rozwińzwiń

A Friend of Kafka and Other Stories

Okładka książki A Friend of Kafka and Other Stories autora Isaac Bashevis Singer, 0140040242
Okładka książki A Friend of Kafka and Other Stories
Isaac Bashevis Singer Wydawnictwo: Penguin Books literatura piękna
288 str. 4 godz. 48 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
1975-07-01
Data 1. wydania:
1975-07-01
Liczba stron:
288
Czas czytania
4 godz. 48 min.
Język:
angielski
ISBN:
0140040242
Średnia ocen

0,0 0,0 / 10
Ta książka nie została jeszcze oceniona NIE MA JESZCZE DYSKUSJI

Bądź pierwszy - oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup A Friend of Kafka and Other Stories w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki A Friend of Kafka and Other Stories

Średnia ocen
0,0 / 10
0 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce A Friend of Kafka and Other Stories

Sortuj:
avatar
339
306

Na półkach: , ,

To bodajże ostatnia pozycja autora z mojej "kolekcji", którą czytałam po raz pierwszy. Miałam sporą ambicję, żeby w końcu rozstrzygnąć, czy wolę prozę Isaaca B., czy Jehoshui, ale jednak nie jestem w stanie, nie mam pojęcia, jak by to miało wyglądać nawet. I tematyka, i czasy bywają mocno zbliżone, podejrzewam, że pod kątem przekazu też by się dało znaleźć trochę podobieństw, ale jednak obaj mają dość mocno odmienne style (mimo, że i jeden, i drugi wplatają element realizmu). Na pewno Isaac Bashevis budzi dość łatwo skojarzenie z groteską, czasami też przesadą, chociaż ta dość często jednak jest i tak "podparta" o jakiegoś rodzaju "realizm"..., powiedziałabym, że bywa w pewnym sensie "bardziej wyrazisty", może wręcz, że bardziej "manewruje językiem" i skojarzeniami? Raczej tak, ale mimo wszystko, chyba nie jest to dla mnie jedna z najważniejszych cech względem prozy... Pamiętam, że u niego zaczynałam od "Niewolnika", Jehoszui chyba pierwszych czytałam "Braci Aszkenazych"... Hmmm, pod kątem zaciekawienia religią judaizmu możliwe, że "lepiej" by wypadł Isaac, u Jehoszui chyba jednak głównie uwagę przyciągają kwestie obyczajowe, historia, tożsamość (ale chyba powiedziałabym, że jednak bardziej taka w odniesieniu do społeczeństwa czy własnej wizji siebie, chyba dość mało pierwiastka okołoreligijnych rozkmin tam dostrzegałam),chociaż osobiście chyba ten drugi mnie zaintrygował wrażeniem stworzenia bardzo rozbudowanej całości, jakiegoś mocno zaawansowanego, szczegółowego mechanizmu, np. trochę w stronę Tołstoja może... U Isaaca chyba jednak nieszczególnie to widzę, ogólnie mam wrażenie, że mocno się różnią nawet chociażby "wrażliwością".
Pewnie będę miała teraz dłuższą przerwę, tym bardziej od wcześniej nieczytanych, ale no, bardzo sentymentalny dla mnie autor, troszkę by wychodziło, że go wybrałam na przewodnika po judaizmie, blisko dekadę temu?, chociaż na pewno przy pierwszych lekturach sporo mogłam dość mało rozumieć, bo nawet jakieś te większe zróżnicowanie różnych grup... Zresztą, na dzień dzisiejszy mam np. wrażenie, że dość mało ogarniam grupę raczej mocno biednych żydów, ale przy tym całkowicie niereligijnych, a u IB trochę było tego typu kontentu (nie wiem, czy można powiedzieć, że w takich szedł też np. Sz. Twardoch, ogólnie, też trochę co oczy to inna wizja...).

To bodajże ostatnia pozycja autora z mojej "kolekcji", którą czytałam po raz pierwszy. Miałam sporą ambicję, żeby w końcu rozstrzygnąć, czy wolę prozę Isaaca B., czy Jehoshui, ale jednak nie jestem w stanie, nie mam pojęcia, jak by to miało wyglądać nawet. I tematyka, i czasy bywają mocno zbliżone, podejrzewam, że pod kątem przekazu też by się dało znaleźć trochę...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
99
14

Na półkach:

Świetne opowiadania , które przenoszą nas w świat żydowskiej kultury. Tak piszą jedynie ludzie, którzy swoje przeszli. Trafne obserwacje ludzkich charakterów. Znakomity język. Polecam.

Świetne opowiadania , które przenoszą nas w świat żydowskiej kultury. Tak piszą jedynie ludzie, którzy swoje przeszli. Trafne obserwacje ludzkich charakterów. Znakomity język. Polecam.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
43
40

Na półkach:

Pierwsze zderzenie z żydowskim autorem oceniam pozytywnie, szczególnie mając na uwadze, iż lektura został wybrana na przekór mojemu otoczeniu niż z ciekawości czy samego zainteresowania.

Singer pokazuje różne historie, w różnych krajach Polska, Izrael czy USA.

Dla osoby niezaznajomionej w żaden sposób z judaizmem niektóre zwyczaje wydadzą się śmieszne. Jednakże sytuacje, gdzie autor pokazuje zwątpienie, rozgoryczenie wiarą są bardzo ludzkie i prawdziwe.

W pamięć utkwiła mi opowiadania o mężczyźnie, który od dziecka wyszkolił się w "pyskowaniu" ze światem oraz opowiadanie o profesorze, którzy karmił gołębie - w tym przypadku na skórze czujemy, aż niemieccy naziści wkroczą do warszawy.

Opowiadania są zróżnicowane, ale nie rozmyte. Język przyjemny w odbierze, jednakże nie prostacki - wymagam nieco od czytelnika.

Pierwsze zderzenie z żydowskim autorem oceniam pozytywnie, szczególnie mając na uwadze, iż lektura został wybrana na przekór mojemu otoczeniu niż z ciekawości czy samego zainteresowania.

Singer pokazuje różne historie, w różnych krajach Polska, Izrael czy USA.

Dla osoby niezaznajomionej w żaden sposób z judaizmem niektóre zwyczaje wydadzą się śmieszne. Jednakże sytuacje,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

181 użytkowników ma tytuł A Friend of Kafka and Other Stories na półkach głównych
  • 100
  • 81
35 użytkowników ma tytuł A Friend of Kafka and Other Stories na półkach dodatkowych
  • 20
  • 5
  • 3
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Isaac Bashevis Singer
Isaac Bashevis Singer
Polski i amerykański pisarz żydowski tworzący głównie w języku jidysz, dziennikarz. Laureat Nagrody Nobla w dziedzinie literatury za rok 1978. Urodził się jako Icek-Hersz Zynger w Leoncinie, wsi w pobliżu Nowego Dworu Mazowieckiego (na ziemiach Królestwa Kongresowego, faktycznie pod zaborem rosyjskim). Jego ojciec był chasydzkim rabinem, zaś jego matka Baszewa – córką rabina z Biłgoraja. Na podstawie informacji, które przekazał swemu oficjalnemu biografowi Paulowi Kreshowi oraz swojej sekretarce Dvorah Telushkin, a także chronologii wydarzeń historycznych zapisanych we wspomnieniach własnych, najbardziej prawdopodobną datą jego urodzenia jest 21 listopada 1902 r. Często pojawiająca się w jego biografiach data 14 lipca 1904 r. była prawdopodobnie zmyślona w młodości przez Singera po to, aby w czasie wojny mógł uniknąć powołania do wojska. Z przekazu samego Singera, zawartym we wspomnieniach, wyłania się jeszcze inna wersja: mały Icek zapytał matkę, kiedy ma urodziny, odpowiedziała: „Dzisiaj” – był to 14 lipca. Przed wyjazdem do Stanów Zjednoczonych używał pseudonimu literackiego Icchok Baszewis, który został utworzony od żydowskiej wersji imienia Izaak oraz imienia matki, Baszewy, które następnie zostało dostosowane do warunków amerykańskich, zmieniając się na Isaac Bashevis Singer. Jako dziennikarz używał też pseudonimów: Icchok Warszawski i D. Segal. Jego starsze rodzeństwo, siostra Ester Kreitman (1891–1954) oraz brat Israel Joszua Singer (1893–1944),było także znanymi pisarzami. Siostra zaczęła tworzyć jako pierwsza w rodzinie. W 1907 r. rodzina Singera przeprowadziła się do Radzymina, gdzie jego ojciec został kierownikiem miejscowej jesziwy (ponad 40% ludności ówczesnego Radzymina stanowiła ludność żydowska). W 1908 r. po pożarze jesziwy rodzina przeniosła się do Warszawy i zamieszkała przy ulicy Krochmalnej 10, gdzie ojciec Singera objął nieoficjalnie urząd rabina miejscowej gminy żydowskiej. Nie znając rosyjskiego, nie podszedł do egzaminu państwowego, dającego mu stosowne uprawnienia i nie mógł zajmować tego stanowiska oficjalnie. Wiosną 1914 Singerowie przeprowadzili się do mieszkania w sąsiedniej kamienicy przy ulicy Krochmalnej 12. Do klimatów tej warszawskiej ulicy Singer będzie wielokrotnie powracał w swoich utworach, m.in. w Szoszy. W 1917 r. wraz z matką i młodszym bratem Mosze przeprowadził się do Biłgoraja, rodzinnego miasta matki, a rodzina uległa rozproszeniu na skutek działań wojennych. W Biłgoraju funkcjonował tradycyjny żydowski sztetl, a wujowie Singera pełnili funkcje rabinów odziedziczoną po ojcu. Ojciec Baszewy był misnagdem (przeciwnikiem chasydyzmu). Gdy ojciec Izaaka został rabinem w Starym Dzikowie 1921 r., Singer wrócił do Warszawy, gdzie wstąpił do Seminarium Rabinicznego Takemoni. Szkoła ta jednak mu nie odpowiadała. Po rezygnacji z nauki wrócił do Biłgoraja, gdzie próbował samodzielnie utrzymać się jako nauczyciel języka hebrajskiego. Bieda zmusiła go jednak do powrotu do domu rodzinnego. W 1923 r. jego brat Izrael Joszua załatwił mu pracę korektora w Warszawie, w czasopiśmie Literarisze Bleter, którego był redaktorem. W czasopiśmie tym pracował do 1933 r. W okresie tym tłumaczył na jidysz utwory m.in. Ericha Marii Remarque’a i Thomasa Manna. Utrzymywał się także z tłumaczeń powieści popularnych. Zadebiutował w 1925 r. krótkim opowiadaniem Na starość o swoim rodzinnym Biłgoraju, które zostało opublikowane na łamach Literarisze Bleter w ramach konkursu literackiego i podpisane pseudonimem Ce(Tse). Oprócz tego pisał wiele wprawek kuchennych do szuflady, które jednak uformowały jego przyszły styl i wpłynęły na jego całą twórczość. Pierwszą jego powieść Szatan w Goraju publikowano w odcinkach w latach 1933-1934 w czasopiśmie literackim Globus, które powstało z inicjatywy jego przyjaciela poety Aarona Zeitlina oraz samego Singera. W całości powieść ta została opublikowana w 1935 r. i ta data jest często uważana za rok debiutu Singera. Powieść opowiada historię pogromu Żydów ze wsi Goraj nieopodal Biłgoraja, dokonanego przez kozaków w czasie Powstania Chmielnickiego w 1648 r., kiedy to zginęła 1/3 miejscowej ludności. Centralną osią powieści jest wpływ, jaki na właśnie niszczoną społeczność żydowską miało objawienie kabalisty ze Smyrny, Sabbataja Cwi, który obwieścił się w tym samym roku mesjaszem. Do tego samego wątku Singer wrócił później w powieści Niewolnik wydanej już w Stanach Zjednoczonych w 1962 r. Z powodu trudnej sytuacji materialnej oraz wzrastającego antysemityzmu w Europie Singer z pomocą swojego brata wyemigrował w 1935 do Stanów Zjednoczonych. Wymagało to rozstania z partnerką (nigdy nie wzięli ślubu) Rachelą (Rochl Szapiro) i synem Izraelem, którzy wyjechali najpierw do Moskwy, a następnie przez Turcję do Palestyny. Singer osiedlił się w Nowym Jorku, gdzie, znowu dzięki pomocy brata, otrzymał pracę dziennikarza, korektora i tłumacza w czasopiśmie „Forwerts – The Yiddish Forward” (jid. ‏פֿאָרװערטס‎). Zaczął drukować w nim powieść Grzeszny Mesjasz. Mimo dobrego startu szybko wpadł w depresję i zagubienie, które później opisał w opowiadaniu Zagubiony w Ameryce (1974) oraz fabularyzowanej powieści autobiograficznej Miłość i wygnanie. W 1937 r. poznał Almę Haimann-Wassermann, emigrantkę żydowską pochodzącą z Monachium, z którą się ożenił w 1940 r. Dla Singera rozwiodła się ona (1939) z mężem Walterem, z którym została dwójka ich dzieci. Dzięki jej pomocy i wsparciu (utrzymywała ich, pracując w sklepie) Singer wrócił do pisarstwa i działalności dziennikarskiej, stając się jednym z najbardziej płodnych autorów „The Forward”. To w tym okresie zmienił swój pseudonim literacki na bardziej zamerykanizowany, a także zaczął się posługiwać pseudonimami Varshavsky oraz D. Segal. Choć Singer nigdy nie wrócił do ojczystego kraju, tłumacząc to niemożnością podróży na „cmentarz żydowskiego narodu”, do końca życia uważał się za warszawiaka i podkreślał swoje przywiązanie do Polski. W twórczości ukazywał religijno-filozoficzne problemy moralne oraz konflikty środowisk ortodoksyjnych i zasymilowanych Żydów. W barwny sposób przywoływał do życia nieistniejący już świat Żydów, a zwłaszcza chasydów we wschodniej Polsce. Do arcydzieł literatury należą krótkie opowiadania Singera, odznaczające się kunsztem narratorskim, często stylizatorskim, także wnikliwym portretowaniem postaci. Pisarstwo przez całe życie było jego pasją – nieomalże obsesją. Interesował się też filozofią, np. Spinozą, Schopenhauerem. W swych utworach, często ustami ich bohaterów, przytacza różne teorie filozoficzne. Znaczny wpływ na jego twórczość miała także klasyczna powieść rosyjska XIX w. Z ludzi mających na niego największy wpływ literacki wymieniał swojego starszego brata, Israela Joszuę. Zmarł w wieku 88 lat. Został pochowany na cmentarzu żydowskim w New Jersey.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Kadysz za nienarodzone dziecko Imre Kertész
Kadysz za nienarodzone dziecko
Imre Kertész
To jest książka o narastającym ładunku emocjonalnym. I w tym drzemie jej szczególna wartość. To rodzaj wewnętrznego monologu; alter ego pisarza snuje opowieść, którą niełatwo się czyta i może nawet zniechęcić. Ale jeśli „zaskoczy się” w odpowiednim momencie, zada pytanie „o co tu chodzi tak naprawdę?”, już nie można książki odłożyć. Znamy takich ludzi, podobnych do głównego bohatera. W najmniej oczekiwanych momentach wypowiadają jakieś dziwne zdanie, powtarzają utarte stwierdzenia, często milczący, gdy już coś powiedzą, to tak jakby nawiązywali do własnych myśli. Tak objawia się trauma. W przypadku tej książki skupiamy się na traumie węgierskiego Żyda, który jako nastolatek bez większej świadomości własnej tożsamości narodowej w czasie II wojny światowej przeszedł przez Auschwitz. Przeżył, ale odtąd jego życie zostaje naznaczone piętnem Shoah. Bo ci co przeżyli Holocaust, pisała o tym H. Krall, żyją z otwartą raną do końca swych dni. Wiodą życie w zawieszeniu miedzy dwiema śmierciami, duchową i tą ostateczną. Wielu ocalonych z obozów koncentracyjnych nigdy nie zdecydowało się na dzieci — decyzja bohatera „Kadyszu..” w tej kwestii nie jest odosobniona. „Moje życie postrzegane jako możliwość twojego zaistnienia. Twoje nieistnienie postrzegane jako konieczne i ostateczne zniszczenie mojego istnienia”. „A kiedy nie było ,nikogo ani niczego’, wówczas sam wynajdowałem i sam tworzyłem sobie takie sytuacje, by móc przed czym uciekać i czemu się sprzeciwiać”. Takich cytatów-kluczy do zrozumienia bohatera jest wiele. Może agonia istnienia I. Kertesza nastąpiła tam w Auschwitz, pomimo przeżycia, a dalsze powojenne życie to rozpisane na lata dogorywanie (nie bez kozery mówi się o takich ludziach: wrak człowieka). Kertesz przeżył, pozostał przy zdrowych zmysłach, bo wybrał najlepszą z możliwych dla siebie opcji - dysocjację. Wyparł wspomnienia, odpuścił wiwisekcji, nie popadł w otchłań szaleństwa — zamiast tego zanurza się w niekończących się eschatologicznych rozważaniach — angażuje w tym celu rozmówców (wcześniej ich zjednując),by wspólnie i i n t e l e k t u a l n i e dociekać sensu Auschwitz — powtarzającego się procederu (eksterminacji) w ewolucji ludzkości. Imre Kertesz żył jedynie pisaniem, to była jego terapia. Siła pisarstwa Imre Kertesza leży w budowaniu napięcia. Kertesz nie daje szansy, by z nim współodczuwać — nie wzrusza, nie płaczemy nad tym niedopełnionym fatum, gorzej — przykuwa jak współistnienie. —————— Byłam podobnie wstrząśnięta (moi poprzednicy pisali o tym wcześniej),kiedy po przeczytaniu książki dotarł do mnie sens cytatu umieszczonego z tyłu książki, co ważne, to jedyny tzw. polecający książkę cytat, który znalazł się na tyłówce książki. Pochodzi najprawdopodobniej z recenzji niemieckiego dziennikarza Thomasa Szmidta, która zapewne ukazała się po opublikowaniu książki w Niemczech (sic! pisarz pisał po niemiecku i miał niemieckiego wydawcę, który publikował książki Kertesza w pierwszej kolejności na niemieckim rynku, potem były tłumaczenia i inne rynki),a zatem przytaczam: „Bohater Kertesza to człowiek nieustępujący ani na krok, po Oświęcimiu, konsekwentnie uchylający się przed normalnością; a jednocześnie żałosny egoista, który rozkoszuje się upadkiem, wykorzystuje Oświęcim jako wymówkę, nie chcąc sprostać wymaganiom życia”. Co to za prowokacja ? Fatalne, tendencyjne tłumaczenie ? zapewne zdanie wyrwane z kontekstu tak, że sam dziennikarz byłby zdumiony jaką wymowę mają jego słowa.. Nie pojmuję intencji polskiego wydawcy.
Hanzadonna - awatar Hanzadonna
oceniła na102 miesiące temu
Meszuge Isaac Bashevis Singer
Meszuge
Isaac Bashevis Singer
Meszuge znaczy w jidysz tyle co: szalony, zwariowany, pomylony, obłąkany, innymi słowy - świr. Trudno wskazać jednoznacznie, kto jest tytułowym świrem, bo akurat ta historia pęka od świrów w szwach. Zresztą zdaniem Singera, szaleństwo jest znakiem szczególnym Żydów. („Zawsze wiedziałem, że Żydzi to wariaci, ale tego, że będą w stanie założyć jesziwę w Chinach, żeby debatować nad tym, czy jajko zniesione w szabat jest koszerne, podczas gdy ich rodziny pakowano do pieców - nie, tego sobie nigdy nie wyobrażałem”). [Wariactwo występuje także w innych nacjach, a nie dotyczy jedynie milionerów, bo jeżeli ktoś ma bardzo dużo pieniędzy, wtedy nie jest wariatem, tylko ekscentrykiem]. „Meszuge” ma pierwszoosobową narrację i – jak twierdzą znawcy tematu - zawiera sporo wątków autobiograficznych. Miejscem akcji jest głównie Nowy Jork, a wszystko dzieje się w latach pięćdziesiątych, ale już po śmierci Stalina. We wspomnieniach żydowskich migrantów bardzo często przewija się Polska („W Nowym Jorku poczułem, że znów jestem w domu – są tutaj wszyscy, z Łodzi i z Warszawy”). Na kartach książki pojawiają się postaci o niestandardowym podejściu do życia. Ta niestandardowość jest prawdopodobnie skutkiem traumy po przeżyciach wojennych i stracie bliskich osób – rodziców, dzieci, współmałżonków. Singer wspomina, że Polaków ratujących Żydów karano śmiercią („Niemcy rozstrzelaliby i ją, i wszystkich jej sąsiadów”),rozgrzesza Żydówkę („A kim niby jestem, by osądzać ofiary hitleryzmu?”),która jako kapo „paradowała po Stutthofie z pejczem” i „biła żydowskie dziewczęta, wpychała dzieci do komór gazowych”. Jak rozumiem, każdy zaszczuty człowiek ma prawo do strachu i nikt nie ma prawa żądać, by zachował się jak bohater. A przy okazji – gdyby ktoś zapomniał - Polacy też byli „ofiarami hitleryzmu” i też mieli prawo bać się o swoje życie.
Apelajda Sękliwa - awatar Apelajda Sękliwa
oceniła na72 lata temu
Opowieści chasydów Martin Buber
Opowieści chasydów
Martin Buber
opowieści o słowach i dziełach Wypróbowanych ku pokrzepieniu i nauce Wiernych... *** Dwaj obcy W psalmie sto dziewiętnastym Psalmista mówi do Boga: "Jestem obcy na ziemi, nie kryj przede mną Twych przykazań!". Rabbi Baruch tak to wyjaśnił: "Kto trafił w odległe strony i znalazł się w nieznanym kraju, ten czuje się tam obco i z nikim nie może się porozumieć. Kiedy jednak zjawi się inny obcy, to choćby nie pochodził z jego ojczyzny, obaj stają się sobie bliscy, przebywają z sobą i wzajemnie są sobie oddani. A gdyby obaj nie byli obcymi, nigdy by się nie zbliżyli. To właśnie ma na myśli Psalmista: »Jak ja jesteś obcy na ziemi i nie masz tu gdzie spocząć, nie unikaj mnie więc, lecz odsłoń przede mną Twoje przykazania, żebym mógł być Twoim przyjacielem«". Sam dla siebie Rabbi Baruch tłumaczył zdanie z Przypowieści ojców: "Nie bądź zły sam dla siebie (co oznacza: nie wyobrażaj sobie, że nie możesz być wybawiony)" w następujący sposób: "Każdy człowiek został powołany, aby coś w świecie doprowadzić do doskonałości. Świat potrzebuje każdego człowieka. Ale są tacy, którzy tkwią zamknięci w swoich izbach, wciąż się uczą, nie wychodzą z domu i nie rozmawiają z ludźmi; dlatego inni mówią o nich, że są źli. Gdyby bowiem rozmawiali z ludźmi, zdołaliby cząstkę tego, co było im wyznaczone, doprowadzić do doskonałości. To właśnie znaczy: nie bądź zły sam, nie bądź zły przez to, że przebywasz sam z sobą i nie obcujesz z ludźmi; nie bądź zły przez samotność". Baal Szem Tow [Mistrz Świętego Imienia, Pan Dobrego Imienia, Mąż Dobrej Sławy], właśc. Izrael ben Eliezer, BeSzT (~1700 w Okopach Świętej Trójcy - 21.05.1760 w Międzybożu) – żydowski mistyk, uznawany za twórcę chasydyzmu polskiego. *** Poczet cadyków działających na ziemiach polskich i krajów ościennych: Izrael ben Eliezer (ok. 1700-1760),zwany Baal-szem-tow Mosze Chaim Efraim z Sudyłkowa, wnuk Baal-szem-towa Baruch z Międzyboża (ok. 1757-ok.l810),wnuk Baal-szem-towa Nachman z Braclawia (1772-1811),prawnuk Baal-szem-towa Dow Ber z Międzyrzecza (1710-1772),zwany Wielkim Magidem, uczeń Baalszem-towa Jakub Józef z Połonnego (-ok. 1782),uczeń Baal-szem-towa Arie Lejb ze Szpoly (-1811),zwany Dziadkiem ze Szpoły, uczeń Jakuba Józefa z Połonnego Pinchas z Korca (1726 lub 1728-1791) Rafał z Berszady (-1816),uczeń Pinchasa z Korca Lejb, syn Sary (ok.1730-) Dawid Leikes Chaim z Krosna Nahum (Menachem Nahum) z Czarnobyla (1730-1798) Mordechaj (Motel) z Czarnobyla ( -1837),syn Nahuma z Czarnobyla Jechiel Michał ze Złoczowa ( -ok. 1780),zwany Magidem złoczowskim Zeew Wolf ze Zbaraża , syn Jechiela Michała Mordechaj z Krzemieńca Meir z Przemyślan ( -1852),uczeń Mordechaja z Krzemieńca Aron Lejb z Przemyślan , uczeń Jechiela Michała, ojciec Meira z Przemyślan Mordechaj z Niesu chojeżów (-1800),uczeń Jechiela Michała Icchak z Niesuchojeżów , syn Mordechaja z Niesuchojeżów Lejb z Kowla , syn Mordechaja z Niesuchojeżów Abraham Anioł (-1776),syn Dowa Bera z Międzyrzecza Szalom Szachna z Pohrebyszcz (-1802),syn Abrahama Anioła Izrae l z Rużyna (1797-1850),syn Szaloma Szachny z Pohrebyszcz Abraham Jakub z Sadagóry ( -1883),syn Izraela z Rużyna Nahum ze Stepinesti, syn Izraela z Rużyna Dawid Mosze z Czortkowa ( -1903),syn Izraela z Rużyna Menachem Mendel z Witebska (-1788),uczeń Dowa Bera z Międzyrzecza Szmelke z Nikolsburga (-1778),uczeń Dowa Bera z Międzyrzecza Abraham Chaim ze Złoczowa, uczeń Szmelkego z Nikolsburga Icchak Ajzyk z Kalewa (Nagykallo) (-1821),uczeń Szmelkego z Nikolsburga Mosze Lejb z Sasowa ( -1807),uczeń Szmelkego z Nikolsburga Szmelke z Sasowa, syn Mosze Lejba z Sasowa Menachem Mendel z Kosowa (-1825),uczeń Mosze Lejba z Sasowa Chaim z Kosowa, syn Menachema Mendla z Kosowa Aron z Karolina (1736-1772) Lewi Icchak z Berdyczowa (1740-1809) Meszulam Zusja z Annopola (-1809) Elimelech z Leżajska (1717-1786),brat Meszulama Zusji Szneur Zalman z Lądów (1746-1812),zwany Raw Szlomo z Karolina (-1792) Jakub Icchak z Lublina (-1815),zwany Widzącym Izrael z Kozienic (-1814),zwany Magidem kozienickim Mosze z Kozienic , syn Izraela z Kozienic Eleazar z Kozienic , wnuk Izraela z Kozienic Chaim Meir Jechiel z Mogielnicy (-1849),wnuk Izraela z Kozienic Isachar Dow Ber z Wolborza ( -1876),uczeń Chaima Meira Jechiela z Mogielnicy Abraham Jehoszua Heszel z Opatowa (1765-1825),uczeń Elimelecha z Leżajska Menachem Mendel z Rymanowa (-1815),uczeń Elimelecha z Leżajska Cwi Hirsz z Rymanowa (-1846),uczeń Menachema Mendla z Rymanowa Uri ze Strzelisk ( -1826),zwany Seraf, uczeń Szlomy z Karolina Jehuda Cwi ze Stratyna (-1844),uczeń Uriego ze Strzelisk Abraham ze Stratyna (-1865),syn Jehudy Cwi ze Stratyna Mordechaj z Lachowicz (-1811) Noach z Lachowicz (-1834),syn Mordechaja z Lachowicz Szlomo Chaim z Kajdanowa (-1862),wnuk Mordechaja z Lachowicz Mosze z Kobrynia (-1858),uczeń Mordechaja z Lachowicz Michał z Lachowicz , uczeń Mordechaja z Lachowicz Dawid z Lelowa (-1813),uczeń Jakuba lcchaka z Lublina Naftali z Ropczyc (-1827),uczeń Jakuba lcchaka z Lublina Chaim z Sącza (1793-1876),uczeń Naftalego z Ropczyc Jecheskiel z Sieniawy (-1899),syn Chaima z Sącza Cwi Hirsz z Żydaczowa (-1831) Jehuda Cwi z Rozdołu ( -1847),bratanek i uczeń Cwi Hirsza z Żydaczowa Icchak Ajzyk z Żydaczowa (-1873),bratanek i uczeń Cwi Hirsza z Żydaczowa Mosze Teitelbaum (-1841) Szlomo Lejb z Łęcznej (-1843) Isachar Dow Ber z Radoszyc (-1843) Szlomo z Bełza ( 1799-1855) Jakub Icchak z Przysuchy (-ok. 1812),zwany Jehudi Jerachmiel z Przysuchy , syn Jakuba Icchaka z Przysuchy Jehoszua Aszer , syn Jakuba Icchaka z Przysuchy Jakub Cwi z Parysowa , syn Jehoszuy Aszera Meir Szalom , syn Jehoszuy Aszera Symcha Bunam z Przysuchy (-1827),uczeń Jakuba Icchaka z Przysuchy Abraham Mosze , syn Symchy Bunama z Przysuchy Perec Menachem Mendel z Kocka (-1859) Icchak z Warki (-1848),uczeń Symchy Bunama z Przysuchy Mendel z Warki (-1868),syn Icchaka z Warki Icchak Meir z Góry Kalwarii (- 1866) Chanoch z Aleksandrowa (-1870)
MrOrinow - awatar MrOrinow
ocenił na98 dni temu
Dziennik irlandzki Heinrich Böll
Dziennik irlandzki
Heinrich Böll
Interesujący, miejscami mocno liryczny, acz dla mnie mocno niepełny - nawet w ówczesnych realiach - obraz Irlandii. No bo czy ten wyraźnie fascynujący Autora, pełen życzliwych ludzi kraj, to ta sama Irlandia, z której uciekli dwaj najwięksi jego 20-wieczni giganci - James Joyce i Samuel Beckett? Nie za chlebem, bynajmniej nie jak miliony ich rodaków, nie za chlebem…. Jak na mój gust zbyt pięknie w tej książce, zbyt łagodnie melancholijnie. Nie ma terrorystów, nie ma tej atmosfery grajdołu, wszechwładzy Kościoła z jej wszystkimi znanymi, straszliwymi konsekwencjami, zwłaszcza dla kobiet sprowadzonych do roli maszyn rozpłodowych w kraju faktycznie wewnętrznie okupowanym przez siłę, która – jak to mówi Poeta – „jest jak ogromna depresja rozciągnięta nad krajem”. Albo Heinrich Böll nie był przesadnie bystrym obserwatorem (ale to noblista - więc wykluczam),albo raczej – skoro jeździł do tego ewidentnie egzotycznego dla niego kraju, gdzie kupił domek, na wakacje– może chciał mieć po prostu tzw. święty spokój? Jego wrażliwa lewicowość niczego mu nie podpowiedziała? Nie chciał, nie mógł, nie pozwolono mu, zajrzeć pod tę pozornie przeczyście wykrochmaloną podszewkę życia społecznego? Jedyne kraje, do których porównania się nasuwają z tamtych czasów (koniec lat 50.) to Hiszpania Franco i Portugalia Salazara. Pozostaje tylko zazdrościć Irlandczykom, jak ostatnio nieco zmienili swój kraj na lepsze…. Owszem, w jednym jedynym miejscu pojawił się jakiś przebłysk co do nadmiarowej władzy Kościoła, ale w żart obrócony: „W Irlandii kler ma decydujący głos także przy udzielaniu licencji na szynki, ustalaniu godziny policyjnej i urządzaniu potańcówek”. Albo było jeszcze inaczej: to była wiedza niedostępna nikomu z zewnątrz, swoista omerta, której złamanie było wtedy po prostu niemożliwe, także ze strony ofiar, a może zwłaszcza ich, a już szczególnie nie wobec cudzoziemca, cóż że z przyjaznego im kraju, który w dwóch wojnach łoił Anglikom skórę …. Wtedy to ich filozoficzne nastawienie do życia, którym się tak zachwyca Böll, byłoby jedynie pełnym rezygnacji poddaniem się czemuś, czego zmienić się nie da – tak jak się godzili z ciągłym deszczem, notabene pięknie opisanym („Deszcz jest tu absolutny, wspaniały i przerażający. Nazywanie go niepogodą jest równie niestosowne, jak nazywanie palących promieni słońca ładną pogodą”). Nie przypadkiem Autor odnotowuje powszechną a przecież dość fatalistyczną postawę ludzi doprowadzonych na tzw. skraj - „It could be worse („Mogłoby być gorzej”) – BTW: równie popularną w Sowietach – gdy „czasem bywa bardzo źle, a coś jeszcze gorszego daje pociechę i stwarza właściwą proporcję”. Typowy to mechanizm obronny w totalitaryzmach, nieważne jakiej barwy. I w tym kontekście nie dziwią sympatie miejscowych…. „ - Powiedz no - odezwał się cicho - Hitler… był… myślę… nie takim złym człowiekiem… tylko poszedł za daleko? (…) - Posłuchaj no, Padraic – powiedziałem spokojnie – dobrze wiemy, jak daleko zaszedł Hitler, a szedł po trupach milionów Żydów, dzieci… - Twarz Padraica drgnęła boleśnie. Zamówił siódme piwo i powiedział ze smutkiem: - Szkoda że i ty dałeś się uwieść angielskiej propagandzie. Wielka szkoda. Nie tknąłem stojącego przede mną piwa”. Owszem. Autor umie pięknie opisywać egzotyczny dla siebie świat i nawet nie za bardzo mu się można dziwić, np. „Kiedy pędzi bydło z pastwiska, wygląda na szesnaście lat, kiedy później, za rogiem domu, skręca na drogę prowadzącą przez wieś, wydaje się, że ma chyba już trzydzieści parę lat, a kiedy przechodzi koło domu i nieśmiało uśmiecha się przez okno, wtedy widać, że dobiega już pięćdziesiątki”. „Odchodzi jako mężczyzna pięćdziesięcioletni, przy rogu domu zmienia się w trzydziestoletniego, wyżej na stoku, gdzie idzie, drapiąc osła po grzbiecie, staje się szesnastolatkiem, a kiedy na górze zatrzymuje się na chwilę przy żywopłocie z fuksji, tylko na tę chwilę, zanim zniknie za żywopłotem, wygląda jak chłopiec, którym niegdyś był”. „Butelki po mleku, pozbawione dziewictwa, obrabowane ze swych pieczęci, puste i brudne, stały pod drzwiami i na parapetach okiennych, smutnie czekały na poranek, kiedy zastąpią je ich świeże, promienne siostry, a mewy były nie dość białe, aby zastąpić anielską promienność niewinnych butelek z mlekiem”. „Kamienie z irlandzkich murów wystarczyłyby na budowę wieży Babel, ale irlandzkie ruiny dowodzą, że podejmowanie tej budowy byłoby bezcelowe”. „Mury z 20. wieku niemal nie różniły się od tych z 8. – i one były porośnięte mchem, i one wyglądały jak ruiny”. „Tu – jakież to dobrodziejstwo! – wolno palić w kinach. Gdyby tego zabroniono, wybuchłoby zapewne powstanie, bo u Irlandczyków namiętność do kina łączy się z namiętnością palaczy”. „Torf, jedyne bogactwo kraju, który już od stuleci jest obrabowany z lasów, któremu nie zawsze starczało i nie starcza chleba, ale zawsze starcza codziennego deszczu”. Poprzednie dwie moje książki noblisty jednak oceniam wyżej – to „Utracona cześć Katarzyny Blum albo: Jak powstaje przemoc i do czego może doprowadzić” i „Anioł milczał”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na61 rok temu
Miasteczko nietoperzy: pierwszych siedem lat mojego życia (i jeszcze kilka) Dario Fo
Miasteczko nietoperzy: pierwszych siedem lat mojego życia (i jeszcze kilka)
Dario Fo
Jestem entuzjastką twórczości Dario Fo. Przepadam za jego poczuciem humoru, podejściem do absurdu, pomysłami na fabułę, niezwykłymi opowieściami, łatwością z jaką je snuje i prowadzi. Cenię go za odniesienia do komedii dell arte, błyskotliwość, nieszablonowość, fantazję. Jednoaktówkę Trzy zbiry znam niemal na pamięć. Z powyższych względów wszystko co napiszę dalej będzie pochwałą autora i jego talentu. Miasteczko nietoperzy to wspomnienia z dzieciństwa i młodości. Utrzymane w pogodnej, czasem sielskiej atmosferze opowieści obejmują nie tylko samego autora i jemu najbliższych, ale także (z korzyścią dla całości) sąsiadów, co ciekawszych mieszkańców miasteczka. Niektóre z wątków brzmią wręcz nieprawdopodobnie (jak ten o Bezrękim, synu bogatej Polki),inne rozbawiają i dodają otuchy (perypetie dziadka rolnika czy profesorskie alternatywne tłumaczenie historii i biografii starożytnych). Przypadki młodzieńczych wyskoków i próby sił czasem mrożą krew w żyłach, czasem przyprawiają o salwy śmiechu. Doświadczenia szkolne, obserwowanie zmian zachodzących w społeczeństwie i polityce, a ponadto rozwijanie talentów (poza prozatorskim, również malarski) są ważnymi punktami wspomnień. Ciekawie wygląda partia opowieści dotycząca ojca rodziny oraz licznych przeprowadzek, powodowanych zmianami jego stanowiska (był kolejarzem i zawiadowcą stacji). Najpiękniejsze wspomnienia dotyczą miasteczka Porto Valtravaglia, usytuowanego nad jeziorem Maggiore w pobliżu granicy ze Szwajcarią. Było to (w owym czasie) niezwykłe miejsce pełne imigrantów (słynna huta szkła),różnych narodowości, co czyniło owo miejsce wielobarwnym i ciekawym. Mimo coraz trudniejszych czasów (epoka Mussoliniego),późniejszej wojny, udało się mieszkańców (przynajmniej we wspomnieniach Fo) utrzymać specyficzny charakter i pacyfistycznego ducha miejsca. Ciekawa opowieść o pierwszych miłościach, budzeniu się w autorze słownego improwizatora, a także wspomnienia wędrownych bajarzy i gawędziarzy, i nade wszystko tęskny powrót pamięcią do lat dziecinnych, oto czym jest Miasteczko nietoperzy. buchbuchbicher.blogspot.com
BuchBuch - awatar BuchBuch
ocenił na67 lat temu
Coś w człowieku Mika Waltari
Coś w człowieku
Mika Waltari
Co robi fan wszystkich tych słynnych powieści historycznych Waltariego po przeczytaniu każdej z nich? Pewnie czyta je po kilka razy. Ja wolę jednak póki co odkrywać te mało znane dzieła mojego literackiego idola. W ten sposób wciąż odkrywam nowe, raz na jakiś czas trafiam w antykwariatach na bardzo stare mikro-powieści i opowiadania, których nie wymienia się nigdy w przypadku skróconej biografii fińskiego mistrza pióra. Moim najnowszym "odkryciem" jest zbiór trzech opowiadań pt. "Coś w człowieku". Tytuł zaczerpnięto z pierwszego z trzech opowiadań, czy też mikro-powieści – ja nie odróżniam ich jednej od drugiej, choć stawiam, że pierwsza jest mikro-powieść, a co do innych to nie mam pewności. Tytułowe opowiadanie skojarzyło mi się z innym mało znanym dziełem Waltariego pt. "Obcy przyszedł na farmę". Data powstania to 1939, ale czas akcji to wojna domowa w Finlandii podczas czerwonej rewolucji. Surowość i pesymizm, tragizm i poczucie bezsensowności towarzyszą czytaniu kolejnych kartek. Czas biedy, konfliktów i napięć. Powieści historyczne tego samego autora charakteryzują podobne klimaty, ale bardzo często okraszone niezwykłym humorem, który pozwala czytelnikowi na moment zapomnieć o wszechobecnym niebezpieczeństwie. Te starsze opowiadania takie nie są. Ale to nic złego. Nietrudno było mi znaleźć podobieństwa do najlepszych dzieł tegoż autora. Dokładnie to samo spojrzenie na ludzkość, dobro i zło, ale po prostu napisane bez krzty humoru, z którego Mika Waltari jest dziś znany, że nawet mroczne momenty historii potrafił okrasić czymś zabawnym. Nie wiem, czy faktycznie warto kierować te opowiadania do tej samej grupy docelowej, która kocha "Egipcjanina Sinuhe", "Trylogię rzymską" i inne słynne powieści. Nie ryzykowałbym. Moje uwielbienie dla dzieł tego autora przekracza jednak to, z czego jest on dziś najbardziej znany na całym świecie. Sądzę, że poznając te trudniejsze w odbierze opowiadania, lepiej rozumiem samego autora. Tutaj w każdym dramatycznym elemencie mogę dostrzec pewną analogię z powieściami, które wszyscy fani tak uwielbiają. Autor najpewniej zostawił cząstkę siebie w każdej z nich. Czytanie tytułowego opowiadania "Coś w człowieku" powoduje dyskomfort. Od samego początku nie wiedziałem, do czego zmierza ta historia i czy nadal mam "kibicować" głównemu bohaterowi, który jednocześnie jest jej narratorem. Jak i wszyscy ci najbardziej znani protagoniści z książek Waltariego, popełnia od błędy, ale dosyć szybko ich ilość oraz waga wydają się zbyt duże, aby utrzymać do niego sympatię. Bardzo zacząłem go nienawidzić i życzyłem mu jak najgorzej, bo o ile jako dziecko mógł współuczestniczyć jako gwałciciel albo przyglądać się koledze, który bezkarnie obdzierał z godności ich koleżankę, o tyle miał resztę życia na to, aby te błędy próbować naprawić. Ta mikro-powieść jest torturą dla wrażliwych czytelników, którzy łatwo wczuwają się w historię, odbierają kartki papieru niczym ci nieszczęśni widzowie telenoweli opłakujący ekranową śmierć swojej ukochanej postaci. Jeśli szukają tu dobra, raczej go nie znajdą. Natomiast łatwo odnajdą te wszystkie podłe cechy ludzkie i pecha, które znają z powieści Waltariego. Na koniec jeszcze zrozumieją w sposób drastyczny, skąd ten tytuł i o czym dokładnie w człowieku pisał autor, czego szukał, bowiem zachowanie jednej z postaci na końcowych kartach daje pole do długich przemyśleń. "Nie doczekać jutra" z 1937 roku napisane jest w podobnych klimatach, z tą małą różnicą, że zło wyrządzone na samym początku opowiadania jest przypadkowe. Gdyby nie śmiertelna powaga "Nie doczekać jutra", może porównałbym to do opowiadań detektywistycznych autora o komisarzu Palmu, jednak chyba nawet wtedy byłoby to porównanie nietrafne, bo poza tym, że mamy do czynienia ze zbrodnią / wypadkiem, bliżej temu opowiadaniu do tragedii albo dołujących klimatów rodem ze "Zbrodni i kary". Sprawiedliwość i wyrzuty sumienia, powolne popadanie w szaleństwo osób czujących wagę swoich czynów.... Nie są to rzeczy, które lubię czytać, ale dla swojego ulubionego autora przebrnąłbym przez wszystko, co ten kiedykolwiek napisał. Z innej beczki, Finlandia opisana na kartach tego opowiadania jest tak inna od tej z poprzedniego, że dla samych opisów warto przeczytać "Nie doczekać jutra". O ile poprzedni rozdział charakteryzował się nietypową dla tego pisarza postacią kobiety, o tyle w tym opowiadaniu możemy niemal dotknąć złożoności kobiet, o których Waltari tak często pisał w swoich najsłynniejszych dziełach. Jakże trudno było mi czasami zrozumieć, czego chce jedna z głównych bohaterek "Nie doczekać jutra", a jednocześnie tak trudno było mi rozgryźć jej sposób patrzenia na świat. Kiedy już wydawało mi się, że określiłbym ja jako próżną, zadziwiała mnie swoimi przemyśleniami. Kiedy chciałem przypisać jej jakąś cechę pozytywną, zniechęcała jakąś histerią albo inną irytującą cechą. Tak wyraźnie widać, że kobiety były dla Waltariego muzami, pragnieniem i zatraceniem. Trzecie i ostatnie opowiadanie "Cztery zmierzchy" to ogromne zaskoczenie, szczególnie jeśli dwa pierwsze wprowadziły czytelnika w jeden odpowiednio dołujący nastrój, bowiem tutaj wszystko jest tak bardzo inne, jednocześnie mocno podobne do stylu, z którego znane są wszystkie największe powieści Waltariego. Jest to coś w stylu autobiografii z okresu zdaje się sprzed 1945 roku, a wnioskuję to po tym, że "Cztery zmierzchy" jest w dużej części czymś na kształt pamiętnika z czasów pisania legendarnego "Egipcjanina Sinuhe". Ale jak to jest napisane! Odnajdziemy w nim nie tylko ten wyjątkowy dla autora humor sąsiadujący przez bardzo cienką ścianę z powagą, refleksją nad życiem, ścieżkami losu, starzeniem się, zaprzepaszczonymi szansami, docenianiem prostych szczegółów w codzienności, ale co najciekawsze jest tu wielka dawka oniryzmu, którego jak sądzę, nie tylko ja w ogóle nie mogłem się spodziewać. Staram się sobie przypomnieć, w których powieściach występowała owa oniryczność, no i na razie nie mogę sobie przypomnieć niczego na granicy jawy i snu poza "Chińskim kotem". "Cztery zmierzchy" z 1949 roku warto polecić każdemu, kto przeczytał wszystkie wielkie powieści fińskiego mistrza pióra – szczególnie temu, kto wielokrotnie je przekartkował – aby miał on tę dodatkową przyjemność znajdowania cech wspólnych oraz prawdopodobnie inspiracji autora podczas ich pisania. Jest to też najtrudniejsza do opisania rzecz, którą do tej pory czytałem od Waltariego, bo z jednej strony jest to jakby podsumowanie jego życia, ale napisane w sposób tak tajemniczy, abyśmy nie czuli, że jest to typowa autobiografia. Po tym wiedziałem już, że chcę znowu przeczytać wszystkie te słynne powieści historyczne raz jeszcze, tym razem mądrzejszy o swoje lata i doświadczenia.
Michał Krzycki - awatar Michał Krzycki
ocenił na81 rok temu
Chrystus ukrzyżowany po raz wtóry Nikos Kazantzakis
Chrystus ukrzyżowany po raz wtóry
Nikos Kazantzakis
Grecka wioska zagubiona gdzieś w górach Anatolii pod tureckim panowaniem jakoś na początku XX wieku. To tu umieszcza akcję jednej ze swych nasłynniejszych powieści Nikoz Kazantzakis. A moje pierwsze to książkowe spotkanie z jednym z największych (najsłynniejszym na pewno) greckich pisarzy. Wioskowi notable wyznaczają oto role do odegrania w przyszłorocznym widowisku paschalnym i rozdzielają je między maluczkich. Oto pokazowa celebra, stanowiąca oś ich życia, a nie życie samo w sobie i codzienne czynienie uczynków sprawiedliwych. Jednocześnie gawiedź i możni raz na kilka lat otrzymują swe igrzyska, raz na kilka lat składają (nie jesteśmy bowiem świadkami pierwszego “niewydarzonego” happeningu) ofiarę krwi jak w starożytnym pogańskim misterium. A okazja do sprawdzenia chrześcijańskiej postawy pojawia się niemal natychmiast, bo oto do wioski przybywa grupa wygnanych i prześladowanych przez Turków greckich chrześcijan z dość odległego sąsiedztwa. Kto ich wita? Nie pijani i obżarci notable przecież, a właśnie owi wioskowi maluczcy. I nikogo chyba nie zaskoczy fakt, że największym podlcem i najmniej ewangelicznie usposobionym okaże się nie kto inny jak lokalny pop - ojciec Grigoris. “Nazywasz się Kiler i jesteś killer!” wywrzaskuje w pewnym znanym nam filmie do bogu ducha winnego Jurka Kilera komisarz Ryba. Jakby znał zasadę spełniającej się poprzez etykietowanie przepowiedni, dotyczących ludzkich losów. Tak też i w powieści losy bohaterów zaczynają być determinowane przez role, jakie społeczność im powierzyła: Judasz judzi i jątrzy, Chrystus spełnia uczynki miłosierdzia, Piłat chce jedynie sytości i spokoju, Maria Magdalena… no, wiadomo. Dostajemy opis świata niby odwiecznego, a który już za chwilę przestanie istnieć: wiekowe imperia upadną, tradycyjna religijność uschnie, przez rejon przetoczy się kilka wojen. Ale też i uniwersalną przypowieść o istocie zła, o zbyt ścisłym nieraz powiązaniu nacji i wyznania, o grzechu i odkupieniu. O zdolności do samopoświęcenia. Otarcie się o śmierć (a tej w surowym greckim klimacie dostajemy jej tu mnóstwo) jednych uwzniośla i kieruje ku świętości, innych zaś przygina do ziemi i utwierdza w ich zwierzęcości. Jednych doświadczenie to otwiera na życie, innych na użycie. Wspaniale Kazantzakis opowiada swą opowieść: nie dość, że jest doskonałym scenarzystą, świetnym obserwatorem ludzkich zachowań i postaw, to układa z tych elementów przejmującą opowieść o narastającym napięciu i wstrząsającym finałem. A jeszcze dość sprawnie omija potencjalne pułapki tej wielowątkowej opowieści (jak choćby wiarygodne przedstawienie wewnętrznych przemian głównych bohaterów dramatu). Nic tu nie razi, nic nie kole, nic nie uwiera. Patosu sporo - tyle, ile w przypowieści czy rozprawie moralnej potrzeba, by wydobyć jej uniwersalny charakter. To literatura bardzo sensualna i na wszystkie zmysły oddziałująca. Niemal czujemy te nieznane i obce zapachy i smaki Orientu. Niemal czujemy niedogodności kolejnych pór roku w dość surowym klimacie. Bardzo mi współgra i współbrzmi i z “Mostem na Drinie”, i z “Konsulami ich cesarskich mości”, i - może zwłaszcza nawet - z “Madonną - Syreną”. Mocna to rzecz - prawdziwy moraliet z dobrze rozrysowanym tłem społecznym i historycznym, a postaciami szkicowanymi w lekko pastiszowej manierze. Moje pierwsze spotkanie z pisarstwem Kazantzakisa i od razu coś takiego: prawdziwa perła! Same dobre mam doświadczenia z nielicznymi dotychczas spotkaniami z literaturą grecką. Jakże mnie cieszy, że pewne moje ulubione wydawnictwo literackie ma w swych planach wydawniczych nowiutki przekład jakiegoś tajemniczego zapomnianego greckiego arcydzieła. Ale o tym na razie cicho-sza! Ostrożnie z dawkowaniem tej pozycji dla osób religijnych; nic tak nie może pozbawić wiary, jak postępowanie ziemskich funkcjonariuszy Pana B. Mnie zaś zasmuca o tyle, że w obrządku prawosławnym widziałem jakąś ostatnią - mistyczną? - szansę ocalenia chrześcijaństwa, tymczasem już sto lat temu wiadomo było, że jednak nic z tego. W sumie dość naiwne przesłanie książki. Nie sądziłem jednak, że tak mnie to poruszy. Trochę przypadkowo, a niespodziewanie jedna z książek roku!
MarWinc - awatar MarWinc
ocenił na108 miesięcy temu
Uczta Babette Karen Blixen
Uczta Babette
Karen Blixen
Wybitne opowiadania! Każde zupełnie odmienne, a czyta się je z niesłabnącym zaciekawieniem od początku do końca. Po czym trzeba złapać oddech — chwilę zadumy nad kolejami życia bohaterów, nieuchronnością czy zrządzeniem wręcz losu, jakimś przedziwnym domknięciem, klamrą ( p r z e z n a c z e n i e m ?) — tudzież przemyśleć odniesienia do cytowanych lektur po swojemu. To daje radość. Radość z czytania, odkrytych kontekstów. K.Blixen, prócz kunsztownego języka (wielka wartość tego zbioru),obdarza nas mądrością prawdziwie dojrzałej pisarki (to jej ostatnia książka). A więc w odpowiednich miejscach stawia właściwą ocenę, w kilku słowach plastycznie opisuje bohaterów, a los ludzki przedstawia jak w przypowieściach, alegorycznie i w majestacie Siły Wyższej, z którą się Człowiek mierzy. Wreszcie pada parę genialnych konstatacji — zupełnie odkrywczych — przynajmniej dla mnie. Przypuszczam, że tam gdzie młodość może K.Blixen nie dowierzać, deprecjonować, kwestionować jej logikę (przejrzałam kilka wcześniejszych recenzji :) — tam starszy czytelnik zostaje olśniony orientując się, jak dziwaczny czasem determinizm każe podejmować zgoła paradoksalne decyzje. A jednak pozostają one w zgodzie z sumieniem i rozumiemy, że były wręcz konieczne. Kto zdecydował o losie tych osobliwych bohaterów — oni sami czy ,,tak musiało się zdarzyć’’, by wszystko miało sens, i pozostało nieprzeniknione.
Hanzadonna - awatar Hanzadonna
oceniła na107 miesięcy temu
Psalm u kresu podróży Erik Fosnes Hansen
Psalm u kresu podróży
Erik Fosnes Hansen
„- Bogini Miłości wzniosła się dziś ku Słońcu!- Herbata i okruszki lądują na obrusie.- A jaka była wyraźna! -Kiedy następny raz? – wtrąca się Jason. Przybysze śmieją się dobrotliwie. - Następnego razu nie będzie – mówi ojciec.- Przynajmniej dla nikogo z nas tu siedzących. Jason nie pojmuje. Dopiero w 2004 roku. Wtedy wróci do Słońca. Za 120 lat”. (s. 14.) Erik Fosnes Hansen Psalm u kresu podróży, przekł. M. Gołębiowska – Bijak, Wyd. Książnica, Katowice 1997. Lapidarna rekomendacja Josteina Gaardera, autora „Świata Zofii”: „Utwór światowej klasy. Po mistrzowsku skomponowana powieść idei”, zatrzymuje Czytelnika i jest koronnym argumentem, by sięgnąć po norweską prozę. Wśród innych powodów: to historia muzyków orkiestry, którzy mieli grać do końca, a było ich ośmiu: od kapelmistrza, przez skrzypków(2),wiolonczelistów(2),kontrabasistę (1),do pianistów (2). Ich nazwiska odnajdziemy w Uwagach końcowych autora, przywołującego dramat z 15 kwietnia 1912, kiedy to w nocy zginęli wraz z 1495 pasażerami i członkami załogi. Hansen, autor jednakże wprowadza nas w świat fikcji literackiej (ze znanym motywem),bo jak sam przyznaje: „Ja chciałem opowiedzieć swoją. A moich muzyków wymyśliłem.” I dodaje: „ W najbardziej istotnych elementach opis statku i przebieg rejsu bazuje na faktach. Pozwoliłem sobie jednak na niejaką swobodę. (…) Ale to miała być powieść, nie podręcznik historii. Fantazjowałam więc także w tym, co się dotyczy ostatnich godzin życia muzyków”.(s. 412.) „Psalm u kresu podróży” Hansena to opowieść: • o indywidualnych losach postaci, m. in. młodego skrzypka Jasona; • o Europie sprzed I wojny światowej (z nędzą, bezrobociem, epidemią różnych chorób, walkami szczurów, prostytucją i tysiącami innych egzystencjalnych problemów na podobieństwo tych, które dotykają żyjących w XXI w.). Powieść uświadamia, że Czas w ludzkiej egzystencji niewiele zmienia (poza dekoracjami i rekwizytami),a Kruchości Istnienia ma wymiar wieczny. Ostatnie zdania powieści: „Wtedy ujrzeli niebo gwiaździste. Nie było na nim ani jednej chmurki. Tam tonął „Titanic”.(s. 410.) 10/10
zoe - awatar zoe
ocenił na101 rok temu
Mitomanka Mary Morrissy
Mitomanka
Mary Morrissy
Jest rok 1920. W Berlinie z kanału wyławiają niedoszłą samobójczynię. Przez dwa lata nie można się dowiedzieć kim jest, dlatego lekarze nazwali ją Frâulain Unbekant czyli Panna Nieznana. Po dwóch latach Panna Nieznana zaczyna opowiadać o swojej przeszłości – podobno jest ocalałą z pogromu najmłodszą córką cara Mikołaja II, Anastazją. Żyjący krewni raczej nie poznają w niej Anastazji, choć pewne podobieństwa budzą wątpliwości. Są zwolennicy Anastazji i zdecydowani jej przeciwnicy. Kobieta, znana później jako Anna Anderson, dla wielu pozostaje jednak ocaloną cudownie córką ostatniego monarchy Rosji. "Mitomanka" opowiada historię Anny Anderson, która tak naprawdę nazywała się Franciszka Szanckowska i jak wykazały testy DNA, zrobione już po jej śmierci, nie była w jakikolwiek sposób spokrewniona z rodziną Romanowów. Książka Mary Morrissy nie jest książką biograficzną, nie zawiera nawet żadnych odniesień do tekstów źródłowych. Jest ona prawdopodobnie całkowicie oparta na faktach, relacjach czy wycinkach prasowych, które były ogólnodostępne. Wiele informacji jest pewnie wymysłem wyobraźni samej autorki. Książkę tę czytałam po raz drugi. Pewną trudnością w jej czytaniu są zaburzone chronologicznie zdarzenia, co utrudnia łączenie pewnych faktów. Ciekawie przedstawiona jest jednak wybiórczość i selekcja jakiej dokonuje nasza pamięć po traumatycznych przeżyciach. Franciszka wydaje się całkowicie wierzyć w historię przez siebie wymyśloną, opierając się jedynie na bardzo wyrywkowych fragmentach swojej pamięci z okresu dzieciństwa i wczesnej młodości. "Mitomanka" to ciekawa propozycja dla osób które interesują się historią ostatniej rodziny carskiej a także tych, którzy chcieliby choć trochę wejrzeć w niuanse ludzkiej psychiki. Polecam 🙂
Magda Juraszewska - awatar Magda Juraszewska
oceniła na61 rok temu

Cytaty z książki A Friend of Kafka and Other Stories

Więcej
Isaac Bashevis Singer Przyjaciel Kafki Zobacz więcej
Więcej