Miasteczko nietoperzy: pierwszych siedem lat mojego życia (i jeszcze kilka)

Okładka książki Miasteczko nietoperzy: pierwszych siedem lat mojego życia (i jeszcze kilka)
Dario Fo Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie literatura piękna
180 str. 3 godz. 0 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Il paese dei mezar`at
Data wydania:
2005-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2005-01-01
Liczba stron:
180
Czas czytania
3 godz. 0 min.
Język:
polski
ISBN:
8373842756
Tłumacz:
Anna Górka
Średnia ocen

                6,1 6,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Miasteczko nietoperzy: pierwszych siedem lat mojego życia (i jeszcze kilka) w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Miasteczko nietoperzy: pierwszych siedem lat mojego życia (i jeszcze kilka)

Średnia ocen
6,1 / 10
70 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1829
957

Na półkach:

Jestem entuzjastką twórczości Dario Fo. Przepadam za jego poczuciem humoru, podejściem do absurdu, pomysłami na fabułę, niezwykłymi opowieściami, łatwością z jaką je snuje i prowadzi. Cenię go za odniesienia do komedii dell arte, błyskotliwość, nieszablonowość, fantazję. Jednoaktówkę Trzy zbiry znam niemal na pamięć. Z powyższych względów wszystko co napiszę dalej będzie pochwałą autora i jego talentu.
Miasteczko nietoperzy to wspomnienia z dzieciństwa i młodości. Utrzymane w pogodnej, czasem sielskiej atmosferze opowieści obejmują nie tylko samego autora i jemu najbliższych, ale także (z korzyścią dla całości) sąsiadów, co ciekawszych mieszkańców miasteczka. Niektóre z wątków brzmią wręcz nieprawdopodobnie (jak ten o Bezrękim, synu bogatej Polki), inne rozbawiają i dodają otuchy (perypetie dziadka rolnika czy profesorskie alternatywne tłumaczenie historii i biografii starożytnych).
Przypadki młodzieńczych wyskoków i próby sił czasem mrożą krew w żyłach, czasem przyprawiają o salwy śmiechu. Doświadczenia szkolne, obserwowanie zmian zachodzących w społeczeństwie i polityce, a ponadto rozwijanie talentów (poza prozatorskim, również malarski) są ważnymi punktami wspomnień.
Ciekawie wygląda partia opowieści dotycząca ojca rodziny oraz licznych przeprowadzek, powodowanych zmianami jego stanowiska (był kolejarzem i zawiadowcą stacji). Najpiękniejsze wspomnienia dotyczą miasteczka Porto Valtravaglia, usytuowanego nad jeziorem Maggiore w pobliżu granicy ze Szwajcarią. Było to (w owym czasie) niezwykłe miejsce pełne imigrantów (słynna huta szkła), różnych narodowości, co czyniło owo miejsce wielobarwnym i ciekawym. Mimo coraz trudniejszych czasów (epoka Mussoliniego), późniejszej wojny, udało się mieszkańców (przynajmniej we wspomnieniach Fo) utrzymać specyficzny charakter i pacyfistycznego ducha miejsca.
Ciekawa opowieść o pierwszych miłościach, budzeniu się w autorze słownego improwizatora, a także wspomnienia wędrownych bajarzy i gawędziarzy, i nade wszystko tęskny powrót pamięcią do lat dziecinnych, oto czym jest Miasteczko nietoperzy.

buchbuchbicher.blogspot.com

Jestem entuzjastką twórczości Dario Fo. Przepadam za jego poczuciem humoru, podejściem do absurdu, pomysłami na fabułę, niezwykłymi opowieściami, łatwością z jaką je snuje i prowadzi. Cenię go za odniesienia do komedii dell arte, błyskotliwość, nieszablonowość, fantazję. Jednoaktówkę Trzy zbiry znam niemal na pamięć. Z powyższych względów wszystko co napiszę dalej będzie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

143 użytkowników ma tytuł Miasteczko nietoperzy: pierwszych siedem lat mojego życia (i jeszcze kilka) na półkach głównych
  • 92
  • 51
42 użytkowników ma tytuł Miasteczko nietoperzy: pierwszych siedem lat mojego życia (i jeszcze kilka) na półkach dodatkowych
  • 22
  • 5
  • 4
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Miasteczko nietoperzy: pierwszych siedem lat mojego życia (i jeszcze kilka)

Inne książki autora

Dario Fo
Dario Fo
Włoski satyryk, autor sztuk teatralnych, reżyser teatralny oraz kompozytor. Przewodnim tematem jego dzieł są idee komunizmu i anarchizmu. Dario Fo otrzymał w roku 1997 Nagrodę Nobla w dziedzinie literatury. Jego sztuka nawiązuje do komedii dell’arte. Wiele prac Dario Fo stworzył razem ze swoją żoną Francą Rame.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Dziennik irlandzki Heinrich Böll
Dziennik irlandzki
Heinrich Böll
Interesujący, miejscami mocno liryczny, acz dla mnie mocno niepełny - nawet w ówczesnych realiach - obraz Irlandii. No bo czy ten wyraźnie fascynujący Autora, pełen życzliwych ludzi kraj, to ta sama Irlandia, z której uciekli dwaj najwięksi jego 20-wieczni giganci - James Joyce i Samuel Beckett? Nie za chlebem, bynajmniej nie jak miliony ich rodaków, nie za chlebem…. Jak na mój gust zbyt pięknie w tej książce, zbyt łagodnie melancholijnie. Nie ma terrorystów, nie ma tej atmosfery grajdołu, wszechwładzy Kościoła z jej wszystkimi znanymi, straszliwymi konsekwencjami, zwłaszcza dla kobiet sprowadzonych do roli maszyn rozpłodowych w kraju faktycznie wewnętrznie okupowanym przez siłę, która – jak to mówi Poeta – „jest jak ogromna depresja rozciągnięta nad krajem”. Albo Heinrich Böll nie był przesadnie bystrym obserwatorem (ale to noblista - więc wykluczam), albo raczej – skoro jeździł do tego ewidentnie egzotycznego dla niego kraju, gdzie kupił domek, na wakacje– może chciał mieć po prostu tzw. święty spokój? Jego wrażliwa lewicowość niczego mu nie podpowiedziała? Nie chciał, nie mógł, nie pozwolono mu, zajrzeć pod tę pozornie przeczyście wykrochmaloną podszewkę życia społecznego? Jedyne kraje, do których porównania się nasuwają z tamtych czasów (koniec lat 50.) to Hiszpania Franco i Portugalia Salazara. Pozostaje tylko zazdrościć Irlandczykom, jak ostatnio nieco zmienili swój kraj na lepsze…. Owszem, w jednym jedynym miejscu pojawił się jakiś przebłysk co do nadmiarowej władzy Kościoła, ale w żart obrócony: „W Irlandii kler ma decydujący głos także przy udzielaniu licencji na szynki, ustalaniu godziny policyjnej i urządzaniu potańcówek”. Albo było jeszcze inaczej: to była wiedza niedostępna nikomu z zewnątrz, swoista omerta, której złamanie było wtedy po prostu niemożliwe, także ze strony ofiar, a może zwłaszcza ich, a już szczególnie nie wobec cudzoziemca, cóż że z przyjaznego im kraju, który w dwóch wojnach łoił Anglikom skórę …. Wtedy to ich filozoficzne nastawienie do życia, którym się tak zachwyca Böll, byłoby jedynie pełnym rezygnacji poddaniem się czemuś, czego zmienić się nie da – tak jak się godzili z ciągłym deszczem, notabene pięknie opisanym („Deszcz jest tu absolutny, wspaniały i przerażający. Nazywanie go niepogodą jest równie niestosowne, jak nazywanie palących promieni słońca ładną pogodą”). Nie przypadkiem Autor odnotowuje powszechną a przecież dość fatalistyczną postawę ludzi doprowadzonych na tzw. skraj - „It could be worse („Mogłoby być gorzej”) – BTW: równie popularną w Sowietach – gdy „czasem bywa bardzo źle, a coś jeszcze gorszego daje pociechę i stwarza właściwą proporcję”. Typowy to mechanizm obronny w totalitaryzmach, nieważne jakiej barwy. I w tym kontekście nie dziwią sympatie miejscowych…. „ - Powiedz no - odezwał się cicho - Hitler… był… myślę… nie takim złym człowiekiem… tylko poszedł za daleko? (…) - Posłuchaj no, Padraic – powiedziałem spokojnie – dobrze wiemy, jak daleko zaszedł Hitler, a szedł po trupach milionów Żydów, dzieci… - Twarz Padraica drgnęła boleśnie. Zamówił siódme piwo i powiedział ze smutkiem: - Szkoda że i ty dałeś się uwieść angielskiej propagandzie. Wielka szkoda. Nie tknąłem stojącego przede mną piwa”. Owszem. Autor umie pięknie opisywać egzotyczny dla siebie świat i nawet nie za bardzo mu się można dziwić, np. „Kiedy pędzi bydło z pastwiska, wygląda na szesnaście lat, kiedy później, za rogiem domu, skręca na drogę prowadzącą przez wieś, wydaje się, że ma chyba już trzydzieści parę lat, a kiedy przechodzi koło domu i nieśmiało uśmiecha się przez okno, wtedy widać, że dobiega już pięćdziesiątki”. „Odchodzi jako mężczyzna pięćdziesięcioletni, przy rogu domu zmienia się w trzydziestoletniego, wyżej na stoku, gdzie idzie, drapiąc osła po grzbiecie, staje się szesnastolatkiem, a kiedy na górze zatrzymuje się na chwilę przy żywopłocie z fuksji, tylko na tę chwilę, zanim zniknie za żywopłotem, wygląda jak chłopiec, którym niegdyś był”. „Butelki po mleku, pozbawione dziewictwa, obrabowane ze swych pieczęci, puste i brudne, stały pod drzwiami i na parapetach okiennych, smutnie czekały na poranek, kiedy zastąpią je ich świeże, promienne siostry, a mewy były nie dość białe, aby zastąpić anielską promienność niewinnych butelek z mlekiem”. „Kamienie z irlandzkich murów wystarczyłyby na budowę wieży Babel, ale irlandzkie ruiny dowodzą, że podejmowanie tej budowy byłoby bezcelowe”. „Mury z 20. wieku niemal nie różniły się od tych z 8. – i one były porośnięte mchem, i one wyglądały jak ruiny”. „Tu – jakież to dobrodziejstwo! – wolno palić w kinach. Gdyby tego zabroniono, wybuchłoby zapewne powstanie, bo u Irlandczyków namiętność do kina łączy się z namiętnością palaczy”. „Torf, jedyne bogactwo kraju, który już od stuleci jest obrabowany z lasów, któremu nie zawsze starczało i nie starcza chleba, ale zawsze starcza codziennego deszczu”. Poprzednie dwie moje książki noblisty jednak oceniam wyżej – to „Utracona cześć Katarzyny Blum albo: Jak powstaje przemoc i do czego może doprowadzić” i „Anioł milczał”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na 6 1 rok temu
Kadysz za nienarodzone dziecko Imre Kertész
Kadysz za nienarodzone dziecko
Imre Kertész
To jest książka o narastającym ładunku emocjonalnym. I w tym drzemie jej szczególna wartość. To rodzaj wewnętrznego monologu; alter ego pisarza snuje opowieść, którą niełatwo się czyta i może nawet zniechęcić. Ale jeśli „zaskoczy się” w odpowiednim momencie, zada pytanie „o co tu chodzi tak naprawdę?”, już nie można książki odłożyć. Znamy takich ludzi, podobnych do głównego bohatera. W najmniej oczekiwanych momentach wypowiadają jakieś dziwne zdanie, powtarzają utarte stwierdzenia, często milczący, gdy już coś powiedzą, to tak jakby nawiązywali do własnych myśli. Tak objawia się trauma. W przypadku tej książki skupiamy się na traumie węgierskiego Żyda, który jako nastolatek bez większej świadomości własnej tożsamości narodowej w czasie II wojny światowej przeszedł przez Auschwitz. Przeżył, ale odtąd jego życie zostaje naznaczone piętnem Shoah. Bo ci co przeżyli Holocaust, pisała o tym H. Krall, żyją z otwartą raną do końca swych dni. Wiodą życie w zawieszeniu miedzy dwiema śmierciami, duchową i tą ostateczną. Wielu ocalonych z obozów koncentracyjnych nigdy nie zdecydowało się na dzieci — decyzja bohatera „Kadyszu..” w tej kwestii nie jest odosobniona. „Moje życie postrzegane jako możliwość twojego zaistnienia. Twoje nieistnienie postrzegane jako konieczne i ostateczne zniszczenie mojego istnienia”. „A kiedy nie było ,nikogo ani niczego’, wówczas sam wynajdowałem i sam tworzyłem sobie takie sytuacje, by móc przed czym uciekać i czemu się sprzeciwiać”. Takich cytatów-kluczy do zrozumienia bohatera jest wiele. Może agonia istnienia I. Kertesza nastąpiła tam w Auschwitz, pomimo przeżycia, a dalsze powojenne życie to rozpisane na lata dogorywanie (nie bez kozery mówi się o takich ludziach: wrak człowieka). Kertesz przeżył, pozostał przy zdrowych zmysłach, bo wybrał najlepszą z możliwych dla siebie opcji - dysocjację. Wyparł wspomnienia, odpuścił wiwisekcji, nie popadł w otchłań szaleństwa — zamiast tego zanurza się w niekończących się eschatologicznych rozważaniach — angażuje w tym celu rozmówców (wcześniej ich zjednując), by wspólnie i i n t e l e k t u a l n i e dociekać sensu Auschwitz — powtarzającego się procederu (eksterminacji) w ewolucji ludzkości. Imre Kertesz żył jedynie pisaniem, to była jego terapia. Siła pisarstwa Imre Kertesza leży w budowaniu napięcia. Kertesz nie daje szansy, by z nim współodczuwać — nie wzrusza, nie płaczemy nad tym niedopełnionym fatum, gorzej — przykuwa jak współistnienie. —————— Byłam podobnie wstrząśnięta (moi poprzednicy pisali o tym wcześniej), kiedy po przeczytaniu książki dotarł do mnie sens cytatu umieszczonego z tyłu książki, co ważne, to jedyny tzw. polecający książkę cytat, który znalazł się na tyłówce książki. Pochodzi najprawdopodobniej z recenzji niemieckiego dziennikarza Thomasa Szmidta, która zapewne ukazała się po opublikowaniu książki w Niemczech (sic! pisarz pisał po niemiecku i miał niemieckiego wydawcę, który publikował książki Kertesza w pierwszej kolejności na niemieckim rynku, potem były tłumaczenia i inne rynki), a zatem przytaczam: „Bohater Kertesza to człowiek nieustępujący ani na krok, po Oświęcimiu, konsekwentnie uchylający się przed normalnością; a jednocześnie żałosny egoista, który rozkoszuje się upadkiem, wykorzystuje Oświęcim jako wymówkę, nie chcąc sprostać wymaganiom życia”. Co to za prowokacja ? Fatalne, tendencyjne tłumaczenie ? zapewne zdanie wyrwane z kontekstu tak, że sam dziennikarz byłby zdumiony jaką wymowę mają jego słowa.. Nie pojmuję intencji polskiego wydawcy.
Hanzadonna - awatar Hanzadonna
oceniła na 10 2 miesiące temu
Psalm u kresu podróży Erik Fosnes Hansen
Psalm u kresu podróży
Erik Fosnes Hansen
„- Bogini Miłości wzniosła się dziś ku Słońcu!- Herbata i okruszki lądują na obrusie.- A jaka była wyraźna! -Kiedy następny raz? – wtrąca się Jason. Przybysze śmieją się dobrotliwie. - Następnego razu nie będzie – mówi ojciec.- Przynajmniej dla nikogo z nas tu siedzących. Jason nie pojmuje. Dopiero w 2004 roku. Wtedy wróci do Słońca. Za 120 lat”. (s. 14.) Erik Fosnes Hansen Psalm u kresu podróży, przekł. M. Gołębiowska – Bijak, Wyd. Książnica, Katowice 1997. Lapidarna rekomendacja Josteina Gaardera, autora „Świata Zofii”: „Utwór światowej klasy. Po mistrzowsku skomponowana powieść idei”, zatrzymuje Czytelnika i jest koronnym argumentem, by sięgnąć po norweską prozę. Wśród innych powodów: to historia muzyków orkiestry, którzy mieli grać do końca, a było ich ośmiu: od kapelmistrza, przez skrzypków(2), wiolonczelistów(2), kontrabasistę (1), do pianistów (2). Ich nazwiska odnajdziemy w Uwagach końcowych autora, przywołującego dramat z 15 kwietnia 1912, kiedy to w nocy zginęli wraz z 1495 pasażerami i członkami załogi. Hansen, autor jednakże wprowadza nas w świat fikcji literackiej (ze znanym motywem), bo jak sam przyznaje: „Ja chciałem opowiedzieć swoją. A moich muzyków wymyśliłem.” I dodaje: „ W najbardziej istotnych elementach opis statku i przebieg rejsu bazuje na faktach. Pozwoliłem sobie jednak na niejaką swobodę. (…) Ale to miała być powieść, nie podręcznik historii. Fantazjowałam więc także w tym, co się dotyczy ostatnich godzin życia muzyków”.(s. 412.) „Psalm u kresu podróży” Hansena to opowieść: • o indywidualnych losach postaci, m. in. młodego skrzypka Jasona; • o Europie sprzed I wojny światowej (z nędzą, bezrobociem, epidemią różnych chorób, walkami szczurów, prostytucją i tysiącami innych egzystencjalnych problemów na podobieństwo tych, które dotykają żyjących w XXI w.). Powieść uświadamia, że Czas w ludzkiej egzystencji niewiele zmienia (poza dekoracjami i rekwizytami), a Kruchości Istnienia ma wymiar wieczny. Ostatnie zdania powieści: „Wtedy ujrzeli niebo gwiaździste. Nie było na nim ani jednej chmurki. Tam tonął „Titanic”.(s. 410.) 10/10
zoe - awatar zoe
ocenił na 10 11 miesięcy temu
Dom i świat Rabindranath Tagore
Dom i świat
Rabindranath Tagore
Dom i świat Rabindranatha Tagore’a to jedna z najważniejszych powieści literatury indyjskiej XX wieku – dzieło subtelne, wielowarstwowe, ukazujące napięcia między jednostką a zbiorowością, między rozumem a emocją, między miłością a polityką. Tagore, jako myśliciel i poeta, konstruuje historię rozpiętą między intymnością a historią, budując dramat trojga bohaterów w cieniu narastającego nacjonalizmu w Bengalu początku XX wieku. Akcja rozgrywa się na tle realnych wydarzeń: decyzji brytyjskiego rządu o podziale Bengalu i narodzin ruchu Swadeshi – protestu przeciwko importowi brytyjskich towarów. W centrum opowieści znajdują się: Nikhil – wykształcony, liberalny właściciel ziemski, jego żona Bimala, dotąd żyjąca w domowym zaciszu, oraz Sandip – charyzmatyczny nacjonalista i agitator. Konflikt nie jest jedynie ideologiczny; to głęboko osobisty dramat moralny, uczuciowy i duchowy. Nikhil pragnie, by jego żona odkryła świat zewnętrzny i sama odnalazła prawdę. Sandip z kolei wykorzystuje jej naiwność i pociąga ją ku radykalizmowi. Bimala staje się nieświadomym narzędziem w rękach ideologii, co prowadzi do tragedii. Tagore ukazuje niebezpieczeństwa fanatyzmu. Sandip, choć mówi w imię wolności, w istocie dąży do dominacji i przemocy. Nikhil zaś reprezentuje głos sumienia – wiarę w rozwój duchowy, tolerancję i odpowiedzialność. Powieść nie tylko przestrzega przed nacjonalizmem pozbawionym refleksji, ale też pyta o miejsce kobiet w społeczeństwie, o prawo do samodzielności i wolności myślenia. Bimala – początkowo bierna – przechodzi bolesną drogę, uczy się widzieć nie tylko to, co nęcące, ale i to, co destrukcyjne. Jej przemiana – choć tragiczna – niesie w sobie ważne przesłanie: wolność to nie tylko wyjście z zamknięcia, ale też zdolność do krytycznej refleksji. Tagore nie daje prostych odpowiedzi – zostawia czytelnika w moralnym niepokoju. Powieść stawia pytania: czy cel zawsze uświęca środki? Czy w imię narodu można zrezygnować z prawdy, miłości, sumienia? Dom i świat to nie tylko opowieść o Indiach, ale uniwersalna przypowieść o ludziach, którzy w starciu z ideologią muszą odnaleźć siebie. Jej aktualność dziś – w świecie podziałów i radykalizacji – pozostaje niepodważalna.
Bratyslawski - awatar Bratyslawski
ocenił na 10 8 miesięcy temu
Likwidacja Imre Kertész
Likwidacja
Imre Kertész
Likwidacja” to przede wszystkim utwór rozliczeniowy wobec traum pozostawionych w ludzkich umysłach przez totalitaryzmy hitlerowski i komunistyczny.W narracji niemało jest także rozważań filozoficznych o charakterze egzystencjalnym. Jednak jego fabuła ma charakter powieści quasi- detektywistycznej o skomplikowanej intrydze, tak skonstruowanej, że nie powstydziłby się jej twórca bestsellerowych kryminałów. Najważniejszy bohater “Likwidacji” B. urodził się i przeżył w Oświęcimiu dzięki polskiej kapo nadzorującej kobiecy oddział szpitalny. Po wojnie B. został pisarzem. Czytelnik jednak nie ma okazji go poznać, ponieważ gdy zaczyna się fabuła B. już nie żyje.2. Na pierwszym planie powieści pojawia się krytyk literacki i lektor wydawniczy Keseru. Po samobójczej śmierci pisarza B., Keseru ogarnięty jest obsesją odnalezienia - pisanej do szuflady powieści B. Odpowiedź na pytanie, co się stało z rękopisem powieści zaszyfrowany jest w dramacie zatytułowanym “Likwidacja”. Keseru odnajduje go w mieszkaniu martwego B., wśród masy notatek i innych próbek pisarskich B., a następnie ukrywa przed nadejściem policji, która może wszystko zarekwirować ze względu na antykomunistyczną postawę B. W trakcie lektury napisanego przed dekadą dramatu “Likwidacja”, Keseru odkrywa, że B. przewidział w nim dokładnie wszystko, co nastąpi po jego śmierci: że Keseru odnajduje w mieszkaniu martwego B., dramat zatytułowany “Likwidacja”, ukryje wszystkie papiery pisarza przed nadejściem policji itd. ... B. przewidział wszystko z dokładnością, która staje się lustrzanym odbiciem rzeczywistych wydarzeń. Takie zapętlenie się fabuły powieści jest jednocześnie jej zawiązaniem, a bohaterom utworu coraz trudniej zorientować się, co jest ich autonomiczną decyzją, co wynikiem manipulacji pisarza “zza grobu”, a wreszcie co samospełniającą się przepowiednią czy skutkiem autosugestii Keseru i tych, którzy przeczytali dramat zmarłego B. Kertész prawie do końca będzie nas trzymał w niepewności, czy wysiłki podejmowane przez Keseru, bardziej oddalą go niż przybliżą do odnalezienia rękopisów pisarza B. i prawdy o motywach jego samobójstwa. Ale jak to bywa w każdej szanującej się powieści, wartość ma nie ta czekająca na ustalenie odpowiedź, lecz to, co przeżyje i jaką lekcję wyniesie z tego dla siebie poszukujący rozwiązania. Mottem książki jest cytat z powieści Samuela Becketta „Mollowy”: "Jest północ. Deszcz smaga szyby. Nie była północ. Nie padało." W ten sposób autor wprowadza do powieści wątek filozoficzny. Motto bowiem skłania do postawienia pytania: czy to, co nas otacza jest prawdziwe? A może człowiek żyje tylko w przestrzeni własnej wyobraźni. Buduje wokół siebie osobisty, subiektywny świat, tak jak B., który nie mógł się wyzwolić z pamięci o traumatycznej przeszłości.
Iwona ISD - awatar Iwona ISD
ocenił na 7 8 miesięcy temu
Uczta Babette Karen Blixen
Uczta Babette
Karen Blixen
Wybitne opowiadania! Każde zupełnie odmienne, a czyta się je z niesłabnącym zaciekawieniem od początku do końca. Po czym trzeba złapać oddech — chwilę zadumy nad kolejami życia bohaterów, nieuchronnością czy zrządzeniem wręcz losu, jakimś przedziwnym domknięciem, klamrą ( p r z e z n a c z e n i e m ?) — tudzież przemyśleć odniesienia do cytowanych lektur po swojemu. To daje radość. Radość z czytania, odkrytych kontekstów. K.Blixen, prócz kunsztownego języka (wielka wartość tego zbioru), obdarza nas mądrością prawdziwie dojrzałej pisarki (to jej ostatnia książka). A więc w odpowiednich miejscach stawia właściwą ocenę, w kilku słowach plastycznie opisuje bohaterów, a los ludzki przedstawia jak w przypowieściach, alegorycznie i w majestacie Siły Wyższej, z którą się Człowiek mierzy. Wreszcie pada parę genialnych konstatacji — zupełnie odkrywczych — przynajmniej dla mnie. Przypuszczam, że tam gdzie młodość może K.Blixen nie dowierzać, deprecjonować, kwestionować jej logikę (przejrzałam kilka wcześniejszych recenzji :) — tam starszy czytelnik zostaje olśniony orientując się, jak dziwaczny czasem determinizm każe podejmować zgoła paradoksalne decyzje. A jednak pozostają one w zgodzie z sumieniem i rozumiemy, że były wręcz konieczne. Kto zdecydował o losie tych osobliwych bohaterów — oni sami czy ,,tak musiało się zdarzyć’’, by wszystko miało sens, i pozostało nieprzeniknione.
Hanzadonna - awatar Hanzadonna
oceniła na 10 7 miesięcy temu
Wróżby kumaka Günter Grass
Wróżby kumaka
Günter Grass
Lekko ironiczna książka z 1992 r. Noblisty, unikającego łatwych wzruszeń w związku z powrotem do rodzinnego miasta. To fantazja o wymyślonej w 1989 r. przez dawnego gdańszczanina i obecną gdańszczankę inicjatywie, aby dawni wygnańcy z obu narodów mogli po śmierci leżeć – odpowiednio w Gdańsku i Wilnie. Inicjatywie, która połączy wdowią dwójkę. I tylko koniec nie jest ironiczny. Z tej powieści wynika, jak dobrze Grass znał swych rodaków (za bardzo ich tu nie oszczędza), ale - żeby nie było za dobrze – również i nas, Polaków, a także odwieczne mechanizmy, które nieubłaganie się pojawiają, kiedy szlachetne oddolne pomysły przybierają instytucjonalne formy. Czyż nie taki był także ostateczny los tej idei, o której Aleksandra już w 1990 mówi: „Dawno temu była sobie Solidarność”. A tu chodzi wszak nie byle o co, bo szczytną ideę polsko-niemieckiego pojednania – na grobach. Sześćdziesięcioletni bohaterowie powołują do życia stowarzyszenie m.in. dla pochowków dawnych gdańszczan na cmentarzu takiego pojednania. Teoretycznie wydawało się to nietrudne, ale gdy już to się stanie, pojawiają się problemy. Jednym jest przełamanie pierwotnej idei, by tylko żyjący mogli sobie zapewnić taki pochówek, a potem jeszcze dochodzi pomysł, by niemieccy seniorzy dożywali swych dni w upadłych ośrodkach FWP... Ale kto wie, czy nie równie ważnym wątkiem powieści jest ten niemożliwy wydawałoby się romans polskiej Aleksandry z niemieckim Aleksandrem. „Polka i Niemiec! Mógłbym wypełnić nimi książkę z obrazkami: wolną od kłótni, pełną ustępliwości, zbyt piękną, żeby była prawdziwa” – taka to ocena narratora, którego akurat możemy utożsamiać z Autorem. Bo to związek niełatwy, nie tylko z powodu wieku - dorosłe dzieci obojga z obu państw mają jednoznacznie zgodny do tego stosunek…. Przeszłość paradoksalnie działa zaś na ich rzecz – nie jak ich rodziny: „A to, że on mając lat czternaście i pół roku był drużynowym w Hitlerjugend, a ona jako siedemnastoletnia dziewczyna została pełną entuzjazmu członkinią komunistycznej organizacji młodzieżowej, wybaczali sobie jako wady wrodzone swego pokolenia”. "Sprzeczali się jak dobrze zgrana, znająca się od dawna para". „Nazywa koniec swojego penisa „zapóźnionym w rozwoju półgłówkiem” (na co ona, w tym kontekście, po miłości: "Zostań jeszcze trochę w mojej rupieciarni"). „Ale pomniki to my, Polacy, wciąż umiemy budować. Wszędzie męczennicy i pomniki męczenników”. Jest tu nieco realiów z lat 90. - wiadomo o kim. „Był kiedyś dobry na robotnicze strajki. Zachciało mu się być małym marszałkiem Piłsudskim. Już teraz śmiech mnie bierze….”. „Kiedy w dwóch turach wyborów ubiegano się o najwyższy urząd w państwie, odpadł już w pierwszej, pokonany, pozostawiając pole dwóm takim, co dużo obiecywali”. Znajdziemy tu także nieco profetycznych wizji, choć m.in. najazd Bengalczyków na Gdańsk chyba jeszcze przed nami (za to z naddatkiem spełniło się to: „Wolna Polska poddała się obecnie dyktatowi Kościoła”). „Nawet Polacy, którzy zawsze chcą być tylko Polakami, niczym innym jak tylko Polakami, będą musieli się nauczyć, że obok Czarnej Madonny z Częstochowy jest dość miejsca dla innej czarnej bogini, bo naszą równie kochaną, co budzącą strach matkę Kali zabieramy oczywiście ze sobą”. „Niebawem groźba zapaści zmusiła wszystkie europejskie metropolie – a później średnie i małe miasta - do bezsamochodowego ruchu”. „Nawiasem mówiąc zanosi się na to, że jedność Europy uczyni bezprzedmiotowymi wszystkie dziś jeszcze drażliwe kwestie własności. A Polska – jak wolno przypuszczać – z pewnością chce należeć do Europy”. „Polacy mogli wreszcie jeździć bez wiz za zachodnią granicę przez Niemcy do Francji, Holandii, Włoch - o ile mieli dosyć złotówek by wymienić je na waluty zachodnie”. Wspaniała jest postać starej gdańszczanki Erny Brakup – szkoda że tylko epizodyczna, bo to ktoś wypisz, wymaluj podobny do bohaterów najważniejszych, tych magicznych, książek Autora, czyli „trylogii gdańskiej” – jednak ważniejszych dla mnie od tej, 6. jego autorstwa (a poniżej „8” żadna z tamtych nie zeszła….).
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na 6 1 rok temu
Instynkt pięknej Inez Carlos Fuentes
Instynkt pięknej Inez
Carlos Fuentes
Przeczytałem gdzieś kiedyś recenzję powieści Carlosa Fuentesa „Instynkt pięknej Inez”, której autor rozpływał się w zachwycie nad „muzycznym językiem” powieści, nad „sugestywnymi odpowiednikami muzycznych fraz” (cokolwiek miałoby to znaczyć). Czytałem tę powieść uważnie, trochę, przyznaję „na siłę” (dalej wyjaśnię, dlaczego) i jeśli zachwycać się frazą, to jednocześnie nad umiejętnościami i talentem tłumaczki, pani Zofii Wasitowej, bo przecież nie po hiszpańsku czytamy tę książkę… Pozwoliłem sobie na ten kąśliwy nieco wstąp, ponieważ często bywa, że onieśmieleni nazwiskiem (a Carlos Fuentes to wielkie nazwisko iberoamerykańskiej prozy) przypisujemy utworom autora atrybuty, które trudno dostrzec w samych dziełach, chwalimy za coś, czego nie rozumiemy i słabości powieści jesteśmy skłonni maskować udawanym intelektualiozowaniem. A ja uważam, że Fuentes poległ na tej powieści, nie udźwignął problemu konstrukcji, nie rozwiązał problemu narracji w dwóch czasach, że generalnie – rozważania nad czasem i przemijaniem (tym jest w rzeczywistości „Instynkt pięknej Inez”) go przygniotły. To, że Bułhakowowi udało się w „Mistrzu i Małgorzacie” mistrzowsko tę kwestię poprowadzić, nie znaczy, że potrafi to każdy pisarz, nawet wielki. Dwie równoległe historie miłosne, jedna dzieje się współcześnie, na przełomie XXX i XXI wieku, droga – w prehistorii, na zaraniu ludzkości, traktowane w powieści łącznie mają symbolizować, oznaczać wieczną spiralę tworzenia piękna z chaosu, niekończący się ciąg dziejów życia człowieka, miłości i śmierci. Wszystko okej. Tyle tylko, że pisarz nie zapanował, jak mi się wydaje, nad materiałem i myślami, i dał ponieść się żywiołowi tworzenia, ulegając chaosowi. Naturalnie, piękno i bogactwo języka Fuantesa w tłumaczeniu Z.Wasitowej uwiedzie nas. Ale w tej plątaninie pięknych zdań i scen, nieporządku myśli i pod niepewnie chwiejącą się konstrukcją powieści – łatwo się zgubić, a trudno przez tę prozę podróżować komfortowo.
Jacek Jarosz - awatar Jacek Jarosz
ocenił na 6 4 lata temu
Tam, gdzie wyją szakale Amos Oz
Tam, gdzie wyją szakale
Amos Oz
"Tam gdzie wyją szakale" Amosa Oza to prawdziwe arcydzieło literatury, które zachwyca od pierwszej do ostatniej strony. Oz w mistrzowski sposób łączy głęboką psychologię postaci z niezwykle barwnym opisem izraelskiej rzeczywistości. Książka ta to nie tylko wciągająca opowieść, ale również głęboka refleksja nad ludzką naturą, relacjami międzyludzkimi i poszukiwaniem tożsamości. Postacie w tej powieści są złożone i wielowymiarowe, każda z nich ma swoje unikalne tło i motywacje, co sprawia, że czytelnik angażuje się emocjonalnie w ich losy. Oz potrafi wniknąć w najgłębsze zakamarki duszy swoich bohaterów, ukazując ich w całej ich ludzkiej złożoności. Jego styl pisania jest niezwykle sugestywny, pełen subtelnych niuansów i poetyckich obrazów, które na długo pozostają w pamięci. "Tam gdzie wyją szakale" to również fascynująca podróż przez historię i kulturę Izraela, co dodaje dodatkowej warstwy do już i tak bogatej fabuły. Amos Oz, jako wybitny znawca swojego kraju, potrafi z niezwykłą precyzją oddać zarówno piękno, jak i trudności życia w tym regionie. Książka ta jest nie tylko literackim majstersztykiem, ale również ważnym głosem w dyskusji na temat ludzkiej egzystencji i kondycji współczesnego świata. "Tam gdzie wyją szakale" to lektura, która wzbogaca, inspiruje i skłania do głębokiej refleksji. Zdecydowanie polecam tę powieść każdemu, kto szuka literatury na najwyższym poziomie, pełnej emocji i mądrości życiowej. Amos Oz po raz kolejny udowadnia, że jest jednym z najwybitniejszych pisarzy naszych czasów.
Lucyferus - awatar Lucyferus
ocenił na 9 1 rok temu
Badenheim 1939 Aharon Appelfeld
Badenheim 1939
Aharon Appelfeld
Nieczęste spojrzenie na Zagładę z perspektywy tych co "przedtem w Rzeszy". Nikt jeszcze nie ma jej świadomości, choć atmosfera w austriackim uzdrowisku - małym niby-getcie, gdzie jeszcze trwa rejestracja i koncentracja, zanim ruszy eksterminacja - tężeje z każdym zbliżającym się dniem „wyjazdu do Polski”. A zarazem życie toczy się „normalnie”: romanse, anse, dąsy, swary, dziwactwa, łajdactwa, nieporozumienia, stare przyzwyczajenia…. Inny też niż w dotychczasowej literaturze Holokaustu jest zbiorowy bohater. To niemiecko-austriackie "żydostwo oświecone", zeświecczone i zeuropeizowane, żadny tam zacofany sztetl, jak w Polsce i dalej. Niektórzy z bohaterów nie są wręcz wolni od niechęci do tych ”Ostjuden”, którzy w ich mniemaniu mogą być słuszną przyczyną złości Onkela Adiego na ich rasę (gdyby tylko wiedzieli, że takie rozróżnienia go nie interesowały…). „- Nadal widzę siebie jako wolnego obywatela austriackiego. Do Polski trzeba wysyłać polskich Żydów. Oni wracają do swojego kraju. To, że się znalazłem wśród nich, to nieporozumienie. Zwykłe nieporozumienie”. Zebrana w Badenheim społeczność to ludzie tacy, jak wszędzie i zawsze. Żadnej tu idealizacji przyszłych ofiar – także na tym polega odwaga spojrzenia Autora. Czyni to ich los jeszcze bardziej przejmującym. „Człowiek siedzi w fotelu, słucha muzyki, przegląda kolorowe magazyny i marzy o Polsce. A Polska, obca i daleka, przybiera w końcu postać idyllicznej, sielankowej wizji, krainy bez zmartwień i trosk”. Czy może dziwić, że nie mogą oni przypuszczać, aby w tej Polsce mogło stać się im coś złego? Czy jednak ktoś mógł sobie wyobrazić gazowanie i palenie ludzi na skalę przemysłową, a co dopiero dać wiarę takim pogłoskom. Niemieccy ludobójcy genialnie rozegrali jakże ludzką chęć życia "choć chwilę dłużej”, no i odwieczny mechanizm: „oni na pewno tak, ale ja – nie”… Wciąż nie rozumieją: „Nie rozumiem, jakie przestępstwo popełniłem, że wygnano mnie z własnego domu. Powiedzcie mi proszę”. Żyją wciąż pojęciami „państwa prawa”, którego błyskawiczny kres przeoczyli: „Komisja na pewno zacznie rozpatrywać odwołania. Należy założyć, że podczas tej nie do końca przemyślanej akcji popełniono niemało błędów”. Niektórzy jeszcze myślą o przyszłości: „Muzycy bezwstydnie ładowali do swoich bagaży hotelowe serwisy i srebrną zastawę. Semicki zapytał ich, po co to robią. W Polsce ludzie nie jadają na porcelanie”: Nastroje pogarszają się z każdym dniem. A ludzie? „Ludzie wtapiali się w ściany jak cienie”. ”Starszy kelner siedział w kącie. Był w czarnym garniturze, który wkładał rzadko, tylko przy wyjątkowych okazjach. Nie wiadomo dlaczego wyglądał na człowieka, w którym wygasł już ogień życia. Na jego twarzy gościł wyraz pełnej obojętności pustki”. „Ostatnie oznaki młodości zniknęły z jego twarzy”. „Z całej jego postaci emanowała już tylko starość, teraz wyraźnie widoczna”… Wiele tu scen wbijających w fotel, choć tak naprawdę nic ”złego” się nie dzieje ot, nakaz rejestracji w „wydziale sanitarnym”, wyrzekanie się członków rodziny, zamknięcie cukierni, zakaz korzystania z basenu. A jednak zaczynają się samobójstwa, niektórych ogrania szaleństwo… Nie jest trudno przewidzieć, że na koniec tej wybitnej książki podjeżdżają wagony… Dalej jest noc. I nic. Nieco cytatów: …Jeden z muzyków, który z trudną do pojęcia dumą obnosił się ze swoim polskim nazwiskiem, zauważył, że urzędnicy przypominają mu marionetki. Nazywał się Leon Semicki... - Gdy opuściłem Polskę, miałem siedem lat, a teraz mam wrażenie, jakby to było zaledwie rok temu. - Tam ludzie są bardzo biedni – powiedział ktoś szeptem. - Biedni, ale nie boją się śmierci. …Truda nie szczędzi szczegółów. Nie ma drugiego tak pięknego kraju jak Polska. Powietrze nigdzie nie jest tak świeże. - A język? Przecież ja nie mówię po żydowsku. - Nie ma nic łatwiejszego niż nauczyć się żydowskiego. To prosty i ładny język. Również polska mowa jest piękna… - Wracamy do Polski? – wybuchnął śmiechem – A ja przecież kiedyś stamtąd uciekłem. - Wszyscy byliśmy kiedyś w Polsce i wszyscy kiedyś do niej wrócimy – oświadczył Papenheim. ….Nie pozostało im nic poza wspomnieniami – w długie zimowe noce oddawały się im, wyrażając żal za minioną kobiecością, tak jakby teraz były wdowami…. …Śmierć wyraźnie widoczna pojawiła się i stanęła koło umywalni na korytarzu. Pani Zauberblit przez chwilę przyglądała się jej wzrokiem, jakim kobieta przygląda się dawnemu kochankowi, który ponownie stara się o jej względy… …Śmierć bawi tam swobodnie, bez przeszkód, podobnie w ogrodzie różanym i w salonie. Rozmawia się z nią jak z każdą inną żyjącą istotą, żartując lub przymilając się. A gdy wybija godzina, znika się z tego świata, czasami jęcząc i krzycząc, innym razem dyskretnie i po cichu… - Nie rozumiem – zdziwił się major - czy panuje tu epidemia? - Epidemia żydostwa. …Przy wejściu do cukierni stał sędziwy piekarz w niebieskim garniturze. Długie lata, spędzone w cieniu właściciela, zabiły w nim najmniejszy przejaw własnej woli. Na jego długiej twarzy malował się wyraz zupełnej bezradności… - Ośmielę się zadać pytanie natury osobistej – rzekł piekarz. - Pracowałem tu bez przerwy przez 30 lat. Czy moja emerytura zostanie uznana również tam? - Wszystko będzie honorowane – zapewnił Papenheim – Ludzie nie zostaną skrzywdzeni. - Tak też myślałem. …Słowa takie jak „odwołanie” i „procedury” jakoś przemówiły do niego. Widocznie studiował kiedyś prawo. Trochę się uspokoił. Kontakt ze znajomymi pojęciami sprawił, iż trochę rozjaśniło mu się w głowie... …Klienci zaopatrywali się przede wszystkim w duże ilości leków nasennych i uspokajających… …Jeśli już komuś należy się tytuł „wielkiego Żyda”, to z pewnością Karlowi Krausowi; on przywrócił satyrze godne jej miejsce…
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na 9 3 lata temu

Cytaty z książki Miasteczko nietoperzy: pierwszych siedem lat mojego życia (i jeszcze kilka)

Więcej
Dario Fo Miasteczko nietoperzy: pierwszych siedem lat mojego życia (i jeszcze kilka) Zobacz więcej
Więcej