rozwińzwiń

Sztuka proszenia. Jak przestałam się martwić i pozwoliłam sobie pomóc

Okładka książki Sztuka proszenia. Jak przestałam się martwić i pozwoliłam sobie pomóc autorstwa Amanda Palmer
Okładka książki Sztuka proszenia. Jak przestałam się martwić i pozwoliłam sobie pomóc autorstwa Amanda Palmer
Amanda Palmer Wydawnictwo: Sensus biografia, autobiografia, pamiętnik
392 str. 6 godz. 32 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Tytuł oryginału:
The Art of Asking: How I Learned to Stop Worrying and Let People Help
Data wydania:
2021-09-01
Data 1. wyd. pol.:
2021-09-01
Data 1. wydania:
2014-11-11
Liczba stron:
392
Czas czytania
6 godz. 32 min.
Język:
polski
ISBN:
9788328375567
Tłumacz:
Piotr Chlipalski
Amanda Palmer jest artystką, nie stara się nikomu przypodobać na siłę. Jest autentyczna, otwarta i bezpośrednia, tak samo jak jej teksty i muzyka. Aby przetrwać, podejmowała się różnych zajęć: była artystką uliczną, sprzedawczynią lodów i baristką, hostessą, konsultantką, autorką nazw domen, striptizerką i dominą. Każde z nich nauczyło ją czegoś o ludzkiej wrażliwości. Jako artystka Amanda starała się zawsze pamiętać o swoich fanach i utrzymywać z nimi najlepsze relacje. I kiedy postanowiła uniezależnić się od wytwórni, te relacje okazały się warte milion dolarów.

To było odkrycie: wystarczyło poprosić. O tampon, chusteczkę higieniczną, drobne czy papierosa. O podwózkę i nocleg. I o poważne rzeczy. O miłość, dom i o sto tysięcy dolarów. Wystarczyło pozbyć się poczucia zawstydzenia, skrócić dystans i uciec od zdradliwego przekonania, że prośba to przyznanie się do porażki. Amanda szybko się nauczyła prosić o drobiazgi. Kiedy jednak przyszła kolej na "coś naprawdę dużego" - okazało się, że... nie umie o to poprosić.

Ta wciągająca książka jest szczerą, intymną autobiografią i możesz ją potraktować właśnie tak: jako wyprawę do przedziwnego, szalonego świata niszowej artystki. Może to być również przewodnik po sztuce proszenia: dowiesz się, jakimi zasadami rządzi się to koło miłości, zaufania i wiary. Albo karma, jeśli wolisz. Jeżeli zaś jesteś początkującym, niszowym artystą czy wynalazcą, dowiesz się, że bez proszenia nie powstałyby ogromne przedsięwzięcia: wielu ważnych dziś ludzi kiedyś odważyło się poprosić o coś, co później okazało się dla nich kluczowe.

Poproś, a będzie ci dane!
Średnia ocen
7,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Sztuka proszenia. Jak przestałam się martwić i pozwoliłam sobie pomóc w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Sztuka proszenia. Jak przestałam się martwić i pozwoliłam sobie pomóc



1450 1284

Oceny książki Sztuka proszenia. Jak przestałam się martwić i pozwoliłam sobie pomóc

Średnia ocen
7,4 / 10
47 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Sztuka proszenia. Jak przestałam się martwić i pozwoliłam sobie pomóc

avatar
319
11

Na półkach: ,

Przyznam, że kiedy przeczytałem tytuł "Sztuka proszenia", a tym bardziej podtytuł "Jak przestałam się martwić i pozwoliłam sobie pomóc", miałem ochotę odłożyć tę książkę. Brzmiało to jak kolejna, kołczerska pozycja, do których zazwyczaj podchodzę z dużym dystansem (delikatnie ujmując). Ale znam muzyczną twórczość Amandy, byłem na jej występie i czytałem jej bloga, lubię ją i szanuję jako artystkę, dlatego przemogłem swoją "tytułową" niechęć i kupiłem tę książkę. I teraz, po przeczytaniu, muszę przyznać – cieszę się, że to zrobiłem.

Jest to niesamowicie szczery i poruszający przekaz od kogoś, kto wiarą w drugiego człowieka oraz własną empatią udowadnia, jak wielką siłą jest komunikacja międzyludzka. Dodatkowo autorka opisuje swoje historie w bardzo namacalny i barwny sposób, przez co jeszcze mocniej można się z nimi utożsamić. Szczerze polecam.
Wszystkim performerom, muzykom, pisarzom, content kreatorom. Wszystkim twórcom, umęczonym wiecznymi próbami, pragnącym zaistnieć. Ale też po prostu WSZYSTKIM.
Wyświadczcie sobie tę przysługę.

Przyznam, że kiedy przeczytałem tytuł "Sztuka proszenia", a tym bardziej podtytuł "Jak przestałam się martwić i pozwoliłam sobie pomóc", miałem ochotę odłożyć tę książkę. Brzmiało to jak kolejna, kołczerska pozycja, do których zazwyczaj podchodzę z dużym dystansem (delikatnie ujmując). Ale znam muzyczną twórczość Amandy, byłem na jej występie i czytałem jej bloga, lubię ją...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
781
347

Na półkach: , ,

Zupełnie przypadkowo natrafiłam na tę pozycję. Nie jest to książka, którą przeczytałabym do końca, ale jako audiobook, nie było źle. Nie znałam Amandy Palmer, za to znam jej męża (pisarza!),dlatego było to trochę odkrywanie zupełnie nowej osoby i jej podejścia do sztuki, twórczości, relacji z fanami i życia. Czy polecam? Niekoniecznie. Niewiele wnosi, nie sądzę też, by na dłużej została w mojej pamięci. Może się spodobać fanom muzyki i artystom szukającym swojej ścieżki.

Zupełnie przypadkowo natrafiłam na tę pozycję. Nie jest to książka, którą przeczytałabym do końca, ale jako audiobook, nie było źle. Nie znałam Amandy Palmer, za to znam jej męża (pisarza!),dlatego było to trochę odkrywanie zupełnie nowej osoby i jej podejścia do sztuki, twórczości, relacji z fanami i życia. Czy polecam? Niekoniecznie. Niewiele wnosi, nie sądzę też, by na...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1437
1284

Na półkach: , , ,

„Każdy z nas pragnie uwagi, zrozumienia, akceptacji i więzi. Każdy pragnie,
by mu wierzono. Artyści często wyrażają tę potrzebę…trochę głośniej.”

Poradników motywacyjnych nie brakuje i wciąż pojawiają się nowe z wieloma radami i podpowiedziami jak poprawić swoje życie. Nie raz są to informacje powtarzające się, podane jedynie w innej formie, często z przykładami wziętymi z życia. Jednak najbardziej wiarygodne są te publikacje, w których możemy przeczytać o kimś, kto wcielił porady w swoje życie i dzięki temu dokonał w nim zmiany. Taką książką jest „Sztuka proszenia” napisana przez gwiazdę rocka, pionierkę crowdfundingu i mówcę TED Amandę Palmer.

Amanda Palmer jest amerykańską piosenkarką, autorką tekstów, wokalistką i pianistką. Popularność przyniosły jej występy w duecie z Brianem Viglione, z którym założyła kapelę "The Dresden Dolls”. Podczas występów propagowała i nadal propaguje serwisy crowdfundingowe, jako sposób na poznawanie nowych ludzi. Crowdfunding polega na korzystaniu z nieodpłatnej gościnności u nieznajomych osób. Innym projektem, który wspiera artystka jest crowdsourcing, czyli uzyskiwanie wsparcia, niekoniecznie finansowego, od ludzi odpowiadających na prośbę. Odbywa się to najczęściej przez portale i serwisy internetowe.

Dziś Amanda jest kobietą otwartą na ludzi, nie boi się wyrażać swoich potrzeb, śmiało kieruje prośby do publiczności, znajomych i nieznajomych, gdy potrzebuje pomocy. Jednak nie zawsze tak było. Dużo miejsca poświęciła w swojej książce jednemu z ważniejszych etapów swojego życia, gdy postanowiła odgrywać rolę żywego posągu stojąc na ulicy i zbierając datki.

Miała wówczas 22 lata, gdy po skończeniu szkoły zadała sobie pytanie o to, co chce dalej robić. Zawsze pragnęła zostać artystką, ale nie taką, jakich jest wiele, lecz wokalistką rockową. Jednak na ówczesnym etapie nie było to możliwe, nie widziała dla siebie szans, by zaistnieć. Zatrudniła się, więc w Lodziarni Toscaniniego, gdzie jako baristka serwowała espresso z sorbetami i lodami. Jednak to nie dawało jej satysfakcji, gdyż tak naprawdę nie chciała w ten sposób pracować. Wymyśliła więc żywą rzeźbę. W Dzielnicy Ubraniowej, czyli w ciucholandzie w Cambridge wyszukała staroświecką białą suknię, do tego dokupiła welon, wazon, który pomalowała na biało, a do tego pomalowała twarz też na biało. Przez dłuższy czas przebierała się w strój Białej Panny Młodej i osobom, które wrzucały pieniądze do szklanego wazonu, podarowywała kwiaty. Stojąc nieruchomo na skrzynkach po mleku spotkała się z różnymi reakcjami, o czym dosyć obszernie pisze w swojej książce.

„Sztuka proszenia” to bardzo osobista książka, szczera i momentami intymna, gdyż Amanda pozwala nam zajrzeć do swojej duszy, w której czaił się zawsze lęk przed zaufaniem drugiej osobie. Odważnie mówi o swoich emocjach, trudnych chwilach, spotkanych na swej drodze osobach, w tym o swoim mężu i przyjaciołach. Uświadamia, że każdy w swoim życiu wielokrotnie o coś prosi, ale niektórzy boją się to zrobić, gdyż hamuje ich lęk przed odrzuceniem. Tymczasem nawet, jeżeli usłyszymy słowo „nie”, to nie powinno nas paraliżować, lecz po prostu musimy być na taką ewentualność przygotowani. Autorka podaje wiele przykładów ze swojego życia, które pokazują, w jaki sposób ona sobie z tym radzi.

Książka wciąga, mimo że nie jest to forma beletrystyczna, ale też nie jest to poradnik, lecz bardziej przypominająca pamiętnik. Amanda Palmer napisała ją z intencją przekazania jak największemu gronu ludzi, by nie bali się prosić, gdyż nie jest to nic złego, ani wstydliwego. Apeluje, by przestać rozpaczać, narzekać, ciągle przepraszać i się usprawiedliwiać, ale zamiast tego powinniśmy zwyczajnie poprosić. Słowo „proszę” otwiera, bowiem wiele drzwi i możliwości, ale też pokazuje, jacy naprawdę są ludzie, których spotykamy.

Egzemplarz książki otrzymałam od portalu Sztukater

„Każdy z nas pragnie uwagi, zrozumienia, akceptacji i więzi. Każdy pragnie,
by mu wierzono. Artyści często wyrażają tę potrzebę…trochę głośniej.”

Poradników motywacyjnych nie brakuje i wciąż pojawiają się nowe z wieloma radami i podpowiedziami jak poprawić swoje życie. Nie raz są to informacje powtarzające się, podane jedynie w innej formie, często z przykładami wziętymi...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

222 użytkowników ma tytuł Sztuka proszenia. Jak przestałam się martwić i pozwoliłam sobie pomóc na półkach głównych
  • 157
  • 58
  • 7
35 użytkowników ma tytuł Sztuka proszenia. Jak przestałam się martwić i pozwoliłam sobie pomóc na półkach dodatkowych
  • 14
  • 7
  • 4
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Sztuka proszenia. Jak przestałam się martwić i pozwoliłam sobie pomóc

Inne książki autora

Amanda Palmer
Amanda Palmer
Amanda MacKinnon Palmer (ur. 30 kwietnia 1976 w Lexington k. Bostonu w stanie Massachusetts) to amerykańska wokalistka, kompozytorka i pianistka. Palmer znana jest z występów jako kobieca połowa duetu muzycznego ("kabaretu punkowego") The Dresden Dolls, w ramach którego nagrała cztery albumy.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Wspomnienia. Sinéad O’Connor Sinéad O'Connor
Wspomnienia. Sinéad O’Connor
Sinéad O'Connor
Kristo - krótko. Trudna lektura niełatwej autobiografii trudnej piosenkarki irlandzkiej skłania do oczywistej refleksji, że książka jest jak życie Sinead w swej formie - wpierw trochę dziecinna, potem olśniewająca, po kolejne załamania i kryzysy. Pisząc ją piosenkarka nie wiedziała jeszcze, że to nie koniec nieszczęść, że śmierć matki, choroba psychiczna i zabieg usunięcia narządów kobiecych to jeszcze nie najstraszniejsze wydarzenia. Śmierci syna już nie przeżyła, ale widać w autobiografii szwy na życiorysie, rozpacz i powracająca nadzieję - pisana była przez wiele lat, z dziurami pośrodku. Rozchwiana osobowość Sinead była po części zawiniona przez nią samą - nieustabilizowane życie osobiste, ciągłe romanse (Sinead miała chyba olbrzymie potrzeby do czasu operacji),walka z poczuciem winy i kompleksami, nieopanowany gniew - do tego dochodziło notoryczne palenie trawki. Sama przyznaje, że była w szczycie kariery na ciągłym haju i że wielu rzeczy nie pamięta. Wspomnienia bywają chaotyczne, niektóre się powtarzają a niektóre zaprzeczają sobie. Sinead nie wspomina o żadnych romansach z kobietami, swoje dzieci idealizuje, z czasem idealizuje też matkę, jakby zapomniała, co niej z początku pisała. Do tego dochodzi kompulsywna religijność, która prowadzi od głębokiej wiary, przez podarcie zdjęcia papieża (wydarzenie z dużymi konsekwencjami dal kariery),bycia jakąś kapłanką i na koniec neoficko naiwne przejście na islam. To najsłabsza część autobiografii - końcowe 2 krótkie, islamskie rozdziały, świadczące chyba o pewnym zdziecinnieniu autorki pod wpływem używek. Sinead próbowała wszystkiego po tym, jak definitywnie stwierdziła, że alkohol jej nie służy. Wymienia to prostolinijnie a czytelnik może mieć smutną refleksję - ludzie, nie bierzcie prochów!
Kristo - awatar Kristo
ocenił na611 miesięcy temu
Sempre Susan. Wspomnienie o Susan Sontag Sigrid Nunez
Sempre Susan. Wspomnienie o Susan Sontag
Sigrid Nunez
“W 1982 roku, po spotkaniu w manhattańskim ratuszu poświęconym wsparciu dla polskiego związku zawodowego +Solidarność+, podczas którego Susan nazwała komunizm odmianą faszyzmu, zaskoczyła ją gwałtowność, z jaką została zaatakowana” - ten cytat najlepiej charakteryzuje bezkompromisowość Susan Sontag, nieortodoksyjnej feministki, pisarki, eseistki, aktywistki. To moja druga książka Autorki po “Przyjacielu” i muszę przyznać, że tamta była jednak bardziej interesująca i mocniej do mnie trafiła. Sam jestem nieco zaskoczony taką konkluzją, ale tak to odebrałem. Dodatkowo mam wrażenie, że zaglądamy tu głęboko w prywatność Susan. Wprawdzie nie ma tu jakichś jaskrawych naruszeń w tym względzie, niemniej jednak czasami czułem się trochę jak nie mimowolny podglądacz. Rozumiem, że takie nastały czasy, iż mówi się (trzeba powiedzieć?) niemal wszystko, ale jednak mam wątpliwości. A portret Sontag co najmniej uproszczony, by nie powiedzieć pobieżny. Cóż, może oczekiwałem po prostu, a może właśnie nie po prostu, czegoś więcej o niej samej, niż opinie, które mogą świadczyć, że Autorce zależało głównie na pokazaniu tzw. zwykłego dnia z niełatwym geniuszem spędzanym (z ekspozycją samej siebie w tle). A chodzi o codzienność z matką jej chłopaka, bo cała trójka razem mieszkała przez jakiś czas w nowojorskim penthousie Sontag. Na szczęście zerwanie z jej synem i z nią samą opisane dosyć powściągliwie (dziś pewnie nie wypadałoby przemilczeć mocnych szczegółów). “– David mówi, że chcesz się wyprowadzić, i to z mojego powodu. (...) Nie przemyślałaś tego porządnie. Nie można nagle z pary mieszkającej razem stać się parą mieszkającą osobno. “I tak byśmy zerwali. Ale na pewno zostalibyśmy z sobą dłużej. Ale ostatecznie i tak by nam nie wyszło. Susan mogłaby mieszkać na Księżycu, a mnie i Davidowi by się nie układało”. Na szczęście jest nieco cytatów do przytoczenia. “Wspominała swoje dzieciństwo jako czas absolutnej nudy i dodawała, że nie mogła się doczekać się jego końca”. “Jej matka stała się postacią wręcz legendarną: zimną, samolubną, narcystyczną, okrutną kobietą, która nigdy nie okazywała czułości, nigdy nie wspierała utalentowanej córki i chyba w ogóle nie zauważyła, że ma tak zdolne dziecko”. “Była feministką, ale często krytycznie podchodziła do innych feministek, tak również traktowała większość feministycznej retoryki, uważając ją za naiwną, sentymentalną i antyintelektualną”. “Z irytacją stwierdzała, że towarzystwo nawet bardzo inteligentnych kobiet nie jest zwykle równie interesujące, jak towarzystwo inteligentnych mężczyzn”. “Potrafiła być wroga wobec tych, którzy narzekali, że kobiety są niedoreprezentowane w świecie sztuki czy wyganiane z kanonu, niedelikatnie przypominając wówczas, że kanon (podobnie jak sztuka, geniusz, talent czy literatura) nie jest pracodawcą zachowującym parytety”. “Ekscytowała ją za to twórczość Europejczyków, takich jak Italo Calvino, Bohumil Hrabal, Peter Handke czy Stanisław Lem”. “Nie wolno traktować samego siebie zbyt poważnie, bez względu na to, kim jesteś, w tych, który tak robią, jest coś komicznego a nawet żenującego.(...) Ale traktowała siebie bardzo poważnie”. “Jedna książka dziennie to wcale nie za wysokie wymagania”. “Bardzo niechętnie przechodziła od płyt winylowych do kompaktowych. Była sceptyczna wobec nowoczesnych gadżetów i urządzeń elektronicznych. Odczuwała dumę, że nie testuje nowych technologii”. “Twierdziła, że pisarza nie powinny obchodzić recenzje – ani pozytywne, ani negatywne”. “Jej zdaniem, sen, podobnie jak dzieciństwo, to strata czasu”. “Często narzekała też na pary: bez względu na to, jak interesujące były dwie osoby oddzielnie, to gdy spotykało się je wspólnie, zawsze okazywały się nudne”. “Jeśli rozpłaczesz się raz, ludzie będą ci współczuć. Ale jeśli będziesz płakać codziennie, ludzie uznają cię za histeryczkę”. “Często wspominała, jak bardzo uwielbia przepraszać. – Zawsze później czuję się wspaniale. Ale nigdy nie słyszałam, by przepraszała albo wyrażała żal z powodu swoich wybuchów złości”. “Ludzi należało karcić. Ale ona karciła ich w niemiły sposób i również w obecności innych. Była masochistką i sadystką. Jej zachowanie w restauracjach uważałam za bardzo lekkomyślne. Nie słyszała nigdy o zemście kelnera?”. “Chyba myślała, że ma prawo ganić ludzi. Mężczyzna, który zachowywałby się tak jak Susan, nauczyłby się już dawno temu, zapewne z pomocą pięści innego mężczyzny, co nieco na temat szacunku dla ludzi”. “Nazywała siebie melancholiczką, ale to zbyt blade i mizerne słowo, by opisać, co jej doskwierało”. “Susan była koszmarną malkontentką”. “Była rozgoryczona. Była pełna gniewu. Była wściekła na świat. Była Joem Louisem, który chciał zrobić komuś krzywdę. (...) “Była gotowa zrobić cokolwiek. Chciała robić wszystko”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na62 miesiące temu
Sontag. Życie i twórczość Benjamin Moser
Sontag. Życie i twórczość
Benjamin Moser
„Sontag. Życie i twórczość” autorstwa Benjamina Mosera to monumentalna biografia, która w pełni zasługuje na miano dzieła totalnego. Moser, wykazując się niebywałą erudycyjnością, podjął się karkołomnego zadania: uchwycenia esencji jednej z najbardziej skomplikowanych ikon intelektualnych XX wieku. Susan Sontag w jego ujęciu nie jest jedynie posągową postacią z okładek pism literackich, lecz wielowymiarową, pulsującą życiem i sprzecznościami kobietą, której umysł był polem nieustającej bitwy. Autor z niemal detektywistyczną dociekliwością rekonstruuje jej losy, nie bojąc się przy tym dekonstrukcji mitów, które sama Sontag wokół siebie pieczołowicie budowała. Centralnym punktem tej opowieści jest niezwykły passus, w którym Moser ukazuje Sontag jako postać rozdartą między wieżą z kości słoniowej a okopami rzeczywistości. Poznajemy tu kobietę przerażoną wojnami, która swój lęk przekuła w bezkompromisowe działanie. Sontag walczyła nie tylko w swoim kraju, punktując amerykański imperializm i marazm intelektualny, ale i na arenie międzynarodowej – jej legendarny wyjazd do oblężonego Sarajewa, by wystawić „Czekając na Godota”, stał się symbolem moralnego obowiązku artysty wobec cierpienia. Moser kreśli portret eseistki o ostrym jak brzytwa umyśle, działaczki społecznej, reżyserki poszukującej nowych form wyrazu, publicystki i pisarki, która nigdy nie spoczęła na laurach. Równocześnie autor zagląda głęboko w sferę prywatną, ukazując Sontag jako matkę targaną poczuciem winy i ambicją, namiętną kochankę oraz lesbijkę, która przez dekady toczyła wewnętrzną walkę z własną tożsamością w świecie nie zawsze gotowym na jej otwartość. Moser z ogromną wrażliwością opisuje jej walkę o czasy bez rasizmu i wszelkich form wykluczenia, pokazując, że dla Sontag polityka była nierozerwalnie związana z estetyką i etyką. Ta wielowątkowość sprawia, że biografia staje się fascynującym studium ludzkiej kondycji, w której geniusz sąsiaduje z małostkowością, a odwaga z głęboką niepewnością. Przyznaję tej książce ocenę 8/10. Moser wykonał tytaniczną pracę, przekopując się przez tysiące stron dzienników i listów, by oddać głos kobiecie, która za życia rzadko pozwalała komukolwiek dojść do słowa. Erudycyjność autora idzie w parze z lekkością pióra – mimo ogromnej objętości, biografia trzyma w napięciu niczym najlepsza powieść psychologiczna. Choć momentami Moser bywa surowy w ocenach moralnych swojej bohaterki, to właśnie ta bezstronność i brak hagiograficznego zadęcia stanowią o sile tej pozycji. To książka o cenie, jaką płaci się za bycie „najmądrzejszą osobą w pokoju”, oraz o nieustannym głodzie doświadczania świata we wszystkich jego barwach. Moser udowodnił, że życie Susan Sontag było jej najważniejszym, najbardziej radykalnym dziełem sztuki. Lektura obowiązkowa dla każdego, kto chce zrozumieć, jak kształtowała się wrażliwość współczesnego intelektualisty i jak wielką odpowiedzialność niesie ze sobą posiadanie głosu słyszalnego na całym świecie. To portret kobiety, która nie chciała być tylko obserwatorką historii – ona chciała ją współtworzyć, nawet jeśli oznaczało to spalenie za sobą wszystkich mostów.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na81 miesiąc temu
Przywiązania Vivian Gornick
Przywiązania
Vivian Gornick
Zaskakująco osobista książka, choć bynajmniej nie ekshibicjonistyczna, poświęcona głównie niełatwym relacjom z matką. No i z mężczyznami - w takiej kolejności, nie tylko chronologicznej… Zapewne będę w mniejszości, gdy napiszę, że mimo całej błyskotliwej narracji, mojej ulubionej przewrotnej ironii pełnej, bardziej jednak do mnie trafiła poprzednia rzecz Gornick, czyli “Kobieta osobna i miasto” - i to nie tylko dlatego że tam było więcej Nowego Jorku. Tu największą wartością są gorzkie-słodkie dyskusje narratorki z matką (niestety, dość toksyczną osobą),które niekiedy przekształcają się w całkiem niezłe awantury i wzajemne obrażania się. To bardzo dynamiczna relacja. “Nieraz przez kilka lat panuje między nami coś w rodzaju zmęczonego odprężenia. Potem wraca gniew jasny i gorący”. Inna rzecz, że obie strony mają nieco racji w tej odwiecznej sztafecie pokoleń kobiecych. “– Dlaczego nie znajdziesz sobie sympatycznego mężczyzny, z którym byłabyś szczęśliwa? - pyta mnie mama. – Prostego i dobrego, nie intelektualistę ani filozofa”. Matka to dla niej “wytrawny miejski piechur, (ale i łowczyni miejsc siedzących w metrze)”. Dla mnie nad wszystkim dominuje tu jednak pięknie plastyczny obraz żydowskiego życia w Bronxie sprzed kilkudziesięciu lat, z niezwykłymi typami ludzkimi, ekscentrykami, dziwakami, przemocowcami. Tę część uważam za najlepszą, ukazującą niełatwe bogactwo ówczesnej mieszanki rasowo-narodowościowo -kulturowej. “Bronx był mozaiką etnicznych księstewek najechanych przez obcy element: pięć kwartałów, gdzie dominowali a to Włosi, a to Irlandczycy, a to Żydzi, ale każdy rewir żydowski miał swoją mniejszość irlandzką, a włoski żydowską”. “W naszej kamienicy mieszkali sami Żydzi, nie licząc irlandzkiej rodziny na parterze, rosyjskiej na drugim piętrze i polskiego dozorcy. Rosjanie byli wysocy i milkliwi, wchodzili i wychodzili w aurze tajemnicy. Wszyscy Irlandczycy byli chudzi, mieli jasne włosy niebieskie oczy, wąskie usta i zamknięte twarze. Oni też przemykali wśród nas jak cienie. Podobnie dozorca i jego żona trzymali się na uboczu. Nigdy do nikogo nie odzywali się pierwsi. Oto główny, jak mi się zdaje, efekt bycia w mniejszości: człowiek cichnie”. A to jeszcze te czasy, i środowiska, gdy kobieta jest funkcją swojego mężczyzny i głównie pod tym kątem oceniana. “Matka jest prawdziwym więźniem swojego środowiska, swoich czasów, które zakazywały kobietom samorealizacji”. Córka jest już zupełnie innego pokolenia, dla którego najważniejsza jest samorealizacja. I to zarzewie nieusuwalnego konfliktu towarzyszy nam w zasadzie przez wszystkie lata, które razem z nimi przeżywamy. “Nie mam dobrej relacji z mamą, a niekiedy, w miarę jak powiększa się nasz życiowy bagaż, zdaje się ona jeszcze pogarszać. Tkwimy uwięzione w ciasnym tunelu bliskiej, intensywnej znajomości”. Fascynujący jest portret sąsiadki Nettie, która sama kształtuje swoje życie, co u kołtuńskich mieszkańców kamienicy wywołuje przewidywalne reakcje. “Jej krok był niespieszny i rozmyślny. Ruszała raz jednym, raz drugim udem, kołysząc biodrami. Dla każdego było jasne, że ta kobieta donikąd nie idzie, że chodzi dla chodzenia, by poczuć efekt, jaki wywiera na przechodniach. Jej chód stale przypominał o ciele ukrytym pod ubraniem. Mówił: +To ciało ma moc budzenia apetytów+. Nie było drugiej takiej jak ona”. “Zarówno mężczyźni, jak i kobiety patrzyli na nią chciwie. To było straszne. Emocje, jakie wzbudzała, stanowiły raczej karę niż nagrodę. Przerażało mnie to, jak ludzie na nią patrzą – mężczyźni okrutnie, kobiety gniewnie. Wydawało mi się, że grozi jej niebezpieczeństwo”. “Ona sama, rzecz jasna, nie znała strachu. Erotyczna perfidia tkwiła w niej głęboko nierozerwalnie. (..) Budzenie pożądania było jedynym znanym jej sposobem na poprawę własnego samopoczucia. Wiedziała, że kiedy kołysze biodrami, unosi leniwie powieki albo przeciąga zmysłowo dłonią po rudych włosach, w męskich lędźwiach budzi się nadzieja. Wiedziała tylko tyle i aż tyle”. Po latach Nettie pada ofiarą raka… – Ona gniła od środka – oznajmiła mama. – Przeżarło ją. Ci mężczyźni ją przeżarli. – Mamo, na litość boską! Naprawdę w to wierzysz? Uważasz że, można dostać raka od seksu? – A n a c o u m a r ł a, j a k n i e n a r a k a?”. Albo taka piękna rozmowa matki z córką: “– Co robią homoseksualiści? – To samo co ty, mamo. – To znaczy? – Bzykają się tak jak ty. – Ale jak oni to robią? Gdzie? – W tyłek. – To musi boleć. – Czasami tak. Zazwyczaj nie. – Czy oni się żenią? – pyta ze śmiechem. – Niektórzy. Większość nie. – Czy są samotni? – Tak samo jak my mamo”. “Pamiętasz Druckerową? Mówiła że gdyby nie papieros w trakcie stosunku z mężem, wyskoczyłaby z okna. A Zimmermanową, tą po drugiej stronie? Wydali ją za mąż, jak miała 16 lat, szczerze faceta nie znosiła(...) Mężczyźni z Europy. To były zwierzęta. Po prostu zwierzęta”. “Przez 25 lat nie mogłam się pozbyć wrażenia, że mama nic nie robi, tylko leży w półmroku na kanapie, trzyma rękę na czole i mamrocze: +Nie wytrzymam+. Co zresztą okazało się nieprawdą”. “Miało się wrażenie, że pracuje wyłącznie po to, by móc się pod wieczór oddać rozpaczy, wiernie jej oczekującej na końcu obowiązkowej przeprawy przez trudy dnia codziennego. W weekendy, rzecz jasna, depresja trwała nieprzerwanie”. Wiele zmienia nagła śmierć ojca Autorki. “Wdowieństwo otworzyło mamie drogę do wyższej formy istnienia.(...) Opłakiwanie taty stało się jej zawodem, jej tożsamością, jej maską społeczną”. “To mama była centralną postacią tego dramatu, reszta kręciła się na obrzeżach. Można powiedzieć że jej spektakularna strata pochłonęła nas wszystkich; z pełnoprawnych żałobników zmieniliśmy się w świadków cudzej żałoby (...) Śmierć taty stała się religią, źródłem obrządku i doktryny. Figura kobiety, która utraciła miłość swojego życia, stała się dla mamy nową ortodoksją, której przestrzegała z talmudyczną dokładnością”. BTW: Tym bardziej było to nienormalne, że po śmierci ojca musiała spać z matką przez rok w jednym łóżku…. “Wołała wtedy moje imię i krzyczała: +Sierota! Mój Boże, jesteś sierotą!+ Nikt nie miał odwagi jej przypomnieć że według tradycji żydowskiej sierotą zostawało się po śmierci matki; dziecko bez ojca było tylko półsierotą”. Niestety, matka miała poważne kompleksy wobec wykształconej córki. “Ilekroć zaczynałam zdanie, którego nie dało się skończyć bez trzykrotnego złożenia, w jej oczach pojawiały się iskry zwierzęcej chytrości. Te iskry wzniecały w niej gniew, który rozpalał się w szał.(..) +Mów do mnie po ludzku!+”. “Zawsze po cichu liczyła, że tym razem będzie inaczej że wreszcie usłyszy ode mnie historię przypominającą jej własną, taką, które ją pokrzepi, a nie wprawi w zdumienie i zakłopotanie”. Pokornie upraszam o wybaczenie, ale część o nieudanym małżeństwie Autorki to chyba najnudniejszy fragment książki. “Teoretycznie zgadzaliśmy się co do wszystkiego, lecz w codziennym życiu jakoś nigdy się nie zdarzało, abyśmy równocześnie pragnęli tej samej rzeczy”. Reszta narracji to opisywanie, czy raczej: analizowanie, relacji z kolejnymi facetami, co także nie wydało mi się porywające. Wyciszający koniec nieco elegijny, gdy “Mama nie wygląda ani młodo, ani staro; wydaje się co najwyżej pochłonięta grozą widoku. (...) - Całe życie przeleciało – mówi cicho. Mój ból jest tak wielki, że nie mam odwagi go poczuć.(...) Potem siedzimy w milczeniu, dwie kobiety niezaplątane w supeł rozmowy, lecz jedynie patrzące w półmrok bezpowrotnie mi utraconego życia”. “Bez końca włóczymy się razem po ulicach Nowego Jorku. (...) Nie przepadamy za sobą podczas tych spacerów, czasem się na siebie gniewamy, ale nasze włóczęgostwo trwa w najlepsze. (...) Nie znosi jedynie teraźniejszości; gdy tylko teraźniejsze staje się przeszłością, mama z miejsca się w niej zakochuje. Opowieść za każdym razem jest taka sama i jednocześnie inna, bo jestem coraz starsza i zawsze przychodzi mi do głowy pytanie, którego nigdy wcześniej nie zadałam”. “Nie zależy nam już tak bardzo jak dawniej na sprawiedliwości. Nasza animozja stała się mniej zajadła”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na71 miesiąc temu
Nieposkromiona Glennon Doyle Melton
Nieposkromiona
Glennon Doyle Melton
Glennon Doyle stała się dla milionów kobiet na całym świecie głosem sumienia, który mówi: „przestań przepraszać za to, że żyjesz”. Jej książka „Nieposkromiona” to hybryda pamiętnika, poradnika i duchowego manifestu, który uderza w fundamenty tego, co rozumiemy przez „dobrą kobietę”. Przyznając tej pozycji ocenę 7/10, doceniam jej ogromną siłę rażenia, odwagę w przełamywaniu tabu oraz niezwykle sugestywny język, choć momentami jej radykalizm może wydawać się zbyt uproszczony dla skomplikowanej rzeczywistości. Gepardzica w niewoli Metaforą otwierającą i spajającą całą książkę jest historia gepardzicy z zoo, która żyje zgodnie z oczekiwaniami treserów, zapominając o swojej dzikiej naturze. Doyle przekonuje, że każda kobieta została w procesie socjalizacji „udomowiona” – nauczona ciszy, poświęcenia i dbania o cudze potrzeby kosztem własnych. Autorka opisuje moment swojego przebudzenia: odejście od męża, zakochanie się w kobiecie i budowanie nowej, patchworkowej rodziny na własnych zasadach. To opowieść o buncie przeciwko systemowi, który wymaga od kobiet bycia „miłymi”, zamiast bycia „prawdziwymi”. Język emocji i radykalna szczerość Siłą prozy Doyle jest jej bezpośredniość. Autorka nie owija w bawełnę – pisze o uzależnieniach, bulimii, lękach i trudach macierzyństwa. Jej styl jest pełen krótkich, uderzeniowych zdań, które mają moc haseł transparentowych. „Nieposkromiona” to książka, która nie prosi o pozwolenie; ona rozkazuje czytelniczce, by ta zajrzała w głąb siebie i odnalazła tam „to, co wiedzą tylko one”. To literatura, która ma budzić, niepokoić i zmuszać do rewolucji we własnym salonie. Dla wielu kobiet lektura ta stała się impulsem do porzucenia nieszczęśliwych związków czy toksycznych prac. Siódemka to nota dla książki ważnej i potrzebnej, która jednak miejscami osuwa się w zbytni dydaktyzm. Doyle operuje bardzo amerykańskim, momentami wręcz kaznodziejskim tonem (wynikającym z jej przeszłości jako blogerki chrześcijańskiej). Niektóre z jej recept na szczęście mogą wydawać się naiwne lub dostępne tylko dla osób o określonym statusie materialnym i społecznym. Choć idea „płonięcia dla własnej prawdy” jest piękna, autorka czasem pomija fakt, że dla wielu kobiet na świecie bunt wiąże się z realnym zagrożeniem życia, a nie tylko z dyskomfortem towarzyskim. „Nieposkromiona” to solidne 7/10 – pozycja, którą warto przeczytać, by przetestować granice własnej wolności. Nawet jeśli nie zgadzasz się ze wszystkimi tezami Doyle, jej pasja i energia są zaraźliwe. To książka o tym, że największym aktem odwagi jest bycie sobą w świecie, który codziennie próbuje nas sformatować. To lektura, która zostawia z pytaniem: „Kim byłabyś, gdybyś przestała starać się być idealna?”.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na727 dni temu
Moje ciało Emily Ratajkowski
Moje ciało
Emily Ratajkowski
Czytając książkę nie wiedziałam dokładnie kim jest Emily Ratajkowski. Słyszałam jedynie, że jest modelką i aktorką, że jest atrakcyjna nie tylko w oczach mężczyzn, ale i... w oczach kobiet. To mnie zaintrygowało, stąd zdecydowałam się sięgnąć po "Moje ciało". Nie spodziewałam się jednak, że będzie to trudna lektura... ...a tytuł książki powinien brzmieć: "Umowa albo kara. Anatomia artystycznego wyzysku". Poznałam historię młodej, atrakcyjnej i ambitnej dziewczyny, którą branża modowa potraktowała jak towar. Brak zabezpieczeń prawnych i nierówność społeczna sprawiły, że jej wizerunek (jej ciało) stały się źródłem zysku dla innych. Zamiast ochrony – wyzysk (a nawet wykorzystanie seksualne). Zamiast wsparcia – hejt i blokowanie w mediach społecznościowych. To refleksja o brutalnej logice branży artystycznej: jeśli nie potrafisz wycenić siebie i zabezpieczyć kontraktem, szybko stajesz się ofiarą. A jeśli pochodzisz z klasy niższej – zamiast szacunku czeka cię kara. To gorzka diagnoza środowiska, które chętnie mówi o wolności, równości, feminizmie i sztuce, lecz w praktyce opiera się na nierównych relacjach władzy. To także kolejna odsłona problemu, że wciąż istnieją ludzie przekonani, iż mają prawo do naszego ciała, wizerunku i godności tylko dlatego, że „mają na nas pomysł”. Rozważania o tzw. pretty privilege („przywileju z bycia piękną”) są tu raczej mało istotne. Emily skupia się przede wszystkim na krytyce systemu. „Zabezpiecz się umową i pieniędzmi, albo spadaj” – to najprostsze i najbardziej bezlitosne przesłanie, jakie płynie z tej książki. Niby oczywiste, a jednak w praktyce zawiodło Emily na wielu poziomach. Życia i ludzi nie da się przewidzieć. Są w tej książce fragmenty, do których wracałam wielokrotnie. Są też takie, które świadomie omijałam. Na przykład ten, w którym Emily opowiada o wykorzystaniu seksualnym przez znanego fotografa. Myśląc o tym, zastanawiałam się nad jej ojcem. Co czuł, kiedy to czytał? Bezsilność? Rozpacz? Poczucie winy, że nie mógł obronić swojej ukochanej córki ani spojrzeć w oczy jej oprawcy? Ostatnie zdania "Mojego ciała" dotyczą porodu Emily. Miałam wrażenie, że odczuła ulgę, wydając na świat chłopca. Ulgę, że on nigdy nie doświadczy tego, co spotkało ją – najpierw jako nastolatkę, a później jako dorosłą kobietę. Czy światu jest potrzebna taka książka? Zdecydowanie tak.
Paulina Adamkiewicz - awatar Paulina Adamkiewicz
ocenił na107 miesięcy temu
Pędzę jak dziki tapir. Bartoszewski w 123 odsłonach Marek Zając
Pędzę jak dziki tapir. Bartoszewski w 123 odsłonach
Marek Zając
Osoba Pana Władysława Bartoszewskiego bardzo mnie zainspirowała. Jego postawa i zaangażowanie było legendarne, a anegdoty z nim związane bardzo ciekawie ukazują jego życie. W 8. rocznicę jego śmierci postanowiłem napisać o nim wiersz i wstawiłem go na YT https://youtu.be/7n8xY_xri5E PRZESŁANIE DLA MŁODYCH Cześć chłopaku i dziewczyno! Do Was moje słowa płyną. Będzie szybko, choć treściwie O tym, co w życiu właściwe. Jak się głównym nurtom nie dać; Trudne czasy w lepsze zmieniać. Najpierw swoją dumę ukryj. Wiem, że lubisz iść na skróty, Lecz wygoda lubi przysnąć. Tu chodzi o Waszą przyszłość! Każdy człowiek chce “coś” znaczyć. O to "coś" warto powalczyć. Co szeleści w tej kopercie? Niszczysz zdrową konkurencję? Hajs i sława bez wysiłku? Ile wstrzykniesz dla wyników? Swe nazwisko w kiblu spuszczasz, Ale życia nie oszukasz… Ludzie mówią: "Jak Pan może?! Jak żyć Panie profesorze?! Inni kradną jeszcze więcej…" Właśnie tak się wpędza w nędzę. Sam porównaj: klucz i wytrych: Wciąż warto być przyzwoitym, Choć nie zawsze się opłaca. Dobro, mimo przeszkód, wraca. Gdyby spojrzeć drugiej strony, Tak jak świat jest wywrócony, To opłaca się być zbirem, Ale tylko krótką chwilę. Choćbyś wszystkich okłamywał, Prawda na wierzch wciąż wypływa. Mocne słowa? Mają boleć. Chcę podkreślić siłę pojęć. Czym jest wolność, sam poznałem, Gdy w obozie pracowałem. Wysłuchałem rady w piekle: "Tylko nie przejdź obojętnie, Kiedy nagle wszystko stracisz. Ważne jest, jak na to patrzysz. Będą chwile na zwątpienia. Znajdź powody, by doceniać. Każdy okruch syci w głodzie… Z tym podejściem wytrwać możesz. Będą chcieli Cię przekupić, Żebyś głos sumienia zdusił. Za cukierka i nadzieję Pójdziesz pierwszy na stracenie. I w ten sposób jak pionkami Rozgrywają Cię tyrani. Zrobią ile im pozwolisz, Chyba, że się już nie boisz…" Kiedyś broniłem Warszawy Dla naprawdę ważnej sprawy. Dzisiaj znowu głos zabieram. Nie dam orła sponiewierać. Powiem Tobie jak do wnuka: "Zrozum i innych pouczaj. Chcę, byś miał się o co oprzeć. To, nad czym się skupiasz, rośnie. Doceń wolność, działaj mądrze, Żebyś umiał w lustro spojrzeć. I nie ważne, skąd pochodzisz, Ani to, czym się ozdobisz. Daj świadectwo, że potrafisz." Podpisano: Dziki Tapir W 8 rocznicę śmierci, ku pamięci polskiego patrioty z wieloma honorowymi odznaczeniami. Władysław Bartoszewski przyjął na siebie ciężar nienawiści, a potem lekkim piórem pisał o przebaczeniu, tolerancji i historii bez cenzury. Zacytuję teraz jego pamiętne życzenia, które miał zwyczaj składać swoim młodym rozmówcom: "Życzę burzliwego rozwoju". Ten wiersz to fragment całości. Kiedyś będzie w formie książki. Paweł Sawicki 24.04.2023
Paweł S - awatar Paweł S
ocenił na102 lata temu
Pięknie jest żyć dwa razy Sharon Stone
Pięknie jest żyć dwa razy
Sharon Stone
Książka „Pięknie jest żyć dwa razy” to coś więcej niż standardowa autobiografia hollywoodzkiej gwiazdy. Sharon Stone, ikona kina i symbol seksu lat 90., postanowiła zrzucić maskę divy, by pokazać światu kobietę po przejściach, która dosłownie i w przenośni wróciła z zaświatów. Moja ocena 7/10 odzwierciedla uznanie dla jej szczerości, choć literacko momentami czuć tu pewien chaos. Najmocniejszym punktem wspomnień jest opis traumatycznego krwotoku mózgu, którego aktorka doznała w 2001 roku. To wydarzenie stanowi oś narracyjną całej publikacji. Stone z brutalną szczerością opisuje proces powolnej rekonwalescencji, naukę chodzenia i mówienia na nowo, a także bolesne doświadczenie marginalizacji przez branżę filmową, która szybko zapomina o swoich bohaterach w obliczu ich słabości. To właśnie w tych fragmentach autorka zyskuje największą empatię czytelnika – nie jest już niedostępną Catherine Tramell z „Nagiego instynktu”, lecz kruchym człowiekiem walczącym o godność. Stone nie boi się rozliczeń. Portretuje Hollywood jako miejsce toksyczne, pełne mizoginii i przedmiotowego traktowania kobiet. Opisuje kulisy słynnych scen, manipulacje reżyserów i trudną drogę do odzyskania sprawczości nad własnym ciałem i karierą. Książka dotyka także trudnych relacji rodzinnych, traum z dzieciństwa oraz tematu adopcji, co dodaje całości psychologicznej głębi. Stone pisze stylem bezpośrednim, niemal konwersacyjnym, co sprawia, że lektura płynie szybko, choć niektóre przeskoki czasowe mogą wydawać się rwane. Dlaczego „tylko” 7/10? Mimo przejmującej historii, narracja bywa nierówna. Niektóre wątki są potraktowane powierzchownie, a duchowość, w którą ucieka autorka, bywa podana w sposób nieco ezoteryczny, co nie każdemu przypadnie do gustu. Niemniej, to lektura obowiązkowa dla tych, którzy chcą zrozumieć cenę sławy i siłę kobiecej rezyliencji. „Pięknie jest żyć dwa razy” to manifest przetrwania. To dowód na to, że nawet gdy świat (i własne ciało) spisuje nas na straty, można napisać swój scenariusz od nowa. Sharon Stone udowadnia, że jej najciekawsza rola to ta, którą gra obecnie – rola świadomej, dojrzałej kobiety, która nie musi już nikomu nic udowadniać, poza samą sobą.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na71 miesiąc temu
Naku*wiam zen Maria Peszek
Naku*wiam zen
Maria Peszek
Ta książka to taka podkręcona piłka, bo czy wolno czytelnikowi oceniać czyjeś życie? A jednak autorzy sami dokonują pewnej wiwisekcji i to w dodatku ekshibicjonistycznej. Ja osobiście nie lubię oceniać, czy ktoś dobrze żyje, czy źle, ale autorzy niejako sami stawiają się w pozycji bohaterów tej opowieści i to z ich poczynaniami przychodzi nam się konfrontować. Ogólnie Peszki budzą moją sympatię. To artyści z powołaniem, lekkoduchy z domieszką mroku, barwne ptaki, co latają tam gdzie chcą. Świetnie mi się słuchało licznych anegdot ze świata sztuki, wspomnień z minionego wieku. Otrzymujemy tu masę humoru, dosadnego najczęściej, ale i również próbę uchwycenia imponderabiliów. Nie wiem, czy udaną czy nie, ale wydaje mi się, że coś można z tej rozmowy wziąć na przyszłość. Do tego w sensie jakościowym też oceniłbym tę pozycję wysoko. Mam na myśli warstwę stylistyczną oraz realizację audiobooka. To co budzi moje zastrzeżenia to pewna publiczna terapia, którą fundują nam bohaterowie. Nie chcę powiedzieć, że nie można o takich rzeczach rozmawiać, ale skoro Jan, całkiem słusznie gromi miałkość polskich artystów, to pojawia się pytanie, czy to aby nie jest aby całkiem tani zabieg dramatyczny? Maria niejako stara się wykrzyczeć jakąś krzywdę. Jan próbuje odpowiedzieć, Maria mu przerywa, później znów pyta i robi się z tego mały chaos. Drugą rzeczą, która mi się nie do końca podobała, to przedstawienie alkoholu. Jan przyznaje, że w latach 1975-79 mocno popłynął, ale jak twierdzi później to już było w normie, a jednak właściwie nie ma opowieści, która byłaby „trzeźwa”, a finalnie przyznaje się, że codziennie pije co najmniej 4-5 porcji alkoholu (minimum, bo podczas którejś z rozmów robią razem drugą flaszkę wina). I znów… nie moja sprawa, natomiast nie podoba mi się powielanie tego mitu artysty pijaka… jakie to ciekawe życie na bani można wieść. I rzeczywiście nie da się ukryć, że Jan może się poszczycić bogatymi i barwnymi przeżyciami, ale jeśli ktoś nieco żyje i nieco orientuje się w temacie, ten wie, że takie życie niesie ze sobą również bardzo ciemną stronę. I tego w tej książce nie ma, a raczej jest, tylko między wersami, z których jak mniemam sami bohaterowie sprawy sobie nie zdają. Niemniej wprawny terapeuta po przeczytaniu tej książki wychwyciłby kilka zdań, po których zaleciłby test w kierunku diagnozy alkoholizmu, DDA jest więcej niż pewne u obojga, w dodatku chad u Marii całkiem możliwy. I dla mnie to było takie trochę nieudane. Bo w sumie nie jest to jakaś drama rodem z telenoweli, ale Maria niby coś zarzuca ojcu, lecz po chwili stwierdza, że w sumie to nie ma mu nic za złe, bo w końcu depresja jest jej twórczym paliwem. W rezultacie można to sparafrazować: odczuwam wobec ciebie bardzo wielką krzywdę, ale boję się ją wyrazić by cię nie zranić. Albo: skrzywdziłeś mnie, ale lubię moją krzywdę. A później dziesiątki anegdot, jak w domu trwała niekończąca się impreza przy małych dzieciach, albo ta historia z nad morza - przecież to jest lęk przed porzuceniem, który wystąpił już w wieku niemowlęcym, który utrwalił się, bo nieustannie trwał, aż do dorosłości... Nie ważne, nie będę prowadził psychoanalizy, ale wcale nie uwierzyłem, że wszystko było tak kolorowo i wesoło, a bohaterów łączy zdrowa relacja. Tak czy inaczej takich oryginałów występuje w naszym środowisku coraz mniej, życie Jana to kopalnia anegdot, Maria ma również ciekawą osobowość. I mimo wspomnianych mankamentów, to mile spędziłem czas z Peszkami, podoba mi się ich humor, ich brak krępacji, otwarta krytyka pewnych kręgów, a nade wszystko barwność.
Mash - awatar Mash
ocenił na81 miesiąc temu
Kobieta osobna i miasto Vivian Gornick
Kobieta osobna i miasto
Vivian Gornick
“Moje życie zamiast fantazji odgrywa wewnętrzne konflikty, podobnie jak Nowy Jork. Pasujemy do siebie”. Jedną z wartości tej książki, najbardziej zbliżonej do autobiograficznego eseju, jest to, że dużo tu Miasta, którego trudno mi zapomnieć, choć chyba nie chciałbym tam wrócić. Zwłaszcza teraz. Bardzo to interesująca literatura, osobista w najlepszym tego słowa sensie i bardzo erudycyjna. Autorka flanuje po mieście, analizuje, rozmawia, wspomina, notuje scenki, do których N.Y.C. nadaje się idealnie. I opisuje swoje, jak pisze “chwile istnienia” - jako nowojorczanka, choć była “dzieckiem imigrantów z klasy robotniczej którzy nie mieli czasu ani chęci poświęcać nam należytej uwagi”. Zaczynała wszak na Bronksie, skończyła czas na Manhattanie, co samo w sobie można uznać za tzw. sukces. Mimo to, a może właśnie dlatego, z narracji nie wynika poczucie jakiegoś wielkiego osiągnięcia. Ona sama najwyraźniej to bagatelizuje, bo wie, co jest w życiu najważniejsze. Zarazem ma również poczucie jakiegoś braku, do pełni czegoś jednak zabrakło. “Cały sens miasta polegał na tym, że łatwiej było w nim znieść samotność” - pisze Gornick, dla której Miasto jest więcej niż pocieszeniem. “Co wieczór, gdy przed pójściem spać gaszę światło w moim salonie na piętnastym piętrze, doznaję przyjemnego wstrząsu na widok wznoszących się ku niebu rzędów rozświetlonych okien; otoczona przez nie czuję się tak, jakby obejmowała mnie gromada bezimiennych mieszkańców miasta. To mrowie ludzkich siedzib, zawieszonych jak moja w przestrzeni, to ukłon Nowego Jorku w stronę ponadjednostkowej więzi. Ukojenie płynące z tej przyjemności jest nie do opisania”. I spacerom, i Miastu Autorka zawdzięcza bardzo wiele. “Kiedy życie zaczyna mi się jawić jako suma niepowodzeń, idę spacerem na Times Square - plac będący domem najobrotniejszego magnesu społecznego na świecie – i tam szybko odzyskuję właściwą perspektywę”. “W czasach, gdy zbliżałam się coraz bardziej do magnesu społecznego, nic tak nie koiło bólu i złości w sercu jak spacer przez miasto. Obserwując ludzi, którzy na pięćdziesiąt różnych sposobów próbują pozostać ludźmi, widząc różnorodność i pomysłowość technik przetrwania, czułam jak schodzi ze mnie napięcie”. “Nigdy nie czułam się mniej samotna niż w trakcie samotnego spaceru zatłoczoną ulicą. (...) Chodziłam, by przewietrzyć umysł, zakosztować ulicznego życia, rozpędzić popołudniowe przygnębienie.” Pisarka postrzega miejski, no dobra - nowojorski, tłum jako rodzaj wspólnoty, zwłaszcza po 11.09.2001. “Po jedenastym września w mieście na długo zapanowała trudna do opisania atmosfera. Przez wiele tygodni Nowy Jork wydawał się nieobecny, zagubiony, wysiedlony. Ludzie chodzili półprzytomni, jak gdyby coś ich męczyło, ale nie umieli tego nazwać. (...) Jednocześnie utrzymywała się cisza jakby nie z tej ziemi”. “Przystanęłam na wysepce pośrodku, jak każdy nowojorczyk. Spojrzałam w prawo, aby wypatrywać w sznurze samochodów przerwy, która pozwoli mi bezpiecznie przemknąć na czerwonym. Okazało się jednak, że nic nie jedzie; jak okiem sięgnąć, ani jednego auta. Stałam tak jeszcze przez chwilę zahipnotyzowana tą wielką i straszną pustką. Nie mogłam sobie przypomnieć, żebym kiedykolwiek - może tylko z wyjątkiem śnieżnych zamieci - widziała Broadway bez jadących samochodów”. “Wszyscy jesteśmy na Piątej Alei z tego samego powodu, na tych samych prawach. Przemierzamy ulice światowych stolic od niepamiętnych czasów: aktorzy, urzędnicy przestępcy, dysydenci, uciekinierzy, nielegalni, geje z Nebraski, polscy intelektualiści, kobiety na krańcu czasu”. Świetnie opisana przewijająca się przez całą książkę relacja z pewnym Leonardem, wzorowy to udano-nieudany związek w wieku średnim: “Żadna inna bliska znajomość nie dała mi takiego wglądu w zagadkową naturę zwyczajnych relacji między ludźmi”. „Leonarda i mnie łączy polityka krzywdy. Płonie w nas jasnym ogniem głębokie przekonanie, że przyszliśmy na świat urządzony według niesprawiedliwych reguł. Naszym tematem jest życie, które nas ominęło. Oboje mierzymy się z pytaniem: gdyby ta nierówność nie istniała zawczasu – on jest gejem, ja kobietą osobną – czy sami byśmy ją sobie wymyślili, żeby mieć pożywkę dla swoich pretensji? Właśnie temu pytaniu poświęcona jest nasza przyjaźń. Ono ją definiuje – określa jej charakter oraz idiom…” “– To czym ostatnio jest dla ciebie życie? - pytam. – Kością stojącą w gardle - odpowiada. – Ani nie mogę jej połknąć, ani wykasłać. Mogę tylko próbować się nie udławić”. “W trakcie tych naszych dalekich spacerów nieraz ukradkiem zmieniał się charakter czasu i przestrzeni, Znikało pojęcie godzin. Ulice były jedną długą wstęgą ciągnącej się hen drogi, po której wędrowaliśmy bez przeszkód. Czas się rozrastał, zaczynał przypominać ten z dzieciństwa, nigdy się niekończący, a nie ten obecny, którego zawsze było za mało”. Inne cytaty “Oto mężczyzna usiłował mnie zmusić do czegoś, znaczy nie miałam ochoty [pewien rodzaj seksu - przyp. mój], i robił to w sposób, jakim nigdy by się nie posłużył wobec innego mężczyzny: próbował mi wmówić, że nie wiem czego chcę. (...) Uzmysłowiłam sobie, że mężczyźni należą do innego gatunku niż ja. Innego i obcego”. “Nadal byłam córką swojej matki. Ona była teraz negatywem, a ja odbitką, lecz obie zostałyśmy same, bez tego właściwego (po rozwodzie)”. “Przyjaźń dzieli się na dwie kategorie: taką, w której ludzie spotykają się ze sobą, bo potrzebują swojej energii i taką, w której ludzie potrzebują energii, żeby się spotkać. “Różnice osaczyły nas niczym bujny gąszcz zarastający leśną polanę. Przyjaźń, będąca przez lata źródłem podniety, nagle wyczerpała się jako potrzeba. Jednym długim susem przeskoczyła z rozedrganego centrum na wyczerpane peryferia”. “Dojrzałam do tego, by nie oczekiwać od przyjaciół rzeczy, których nie potrafią mi dać. Biorę każdą przyjaźń taką, jaka ona jest, bez dyktowania warunków”. “– Mam tylko jeden problem z chrześcijaństwem. Dlaczego oni nienawidzą Żydów za Śmierć Chrystusa? Kobieta zwraca mu niemu twarz i mówi: – A wie pan, że mnie też to zawsze zastanawiało. W końcu to Rzymianie go zabili. Dlaczego nie mają pretensji do Włochów? “Przekonanie, że jesteśmy tym, do czego się przyznajemy, to wielkie złudzenie naszej kultury”. “Przez całe życie porzucał wszystko z wyjątkiem kobiet”. “Odbierałam przez skórę zbiorowy opór przed pójściem na dno”. “Czuła się otępiona gadką szmatką, która dzień w dzień wypełniała jej uszy. To gorsze niż cisza, powiedziała. O wiele gorsze”. “Najbardziej żywotną poza seksem formą więzi jest rozmowa”. “Kończąc sześćdziesiąt lat, poczułam się tak, jakby ktoś mi powiedział, że mam przed sobą jeszcze tylko sześć miesięcy. W jednej chwili ucieczka w wyimaginowane jutro stała się przeszłością. Pozostał jedynie ogrom opustoszałej teraźniejszości. (...) Z bujaniem w obłokach skończyłam bez trudu, ale jak właściwie żyć w teraźniejszości, jeśli przez tyle lat się tego nie robiło?”. “​To gen anarchii, obecny w każdym człowieku, który urodził się w gorszej klasie, z gorszym kolorem skóry, z gorszą płcią – tyle że u niektórych pozostaje uśpiony, a u innych sieje spustoszenie – nikt nie wie tego lepiej niż ja”. Czytając, miałem skojarzenia z „Przyjacielem ” - dość podobną książką innej nowojorczanki Sigrid Nunez, której pozostałe rzeczy też biorę na cel. A teraz czas na kolejną książkę Gornick, podobno jeszcze lepszą - słynne “Przywiązania”...
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na82 miesiące temu
Mies. Skomplikowane życie architekta minimalisty Agustín Ferrer Casas
Mies. Skomplikowane życie architekta minimalisty
Agustín Ferrer Casas
Powieść graficzna przedstawia historię życia i twórczości wybitnego niemieckiego architekta Ludwiga Mies van der Rohe. Jest on przedstawicielem modernizmu i minimalizmu w architekturze XX wieku, ostatnim dyrektorem Bauhausu, wykładowcą, twórcą wielu znaczących projektów budynków i budowli. Opowieść nie jest linearna, wątkiem przewodnim są wspomnienia Miesa snute w samolocie, podczas lotu z wnukiem Dirkiem Lohanem do Berlina, już pod koniec życia bohatera. Bohater pokazany jest wielowymiarowo. Trudno nie doceniać wkładu architekta w tworzenie współczesnej architektury, ale też trudno polubić taką osobę, która idzie przez życie jak taran, której priorytetem jest praca i wizje artystyczne, a rodzina, kochanki czy współpracownicy są źle traktowani. Ciężkie czasy wymagały twardego charakteru i dużej elastyczności w postępowaniu. Z drugiej strony Ludwig Mies, oprócz wspaniałych projektów, miał duże zasługi w kształceniu młodych adeptów sztuki budowlanej, zarówno w Niemczech, jak i w USA. Sam architekt żył pełnią życia, zmieniał kobiety, nadużywał alkoholu. Nie zniechęcał się, kiedy jego projekty nie były realizowane. Robił swoje. Współpracował z władzami, próbował być niezależny politycznie, ale w pewnym momencie zrozumiał, że musi opuścić hitlerowskie Niemcy. Od 1937 roku mieszkał i tworzył w Stanach Zjednoczonych. Odnosił sukcesy, jego domy były budowane w wielu krajach i do dziś tam stoją. Powieść jest obszerna, namalowana i napisana z rozmachem, z dużą liczbą urodziwych kadrów pokaźnej wielkości, w pełnej gamie kolorów, z namalowanym mnóstwem szczegółów miejsc i budowli oraz z bardzo ekspresyjnymi sylwetkami i twarzami ludzi. Czytałam z zainteresowaniem, chociaż nie zawsze wszystko było jasne, brakowało mi większej wiedzy z zakresu architektury. Na tle innych powieści komiksowych ta wyraźnie wyróżnia się poziomem grafiki, głębią przekazu, a nade wszystko bogactwem wiedzy historycznej. Polecam, warto.
Mikila - awatar Mikila
oceniła na71 rok temu

Cytaty z książki Sztuka proszenia. Jak przestałam się martwić i pozwoliłam sobie pomóc

Więcej

There’s a difference between wanting to be looked at and wanting to be seen.

When you are looked at, your eyes can be closed. You suck energy, you steal the spotlight. When you are seen, your eyes must be open, and you are seeing and recognizing your witness. You accept energy and you generate energy. You create light.

One is exhibitionism, the other is connection.

Not everybody wants to be looked at.

Everybody wants to be seen.

There’s a difference between wanting to be looked at and wanting to be seen.

When you are looked at, your eyes can be closed. Y...

Rozwiń
Amanda Palmer The Art of Asking Zobacz więcej

American culture in particular has instilled in us the bizarre notion that to ask for help amounts to an admission of failure. But some of the most powerful, successful, admired people in the world seem, to me, to have something in common: they ask constantly, creatively, compassionately, and gracefully. And to be sure: when you ask, there’s always the possibility of a no on the other side of the request. If we don’t allow for that no, we’re not actually asking, we’re either begging or demanding. But it is the fear of the no that keeps so many of our mouths sewn tightly shut.

American culture in particular has instilled in us the bizarre notion that to ask for help amounts to an admission of failure. But some of t...

Rozwiń
Amanda Palmer The Art of Asking Zobacz więcej

The perception that vulnerability is weakness is the most widely accepted myth about vulnerability and the most dangerous. When we spend our lives pushing away and protecting ourselves from feeling vulnerable or from being perceived as too emotional, we feel contempt when others are less capable or willing to mask feelings, suck it up, and soldier on. We’ve come to the point where, rather than respecting and appreciating the courage and daring behind vulnerability, we let our fear and discomfort become judgment and criticism.

The perception that vulnerability is weakness is the most widely accepted myth about vulnerability and the most dangerous. When we spend our...

Rozwiń
Amanda Palmer The Art of Asking Zobacz więcej
Więcej