rozwiń zwiń

Krótki piątek i inne opowiadania

Okładka książki Krótki piątek i inne opowiadania
Isaac Bashevis Singer Wydawnictwo: Muza literatura piękna
268 str. 4 godz. 28 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Short Friday and other stories
Data wydania:
2010-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1992-01-01
Liczba stron:
268
Czas czytania
4 godz. 28 min.
Język:
polski
ISBN:
83-7319-240-9
Średnia ocen

                7,7 7,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Krótki piątek i inne opowiadania w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Krótki piątek i inne opowiadania

Średnia ocen
7,7 / 10
181 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
432
418

Na półkach:

Baszewis Singer był uznawany za mistrza małych form. O prawdziwości tej opinii można się przekonać, sięgając po "Krótki piątek" – zbiór kilkunastu opowiadań, w których pisarz wskrzesza świat sztetli, dybuków i chasydów. Pod piórem Singera życie i obyczaje aszkenazyjskich Żydów z przełomu XIX i XX w. zamieniają się w barwną opowieść o ludzkim losie. Baśniowo-realistyczna konwencja doskonale współgra z gawędziarską narracją, w której autor celował.

Lektura tekstów Baszewisa jest nie tylko okazją do zasmakowania kultury, która współistniała z naszą przez wieki, ale także gwarancją wyśmienitej rozrywki. Warto przypomnieć, że w 1978 r. Singer otrzymał literacką Nagrodę Nobla za "pełną uczucia sztukę prozatorską, która wyrastając z polsko-żydowskich tradycji kulturowych porusza jednocześnie odwieczne problemy".

Baszewis Singer był uznawany za mistrza małych form. O prawdziwości tej opinii można się przekonać, sięgając po "Krótki piątek" – zbiór kilkunastu opowiadań, w których pisarz wskrzesza świat sztetli, dybuków i chasydów. Pod piórem Singera życie i obyczaje aszkenazyjskich Żydów z przełomu XIX i XX w. zamieniają się w barwną opowieść o ludzkim losie. Baśniowo-realistyczna...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

387 użytkowników ma tytuł Krótki piątek i inne opowiadania na półkach głównych
  • 249
  • 136
  • 2
83 użytkowników ma tytuł Krótki piątek i inne opowiadania na półkach dodatkowych
  • 52
  • 12
  • 5
  • 4
  • 4
  • 3
  • 3

Tagi i tematy do książki Krótki piątek i inne opowiadania

Inne książki autora

Isaac Bashevis Singer
Isaac Bashevis Singer
Polski i amerykański pisarz żydowski tworzący głównie w języku jidysz, dziennikarz. Laureat Nagrody Nobla w dziedzinie literatury za rok 1978. Urodził się jako Icek-Hersz Zynger w Leoncinie, wsi w pobliżu Nowego Dworu Mazowieckiego (na ziemiach Królestwa Kongresowego, faktycznie pod zaborem rosyjskim). Jego ojciec był chasydzkim rabinem, zaś jego matka Baszewa – córką rabina z Biłgoraja. Na podstawie informacji, które przekazał swemu oficjalnemu biografowi Paulowi Kreshowi oraz swojej sekretarce Dvorah Telushkin, a także chronologii wydarzeń historycznych zapisanych we wspomnieniach własnych, najbardziej prawdopodobną datą jego urodzenia jest 21 listopada 1902 r. Często pojawiająca się w jego biografiach data 14 lipca 1904 r. była prawdopodobnie zmyślona w młodości przez Singera po to, aby w czasie wojny mógł uniknąć powołania do wojska. Z przekazu samego Singera, zawartym we wspomnieniach, wyłania się jeszcze inna wersja: mały Icek zapytał matkę, kiedy ma urodziny, odpowiedziała: „Dzisiaj” – był to 14 lipca. Przed wyjazdem do Stanów Zjednoczonych używał pseudonimu literackiego Icchok Baszewis, który został utworzony od żydowskiej wersji imienia Izaak oraz imienia matki, Baszewy, które następnie zostało dostosowane do warunków amerykańskich, zmieniając się na Isaac Bashevis Singer. Jako dziennikarz używał też pseudonimów: Icchok Warszawski i D. Segal. Jego starsze rodzeństwo, siostra Ester Kreitman (1891–1954) oraz brat Israel Joszua Singer (1893–1944), było także znanymi pisarzami. Siostra zaczęła tworzyć jako pierwsza w rodzinie. W 1907 r. rodzina Singera przeprowadziła się do Radzymina, gdzie jego ojciec został kierownikiem miejscowej jesziwy (ponad 40% ludności ówczesnego Radzymina stanowiła ludność żydowska). W 1908 r. po pożarze jesziwy rodzina przeniosła się do Warszawy i zamieszkała przy ulicy Krochmalnej 10, gdzie ojciec Singera objął nieoficjalnie urząd rabina miejscowej gminy żydowskiej. Nie znając rosyjskiego, nie podszedł do egzaminu państwowego, dającego mu stosowne uprawnienia i nie mógł zajmować tego stanowiska oficjalnie. Wiosną 1914 Singerowie przeprowadzili się do mieszkania w sąsiedniej kamienicy przy ulicy Krochmalnej 12. Do klimatów tej warszawskiej ulicy Singer będzie wielokrotnie powracał w swoich utworach, m.in. w Szoszy. W 1917 r. wraz z matką i młodszym bratem Mosze przeprowadził się do Biłgoraja, rodzinnego miasta matki, a rodzina uległa rozproszeniu na skutek działań wojennych. W Biłgoraju funkcjonował tradycyjny żydowski sztetl, a wujowie Singera pełnili funkcje rabinów odziedziczoną po ojcu. Ojciec Baszewy był misnagdem (przeciwnikiem chasydyzmu). Gdy ojciec Izaaka został rabinem w Starym Dzikowie 1921 r., Singer wrócił do Warszawy, gdzie wstąpił do Seminarium Rabinicznego Takemoni. Szkoła ta jednak mu nie odpowiadała. Po rezygnacji z nauki wrócił do Biłgoraja, gdzie próbował samodzielnie utrzymać się jako nauczyciel języka hebrajskiego. Bieda zmusiła go jednak do powrotu do domu rodzinnego. W 1923 r. jego brat Izrael Joszua załatwił mu pracę korektora w Warszawie, w czasopiśmie Literarisze Bleter, którego był redaktorem. W czasopiśmie tym pracował do 1933 r. W okresie tym tłumaczył na jidysz utwory m.in. Ericha Marii Remarque’a i Thomasa Manna. Utrzymywał się także z tłumaczeń powieści popularnych. Zadebiutował w 1925 r. krótkim opowiadaniem Na starość o swoim rodzinnym Biłgoraju, które zostało opublikowane na łamach Literarisze Bleter w ramach konkursu literackiego i podpisane pseudonimem Ce(Tse). Oprócz tego pisał wiele wprawek kuchennych do szuflady, które jednak uformowały jego przyszły styl i wpłynęły na jego całą twórczość. Pierwszą jego powieść Szatan w Goraju publikowano w odcinkach w latach 1933-1934 w czasopiśmie literackim Globus, które powstało z inicjatywy jego przyjaciela poety Aarona Zeitlina oraz samego Singera. W całości powieść ta została opublikowana w 1935 r. i ta data jest często uważana za rok debiutu Singera. Powieść opowiada historię pogromu Żydów ze wsi Goraj nieopodal Biłgoraja, dokonanego przez kozaków w czasie Powstania Chmielnickiego w 1648 r., kiedy to zginęła 1/3 miejscowej ludności. Centralną osią powieści jest wpływ, jaki na właśnie niszczoną społeczność żydowską miało objawienie kabalisty ze Smyrny, Sabbataja Cwi, który obwieścił się w tym samym roku mesjaszem. Do tego samego wątku Singer wrócił później w powieści Niewolnik wydanej już w Stanach Zjednoczonych w 1962 r. Z powodu trudnej sytuacji materialnej oraz wzrastającego antysemityzmu w Europie Singer z pomocą swojego brata wyemigrował w 1935 do Stanów Zjednoczonych. Wymagało to rozstania z partnerką (nigdy nie wzięli ślubu) Rachelą (Rochl Szapiro) i synem Izraelem, którzy wyjechali najpierw do Moskwy, a następnie przez Turcję do Palestyny. Singer osiedlił się w Nowym Jorku, gdzie, znowu dzięki pomocy brata, otrzymał pracę dziennikarza, korektora i tłumacza w czasopiśmie „Forwerts – The Yiddish Forward” (jid. ‏פֿאָרװערטס‎). Zaczął drukować w nim powieść Grzeszny Mesjasz. Mimo dobrego startu szybko wpadł w depresję i zagubienie, które później opisał w opowiadaniu Zagubiony w Ameryce (1974) oraz fabularyzowanej powieści autobiograficznej Miłość i wygnanie. W 1937 r. poznał Almę Haimann-Wassermann, emigrantkę żydowską pochodzącą z Monachium, z którą się ożenił w 1940 r. Dla Singera rozwiodła się ona (1939) z mężem Walterem, z którym została dwójka ich dzieci. Dzięki jej pomocy i wsparciu (utrzymywała ich, pracując w sklepie) Singer wrócił do pisarstwa i działalności dziennikarskiej, stając się jednym z najbardziej płodnych autorów „The Forward”. To w tym okresie zmienił swój pseudonim literacki na bardziej zamerykanizowany, a także zaczął się posługiwać pseudonimami Varshavsky oraz D. Segal. Choć Singer nigdy nie wrócił do ojczystego kraju, tłumacząc to niemożnością podróży na „cmentarz żydowskiego narodu”, do końca życia uważał się za warszawiaka i podkreślał swoje przywiązanie do Polski. W twórczości ukazywał religijno-filozoficzne problemy moralne oraz konflikty środowisk ortodoksyjnych i zasymilowanych Żydów. W barwny sposób przywoływał do życia nieistniejący już świat Żydów, a zwłaszcza chasydów we wschodniej Polsce. Do arcydzieł literatury należą krótkie opowiadania Singera, odznaczające się kunsztem narratorskim, często stylizatorskim, także wnikliwym portretowaniem postaci. Pisarstwo przez całe życie było jego pasją – nieomalże obsesją. Interesował się też filozofią, np. Spinozą, Schopenhauerem. W swych utworach, często ustami ich bohaterów, przytacza różne teorie filozoficzne. Znaczny wpływ na jego twórczość miała także klasyczna powieść rosyjska XIX w. Z ludzi mających na niego największy wpływ literacki wymieniał swojego starszego brata, Israela Joszuę. Zmarł w wieku 88 lat. Został pochowany na cmentarzu żydowskim w New Jersey.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Kadysz za nienarodzone dziecko Imre Kertész
Kadysz za nienarodzone dziecko
Imre Kertész
To jest książka o narastającym ładunku emocjonalnym. I w tym drzemie jej szczególna wartość. To rodzaj wewnętrznego monologu; alter ego pisarza snuje opowieść, którą niełatwo się czyta i może nawet zniechęcić. Ale jeśli „zaskoczy się” w odpowiednim momencie, zada pytanie „o co tu chodzi tak naprawdę?”, już nie można książki odłożyć. Znamy takich ludzi, podobnych do głównego bohatera. W najmniej oczekiwanych momentach wypowiadają jakieś dziwne zdanie, powtarzają utarte stwierdzenia, często milczący, gdy już coś powiedzą, to tak jakby nawiązywali do własnych myśli. Tak objawia się trauma. W przypadku tej książki skupiamy się na traumie węgierskiego Żyda, który jako nastolatek bez większej świadomości własnej tożsamości narodowej w czasie II wojny światowej przeszedł przez Auschwitz. Przeżył, ale odtąd jego życie zostaje naznaczone piętnem Shoah. Bo ci co przeżyli Holocaust, pisała o tym H. Krall, żyją z otwartą raną do końca swych dni. Wiodą życie w zawieszeniu miedzy dwiema śmierciami, duchową i tą ostateczną. Wielu ocalonych z obozów koncentracyjnych nigdy nie zdecydowało się na dzieci — decyzja bohatera „Kadyszu..” w tej kwestii nie jest odosobniona. „Moje życie postrzegane jako możliwość twojego zaistnienia. Twoje nieistnienie postrzegane jako konieczne i ostateczne zniszczenie mojego istnienia”. „A kiedy nie było ,nikogo ani niczego’, wówczas sam wynajdowałem i sam tworzyłem sobie takie sytuacje, by móc przed czym uciekać i czemu się sprzeciwiać”. Takich cytatów-kluczy do zrozumienia bohatera jest wiele. Może agonia istnienia I. Kertesza nastąpiła tam w Auschwitz, pomimo przeżycia, a dalsze powojenne życie to rozpisane na lata dogorywanie (nie bez kozery mówi się o takich ludziach: wrak człowieka). Kertesz przeżył, pozostał przy zdrowych zmysłach, bo wybrał najlepszą z możliwych dla siebie opcji - dysocjację. Wyparł wspomnienia, odpuścił wiwisekcji, nie popadł w otchłań szaleństwa — zamiast tego zanurza się w niekończących się eschatologicznych rozważaniach — angażuje w tym celu rozmówców (wcześniej ich zjednując), by wspólnie i i n t e l e k t u a l n i e dociekać sensu Auschwitz — powtarzającego się procederu (eksterminacji) w ewolucji ludzkości. Imre Kertesz żył jedynie pisaniem, to była jego terapia. Siła pisarstwa Imre Kertesza leży w budowaniu napięcia. Kertesz nie daje szansy, by z nim współodczuwać — nie wzrusza, nie płaczemy nad tym niedopełnionym fatum, gorzej — przykuwa jak współistnienie. —————— Byłam podobnie wstrząśnięta (moi poprzednicy pisali o tym wcześniej), kiedy po przeczytaniu książki dotarł do mnie sens cytatu umieszczonego z tyłu książki, co ważne, to jedyny tzw. polecający książkę cytat, który znalazł się na tyłówce książki. Pochodzi najprawdopodobniej z recenzji niemieckiego dziennikarza Thomasa Szmidta, która zapewne ukazała się po opublikowaniu książki w Niemczech (sic! pisarz pisał po niemiecku i miał niemieckiego wydawcę, który publikował książki Kertesza w pierwszej kolejności na niemieckim rynku, potem były tłumaczenia i inne rynki), a zatem przytaczam: „Bohater Kertesza to człowiek nieustępujący ani na krok, po Oświęcimiu, konsekwentnie uchylający się przed normalnością; a jednocześnie żałosny egoista, który rozkoszuje się upadkiem, wykorzystuje Oświęcim jako wymówkę, nie chcąc sprostać wymaganiom życia”. Co to za prowokacja ? Fatalne, tendencyjne tłumaczenie ? zapewne zdanie wyrwane z kontekstu tak, że sam dziennikarz byłby zdumiony jaką wymowę mają jego słowa.. Nie pojmuję intencji polskiego wydawcy.
Hanzadonna - awatar Hanzadonna
oceniła na 10 2 miesiące temu
Meszuge Isaac Bashevis Singer
Meszuge
Isaac Bashevis Singer
Meszuge znaczy w jidysz tyle co: szalony, zwariowany, pomylony, obłąkany, innymi słowy - świr. Trudno wskazać jednoznacznie, kto jest tytułowym świrem, bo akurat ta historia pęka od świrów w szwach. Zresztą zdaniem Singera, szaleństwo jest znakiem szczególnym Żydów. („Zawsze wiedziałem, że Żydzi to wariaci, ale tego, że będą w stanie założyć jesziwę w Chinach, żeby debatować nad tym, czy jajko zniesione w szabat jest koszerne, podczas gdy ich rodziny pakowano do pieców - nie, tego sobie nigdy nie wyobrażałem”). [Wariactwo występuje także w innych nacjach, a nie dotyczy jedynie milionerów, bo jeżeli ktoś ma bardzo dużo pieniędzy, wtedy nie jest wariatem, tylko ekscentrykiem]. „Meszuge” ma pierwszoosobową narrację i – jak twierdzą znawcy tematu - zawiera sporo wątków autobiograficznych. Miejscem akcji jest głównie Nowy Jork, a wszystko dzieje się w latach pięćdziesiątych, ale już po śmierci Stalina. We wspomnieniach żydowskich migrantów bardzo często przewija się Polska („W Nowym Jorku poczułem, że znów jestem w domu – są tutaj wszyscy, z Łodzi i z Warszawy”). Na kartach książki pojawiają się postaci o niestandardowym podejściu do życia. Ta niestandardowość jest prawdopodobnie skutkiem traumy po przeżyciach wojennych i stracie bliskich osób – rodziców, dzieci, współmałżonków. Singer wspomina, że Polaków ratujących Żydów karano śmiercią („Niemcy rozstrzelaliby i ją, i wszystkich jej sąsiadów”), rozgrzesza Żydówkę („A kim niby jestem, by osądzać ofiary hitleryzmu?”), która jako kapo „paradowała po Stutthofie z pejczem” i „biła żydowskie dziewczęta, wpychała dzieci do komór gazowych”. Jak rozumiem, każdy zaszczuty człowiek ma prawo do strachu i nikt nie ma prawa żądać, by zachował się jak bohater. A przy okazji – gdyby ktoś zapomniał - Polacy też byli „ofiarami hitleryzmu” i też mieli prawo bać się o swoje życie.
Apelajda Sękliwa - awatar Apelajda Sękliwa
oceniła na 7 2 lata temu
Certyfikat Isaac Bashevis Singer
Certyfikat
Isaac Bashevis Singer
W posłowiu anglojęzyczny tłumacz (oryginał powstał w jidysz) napisał, że to … najweselsza powieść noblisty. Co nie znaczy oczywiście, że pogodna albo podnosząca na duchu. Autor w faktycznie autobiograficznej powieści przedstawił krótki okres z życia niespełna dziewiętnastoletniego Dawida Bendigera, który po kilku latach spędzonych w fikcyjnej Białodrewni wraca trafia do Warszawy z przysłowiowymi groszami przy duszy. I pewnie nic by z tego nie wyszło, gdyby nie list, w którym znajomy poinformował go o przyznaniu certyfikatu uprawniającego do wyjazdu do Palestyny, ówczesnego brytyjskiego terytorium mandatowego. I tak to poznajemy żydowską Warszawę anno domini 1922. Miasto nieznane z kart polskiej literatury. Inne adresy, inne instytucje, inny odbiór Piłsudskiego i Wojska Polskiego. I jak u Martina Pollacka widać, jak bardzo zróżnicowany byli żyjący w Polsce Żydzi. Po pierwsze – co oczywiste – jeśli chodzi o zamożność. Dominowała – jak wszędzie wówczas – biedota, z którą ówcześni Polacy prawie się nie stykali, a ona z nimi. Stąd wzajemne negatywne opisy i stereotypy w literaturze obu narodów. Żydów różnił też … stosunek do religii, czyli judaizmu. Od chasydów i innych ortodoksów, poprzez luźno związanego z nią autora i jego brata, aż do ateistycznych i antyreligijnych komunistów, wychwalających ZSRR (skąd uciekł jeden z bohaterów książki). Poglądy polityczne też różniły rodaków Singera, aczkolwiek trzeba przyznać, że zasadniczo dzieli się oni na marzących o państwie żydowskim w Palestynie syjonistów oraz lewicowców wszelkiej maści, z niezbyt licznymi, ale krzykliwymi i widocznymi komunistami. Wreszcie dzielił ich język. Autor pisał i mówił w jidysz, polski znał słabo. Jedna z żydowskich bohaterek nie uznaje tego języka, nazywając go „żargonem” (jak mówili o nim polscy antysemici). Z kolei dla syjonistów nowym językiem w ziemi obiecanej miał być (i stał się) hebrajski. Żeby było śmieszniej komuniści najchętniej mówią … po polsku. Goje, czyli Polacy pojawiają się incydentalnie i są znani głównie z imienia lub profesji. To pokazuje, jak mało zintegrowane były obie społeczności – inaczej niż ich elity. Wreszcie bardzo ciekawa fabuła mocno lawiruje pokazując, że kto nie ma szczęścia do pieniędzy ma je w miłości, a właściwie seksu, w który w tym środowisku nie było tak trudno. Wreszcie w całej społeczności mamy pełen przegląd wszystkich ludzkich namiętności – pozytywnych i negatywnych, wielu typów psychologicznych, stosunku do własnego żydostwa w diasporze i Państwie Izrael (wówczas wymarzonym), małżeństwa, wolnych związków, emigracji, komunizmu i światowej rewolucji. Wesoło wbrew pozorom wcale nie jest, ale za to czyta się świetnie. Treść warto skonfrontować z życiorysem autora, ale dopiero po zakończeniu lektury. Przeczytane w ramach wyzwania listopadowego - książka o Polsce lub rozgrywająca się w Polsce.
Aguirre - awatar Aguirre
ocenił na 7 3 lata temu
Uczta Babette Karen Blixen
Uczta Babette
Karen Blixen
Wybitne opowiadania! Każde zupełnie odmienne, a czyta się je z niesłabnącym zaciekawieniem od początku do końca. Po czym trzeba złapać oddech — chwilę zadumy nad kolejami życia bohaterów, nieuchronnością czy zrządzeniem wręcz losu, jakimś przedziwnym domknięciem, klamrą ( p r z e z n a c z e n i e m ?) — tudzież przemyśleć odniesienia do cytowanych lektur po swojemu. To daje radość. Radość z czytania, odkrytych kontekstów. K.Blixen, prócz kunsztownego języka (wielka wartość tego zbioru), obdarza nas mądrością prawdziwie dojrzałej pisarki (to jej ostatnia książka). A więc w odpowiednich miejscach stawia właściwą ocenę, w kilku słowach plastycznie opisuje bohaterów, a los ludzki przedstawia jak w przypowieściach, alegorycznie i w majestacie Siły Wyższej, z którą się Człowiek mierzy. Wreszcie pada parę genialnych konstatacji — zupełnie odkrywczych — przynajmniej dla mnie. Przypuszczam, że tam gdzie młodość może K.Blixen nie dowierzać, deprecjonować, kwestionować jej logikę (przejrzałam kilka wcześniejszych recenzji :) — tam starszy czytelnik zostaje olśniony orientując się, jak dziwaczny czasem determinizm każe podejmować zgoła paradoksalne decyzje. A jednak pozostają one w zgodzie z sumieniem i rozumiemy, że były wręcz konieczne. Kto zdecydował o losie tych osobliwych bohaterów — oni sami czy ,,tak musiało się zdarzyć’’, by wszystko miało sens, i pozostało nieprzeniknione.
Hanzadonna - awatar Hanzadonna
oceniła na 10 7 miesięcy temu
Wróżby kumaka Günter Grass
Wróżby kumaka
Günter Grass
Lekko ironiczna książka z 1992 r. Noblisty, unikającego łatwych wzruszeń w związku z powrotem do rodzinnego miasta. To fantazja o wymyślonej w 1989 r. przez dawnego gdańszczanina i obecną gdańszczankę inicjatywie, aby dawni wygnańcy z obu narodów mogli po śmierci leżeć – odpowiednio w Gdańsku i Wilnie. Inicjatywie, która połączy wdowią dwójkę. I tylko koniec nie jest ironiczny. Z tej powieści wynika, jak dobrze Grass znał swych rodaków (za bardzo ich tu nie oszczędza), ale - żeby nie było za dobrze – również i nas, Polaków, a także odwieczne mechanizmy, które nieubłaganie się pojawiają, kiedy szlachetne oddolne pomysły przybierają instytucjonalne formy. Czyż nie taki był także ostateczny los tej idei, o której Aleksandra już w 1990 mówi: „Dawno temu była sobie Solidarność”. A tu chodzi wszak nie byle o co, bo szczytną ideę polsko-niemieckiego pojednania – na grobach. Sześćdziesięcioletni bohaterowie powołują do życia stowarzyszenie m.in. dla pochowków dawnych gdańszczan na cmentarzu takiego pojednania. Teoretycznie wydawało się to nietrudne, ale gdy już to się stanie, pojawiają się problemy. Jednym jest przełamanie pierwotnej idei, by tylko żyjący mogli sobie zapewnić taki pochówek, a potem jeszcze dochodzi pomysł, by niemieccy seniorzy dożywali swych dni w upadłych ośrodkach FWP... Ale kto wie, czy nie równie ważnym wątkiem powieści jest ten niemożliwy wydawałoby się romans polskiej Aleksandry z niemieckim Aleksandrem. „Polka i Niemiec! Mógłbym wypełnić nimi książkę z obrazkami: wolną od kłótni, pełną ustępliwości, zbyt piękną, żeby była prawdziwa” – taka to ocena narratora, którego akurat możemy utożsamiać z Autorem. Bo to związek niełatwy, nie tylko z powodu wieku - dorosłe dzieci obojga z obu państw mają jednoznacznie zgodny do tego stosunek…. Przeszłość paradoksalnie działa zaś na ich rzecz – nie jak ich rodziny: „A to, że on mając lat czternaście i pół roku był drużynowym w Hitlerjugend, a ona jako siedemnastoletnia dziewczyna została pełną entuzjazmu członkinią komunistycznej organizacji młodzieżowej, wybaczali sobie jako wady wrodzone swego pokolenia”. "Sprzeczali się jak dobrze zgrana, znająca się od dawna para". „Nazywa koniec swojego penisa „zapóźnionym w rozwoju półgłówkiem” (na co ona, w tym kontekście, po miłości: "Zostań jeszcze trochę w mojej rupieciarni"). „Ale pomniki to my, Polacy, wciąż umiemy budować. Wszędzie męczennicy i pomniki męczenników”. Jest tu nieco realiów z lat 90. - wiadomo o kim. „Był kiedyś dobry na robotnicze strajki. Zachciało mu się być małym marszałkiem Piłsudskim. Już teraz śmiech mnie bierze….”. „Kiedy w dwóch turach wyborów ubiegano się o najwyższy urząd w państwie, odpadł już w pierwszej, pokonany, pozostawiając pole dwóm takim, co dużo obiecywali”. Znajdziemy tu także nieco profetycznych wizji, choć m.in. najazd Bengalczyków na Gdańsk chyba jeszcze przed nami (za to z naddatkiem spełniło się to: „Wolna Polska poddała się obecnie dyktatowi Kościoła”). „Nawet Polacy, którzy zawsze chcą być tylko Polakami, niczym innym jak tylko Polakami, będą musieli się nauczyć, że obok Czarnej Madonny z Częstochowy jest dość miejsca dla innej czarnej bogini, bo naszą równie kochaną, co budzącą strach matkę Kali zabieramy oczywiście ze sobą”. „Niebawem groźba zapaści zmusiła wszystkie europejskie metropolie – a później średnie i małe miasta - do bezsamochodowego ruchu”. „Nawiasem mówiąc zanosi się na to, że jedność Europy uczyni bezprzedmiotowymi wszystkie dziś jeszcze drażliwe kwestie własności. A Polska – jak wolno przypuszczać – z pewnością chce należeć do Europy”. „Polacy mogli wreszcie jeździć bez wiz za zachodnią granicę przez Niemcy do Francji, Holandii, Włoch - o ile mieli dosyć złotówek by wymienić je na waluty zachodnie”. Wspaniała jest postać starej gdańszczanki Erny Brakup – szkoda że tylko epizodyczna, bo to ktoś wypisz, wymaluj podobny do bohaterów najważniejszych, tych magicznych, książek Autora, czyli „trylogii gdańskiej” – jednak ważniejszych dla mnie od tej, 6. jego autorstwa (a poniżej „8” żadna z tamtych nie zeszła….).
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na 6 1 rok temu
Pochowajcie mnie pod podłogą Paweł Sanajew
Pochowajcie mnie pod podłogą
Paweł Sanajew
O wychowaniu zdecydowanie nie bezstresowym. Oparta na motywach autobiograficznych historia dorastania chłopca wychowywanego przez niezrównoważoną psychicznie babcię i biernego wobec jej agresji, wycofanego dziadka. Mały Sasza jest dzieckiem dosyć chorowitym (choć można domniemywać, że babcia wyolbrzymia jego dolegliwości), przez co musi przestrzegać wielu reguł i ograniczeń - bierze jakieś dzikie ilości leków, nie wolno mu się spocić, prawie nie chodzi do szkoły i wciąż jest straszony rychłą śmiercią. Sama kąpiel to przedsięwzięcie w piętnastu punktach i z masą absolutnie niezbędnych rekwizytów. A to wciąż dziecko, nie zawsze udaje mu się zrobić wszystko zgodnie z wymaganiami - i wówczas musi liczyć się z dotkliwą karą. Kluczową postacią jest tutaj babcia, terroryzująca całe swoje otoczenie, które nigdy nie jest pewne, co akurat wytrąci ją z równowagi (genialna jest jedna z końcowych scen monologu, w którym płynnie przechodzi przez całe spektrum swoich możliwości - od gróźb i wyzwisk, poprzez przymilanie się, błagania i przekupstwa, po wyrzekania i branie na litość, i tak kilka razy). Z jednej strony trudno ją za to do końca winić - to osoba dosyć poważnie psychicznie chora i zdecydowanie potrzebująca fachowej pomocy, a przy tym także w jakimś stopniu skrzywdzona przez los. Z drugiej, nie da się nie zauważyć, że życie z kimś takim to niemal dosłownie piekło. Wielu rzeczy spodziewałam się po tej książce, ale nie tego, że jej lektura będzie mnie stresować. Atmosfera ciągłego konfliktu, miotanie się od czułości do agresji i nieustanne oczekiwanie na kolejny wybuch sprawiają, że czyta się to z gulą w gardle, w napięciu trudnym do zniesienia. Książka bardzo dobra, ale zdecydowanie nieprzyjemna.
niedź - awatar niedź
ocenił na 9 8 miesięcy temu

Cytaty z książki Krótki piątek i inne opowiadania

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Krótki piątek i inne opowiadania