drugi, wcale nie lepszy etap swego życia. Ten czas obecny jest w życiu każdego człowieka. Bez względu na epokę, ustrój polityczny i stan gospodarki narodowej. Mój egzemplarz, pierwsze wydanie z 1966 rok, powędruje na półkę. Nie oddam. Może za dziesięć lat podsunę powieść mojemu wnukowi, a on mi powie, co o książce sądzą chłopcy? Bo tego nigdy się nie dowiedziałam...
gks - awatar gks
ocenił na1010 miesięcy temu
Niewiarygodne przygody Marka Piegusa Edmund Niziurski
Niewiarygodne przygody Marka Piegusa
Edmund Niziurski
Wkp „przez niemal całą powieść głównego tytułowego bohatera nie ma na jej kartach. Co, o dziwo!, wcale nie razi.” Jak w „Cyryl, gdzie jesteś?” lecz oczywiście z Markiem znacznie śmieszniej. Można by pomyśleć, iż Piegus jest przydomkiem czy przezwiskiem, jednak jego rodzice mają takie nazwisko, nie wiadomo czy pozostałe, jak Zdeb czy Bosmann, są nazwiskiem czy ksywą. Przygody niewiarygodne zatem nie należy rozważać co z tego mogło zaistnieć. Pierwsza przygoda opowiedziana w pierwszej osobie. Marek próbuje odrobić prace domowe, lecz to zadaniem ponad siły. Co chwila ktoś do niego wpada i przeszkadza. Czemu do niego ? Wpierw jacyś chcą grać w piłkę. Później Grzesiek i Czesiek z pchłami (dłuższa sprawa, trochę przesolili). Następnie Ciocia Dora, przypominająca Ciotkę Paszczaka, lubi wszystkimi rządzić. Niby dla ich dobra. Zemdlała, kiedy pchły ją oblazły. Zaraz po tym jakichś trzech, co trenowali boks. Następnym był znajomy pana Surmy, sublokatora. Wreszcie dwóch z bombą, którą chcieli odpalić (bezskutecznie na szczęście). I jeszcze jakiś wędkarz, co zrobił straszny bałagan. Na koniec pogotowie dla żartu wezwane przez znajomego dla żartu. Przy pierwszym podejściu ryczałam ze śmiechu. Wszyscy w koło patrzyli pytająco co mi znowu odbiło. Oczywiście powtarzałam na głos w najmniej odpowiedniej chwili najlepsze kawałki („wszyscy jesteście zdechlakami” słowa cioci) tak jak powiedzonka Kapitana z „Wesołego Diabła” (książki) czy Ducha z „Pamiętników Tatusia Muminka”. Druga przygoda podobna do pierwszej, tym razem w szkole na przerwie. Również w pierwszej osobie. Marek na swe nieszczęście był dyżurnym i miał przygotować salę na urodziny nauczycielki. Zanim zdążył coś zrobić wszedł starszak Zdeb i kazał siebie ogolić, jakby sam nie mógł. – To golenie należy do obowiązków dyżurnego? – A co, nie wiedziałeś? Oczywiście od razu go zaciął. Tu chyba Pan Edmund przesolił. Ledwo zacięty wybiegł z klasy, przyszła Buba, siostra bokserów z pierwszej przygody i kazała sobie zrobić manicure, jakby sama nie mogła. Już przy pierwszym podejściu ją skaleczył. Strach pomyśleć co jeszcze by z tego wyszło, na szczęście przyszedł Pumeks i nie po dżentelmeńsku kazał jej iść won. – Nowy dyżurny? – Tak jest, proszę kolegi. – Nie wyglądasz mi zbyt mądrze. Wiesz, kim jestem? – Ko… kolega jest przerośniętym Pumeksem, wyczynowcem. – Nieścisłe. Jestem Pumeksem Drugim i w ten sposób odróżniam się od mojego brata, Pumeksa Pierwszego, który zresztą nie dorasta mi do pięt. Powtórz! Powtórzył. – Dobrze. Podpowiadać umiesz? – To podpowiadanie należy do obowiązków dyżurnego? – A co, nie wiedziałeś? Dotknąć czoła znaczy “jeden”, dotknąć nosa “dwa”, dotknąć brody “trzy”, dotknąć ucha “cztery”, nadąć policzki “pięć”, zrobić ryjek “sześć”, zęby wyszczerzyć “siedem”, język pokazać “osiem”, kaszlnąć “dziewięć”, ziewnąć “zero”, drapać się jedną ręką odjąć, drapać się dwoma rękami “dodać”, pięść pokazać “pomnożyć”, dwie pięści pokazać “podzielić”. A teraz powtórz! – Zrobić ryjek “sześć”… – Tylko o ryjku zapamiętałeś, co za cymbał! Uważaj, nadaję sygnał! Nadął policzki, podrapał się w głowę dwoma rękami, a potem wyszczerzył zęby. – No, co zrobiłem? – Małpę. Ten język migowy przypomina „Tajemny szyfr” („Mikołajek i inne chłopaki”) palec na nosie – to litera „a”, palec na lewym oku – to „b”, palec na prawym oku – to „c” itd. nie służył do podpowiadaia, choć mógł. Pumeks chyba najbardziej mnie rozbawił. Dalszy ciąg opuszczam. Wszystko obracało się przeciwko Markowi i w końcu zaglądał do lusterka, czy osiwiał. Trzecia przygoda najdłuższa, opowiedziana w trzeciej osobie. Na tle pozostałych jakby sprawia wrażenie utrzymanej bardziej w granicach prawdopodobieństwa. Marek będąc na wagarach (nie całkiem dobrowolnie, ale jednak) omyłkowo zamienił tornister z jakimś chłopakiem, zresztą było to winą tamtego. Gdy Marek wracał do domu, widział że śledzi go jakiś okularnik z brodą. W nocy nastąpiło włamanie. Pan Surma zbił szybę rzucając butem we włamywacza. – Mój but! – jęknął kuzyn Marka – Nie mógł pan rzucić swoim? – Jak miałem rzucić swoim butem, kiedy go miałem zasznurowanego na nodze? Nazajutrz chłopcy przy spotkaniu zamienili tornistry znowu. Potniej Marek znikł. Poszukiwania nie dają wyników. Znany już znajomy pana Surmy sprowadził znajomego detektywa, zresztą byłego, Hipolita Kwasa. Właściwe Hippolitta Kwassa. Od razu odkrył ślady wytrycha w drzwiach, chociaż włamywacz wszedł oknem. Po zapachu detektyw jest w stanie wykryć każdego przestępcę (zna ich wszystkich, gdyż sam był kiedyś jednym z nich, chyba nawiązanie do „ZŁEGO” Tyrmanda). Jaśmin wskazuje na Bogumiła Kadryla, śliwowica na Alberta Flasza, benzyna na Teofila Bosmana zwanego Czarnopalcym, gdyż bezustannie czyści swoje czarne rękawiczki benzyną. Tym razem czuć było walerianę. To mógł być tylko Wieńczysław Nieszczególny. Najgorszy ze wszystkich, działający w pojedynkę. Pan Surma go zna pod nazwiskiem Remigiusza Kurzyłło. Czy Kuryłło z „Księgi Strachów” był nazwiązaniem? Tak przypuszczam. Nocna wyprawa do klubu „Arizona” kończy się inaczej niż można było przypuszczać. Następnie znika detektyw. Śledztwo przejmuje harcerz Teodor (po grecku Bożydar). Gdzieś od połowy ksiązki jest właściwie głównym bohaterem. Od razu rozwiązuje wszystkie zagadki. Z małą pomocą innych, jak Nudys i Pikolo, robiących głupie żarty, co jakby zapowiadało harcerzy z „Wyspy Złoczyńców”. W przygodach Pana Samochodzika oczywiście brak odpowiednika Teodora i dobrze. Od detektywa przyszedł list: Szanowni Państwo! Jestem na tropie. Przeprowadzam pewną małą inwigilację. Wkrótce ptaszek zostanie uwięziony, tak jak na to zasłużył. Nie meldować milicji jeszcze przez dziesięć dni. Od wczoraj siedzę plackiem. Opróżniłem już całą flaszkę. Studiuję z nudów szachy, nie ma pod Słońcem lepszej gry. Łączę pozdrowienia Kwass Między słowami są odstępy, co przypomina szachownicę. Też lubię szachy, „co zaznaczam, gdyż jest to nieważne” (z piosenki „Nieistniejący bojler” Bronisława Opałko). Teodor od razu odgaduje, iż skacząc jak konik szachowy można odczytać ukrytą wiadomość „Jestem uwięziony przez flaszkę pod plackiem”. Przypomina to „Strzeżcie domu” w „Szatanie z 7 klasy” czy „Hudson wszystko powiedział” w „Glorii Scott” lecz bardziej pomysłowo ukryte. Flaszka oznacza oczywiście Flasza, kłopot sprawia „placek”. Tu pomocą jest inna powieść Makuszyńskiego „O dwóch takich”. Zatem znaczy to „pod Jackiem”. Początkowo Teodor ma na myśli świątynię pod tym wezwaniem, lecz rychło wpada na właściwy trop. Razem z pozostałymi harcerzami odkrywa melinę Flasza i wyzwala detektywa oraz Marka, którego los do tej pory był zagadką. Co prawda, jakby powiedział Barańczak w „Czytelniku ubezwłasnowolnionym”, ostatnie słowo ma milicjant. Lecz tu z przymrużeniem oka. Zapodane tu streszczenie może sprawiać wrażenie zawiłego, jednak wyjaśnienie wszystkiego zajęłoby za dużo miejsca. Lepiej przeczytać powieść. Serial „tradycyjnie” poplątany, zamiast Marka znika Czesiek, zamiast Teodora śledztwo prowadzi … Marek, wbrew zasadniczej myśli książki, że jest pechowcem. Pan Edmund dwukrotnie wracał do tych bohaterów. W „Klubie Włóczykijów” znów są Kadryl i Nieszczególny, po blisko 40 latach od pierwszego wydania „Przygód Niewiarygodnych” dopisał „Nowe przygody Marka”, znacznie słabsze. A szkoda...
Piratka - awatar Piratka
oceniła na1017 dni temu
Pięcioro dzieci i "coś" Edith Nesbit
Pięcioro dzieci i "coś"
Edith Nesbit
„Pięcioro dzieci i coś” to magiczna opowieść o rodzeństwie, które podczas wakacji odkrywa niezwykłe stworzenie — piaskoludka (Psammeada),spełniającego życzenia. Choć początkowo brzmi to jak spełnienie marzeń, szybko okazuje się, że każde życzenie niesie ze sobą nieoczekiwane i często kłopotliwe konsekwencje. Dzieci działają impulsywnie, kierują się emocjami, a ich przygody prowadzą do błędów, z których muszą wyciągać wnioski. Ponieważ książka została napisana na początku XX wieku, wiele elementów codziennego życia, ubioru i funkcjonowania społeczeństwa może wydawać się współczesnym dzieciom abstrakcyjne. Właśnie dlatego uważam, że obecność dorosłego podczas lektury może okazać się niezbędna — nie tylko do tłumaczenia realiów epoki, lecz także do wspólnej rozmowy o zachowaniach bohaterów. Zachowania dzieci przedstawione w książce również wydają się dziś nieco przestarzałe. Momentami są zbyt wyniosłe, inne zachowania — zbyt surowe czy pogardliwe. Trudno mi wyobrazić sobie współczesne dzieci reagujące w podobny sposób, co w pewnym stopniu wpływa na mój odbiór książki. Pod tym względem „Pięcioro dzieci i coś” nie zestarzało się najlepiej. Mimo tych zastrzeżeń jest to nadal przyjemna, lekka opowieść, raczej dla młodszych odbiorców. Nie jestem jednak przekonana, czy poleciłabym ją do samodzielnej lektury. Osobiście wolałabym czytać ją wspólnie z dzieckiem — nie tylko po to, by ułatwić zrozumienie realiów sprzed ponad wieku, lecz także po to, by móc wpływać na interpretację zachowań bohaterów i rozmawiać o wartościach, które wciąż są aktualne.
MaruMatsuka - awatar MaruMatsuka
oceniła na64 miesiące temu

Cytaty z książki Chłopak na opak

Więcej
Hanna Ożogowska Chłopak na opak Zobacz więcej
Hanna Ożogowska Chłopak na opak Zobacz więcej
Więcej